Zaloguj

Federacja Anarchistyczna

Jesteś tu: Start / Archiwalia / Trójmiasto /
A+ R A-

"Stop przemocy policyjnej!", "Ratunku policja!", „Dość represji za poglądy!”, „Policja kłamie!” - transparenty z takimi hasłami pojawiły się w piątek, 6 grudnia, pod komisariatem na poznańskim Starym Mieście. Trzymali je anarchiści, krzycząc: "Bandyci w mundurach!". Kilkadziesiąt osób protestowało przeciwko arogancji i bezkarnej policyjnej przemocy. Dzień  wcześniej policja, niczym grupa rekonstrukcyjna z okresu stanu wojennego, zaatakowała bardzo brutalnie happening wyśmiewający pseudonaukowy wykład „Gender – zagrożenie dla człowieka i rodziny”, promowany m.in. prze środowiska nacjonalistyczne. Policyjna przemoc spotkała się z ciepłym przyjęciem skrajnej prawicy. Szczególnym okrucieństwem wykazali się tajniacy, którzy używali paralizatorów. Andrzej Borowiak, rzecznik prasowy poznańskiej policji, do dziś kłamie, że taki sprzęt nie był i nie jest na wyposażeniu policji.
Podczas całego protestu policjanci blokowali wejście do komisariatu, filmowali protestujących. Anarchiści chcieli wejść do środka, gdzie ciągle byli przetrzymywani zatrzymani dzień wcześniej aktywiści (pisaliśmy o tym tu).

W momencie gdy część uczestników pikiety chciała wejść na komisariat – czyli do rzekomo publicznego budynku – celem zdobycia informacji na temat zatrzymanych dzień wcześniej aktywistów i aktywistek - doszło do przepychanek, a także prób naruszenia nietykalności cielesnej protestujących. Policja szczelnie odgrodziła wejście na komisariat  od uczestników pikiety, pokazując po raz kolejny prawdziwe oblicze władzy – i usprawiedliwiając najbardziej radykalne formy „dialogu” z nią. Podczas akcji nie zabrakło tajniaków, którzy tym razem powstrzymali się od „prywatnego” czy „służbowego” użycia paralizatorów, ale oczywiście gorliwie zbierali dane o aktywistach.
Policyjna przemoc  w uniwersyteckiej przestrzeni zszokowała wielu ludzi, którzy dotychczas skłonni byliby usprawiedliwiać „incydentalne przekraczanie uprawnień”  jakimś ogólniejszym „poczuciem bezpieczeństwa i ochrony porządku publicznego”.  Jednoznacznie sprawę przedstawia naoczny świadek użycia broni obezwładniającej, wykładowca z Instytutu Filozofii UAM.
 - Widziałem człowieka, który stał spokojnie, przyglądał się interwencji. Podszedł do niego mężczyzna, zaczął go szarpać. Spytałem, czy jest policjantem. Nie odpowiedział, ale widziałem, jak używał paralizatora – relacjonuje pracownik naukowy.
Do sali wkroczyli wezwani przez uczelnię policjanci w kaskach, z tarczami i pałkami.  Doktor filozofii oburzony podszedł do ich dowódcy.

- W sali jest mężczyzna, który atakował ludzi - wykładowca wskazał na niego palcem.

- To policjant – odpowiedział spokojnie dowódca „bandytów w mundurach”.
Policja nie skomentowała ani swego skandalicznego zachowania, ani spontanicznego zgromadzenia pod komisariatem dzień później. Żaden z  atakujących ludzi policjantów nie spotkał się z jakąkolwiek konsekwencja służbową za swe zachowanie. Happenerom grozi – zdaniem wstępnych szacunków prokuratury nawet do 10 lat więzienia m.in. za domniemaną czynną napaść na funkcjonariusza.

Osobiście jestem zwolennikiem anarchizmu metodologicznego Paula Feyerabenda. Każdy ma prawo głosić co mu się podoba i twierdzić, że to prawdy naukowe. Profesor Paweł Bortkiewicz i jego teza o ideologicznym charakterze gender nie jest tu wyjątkiem. Jeżeli więc ktoś uznał za stosowane głosić te tezy na Uniwersytecie Ekonomicznych – wolna droga. Widać, że w obliczu załamania się neoliberalnej gospodarki, uczelnia szuka nowych obszarów naukowej eksploracji.

Jest jednak naiwnością sądzić, że dominujący paradygmat w danej dziedzinie jest wynikiem przede wszystkim naukowej dysputy. Tak wydaje się twierdzić znaczna część akademickiej opinii publicznej, która ma problemy z akceptacją happeningu, do którego doszło podczas wykłady Bortkiewicza. Musimy sobie jednak zdawać sprawę z faktu, że w czasach naukowej dyskusji wokół smoleńskiej brzozy oraz hipotez sformułowanych przez dendrologów na temat natury ludzkiej seksualności, mamy do czynienia ze znacznym rozciągnięciem ram nauki, które to rodzi odpowiednie napięcie. Charakteryzuje się ono zaostrzeniem sporu i jego oczywistym upolitycznieniem. W tym kontekście, kiedy opinie szacownych profesorów i doktorów prowokują nas do przemyślenie na nowo celów nauki, dobrze jest poddać je pewnym socjologicznym testom, aby odkryć, na jakiej podstawie się opierają.

Tak też widzę ów happening – jako dozwolone poddanie koncepcji Bortkiewicza społecznemu testowi, na wzór słynnego eksperymentu Zimbardo. Jak się okazuje, nawet wynik wyszedł podobny. Wystarczy złamać konwencje i przekroczyć przypisane role, a pojawia się instytucjonalna przemoc. Policja atakuje oponentów Bortkiewicza pałkami i paralizatorami, skuwa i zamyka na komisariacie. Tymczasem ksiądz może dalej głosić swoje racje, korzystając z protekcji rektora szacownej uczelni.

Jak zauważyła moja koleżanka, to w zasadzie żadna nowość. Dadaiści, czy bitnicy przerywali wykłady non stop, ale nie byli za to rażeni prądem. Co prawda na niektórych w ramach represji popełniono lobotomie, ale zrobiono to jednak poza murami akademii. No, ale z drugiej strony – dopowiem - jeden z geniuszy tej metody „leczenia” otrzymał Nagrodę Nobla.

Od czasów opublikowania przez Thomasa Kuhna „Struktury rewolucji naukowy”, pozycji zdaje się obowiązkowej także w programie nauczania nauk ścisłych, przyjmuje się, że podstawą oficjalnie uznawanej wiedzy, może być cały szereg splecionych ze sobą czynników natury społecznej, politycznej czy ekonomicznej. Nauka nie jest czymś obojętnym wobec wewnętrznych konfliktów społecznych, interesów i podziałów klasowych. O sukcesie danego poglądu naukowego może zadecydować korupcja, konformizm, ale przede wszystkim poparcie instytucjonalnej władzy. A za najbardziej twórcze pomysł pali się na stosie lub razi prądem, uznając je za szaleńcze, heretyckie, wywrotowe. Dlatego właśnie obecny na wykładzie Bortkiewicza senator Libicki, widział w uczestnikach happeningu oszalałe i naćpane istoty (a co zdaje się powtórzyło za nim Radia Maryja – zawsze dziewica). Być może nawet poczuł swąd spalenizny, co ostatecznie nie byłoby dziwne, zważywszy na zastosowane przez policję metody.

Jak zatem zauważamy zasięg naukowej dysputy, zarówno co do treści i metod, nam się gwałtownie poszerzył. I nie ma chyba wątpliwości co do tego, kto tu mówi z pozycji władzy? Jego Magnificencja Paralizator!

Zacytujmy na koniec Feyerabenda: „Zarówno badanie epizodów historycznych, jak i abstrakcyjna analiza związku idei z działaniem ukazują, że jedyną zasadą, która nie hamuje postępu, jest: nic świętego”. I tego się będziemy trzymać

Policja pobiła i dotkliwie raziła paralizatorami uczestników protestu przeciwko odbywającemu się na Uniwersytecie Ekonomicznym wykładowi pt.: "Czy gender to dewastacja człowieka i rodziny?"

 
Wykład, prowadzony przez księdza Pawła Bortkiewicza został zorganizowany przez  „Korporację studentów uczelni Poznańskich K! Lechia”. Od początku wzbudzał on duże kontrowersje wśród najróżniejszych poznańskich środowisk, m.in. wśród pracowników naukowych, którzy wystosowali przeciwko niemu petycję. Z jawnie dyskryminującymi i wykluczającymi tezami wykładu nie zgadzała się także grupa aktywistów i aktywistek, która w ramach sprzeciwu zorganizowała happening.

Trwał on zaledwie kilka minut, kiedy okazało się, że na sali roi się od policjantów w cywilu starających się zatrzymać protestujących. Wykład został przerwany i poproszono ludzi o przeniesienie się do innej sali. W tym czasie policjanci zaczęli brutalnie szarpać, kopać i razić paralizatorami jednego z aktywistów, wrzucając go pod ławki. W reakcji na liczne wezwania do wylegitymowania się, policjanci nie przebierali w słowach, każąc aktywistom „spierdalać”. Wciąż razili ich paralizatorami.

Chwilę potem na salę wtargnęły oddziały prewencji w pełnym rynsztunku: w kaskach, pancerzach, z tarczami i gazem. Policja używała paralizatorów i pałek, bijąc dotkliwie kilka uczestniczących w wydarzeniu kobiet i starając się zepchnąć protestujących z siedzeń. Wtórowała im ochrona dusząc i uderzając uczestników happeningu.

Z biegiem czasu policja była coraz bardziej brutalna, funkcjonariusze bili ludzi, wciągali ich pomiędzy tarcze i dotkliwie uderzali pałkami. Rzucali ich między krzesła, narażając na poważne złamania. Prorektor ds. Edukacji i Studentów – Jacek Mizerka – groził sankcjami obecnej tam studentce. Po zatrzymaniu na sali kilku osób, reszta uczestników została brutalnie wypchnięta z sali bez możliwości kontrolowania działań policji.

Trzy osoby zostały zabrane na komisariat na Al. Marcinkowskiego bez podania im powodu zatrzymania. Aktywiści w ramach akcji solidarnościowej zbierają się pod komisariatem. Policja nie udziela wyjaśnień. Wciąż są przetrzymywane 2 osoby. Nie wiadomo, kiedy zostaną wypuszczone.
 
Nagrania z sytuacji można obejrzeć tutaj:
 

Przemek Czaja, Stanisław Pyjas,  Maxwell Itoya, Bogdan Włosik – co łączy te osoby? Wszystkie poniosły śmierć z rąk funkcjonariuszy, którzy w założeniu mieli strzec ich bezpieczeństwa. Część zginęła w czasach PRL, część już w III RP. Chodź działania służb w obu systemach na pewno różnią się skalą, to w obu przypadkach często kierowane są przeciwko społeczeństwu i pozbawione jego kontroli.


13 grudnia, rocznica wprowadzenia stanu wojennego stanowi symbol przemocy władz PRLu przeciw polskiemu społeczeństwu. Tego dnia media, politycy, autorytety przywołują pamięć tysięcy ofiar minionego reżimu. Ze słusznym potępieniem mówi się o internowaniach, zastraszaniach czy morderstwach popełnianych przez państwowych funkcjonariuszy. Nikt jednak nie zastanawia się ile ofiar na swoim koncie mają służby, które w założeniu mają strzec bezpieczeństwa obywateli, wolnej już przecież III Rzeczpospolitej.

 

Z czasów PRLu polska policja wyniosła poczucie bezkarności. Uwidacznia się to w wielu przypadkach bezsensownej, niczym nieuzasadnionej przemocy stosowanej przez funkcjonariuszy.  Śmiertelne pobicie przez policjantów w Nowym Targu mężczyzny chorego na schizofrenię, zgwałcenie przez funkcjonariusza na komisariacie w Lublinie studentki farmacji, rozjechanie kibica z Zielonej Góry przez policyjny radiowóz czy brutalne pobicie ( skutkujące trwałym uszkodzeniem kręgosłupa) oraz wtargnięcie do mieszkania informatyka Piotra D. przez antyterrorystów to tylko kilka historii, które ujrzały światło dzienne. Również często policja wykorzystywana jest przez władze do tłumienia protestów społecznych. W wolnej Polsce funkcjonariusze atakowali pokojowo protestujących przeciwników wojny, związkowców, lokatorów, zastrzelili na stadionie dziesięciolecia czarnoskórego Maxwella Itoyi  czy ostatnio na oczach kamer brutalnie pobili jednego z nieagresywnych uczestników Marszu Niepodległości.

 

Skuteczne przeciwstawienie się bezprawnym działaniom policji wydaje się niezwykle trudne. Nieliczne ujawniane sprawy najczęściej ciągną się latami by ostatecznie kończyć się umorzeniami lub ewentualnie wyrokami w zawieszeniu. Policja stosuje też zasadę zastraszania i kontr-pozwów np. zarzucając naruszenie nietykalności cielesnej funkcjonariusza. Niestety w parze z ciągle zwiększanymi uprawnieniami dla policji nie idzie zwiększanie ich odpowiedzialności za popełniane przestępstwa. Przywoływane co jakiś czas przez obrońców praw człowieka pomysły wprowadzenia monitoringu wszystkich przesłuchań również nie znajdują uznania w oczach decydentów.

 

Niezwykle trudno ocenić, ile osób, które dotknęła przemoc, a potem szantaż ze strony policjantów, decyduje się wejść na drogę sądową, która zwykle jest drogą przez mękę. W Polsce sprawy o nadużycie uprawnień przez policję toczą się latami. Niedawno zakończyła się kolejna odsłona procesu czterech policjantów, którzy w 2004 r. ostrzelali w Poznaniu samochód. Zginął wtedy 19-letni Łukasz T., a jego kolega Dawid Lis odniósł ciężkie rany, do końca życia będzie inwalidą.

 

Policjantów uniewinniono, gdyż – zdaniem sądu – użyli broni palnej zgodnie z prawem. Strzelali, bo poczuli się zagrożeni. Jak tłumaczyli podejrzewali, że samochodem porusza się groźny przestępca. Próbowali auto zatrzymać, ale kierowca nie słuchał ich poleceń. Dla sądu nie miało znaczenia, że młodzi mężczyźni też czuli się zagrożeni. Byli przekonani, że napadli ich bandyci. Policjanci poruszali się cywilnym samochodem, nie mieli mundurów, ani widocznych odznak. Rodziny ofiar zapowiedziały apelację, a potem wniesienie skargi do Trybunału Międzynarodowego w Strasburgu.

 

Ze statystyk dostępnych na stronie internetowej Komendy Głównej Policji wynika, że w policji panuje przyzwolenie na stosowanie przemocy i naginanie uprawnień. W takich sytuacjach przełożeni skutecznie bronią swoich podwładnych. Liczba przewinień policjantów wzrasta (w 2002 r. – 5710, w 2008 r. – 6361), ale liczba kar maleje (w 2002 r. ukarano dyscyplinarnie 2855 policjantów, w 2008 r. – już tylko 620). w 2002 roku wydalono ze służby 308 policjantów, w 2008 zaledwie 27. Statystyka ta dowodzi, iż policjanci stają się coraz bardziej bezkarni.

31 sierpnia studenci na mniej więcej dwie godziny opanowali budynek chilijskiego ministerstwa edukacji narodowej. Domagają się m.in. większych nakładów na oświatę i służbę zdrowia, reformy kodeksu pracy i systemu emerytalnego oraz zmian w konstytucji, które zapewniłyby obywatelom prawo do udziału w referendach.

Żądają także dymisji szefa MSW Rodriga Hinzpetera, który według nich ponosi odpowiedzialność za śmierć 16-letniego Manuela Gutierreza podczas protestów. Zginął on policyjnej kuli. Początkowo policja twierdziła, że nie ma nic wspólnego ze śmiercią nastolatka. Został on śmiertelnie postrzelony w klatkę piersiową, podczas gdy grupa zakapturzonych protestujących starła się z policją w południowo-zachodniej części Santiago. Według świadków Gutierrez jedynie obserwował zajście z pewnej odległości.

Później policja przyznała, że sierżant Mario Millacura strzelał w tamtym rejonie z pistoletu maszynowego, a potem próbował to zatuszować. Stracił pracę i został zatrzymany. Stanowiska stracili też jego przełożeni.

Zgodnie z chilijskim prawem Millacura stanie przed sądem wojskowym, a nie cywilnym, bo w chwili oddawania strzałów nosił mundur. Sprzeciwiają się temu organizacje praw człowieka. Ich zdaniem sądownictwo wojskowe rządzi się niejasnymi regułami i "nie gwarantuje sprawiedliwości dla rodziny" nastolatka.

Podobnie jak szturmujący ministerstwo protestujący, także chilijska opozycja uważa, że odpowiedzialność za śmierć nastolatka ponosi Hinzpeter, ponieważ popierał brutalne tłumienie pokojowych protestów przez policję. W wyniku tych oskarżeń stanowiska straciło już dziewięciu przedstawicieli policji, w tym generał i pułkownik. 31 sierpnia nie powiodło się zainspirowane przez opozycję głosowanie w parlamencie nad usunięciem Hinzpetera ze stanowiska.
źródło:lewica.pl
Poniżej przedstawiamy oświadczenie serbskiej Kampanii Anty-NATO, organizatora niezależnych protestów podczas szczytu NATO w Belgradzie 12 czerwca (zobacz więcej). W Kampanii bierze udział min. aktywistka poznańskiej Federacji Anarchistycznej. Aresztowany Ratiobor Trivunc jest działaczem Inicjatywy Anarchosyndykalistycznej (ASI), był jednym z tzw. „6 z Belgradu” grupy działaczy, którzy w 2009 r. przesiedzieli 6 miesięcy w areszcie pod zarzutem „międzynarodowego terroryzmu” – wszyscy zostali wówczas oczyszczeni z zrzutów. (rozbrat.org)

Na pokojowym proteście przeciwko odbywającemu się w Belgardzie szczytowi NATO, który rozpoczął się 12 czerwca o godzinie 18 przed Centrum Sava, organizowanym przez kampanię anty-NATO, w którym uczestniczyło około 100 osób policja jak zwykle wykazała się pełnym profesjonalizmem.  Funkcjonariusze słownie obrażali ludzi i spychali  ich w dół stoku na którym stali, w brutalny sposób zaaresztowano ośmiu spokojnych demonstrantów. Sześciu z nich, w tym jednego obywatela Chorwacji przewieziono na komisariat na Nowym Belgradzie gdzie zostali zatrzymani na 48 godzin. Pozostała dwójkę przetransportowano na komisariat przy ulicy 29 listopada, jednego z nich od razu wypuszczono na wolność, natomiast drugi z nich, Ratibor Trivunac w trybie przyspieszonym skazany został na 15 dni więzienia i natychmiast skierowany do więzienia  Padinska Skela. Dziś już wiemy, że został mu postawiony zarzut zakłócania spokoju i porządku publicznego oraz organizacja nielegalnego zgromadzenia. 

"Sześć osób odurzonych gazem zabrała karetka, kilkanaście innych, poturbowanych odeszło o własnych siłach. Tak zakończył się Marsz Pustych Garnków, który przeszedł przez centrum Gdańska pod hasłem “Solidarnie przeciwko podwyżkom czynszów”. Marsz odbywał się podczas wizyty prezydenta Bronisława Komorowskiego w Gdańsku.

Władze miasta, które w sobotę , o tej samej porze, brały udział w uroczystościach wmurowywania kamienia węgielnego pod budowę Europejskiego Centrum Solidarności, od protestujących mieszkańców odgrodziły się barierkami. Za nimi stała cała armia policji i straży miejskiej. Funkcjonariusze jednak nie zareagowali i stali w oddali z założonymi rękami, podczas gdy pracownicy firmy ochroniarskiej Taurus taranowali tarczami i metalowymi barierkami m.in. starsze kobiety stojące w pierwszym rzędzie. Mimo, że marsz był pokojowy, ochroniarze jego uczestników potraktowali gazem. Jedna z osób zemdlała."
Jak informuje dziś brytyjski dziennik Daily Mirror, już ponad 100 tysięcy funtów odszkodowań wypłaciła londyńska policja uczestnikom demonstracji podczas szczytu G20 w kwietniu 2009 roku pobitym lub bezprawnie zatrzymanym przez jej funkcjonariuszy. Policja przyjęła zasadę podpisywania z poszkodowanymi pozasądowych ugód, by uniknąć otwartych procesów i niekorzystnych dla siebie wyroków sądowych. W ten sposób odszkodowania otrzymało już 30 osób.

26 stycznia amerykańska działaczka anarchistyczna złożyła w Atenach pozew przeciw funkcjonariuszom ze zmotoryzowanych oddziałów policyjnych Delta i Dias oskarżając ich o próbę jej zamordowania, w czasie protestów przeciw IMF 15 listopada ubiegłego roku. Drobna, ważąca 48 kilo kobieta została wówczas brutalnie pobita przez grupę funkcjonariuszy i w stanie krytycznym trafiła do szpitala. Pod listem potępiającym działania greckiej policji wobec demonstrantów oraz skatowanie Amerykanki, podpisało się ponad 170 osobistości ze świata nauki, zarówno z Europy, jak i Stanów Zjednoczonych, w tym Noam Chomsky, Judith Butler i Immanuel Wallerstein.

Dziewięć osób, uczestników demonstracji przeciwko budowie tarczy antyrakietowej w Słupsku w marcu 2008 roku (w tym dwójka działaczy Federacji Anarchistycznej z Poznania), zostało uznanych przez Sąd Rejonowy w Słupsku za winnych oskarżeń, jakie postawiła im prokuratura, jednak sprawę umorzono. Mieli się oni dopuścić znieważenia funkcjonariuszy policji, gdy ta w nocy po proteście wdarła się do mieszkania jednego z manifestantów, wpuściła gaz łzawiący, spałowała część śpiących tam osób i wywiozła 25 osób na pobliską komendę. (Zobacz raport ACK)

14 stycznia w Grecji rozpoczął się proces apelacyjny tzw. Czwórki z Salonik. Mianem tym określa się cztery osoby (Simon Chapman – Brytyjczyk,  Suleiman “Kastro” Dakdouk – Syryjczyk, Michaelis Triakapis – Grek, Fernando Perez Gorraiz – Hiszpan) aresztowane podczas protestów przeciwko szczytowi UE odbywającemu się  2003 r. w Salonikach. Podczas trwających protestów, organizowanych przez organizacje anarchistyczne i lewicowe, policja próbowała wrabiać ludzi w posiadanie materiałów wybuchowych podrzucając plecaki wypełnione niebezpiecznymi materiałami demonstrantom zatrzymanym podczas protestów. Zatrzymano pod zarzutami posiadania materiałów wybuchowych 7 osób znanych wtedy jako "7 z Salonik".

Powstanie w Tunezji

13 stycznia 2011 r. Dział: Świat
Od połowy grudnia w Tunezji, w związku z represyjną polityką władz, rosnącym bezrobociem i wzrostem cen żywności i kosztów utrzymania wybuchają coraz to nowe bunty społeczne i strajki, krwawo tłumione przez lokalny reżim. Do erupcji społecznego niezadowolenia doszło po samospaleniu dokonanym 18 grudnia w Sidi Bouzid przez zdesperowanego bezrobotnego – 26-letniego absolwenta uczelni. Mężczyzna usiłował zarabiać na życie sprzedając warzywa na ulicach, był jednak nieustannie nękany przez policję. Po zarekwirowaniu mu po raz kolejny wózka z towarem, w akcie protestu oblał się przed budynkiem rządowym łatwopalnym materiałem i podpalił. Jego samobójstwo (zmarł z powodu obrazeń 4 stycznia) wywołało w kilku miastach burzliwe protesty i demonstracje, w trakcie których doszło wielokrotnie do starć z policją i które były brutalnie pacyfikowane przez siły bezpieczeństwa. Aresztowania i represje oraz utrzymująca się cenzura mediów i interenetu nie powstrzymały jednak kolejnych buntów - organizowane sa kolejne demonstracje, ludzie stawiają na ulicach barykady, dochodzi do ataków na posterunki policji, siedziby agencji rządowych, sklepy i banki.

W środę, 5 stycznia (dzień przed prawosławną wigilią) w Atenach, w dzielnicy Menidi, policjant z zmotoryzowanej jednostki DIAS wjechał motocyklem w grupę dzieci śpiewających na ulicy kolędy, zabijając na miejscu 6-letnią dziewczynkę romskiego pochodzenia. Wg świadków, policjant wlókł ofiarę przez ok. 150 m, a następnie odjechał nie udzielając jej żadnej pomocy.

Przeciwko G8

10 maja 2002 r. Dział: Archiwalia

Państwo i globalny kapitalizm są źródłem biedy, bezrobocia i pogarszających się warunków życia, coraz gorszego dostępu do opieki zdrowotnej i edukacji dla szerokich warstw społecznych. Globalny kapitalizm tworzy nierówności które zmuszają miliony ludzi z Trzeciego Świata do podjęcia prób migracji do bogatego Zachodu. Koncerny międzynarodowe dążą do maksymalnego obniżenia płac swoich pracowników przez przenoszenie fabryk do krajów, gdzie reżim autorytarny nie pozwala tworzyć związków zawodowych, lub zatrudniając zdesperowanych "nielegalnych" imigrantów którzy zmuszeni są pracować za grosze.

W niedzielę 13 grudnia na łódzkim Pasażu Rubinsteina zebrało się około 50 przedstawicieli łódzkich środowisk anarchistycznych, lewicowych i antyfaszystowskich wspierani przez gości z Niemiec i warszawską sambę, która wspólnie z łódzkim Rythms of Resistance rozgrzewała uczestników protestu. Protest przeciwko przemocy państwa, zwołany w przeddzień rocznicy wprowadzenia stanu wojennego miał związek z zabójstwem 46 – letniego Łodzianina przez pijanego funkcjonariusza wydziału kryminalnego łódzkiej policji, w zeszły czwartek.

23 listopada 2010 r. sąd rejonowy w Poznaniu uniewinnił jedną z trzech osób oskarżonych o naruszenie nietykalności funkcjonariusza policji. Według policji, tego czynu miała dopuścić się jedna z aktywistek związana z poznańską Federacją Anarchistyczną i skłotem Rozbrat, podczas zatrzymania na terenie Międzynarodowych Targów Poznańskich 8 marca 2010 roku.