Zielona Fala. Dodatek zielonego anarchizmu do „A-taku” (nr 13, 2020)

Zielona Fala. Oświadczenie po akcji blokowania kopalni

Nad ranem, 9 marca, w grupie 11 aktywistek rozpoczęłyśmy akcję bezpośrednią na terenie kopalni odkrywkowej Tomisławice w ramach kampanii Ziemia jest Kobietą i Dnia Kobiet. Blokada pracy kopalni trwała 10 godzin. Poza akcją powstało wiele inicjatyw solidaryzujących się z naszymi postulatami, za co bardzo dziękujemy.

W tym czasie w Polsce i na całym świecie odbywały się Manify lub demonstracje feministyczne, które od zawsze na sztandarach niosą kwestię walki z patriarchatem. Tego roku nie zabrakło jednak wielu haseł z przekazem proklimatycznym. I tak powinno być!

Kontekst feministyczny jest dla nas nierozłączny w kwestii walki o planetę Ziemię, dlatego też nasza akcja miała charakter eko-feministyczny. W dobie katastrofy klimatycznej, która dzieje się na naszych oczach, jedynie intersekcjonalność ruchów może doprowadzić do redukcji szkód, które jako ludzie wyrządzamy naturze, a radykalne działania mogą doprowadzić do zaprzestania tych, które sieją destrukcję tu i teraz. Dodatkowo obserwujemy jak wielkie koncerny zasłaniają swoją szkodliwą działalność argumentami typowymi dla zjawiska greenwashingu. Nie dajmy się jednak zwieść liberalnej narracji dotyczącej aktywności ekologicznej, w którą to ZE PAK chce wpisać także nasze działanie.

No dobra. Znacie już nasze pobudki do działań. Teraz opowiemy trochę więcej o przebiegu samej akcji.

Nie chcemy tulipanów, chcemy sprawiedliwej transformacji klimatycznej!

W poniedziałek, około 6:30, rano rozpoczęłyśmy blokadę kopalni. Nasze działanie miało z założenia charakter pokojowy i taki też był jego przebieg. W ramach obywatelskiego nieposłuszeństwa zablokowałyśmy pracę koparki, chcąc tym samym zwrócić uwagę na katastrofę klimatyczną, u progu której wszyscy stoimy. Dwie z nas dostały się na sam szczyt maszyny, reszta blokowała jej dolny poziom. Na zewnątrz grupa solidarnościowa zbudowała barykady, a pobliscy mieszkańcy przyjechali obserwować przebieg akcji. Przywieźli ze sobą ciepłą herbatę, usłyszałyśmy również od nich wiele słów wsparcia. Ze strony pracowników maszyny nie doświadczyłyśmy żadnej formy opresji, wręcz przeciwnie. Było to dla nas bardzo ważne doświadczenie, ponieważ nie chcemy, aby nasze działania były jakkolwiek wymierzone w mieszkańców regionów, których głównym źródłem utrzymania jest praca w kopalniach. To nie oni są odpowiedzialni za politykę spółki, która przez lata ignorowała środowiskowe konsekwencje eksploatacji węgla.

Mniej więcej dwie godziny później na miejscu pojawiła się policja, która podjęła próbę legitymowania nas. W tym czasie prowadziłyśmy rozmowy z pracownikami, robiłyśmy transmisję, dodawałyśmy sobie nawzajem otuchy, bo warunki atmosferyczne wcale nie sprzyjały. Około 10:30 w pobliżu akcji zjawiły się posiłki policyjne, w tym zamaskowani funkcjonariusze, grupa antykonfliktowa, a także zarząd kopalni. Stali na skarpie poza terenem odkrywki, głośnym śmiechem i dyskusjami zaznaczając swoją ciągłą obecność. Lekceważąco machali w naszą stronę, co odbierałyśmy jako próbę umniejszania nam i naszym działaniom. Nic jednak nie pozbawiało nas poczucia sprawczości. Dobrze znana jest nam przemoc policyjna, więc ich poczucie bezradności tym bardziej dodawało nam siły.

Po kilku godzinach blokady na koparkę przyjechali przedstawiciele firmy ZE PAK, w tym rzecznik prasowy. Negocjacje z przedstawicielami spółki były długotrwałe, bo nasze początkowe stanowiska były bardzo rozbieżne. Przebiegały jednak w łagodnej atmosferze, a policja, nie będąca tam żadną stroną, miała być z nich wykluczona. Jako grupa aktywistek podejmująca decyzje konsensualnie, chciałyśmy także przedyskutować nasze dalsze kroki z koleżankami, które zajmowały górną część koparki i z tego powodu nie uczestniczyły bezpośrednio w rozmowach.

Ostatecznie negocjacje z zarządem ZE PAK’u zakończyły się ugodą. Zgodziłyśmy się opuścić koparkę o wskazanej przez nas godzinie, ponieważ uznałyśmy, że podstawowy cel naszej akcji, czyli zablokowanie pracy maszyny i nagłośnienie kwestii zmian klimatycznych, został osiągnięty. Druga strona zaproponowała, że odwoła zgłoszenie na policję i nie obciąży nas żadnymi konsekwencjami prawnymi ani finansowymi. Dało się jednak odczuć, że ich propozycje były przemyślaną PR-ową zagrywką. Gdy czekałyśmy na wspólną wypowiedź do mediów w sprawie porozumienia, dowiedziałyśmy się, że zarząd kupił dla nas tulipany z okazji Dnia Kobiet i chce je nam wszystkim wręczyć. Dałyśmy jednak od razu do zrozumienia, że ich nie przyjmiemy, bo nie zgadzamy się na takie puste, stereotypowe gesty. Kolorowe, cięte kwiaty nie przykryją problemów, które skłoniły nas do takiej formy świętowania “naszego dnia”. Domagamy się sprawiedliwej transformacji regionu, uwzględniającej potrzeby lokalnych społeczności, a nie interesy dużych graczy.

Przed godziną 16-tą opuściłyśmy kopalnię. Na skraju odkrywki czekała na nas grupa solidarnościowa, media oraz mieszkańcy z okolicy. Poza sojusznikami, na miejscu było bardzo dużo policji, w tym także nasi zamaskowani “ulubieńcy”. Udało się opuścić miejsce akcji, jednak nie na długo ‒ osoby związane z zarządem wskazały policji samochody, którymi odjeżdżałyśmy. Mimo zapewnień ze strony kopalni, że zgłoszenie na policję zostanie odwołane, po dosłownie kilku minutach drogi zatrzymało nas kilka wozów policyjnych, z których natychmiast wyskoczyło około 20 policjantów.

Pod pretekstem kontroli pojazdu doszło do represji wymierzonych w naszą grupę. Próbowali bezpodstawnie wylegitymować każdą z osób. Atmosfera była napięta, dało się odczuć, że szukają tylko jakiegokolwiek powodu, który z ich strony mógłby posłużyć do ostrzejszej reakcji czy zatrzymania nas. Ignorowali nasze pytania o uzasadnienie wylegitymowania. Całe zamieszanie trwało ok. 0,5 godz., kiedy zmarznięte siedziałyśmy w samochodzie. Nie pozostawia to wątpliwości, że policja broni interesu bogatych i jako instytucja stosuje dostępne jej narzędzia opresji wobec tych, którzy jawnie sprzeciwiają się funkcjonowaniu systemu. A.C.A.B

Czysta Polska wg ZE PAK?

W trakcie negocjacji, jak i później – podczas udzielonego na koparce wywiadu – usłyszałyśmy od rzecznika prasowego ZE PAK sprawnie retorycznie skrojoną historię o proekologicznych zmianach i działaniach podejmowanych przez zarząd kopalni. Zarzucał nam “niedoinformowanie”, jednak czy szczycenie się tym, że od 4 lat spółka zaczęła wdrażać projekty transformacyjne, podczas gdy wiedza na temat wpływu spalania paliw kopalnych na zmiany klimatu dostępna jest od kilku dekad, nie świadczy o ich ignorancji?

PAK deklaruje, że nastawia się na transformację energetyczną, jednak ich rzecznik prasowy nie potrafi powiedzieć, kiedy dokładnie spółka zamierza zrezygnować z wydobywania węgla brunatnego i z odkrywek. Mimo protestów, kopalnia Tomisławice jest dalej poszerzana, a decyzja o otwarciu kolejnej odkrywki Ościsłowo jest ciągle w zawieszeniu. ZE PAK motywuje swoje działania wyłącznie kwestiami opłacalności, a nie środowiskowymi i społecznymi. Kierowanie się logiką kapitalizmu w zielonym przebraniu nie uchroni nas przed klimatyczną katastrofą.
Dodatkowo wprowadzane przez spółkę projekty proekologiczne, finansowane są ze środków Unii Europejskiej, co oznacza, że spółka sama nie inwestuje w sprawiedliwą i odpowiedzialną transformację, a korzysta z dotacji zewnętrznych. Czy wobec tego, jeśli Unia Europejska nie wprowadziłaby dotacji na projekty ekologiczne, kopalnia nie podjęłaby żadnych działań?

Zasłaniając się prawem związanym z działaniem spółek giełdowych, rzecznik prasowy ‒ poza opowieścią o dwóch projektach finansowanych z budżetów Unijnych ‒ zasłaniając się obowiązującą tajemnicą spółki, nie potrafił powiedzieć w jaki sposób spółka sama zainwestuje w przeprowadzenie zmian, których domagają się mieszkańcy regionu. Rzecznik spółki wielokrotnie używał sformułowania: “pozyskać środki…”, my natomiast żądamy tego, by to sama spółka wzięła odpowiedzialność za wyrządzone w regionie szkody i poniosła koszty związane z realizacją zmian, na które się powołuje. Wywołane działaniem kopalni wysychanie wód gruntowych, bez dwóch zdań wpływa na tamtejszą gospodarkę, dlatego uważamy, że odpowiedzialność za sprawiedliwą transformację, w tym także opiekę nad pracownikami i pracowniczkami kopalni, powinna spaść na władze spółki, które od lat czerpią gigantyczne korzyści finansowe, kosztem wyniszczania regionu.

Solidarne z górnikami, ale nigdy z odkrywkami!

W sierpniu 2019 roku Zygmunt Solorz-Żak, właściciel większości akcji spółki ZE PAK, ogłosił rozpoczęcie Programu Czysta Polska. Kilka dni temu media, których jest także właścicielem, oficjalnie ogłosiły jego start – “pierwszy krok na drodze walki o lepsze jutro”. Tym samym rozpoczęła się zgrabnie skrojona kampania greenwashingowa, znów przerzucająca odpowiedzialność za kryzys na jednostki, a nie na wielkie korporacje i władze. Według zapowiedzi, do działań w ramach programu “włączyć może się każdy”, bo “tylko razem możemy zatrzymać katastrofę klimatyczną” – i z tym możemy się zgodzić. Działajmy razem, blokujmy niebezpieczne inwestycje! Bądźmy tam, gdzie zagrożone jest dobro ludzi, środowiska i całej naszej planety!

Dlaczego zdecydowałyśmy się na blokadę właśnie tam?

Nie zgadzamy się na to, żebyśmy wszyscy ponosili klimatyczne koszty działania prywatnej spółki, do której należy kopalnia Tomisławice. Wydobywanie węgla brunatnego metodą odkrywkową obciąża środowisko i jest bezpośrednią przyczyną susz panujących w tym regionie. Przez działalność kopalni cierpi okoliczna przyroda i rolnicy, którym susze uniemożliwiają pozyskiwanie plonów. Zmiany klimatyczne postępują coraz szybciej, a negocjacje z politykami, dbającymi tylko o swoje interesy, nie przynoszą żadnych skutków. Emisja CO2 do atmosfery stale rośnie, w rekordowym tempie podnosi się temperatura, a na skutek topnienia lodowców również poziom wód. Mamy 10 lat na powstrzymanie katastrofy ekologicznej, dlatego zdecydowałyśmy się na takie bezpośrednie działanie.

Domagamy się sprawiedliwego planu transformacji przedsiębiorstwa i partycypacji w kosztach, które będzie musiał ponieść region i jego mieszkańcy, jak i naprawy szkód wyrządzonych przez sektor węglowy w tym regionie.

Żądamy również ostatecznego zablokowania przez polityków budowy nowej odkrywki Ościsłowo, Złoczew oraz rozbudowy kopalni w Turowie.

Jak twierdzą naukowcy z całego świata, mamy 10 lat na powstrzymanie całkowitej klimatycznej katastrofy. Działajmy więc wspólnie, nie zapominając o intersekcjonalności naszych walk i postulatach antykapitalisytcznych, propracowniczych, feministycznych, migracyjnych, antynacjonalistycznych i klimatycznych.

Nie powstrzyma nas opresja ze strony najbogatszych, polityków czy policji. Mimo tego, że Dzień Kobiet się skończył, a kampania #ZiemiajestKobietą dobiega końca, nie poprzestawajmy na działaniu, sprzeciwiając się także nakręcanemu zjawisku greenwashingu. Sformułowane przez nas hasło “Ziemia jest Kobietą” jest pewnym pretekstem do działania w tym kontekście. Wybrałyśmy je strategicznie, by dotarło do jak najszerszej grupy osób. Mamy świadomość jego ograniczeń, jednak uważamy, że poruszanie się w teoriach queerowych oraz intersekcjonalność nie wykluczają dostrzegania analogii między specyficzną sytuacją wyzysku kobiet i eksploatacji planety w dobie kapitalizmu.

Organizujmy się dalej pamiętając, że nie ma kompromisów w obronie Siostry Ziemi!

Dzień kobiet

8 marca obchodzimy corocznie Dzień Kobiet. To w ten dzień, organizując demonstracje i spotkania, kobiety, osoby nieuprzywilejowane i je wspierające mówią głośno o tym, czego doświadczają każdego dnia. Opowiadają o codziennych walkach o równouprawnienie i prawie do samostanowienia, o swoich zmaganiach z dyskryminacją, poniżaniem, wykorzystywaniem i niedocenianiem ich pracy i troski.

Magdalena Rutkowska, Women guard the Earth

Patriarchat i oparty na nim kapitalistyczny model gospodarki globalnej, bazuje na hierarchii, w której kobiety zajmują niższą pozycję, a utrzymywanie ich w podległej roli pozwala systemowi w ogóle funkcjonować. Działając wedle przypisanych im ról społecznych, wykonują one ogrom nieodpłatnej i często niewidocznej pracy domowej i opiekuńczej. Według ostatnich wyliczeń (*Raport Oxfam „Time to Care”) jej równowartość to 11 bilionów dolarów rocznie. W efekcie, praca kobiet, bez ich zgody i nawet pytania, stanowi fundament naszego systemu gospodarczego – skrajnie niesprawiedliwego, bo niedającego im w zamian zabezpieczenia materialnego ani szansy na uniezależnienie się. Profity zaś trzyma w garści kilkudziesięciu mężczyzn – najbogatszych tego świata. By ta społeczna hierarchia była utrzymywana, wobec kobiet wymierzana jest systemowa i ekonomiczna przemoc. Władze państwowe, kościelne oraz mężczyźni wykorzystujący swoją uprzywilejowaną pozycję, dążą do kontroli nad kobiecymi ciałami. Chcą decydować o ich życiu, ograniczając ich prawa i przerzucając winę na ich rzekome słabości. Towarzysząca temu przemoc seksualna skrajnie uprzedmiotawia kobiety i pozbawia je poczucia własnej wartości. A gdy osoby decydują się mówić głośno o doświadczanej przemocy – ich głos jest deprecjonowany i uciszany.

Czy coś Wam to przypomina?

Podobnie traktowana jest planeta Ziemia, na której żyjemy, która nas karmi i poi. Obchodzimy się z nią jak z obiektem, z którego możemy brać bez opamiętania, nie dając nic w zamian. Zawładnięci chęcią zysku wykorzystujemy jej zasoby, nie zważając na ich limity. Stale umniejszamy wartość przyrody samej w sobie, spychając ją do roli mniej znaczącej i potrzebnej niż wytwory ludzkiego umysłu – betonu. Najchętniej pozbylibyśmy się jej. Według tej antropocentrycznej logiki, jedynym zadaniem Ziemi jest oddawanie nam do dyspozycji wystarczającej ilości gleby, abyśmy mogli się wyżywić, choćby kosztem wycinki kolejnych lasów i stepowienia gruntów. Premiujemy subsydiami te działy wydobycia, które są najbardziej dla niej niszczące – paliw kopalnych: węgla, ropy i gazu. Nie licząc się ze zdaniem właścicielki, toczymy wojny o to, kto zagarnie przynależne jej surowce. Przy pomocy medialnej propagandy, próbuje się nas przekonać, że można dalej bezkarnie spalać węgiel, zużywać tony plastiku, nieustannie kupować i konsumować, by podnosić poziom naszego życia. Jednocześnie zapewnia się nas, że nowoczesne technologie uratują nas przed grożącą katastrofą i nie ma konieczności radykalnego ograniczenia eksploatacji naszej planety. A wszystko to za cichym przyzwoleniem Ziemi.

Ziemia nie jest jednak cicho. Wskutek naszej działalności dostaje coraz większej gorączki, groźnej dla nas i dla milionów gatunków zamieszkujących ją razem z nami. Mamy 10 lat, aby uratować się przed samozagładą. Dlatego w tym dniu, walcząc solidarnie o nasze wspólne prawa, chcemy także podnieść głos w imieniu tej, która sama zabrać go nie może. Życie na Ziemi to nasza wspólna sprawa.

SPECUSTAWA „LEX ARDANOWSKI”

Specustawa „Lex Ardanowski” zakłada karanie obywateli za wchodzenie do lasu, w którym odbywa się polowanie. W myśl ustawy jest to przestępstwo i grozi karą więzienia do jednego roku (do trzech lat w przypadku polowań sanitarnych). Prawo do polowania jest teraz niby ważniejsze niż prawo innych obywateli do wypoczynku, spacerów z psem, zbierania grzybów czy uprawiania sportu. Myśliwi mogą używać tłumików do celów łowieckich – co zwiększa prawdopodobieństwo wypadków podczas polowania i pomylenia człowieka z dzikiem. Policja i wojsko będą „ochraniały” polowania – nawet te rekreacyjne i dewizowe.

Poznaniacy Przeciwko Myśliwym, Federacja Anarchistyczna sekcja Poznań

Chodzi oczywiście o ustawę o zmianie niektórych ustaw w celu ułatwienia zwalczania chorób zakaźnych zwierząt (tzw. specustawa ASF, druk sejmowy nr 87) – czyli w skrócie „Lex Ardanowski”. To kolejna ustawa przepchnięta na siłę bez debaty naukowej, bez konsultacji społecznych, choć dotyczy także ograniczenia praw obywatelskich w korzystaniu z dobra wspólnego, jakim są lasy. Specustawa „Lex Ardanowski” nie rozwiąże problemu szalejącego wirusa ASF wśród dzików, a wręcz przeciwnie jest działaniem pozorowanym i mydleniem oczu. Projekt ma poważne braki i nadużycia. Nie wspiera rolnictwa, lecz załatwia przywileje dla myśliwych.

Jako strona społeczna nie zgadzamy się na eksterminację dzików, których populacja przez ostatni sezon zmasowanych polowań jest już bardzo nieliczna, a w niektórych miejscach bliska zeru. Chcemy podkreślić, że żywe zwierzęta są wolne! Gdy zostaną zastrzelone przez myśliwego – ich martwe ciała stają się własnością koła łowieckiego. To najszybsza prywatyzacja. W ten sposób następuje prywatyzacja lasów oraz żyjących w nim zwierząt.

Nie godzimy się na lekceważenie naszych obywatelskich praw do swobodnego i bezpiecznego korzystania z lasów i pól. Specustawa jest próbą kamuflażu nieudolności ministra rolnictwa, który nie potrafił poradzić sobie z pierwszymi ogniskami ASF w Polsce – ustawa pojawiła się teraz, ponieważ ogniska choroby pojawiły się w Wielkopolsce – zagłębiu hodowli świń i pojawiła się konieczność wykazania rolnikom/hodowcom, że ich minister „coś z tym robi”.

Jednak ustawa nie spełnia swego celu – nie doprowadza do zwalczenia ASF – zaognia jedynie społeczny konflikt wartości pomiędzy społeczeństwem, myśliwymi i rolnikami.

Domagamy się:

1. Zniesienia niebezpiecznej specustawy.

2. Pełnego dostępu do lasu.

3. Ochrony życia wszystkich zwierząt żyjących w lasach i na polach.

4. Domagamy się skutecznej bioasekuracji stosowanej przez myśliwych i rolników.

5. Przywrócenia zniesionego w 2017 r. przez Jana Szyszkę okresu ochronnego dla dzików.

6. Wprowadzenia zakazu dokarmiania dzikich zwierząt.

7. Poddawania planów łowieckich procedurze oceny oddziaływania na środowisko.

8. Wprowadzenia skutecznego tzw. „nadzoru biernego”, czyli wyszukiwania padłych dzików (również przez lokalnych mieszkańców, którzy z tego tytułu mogliby dodatkowo zarobić pieniądze).

Jako inicjatywa Poznaniacy Przeciwko Myśliwym wielokrotnie dokumentowaliśmy łamanie podstawowych zasad przez koła łowieckie: brak odpowiedniego oznakowania, nieprzestrzeganie bioasekuracji i strzelanie w obecności osób postronnych. Przez ostatnich kilka miesięcy tzw. „brudna robota”, czyli bezpośrednie użeranie się z myśliwymi – siłą rzeczy spadła na lokalsów, którzy byli na miejscu i znali teren. Osoby, w których bezpośrednim sąsiedztwie domostw i stajni odbywały się polowania zaczęły same wychodzić w las i co weekend nagrywać poczynania kilku podpoznańskich kół łowieckich, w których członkami są politycy i okoliczni radni. Policja jednak stanęła po stronie myśliwych, zastraszając i oskarżając aktywistki o przeszkadzanie w wykonywaniu odstrzałów sanitarnych, których de facto nie było.

Jako Poznaniacy Przeciwko Myśliwym nadal będziemy monitorować postępowania myśliwskiej kasty. Nie damy się omamić niszczycielskiej sile tzw. „tradycji łowieckiej” oraz głupiej specustawy o zwalczaniu chorób zakaźnych zwierząt. Nasz społeczny monitoring nigdy nie był i nie będzie bezzasadny. Patrzyliśmy, patrzymy i będziemy patrzeć na ręce myśliwym przed i podczas polowania, kiedy dochodzi do łamania przez nich rozporządzeń i prawa, a dochodzi wciąż i wciąż.

W każdej sytuacji, kiedy na naszych oczach pojawi się kilku myśliwych, gotowych do degradacji przyrody, znaczyć to będzie, że to my jesteśmy pełnoprawnymi uczestnikami spaceru, a oni najwyraźniej nie dopełnili wymaganych zaleceń. Myśliwi mają własne prawo i rozporządzenia rzekomo respektujące normalnych ludzi, ale nadal rzadko się do tego prawa stosują. Zresztą czego można od nich oczekiwać? Korzyści płynące z zabijania i kolesiostwo jest u nich silniejsze niż jakiekolwiek prawo.

Ekolog jako saper – sztuka omijania i rozbrajania pułapek

Prowadząc jakąkolwiek działalność, nazwijmy ją „antysystemową”, trzeba brać pod uwagę, że po pewnym czasie pojawią się oznaki przejmowania jej przez System (jako System rozumiem dominującą strukturę władzy i ekonomii). Działają tu zwłaszcza dwie siły: zakorzenienie w danym systemie samych działaczy oraz próba wykorzystania ich działalności przez instytucje zagrożone ewentualną zmianą. W niniejszym artykule chciałabym szczególnie skupić się na działalności ekologicznej ostatnich kilku lat i na pułapkach, jakie czekają na działaczy.

Ludwika Wykurz

Największa mobilizacja od czasów Seattle

Extinction Rebellion, Earth Strike, brawurowa obrona Hambach z ogromnym zaangażowaniem zwykłych obywateli z całej Europy, a nawet frekwencja podczas zeszłorocznego Obozu dla Klimatu – wszystko wskazuje na to, że w ciągu ostatniego roku lub dwóch coś się ruszyło. Ekologia przestała oznaczać jedynie segregowanie śmieci i kupowanie kaszy z napisem „eko” lub „bio” w osiedlowym markecie. Przekaz, który był wołaniem garstki aktywistów stał się głosem szerokiego nurtu zaniepokojonych obywateli.

To bardzo dobrze. Od lat nie było takiego zainteresowania ochroną środowiska i głęboką przemianą cywilizacyjną. Trosce o środowisko i współobywateli towarzyszą często coraz popularniejsze inicjatywy społecznościowe, ogródki miejskie i jadłodzielnie. Jednak upowszechnienie tematu dotąd niszowego ma swoje minusy. Rozrzedza się radykalność ruchu, koordynacja działań oraz odporność na inwigilację i manipulację. Ludzie pierwszy raz idący w marszu dla klimatu nie odróżniają tajniaków od kolegów z organizacji, nie wiedzą, czy chcą obalenia kapitalizmu, czy jego przejścia na elektrownie atomowe i samochody elektryczne, mają też trudności w odróżnianiu propagandy od informacji.

Nawet starym weteranom ruchu trudno jest odróżnić informację prawdziwą od podkoloryzowanej. Zwłaszcza, kiedy sprzedaje się ją w opakowaniu prawdy naukowej. Dla człowieka, który chce działać racjonalnie i kierować się rzetelną informacją, jest to bardzo kuszące opakowanie. Ale przyjrzyjmy się najpierw stronom, które podejmują temat ekologii i „walki o klimat”.

Od prywatyzacji Amazonii po kolektywizację przemysłu

Mainstream nie byłby mainstreamem, gdyby nie obawiał się zmian. Stan środowiska naturalnego jest jednak tak przerażający, że każdy myślący człowiek musi się do niego ustosunkować. Problem w tym, że zauważalna jest tendencja do redukcyjnego traktowania problemów i proponowania takich kuracji, które nie zabolą grupy ją proponującej.

Klasyczna (polska/europejska) lewica i socjaldemokraci spod znaku Razem proponują wykorzystanie nowoczesnych technologii. Dlatego Razem jest prawie jednogłośne w sprawie elektrowni atomowych. Bardzo chcą wierzyć, że to „zielona energia”. Problemy Tuaregów, Aborygenów australijskich czy Indian z Kanady i USA, zmagających się z zanieczyszczeniami powodowanymi przez kopalnie uranu i odpady, są dla nich bardziej abstrakcyjne niż dostęp mieszkańców Warszawy (lub innego miasta) do taniej energii. Tak samo chcą wierzyć, że rolnictwo przemysłowe jest jedynym sposobem na wyżywienie rosnącej populacji. Generalnie w tym środowisku uważa się, że to technologia uratuje cywilizację z kryzysu klimatycznego.

Na drugim końcu skali znajdują się osoby dość radykalne w kwestii rozwiązań ekologicznych. To one są największymi zwolennikami i zwolenniczkami wykupienia części Amazonii (ostatnio również lasów w Polsce), żeby chronić ją przed wycinką, wysokiego podatku od mięsa czy surowych kar wobec osób palących śmieciami, a nawet węglem i innymi niedozwolonymi paliwami w domowych piecach. Te osoby abstrakcyjnie traktują obywateli, dla których palenie byle czym w piecu jest jedynym sposobem na ogrzanie mieszkania, a tanie mięso jest jedynym źródłem wysokowartościowych posiłków. Nie biorą też pod uwagę, że Amazonia już do kogoś należy i jej prywatyzacja jest zaprzeczeniem kilku tysięcy lat wspólnotowego, ekologicznego zarządzania przyrodą w regionie. Wszystko to ich bezpośrednio nie dotyczy. Chcą prostych rozwiązań dla skomplikowanych problemów.

Jednocześnie cały mainstream atakuje bardziej radykalne grupy ekologiczne. Od oskarżeń o „ekoterroryzm” po uznanie za „pożytecznych idiotów korporacji” – zdanie osób od lat zaangażowanych w ekologię jest regularnie marginalizowane.

Nad wszystkim góruje hasło „walki o klimat”, ze szczególnym uwzględnieniem redukcji emisji CO2. To ścisłe zawężenie tematu sprawia, że jeszcze bardziej wąskie i wybiórcze są podejmowane i proponowane działania. Oczywistym jest, że jeżeli narracja skupi się wokół konieczności szybkiej redukcji emisji dwutlenku węgla, to budowa dużej liczby elektrowni atomowych jawi się jako sensowne rozwiązanie. Technologia EJ nie jest może tak bezemisyjna jak chcą niektórzy zwolennicy, ale na pewno wygrywa w tej konkurencji z węglem, ropą i gazem.

Liczby i jakość

„Ty zawsze piszesz zbyt ogólnie, nie bierzesz pod uwagę liczb” – mówi mój kolega, socjaldemokrata i zwolennik rozwiązań high-tech. Tak, to brzmi wiarygodnie. Jeżeli liczby się zgadzają, to rozwiązanie powinno być słuszne. Kolega mówi to m.in. w kontekście proponowanych przeze mnie farm miejskich, bardziej wydajnych energetycznie budynków i mojej krytyki bloków, które uniemożliwiają mieszkańcom dostosowanie się do nowych wyzwań ekologicznych, uzależniają ich od polityki administracji i lokalnych władz. Liczby mówią, że bloki są wydajne, bo skupiają więcej ludzi w jednym miejscu, dzięki czemu można na nich zużyć mniej energii i pieniędzy na doprowadzenie wody, ocieplanie i energię elektryczną. Czy powinnam spuścić głowę i powiedzieć – liczysz lepiej ode mnie? W przypadku bloków nadal będę się upierać, że to ja mam rację. Nie mówię wcale, że wszyscy mają mieszkać w domkach jednorodzinnych. Mówię o domach na kilka rodzin, które korzystają z energii słonecznej, łapią deszczówkę i mają ogród warzywno-ziołowy na dachu. O domach, które zamiast więzić w betonowych ścianach, oddzielonych od siebie mieszkańców, uzależnionych od dostaw z zewnątrz, sprzyjają tworzeniu wspólnoty, która w dużym stopniu jest samowystarczalna. Dodaję nowe dane, które nie korzystają z zastanych liczb, ale tworzą zupełnie nową jakość.

To samo dotyczy innych rozwiązań. Pytam o szczere rozważenie – komu i jak pomaga oraz kogo krzywdzi elektrownia atomowa? A wielka farma solarna, zajmująca pół pustyni, o którą rozbijają się ptaki szukające wody podczas sezonowych lotów? A sto hektarów monoupraw kukurydzy, z konieczności wykorzystujących nawozy sztuczne, pestycydy i herbicydy? Czy na pewno jest to lepsze rozwiązanie, niż gdyby pozwolić każdemu z ludzi żywiących się tą kukurydzą produkować własną żywność zaspokajającą przynajmniej 50% zapotrzebowania? Kiedy zaczynamy naprawdę szczerze i głęboko zastanawiać się nad jakością życia. Nie tylko tych, dla których uprawia się kukurydzę, ale wszystkich istot żywych, znajdujących się w łańcuchu zależności powiązanych z danym produktem. Kiedy dogłębnie rozważymy kwestię jakości życia, pożywienia, relacji – to liczby wskakują na swoje miejsce. Nie muszę wiedzieć, ile miliardów organizmów jest w garści zdrowej, żywej gleby, ale wiem jak ją uzyskać i wiem, że daje ona dużo lepszy plon niż jakiekolwiek modyfikowane genetycznie czy nawożone sztucznie rośliny. Zdrowa gleba rozwiązuje problem dwutlenku węgla. Zdrowa gleba wiąże CO2 i przerabia na paliwo dla roślin. Jeżeli te rośliny są uprawiane lokalnie, to dodatkowo unika się produkcji spalin podczas składowania i transportu.

Powrót doktryny szoku?

Jeden z długoletnich działaczy ekologicznych i społecznych, Charles Eisenstein w swojej nowej książce „Climate – A new story” zauważa, że we współczesnej retoryce dotyczącej klimatu przeważa strach, a nawet panika. Walka z klimatem w pewnych kręgach zaczyna przypominać rządowe programy amerykańskie – „wojny z terroryzmem” czy „wojny z narkotykami”. Kryzys jest niezbędnym etapem w życiu ludzi, społeczeństw i cywilizacji, ponieważ prowadzi do koniecznych zmian. To taka forma oczyszczenia. Jednak społeczeństwa w momencie kryzysu są dużo bardziej wrażliwe, tak samo jak człowiek w czasie koniecznej kąpieli czy niezbędnego snu. Kryzys klimatyczny – co widzę już od jakiegoś czasu – jest wykorzystywany jako okazja do wywołania szoku, według klasycznej doktryny szoku. Dzieje się coś strasznego, nie jesteśmy bezpieczni, nie możemy już żyć tak, jak żyliśmy dotychczas, musimy działać szybko. To wszystko prawda, ale z tego stwierdzenia można wyjść w dwóch kierunkach:

  1. zatrzymajmy się na chwilę, zastanówmy, co robiliśmy źle i jak to zmienić.

  2. rządy, korporacje, naukowcy (każdy autorytet) mają lepszy pomysł niż my na uratowanie planety; musimy wdrożyć nowe technologie, podporządkować się surowym prawom, zapomnieć o konfliktach (nie kłócić się o drobiazgi, takie jak GMO czy OZE/atom) i pozwolić działać mądrzejszym od nas.

W 2007 roku Naomi Klein pisała o kapitalizmie katastroficznym, w swojej „Doktrynie szoku”: „w momentach kryzysu ludzie są skłonni oddać dużą część władzy każdemu, kto twierdzi, że ma magiczne lekarstwo – czy jest to krach finansowy czy, jak pokazała później administracja Busha, atak terrorystyczny”. Zwłaszcza jeżeli kryzys jest globalny i dominuje narracja, że można go rozwiązać tylko za pomocą kroków na skalę globalną. To podporządkowanie z jednej strony zwalnia słusznie oburzonego obywatela z obowiązku dalszego uczestniczenia w protestach. Z drugiej strony daje kolejną legitymację globalnemu kapitalizmowi.

Poddawanie się ponaglającej retoryce strachu i trzymanie podawanych nam z góry liczb i statystyk paraliżuje ruch oddolny. Dorzućmy do tego retorykę „złej ludzkości”, której kontakt z przyrodą trzeba maksymalnie ograniczyć, oraz dobrze opisaną przez Chomsky’ego strategię zawężania zaciekłej dyskusji do wąskiego zakresu dozwolonych tematów, i już mamy społeczeństwo gotowe do urobienia.

Po takim podsumowaniu łatwo popaść w spiskową paranoję albo oskarżyć o nią autorkę. Nie sądzę, żeby za tym wszystkim stała jedna organizacja i świadomie wdrażała opisane strategie, żeby „panować nad światem”. Jest to po prostu zestaw praktyk przyjęty i stosowany w propagandzie politycznej i korporacyjnym PR. To narzędzia stosowane przez dość chaotyczne ciała, dążące do jednostkowych i krótkowzrocznych celów. Przemysł wojenny chce mieć zbyt na broń i sprzęt, przemysł energetyczny chce nadal być głównym producentem energii, Big Pharma chce nadal sprzedawać tony leków, ekonomiści chcą mieć wysokie PKB, a politycy sprawnie panować nad tłumami. Kiedy pojawia się zagrożenie, kiedy tłum zwykłych obywateli zaczyna żądać rewolucji, to korporacje i rządy wdrażają wszystkie znane sobie strategie, żeby tę rewolucję zatrzymać. Jest też wielu zwykłych ludzi, którzy im w tym pomogą, bo boją się o swój biznes, o swoją pozycję społeczną, a nawet może bardziej po ludzku o przyszłość dla swoich dzieci. Nie chcą przyjąć do wiadomości, że zachowanie status quo nie jest najlepszą opcją na przyszłość. Czy muszę pisać więcej czytelnikom anarchistycznej gazetki?

Podsumowanie

Myślę, że nawet radykalni działacze zbyt często ulegają retoryce „końca świata” i „naukowości”. Oczywiście, że zmiana przyniesie koniec znanego świata i oczywiste jest, że jeśli nie podejmiemy żadnych kroków, to i tak długo nie pociągniemy jako ta cywilizacja. Tylko czy to jest powód do paniki? Oczywiste jest też to, że bez badań i wiedzy naukowej nie mielibyśmy tak pełnego obrazu kryzysu ani bladego pojęcia, co z tym zrobić. Jednak nie wygramy z Systemem na naukowość. System opłaca naukę i nadaje wagę tym wynikom, które go wzmacniają. Kto ma władzę (i pieniądze), ten kształtuje dyskurs.

Co w takim razie robić? Co ja mogę zrobić, co może zrobić grupa, w której działamy? Nie mam odpowiedzi na wszystkie pytania, ale wydaje mi się, że naszą mocną stroną jest (a w każdym razie powinna być) narracja oraz działania praktyczne. Działania praktyczne wspierające narrację (kooperatywy, ogrody społecznościowe, free shopy itp.). Warto też zachować czysty umysł. Nie dać się za daleko wciągać w dyskusje, nie rozpraszać energii. Nie pozwolić sobie na podział i wypreparowanie celów z kontekstu. Np. naszym celem nie jest zmniejszenie emisji CO2, naszym celem jest lepszy świat, tworzony dzięki współdziałaniu ludzi, współpracy (nie walce) z przyrodą, oparty na wzajemnym szacunku i optymalnym dobrostanie dla wszystkich, nie szalonym bogactwie i możliwościach dla wybranych. Emisję CO2 postrzegamy jako jeden ze skutków nieprzestrzegania tych zasad współpracy i dobrostanu. Jeżeli chcemy je zmniejszać, to tak, żeby zmierzać w kierunku lepszego świata. Zgadzacie się? Macie inne zdanie? Zapraszam do dyskusji na łamach „A-taku”.

Kapitalizm zabija naszą planetę (list do redakcji)

Czy potrzebujesz kolejnego gadżetu z aliexpress, który po jakimś czasie i tak wyląduje w śmietniku? Odpowiedź brzmi: NIE. Czy potrzebujesz auta, które strzela po tym, jak dodasz za dużo gazu, szpanerze? Nie. Otóż powinniśmy zadbać o naszą planetę. Ja sortuje śmieci u siebie w domu i proszę znajomych, aby też to robili. Ostatnio na wakacjach skrzykłam kilku znajomych, abyśmy wspólnie posprzątali po turystach szklane i plastikowe butelki oraz inne śmieci np. niedopałki oraz zmusiliśmy nadleśnictwo, aby zamontowało kamery i monitorowało dany obszar, tzn. tam, gdzie sprzątaliśmy, bo była tragedia, około 20 kg butelek plastikowych oraz niezliczona ilość tzw. „małpek”.

Zastanawiałeś/aś się może, co ty możesz zrobić dla świata? Powiem tak: potrzebna nam jest ekologiczna rewolucja oparta na pracy na rzecz środowiska naturalnego, która będzie oparta na podziale zadań i będzie nagradzana pieniężnie. Wtedy ludzie znajdą więcej motywacji na działanie, bo zobaczą, że przynosi to efekt i przy okazji zarobek. Powstaną wielkie przedsiębiorstwa, spółdzielnie pracy itp., które wykorzystując sztuczną inteligencje i wiedzę inżynierów oraz pracę prostych ludzi, dążą do tego, aby ograniczyć emisję CO2 oraz ograniczyć produkcje śmieci, np. jak Uniwersytet Wrocławski, który jest na etapie badań dotyczących produkcji pojemników biodegradowalych z odpadów kukurydzianych (łuski kukurydzy połączone klejem organicznym). Taki pojemnik rozkłada się dziewięć miesięcy, a butelka PET 500-700 lat. Tony plastiku pływają w morzach i oceanach, zabijając stworzenia morskie (przykład z 2019 roku: wieloryb na plaży, który najadł się kilku ton plastiku, co pokazane jest na zdjęciach w internecie).

Zacznij działać, bo dla twoich dzieci i wnuków może zabraknąć miejsca na tej planecie i tlenu do oddychania przez wycinkę drzew w mieście.

Inspiracją do powstania tego artykułu były artykuły w tv i radio oraz internecie.

Pozdrowienia dla Grety Thumberg :* ~ dzięki mała, że walczysz, a inni tylko dyskutują.

Komentarz redakcji

Nie tylko koronawirusem ruch anarchistyczny żyje! Jest ciągle wiele rzeczy do zrobienia, na przykłady kolportujemy zamieszczony plakat (w rzeczywistości w formacie A2). Jeśli chcecie włączyć się w tę akcję, to piszcie na: akoordynacja@op.pl

Link do pdfu całego numeru: https://tiny.pl/7qlmq

Udostępnij tekst
  •  
  •  
  •  
  •  
  •  
  •  
  •  
  •  
  •  
  •  

Dodaj komentarz

Twój adres email nie zostanie opublikowany. Pola, których wypełnienie jest wymagane, są oznaczone symbolem *