Zaloguj

Federacja Anarchistyczna

Jesteś tu: Start / Archiwalia / Trójmiasto /
A+ R A-

Po czarnym proteście nieczyste zagrania policji widać jeszcze wyraźniej niż dotychczas. Poznańska policja zachowuje się bowiem jak złodziej, który przyłapany na kradzieży woła „łapać złodzieja” . Tymi złodziejami mają być poznańscy anarchiści, którzy – według słów policji – podręcznikowo i profesjonalnie przygotowali się do wszczęcia zamieszek podczas wspomnianego protestu.

 

W ten sposób próbuje się odwrócić uwagę od faktu, że to zachowanie policji raziło brutalnością i chaotycznością – dosłownym biciem na oślep.

 

Wizerunek policji został poważnie nadszarpnięty; by go ratować w oparach gazu łzawiącego urządzono łapankę i w konsekwencji zatrzymano trzy przypadkowe osoby. Wszystko to potwierdzają nie tylko anarchiści, ale też postronne uczestniczki demonstracji. Niektóre z nich same zostały poszkodowane w wyniku działań policji. Nie lepiej było na komisariacie: jedna z zatrzymanych mówiła mediom o złym traktowaniu – przyciskaniu do podłogi radiowozu, obelgach i wyzwiskach. Samo zatrzymanie również pozostawiało wiele do życzenia. Aktywiści byli szarpani, ciągnięci po ulicy i chodniku, wcześniej zostali spryskani gazem łzawiącym.

 

Znamy już zarzuty wobec trzech zatrzymanych osób – to paragraf 222 czyli naruszenie nietykalności cielesnej funkcjonariusza na służbie. Grozi za to do 3 lat więzienia. Policja podała, że złapała zamaskowanych chuliganów, a jeden z zatrzymanych mężczyzn był w przyszłości zatrzymany w podobnych incydentach.

 

Tak, to prawda – paragraf 222 jest nam dobrze znany: podobne zarzuty działaczom/działaczkom  poznańskiego środowiska anarchistycznego stawiano wielokrotnie. Jest to bowiem najłatwiejszy sposób na dyskredytowanie inicjatyw bezpośrednio uderzających w antyspołeczne poczynania władz. Zatrzymani – oraz wiele innych osób z naszego środowiska - nie raz brali udział w „podobnych incydentach”. Te incydenty to najczęściej blokowanie eksmisji, działanie na rzecz respektowania praw pracowniczych i reagowanie na policyjną przemoc, na przykład stosowanie biernego oporu gdy policja atakuje pokojowe demonstracje. Jedna z zatrzymanych osób została skazana z paragrafu 222 właśnie w wyniku blokowania eksmisji w Nowej Soli w 2010r. Niedawno wyszedł z więzienia nasz przyjaciel Łukasz Bukowski, który trafił za kraty z tej samej przyczyny. O jego sprawie głośno było w mediach ogólnopolskich.

 

W ten oto sposób kryminalizuje się działalność społeczną, a aktywistów i aktywistki sprowadza wyłącznie do roli zadymiarzy  i do znudzenia sadza w ławie oskarżonych. Za pomocą kolejnych wezwań, przesłuchań i rozpraw próbuje się po prostu tłumić opór społeczny. Pomóc w tym mają policyjne pałki, gaz łzawiący oraz wspomniany paragraf będący głównym orężem policji w walce z anarchistami. Podobnie - poprzez propozycje kolejnych ustaw i restrykcyjne prawo dotyczące aborcji - kryminalizuje się kobiety, które chcą decydować o sobie. Po demonstracji 3 października, władze próbują wmówić społeczeństwu, że w Poznaniu czarny protest zawłaszczyli anarchistyczni chuligani. Wszystko po to, by odwrócić uwagę od oporu stawianego przez tysiące kobiet i mężczyzn, które – wraz z anarchistami i anarchistkami jak i niezależnie od nich – ruszyły pod biuro PiS. To tam protestujący wyrazili swój gniew i przekroczyli granicę ram protestu, w które policja chce nas wpisać, by łatwiej spacyfikować i ujarzmić wszystkich niezadowolonych. Sprawić, by swój gniew skierowali nie przeciwko władzy a innym protestującym, czyli – w konsekwencji – by wystąpili przeciwko samym sobie.

 

Policja i prokuratura obecnie działa w wyjątkowym pośpiechu -  pod presją, z gotowymi tezami, bo sprawę chce się wykorzystać politycznie. Sygnatury spraw są znane już dwa tygodnie od zatrzymania, co zwykle się nie zdarza. Minister już drugiego dnia, jeszcze przed postawieniem zarzutów wiedział, kto jest winny i kto powinien być skazany. Dobrze wiemy, że ten pospiech nie jest przypadkowy. Dobrze też wiemy, że lokatorzy i pracownicy czekają na wyroki przeciwko nieuczciwym pracodawcom i kamienicznikom latami.

 

Nie zostawimy oskarżonych samych – byli oni wraz z tysiącem osób na proteście po to, żeby kobiety chcące decydować o swoim życiu nie szły do więzienia, ani nie były traktowane przez policję czy prokuraturę właśnie tak, jak trójka naszych przyjaciół. Jeśli policja chce zrobić z nas chuliganów, solidarnie odpowiadamy: wszyscy jesteśmy chuligankami!

19 sierpnia 2016 roku o godzinie 9:40 kilkunastu anarchistów/ek uczciło minutą ciszy pamięć ofiar policyjnych nadużyć. Symboliczny protest odbył się w dniu rozprawy o przekroczenie uprawnień przez Macieja Kuźniewskiego, policyjnego bandytę rażącego paralizatorem uczestników happeningu na Uniwersytecie Ekonomicznym.

 

Funkcjonariusz nie pojawił na rozprawie, być może się bał, a jego pełnomocnik prawie nie zabierał głosu, prawdopodobnie zażenowany postawą swego klienta. Tymczasem koledzy Kuźniewskiego postanowili filmować protest przed sądem. Na wezwania do wylegitymowania funkcjonariusze zasłaniali się „wykonywaniem czynności służbowych”, licznie też obstawili wejście do budynku. Poniżej prezentujemy oświadczenie Federacji Anarchistycznej s. Poznań i Anarchistycznego Czarnego Krzyża nt. policyjnej przemocy – zarówno podczas wspomnianego wykładu, jak i obecnie:

 

WIĘCEJ UPRAWNIEŃ DLA POLICJI TO WIĘCEJ OFIAR!
DOŚĆ POLICYJNEGO BANDYTYZMU!

 

OŚWIADCZENIE

 

W grudniu 2013 roku, podczas skandalicznego pseudo-wykładu skrajnie prawicowego  ks. Pawła Bortkiewicza na Uniwersytecie Ekonomicznym w Poznaniu, miał miejsce anarchistyczny happening. Został on brutalnie zakłócony przez policjantów w cywilu. Jeden z nich raził prywatnym paralizatorem uczestników i uczestniczki zdarzenia. Po długim procesie sprawę umorzono. Teraz policjant odwołuje się i żąda całkowitego uniewinnienia. W kontekście zajść podczas wykładu, kiedy to pobito i rażono paralizatorem happenerów/rki, uznajemy to za skandaliczne i niedopuszczalne. Podczas sprawy trzech świadków będzie zeznawać na temat policyjnej przemocy tego dnia.
W ostatnich miesiącach bezkarność policji oraz liczba ofiar jej interwencji wciąż rośnie. Pojawiają się ofiary śmiertelne (ostatnia – w Szczecinie). Czas powiedzieć: stop policyjnej przemocy!

 

Statystyki dot. policyjnych przestępstw wskazują, że zaledwie 3,5 proc. spośród 16 tys. skarg na nadużycia ze strony policji prokuratura kieruje do sądu. Pozostałe umarza lub odmawia wszczęcia postępowania. Dane te dotyczą wymuszania zeznań przez policjantów, bezprawnej ochrony interesów wpływowych osób i znęcania się nad zatrzymanymi. W przypadku wymuszania zeznań biciem statystyka jest jeszcze gorsza: tylko 1,3 proc. spraw kończy się aktem oskarżenia. Do tego dochodzą przypadki policyjnych zabójstw.

Sprawa 25-letniego Igora z Wrocławia, zabitego przez policjantów, trafiła do świadomości odbiorców mediów tylko dzięki postawie kilkuset ludzi. Protestując przez wiele dni upominali się pod komisariatem, na którym doszło do zabójstwa, o pamięć Igora i sprawiedliwość dla jego oprawców.   Kilka dni temu policjanci zabili kolejną osobę – tym razem zastrzelono w Szczecinie chłopaka, który rzekomo nie zatrzymał się na wezwanie.  Sprawę opisały media, ale zabójca wciąż pozostaje na wolności. Nie pozwolimy na dalsze zamiatanie pod dywan policyjnego bandytyzmu! Dość bezkarności policji!

Obecnie stoimy przez realną groźbą zwiększenia się represji i policyjnej przemocy nie tylko wobec aktywistów, ale też całego społeczeństwa. Kontrowersyjna ustawa antyterrorystyczna, wcześniej kuriozalna  ustawa inwigilacyjna – wszystko  to oznacza w praktyce zgodę na ingerencję służb w prywatność każdego z nas!

 

Zadajemy więc pytanie: Czy więcej uprawnień dla policji oznacza więcej policyjnych ofiar? Obawiamy się, że odpowiedź na to pytanie jest jednoznaczna. Apelujemy o przeciwstawianie się policyjnemu bandytyzmowi i nagłaśnianie wszelkich przypadków policyjnych nadużyć! Stop bezkarności policji!

 

Federacja Anarchistyczna sekcja Poznań
Anarchistyczny Czarny Krzyż
20160819 094632

GOPR2535

20160819 094636

20160819 095313

5 lutego 2016 grupa około 50 osób zebrała się na ul. Półwiejskiej by w symboliczny sposób wyrazić swój sprzeciw wobec podpisanej właśnie przez Andrzeja Dudę tzw. ustawy inwigilacyjnej.  Federacja Anarchistyczna zorganizowała pogrzeb wolności, której pamięć uczczono z należytym szacunkiem; była więc trumna przygotowana przez aktywistów/stki, wieńce, szarfy z napisem ostatnie pożegnanie, znicze i czarne flagi.  Kondukt pogrzebowy przy dźwiękach „Marszu żałobnego”  dotarł na Plac Wolności, by złożyć tam ostatni hołd świętej nieboszczce. W czasie demonstracji krzyczano takie hasła jak „Stop inwigilacji” i „Władza precz” a prowadzący ją Anonymous przypominał nieustannie o tym, jakie konsekwencje dla każdego z nas niesie nowa ustawa o policji.

 

Nie była to pierwsza akcja sprzeciwu przeciw inwigilacyjnym zakusom władz. Niedawno bowiem zakończyliśmy ogólnopolski tydzień akcji przeciwko inwigilacji, podczas którego oprócz poznańskich anarchistów/ek protestowali aktywiści/stki z kilkunastu innych miejscowości. Protesty te przybierały bardzo różne formy od happeningów przez pikiety i przemarsze po ulotkowania i plakatowania. W Poznaniu spotkaliśmy się pod biurem PiS na ul. Św. Marcin, gdzie odbyła się pikieta połączona z happeningiem – na miejscu wstawili się więc ludzie z kamerami zamiast głów, liczni „podglądacze” zasłaniający się gazetami z wyciętymi dziurami na oczy, a nawet standardowy tajniak z wąsem, w czarnej pelerynie i specjalnym sprzętem szpiegującym, tzw. inwigilatorem.  Z pewnością nie jest to nasze ostatnie słowo w tym temacie. Wypatrujcie kolejnych wydarzeń i dołączajcie do nich.

 

Podpisanie przez prezydenta rzeczonej ustawy nikogo nie powinno dziwić, i to nie tylko dlatego, że Duda przypieczętuje bez szemrania wszystko, co podsunie mu PiS ale przede wszystkim dlatego, że to człowiek u władzy, a władza ma to do siebie, że chce kontrolować wszystko i wszystkich. Z pewnością więc nie zrezygnowałaby sama z narzędzia takiego jak wspomniana nowelizacja, która znacznie ułatwia podglądanie każdego z nas. Tak więc to, co powinno rzeczywiście wprawiać w osłupienie, to bierność społeczeństwa, które zdaje się nie rozumieć, jak niekorzystne dla niego zmiany prawne właśnie wprowadzono w życie. Kiedy PO próbowała przeforsować ACTA na ulice wyszły tysiące ludzi i tylko dzięki ich postawie oraz determinacji zamiary te zostały zablokowane. Ustawę o policji przygotowaną przez tę samą partię, ale „przyklepaną” przez PiS można określić mianem krajowego ACTA – niemal nikt jednak nie protestuje, ulice pozostają puste.  Na usta ciśnie się więc – dlaczego?

 

Tymczasem, gdy my siedzimy w domu, policja i inne służby zyskują  bardzo prosty i praktycznie niekontrolowany dostęp  do informacji na temat dowolnie wybranej osoby. Wystarczy, że sięgną po dane z naszych telefonów, by z łatwością uzyskać szczegółowy profil ich użytkowników: sieć kontaktów, miejsca przebywania, problemy prawne, rodzinne czy zdrowotne. Wszystko w zasięgu kilku kliknięć zwykłego policjanta. 

 

Najbardziej zagrożona jest jednak nasza wolność w Internecie. Wystarczy, że funkcjonariusz usiądzie przed komputerem i za pomocą specjalnego łącza pobierze szczegółowe informacje na temat użytkownika sieci: z jakiej strony internetowej korzysta i w jaki sposób, jakie filmy ogląda, co ściąga z sieci, co pisze, z kim się kontaktuje itd.  Wszystko to odbywać się będzie bez wiedzy operatora i internauty. By inwigilować daną osobę nie potrzeba będzie  nawet konkretnego powodu, bo pod pojęciem prewencji może się kryć dosłownie wszystko, a stąd już tylko krok do ogromnych nadużyć. Poza tym tego typu informacje z pewnością będą kuszące dla koncernów, które w imieniu powiększania swych zysków zainteresowane są ograniczaniem wolności internautów i z możliwości takiej z pewnością skorzystają, by chronić swoje korporacyjne interesy. Nie łudźmy się bowiem, że informacje pozyskiwane w tak prosty sposób będą należycie chronione.

 

Ustawa została wprowadzona. Stało się. Nie oznacza to jednak, że wszelki sprzeciw należy zarzucić i rozejść się do swoich codziennych obowiązków. Protesty przeciwko tej ustawie i inwigilacji społeczeństwa w ogóle, nadal powinny mącić spokój rządzących i przypominać im, że ich posunięcia i zagrywki nie są nam obojętne. Poza tym, to nie pierwszy ani nie ostatni raz, gdy potrzebna jest mobilizacja naszych sił i stanowczy sprzeciw tzw. zwykłych ludzi.  Jak zwykle wzywamy więc do organizowania się! Zapraszamy na nasze akcje i spotkania!

Poniższy tekst ukazał się w najnowszym numerze pisma anarchistycznego Inny Świat. Pismo dostępne m.in w sklepie Oficyny Bractwa Trojka i salonach Empik

 

Jak śpiewał, czy raczej krzyczał w jednym ze swoich utworów zespół Homomilitia, odnośnie policji -„Zwykle są tam, gdzie ich nie potrzeba. Kiedy giną ludzie nigdy ich nie ma”. Kolejne powtarzanie sloganów o złej policji? Zapewne, jednak kryje się w nim sporo życiowej prawdy, coraz częściej, bowiem to nie tylko młodzież gdzieś na blokowiskach złorzeczy na funkcjonariuszy policji, ale zwykli Kowalscy, na własnej skórze przekonują się, o nieudolności wspomnianej służby. Znamiennym przykładem na takie wyzbycie się złudzeń, co do kompetencji, zaangażowania policji w walce z przestępczością, jest jej reakcja na proceder czyszczenia kamienic. Chcąc opisać ów niezwykły przykład indolencji, złej woli, a może nawet celowej nieudolności, posłużę się kilkoma przykładami, z którymi do czynienia miało poznańskie środowisko aktywistek i aktywistów lokatorskich.

 

Nie macie prawa nawet protestować

 

Mieszkańcy, których dotknęły pierwsze szykany ze strony czy to samych właścicieli, czy częściej wynajętych przez nich administratorów, nigdy nie mogli liczyć na pomoc policji. Policjanci na konflikt lokatorów z właścicielami czy ich przedstawicielami, a najemcami zawsze reagowali podobnym okazywaniem czy to własnej bezradności, czy też obojętności. Powiedzmy sobie szczerze, gdzie jest napisane, że policja ma pomagać obywatelom? Choćby w Ustawie o policji z dnia 6 kwietnia 1990 r. – Art. 1.2 pkt 1 wyraźnie mówi „ Do podstawowych zadań policji należą ochrona życia i zdrowia obywateli oraz mienia przed bezprawnymi zamachami naruszającymi te dobra”[ 1] . Najwyraźniej jednak, rzecz jest w interpretacji takowych przepisów. Czy uciążliwy remont, który przeprowadza właściciel lub jego administrator, którego jedynym efektem jest odłączenie przeróżnych mediów lokatorom, poczynając od opłaconej telewizji kablowej, wody czy na dostępie do energii elektrycznej, stanowi już przyczynek do podjęcia interwencji czy jeszcze nie? Lokatorzy kamienic przy ulicy Piaskowej na własnej skórze przekonywali się, że nie, że policja nie jest od tego, by wymóc coś na administracji kamienicy, chociaż ta mniej lub bardziej jawnie uprzykrza życie lokatorów, a nawet ich zastrasza, chcąc zmusić do wyprowadzki. Petardy czy świece dymne wrzucane przez „nieznanych sprawców”, również, są dla policji nie metodą na czyszczenie kamienic z lokatorów, a jedynie aktem chuligaństwa, ich sprawcy niestety pozostają dla policji nieuchwytni.

W momencie, gdy cała nadzieja w działanie policji w lokatorach znika, postanawiają oni, zgodnie ze zdroworozsądkowym podejściem „pójść wyżej”. Organizują protest uliczny, spokojną demonstracje, i chcą wspólnie udać się do Prezydenta Miasta – wówczas Ryszarda Grobelnego. Zamiast otwartych drzwi do bądź, co bądź publicznego Urzędu Miasta, natykają się na kordon policji. Akurat trwa w Urzędzie spotkanie tej wyżej postawionej władzy z tą najwyższą, czyli wizyta Prezydenta RP. Oficjele ani żaden z ich przedstawicieli nie znajduje czasu dla lokatorów. Policja za to znajduje czas by spisać uczestników protestu, w tym pomagającym w jego przeprowadzeniu anarchistów i anarchistki. Efekt tego protestu? Na pewno lokatorom udaje się nagłośnić swój protest, tylko dzięki temu, prezydent miasta znajduje wreszcie czas by z nimi porozmawiać. Tak właśnie działa władza samorządowa, tylko pod presją zaczyna interesować się problemem mieszkańców miasta. Prezydent oczywiście twierdzi, że nic nie może zrobić. Lokatorzy przekonują się kolejny raz, że tylko organizując się, będą mogli, sami sobie pomóc. W ten sposób zawiązuje się Wielkopolskie Stowarzyszenie Lokatorów. Inny efekt to sprawa w Sądzie przeciwko jednemu z uczestników protestu z art. 52. 1 pkt 2 o przewodniczenie zgromadzeniu bez wymaganego zawiadomienia. Sprawa zostaje wytoczona na wniosek policji. Policji, która nawet nie analizuje, że lokatorzy zwołali owe zgromadzenie w akcie desperacji, kolejny raz pozbawiani przez „czyściciela kamienicy” opłacanego przez nich prądu. Policja nie bierze pod uwagę, że całe, niezgłoszone zgromadzenie przebiegało w sposób pokojowy i spokojny. Policja przegrywa sprawę w sądzie, ale niczego z tego tytułu się nie uczy. Jeszcze kilkakrotnie będzie starała się kierować wnioski o ukaranie wobec osób zaangażowanych w pomoc i obronę lokatorów. Problem czyszczenia kamienic w Poznaniu podsumowuje Komendant Miejski Policji w Poznaniu - mł. insp. Roman Kuster „Mamy wolny rynek i jeśli chcą państwo mieć całodobową ochronę, można skorzystać z usług firm ochroniarskich”[2]. Oto, na jakie „dobre rady” i pomoc ze strony policji mogą liczyć zastraszani lokatorzy.

 

Barykadować się, by nie dać się wyrzucić

 

Zorganizowani lokatorzy to dla tych, którzy chcą zarobić na czyszczeniu kamienic, bardziej niebezpieczny przeciwnik. Nagłośnienie sprawy działań najbardziej znanego czyściela kamienic Piotra Śruby, na pewno musiało zdenerwować również jego mocodawców. W mediach coraz częściej w związku z procederem nękania lokatorów obok nazwy firmy Piotra Śruby – Fabryka Mieszkań i Ziemi - pojawia się nazwa Neo Banku. Jednak sam proceder nie zanika i dotyka kolejnych mieszkańców poznańskiej kamienicy, tym razem przy ulicy Stolarskiej. Schemat jest taki sam, ponownie pod pozorem remontu dewastuje się kamienice i próbuje pozbawić lokatorów dostępu do mediów. Policja ma okazje się wykazać, tym razem „nieznani sprawcy” zostawiają ślady takie jak wieniec pogrzebowy, porozrzucane na klatce robaki, próbują odciąć prąd. Pion kryminalny policji zbiera dowody, ale poza tym policja ponownie twierdzi, że niewiele może. To działania lokatorów doprowadzają do tego, że sądownie zostaje wydany zakaz zbliżania się administratora budynku Piotra Śruby do kamienicy przy Stolarskiej. Ponownie to lokatorzy nagłaśniają swoją sprawę widząc, że ze strony policji nie doczekają się pomocy. Nie mogą ufać policji, okazuje się, że Piotr Śruba dla poznańskiej policji przygotowywał filmy szkoleniowe [3]. Najwyraźniej Piotr Śruba skwapliwie korzysta ze zdobytych w policji kontaktów. W toku sprawy, wytoczonej przez lokatorów Piotrowi Śrubie, zostaje ujawnione, że otrzymywał on informacje o działaniach lokatorów, od jednego z funkcjonariuszy policji. W czasie największego natężenia konfliktu wokół kamienicy przy ul. Stolarskiej policja, zamiast próbować powstrzymać, czyściciela kamienic, jeszcze mu pomaga. Nie powinno, więc dziwić, że lokatorzy, których już pozbawiono dostępu do wody, postanawiają zabarykadować się w kamienicy, kolejny raz przekonują się, że mogą liczyć na siebie i solidaryzujących się z nimi mieszkańców miasta, ale nie na władzę czy jej zbrojne policyjne ramię.

 

Nihil novi w poznańskiej policji

 

Pomimo trwającego właśnie procesu Piotra Śruby w poznańskiej policji nie wiele się zmieniło. Nie widać żadnej zmiany mentalności, w stosunku do problemów lokatorskich. Dominuje strategia spychologii . Lokatorzy muszą radzić sobie sami i raczej udowadniać funkcjonariuszom, że mają jakieś prawa, niż liczyć, że ci sami staną w ich obronie. Za przykład niech posłuży sytuacja mieszkańców kamienicy przy ulicy Tylne Chwaliszewo 26. Pozbawieni przez nowego właściciela dostępu do wody, nie mogli liczyć na pomoc żadnych miejskich służb. Konflikt w kamienicy narastał, a mieszkańcy uzyskali pomoc od poznańskich anarchistów i WSLu. Wydawać mogło się, że udało się nawiązać dialog z nowym właścicielem i konflikt w kamienicy uda się zażegnać - właściciel zadba o to by, jeśli jego wolą jest wyprowadzka obecnych lokatorów, dokonało się to z poszanowaniem ich praw. Niestety dobra wola właściciela kamienicy, okazała się fikcją. Nie tylko nie pomógł on lokatorom w ponownym podłączeniu wody, ale też pod pozorem przeglądu technicznego dokonał celowego zniszczenia poszycia dachowego. Jak w tej sytuacji zachowali się policjanci? Dzielnicowy oświadczył lokatorom, że skoro korzystają z pomocy WSLu i Rozbratu, to niech sami sobie radzą. Kiedy pod naciskiem zainteresowanych sprawą mediów udało się skłonić policje do właściwy działań, zabezpieczenie śladów zniszczeń dachu, zajęło im blisko dobę [4]. Konflikt w kamienicy trwa, a policja ponownie pokazuje, że nie traktuje przypadków nękania lokatorów poważnie, swoim nieudolnym działaniem, lub jego brakiem, jedynie zachęca czyścicieli kamienic do dalszego działania. Trudno uwierzyć, że przy tak niewielkim zaangażowaniu mundurowych, sprawcy zniszczenia dachu poniosą jakąkolwiek karę, a właściciel kamienicy, który dopuścił do takiego rzekomego „przeglądu technicznego” będzie musiał obawiać się reakcji ze strony policji.

 

Podsumowanie

 

Zastanawiać się można skąd w policji taka indolencja w sprawie łamania praw lokatorów? Czy wynika ona jedynie z uczestnictwie jako, asysta komornicza przy eksmisjach? Zaryzykować można hipotezę, że funkcjonariusze raczej nie mają szczególnego interesu, by w konflikcie, gdzie dochodzi do konfrontacji między prawami lokatorów, a prawem własności, opowiadać się po stronie tych pierwszych. Nie trudno, zauważyć, że od lat funkcjonariusze służb mundurowych, korzystając ze swych szczególnych uprawnień emerytalnych (przejście na emeryturę po 15 latach służby), wielokrotnie kontynuują pracę zawodową. Najczęściej zatrudnienie byli policjanci znajdują w różnego typu prywatnych firmach z branży ochrony. Branża ta skupia się na ochronie mienia, tak, więc można śmiało powiedzieć, że byli policjanci ponownie stają na straży własności. Panujący model ekonomiczny i towarzysząca mu indoktrynacja, ze wszystkich sił podkreślają świętość prawa własności. Wydaje się, więc, że zarówno, widząc swoje ewentualne przyszłe zatrudnienie w roli stróżów własności, jak i będąc obecnie traktowani jako służby służące zabezpieczeniu owych własnościowych praw. Prowadzi to do sytuacji, w których, nie traktują z równą powagą praw ludzi, którzy stają się ofiarami owego prawa do mienia. Jeśli z takiej perspektywy spojrzymy na funkcjonariuszy policji, wówczas przywoływane już słowa Komendanta Policji Romana Kustery nabierają logicznego znaczenia. Policja ma służyć do ochrony własności i tym samym interes posiadaczy owej własności staje się dla niej priorytetem. Uświadomienie takich zależności nękanym przez czyścicieli kamienic lokatorom, staje się, więc zadaniem zasadniczym. Lokatorzy muszą, zdawać sobie sprawę, że policja jest instytucją, która nie stanie w ich obronie z tytułu obowiązku. Dzieje się tak tylko wówczas, gdy sami lokatorzy potrafią zorganizować się i wymusić obronę swoich praw. Doświadczenie pokazuje, że policja częściej staje się sojusznikiem nawet nieuczciwych właścicieli i wynajętych przez nich czyścicieli kamienic. Własność kolejny raz stawiana jest ponad interesem ludzi, a policja ma swój udział w obronie owej własności.

Przypisy:
[1] http://isap.sejm.gov.pl/Download;jsessionid=35E7D3B87C33AA450B017F6E1BBB30A7?id=WDU19900300179&type=2
[2] http://wyborcza.pl/1,126565,12072572,Petardy__robaki__zalobne_wstegi__Drecza_lokatorow_.html
[3]  http://poznan.gazeta.pl/poznan/1,36001,12217031,Ul__Stolarska__wlasciciel_kamienicy_krecil_filmy_dla.html
[4] http://www.rozbrat.org/informacje/poznan/4356-do-amania-praw-lokatorow-nie-dla-czyszczenia-kamienicy-przy-ul-tylne-chwaliszewo-26

Ponad 20 osób z transparentem i potykaczami pikietowało przed komisariatem Poznań - Stare Miasto, w związku ze śmiercią dwóch młodych ludzi: 19-latka w Legionowie i 23-latka w Sosnowcu oraz protestując przeciwko policyjnej przemocy.

 

Każdy mógł się wypowiedzieć – osoby, które to zrobiły, przywoływały wiele innych sytuacji, podczas których spotkanie z policją kończyło się pobiciem przez funkcjonariuszy, utratą zdrowia, a nawet życia. Przypomniano też o represjach,  z jakimi spotykają się na co dzień osoby podejmujące działalność społeczno-polityczną. Anarchiści wiele razy bowiem stawali przed sądem oskarżani przez policję i, w większości przypadków, uniewinniani z bezpodstawnych, często absurdalnych zarzutów, za pomocą których aparat opresji starał się zniechęcić aktywistów do nagłaśniania palących kwestii politycznych i społecznych.

Jedna z lokatorek, ofiar czyścicieli kamienic, pytała podczas zgromadzenia, gdzie jest policja kiedy tacy jak ona, zwykli ludzie, potrzebują wsparcia, a są zbywani. Zwróciła ona uwagę na fakt, że policja służy bogatym, ignorując realne problemy reszty społeczeństwa.

Podczas pikiety rozdawano ulotkę „Niech płoną znicze i komisariaty” oraz skandowano takie hasła jak” „Stop policyjnej przemocy”, „Pomóż policji, zabij się sam”, „Policja broni bogatych przed biednymi” i wiele innych. Wcześniej na skłocie Od : zysk zawisły banery o antypolicyjnej tematyce.

Pikieta przebiegała spokojnie. Policyjni tajniacy filmowali uczestników po drugiej stronie ulicy, ale z komisariatu nikt do pikietujących się nie pofatygował. Było to zapewne spowodowane obecnością mediów, którym mundurowi, zwłaszcza po ostatnich zdarzeniach, woleli się nie narażać swoją nadgorliwością.

Sytuacja uległa zmianie kiedy protest dobiegł końca i manifestanci zaczęli się rozchodzić. Policja urządziła wtedy na nich swoiste „polowanie”; wyszukiwała demonstrujących i zajeżdżała im drogę radiowozami. Sześciu i więcej funkcjonariuszy otaczało małe, trzy/czteroosobowe, grupki i spisywało dane „złapanych” osób. Policjanci nie chcieli podać spisywanym swoich nazwisk i nr służbowych.

Spodziewamy się otrzymać w najbliższym czasie wezwania w sprawie przewodzenia i uczestnictwa w pikiecie.  Nie jest to jednak dla nas żadną nowość, ani sposób na powstrzymanie nas od organizowania kolejnych akcji.

W sobotę (7 lutego br.) około godziny 14, pod Podkarpackim Urzędem Wojewódzkim w Rzeszowie, miała miejsce pikieta, zorganizowana przez przedstawicieli i przedstawicielki rzeszowskiego środowiska anarchistycznego. Celem pikietujących było wyrażenie solidarności z protestującymi na Śląsku pracownikami i pracownicami górnictwa oraz zwrócenie uwagi i napiętnowanie przemocy, jakiej użyto podczas tłumienia górniczych demonstracji. Wyrażono niezadowolenie z antyspołecznej polityki rządu oraz ignorowania praw obywateli. Podkreślono m. in. fakt stosowania przez władzę podobnych metod w analogicznych sytuacjach, do jakich dochodziło w czasach PRL, kiedy milicja i wojsko pacyfikowało śląskie kopalnie. W odczytanym przez megafon oświadczeniu zażądano spełnienia postulatów protestujących, przywrócenia do pracy zwolnionych związkowców oraz poszanowania prawa do strajku. Pikietujący nawoływali do samoorganizowania się osób pracujących w swoich miejscach pracy, gdyż tylko w taki sposób mają one szansę, by być traktowanymi godnie i podmiotowo.

 

W pikiecie wzięło udział osiem osób, wśród których byli m. in. uczestnicy Federacji Anarchistycznej. Pikietujący mieli banner, na którym widniał napis: „Solidarnie z górnikami! Stop brutalności policji!”, oraz anarchosyndykalistyczną, czarno-czerwoną flagę. Odczytano oświadczenie, którego treść w formie ulotek rozdawano przechodniom, skandowano hasła, m. in.: „Solidarność naszą bronią!” i „Rząd na bruk – bruk na rząd!”. Spod gmachu UW, anarchiści przeszli na rzeszowski rynek, gdzie ponownie wyrazili protest, po czym zostali wylegitymowani przez policję, która została wezwana przez osobę znajdującą się w tym czasie w budynku UW. Oficjalnym powodem interwencji było „przeszkadzanie w/w osobie poprzez wznoszenie okrzyków” oraz używanie banneru z widniejącą nań nazwą i symboliką [sic!] instytucji, jaką reprezentowali funkcjonariusze. Od protestujących zażądano okazania pozwolenia na zgromadzenie (pomimo braku podstawy prawnej, gdyż ilość pikietujących nie przekroczyła odpowiedniej, obligującej do tego liczby osób) oraz zagrożono im skierowaniem sprawy do sądu w razie powtórzenia się „zajścia”. Przechodnie chętnie podejmowali rozmowy z pikietującymi, czytali ulotki i wyrażali poparcie dla protestu. Całe wydarzenie trwało łącznie kilkadziesiąt minut.

 

Podobne pikiety, organizowane przez środowiska anarchistyczne (w tym przedstawicieli i przedstawicielki Federacji Anarchistycznej, OZZ Inicjatywa Pracownicza oraz Związku Syndykalistów Polski), odbyły się w ostatnim czasie również w kilku innych miastach, m. in. w Poznaniu, Krakowie, Wrocławiu, Gdańsku i Bytomiu.

 

 

 

Aktualizacja - Aktywista z Poznania został już zwolniony. Postawiono mu zarzut z Art.222 tj. o naruszenie nietykalności cielesnej funkcjonariusza policji.

Dziś, w przeddzień Międzynarodowego Dnia Walki z Faszyzmem i Antysemityzmem odbyła się w Warszawie demonstracja antyfaszystowska pod hasłem „razem przeciwko nacjonalizmowi”. Licznie brało w niej udział poznańskie środowisko anarchistyczne.

 

Poprzez przemarsz przez stolicę upamiętniono ofiary Nocy Kryształowej atakowane przez faszystów oraz potępiano przemoc stosowaną przez skrajną prawicę i nacjonalistów współcześnie. Ponad tysiąc osób niosło transparenty i wznosiło hasła: „Broń wolności. Zwalczaj nacjonalizm”, „Razem przeciwko faszyzmowi”, „Warszawa wolna od faszyzmu”.

 

Przeciwko demonstrantom zgromadzono liczne siły policyjne. Już na samym początku doszło do brutalnej interwencji policji i zatrzymania poznańskiego anarchisty. Funkcjonariusze agresywnie zaczęli przepychać zgromadzonych ludzi. Kilkoro policjantów powaliło członka Kolektywu Rozbrat na ziemię, dociskając go kolanami, mimo że leżał i nie stawiał oporu wykręcano mu ręce i głowę. W efekcie tuż po zatrzymaniu antyfaszysta trafił do szpitala. Mimo że to on stał się ofiarą policyjnej agresji, to jemu zostaną przedstawione zarzuty czynnej napaści na funkcjonariusza. Aresztowany działacz wciąż przebywa w warszawskim areszcie.

 

Film z zatrzymania

 

Jest to kolejny przykład nieuzasadnionego zatrzymania i stosowania represji wobec środowiska antyfaszystowskiego ze strony policji. Domagamy się natychmiastowego wypuszczenia zatrzymanego oraz oczyszczenia z wszelkich zarzutów!

 

Apelujemy o wykonywanie telefonów na komisariat przy ul. Wilczej w Warszawie. Dzwoniąc i dopytując się o status i stan zdrowia wywieramy nacisk na policjantów. Muszą wiedzieć, że zatrzymany nie jest sam i że będziemy pilnie śledzić, co będzie się z nim działo w kolejnych godzinach. W przeszłości efektem takich solidarnościowych było lepsze traktowanie czy wypuszczenie zatrzymanej osoby. Dzwoniąc, pytajcie o osobę z Poznania, która była podczas zatrzymania przewieziona do szpitala. Oficer dyżurny KRP na ul. Wilczej: tel. 22-603-70-55, tel. 22-621-89-09

 

Atakując jednego z nas, władza atakuje nas wszystkich!

Solidarność naszą bronią!

Nasze miasta wolne od faszyzmu!

Poznań wolny od faszyzmu!

26 sierpnia 2014 r. Dział: Wielkopolskie

W Poznaniu doszło dziś do kolejnej kompromitacji skrajnej prawicy. Po ONR-ze i Ruchu Narodowym, tym razem przyszła kolej na wprost faszystowskie NOP. Działacze tej partii hucznie ogłosili w internecie (i poprzez rozklejane wlepki) "Spotkanie z Nacjonalizmem". Nacjonalizm reprezentowało 6 osób, które dla zapewnienia sobie policyjnej ochrony zgłosiły pikietę w Urzędzie Miasta (zgłoszenie wymagane jest dla zgromadzeń powyżej 14 osób). Mimo tego kilkunastu antyfaszystów i antyfaszystek postanowiło stanąć z NOP-em twarzą w twarz.

 

Już w pierwszej minucie spotkania starannie ułożone materiały propagandowe znalazły się na bruku. Nacjonaliści bez oporów oddali swoje wlepki i ulotki, a książki (np. o takich tytułach jak "Mit Holokaustu") pośpiesznie schowali. Byli zmuszeni również zwinąć większość banerów i flag. Gdy próbowali mówić coś przez megafon, zostali zakrzyczeni. Nie reagowali też, gdy niektórzy z przeciwników deptali ich materiały, a na krytykę przechodniów, często osób starszych (co widać np. na materiale wideo GW), reagowali wyzwiskami.

 

Pikieta ochraniana była łącznie przez ok. 50 policjantów. Jedna policyjna tajniaczka za pozwoleniem NOP-owców cały czas stała między nimi.

 

Gdy doszło do wywrócenia stolika z faszystowską propagandą, jeden z antyfaszystów został zabrany do policyjnego samochodu, gdzie pobito go i wypuszczono bez przedstawienia żadnego zarzutu. Po oficjalnym zakończeniu policja nadal chroniła faszystów, najpierw radząc im udać się w inny rejon miasta taksówkami, a potem do tych taksówek ich eskortując.

Dzisiejsza, kompletna kompromitacja faszystów z NOP-u pokazała jasno, że w Poznaniu nacjonalistyczne i antyspołeczne ideologie nie są i nie będą tolerowane. Poznań wolny od faszyzmu!

 

https://www.youtube.com/watch?v=LPdK1ujf6bc&feature=youtu.be

Rozpoczął się proces trzech osób z Federacji Anarchistycznej, oskarżonych o przewodzenie nielegalnej demonstracji. Według policji miała ona mieć miejsce przed bankiem WBK 25 października zeszłego roku w tym samym czasie, gdy inne osoby w środku rozbiły w symbolicznym akcie protestu namiot. Miało to miejsce krótko przed licytacją kamienicy, w której znajduje się Od:zysk, a bank był jednym z wierzycieli nieruchomości.

 

Mimo że tym razem nie rewidowano wchodzących do sądu, pięciu osobom, które stawiły się na sprawie: dwóm oskarżonych, dwóm dziennikarzom i adwokatce anarchistów towarzyszyło w drodze na salę rozpraw ponad dwudziestu policjantów. Gdy jeden z pracowników sądu zapytał co się dzieje, policjant odpowiedział z przekąsem: „wojna!”. Sędzina rzekomo ze względów bezpieczeństwa i obawy o zakłócenie spokoju publicznego wyłączyła jawność sprawy oraz wyprosiła z sali skromną publiczność.

 

W trakcie procesu przed sądem kilka osób z Kolektywu Od:zysk rozwinęło transparent z hasłem: „Dość represji za poglądy”. Sprawa trwałą cztery godziny. Podczas procesu przesłuchano trzech policjantów oraz pokazano nagranie z policyjnej kamery. Kolejna rozprawa dobędzie się 23 września, gdzie będą przesłuchiwani świadkowie powołani przez obronę oraz film nakręcony przez uczestniczkę protestu. Natomiast w przyszły czwartek ruszy kolejny proces wobec osób, które rozbiły namiot w banku i które są oskarżone o naruszenie miru domowego.

 

Wytoczenie tych spraw jest kolejnym działaniem poznańskiej policji zmierzającym do kryminalizowania ruchu społecznego. W zeszłym tygodniu ukazał się raport Anarchistycznego Czarnego Krzyża uzasadniający tę tezę (zobacz tutaj). Decyzja sądu o utajnieniu sprawy w podobnym duchu sugeruje, że dla instytucji państwa działacze i działaczki społeczne zdają się być groźniejsi od pracodawców łamiących prawa pracownicze czy czyścicieli nękających lokatorów, którzy przed sądami nie stają w ogóle lub których sprawy toczą się latami, w czasie których organy (nie)sprawiedliwościowi reagują niezwykle opieszale.

12 grudnia uczestnicy i uczestniczki Federacji Anarchistycznej s. Poznań oraz szerokiego środowiska wolnościowego tradycyjnie postanowili uczcić rocznicę wprowadzenia stanu wojennego i oddać hołd ofiarom państwowego terroru. Poniżej relacja:

W około 30 osób stawiliśmy się z flagami, banerem, na którym widniały podobizny gen. Jaruzelskiego i B. Komorowskiego i hasło "Każda władza jest ślepa. W hołdzie ofiarom państwowego terroru" oraz zniczami pod pomnikiem Poznańskiego Czerwca '56. Podczas przemówień przypomniano o opresyjnym charakterze państwa, o ofiarach aparatu państwowego, o konsekwencjach stanu wojennego, o obecnej coraz bardziej restrykcyjnej polityce, paradoksalnie, utrwalanej przez byłe ofiary generalskiego przewrotu.

Pod Krzyżami pojawiło się też kilku członków stowarzyszenia Republikanie (wcześniej Młodzi Republikanie) i Młodych Demokratów, którzy z niecierpliwością czekali, aby dostać się pod pomnik. W końcu prowadzący ich demonstrację, po konsultacjach z policjantem zażądał, aby anarchiści przerwali swoją "nielegalną" akcję. Nasze wystąpienie nie była zgłoszone. Uważamy, że każdy ma prawo do publicznego głoszenia poglądów, a młodzieżówka jakiejkolwiek partii rządzącej jest ostatnią organizacją, która ma na to wyłączność. Gdy ich groźby okazały się bezskuteczne usiłowali zapraszać nas do udziału w swoim teatrzyku obłudy, z czego oczywiście nie skorzystaliśmy.

Warto dodać, że obecni na zgromadzeniu Młodych Demokratów Republikanie dwa lata temu wraz z istniejącym jeszcze wtedy w Poznaniu ONRem również wezwali przeciwko nam policję.

W tym roku stróże (nie)porządku znakomicie wpisali się w rolę rekonstruktorów ZOMO. W obwodach obecnych było kilkudziesięciu funkcjonariuszy prewencji w pełnym rynsztunku, wóz ze sprzętem do nagrywania oraz co najmniej dwa samochody tajniaków.

Po zapaleniu zniczy opuściliśmy Plac Mickiewicza, jednak po kilkudziesięciu metrach nasza grupa została zatrzymana przez prewencję w związku z "nielegalną demonstracją", pojawił się również policjant nagrywający spisywanych ludzi. Nawet po pouczeniu dowódcy, że jak dotąd bez rozwiązania żadne zgromadzenie nie jest nielegalne nie chcieli odstąpić od spisywania. Działań tych nie można sklasyfikować inaczej niż jako represja i szykany. Tym bardziej że w ostatnim czasie praktycznie po każdym wystąpieniu ludzie obecni na nich wzywani są na przesłuchania, a części z nich stawiane są absurdalne zarzuty. Niebawem opublikujemy film z akcji.

Oprócz akcji na Placu Mickiewicza w Klubo Kawiarni Zemsta wyświetlany był film "Stan Strachu", a na skłocie Od:zysk wywieszono banery porównujące zbrodnie gen. Jaruzelskeigo ze zbrodniami gen. Pinocheta. Jutro na Rozbracie w ramach upamiętnienia rocznicy wprowadzenia stanu wojennego wystąpią poznańskie składy hip-hopowe i raperzy: NAGŁY ATAK SPAWACZA,GŁOVA & SUB CITRUS i ŁYMPA

"Stop przemocy policyjnej!", "Ratunku policja!", „Dość represji za poglądy!”, „Policja kłamie!” - transparenty z takimi hasłami pojawiły się w piątek, 6 grudnia, pod komisariatem na poznańskim Starym Mieście. Trzymali je anarchiści, krzycząc: "Bandyci w mundurach!". Kilkadziesiąt osób protestowało przeciwko arogancji i bezkarnej policyjnej przemocy. Dzień  wcześniej policja, niczym grupa rekonstrukcyjna z okresu stanu wojennego, zaatakowała bardzo brutalnie happening wyśmiewający pseudonaukowy wykład „Gender – zagrożenie dla człowieka i rodziny”, promowany m.in. prze środowiska nacjonalistyczne. Policyjna przemoc spotkała się z ciepłym przyjęciem skrajnej prawicy. Szczególnym okrucieństwem wykazali się tajniacy, którzy używali paralizatorów. Andrzej Borowiak, rzecznik prasowy poznańskiej policji, do dziś kłamie, że taki sprzęt nie był i nie jest na wyposażeniu policji.
Podczas całego protestu policjanci blokowali wejście do komisariatu, filmowali protestujących. Anarchiści chcieli wejść do środka, gdzie ciągle byli przetrzymywani zatrzymani dzień wcześniej aktywiści (pisaliśmy o tym tu).

W momencie gdy część uczestników pikiety chciała wejść na komisariat – czyli do rzekomo publicznego budynku – celem zdobycia informacji na temat zatrzymanych dzień wcześniej aktywistów i aktywistek - doszło do przepychanek, a także prób naruszenia nietykalności cielesnej protestujących. Policja szczelnie odgrodziła wejście na komisariat  od uczestników pikiety, pokazując po raz kolejny prawdziwe oblicze władzy – i usprawiedliwiając najbardziej radykalne formy „dialogu” z nią. Podczas akcji nie zabrakło tajniaków, którzy tym razem powstrzymali się od „prywatnego” czy „służbowego” użycia paralizatorów, ale oczywiście gorliwie zbierali dane o aktywistach.
Policyjna przemoc  w uniwersyteckiej przestrzeni zszokowała wielu ludzi, którzy dotychczas skłonni byliby usprawiedliwiać „incydentalne przekraczanie uprawnień”  jakimś ogólniejszym „poczuciem bezpieczeństwa i ochrony porządku publicznego”.  Jednoznacznie sprawę przedstawia naoczny świadek użycia broni obezwładniającej, wykładowca z Instytutu Filozofii UAM.
 - Widziałem człowieka, który stał spokojnie, przyglądał się interwencji. Podszedł do niego mężczyzna, zaczął go szarpać. Spytałem, czy jest policjantem. Nie odpowiedział, ale widziałem, jak używał paralizatora – relacjonuje pracownik naukowy.
Do sali wkroczyli wezwani przez uczelnię policjanci w kaskach, z tarczami i pałkami.  Doktor filozofii oburzony podszedł do ich dowódcy.

- W sali jest mężczyzna, który atakował ludzi - wykładowca wskazał na niego palcem.

- To policjant – odpowiedział spokojnie dowódca „bandytów w mundurach”.
Policja nie skomentowała ani swego skandalicznego zachowania, ani spontanicznego zgromadzenia pod komisariatem dzień później. Żaden z  atakujących ludzi policjantów nie spotkał się z jakąkolwiek konsekwencja służbową za swe zachowanie. Happenerom grozi – zdaniem wstępnych szacunków prokuratury nawet do 10 lat więzienia m.in. za domniemaną czynną napaść na funkcjonariusza.

Osobiście jestem zwolennikiem anarchizmu metodologicznego Paula Feyerabenda. Każdy ma prawo głosić co mu się podoba i twierdzić, że to prawdy naukowe. Profesor Paweł Bortkiewicz i jego teza o ideologicznym charakterze gender nie jest tu wyjątkiem. Jeżeli więc ktoś uznał za stosowane głosić te tezy na Uniwersytecie Ekonomicznych – wolna droga. Widać, że w obliczu załamania się neoliberalnej gospodarki, uczelnia szuka nowych obszarów naukowej eksploracji.

Jest jednak naiwnością sądzić, że dominujący paradygmat w danej dziedzinie jest wynikiem przede wszystkim naukowej dysputy. Tak wydaje się twierdzić znaczna część akademickiej opinii publicznej, która ma problemy z akceptacją happeningu, do którego doszło podczas wykłady Bortkiewicza. Musimy sobie jednak zdawać sprawę z faktu, że w czasach naukowej dyskusji wokół smoleńskiej brzozy oraz hipotez sformułowanych przez dendrologów na temat natury ludzkiej seksualności, mamy do czynienia ze znacznym rozciągnięciem ram nauki, które to rodzi odpowiednie napięcie. Charakteryzuje się ono zaostrzeniem sporu i jego oczywistym upolitycznieniem. W tym kontekście, kiedy opinie szacownych profesorów i doktorów prowokują nas do przemyślenie na nowo celów nauki, dobrze jest poddać je pewnym socjologicznym testom, aby odkryć, na jakiej podstawie się opierają.

Tak też widzę ów happening – jako dozwolone poddanie koncepcji Bortkiewicza społecznemu testowi, na wzór słynnego eksperymentu Zimbardo. Jak się okazuje, nawet wynik wyszedł podobny. Wystarczy złamać konwencje i przekroczyć przypisane role, a pojawia się instytucjonalna przemoc. Policja atakuje oponentów Bortkiewicza pałkami i paralizatorami, skuwa i zamyka na komisariacie. Tymczasem ksiądz może dalej głosić swoje racje, korzystając z protekcji rektora szacownej uczelni.

Jak zauważyła moja koleżanka, to w zasadzie żadna nowość. Dadaiści, czy bitnicy przerywali wykłady non stop, ale nie byli za to rażeni prądem. Co prawda na niektórych w ramach represji popełniono lobotomie, ale zrobiono to jednak poza murami akademii. No, ale z drugiej strony – dopowiem - jeden z geniuszy tej metody „leczenia” otrzymał Nagrodę Nobla.

Od czasów opublikowania przez Thomasa Kuhna „Struktury rewolucji naukowy”, pozycji zdaje się obowiązkowej także w programie nauczania nauk ścisłych, przyjmuje się, że podstawą oficjalnie uznawanej wiedzy, może być cały szereg splecionych ze sobą czynników natury społecznej, politycznej czy ekonomicznej. Nauka nie jest czymś obojętnym wobec wewnętrznych konfliktów społecznych, interesów i podziałów klasowych. O sukcesie danego poglądu naukowego może zadecydować korupcja, konformizm, ale przede wszystkim poparcie instytucjonalnej władzy. A za najbardziej twórcze pomysł pali się na stosie lub razi prądem, uznając je za szaleńcze, heretyckie, wywrotowe. Dlatego właśnie obecny na wykładzie Bortkiewicza senator Libicki, widział w uczestnikach happeningu oszalałe i naćpane istoty (a co zdaje się powtórzyło za nim Radia Maryja – zawsze dziewica). Być może nawet poczuł swąd spalenizny, co ostatecznie nie byłoby dziwne, zważywszy na zastosowane przez policję metody.

Jak zatem zauważamy zasięg naukowej dysputy, zarówno co do treści i metod, nam się gwałtownie poszerzył. I nie ma chyba wątpliwości co do tego, kto tu mówi z pozycji władzy? Jego Magnificencja Paralizator!

Zacytujmy na koniec Feyerabenda: „Zarówno badanie epizodów historycznych, jak i abstrakcyjna analiza związku idei z działaniem ukazują, że jedyną zasadą, która nie hamuje postępu, jest: nic świętego”. I tego się będziemy trzymać

Policja pobiła i dotkliwie raziła paralizatorami uczestników protestu przeciwko odbywającemu się na Uniwersytecie Ekonomicznym wykładowi pt.: "Czy gender to dewastacja człowieka i rodziny?"

 
Wykład, prowadzony przez księdza Pawła Bortkiewicza został zorganizowany przez  „Korporację studentów uczelni Poznańskich K! Lechia”. Od początku wzbudzał on duże kontrowersje wśród najróżniejszych poznańskich środowisk, m.in. wśród pracowników naukowych, którzy wystosowali przeciwko niemu petycję. Z jawnie dyskryminującymi i wykluczającymi tezami wykładu nie zgadzała się także grupa aktywistów i aktywistek, która w ramach sprzeciwu zorganizowała happening.

Trwał on zaledwie kilka minut, kiedy okazało się, że na sali roi się od policjantów w cywilu starających się zatrzymać protestujących. Wykład został przerwany i poproszono ludzi o przeniesienie się do innej sali. W tym czasie policjanci zaczęli brutalnie szarpać, kopać i razić paralizatorami jednego z aktywistów, wrzucając go pod ławki. W reakcji na liczne wezwania do wylegitymowania się, policjanci nie przebierali w słowach, każąc aktywistom „spierdalać”. Wciąż razili ich paralizatorami.

Chwilę potem na salę wtargnęły oddziały prewencji w pełnym rynsztunku: w kaskach, pancerzach, z tarczami i gazem. Policja używała paralizatorów i pałek, bijąc dotkliwie kilka uczestniczących w wydarzeniu kobiet i starając się zepchnąć protestujących z siedzeń. Wtórowała im ochrona dusząc i uderzając uczestników happeningu.

Z biegiem czasu policja była coraz bardziej brutalna, funkcjonariusze bili ludzi, wciągali ich pomiędzy tarcze i dotkliwie uderzali pałkami. Rzucali ich między krzesła, narażając na poważne złamania. Prorektor ds. Edukacji i Studentów – Jacek Mizerka – groził sankcjami obecnej tam studentce. Po zatrzymaniu na sali kilku osób, reszta uczestników została brutalnie wypchnięta z sali bez możliwości kontrolowania działań policji.

Trzy osoby zostały zabrane na komisariat na Al. Marcinkowskiego bez podania im powodu zatrzymania. Aktywiści w ramach akcji solidarnościowej zbierają się pod komisariatem. Policja nie udziela wyjaśnień. Wciąż są przetrzymywane 2 osoby. Nie wiadomo, kiedy zostaną wypuszczone.
 
Nagrania z sytuacji można obejrzeć tutaj:
 

Z okazji 224. rocznicy wybuchu Wielkiej Rewolucji Francuskiej poznańska sekcja Federacji Anarchistycznej zorganizowała happening: wieszanie poznańskich elit. O godzinie trzynastej wśród murów Starego Rynku rozbrzmiała Marsylianka, a następnie Niewidzialny Głos Rewolucji odczytał długą listę zarzutów, dobosz wybił rytm i jeden po drugim pojawili się na fasadzie budynku znani mniej lub bardziej panowie.

W wydarzeniu uczestniczyło wielu poznaniaków i poznanianek, wśród których pojawiały się różne komentarze: "Dlaczego tylko tylu powiesili?", "W dobie beznadziei, może to towarzystwo się opamięta", "Ciekawe jak długo powiszą, pewnikiem jutro od rana będą szukali paragrafów, jak to łamie prawo".

W dniu dzisiejszym, mieszkańcy „czyszczonych kamienic” zrzeszeni w Wielkopolskim Stowarzyszeniu Lokatorów oraz aktywiści poznańskiej sekcji Federacji Anarchistycznej, postanowili odwiedzić Komendę Miejską przy ulicy Szylinga. Celem ich wizyty było przekazanie na ręce komendanta - mł. insp. Roman Kustera – “Dyplomu za wzorową współpracę w procederze czyszczenia kamienic” oraz indywidualnej nagrody “Złotej Śruby” dla funkcjonariusza policji, który wykazał się najgorliwszą współpracą z Pawłem Ż. Oraz Piotrem Ś. i ich mocodawcami.


Niestety okazało się, że komendant nie znajdzie czasu na odebranie dyplomu i nagrody, a jak informowano w dyżurce: „w takim wypadku należy się wcześniej umówić z Panem Komendantem”, „Ewentualnie może znajdzie czas dla interesantów popołudniu”. Reasumując czas Pana Komendanta jest niezwykle cenny, jeśli chodzi o spotykanie się z mieszkańcami miasta, za to wszystko wskazuje na to, że w przypadku kontaktów z Piotrem Śrubą wystarczy telefon, a może nawet sms, aby funkcjonariusze policji byli gotowi do spotkania i życzliwego dzielenia się informacjami z czyścicielem kamienic.

 

Na całej komendzie nie znalazł się żaden funkcjonariusz gotowy w zastępstwie komendanta na rozmowę z lokatorami oraz przyjęcie nagrody i dyplomu. Zamiast konfrontacji z pokrzywdzonymi przez czyściciela kamienic mieszkańcami, policjanci woleli chować się w zaciszach swoich gabinetów, ostatecznie dyplom i nagroda „Złotej Śruby” została przekazana na ręce Pani sekretarki.

Postawa poznańskiej policji, gotowej zarówno do asysty przy eksmisjach, biernej kiedy łamane są prawa lokatorów, a czynnej jeśli chodzi o pomoc czyścicielom kamienic, gwarantuje, że okazji do „nagradzania” policjantów nie zabraknie.

 

Oświadczenie

Przed rokiem Komendant Miejski Policji w Poznaniu - mł. insp. Roman Kuster – w swojej wypowiedzi wyznaczył kierunek działań dla poznańskich policjantów. Przypomnijmy, że naciskany wtedy przez lokatorów kamienic, nękanych przez bandytę Piotra Ś., komendant uznał, że policja nie ma możliwości ciągłych interwencji celem powstrzymania „czyścicieli kamienic” i jego ludzi. Zdaniem komendanta lokatorzy powinni wiedzieć, że: „Mamy wolny rynek i jeśli chcą państwo mieć całodobową ochronę, można skorzystać z usług firm ochroniarskich”.

 

Znamienne stwierdzenie szefa miejskiej policji pokazało, że w Poznaniu najważniejsze są brutalne prawa rynku, a nie prawa człowieka czy obywatela. Podwładni komendanta doskonale zrozumieli tą wolnorynkową lekcję. W czasach ciągłych narzekań na niedofinansowanie służb mundurowych, funkcjonariusze wykazali się pomysłowością i inicjatywą, rozpoczynając współpracę z prywatnym sektorem. Przynajmniej dwóch poznańskich funkcjonariuszy dzieliło się informacjami z „czyścicielami kamienic”. W czasie kiedy mieszkańcy Poznania byli informowani o zastraszaniu lokatorów z ul. Stolarskiej, odcinaniu im wody i innych mediów, szykanach i groźbach, poznańscy policjanci bez wahania donosili „czyścicielom kamienic” o działaniach lokatorów oraz innych policjantów. Co najmniej jeden funkcjonariusz był w stałym kontakcie telefonicznym z Pawłem Ż., wspólnikiem Piotra Ś., co potwierdzają SMS-y znalezione w jego telefonie. Czy takich funkcjonariuszy było więcej - trudno ocenić, ponieważ prokuratura w ogóle nie wykazała zainteresowania przypadkami zaskakującej współpracy „prywatnego biznesu” z policją. Również zwierzchnicy wspomnianego policjanta nie wykazują inicjatywy w zbadaniu sprawy. To jednak nie dziwi, gdy pamięta się wypowiedź komendanta Romana Kustera.

 

Policja i prokuratura nie wykazały też zainteresowania mocodawcami "czyścicieli", którzy zlecali nękanie lokatorów poznańskich kamienic. Chodzi o spółki córki NeoBanku i biznesmenów takich jak Lechosław Gawroński i Grzegorz Liberkowski. Oskarżono tylko "czyścicieli", pomijając osoby finansujące ich działalność i czerpiące z niej zyski. 

 

Nękanie lokatorów i ich opór wobec działań „czyścicieli kamienic” i jego mocodawców trwa w Poznaniu od dłuższego czasu. Brutalność i bezkarność  działań podejmowanych wobec lokatorów była wielokrotnie nagłaśniana dzięki samoorganizacji lokatorów (pikiety i demonstracje) i zainteresowaniu mediów. Nie jest więc możliwe, żeby policjanci w Poznaniu nie rozumieli, z jak poważnym problemem mają do czynienia. Należy więc jasno powiedzieć, że zarówno współpraca z „czyścicielami kamienic”, bierność wobec działań NeoBanku i biznesmenów, jak i próby ścigania i karania uczestników protestów lokatorskich – pod absurdalnymi i naciąganymi zrzutami, co potwierdziły już dwa wyroki uniewinniające – to sposób na pokazanie, że poznańska policja staje po stronie bogatych wyzyskiwaczy i bandytów, a nie po stronie krzywdzonych obywateli!

 

W związku z tym w symboliczny sposób pragniemy dziś uhonorować komendanta miejskiego policji Romana Kustera i jego ludzi - haniebnym dyplomem za owocną współpracę z „czyścicielem kamienic” oraz nagrodą indywidualną Złotej Śruby dla najbardziej gorliwego współpracownika Piotra Ś.

 

Nie licząc na sprawiedliwość, rzekomo gwarantowaną przez państwowy system prawny, mamy jednak nadzieje, że niebawem nie tylko Piotr Ś., ale też jego mocodawcy i współpracujący z nim policjanci odpowiedzą - w ten czy inny sposób - za swoje haniebne czyny! Dość policyjnego bandytyzmu.

 

Federacja Anarchistyczna – sekcja Poznań

14 maja Sąd Rejonowy uniewinnił dwoje aktywistów – oskarżonych o przewodniczenie protestu bez wymaganego powiadomienia – w trakcie eksmisji rodziny państwa Jencz, jaka miała miejsce w październiku 2011 roku. Poznańska policja przegrała kolejną sprawę wytoczoną, jak można mniemać, jedynie po to by nękać osoby angażujące się w działalność społeczno-polityczną.


W uzasadnieniu wyroku sędzia, wyraźnie podkreślił, że nawet dostarczony przez policję film z protestu  - film co podkreślała adwokat oskarżonych, nie pokazujący całego protestu, a jedynie fragmenty z udziałem oskarżonych – nie dowodzi faktu przewodzenia protestowi. Sąd zwrócił uwagę również na fakt, że policja nie udowodniła nawet faktu, że zgromadzenie nie zostało prawidłowo zgłoszone i że obwinieni o tym fakcie wiedzieli. Właściwie tyle można napisać o kolejnej nieudolnej próbie policji formułowania niedorzecznych oskarżeń.

 

Zdecydowanie więcej należałoby napisać o samym mechanizmie. Mechanizm ten pozwala składać policji kolejne wnioski o ukaranie, względem kolejnych osób biorących udział w protestach, czy to w obronie nękanych lokatorów, osób eksmitowanych, pracowników i związkowców narażonych na szykany pracodawców. Najwyraźniej żaden funkcjonariusz nie jest rozliczany z zasadności składania podobnych wniosków, jeśli pojawia się później w sądzie to jedynie w ramach obowiązków służbowych jako oskarżyciel publiczny lub świadek. Zeznania policjantów-świadków wielokrotnie są pełne przekłamań – w procesie dotyczącym protestu na terenie MTP, policjanci twierdzili, że wzywali tłum do rozejścia się, czego nie potwierdzały inne dowody i nie dał wiary sąd uniewinniając wszystkich oskarżonych. Pomimo tego nie słychać jakoś o oskarżeniach ze strony prokuratury o krzywoprzysięstwo względem świadków-policjantów. Podobnie przemoc stosowana przez policję, może być stosowana bez żadnych konsekwencji, prokuratura w takich przypadkach, albo odmawia podjęcia działań, albo daję wiarę wyjaśnieniom policji, bez rzetelnego analizowania sprawy. Przykładem może być sprawa poznańskiego aktywisty gdzie umorzono wszelkie postępowania wytoczone policji

 

Znając działanie tego mechanizmu nie mamy jednak zamiaru poddawać się jego prawom! Nawet jeśli ściany komisariatów nadal zdobią „dowcipne” hasła w rodzaju – „nie ma nie winnych, są tylko źle przesłuchiwani”, czy „dajcie mi człowieka a znajdzie się paragraf” – nie będzie to stanowiło przeszkody wobec naszej działalności.

 

Spodziewać się można więc, że rzecznikowi poznańskiej policji - Andrzejowi Borowiakowi, nadal, niczym u Pinokio, nos będzie rósł, gdy mówić będzie o zasadnych interwencjach policji i jej słusznych działaniach, a aktywiści i aktywistki nie zrezygnują z popełniania przestępstwa jakim jest solidarność z pokrzywdzonymi i represjonowanymi przez państwo i kapitał!

Aparat przemocy i represji nie zapomniał bynajmniej o krnąbrnych anarchistach i anarchistkach. Tak jak i w poprzednim roku, policja wespół z prokuraturą starała się jak mogła uprzykrzyć działalność środowisku wolnościowemu w Poznaniu. Poniżej publikujemy kalendarium represji.

STYCZEŃ
Początek roku stał pod znakiem protestów przeciwko umowie ACTA (Anti-Counterfeiting Trade Agreement). W tracie największego protestu – 26 stycznia – pod siedzibą Platformy Obywatelskiej, gdzie udali się demonstranci, doszło do przepychanek z policją; siedziba rządzącej partii została obrzucana kamieniami. Jednak dopiero kiedy protest miał się ku końcowi i licznie zgromadzony tłum się rozchodził, najwyraźniej w poczuciu bezkarności z powodu zmniejszonej obecności mediów, policjanci postanowili wykazać się brutalnością. Funkcjonariusze zaczęli pałować i zatrzymywać pierwsze osoby oraz separować od siebie grupy demonstrantów. Kolejne osoby zatrzymywano lub bito, czego świadkami byli również nasi działacze. Tłum rozpierzchł się na wysokości skrzyżowania ulic Matyi i Towarowej. Pojawiały się kolejne posiłki policji, przypadkowe osoby w całej okolicy były zatrzymywane i spisywane przez prewencję. W związku ze skandalicznym zachowaniem policji stosującej zasadę odpowiedzialności zbiorowej, apelowaliśmy jako środowisko wolnościowe, aby osoby poszkodowane lub widzące policyjną przemoc kontaktowały się z poznańskim oddziałem Anarchistycznego Czarnego Krzyża. Ostatecznie władza kolejny raz pokazała swoje karzące oblicze i w myśl zasady „dajcie mi człowieka, znajdzie się paragraf”, oskarżyła cztery osoby o udział w zamieszkach, a dokładnie – czynny udział w zbiegowisku – twierdząc, że jego uczestnicy wspólnymi siłami dopuszczają się gwałtownego zamachu na osobę lub mienie. Proces trzech oskarżonych jeszcze nie wystartował, jedna osoba dobrowolnie poddała się karze i na początku bieżącego roku została skazana na pół roku więzienia w zawieszeniu na dwa lata oraz 600 złotych grzywny. ACK będzie monitorować proces pozostałej trójki oskarżonych.

CZERWIEC
Konsekwencją zaangażowania w protest przeciwko ACTA, jak i w przygotowywany właśnie protest przeciwko organizowanemu w Polsce turniejowi Euro 2012 było ujawnienie inwigilacji naszego środowiska. Od prawdopodobnie kilkunastu miesięcy z sąsiadującego z Rozbratem salonu Peugeota prowadzona jest obserwacja terenu skłotu. W jednym z pomieszczeń, którego okno wychodzi na skłot, policja systematycznie instaluje kamerę, mającą obserwować osoby uczestniczące w demonstracjach lub innych imprezach organizowanych w tym miejscu. Szpieguje się m.in. uczestników spotkań czy wykładów.

Z reguły obserwacja jest prowadzona tylko w związku z większymi wydarzenia, czasami jednak kamera „pracuje” przez wiele dni po rząd.

O fakcie tym dowiedzieliśmy się wiele miesięcy temu, kiedy obserwacja była prowadzona przez kilkanaście dni w związku z protestami przeciw ACTA. Poinformował nas o tym anonimowy rozmówca. Jego relacja wydawała się w pełni wiarygodna. Kamera pojawiła się ponownie przed demonstracją 10 czerwca. I właśnie dopiero w czerwcu udało się dobrze sfotografować wspomniana kamerę. Przedstawiciele policji i służb specjalnych w żaden sposób nie odnieśli się do naszych zarzutów o pozbawioną podstaw prawnych inwigilację, tradycyjnie nabierając wody w usta. Po ujawnieniu przez nas informacji o prowadzonej inwigilacji, kamera natychmiast została zdemontowana. Oczywiście zdajemy sobie sprawę, z faktu, że „Wielki Brat” nadal może nad nami czuwać, swobodnie omijając i lekceważąc przepisy prawa czy procedury, które ostatecznie sam ustala.

Zapędy do inwigilacji policjanci ujawnili jeszcze w tym samym miesiącu. 7 czerwca poznańska lokalna telewizacja WTK zorganizowała debatę na temat Euro 2012.  Blisko dwugodzinny program został podzielony na dwie 45-minutowe części. Wzięły w niej udział dwie 11-osobowe drużyny – jedna „za” EURO w Poznaniu, a druga „przeciw”. Wśród przeciwników znajdowało się m.in. kilkoro działaczy i działaczek  Federacji Anarchistycznej i Stowarzyszenia My-Poznaniacy.

Jak się dowiadujemy, do dyrekcji stacji zgłosili się przedstawiciele policji, którzy poprosili, aby umożliwić im udział w programie. Pomimo, iż nie mieli formalnych podstaw, dyrekcja miała zgodzić się, aby obserwowali cały program w reżyserce i studio. Nie ma dowodów, że policjanci zostali przez WTK „zaproszeni”

Ponownie zarówno od policji, jak i od dyrekcji telewizji WTK nie doczekaliśmy się żadnych wyjaśnień, na temat podstaw prawnych tego typu działań.

SIERPIEŃ
17 sierpnia w Poznaniu zapadł wyrok uniewinniający w sprawie pięciu anarchistów, którzy zostali obwinieni przez policję o zakłócanie porządku publicznego 17 maja 2011 roku. Sprawa dotyczyła protestu, do jakiego doszło w siedzibie Platformy Obywatelskiej przy ulicy Zwierzynieckiej w Poznaniu. Przypomnijmy, że z protestu, który był spontaniczną odpowiedzią na rozbicie przez ochroniarzy w Gdańsku i policję w Katowicach demonstracji niezadowolonych obywateli, usiłowano zrobić wybryk chuligański. Sąd nie podzielił takiego poglądu uznając, że w tym przypadku mieliśmy do czynienia z politycznym protestem, a nie wybrykiem mającym na celu zakłócenie porządku społecznego (relacja z procesu). Poznańska policja, która skierowała do sądu wniosek o ukaranie, przegrała w ten sposób kolejną sprawę wymierzoną w poznańskie środowisko wolnościowe.

29 sierpnia doszło do brutalnej eksmisji skłotu Warsztat przy ul. Podgórze 2/3. Bez nakazu eksmisji, przy pomocy policyjnej tzw. grupy realizacyjnej (policjanci w kominiarkach z bronią automatyczną) wtargnięto na teren posesji zajmowanej i remontowanej od kilku miesięcy przez nowych lokatorów. W obronie likwidowanego skłotu zebrało się przed wejściem do budynku kilkadziesiąt osób – zarówno aktywiści i aktywistki ruchu wolnościowego, jak i okoliczni mieszkańcy i sąsiedzi. Policjanci z grupy realizacyjnej wyraźnie dążyli do konfrontacji z protestującymi. Pełną relację w wydarzeń znaleźć  można tutaj. Ostatecznie w wyniku działań policji hospitalizowane musiał zostać dwie osoby. Jedna z osób której musiała być udzielona pomoc medyczna, została również przez policję zatrzymana. Na komisariacie poznała cały wachlarz policyjnej brutalności, buty i arogancji – relacja zatrzymanego tutaj.

Zaledwie dwa miesiące później prokuratura uznała, że w brutalnych działaniach policjantów nie dostrzega znamion przestępstwa (czytaj więcej). I tak po raz kolejny przemoc policji została usankcjonowana i pozostała bezkarna.

Tymczasem jeden z aktywistów otrzymał pismo o skierowaniu wniosku do sądu, o ukaranie go za napaść na funkcjonariusza policji (oplucie), jakiego miał się dopuścić podczas prowadzenia go do karetki po brutalnym ataku policji z użyciem gazu łzawiącego (ledwo cokolwiek widział i był w stanie iść)… nie ma jeszcze  wyznaczonej daty rozprawy.

LISTOPAD
20 listopada zakończył się proces anarchisty oskarżonego o przewodzenie nie zgłoszonej pikiecie lokatorów z ulicy Piaskowej. Sąd uniewinnił oskarżonego. W uzasadnieniu sędzia, Mateusz Bartoszek, podkreślił, że jedynym dowodem przemawiającym na niekorzyść oskarżonego były zeznania byłego już policjanta. Więcej o sprawie tutaj i tutaj.

GRUDZIEŃ
Dnia 12.12.2012 r. o godzinie 23.30, w 31. rocznicę wprowadzenia stanu wojennego, pod Pomnikiem Poznańskiego Czerwca ’56 miała miejsce pikieta upamiętniająca ofiary państwowej przemocy. Wydarzenie zgromadziło około 40 osób, związanych ze środowiskiem anarchistycznym. Zapalając znicze pod pomnikiem, zgromadzeni chcieli przypomnieć o ofiarach represji zarówno z okresu PRL, jak i przypomnieć tragiczne wydarzenia z dnia 26 kwietnia 1920 roku, kiedy to nacjonalistyczne, endeckie władze rozkazały strzelać do protestujących poznańskich robotników, a następnie wprowadziły na ulicach stolicy Wielkopolski stan wyjątkowy. Pełna relacja tutaj.

21 grudnia ruszył proces dwojga aktywistów ruchu anarchistycznego i lokatorskiego, oskarżonych o przewodzenie niezgłoszonemu zgromadzeniu w trakcie eksmisji rodziny państwa Jencz. Oskarżenie mają zapewnioną pomoc prawną, o wyniku ich procesu będziemy informować.

Kolejne dwie osoby czekają na proces jaki rozpocznie się 5 lutego 2013, oskarżone o rzekomą napaść na funkcjonariuszy policji podczas nielegalnej eksmisji Państwa Jencz. Poza tym jedna osoba została skazana zaocznie na parce społeczne i grzywnę w wysokości 600 zł za “uszkodzenie” radiowozu. W skutek wakacyjnych zaniedbań ze strony Poczty Polskiej - niedostarczenie wyroku nakazowego - uniemożliwiono aktywiście odwołanie się od wyroku i sprawiedliwy proces.

Jesteśmy przekonani, że również w nowym roku aparat represji o nas nie zapomni. 16 stycznia rozpoczyna się proces związany z eksmisją w Nowej Soli, również kontynuacja wspomnianych procesów aktywistów lokatorskich.

Na zakończenie warto zaznaczyć, że staraliśmy się również pamiętać o represjach które dotykały innych. Stąd publikacja apelu o solidarność z haktywistami, ważnego listu aktywistki Dášy Raimanovy, przypominanie o kolejnej rocznicy protestu kolejarzy, czy historii Sacca i Vanzettiego.


Solidarność jest przestępstwem, którego popełniania nigdy się nie wyrzekniemy!

W piątek 23 listopada odbyła się polska premiera włoskiego dramatu „Diaz: Don't Clean up this Blood" w reżyserii Daniele Vicari opowiadającego o demonstracjach podczas szczytu państw G8 w Genui w 2001 r.  Diaz to nazwa szkoły, która pełniła funkcję centrum niezależnych dziennikarzy i noclegowni dla uczestników demonstracji. W noc z 20/21 lipca 2001 roku stała się ona areną bestialskiego najazdu oddziału policji, którzy dosłownie zmasakrowali 93 śpiące tam osoby.

Po wielkich mobilizacjach społecznych przeciwko poprzednim szczytom G8, zainaugurowanym w Seattle w 1999 r., szefowie policji włoskiej wyprowadzili na ulice prawie 25 tys. funkcjonariuszy, nie licząc agentów wywiadu, których liczba pozostaje nieznana. W ciągu tygodni poprzedzających szczyt genueński większość mediów (nie wyłączając polskich) prezentowała przyszłych demonstrantów jako zdolnych do wszystkiego wywrotowców – zdolnych nawet do rzucania w policję workami z krwią zarażoną wirusem HIV…

 

Więzień pobity w tarnowskim zakładzie karnym trafił do szpitala w areszcie przy ulicy Montelupich. Poranka nie doczekał, zmarł w nocy. Lekarze zaczęli go ratować dopiero rano, kiedy zobaczyli, że nie podnosi się z łóżka. To kolejna podobna historia w krakowskim szpitalnym areszcie.

59-letni Jan M. odsiadywał dwuletni wyrok za przemoc domową. 2 sierpnia w czwartek zgłosił, że bardzo boli go brzuch. Został zawieziony do cywilnego Szpitalnego Oddziału Ratunkowego w Tarnowie. Tam przyznał lekarzom, że dzień wcześniej został pobity – prawdopodobnie przez współwięźnia. Po przeprowadzeniu badań z zaleceniem podawania antybiotyków i przeprowadzenia szeregu kolejnych badań został przeniesiony do szpitala więziennego w Krakowie. – 3 sierpnia o godz. 5.45 w trakcie apelu porannego zastępca dowódcy zmiany stwierdził, że Jan M. jest nieprzytomny. Natychmiast przystąpiono do reanimacji, kontynuowali ją ratownicy z karetki pogotowia – w rozmowie z Gazetą Wyborczą informuje kpt. Tomasz Wacławek, rzecznik prasowy Okręgowego Inspektoratu Służby Więziennej w Krakowie. – Około godz. 6.30 lekarz pogotowia stwierdził zgon.

 

Prokuratura w Krakowie wszczęła postępowanie w sprawie nieumyślnego spowodowania śmierci więźnia. Zapowiedziano przeprowadzenie sekcji zwłok mężczyzny i sprawdzenie czy nie doszło do żadnych zaniedbań.

 

To nie pierwsza sytuacja, w której więzień przeniesiony do szpitala przy ulicy Montelupich w Krakowie umiera. W zeszłym roku chorujący na marskość wątroby 36 letni mężczyzna trafił do krakowskiego aresztu za jazdę na rowerze po pijanemu. Tam nie zapewniono mu niezbędnych lekarstw. Gdy jego stan zaczął być dramatyczny, lekarze z Montelupich ściągnęli karetkę pogotowia, która przewiozła go do cywilnego szpitala, gdzie umarł po dwóch tygodniach.

 

Na początku 2005 r. do aresztu na Montelupich w Krakowie trafił Ukrainiec. Wychowawca nie zorientował się w atmosferze panującej w celi. Współwięźniowie trzy dni znęcali się nad Ukraińcem. Na siłę poili go wodą wymieszaną z chemikaliami. Nie pozwalali mu korzystać z toalety. Cały spuchł, doszło do zmian neurologicznych. Nie podnosił się z łóżka. Wychowawcy nie reagowali. Dopiero gdy na apelu stracił przytomność, zaczęli działać. Cudem przeżył.

 

Podejrzany w sprawie gospodarczej 29-letni mężczyzna został osadzony na Montelupich w październiku 2003 r. W więzieniu nikt nie przyjął do wiadomości, że od 13 roku życia cierpi na poważne problemy z wątrobą. Do szpitala na wolności trafił w agonalnym stanie, na cztery dni przed śmiercią.

 

Do dziś nie ma też rozstrzygnięcia w najgłośniejszej sprawie głodowej śmierci Claudiu Crulica przy Montelupich. Zmarły w styczniu 2008 roku obywatel Rumuni odmawiając przyjmowania posiłków, protestował przeciwko tymczasowemu aresztowaniu i nie uwzględnieniu przez prokuraturę jego alibi. Był podejrzany o kradzież portfela, do czego się nie przyznawał. Prokuratura o niepodjęcie na czas leczenia Rumuna oskarżyła troje lekarzy z krakowskiego aresztu śledczego. Do dziś nie zapadł wyrok w tej sprawie.

Redaktor portalu poświęconego nadużyciom w policji walczy przed sądem ze Strażą Miejską. Oskarżono go o picie, w miejscu publicznym, nieistniejącej od półtora roku marki piwa.


Od wielu lat Paweł Witkowski prowadzi prace naukowo – badawcze nad zdeprawowaniem i patologiom w policji . Jest też redaktorem forum: www.policyjnyserwisinformacyjny.fora.pl W związku z jego działalnością 16 sierpnia 2011 telewizyjna  Panorama TVP 2 poprosiła go o udzielenie wywiadu. Rozmowa dotyczyła tematu powszechności fałszowania statystyk policyjnych.

 

Po nagraniu wraz ze znajomą pan Paweł udał się do pobliskiego parku. Tam zaczepił ich patrol straży miejskiej. Funkcjonariuszka stwierdziła, że widziała jak Paweł Witkowski  pił piwo i jako dowód wskazała leżącą nieopodal, porzuconą przez kogoś , pustą puszkę po piwie. Znajoma chcąc zażegnać konfliktową sytuację  (funkcjonariuszka straży miejskiej była bardzo agresywna) powiedziała , że  jeżeli ta puszka stanowi jakiś problem  to ona wyrzuci ją do kosza na śmieci.  Tak też po chwili uczyniła, podniosła cudzą puszkę i odniosła ją do kubła na śmieci. Strażniczka wylegitymowała  Pawła Witkowskiego, sprawdziła dane przez radiotelefon, po czym rozeszli się.

 

Sprawa trafiła przed sąd. Składając zeznania, strażniczka miejska  nie poinformowała, że na miejscu zdarzenia obecny był świadek. Składając wyjaśnienia przed Sądem oznajmiła , że to jej sprawa, które okoliczności przedstawia w zeznaniach. Straż Miejska oskarżyła Pawła Witkowskiego o spożywanie w miejscu publicznym piwa  “Książ” o zawartości 4,5 % alkoholu, oraz o zaśmiecenie miejsca publicznego puszką po wypitym piwie. Najzabawniejsze w tej historii jest to, że  ponad półtora roku przed datą  16 sierpnia 2011 r. zakończono produkcję piwa “Książ” o zawartości 4, 5 % alkoholu.

 

Wyrok sądu pierwszej instancji w oparciu o opinię producenta piwa uniewinnił Pawła Witkowskiego. Straż Miejska odwołała się od decyzji. Rozprawa odwoławcza odbędzie się w ten poniedziałek 11 czerwca na ul. Przy Rondzie 7, w  Wydziale Karnym Odwoławczym Sekcja ds. postępowań szczególnych i wykończeniowych, w sali E-520 godz. 10:20. Pan Paweł nie ma wątpliwości iż sprawa ma związek z prowadzoną przez niego działalnością w związku z czym prosi o przybycie na rozprawę

Strona 1 z 2