Tajne przez poufne czyli koniec snu o kapitalizmie z ludzką twarzą

W całej europie odbywają się wielkie demonstracje przeciwko międzynarodowym umowom o wolnym handlu i swobodzie inwestycji TTIP, CETA i TISA. Krytycy tych porozumień zwracają uwagę na zagrożenia jakie niosą proponowane w nich rozwiązania dla praw pracowniczych, miejsc pracy, środowiska naturalnego, prywatności czy zdrowia ludności. Jednak zagrożenie dla społeczeństwa obywatelskiego może być znacznie większe: umowy podważają samą istotę procesu demokratycznego i zawierają mechanizmy demontujące państwo opiekuńcze, zamieniając je w policyjną pałkę chroniącą jedynie interesy najbogatszych.
Kraje UE, ameryki północnej i regionu azji – pacyfiku negocjują umowy o ochronie inwestycji i wolnym handlu, których celem jest dalsza liberalizacja gospodarki i stworzenie wielkie strefy wolnego handlu, która obejmie regiony tworzące większość światowego PKB. Chodzi tu o cztery pakty: TTIP, czyli Transatlantyckie Partnerstwo w dziedzinie Handlu i Inwestycji (UE – USA), CETA czyli Kompleksowa umowa gospodarczo-handlowa między UE a kanadą oraz TPP czyli Partnerstwo Transatlantyckie. Celem tych umów jest ochrona inwestorów zagranicznych oraz likwidacja tzw. „barier handlowych” przy czym nie chodzi tu o zniesienie ceł, gdyż te w większości już zniesiono lub obniżono do minimalnego poziomu ale o zniesienie tzw. „barier pozataryfowych”. Są to państwowe regulacje rynku, usankcjonowane monopole, normy sanitarne i środowiskowe, wymogi dotyczące zatrudnienia, czy preferencje dla lokalnych producentów, oraz wszelkie działania władz publicznych, które ograniczają lub wypływają na konkurencję na rynku. Umowy TTIP, CETA i TPP w mniejszym stopniu dotyczą likwidacji barie w handlu międzynarodowym. Głównym problemem poruszanym w tych traktatach są inwestycje zagraniczne i ochrona inwestorów. Równocześnie do tych trzech umów negocjowana jest TISA czyli Porozumienie o Handlu Usługami, którego celem jest liberalizacja usług i otwarcie krajowych rynków usług na podmioty zagraniczne.
Te cztery umowy są kolejnym etapem procesu globalizacji gospodarki, który rozpoczął się w krajach kapitalistycznych tuż po II Wojnie Światowej kiedy rozpoczęto wdrażanie układów GATT czyli Układu Ogólnego w sprawie Taryf Celnych i Handlu, a następnie poprzez umowy bilateralne BIT i tworzenie stref wolnego handlu (NAFTA, EOG, ASEAN) doprowadził do znaczne liberalizacji światowej gospodarki, zniesienia większości ceł i innych barier w handlu zagranicznym. Skutkiem tych procesów jest opanowanie dużej części rynku towarów i usług przez wielkie międzynarodowe korporacje, które są obecne na wszystkich kontynentach. Globalni giganci w elastyczny sposób lokalizują poszczególne segmenty swojej działalności np. poprzez przenoszenie części produkcyjnej do krajów taniej siły roboczej i lokalizacji z niskimi wymogami dot. ochrony środowiska. Z kolei segmenty badawczo-rozwojowe i handlowe umiejscawiane są w regionach z dużą dostępnością wysoko wykwalifikowanej siły roboczej i wysokim standardem życia, natomiast oficjalne siedziby korporacji i poszczególnych jej działów tworzą skomplikowane siatki spółek zależnych świadczących sobie nawzajem fikcyjne usługi z których część lokalizowana jest rajach podatkowych, dzięki czemu giganci osiągający miliardowe zyski płacą nieraz mniejsze podatki dochodowe niż małe firmy. Przykładem wielokrotnie krytykowanym przez licznych polityków i związki zawodowe jest firma Apple – najbogatsza globalna korporacja, której przychody (74,6 mld dol. w 2015) przekraczają PKB wielu państw. Zjawisko przenoszenia wysokokosztowych działów do państw postkolonialnych oraz unikanie opodatkowania możliwe jest dzięki funkcjonowaniu szeregu umów ogólnych i dwustronnych, które negocjowane były teoretycznie między rządami równych państw a praktycznie dyktowane były przez lobbystów wielkich korporacji.
Cztery traktaty stanowią kolejny etap liberalizacji światowej gospodarki. Zdaniem polityków i lobbystów popierających te umowy ich skutkiem będzie przyspieszenie i bardziej równomierne rozłożenie wzrostu gospodarczego na czym skorzystać mają wszyscy obywatele państw stron układów. Przyspieszenie wzrostu PKB dzięki globalizacji gospodarczej jest faktem. Jak wskazują jednak niektórzy ekonomiści lepsze statystyki Produktu Krajowego Gospodarczego niekoniecznie przekładają się na poprawę dobrobytu społeczeństw. Jak udowodnił w swoim dziele „Kapitał XXI Wieku” Thomas Piketty globalizacja doprowadziła do nierównomiernego rozłożenia korzyści z rozwoju gospodarczego. Na wzroście PKB w ostatnich dekadach korzystają głównie najbogatsi oligarchowie, posiadacze większości kapitału. Od czasu zliberalizowania światowego handlu wzrost zysków z kapitału następuje szybciej niż wzrost dochodów z pracy, co powoduje koncentrację kapitału w rękach najbogatszych. Skutkiem tego procesu jest rozwój baniek spekulacyjnych oraz gwałtowny wzrost cen nieruchomości i surowców co odbija się negatywnie na poziomie życia ludzi utrzymujących się z pracy zarobkowej a napędza fortuny miliarderów.
Procesy globalizacji od lat wzbudzają protesty społeczne i są przedmiotem ostrej krytyki ze strony działaczy organizacji lewicowych, ekologicznych, związków zawodowych i anarchistów. Tak samo jest z czwórką traktatów. Przeciwko TTIP odbyło się wiele demonstracji, a pod inicjatywą obywatelską Stop TTIP zebrano ponad 3,5 mln podpisów. Protesty odbywały się także w Polsce na przykład w Katowicach podczas Antykongresu w 2015 r. zorganizowanego przez środowiska anarchistyczne. Z kolei 15 października 2016 odbyła się w Warszawie demonstracja przeciw CETA, w której wzięło udział kilka tysięcy osób. Krytycy czterech umów wskazują na zagrożenia jakie niosą TTIP, TPP, CETA i TISA w wielu obszarach. Akcentowanych jest kilka szczególnie oburzających opinię publiczną spraw.
Po pierwsze krytykowany jest sam tryb negocjowania umów. Rundy negocjacyjne odbywają się za zamkniętymi drzwiami, uczestniczy w nich niewielka liczba urzędników reprezentujących państwa i Komisję Europejską oraz liczni lobbyści z wielkich korporacji. Projekty umów są tajne. Nie mają do nich dostępu nawet parlamentarzyści, mimo że to parlamenty będą teoretycznie ratyfikować te umowy. Jak jednak możemy mówić o demokratycznej kontroli skoro parlamentarzyści nie wiedzą nad czym głosują? Organizacja Knowledge Ecology International dotarła do treści listu, który wysłał szef amerykańskich negocjatorów (L. Dan Mullaney) do przewodniczącego delegacji europejskiej, z którego wynika, że USA chcą aby treść TTIP została ujawniona dopiero 5 lat po wejściu traktatu w życie!
Bezczelność oligarchów
Tajne negocjacje lobbystów na temat umów, które de facto będą stanowiły prawo wpływające na życie obywateli wywołały ostry sprzeciw wielu europejczyków. Postawa polityków i korporacji została uznana za bezczelność i kpinę z demokracji. Przeciw tajności TTIP protestowało wielu deputowanych do Parlamentu Europejskiego z frakcji zielonych i partii lewicowych. Pod wpływem ich krytyki pozwolono nielicznej delegacji parlamentarzystów na obejrzenie treści dokumentu, jednak zakazano im robienia fotokopii i zdradzania treści TTIP. Wg deputowanej z frakcji Zielonych prof. Molly Cato, która widziała dokument, umowa zawiera szereg rozwiązań regulujących dziedziny życia codziennego w tym tak szczegółowe jak treści jakie mogą znaleźć się na etykietach produktów spożywczych. Cato zwraca też uwagę, że tekst TTIP jest de facto dyktowany przez wielkie korporacje gdyż 95% spotkań negocjatorów prowadzonych jest z lobbystami a jedynie 5% z organizacjami społecznymi i związkami zawodowymi.
Atmosferze skandalu i oskarżeniom o zamach na demokrację i wolności obywateli sprzyjają ujawniane przez różne organizacje fragmenty traktatów, które udało się zdobyć hakerom. Pierwsze publiczne informacje o treści negocjowanych umów pojawiły się w czerwcu 2014 r. po tym gdy Wikileaks opublikowała fragmentu projektu zapisów TISA dotyczących rynku finansowego (Financial Services Annex). Z ujawnionego dokumentu wynika, że negocjatorzy dążą do skłonienia państw stron porozumienia do dalszej deregulacji sektora finansowego mimo negatywnych konsekwencji tego rozwiązania ujawnionych podczas kryzysu finansowego w latach 2007-2008. Z przecieku wynika też że USA dążą do zwiększenia transgranicznej wymiany danych osobowych i finansowych. Na wskutek presji opinii publicznej i ostrej krytyki ze strony działaczy ruchów lewicowych i związków zawodowych Komisja Europejska zdecydowała się upublicznić treść tych umów kilka tygodni po tym jak zrobił to portal Wikileaks.
Kolejny przeciek tajnych dokumentów miał miejsce w grudniu 2014, kiedy portal Associated Whistleblower Press ujawnił, że umowa TISA dotyczy bardzo szerokiego zakresu usług, od finansów, poprzez usługi komunalne aż po służbę zdrowia i weterynarię, która jest powiązana z deregulacją sektora rolnego, która ma być wprowadzana w umowach TTIP, CETA i TTP. W czerwcu 2015 ujawniono z kolei klauzulę zakazującą stosowania w zamówienia publicznych na dostawy oprogramowania wymogu ujawniania kodu źródłowego. Taki zapis uniemożliwia państwom i samorządom stosowanie w przetargach preferencji dla otwartego oprogramowania. Z kolei w maju 2016 r. opublikowano zapisy dotyczące działania firm państwowych. TISA ma zmusić je do działaniach na takich samych zasadach jak spółki prywatne co oznacza komercjalizację wielu usług publicznych. Z kolei we wrześniu 2016 r. Greenpeace ujawniła kolejne przecieki tajnych fragmentów TISA, w których zawarto zapisy korzystne dla energetyki opartej na paliwach kopalnych. Umowa rozmywa stosowany np. w UE podział paliw na „czyste” i „brudne” oraz ogranicza wspieranie energetyki odnawialnej i zawiera mechanizmy promujące handel paliwami kopalnymi. Ponad to ujawniono klauzule wymuszające udział prywatnych korporacji w tworzeniu nowych regulacji co oznacza przyznanie prywatnym podmiotom specjalnych uprawnień.
Neoliberalna nowomowa
Jednym z krytykowanych elementów TISA są także tzw. „klauzule zapadkowe” które zabraniają państwom stronom układu cofania prywatyzacji i komercjalizacji usług publicznych. Jak wyjaśnia Komisja Europejska zapis ten zabrania wprowadzania tzw. „barier handlowych” w dziedzinach w których wcześniej takie bariery zniesiono. W praktyce zniesienie „barier handlowych” oznacza, że dana dziedzina zostaje skomercjalizowana i oparta na regułach wolnego rynku z teoretycznie równym dostępem dla wszystkich podmiotów prywatnych, w praktyce często zostaje opanowana przez duże korporacje, które nastawione na zysk zwiększają opłaty za świadczenie sług. Tak było np. po prywatyzacji energetyki w Wielkiej Brytanii. Co prawda Komisja Europejska zapewnia, że klauzule zapadkowe nie dotyczą służby zdrowia, edukacji, pomocy społecznej, dostarczania i oczyszczania wody, a także sektora usług audiowizualnych. Wszystkie pozostałe dziedziny jednak będą podlega komercjalizacji a dotyczy to takich sfer jak dostawa energii, transport publiczny czy nawet więziennictwo, które prywatyzuje się w USA. Cztery traktaty TTIP, TPP, CETA i TISA są nazywane umowami „nowego typu” a od poprzednich traktatów o wolnym handlu różnią się sposobem definiowania obszarów objętych liberalizacją. Umowy „starego typu” zawierają tzw. listę pozytywną czyli wykaz działów gospodarki objętych liberalizacją. Umowy nowego typu z kolei zakładają liberalizację wszystkiego z wyjątkiem działów wskazanych w „liście negatywnej” jak wymienione powyżej wyjątki od TISA.
Krytycy nowych traktatów wskazują na szeroko komentowane w mediach zagrożenia jakie niosą tajne dokumenty. Mowa jest przede wszystkim o efekcie „równania w dół” czy zrównywania różnych norm dotyczących ochrony środowiska, stosowania pestycydów czy substancji szkodliwych w żywności do poziomu, który obowiązuje w państwie stosującym najbardziej liberalne podejście. Taki system prowadzi do wyrugowania rolnictwa opartego na małych i średnich gospodarstwach stosujących rygorystyczne normy a promuje wielkoobszarowe rolnictwo przemysłowe jakie dominuje w ameryce północnej, gdzie powszechne jest stosowanie dużych ilości pestycydów, antybiotyków czy żywności GMO. Zdaniem krytyków TTIP oraz CETA stanowią zagrożenie dla europejskiego rolnictwa i środowiska oraz narażą Europejczyków na pogorszenie jakości i bezpieczeństwa żywności. Grozi nam powstanie dwóch klas żywności – drogiej i ekologicznej dostępnej dla bogatych oraz taniej, zanieczyszczonej toksynami, która będzie dominować w supermarketach. Inne wymieniane zagrożenia to liberalizacja przepisów dotyczących szczelinowania hydraulicznego, emisji spalin i ścieków czy też zniesienie obowiązujaej w Europie zasady ostrożności w odniesieniu do wprowadzania nowych dodatków do żywności.
Związki zawodowe zwracają uwagę na zagrożenia dla praw pracowniczych jakie niesie ryzyko pogłębienia się delokalizacji czyli przenoszenia produkcji do krajów taniej siły roboczej oraz dążenie do liberalizacji przepisów chroniących prawa pracownicze. Wiąże się to z kontrowersyjnym mechanizmem arbitrażowego rozwiązywania sporów. Pierwotnie w umowie TTIP zawarto mechanizm rozstrzygania sporów państwo – inwestor ISDS który przyznaje inwestorom zagranicznym – de facto wielkim korporacjom, których stać na drogie usługi prawnicze, prawa do pozywania państw przed trybunały arbitrażowe powołane do rozstrzygania sporów na linii państwo – inwestor. Trybunały to instytucje działające obecnie na podstawie umów międzynarodowych. Najważniejszymi trybunałami arbitrażowymi są ICSID – Międzynarodowe Centrum Rozstrzygania Sporów, związane z Bankiem Światowym, które rozstrzygnęło jak dotąd 67 % sporów arbitrażowych, UNCITRAL – Komisja ONZ ds. Międzynarodowego Prawa Handlowego (12 % sporów), SCC – Sztokholmska Izba Handlowa, ICC – Międzynarodowa Izba Handlowa i CRCICA – Kairskie Regionalne Centrum Międzynarodowego Arbitrażu Handlowego.
Trybunały arbitrażowe różnią się znacząco od sądów powszechnych. Po pierwsze stroną pozywającą może być jedynie inwestor prywatny. Jest to duży przywilej wielkich korporacji, które mogą pozywać państwa jeśli uznają, że wprowadzone przez demokratyczne parlamenty prawo lub działania rządu szkodzą ich interesom. Z kolei gdy państwo uzna, że to korporacja nie wywiązuje się z umowy, np. nie stworzy tylu nowych miejsc pracy ile zawarto w umowie dofinansowanie inwestycji to władze publiczne nie mogą pozywać korporacji do arbitrażu a jedynie do „normalnego” sądu. To samo dotyczy małych i średnich firm, które uważają że zostały pokrzywdzone np. przez decyzje organów skarbowych mogą dochodzić swoich praw przed sądami powszechnymi, które często działają wolno i nieprofesjonalnie gdyż znajomość skomplikowanego prawa gospodarczego wśród wielu prawników jest niezadowalająca. Trybunały arbitrażowe od sądów powszechnych różnią się też tym, że postępowania toczone w nich trwają szybciej niż w sądach i są jednoinstancyjne, a rozstrzygający spory prawnicy to wykwalifikowanie specjaliści, którzy jak twierdzą krytycy ISDS często sprzyjają korporacjom. Można więc zaryzykować stwierdzenie że arbitraż to forma wygodnego „luksusowego” sądu dostępnego jedynie dla bogaczy. Pod wpływem ostrej krytyki mechanizmy ISDS Komisja Europejska zdecydowała się wynegocjować zamianę tego mechanizmu na bardziej „sprawiedliwy” System Sądów Inwestycyjnych (ICS), który jest trybunałem dwuinstancyjnym. Jednak nadal pozostaje dostępny tylko dla dużych inwestorów zagranicznych (a więc firm, które mają jedynie siedzibę w innych krajach jak Kulczyk Investments zarerejstrowane w Luksemburgu) i niewiele różni się od ISDS.
Dlaczego mechanizmy ISDS i ICS mogą stanowić zagrożenie dla praw pracowniczych? Wynika to ze sposobu definiowania przedmiotu sporu. Traktaty o wolnym handlu przyznają korporacjom prawo do pozywania władze publiczne za prowadzenie polityki, która dokonuje tzw. „pośredniego wywłaszczenia”. Określenie to oznacza każde działanie, które ogranicza prognozowane zyski korporacji. Nie chodzi tu zatem o odbieranie przedsiębiorstwom realnie zarobionych pieniędzy, ale zysków które teoretycznie korporacje mogłyby osiągnąć, chociaż nie ma żadnej gwarancji czy tak się stanie czy też nie z powodu np. wybuchu kryzysu gospodarczego. Klauzula „pośredniego wywłaszczenia” zakłada, że korporacja osiągnie zysk niezależnie od okoliczności i te prognozowane wyliczenia zysku są podstawą pozywania władz państwowych. Wg neoliberalnej nowomowy pośrednim wywłaszczeniem są wszelkie nowe regulacje, które podnoszą koszty prowadzenia działalności gospodarczej, np zaostrzenie norm emisji spalin czy podniesienie płacy minimalnej. Tego typu spory przed trybunałem arbitrażowym już mają miejsce na podstawie bilateralnych umów międzypaństwowych o ochronie inwestycji (BIT). Na przykład francuski koncern Veolia, pozwał rząd Egiptu za wprowadzenie płacy minimalnej w tym kraju i domaga się odszkodowania za teoretycznie utracone zyski z powodu wyższych kosztów pracy. Co prawda obrońcy TTIP wskazują, że Veolia nie domaga się likwidacji pensji minimalnej ale już samo ryzyko wypłacania korporacjom miliardowych odszkodowań zniechęca wiele państw do wprowadzania przepisów poprawiających sytuację pracowników lub chroniących konsumenta czy środowisko naturalne. Międzynarodowe traktaty o ochronie inwestorów de facto blokują wprowadzenie w wielu krajach postkolonialnych przepisów kodeksu pracy, pensji minimalnej czy wielu innych regulacji chroniących obywateli. Pośrednim skutkiem tej blokady jest zachęcenie korporacji do przenoszenia produkcji do tych państw, co z kolei wywołuje presję na rządy państw wysoko rozwiniętych na liberalizację prawa pracy czy norm środowiskowych i ochrony konsumenta.
Dyktatura korporacji
Stosowanie klauzuli „pośredniego wywłaszczenia” i list negatywnych to nie jedyne niepokojące cechy traktatów nowego typu. Szczególnie niepokojący jest fakt, że traktaty które regulują wiele społecznie drażliwych dziedzin i będą miały wpływ na szczegółowe regulacje wpływające na prawa pracownicze, czy zdrowie obywateli nie są ratyfikowane w formie ostatecznej a jedynie w formie swego rozdaniu wzoru umowy, który pozostawia wiele szczegółowych kwestii do dalszych negocjacji. Tym samym demokratycznym parlamentom zostało odebrane prawo do decydowania o wielu szczegółowych regulacjach kształtujących życie społeczne. TTIP, CETA i TPP to rodzaj szablonów, który służy do zawierania szczegółowych umów na konkretne propozycje. Wprowadzaniem nowych regulacji zajmować się będzie powołana do tego celu instytucja Wspólna Rada Ministerialna (Joint Ministerial Body), która będzie tworzyła prawo na wzór dekretów. Projekty nowych regulacji będzie przedstawiać JMB inna instytucja Rada Współpracy Regulacyjnej (Regulatory Cooperation Body) w której decydujący głos będą mieć lobbyści z wielkiej korporacji.
Kluczowe zatem dla czwórki traktatów nowego typu jest przeniesienie ośrodka decyzyjnego. Nowe umowy nie tylko wymuszają na państwach dalszą liberalizację gospodarki, obniżenie standardów ochrony środowiska, ochrony zdrowia i praw pracowniczych, tworzą luksusowe prywatne sądy dostępne jedynie dla wielkich korporacji ale też pozbawiają instytucje demokratyczne wpływu na tworzenie prawa gospodarczego. Większym zagrożeniem od bezpośrednio zawartych w traktatach zapisach jak np. wywołująca wiele emocji sprawa żywności GMO są pośrednie skutki wejścia w życie tych traktatów. De facto jest to likwidacja nie tylko mechanizmów ochrony praw pracowniczych i państwa opiekuńczego ale likwidacji demokracji jako takiej. Od czasu rozpoczęcia procesu liberalizacji sektora finansowego i globalizacji światowej gospodarki w latach 70-tych światowa oligarchia czyli 1% najbogatszych koncentruje coraz większą część kapitału i bogactwa. Jak wskazuje organizacja Oxfam w 2016 r. w rękach 1% najbogatszych znalazło się więcej kapitału niż posiada pozostałe 99% ludzkości. Umowy o ochronie inwestorów gwarantują utrzymanie i utrwalenie tego trendu oraz uniemożliwią demokratycznym państwom wprowadzenie prawa które spowoduje bardziej sprawiedliwy podział dochodu, tak jak to miało miejsce w latach 50-tych i 60-tych kiedy dzięki reformom socjaldemokracji i chadeków wprowadzono w krajach kapitalistycznych system państwa opiekuńczego, a dzięki wysokiemu opodatkowaniu korporacji i najbogatszych oraz mechanizmom redystrybucji wzrost dochodów całego społeczeństwa był proporcjonalny do wzrostu gospodarczego. Od trzech dekad PKB się rozwija ale płace pracowników nie wzrastają a coraz większa tendencja do delokalizacji produkcji i obniżanie standardów ochrony środowiska i innych norm powoduje coraz silniejszą akumulację kapitału w rękach oligarchii. TTIP, CETA, TPP i TISA gwarantują, że nie tylko kapitał ale też władza polityczna zostanie zagarnięta przez świtową oligarchię i moment, w którym te umowy wejdą w życie będzie końcem demokracji liberalnej jako takiej.
Umowy nowego typu wskazują, że próba budowania kapitalizmu z ludzką twarzą okazała się porażką. Światowa oligarchia zgodziła się podzielić z resztą społeczeństwa częścią dochodów i władzy po II wojnie światowej kiedy realne dla kapitalizmu było zagrożenie ze strony państw bloku komunistycznego. Strach przed buntami społecznymi i rakietami ZSRR skłonił elity do poparcia projektu liberalnej demokracji i państwa opiekuńczego. Koniec zimnej wojny oznacza, że zagrożenie ze strony wrogiego mocarstwa zniknęło a z wewnętrznymi buntami społecznymi kapitalistyczne państwa poradzą sobie poprzez wzmocnienie represji i inwigilacji, co także jest zawarte w umowie TISA. Państwo kapitalistyczne w świecie w którym wejdą w życie cztery umowy stanie się ziszczeniem snu libertarian – będzie jedynie policyjną pałą wykonującą rozkazy oligarchów.
Udostępnij tekst
  •  
  •  
  •  
  •  
  •  
  •  
  •  
  •  
  •  
  •  

Dodaj komentarz

Twój adres email nie zostanie opublikowany. Pola, których wypełnienie jest wymagane, są oznaczone symbolem *