Bunt mas na Białorusi (wywiad z założycielem komitetu strajkowego w zakładzie Grodno Azot)

Jury Rawawy przez siedem lat pracował jako operator w zakładzie Grodno Azot. Podczas powyborczych protestów zaangażował się w działania strajkowe. Pod koniec sierpnia 2020 roku zbiegł do Polski, gdzie dostał azyl polityczny, ukrywając się przed KGB i milicją.
W Grodnie zostawił córkę i żonę. Rozmawialiśmy z nim na temat mechanizmów zakładania komitetów strajkowych, obecnej sytuacji na Białorusi oraz o jego przeżyciach z tym związanych.

 A-TAK: Jak trafiłeś do Polski?
Jury Rawawy: Musiałem wyjechać, gdyż funkcjonariusze KGB usiłowali mnie zatrzymać na portierni domu pracowniczego, w którym mieszkam. Przyczyną była moja działalność oraz inicjatywa powołania komitetu strajkowego w naszym zakładzie pracy. Zaczęło się od razu po wyborach, kiedy w całym kraju rozpoczęła się fala przemocy policyjnej. Wtedy odłączyłem telefon i przez kilka dni się ukrywałem. Wiedziałem, że będą chcieli mnie porwać, jak to było z Sergiejem Dylewskim (liderem komitetu strajkowego MTZ, którego parokrotnie zatrzymywano na kilkanaście dni – red.) czy też z Dmitrijem Kudelewiczem (liderem komitetu strajkowego kopalni koncernu potasowego Biełuskalij, znanego ze swojej brawurowej ucieczki przez okno z siedziby KGB w Soligorsku; przez Ukrainę przedostał się do Polski – red.).

Czym się zajmuje Grodno Azot oraz jakie znaczenie ma dla miasta i kraju?
est największym na Białorusi zakładem produkującym przede wszystkim nawozy azotowe, surowce do kapronu oraz różnego rodzaju tworzyw do włókien syntetycznych. Zakład zatrudnia około 10 tys. pracowników (w mieście mieszka blisko 360 tys. osób), z których połowa odpowiada za podstawową produkcję, a druga połowa za produkcję pomocniczą. Dla Białorusi zakład ma poważne znaczenie, gdyż wszystkie pola uprawne w kraju podlegają nawożeniu naszymi azotami. Ponadto Grodno Azot zyskuje dla białoruskiej gospodarki znaczący dochód walutowy, będąc jednocześnie dużym podatnikiem.

Czy wcześniej miałeś doświadczenie w akcjach protestacyjnych i związkach zawodowych?
Do czasu wyborów prezydenckich w tym roku (9 sierpnia 2020 r. – red.) nie uczestniczyłem w ruchach protestacyjnych. Do lipca należałem do Federacji Związków Zawodowych Białorusi (FZZB), która jest oficjalnym państwowym wszechogarniającym związkiem, domyślnie zrzeszającym wszystkich robotników. Gdy zatrudniałem się w Azot, otrzymałem – wśród innych papierków do podpisania – wniosek o wstąpienie do tego związku; musiałem też dołączyć zdjęcia itd. Przez siedem lat byłem w tym związku, nie mając żadnej świadomości, że może być jakaś alternatywa, np. w postaci komisji Białoruskiego Niezależnego Związku Zawodowego (BNZZ to największe, działające od 1993 r., niezależne zrzeszenie związkowe na Białorusi – red.) w naszym zakładzie. Nie przejmowałem się tym w ogóle.

W jakich okolicznościach doszło do powstania komitetu strajkowego na Grodno Azot?
Wszystko zaczęło się od wyborów, w trakcie których byłem obserwatorem. W moim lokalu wyborczym komisja licząca głosy składała się przeważnie z administracji naszego zakładu. No i okłamała nas… Po tych wszystkich przejawach przemocy policyjnej, której byłem świadkiem – ponieważ wieczorami uczestniczyłem w protestach i sam musiałem uciekać od glin – przyszedłem do dyrektora generalnego, zastanawiając się: czyżby nie wiedział o tym, jak jego podwładni policzyli głosy? Nawet jeżeli wie, czy się domyśla, to postanowiłem, że przyjdę i opowiem o tych wszystkich przekłamaniach. Dyrektor akurat był świeżo po konferencji z Biełnieftiechimem (białoruski koncern naftowy – red.), dlatego obecni byli także kierownik tego oficjalnego związku zawodowego, główny ideolog zakładu oraz funkcjonariusz KGB, który stoi na czele korporacyjnej gazety „Grodzieński Chemik”. Opowiedziałem im, jak to wyglądało w naszym lokalu wyborczym – otóż w trakcie liczenia głosów komisja zamknęła drzwi, co z kolei bardzo zdziwiło panie, które chciały sumiennie liczyć głosy. Później wywieszono protokół, z którego wynikało, że na Łukaszenkę oddano 583 głosy, a na Swiatłanę Cichanouską tylko 207; mimo że w tej dzielnicy mieszka przeważnie młodzież. Powiedziałem im: „Co wy nam tu opowiadacie! Osobiście w dzień wyborów naliczyłem przynajmniej 275 białych wstążek” (symbol głosujących na Cichanuską – red.). Usłyszałem, że prawdopodobnie ci ze wstążkami głosowali przeciwko wszystkim.

Szybko się zorganizowaliście?
Tego samego dnia w jednej z hal produkcyjnych odbyło się spotkanie robotników z udziałem kierownictwa i koledzy powiedzieli, że administracja chce mnie oczernić. Niezadowolenie robotników rosło, a część produkcji została wstrzymana. W trakcie spotkania z kierownictwem zarzuciłem mu, że nie mówi robotnikom, co będzie dalej. A oni chcieli oskarżyć mnie o to, że chcę, żeby cały zakład przestał pracować i wszyscy robotnicy stracili pracę. Wtedy powiedziałem, że przede wszystkim chodziło mi o wyniki wyborów, sfałszowane przez nasze kierownictwo. Na spotkanie przyszło około 300 osób, gdyż robotnicy przejmowali się nie jakimiś wskaźnikami produkcji, ale byli oburzeni falą niepohamowanej przemocy ze strony OMON-u i innych służb mundurowych. Po tych słowach kierownictwo od razu opuściło spotkanie. Następnie zebraliśmy ponad 400 podpisów od osób przypisanych do tego lokalu wyborczego. Wszyscy oświadczyli, że oddali głos na Cichanоuską.

Następnego dnia na zakład przybył prezydent miasta, prokurator grodzieński, zastępca naczelnika lokalnej milicji… Spotkało ich kilkudziesięciu robotników. Przedstawiciele władzy próbowali zgromadzić robotników na terytorium zakładu, ale ci odmówili, gdyż to uniemożliwiłoby udział w spotkaniu dziennikarzy oraz przedstawicieli innych organizacji. Prawie zbito ochroniarza, który usiłował zablokować wyjście z zakładu. Niemniej udało się wynieść nagłośnienie oraz odbyć spotkanie przed zakładem. Wtedy pokazałem podpisy prokuratorowi i powiedziałem, że jest podstawa do wszczęcia sprawy kryminalnej o sfałszowaniu wyborów itd. Oprócz tradycyjnych wykrętów nic konkretnego władza nie zaproponowała. Wówczas przeczytałem listę żądań, z którą zgadzali się wszyscy robotnicy, m.in. dymisja Łukaszenki, Jermoszynej (przewodnicząca Centralnej Komisji Wyborczej – red.), nowe wybory. Ponadto zasygnalizowałem, że w przeciwnym wypadku mamy prawo do strajku. Wtedy jeszcze nikt nie myślał o powołaniu komitetu strajkowego, a wypadałoby…

Wieczorem robotnicy wyszli do miasta. Łukaszenka zawsze mówi, że protestują nieroby i alkoholicy, a tu nagle w odzieży robotniczej Azotu wyszło mnóstwo ludzi. I dopiero na tej manifestacji poznałem pewną osobę, która strajkowała jeszcze 30 lat temu. To właśnie ona opowiedziała mi, jak to wszystko działało u nich i że komitet strajkowy jest wręcz niezbędny. Wtedy publicznie oświadczyłem, że organizujemy taki komitet i że dołączymy się do strajku. Następnie, przygotowując dokumenty, przez czat Azotu (w komunikatorze Telegram – red.) zebrałem przedstawicieli różnych hal produkcyjnych, żeby wybrano delegatów od każdej hali w celu powołania komitetu, który by zadecydował o rozpoczęciu strajku.

I wtedy zaczęły się problemy?
Zaczęto nas straszyć Kodeksem Pracy itd. Następnego dnia znowu byłem u dyrektora, chociaż patrząc z perspektywy czasu, nie trzeba było tego robić. Sam Kodeks jest w założeniu antystrajkowy. Zaczęliśmy zbierać podpisy, gromadzić papierki, zorganizowaliśmy spotkanie, okupując jedną z sal na zakładzie. Zastanawialiśmy się, w jaki sposób można wstrzymać produkcję. To była jednak poważniejsza sprawa, gdyż administracja sama nie rozkaże dyspozytorowi wstrzymać produkcji.

To co mogliście zrobić?
Rozważaliśmy różne opcje: albo częściowo wstrzymać produkcję, albo też blokować ją w magazynach. Bo sama produkcja obecnie idzie tylko na export. Sezon jest za nami i białoruska gospodarka obecnie nie potrzebuje nawozów. Czyli dobrze się złożyło, że nie szkodzimy naszemu rolnictwu, a jednocześnie blokujemy dostęp władzy do uzyskania dochodów walutowych.

A czy to prawda, że nie można wstrzymać produkcji tak wielkiego zakładu jak Azot? Pytam, gdyż władza używała właśnie tego argumentu przeciwko strajkowi.
Co roku każda hala planowo wstrzymuje produkcję, żeby odbyły się tam prace remontowe i konserwacyjne. Ponadto istnieje plan wstrzymania produkcji na wypadek awarii itd. Są wykwalifikowani pracownicy, którzy mają doświadczenie w tym i wiedzą jak to robić. Nawet technolodzy z oddziału produkcyjnego mówili mi, żebyśmy strajkowali. A taki zarządca, jak nasz dyrektor, który nie zna się na rzeczy, opowiada, że to niemożliwe. Możliwe! Chodzi tylko o to, że ten proces wstrzymania, jak też ponowne włączenie produkcji, zajmuje tygodnie. Zakład jest powiązany między sobą i wystarczy, że jeden z cechów zastrajkuje, a cały zakład będzie sparaliżowany. Dlatego chcieliśmy skoordynować strajk w każdej hali, żeby nie było nieporozumień i żeby ekologicznie nie zaszkodzić – mam na myśli sytuację, żeby nie doszło do emisji substancji szkodliwych. To byłby dobry powód, żeby nas oczernić w oczach społeczeństwa. Niestety kiedy zajmowaliśmy się organizowaniem strajku, władza zorientowała się w kogo wymierzyć represje.

Jakie formy represji wobec robotników stosuje władza?
Była taka sytuacja, kiedy pewnego dnia robotnicy umówili się przez czat, że będą strajkować na terenie zakładu. Jednak okazało się, że jest nas mało, bo około 60 osób. Ludzie po prostu nie wiedzieli, kto nawołuje do strajku. W wyniku tego obcięto im wypłatę o 10%. Ale to jest naprawdę mizerna suma.

Słyszałem, że mińskich robotników zastraszano wyrzuceniem wraz z rodzinami z domów robotniczych.
Tak naprawdę to są tylko słowa. Napocą się, robiąc to. Tym bardziej że nie będą w stanie wyrzucić rodzin z niepełnoletnimi dziećmi. Nie jest to takie łatwe. Mogą straszyć, ale obecnie ludzie nie boją się tak, jak to było wcześniej.

Czy kogoś od was już zwolniono?
Był u nas pewien dyrektor komercyjny, którego dość dobre stanowisko zlikwidowano z tej przyczyny, że występował przeciwko władzy. Była też inna robotnica, bardzo emocjonalnie podchodząca do sytuacji. Administracja doprowadziła do tego, że musiała sama napisać podanie o zwolnienie.

Czy otrzymywaliście pomoc?
Jest fundusz pomocy strajkującym i zwolnionym robotnikom (Belarus Solidarity Foundation – red.). Obecnie pośredniczę w tym, żeby osoby represjonowane otrzymały kompensatę za zwolnienie. Bysoul.org (inicjatywa zbierająca pieniądze z całego świata na pomoc Białorusinom – red.) obiecuje półtora tysiąca euro takim osobom. Ja tę sumę dostałem. Ważne jest, żeby ludzie mogli pomagać swoim kolegom-robotnikom, pokazując, że ta inicjatywa działa. Niestety niektórzy po prostu boją się zwracać o taką pomoc, niedowierzając takiemu rodzajowi wsparcia. Ważne jest także, aby robotnicy okazywali solidarność innym robotnikom. Administracja stara się pokłócić robotników, dezinformując ich.

Jak to robią?
Na przykład ostatnio przekazali oświadczenie od ukraińskich górników, w którym skrytykowano strajk, ostrzegając białoruskich robotników przed popełnieniem błędów ukraińskich kolegów. Jak się okazało, nie wiadomo kto ten list pisał, a my dowiedzieliśmy się, że na tym ukraińskim zakładzie panują zupełnie inne nastroje i górnicy się z nami salidaryzują. Dlatego pracujemy nad tworzeniem mocnych związków zawodowych. Nasz zakład miał szczęście, gdyż zachowała się tam komórka BNZZ, która prawie umarła, żyjąc ze składek 22 osób, co zaledwie wystarczało na wynajem pomieszczenia. Czyli są komitety strajkowe i BNZZ, jest podstawa do zjednoczenia się w związki zawodowe – to wszystko jednak wymaga czasu.

Czy udało się wam nawiązać współpracę z innymi komitetami strajkowymi w mieście?
Osobiście nie myślałem o tym, ale znalazł się człowiek, który doradził, że należy skoordynować działania. Zorganizowaliśmy spotkanie z szeregiem strajkujących organizacji w Grodnie, m.in. Promstroj i Żyłstroj. Udało się omówić bieżącą sytuację. Nawiązałem też kontakt z Narodowym Komitetem Strajkowym Białorusi (utworzony 18 sierpnia w celu pomocy finansowej strajkującym zakładom – red.), ale był to proces bardzo powolny, a czasu zupełnie brakowało. Żeby normalnie samoorganizować się i skoordynować nas wszystkich potrzeba było więcej czasu. I to było największą przeszkodą – przed wyborami nikt nie wyobrażał sobie, że należy przygotowywać się do strajku i że w ogóle taki strajk będzie możliwy. Strajk był spontaniczny i żywiołowy.

Czy od twojego wyjazdu z Białorusi zmieniły się nastroje robotników? W Polsce byliśmy pod wrażeniem narastającej fali strajkowej. Teraz wydaje się jednak, że zapał nieco ochłonął…
Nastroje? Nikt niczego nie zapomniał – wszyscy chcą protestować i strajkować… Może nie wszyscy, ale lwia część na pewno. Ci, którzy tego nie chcą, to przede wszystkim ludzie mało wykształceni i nastawieni na zyk.

Wracając do naszego zakładu. Wkrótce część hal czeka remont, a to połowa mocy przerobowych Azotu. No i pytanie: w jaki sposób te osoby będą wykonywać prace remontowe? Zobaczymy. Jestem w stałym kontakcie z nimi. Bo kto to zrobi? Ideolodzy? Funkcjonariusze KGB? Robotnicy wiedzą, że mogą to wykorzystać, nie narażając się. Jeżeli będą przeprowadzać remont zgodnie z przepisami, to będzie nie do wykonania. Będą naprawiać „po włosku”.

Osobiście wierzę w to, że strajk powszechny mógłby uratować Białorusinów od przelania krwi i sparaliżować reżim. Rzeczywisty strajk powszechny, który by ogarnął 10-15 największych zakładów, kolej, nauczycieli i służbę zdrowia. Co o tym sądzisz?
W tej chwili usiłujemy skoordynować nasze działania i jestem pewny, że będziemy musieli strajkować. W innym wypadku będzie to jak grząskie bagno, w którym wszyscy ugrzęźniemy. Trudno mi mówić ile to zajmie czasu, którego potrzebujemy, żeby nie popełnić wcześniejszych błędów. Trzeba skoordynować wszystkie działania, przekazać plan ludziom i dopiero wtedy uderzyć wspólnym frontem. Na spokojnie, żeby nie było liderów i nikogo nie narażać. Będzie to coś w rodzaju strajku włoskiego, tylko bardziej dzikiego.

Białoruskiego!
Tak, tak (uśmiech). Bo trzeba chronić ludzi przed represjami. Teraz robotnicy cichutko siedzą w swoich palarniach, szatniach i rozmawiają na te tematy. Myślę, że wszystko się uda. Sam przecież widzisz, ile osób wychodzi na protesty.

Jak twoim zdaniem zagraniczne związki zawodowe mogą wspierać i pomagać białoruskim komitetom strajkowym? Przykład polskiej „Solidarności”, pomocy której po prostu nie wpuszczono na Białoruś, świadczy o tym, że należy szukać innych rozwiązań.
Żeby stworzyć mocny związek zawodowy potrzebni są ludzie, o wiele więcej niż 22 osoby. Natomiast aby związek sprawnie funkcjonował, robotników trzeba uczyć, ponieważ nie mają w tym żadnego doświadczenia. Są przecież pewne standardy międzynarodowe, zgodnie z którymi funkcjonują związki zawodowe na całym świecie. Na przykład NSZZ „Solidarność” posiada zasoby, żeby zorganizować na skalę masową takie kursy, nawet online. Nawet blokowanie przekazywania pieniędzy można jakoś obejść. Po zakończeniu pandemii można organizować w Polsce kursy, opłacając robotnikom podróż, noclegi i wyżywienie. Bo wcześniej związkowcy latali na zjazdy, powiedzmy do Genewy, na swój koszt, mieszkając w tanich hostelach czy po znajomych znajomych. Jednocześnie członkowie Federacji Związków Zawodowych Białorusi nocowali w 4-5 gwiazdkowych hotelach, 1 klasa samolot, wieczorami imprezy i wszystko było elegancko. Chodzi mi o to, że można wspierać finansowo zaangażowanych w działalność związkową.

Na ile robotnicy w razie zaostrzenia sytuacji są gotowi do bardziej radykalnych działań, np. do sabotaży w zakładach czy zakładaniu drużyn bojowych?
Ten scenariusz jest całkiem możliwy, jeżeli w najbliższym czasie władza nie zaprzestanie represji. Wolałbym jednak, żeby ludzie strajkowali, bo to pokojowe i przynosi skutki, gdyż blokuje wypłatę służbom mundurowym. Natomiast jeżeli chodzi o sabotaż, to na pewno do tego dojdzie. Na przykład robotnicy są w stanie cichutko zniszczyć jakiś jeden mały detal, który trzeba będzie zamawiać za granicą. A przez ten czas hala nie będzie pracowała. Przecież robotnicy wiedzą najlepiej jak wstrzymać produkcję, żeby później łatwo było ją wznowić. (W trakcie redagowania wywiadu w mediach pojawiła się informacja, że 15 września w Grodno Azot została wstrzymana produkcja w dwóch halach. Jury skomentował to właśnie jako działanie sabotażowe, administracja zakładu z kolei oświadczyła, że były to drobne awarie, nie zaś żadne dywersje. Pod sam koniec września około 70 robotników zakładu, przeważnie kadr wykwalifikowanych z cechu „Amoniak-3”, napisało podanie o zwolnienie, tym sposobem wyrażając solidarność z represjami wobec swoich zwolnionych i zatrzymanych kolegów – red.).

A jak byś określił to, co się aktualnie dzieje na Białorusi? Powstanie czy może rewolucja? T
o jest bunt mas, tak jak było w Polsce w latach 80. za czasów „Solidarności”. Kiedy cały naród nie może się zgodzić na to, co się odbywa w kraju. Kiedy widzą, że jest jakaś warstwa społeczna, która żyje w zdecydowanie lepszych warunkach, nie chcąc reformować systemu – wówczas zaczyna się powstanie. Rewolucja brzmi jakoś dziwnie w odniesieniu do obecnych wydarzeń.

Czy robotnicy ufają nowym liderom politycznym? Jest szansa, że w razie potencjalnych zmian nowa władza będzie się liczyła ze zdaniem robotników jako realną siłą społeczno-gospodarczą?
Uważam, że jaki by nie był polityk, później zapomina o robotnikach, oddala się i patrzy na nich z góry. Żeby władza słuchała robotników, potrzebne są związki zawodowe. Tak było i jest wszędzie. Tylko sami robotnicy mogą mówić we własnym imieniu i bronić swoich praw, wykorzystując do tego związki. W razie zmiany sytuacji nowi politycy zaczną kłócić się o władzę. Myślę, że jednak nie da się uniknąć prywatyzacji. 98% naszego zakładu, jak też większości innych podobnych przedsiębiorstw, należą do państwa. Jeżeli chcemy, żeby prywatyzacja odbyła się „po ludzku” i robotników usłyszano, to potrzebna jest siła w postaci związków zawodowych. Tylko my sami możemy zadbać o swoje interesy.

Rozmawiał Aleksander Łaniewski

Artykuł ukazał się w nr 14 „A-taku” (listopad 2020) – pdf tu: http://www.akcja.type.pl/wp-content/uploads/2020/11/atak14_fin.pdf
Wspieraj fundusz propagujący anarchizm i wydawanie „A-taku” (np. poprzez dotację, zamówienie plakatów itp.). Kontakt: akoordynacja@op.pl
Udostępnij tekst
  •  
  •  
  •  
  •  
  •  
  •  
  •  
  •  
  •  
  •  

Dodaj komentarz

Twój adres email nie zostanie opublikowany. Pola, których wypełnienie jest wymagane, są oznaczone symbolem *