Publicystyka

Atom zabije nas jak recycling

Od kilku miesięcy media społecznościowe są zalewane informacjami na temat zbawiennego wpływu elektrowni atomowych na klimat. Często przybiera to wręcz formę trollingu, ponieważ zwolennicy atomu posługują się tylko trzema głównymi i ewentualnie kilkoma pomniejszymi, dodatkowymi argumentami powtarzanymi w kółko niezależnie od sytuacji. Postaram się na nie w tym tekście odpowiedzieć nie na bazie magicznych wyliczeń i tabelek, ale faktów.

Atom dekarbonizuje najszybciej.

Trzeba się zgodzić z faktem, że energia atomowa jest bardzo niskoemisyjna w stosunku do węgla. Ma jednak jeden bardzo poważny problem. Raport IPCC, na który często powołują się osoby wskazujące atom jako jedyne słuszne rozwiązanie, mówi że do 2030 roku musimy zmniejszyć emisje CO2 o 45%. Średni czas budowy reaktora wynosi 15 lat, rekordziści stawiają je nawet 25 lat. Przykładem niech tu będzie najnowszej generacji elektrownia atomowa Olkiluoto w Finlandii, która miała ruszyć w 2009 roku, jednak z powodu wielu trudności nie powstała do dzisiaj. Jej otwarcie jest ciągle odwlekane, a w wyniku problemów francuskich elektrowni (o czym dalej), przesunięto je właśnie o kolejny rok, do 2021. Dopiero więc po 15 latach (przy dobrych wiatrach) od startu budowy możemy spodziewać się ograniczenia emisji i to tylko w sektorze energetycznym, z którego emisje to ok 30 % (o reszcie emisji atomowcy nawet nie myślą). Co mamy zrobić w tzw. międzyczasie? No z pewnością w użyciu nadal będzie to węgiel. Stąd też nasz rząd, bardzo przeciwny OZE, chce budować EJ, a jednocześnie utrzymywać elektrownie węglowe. Jest to dla niego bardzo wygodna argumentacja ‒ sprawia wrażenie myślenia przyszłościowego i podejmowania konkretnych działań mających na celu ograniczenie naszych emisji, w rzeczywistości jednak jest to jedynie odwlekanie na kolejne lata rozwiązania problemu węgla.

Atom to tania energia.

Tutaj po raz kolejny ciężko się zgodzić. Sprawdźmy koszty budowanych właśnie elektrowni atomowych. Elektrownia Hinkley Point w Wielkiej Brytanii, która jeszcze nie powstała, po raz kolejny zwiększyła swój budżet do (w przeliczeniu na złotówki) 109 mld, i nie mówimy tu o kosztach wyprodukowania energii, składowania odpadów i demontażu elektrowni po jej zamknięciu. Docelowo ma mieć ona moc 3200 MW, co daje nam nieco ponad 34 mln złotych za megawat. Średni koszt postawienia 1 MW energii słonecznej to 4 mln zł, natomiast wiatrowej 6,5 mln zł. W cenie jednego megawata atomu możemy mieć więc odpowiednio 5 mega wiatru, lub 8 mega słońca. Dodatkowo energię dostajemy za tę cenę od razu, bez czekania na zakończenie inwestycji, więc mamy natychmiastowy efekt dekarbonizacji, dzięki czemu realnym staje się wypełnienie celów klimatycznych.

Atom i jego odpady nie stanowią zagrożenia

Kolejny bardzo popularny argument w dyskusji. Tutaj dowiadujemy się, że dotychczas doszło jedynie do dwóch poważnych „awarii”, w Czarnobylu zginęło tylko 40 osób, a w Fukushimie w ogóle nie było ofiar. Nikt oczywiście nie liczy tutaj tysięcy osób, które zmarły wskutek chorób popromiennych. Sam Czarnobyl przyniósł przynajmniej 4 tys. ofiar, z których część już umarła 1). Jednocześnie zapomina się o Three Miles Island, i dziesiątkach innych poważnych awarii, w czasie których doszło do wycieków mających wpływ na życie ludzi. 2)

W dalszym ciągu nie poprawiło się również bezpieczeństwo w aktualnie działających atomówkach. Antyatomowi aktywiści bez problemu i w sposób pokojowy są w stanie dostać się na teren elektrowni i przebywać na nim przez kilka do nawet kilkudziesięciu godzin. Łatwo więc sobie wyobrazić, co mógłby zrobić uzbrojony oddział próbujący przejąć kontrolę nad taką elektrownią w przypadku konfliktu lub chcący ją wysadzić. A sytuacja polityczna na świecie i walka o dostęp do zasobów naturalnych każe nam oczekiwać konfliktów zbrojnych w nadchodzących latach.

Sposób stawiania elektrowni atomowych i ich jakość również pozostawia wiele do życzenia. Przykładem tutaj może być dopiero co otwarta elektrownia na Białorusi, przy budowie której zginęło 5 osób. Jeden z reaktorów spadł z wysokości 5 metrów i musiał zostać wymieniony pod wpływem nacisków międzynarodowych, drugi w czasie transportu zahaczył o linię trakcyjną. Białoruska elektrownia została oprotestowana przez rząd litewski, za brak transparentności i złamanie konwencji. Jednocześnie Litwa, w obawie przed awarią na Białorusi, zakupiła duże ilości jodu. Również we Francji pojawił się problem z reaktorami. Wykryto błąd skutkujący zatrzymaniem pracy kilku reaktorów i wstrzymaniem budowy reaktorów francuskich w innych krajach. 2) W dalszym ciągu nie wiadomo co z pozostałymi reaktorami. Zwiększono za to dwukrotnie, z 10 km do 20 km, strefę bezpieczeństwa wokół reaktorów i rozdano w nich tabletki z jodem oraz przekazano przebywającym tam osobom instrukcje postępowania w wypadku awarii. Wszystko to świadczy o tym, że problem jednak istnieje, a jego rozwiązania są dwa – blackout we Francji, ponieważ te reaktory są odpowiedzialne za produkcje 70 % energii, lub przeciąganie sprawy i tym samym sprowadzenie zagrożenia dla mieszkańców (co nie raz już agencje atomowe robiły, jak w przypadku awarii elektrowni Fessenheim we Francji w 2014 roku, która została zatuszowana przez rząd).

Anarchizm / Lewicowość / Ekologia

Ten temat jest dla mnie wysoce zaskakujący. Jednym z podstawowych założeń ruchów o podłożu lewicowym był pacyfizm. Z jednej strony chodzimy na demonstracje przeciwko wszelkim wojnom, a z drugiej ktoś, kto rzekomo prezentuje takie ideały, staje po stronie atomu. Elektrownia Atomowa, by istnieć, potrzebuje silnego państwa i silnego wojska oraz policji – tych samych, które są wykorzystywane do trzymania nas w ryzach w czasie pokoju, byśmy się zanadto nie wychylali i nie protestowali przeciwko różnym posunięciom władzy. Odpowiedzią jest tu zwykle powstanie spółdzielczych elektrowni atomowych. W rzeczywistości nie ma jednak takiej możliwości. Są sytuacje, w których EJ powstają za pieniądze spółdzielni lub prywatnego biznesu. Jest to jednak złudne, gdyż koncesje na ten cel wydaje państwo, ponieważ to na nim spoczywa obowiązek ochrony tego obiektu (spółdzielnie na szczęście nie posiadają jeszcze armii, inaczej wygląda to już w sytuacji biznesu) oraz jego ubezpieczenia. Wspierając atom wspieramy zatem potrzebę istnienia armii. Tych samych armii, które teraz są wysyłane do walki o surowce na Grenlandię i Arktykę, żeby podobnie jak to jest z atomem, podtrzymać jeszcze przez kilka lat potęgę kapitalizmu i dominację poszczególnych krajów. Trochę się to kłóci ze sobą. Nie będę się rozwodził w tym tekście nad problemem wzajemnego powiązania armii i bomby atomowej z cywilnym sektorem, ale i to jest temat, który w tym kontekście można rozważyć.

Co więc z ekologami (obrońcami środowiska, klimatu), którzy nagle zostali zwolennikami fizyki jądrowej? Z jednej strony walczymy z hałdami węglowymi, chcemy powstrzymać nadmierną ingerencję w tereny dzikie i zastopować budowę kolejnych kopalni. Z drugiej popieramy wielką, ingerującą w przyrodę elektrownie, której odpady będą dawały o sobie znać dopóki nie przestaną być aktywne promieniotwórczo 4) czyli przez tysiące lat, długo po tym jak już człowiek zniknie z powierzchni Ziemi. Nie ma pomysłu na to, co zrobić z tymi odpadami, ani żadnej strategii zarządzania nimi. Są one przerzucane z kraju do kraju, a wiele z nich trafiło do oceanów 5). I mówimy tu o bagatela 250 tys. ton w 2010 roku. 6) Przypomnijmy, że ludzie nie chcą mieszkać w bezpośrednim sąsiedztwie elektrowni atomowej, ani w pobliżu składowiska odpadów i dlatego EJ i transport odpadów spotykają się z tak dużymi protestami lokalsów. Dlatego też tak marnie wyszła pikieta przeciwko zamykaniu elektrowni, na którą pojechała polska grupa pro-atomowa (nazwy nie będę wymieniał, aby nie promować) za uzbierane na zbiórce publicznej 9000 zł. No ale grunt, że pieniądze wydane. Lokalsi (poza pracownikami elektrowni) nie wzięli w tej pikiecie udziału.

Polski rząd

To tylko teoria. Ale nasuwa się sama. Jak wszystkim powszechnie wiadomo, władza w Polsce jest ogromnym przeciwnikiem OZE i wielkim zwolennikiem atomu (i tutaj nie piszę tylko i wyłącznie o łaskawie nam panującym rządzie). Kolejne rządy mówią o tym projekcie i znajdują partnerów do inwestycji – raz Francuzów, raz Chińczyków. Jest to, tak jak pisałem, tylko teoria, ale wiele wskazuje na to, że nasz rząd przy pomocy atomowej mrzonki i atomowego lobby próbuje utrzymać wykorzystanie węgla na dotychczasowym poziomie, do momentu kiedy (no właśnie, kiedy?) nie powstanie alternatywa w postaci EJ. Jedno natomiast jest tu pewne ‒ zwolennicy atomu stają się jednocześnie zwolennikami linii rządowej i podtrzymania przemysłu węglowego jeszcze przez co najmniej 15 lat.

Konkluzja

Jakoś nie wierzę w to, że kiedykolwiek powstanie w Polsce elektrownia atomowa. Normalnie nie podejmowałbym więc tego tematu, jednak w zaistniałej sytuacji nie mogę sobie pozwolić na ten luksus. Ktoś bowiem próbuje zaszczepić nam ideę atomu jako ratunku dla klimatu. I część ludzi zaczyna łykać te brednie, dając przyzwolenie na wprowadzenie w Polsce tej groźnej dla ludzi i środowiska technologii. Próbuje nam się podrzucić każdy możliwy temat zastępczy, który ma nas utrzymać w przekonaniu, że wybierając właśnie tę opcję możemy się uratować. Kiedyś zbawić miał nas recycling i indywidualne wybory konsumenckie. Udało się jednak przełamać tę narrację (głównie za sprawą przemów Grety Thunberg) i pokazać, że potrzebujemy przede wszystkim zmian systemowych. Teraz więc próbuje nam się wmówić, że tą zmianą systemową będzie atom. Jest to jednak zwykła zasłona dymna, która odwraca naszą uwagę od prawdziwego problemu, którym jest kapitalizm. Historia emisji pokazuje, że jedyny ich spadek następuje wtedy, kiedy spada PKB, co dotychczas następowało tylko i wyłącznie w momentach kryzysów. Aby uniknąć obniżenia emisji właśnie przez kryzys gospodarczy, na którym najbardziej ucierpią biedni i wykluczeni, musimy to zrobić w sposób kontrolowany za pomocą dogłębnego degrowth (post-wzrostu)7), a potrzeby energetyczne pokrywać za pomocą OZE. Dlaczego nie jest to możliwe za pośrednictwem atomu? Ponieważ (abstrahując od tego, że nie zdążymy postawić ani jednej przed terminem nam wyznaczonym), daje nam on złudne nadzieje na to, że możemy utrzymać nasz konsumpcyjny styl życia, a nawet rozszerzyć go na kraje rozwijające się. Nie bierze się tutaj pod uwagę, co już w tym tekście podkreślałem, że energetyka odpowiada za maksymalnie 40 % źródeł emisji. Trend zgodnie, z którym technologia ma nas uratować przy jednoczesnym utrzymaniu dotychczasowego stylu życia rozszerza się już zresztą na inne sektory, np. motoryzacji – samochody elektryczne dla każdego.

I żeby było jasne – jestem przeciwnikiem gazu i węgla, a zwolennikiem małoskalowego prosumenckiego OZE.

1)https://www.who.int/mediacentre/news/releases/2005/pr38/en/

2) https://en.wikipedia.org/wiki/Nuclear_and_radiation_accidents_and_incidents#Nuclear_meltdown

3) https://tech.wp.pl/edf-ostrzega-58-reaktorow-moze-posiadac-wady-konstrukcyjne-6424006487864961a

4) https://www.nrc.gov/reading-rm/doc-collections/fact-sheets/radwaste.html

5) https://www.cbrneportal.com/the-disposal-of-nuclear-waste-into-the-worlds-oceans/

6)https://www.wired.co.uk/article/into-eternity-nuclear-waste-finland

7) http://federacja-anarchistyczna.pl/2020/01/07/wzrost-czy-cywilizacja/