Zaloguj

Federacja Anarchistyczna

Jesteś tu: Start / Archiwalia /
A+ R A-

Z okazji 27 stycznia, w Międzynarodowy Dzień Pamięci o Ofiarach Holokaustu postanowiliśmy przygotować ulotkę na temat eksterminacji Żydów w czasach II wojny światowej, a także tego w jaki sposób dzisiaj niektóre grupy etniczne są piętnowane z powodu swojej narodowości.
Tego samego dnia w Rzeszowie odbywały się obchody Dnia Pamięci, które mimo, iż były otwarte, skupiały się jednak przede wszystkim wokół środowisk akademickich. Dlatego wydrukowane przez nas ulotki zdecydowaliśmy się skierować do reszty mieszkańców, którzy mogli nie być w ogóle świadomi z czym wiąże się 27 stycznia. Nasze materiały rozdawaliśmy w miejscu bardzo mocno związanym z Holokaustem, w ścisłym centrum miasta, nieopodal synagogi – na pl. Ofiar Getta, w którym w czasach II wojny światowej mieściło się getto żydowskie.

W tym roku anarchizm w Polsce obchodzić będzie swoje 110 urodziny. Za umowny moment początków ruchu na ziemiach polskich można uznać powstanie pierwszej grupy anarchistycznej. Było to po zaborem rosyjskim, w Białymstoku w 1903 roku, tuż przed wybuchem rewolucji, która stała się okazją do walki ekonomicznej, politycznej i zbrojnej. Zaczynamy publikację cyklu trzech artykułów dotyczących historycznych początków anarchizmu w Polsce.

 

Rozbicie ruchu anarchistycznego w Białymstoku

Po zakończeniu pogromu i ogłoszeniu stanu wojennego 17 czerwca 1906 r. władze carskie postanowiły wykorzystać panującą sytuację dla ostatecznego zniszczenia ruchu rewolucyjnego. W lipcu 1906 roku Departament Policji polecił naczelnikowi miejscowej Ochrany, rotmistrzowi Fułłonowi, "oczyszczenie" ulicy Surażskiej, "będącej główną twierdzą rewolucjonistów, a zwłaszcza anarchistów, których czelność doszła ostatnio do tego stopnia, że administracja zmuszona była wydać zarządzenie o zdjęciu z tego rejonu wszystkich posterunków policyjnych w związku z bezustannymi napadami terrorystów". Zwracając uwagę na nienormalność istniejącej sytuacji, Departament Policji polecał Fułłonowi natychmiastowe przystąpienie do "likwidacji" wszystkich rewolucjonistów zamieszkałych w tej dzielnicy, w oparciu o warunki stanu wojennego.

 

W odpowiedzi swej rotmistrz stwierdzał, że rejon ulicy Surażskiej stracił już częściowo swój charakter rewolucyjnej twierdzy, nie kontrolowanej w zasadzie przez władze. "W dniach zaburzeń pogromu - pisał naczelnik Ochrany białostockiej — ulica ta i okoliczne istotnie była we władzy buntowników i żydowskiej samoobrony". W połowie sierpnia jednak rejon ulicy Surażskiej był już częściowo spacyfikowany. Krążyły tu silne patrole wojskowe i na ogół panował spokój.

 

Władze jednak zdawały sobie sprawę, że sytuacja bynajmniej nie jest przez nie opanowana i ruch rewolucyjny, zepchnięty głębiej w podziemie, nadal stanowi groźną siłę. Na ulicy Surażskiej nadal działały tzw. giełdy partii rewolucyjnych, które w tym czasie stały się podstawową formą łączności organizacyjnej. Jak podawał rotmistrz Fułłon, ,"«giełda» na ulicy Surażskiej zbiera się w każdy piątek wieczór, gromadzi się na niej masowo żydowska młodzież, która w całości jest rewolucyjnie nastrojona" i w większości uzbrojona. W raporcie swym naczelnik Ochrany wysuwał plan otoczenia "giełdy" i aresztowania jej uczestników. Podawał ponadto, że w Białymstoku często przebywają wybitni działacze rewolucyjni z innych okręgów Cesarstwa.

 

Akcja pacyfikacyjna przybrała kolosalne rozmiary. Niezależnie od częstych rewizji i aresztowań często organizowano nocne operacje policyjno-wojskowe, w czasie których otaczano całe dzielnice miasta, przeszukując skrupulatnie dom za domem, mieszkanie za mieszkaniem. Najczęściej nękano ludność ulicy Surażskiej i okolicznych. Tak np. w nocy na 11 października 1906 r. przeprowadzono w tej dzielnicy powszechne rewizje, rzekomo w poszukiwaniu broni. Broni nie znaleziono, ale aresztowano 30 osób.

 

27 września na placu Bazarnym operację rewidowania przechodniów przeprowadzał oddział żołnierzy i policjantów pod dowództwem dzielnicowego Niebracznego. Usiłowali również zrewidować grupę robotników przechodzących przez plac, ci jednak zaczęli uciekać. Gdy Niebracznyj zagroził otwarciem ognia, jeden z uciekających zaczął ostrzeliwać się z brauninga, raniąc dzielnicowego w nogę. Mimo zaciekłej i rozpaczliwej obrony, zamachowiec został ujęty. Nazajutrz o świcie stanął przed polowym sądem wojennym. Odmówił podania nazwiska, ale przyznał się, że należy do grupy anarchistów-komunistów i strzelał z całą świadomością, chcąc zabić dzielnicowego. W dwie godziny później oskarżony został rozstrzelany. Zachował się mężnie. Prosił, by mu nie zawiązywać oczu i nie przywiązywać do słupa. Prośbę jego spełniono. Przed śmiercią wznosił okrzyki na cześć rewolucji "świtającej już wolności". Stracony miał 19 lat. Był z zawodu piekarzem. Pochodził z Bielska Podlaskiego, a w Białymstoku mieszkał na fałszywym paszporcie na nazwisko Manesa Piziaka.

 

Akcję represyjną intensywnie prowadzono również w miasteczkach okręgu białostockiego. Pod koniec 1906 r. rozpoczął się ruch strajkowy wśród tkaczy supraślskich. Dla stłumienia zaburzeń skierowano do Supraśla ekspedycję karną. Rezultatem jej działalności było kilku zabitych, 30 rannych i 15 aresztowanych.

 

Straszliwe prześladowania, ekspedycje karne wzmagały nastroje odwetu. Coraz częściej stosowano terror indywi]dualny wobec policji i wybitnych przedstawicieli miejscowej administracji. Aktywność na tym froncie walki przejawiali przede wszystkim anarchiści, ponadto grupy bojowe eserowców i Bundu. W październiku 1906 roku zabito policjanta Popiełyszko, wykonawcę wyroku śmierci na rewolucjoniście Wyszyńskim. Mniej więcej w tym czasie zginął naczelnik Zarządu Żandarmerii Guberni Grodzieńskiej podpułkownik Gribojedow, który uprzednio był naczelnikiem żandarmerii w Białymstoku. W listopadzie 1906 roku ciężko ranny został szpicel Opacki.

 

Ogromne wrażenie wywarł brawurowy zamach bombowy, dokonany 25 marca 1907 roku w centralnej ulicy miasta przeciwko tymczasowemu generał-gubernatorowi Bogajewskiemu. Zamachu dokonano, gdy Bogajewski przejeżdżał ulicą Lipową. Od bomby raniony został woźnica powozu generał-gubernatora i posypały się szyby w okolicznych domach. Sam Bogajewski wyszedł jednak cało. Również sprawcy zdołali ujść przed aresztowaniem.

 

W cztery dni później przeprowadzono w Białymstoku szeroko zakrojoną akcję policyjną przeciw anarchistom, której celem było wykrycie inicjatorów i wykonawców zamachu na Bogajewskiego. Należy sądzić, że władze dysponowały informacjami agenturalnymi, gdyż istotnie udało się policji wykryć lokal organizacji anarchistycznej. W czasie przeprowadzanych rewizji w jednym domu zraniono dzielnicowego. W innym policja napotkała, w trakcie otaczania go, zaciekły opór. Z domu rzucano bomby i strzelano do policji. Po dłuższym ostrzeliwaniu policja wyłamała drzwi do domu, gdzie znaleziono jednego zabitego i jednego ciężko rannego rewolucjonistę, poza tym broń, materiały do produkcji bomb, a także odezwy anarchistów, wydane w związku z zamachem na Bogajewskiego.

 

Akcja zamachów terrorystycznych nie ustawała mimo ciężkich strat ponoszonych przez rewolucjonistów. Tak np. 4 czerwca 1907 roku zabity został w Białymstoku robotnik Jarocki, członek miejscowej organizacji czarnosecinnego Związku Narodu Rosyjskiego. 17 sierpnia przy wysiadaniu z tramwaju zabito komendanta wojskowego stacji kolejowej w Białymstoku, pułkownika Szretera, który był bezpośrednio odpowiedzialny za masakrę urządzoną na stacji kolejowej w dniach krwawego pogromu czerwcowego 1906 r.

 

Prócz zamachów grupy bojowe różnych organizacji prowadziły akcję ekspropriacyjną. Napadano na banki i kasy rządowe, na urzędy gminne itp. W lipcu 1906 r. sześcioosobowa bojówka zabrała w jednym z banków białostockich 1455 rubli. W październiku tegoż roku rewolucjoniści napadli na urząd gminy w Supraślu i skonfiskowali 89 blankietów paszportowych.

 

W Wilnie anarchistyczne grupy utworzone zostały w 1903 r. przez agitatorów przybyłych z Białegostoku, którzy przejęli część członków z Bundu. Pierwszy zamach w Wilnie zorganizował J. Kropotkin (w styczniu 1906 r.), rzucając bombę na posterunek policji, która jedną osobą zabiła, a cztery ciężko raniła. Zamachowca ujęto i w miesiąc później skazano na karę śmierci, po czym rozstrzelano. Ujęto też dalszych anarchistów, których także rozstrzelano. Podobny los spotkał anarchistów w Kownie, Grodnie i Brześciu Litewskim. Podobnie jak ich koledzy, dokonywali zamachów i ekspropriacji burżuazji.

 

Jesienią 1906 r. były próby zjednoczenia ruchu anarchistycznego Polski i Litwy. Na zwołanej w Kownie wspólnej konferencji przyjęto rezolucję, która wzywała wszystkie grupy do tworzenia federacji.

 

W pierwszych dniach maja 1907 r. anarchiści zorganizowali w Białymstoku strajk, połączony z wystąpieniami o charakterze terrorystycznym. Przedsięwzięcie to zakończyło się jednak niepowodzeniem. W czerwcu anarchista Szpindler zabił naczelnika policji, we wrześniu anarchista Gorodowojczyka dokonał zamachu na sekretarzu "carskiej ochrany". Policja prowadziła zakrojone na szeroką skalę obławy na anarchistów, które doprowadziły do tego, że pod koniec 1907 r. ruch anarchistyczny w Białymstoku został rozbity.


Anarchiści w Rewolucji 1905 - 1907 w Warszawie

 

Jesienią 1905 Federacja Anarchistyczna w Białymstoku na czele z Juda Grossmanem, głównym teoretykiem i organizatorem grup "czarnoznamieńców", zorganizowała konferencję, na której postanowiono rozpoczęcie działalności propagandowej w innych miastach, a głównie w Warszawie i w Łodzi. Do Warszawy wysłano agitatorów wśród nich anarchistę o pseudonimie Karol, którzy mieli zaszczepić wśród warszawskich robotników nieznane im hasła anarchizmu. Jednak akcja ta nie przyniosła spodziewanych efektów, gdyż pozycja PPS-u wśród robotników była zbyt silna. Sukcesem natomiast zakończyła się agitacja wśród ludności żydowskiej. W zaistniałej sytuacji utworzono w Warszawie "Federacyjną Grupę Anarchistów-Komunistów Międzynarodówka" (w literaturze spotyka się również nazwę „Internacjonał”, która jest kalką językową z rosyjskiego). Pod względem ideowym federacja reprezentowała nurt "czarnoznamieńców". Jednak wg notatki warszawskiej Ochrany nazwa "Międzynarodówka" jako oficjalna nazwa grupy pojawiła się w końcu sierpnia 1905. Grupa podzielona była na kilka samodzielnych federacji, z których każda składała się z 4 oddziałów: oddział broni - zajmował się zdobywaniem uzbrojenia i materiałów wybuchowych, oddział techniczny zajmował się drukowaniem broszur i ulotek, zadaniem oddziału literackiego było zaopatrywanie grupy w literaturę przywożoną najczęściej z zagranicy, natomiast oddział organizacyjny miał za zadanie prowadzenie agitacji (akcje propagandowe) i zdobywanie nowych członków grupy.

 

Po  raz  pierwszy  anarchiści  z  "Międzynarodówki"  dali  o  sobie   znać  9 września 1905 r., kiedy to Israel Blumenfeld wrzucił bombę do kantoru bankiera Szereszewskiego   odmawiającego   przekazania   pieniędzy   na  działalność organizacji. Jednakże nikomu nic się nie stało. Nową akcję zorganizowano 5 listopada 1905, w dniu pogrzebu prawosławnego arcybiskupa Jeronima na Woli. Na wracający z Woli oddział Kozaków rzucono bombę, która nie spowodowała żadnych obrażeń wśród żołnierzy. Według świadków czynu tego dokonało dwóch osobników należących do grupy "Międzynarodówka". Federacja ponownie dała o sobie znać wieczorem 13 listopada wrzucając 2 lub 3 bomby do kawiarni Hotelu "Bristol". Miały miejsce dwa wybuchy, które rozbiły szyby i zniszczyły niektóre przedmioty w lokalu. Ranne zostały dwie osoby (według niektórych badaczy akcja ta nie była dziełem „Internacjonału”, pomimo przypisania jej autorstwa przez policję).

 

Oprócz zamachów grupa  prowadziła  także  działalność  ekspriopriacyjną.  Jak  informował oberpolicmajster  Mejer  w  meldunku  do  generał-gubernatora  Skałona, anarchiści chodzą  po domach burżuazji  i  zostawiają mandaty  z napisem "Ostrzeżenie" po rosyjsku żądając dużych sum pieniędzy (800-1000 rubli). Po uiszczeniu opłaty na rzecz grupy zostawiają rachunki pisane po polsku i w jidisz z niebieskim stemplem organizacji. Nie wpłacenie żądanej kwoty pociągało  za  sobą  podłożenie  bomby.  Jednak  nie  wszystkie  akcje "Międzynarodówki" kończyły się sukcesem. 22 listopada 1905 policja została poinformowana, że anarchiści pojawią się na ulicy Prostej 8 po pięć tysięcy rubli. W urządzoną zasadzkę, po krótkiej strzelaninie wpadło 5 osób: Lewek Flinker, Josek Roziennik, Josek Goldszajn, Icek Salomon i Nuchin Wolf Sarna. Znaleziono przy nich: rewolwer "Nagan", kindżał, bombę oraz mandaty (jedno "Ostrzeżenie" i sześć zapłaconych). Zostali oni zamknięci w X Pawilonie Cytadeli, a następnie zesłani. Tylko Josek Roziennik został rozstrzelany bez wyroku sądowego, na mocy prawa stanu wojennego wprowadzonego 10 listopada 1905 roku.

 

Działalność grupy nie ograniczała się tylko do akcji zbrojnych. Prowadzono także działalność propagandową. Pod koniec października 1905 wydano manifest w jidisz wzywający robotników do strajku powszechnego. Nawoływano również do walki, z caratem i burżuazją, której celem miało być wywalczenie anarchistycznego komunizmu. Uznano, że należy wziąć masowy udział w strajku i rozpocząć działania mające sparaliżować funkcjonowanie państwa, a więc: przerwać połączenia telefoniczne i telegraficzne, niszczyć szyny i mosty, niszczyć urzędy państwowe, występować przeciwko burżuazyjnym lokalom. Należy oswobodzić więźniów, zająć sklepy i rozdać dobra biednym. W walce nie należy okazywać litości rodzinom burżuazji, gdyż one wcześniej "kąpały" się we krwi proletariatu. Terror ma stać się główną formą walki i przekształcić strajk w rewolucję. Drugi manifest "Duch niszczenia jest duchem twórczości" pojawił się w drugiej połowie listopada 1905 roku i wydany został po polsku. Anarchiści boleli, że ruch strajkowy ustaje, ale nie oznacza to, że walka się skończyła. Należy toczyć ją dalej, jako czystą walkę klasową, walkę o wolność proletariatu. W zajmowanych miastach należy zakładać komuny anarchistyczne.

 

Kolejny manifest pojawił się w grudniu 1905 i skierowany był przeciwko idei republiki demokratycznej. Napisany został w jidisz. Ostrzegali, że republika taka będzie tworem burżuazyjnym, osiągniętym kosztem proletariatu, w której robotnicy będą w dalszym ciągu eksploatowani. Jako przykład takiej działalności burżuazji, podają Wielką Rewolucję Francuską. Dlatego ponownie nawoływano do walki, zarówno politycznej jak i ekonomicznej, przy użyciu terroru.

W listopadzie 1905 r. udało się warszawskim anarchistom założyć kółka w: Łodzi, Pile i Częstochowie. Jednak ich rozwój (poza Łodzią) nie był tak dynamiczny, jak się tego spodziewano. Wpłynął na to fakt braku literatury anarchistycznej, drukowanej w języku polskim.

 

Po grudniowych zbrojnych wystąpieniach robotników w Moskwie i związanych z tym wydarzeniach w Polsce powstała na terenie Warszawy nowa organizacja anarchistyczna „Proletariat” która działała zaledwie kilka miesięcy

 

W grudniu 1905 roku działalność grupy "Międzynarodówka" została zahamowana przez masowe aresztowania. Dotknęły one także "Proletariat". 2 stycznia 1906 roku generał gubernator powziął decyzję o rozstrzelaniu członków "Międzynarodówki". W styczniu 1906 r. w trzech partiach zabito, na stokach cytadeli, 16 anarchistów. Egzekucje przeprowadzono bez orzeczenia sądowego, a większość z zamordowanych była nieletnia. Wydarzenie to wywołało fale oburzenia na całym świecie, wobec metod stosowanych przez carski reżim. Zginęli wówczas: Izrael Blumenfeld, Szmul-Ela Furcajg, Jakob Golszajn, Froim Grauman, Kopel Igłason, Judko Kernbajser, Dawid-Lejb Kryształ, Simcha Modzelewski, Jankel Pfefer, Moszek Pugacz, Chaim Rifkind, Szalma Rozencwaig, Karol Skurza, Szalma Szajer, Izak Szpiro,

 

Niektórym działaczom takim, jak: Rafał Barańczuk (pseud. Saszka Paryżski ), Eugenia Bruk (Pseud. Zenia), Iwan Mijakota (pseud. Jankiel ) udało się uniknąć aresztowania i wyjechać z Warszawy.

 

Natomiast władze carskie uznały, że problem anarchizmu na terenie Królestwa jest tak poważny, iż należy powołać specjalny organ, który zajmie się tymi sprawami. Tak więc 18 stycznia 1906 roku utworzona „Specjalna Komisja do Spraw Anarchokomunistów”. Kilka dni później, po skardze polskich prawników, wydano zakaz wykonywania wyroków śmierci bez orzeczenia sądu. Rozporządzenie to przekazano do Warszawy.

 

W marcu 1906 roku przybył do Warszawy niemiecki anarchista Johannes Holzmann znany jako August Waterloo lub Senna Hoy. Został on wydelegowany przez Kongres Anarchistyczny, w celu odbudowy ruchu w Warszawie i Łodzi.

 

Plonem jego akcji stało się reaktywowanie "Międzynarodówki", przy okazji powstały także mniejsze grupy: „Buntownik”, „Ekspropriatorzy”, „Czerwona ręka”, „Anarchia” i "Czerwona Chorągiewka". W lipcu 1907 r. powstała grupa kolejna o nazwie "Swoboda" (Wolność), która w sierpniu opublikowała odezwę w języku jidysz, w której nawoływała współtowarzyszy do aktywnego działania w kręgach robotniczych, w celu zaszczepienia anarchizmu na ziemi polskiej. Istniejące w Warszawie grupy dokonywały wymiany literatury i agitatorów między sobą. W końcu 1906 r. nawiązały też współpracę z anarchistami Białegostoku i Wilna.

 

Odżyła także filia "Międzynarodówki" w Łodzi, rozszerzając swą działalność na Piotrków. Pojawił się również organ anarchokomunistów drukowany w Londynie "Głos Rewolucji". Artykuły w nim zamieszczone nawoływały do walki z burżuazją oraz z socjaldemokracją oszukującą proletariat wizjami reform. Począwszy od strajków akcje anarchistów mają przekształcać się w powstanie prowadzone przy użyciu terroru. Zrekonstruowana grupa warszawska dała o sobie znać w połowie 1906 roku odezwą przeciw "kombinatorom" podszywającym się pod anarchistów. Ostro wystąpili przeciwko bandytom używającym nazwy ich organizacji do własnych celów. Zatrzymano kilka osób, które podając się za anarchistów próbowali wyłudzić pieniądze. Działacze grupy całkowicie się od nich odcinają. Wystąpiono także przeciwko PPS-owi, gdyż jej bojówki zwalczają robotników grabiących sklepy burżuazji. Jeśli akcje socjalistów będą się powtarzały to anarchiści odpowiedzą bombą na każdy strzał do robotnika. Nawołują jednak do jedności proletariatu w walce z kapitalizmem.

 

W tym miejscu należy zwrócić uwagę na role prowokacji policyjnych. Jeśli anarchiści nie wykazywali odpowiedniej gorliwości, pomagała sobie policja przy pomocy prowokatorów. Wydaje się, że szczególnie liczny był ich udział w napadach rabunkowych. Trudno dzisiaj powiedzieć jaka ich część była dziełem współpracowników policji. Akcje te miały na celu zohydzenie ruchu anarchistycznego

 

W połowie 1906 roku anarchiści rozpoczęli działalność bojową w Warszawie. Jedną z pierwszych akcji "Międzynarodówki" było zabicie pomocnika posterunkowego, Konstantynowa 27 kwietnia  Czynu tego dokonał Szyja Mirel. Następną akcję grupa przeprowadziła w marcu 1907 na ul. Grzybowskiej. Bomba była przeznaczona dla dyrektora gimnazjum rzemieślniczego. W walce zginął Gerszel Zilbergold.

 

Inne akcje grupy miały miejsce w listopadzie 1907 roku. Najpierw Froim Bekker i Moszek Pfeferblum zastrzelili na Placu Paryskim policjanta 5 rejonu Warszawy Bataszewa. Natomiast 29 listopada  Mendel Kirszenbau zabił na ul. Wałowej fabrykanta Wajntala, który nie chciał otworzyć zakładu i umożliwić robotnikom pracy. Także inne organizacje anarchistyczne Warszawy prowadziły działalność zbrojną.

 

Jednak już od grudnia 1906 roku policja prowadziła systematyczną penetrację środowisk anarchistycznych. Aresztowania rozpoczęły się w lipcu 1907 roku. 10 sierpnia 1907 oberpolicmajster Mejer przedłożył wniosek o zesłanie 46 anarchokomunistów. W dokumencie tym nie pada oskarżenie o przynależność któregokolwiek z aresztowanych do grupy "Międzynarodówka". Jedynie u jednego z zatrzymanych Lejby Wajnera znaleziono sporo ulotek federacji z marca 1907 roku, które dostał, jak tłumaczył, od koleżanki. 17 lipca 1907 roku w Ozorkowie został aresztowany Johannes Holzmann. Został on skazany na 15 lat katorgi (zmarł w więzieniu 28 kwietnia 1914 w wieku 29 lat).

 

Pierwsze aresztowania, które uderzyły bezpośrednio w federację miały miejsce między połową czerwca, a końcem września 1907 roku. W tym okresie aresztowano 28 osób, wśród nich aktywnych działaczy organizacji: Darię Samolską, posiadającą duży autorytet wśród robotników żydowskich, braci Henryka i Józefa Tobołowskich, Szmula Monchajta i 6-cio osobową rodzinę Lerman. Wszyscy zostali oskarżeni o działalność propagandową i przynależność do grupy anarchistów-komunistów "Międzynarodówka". Na mocy wyroku sądu 21 osób zesłano do guberni tobolskiej, 6 do guberni astrachańskiej i zakazano powrotu do Warszawy aż do czasu zniesienia stanu wyjątkowego. Nad jedną osobą rozciągnięto nadzór policyjny. Nowa fala aresztowań nastąpiła między początkiem października a połową listopada 1907 roku. W tym czasie zatrzymano 30 osób. Zarzucano im działalność propagandową (Jakub Finkelsztajn) i terrorystyczną (Moszek Prag-Prager, Dawid Złotykamień, Wolf Zytnik, Srul Hamerszlak) - chodziło głównie o podkładanie bomb w domach fabrykantów. Zatrzymano także dwie kobiety: Chanę Gilewicz i Leję Lidskaja znane już wcześniej policji z prób zakładania związków zawodowych wśród robotników żydowskich. Oskarżeni zostali zesłani w głąb Rosji. W tym okresie prawie całkowicie ustaje zorganizowany ruch rewolucyjny na ziemiach polskich. Jeszcze tylko jednostki prowadzą dalszą walkę. Także "Międzynarodówka" mimo znacznego osłabienia próbowała prowadzić jeszcze akcję, głównie ekspriopriacyjne. 8 stycznia 1908 roku Feliks Pogorzelski chciał uzyskać wpłatę 25 rubli od Marcina Kędzierskiego, na ul. Młynarskiej 16 grożąc mu podłożeniem bomby. Pieniędzy jednak nie otrzymał, a na dodatek został zatrzymany przez policję. 21 marca 1908 roku członkowie grupy m.in. Muchin Roenbaum, Etla Lejzerowicz, Moszek Grinberg zabrali 2,8 tys. rubli kupcowi Carkiesie. Lecz były to już ostatnie akcje. Do połowy 1908 roku federacja "Międzynarodówka" została rozbita licznymi aresztowaniami. 16 marca 1908 roku zesłano 23 działaczy grupy, 9 czerwca 1908 roku zakazano pobytu w Królestwie Polskim 36-ściu członkom grupy oskarżonym o organizowanie i udział w strajku szewców i krawców, 28 czerwca 1908 roku aresztowano 27 osób związanych z federacją. Osiem z nich zesłano do guberni jenisiejskiej, a 19-stu przedłużono areszt. 30 sierpnia 1908 roku wydano wniosek o zesłanie 17 osób, członków "Międzynarodówki". Na nocy wyroku znaleźli się oni w guberniach: jenisiejskiej i tobolskiej. Ostatni wyrok na przedstawicieli organizacji wydano 5 marca 1909 roku. Zesłano wtedy 10 osób, a nad jedną, Lejbą Bejtlem, rozciągnięto nadzór policyjny. Akcje policyjne doprowadziły do rozbicia ówczesnego ruchu anarchistycznego na ziemiach polskich już na początku 1908 roku. Dalsze aresztowania miały na celu zlikwidowanie wszelkich możliwości odrodzenia się ruchu.


Anarchiści w Rewolucji 1905 – 1907 w Łodzi

 

Do aktywniejszych ośrodków ruchu anarchistycznego w 1905 r. należy zaliczyć również Łódź.. Grupie warszawskiej udało się utworzyć (pod koniec 1905 r.) filię w Łodzi wśród robotników żydowskich i rozpocząć agitacją idei anarchistycznych.

 

Wszelkie ulotki drukowane były po żydowsku, polsku i rosyjsku, co miało ułatwić lepsze dotarcie do wielojęzycznych środowisk robotniczych. W manifeście z końca 1905 roku grupa wzywała do rozpoczęcia powszechnego strajku, który jednak powinien zostać przeprowadzony bez udziału inteligencji. Uważano ją za przeniewierczą wobec sprawy robotniczej. Bezpośrednio po ogłoszeniu tego manifestu, w listopadzie „Międzynarodówka” wydał odezwę pt. „Duch niszczenia jest duchem twórczym”, w której to występował szczególnie aktywnie przeciwko demokracji parlamentarnej, jak i przeciwko wszelakim sojuszom narodowej burżuazji z robotnikami.. W skład łódzkiej grupy wchodzili głównie subiekci i drobni rzemieślnicy. Wymuszali oni opłaty od bogatych sklepikarzy w Śródmieściu i na Bałutach pod groźbą podłożenia bomby pod dom lub sklep.

 

W październiku 1906 r., dziewięciu czołowych członków grupy: Josek Noechow Skomski (19 lat), Jankiel Ickow Wonkowiński (33 lata), Josek Mordkow Webelcki (19 lat), Binem Malkow Gyoldsztein (18 lat), Szmuł Małkow Granasztein (19 lat), Jankiel Icek Majlechow Bajsbrut (17 lat), Abram Uszerow Najchauz (19 lat.) Gersz Majlech Abramow Wajsberg (25 lat), Wiktor Beniaminow Bunemfeld (22 lata), zostali aresztowani, a następnie 25 grudnia stanęli przed sądem wojennym. Uznano ich winnym działania w organizacji anarchistycznej i skazano na zesłania na Syberię od 8 do 15 lat. Przybyły z Brukseli Johannes Holzmann przywiózł ze sobą kilka numerów anarchistycznego pisma „Głos Rewolucji” oraz 500 rubli, które podzielił między Warszawę a Łódź. Była to jednak za mała kwota, postanowiono przeprowadzić akcję zdobycia funduszy na działalność napadając na dom kupca Szloma Gedricha. Czterech napastników weszło do budynku terroryzując bronią obecnych tam i gdy jeden z nich udał się do sąsiedniego pokoju z właścicielem, padł strzał. Kupiec zginął, a na odgłos wystrzału czwórka bojowców uciekła, nic ze sobą nie zabierając. W czasie pościgu jeden z nich został aresztowany.


Na początku lipca łódzcy anarcho-komuniści wysłali dwóch delegatów na konferencję do Kowna. W lipcu policja dokonała licznych aresztowań działaczy, skazując ich głównie na katorgę oraz wydalenie. Wreszcie pod koniec roku zatrzymano przywódcę łódzkiej „Międzynarodówki” Lebus Watman, a 16 kwietnia 1908 r. policja wykryła lokal organizacji. Podczas rewizji znaleziono w nim materiały wybuchowe, pieczęć owalną grupy, wydawnictwa i gazety anarchistyczne. Aresztowano 18 osób i postawiono 2 kwietnia 1909 przed sądem wojennym w Łodzi. Brak danych co  dalszych losów aresztowanych.

część 2
część 1
Odnaleziony w archiwach sensacyjny zapis z kamery SB dokumentujący najazd ZOMO i Służby Bezpieczeństwa na pierwszy ogólnopolski zjazd Międzymiastówki Anarchistycznej, który odbył się w pewnej willi w Gdańsku 30.10.1988. Zjazd trwał zaledwie kilka minut i przerwany został wejściem służb na teren spotkania. Wszyscy uczestnicy za wyjątkiem kilku osób zostali spisani i puszczeni wolno. Na tym zupełnie unikatowym materiale zobaczycie m.in. takie postacie jak Jarosław Guła (Praffdata, CDQ), Patyczak (Brudne Dzieci Sida), Jany Waluszko (RSA), Zbigniew Sajnóg (Totart), Mirosław „Maken" Dzięciołowski, Ziggy Stardust i wielu innych. Pod koniec filmu przelot z kamerą przez piwnicę willi gdzie odbywało się spotkanie, z całym materiałem dowodowym w postaci podziemnych pism oraz totartowskich dekoracji. „Cały przygotowany przez organizatorów bigos w ilości 50 kg zdążył wystygnąć zanim ktokolwiek miał szansę go skonsumować" -- Paweł „Konjo" Konnak.
W tym roku anarchizm w Polsce obchodzić będzie swoje 110 urodziny. Za umowny moment początków ruchu na ziemiach polskich można uznać powstanie pierwszej grupy anarchistycznej. Było to po zaborem rosyjskim, w Białymstoku w 1903 roku, tuż przed wybuchem rewolucji, która stała się okazją do walki ekonomicznej, politycznej i zbrojnej. Zaczynamy publikację cyklu trzech artykułów dotyczących historycznych początków anarchizmu w Polsce.

 

Idee negacji państwa i władzy znajdowały w Rosji zawsze szerokie poparcie i uznanie w kręgach inteligenckich, gdyż reżim carski nie zezwalał na rozwój swobód politycznych. Z drugiej strony sprzeczności społeczno-polityczne, które do Rosji przyniósł kapitalizm, zaostrzyły się i każde nowinki teoretyczne, przyjmowane były z zainteresowaniem. Rozwijający się w Rosji od lat 80-tych XIX wieku ruch "tołstojowców”, a od 1901 r. Jana Wacława Machajskiego, znacznie ułatwiły drogę do rozwoju anarchizmu w Królestwie Polskim. Pierwsze grupy anarchistyczne zaczęły rozprzestrzeniać się po całej Rosji a działacze tego ruchu byli organizatorami wielu nowych ośrodków anarchistycznych.


Pierwsza grupa anarchistyczna

Anarchiści, gdy tylko pojawili się wiosną 1903 r. w Białymstoku, rozpoczęli od razu aktywną działalność polityczną. Ich przewodnim hasłem było stwierdzenie, iż: „anarchizm jest ideologią klasy robotniczej, walczy z burżuazyjnym ustrojem, popiera walkę robotników o polepszenie swych warunków materialnych”. Rozpoczęli także ożywioną agitacją wśród działających tam partii politycznych. Z rywalizujących w tym mieście grup: socjalistów-rewolucjonistów (eserowców), pepesowskich i bundowskich, anarchiści przechwytywać zaczęli tych, którzy z polityki swej partii nie byli zadowoleni. Głównym organizatorem tego przedsięwzięcia był Grzegorz Bruner (pseud. Borys). Szczególnie pomocny w agitacji okazał się inny anarchista o pseud. Zajdel (nie ustalono nazwiska), który idee rozpowszechniał wśród ludności żydowskiej, zamieszkującej Białystok. Agitacja prowadzona wśród robotników, czeladników i członków Bundu dała pozytywne rezultaty. Bund, który okazał się mniej odporny na agitacją anarchistyczną, zaczął przechodzić kryzys. Z partii tej, pod koniec 1903 r., wystąpiło 73 członków, którzy przeszli w szeregi anarchistyczne. W ten sposób, na gruncie białostockim, organizacja anarchistyczna stała się silna i wpływowa. Pozwoliło to na powołanie federacji anarchistycznej pod nazwą Międzynarodowa Grupa „Walka”.

 

Początkowo w swej pracy agitacyjnej anarchiści korzystali z literatury wychodzącej w postaci przedruków (po rosyjsku) z miesięcznika "Chleb i Wola” oraz broszur drukowanych za granicą. Dla zwiększenia ilości materiałów propagandowych zaczęto wydawać pisma hektograficzne. Opublikowano 7 broszur o treści agitacyjnej i 6 proklamacji w języku jidysz i rosyjskim. Organizacja Międzynarodowa Grupa „Walka” po 3 miesiącach działalności w Białymstoku liczyła już ponad 90 aktywistów, a zorganizowane przez nią wiece gromadziły dziesięciokrotnie większą liczbę słuchaczy. Aktywiści „Walki” uczęszczali na zebrania innych organizacji politycznych i w podejmowanej dyskusji przekonywali zebranych do anarchizmu.

 

Partie polityczne chcąc zahamować odpływ swych członków, zakazały anarchistom udziału w swoich zebraniach, a robotnikom prowadzenia dyskusji z anarchistami. Środki takie nie mogły stać się jednak skuteczne. Anarchizm zjednywał sobie sympatyków i organizacyjnych zwolenników.

 

Agitatorzy anarchistyczni dostarczali do zakładów literaturę otrzymaną z zagranicy i równocześnie namawiali robotników do zakładania kółek. Uzupełniali brakującą literaturę drukując na hektografie (w sierpniu 1903 r.) broszury pod zmieniającymi się tytułami: „Trup”, „Złodziejstwo” czy „Simon Adler”. Mimo zakazów swych partii robotnicy coraz tłumniej uczestniczyli w zebraniach organizowanych przez anarchistów, czytając ich literaturę, którą w coraz większych ilościach sprowadzano z zagranicy.

 

W lecie 1903 r. anarchiści przystąpili do walki zbrojnej. Jeden z członków organizacji Nisel Faber ciężko zranił w synagodze właściciela dużej fabryki Kaczana, który brutalnie traktował robotników zatrudnionych w swoim zakładzie. Ten sam zamachowiec, w odpowiedzi na rozpędzenie pokojowego zebrania robotników, rzucił bombę do jednego z cyrkułów, która zraniła dwóch policjantów i zabiła dwie osoby cywilne. W drugiej połowie 1904 r. anarchista Gielinkier ciężko ranił nadzorcę więziennego, nieludzko odnoszącego się do więźniów. Nadzorca zabity został z ręki tego samego zamachowca dopiero za drugim razem, po wrzuceniu bomby do jego mieszkania. W Krynkach członkowie grupy „Walka” dokonali udanego ataku na urząd powiatowy, gdzie zdobyto duże ilości blankietów paszportowych. Zamachy i rozpowszechnianie broszur: „Niech zginie własność prywatna” i „To my i czego chcemy” spowodowały, że anarchiści białostoccy od połowy 1904 r. zaczęli odgrywać ważną rolę polityczną, wkraczając w rok 1905 jako aktywna siła polityczna posiadająca grupy anarchistyczne poza Białymstokiem, w Grodnie, Bielsku, Zabłudowie, Choroszu, Wołkowysku, Orle, Krynkach i Burzanach.


Anarchiści w Białymstoku

Anarchiści na wieść o "krwawej niedzieli" w Petersburgu rozpoczęli aktywną działalność polityczną w takich miejscowościach, jak: Białystok, Kijów, Odessa, Jekaterynosław i Żytomierz. Szczególnie aktywnie wystąpili w Białymstoku, gdzie zorganizowani byli już od 1903 r., posiadali wpływy u części proletariatu tego miasta i w okolicach. Wraz z działającymi partiami politycznymi — Bundem, eserowcami, PPS-em i SDKPiL-em wywalczyli przy pomocy strajków ośmiogodzinny dzień pracy w małych zakładach, natomiast w dużych tylko dziesięciogodzinny przy równoczesnej podwyżce płac od 25% do 50%!

 

Prowadzona przez białostockich anarchistów agitacja wśród członków innych partii w końcu 1905 r. przyniosła dalsze sukcesy. Z partii "bundowskiej" i PPS-u część członków przeszła w szeregi anarchistyczne. Pozwoliło to utworzyć kolejną polską federację, która otrzymała za zadanie powiększenie swych szeregów o robotników polskich zatrudnionych w miejscowych zakładach przemysłowych. Z organizacji "bundowskiej" udało się pozyskać energicznych agitatorów: Arona Elina (pseud. Gelinker) i Całkę Sudobiczewa, którzy w niedługim czasie stali się znanymi działaczami nie tylko w Białymstoku, ale także i w Rosji. Aron Elin pochodził z rodziny żydowskiej. Prowadził w Białymstoku, Wilnie, Kownie, Jekaterynosławiu anonimową działalność zbrojną. W wieku 23 lat został przez policję zasztyletowany podczas aresztowania jesienią 1906 r. C. Sudobiczew pochodził też z rodziny żydowskiej. W listopadzie 1906 r. za działalność zbrojną został aresztowany i skazany przez sąd wojenny na karę śmierci. Wyrok wykonano w cytadeli w Warszawie

 

Utworzona pod koniec maja 1905 r. polska federacja rozpoczęła ożywioną agitację w większych fabrykach miasta. Pozyskała nowych zwolenników, którzy po otrzymaniu niezbędnego przeszkolenia w kółkach, mieli już samodzielnie rozpocząć pracę w swoich środowiskach.

 

Agitacja i propaganda anarchizmu (w Białymstoku w czerwcu 1905 r.) prowadzona energicznie przez Strigę i Rywkinda Wiktora (pierwszy zginął w 1906 r. od bomby w Paryżu, drugi został rozstrzelany bez sądu w Warszawie) przyniosła ruchowi znaczne sukcesy. Organizowane przez nich dyskusje i mityngi zyskiwały poparcie głównie wśród ludności żydowskiej, która początkowo sympatyzowała, a później czynnie popierała anarchistów. Z tej grupy narodowościowej rekrutowali się liczni działacze. Prowadzona przez nich działalność polityczna przyczyniła się do rozprzestrzenienia anarchizmu w pobliskich powiatach i guberniach. Przykładem aktywnego działacza może być były członek Bundu N. Bahrana (zginął podczas pogromu żydów w Białymstoku), który doprowadził do znacznego wzmocnienia białostockiej organizacji. Opracowywane przez anarchistów proklamacje i ulotki starano się rozprowadzać w zakładach przemysłowych oraz dostarczać do federacji i kółek, które tworzono w oparciu o profesje lub narodowość i w którego skład wchodziło 10 osób. Zebranie kółka odbywało się raz w tygodniu. Po uzyskaniu przeszkolenia zadaniem członka kółka było pozyskanie dla ruchu nowych zwolenników. W ten sposób powstawało nowe kółko. Najbardziej aktywni działacze nie tylko prowadzili szkolenia, ale uczestniczyli także w zebraniach partyjnych, na których prowadzili agitację.

 

Aby zahamować odpływ swych członków, Bund zorganizował zebranie aktywu. Wystąpił jednak na nim anarchista Fiszel Sztejnberg (zabity w Jekaterynoslawiu w czerwcu 1906 r.), który nie tylko doprowadził do rozbicia konferencji, lecz także udało mu się pozyskać dalszych działaczy tej organizacji dla ruchu anarchistycznego.

 

Anarchiści twierdzili, że w połowie 1905 r. na terenie Białegostoku i w okolicznych miasteczkach, wśród ludności żydowskiej, posiadali największe wpływy spośród innych organizacji rewolucyjnych.

 

Polska federacja anarchistyczna w Białymstoku zaktywizowała się w czerwcu i lipcu 1905 r. Czołowym działaczem w tej federacji był A. Niżborski (pseud. Antek). Do ruchu anarchistycznego wstąpił w 1905 r. Wraz z kolegami, za udział w strajku w zakładzie Wieczorka, został przez właściciela zwolniony. Należał do PPS i był początkowo przeciwnikiem anarchizmu. Jednak niesprawiedliwość jaka go spotkała i brak reakcji ze strony swej partii spowodował, że zaczął szukać kontaktów z anarchistami. Oni przekonali go, iż działalność zbrojna jest jedyną słuszną metodą walki z burżuazją. Aktywność Niżborskiego w ruchu nie trwała długo, ponieważ został zastrzelony przez policje 20 czerwca 1906 r. w Jekaterynosławiu podczas nieudanego napadu na bank.

 

W Białymstoku wraz z eserowcami anarchiści zorganizowali grupę bojową. Grupa ta podjęła walkę z Kozakami, którzy do miasta zostali sprowadzeni do rozpędzenia demonstracji robotniczych. Po zabiciu dwóch Kozaków, wycofano ich z miasta, co było niewątpliwie dużym sukcesem sił rewolucyjnych. W lutym 1905 r. anarchiści zorganizowali, wraz z eserowcami, napad na miejscową drukarnię, zdobyli znaczną ilość czcionki drukarskiej i farb, które wykorzystali do drukowania materiałów propagandowych.

 

Drukując ulotki i proklamacje, nawołujące robotników do terroru ekonomicznego, anarchiści przyczyniali się do wzrostu nastrojów rewolucyjnych w mieście i okolicy. Policji, przy pomocy konfidenta, w połowie 1905 r., udało się odkryć schowek z czcionkami drukarskimi, farbami i papierem. Podczas tej akcji policyjnej nikt nie został aresztowany. W końcu kwietnia anarchista Gielinkier dokonał zamachu na dozorcę domu, który doniósł policji o magazynie materiałów drukarskich. Zabicie dozorcy miało ostrzec innych, którzy współpracowali z policją, lub współpracę zamierzali podjąć. W czerwcu 1905 r. anarchiści zorganizowali kilka zamachów, w których zginął jeden kupiec i policjant.

 

W związku z doniesieniami o zbrojnym powstaniu robotników w Łodzi, 4 lipca 1905 r. w Białymstoku wybuchł strajk powszechny. Władze sprowadzają do miasta wojsko. Anarchiści rzucają bombę w grupę policjantów – 4 z nich zostaje rannych. Przez kilka godzin w mieście trwały walki pomiędzy policją i anarchistami.

 

W dniu 31 lipca 1905 r. z inicjatywy Bundu zorganizowano w Białymstoku pokojowa, manifestację robotniczą. Mimo wezwań policji do rozejścia tłum ciągle się powiększał. W czasie starcia z policją i wojskiem został zabity robotnik Szuster, a kilku innych zostało rannych. W odwecie za represje anarchista Gielinkier dokonał zamachu na oddział wojskowy.  Bomba, która wybuchła ranili oficera i 4 żołnierzy. Zginęła propagandzistka Bundu. Wśród żołnierzy powstała panika wykorzystali to anarchiści i wynieśli rannego zamachowca. Żołnierze przystąpili jednak do rozpędzania tłumu. Na drugi dzień (1 sierpnia 1905 r.) w Białymstoku rozpoczął się strajk powszechny. Wieczorem odbył się wiec przed budynkiem żydowskiego szpitala, gdzie leżeli ranni. Miasto zostało otoczone przez wojsko. Podczas pogrzebu niesiono czarne i czerwone wstążki. Brali w nim udział anarchiści, maksymaliści i eserowcy, działacze PPS i Bundu. Policja mimo demonstracji politycznej nie  interweniowała.

 

12 sierpnia 1905 r. oddział wojska wkroczył do dzielnicy robotniczej, bijąc przypadkowych przechodniów i zabijając jednego z nich. W pewnym momencie w zamieszaniu wybuchła bomba, która zabiła dwie działaczki Bundu i raniła 10 robotników. Wydarzenie stało się pretekstem dla wojska, które rozpoczęło masakrę, strzelając w okna domów i do ludzi na ulicy. Zginęło 38 robotników, 150 zostało ciężko rannych. O sprowokowanie rzezi władze oskarżyły anarchistów, którzy mieli rzucić bombę, jednak ponad wszelką wątpliwość była to wcześniej zaplanowana prowokacja wojska. W manifestacyjnym pogrzebie ofiar masakry wzięło udział 15 tys. osób.

 

Anarchiści z maksymalistami kierowali także walką ekonomiczną robotników w fabrykach tkackich w rejonie białostockim. W jednej z fabryk tego rejonu  właściciel został zmuszony, przez strajkujących robotników, do opuszczenia swego zakładu w którym produkcję podjęli sami robotnicy pod kierownictwem anarchistów i maksymalistów. Właściciel mając przed sobą perspektywę utraty fabryki, powrócił i spełnił wszystkie robotnicze postulaty i żądania.

 

W dwa tygodnie później w fabryce Wieczorka, która zatrudniała około 800 robotników wybuchł strajk.  Przyczyną tego było żądanie właściciela, żeby załoga podpisała deklarację pisemną, iż w ciągu roku nie będzie na terenie zakładu żadnych wystąpień robotniczych. 180 osób z załogi odmówiło złożenia podpisu.  Decyzją właściciela ci, którzy nie podpisali deklaracji, zostali zwolnieni z pracy. Na znak solidarności z nimi załoga przystąpiła do strajku. Wieczorek, obawiając się zamachu wezwał wojsko na teren fabryki. Mimo tego, iż otoczono dom właściciela, wieczorem 26 sierpnia dwaj anarchiści A. Niżborski (pseud. Antek) i Jan Gajski (psued. Nitka) wrzucili do mieszkania Wieczorka dwie bomby, które jednak nikogo nie zraniły. Przestraszony zamachem Wieczorek wycofał decyzję o zwolnieniach.

 

W tydzień później w Białymstoku wprowadzono stan wojenny. Rozpoczęły rewizje mieszkań i aresztowania. Anarchistom zlikwidowano drukarnię i aresztowano Gielinkiera, Engelsona i Pressera (zmarł 16 marca 1907 r. w Warszawskiej Cytadeli).

 

31 października, w dniu ogłoszenia carskiego manifestu konstytucyjnego,  który zapowiadał min. przyznanie ludności swobód obywatelskich i amnestię, kilka tysięcy białostockich robotników otoczyło więzienie domagając się zwolnienia wszystkich więźniów politycznych (min. anarchistów). Wojsko otworzyło ogień do demonstracji – zginęło 4 robotników.

Ciąg dalszy nastąpi.

W Zielną minęło 75 lat od rozpoczęcia Wielkiego Strajku Chłopskiego. Dziś, gdy lewicowi inteligenci dyskutują o formach antysystemowego buntu, a większość „zwykłych ludzi” uznaje je za mrzonki, warto jednym i drugim przypomnieć tę historię.


Podłoże

Wielki Strajk Chłopski był inicjatywą polityczną. W odróżnieniu od wcześniejszych – również krwawo tłumionych – wystąpień chłopskich z początku lat 30, które miały podłoże przeważnie ekonomiczne. Druga połowa lat 30. to w Polsce okres zaostrzenia kursu w polityce wewnętrznej, objawiającego się szykanowaniem, pozbawianiem wolności i mienia niesanacyjnych polityków i – by użyć współczesnego języka – aktywistów, a nawet krwawym rozpędzaniem demonstracji. Na tym zaostrzeniu cierpiał najbardziej właśnie ruch ludowy, jako najgroźniejszy dla rządzących pretendent do władzy. Strajk z roku 1937 zaplanowany został przez Stronnictwo Ludowe jako co najmniej wyraz siły politycznej chłopów. W najlepszym wypadku miał doprowadzić do obalenia sanacji i powrotu do rządów demokratycznych, w najgorszym – poważnie zachwiać systemem politycznym i pokazać społeczeństwu siłę ludowców.

 

Jak

Tu mamy chyba najciekawszą lekcję od naszych przodków: Strajk miał polegać na 10-dniowym powstrzymywania się od handlu – z wyjątkiem konieczności zaspokojenia najbardziej podstawowych potrzeb. W ówczesnej gospodarce stały dowóz żywności ze wsi był warunkiem istnienia miast – zarówno wyżywienia mieszkańców, jak i zaopatrzenia miejskiego biznesu. Obecnie, ze względu na o wiele większą możliwość długotrwałego przechowywania i przewożenia żywności nie jest to już tak silne narzędzie wpływu.

 

Strajk został zaplanowany centralnie, z zachowaniem daleko posuniętej ostrożności. Wśród środków ostrożności politycznej najważniejszym było wyłączenie ze strajku województw przygranicznych, z licznymi populacjami mniejszości narodowych.

 

Struktury SL obejmowały m.in. odpowiednio przeszkolonych „aktywistów” oraz Straż Chłopską, dbającą o porządek w czasie wystąpień i – co tu dużo mówić – o dyscyplinę strajku.

 

Represje – miara skuteczności

Strajk początkowo nie wywołał silnej reakcji władz. Nie wierzyły one w skuteczność tej formy protestu. A jednak okazało się, że akcja jest dotkliwa. Dodatkowo, społeczności wielu miast czynnie poparły chłopów strajkami i demonstracjami solidarnościowymi, i to pomimo niechętnej postawy władz Polskiej Partii Socjalistycznej.

 

Czy presja ekonomiczna strajku była tak duża, czy demonstracja siły tak przerażająca – dość że władze sanacyjne zdecydowały nie przebierać w środkach pacyfikując akcję już od trzeciego jej dnia. Zginęło 44 chłopów, a ok. 700 gospodarstw zostało zniszczonych lub uszkodzonych przez policję. Wrażenie strajku było tak wielkie, że po jego zakończeniu władze skazały i uwięziły 617 osób.

 

Źródła siły

Strajk mógł się udać ze względu na stan ducha ówczesnych chłopów – połączenie świadomości ekonomicznej i politycznej krzywdy z poczuciem grupowej siły. Wszędzie tam, gdzie informacja o akcji dotarła na czas, ludzie strajkowali. Drugi aspekt to organizacja. Strajk przygotowywano 7 miesięcy, w ramach wieloetapowego projektu, z dbałością o wszystkie aspekty akcji i „próbą generalną” w postaci ogromnej manifestacji w Racławicach w rocznicę bitwy 1794 r.

 

Ostatnie w końcu źródło sukcesu tkwi w samej zasadzie ekonomicznej leżącej u podstawy strajku. Skonstatowano, że masa jednostkowych gospodarstw wiejskich może przykręcić kurek całej gospodarce. To dobra wskazówka na dzisiejsze czasy.

 

Polska gospodarka AD 1937 była gospodarką towarowo-pieniężną, ze znaczną przewagą „towarowo”, i ze znaczną przewagą rolnictwa. Brak więc towarów rolnych oznaczał zatrzymanie całej gospodarki. Dziś żyjemy w realiach gospodarki kapitałowej, a siłą napędzającą gospodarkę nie jest producent rolny, ale konsument wyposażony w siłę nabywczą. Dziś, aby zatrzymać gospodarkę należałoby zatrzymać przepływ gotówki. Pojawiają się wprawdzie takie akcje – jak choćby bojkoty stacji benzynowych. Mają one jednak o wiele za małą skalę. Aby bojkot stacji – czy czegokolwiek innego – miał rzeczywiście siłę, musiałby być nie tylko masowy, ale i długotrwały (10 dni jak w 1937 r. wydaje się nie od rzeczy). To zaś wymaga wyrzeczenia się – przynajmniej na jakiś czas – konsumpcji.

 

Jednak bojkot handlowy to betka w porównaniu z hipotetycznym strajkiem klientów instytucji finansowych. No bo wyobraźmy sobie, że nagle tysiące osób wypłacają swoje depozyty z banków. Sprzedają akcje i udziały w funduszach inwestycyjnych. Postulaty mają polityczne. Tyle, że ich też zaboli, bo ich pieniądze stracą na wartości.

 

Czy jesteśmy gotowi tak się poświęcać? Cóż, nikt nie będzie do nas strzelał za to, że nie kupujemy benzyny, albo podejmujemy gotówkę z bankomatu. Jeśli nie będziemy chcieli zrobić tego dla siebie i naszych dzieci, to może przez pamięć pradziadków.

Helsińska Fundacja Praw Człowieka zwróciła się do Ministra Administracji i Cyfryzacji Michała Boniego z wystąpieniem, w którym apeluje o przeanalizowanie sprawy usunięcia miasteczka namiotowego z Rynku Głównego w Krakowie. Prawnicy fundacji zarzucają władzom miasta naruszenie prawa do wolności zgromadzeń.


Zastrzeżenia HFPC dotyczą podstaw rozwiązania legalnie zarejestrowanego zgromadzenia oraz bezczynności organów administracji w zakresie rozpatrzenia odwołań od decyzji o jego rozwiązaniu. Wojewoda Małopolski poinformował zainteresowanych, że ze względu na fakt niewydania pierwotnej decyzji administracyjnej przez Urząd Miasta Krakowa dotyczącej rozwiązania protestu, pisma organizatorów nie zostały uznane za odwołania i nie zostaną rozpatrzone. Skarżący nie otrzymali również dotychczas odpowiedzi na zażalenie na bezczynność Wojewody Małopolskiego, jakie zostało skierowane do Ministra Administracji i Cyfryzacji w lipcu 2012 r.

 

Sprawa ruchu “Oburzonych” w Krakowie nie jest jedynym przypadkiem, w którym miało miejsce ograniczenie wolności pokojowego gromadzenia się poprzez doręczanie organizatorom pism o niejasnej klasyfikacji prawnej. – czytamy w wystąpieniu HFPC – W demokratycznym państwie prawa za niedopuszczalną należy również uznać sytuację, w której obywatelowi, na mocy arbitralnej decyzji urzędników – w tym wypadku zakwalifikowania decyzji administracyjnej jako pisma innego typu – uniemożliwia się wykorzystanie przysługującej w innym przypadku drogi odwoławczej.


Pełny tekst wystąpienia TUTAJ

“Młodzieżowy ruch antysystemowy Krakowa w drugiej połowie lat 80. XX w.” – na spotkanie pod takim tytułem zapraszamy w najbliższy wtorek 5 czerwca 2012 r. o g. 19.00 do Kawiarni Naukowej przy ul. Jakuba 29.


Naszym gościem będzie Paweł Chojnacki – doktor filozofii w zakresie historii społecznej. W latach 1980. współpracował z wieloma pismami “drugiego obiegu” i prasą emigracyjną. Uczestnik Ruchu “Wolność i Pokój” oraz członek Niezależnego Zrzeszenia Studentów, założyciel Klubu Politycznego im. Józefa Mackiewicza (1993-1997). Współorganizator różnych form poparcia dla walczącej Czeczenii (1994-2000), między innymi konwojów z pomocą humanitarną. Współzałożyciel Pracowni “Małe Dzieje”. W okresie 1990-1992 dziennikarz “Czasu Krakowskiego”, Radia i TV Kraków, 1992-1993 redaktor i wydawca awangardowego miesięcznika “Piątek Wieczorem” oraz almanachu “Organizacja”. Autor książek: Porwani w Czeczenii. 53 dni w niewoli, (współautor z Markiem Kurzyńcem) (1998), Kasztany z Gudermesu. Doświadczenie czeczeńskie (1999), Ur. ’68. Notatki z ulic Krakowa (IPN Warszawa 2010). Publikował m. in. w “Arce”, “Arcanach”, “bruLionie”, “Gazecie Polskiej”, Kwartalniku Historycznym “Karta”, “Maci Pariadce”, “Najwyższym Czasie!”, “Nowych Książkach”, “Nowym Państwie” oraz w “Tygodniu Polskim” i “Dzienniku Polskim i Dzienniku Żołnierza” (Londyn).


Podczas spotkania zaprezentowane zostaną archiwalne nagrania służb bezpieczeństwa dotyczące demonstracji i zamieszek w Krakowie w maju 1989 r.
Międzymiastówka Anarchistyczna 1990 r.
"Wolne szkoły, wolne uczelnie" - 20.04.1989 r.
Dziś o godz. 12 przed bramą główną HCP S.A. przy ul. 28 Czerwca 1956 roku zebrało się ponad 100 osób - uczestników wydarzeń sprzed 55 lat, pracowników Cegielskiego, związkowców (ZZ "Metalowcy" PZZ, NSZZ "Solidarność’80", OZZ Inicjatywa Pracownicza) i działaczy społecznych. Przybyli oni, by złożyć hołd ofiarom poznańskiego buntu z 1956 r. oraz dać wyraz swojemu stanowisku w sprawie obecnej sytuacji zakładów Cegielskiego. Demonstrowali pod hasłem "Żądamy pracy i chleba", które to hasło okazuje się również ważne dzisiaj. Można to było usłyszeć w przemówieniu, w rozmowach z pracownikami HCP, oraz przeczytać na transparentach.

Rankiem 28 czerwca 1956 r. w Zakładach Przemysłu Metalowego H. Cegielski Poznań (w latach 1949-1956 noszących nazwę Zakłady im. Józefa Stalina Poznań) wybuchł strajk, który przerodził się w spontaniczny protest przeciwko ówczesnej władzy. Rewolta, przy pomocy czołgów, została stłumiona. 

Obecnie zakładom Cegielskiego grozi upadek. Należące do skarbu państwa przedsiębiorstwo jest ofiarą kryzysy ekonomicznego. Zostało pozostawione same sobie. W wydanym przez Inicjatywę Pracowniczą z HCP oświadczeniu czytamy, że światowe załamanie ekonomiczne uderzyło w zakłady Cegielskiego, ale jego „obecna sytuacja jest przede wszystkim wynikiem polityki gospodarczej kolejnych rządów, które lekceważyły problemy naszej branży i pracowników. Władze faktycznie odmówili nam pomocy. Miliardy euro w krajach Unii Europejskiej ratują upadające banki i przemysł motoryzacyjny, tymczasem przemysł stoczniowy i zakłady Cegielskiego zostały pozostawione same sobie, skazane na zagładę”.

W ostatnich 3-4 latach zatrudnienie w HCP SA spadło o połowę, z około 1500 zatrudnionych do 750. W spółkach zależnych sytuacja z reguły nie przedstawia się lepiej. 

Dzisiaj także odbędą się oficjalne uroczystości - pod pomnikiem ofiar, gdzie mieszać się będą autentyczne łzy wzruszenia i cyniczne gry polityków różnej prominencji. Gdzie prawdziwy i szczery hołd dla poległych, będzie mieszał się z pozakulisowymi rozmowami o prywatyzacja i kapitalizmie.

Hołubieni będą Cegielszczacy, ale zapomniani dzisiejsi pracownicy, niewygodni w swoich żądaniach, tak podobnych do tych z czerwca`56.


W sobotę 25 czerwca miało miejsce w Poznaniu spotkanie z działaczem hiszpańskiego związku zawodowego SAT, Miguelem Sanzem Alcántara. W pierwszej części wystąpienia przedstawił on historię i działania SAT (możesz o tym przeczytać TUTAJ), a następnie prezentacja i dyskusja skupiły się na ostatnich wydarzeniach w Hiszpanii, gdzie od 15 maja trwają spontaniczne (nie kierowane przez związki zawodowe czy organizacje polityczne) wystąpienia społeczne.

Alcántara stwierdził, iż poprzednia wysoka fala wystąpień społecznych w Hiszpanii przybrała w latach 2000-2003, kiedy doszło do demonstracji pracowniczych (w tym strajku generalnego) oraz przeciwko wojnie w Iraku. Niezadowolenie społeczne spowodowało, iż w wyniku wyborów od władzy odsuniętą została prawica, a dominującą pozycję na scenie politycznej zdobyli socjaliści. Jak zauważył działacz SAT, zawiedli oni oczekiwania społeczne, a w odpowiedzi na kryzys prowadzą obecnie jedną z najbardziej brutalnych akcji cięć socjalnych.

Od dwóch lat wywołuje to protesty społeczne, w których biorą udział także związki zawodowe. Dwie największe centrale, socjalistyczna UGT i postkomunistyczna Comisiones Obreras, najczęściej są skłonne iść na ugodę z socjalistycznym rządem (tak jak po wystąpieniach pracowniczych we wrześniu 2010 r.; po podpisaniu porozumień władze zaprzestały stosowania represji wobec działaczy tych związków, gdy inni protestujący zostali pozostawieni sami sobie.

W wyniku tego społeczeństwo traci zaufanie do związków zawodowych, pomimo prób kontynuacji walki przez radykalne organizacje jak CGT, CNT czy właśnie SAT. Dlatego m.in. doszło do narodzin „Ruchu 15 Maja”, w którym wprawdzie biorą udział działacze radykalnych związków zawodowych, ale go nie sygnują.

Obecnie z jednej strony trwa marsz na Madryt, a z drugiej w wielu większych i mniejszych miastach, trwają zgromadzenia sąsiedzkie. Podczas nich otwarcie wyrażane są hasła antykapitalistyczne oraz krytykowana jest demokracja parlamentarna za pozostawanie pod dyktatem rynku i wielkiego biznesu.  Działacze radykalnych związków zawodowych starają się natomiast m.in. powiązać „Ruch 15 Maja”, z protestami wybuchającymi na terenach zakładów pracy. Ruch będzie zmierzał do organizacji strajku generalnego na jesień, który ma być wstrząsem dla elit na skalę dziesięciodniowego strajku generalnego z Francji z 1968 r.

Wizyta Alcántara w Polsce i w Niemczech (na zaproszenie FAU) ma związek z rosnącą falą represji wobec radykalnego ruchu związkowego, w tym wobec SAT. Działacze i działaczki IP zapewnili o pomocy dla SAT, w przypadku ogłoszenia akcji solidarnościowej. Inicjatywa Pracownicza została zaproszona kongres związkowy organizowany przez SAT w grudniu 2011
Beatyfikacja Jana Pawła II wywołuje zrozumiałe zainteresowanie, zwłaszcza w Polsce, gdzie w momencie jego śmierci podniosło się gromkie żądanie wyniesienia Wojtyły na ołtarzy bez zbędnych ceregieli. Tymczasem postać, która dla wielu Polaków wydaje się być niepodważanym autorytetem, źródłem prawdy, jest o wiele bardziej kontrowersyjna niżby się mogło wydawać. Dziś, w chwili beatyfikacji, wypomina mu się przede wszystkim to, iż milczał w sprawie nadużyć seksualnych księży katolickich, do których doszło masowo w wielu krajach. Papież musiał być ich świadom. W Poznaniu religijne szambo - które w tym przypadku wg nas bardziej dotyczy totalnej hipokryzji, niż preferencji seksualnych - wybiło na przykład za sprawą, przyjmowanego z estymą na salonach tutejszej nuworyszowskiej burżuazji, arcybiskupa Petza. Kapłan ten miał w zwyczaju podrywać kleryków. Ale to były tylko niewinne igraszki w porównaniu z tym, co np. ujawniono w przypadku praktyk do jakich dochodziło w irlandzkim Kościele. Tam księża w sposób niekiedy bezwzględny wykorzystywali swoją uprzywilejowaną pozycje. 

Jaki zatem był Jan Paweł II? Poniżej prezentuje tekst, opracowany na podstawie dwóch artykułów: opublikowanego w 2005 roku na łamach nieistniejącego już miesięcznika Nowy Robotnik „Próba bilansu” Konrada Markowskiego oraz „Pope John Paul II, a reactionary in shepherd's clothing” Barry Healy z tygodnika Green Left Weekly.  (SK)

Karol Wojtyła idzie do raju

Karol Wojtyła od objęcia urzędu papieskiego w październiku 1978 roku, będzie zapamiętany jako najbardziej znacząca, ale zdecydowanie nie najbardziej postępowa, postać Kościoła katolickiego. Jako człowiek potrafił być ujmujący, budził sympatię i szacunek umiejętnością zbliżenia do innych, brakiem rutyny. Ale porzuciwszy polską perspektywę, obraz jego panowania nie będzie już tak jednoznaczny.

Pontyfikat Jana Pawła II był zorganizowany jako świadoma kontrrewolucja przeciwko Drugiemu Soborowi Watykańskiemu, który zapoczątkował demokratyzację Kościoła i ruch znany pod nazwą „teologii wyzwolenia”. Wybór Wojtyły na papieża miał być cofnięciem zegara w kierunku archaicznego katolicyzmu, połączonego z przyzwolleniem na brutalny terror wobec walczących o wolność na całym świecie.

William Johnston, australijski teolog, uważa, że Wojtyła czuł się „oddalony” od celów który przyjęła Europa w drugiej połowie jego życia. „Dorastał w czasie trzech dyktatur  – najpierw Piłsudskiego w Polsce, później nazistowskiej okupacji Polski, a później oczywiście w 1945 roku przyszli komuniści. Nie był to więc człowiek który kiedykolwiek doświadczył demokracji, a jego nadzieję na Europę postdytatorską, nie spełniły się.”

Zamknięty świat polskiego katolicyzmu podczas zimnowojennego stalinizmu, był patriarchalny i antykomunistyczny. Po opuszczeniu Polski i przejęciu czołowej pozycji w katolicyzmie, Wojtyła nigdy nie zrewidował swoich zimnowojennych schematów myślowych. Jego kluczowym poglądem była wiara, że komunizm jest największym zagrożeniem dla chrześcijaństwa i tylko poddańcze podporządkowanie się hierarchii kościelnej jest właściwym działaniem dla mas wiernych. Wierzył także, że współpraca ze świeckimi siłami kapitalistycznymi jest drogą i sposobem niesienia sztandaru wiary. W połączeniu z elementami średniowiecznej teologii zdecydowanie kolidowało to z falą liberalnego myślenia, która wezbrała po Soborze.

Bez porównania

Na tle polskiego Kościoła papież jawił się jednak jak ktoś wyjątkowy. Wsłuchując się w jego słowa, trudno nie zaprzeczyć, że miały one wielką moc pomagając zmobilizować społeczeństwo w okresie „socjalizmu", i o wiele mniejszą realną siłę w czasach realnego kapitalizmu (czyli zapewne innego, niż przypuszczał sam Karol Wojtyła).

Niemniej żaden z przedstawicieli polskiego Kościoła katolickiego nie zdobył się na tak mocne słowa w obronie polskiego świata pracy, jak właśnie Jan Paweł II. Wśród polskich hierarchów dochodziło nawet do tak paradoksalnych sytuacji, jak poparcie przez abp katowickiego Damiana Zimonia - strojącego się tradycyjnie w szatki duszpasterza robotników - deregulacji rynku pracy, a więc odbierania praw robotnikom (w 2000 r. Zimoń apelował o „szacunek dla obecnej filozofii gospodarczej"). Bez wątpienia papież przerastał o głowę polskich biskupów.

Jan Paweł II stał się w Polsce żywym pomnikiem, a od pomnika nie wymaga się zbyt wielu nauk. Dlatego polski Kościół, w przeciwieństwie do papieża, milczał na temat agresji na Irak, a nawet zdarzały się biskupie głosy tłumaczące tę agresję.

Dogmat przeciw życiu

Przestrzeganie dogmatów jest sprawą papieską. Czasem jednak promowanie tych dogmatów przekształca się w moralność zaprzeczającą w faktach szacunkowi do życia, co widać choćby na przykładzie podtrzymanego przez Watykan zakazu stosowania prezerwatyw. Watykaniści wciąż dziwią się skąd u papieża taki ewidentny kontrast między otwartością na sprawy polityczne, socjalne, i takie zamknięcia w sprawach nauczania moralnego. Wszystkie jego encykliki, od pierwszej "Redemptor hominis", idą tą konserwatywną ścieżka: nic po wolności, jeśli nie jest ona oparta na wierze w Boga.  Ogromną falę sprzeciwu w świecie wywołała encyklika "Evangeliuim vitae", potępiającą z brutalnością godną średniowiecza aborcję i eutanazję. Poważnymi grzechami według nowego katechizmu są masturbacja, pornografia, homoseksualizm. Podobnie z antykoncepcją, która jakoby oznacza "przyznanie sobie władzy, należącej tylko do Boga". W 1993 r. w Ugandzie, jednym z państw najbardziej dotkniętych przez AIDS, papież głosił: "wstrzemięźliwość seksualna jest jedynym pewnym sposobem na powstrzymanie tragicznej epidemii AIDS". Tyle, że o wiele więcej istnień ludzkich od tych słów, mogło tam uratować zwykłe stosowanie prezerwatyw.

Stłamsił ducha w Kościele?

Liberalny papież z polskiego punktu widzenia zupełnie nieliberalnymi metodami rozprawił się z niepokornymi tendencjami w Kościele katolickim. Odsunięto od nauczania całe grono teologów. Już po roku pontyfikatu, w 1979 r., zakazano nauczania Szwajcarowi Hansowi Küng, z uniwersytetu Tubingen, który miał inne zdanie w sprawie miejsca kobiet w Kościele czy celibatu. Mający dziś 83 letni teolog zadeklarował: „Jan Paweł II zabił całe życie w Kościele, tworząc system sztywnych scentralizowanych rządów, pełen nakazów i zakazów”.

Podobnie odwołano z funkcji nauczycielskich prof. Charlesa Currana, profesora teologii na uniwersytecie katolickim w Waszyngtonie w 1986 r. Lankijski ksiądz Tissa Balasuriya został w 1997 r. napiętnowany z powodu poparcia dla teologii kobiecej i prób dostosowania Kościoła do warunków działania wśród biednych społeczności Sri Lanki i Indii (od tego czasu wrócił już do "szeregu"). Głównym celem ataku nowego papieża i jego otoczenia była jednak teologia wyzwolenia, zrodzona w Ameryce Łacińskiej, która objęła również inne kraje Trzeciego Świata, jak Filipiny czy Indie. Strażnicy watykańskiej ortodoksji, na czele z kardynałem Ratzingerem, wzięli na cel teologię jakoby "skażoną marksizmem", a w rzeczywistości zrywającą po prostu z tradycyjną wizją Kościoła w Ameryce Łacińskiej związanego z elitami i władzą, na rzecz Kościoła ubogich, występowania w ich obronie. Jak mówił Brazyliczyk brat Betto: „Bogaci uczynili z wiary opium dla ludu, głosząc Boga panem jedynie nieba, a sobie zostawiając władzę na ziemi”.

Watykan zmusił do milczenia ojca Gustava Guttiereza, uważanego za ojca tej teologii, oraz franciszkanina Leonardo Boffa, który ostatecznie opuścił Kościół, by jednak pozostać, jak mówi, "chrześcijaninem wiernym ubogim i wiecznej walce przeciwko niesprawiedliwości świata". W 1983 r. na lotnisku w Managui papież groził palcem księdzu Cardenale, który zaangażował się w rewolucję sandinistowską w Nikaragui, choć nie przeszkadzało mu zaangażowanie biskupów we wspieranie krwawych dyktatur wojskowych w Chile czy Argentynie (skandal w Argentynie wywołało stwierdzenie jednego z biskupów, że ministra promującego antykoncepcję należałoby zrzucić z samolotu do morza - był to ulubiony sposób rozprawiania się z opozycjonistami przez argentyńską juntę wojskową). 

Jednym z jego wielkich sojuszy politycznych było porozumienie z prezydentem USA Ronaldem Reaganem. Reagan, szybko stworzył przeciw teologii wyzwolenia zjednoczony front z Janem Pawłem II. Papież walczył z teologią w Kościele, a administracja Reagana i jej południowoamerykańscy sojusznicy mordowali walczących o wolność.

Miedzy poległymi znalazł się salwadorski arcybiskup Oskar Romero, zamordowany w 1980 roku przez prawicowy szwadron śmierci, podczas odprawiania mszy. Partia Arena, legalna przybudówka szwadronów śmierci kilka tygodni wcześniej wysłała do Watykanu delegację, aby protestować przeciw publicznym oświadczeniom Romero w obronie biednych.

Po tym jak nie udało mu się zdyscyplinować brazylijskich biskupów, Jan Paweł II po prostu zaczął zastępować zmarłych biskupów ludźmi Opus Dei - konserwatywnego ruchu katolickiego, założonego w Hiszpanii w 1928 r., który oficjalnie ma krzewić zasady wiary w społeczeństwie, a w praktyce jest instytucją starającą się zdobyć m.in. wpływ na władze świeckie dzięki kontaktom w elitach społecznych i politycznych.

W cieniu Opus Dei

W 1982 r. papież uznał Opus Dei za prałaturę personalną, podległą tylko jemu. W kręgu sympatyków ruchu znalazły się tak różne postacie jak Claude Bebear, prezes grupy ubezpieczeniowej Axa, król hiszpański Juan Carlos, były przewodniczący Międzynarodowego Komitetu Olimpijskiego Juan Antonio Samaranch. Twórca Opus Dei, Josemaria Escriva, współpracownik generała Franco i duchowy ojciec Pinocheta, został kanonizowany w 2002 r. (W 1999 roku obrońców praw człowieka i stowarzyszenia rodzin ofiar zaszokowało stanowisko Watykanu w sprawie amnestii dla Augusto Pinocheta, odpowiedzialnego za tysiące zabójstw i tortur, podczas dyktatorskich rządów w Chile.) Opus Dei kultywowało kulturę tajemnicy, sekretu, poczucia wyjątkowości i prawdy, którą oni jedynie posiadają. Ten fundamentalizm nie jest mile widziany w wielu kręgach kościelnych.

Teolog Urs von Baltghasar, którego trudno oskarżyć o "postępowość", opisał Opus Dei jako "najsilniejsze zgromadzenie integrystów w Kościele". Ojciec Gabriel Ringlt, który zablokował wejście Opus Dei do Uniwersytetu Katolickiego w Louvain (Belgia), stwierdził, że "ruch ten nakierowany jest na elitę społeczeństwa, co jest nie do zaakceptowania, bo na końcu tej drogi jest zawsze wykluczenie, rasizm".

Opus Dei starało się uzyskać wpływ na Karola Wojtyłę nim został jeszcze papieżem, goszcząc go m.in. w Rzymie. Już po wyborze papież otaczał się ludźmi związanymi z Opus Dei, z których najsłynniejszym był... Joaąuin Navarro Valls, jego świecki rzecznik. Oczywiście nie oznacza to zdominowania całego pontyfikatu przez ten ruch - nie w smak tradycjonalistom katolickim było wyznanie grzechów Kościoła w 1994 r. czy też dialog z innymi religiami, niemniej ich wpływ widać w encyklikach dotyczących moralności. Moralności właśnie na miarę Opus Dei, chcącej zbawiać świat, a nie rzeczywistego świata.

Od antykomunizmu do...

Pierwszym wrogiem papieża był „ateistyczny komunizm". Zrozumiał on znaczenie robotników w walce z nim, stając w obronie słynnego krzyża w Nowej Hucie. Problem w tym, że o ile robotnicy wsparli „Solidarność", walczyli o prawa religijne, to nie przypuszczali, że dla wielu z nich koniec tej drogi z „socjalizmu" do kapitalizmu będzie jak przejście z deszczu pod rynnę.

W walce z komunizmem Jan Paweł II znalazł potężnego sojusznika - Waszyngton. Papieża z prezydentem USA Ronaldem Reaganem połączyła religijna wizja ZSRR jako imperium zła. W latach 80. William Casey, szef CIA oraz gen. Vernon Walters (związany z Opus Dei), aż 15 razy gościli w Watykanie. Watykańska krucjata przeciwko teologii wyzwolenia również wpisuje się w ten antykomunistyczny kontekst. 

Upadek komunizmu i neoliberalna globalizacja otwarły jednak kolejny okres w dziejach rządów papieskich. W encyklice „Centesimus Annus", w 1991 r., krytykował tradycyjnie „ateistyczny komunizm", ale też „dziki kapitalizm". 

W 1994 r. papież publicznie wyznał winy Kościoła z przeszłości - oczywiście nie wszystkie, niemniej był to wyłom w watykańskiej tradycji, kontynuował proces pojednania z innymi religiami (choć jednocześnie wzmacniał prymat uznający, że Kościół katolicki jest matką, a nie siostrą innych kościołów, co raczej pojednaniu nie sprzyjało), nie ukrywał poparcia dla sprawy palestyńskiej, nie wahał się przyjmować Jaser Arafata, gdy ten był traktowany jako światowy parias. 

Z okazji Światowego Dnia Pokoju l stycznia 1995 r. wezwał nawet kobiety, aby zajęły należne im miejsce w życiu publicznym, stwierdzając, że ich prawa, jeżeli zajdzie taka potrzeba, powinny być gwarantowane przez państwo. 

Papież starał się przedstawiać w roli sojusznika biednych w całym świecie, posuwając się do stwierdzenia, że marksistowska interpretacja kapitalizmu zawierała w sobie „ziarno prawdy". W roku 2000 wezwał do anulowania długów trzeciego świata poprzez wezwanie do „Jubileuszu” – mechanizmu za pomocą którego co 50 lat antyczne społeczeństwo żydowskie anulowało długi (za podniesienie tego żądania miał zginąć Jezus). Jednocześnie w gronie doradców ekonomicznych papieża znalazło się miejsce dla Michael Camdessus, byłego szefa Międzynarodowego Funduszu Walutowego.

Poza umoralniającymi wezwaniami Watykan nigdy nie próbował budować ruchu wokół tych apeli, czy podejmować bardziej zdecydowanych działań. Jan Paweł II krytykując zbytek kapitalizmu, jeszcze bardziej obawiał się ludowej rewolucji. Jego prawdziwą ideologią był integralizm – średniowieczna idea, że państwo będzie rządziło ludźmi, a Kościół kierował państwem.

Moralne szambo

Już po śmierci Wojtyły wyszła na jaw jego rola w ukrywaniu i tuszowaniu niezliczonych nadużyć seksualnych wobec dzieci, dokonywanych zarówno przez szeregowych księży, jak i wysoko postawionych hierarchów Kościoła. 

Hans Küng w artykule „Santo subito? Sprawa Maciela i inne cienie", pisał: „Wiele osób pamiętało jeszcze jak wiedeński kardynał pedofil - Hans Herman Groër, następca wielkiego kardynała Königa był chroniony przez długi czas przez papieża Wojtyłę, nawet gdy Konferencja Episkopatu Austrii udowodniła jego winę. Papież chronił przez zbyt długi czas także innego austriackiego przyjaciela biskupa St. Pölten — Kurta Krenna, który podał się do dymisji dopiero, gdy po opowieściach seminarzystów i ich przełożonych o aktach homoseksualnych, biskup został poddany silnej presji opinii publicznej. Później papież — wzbudzając irytację wielu katolików amerykańskich, nominował arcykapłanem bazyliki Santa Maria Maggiore — jednej z czterech najważniejszych w Rzymie, kardynała Bernarda Law, który z powodu skandali seksualnych musiał opuścić diecezję w Bostonie w Massachusset. Wierność wasalowi była dla tego papieża usprawiedliwieniem każdej winy.”

Podobnie postępował papież w sprawie poznańskiego arcybiskupa Juliusza Paetza, już w roku 2000 do sekretariatu papieża, jak i do Josepha Ratzingera wysłano listy w sprawie molestowania seksualnego kleryków, którego miał się dopuszczać Paetz. Zostały one jednak zignorowane. Paetz ustąpił z funkcji w 2002 r., gdy informacja o zarzutach wobec niego przedostała się do wiadomości publicznej.

Być może z polskiej perspektywy jest to słabo widoczne, ale dzięki swojej reakcyjnej polityce Jan Paweł II doprowadził do potężnego kryzysu katolicyzmu. W krajach bogatego centrum kapitalizmu katolicyzm wciąż traci wiernych przez skrywane latami pedofilskie skandale i jednocześnie śmieszne zakazy dotyczące seksualności wiernych oraz brak demokratycznych praw w Kościele. W krajach ubogich peryferii pustoszonych przez biedę, AIDS, wojny i zadłużenie, marna odpowiedź Kościoła katolickiego na te problemy czynią go coraz bardziej marginalnym.
Wczoraj o godz. 13.00 działacze i działaczki Poznańskiej Komisji Międzyzakładowej OZZ Inicjatywa Pracownicza oraz przedstawiciele Związku Zawodowego Kolejarzy złożyli wiązanki kwiatów i zapalili znicze pod tablicą upamiętniająca śmierć 9 robotników, którzy zginęli w wyniku interwencji policji działającej na polecenie ówczesnego prawicowego rządu Wielkopolski. Przechodniom rozdawano ulotki informujące o tym wydarzeniu.

26 kwietnia 1920 roku policja, podlegająca prawicowym, endeckim rządom Wielkopolski, otworzyła ogień do ok. 3000 pokojowo protestujących pod poznańskim Zamkiem pracowników kolei. Robotnicy domagali się wypłaty należnych im „dodatków drożyźnianych". Zginęło 9 demonstrantów, ponad 30 zostało rannych. Krwawa rozprawa z robotnikami miały być pokazem siły i przestrogą dla innych strajkujących. Władze obawiając się reakcji robotników Poznania, wprowadziły w mieście stan wyjątkowy, a policję na ulicach zastąpiło wojsko.

Protest jednak przyniósł efekt. 1 maja 1920 r. wypłacono należny pracownikom kolei dodatek. Nie udało się też skutecznie zastraszyć pracowników i pracownice, którzy do 1923 roku jeszcze wielokrotnie domagali się swoich praw występując przeciwko endeckiej polityce. Wielkopolska stała się sceną szczególnie zaciętych zmagań klasowych. Wielokrotnie prawicowy rząd rozpędzał tłumy za pomocą wojskowych szabel i kazał strzelać do uczestników manifestacji. Zwolennicy Romana Dmowskiego, których dziś elity władzy traktują z taką estymą, mieli ręce zbroczone krwią.

Przypominając te wydarzenia chcemy zadać kłam jednostronności z jaką przedstawia się wiele wydarzeń z historii Poznania i Wielkopolski. Do tych momentów należą m.in. wydarzenia z lat zaraz po I wojnie światowej, czy 1956 roku. Prawicowe elity, narzędziami politycznymi, narzucają swoją nacjonalistyczną i religijną interpretację historii i wykorzystują ją dla swojej legitymizacji. Trzeba się jawnie temu przeciwstawić, wskazując na prawdziwy przebieg wydarzeń oraz przypominając, że zbrodniczy charakter miały nie tylko rządy komunistyczne, ale także endeckie.

Chcemy też przypomnieć tych wszystkich, dzięki ofierze których mamy dziś 8 godzinny dzień pracy, wolne soboty, prawo do zrzeszania się czy powszechne ubezpieczenia zdrowotne i emerytalne. To wszystko zostało wywalczone przez protestujące pracownice i pracowników, do których wszystkie rządy uznają za stosowne strzelać. Ma to tym większe znaczenie, że stoimy dziś przed kryzysem społecznym i gospodarczym: wzrastającymi cenami, bezrobociem, zadłużeniem i społecznym zniecierpliwieniem. Co w takich okolicznościach wyalienowana, szukająca uzasadnienia dla swojego trwania władza zamierza zrobić?

4. Wiece – dyskusja wokół kwestii zawodowych i równouprawnienia kobiet.

1904 – pierwsze starcie

Początkowo ruch kobiecy koncentrował się na sprawach czysto narodowych, zwłaszcza obrony nauki dzieci w języku ojczystym. Pierwszy wiec (październik 1900 r.), w który miało wziąć udział ok. 2000 osób – jak pisano – różnych stanów, dotyczył właśnie tego zagadnienia i nie wzbudził większych kontrowersji, bo generalnie zgodny był z dotychczasową linią polityczną wielkopolskich ziemiańskich i drobnomieszczańskich elit.(44) W miarę usamodzielniania się ruchu kobiecego i przybierania postaci bardziej prosocjalnej, jego działalność natrafiała na coraz częstsze i bardziej gwałtowne ataki ze strony środowisk zachowawczych. Do pierwszego poważniejszego „zderzenia” doszło w związku z wiecem zorganizowanym przez siostry Anielę i Zofię Tułodziecką (45) w październiku 1904 roku. Pomimo bardzo umiarkowanego programu dotyczącego przede wszystkim kwestii ochrony kultury i języka narodowego, oraz odezwy skierowanej do wielkopolskich kobiet, utrzymanej w duchu narodowym i katolickim, ówczesna polska prasa zaczęła tę inicjatywę torpedować. W rubryce Głos Obywatelski „Dziennik Poznański” publikował wypowiedzi, przede wszystkim kobiet, które krytykowały ideę wiecu, stwierdzając, że kobiety winny być wierne roli matki-Polki i uczestniczyć w kwestiach społecznych, „...bez hałasu, bez występowania na arenie publicznej...”, zarezerwowanej oczywiście dla mężczyzn. Szczególnie obawiano się wzrostu znaczenia tendencji feministycznych, dlatego stwierdzenia kobiet, przytaczane na łamach prasy, w rodzaju „wstrętne mi są emancypantki” nie należały do rzadkości, nawet w przypadku kiedy starały się one bronić idei i trybu zwołania wiecu. Jedna z czytelniczego „Dziennika Poznańskiego” pisze: „Feminizm wybujały, o którym matko-polko piszesz, jest tworem Twojej wyobraźni, na prowincji bowiem nic o nim nie wiemy – za to pragniemy wszystkie być prawemi obywatelkami i czynnemi polkami. Piszesz Pani, że występowanie publiczne kobiet uważasz za objaw niezdrowego feminizmu. Zapytuję więc Ciebie, jaki feminizm uważasz za zdrowy, bo ja potępiam wszelki feminizm”. Gazeta z chęcią drukowała tego typu wypowiedzi, bowiem chodziło jej właśnie o przypięcie pojawiającemu się właśnie niezależnemu ruchowi kobiecemu łatki „feminizmu” i najlepiej także „socjalizmu”, co miało go w oczach opinii publicznej zdyskredytować. Kiedy prasa zachowawcza demonstrowała swój dystans i krytyczny stosunek do środowiska zwołującego wiec to prasa socjalistyczna, o niewielkich jednak w Wielkopolsce wpływach, wezwała do masowego w nim uczestnictwa. 

Nagonka prasowa doprowadziła do tego, że wiele kobiet publicznie wycofało swoje nazwiska z listy organizatorek. Sytuacja ta skonfliktowała środowisko związane z siostrami Tułodzickimi z poznańskimi pismami, przede wszystkim z „Dziennikiem Poznańskim”, uważanym przez socjalistów za tubę ziemiaństwa. Aniela Tułodziecka stwierdziła na zakończenie wiecu, że kobiety nie potrzebują rad poznańskiej prasy i sobie bez niej poradzą. Jedna z referentek miała się głośno dopytywać wśród przedstawicieli prasy „o redaktora pewnego pisma, któremu odgrażała się dębowym kijem. Na szczęście ani kija, ani owego redaktora nie było”. Przedstawiciele „Dziennika Poznańskiego” nie zostali bowiem na zgromadzenie zaproszeni. Ostatecznie wiec odbył się bez przeszkód i okazał się frekwencyjnym sukcesem. Nie był on ani żadną sensacją, ani skandalem. Większość referujących kobiet (Zofia Tułodziecka nie przemawiała) zajęła stanowiska raczej konserwatywne lub co najwyżej umiarkowane, nawołujące kobiety do aktywnej roli w dziele wychowania młodzieży w duchu patriotycznym i religijnym. Wezwano do obrony zasady narodowościowego podziału w handlu, walki z alkoholizmem, itd. (46)

Na łamach tygodnika „Praca” jedna z działaczek pisała, że „Dziennik Poznański” walczył „z urojonymi wrogami, z cieniami. Wielu upatruje w ruchu kobiecym coś w rodzaju socyalizmu. Ileż to przeróżnych pojęć ukrywa nazwa ta pod swoją szeroką tarczą”. I dodawała, a propos samego wiecu: „Tymczasem wiec ostatni wygłosił i oklaskiwał tylko przeważnie myśli zdrowe, bardzo skromne, nie wychodzące poza niewielką skalę poprawy naszego losu”(47). Zachowawcza prasa odetchnęła z ulgą przypisując sobie „sukces” i zachowując czujność na przyszłość. 

1905 – feministki, Żydówki, socjalistki

Jeszcze większe działa wytoczono przeciwko niezależnemu poznańskiemu środowisku kobiecemu przy okazji odbywającej się w październiku 1905 roku konferencji feministycznej w Krakowie, której jedną ze współorganizatorek była Zofia Tułodziecka, zasiadająca w prezydium zgromadzenia. „Dziennik Poznański” od początku odmówił publikacji programu zjazdu, i od razu w pierwszych relacjach stwierdził, że odbywał się pod hasłami „wojującego feminizmu”. Według „Dziennika”, zjazd potępił „cały system dzisiejszej szkoły, oświadczył się przeciwko wychowaniu religijnemu dzieci...” Jako jedyny problem doniosły gazeta uznała kwestie walki z „rozpustą” i „alkoholizmem”; „Jednakże nie bez ale – pisze „Dziennik” – Jest zrozumiałem samo przez się, że sprawa nierządu, walka z handlem żywym towarem nie powinny i nie mogą wprost być tematem rozpraw publicznego zebrania, w któremu liczebnie przeważają młode dziewczęta i chłopcy w mundurkach gimnazyalnych”. Jeżeli chodzi o zagadnienia pracownicze, gazeta przedstawiła poglądy Golińskiej, która miała nawoływać kobiety do zakładania kooperatyw „zamiast zastępować mężczyzn przy wszelkich zajęciach biurowych, gdzie otrzymują wszystkie źle płatne i podrzędne stanowiska...”(48) Zażądała jednocześnie dla kobiet płacy równej mężczyznom w każdym zawodzie i stwierdziła, że powinny tworzyć one zawodowe organizacje kobiece lub przystępować do organizacji męskich. Kwestie merytoryczne były jednak marginalne. Poznańska prasa, nie tylko „Dziennik Poznański”, skupiła się na wyszydzaniu i atakowaniu zjazdu. Negatywną bohaterką została Estera Golde (49), którą obwiniano po trzykroć: ponieważ była kobietą, socjalistką i Żydówką. Oliwy do ognia dolała dyskusja, podczas której zgromadzane uczestniczki konferencji atakowały wielkopolskie elity. „Dziennik Poznański” donosił: „Między innymi sprawiono łaźnię W[ielkiemu] Ks[ięstwu] Poznańskiemu za ‘reakcyjność’ i przykładem ‘zwyrodnienia’”. Co jednak ważniejsze, zaatakowano prasę: „...która z takiem poświęceniem i w tak trudnych warunkach broni praw narodowych – określono jako ‘znikczemniałą’, a przywiązane do katolicyzmu nazwano ‘gorszem od hakaty’” (50). Ostatecznie miano przyjąć rezolucję, w której uznano katolicyzm „największą zaporą rozwoju kultury i narodowości w Poznańskiem”. „Zatem większą niż ucisk pruski!” – wołał „Dziennik”, w którego opinii jedyną zasługą zjazdu „jest wskazanie na jakim poziomie cywilizacyjnym znajduje się kółeczko feministek, które zjazd zorganizowały. Prymitywność i chaos pojęć, jakie wyszły przytem na jaw, mogły były istotnie zakłopotać nawet partyę socjalistyczną, która zbyt pospiesznie złakomiła się na nowe ‘towarzyszki’, nie przypuszczając, iż zdobycz tak łatwa, będzie zarazem dla partyi tak żenująca”. Wzorem roku 1904, „Dziennik” postanowił podać również pozytywne przykłady ruchu kobiecego („..obok ruchu feministek istnieje tam rzetelny ruch kobiet...”), prezentując poglądy i zakres działania krakowskich organizacji kobiecych, a ściślej Polskiego Związku Niewiast Katolickich, założonego w 1900 roku i reprezentującego – wg jednej z działaczek – „znaczną większość kobiet w Krakowie, które, przyznając się bez zastrzeżeń do zasad katolickich, stoją tem samem wiernie na gruncie tradycji narodowych. Otwarty jest wszystkim paniom i dorosłym pannom wyznania katolickiego, że wszystkich warstw społecznych, mniej więcej wykształceniem do siebie zbliżonych. Ma na celu zespolenie kobiet polskich w pracy społecznej...” W tekście przedstawiona jest działalność różnych stowarzyszeń kobiecych Krakowa, w tym także robotniczych jak np. liczące wówczas ok. 300 osób stowarzyszenie łączące robotnice z fabryki cygar. Tak prezentuje ona natomiast podstawy ideowe ruchu: „Duch nasz wyprowadził już i naszą kobietę ze sfery, w której się zamykała do niedawna, ze sfery domowego życia i indywidualnych aktów miłosierdzia. Wyprowadził ją nagle i wprost aż na pole współzawodnictwa z męską połową ludzkości na pole walki, burząc u niej nieraz równowagę umysłu i serca, propagując pomiędzy nią skrajne doktryny, napawając ją często goryczą i jadem i szukając w niej podatnego materyału do agitacji socyalnej i politycznej. Kierunek ten, tak zwanej emancypacji kobiecej, odznacza się jednak tem, że chwycił się od razu skutecznego środka reklamy, że wszystko czyni się z hałasem, że każde działanie wyprowadza się na widownię publicystyki, nadając mu daleko większą doniosłość, niż je ma w rzeczywistości, ciesząc się nieraz i z tego rozgłosu, który wynika z głosów krytyki i potępienia, odzywających się z obozu, broniących starych cnót i tradycyi i ich zachowaniem się przerażającego. Szczęściem, że ten ‘stary obóz’ nie ogranicza się do krytyki i przestrogi, że sam licząc się również ze zmienionymi warunkami, jął się dodatniej na polu społecznym niewiast pracy i że pozytywnymi rezultatami tej pracy już się może wykazać”

Krytyka zachowawczej prasy w poznańskim jaka się pojawiła podczas krakowskiego zjazdu, została przez redaktorów w Wielkopolsce odczytana jako kontynuacja sporu sprzed roku. Choć Zofia Tułodziecka miała bronić Wielkopolski podczas zjazdu, przeciwko niesłusznym według niej zarzutom, sytuacja ta została wykorzystana przez tutejsze gazety do frontalnego na nią ataku. „Orędownik” pisał, pijąc do Tułodzieckiej i jej koleżanek: „Panie te powinny były wiedzieć, że to są kobiety [uczestniczące w zjeździe] w znacznej mierze duchowo pokrewne z temi obcemi żywiołami socyalistycznemi i rewolucyjnemi, których ogniskiem są Niemcy i Rosja, które teraz w znanych strejkach i zaburzeniach chciały zdobyć moralne rządy nad całem spoleczeństwem polskiem w Królestwie, przygnieść, zgnieść inteligencję narodu i zapanować na narodem...” (Fragmenty tego artykułu przedrukował także „Dziennik Poznański”). Inne tytuły formułowały zarzuty jeszcze bardziej ostro. „Postęp” za „Gazetą Narodową” pisał: „Jeżeliby chodziło o wykazanie, jak bardzo niedojrzałemi pod względem politycznym, są kobiety wogóle, to wystarczyłoby ogłosić dokładnie sprawozdanie z wieca. Chaos, bezmyślność, brak logiki walczą tam o lepsze z próżnością i zarozumiałością, opartą na przykrym dyletantyźmie. Tych kilka rozsądnych kobiet, które uczestniczą w wiecu, są wprost zażenowane i zawstydzone wybrykami wojującemi feminizmu, który jest tylko pokrywką dla żydowsko-socjalistycznej agitacyi. I oto właśnie jest najcharakterystyczniejsze: wiec opanowały żydówki i socyalistki; bardzo wiele wiecowiczek nie hołduje ani bezwyznaniowości ani kosmopolityzmowi, a jednak żadna nie miała odwagi przyznać się głośno do swoich przekonać, – co jeszcze raz dowodzi, że kobiety zawsze się powodują cudzemi opiniami...”. Wreszcie „Goniec Wielkopolski”: „Nie zjazd kobiet polskich, lecz szopka żydowsko-socyalistyczna mała miejsce w prastarej stolicy Polski... Czy nie oblały się rumieńcem wstydu za swoją obecność tam, gdzie socyalizm i żydostwo urągało naszym ideałom?”(51) W obronie Tułodzieckiej stanął natomiast tygodnik „Praca”, stwierdzając – daleki będąc od pochwały socjalizmu – iż ze wrzawy wokół zjazdu krakowskiego „starają się co prędzej zysk należyty wyciągnąć zwolennicy zastoju i zacofania”. Autor tych słów nazywa „Dziennik Poznański” „starym wrogiem” ruchu kobiecego i polemizował z jego tezami dotyczącymi feminizmu, zarzucając gazecie, że wszystko co dobre przypisuje prawicy, a co złe lewicy.(52)

Nagonka jednak sprawiła, że część kobiet i działaczek wystąpiła ze Stowarzyszenia Personału Żeńskiego uznając je, wobec przypisywanych mu tendencji socjalistycznych i ateistycznych, za zbyt radykalne. Pod wpływem tych zarzutów Tułodziecka miała się wówczas wypowiedzieć, że: „socjalistką nie jestem i nigdy nie będę, bo zbyt drogie są mi moje ideały narodowe i religijne”, ale w dalszym ciągu miała uznawać wartości „kobiecego ruchu postępowego”(53). Na ile jej deklaracja była szczera, a na ile podyktowana próbą obrony się przed atakami – trudno stwierdzić. 

Dyskredytowanie ruchu poprzez przypisywanie mu tendencji socjalistycznych miało go pogrążyć i pozbawić wpływów. Była to próba stłumienia radykalizujących się poglądów społecznych i pojawiających się coraz częściej postulatów socjalnych, kwestionujących dotychczasową narodowo-religijną poprawność polityczną. Dodajmy, że problemy takie miały nie tylko organizacje kobiece. Działacz Towarzystwa Młodzieży Kupieckiej (TKM), pokrewnej Stowarzyszeniu Personału Żeńskiego (SPŻ) organizacji, z którą w 1920 r. SPŻ się połączy, pisał: „...warunki narodowe nakazywały usuwać dążności socjalne na daleki plan, mimo jednak wszystko dziwnem wydaje, że przez dziesiątki lat nie wypłynęło żadne dążenie socjalne, ani nawet poruszonem nie zostało. Tendencje widoczne nurtowały tylko w głębi duszy, pracownicy nie mieli odwagi stawiać żądania konkretnego: byliby bowiem uchodzili za ‘socjalistów’, czego – broń Boże – nie chcieli się doczekać”(54). Tym niemniej w roku 1903 TMK wysunęło pierwszy swój postulat „polityczno-socjalny”, mianowicie domagając się regulacji odnośnie pracy w niedziele. Kiedy pozostały one bez echa, polscy pracownicy handlu poparli swoich niemieckich kolegów, de facto łamiąc obowiązującą zasadę podziałów narodowościowych w branży. Towarzystwo zaczęło ewoluować w kierunku bardziej radykalnym, czego następnym dowodem było wybranie przewodniczącego nie spośród pracodawców, roztaczających na TMK patronat, ale pracowników. Wreszcie jeden z działaczy, Stanisław Weber, w 1912 roku głosił: „Nie dążę do tego by przeprowadzić pracę naszą na podłoże inne, jestem może ostatnim, który by przyłożył ręki, by z naszej pracy znikły znamiona polskie, ale twierdzę, że nie wolno nam rezygnować z naszych praw socjalnych i w tym kierunku nasze żądania wobec samodzielnego kupiectwa [właścicieli] powinny być jasne. Między pracobiercami i pracodawcami istnieją przeciwieństwa, są interesy rozbieżne, których nikt nie zatrze”(55). W dużej mierze walka podejmowana przez Towarzystwo dotyczyła również kobiet, bowiem w handlu stanowiły one znaczący odsetek pracujących. 

1907 – polityka i obyczaje

W październiku 1907 roku Zofia Tułodziecka i bliskie jej środowisko organizuje w Poznaniu wiec pod szyldem własnej organizacji. „Kurier Poznański” donosił, iż zebrało się na nim „co najmniej 400 osób, przeważnie płci pięknej; mężczyzn była obecnych mała tylko garstka.” „Dziennik Poznański” dodawał: „Wiecowniczki zgromadziły się bardzo licznie, sala była przepełniona”. Po oficjalnym otwarciu zgromadzenia, przemówiła Tułodziecka. Tytuł jej referatu brzmiał: „O potrzebie uświadamiania kobiet w sprawach społecznych i ekonomicznych”. Jeżeli przed dwoma laty faktycznie obawiała się, żeby nie być utożsamianą z ruchem radykalnym i socjalistycznym, to początek jej przemówienia nie można nazwać inaczej jak prowokacją. Rozpoczęła je bowiem powołując się na Augustyna Wróblewskiego (56), krakowskiego uczonego, ale także działacza anarchistycznego, znanego ze swoich kontrowersyjnych przekonań, niechęci dla Kościoła katolickiego i licznych prowokacji obyczajowych.(57) Wróblewski nie był oczywiście powszechnie znany w Poznaniu, ale już dość dobrze kojarzony w Krakowie, przez co chcąc uchronić się przed zarzutami o tendencje socjalistyczne, powoływanie się na niego, wydaje się dość ryzykowne. 

Nawiązując do koncepcji Wróblewskiego referentka wskazała na bierność kobiet w sprawach społeczno-ekonomicznych, podkreślając, że nie jest to ich własna wina, lecz specjalnie dla kobiet „uprawianej kultury”, którą są zmuszone przyjąć, nieraz pod groźbą brutalnej przemocy. Kobieta – mówiła Tułodziecka – posiada umysł również twórczy jak mężczyzna, a w praktycznym życiu „dzięki moralnej swej wartości o wiele lepiej orientować się potrafi”. Na pogłębienie kobiet „wpływają prawa, które na równi ją stawiają z dziećmi i idjotami”. Tymczasem to na kobietach spoczywa obowiązek wychowania potomstwa: „...przecież te same umysłowo ‘niedojrzałe’ kobiety – to matki tych ludzi, co prawa dyktują, to matki całych zastępów ludzi uczonych, twórców kultury i ludzi robiących genialne wynalazki”. Tułodziecka pytała, dlaczego kobieta mając tak wielkie zadanie kulturalne, „nie tylko w sprawach państwowych jest pokrzywdzona, ale i społeczeństwo uważa ją za czynnik reakcyjny i konserwatywny?” „Prosta logika życiowa i siła faktów, będąca wynikiem narzuconej nam kultury – miała wyjaśnić – poucza nas więcej niż całe tomy książek mówiącej za i przeciw podniesieniu kobiety do godności człowieka posiadającego w pełni prawa obywatelstwa”. Tułodziecka stwierdziła, iż wielu mężczyzn uważa, iż – cytując jednego z nich – „Nasze kobiety posiadają za wiele dobroci, a za mało praktycznego rozumu”. „To znaczy mówiła – że nie umiemy zabiegać koło naszych interesów, prawa nasze zabrali silniejsi, zwracając je przeciw nam. Kobiety wpadły z tego powodu w chorobliwą uczuciowość, egzaltację i fanatyzm zaciemniający umysł, który przeszkadza orientować się w realnym życiu i patrzeć co się w koło nas dzieje. Świat potrzebuje dziś kobiety innej, nowej, wolnej obywatelki, któraby obok mężczyzny jako towarzyszka pracowała wypełniając próżnie, jakie się tworzą w tych społeczeństwach, w których kobiety są praw pozbawione”. Brak praw dla kobiet – miała zakończyć – wypływa na stosunki ekonomiczne. Tułodziecka domagała się dostępu do szkoły, głosu w sądach kupieckich; uznała bierność kobiet w sprawach społecznych, jako rzecz bardzo szkodliwą; wezwała do samoobrony, samopomocy i walki, która „tylko w związkach zawodowych prowadzoną być może”. To według relacji „Kuriera Poznańskiego”, bo według „Dziennika Poznańskiego”: „Pomoc takim kobietom może dać silna organizacja narodowa”. 

Jeszcze dwa referaty można uznać za ważny glos w dyskusji nad sytuacją kobiet, sformułowanego z perspektywy środowiska Tułodzieckiej (dwa inne dotyczyły spraw ściśle szkoleniowo-zawodowych). Wrzesińska mówiła na temat „Kobieta w handlu i stosunek personału do pryncypała”. Według „Dziennika” referentka usiłowała dowieść, że praca kobiety swoją wartością równa się pracy mężczyzn, „...a przynajmniej równać się powinna, gdyby kobietom dano tę samą, co mężczyznom sposobność kształcenia się, n.p. w szkołach handlowych”. Wrzesińska przede wszystkim zaatakowała wykorzystywanie przez kupców pracy kobiet w systemie nakładczym i domagała się równych praw dla kobiet i mężczyzn.(58)

Duże zainteresowanie wywołał referat Libekowej pt. „Sprawy etyczno społeczne”. Dotyczył on w zasadzie problemów wychowania seksualnego i prostytucji. „Referentka słowami, pełnymi okropnej grozy – pisał „Dziennik Poznański” w swoim stylu, do którego jesteśmy już przyzwyczajeni – przedstawiła drastyczne – może zbyt drastyczne dla młodych panienek, które były między wiecowniczkami – obraz nędzy kobiet upadłych, oraz przyczyn, które do upadku prowadzą i wyrażała wzruszającą litość na ich nieszczęściem”. „Kurier Poznański” był bardziej konkretny i w zasadzie w całości referat Libekowej wydrukował. Krytykowała ona w nim zakłamanie w sprawa seksualnych i dwulicowość – inne normy obowiązują dla mężczyzn, a inne dla kobiet, którym w sprawa obyczajowych narzuca się większe ograniczenia i sankcje. Libekowa przytoczyła statystyki, które w tym momencie trudno mi zweryfikować, ale są one w odniesieniu do Niemiec w początkach XX wieku prawdopodobne. Według referentki co 10 mężczyzna miał być nosicielem chorób wenerycznych. Jako antidotum Libekowa uznała wstrzemięźliwość seksualną, „naturalnie – zastrzegała – nie chcę zalecać tu czystości w myśl Tołstoja, który wszelkie związki legalne czy nielegalne uważa za niemoralne...” Libenkowa postulowała współodpowiedzialność zarówno kobiety jak i mężczyzny za wychowanie dzieci, w tym uświadomienie ich w sprawach seksualnych, a także potępiła małżeństwa zawierane z przyczyn ekonomicznych. Z drugiej strony zwróciła uwagę na konieczność materialnego zabezpieczenia rodziny, które jest podstawą „wychowania w czystych obyczajach” (59). Warto przypomnieć, że podobnie rygorystyczne stanowisko nie było wyjątkowe dla ówczesnego ruchu robotniczego. W czasach rewolucji latach 1905-1907 w zaborze rosyjskim wielokrotnie dochodziło do organizowanych przez robotników pogromów domów publicznych, rozstrzeliwania sutenerów i właścicieli burdeli.

Przeglądając relacje z wiecu, zastanawia zmiana nastawienia poznańskiej prasy, zwłaszcza „Dziennika Poznańskiego”. Co stało się powodem względnie życzliwych relacji ze zgromadzenia zorganizowanego przez Tułodziecką, kiedy jeszcze dwa lata temu odsądzano ją od czci i wiary? Czyżby to była próba oswojenia, w okresie rewolucyjnych wydarzeń, które miały miejsce zarówno na wschodzie, w Królestwie Polskim, jak też na zachodzie w samych Niemczech, radykalnych koncepcji? Przez Wielkopolskę w tym czasie nie przetoczyła się jakaś szczególna wielka fala protestów, choć przybyło strajków ekonomicznych, a zwłaszcza szkolnych, dotyczących prawa do nauki w języku polskim. Lata 1906-1907 – jak wcześniej pisałem – umocniły też pozycję Kościoła katolickiego w ruchu kobiecym. Można wysnuć przypuszczenie, iż spodziewano się, że Stowarzyszenie Personału Żeńskiego i związane z nim środowisko feministyczne, ulegnie ostatecznie wpływowym organizacji chrześcijańskich. Stowarzyszenie było jedynym w Poznaniu, a być może w całej Wielkopolsce, związkiem pracownic, które nie podlegało kurateli księży. Na wspomnianym wiecu pojawiła się propozycja, aby SPŻ połączyło się z kobiecymi, zawodowymi organizacjami katolickimi podobnej branży. Przeciwko takiemu rozwiązaniu wystąpiła Tułodziecka i Weber. „Pierwsza uzasadniła opozycje, że ani cele, ani interes, ani idea nie łączy Stow[arzyszenie] parsonału żeńskiego z Tow[arzystwem] konfekcjonerek. Drugi potwierdził to dodając, że celem Tow. konfekcjonerek jest umoralnienie kobiet, a personału żeńskiego podniesienie zawodów i oświaty, a tem samem i wyzwolenia kobiet.”(60)

1908 – poznańska prasa w kwestii kobiecej i socjalnej

Wraz z opadaniem fali rewolucyjnej 1905-1907 wydaje się, że i sprawy radykalnego ruchu kobiecego w Wielkopolsce miały się gorzej. Tygodnik „Praca” jeszcze w 1905 roku brał w obronę Tułodziecką i publikował ciekawe artykuły poświęcone sprawom feministycznym, jak np. napisana z duża dozą sympatii, relacja z pobytu Ellen Key (61)  w Berlinie czy artykuł o sytuacji ruchu kobiecego w Danii.(62) Jednak sukcesywnie na łamach pisma tematyka feministyczna przestała się pojawiać. Zaszły także zmiany organizacyjne i pod koniec roku 1907 redaktorem naczelnym zostaje Adam Napieralski (63), który deklaruje że „Praca” „będzie redagowana w duchu szczerze katolickim i polskim”. Tematyka kobieca na lamach „Pracy” zaczęła się zawężać do problemów typu: dbałość o urodę, wychowanie dzieci, opieka na niemowlętami czy higiena. Teksty o tematyce społecznej, jak artykuł pt. „Wojna sufrażystek”, pojawiały się w tym przede wszystkim celu, aby na zakończenie niego móc ostatecznie orzec, że: „Tak postępują sufrażystki w Anglii, tu w Wielkopolsce kobiety nie solidaryzują się z niemi i mają w tem wiele racji”(64).

Jednak wiosną 1908 roku powstaje tygodnik „Głos Wielkopolanek” („tygodnik społeczno-narodowy dla kobiet wszystkich stanów”), wprawdzie pozostający po silnym wpływem środowisk narodowych i katolickich, publikujący jednak, w pierwszym okresie istnienia, także ciekawe materiały podnoszące kwestie kobiece z perspektywy bardziej, powiedzielibyśmy, radykalnej. Obok zatem jałowych porad dotyczących urody, wychowania dzieci i gotowania oraz niezmiennie takich samych deklaracji o przywiązaniu do narodu, religii i języka, pojawiły się w latach 1908-1909 przynajmniej dwa artykuły przełamujące tę sztampę i intelektualną miałkość. Oba to dość długie referaty, opublikowane na łamach „Głosu” w odcinkach: Przyczyny powstania kwestyi kobiecej (65) i Rozmaite sposoby zażegnania kwestyi socyalnej(66). Nazwisk autorek prac nie udało się mi ustalić, ówczesnym zwyczajem nie były podpisane. 

Autorka pierwszego z wymienionych artykułów na wstępie zauważa, że tak zwaną kwestię kobiecą zbyt często początkowo próbowano opisać w kategoriach materializmu historycznego „usiłującego całe życie sprowadzić do przyczyn wyłącznie ekonomicznych”. Po drugiej stronie stały tendencje, które problem ten widziały „z założenia krańcowo przeciwnego, z założenia wybujałego idealizmu”. „Teorye te – pisze autorka – nie wytrzymały jednak krytyki...” z praktyki ruchu kobiecego bowiem wynika, że ważne jest zarówno jedne jak i drugie podejście. Osoba, która w błędny, jednostronny – zdaniem autorki – sposób ujęła kwestię kobiecą jest August Bebel, autor książki Kobieta i socjalizm (67). Stwierdza on w swoim dziele, że kwestia kobieca jest nieodłącznie powiązana z kapitalizmem i dlatego tylko socjalizm może ją pozytywnie rozwiązać. Autorka natomiast twierdzi, iż nie tylko kwestia kobieca nie da się zredukować do ekonomicznych przyczyn, ale także jest ona nie tyle powiązana z kapitalizmem, co z rozwojem technicznym. Zatem „socyalizm, znosząc nawet własność prywatną i upaństwawiając środki produkcji, nie rozwiązałby jednak w zupełności kwestyi kobiecej”. Z podobnego punktu widzenia ma, zdaniem autorki, wychodzić Lily Braun (68), która konkluduje, że równość kobiety może zagwarantować jedynie ekonomiczne jej uniezależnienie się od mężczyzny. Dalej, przytaczając dane demograficzne, autorka stara się wykazać, że istnieje problem tego typu, iż kobiet generalnie, w każdej populacji, jest więcej od mężczyzn, oraz że w niektórych przynajmniej kategoriach wiekowych zamążpójście nie jest sposobem na zapewnienie sobie przez kobiety stabilizacji ekonomicznej. Zmuszone są zadbać same o siebie. Mimo to autorka stwierdza, że i czynnik demograficzny nie ma tu podstawowego znaczenia, bowiem z historycznego i socjologicznego punktu widzenia, „nadmiar” kobiet wobec mężczyzn zawsze istniał, ale nie zawsze pojawiała się kwestia kobieca. Jako czynnik natomiast istotny przyjmuje ona fakt, że dokonujące się przemiany społeczne powodują, że w życiu codziennym traci na znaczeniu instytucja rodziny, a zyskuje społeczeństwo w ogóle, czy organizacja produkcji w szczególności. „Przełomowa ta chwila wybuchła, bo z nagłym rozwojem wielkiego przemysłu zaszła potrzeba siły kobiecej w produkcji ekonomicznej”. Od tego momentu, kobieta musi dzielić czas pomiędzy te dwie sfery życia: rodzinę i życie zawodowe. „Konflikt ten zaostrza inna jeszcze okoliczność. Imponujący nasz organizm ekonomiczno-społeczny rozwinął się bez udziału kobiety i ukazuje się za mało elastyczny, aby dzisiaj w niego kobietę wcielić. Stąd też niema wogóle miernika pracy kobiecej, stąd z jednej strony żąda się od kobiety ilościowo męskiej wydajności przy istniejącej w każdym razie znacznej różnicy co do sił obojga płci, a z drugiej strony robi się jakościowo różnice przy wyznaczaniu ekwiwalentu tej pracy, przy wynagrodzeniu tej pracy, przy płacy. Dlatego też ukute przez znaną apostołkę ruchu kobiecego Ellen Key wyrażenie o ‘nadużytej sile kobiecej’ jest niestety rzeczywistością, bolesną i gorzką prawdą”. Problem ten kapitalizm jeszcze zaostrza: „kobieta jest w rękach kapitalizmu narzędziem bardzo dogodnem, pożądanem bo jako robotnica na jego usługach obniża poziom płacy. Warunki utrzymania się w walce o byt ma dzisiaj robotnik silnie zorganizowany, zdolny do przeprowadzenia w krytycznych wypadkach dłuższego bezrobocia, zdolny do urządzenia strejku. Kobieta zaś jako robotnik tańszy paraliżować może ewentualne strejki i zastępując droższego robotnika męskiego przyczynić się może mimo woli do obniżenia ogólnego poziomu płacy”. Z chwilą pojawienia się społeczeństwa przemysłowego, pojawiła się równolegle tendencja do daleko idącego usamodzielnienia jednostki: „Tak postawiona kwestya kobieca polega na tem, że kobieta nie będzie jedynie kołem w machinie, od którego nie wymaga się niczego więcej, jak spełnianie swojej funkcji obracania się”, ale zostanie wyzwoloną i umożliwi się jej pewien udział w tym, „co odgrywa się poza rodziną w szeroki świecie: w nauce i sztuce, w życiu technicznym i społeczno-państwowem”. Tu artykuł się urywa pomimo zapowiedzi części dalszych.

Rozmaite sposoby zażegnania kwestyi socyalnej jest artykułem omawiającym doktryny zajmujących się kwestiami społecznych: liberalizmu, socjalizmu i anarchizmu (koncepcja Proudhon’a i Bakunina). Autorka wyróżnia trzy rodzaje socjalizmu: gminnego (anarchizm), państwowego (socjaldemokracja np. w wydaniu niemieckiej SPD) i społecznego (Marks) i przedstawia czym się one między sobą różnią. Referat wydrukowany w trzech częściach, podobnie jak poprzedni, pomimo zapowiedzi nie ma kontynuacji. Wartość obu artykułów polega przede wszystkim na tym, że w obiegu prasy – jak byśmy dziś powiedzieli – głównego nurtu, wprowadzały one zupełnie inny dyskurs zarówno w kwestii równouprawnienia politycznego i ekonomicznego kobiet, jak też niższych klas społecznych. Rzeczowe omówienie koncepcji alternatywnych względem dominującego paradygmatu narodowo-katolickiego nie należało wówczas do normy. Wyjątek stanowiła oczywiście prasa socjalistyczna, która jednak – jak już wspomniałem – nie miała większych wpływów. Dla porównania: w 1902 roku socjaliści Róża Luksemburg, Marcin Kasprzak i Józef Gogolski rozpoczęli wydawanie w języku polskim „Gazety Ludowej”, której nakład wynosił ok. 600 egzemplarzy. Tygodnik „Praca” drukowany był w kilkunastu tysiącach egzemplarzach; „Głos Wielkopolanek” (w 1909 roku) 7,8 tysięcy egzemplarzy – nie mówiąc o prasie codziennej jak „Dziennik Poznański” czy „Kurier Poznański” (w 1906 r. – 7 tys. nakładu). Związek katolicki pismo „Pracownica” (później „Gazeta dla Kobiet”) wydawał w nakładzie kilku tysięcy sztuk, tak iż każda zrzeszona w stowarzyszeniu członkini, za darmo otrzymywała egzemplarz pisma.

1909 – ostatnie głosowanie

Rok 1908 przyniósł przynajmniej dwie ważne zmiany. Po pierwsze wprowadzono kolejne restrykcje wobec ludności polskiej. Decyzją władz od połowy roku wszelkiego rodzaju zgromadzenia mogły się odbywać jedynie w języku niemieckim. W odpowiedzi na tę zmianę, Aniela Tułodziecka 10 maja zorganizowała wiec kobiet, który przebiegał w atmosferze sprzeciwu wobec germanizacji i w obronie narodowo-religinej tożsamości ludności polskiej. Siostra Anieli, Zofia, nie weszła w składu nawet szerokiego komitetu organizacyjnego tej demonstracji. Wiec – zgodnie z przewidywaniami – odbył się przy ogólnym aplauzie całej polskiej prasy. 

Drugą ważną zmianą legislacyjną było zniesienie prawa, które stawiało – jak mówiła Zofia Tułodziecka – kobietę na równi z „dziećmi i idiotami”, zabraniającego jej zgodnie z, przepisem niemieckim przyjętym w 1850 roku, wszelkiego uczestnictwa w zebraniach i posiedzeniach, jeżeli miały one charakter polityczny. Wystarczyło zatem, aby policja uznała dane spotkanie za takowe, a przebywające na nim kobiety działały nielegalnie. Nowa ustawa o stowarzyszeniach z 1908 roku rozszerzała prawa kobiet i nie stawiała już żadnych przeszkód w przynależności do stowarzyszeń politycznych. Ruch kobiecy zyskiwał zatem nowe perspektywy formalne, co zadaje się nasiliło tendencje centralistyczne w jego łonie. Obie siostry Tułodzieckie starały się cały czas zachować niezależność swoich organizacji, wobec wzrastających nacisków ze strony kół katolickich. Prawdopodobnie zatem chcąc uprzedzić działania innych środowisk, postanowiły przejąć inicjatywę i powołały do życia Zjednoczenie Towarzystw Kobiecych, w skład którego weszły na początku Czytelnia dla Kobiet, stowarzyszenia Warta i Promień oraz Stowarzyszenie Personału Żeńskiego. 

Organizacja swoim zasięgiem miała obejmować całą Rzeszę. Na 8 lutego zwołano do Poznania zjazd delegatek – razem obradowało ich 91. W poznańskiej prasie żywo były dyskutowane dwa głosowania. W pierwszym z nich zadecydowano, że Zjednoczenie nie będzie organizacją jednoczącą stowarzyszenia o charakterze zawodowym i ekonomicznym, a zachowa jedynie oświatowy charakter. Wniosek ten przeszedł zdecydowaną większością głosów. Oznaczało to, że organizacje zawodowe katolickie, pozostające pod patronatem księży, nie mogły do Zjednoczenia przystępować. Biorąc pod uwagę ich znaczną już liczbę oraz wzrastające ciągle szeregi członkowskie, obawiano się prawdopodobnie, że mogłyby one zdominować ruch kobiecy, a tym samym zwiększałyby wpływy kleru katolickiego. Tułodziecka natomiast zdefiniowała SPŻ jako organizację o charakterze oświatowym, co pozwoliło jej na udział w pracach Zjednoczenia. Drugie głosowanie było jeszcze bardziej znamienne. Zgłoszono poprawkę do statutu, w myśl której do Zjednoczenia miałyby przystępować tylko stowarzyszenia opierające się na „światopoglądzie katolickim”. Poprawka ta, ku zdziwieniu zachowawczej części opinii publicznej, nie przeszła. Poznańskie gazety prześcigały się w domysłach czym to było spowodowane. Pisano, że chodziło o to, aby nie zamykać dostęp do Zjednoczenia polskim stowarzyszeniom ewangelickim. Uspakajano, że to nic takiego, bowiem przecież i tak większość towarzystw kobiecych respektuje zasady narodowe i katolickie, a poprawka nie przeszła małą tylko liczbą głosów. Wreszcie – „Kurier Poznański” – sugerował, że problem jest raczej przejawem tarć personalnych. Tak czy inaczej wielkopolski kler katolicki przyjął ten fakt, delikatnie mówiąc, chłodno i niechętnie.(69)

5. Zakończenie

Nie śledziłem jak dalej potoczyły się losy Stowarzyszenia Personału Żeńskiego i sióstr Tułodzieckich. Warto jednak w tym miejscu zastanowić się nad wnioskami płynącymi z przytoczonej historii. Jak już wspomniałem, zawodowe organizacje kobiece, nie były przedmiotem szczególnego zainteresowania żadnej z historiografii. Tymczasem mam nadzieję, że udało mi się wykazać, iż jest to historia ciekawa, a co ważniejsze pozwalająca nam podważyć pewne stereotypowe wyobrażenia na wiele spraw dotyczących ruchu kobiecego. 

Jeden z poglądów utrzymuje, że: „Powstania, popowstaniowe represje i emigracja zachwiały równowagą płci w społeczeństwie. W kraju powstały liczne kobiety pozbawione męskiego wsparcia, które musiały z dnia na dzień przejąć męskie role”.(70) W ten sposób powstało wyobrażenie kobiety, która nie dość, że sama prowadziła gospodarstwo, to jeszcze była ucieleśnieniem cnót patriotycznych.(71) Koncepcje odwołujące się do etosu walk narodowo-wyzwoleńczych i nadające im szczególnego znaczenia w kształtowaniu się pozytywnych (czy negatywnych) wzorców kobiecości, przez dłuższych czas zawężały perspektywę interpretacji socjologicznych i historycznych. To co miało stanowić o esencji zaangażowania kobiet w życie publiczne upatrywano w aspektach istotnych dla specyficznych klas i warstw społecznych – o wyższym statusie materialnym, a rozwiązanie problemu równouprawnienia kobiet przypisywano wąskiej grupie społecznej – głównie kształtującej się polskiej inteligencji. Niższe warstwy społeczne miał cechować niemal organiczny konserwatyzm i mizoginizm, a przynajmniej kompletna nieczułość na ucisk kobiet. 

Tymczasem powstania narodowe nie miały zasadniczego znaczenia dla generalnej zmiany poglądu na kwestię kobiecą. Kluczowe w tym przypadku były transformacje ekonomiczno-społeczne, które swoim zasięgiem objęły całe społeczeństwa i wszystkie bez wyjątku klasy. W Wielkopolsce, gdzie przecież od czasów Wiosny Ludów nie doszło do żadnych zrywów narodowych, sytuacja społeczna i polityczna kobiet musiała zależeć od zupełnie innych czynników. Dokonująca się industrializacja i proletaryzacja Niemiec, z jednej strony wyznaczyła ziemiom polskim peryferyjne miejsce na mapie gospodarczej Europy, a z drugiej dokonała istotnych przekształceń w strukturze społecznej. Pojawiły się wielkie ruchy migracyjne, które spowodowały, że setki tysięcy, głównie mieszkańców wsi, wyemigrowało z Wielkopolski do ośrodków przemysłowych w Niemczech – doszło do istotnych zmian w relacjach klasowych. Samodzielność ekonomiczna kobiet pojawiła się wraz ze wzrostem zapotrzebowania kapitalizmu na tanią siłę roboczą spowodowanym m.in. technologiczną transformacją produkcji (produkcja masowa). Przed koniecznością usamodzielnienia się ekonomicznego stanęły nie tylko córki dziedziców, których rodziny dotknęły nie tyle represje zaborców, co procesy pauperyzacji w wyniku długotrwałego spadku opłacalności produkcji rolnej, ale także córki robotników i chłopów. Skala tych zjawisk w sensie demograficznym, gospodarczym, społecznym i przestrzennym dalece przekraczała skutki powstań narodowych w jakimkolwiek sensie.

Uzyskanie przez kobiety praw obywatelskich, politycznych i ekonomicznych było powiązane ściśle z ich dynamicznie wzrastającym znaczeniem na rynku pracy. Ta korelacja jest wyraźnie widoczna. Jeżeli zatem mówimy, że np. stan Wyoming był „pierwszym na świecie organizmem państwowym, w którym kobietom przyznano pełne czynne i bierne prawo wyborcze (1869 r.)”, to jednoznacznie musimy dodać, iż w tym samym czasie przemysł amerykański potrzebował ogromnej liczby rąk do pracy.(72) Podobnie w przypadku Polski. Jeżeli możemy mówić, iż w dostępie do nauki czy w uzyskaniu praw politycznych i socjalnych dla kobiet, w Polsce dokonywał się szybszy postęp niż w innych regionach świata, to musimy pamiętać, iż związane to było z rosnącym znaczeniem i samodzielnością kobiet na polu ekonomicznym. Nie chcę przez to powiedzieć, że zmiany gospodarcze, zmiany na rynku pracy, same z siebie przyniosły poprawę sytuacji kobiet. To co najistotniejsze, to fakt, że procesy ekonomiczne wiązały się jednocześnie z organizowaniem przez kobiety różnych form nacisków, m.in. poprzez tworzenie ruchu różnorakich stowarzyszeń, tak zawodowych, jak oświatowych czy politycznych. Nie bez znaczenia był tu każdy przejaw tej aktywności, także dotyczący obrony swobód narodowych i religijnych, oraz to, że przynajmniej część stowarzyszeń kobiecych posiadała daleko idącą samodzielność. Zatem nie konsekwencje przegranych walk narodowych, ale zupełnie inne procesy sprawiły, że rola kobiet i ruchu kobiecego, angażującego przedstawicielki różnych klas, zaczęła wzrastać.

Na podstawie przedstawionego materiału nie sposób zgodzić się z opinią jednej z badaczek, która stwierdza, że w Wielkopolsce, „żadne z ówczesnych stowarzyszeń kobiecych, nawet postępowy ‘Promień’ czy ‘Warta’ nie podnosiły haseł pełnego równouprawnienia kobiet, nie próbowały burzyć tradycyjnej hierarchii w relacja obu płci w społecznym podziale pracy”(73). Sygnalizowany przeze mnie we Wstępie artykułu brak badań historii wielkopolskiego ruchu kobiecego, doprowadził do sytuacji dzisiejszego dość stereotypowego jego postrzegania, jako zorientowanego jedynie nacjonalistycznie i religijnie, dyspozycyjnego wobec nadrzędnej wartości, jaką miała być walka o suwerenność narodową. Potrzebne jest odwrócenie perspektywy i stwierdzenie, że treści narodowe, stanowiły o specyfice polskiego ruchu feministycznego, nie przecząc jego emancypacyjnemu charakterowi w odniesieniu do płci, jak też do kwestii socjalnych.

Oczywiście niektórzy czytelnicy mogą się czuć zawiedzeni, że radykalizm ruchu feministycznego w Wielkopolsce na początku XX wieku, o którym wspomniałem w tytule artykułu, był – zwłaszcza jak na łamy pisma anarchistycznego – dość „uładzony”. Jednak okres, o którym mówimy, to koniec epoki indywidualnej przemocy, wielkich gestów i anarchistycznych zamachów, a początek masowych ruchów związkowych, których siłę budowano na konsekwentnej, acz żmudnej codziennej pracy. Artykuł ten, obejmujący analizą lata 1903-1909, oddaje raczej ducha tego drugiego typu zaangażowania. Można wprawdzie utyskiwać, że wielkopolskie feministki nie zdobyły się na choć kilka gestów podobnych do angielskich sufrażystek, ale wbrew pozorom ryzykowały w wyniku swojej działalności dostatecznie dużo, a że odwagi im nie brakowało świadczy choćby pobyt Anieli Tułodzieckiej w więzieniu. Po drugie – to jeszcze nie 1968, kiedy wybuchła rewolucja obyczajowa, nieuchronnie kojarząca się ze słowem „topless”. W dobie kultury wizualnej, radykalizm zbyt często kojarzy nam się z pewnego tylko typu manifestacjami. Wreszcie walka jaką prowadziła Tułodziecka nie odbywała się też na „niby” – w Internecie czy w „obszarze zmiany dyskursu”. Wówczas słowo ostracyzm, częściej niż dziś, oznaczało po prostu śmierć, zwłaszcza dla kobiety. Podejmując się działalności w Stowarzyszeniu Personału Żeńskiego w Handlu i Przemyśle, Tułodziecka miała już 53 lata i ustabilizowaną względnie sytuację osobistą i materialną, o którą z wysiłkiem zabiegała od 16 roku życia. Mimo tego nie zawahała się podjąć wyzwania i ponieść konsekwencji swoich działań. „Urządzają wiece – pisała – wołają na nas ‘rozczochrane feministki’, sypią się publiczne napomnienia, wstrętne podejrzenia, głosy zacofanych matek wyszydzających stare panny [Tułodziecka nie założyła nigdy rodziny], wdowy i rozwódki, nie widzą w zaślepieniu swojem, iż depczą najszlachetniejsze serca przejęte miłością Ojczyzny i miłością bliźnich. Czyż nie wiedzą o ten, że inteligentna kobieta, czy ta z ludu, czy ze sfer wyższych, na każdym stanowisku znaleźć się potrafi – pozwólcie jej tylko być sobą – nie pielęgnujcie sztucznie w niej jakichś przestarzałych form i zasad niezgodnych z duchem czasu”(74).

Zofia Tułodziecka zmarła w styczniu 1924 roku. W „Dzienniku Poznańskim” ukazał się nekrolog zamówiony przez jej siostrę Anielę. Ówczesna poznańska prasa jej śmierć pominęła milczeniem. Chciałbym, aby artykuł ten przypomniał o istnieniu tej ważnej dla ruchu działaczki feministycznej i związkowej.



44) Wygłoszono na nim dwa referaty: Maria Palędzka, „O religijnym i moralnym wychowaniu dzieci” i Zofia Stasińska, „Polka w rodzinie i społeczeństwie”. Za: Zofia Chyra-Rolicz Kobiety w organizacjach spółdzielczych Wielkopolski w XIX i XX wieku, w: Aktywność kobiet w organizacjach zawodowych i gospodarczych w XIX i XX wieku, pod redakcją Krzysztofa A. Makowskiego, Poznań 2007, s. 123. 

45) Aniela Tułodziecka (1953–1932) młodsza siostra Zofii, była działaczką społeczną i oświatowa, wieloletnią przewodnicząca Towarzystwa Warta zajmującego się tajnym nauczaniem języka polskiego, przede wszystkim dzieci z rodzin robotniczych i chłopskich. Aniela Tułodziecka, podobnie jak jej siostra, była generalnie przeciwna protektoratowi Kościoła katolickiego i starała się zachować świecki charakter Stowarzyszenia. Wielokrotnie była represjonowana przez władze niemieckie; w 1913 roku odsiedziała 12-dniową karę więzienia. 

46) „Dziennik Poznański” nr 245 z d. 25.10.1904 r., nr 246 z d. 26.10.1904 r., nr 247 z d. 27.10.1904 r., nr 248 z d. 28.10.1904 r., nr 249 z d. 29.10.1904 r., nr 250 z d. 30.10.1904 r., nr 251 z d. 01.11.1904 r., nr 251 z d. 03.11.1904 r.

47) „Praca” nr 25 z d. 18.06.1905 r.

48) Jednym z istotnych ówczesnych kontrargumentów na rzecz ruchu zawodowego kobiet, było stwierdzenie, że zastępowanie pracy mężczyzn, dużo tańszą pracą kobiet, w istocie prowadzi do zubożenia żeńskiej części społeczeństwa zależnej od dochodów mężczyzn. Dążenia ekonomiczne feministek uznawano w pierwszym rzędzie jako rodzaj „niezdrowej” i fatalnej w skutkach konkurencji. Patrz np. artykuł Praca kobiet opublikowany na łamach tygodnika „Praca” nr 21 z dnia 21 maja 1905 r. 

49) Estera Golde-Stróżecka (1972-1938), aktywistka Polskiej Partii Socjalistycznej, działająca okresowo w zaborze pruskim, na Śląsku. 

50) Hakata – potoczna nazwa niemieckiej organizacji nacjonalistycznej Deutscher Ostmarkenverein (Niemiecki Związek Kresów Wschodnich), założonej w Poznaniu w roku 1894. Nazwa wzięła się od pierwszych liter nazwisk założycieli: Ferdynanda von Hansemanna (1861-1900), Hermana Kennemanna (1815-1910), Hanryka von Tiedemanna (1840-1922). Podstawowym i nieartykułowanym nigdy wprost celem Hakaty była ostateczna germanizacja ziem polskich w zaborze pruskim. (Za: Wikipedia).

51) „Dziennik Poznański” nr 245 z d. 26.10.1905 r., nr 246 z d. 27.10.1905 r., nr 247 z d. 28.10.1905 r., nr 248 z d. 29.10.1905 r., nr 249 z d. 31.10.1905 r.

52) „Praca”, nr 47 z d. 19.11.1905 r.

53) Aniela Koehlerówna, Zofia Tułodziecka – pionierka ruchu zawodowego w Wielkopolsce, Kraków 1933, s. 17

54) Zygmunt Zalewski, Z dziejów walki o handel polski. Stuletnia praca Towarzystwa Młodzieży Kupieckiej w Poznaniu: 1821-1921, Poznań 1921, ss. 116-117

55) Stefan Wrzosek, Organizacje pracowników handlu, gastronomii i spółdzielczości w Polsce do roku 1918, Warszawa 1972, s. 97.

56) Augustyn Wróblewski (1866 - zm. po 1913) – polski chemik i biochemik, docent na Uniwersytecie Jagiellońskim, autor przełomowych prac w zakresie fermentacji drożdżowej. Wraz z Marcelim Nenckim i Jakubem Parnasem zaliczany do najwybitniejszych polskich biochemików. Klasyk myśli wolnościowej w Polsce obok Edwarda Abramowskiego i Jana Wacława Machajskiego (za: Wikipedia).

57) Paweł Chojnacki, Historia szaleństwa w wyniku anarchizmu – Augustyn Wróblewski 1866-1913 (?), w: „Mać Pariadka” nr 1/2001

58) „Dziennik Poznański” nr 243 z d. 22.10.1907 r. oraz „Kurier Poznański”, nr 243 z d. 22.10.1907 r. 

59) „Dziennik Poznański” nr 243 z d. 22.10.1907 r. oraz „Kurier Poznański” nr 245 z d. 24.10.1907 r.; nr 246 z d. 25.10.1907 r.; nr 247 z d. 26.10.1907 r.

60) „Kurier Poznański”, nr 243 z d. 22.10.1907 r.

61) Ellen Key (1849-1926), feministka szwedzka zajmująca się przede wszystkim problematyką edukacji i etyką.

62) „Praca” nr 12 z d. 19.03.1905 i nr 20 z d. 14.04.1905.

63) Adam Napieralski (1861-1928), działacz polityczny i związkowy związany z śląskim Związkiem Wzajemnej Pomocy (ZWP) pozostającym pod silnym wpływami kleru katolickiego. W 1909 r. ZWP jednoczy się z Polskim Związkiem Zawodowym z Wielkopolski oraz Zjednoczeniem Zawodowym Polskim działającym na obczyźnie, w Niemczech. W przeciwieństwie do działaczy emigracyjnych, wielkopolscy i śląscy związkowcy reprezentowali przede wszystkim zachowawcze i konserwatywne skrzydło w Zjednoczeniu.

64)  „Praca” nr 39 z d. 27.09.1908

65) „Głos Wielkopolanek” nr 34 z d. 22.11.1908; nr 35 z d. 29.11.1908; nr 36 z d. 06.12.1908; nr 37 z d. 13.12.1908; nr 38 z d. 20.12.1908.

66) „Głos Wielkopolanek” nr 11 z d. 14.03.1909; nr 12 z d. 21.03.1909; nr 13 z d. 28.03.1909.

67) August Ferdinand Bebel (1840-1913), jeden z założycieli i wieloletni przywódca niemieckiej socjaldemokracji. Bebel był, wspólnie z Karolem Kautskym, przedstawicielem demokratyczno-marksistowskiego tzw. „centrum” partii socjaldemokratycznej. Wielokrotnie skazywany w procesach politycznych i więziony za poglądy. Kobieta i socjalizm to jego najbardziej znana książka, którą opublikował w 1891 roku. W 1897 r. ukazało się jej pierwsze polskie tłumaczenie – w Londynie, a w 1907 r. drugie w Krakowie. (Za: Wikipedia oraz Adam Próchnik, Kobieta w polskim ruchu socjalistycznym, Warszawa 1948, s. 28).

68) Lily Braun (1865-1916), działaczka feministyczna związana z niemiecka socjaldemokracją, pozostawała pod silnymi wpływami filozofii Nietzsche’go skupiając się bardziej na zagadnieniach rozwoju osobowości i indywidualności niż na kwestiach egalitaryzmu. Domagała się wolności ekonomicznej dla kobiet i zniesienia instytucji małżeństwa (legalizacji małżeństw). Na podstawie Wikipedii.

69) „Dziennik Poznański” nr 31 z d. 9.02.1909; nr 32 z d. 10.02.1909; nr 33 z d. 11.02.1909; „Kurier Poznański” nr 32 z d. 10.02.1909; nr 36 z d. 14.02.1909; „Praca” nr 50 z d. 13.12.1908.

70) Maria Ciechomska, Od matriarchatu do feminizmu, Poznań 1996, s. 121.

71) Socjalista Adam Próchnik pisał: „Warunki życia w niewoli wcześniej zmusiły kobietę polską do zainteresowania się sprawa politycznymi, wcześnie zmusiły ją do wyjścia z zacisza domowego, gdzie zapędziły ją ówczesne obyczaje i przesądy, na scenę życia publicznego. Bohaterskie, ofiarne walki o wolność, twarde, bezwzględne represje, uderzające w każdy niemal dom w Polsce i niszczące jego spokój, czyniły nie tylko z kobiety, ale niemal z każdego dziecka działaczy politycznych. Gdy mężczyźni ginęli w walkach, szli do więzień, na katorgę, na wygnanie, kobiety musiały brać w swe ręce nie tylko kierownictwo domu, ale i ster spraw publicznych.” Adam Próchnik, Kobieta w polskim ruchu socjalistycznym, Warszawa 1948, s. 11. 

72) Tamże, s. 119

73) Zofia Chyra-Rolicz, Kobiety w organizacjach spółdzielczych Wielkopolski w XIX i XX wieku, w: Aktywność kobiet w organizacjach zawodowych i gospodarczych w XIX i XX wieku, pod redakcją Krzysztofa A. Makowskiego, Poznań 2007, s. 123-124

74) Aniela Koehlerówna, Zofia Tułodziecka – pionierka ruchu zawodowego w Wielkopolsce, Kraków 1933, s. 19

1. Wstęp

Wielkopolski ruch związkowy czeka jeszcze na rzeczową i pogłębioną analizę historyczną i przede wszystkim socjologiczną. Dotychczasowe prace badawcze nie w pełni opisały fenomen jego powstania i znaczenia. Historiografia PRL-owska, która poświęcała zagadnieniom ruchu związkowego więcej miejsca niż inne (istniejące zarówno przed nią, jak i po niej), z drugiej strony traktowała temat jako drugoplanowy, narzucając jednocześnie pewnego typu interpretacje. Na pierwszym miejscu stawiono historię robotniczych organizacji politycznych, a zwłaszcza partii marksistowskich i komunistycznych, zgodnie z leninowskim przekonaniem o prymacie walki i świadomości politycznej nad związkową (1). Pewnego typu przekłamania czy tendencyjne akcentowanie niektórych wątków w historii ruchu związkowego i robotniczego, nie doczekały się do dziś sprostowania, bowiem kwestie te przestały być dla badaczy interesujące i nikt już o nie kopii nie kruszy. W ten sposób, w społeczną niepamięć spycha się m.in. dzieje narodowych organizacji związkowych, które miały istotne znaczenie historyczne. Równolegle zapomnieniu ulegają wszelkie socjalne i rewolucyjne aspekty związane z np. Powstaniem Wielkopolskim, dwudziestoleciem międzywojennym, czy Czerwcem 1956 roku. Na naszych oczach dokonuję się kolejnej politycznej reinterpretacji poszczególnych wydarzeń, a z kart historii usuwa się wszystko to, co kojarzy się z obowiązującym w czasach PRL-u dyskursem. 

W tych okolicznościach historyczna rola kobiet i zawodowego ruchu kobiecego została w dotychczasowej historiografii (także PRL-owskiej) prawie zupełnie niezauważona. Opracowania dwóch czołowych poznańskich historyków Antoniego Czubińskiego i Edmunda Makowskiego, zajmujących się historią wielkopolskiego ruchu robotniczego (2), w zasadzie pomijały znaczenie dla niego kobiet i organizacji kobiecych, poza kilkoma ikonami w rodzaju Róży Luksemburg. Podobnie na próżno szukać śladów działań aktywistek związkowych np. w generalnie ważnym opracowaniu autorstwa Tadeusza Filipiaka: Dzieje związków zawodowych w Wielkopolsce do roku 1919... (3) Sytuacji nie zmieniło opracowanie Adama Próchnika dotyczące kobiet w ruchu socjalistycznym (4), czy kilka współczesnych pozycji powstałych z inspiracji i pod redakcją Anny Żarnowskiej(5). Jeżeli chodzi o ruch kobiecy to zabór pruski miał tu zdecydowanie mniej szczęścia co do ilości i zakresu prac badawczych, w porównaniu do innych regionów, zwłaszcza Królestwa Polskiego. W efekcie tego ugruntowała się opinia o słabości emancypacyjnego poznańskiego ruchu kobiecego i jego jedynie narodowym i religijnym charakterze – opinia, jak zobaczymy, błędna.

Wzrost znaczenia kobiet na wielkopolskim rynku pracy w pierwszych dwóch dekadach XX wieku skutkował uaktywnieniem się ich nie tylko na polu walki socjalnej i zawodowej, ale także politycznej i o równouprawnienie. Zatem część kobiecych organizacji zawodowych, stało się jednocześnie rozsadnikiem treści feministycznych. We wczesnym wielkopolskim kobiecym ruchu zawodowym nie zabrakło, jak zobaczymy, idei i koncepcji naprawdę ciekawych i radykalnych, pomimo prób zmonopolizowania go podejmowanych przez kler katolicki, nieprzychylności zachowawczej prasy i maskulinizacji socjaldemokratycznych organizacji związkowych i partyjnych. Niniejsze opracowanie nie ma charakteru kompleksowego. Temat, których chciałem przedstawić, pojawił się podczas moich badań nad walkami pracowniczymi w zakładach Cegielskiego. Wydal mi się na tyle interesujący i wyjątkowy, że postanowiłem go częściowo opracować. Wymaga on jednak dalszych systematycznych dociekań.

Celem przybliżenia kwestii zawodowego ruchu kobiecego w Wielkopolsce nie mogłem odwołać się do literatury historycznej, ponieważ jej w zasadzie nie ma. Przedstawiając temat zmuszony byłem w wielu przypadku sięgnąć do źródeł, przede wszystkim do prasy codziennej z lata 1904-1909: „Dziennika Poznańskiego”, „Kuriera Poznańskiego”, a także do tygodnika „Głos Wielkopolanek” i „Praca”. Pomocne były także opracowania i broszury z okresu międzywojennego, przede wszystkim książka Anieli Koehlerównej Zofia Tułodziecka – pionierka ruchu zawodowego w Wielkopolsce z 1933 roku, Zygmunta Zalewskiego Z dziejów walki o handel polski. Stuletnia praca Towarzystwa Młodzieży Kupieckiej w Poznaniu: 1821-1921 z roku 1921, czy Jednodniówka jubileuszowa Związku Kobiet Pracujących: 1906-1931 z roku 1931. Jeżeli chodzi o opracowania statystyczne, to dysponujemy tu znakomitymi badaniami historycznymi Czesława Łuczaka, Witolda Szulca i Stefana Kowala (m.in. Robotnicy Wielkopolscy w XIX i XX wieku. Warunki pracy i życia z 1988 roku), ale pomocne okazało się zajrzenie także do publikacji wydanych na początku wieku, jak praca Franciszka Hitze Kwestya robotnicza i dążności do jej rozwiązania wydana w języku polskim w 1909 roku i zawierająca dodatek Kwestya robotnicza w świetle statystyki prezentujący jeszcze wprawdzie niedoskonałe metodologiczne, ale dość dokładne niemieckie badania statystyczne oparte przede wszystkim na spisach powszechnych.

W wielu miejscach przy cytowaniu zachowuję oryginalną pisownię zastosowaną w materiałach źródłowych. Dla zachowania natomiast zwartości narracji, stosuję liczne przypisy z dodatkowymi wyjaśnieniami.

2. Sytuacja kobiet pracujących na początku XX wieku

Na początku XX wieku Wielkopolska, w stosunku do innych ziem polskich, charakteryzowała się dość dużym odsetkiem najemnej siły roboczej, ustępując pod tym względem jedynie Śląskowi. Jednak tutejszy proletariat znajdował zatrudnienie przede wszystkim w rolnictwie. Znaczna część mieszkańców i mieszkanek wsi nie posiadała ziemi. Najmowali się nie tylko do prac polowych czy w hodowli, ale także w licznych wówczas, większych i mniejszych, zakładach związanych z produkcją rolną i leśną: cukrownie, słodownie, browary, gorzelnie, tartaki itd. Typowa produkcja przemysłowa w Wielkopolsce w zasadzie się nie rozwinęła, nie licząc przedsiębiorstw stanowiących niezbędne uzupełnienie produkcji rolnej, jak np. jedne z największych ówczesnych fabryk: Cegielskiego, produkująca urządzenia i maszyny rolnicze, czy fabryka nawozów sztucznych Milcha. W związku z powyższym w regionie brak było dużych skupisk robotniczych. Robotnicy rolni, wśród których duży odsetek stanowiły kobiety (ok. 40-55%), w przeciwieństwie do zatrudnionych w przemyśle, do 1918 roku nie posiadali prawa do zrzeszania się w organizacje związkowe i prowadzenia akcji strajkowej. Wszelkiego typu opór był także utrudniony przez duże rozproszenie i silne ich uzależnienie od folwarku i parafii, będące reliktem stosunków pańszczyźnianych. 

Ilość osób żyjących z najmniej pracy w rolnictwie określa się w Wielkopolsce (1907 r.) na ok. 225 tys., z ponad pół miliona utrzymujących się dzięki rolnictwu (w tym z własnych gospodarstw rolnych). Trzeba jednak zaznaczyć, że prawdopodobnie większa rzesza osób zamieszkujących wieś zmuszona była, przynajmniej okresowo, do podejmowania pracy najemnej. Gospodarstwa o małych areałach, często nie mogły zagwarantować utrzymania chłopskim rodzinom. Pracę najemną traktowano jednak jako ostateczność, coś co deprecjonowało pozycję społeczną rodzin włościańskich. Dodatkowo wśród robotników i robotnic rolnych jedynie 17,8% stanowiły osoby wykwalifikowane, co w porównaniu z innymi sektorami rynku pracy, stanowiło jeden z najniższych wskaźników i skutecznie ograniczało możliwości i swobodę zatrudnienia. (6)

Historycy są raczej zgodni, że warunki pracy na wsi były szczególnie trudne, a wynagrodzenia niskie. Zatrudnionych w rolnictwie z reguły nie obejmowały np. wczesne ustawowe regulacje czasu pracy, a w momencie ich wprowadzenia na ziemiach polskich po odzyskaniu suwerenności w 1918 r., pracownice i pracownicy rolni musieli pracować dłużej niż przemysłowi. Do I wojny światowej czas pracy w rolnictwie często wynosił nawet 14 godzin na dobę, potem został on określony maksymalnie na 9 godz. (przy 8 godz. w przemyśle). Oczywiście w szczególnej trudnej sytuacji były kobiety wiejskie, które do prac w folwarkach zmuszała sytuacja materialna, stosunki patriarchalne w rodzinie oraz prawo nakazujące im np. podjęcie zatrudnienia w okresie letnich pracy polowych czy przy dojeniu krów. Według niektórych autorek, przepisy pruskie z 1810 roku (7) były w tym względzie szczególnie dla kobiet rygorystyczne. (8) Według badań z 1909 roku roczny przychód z obowiązkowej pracy najemnej kobiet był bardzo niski i wahał się pomiędzy 12 a 160 markami rocznie. W innych przypadkach nie przekraczał on 285 marek rocznie, licząc razem świadczenia pieniężne i w naturze. (9) Oprócz tego kobiety wiejskie musiały wykonywać szereg obowiązków w obejściu, związanych zarówno z funkcjami domowymi, jak też z utrzymaniem inwentarza czy pracami na własnym polu lub w ogrodzie.

W przemyśle wielkopolskim na początku XX wieku kobiety stanowiły ok. 20% wszystkich zatrudnionych, a ich udział sukcesywnie wzrastał. Chociaż pracę w przemyśle na początku XX wieku postrzega się w wielu aspektach za lżejszą niż w rolnictwie, warunki w wielu przypadkach były ciężkie, skutkujące np. częstymi wypadkami śmiertelnymi. Widać to analizując sytuację w fabryce chemicznej Milcha, ulokowanej wówczas na poznańskich Jeżycach i zatrudniającej ok. 500 osób. Część załogi zakładu Milcha stanowiły kobiety. W marcu 1907 roku wybuch w niej strajk, z powodu, jak pisała ówczesna prasa, że „płaca jest niska a praca uciążliwa i wprost zabójcza”. Związek zawodowy (10) skarżył się przede wszystkim na trujące wyziewy: „Przy parowaniu rogów i kopyt zostało trzech robotników tem śmierdzącym powietrzem odurzonych tak gwałtownie, a jeden z nich na miejscy padł trupem, a dwóch przez dwa tygodnie było ciężko chorych i stali się niezdolni do pracy na zawsze”. W fabryce nie było także „odpowiedniego miejsca do schowania odzieży...”, ani do spożywania posiłków (zatrudnionym należały się ustawowo przewidziane przerwy na ten cel). Kobiety miały przebieralnie w małej jadalni, gdzie przesiadywali mężczyźni. (11) Pracownicy wykwalifikowani zarabiali u Milcha ok. 4,30 marek dziennie, niewykwalifikowani 2,50 marek, a kobiety jedynie 1,30 (390 marek rocznie). (12)

Lepsze warunki pracy i płacy miały panować w zakładach Cegielskiego, gdzie zarobki przed I wojną światową wahały się od 2,8 do 5,0 marek dziennie, przy czasie pracy krótszym o pół godziny niż w fabryce Milcha. Z powodu inflacji w czasie wojny uległy one znacznemu wzrostowi; dla robotników wykwalifikowanych zarobki wahały się od 5,6 do 13,90 marek tygodniowo, dla robotników niewykwalifikowanych, którzy w przemyśle metalowy stanowi mniejszość, od 4,3 do 5,5 marek; dla kobiet od 3,5 do 4,5 (ok. 1200 marek rocznie). (13) Wszystko wskazuje na to, że kobiety były w zakładach Cegielskiego na produkcji zatrudnione jeszcze przed 1914 rokiem (nie natrafiłem na informacje dotyczące ich zarobków), choć prawdopodobne jest, że dopiero wojna i związany z nią brak i rosnący koszt siły roboczej, zmusiły zarząd Cegielskiego do szerszego przyjmowania kobiet, np. do pracy na tzw. „gwinciarkach”.

Zakłady Milcha i Cegielskiego to dwie największe fabryki w poznańskim, głównie zatrudniające jednak mężczyzn. Przedsiębiorstw przemysłowych, gdzie kobiety stanowiłyby większość, nie było wówczas dużo i z reguły zatrudniały znacznie mniej osób. Przykładem jest Goplana, produkująca wyroby czekoladowe, założona w 1912 roku i zatrudniająca wówczas głównie żeńską, ale niewielką, liczącą ok. 30 osób załogę. (14) Więcej wiadomo natomiast na temat pracy w przemyśle odzieżowym. Znaczoną część produkcji wykonywały tu kobiety na zasadach nakładczych. Ich dochody w 1899 roku kształtowały się różnie: najlepiej zarabiające szwaczki osiągały rocznie dochód o 240 do 360 marek rocznie, hafciarki jedynie 168 marek. Opisując ich sytuację, jedna z działaczek utyskiwała w 1907 roku nad losem kobiet szyjących bieliznę „dla składów kupieckich za nader niskiem wynagrodzeniem”. „Od wczesnego rana do nocy a często i późno w nocy – opisywała warunki pracy – warczą w ciasnych zaułkach miasta maszyny do szycia, przy których siedzą prawdziwe obrazy nędzy ludzkiej, matki które, wyczerpując resztę sił swoich, starają się o kawałek chleba dla dzieci, a nieraz i żony, które utrzymywać muszą męża pijaka” (15).

Warunki pracy w sfeminizowanych zakładach i branżach przemysłowych nie zostały jak dotąd należycie zbadane. Nie wiele więcej można też powiedzieć o sytuacji kobiet pracujących na początku XX wieku w handlu i usługach. W Wielkopolsce stosunkowo spory odsetek w handlu stanowili pracownicy najemni, ale i tak mniej niż 1/2 wszystkich utrzymujących z pracy w tym sektorze gospodarki. Większość np. sklepów obsługiwana była przez właściciela i ewentualnie członków jego rodziny. Z danych statystycznych wynika, że w omawianym okresie w Wielkopolsce w handlu i transporcie świadczyło pracę najemną ok. 30 tys. osób. Sporą część stanowiły tu kobiety, pełniące najczęściej funkcje pomocnicze i porządkowe. Tak w Wielkopolsce jak i w całych Niemczech ten sektor rynku pracy feminizował się szczególnie gwałtownie.

Również i w tym przypadku historycy dopatrują się szczególnie trudnych warunków pracy: „Pracownicy handlowi – pisał jeden z nich – a przede wszystkim pracownicy zakładów handlowych, należeli do najbardziej upośledzonych najemników. Nie potrafili oni – tak jak robotnicy przemysłowi – wywalczyć dla siebie nawet podstawowych praw ochronnych i w rezultacie byli zdani całkowicie na łaskę pracodawców” (16). Dlatego uznał on sytuację zatrudnionych w tej branży za cięższą niż w przemyśle. Średnie wynagrodzenie osób pracujących w sklepach miało wynosić w 1908 roku w północno-wschodnich prowincjach Niemiec (uwzględniając Wielkopolskę) ok. 1648 marek rocznie, a zatem teoretycznie więcej niż większość, nawet najlepiej zarabiających, pracowników u Milcha czy Cegielskiego. (17) Warto dodać, iż najwyższe zarobki w obu fabrykach były zarezerwowane dla niemieckich robotników, lepiej wykwalifikowanych i pełniących często funkcje nadzorcze względem pracowników i pracownic polskich. Generalnie średnie zarobki w poznańskim były znacząco niższe niż w innych częściach wschodnich Niemiec, np. w bydgoskim. (18)  Uwzględniając ten fakt, należy domniemać, iż średnie pensje w handlu były w Poznaniu mniejsze o przynajmniej 25-30%, a nawet o połowę. Dochody kobiet w Poznaniu z pewnością nie przekraczały tu średnich płac pracownic opłacanych dniówkowo, czyli w sumie ok. 500-550 marek rocznie (dniówkowe płace mężczyzn szacowano na 850 marek)(19), przy często 12-14 godzinnym dniu pracy przez 7 dni w tygodniu. „Wolne niedziele” były jednym z najważniejszych postulatów związków zawodowych handlu w tym okresie. (20) 

Wreszcie jedną z najgorzej opłacanych, przy czym brak tu odpowiednich danych, była żeńska służba domowa. Od początku XX wieku coraz mniejszy odsetek kobiet spośród zawodowo czynnych imała się tego zajęcia. Wolały one pracę w przemyśle lub w handlu. Na fakt ten składało się wiele czynników, z których wysokość wynagrodzenia była jednym z wielu i nie zawsze najważniejszym. Dyspozycyjność, ciągły nadzór pracodawcy, brak życia osobistego, a często niemożliwość założenia rodziny, czyniły tego rodzaju pracę szczególnie mało atrakcyjną. (21)

Podsumowując kwestie dotyczące zarobków, możemy stwierdzić, że kobiety na początku XX wieku, i nie jest to żadne odkrycie, zarabiały zdecydowanie mniej od mężczyzn, nawet wówczas, kiedy były pracownicami (jak szwaczki) wykwalifikowanymi. Można spróbować porównać roczne (w latach 1899-1909) – mając na uwadze, że z biegiem czasu wynagrodzenia, także realne, wzrastały – zarobki kobiet w poszczególnych sektorach rynku pracy. W rolnictwie kobiety nie zarabiały rocznie więcej niż 285 marek, prawdopodobnie często mniej; w przemyśle ok. 390 marek; praca nakładcza dawała np. szwaczkom przychód od 240 do 360 marek; wreszcie w handlu kobiety zarabiały ok. 500-550 marek, ale w przeliczeniu na godziny, praca w sklepach wydaje się mniej atrakcyjna niżby to wynikało z uzyskiwanego dochodu rocznego, dodatkowo wymagała często większych kwalifikacji. We wszystkich sektorach gospodarki mężczyźni zarabiali od 50% do 250% więcej niż kobiety.

Zarobki w Wielkopolsce były zdecydowanie niższe niż w innych częściach Niemiec. Kiedy zatem przyrost naturalny spowodował, że podaż siły roboczej stawała się coraz większa, doszło – od połowy lat ‘70 XIX wieku – do masowej emigracji z Wielkopolski do innych, zwłaszcza zachodnich, części Rzeszy. Zjawisku temu sprzyjał fakt¸ że Niemcy przeżywały równolegle gwałtowną industrializację i proletaryzację. Zatrudnienie w niemieckim przemyśle i górnictwie na przestrzeni lat 1850-1900 wzrosło od 0,6 do 5,7 mln. robotników i robotnic, a ich udział w globalnej sile roboczej wzrósł w tym samym czasie od 4% do aż 22%. (22)

jarek_tab01

Tabela 1. Struktura ludności czynnej zawodowo w Wielkopolsce w roku 1907. 
(Dane za: Robotnicy Wielkopolscy w XIX i XX wieku..., 1988, s. 113).

Procesy te dojrzały i towarzyszyły w momencie wkroczenia kobiet na ówczesny wielkopolski rynek pracy. W wyniku emigracji zarobkowej mężczyzn, zaczęło brakować na wschodzie rąk do pracy. Efektem tego popytu był też znaczy wzrost wynagrodzeń. Naciski polskiego i niemieckiego ziemiaństwa na władze w Berlinie, aby zniosły administracyjne bariery i umożliwiły napływ pracowników i pracownic sezonowych z zaboru rosyjskiego i austriackiego, nie przyniosły w dłuższej perspektywie zmiany sytuacji. Wzrost kosztów siły roboczej, przy jednocześnie obserwowanym (przynajmniej od połowy lat ‘70 do końca XIX wieku i w początkowych latach wieku XX) spadku cen na artykuły żywnościowe, spowodowało jednoczesne obniżenie rentowności produkcji rolnej, wiodącej, jak wspomniałem, gałęzi gospodarki w Wielkopolsce. 

Zatrudnienie kobiet stało się jednym z sposobów pracodawców nie tylko na wyrównanie niedoboru rąk do pracy, ale także obniżenie kosztów siły roboczej. W całych Niemczech ilość kobiet pracujących w przemyśle wzrosła w latach 1882-1895 o 79% (przy średnim wzroście zatrudnienia o 57,3%), a w latach 1895-1902 o kolejne 29,5%; w handlu i transporcie w latach 1882-1895 zatrudnienie kobiet wzrosło o 178,5% (przy średnim wzroście zatrudnienia o 94,9%). (23) Zmiany te szczególnie gwałtownie przebiegały w Prusach, a wschodnie prowincje Rzeszy, w tym Wielkopolska i Pomorze Zachodnie, gdzie jeszcze dominowała gospodarka oparta o monokulturę agrarna z silnymi reliktami systemu pańszczyźnianego, przeżywały szczególny „wstrząs” o charakterze społecznym i kulturowym. 

Z kolei ze strony kobiet wzrosła gotowość podjęcia pracy zarobkowej i nie było to spowodowane jakimiś względami ideologicznymi, ale ekonomicznymi. Trudno sobie wyobrazić, aby marzeniem kobiet była praca u Milcha albo w sklepie przez 12-14 godziny dziennie, także w niedziele – obojętnie jak paskudne byłyby warunki panujące na łonie tradycyjnej rodziny, z których, dzięki pracy zawodowej, chciałaby się ona wyrwać. Ta zwiększona podaż siły roboczej kobiet była spowodowana kwestią, która dziś wydaje nam się marginalna, a na początku XX wieku w opinii wielu działaczek kobiecych, miała całkiem spore znaczenie. Emigracyjny odpływ mężczyzn w wieku produkcyjnym do pracy w przemyśle, oznaczał też, że do tej pory podstawowa w społeczeństwie patriarchalnym droga zapewnienia sobie przez kobiety stabilizacji ekonomicznej, poprzez zamążpójście, okazała się zamknięta. (24) Również wiele mężatek, pod nieobecność męża, musiało wziąć na siebie konieczność pracy zarobkowej, celem utrzymania rodziny. Wyemancypowanie się kobiet na gruncie społeczno-ekonomicznym wiązało się zatem z konkretnymi zmianami w systemie gospodarczym. Kobiety stosunkowo szybko zyskały świadomość tego faktu, jak również konieczności obrony swoich, specyficznych interesów zawodowych i politycznych, w sposób systematyczny i zorganizowany.

Pierwsze typowe organizacje związkowe pojawiły się w Wielkopolsce pod koniec lat ‘60 XIX stulecia. Przez długi okres czasu nie zdołały one, z wielu powodów, zyskać większego poparcia. Składało się na to zakaz stowarzyszania się robotników i robotnic rolnych, brak dużych ośrodków przemysłowych, czy wreszcie różnice narodowościowe przybierające także postać odmiennych interesów socjalnych. Fakt, że pierwsze związki zawodowe, tzw. hirsch-dunckerowskie (liberalne) (25) i socjaldemokratyczne pochodziły z Niemiec, miał tu duże znacznie. Wzbudzały one nieufność polskiego proletariatu, podsycaną przez kler katolicki i ziemiaństwo. Pisząc, że były to organizacje „typowo” zawodowe, miałem na myśli to, że zrzeszały one przede wszystkim pracowników najemnych w przemyśle, a ich celem było, metodami mniej lub bardziej radykalnymi, uzyskanie poprawy warunków socjalnych robotników poprzez ruch rewindykacyjny. W handlu, usługach i rzemiośle organizacje grupujące pracowników poszczególnych zawodów powstawały znacznie wcześniej, a ich korzenie sięgają czasów średniowiecznych. Na przykład w Poznaniu istniało od 1821 r. Towarzystwo Młodzieży Kupieckiej, grupujące pracowników handlowych. Działało ono jednak pod ścisłym protektoratem pracodawców, a kwestie socjalne długo pozostawały na dalszym planie. Początkowo jego głównymi celami było kształcenie zawodowe, działalność kulturalna i samopomocowa czy wreszcie towarzyska. (26)

Mówienie w kontekście pierwszych organizacji związkowych o pracownikach, a nie pracownicach, jest uzasadnione. Udział kobiet w liberalnym, socjaldemokratycznym, a później także narodowym, typowym ruchu zawodowym na terenie Wielkopolski nie był duży i często nie przekraczał 1% ogółu członków. (27) Przyczyn tego stanu rzeczy było kilka. Organizacje te często działały w branżach zatrudniających przede wszystkim mężczyzn. Nie zawsze związki zawodowe dostrzegały wzrost znaczenia kobiet i problematyki kobiecej w ruchu pracowniczym, traktując ich zatrudnienie jako kwestię przejściową. Dużo niższe zarobki kobiet uniemożliwiały opłacanie składek w zadawalającej związki wysokości. Innym problemem była także częsta niechęć mężczyzn wobec faktu podejmowania przez kobiety zatrudnienia. Wielu z nich twierdziło, że przyczyniają się one do obniżania zarobków. Na tym tle wybuchały nawet strajki. Często organizacje typu kupieckiego statutowo wykluczały możliwość przynależności kobiet (28), jednocześnie kwestionując ich przydatność zawodową. Na początku wieku w jednym z ówczesnych poznańskich czasopism („Przegląd Kupiecki”), w artykule pt. Kwestia zatrudnienia kobiet w handlu, autor nazwał kobiety pracujące „przygniatającym ciężarem”. Opinia ta była szczególnie niesprawiedliwa wobec licznych okoliczności zmuszających kobiety do podjęcia pracy zarobkowej. W odpowiedzi na ten głos celnie ripostowała Zofia Tułodziecka, najważniejsza wówczas postać kobiecego ruchu zawodowego w Wielkopolsce. Pisała, że od chwili „kiedy zmieniające się stosunki społeczne wyprowadziły nieświadomą dotąd kobietę z zacisza domowego na rynek pracy, od chwili kiedy kobieta samodzielnie zdobywać zaczęła kawałek chleba, zrównały się jej prawa z mężczyznami – wolno jej wybierać zajęcie, jakie jej się podoba i do jakiego jest uzdolnioną, bez względu na to czy się to komu podoba, lub nie”. (29)

jarek_tab02

Tabela 2. Wielkopolska emigracja zarobkowa w Niemczech. Ilość osób urodzonych w Wielkopolsce i mieszkających w Rzeszy. Do tej liczby trzeba dodać osoby, które wyemigrowały do innych krajów jak Stany Zjednoczone czy Francja (w omawiany okresie prawdopodobnie łącznie ponad 300 tys.). W roku 1900 cała ludność Wielkopolski liczyła 1.887,3 mln. osób. Dane dot. emigracji można też zestawić dla porównania z ilością osób czynnych zawodowo: w roku 1895 – ok. 700 tys., w 1907 roku – ok. 885 tys., (Dane za: Robotnicy wielkopolscy w XIX i XX wieku. Warunki pracy i życia, pod red. Czesława Łuczaka, Poznań 1988, s. 91-92 i 113).


Zakładanie odrębnych zawodowych organizacji kobiecych zostało po części wymuszone przez fakt maskulinizacji ruchu związkowego. Powstanie tego nurtu w ruchu zawodowym okazało się możliwe z powodu pojawienia się rzeszy energicznych i dobrze wykształconych działaczek, rekrutujących się głównie spośród spauperyzowanej szlachty. Spadek rentowności produkcji rolnej w Wielkopolsce, o którym pisałem wcześniej, dotknął przede wszystkim tę część szlachty, która posiadała małe majątki, dzierżawiła grunty, albo najmowała się jako zarządzający posiadłościami ziemskimi. W ten sposób potoczyły się losy m.in. rodziny Zofii Tułodzieckiej. Jej ojciec Antoni Tułodziecki, był dzierżawcą majątku hrabiego Mielżyńskiego. Po jego śmierci wielodzietna rodzina (dziesięcioro dzieci) pozostała faktycznie bez środków do życia, co zmusiło Zofię do podjęcia pracy zarobkowej jako krawcowa w wieku lat 16 (w 1866 r.). Te osoby, które miały większe szczęście zasiliły szeregi pracowników i pracownic umysłowych. Na początku XX wieku – wg niektórych historyków – pojawiła się nawet ich nadmierna podaż. (30)

W takich warunkach kształtowały się zręby zawodowych organizacji kobiecych, które ze szczególną siłą objawiły się w pierwszych latach XX wieku. Doszło także do licznych dysput i sporów na tematy wybiegające poza obręb spraw ekonomicznych, a obejmujące kwestie polityczne, narodowe, emancypacji kobiet, itd. 

3. Tendencje w wielkopolskim ruchu kobiecym

Wielkopolski ruch kobiecy na początku XX wieku wydają się charakteryzować dwie odrębne tendencje. Jedna, nakazywała działaczkom zachować spójność ruchu, co czasami przybierało postać próby jego organizacyjnej monopolizacji. Z drugiej strony, ruch był podzielony na wiele, często zwalczających się tendencji społeczno-politycznych. Obok nurtu socjalnego i emancypacyjnego w wielkopolskim ruchu kobiecym, istniał także nurt stricte narodowy, którego animatorkami były przeważnie przedstawicielki elit ziemiańskich. Uważały one, że najważniejszym zadaniem ruchu kobiecego jest obrona szeroko rozumianej polskości i praw polityczno-kulturowych Polaków w zaborze pruskim, w tym także obrona wartości katolickich. Tak „skrojony” zakres programowy ruchu nie mógł zadowolić kobiet pracujących, związanych z poznańskim drobnomieszczaństwem i włościaństwem. Wprawdzie i w tym przypadku eksponowano kwestie narodowe i religijne, ale dostrzegano także wagę problematyki pracy i wszechstronnego rozwoju gospodarczego. Nurt ten przejawiał dążenie do modernizacji regionu i przezwyciężenia – korzystnej dla ziemiaństwa – impasu związanego z monokulturą agrarną. Tak jak ziemiaństwo i jego klientela, tak też przedstawiciele i przedstawicielki drobnej własności starali się wykorzystać hasła narodowe dla obrony swoich specyficznych interesów ekonomicznych. Widać to szczególnie na przykładzie forsowania koncepcji ścisłego podziału narodowościowego w handlu w myśl zasady: „swój do swego”, czyli Polacy kupują w polskich składach, Niemcy w niemieckich, Żydzi w żydowskich. W ten sposób polskie kupiectwo, w zdominowany bądź co bądź przez Polaków regionie, starało się uchronić przez obcą konkurencją, zwłaszcza żydowską. Antysemityzm był jedną z silnych cech tego nurtu, bliskiemu Narodowej Demokracji (endecji). 

Kościół katolicki, posiadający znaczne wpływy w środowisku kobiecym, przyczyniał się także do jego zróżnicowania, sam nie będąc monolitem. Z jednej strony stanowił on oparcie dla dążeń narodowych Polaków, choć z drugiej potępił ruchy nacjonalistyczne (za pontyfikatu Piusa IX). W wersji chrześcijańsko-demokratycznej starał się samodzielnie oddziaływać na niższe klasy społeczne, uznając w niektórych wypadkach postulaty egalitarystyczne i zbliżając się do koncepcji socjalistycznych, ale generalnie hierarchia kościelna była niechętna ruchowi socjalistycznemu i wolnościowemu, choć przyjęła także z niezadowoleniem powstanie i wzrost siły narodowego ruchu związkowego (31), pomimo, że odwoływał się on do społecznej nauki kościoła.

Wreszcie istniał nurt reprezentujący pracownice (i pracowników) najemne o charakterze, który odpowiadał specyfice wielkopolskiego proletariatu nie posiadającego w swoim składzie nazbyt dużo osób zatrudnionych w przemyśle. Były w nim obecne tendencje socjalistyczne i wolnościowe; zarówno takie, które podkreślały znaczenie walki narodowo-wyzwoleńczej, jak i te, które ją kwestionowały, kładąc główny nacisk na aspekty walki klasowej. Ten ostatni nurt reprezentowała np. Róża Luksemburg, która jednak nie była, z różnych względów, integralnie związana z wielkopolskim ruchem kobiecym, choć jej osoba i koncepcje w jakimś stopniu odcisnęły na nim swoje piętno. Aktywność agitacyjna Luksemburg na terenie Wielkopolski we wczesnych latach XX stulecia spowodowała, że jej poglądy były znane i powszechnie komentowane, a w organizowanych przez socjaldemokrację wiecach miało uczestniczyć też wiele kobiet. We wrześniu 1901 roku Róża Luksemburg udziela obszernego wywiadu, uchodzącemu wówczas za liberalny, „Kurierowi Poznańskiemu”, krótko po tym jak wydała broszurę W obronie narodowości, w której zaatakowała politykę rządu niemieckiego względem Polaków. (32) Nie przecząc prawdziwości oburzenia i sprzeciwu Luksemburg wobec metod germanizacji, odwołanie się do kwestii narodowych było dla niemieckiej socjaldemokracji, którą reprezentowała, podyktowane przede wszystkim względami taktycznymi i zabiegami o poparcie Polaków w nadchodzących wyborach parlamentarnych. Generalnie Luksemburg była przeciwna angażowaniu ruchu robotniczego w walkę niepodległościową. „Zamieszanie” wokół wspomnianej broszury, faktycznie pozwoliło na chwilami przyjazne przyjęcie Róży Luksemburg przez część bardziej postępowej poznańskiej opinii publicznej. W przeciwieństwie do Luksemburg inna działaczka socjalistyczna tego okresu, Jadwiga Gulińska, uważała (jak całe PPS z którym była związana) dążenia narodowo-wyzwoleńcze za priorytetowe. Gulińska integralnie była także związana z poznańskim ruchem kobiecym, m.in. działając w stowarzyszeniu Czytelnia dla Kobiet. Nota bene kler katolicki publicznie domagał się wykluczenia jej z organizacji (33), z uwagi na lewicowe powiązania. Ostatecznie w głosowaniu wniosek ten przepadł. (34)

Z Czytelnią... związana była także Zofia Tułodziecka, która jako jedna z pierwszych dostrzegła znacznie organizacji zawodowych w kontekście kwestii kobiecych. Bezwzględnie brało się to z jej osobistych doświadczeń, o których wspominałem. W 1903 roku założyła w Poznaniu Stowarzyszenie Personału Żeńskiego w Handlu i Przemyśle. Jego celem – jak to ujmuje statut – było popieranie kobiet pracujących w zawodzie kupieckim i przemysłowym, poprzez pośrednictwo w bezpłatnym otrzymaniu posad, udzielanie bezpłatnych porad prawnych, kursy, odczyty, wieczornice. Do stowarzyszania mogły należeć kobiety pracujące w: „kantorach, handlowych składach i pracowniach, a więc księgowe, kasjerski, sklepowe, krawcowe itd.” Stowarzyszenie nie starało się prawdopodobnie wkraczać do zakładów pracy typu Milch czy Cegielski czy spełniać rolę typowej organizacji zakładowej. Działano raczej poprzez odpowiednie podniesienie świadomości praw przysługujących pracownicom. Tematy jakie Stowarzyszanie podejmowało podczas szkoleń i odczytów, świadczą o szerszym też spojrzeniu na problematykę: o budżecie kobiety pracującej, o higienie (wówczas temat dość popularny), o nowym prawie rzemieślniczym dla kobiet, czy wreszcie o równouprawnieniu kobiet.(35) Przy Stowarzyszeniu działała także biblioteka i kasa pomocy wzajemnej. W 1907 Tułodziecka dodatkowo zakłada niewielką spółdzielnię pracowniczą: „Pracownia Sukien”, w której pracowały 23 kobiety (8 pracownic i 15 uczennic, które po roku specjalizacji miały prawo przystąpić do spółdzielni). Zysk ogólny spółdzielni był dzielony między zatrudnione osoby. Inicjatywa ta przetrwała kilkanaście lat. (36) Stowarzyszenie Personału Żeńskiego miało swoje filie w typowo robotniczych dzielnicach na Wildzie i Łazarzu, a także w innych miastach zaboru pruskiego: w Toruniu i Brodnicy. Dokładnej liczby członkiń nie udało mi się ustalić, choć spotkałem się z opinią, że była to organizacja mała. Niektóre jednak fakty pośrednio wskazują, że Stowarzyszenie liczyło kilkaset osób, co biorąc pod uwagę jego charakter i czas w jakim powstało, było wbrew pozorom dużo. Potrafiło ono np. zgromadzić na wiecach w Poznaniu po 400 swoich członkiń i sympatyczek, co pozytywnie świadczy o jego wpływach i zdolnościach mobilizacyjnych.

Po ogłoszeniu w 1891 roku przez papieża Leona XIII encykliki Rerum novarum (37), znaczenia nabierają katolickie związki pracownicze. Ich solidarystyczny program współpracy z pracodawcami, powoduje, że w wielu przypadkach powstają one za ich aprobatą. Kościół katolicki dzięki stowarzyszeniom robotniczym zamierzał aktywnie powstrzymać rozszerzające się w ruchu pracowniczy, wpływy innych koncepcji, nie tylko zresztą lewicowych.

Pierwsze katolickie stowarzyszenie kobiet pracujących w przemyśle założono w Poznaniu w 1899 roku (38) Towarzystwo to ograniczało się tylko do pracy religijnej, dążąc – jak opisywały to ówczesne gazety – „do podniesienia i szerzenia religijności i moralności między pracownicami fabrycznymi, które wskutek zdarzających się wybryków poszczególnych jednostek doszły do opinii powszechnie niedobrej”. Pierwsze katolickie organizacje kobiet o charakterze stricte zawodowym powstały w 1906 r. (lub 1905) z inicjatywy ks. St. Adamskiego animatora Towarzystwa Katolickich Robotników Polskich. W 1907 kobiecy ruch związkowy podzielił się na dwie części, jedną stanowiły pracownice fabryczne, a nową organizację, liczącą od pierwszego dnia swego założenia 400 członkiń, założyły pracownice zatrudnione w przemyśle tekstylnym. Ich ilość szybko, bo do końca 1907 roku, wzrosła do ok. 700. W marcu 1907 powstało też towarzystwo kobiet pracujących w handlu i konfekcji w Gnieźnie, które liczyło wówczas 171 członkiń. W sierpniu 1907 postał w Poznaniu związek grupujący służbę (ok. 700 członkiń), a październiku 1907 roku postało towarzystwo pracownic fabrycznych w Kościanie liczące ok. 600 członkiń. 

Skonsolidowane zawodowe organizacje katolickie kobiet działały od 30 grudnia 1907 roku pod wspólną nazwą Związku Towarzystw Kobiet Pracujących (a potem Związku Kobiet Pracujących – ZKP) i liczyły razem ok. 3100 osób; w 1909 Towarzystwo skupiało 21 stowarzyszeń z 4792 członkiniami. Postęp ilościowy był więc wyraźny, został jednak zahamowany przed I wojną światową na poziomie ok. 5,5 tys. zrzeszonych członkiń. Po I wojnie światowej ZKP przeżył ponownie rozwój ilościowy osiągając na początku lat ‘20 XX wieku 12 tys. członkiń, ale potem stracił na znaczeniu.

Każda z wchodzących w skład Związku organizacji zachowała autonomię. Składki dzielone były na dwie części, jedna dla Związku, druga pozostawała w gestii lokalnego towarzystwa. Zebrania towarzystw odbywały się raz, dwa raz w miesiącu, wydawano dwutygodnik „Pracownica” (od 1 stycznia 1909 r. pismo zmieniło nazwę na „Gazeta dla Kobiet”), które wszystkie stowarzyszone członkinie otrzymywały bezpłatnie. Towarzystwa posiadały własne biblioteki, zakładano kasy pomocy wzajemnej, zapomogową i pogrzebową. Wreszcie Związek otworzył biuro porad prawnych, a od 1919 roku posiadał także własny Dom Związkowy. (39)

Z jednej strony ZKP stał się miejscem, gdzie starano się bronić praw kobiet pracujących, ale w zasadzie tylko poprzez działania uświadamiające, a nie organizację akcji protestacyjnych czy strajkowych. Fakt, że narodowe i socjalistyczne związki zawodowe nie dość dużą wagę przywiązywały do upowszechniania się wzrostu zatrudnienia kobiet, spowodował, że często zdane one były na pomoc jaką oferowały organizacje przyparafialne. Dlatego w polskich katolickich związkach zawodowych odsetek kobiet był zdecydowanie wyższy niż w pozostałych i kształtował się na poziomie kilkunastu procent (13%). (40) Z drugiej strony kler nie ukrywał, iż poprzez kobiecy ruch związkowy, zamierza bronić „wiary i moralności” chrześcijańskiej, realizując dewizę papieża Piusa IX(41): „dajcie mi święte niewiasty, a nawrócę przez nie cały świat”. Jeden z księży napisał w broszurze wydanej przez ZKP m.in., że kobieta powinna być „silna i zdrowa, mocna w wierze, niezepsuta moralnie. Wtenczas, gdy zabierze głos, czy to na wiecu, czy na zebraniu, czy gdziebądź, i odważnie zawoła: my niewiasty nie pozwolimy wypędzić ducha chrześcijańskiego ze szkoły, my nie chcemy słyszeć o żadnych rozwodach czy ślubach cywilnych, my chcemy Boga, jego praw, jego miłości i sprawiedliwości, w wojsku, urzędach, w życiu gospodarczem i politycznem, precz z sekciarstwem i wszelkim warcholstwem...” (42) Kościół katolicki widział zagrożenie oczywiście przede wszystkim w ruchach socjalistycznych, rewolucyjnych czy radykalnych, uznając je wszystkie ostatecznie za bolszewickie. „Programy bolszewickie – pisała jedna z działaczek ZKP – stawiają na czele swoich prac zrewolucjonizowanie przedewszystkim kobiety i to rozbudzeniem w niej nienawiści do więcej posiadających, obudzaniem niechęci do obowiązków rodzinnych, doprowadzeniem do uwielbienia własnego ciała. Cel jasny! kobieta ma stać się pochodnią, rozpalającą wojny domowe, bratnie mordowanie, – w nagrodę tej zbrodniczej przysługi stanie się przedmiotem nie czci lecz przedmiotem rozkoszy, sprzętem tylko pięknym lecz bezdusznym, który zepchnie się na dno nędzy, chorób i pogardy” (43). Forsowanie katolickich przekonań nie oznaczało jednak, że w pojedynczych przypadkach ZKP nie podejmował z sukcesem starań o poprawę warunków pracy. Ugodowa polityka związków katolickich spowodowała, że ich wpływy w okresie międzywojennym słabły na rzecz związków opartych o koncepcję walki klasowej.

Wszystkie opisane wyżej nurty ruchu kobiecego nakładały się na siebie, często nie występując w czystej postaci, ulegając różnym wpływom. Próba osiągnięcia spójność ruchu kobiecego wiązała się ze świadomością wspólnoty interesów dotyczących wielu płaszczyzn życia oraz wzrastającą aktywnością polityczna i ekonomiczną kobiet. Dodatkowo tendencji tej sprzyjały powiązania personalne, szczególnie w liczącym wówczas ledwie 150 tys. (z czego 50-60% stanowiła ludność polska) Poznaniu. Siły natomiast ośrodkowe spowodowane były tym, że poszczególne aktywistki reprezentowały niekiedy różne klasy społeczne i to w momencie gwałtownych przemian społecznych, przez co wiele kwestii było przez nie postrzeganych odmiennie. 

Pojawianie się silniejszych katolickich organizacji kobiecych zagrażało samodzielności Stowarzyszenia Personału Żeńskiego. Kościół starał się zmonopolizować ruch kobiecy i podporządkować go własnym koncepcjom i celom. Tułodziecka była zdecydowaną przeciwniczką patronatu księży nad organizacjami kobiecymi i broniła niezależności swojego Stowarzyszenia, a także jego emancypacyjnego charakteru, co stało się przyczyną licznych konfliktów w latach 1903-1909.



1) Więcej na temu tematowi poświęciliśmy w 6 numerze „Przeglądu Anarchistycznego” w dziale Spontaniczność, marksizm, partia.

2 Wymieńmy w tej liczbie: Antoni Czubiński, Marian Olszewski, Z robotniczych tradycji Wielkopolski, Poznań 1984; Zarys historii ruchu robotniczego w Wielkopolsce, pod. red. Antoniego Czubińskiego, Poznań 1978; Edmund Makowski, Ruch robotniczy w Wielkopolsce. Zarys dziejów do 1981 roku, Poznań 1984; Edmund Makowski, Od socjaldemokracji do ‘Solidarności’. Organizacje robotnicze w Wielkopolsce w XIX i XX wieku (do roku 1990), Poznań 1991.

3 Tadeusz Filipiak, Dzieje związków zawodowych w Wielkopolsce do roku 1919. Studium porównawcze z historii gospodarczo-społecznej, Poznań 1965 

4 Adam Próchnik, Kobieta w polskim ruchu socjalistycznym, Warszawa 1948

5 Przede wszystkim wymieńmy antologie Kobieta i praca. Wiek XIX i XX, Warszawa 2000, a także opracowanie wydane dla upamiętnienia śmierci badaczki: Aktywność kobiet w organizacjach zawodowych i gospodarczych w XIX i XX wieku, pod redakcją Krzysztofa A. Makowskiego, Poznań 2007

Robotnicy Wielkopolscy w XIX i XX wieku. Warunki pracy i życia, pod. red. Czesława Łuczaka, Poznań 1988, s. 113 i 128

7 Mowa o tzw. „ordynacji czeladzkiej”, która zakazywała robotnikom rolnym również koalicji i strajków. 

8 Maria Ciechomska, Od matriarchatu do feminizmu, Poznań 1996, s. 113

9  Robotnicy Wielkopolscy w XIX i XX wieku. Warunki pracy i życia, pod. red. Czesława Łuczaka, Poznań 1988, s. 152

10) PZZ – Polski Związek Zawodowy, który powstał w 1902 roku w Poznaniu.

11) „Dziennik Poznański” nr 53 z d. 05.03.1907, nr 54 z d. 06.03.1907, nr 56 z d. 08.03.1907, nr 58 z d. 09.03.1907, nr 59 z d. 12.03.1907.

12) Robotnicy Wielkopolscy w XIX i XX wieku. Warunki pracy i życia, pod. red. Czesława Łuczaka, Poznań 1988, s. 161

13 Wacław Radkiewicz, Dzieje zakładów H. Cegielski 1846-1960. Studium Ekonomiczno-Historyczne, Poznań 1962, s. 108-109

14 Rozwój zakładów Goplana: 1912-1972, Jednodniówka, Poznań 1972, s. 6

15 „Dziennik Poznański” nr 243 z d. 22.10.1907 r. 

16 Stefan Wrzosek, Organizacje pracowników handlu, gastronomii i spółdzielczości w Polsce do roku 1918, Warszawa 1972, s. 19

17 Tamże, s. 82

18) Wielkie Księstwo Poznańskie, które nazywam w tekście częściej po prostu Wielkopolską, formalnie, w sensie administracyjnym, podzielone było na dwie tzw. rejencje: poznańską i bydgoską.

19) Według niemieckich badań statystycznych w 1885 roku 77,6% przedsiębiorstw działających w handlu i 57,8% pracowników handlowych pracowało w niedziele i święta. W 1891 roku wprowadzono przepisy ograniczające pracę w niedziele i święta – sklepy mogły być otwarte najwyżej 5 godzin (Franciszek Hitze, Kwestya robotnicza i dążności do jej rozwiązania, Poznań 1909, s. 42).

20 Robotnicy Wielkopolscy w XIX i XX wieku. Warunki pracy i życia, pod. red. Czesława Łuczaka, Poznań 1988, s. 160

21 Michał Kopczyński, Służba domowa jako grupa zawodowa w Europie w XV-XX wieku, w: Kobieta i praca. Wiek XIX i XX, pod red. Anny Żarnowskiej i Andrzeja Szwarca, Warszawa 2000, s. 74-75.

22 Beverly Silver, Forces of Labor, Cambridge 2003, s. 134

23) Franciszek Hitze, Kwestya robotnicza i dążności do jej rozwiązania, Poznań 1909, ss. 248-251

24) Fakt uzależnienia ekonomicznego kobiet od mężczyzn i zamążpójścia oczywiście był i jest krytykowany przez ruch feministyczny. 

25) Nazwa związku wzięła się od nazwisk ich założycieli Maksa Hirscha i Franciszka Dunckera. Wg historiografii PRL-owskiej miały one charakter ugodowy, a ich przewodnią ideą była chęć uzyskania harmonii pomiędzy pracą i kapitałem. Związki te były też zwolennikami nie mieszania się państwa w stosunki pomiędzy pracodawcą i pracownikiem, jak i do spraw z zakresu ubezpieczeń społecznych i praw pracowniczych (np. długość dnia roboczego). Miały one charakter areligijny, apolityczny i nie były związane z żadną z partii politycznych. Rozłam i jego okoliczności wydają się mieć szersze tło, niż przedstawia to historiografia PRL-owska. Odłączenie się tego nurtu od związków uznanych przez historyków za socjalistyczne, dokonało się dopiero na kongresie w Berlinie we wrześniu 1868 roku. Druga grupą rozłamową byli zwolennicy Ferdynada Lassalle, który zmarł dwa lata przed kongresem. Sam Lassalle w swych poglądach w wielu kwestiach był bliższych myśli J.P. Proudhon niż K. Marksa – także odnośnie roli i znaczenia rodziny. Lassalle krytykować miał kobiety pracujące zawodowo i był zdania, że należy im zabronić pracy w fabrykach. Na początku XX wieku związki hirsch-dunckerowskie w Wielkopolsce liczyły niespełna 1000 członków, a socjaldemokratyczne 3000-4000 członków. W 1902 roku powstał także Polski Związek Zawodowy (narodowy), którego liczba członków dość szybko wzrosła od 500 do blisko 5000 (w 1908 roku). Największe jednak wpływy wśród pracowników miały stowarzyszenia katolickie. Nie były to jednak organizacje stricte związkowe. Odżegnywały się one np. od akcji rewindykacyjnych. Mogły zrzeszać także pracowników rolnych. W omawiany okresie łącznie liczbę ich członków szacuje się na ok. 30 tys. (Za: Tadeusz Filipiak, Dzieje związków zawodowych w Wielkopolsce do roku 1919. Studium porównawcze z historii gospodarczo-społecznej, Poznań 1965, s. 26-27; Lucjan Kieszczyński, Kronika ruchu zawodowego w Polsce 1808-1939, Warszawa 1972, s. 22-23; Maria Ciechomska, Od matriarchatu do feminizmu, Poznań 1996, s. 112).

26 Zygmunt Zalewski, Z dziejów walki o handel polski. Stuletnia praca Towarzystwa Młodzieży Kupieckiej w Poznaniu: 1821-1921, Poznań 1921

27) W 1902 r. odsetek kobiet w całych niemieckich związkach socjaldemokratycznych wynosił 3,1%, przy czym kobiety stanowiły już blisko 20% wszystkich zatrudnionych w przemyśle (Franciszek Hitze, Kwestya robotnicza i dążności do jej rozwiązania, Poznań 1909, s. 94 i s. 248-251).

28 Stefan Wrzosek, Organizacje pracowników handlu, gastronomii i spółdzielczości w Polsce do roku 1918, Warszawa 1972, s. 29

29 Aniela Koehlerówna, Zofia Tułodziecka – pionierka ruchu zawodowego w Wielkopolsce, Kraków 1933, s. 16

30 Stefan Wrzosek, Organizacje pracowników handlu, gastronomii i spółdzielczości w Polsce do roku 1918, Warszawa 1972, s. 20

31) W 1902 roku powstaje w Poznaniu Polski Związek Zawodowy (PZZ), a na emigracji w Westfalii – Zjednoczenia Zawodowe Polskie, szczególnie szybko się rozwijające i radykalizujące pod wpływem walk klasowych w zachodnich Niemczech. W 1908 i 1909 roku dochodzi do fuzji trzech polskich organizacji zawodowych działających w obrębie Rzeszy: Związku Wzajemnej Pomocy (działającym na Górnym Śląsku od dłuższego czasu), Zjednoczenia Zawodowego Polskiego i Polskiego Związku Zawodowego z Wielkopolski. Od tego momentu zaczęły one występować pod wspólną nazwą – Zjednoczenie Zawodowe Polskie (ZZP). W ciągu kilkunastu lat w Wielkopolsce na tej bazie ukształtował się masowy ruch związkowy, który w latach 1919-1923 przeprowadził wiele akcji strajkowych, zwłaszcza wśród robotników i robotnic rolnych. W pierwszych latach po I wojnie światowej Zjednoczenie liczyło ponad 600 tys. członków, rekrutujących się głównie z Wielkopolski, Pomorza Zachodniego, Śląska i w mniejszym stopniu z Polski centralnej i Mazowsza. Było największą organizacją związkową II RP. 

32 Antoni Czubiński, Marian Olszewski, Z robotniczych tradycji Wielkopolski, Poznań 1984, ss. 349 i dalsze

33) Sygnał do nagonki na Gulińską dał ks. Kazimierz Zimmermann. Adam Próchnik pisze, że wprawdzie Gulińskiej nie wykluczono z Czytelni dla Kobiet, ale później wprowadzono zmiany statutowe uniemożliwiające przystopowaniu do niej socjalistek. Ks. Zimmermann ostatecznie otrzymał (jeszcze przed I wojną światową) profesurę na Uniwersytecie Jagiellońskim, gdzie jego wykładom towarzyszyły wystąpienia postępowej i lewicowej młodzież, oskarżającej Zimmermanna o skrajny konserwatyzm. (Za: Adam Próchnik, Kobieta w polskim ruchu socjalistycznym, Warszawa 1948, s. 61-62 oraz ustalenia własne).

34 Adam Próchnik, Kobieta w polskim ruchu socjalistycznym, Warszawa 1948, ss. 61-62.

35) Ten ostatni temat wygłoszony został na odczycie Stowarzyszenia przez dr Dobrzyńską-Rybicką (1868-1958), filozofkę, późniejszą profesor Uniwersytetu Poznańskiego.

36 Na podstawie: Aniela Koehlerówna, Zofia Tułodziecka – pionierka ruchu zawodowego w Wielkopolsce, Kraków 1933

37) Encyklika Rerum novarum była reakcją Kościoła na rosnące wpływy ruchów socjalistycznych i komunistycznych wśród katolickich robotników. Ogłaszając 15 maja 1891 roku encyklikę papież Leon XIII zyskał sobie przydomek „papieża robotników.” Encyklika opowiedziała się za chrześcijańską polityką społeczną, przy jednoczesnym odrzuceniu socjalizmu w wydaniu marksistowskim, jak też „ślepego” kapitalizmu. Głównymi wątkiem dokumentu było przekonanie, że ani kościół, ani państwo nie są w stanie samodzielnie rozwiązać trudności społecznych. Obydwa organizmy muszą ze sobą współpracować dla wspólnego dobra. Według Leona XIII zadaniem Kościoła jest wspieranie dzieła pojednania między pracodawcami i pracownikami poprzez nieustanne przypominanie praw i obowiązków wszystkich zainteresowanych. (Na podstawie: Wikipedia). 

38) Założyła je Aniela Karłowska (1853-1902). Pojawia się tu też w niektórych źródłach rok 1889. 

39) Wiadomości dotyczące ZKP opracowana na podstawie: „Dziennik Poznański” nr 254 z d. 5.11.1907, nr 274 z d. 29.11.1907; „Głos Wielkopolanek”, nr 1/1909 z d. 3.01.1909 oraz Jednodniówki jubileuszowej Związku Kobiet Pracujących: 1906-1931, Poznań 1931

40) W 1907 roku odsetek kobiet w chrześcijańskich związkach zawodowych miał wynosić w całych Niemczech 6,6%. (Franciszek Hitze,Kwestya robotnicza i dążności do jej rozwiązania, Poznań 1909, s. 97).

41) Pontyfikat papieża Pius IX poprzedzał pontyfikat Leona XIII. Pius IX uchodził za jednego z bardziej konserwatywnych papieży, m.in. potępił rozdział Kościoła od państwa, laickie nauczanie, wolności prasy i sumienia. Wskazał też 80 błędnych doktryn i idei m.in.: socjalizm, modernizm, racjonalizm, nacjonalizm i fałszywy ekumenizm. W czasie I Soboru Watykańskiego ogłosił dogmat o nieomylności papieża w sprawach religijnych i moralnych; potępił aborcję i od tamtego momentu uznawana ona jest za grzech śmiertelny i karana ekskomuniką (Na podstawie: Wikipedia)

42) Jednodniówka jubileuszowa Związku Kobiet Pracujących: 1906-1931, Poznań 1931, s. 45

43) Tamże, s. 58


Pierwsza część artykułu zamieszczonego w 8 numerze "Przeglądu Anarchistycznego". Druga część zostanie opublikowana w najbliższym czasie.
O przedwojennej historii Poznania:

16 lutego na Rozbracie w Poznaniu, odbyło się spotkanie dotyczące historii oraz obecnej sytuacji ruchu anarchosyndykalistycznego. Organizatorami spotkania były poznańska sekcja Federacji Anarchistycznej oraz Międzyzakładowa Komisja Związku Zawodowego Inicjatywa Pracownicza. Spotkanie miało charaktery wykładu, przerywanego dyskusjami dotyczącymi poszczególnych zagadnień opisywanych w jego trakcie.

Na początku wstępnie naszkicowano rodowód ruchu socjalistycznego, w Europie od pierwszej połowy XIX wieku, z uwzględnieniem najistotniejszych nurtów składających się na całość ówczesnej lewicy.

6 marca, w najbliższą niedzielę, w Kawiarni Naukowej odbędzie się spotkanie z autorem książki „Rewolucyjni Mściciele – śmierć z browninigiem w ręku" Adrianem Sekurą.

8 lutego 1921 r. zmarł wybitny rosysjki rewolucjonista, anarchista, naukowiec Piotr Alieksiejewicz Kropotkin. Jego pogrzeb 90 lat temu przekształcił się w jedną z ostatnich demonstracji anarchistycznych, a Emma Goldman wspominała, że pogrzeb "był najbardziej imponującym zjawiskiem, którego była śiwadkiem podczas swego pobytu w Rosji".  Muzeum Kropotkina w latach 1920-1930 był jednym z ostatnich schronisk dla pozostających na wolności anarchistów oraz jednym z ostatnich miejsc walki przeciwko narastającej dyktatury jednomyślnośći. W ciągu kilku dziesięcioleci "Wspomnienia Rewolucjonisty" Kropotkina były jedną z nielicznych książek dostępnych radziekiemu czytelnikowi, w których bez uprzedzeń, chociaz i krótko, zostały przedstawione idee anarchistyczne. Autora określano na róźne sposoby - "buntującym księciem", "rewolucjonistą-narodnikiem" oraz "naukowcem", ale umyślnie rezygnowano z okręślenia "anarchista". W latach 90. Kropotkin jeszcze raz, jak i 1917 r., "powrócił do Rosji" - zaczęto o nim rozmawiać swobodnie. Odbyły się dwie konferencje międzynarodowe poświęcone Kropotkinu - w 1992 r. i 2002 r. Obecnie ukazują się dzieła Kropotkina oraz prace o nim, jednak pełnego zbioru pism możemy się nie doczekać. Wciąż nie zostało otwarte muzeum Kropotkina ani w Moskie, ani w Dmitrowie, chcociaz przez cały czas starają sie o to naukowcy i entuzjaści. Istnieje miasto, które nosi imię Kropotkina, lecz nie ma stacji metra moskiewskiego oraz ulicy Kropotkinskiej (chcociaż kamienny posąg Engelsa nadal stoi na placu). Jest skromny, ale sympatyczny pomnik "księcia-buntownika" w Dmitrowie, gdzieś na Dalekim Wschodzie pływa statek noszący jego imię. Oraz  jesteśmy my, którym warto nie tylko przypomnieć o Kropotkinie, ale postarać się  poznać go lepiej - śledząć jego interesującą biografię, pogrążając się w głębię jego odkryć oraz krytycznie oceniając wartość pewnych rozmysleń, na których jego epoka zpozostawiła swój ślad.
Źródło: http://bakunista.nadir.org/index.php?option=com_content&task=view&id=435&Itemid=1
Demonstracja Federacji Anarchistycznej w Krakowie podczas wiecu wyborczego Lecha Wałęsy w 1990 r.

Walka z Anarchizmem

25 stycznia 2010 r. Dział: Archiwalia
Nie ulega wątpliwości, że żaden z ruchów społecznych, które rzuciły wyzwanie dziewiętnastowiecznym realiom polityczno-ekonomicznym nie wywołał tak ostrej i jednolitej reakcji, jak właśnie ruch anarchistyczny. Żaden z nich nie potrafił tak dalece jednoczyć przeciwko sobie przedstawicieli skłóconych obozów ideowych. Jednomyślność polityków, urzędników, sędziów i policjantów spojonych uczuciem zagrożenia umożliwiała prowadzenie przeciwko "siewcom chaosu" sprawnej, systematycznej i wielopłaszczyznowej akcji angażującej całą machinę państwową. Pierwsze ciosy, które spadły na antyautorytarystów tuż po rozprawie z Komuną Paryską, wymierzone były sumarycznie w Międzynarodowe Stowarzyszenie Robotników. Specjalna komisja francuskiego Parlamentu uznała I Międzynarodówkę, przy kilku głosach sprzeciwu (1), za współwinną niedawnych wydarzeń. Doprowadziło to w konsekwencji do uchwalenia 14 marca 1872 roku tak zwanego prawa Dufaure'a obowiązującego aż do roku 1901; prawa przewidującego surowe kary za przynależność do tej organizacji. W latach 1871-1875 w całej Francji aresztowano na mocy nowych przepisów ponad 36 tysięcy osób, w tym blisko 2 tys. cudzoziemców - w większości Belgów, Włochów i obywateli Szwajcarii (2). Szwajcaria i Anglia udzieliły schronienia kilku tysiącom uciekinierów, usiłującym ujść przed prześladowaniami. W listopadzie 1872 roku przedstawiciele Niemiec i Austro - Węgier spotkali się, aby uzgodnić metody i środki wspólnego zwalczania ruchu robotniczego oraz strajków (3). Konferencja ta zapoczątkowała erę ścisłego współdziałania policji krajów europejskich. 

Strona 1 z 2