Zaloguj

Federacja Anarchistyczna

Jesteś tu: Start / Artykuły / Działania FA /
A+ R A-
Redakcja

Redakcja

Adres witryny: http://www.federacja-anarchistyczna.pl E-mail: Adres poczty elektronicznej jest chroniony przed robotami spamującymi. W przeglądarce musi być włączona obsługa JavaScript, żeby go zobaczyć.

Wielki strajk chłopski 1937

16 sierpnia 2017 r. | Dział: Publicystyka

Obecnie trwa wypieranie, a raczej próba wymazania z historii wydarzeń z 1937 r. świadczy o tym, że postsolidarnościowe elity – zarówno spod znaku PIS jak i PO/Nowoczesna – gloryfikujące czasy II RP, nie chcą przyznać, że sanacja i endecja były odpowiedzialne za pacyfikacje, więzienie ludzi, tortury i polityczne mordy. Wśród ofiar represji byli m.in. chłopi, robotnicy, Żydzi, Białorusini i Ukraińcy.

 

Wielki Strajk Chłopski w dniach 16-27 sierpnia 1937 r. zwieńcza autorytarne dzieło II RP, z którego oficjalnych statystyk lat 30. XX w. wynika iż w starciach z policją i wojskiem zginęło ponad 170 chłopów.


Strajk powszechny poprzedziły tragiczne wydarzenia z kwietnia tego samego roku w Racławicach w czasie obchodów kolejnej rocznicy bitwy z 1794 r. Uroczystość zgromadziła kilka tysięcy uczestników. Na interwencję policji zezwolił premier i jednocześnie minister spraw wewnętrznych gen. Felicjan Sławoj Składkowski, który tuż przed 18 kwietnia 1937 r. zakazał urządzania obchodów. Zabito 3 chłopów.


Sierpniowy strajk miał charakter powszechny. Objął duży obszar Polski, zamieszkany przez miliony zrewoltowanych chłopów. Coś analogicznego dotychczas się nie zdarzyło. Strajk polegał na blokadzie dróg, wstrzymaniu dowozu żywności do miast i rezygnacji z zakupów przez 10 dni. Oprócz postulatów ekonomicznych, wśród których najważniejszym była reforma rolna, strajkujący domagali się także: przywrócenia konstytucji marcowej z 1921 r., demokratycznych wyborów parlamentarnych, restrukturyzacji obronności kraju i rezygnacji obozu piłsudczykowskiego z władzy. Wynoszone dziś na piedestał władze sanacyjne stłumiły protest siłą. Oficjalnie zginęło 42 chłopów, 5 tysięcy aresztowano, a 617 skazano wyrokami sądów. Ofiar było prawdopodobnie więcej.


Informacje o strajku cenzurowano. "Gazeta Polska" (ówczesna rządowa tuba) określiła wydarzenia jako „niesłychany cynizm sprawców, warcholskiego tumultu” oraz nazwała bluźnierstwem „haniebny pomysł walki między polską wsią, a polskim miastem w rocznicę historycznego zwycięstwa narodu polskiego nad obcym najazdem” (chodziło o tzw. cud nad Wisłą).


Premier Składkowski sprawie pacyfikacji protestów poświęca wystąpienie podczas posiedzenia komisji budżetowej Sejmu 24 stycznia 1938 r., pokazując butę władzy: "Stwierdzam zupełnie szczerze, tak jak to zrobiłem na plenum Sejmu, że rząd tej sytuacji [strajku rolnego] nie przewidział, nie docenił i to jest winą i błędem rządu. Natomiast będę bronił samych metod opanowania rozruchów, a to dlatego, że na tym tle powstał cały szereg opowiadań i zarzutów. W ogóle ten rok w szeregu ostatnich lat w Polsce jest najspokojniejszy. Jeżeli porównamy liczbę zabitych w różnych latach w Polsce, to będziemy mieli takie cyfry: w 1932 r. - 141, w 1933 - 145, w 1934 - 118, w 1935 - 143, w 1936 - 157, w 1937 - 114. W tych 114 jest 42 tragicznie zabitych w Małopolsce środkowej. Wskutek rozpraszania tłumów przy innych nieporządkach i innych zajściach politycznych zostało zabitych 12 osób...”


Po zakończeniu strajku służby  bezpieczeństwa przystąpiły do ostatecznego spacyfikowania wsi, m.in. poprzez aresztowania działaczy ludowych i ekspresowe rozprawy sądowe. Liczbę zatrzymanych szacuje się na 5 tysięcy osób, co zradykalizowało nastroje na wsi. W efekcie ludowcy na zjeździe w marcu 1938 r. zadekretowali kolejny strajk. Rząd zareagował natychmiast. Już 1 kwietnia 1938 r. premier Składkowski wydał zarządzenie zalecające demonstracyjny marsz oddziałów Korpus Ochrony Pogranicza i policji przez najbardziej zagrożone strajkiem powiaty województwa krakowskiego i lwowskiego. Obok aresztowań, w celu zastraszenia przeprowadzono ostentacyjnie, brutalne pacyfikacje wybranych gospodarzy: 

 

„Przed wieś, w której jeden czy kilku mieszkańców ma być pacykowanych zajedzie samochodami ekspedycja karna, złożona z kilku samochodów, wiozących policjantów. Część samochodów zatrzymuje się przed wsią, inne wjadą do wsi i udając się pod dom skazany na pacyfikację. Policjanci wbiegają do domu, usuwając domowników i rozpoczynają dzieło zniszczenia. Jedni dostają się na dach, który niszczy się gruntownie. Jeżeli jest kryty dachówką, to wybija się w dachu otwory, a dachówki zrzuca się na ziemię i roztrzaskuje. Jeżeli dach jest kryty słomą, to zrywa się poszycie. Jednocześnie niszczy się umeblowanie i w ogóle całe urządzenie wewnętrzne mieszkań, rozbija się meble i wszelkie sprzęty, tłucze się szyby, naczynia oraz butelki, zrzuca się ze ścian obrazy oraz depcze się je razem z innymi przedmiotami. Następnie przystępuje się do niszczenia zapasów żywności. Mąkę wysypuje się i miesza razem z piaskiem i popiołem. Młócone ziarno wdeptuje się w błoto lub rozrzuca się po drodze i na podwórzu. Nie szczędzi się także zwierząt domowych. Były wypadki, że koniom i bydłu łamano nogi uderzeniami kolb i drągów. Gdy dzieło zupełnego zniszczenia zostało już dokonane, ekspedycja karna udaje się do innego domu lub na inną wieś. Wrażenie takiej pacyfikacji jest wprost niesłychane. Do zniszczonego domu powracają domownicy, za nimi przychodzą sąsiedzi. Widzą oni obraz, który zawsze pozostanie w ich pamięci.”
                                                                                                                                                         (opis z Archiwum Akt Nowych)Zakłamywanie historii II RP to rutyna zarówno polityków PIS jak i PO/Nowoczesnej. Skrzętnie wymazuje się historie oporu społecznego poprzez zmianę nazw ulic i narzuca się nam zwykłych morderców jako bohaterów narodowych, takich jak Składkowski. Tak było w Turku, gdzie generał i bandyta Składkowski zastąpił innego generała Świerczewskiego. Tak działa władza kreująca swą tożsamość.
wielki strajk 1937 copy

 

 

 

www.rozbrat.org

W ostatnich latach pewna część środowiska ekologicznego, czy też alternatywnego, podejmuje próby rozkręcania interesów gastronomicznych.
Próby te przyjmują postać zakładania lokali oferujących posiłki wegańskie. Tą drogą alternatywne idee, wzorce kultury i praktyki zaczynają przybierać formę towarową.
Proces utowarowienia polega w tym wypadku na powiązaniu względnie oryginalnego czy egzotycznego wegetariańskiego menu, z ideą ochrony przyrody i z symboliką odwołującą się do spuścizny ruchów ekologicznych. Towar, który łączy ze sobą owe elementy, wytwarzają pracownicy lokalu, a zysk osiągnięty dzięki jego sprzedaży zagarnia ich szef. Prowadząc swój interes, czerpie on z historycznych doświadczeń walk ekologów i ich kreatywności, lecz jego podstawowym celem nie jest rozwój ruchu ekologicznego ani walka o prawa zwierząt i związana z nią zmiana panujących stosunków społecznych.
Tutaj walka toczy się o osiągnięcie dodatniego wyniku finansowego prywatnej firmy. Właściciele gastronomii ekologię i weganizm sprowadzają więc do formy towaru, który sprzedają w celu maksymalizacji zysku.
Zdarza się, że wegański biznes nawiązuje do etosu ruchu ekologicznego i podtrzymuje z nim związki poprzez finansowe wspieranie określonych grup działaczy i eksponowanie używanej przez nie symboliki.
Wraz z udzieleniem takiego wsparcia lokal na różne sposoby informuje o tym swoich klientów, co potencjalnie może wywołać wrażenie, że jest on niejako częścią szerszego ruchu społecznego. Podobne zabiegi służą po pierwsze przywiązaniu starych i zdobyciu nowych klientów, którzy będą skłonni zapłacić więcej za oferowany towar, gdyż zyskają poczucie, że dzięki temu działają na rzecz „wyższej sprawy”.
Po drugie, wspieranie przez lokal „wyższej sprawy” o charakterze ekologicznym, ułatwia jego właścicielowi pomniejszanie znaczenia sprawy pracowniczej. Dzieje się tak, gdy pomoc udzieloną określonej grupie ekologicznej wykorzystuje on do przysłonięcia praktyki pogarszania warunków pracy zatrudnionych przez siebie pracowników.
Środki finansowe, które zostały przez nich wypracowane i w pierwszej kolejności powinny trafić do nich samych, wypływają do zewnętrznej grupy ekologicznej, która jednocześnie zostaje wpisana w ramy kampanii marketingowej konkretnego lokalu.
Bywa więc, że zagarnięcie przez właścicieli firm owoców pracy kucharzy/ek, kelnerów/ek i kasjerów/ek odbywa się z pomocą niektórych organizacji ekologicznych. Ich rola sprowadza się wtedy do ocieplania wizerunku branży, która, jak powszechnie wiadomo, nie jest szczególnie przyjazna dla osób w niej pracujących.
Sięganie do dorobku ruchu ekologicznego celem wzmożenia wyzysku pracowników, idzie w parze z wykorzystywaniem przez biznes stosunków koleżeńskich, na których tenże ruch się opiera.
Owe stosunki są często budowane w kontrze do powszechnie panujących stosunków ekonomicznych. Ich podłożem są wspólne działania, zorientowane na ochronę środowiska, a nie na maksymalizację zysku.
Tego rodzaju stosunki współpracy w zetknięciu z biznesem gastronomicznym tracą jednak swój postępowy potencjał.
Koleżeństwo zakładające brak wzajemnej nierówności we wspólnie podejmowanych działaniach, zostaje zastąpione zakładową hierarchią. Zysk osiągany przez właściciela uzależniony jest od stopnia wyzysku zatrudnionych, walka o wyzwolenie zwierząt nie ma tu nic do rzeczy.
Jeżeli o organizacji pracy i podziale jej wytworów nie decydują pracownicy, odwoływanie się do koleżeństwa jest tylko jedną z metod wyciskania z nich pracy dodatkowej. Jeżeli część wytworów twojej codziennej pracy przywłaszcza ktoś inny, to w takim wypadku nie ma mowy o koleżeństwie.
Pomiędzy wyzyskiwanymi i wyzyskującymi w gastronomi panuje więc nierówność, której utwierdzanie pociąga za sobą rozkład kultury alternatywnej.
Zeszłoroczny strajk pracowników wegetariańskiego baru Krowarzywa w Warszawie, stał się przyczynkiem do dyskusji i działań, dzięki którym powstała Poznańska Międzyzakładowa Komisja Pracujących w Gastronomii przy Ogólnopolskim Związku Zawodowym Inicjatywa Pracownicza. poniżej publikujemy wywiad z działaczem tej komisji pracującym w poznańskim barze Wypas, którego właścicielki, podobnie do szefostwa baru Krowarzywa, sięgają do wspólnego dorobku środowiska alternatywnego po to, aby przekuć go w swój indywidualny zysk.
KK
 
Tekst ukazał się w szóstym numerze A-TAKU
 
 
 
 
Sytuacja pracowników gastronomii (wywiad z działaczem OZZ Inicjatywa Pracownicza)
 
 
Jak doszło do powołania komisji gastronomicznej IP?
 
Pomysł powołania komisji narodził się po konflikcie w „Krowarzywa”, gdzie w reakcji na założenie związku zawodowego na terenie zakładu właściciele próbowali zwolnić całą załogę i dokonać lokautu. Tamta sprawa nabrała mocno wymiaru towarzyskiego, o co na pewno chodziło właścicielom, którzy próbowali grać na tym, że wywodzą się z tego samego środowiska, co zwolnione osoby.
Przez pewien czas w Poznaniu brakowało impulsu do założenia komisji, mimo iż odbyło się spotkanie z warszawską Komisją Pracujących w Gastronomii. Później były kolejne spotkania z byłymi pracownikami warszawskiej burgerowni, przybliżającymi sytuację, która zaczęła obrastać mitami. Ostatecznie ich sprawy skończyły się w sądzie pracy. Impulsem do zawiązania komisji w Poznaniu był konflikt, jaki zrodził się w jednej ze znanych poznańskich knajp wegańskich. Nie przybrał on tak dużego charakteru, jak w „Krowierzywej”.
Wtedy to, w porozumieniu z pracownikami innej knajpy, założyliśmy Poznańską Komisję Pracujących w Gastronomii w ramach związku zawodowego Inicjatywa Pracownicza. Do związku przystąpiła połowa pracowników skonfliktowanej restauracji, co czyniło ją dość reprezentatywną. Po kilku zebraniach z właścicielkami restauracji udało się osiągnąć porozumienie, które, jak się wówczas wydawało, satysfakcjonowało obydwie strony. Pracownicy uzyskali obietnice spełnienia swoich postulatów, a właścicielki ugodę z pracownikami i przewietrzenie atmosfery, która zagęszczała się od dłuższego czasu.
 
 
Jakie są według Ciebie główne problemy pracowników i pracownic w tej branży?
 
Głównym wyzwaniem w gastronomii jest tymczasowość. Trudno kogoś przekonać do walki o poprawę swojego położenia, jeżeli każdy jest tam na chwilę.
Nawet jeśli tak nie jest, to i tak pracownik zwykle twierdzi, że jest, tkwiąc w tej tymczasowości nawet kilka lat. Pracodawcy często powtarzają, że „gastronomia rządzi się swoimi prawami”. Tak w rzeczywistości jest. Stawka godzinowa jest bardzo niska, a tłumaczone jest to tym, „że przecież są napiwki”, które i tak pracodawcy często sami zabierają. Warunki pracy i BHP pozostawiają wiele do życzenia.
Rzadko można spotkać knajpy oferujące umowę o pracę, a szczególnie umowę, na której wykazany jest rzeczywisty dochód i czas pracy.
Przeważają umowy zlecenie przedłużane w nieskończoność. Częstym jest także praca bez jakiejkolwiek umowy i ubezpieczenia.
To wszystko składa się na to, że aby móc się utrzymać, trzeba pracować często po 300 godzin miesięcznie, bez dodatkowo płatnych nadgodzin, urlopów, a nawet chorobowego. W tej branży nie jest wskazane chorowanie.
Powiedziałeś wcześniej, że w „Krowarzywa” doszło do konfliktu między związkiem i pracodawcą. Jak pracodawcy gastronomii reagują na związki zawodowe? Pracodawcy na informacje, że na terenie zakładu działa związek zawodowy, reagują przeważnie alergicznie, próbują za wszelką cenę dowiedzieć się, kto należy do związku, często strasząc konsekwencjami. U nas w zakładzie pracodawca był zaskoczony, mimo że informacja o istnieniu związku była przekazana już w momencie, kiedy trwał konflikt.
Podobnie było w „Krowarzywa”. Musimy pamiętać, iż związek nie był przyczyną konfliktu, lecz raczej jego konsekwencją. Kiedy pracownicy solidarnie stoją po jednej stronie, pracodawcy nie mają zbyt wielkiego pola do manewru.
Początkowo założenie komisji w Poznaniu, w połączeniu z wieloma rozmowami, rokowało bardzo dobrze. Stosunki z pracodawcami poprawiły się. Wszystko co działo się na zakładzie, wszelkie działania, konsultowane było z przedstawicielami związku. Sprawy szły - jak się nam wydawało - w dobrą stronę.
 
 
Jaki był powód, że pracodawca ostatecznie chciał Ciebie, jako działacza związkowego, i jeszcze jedną osobę, zwolnić z pracy?
 
W pewnym momencie pracodawcę zmęczyło to, że pewne rzeczy trzeba konsultować ze związkiem, że związek monitoruje sytuację na zakładzie, przestrzeganie prawa pracy. Przykładowo, wielokrotnie pytałem współpracowników, czy mają odpowiednio płacone nadgodziny, bo wcześniej był z tym duży problem. Niewygodne było również to, że osoby zrzeszone w komisji były znacznie bardziej świadome swoich praw i nie dało się ich wykorzystywać do wielu rzeczy – takich jak notoryczne wymuszanie wyrabiania nadgodzin, czy nawet unikanie przyjęcia i respektowania grafiku przynajmniej z siedmiodniowym wyprzedzeniem.
To wydaje się absurdem, bo grafiki powinny być przynajmniej miesięczne i roczne… Zgadza się. Zdarzały się też błędne wyliczenia rachunków.
Zwolniono jedną z nowych pracownic tylko dlatego, że w jej imieniu interweniowała komisja. Zwróciliśmy uwagę, że po 8 dniach pracy nie ma nadal żadnej umowy.
Po interwencji otrzymała umowę na kilka dni, która później nie została przedłużona. Tłumaczono to tym, że dziewczyna jest za słaba! Związek czuwał i interweniował. Dysponujemy różnymi pismami, które otrzymał pracodawca. W międzyczasie odeszło z pracy parę osób z komisji (w zakładach gastronomicznych rotacja jest bardzo duża), co zachęciło szefostwo do szukania haków na pozostałych członków, głównie na mnie, jako na chronionego członka prezydium komisji.
Pewnego dnia po jednym z comiesięcznych zebrań, które były jednym z efektów ustaleń podczas poprzedniego konfliktu, otrzymaliśmy pismo adresowane do związku o zamiarze dyscyplinarnego zwolnienia dwojga członków IP. Jako powód został podany fakt, że ktoś zgłosił, iż na słoiku z otrzymanym deserem, została naklejona naklejka grupy „Poznaniacy Przeciwko Myśliwym”, a deser miał mieć nietypowy zapach, jakby wlana była do niego woda po ogórkach.
Stało się to w godzinach naszej pracy. Jak się okazało, była to żona myśliwego, której to się nie spodobało. Co znamienne, naklejki te były wcześniej kolportowane wśród klientów restauracji bez sprzeciwu jej właścicielek. Wiadomo - znaczna część wegańskich klientów nie sympatyzuje z myśliwymi. Każdy też mógł sobie taką naklejkę pobrać.
 
 
Skąd się wzięła sprawa „wody po ogórkach”?
 
Nie wiem. Spekulowano, że przyczyna mogła tkwić w niedomytej zakrętce od słoika, wcześniej użytej w innym celu. Należy zaznaczyć, że na tamten moment ze wszystkich osób zatrudnionych (oprócz nas, co do których zgłoszono zamiar zwolnienia), była jeszcze tylko jedna osoba ze związku, przebywająca na zwolnieniu chorobowym. Reszta zwolniła się sama. Oczywiście przedstawiony zamiar zwolnienia był bezzasadny i związek stanowczo nie zgodził się na zwolnienia. Po otrzymaniu stanowiska związku szefowe odstąpiły od zwolnienia nas i przystąpiły do namawiania na dobrowolne odejście.
 
 
Jak doszło do Twojej ugody i dlaczego się na nią zdecydowałeś?
 
Po wyczerpaniu w/w procedury nadal chodziliśmy do pracy, wykonując ją jak najlepiej, nie dając powodów do kolejnych represji. Sytuacja ta nie była na rękę pracodawcy, więc cały czas naciskał, abyśmy oboje, ja i koleżanka, odeszli dobrowolnie. Na różne sposoby starano się nas do tego przekonać. W końcu analizując położenie komisji na zakładzie i fakt „specjalnego traktowania”, podjęliśmy decyzję, że zawrzemy ugodę z pracodawcą.
Ja odszedłem po wypłacie, jak to określiły właścicielki, dwumiesięcznej odprawy. Natomiast przebywająca w tym czasie na zwolnieniu chorobowym koleżanka, nie dostała póki co takiej możliwości (jako że nie miała ochrony związkowej, nie została potraktowana tak jak ja).
Gdy była na zwolnieniu jako, związek utraciliśmy z nią kontakt i sądziliśmy, że już do pracy nie wróci.
Po jej powrocie pracodawca stwierdził, że ma sama odejść, za porozumieniem stron.
Sugerowano też, że mam się z nią podzielić swoją wynegocjowaną odprawą! Reakcja pracownicy była taka, że postanowiła zostać w pracy ze względu na swoją sytuację finansową. Nie jest to dla niej komfortowe rozwiązanie, biorąc pod uwagę postawę właścicielek. Ta sprawa cały czas nie jest zamknięta dla nas jako związku i czekamy, co wydarzy się w najbliższym czasie.
 
 
Czy widzisz jakąś szansę na dalsze działania w branży gastronomicznej po tych w sumie negatywnych doświadczeniach?
 
Choć mamy tu o wiele więcej przykładów łamania praw pracowniczych niż w innych branżach, „restauratorzy” zapominają o istnieniu Kodeksu pracy, nie jest to więc „łatwy teren”. Głównie właśnie ze względu na dużą rotację, tymczasowość i często brak świadomości swoich praw wśród pracowników/czek - stosunkowo młodych osób, dopiero wkraczających na rynek pracy.
Mamy zamiar kontynuować działalność komisji i doprowadzić do poprawy warunków pracy w gastronomii. Do tego potrzebny jest związek.
Ostatnio dotarły do nas informacje, że następują próby cofnięcia wynegocjowanych wcześniej zmian w zakładzie, w którym pracowałem. To doprowadzi moim zdaniem do ponownego konfliktu.
Mamy obecnie członków i członkinie w kilku knajpach na terenie miasta i zamierzamy cały czas zwiększać swoją liczebność.
 
Wywiad ukazał się w szóstym numerze A-TAKU.

Obóz Anarchistyczny 2017

12 sierpnia 2017 r. | Dział: Zapowiedzi
Jak co roku zapraszamy Was na letni obóz anarchistyczny w Beskidach! Tym razem spotkamy się pomiędzy 12 a 21. sierpnia by, tworząc wspólnie mały kolektyw wolnościowy, porozmawiać na nurtujące nas tematy, bawić się, wypoczywać i wędrować, podziwiając wyjątkowe krajobrazy w których się zakochacie!
Chętnych prosimy o kontakt meilowy!

KOSZT: 20 zł wpisowe + 30 zł jedzenie, płatne NA MIEJSCU
NIEZBĘDNIK: typowe rzeczy biwakowe - nietłukący się kubek, sztućce, karimata, śpiwór i namiot, miska lub menażka
tel: 789 224 448 Kasia
MAIL oboz-anarchistyczny@riseup>.net
FB 
https://www.facebook.com/events/1496992710370898/?active_tab=about

PROGRAM OBOZU:

„ZIELONY ANARCHIZM W PRAKTYCE: OCHRONA DRZEW W PRZESTRZENI MIEJSKIEJ”
Znaczenie drzew w pejzażu miast, specyfika aglomeracji miejskich. Systemowe zarządzanie drzewostanem. Podstawy prawne i procedury działań w ochronie drzew. Omówienie zabiegów pielęgnacyjnych w koronie drzew. Drzewa pomnikowe. Problematyka na linii aktywista-urzędy, trudności w zaangażowaniu społeczności lokalnych. (prowadzenia: Zbyszek, FA Rzeszów)

„CALAIS JUNGLE - OTWÓRZMY GRANICE”
„Wszyscy jesteśmy ludźmi, ludźmi tego świata, jesteśmy wolni” - Takimi słowami zaczyna się manifest wydany przez mieszkańców Obozu Jungle. Od końca lat 90. znacząca ilość imigrantów, głównie z terenów Afryki i Azji, zaczęła gromadzić się w okolicach francuskiego miasta portowego Calais, poszukując sposobności na przedostanie się tunelem na terytorium Wielkiej Brytanii. Znaczna liczba imigrantów doprowadziła do tworzenia się licznych obozów i koczowisk w okolicach Calaias. Jednym z największych i najbardziej przystosowanych do codziennego życia, była Jungle. W trakcie naszego spotkania, chciałabym przybliżyć historię Jungle, jej codzienność oraz opowiedzieć o ewikcji Obozu, która nie rozwiązała problemu imigrantów a jedynie zdjęła go ze świecznika - z widoku przeciętnego Europejczyka i Europejki. (prowadzenia: Pat, FA Śląsk)

„WIKTYMIZACJA RUCHU ANARCHISTYCZNEGO - ZARYS PROBLEMU”
Czy anarchiści zawsze muszą być przedstawiani jako ofiary państwowej przemocy? Skąd się wzięła i kiedy powstała wiktymizacja ruchu anarchistycznego? Kto za nią stoi, jakie są jej objawy? Czy mamy również problemy z tym zjawiskiem w polskich środowiskach anarchistycznych? O tym wszystkim spróbuje nam opowiedzieć Konrad z portalu Czarna Teoria.

„KOD IST TOT, CZYLI WZLOT I UPADEK LIBERALNEJ REWOLTY”
W reakcji na zmianę politycznego kursu i działania nowych władz powstał Komitet Obrony Demokracji, a jego program walki o ‘konstytucyjne wolności’ w krótkim czasie wyprowadził na ulice dziesiątki tysięcy osób. Jednak już w niecały rok okazało się, że powrót do status quo liberalnej demokracji, postulowany przez KOD, nie odpowiada już obywatelskim aspiracjom społecznego zaplecza protestów, a brak demokratycznych mechanizmów decyzji i kontroli wewnątrz samego Komitetu doprowadził do finansowych nadużyć i koncentracji władzy w rękach wąskiej kliki aktywistów. Gdy neoliberalne partie pozbierały się po wyborczej klęsce i utracie władzy, okazało się że na scenie polityczne nie ma miejsca dla ruchu społecznego, pozostającego poza ich kontrolą. Z pupilka neoliberalnych mediów KOD stał się ich pariasem, a organizowane wciąż przez ruch demonstracje gromadzą dziś skromną część wielotysięcznych tłumów, jakie przyciągały przed rokiem.
Przyczyny wzlotu i upadku Komitetu Obrony Demokracji wymagają krytycznej analizy z anarchistycznego punktu widzenia. Patrząc na historię dwóch lat KOD, warto zastanowić się nad czynnikami, które przyczyniły się do sukcesu tego ruchu, a przede wszystkim nad wewnętrznymi i zewnętrznymi powodami jego stopniowego upadku. Taka analiza wzajemnych powiązań pomiędzy programem Komitetu, jego wewnętrzną strukturą i praktyką działania, a sytuacją polityczną w ramach której przyszło mu działać pomoże nam uniknąć we własnych działaniach błędów, które doprowadziły KOD do porażki i utraty społecznego poparcia. (prowadzenie: Wila)

„BEZPIECZEŃSTWO W GRUPACH ANARCHISTYCZNYCH”
Sprawa trójki warszawskich anarchistów oskarżonych o próbę podpalenia radiowozu pokazała nam, jak nadal jesteśmy nieświadomi w kwestiach podstaw bezpieczeństwa w działalności anarchistycznej. Poprzez wykłady/warsztaty w tych kwestiach, chcemy wzmocnić w środowisku wolnościowym nie tylko poczucie własnego bezpieczeństwa, ale również bezpieczeństwo całej grupy, w jakiej działamy, jak i środowiska w którym się obracamy. Są to tematy, o których wciąż musimy mówić, cały czas je przypominać, wpajać je sobie do głowy.

SZYBKIE REAGOWANIE W OBLICZU REPRESJI – KOMUNIKACJA, KOORDYNACJA, AKCJE SOLIDARNOŚCIOWE...
Wstęp do prawdopodobnej dyskusji o tym jak mamy działać w reakcji na represyjne działania państwa i jego aparatu przymusu. Nauczeni doświadczeniami ostatnich lat, będziemy chcieli podzielić się własnymi przemyśleniami oraz spróbować skonkretyzować przyszłościowe plany, tak by nie dać się ponownie zaskoczyć...

WIĘŹNIOWIE POLITYCZNI NA ŚWIECIE - KIM SĄ, JAK MOŻEMY IM POMÓC?
W Polsce jak dotąd nie mięliśmy zbyt wielu doświadczeń na polu solidarności z uwięzionymi anarchistami czy innymi więźniami politycznymi. W przeciągu ostatnich lat było kilka przypadków a obecnie w niewoli państwa nie przebywa na terenia naszego kraju żaden anarchista. Nie znaczy to jednak tego, iż jest to temat obcy ruchowi anarchistycznemu. Na całym świecie za kratami przebywa wielu naszych towarzyszy, którzy ciągle potrzebują wsparcia oraz najmniejszych gestów solidarności. Chcemy opowiedzieć choć o części z nich i przedstawić różne formy pomocy i solidarności z uwięzionymi.

„MÓJ ANARCHIZM”
Mój anarchizm to manifest ideowy autora. Do jej powstania przyczyniły się spotkania i dyskusje na temat związków anarchizmu z metafizyką, a także problematyki użycia przemocy w anarchizmie. Autor w swoich rozważaniach czerpie z socjalizmu humanistycznego Ericha Fromma, amerykańskich transcendentalistów Henry'ego Davida Thoreau, Ralpha Waldo Emersona i pacyfizmu Mahatmy Ghandiego. O książeczce i ideach w niej zawartych opowie sam autor, Tymoteusz Onyszkiewicz.

PROTESTY NA BIAŁORUSI - ZIMA/WIOSNA 2017
Protesty polityczne czy demonstracje zdarzają się na Białorusi bardzo rzadko - społeczeństwo kontrolowane jest przez dyktaturę. Ale zimą, ludzie postanowili zorganizować się przeciwko opodatkowaniu przez rząd ludzi bez pracy.
Chronologia i dynamika protestów przeciwko dekretowi nr 3, powody
popularności anarchistów podczas wydarzeń, analiza represji. o tym wszystkim opowie Igor Oliniewicz

BEZPIECZEŃSTWO W SIECI W PRAKTYCE
Komputery, telefony, czy nawet aparaty fotograficzne są potencjalnym zagrożeniem dla prywatnych informacji ich użytkowników. Również aktywiści znajdują się w grupie ryzyka.
Jak zatem zwiększyć swoje bezpieczeństwo i nie popaść w paranoję
inwigilacji? (prowadzenie: Maciek Mickiewicz)

To z pewnością nie wszystkie atrakcje które czekają na Was podczas trwania obozu. W planach mamy także min. omówienie tematu puszczy białowiekiej oraz analizę doświadczeń anarchistów ze strajku listonoszy. Możliwe są także poranne sporty z elementami walki :)

LIczymy na Wasze zainteresowanie - wszelkie zgłoszenia zdecydowanych i tych mniej prosimy pisac na maila, by móc oszacować ilość przyjezdnych!

Stwórz z nami wolnościowy kolektyw na łonie natury:)
Pod koniec lutego na Białorusi rozpoczęły się największe od 2011 r. protesty.
Ich główną przyczyną była tzw. „ustawa o pasożytach”.
Osoby, które nie były zatrudnione legalnie przez ponad pół roku, muszą zapłacić podatek w wysokości około 750 zł.
Społeczeństwo, nie godząc się na tę absurdalną zmianę, wyszło na ulice. Wydarzenia te nazwano „gorącą wiosną 2017”.
 
Społeczno-polityczne tło protestów
 
Ustawa dotycząca opodatkowania „darmozjadów” (oficjalnie: Dekret nr 3 – „O zapobieganiu społecznemu pasożytnictwu”) została podpisana przez Aleksandra Łukaszenkę 2 kwietnia 2015 r. Wezwania do zapłaty podatku, ironicznie nazywane „listami szczęścia”, otrzymało około pół miliona obywateli.
Wszyscy „uszczęśliwieni” do 20 lutego 2017 r. mieli zapłacić daninę lub osobiście wyjaśnić sytuację w skarbówce. Za niewywiązanie się z obowiązku naliczano dodatkowy mandat lub skazywano na areszt (do 15 dni) z obowiązkiem odbycia prac społecznych.
Podatek zapłaciło ponad 34 tys. osób. Część „nierobów” – tracąc swój czas i nerwy – wywalczyła zwolnienie z opłaty.
Na borykającej się z kryzysem gospodarczym Białorusi (przy wzroście cen oraz bezrobocia) stale zmniejsza się siła nabywcza mieszkańców. Ich dochody, wedle oficjalnej statystyki, w 2016 r. spadły o 7% – najwięcej od 20 lat.
Liczba zwolnionych przewyższała ilość zatrudnionych o 108 tys. Białorusini od lat słuchają obietnic prezydenta o podniesieniu średniej miesięcznej pensji do poziomu 2000 zł. Obecnie nie przekracza ona 1300 zł.
 
Marsze Niedarmozjadów
 
17 lutego w Mińsku na placu Październikowym (tradycyjne miejsce akcji przeciwko fałszowaniu wyborów) pod nazwą „Marsz oburzonych Białorusinów” odbył się pierwszy protest przeciwko Dekretowi nr 3.
Wzięło w nim udział ponad 2 tys. osób. Po przemarszu do Ministerstwa Podatków i Opłat uczestnicy palili „listy szczęścia”.
Swoją obecność zaznaczyli anarchiści, którzy przyszli z banerem „Głównym darmozjadem jest prezydent” oraz wygłosili przemówienie mimo prób zatrzymania ich przez tajniaków.
W Homlu, drugim co do wielkości mieście na Białorusi, 19 lutego w akcji wzięło udział ok. 3 tys. ludzi.
Była to pierwsza tak duża demonstracja w mieście od ćwierć wieku. W Mohylewie demonstrowało 1,5 tys. osób.
Po tych wydarzeniach spontaniczne wystąpienia – liczące od kilkudziesięciu do kilkuset osób – odbyły się w innych miastach (Bobrujsk, Baranowicze, Rohaczew, Orsza, Pińsk, Słonim), gdzie problemy z bezrobociem są największe.
W Mołodecznie, liczącym mniej niż 100 tys. mieszkańców, 10 marca odbyła się największa w jego historii demonstracja – około 1000 osób. Akcje przybrały nazwę „Marszów Niedarmozjadów”. Wśród najbardziej popularnych haseł pojawiły się klasyczne „Basta!” oraz anarchistyczne „Darmozjad dla ludu – biurokrata, urzędnik, glina”.
Protestujący żądali cofnięcia ustawy oraz ustąpienia Łukaszenki z urzędu prezydenta.
Na ulice wyszli nie tylko aktywiści, ale przede wszystkim ludzie dalecy od polityki, co więcej – potencjalny elektorat prezydenta. Obecne były osoby w różnym wieku oraz o różnym statusie społecznym. Nie bez znaczenia pozostaje fakt, iż wśród protestujących było mnóstwo osób pracujących.
 
Akcja w Brześciu
 
Jedna z najbardziej spektakularnych akcji odbyła się 5 marca w Brześciu. Kilka dni wcześniej w psychiatryku zamknięto aktywistkę Natalię Papkową („Młoda Białoruś”).
W drodze ze stolicy do miasta zatrzymano kilku liderów opozycji. Nie przeszkodziło to jednak mieszkańcom i podczas protestów uwidoczniła się nowa, potencjalnie niebezpieczna dla państwa grupa – blogerzy „Wesprzeć Brześć”.
Przyjechał m.in. bloger z Homla, Maksim Filipowicz, który za swoją postawę obywatelską w czasie trwania protestów spędził w areszcie łącznie ponad miesiąc.
Szef administracji miejskiej, od którego de facto nic nie zależy, zaprosił protestujących na rozmowę do budynku.
Mała grupa się zgodziła, większość natomiast pozostała na ulicy. Akcję uratowali anarchiści, którzy wygłosili przemówienie oraz uformowali demonstrację, która ruszyła przez centrum miasta.
Wówczas lider Zjednoczonej Partii Obywatelskiej obwodu brzeskiego nazwał anarchistów prowokatorami.
 
svaboga.org (RFE/RL)
 
Na czele marszu szli zamaskowani anarchiści, niosąc baner: „Urzędnik – główny darmozjad”.
Skandując hasła, poprowadzili za sobą ludzi. Demonstracja rozrosła się do 1000 osób i na kilka minut zablokowano największą drogę w mieście – Prospekt Maszerowa.
Po akcji funkcjonariusze rozpoczęli łapankę wymierzoną w anarchistów. Dzięki blogerom i innym osobom anarchistom udało się rozproszyć w mieście.
 
Akcje w Mińsku
 
15 marca odbyła się 3-tysięczna demonstracja w Mińsku, w której aktywnie uczestniczyli anarchiści.
Wówczas anarchistyczna Akcja Rewolucyjna opublikowała w sieci film nawołujący do masowych wystąpień (18 marca) w całym kraju.
Apel został prawie całkowicie zignorowany: z braku sił, przygotowań do Dnia Woli (25 marca, dzień niepodległości), a po części z braku zaufania do zamaskowanych anarchistów.
W nocy 24 marca odbyła się najbardziej symboliczna akacja wiosennych protestów.
Nieznana grupa anarchistów rzuciła koktajlem Mołotowa w budynek służby podatkowej homelskiego rejonu.
Jak co roku, 25 marca, w Mińsku powinna odbyć się ogólnokrajowa akcja, do której jednak nie doszło. Większość aktywistów pozostawała w aresztach.
Władze pozwoliły na sankcjonowane demonstracje w Grodnie (pierwszy raz od 20 lat), Brześciu, Homlu i Witebsku.
Z kolei w stolicy ludzie próbowali zebrać się w okolicy placu Październikowego.
Pobliskie stacje metra były zamknięte, a komunikacja miejska pracowała bez przystanków w centrum miasta.
Protestujących zamknięto w „kotle” na Prospekcie Niezależnosci. Zatrzymywano i bito również zwykłych przechodniów – ogółem ponad 700 osób.
Po tych wydarzeniach odbyło się kilka małych akcji w innych miastach.
1 maja pogrzebano ostatnie nadzieje na masową kontynuację protestów.
Białoruski Kongres Niezależnych Zwiazków Zawodowych zrezygnował z pikiety w oddalonym od centrum Mińska placu Bangalore, gdyż władze zakazały związkowcom tam maszerować. Natomiast Mikołaj Statkiewicz, lider Białoruskiego Kongresu Narodowego, nawoływał do akcji na placu Październikowym.
Zebrało się na nim kilkaset osób i uchwaliło którąś z rzędu nikomu niepotrzebną rezolucję.
Anarchiści zignorowali obydwie inicjatywy, zaznaczając „dzień pamięci i solidarności pracowniczej” szeregiem akcji w różnych miastach Białorusi (ulotki, graffiti) oraz wywieszając w stolicy 20-metrowy baner nawołujący do strajków.
 
AСАВ
 
svaboga.org (RFE/RL)
 
Jednocześnie z protestami „niedarmozjadów” aktywiści bronili uroczyska Kurapaty, niedaleko którego rozpoczęto budowę centrum biznesowego (według różnych danych NKWD rozstrzelało tam nawet kilkaset tysięcy osób). 17 kwietnia przez udział w obronie uroczyska odwieszono wyrok skazujący dla anarchisty Dmitrija Polijenko
– za udział w „masie krytycznej” w październiku 2016 r. Dmitrij otrzymał dwa lata pozbawienia wolności w zawieszeniu.
Największą niechęć i pogardę wśród Białorusinów (poza urzędnikami) wzbudza milicja, którą nazywają „szuniawki” – od imienia ministra spraw wewnętrznych, Igora Szuniewicza. Na murach stolicy pojawiają się graffiti z wizerunkiem ministra oraz napisem, że to on odpowiada za tłumienie protestów.
Sam Szuniewicz nie ukrywa, iż co roku 9 maja ubiera się w mundur NKWD, co nie przeszkodziło mu w marcu tego roku odsłonić w Mińsku pomnika miejskiego policjanta carskiej Rosji. Za narzucenie pętli na szyję temu pomnikowi etnoanarchista Wiaczesław Kasinierau dostał mandat w wysokości ok. 240 zł.
Anarchiści zainicjowali ciekawą stronę internetową – bandaluki.info. Zbierają tam informacje (zdjęcia, adresy, informacje dotyczące rodziny) o wszystkich pracujących na reżim: milicjantach, sędziach, urzędnikach, propagandystach.
Anarchistom udało się zaimponować części białoruskiego społeczeństwa. Na akcjach ludzie im dziękowali, zasłaniali ich i wyrywali z rąk milicji.
Jest ona jedną z najbardziej uprzywilejowanych grup społecznych, co odzwierciedla się w haśle anarchistów: „Budżet wydany na gliny – na pensje pieniędzy brak”.
 
Reakcja władzy i represje
 
svaboga.org (RFE/RL)
 
Najczęściej przed i po akcjach w całym kraju odbywają się przeszukania i areszty, stałe dyżury funkcjonariuszy przed mieszkaniami aktywistów, blokowanie dojazdów do mniejszych miejscowości, uzbrojone w automaty patrole OMON-u, opancerzone policyjne polewaczki, suki oraz specjalnie przystosowane do burzenia barykad nowiutkie auta typu „Mur- -Bariera”.
Dwukrotnie „znikał” lider opozycji M. Statkiewicz. Twierdzi, że podczas protestów 25 marca i 1 maja znajdował się w areszcie KGB. Ponadto na portalach społecznościowych z kont jego i jego żony rozpowszechniano informacje o odwołaniu akcji 25 marca.
svaboga.org (RFE/RL)
 
Brutalne rozpędzenie akcji 25 marca w Mińsku, kiedy bito kobiety i ludzi w podeszłym wieku, należy do normy. Nowością natomiast była akcja w trolejbusie nr 37, który już okrzyknięto symbolicznym odwołaniem do stalinowskich czystek z roku 1937.
Trolejbus, którym po akcji 15 marca jechali anarchiści, został zablokowany przez nieoznakowane busy. Milicjanci, wybijając drzwi, rozpylili gaz łzawiący.
Pasażerów zaczęto bić i pakować do busów, gdzie wprost deptano po ludziach.
Małą otuchą jest fakt, że na jednym ze skrzyżowań znany w Krakowie anarchista otworzył drzwi jednego z pojazdów, dając szansę ucieczki kilku zatrzymanym. Sam jednak nie zdążył opuścić busa.
W największych państwowych mediach pojawił się szereg oczerniających anarchistów kłamliwych materiałów propagandowych – oskarżano ich m.in. o przechowywanie broni, pobicie milicjantów i terroryzm. Strony internetowe organizacji anarchistycznych kilkakrotnie blokowano, niektóre z nich znajdują się na liście zakazanych materiałów ekstremistycznych.
Zakaz wjazdu na Białoruś otrzymało kilkoro rosyjskich aktywistów i Polka.
Paweł po 15 dniach aresztu i głodówce został porzucony na granicy bez pieniędzy i rzeczy, skąd 2 dni autostopem dostawał się do domu w Rosji.
Z kolei Dorota wracała do Polski w obecności konsula RP. Dorota jadąc autem wraz z koleżanką, została zatrzymana w centrum Mińska.
Pod pretekstem walki z terroryzmem aresztowano też uczestników istniejącej w latach 90. nacjonalistycznej organizacji „Biały Legion” (zatrzymano 32 osoby, a 16 dotychczas znajduje się w izolatorze śledczym KGB).
Zatrzymywano również osoby, które spotykały się z uwięzionymi po odbyciu kary lub przynosiły im jedzenie. Kilku brzeskich anarchistów po odbyciu wyroków natychmiast aresztowano ponownie. Zatrzymanych zastraszano zgwałceniem, odebraniem dzieci, zabiciem.
Niektórych wypuszczano wcześniej, żeby nie było przy nich bliskich i dziennikarzy lub potajemnie wywożono na drugi koniec miasta.
Szereg podłości spotkał zatrzymanych również za kratami: problemy z wyżywieniem i lekami, przymusowe pobieranie próbek śliny.
Nawet odbywającym głodówkę kazano zapłacić za wyżywienie (ok. 20 zł za dobę). Często odmawiano przekazywania jedzenia.
Zrywano akcje zbiórki rzeczy i pieniędzy dla zatrzymanych, jak to miało miejsce mińskim biurze Białoruskiej Partii Zielonych.
Wówczas milicjanci zatrzymali 13 osób, 10 sądzono z paragrafu „drobne huligaństwo”. Według informacji Centrum Obrony Praw Człowieka „Wiosna” w trakcie protestów zatrzymano około 1000 osób, ponad 100 trafiło do aresztów, a dziesiątki osób dostały mandaty.
 
svaboga.org (RFE/RL)
 
Czy Białorusinów czekają obozy pracy?
 
Sezon działek i urlopów przy jednoczesnym braku strajków robotniczych, braku nieposłuszeństwa obywatelskiego, braku pozytywnych symboli, wokół których mogliby się zjednoczyć mieszkańcy wschodniego sąsiada Polski, zahamował falę protestów.
Do tego dochodzi całkowita bierność armii, represje oraz fakt, że duża część służb mundurowych, sędziów, urzędników, ich rodzin – to olbrzymi elektorat władzy broniący status quo. Noszące lewicowy charakter protesty, których nie zdołała okiełznać od 23 lat dążąca do władzy opozycja, ucichły.
Można jednak odnotować sukces – 9 marca po pierwszych demonstracjach „moralny, ideologiczny dekret” został zawieszony na rok.
Łukaszenka zażądał od urzędników, których oskarżył o niedopracowanie ustawy, żeby do 1 października uregulowali listy darmozjadów.
Te osoby, które zapłaciły za 2016 r., będą zwolnione z podatku w roku 2017. Jeżeli zaczną pracować – pieniądze powinny zostać zwrócone.
Chociaż prezydent nie przyznał, że ustąpił, to takie zachowanie jest chyba pierwszym precedensem w jego rządach.
W corocznym apelu do narodu białoruskiego i Zgromadzenia Narodowego prezydent powiedział, że około 300 tys. darmozjadów trzeba zmusić do pracy, wykorzystując doświadczenie ZSRR. Wedle niego wszyscy powinni pracować, gdyż „Bezrobotny – to przyszły przestępca”. Z rozkazu prezydenta do 1 maja wszyscy powinni dostać pracę – aktualne statystyki mówią o mniej niż 1% bezrobotnych.
Białorusinów wciąż ratuje „szara strefa” zatrudnienia oraz działki ogrodowe. Prawdziwy wybuch społeczny może wydarzyć się niespodziewanie i najpewniej wywoła go nie opozycja, ale głód. Tymczasem „gorąca wiosna” minęła, 11 maja na Białorusi spadło do 10 cm śniegu...
 
Aleksander Łaniewski
 
 
Artykuł ukazał się w szóstym numerze A-TAKU

Bieżące protesty społeczne organizowane pod hasłem obrony Sądu Najwyższego, który ma być gwarantem istnienia demokracji w Polsce, skłaniają nas do określenia, w jaki sposób odczuwamy jej działanie na własnej skórze. Znacząca część protestujących narodzin obecnej demokracji upatruje w okresie transformacji ustrojowej, kiedy rozwinął się system wielopartyjny, powstały wolne media, rozpisano wolne wybory, wprowadzono instytucję rzecznika praw obywatelskich itd. Łącznie z tym wszystkim nastąpił rozwój kapitalizmu w formie neoliberalnej. Byliśmy więc świadkami demokratyzacji instytucji państwowych, jak również wdrożenia nowych form wyzysku i rozbijania starych form organizacji świata pracy. Skutkiem tego w Polsce utwierdziła się typowa forma państwa kapitalistycznego, w którym demokracja polityczna występuje wraz z dominacją biznesu nad pracownikami.

 

Symbioza demokracji z kapitalistycznym systemem wyzysku pracy przejawia się w rozwoju instytucji demokratycznych idącym w parze ze wzrostem wyzysku i nierówności społecznych.

Z jednej strony po 1989 r. powstał samorząd terytorialny, rozwijał się trzeci sektor, utwierdzono prawo do sądów, wprowadzano budżety obywatelskie i konsultacje społeczne, a z drugiej upowszechniano umowy śmieciowe i zatrudnienie przez agencje pracy tymczasowej, ograniczono możliwość organizacji strajków, prywatyzowano mieszkaniowe zasoby komunalne, uelastyczniano normy czasu pracy, ograniczano dostęp do służby zdrowia i edukacji, zlikwidowano większość żłobków itd. Jak potwierdza przykład Polski, w kapitalizmie rozwój instytucji gwarantujących przywłaszczenie produktów pracy pracowników nie zależy od działania demokracji. Trójpodział władzy, jako gwarancja demokracji, nie zakłada przyznania pracownikom narzędzi umożliwiających im samodzielne utrzymanie, nie zakłada społecznej kontroli środków produkcji.

Tym samym pracownicy muszą sprzedawać swoje umiejętności szefom w zamian za płacę, aby nabyć środki utrzymania. W szczególności cierpią na tym kobiety wykonujące nieodpłatnie pracę reprodukcyjną, które pod względem ekonomicznym zależą od swoich mężów. Gwarantem wzmagania nierówności społecznych w kapitalizmie nie jest posiadanie praw politycznych lecz posiadanie na własność środków produkcji – maszyn, mieszkań, ziemi itd. – które umożliwiają wytwarzanie środków utrzymania.  

 

Ekonomiczne stosunki wyzysku, które współcześnie jesteśmy zmuszeni nawiązywać, nie zależą więc od rozwoju praw politycznych. Mimo tego postęp demokracji może pod pewnymi względami służyć interesom wszystkich klas społecznych – wyzyskującym jak również wyzyskiwanym, rządzącym i rządzonym. Pierwsi w ramach instytucji demokratycznych mogą rozwijać swoje kariery, instytucje te mogą również im gwarantować stabilne warunki rozwoju działalności gospodarczej, z kolei drudzy w demokracji cieszą się prawami (prawo do sądu, prawo do wolności słowa, swoboda poruszania się itd.) jakich nie posiadali chociażby w PRL.

Problem polega na tym, że posiadanie praw politycznych przez pracowników nie wyzwala ich spod wyzysku, gdyż o jego skali decyduje ich siła w konfrontacji z szefami, która zostaje wyrażona m.in. w formie praw ekonomicznych (prawo do odpowiednich warunków pracy, prawo do zabezpieczenia socjalnego, prawo do nauki itd). Charakter owych praw nie jest jednak tak bardzo uniwersalny jak w przypadku praw politycznych. Państwo ustanawiając i egzekwując prawa ekonomiczne, musi w każdym przypadku określić, czyje interesy reprezentuje -  pracowników bądź biznesu.

Nie można wprowadzać umów śmieciowych bez pogorszenia warunków pracy i płacy pracowników najemnych; nie można stworzyć zapisów chroniących lokatorów, które nie godziłyby w prawo własności kamieniczników; nie można obniżać wieku emerytalnego, nie godząc w interesy tych, którzy czerpią zyski z cudzej pracy; nie można znieść regulacji dotyczących pracy bez pogarszania jej warunków. Kształt i egzekwowanie praw ekonomicznych w pierwszym rzędzie zależy więc od stosunku sił pomiędzy pracą a kapitałem, od tego jak silny wpływ na instytucje państwa wywierają pracownicy bądź biznes.

 

W związku z tym obecne protesty posiadające zdecydowanie „obywatelski” a nie „pracowniczy” charakter, zdominowane przez środowiska liberalne a nie pracownicze, podkreślając wagę praw politycznych i obywatelskich, jednocześnie pomijają dla nas prawa zasadnicze. Prawa ekonomiczne, socjalne, pracownicze, które podczas obecnych protestów są ignorowane, dla nas są niezbędnym elementem demokracji. Jak wiemy, kwestia owych praw i demokracji pracowniczej w zakładzie pracy jest obca wszelkim siłom politycznym rządzącym w tym kraju od 1989 r. podobnie jak i ruchom społecznym, które stanowiły ich zaplecze.

Kolejne socjal-demokratyczne, liberalne i prawicowe rządy dążą do narzucenia przymusu ekonomicznego w sferach życia gospodarczego, które jeszcze kilka lat temu charakteryzowały się pewną dozą demokracji – edukacji, kultury, mieszkalnictwa, transportu publicznego itd. Zasadniczym problemem nie jest zatem ograniczenie demokracji przez PiS lecz jej ograniczenie przez kapitalistyczny system wyzysku.

Nie spodziewamy się, że obecne demonstracje skierują się w stronę bram przedsiębiorstw, celem zaprowadzenia w nich demokracji znoszącej panujący w nich zamordyzm. Ciężko nam bronić demokracji, w której może jest miejsce dla niezależnego Sądu Najwyższego, ale nie ma miejsca dla niezależnych pod względem ekonomicznym pracowników. Obecny stan demokracji w Polsce nie gwarantuje wolności masom kobiet i mężczyzn, którzy się utrzymują z pracy własnych rąk i głów. Możemy ją osiągnąć jedynie poprzez walkę o demokratyczną kontrolę nad środkami produkcji i środkami utrzymania.

 

Król

 

www.rozbrat.org

W nocy 13 lipca w centrum Poznania przy ul. Św. Marcin zawisł baner dotyczący podziałów zysków w korporacji Amazon, w ramach akcji solidarnościowej z pracownikami korporacji. Zdjęcie billboardu umieściła na swojej stronie poznańska grupa Manufaktura:

http://emfa.pl/?p=716

 

http://emfa.pl/?p=711

 

O godz. 11 odbyła się natomiast konferencja prasowa zorganizowana przez OZZ Inicjatywę Pracowniczą działającą w Amazonie na temat aktualnych działań związku i żądaniach pracowników. Pracownicy obecnie pracują na 11,5-godzinnych zmianach za niskie płace, w związku z trwającym obecnie gorącym okresem spowodowanym wyprzedażami, na których Jeff Bezos zarabia kolejne miliony.

Informacja od OZZ Inicjatywa Amazon:

Międzynarodowa akcja “Bezpieczna Paczka” w Amazonie. Pracujemy bezpiecznie i żądamy podwyżek!

W tym tygodniu w Amazonie obchodzono Prime Day – jedną z największych wyprzedaży w ciągu roku. Dla firmy oznacza to kolejne rekordy sprzedaży (amerykańscy analitycy szacują, że w zeszłym roku Amazon sprzedał tego dnia towar warty 600 mln dolarów), dla pracowników dodatkowe dni pracy, zamrożone urlopy przez pierwszą połowę lipca, zmiany po 11,5 godziny, zmęczenie spowodowane brakiem czasu na sen i życie prywatne. Dodatkowo od kilku miesięcy firma wzmaga presje na pracownikach, m.in. kontrolując ilość wyjść i minut spędzonych w toalecie czy zakazując rozmów w czasie pracy.

Dlatego w tym czasie Inicjatywa Pracownicza zorganizowała akcję “Bezpieczna Paczka”, przypominając pracownikom o tym, żeby w tym trudnym okresie pamiętali o swoim zdrowiu i bezpieczeństwie.

W ulotce do pracowników piszemy:

“Jedną z najczęstszych przyczyn wypadków przy pracy są POŚPIECH, PRESJA ZE STRONY PRZEŁOŻONYCH I RUTYNA! Pracując jak szaleni zapominamy o instrukcjach, przepisach, ostrożności, zbyt dużym obciążeniu fizycznym, konieczności uzupełnienia płynów, odpoczynku od rutyny. Tymczasem każdej czynności należy poświęcić odpowiednio dużo czasu, by mieć pewność, że została wykonana z zachowaniem wszelkich zasad bezpieczeństwa i jakości. Nie przesadzaj z tempem, pracuj bezpiecznie!”

Zobacz więcej nt. akcji “Bezpieczna Paczka”

Akcja ma charakter międzynarodowy, biorą w niej udział także pracownicy Francji i Niemiec. Aktualnie w kilku magazynach w Niemczech trwają strajki. Pracownicy domagają się Układu Zbiorowego, który gwarantowałby im wyższe płace.

My także upominamy się o podwyżki. W tych dniach firma po raz kolejny stara się bić rekordy wysłanych paczek. Co mają z tego pracownicy? Co najwyżej firmowe koszulki. Nie godzimy się na to. Żądamy, aby gigantyczne przychody firmy (35,7 mld dol. za pierwszy kwartał 2017 r.), które uzyskiwane są dzięki naszej pracy, znalazły swoje odzwierciedlenie w płacach pracowników.

Firma właśnie skończyła przegląd wynagrodzeń. Amazon ustala wysokość corocznych podwyżek na podstawie danych o stawkach w regionie i w branży, czy informacji o bezrobociu. Taki sposób wyliczania pensji prowadzi do utrwalania nierówności. Domagamy się, aby firma przestała traktować nas jak tanią siłę roboczą i podniosła nasze płace zgodnie z tym jakie przychody uzyskuje.

W kwietniu i maju 2017 r. IP przeprowadziła sondę, by zbadać nastroje załogi. Na ich podstawie skierowaliśmy do Amazona nowe żądania. Za najważniejsze postulaty uznano:

  1. Podwyżki stawki podstawowej o 30%
  2. Wprowadzenie trzynastej pensji na wzór francuskiego Amazona
  3. Podniesienie stażowego na wzór niemieckiego Amazona
  4. “Wczasy pod gruszą” z Funduszu Socjalnego

Żądanie podwyżek jest całkowicie uzasadnione w obliczu rosnących przychodów firmy, ożywienia gospodarczego, spadku bezrobocia i wzrostu płacy minimalnej. Stawki oferowane przez Amazon wcale nie są konkurencyjne: płace pracownika fizycznego w sektorze logistyki w Wielkopolsce wyniosły w 2016 r. między 2600 zł (pierwszy kwartyl) a 3900 zł (trzeci kwartyl), a na Dolnym Śląsku 2400 zł (pierwszy kwartyl), 3600 zł (trzeci kwartyl) – według raportu „Market Insights 2017. Rynek Nieruchomości Magazynowych” Colliers International. Oznacza to, że ¾ wszystkich pracowników logistyki zarabiało do 3600-3900 zł, podczas gdy w Amazonie wysokość średniego wynagrodzenia zasadniczego pracownika magazynowego (poziom 1) to średnio 2618,44 gr, a średnie wynagrodzenie brutto (łącznie z nadgodzinami, premią i dodatkami) wyniosło w pierwszym kwartale 2017 r. tylko 3072,58 zł (za informacją na temat Funduszu Płac).

Ogólnopolski Związek Zawodowy Inicjatywa Pracownicza

 

www.rozbrat.org

Od 17 lipca na terenie Puszczy Białowieskiej rusza spotkanie oddolnie działających ekip o anarchistycznym zacięciu.

Zapraszamy do współpracy tych, którym bliska jest idea tworzenia niehierarchicznej struktury opartej na zasadzie dobrowolności i hasło:

"Nie ma kompromisów w obronie Matki Ziemi"

Walka o zaprzestanie wycinki w Puszczy idzie w parze z postawą antykpitalistyczną, walką z nierównościami i niesprawiedliwością społeczną, walką o prawa pracownicze i lokatorskie oraz ideą totalnego wyzwolenia.

W trakcie dyskusji będziemy wypracowywać strategię obrony ekosystemu przed leśną mafią Szyszki.

Spotkanie jest okazją do ożywienia więzi środowisk anarchistycznych, wymiany doświadczeń i przeciwstawienia się grabieżczej polityce rządu wymierzonej w każdego z nas. Zapraszamy do KONTRAKCJI pod zielono-czarną flagą!

kontakt: Adres poczty elektronicznej jest chroniony przed robotami spamującymi. W przeglądarce musi być włączona obsługa JavaScript, żeby go zobaczyć.

   FA Poznań

PPM

* cyt. Hermann Hesse

Ukazł się właśnie @-TAK nr 6. a w nim m.in.
- Stop wycince w Puszczy Białowieskiej
- Callais jungle otwórzymy granice
- Gorąca wiosna 2017 na Białorusi
- Kongres indian w Chiapas
- 500 plus
- Anarchitektura
- Sytuacja pracowników gastronomii
- Smog, ubóstwo energetyczne
- Gwarancja dochodu - dyskusja
- Faszyzm / antyfaszyzm w kinie
- Wszyscy jesteśmy Neganem? Czyli anarchia w świecie zombi
- Pokot insurekcja wg Agnieszki Holland
- Zwierzęta, samochody i mięso  "z próbówki"
- Dni lokatorskie w LublinieZamawiajcie do dystrybucji w swoich miejscowościach.
Wspierajcie też finansowo.
Piszcie na: Adres poczty elektronicznej jest chroniony przed robotami spamującymi. W przeglądarce musi być włączona obsługa JavaScript, żeby go zobaczyć.

 

Numer w wersji pdf  http://www.akcja.type.pl/ksiazki/attachment/atak6_fl/

Organizacja szczytu G20 w Hamburgu miała być pokazem siły globalnych elit. To miasto jest portowym ośrodkiem skupiającym robotników i tradycyjnie ważnym ogniskiem buntów społecznych w Niemczech. Decyzja o jego wyborze na miejsce, w którym odbywa się G20, miała potwierdzić, że jego uczestnicy są w stanie zdusić wszelki opór wobec swoich planów narzucania polityki kryzysu, cięć zabezpieczeń socjalnych, militaryzmu i nacjonalizmu. Skala protestów mieszkańców Hamburga i grup przybyłych z całej Europy przerosła jednak wyobraźnię decydentów. Wbrew przekazom mediów mieszkańcy miasta stanowili istotną grupę wśród protestujących. Ich działania przybierały formy wieszania transparentów z okien domów, strajku nauczycieli i uczniów liceów, aktywnego udziału w demonstracjach, otwierania marketów w celu uzyskania dostępu do środków utrzymania, jak również samoobrony przed agresywnymi zachowaniami policji. To zrozumiałe, jeżeli weźmie się chociażby pod uwagę, że Hamburg słono zapłacił za organizację szczytu. Budżet miasta został uszczuplony o miliony euro. Tym samym na imprezę dla nielicznych składali się wszyscy mieszkańcy, z których część wyraziła swój sprzeciw na ulicach.Głównym celem protestów było centrum kongresowe leżące w sercu miasta. Niemieckie władze otoczyły je jednak kordonami policji, zasiekami, opancerzonymi transporterami i armatkami wodnymi. W związku z tym apogeum protestów miało miejsce w innych centralnych dzielnicach miasta - St. Pauli, Altona, Sternschanze. Kilkukrotnie doszło w nich do niszczenia banków, plądrowania marketów i sieciowych sklepów globalnych marek. W ten sposób protestujący wyrazili swój sprzeciw wobec policyjnej i politycznej opresji oraz odzyskiwali środki utrzymania, do których na co dzień mają ograniczony dostęp za sprawą niskich płac, bezrobocia i braku zabezpieczeń socjalnych. Politycy, a wraz z nimi media określają te wydarzenia jako piekło na ziemi. Z pewnością stan, w którym społeczeństwo odzyskuje wytworzone przez siebie bogactwo, z perspektywy elit jest piekłem na ziemi. Zamieszki żywnościowe są piekłem dla bogatych, którzy żyją z cudzej pracy, lecz dla biednych żyjących z pracy własnych rąk powszechny dostęp do środków utrzymania jest rajem. Politycy i biznes zwalczają związki zawodowe, dokonują eksmisji, niszczą służbę zdrowia itd., przez co ograniczają dostęp pracowników do wytworów ich własnej pracy. Część z tych, którzy w Hamburgu odważyli się sięgnąć po swoje, odczuła na własnej skórze brutalność niemieckich władz. Należy jednak mieć na uwadze, że skala państwowej przemocy, której doświadczyliśmy w ostatnich dniach, jest nieporównywalna z rzeziami dokonywanymi od lat w Syrii, Ukrainie, Iraku, Afganistanie i w innych miejscach na świecie, za które odpowiadają politycy spotykający się podczas kolejnych szczytów G20.Spotkanie G20 wywołało falę społecznego oporu na ulicach Hamburga, który przybrał różne formy. Władze twierdzą, że to przejaw lewicowego ekstremizmu, choć w rzeczywistości jest to spontaniczna i racjonalna reakcja na biedę i wyzysk, która powtarza się w ciągu całej historii kapitalizmu. Biznesowe i polityczne elity pogłębiają nierówności nie tylko w następstwie szczytów podobnych do G20, ale przede wszystkim przez odbieranie społeczeństwu owoców jego codziennej pracy. W związku z tym zwalczamy wyzysk, organizując się we własnych miastach, nie czekając na kolejne protesty przeciwko międzynarodowym szczytom.

 

Uczestnicy FA Poznań i Kolektywu Syrena

W dn. 6-8 lipca trwają w Hamburgu obrady G20. W kontrze do nich na ulice miasta wyszło tysiące osób protestujących przeciwko szczytowi, na którym zgromadzili się politycy zarządzający globalnym kapitalizmem. W proteście biorą też udział uczestnicy i uczestniczki poznańskiej Federacji Anarchistycznej oraz aktywiści z innych polskich miast.

G20 to grupa 20 liderów najbogatszych państw świata, spotykających się raz w roku, by dyskutować o wspólnej polityce finansowej – czyli o podziale łupów i planach dalszej ekspansji kapitalizmu, a wraz z nim wyzysku i globalnej niesprawiedliwości. Organizatorzy antyszczytu – antykapitalistyczna koalicja „G20-witamy w piekle” – w stanowisku zapraszającym na demonstracje podkreślali, że G20 symbolizuje to, przeciwko czemu na co dzień organizuje się tysiące lokalnych inicjatyw na świecie.Jest to przemoc cynicznego kłamstwa, że liderzy G20, Bank Światowy, Międzynarodowy Fundusz Walutowy, WTO służą pokojowi, prawom człowieka, walką z globalnym ociepleniem. Instytucje te w rzeczywistości zarządzają kapitalistyczną maszyną, której nierozłącznym elementem są wojny, rasizm i nacjonalizm, bańki spekulacyjne i gospodarcze kryzysy oraz grabieżcza dystrybucja bogactwa. Kosztów tych społecznych katastrof wcale nie poniosą ci, którzy je wywołują: Trump, Putin, Erdogan i reszta dziś debatująca w Hamburgu polityków.Demonstracjom, blokadom, przemarszom, happeningom, wiecom towarzyszą liczne konferencje, dyskusje i spotkania na temat organizowania się w kapitalizmie przeciwko niemu. Protestujący jednak w opozycji do „demokratycznych opozycji” nie szukają alternatyw, które uratowałyby skompromitowany model gospodarczy, ale dziś wyrażają idee radykalnego zerwania z wyzyskiem i wykluczeniem. Hamburg jest dziś wyrazem gniewu i antagonizmu, którego nie uspokoją żadne reformy ani półśrodki.To nie na salonach G20, ale a na jej obrzeżach i na ulicach Hamburga buduje się nowy świat, gdzie nie ma miejsca na dyskryminację ze względu na płeć, orientację seksualną, kolor skóry. Hamburg jest wyrazem radykalnego opowiedzenia się za globalną swobodą przemieszczenia się, przeciwko murom i zamkniętym granicom. G20 przeciwnie: chce odgradzać bogate enklawy otwierając granice nie dla ludzi, ale cyrkulujących towarów. Dziś w Hamburgu mówi się, że potrzebujemy globalnych sojuszy ponad narodowymi tożsamościowymi, pokazując, że więcej wspólnego mają pracownicy i pracownice produkujący towary na globalnym rynku oraz pracujący w sektorze logistyki – tak jak pracownik Amazon z Saran k. Orléanu, Amazon San Fernando de Henares k. Madrytu czy Amazona z Sadów k. Poznania. Kontakt między nimi jest ważniejszy niż kontakt naszych „narodowych” szefów, bo tylko globalny klasowy gniew może znieść piekło, które budują na ziemi liderzy G20. Albo zaczniemy wspólnie gasić pożary, które wywołują, albo ugotujemy się wszyscy.

 

www.rozbrat.org

Dziś pod kościołem p.w. św. Wawrzyńca w Poznaniu odbyła się akcja informacyjna mająca zwrócić uwagę na problem szerzenia się nacjonalizmu w Polsce.

Kościół został wybrany nieprzypadkowo - Stowarzyszenie Apostolstwa Katolickiego Księży Pallotynów od września zeszłego roku wynajmuje przykościelną salkę spotykającej się tam Młodzieży Wszechpolskiej - jednej z grup, która przeprowadza ataki na mniejszości narodowe, etniczne czy seksualne.

Akcja przebiegła w sposób pokojowy - rozdano ulotki i przeprowadzono rozmowy z wiernymi z parafii. Zainicjowali ją mieszkańcy Poznania, którzy sprzeciwiają się udostępnianiu jakiejkolwiek przestrzeni osobom nawołującym do nienawiści na tle rasowym czy ideologicznym. Domagamy się wzięcia odpowiedzialności przez księży Pallotynów za udostępnienie przestrzeni nacjonalistom i natychmiastowego usunięcia spotkań MW z kościoła. 

Poniżej treść rozdawanej ulotki:

Nacjonaliści u Pallotynów 

Czy wierzący godzą się na współpracę nacjonalistów z kościołem i wspieranie przez księży ruchu narodowego? Czy akceptują to, że hierachia kościelna umywa ręce i odcina się od problemu nienawiści na tle narodowościowym i religijnym pustymi sloganami i nic nie znaczącymi gestami? Czy wierzący sprzeciwiają się łączeniu chrześcijaństwa z nacjonalizmem i wykorzystywaniu struktur religijnych do szerzenia nienawiści? Czy godzicie się, aby Wasza parafia udzielała schronienia nacjonalistycznym bojówkom?

Mamy dowody, że w Waszym kościele spotykają sie osoby związane z ruchem nacjonalistycznym. Ale to nie jedyny taki przypadek. 16 czerwca 2017 r. w siedzibie NOT w Poznaniu odbył się zorganizowany przez Młodzież Wszechpolską (MW) wykład monarchisty Jacka Bartyzela pt. “Rola katolicyzmu w doktrynie polskiego nacjonalizmu”. Pod koniec wystąpienia Bartyzel stwierdził, że "nie można podzielić serca na dwa: katolickie i narodowe". W tej sprawie oficjalne stanowisko zajął episkopat, wydając dokument Chrześcijański kształt patriotyzmu, w którym można przeczytać, że nacjonalizm jest przeciwieństwem patriotyzmu i stanowi formę egoizmu. Przytacza się tam słowa Jana Pawła II, który na Zgromadzeniu Ogólnym ONZ w 1995 r. mówił, że:

"Należy ukazać zasadniczą różnicę, jaka istnieje między szaleńczym nacjonalizmem, głoszącym pogardę dla innych narodów i kultur, a patriotyzmem, który jest godziwą miłością do własnej ojczyzny".


Nacjonaliści na każdym kroku wzywają do budowy "wielkiej białej Polski narodowej", podsycają nienawiść do uchodźców i mniejszości, a także do wszystkich tych, którzy wyznają inny światopogląd. To właśnie narodowcy dzielą obywateli tego kraju na “prawdziwych Polaków” i “lewaków”, których należy wieszać na drzewach. To przecież poseł Robert Winnicki, jeden z liderów nacjonalistów, podczas Marszu Niepodległości podawał dłoń faszystom z Forza Nuova i oprowadzał ich po Sejmie.

Nie kto inny jak Robert Winnicki sprzeciwiał się wspieraniu przez niektóre Instytuty UAM organizacji antynacjonalistycznej i antyrasistowskiej demonstracji w Poznaniu, walce z ksenofobią i wykluczeniem, nazywając te działania “ideologizacją o wydźwięku antypaństwowym”. Następnie to właśnie członkowie Młodzieży Wszechpolskiej, wraz z innymi osobami o zbliżonych poglądach, zaatakowali uczestników tej demonstracji, napadając na nich w trakcie przemówień. Być może swoje działania zaplanowali w Waszym kościele. Widocznie nacjonalistyczna interpretacja "miłości bliźniego" zakłada wiele wyjątków, w ramach których można bić, poniżać i zastraszać nie tylko przedstawicieli mniejszości, ale także obywateli Polski o innych poglądach. W minioną sobotę (24.06.2017) grupa członków Młodzieży Wszechpolskiej napadła na demonstrację liberalnej opozycji odbywającą się w Radomiu z okazji uczczenia rocznicy radomskiego Czerwca '76 i pobiła uczestnika demonstracji.

Kolejnym przykładem "romansu" kościoła z nacjonalizmem są choćby demonstracje w Białymstoku i msze z uczestnictwem członków Obozu Narodowo-Radykalnego (ONR) czy słynne kazania Jacka Międlara.

Przykładem takim jest także udostępnianie Młodzieży Wszechpolskiej sal na spotkania przez Stowarzyszenie Apostolstwa Katolickiego Księży Pallotynów. To właśnie w murach kościołów rozwija się nienawiść. W murach kościołów organizowane są radykalnie nacjonalistyczne demonstracje i układane rasistowskie, szowinistyczne i ksenofobiczne hasła. Czy godzicie się na to?

Nagranie z akcji w serwisie YouTube

***
Poznaniacy wspólnie przeciw nacjonalizmowi

 

 

www.rozbrat.org

Dzisiejszemu czytelnikowi czy czytelniczce łatwo jest podejść do niniejszego albumu jako historycznej ciekawostki — wstrząsającej pamiątki z zamierzchłych, brutalnych czasów. Wygodnie jest wierzyć, że w naszym współczesnym, „pokojowym” i przewidywalnym świecie instytucje wojny i przemocy w pełni i skutecznie uczyniono zjawiskiem peryferyjnym. Ostatnich siedemdziesiąt lat przyzwyczaiło nas — obywateli świata zachodu — do względnego pokoju.

 

Czasy wojny nie dobiegły jednak końca wraz ze zwycięstwem Aliantów — konflik­ty zbrojne w niezmienionej formie trwają do dziś. Jedyną różnicą jest fakt, że zostały skutecz­nie usunięte z naszego pola widzenia: zamiast w centrum świata Zachodu, wydarzają się na jego peryferiach. Doświadczenie wojny zaburza nasz spokój jedynie pośrednio, jako medial­ny spektakl o odległym, bezsensownym okrucieństwie. Przemoc wojenna sprawia wrażenie obcej. W ciągu ostatnich siedemdziesięciu lat w naszej polityce dominowała strategia — na­zwijmy ją „liberalną” — oparta na neutralizacji i wyparciu wojny jako żywiołu, który jedynie od czasu do czasu penetruje nasze bezpieczne granice, forsuje mury bezkonfliktowej, spo­kojnej Europy. Ten nowy porządek miałby powstać na powojennych gruzach starego świa­ta, raz na zawsze pouczonego doświadczeniem wojennego zezwierzęcenia i irracjonalnego okrucieństwa. Odtąd „cywilizacja Zachodu” winszuje sobie przyszłości uporządkowanej, ra­cjonalnej i sytej. Jednak oczyszczony z jawnej przemocy Zachód, budując swą potęgę na tym pięknym, lecz zwodniczym marzeniu, ukrywa koszt, jakim jest ono okupione. Uwodząc swo­ich obywateli kapitalistyczną obietnicą nieustającego dobrobytu, nieposkromionego postępu i niezmąconego pokoju, buduje obojętność na wojnę i wyzysk pustoszące świat zewnętrzny. Nie zaprzątamy sobie głowy wojnami o ropę, sweatshopami w dalekiej Azji czy deregula­cją polityki wewnętrznej suwerennych państw dla ochrony interesów międzynarodowych korporacji, mimo że działania te stanowią fundament podtrzymujący nasz ład i piękny, beztroski sen. Skupieni na swoim jednostkowym dobrobycie obywatele świata zachodniego patrzą na destrukcyjne owoce swej dominacji z paternalistyczną litością i strapieniem. Prze­konani, że żyją w świecie światłych celów i dobrych chęci, nie wojny i wyzysku, w zdewasto­wanych peryferiach widzą świat absolutnej obcości — pamiątkę z zamierzchłych czasów, z czegoś, czego dawno już postanowili wyrosnąć. Jednak ten spektakl egzotycznego, anachronicz­nego bestialstwa ma jedynie odwracać uwagę od kruchości i tymczasowości naszej fanta­zmatycznej utopii — pozwala nie myśleć o tym, że ta zewnętrzna, peryferyjna przemoc jest owocem naszej polityki, co czyni ją nie cudzą — a naszą.

 

 

Strategia ta ma jednak i inną nieprzewidzianą konsekwencję. Dyskurs, który polityczną stabilność uzależnia od odraczanej bez końca obietnicy dobrobytu, nieodwra­calnie atomizuje społeczeństwo. W świecie, gdzie jedynym wspólnym językiem jest język dążenia do indywidualnego sukcesu (w pracy, życiu rodzinnym, rekreacji i rozwoju ducho­wym) niezwykle trudno pomyśleć i zbudować wspólnotę. Mało tego, na wyjałowionym z warto­ści gruncie alienacja ekonomiczna stanowiąca nieuchronną konsekwencję rozwarstwienia społecznego, do którego prowadzi kapitalistyczny sen, zostaje pozbawiona możliwości wy­razu. Nic więc dziwnego, że niezmierzone pokłady frustracji z powodzeniem udaje się zago­spodarować populistycznemu językowi prawicy. „Przegranym” w kapitalistycznym wyścigu szczurów oferuje się nową obietnicę — obietnicę powrotu do silnej wspólnoty, wartości mo­ralnych i realnego wpływu na rzeczywistość. Zamiast jednak zmierzać ku pojednaniu w walce z au­tentycznymi przyczynami niemożliwej do zignorowania alienacji będącej wynikiem kapitali­zmu, dyskurs prawicy reorganizuje społeczeństwo, przekierowując jego uwagę ku kolejnemu marzeniu. Tym razem jednak nie obiecuje nam się już mieszczańskiego spokoju, ale „praw­dziwą”, sprawczą wspólnotę. Jej siła płynie z jasnego wytyczenia granic, które jako gwarant najwyższych, wspólnych wartości domagają się obrony za wszelką cenę. Konsekwencją ta­kiego sposobu myślenia staje się dialektyka „swoich” i „obcych”, która daje poczucie sensu i nie domaga się wyjaśnienia. Zatem tak jak strategia liberalna odwracała naszą uwagę od chaosu świata zewnętrznego obiecując indywidualne spełnienie i sytość, strategia prawico­wa afirmuje ten chaos, wytyczając drogę urzeczywistnienia narodowej potęgi, której osią­gnięcie pozwoliłoby na jego uporządkowanie według „naszych wspólnych” wartości.

 

A skoro dyskurs liberalny odwracał uwagę od wojny czyniąc ją egzotyczną pamiątką z zamierzchłych czasów, narracja prawicowa robi, co w jej mocy, by ją uatrakcyjnić za sprawą uświę­cającej estetyzacji i romantyzacji bohaterskiej walki za ojczyznę. Paradygmat prawicowy nie rozwiązuje jednak problemu kluczowego — podobnie jak liberalny, nie ukazuje nam, że wojen nie prowadzi się w interesie obywateli, lecz dla maksymalizacji zysków globalnego kapitału (przypomnijmy chociażby współpracę „amerykańskich” korporacji IBM, GM, Ford i Coca-Cola z rządem nazistowskich Niemiec w czasie II Wojny Światowej czy ogromne pro­fity czerpane przez Haliburton i Blackwater dzięki wojnie w Iraku), a jedynie czyni ludo­bójstwo wzniosłym i atrakcyjnym. Obie strategie pozostają równie użyteczne dla kapitału, który wykorzystuje je jako sposób na urozmaicenie politycznego spektaklu. Niczym dwie strony tej samej monety, strategie te pozostają powiązane — ich konflikt, który nigdy nie wznosi się ponad pozorność dekoracji scenicznej, pozwala na dobranie stosownej dla panujących warunków kulturowych, ekonomicznych i społecznych strategii sublimacji społecznej frustracji. Choć ich zastosowanie ma realny wpływ na losy milionów, a nawet miliardów ludzi, pozostają scenicznymi rekwizytami, które wykorzystywać można ze względną wymiennością i w do­wolnej niemal konfiguracji. Niestety wywołane przez wojnę realne cierpienie i spustoszenie nie przestają istnieć, niezależnie od tego, czy staramy się o wojnie nie myśleć, czy czynimy ją najpiękniejszym i najwznioślejszym wydarzeniem w dziejach narodu i ojczyzny — obie nar­racje pomagają jedynie zapomnieć i wyprzeć istotę wojny, to jest ból i cierpienie.

 

 

W roku 1924, w świetle koszmaru pierwszej Wojny Światowej, Ernst Friedrich widział jasno, że aby przeciwdziałać wojnie, należy postawić ją w centrum naszej uwagi, nas z kolei w pozycji jej głównej przyczyny. Wojna nie jest bowiem zjawiskiem zewnętrz­nym, wyrasta na glebie stworzonej do hodowli żołnierzy; jest samospełniającą się przepo­wiednią, koszmarną realnością snu o bohaterskiej śmierci. Zgodnie z diagnozą Friedricha wojna jest bezpośrednim skutkiem patriotycznego wychowania wpajanego młodzieży i dzie­ciom przez Państwo na usługach kapitału; ten ostatni wszak wciąż głodny jest nowych żołnierzy gotowych z naiwną narodową dumą oddać życie w jego interesie. Friedrich pisze:

 

Uwolnijcie siebie z burżuazyjnych przekonań!

 

Walcz z kapitalizmem w sobie!

 

 

W naszych myślach i w naszych czynach wciąż czai się niewypowiedzianie wiele z filistra i żoł­nierza, i prawie w każdym kryje się zmusztrowany ,,młodszy rangą”, który chce dominować i do­wodzić, nawet jeśli tylko nad swoimi towarzyszami w rodzinie, swoją żoną czy dziećmi! (s. 28)

 

Zadanie, jakie stawia sobie Wojna wojnie polega na odsłonięciu połączenia po­między pro-państwowym wychowaniem a jego konsekwencjami — na wypowiedzeniu wojny wojnie, to jest zniszczeniu uwewnętrznionych przez ludzi warunków reproduku­jących przemysł śmierci. Ukazanie okrucieństwa wojny uniemożliwia bowiem zarówno wyparcie jej jako obcej naszej kulturze, jak i jej oswojenie wynikające z estetyzacji i pe­dagogicznej instrumentalizacji. Wstrząsająca brutalność albumu nie ma więc charakteru sensacyjnego, nie chce egzotyzować wojny, budować dystansu wobec jej bestialstwa — ze­stawienie pełnych chwały i wzniosłości propagandowych obrazów obowiązku patriotycz­nego z fotografiami przedstawiającymi realne skutki wojny zmusza nas do konfrontacji z pełnym spektrum konsekwencji naszego „bohaterstwa”. Przełamując tabu ofiary wojen­nej i zrujnowanego życia kombatantów, Friedrich rozbraja wizję przyodzianej w roman­tyczne szaty „sprawiedliwej wojny” za ojczyznę (polskim przykładem tej ostatniej może być choćby gloryfikacja „63 dni chwały”, która kompletnie ignoruje 200 tysięcy ofiar cywilnych). Nor­malizację wojny jako irracjonalnej, obcej akcydentalności jak i mężnego narodowego zry­wu, do którego wzywa nas dziejowa konieczność, przełamać można wyłącznie oddolnie, poprzez zmianę wychowania i zabicie w sobie wewnętrznego żołnierza.

 

 

Przykazanie wypowiedzenia wojny wojnie może sprawiać wrażenie prostej i na­iwnej negacji. Jednak jako potencjalne podmioty ludobójstwa, jego faktyczni wykonawcy, musimy zdać sobie sprawę z ogromu pracy, jakim okupiony jest pacyfizm. Niezależnie od ostatecznego celu punktem wyjścia uczynić trzeba opór, odmowę. Friedrich odwraca pa­triotyczną narrację o sile i bohaterstwie, nawołując do zdławienia przemocy w jej zarodku, do odstąpienia od karmienia wojny naszym biernym przyzwoleniem:

 

Silniejsze od wszelkiej przemocy, od szabli i karabinu, jest nasz duch, nasza wola!

 

Powtórz te dwa słowa: ,,Nie będę!”

 

Dodaj treść do tych słów i wszystkie wojny w przyszłości staną się niemożliwe. (s. 30)

 

Osadzeni w więzieniach i szpitalach psychiatrycznych dezerterzy, strajkujący pa­cyfiści, pedagodzy i anarchiści — oto bohaterowie i bohaterki wypowiadający i wypowia­dające w czasach Friedricha służbę kapitałowi pod maską „świętej trójcy”: Boga, Honoru i Ojczyzny. Opór pozostaje jednak jedynie pierwszym krokiem, jeszcze reaktywnym, lecz rozbudzającym w życiu potencję, którą zaktualizować można za sprawą nowych wartości: przyjaźni, wzajemnej pomocy i miłości. Mimo dojmującej rozpaczy, jaka przebija z kart albumu, Friedrich nie ulega pesymizmowi, zamiast tego wskazując drogę ku lepszej przy­szłości w pozytywnym projekcie pedagogicznym. Zarysowana przez Friedricha wojna po­między wychowaniem do śmierci i wychowaniem do życia do dziś pozostaje centralnym napięciem naszej kultury. Głównym celem szkół nie jest bowiem umożliwienie uczniom podważenia autorytetu, ani rozbudzenie odpowiedzialności za świat i drugiego człowieka czy niezgody na niesprawiedliwość, ale wychowanie osób bezkrytycznie przyjmujących wspólną, narzuconą odgórnie narrację, która w wygodny sposób porządkuje ich rzeczywi­stość. Dyskurs patriotyzmu zasadzający się na nekrofilskiej gloryfikacji śmierci jest zwy­czajnie najprostszym dostępnym narzędziem zmuszającym już przedszkolną młodzież do uznania państwa i narodu za wartości same w sobie. Tym właśnie sposobem zapętla się błędne koło kultu śmierci i polityki pamięci. Brak tu miejsca na refleksję, na pytanie: za co ginę? W imię jakich wartości? W imię jakiego życia państwo domaga się mojej śmierci? Spójrzmy na wiersz, którego do dziś od wieku przedszkolnego uczeni i uczone są młodzi Polacy i młode Polki (choć wiersz adresowany jest do domyślnego męskiego odbiorcy):

 

Kto ty jesteś?

Polak mały.

Jaki znak twój?

Orzeł biały.

Gdzie ty mieszkasz?

Między swemi.

W jakim kraju?

W polskiej ziemi.

Czym ta ziemia?

Mą ojczyzną.

Czym zdobyta?

Krwią i blizną.

Czy ją kochasz?

Kocham szczerze.

A w co wierzysz?

W Polskę wierzę.

Czym ty dla niej?

Wdzięczne dziecię.

Coś jej winien?

Oddać życie.

 

Jeżeli przyjrzymy się ostatnim dwóm wersom przez pryzmat analizy Friedricha, ich zaskakująca brutalność staje się absolutnie oczywista — uprzywilejowanie śmierci jako najwyższej realizacji ludzkiego życia jest nieodłączną konsekwencją prymatu abstraktów takich jak Naród i Państwo. Ślepa wiara, posłuszeństwo i fantazmatyczna wspólnota krwi zamykają drogę innym formom samorealizacji i wspólnotowości. Obywatel (Niemiec, Francuz, Polak) i jednostka nie są jednym i tym samym. Jednostka z konieczności stoi w kontrze do narodu, jej indywidualne pragnienia, potrzeby i relacje rozbijają jego absolu­tystyczną, dziejową narrację. Obywatela zaś wytwarza się, konstruuje dla realizacji okre­ślonych, narzuconych z góry celów. Uniformizacja wojskowa, szkolna i pracownicza służą jedynie zwiększeniu kontroli, odwróceniu uwagi jednostki od realnego cierpienia wynika­jącego z kapitalistycznych wojen, wyzysku i konfliktów zbrojnych będących nieuniknionym wynikiem polityki państw narodowych i ich szowinistycznego systemu edukacji. Nie ma tu znaczenia, czy środkiem znieczulającym wykorzystywanym przez systemy władzy będzie szkoła, kościół czy centrum handlowe — skutek pozostaje bez zmian: jest nim jednostka nieczuła na świat, cierpienie innych, potulna i pozbawiona sprawczości. W tak pomyśla­nym projekcie wychowawczym wszelka moc ustalania społecznych celów i wartości leży w rękach kapitalistycznej czy państwowej władzy, nie wspólnoty krytycznie myślących, wrażliwych jednostek. Doświadczenie pierwszej Wojny Światowej do podobnych konklu­zji, aczkolwiek o przeciwnym wektorze aksjologicznym, doprowadziło Benito Mussolinie­go. Dostrzegłszy, do jak wielkich poświęceń gotowi są na froncie żołnierze w imię fan­tazmatycznego mitu Narodu, Mussolini postanowił wykorzystać potęgę idei państwowej dla sformułowania doktryny faszyzmu: ideologii, która z premedytacją rozmywa granicę między jednostką i obywatelem:

 

Człowiek faszyzmu jest jednostką, która jest narodem i ojczyzną, prawem moralnem, które skupia jednostki i pokolenia więzią tradycji i misji, która niweczy instynkt życia zamkniętego w ciasnym kole rozkoszy, aby stworzyć nakazem obowiązku życie wyższe, wyzwolenie z granic czasu i przestrzeni: ży­cie, w którem poprzez samozaparcie, poprzez poświęcenie swoich osobistych korzyści, poprzez samą śmierć urzeczywistnia to istnienie nawskroś duchowe, w którem tkwi jego wartość jako człowieka.1

 

To, co w projekcie Mussoliniego szokuje, ale także — jak uczy nas historia — uwodzi, to porażająca brutalność i bezpośredniość, z jaką opisuje on technikę kontroli nad społe­czeństwem. Wydaje się, że choć opisane przez nas strategie, „liberalna” i „prawicowa” (jak i wszystkie ich formy pośrednie), starają się nie popadać w język faszyzmu, oba paradygmaty chętnie i z powodzeniem wykorzystują jego metodologię — sprawują kontrolę nad trzema kluczowymi elementami społecznej rzeczywistości: większą narracją, wspólnym mitem i obietnicą spełnienia w osiągnięciu wskazanego przez siebie celu.

 

Choć zmianie ulegać może treść, która wypełnia każdą z tych kategorii (narracja postępu albo silnego państwa; mit równych szans na wolnym rynku albo ducha narodu; indywidualny sukces albo odparcie zewnętrznych i wewnętrznych wrogów), mechanizm kontroli i podporządkowania pozostaje ten sam. U jego podstaw leży obłudna, bo niemoż­liwa do spełnienia, obietnica sprawczości — nierealizowalna, gdyż narzucona odgórnie, a przez to skazująca na wieczną bezradność i podległość względem tego, kto wskaże kolej­ny cel, kolejne marzenie, kolejny mit. Jedynym wyjściem z błędnego koła nieziszczonych snów i ucieczek ku innym, równie nieziszczalnym obietnicom wydaje się pogodzenie jed­nostki z własną skończonością i zależnością, przy jednoczesnym uwyraźnieniu spełnienia, jakie przynosi doświadczenie wykorzystania swych ograniczonych sił dla pomocy innym i współtworzenia lepszej rzeczywistości.

 

Głębia i piękno propozycji Friedricha leży w rozpoznaniu, że wartością człowieka nie jest bynajmniej obywatelska śmierć w imię Narodu czy konsumpcjonistyczne spełnienie, ale jednostkowy potencjał do miłości, troski i współudziału w naprawie rzeczywistości. Frie­drich uspokaja nas w zapewnieniu, że świat pozbawiony uniwersalnych wartości i ponadcza­sowych absolutów nie jest bynajmniej światem pozbawionym znaczenia i sensu; przeciwnie — dopiero uświadomiwszy sobie odpowiedzialność, jaka spoczywa na barkach pojedynczej jednostki, jak i całej jej wspólnoty możemy pomyśleć świat, w którym nie jesteśmy sobie wrogami, a przyjaciółmi. Dopiero wówczas, dzieląc odpowiedzialność za świat i siebie na­wzajem, możemy oprzeć się reprodukcji wartości, które nieuchronnie prowadzą do wojen. Życie bowiem nie może rozwijać się w odosobnieniu wyjałowionego z wartości liberalne­go świata kapitalizmu ani wiecznie spoglądać wstecz, karmiąc się snem o potędze narodu i bohaterskiej śmierci. Życie czynne i sprawcze musi opierać się na relacjach — niepodobna sprowadzić je do pośmiertnej chwały męczennika za sprawę narodu ani egoistycznej sytości, gdyż dokonuje się we współtworzeniu lepszej rzeczywistości.

 

Dopiero jednostka wolna od tyranii absolutnych idei zdolna jest odkryć swój nieograniczony społeczny potencjał — zapragnąć nie wiecznej pamięci na tablicy pomnika bohaterów, ale doczesności w samopomocy i miłości. Realizacją tego projektu była dla Friedricha działalność edukacyjno-pedagogiczna. Jego anarchistyczny elementarz Pro­letarischer Kindergarten („Proletariackie przedszkole”) mający na celu edukację dzieci ku wzajemnej pomocy i trosce, wciąż funkcjonujące, berlińskie Antywojenne muzeum, któ­rego działalności niniejsza książka jest odbiciem, a także założone w 1954 powojenne cen­trum spotkań niemieckiej i francuskiej młodzieży robotniczej „Île de la paix” (Wyspa po­koju) mające na celu nawiązanie dialogu i współpracy francuskiej i niemieckiej młodzieży na rzecz pokoju, są inspirującą reakcją na okrucieństwo otaczającej rzeczywistości, próbą otwarcia ludzi na perspektywę i odpowiedzialność stworzenia nowego, lepszego świata — świata bez wojny.

 

 

Andrzej Grzybowski, Maciej Łagodziński

 

 

 

 

1 Benito Mussolini, Doktryna faszyzmu, przeł. S. Gniadek, P. Sandauer, Lwów 1935, s. 18.

Anarchistyczny Festiwal Filmowy stawia sobie za cel przybliżenie tematyki radykalnie lewicowego i anarchistycznego oporu wobec kapitalistycznej rzeczywistości oraz tworzenia wobec niej praktycznych alternatyw. AFF to pierwsze takie filmowe wydarzenie w Polsce, które stara się przyjrzeć aktualnym problemom i zagadnieniom z radykalnie lewicowej perspektywy, zaprezentować wolnościowe projekty zrywające z logiką kapitalistyczną oraz przybliżyć filmowe klasyki niosące w sobie rewolucyjną treść.

AFF to również spotkania z reżyserami, bohaterkami i bohaterami filmów, prelekcje, dyskusje oraz stoiska organizacji i wydawnictw związanych z ideami i tematami zaprezentowanymi na ekranie.

Strona internetowa AFF: https://a-filmfest.org/


 Filmy zostały podzielone na cztery bloki tematyczne: Antyfaszyzm, Samorządność Pracownicza, Historia Anarchizmu, Klasyka Kina. Antyfaszyzm to blok, który spróbuje wyjść naprzeciw problemowi rozwoju skrajnej nacjonalistycznej prawicy. Zaprezentujemy filmy, które przyjrzą się bojowym ruchom antyfaszystowskim, demaskujące związki faszyzmu z kapitalizmem a także postaramy się ujrzeć faszystowską przemoc tam, gdzie często nie chcemy jej dostrzegać. Samorządność pracownicza to idea organizacji pracy pozbawionej szefa i kapitalistycznych form wyzysku. W tym bloku filmowym zaprezentujemy współczesną, praktyczną realizację idei demokracji ekonomicznej w różnych rejonach świata: w nowoczesnej Skandynawii, targanej kryzysem ekonomicznym Grecji oraz objętej wojną północnej Syrii. Z jakimi problemami w neoliberalnej rzeczywistości muszą mierzyć się samorządne zakłady pracy, czy stanowią one realną alternatywę dla kapitalizmu? To niektóre pytania nad którymi zastanowimy się podczas festiwalu.

Historia anarchizmu zabierze nas w podróż w czasie i opowie jak realizowała się w praktyce idea wolnościowego i równościowego społeczeństwa “bez Boga i bez pana” oraz na czym polegała działalność rewolucjonistów spod czarno-czerwonego sztandaru przeszło 80 lat temu w Hiszpanii. Klasyka Kina - to blok filmów tworzonych przez anarchistów i anarchistki, niosących rewolucyjne, lewicowe treści wyrażające się także w formie samych filmów. Prezentowane tytuły weszły w kanon światowej kinematografii, jednak w Polsce wciąż czekają na odkrycie.

Program festiwalu:

Piątek, 30 czerwca

Kino Muranów ul. Andersa 5 20:00 - Antyfaszyści [Po projekcji spotkanie z reżyserem i bohaterką filmu]

Sobota, 1 lipca – ADA ul. Puławska 37

12:30 – Czy damy radę?

13:45 - Okupuj! Stawiaj Opór! Produkuj! [Po projekcji rozmowa z reżyserem + dyskusja]

16:30 - A propos Nicei [Projekcję poprzedzi wstęp o Jeanie Vigo]

17:30 - Reportaż z ruchu rewolucyjnego w Barcelonie [Projekcję poprzedzi wstęp o kinematografii CNT-FAI]

18:00 - Niech żyje utopia!

20:00 - Faszyzm sp. z o.o.

Niedziela, 2 lipca – ADA ul. Puławska 37

13:00 - Roza. Kraj dwóch rzek [Po projekcji prezentacja na temat samorządności w Rojavie]

15:15 - Pała ze sprawowania 16:30 - Nawet jeśli moja ziemia płonie [Po projekcji dyskusja]

19:30 - Czy dialektyka może łamać cegły?

Opisy filmów:

Antyfaszyści (The Antifascists) Reż. Patrik Öberg, Emil Ramos Szwecja/Grecja, 2017 74’ /Antyfaszyzm/ Prezentowany dokument zabiera nas w podróż za kulisy działania grup antyfaszystowskich. Poznajemy kluczowe dla szwedzkiego i greckiego ruchu antyfaszystowskiego osoby, które opowiadają o swoich poglądach na radykalną politykę, ale także próbują odpowiedzieć na pytanie o stosunek do przemocy bezpośredniej. Po projekcji dyskusja z udziałem reżysera oraz bohaterów i bohaterek filmu Kiedy: piątek, 30.06, 20:00 Gdzie: Kino Muranów

A propos Nicei (À propos de Nice) Reż. Jean Vigo Francja, 1930 ‘25 /Klasyka kina/ Jean Vigo ukazuje miasto na Lazurowym Wybrzeżu jako arenę społecznych podziałów, podporządkowaną wakacyjnym potrzebom burżuazji. Film przedstawia dynamikę nowoczesnej przestrzeni publicznej, ale obfituje też w ironiczne zabiegi, podkreślające absurdalność burżuazyjnej próżności. Kiedy: sobota, 1.07, 16:30 Gdzie: ADA Puławska

Czy dialektyka może łamać cegły? (La Dialectique Peut-Elle Casser Des Briques?) Reż. Rene Viénet, Francja, 1973 ‘83 /Klasyka kina/ Jeden z bardziej znanych filmów sytuacjonistycznych. Polityczna parafraza filmu sztuk walki, która posłużyła do wysunięcia radykalnej krytyki kapitalistycznej hegemonii kulturowej, skompromitowanych nurtów lewicy i praktyk nowoczesnego społeczeństwa. Kiedy: niedziela, 2.07, 19:30 Gdzie: ADA Puławska

Czy damy radę? (Can We Do It Ourselves?) Patrik Witkowsky, Jesper Lundgren, André Nyström, Nils Säfström Szwecja, 2015 59 min. /Samorządność pracownicza/ „Czy damy radę?” przedstawia przykłady samorządnych przedsiębiorstw działających w Szwecji i Stanach Zjednoczonych polemizując z najczęstszymi zarzutami stawianymi idei demokracji ekonomicznej – oskarżeniom o „niską wydajność”, „brak elastyczności” i „niemożność konkurowania z przedsiębiorstwami kapitalistycznymi”. Kiedy: sobota, 1.07, 12:30 Gdzie: ADA Puławska

Faszyzm sp. z o.o. (Fasismos A.E.) Reż. Aris Chatzistefanou Grecja, 2014 ‘84 /Antyfaszyzm/ Film odkrywa przed nami nieznaną historię relacji i powiązań finansowych i przemysłowych elit z faszystowską władzą. Niezależnie od tego, czy mowa jest o hitlerowskich Niemczech, Włoszech Mussoliniego, czy dzisiejszym neonazistowskim Złotym Świcie w Grecji, pewne mechanizmy pozostają niezmienne. Kiedy: sobota, 1.07, 20:00 Gdzie: ADA Puławska

Nawet jeśli moja ziemia płonie (Even though my land is burning / גם אם אדמתי בוערת / حتى لو أرضي تحترق) Reż. Dror Dayan Niemcy 2016 77’ /Antyfaszyzm/ Historia izraelskiej okupacji Zachodniego Brzegu opowiedziana na przykładzie wioski Nabi Saleh, której mieszkańcy – wspólnie z izraelskimi aktywistami – od 2009 r. co piątek demonstrują przeciwko grabieży ziemi pod rozwój nielegalnego izraelskiego osiedla Halamish. Po projekcji zapraszamy na dyskusję nt. systemu apartheidu w Izraelu oraz pokojowych form oporu przeciwko polityce tego państwa wobec Palestyńczyków i Palestynek. Kiedy: niedziela, 2.07, 16:30 Gdzie: ADA Puławska

Niech żyje utopia! (Vivir la utopía) Reż. Juan Gamero Hiszpania, 1997 ‘96 /Historia anarchizmu/ Film opowiada o wcielaniu w życie anarchizmu, który do dziś uznany jest za jedną z najbardziej utopijnych wizji społeczeństwa. Zaprzeczają temu bohaterowie i bohaterki filmu - 30 osób, które będąc już w podeszłym wieku z pasją opowiadają o swojej działalności anarchistycznej w Hiszpanii w latach 30 XX. To także historia rewolucji społecznej na terenie Katalonii w okresie hiszpańskiej wojny domowej. Kiedy: sobota, 1.07, 18:00 Gdzie: ADA Puławska

Okupuj! Stawiaj Opór! Produkuj! (Occupy, Resist, Produce) reż. Dario Azzellini, Oliver Ressler Niemcy 2015 30’ /Samorządność pracownicza/ Historia zarządzanej przez pracowników i pracownice greckiej fabryki środków czystości Vio.Me., która po trzech latach walki została uspołeczniona i służy nie tylko robotnikom w niej pracującym, ale także społeczności lokalnej Salonik. Po projekcji zapraszamy na telekonferencję z reżyserem filmu oraz dyskusję. Kiedy: sobota, 1.07, 13:45 Gdzie: ADA Puławska

Pała ze sprawowania (Zéro de conduite) Reż. Jean Vigo Francja, 1933 ‘41 /Klasyka Kina/ Jeden z najbardziej znanych i cenionych filmów anarchistycznych. Klasyk wyreżyserowany przez Jeana Vigo opowiada historię chłopców wzniecających bunt w szkole z internatem, w której nauczają sadystyczni nauczyciele, a edukacja jest oparta na nieustannym represjonowaniu uczniów. Kiedy: niedziela, 2.07, 15:15 Gdzie: ADA Puławska

Reportaż z ruchu rewolucyjnego w Barcelonie (Reportaje del movimiento revolucionario en Barcelona) Reż. Mateo Santos Hiszpania 1936 ‘22 /Historia anarchizmu/ Unikatowa kronika ukazująca życie rewolucyjnej Barcelony w pierwszych dniach hiszpańskiej wojny domowej: uliczne barykady, walki z faszystami, anarchistyczne milicje wyruszające na front, samoorganizujących się robotników. Kiedy: sobota, 1.07, 17:30 Gdzie: ADA Puławska

Roza. Kraj dwóch rzek (Roza - Welatê Du Çeman) Reż. Kudbettin Cebe Rojava, 2016 ‘74 /Samorządność pracownicza/ Rewolucja w Rojavie najczęściej opowiadana jest przez pryzmat heroicznych walk Kurdyjek i Kurdów z Państwem Islamskim. Film ukazuje nam mało znany, społeczny wymiar zmian zachodzących w północnej Syrii: narodziny nowego społeczeństwa opartego na wyzwoleniu kobiet, spółdzielczości i demokracji bezpośredniej. Po projekcie zapraszamy na krótką prezentację na temat samorządności w Rojavie oraz dyskusję. Kiedy: niedziela, 2.07, 13:00 Gdzie: ADA Puławska

Cena biletu na film "Antyfaszyści" w kinie Muranów - 11 zł,

Pozostałe pokazy: wolna cena

Dla tych, którzy znają Chomskiego jedynie jako analityka mediów i krytyka polityki międzynarodowej, ta wszechstronna książka przedstawia jego studia nad lingwistyką, teorią anarchistyczną i radykalną krytyką polityczną.NACLA Report of the Americas.Chomsky pokazuje nam jak niewiele wspólnego z wolnością, jeśli w ogóle, mają frazy w rodzaju "wolność wypowiedzi", "wolny rynek" czy "wolny świat". Pokazuje nam on, że wśród miriad wolności, do jakich rości sobie pretensje rząd USA znajdują się też takie, jak wolność mordowania, unicestwiania i dominacji. Wolność finansowania i sponsorowania despotów oraz dyktatorów na całym świecie. Wolność szkolenia, uzbrajania i chronienia terrorystów. Wolność obalania wybranych w demokratycznych wyborach rządów. Wolność gromadzenia i używania broni masowej zagłady - chemicznej, biologicznej i nuklerarnej. Wolność wypowiadania wojny każdemu krajowi, którego rząd ma odmienne zapatrywania.Arundhati Roy indyjska pisarka i publicystka, działaczka
ruchów antywojennych i antyglobalistycznych.
Jest dwóch "Chomsky'ch". Jeden wprowadził nowe perspektywy w języku i ludzkiej inwencji twórczej, drugi drobiazgowo krytykował społeczną niesprawiedliwość i przemoc władz gdziekolwiek na świece by ona nie występowała. Oboje mogą być postrzegani jako jeden i ten sam spadkobierca tradycji Oświecenia.

John Maher profesor lingwistyki na International Christian University
w Japonii oraz autor książki "Chomsky for Beginners".
Spis treści:I. Terror, wojna i globalny kapitalizm
1. Badając globalny kapitalizm
2. Wielostronne porozumienie o inwestycjach (MAI)
3. Świat bez wojny
4. Terror i sprawiedliwa odpowiedź
5. Od "komunizmu" do "terroryzmu" "wojny z narkotykami"
6. Fatalny trójkąt: przerażająca asymetria
7. Mechanizmy międzynarodowego terroryzmu
kierowanego przez państwo
8. Operacja iracka przed i poII. W stronę utopii
9. Uwagi o anarchizmie
10. Świadomość klasowa a ideologia władzy
11. Aktualność anarchosyndykalizmu
12. Marksizm, anarchizm i alternatywne przyszłościIII. Język i polityka
13. Lingwistyka a polityka
14. Teoria języka a teoria sprawiedliwości
15. Polityka i nauka

 

Strona 1 z 31