Zaloguj

Federacja Anarchistyczna

Jesteś tu: Start / Artykuły / Działania FA / Lubelskie /
A+ R A-
Redakcja

Redakcja

Adres witryny: http://www.federacja-anarchistyczna.pl E-mail: Adres poczty elektronicznej jest chroniony przed robotami spamującymi. W przeglądarce musi być włączona obsługa JavaScript, żeby go zobaczyć.

Warszawa: chore domy, chora polityka mieszkaniowa. List otwarty środowiska naukowego 5.09.2018
My, badacze i badaczki naukowi z różnych stron świata, jesteśmy wzburzeni skutkami polityki mieszkaniowej Warszawy i konkretnych regulacji państwowych, które od lat skazują niezamożne osoby na większą biedę. Dostęp do zdrowego, ciepłego mieszkania nie może być przywilejem. Walczący lokatorzy komunalni Pragi i innych dzielnic, zamknięci w zimnych, zawilgoconych, zagrzybionych mieszkaniach, to obraz, który na długo pozostanie nam w pamięci po wizytach badawczych w stolicy Polski.
Według krajowej specyfiki najtańsze ciepło w polskich domach zapewnia sieć ciepłownicza. Koszty ogrzewania prądem są tu co najmniej trzykrotnie wyższe [1], a sama energia elektryczna – niemal najdroższa w Europie w stosunku do siły nabywczej [2]. W stolicy kraju miejska sieć ciepłownicza jest bardzo rozwinięta. A jednak stanowcza większość – ponad dwie trzecie [3] – budynków gminy z kontrolowanym czynszem dla osób uboższych jest pozbawiona C.O. i ogrzewana najdroższą metodą. W ten sposób tanie mieszkania stają się tylko niebezpieczną fikcją.
Skutki tego stanu są opłakane. Dziś większośc budynków zarządzanych przez najbogatsze miasto w swoim regionie Europy powinniśmy uznać za Chore Domy – nieruchomości wychłodzone, zawilgocone, zagrzybiałe i istotnie pogarszające zdrowie kolejnych pokoleń Warszawiaków. W wyniku neoliberalnego kierunku polityki, dziesiątki tysięcy pracowników i emerytów od dekad trafiają do substandardowych mieszkań, których ogrzanie kilkakrotnie przekracza ich dochody. Lokatorzy przydzielani do chorych domów nierzadko pracują na dwa etaty lub zmuszeni są do oszczędzania na własnym zdrowiu. Walcząc o przetrwanie, osoby te często wpadają w długi – czy to w gminie czy prywatnych bankach. Naszym zdaniem są to długi wymuszone i bezprawne.
Mechanizmy pomocy społecznej marginalnie niwelują sprzeczności polityki mieszkaniowej. Miesięczne dopłaty do cen prądu to równowartość jednego dziennego biletu na komunikację miejską [4]. Te i inne dodatki mieszkaniowe przeznaczone są tylko dla osób nie wepchniętych w spiralę długów i pokrywają niewielką część drastycznych opłat. Programy oddłużeniowe wymagają uznania wymuszonych długów i opierają się m.in. na darmowej pracy [5] i tak często przemęczonych lokatorów – zwłaszcza wielu kobiet, które po pracy zarobkowej wykonują drugą, darmową pracę w domu.
Jednocześnie, na warszawskiej Pradze i w innych częściach Warszawy widoczna jest ekspansja ekskluzywnych projektów deweloperskich. Komercyjne budownictwo powstaje na miejscu doprowadzonych do ruiny i wyburzonych kamienic komunalnych oraz na terenie likwidowanych zakładów pracy. Gwałtowny rozwój tych części miasta odbywa się kosztem niezamożnych ludzi, których pozbawia się możliwości zdrowego zamieszkiwania. Wypychanie tysięcy ludzi z ich miejsc życia poprzez wymuszone długi czy wręcz biologiczne wyniszczenie w chorych domach to klasyczne znamiona grabieży ziemi (landgrabbing).
W tej dramatycznej sytuacji, za najbardziej racjonalne uznajemy żądania Warszawskiego Stowarzyszenia Lokatorów dotyczące substandardowych mieszkań gminy. Władze Warszawy muszą uznać, że mają do czynienia z wielkim kryzysem społecznym i wdrożyć odważne środki zaradcze. Ratusz powinien niezwłocznie podłączyć miejskie kamienice do sieci grzewczej. Tempo walki z ubóstwem energetycznym do tej pory uznajemy za zbyt niskie – według oficjalnych danych liczba budynków gminy bez C.O. zmalała o jedynie 4,1 procenta (z 72,8 do 68,7 procent [6]) w latach 2012-2017 – to mniej niż 1 procent rocznie! Dużo bardziej aktywnie Warszawa redukuje swój zasób komunalny. W latach 2007-2015 ratusz sprywatyzował lub zburzył sześć razy więcej lokali niż podłączył do C.O. w tym samym okresie [7]. Ten neoliberalny trend podąża za najgorszymi, antyspołecznymi przykładami w Europie i musi zostać powstrzymany. Jak dowiedziono w wielu niezależnych badaniach, poszerzanie zasobu komunalnego o niskim czynszu jest najlepszym sposobem na walkę ze spekulacją i głodem mieszkaniowym.
Sztuczne i wymuszone długi wynikające w oczywisty sposób z horrendalnych opłat za prąd należy zwyczajnie unieważnić. Lokatorzy nie mogą płacić swoim zdrowiem i skromnymi środkami za chore mieszkania i lata zaniedbań wynikłych z antyspołecznej polityki mieszkaniowej. Do czasu zniesienia wysokich kosztów ogrzewania, w lokalach prądowych konieczne jest zniesienie czynszów. Rząd ustalający wysokie jak na zarobki ceny prądu powinien zaś uruchomić realne dopłaty wyrównawcze do grzania lokali tą metodą.
Jednocześnie apelujemy do własnego środowiska naukowców, urbanistów, ekonomistów, architektów, mikrobiologów, mykologów, lekarzy, itd. do bezpośredniego wsparcia organizacji lokatorskich w walce ze zjawiskiem chorych domów, z niszczeniem społecznego majątku i ludzkiego zdrowia dla krótkowzrocznych prywatnych zysków.
Wspólnie sprzeciwiajmy się grabieży ziemi i domów, wspierajmy inicjatywy samopomocy lokatorskiej. Zapewniamy Was o naszej solidarności. [lista sygnatariuszy jest wciąż otwarta, poparcie apelu wraz z afiliacją prosimy słać na Adres poczty elektronicznej jest chroniony przed robotami spamującymi. W przeglądarce musi być włączona obsługa JavaScript, żeby go zobaczyć. ]
prof. Miguel A. Martínez, Instytut badań nad mieszkalnictwem i polityką miejską, Uniwersytet Uppsala, Szwecja

dr Camilla Perrone, docent, program planowania miejskiego i regionalnego Wydziału Architektury, Uniwersytet we Florencji, Włochy

Iacopo Zetti, docent, program planowania miejskiego i regionalnego Wydziału Architektury, Uniwersytet we Florencji, Włochy

prof. dr Ute Lehrer, Uniwersytet York, Kanada

Dr Joanna Kusiak, asystent badawczy King’s College, Uniwersytet w Cambridge, Wielka Brytania

prof. Fred Robinson, St Chad’s College, Uniwersytet Durham, Wielka Brytania

Fereniki Vatavali, adiunkt, Helleński Uniwersytet Otwarty, Ateny, Grecja

dr Matthias Bernt, Instytut Badań nad Przestrzenią i Miastem, Lipsk, Niemcy

Manuel Lutz, Uniwersytet Nauk Stosowanych w Poczdamie, Niemcy

dr hab. Anke Schwarz, Centrum Studiów Metropolitarnych, Uniwersytet Techniczny w Berlinie, Niemcy

Orhan Esen, Federalny związek na rzecz mieszkalnictwa i rozwoju obszarów miejskich, Berlin, Niemcy

Kike España, Wydział teorii, historii i kompozycji architektury, Universitet w Sewilli, Hiszpania

Inż. Jere Kuzmanic, asystent badawczy, Departament planowania miejskiego i polityk miejskich, Wydział Inżynierii, architektury i geodezji, Uniwerstytet w Splicie, Chorwacja

dr Wojciech Kębłowski, Wolny Uniwersytet Brukselski, Belgia

Daniel Borek - doktorant, Uniwersytet w Gandawie, Belgia

dr hab. Kacper Pobłocki, Uniwersytet im. Adama Mickiewicza w Poznaniu

prof. dr hab. Rafał Jakubowicz, Wydział Edukacji Artystycznej i Kuratorstwa, Uniwersytet Artystyczny w Poznaniu

Justyna Kościńska - doktorantka, Instytut Socjologii, Uniwersytet Warszawski

prof. dr hab. Jacek Kochanowski, Uniwersytet Warszawski

dr Ewa Majewska, Uniwersytet Warszawski

Ewa Majdecka, Instytut Stosowanych Nauk Społecznych, Uniwersytet Warszawski

dr Łukasz Zaremba, Instytut Kultury Polskiej, Uniwersytet Warszawski

dr Magda Szcześniak, adiunktka, Instytut Kultury Polskiej, Uniwersytet Warszawski

dr Weronika Parfianowicz, Zakład Historii Kultury IKP UW (Pracownia Studiów Miejskich)

Alicja Palęcka, Instytut Socjologii, Uniwersytet Warszawski

Stanisław Krawczyk, Instytut Socjologii, Uniwersytet Warszawski

Monika Woźniak, Instytut Filozofii Uniwersytet Warszawski

Niezależni badacze:

dr hab. Jan Sowa, Biennale Warszawa

Laura Colini, Tesserae Urban Social Research, Berlin, Niemcy

Lorenzo Tripodi, Tesserae Urban Social Research, Berlin, Niemcy

Dr. Philipp Klaus, INURA Zürich Institut, Zurych, Szwajcaria

Christoph Laimer, redaktor “Derive - Magazine for urban research”, Wiedeń, Austria

Elke Rauth, dyrektor “Urbanize! International Festival for urban explorations”, Wiedeń, Austria

Dr Tino Bucholtz, urbanista, Amsterdam, Holandia

Patrice Riemens, geograf, Amsterdam, Holandia

Członkowie grupy badawczej Ministarstvo prostora / Ne davimo Beograd, Belgrad, Serbia

Przypisy

[1] „Zużycie energii w gospodarstwach domowych 2015" GUS, s. 55-56.
[2] GUS, „Energia 2017", s. 20.
[3] Wieloletni Program Gospodarowania Zasobem Mieszkaniowym m.st. Warszawy 2018-2022, s. 32, dalej WPGZM
[4] Obwieszczenie Ministra Energii z dnia 23 kwietnia 2018 r. w sprawie wysokości dodatku energetycznego obowiazującej od dnia 1 maja 2018r. do dnia 30 kwietnia 2019 r.
[6] Porównaj WPGZM 2013-2017 s. 33 oraz WPGZM 2018-2022 s. 32
[7] W latach 2007-2015 ponad 3 tysiące mieszkań komunalnych doposażono w instalację CO i CCW, z miejskiego zasobu wyjęto przez prywatyzację 17 176 mieszkań. Porównaj prezentację „Warszawa walczy ze smogiem”, wiceprezydent Michał Olszewski, s. 8 oraz prezentację „Działania na rzecz lokatorów z budynków reprywatyzowanych”, s.35
Warszawskie Stowarzyszenie Lokatorów

Poznań - II Socjalny Kongres Kobiet

13 października 2018 r. | Dział: Zapowiedzi
Socjalny Kongres Kobiet zainicjowały w marcu bieżącego roku opiekunki ze żłobków, pracownice instytucji kultury, lokatorki z Warszawy i z Poznania. Kongres był kolejnym krokiem w rozwoju wspólnej walki o wyższe płace i niższe czynsze. Niezależnie czy rządzą nami mężczyźni bądź kobiety obecna forma demokracji nie broni nas przed pracą, która często zmienia nasze życie w koszmar i przed drożyzną, która zmusza nas do jeszcze cięższej pracy. Nie chcemy odnajdywać się na wolnym rynku, nie chcemy być bizneswomen, ani polityczkami. Chcemy realizować samodzielnie określone potrzeby, a nie potrzeby biznesu.
Jako pracownice i lokatorki najlepiej wiemy, czego nam brakuje, aby nasze położenie mogło ulec faktycznej poprawie. Część postulatów programowych ustalonych podczas pierwszej edycji Kongresu dotyczy ogólnokrajowych problemów środowisk pracowniczych i lokatorskich jak np. skrócenie czasu pracy czy rozwój mieszkalnictwa komunalnego. Inne postulaty są z kolei odpowiedzią na antykobiecą politykę władz samorządowych np. zwiększenie kontroli społecznej nad finansami i działaniami samorządu lub przyłączenie wszystkich mieszkań komunalnych do c.o.. Podczas II Kongresu planujemy doprecyzować owe postulaty, co służyć ma powiązaniu walk, które często są wciąż od siebie odseparowane. Ponadto stoimy przed koniecznością wymiany doświadczeń tak, aby po kolejnych wyborach władze nie mogły zignorować nas jak i naszych potrzeb.

Więcej informacji szukaj na facebooku SKK

29 sierpnia w Poznaniu przy ul. Święty Marcin odbył się protest przeciwko szefowi restauracji „Kuchnia Wandy” oraz „Sugomi Sushi”, którego byli pracownicy i pracownice oskarżają o niewypłacenie zaległych pensji, niezawieranie umów na piśmie, niepłacenie wynagrodzeń na czas oraz zastraszanie. W pikiecie wzięło odział ok. 30 osób, w tym przedstawiciele i przedstawicielki Komisji Pracujących w Gastronomii IP, pracujących w innych restauracja i jadłodajniach.

 

Poszkodowane przez szefa ww. restauracji mogą być co najmniej 23 osoby. Faktycznie to on podejmował wszystkie decyzje kadrowe i zajmuje się zarządzaniem w obu restauracjach, choć formalnie zatrudniały pracowników różne podmioty gospodarcze. Roszczenia tylko 7 osób tytułem niewypłaconych wynagrodzeń wynoszą co najmniej 100 tys. zł. Osoby te wysłały ostateczne przedsądowe wezwania do zapłaty, które dotychczas okazały się nieskuteczne. Pracownicy dysponują dowodami w postaci min. list obecności. Poinformowana przez nich Inspekcja Pracy była zmuszona wstrzymać kontrolę, gdyż – jak wynika z pism PIP z kwietnia br. kierowanych do prawnika poszkodowanych – pracodawca nie przedkładał dokumentów na wezwanie Inspekcji Pracy, niezbędnych do ustalenia stanu faktycznego. PIP pisał: „Osoby reprezentujące kontrolowane podmioty konsekwentnie nie stawiają się na kolejne wezwania inspektora pracy”.

 


1 copy copy copy copy copy

 

W „Kuchni Wandy” i „Sugomi Sushi” niektórzy pracowali na umowy o pracę, inni na umowy śmieciowe, mimo że podstawą ich zatrudnienia powinna być umowa o pracę. Nie zawsze odprowadzano składki na ubezpieczenie zdrowotne. Pensji bardzo często nie wypłacano na czas, a zaległości były spłacane na raty – według jednej z poszkodowanych: „Każdy z nas bał się, że nie otrzyma swojego wynagrodzenia za ciężką pracę. Pracowałam do połowy marca 2018 r., a ostatnią wypłatę otrzymałam za styczeń i to w ratach po 500 zł”. Pracownicy utrzymują też, że z własnych pieniędzy opłacali towar, a firma ma szereg długów wobec licznych podmiotów, w tym dostawców.

 


2 copy

 

Gdy część pracownic w marcu br. złożyła wypowiedzenia na podstawie art. 55 Kodeksu Pracy w sytuacji dopuszczenia się przez pracodawcę ciężkiego naruszenia podstawowych obowiązków wobec pracownika, ich były szef odpowiedział zastraszaniem i wyzwiskami, po czym zaczął unikać kontaktu z poszkodowanymi, nie wywiązując się z należności. Sprawa zastraszania została zgłoszona policji. Są inni poszkodowani, którzy nie chcą się domagać zaległych pensji w obawie przed szefostwem.

 


3 copy copy copy


Podczas pikiety domagano się natychmiastowej spłaty wszystkich należności. Głos zabrali też przedstawiciele i przedstawicieli naszego związku pracujący w innych barach i restauracjach, podkreślając – jak wynika z ich wieloletniego doświadczenia – łamanie praw pracowniczych w gastronomii stoi na porządku dziennym.

 


5 copy copy

6 copy copy

 

 

www.rozbrat.org

Rozmowa z działaczem Komisji Inicjatywy Pracowniczej w zakładach Volkswagen Poznań.

Mikołaj Iwański: W ostatnich miesiącach często słyszymy w mediach, że mamy już w Polsce rynek pracownika. Czy to przekłada się na wasze warunki pracy w podpoznańskich fabrykach Volkswagena?


Marek Duniec, spawacz-zgrzewacz z kilkunastoletnim stażem w VW Poznań: Są w naszej firmie miejsca, gdzie się pracuje lekko i przyjemnie, ale tam nie trafia się raczej z otwartej rekrutacji, bardziej działają znajomości, polecenia itp. Nasze warunki pracy, tzn. większości pracowników, są nie do pozazdroszczenia. Faktycznie jest problem z pozyskaniem nowych pracowników, dlatego żeby zatrzymać młodych, często daje się im lżejszą robotę, a przez to starszych pracowników, takich jak my, obciąża się coraz bardziej. Plan roczny jest coraz wyższy, a zatrudnienie stoi w miejscu. Aby temu sprostać, Volkswagen podkręca prędkość linii montażowej, zwiększając tym samym intensywność naszej pracy do tego stopnia, że na niektórych stanowiskach trzeba truchtać. Młodzi pracownicy chudną w oczach. Rekord to 30 kg w rok. Tymczasem nasze płace niemal stoją w miejscu – po 15 latach mam 3200 netto jako spawacz-zgrzewacz. Gdybym musiał sam wynająć mieszkanie i samodzielnie prowadzić gospodarstwo domowe, to szału nie ma. Co trzy lata wdrażane są nowe warunki zatrudnienia. Dzieje się to w formie negocjacji z największym związkiem zawodowym – trwa to czasem nawet pół roku, zwykle za zamkniętymi drzwiami. Działająca od wielu lat w zakładzie „Solidarność” nigdy nie ujawniała szczegółów swoich żądań – zmieniło się to po powstaniu Komisji Inicjatywy Pracowniczej w zeszłym roku. Negocjacje zwykle zaczynają się jesienią, a o wynikach załoga dowiaduje się przed świętami. To ma swoje uzasadnienie. Po pierwsze, zarząd zdaje sobie sprawę, że jeżeli załoga będzie niezadowolona, to przed świętami trudniej się jej zebrać i coś zrobić. Po drugie, pod koniec roku wypłacane są też premie świąteczne i nadgodziny, dlatego występuje efekt znieczulenia. Dostajemy wyższe przelewy, dlatego trochę mniej zwraca się uwagę na zmianę podstawy wynagradzania. „Solidarność” i zarząd ogłaszają to jako efekt wspólnych negocjacji i obie strony, wspólnie, ze zdwojonym wysiłkiem zaczynają wmawiać załodze, że podwyżka płac np. o 2,5 proc. to jest coś fantastycznego.

 

Ile dostaje nowo przyjęty pracownik?

Około 2200 netto – praca w trybie trzyzmianowym, co tydzień inna zmiana, w tym dwie zmiany w sobotę i zmiana nocna w niedzielę traktowana jako nadgodziny. Razem 18 zmian w tygodniu. Naprawdę dużo pracy, która wyniszcza fizycznie i psychicznie. Ten „rynek pracownika” to jakieś absurdalne określenie powtarzane przez dziennikarzy czy przedsiębiorców, my nigdy w życiu nie mieliśmy do czynienia z czymś takim.

 

Jak wyglądało uzwiązkowienie w zakładzie, zanim powstała wasza komisja?

„Solidarność” według oficjalnych informacji zrzesza około 7 tys. członków. Generalnie Volkswagen ma bardzo skuteczną strategię podporządkowywania sobie związków zawodowych, którą wdraża wszędzie tam, gdzie funkcjonują jego zakłady. Polega ona na zapraszaniu do zakładu wybranych związków, z którymi następnie „bardzo dobrze się współpracuje”. W przemyśle samochodowym jest normą, że istnieją dwie kategorie pracowników – tzw. pracownicy rdzenia, np. zatrudnieni na umowach na czas nieokreślony, na lepszych stanowiskach, majstrowie, funkcyjni na niższych stanowiskach zarządzających, typu liderzy grupy, o których się w miarę dba. Do tego dochodzi biurokracja związkowa, która nie zajmuje się pracą produkcyjną i uzyskuje płace na poziomie menadżerskim. Pracownicy rdzenia są dobrze osadzeni w strukturze związkowej, a sam główny związek jest integralną częścią zakładu. Dlatego praktycznie każdy nowy pracownik podczas procesu rekrutacji dostaje deklarację „Solidarności” do podpisania – to dzięki temu mają tak wielką liczbę członków. Do tego pracownicy pełniący funkcje kierownicze, np. majstrowie osadzeni w strukturach „S”, decydują o przydziale miejsca pracy, nadgodzinach, awansie itp. Tak więc ten związek jest częścią systemu zarządzania fabrykami VW; jeśli skonfliktujesz się z tego typu strukturą, to twoje warunki pracy radykalnie się pogorszą bądź związkowcy zarekomendują cię do zwolnienia. To jest zrozumiałe w kontekście niemieckiej kultury zarządzania w przemyśle, gdzie istnieje jeden związek, bardzo głęboko umocowany w strukturze firmy i trudno przebić jego monopol. Tylko że w tej sytuacji pracownicy nie mają sensownej niezależnej reprezentacji, gdyż związek jest po prostu po to, żeby dbać o interes zarządu.

A kto tworzy tę drugą kategorię pracowników?

W podpoznańskich fabrykach Volkswagena przez pierwsze trzy lata każdy z nas pracuje przez agencję pracy. Jeśli spełnisz warunki, które nie są jasno określone, dostajesz kontrakt bezpośrednio od VW, najpierw na rok, potem trzy lata itd. Generalnie dojście do umowy na czas nieokreślony zajmuje około 8 lat. W każdym roku 20% załogi zatrudnionej bezpośrednio przez Volkswagena zostaje przeszeregowana na stanowisko o wyższej kategorii, w ramach około 11 poziomów obowiązujących pracowników montażu. Oznacza to, że awans średnio przypada raz na 5 lat, czyli statystycznie dojście do najwyższego poziomu wynagrodzenia, jaki może osiągnąć pracownik montażu, zajmuje 55 lat. Robi się to trochę abstrakcyjne, szczególnie że są pracownicy, którzy nawet przez 9 lat nie doświadczyli zmiany zaszeregowania. Zaangażowanie np. w konflikt związkowy czy konflikt pracowniczy poza strukturą głównego związku może zatrzymać twój awans – to pokazuje, jak bardzo dyscyplinująca jest ta wewnętrzna hierarchia misternie skonstruowana przez pracodawcę.

 

Jakie kryteria decydują o awansie?

Są bardzo nietransparentne. W rzeczywistości decydują o nim subiektywne oceny konkretnych przełożonych i nikt nie ma wątpliwości, że pomaga w tym bardzo wsparcie i rekomendacja oficjalnego związku zawodowego.

 

Jak w takich warunkach założyliście waszą komisję? Wydaje się to właściwie niemożliwe.

No było ciężko. Już od kilku lat podejmowano próby, które gasły w obliczu stanowczego sprzeciwu „Solidarności”. Jej członkowie np. rozpuszczali plotki, że w takim zakładzie jak nasz może istnieć tylko jeden związek. Na samym początku zapisało się do nas 120 osób, tyle było obecnych na pierwszym spotkaniu. Chwilę później rozdaliśmy ulotki z deklaracjami pod zakładem – zapisało się wtedy 500 osób. Podobno ludzie wówczas wypisywali się z „Solidarności”, ale nie zapisywali się do nas. Powstanie i utrzymanie naszej komisji naprawdę jest sukcesem. Nie jesteśmy takim związkiem, do jakiego są przyzwyczajeni pracownicy Volkswagena, nie mamy biura, nie przybijamy piątek z zarządem, nie pomagamy w karierze, nie dajemy paczek na święta, więc musimy się uwiarygodnić innymi metodami.

 

Od razu weszliście w konflikt z firmą?

I z „Solidarnością”. W sierpniu zeszłego roku, kiedy powstawała komisja, zwolniono trzy osoby za krytyczne wobec firmy wpisy na Facebooku na prywatnych profilach. „Solidarność” poparła Volkswagena i wypięła się na zwolnionych. Zaskarżyliśmy firmę za bezprawne zwolnienia, zostaliśmy też pozwani przez „S” za treść ulotki, w której napisaliśmy o skorumpowanych związkowcach. Oba procesy jeszcze trwają, ciągną się bardzo długo – w pierwszym przypadku z powodu klasycznej przewlekłości sądów pracy, a w drugim sąd zakwestionował sam pozew, więc członkowie prezydium „Solidarności” złożyli kolejne, tym razem indywidualne pozwy. Do naszej komisji dołączyli też pracownicy DHL-a, którzy obsługują część logistyki VW. To dodatkowe blisko 100 osób; udało się im wywalczyć 8% podwyżki oraz powstrzymali wprowadzenie rocznego okresu rozliczeniowego.

 

Jaka jest obecnie wasza pozycja w firmie?

Możemy interweniować w pojedynczych sprawach pracowników. To coś, czego bardzo brakowało; od tego tak naprawdę są związki zawodowe. Dużym problemem jest obłożenie pracą. Różnorodny rozkład zmian bardzo utrudnia spotkanie się wszystkich w jednym miejscu o jednej godzinie. Jedyny wolny wieczór bez konieczności porannej pobudki każdy z nas chce przeznaczyć na odpoczynek, a kawałek wolnej niedzieli ludzie chcą spędzić z rodziną, zamiast siedzieć dalej myślami w pracy. Taka organizacja pracy bardzo też sprzyja biurokratyzacji związków. Ci, którzy są na etacie, mogą się spotykać kiedykolwiek i decydować o działaniach komisji, reszcie pracowników trudniej ich rozliczać, bo np. ze względu na pracę nie mogą uczestniczyć w spotkaniach. Tzw. godziny związkowe, które nam przysługują według ustawy, dzielimy między członków prezydium, tak żeby nikt nie miał pełnego etatu związkowego, żeby nie siedział za biurkiem. Kiedy bierzemy dzień wolnego na działalność związkową, to firma często nie organizuje zastępstwa i reszta kolegów musi ciężej pracować z powodu braków kadrowych. Majstrowie wmawiają ludziom, że muszą robić więcej, bo ci z Inicjatywy Pracowniczej bawią się w związek. Ostatecznie sami namawiają nas, żebyśmy wzięli cały etat związkowy i nie pokazywali się na linii, bo wtedy dostaną na stałe nowego pracownika i będą mieli spokój z jakimś związkowcem, którego trudniej sobie podporządkować. Biurokratyzacja związków leży więc w interesie firm.

 

Jak z perspektywy ostatnich lat oceniacie zmiany w warunkach pracy i wynagrodzenia?

Patrząc długofalowo, można mówić o stałym regresie. Mimo okresowych podwyżek prac wzrastają normy, wymagana jest większa wydajność, wprowadzane są dodatkowe zmiany itp., co realnie oznacza pogorszenie warunków, w jakich pracujemy, a nasze wypłaty rosną bardzo powoli. Po prostu pracodawca kupuje od nas coraz więcej pracy za podobne lub niższe kwoty. Podnosząc te kwestie, bardzo często słyszeliśmy o rozwiązaniach wynikających z tzw. pakietu antykryzysowego, uchwalonego jeszcze przez poprzedni układ polityczny. Dlatego naszym kluczowym celem nie jest sama walka o wyższe płace, ale o zmianę warunków pracy i zmniejszenie obłożenia pracą. Dotychczasowa sytuacja po prostu nie będzie możliwa do wytrzymania bez rujnowania sobie np. życia rodzinnego. Dobrym przykładem jest ostatnia podwyżka, z grudnia 2017 – w mediach słyszeliśmy, że nasze płace wzrosną o 1000 zł – w praktyce oznaczało to początek trzyletniego cyklu, który w sumie miał dać tę kwotę, czyli średnio było to 300 zł brutto na rok, przy jednoczesnym zwiększaniu obciążenia pracą. Mamy w tym momencie duży problem z odebraniem zaległych urlopów; jest wiele wakatów, co skutkuje większym obciążeniem pracowników. Zmiany na rynku pracy, ogólnie rzecz biorąc, są korzystne dla pracowników, płace idą w górę. Natomiast nas przez kolejne trzy lata obowiązuje porozumienie, które daje znikome podwyżki wynegocjowane w gorszych dla pracowników realiach z zeszłego roku. Tak Volkswagen umówił się z „Solidarnością”. A mówimy o największym producencie samochodów na świecie, który mimo problemów związanych z aferą dieslową i kosztownych inwestycji badawczych co roku ma coraz większy zysk liczony w miliardach euro.


Co w tym momencie jest dla was największym problemem?

Przede wszystkimi walka o niedopuszczenie do dodatkowej zmiany. Ten temat niestety ciągle jest aktualny. Poza tym skrócenie okresu rozliczeniowego z rocznego na miesięczny. Zostało to wprowadzone około 2008 roku w ramach właśnie pakietu antykryzysowego i do dziś nie zostało zmienione, mimo naprawdę dobrej koniunktury. Kwestia przenosin między zakładami – chodzi o podpoznański Antoninek i Wrześnię. Przymusowe przenosiny miały charakter nieformalnych represji; w jednym przypadku tego typu, dotyczącym naszego działacza, wszczęliśmy sprawę w sądzie. Najczęściej jest to zwykłe utrudnianie życia ludziom mieszkającym daleko od nowego miejsca pracy, co wiąże się czasochłonnymi dojazdami. Chcemy wprowadzenia w takich sytuacjach jasnych kryteriów przenosin. No i oczywiście problemem jest planowanie urlopów, zasady odrabiania niezależnych od nas przestojów technicznych.

Jakiś czas temu dostaliśmy propozycję od zarządu, żeby zacząć korzystać z biura związkowego i poddać się większej kontroli ze strony firmy – w tym m.in. ściśle konsultować plany prowadzenia różnych akcji (czyli po prostu ich nie robić) bądź treści publikowane w naszej gazecie rozdawanej pod bramami zakładu (czyli wydawać publikacje za związkowe składki, które to publikacje będą zachwalać firmę). To pokazuje jakość dialogu i sposób załatwiania ważnych dla nas spraw przez pracodawcę.

 

A jak wygląda sprawa z zatrudnianiem Ukraińców?

Wielu Ukraińców pracuje w logistyce; nie są oczywiście uzwiązkowieni. Pracują na kontraktach półrocznych, bo tyle jest ważna ich wiza, i w związku z tym nie są zatrudniani przez Volkswagena, tylko przez podwykonawców. Jakiś czas temu dużym problemem była rotacja tych pracowników, ale teraz to się trochę ustabilizowało. Dużym kłopotem jest też to, że Ukraińcy nie mają kontaktu z innymi pracownikami – po pierwsze z powodu bariery językowej, a po drugie z powodu bardzo wysokich norm, które uniemożliwiają nawet chwilę rozmowy. Są też gorzej opłacani, choć wykonują porównywalną pracę.

Wydajecie własną gazetę zakładową?

Jesienią zeszłego roku wydaliśmy pierwszy numer, w 8 tys. egzemplarzy. Był rozdawany pod bramami między zmianami. Ludzie byli zainteresowani. W drugim numerze był wywiad z robotnikiem z Brunszwiku, który opowiedział o warunkach pracy w niemieckiej fabryce. Obok wywiadu wydrukowaliśmy niemiecką siatkę płac – to był najpilniej przestudiowany przez chyba wszystkich pracowników materiał. Volkswagen jest międzynarodowym koncernem, lecz robi wiele, żeby ograniczyć nasze międzynarodowe kontakty. Żeby uścisnąć rękę kolegi z Niemiec, musisz być grubą rybą związkową, która jeździ na międzynarodowe spotkania związków kontrolowane przez VW. My nawiązaliśmy bezpośrednie kontakty z pracownikami montażu w innych krajach. Zamieszczamy też materiały o strajkach i konfliktach pracowniczych za granicą, tam, gdzie działa koncern. Zrobiliśmy koszulki z napisem „Wczoraj Bratysława, dzisiaj Poznań”, bo w zeszłym roku w Bratysławie był wygrany strajk. Zarząd wraz z „Solidarnością” wmawiali nam, że strajk nie ma sensu i zamiast strajkować, trzeba ciężej pracować. Kontakt z pracownikami innych zakładów jest bardzo trudny, ale jeśli udaje się ominąć oficjalne struktury niemieckich związków, jest on efektywny i pozwala na przepływ informacji o trwających konfliktach oraz na szybkie dementowanie plotek krążących po zakładzie. Staramy się budować kontakty z mniejszymi związkami lub grupami pracowników, ale zazdrościmy trochę naszym kolegom z Amazona, którym udało się zbudować silną międzynarodową sieć.

 

Przemysł samochodowy jest jedną z najszybciej rozwijających się branż w Polsce. Jak na wasz nos będą wyglądać warunki pracy w nim za kilka lat ?

Coraz nowocześniejsze samochody wymagają coraz więcej pracy oraz coraz większego zaangażowania podwykonawców. Obciążenie pracą peryferyjnych zakładów w UE będzie coraz bardziej widoczne. Prosty przykład dobrze ilustruje, jak wygląda przenoszenie miejsc pracy – niemiecki pracownik dostaje 600 euro dodatku za pracę w nocy, my w Polsce za to samo dostajemy 20% liczone od minimalnego wynagrodzenia. Za dodatek niemieckiego pracownika można zatrudnić polskiego montera pracującego w większym rygorze. Kierunek przepływu popytu na pracę jest więc jasny. Dodatkowo sprawę pogarsza robotyzacja i cyfrowa kontrola. Można to przerwać jedynie przez tworzenie oddolnych, niezależnych od pracodawcy struktur związkowych. Tylko jako zorganizowani robotnicy możemy mieć realny wpływ na warunki pracy. Dopóki ludzie są zastraszeni, to wciąż mają nadzieję, że „góra” się nad nimi zlituje, choć w rzeczywistości wszyscy wiedzą, że „góra” jest po to, aby z nas wyciskać jak najwięcej, a nie żeby nam pomagać. Jeżeli jednak pracownicy wspólnie zdobywają siłę, to przestają się oglądać na „górę”. Ostatecznie „góra” bez nas nic nie wyprodukuje.

 

Rozmawiał Mikołaj Iwański

***

Marek Duniec – spawacz-zgrzewacz z kilkunastoletnim stażem w Volkswagen Poznań, działacz Komisji Inicjatywy Pracowniczej w zakładach w Poznaniu.

 

 

Tekst opublikowany na Krytyce Politycznej

CEL PROJEKTU

 

Celem projektu jest wydanie wspomnień Bernarda Konrada Świerczyńskiego „Przemytnicy życia". Autor, uhonorowany medalem Sprawiedliwego wśród Narodów Świata, pisze o swoich przeżyciach i kreśli sylwetki znajomych wywodzących się ze środowiska handlarzy warszawskiego bazaru, którzy w obliczu wojny stają się szmuglerami na granicy getta. Wspomnienia napisane są żywym, barwnym językiem.

 

 

 

O KSIĄŻCE

 

Autor wspomnień, jako nastoletni chłopak, mieszkając przy słynnym warszawskim bazarze Kercelego, poznał środowisko tamtejszych handlarzy, cwaniaków, ale też ludzi ciężkiej pracy. Nieobca była mu również atmosfera i postacie handlowego placu Żelaznej Bramy czy Hal Mirowskich. To oni są bohaterami jego opowieści. W 1939 roku, tak jak całe społeczeństwo, stanęli w obliczu wojny. Polacy patrzyli na wznoszący się mur getta, Żydzi musieli radzić sobie po jego drugiej stronie. Specyfika środowiska, przejawiająca się pewną brawurą, ale też jasnymi zasadami przyjaźni i współdziałania, w czasie wojny nie zniknęła, zmieniły się tylko warunki – już nie bazar, ale granica getta stała się najważniejszym terenem działania. Świerczyński precyzyjnie opisuje miejsca i sposoby szmuglowania. Nie wybiela historii, przywołuje prawdziwe zdarzenia i zachowania, i te szlachetne i te podłe. Nie ukrywa, że szmuglerzy nie ryzykowali swojego życia tylko z chęci pomocy, ale na tym procederze zarabiali. W wielu przypadkach potrzeba było jednak zdecydowanie większej determinacji niż tylko ta, która dyktowana jest chęcią zarobku. Ukazuje nie tylko szlachetne postawy, ale także wspomina wydarzenia z udziałem szmalcowników.

 

Czytałem wiele publikacji, nierzadko wspomnieniowych, przedstawiających Polaków jako zoologicznych antysemitów, którzy swoją „rasistowską ideologię wyssali z mlekiem matki”. Niestety większość publikowanych faktów była prawdziwa. Ale taki obraz stanowi zaledwie jedną stronę okupacyjnej rzeczywistości. Obok ludzkich szumowin były też tysiące tych, którzy z narażeniem własnego życia pomagali, potrafili zachować ludzką godność i którzy za swą patriotyczną postawę ukarani zostali najwyższym, hitlerowskim wymiarem kary.

 

Bernard Konrad Świerczyński - „Przemytnicy życia”

 

Kercelak w latach okupacji. Widok na stronę zachodnio-północną. Widoczne budynki przy ulicy Leszno.

Fot: Portal Warszawa1939.pl/Z kolekcji Pawła Stala

 

 

Przemytnicy życia” to opowieść wymykająca się czarno-białym podziałom. Napisana z werwą, językiem często środowiskowym ma wciągnąć czytelnika w świat autora oraz zmusić do refleksji.

 

Wspomnienia Świerczyńskiego ilustrowane są fotografiami z epoki, a także mapkami pokazującymi opisane w tekście miejsca szmuglowania. Konstultantką historyczną książki jest profesor Barbara Engelking.

 

Dokument na wskroś prawdziwy, a przecież czyta się jak powieść i to pisaną z humorem. Wspomnienia idealisty, zakochanego od młodości w żydowskiej sąsiadce. Ratował ją w czasie wojny –  a przy okazji wielu innych – najpierw w getcie, a potem poza jego murami. Książka ma szansę pobudzić wyobraźnię wielu, którzy raczej nie sięgnęliby po trudny w odbiorze materiał źródłowy.

 

Profesor Barbara Engelking

 

 

 

W owych czasach o przejściach do getta z oczywistych względów nie rozpowiadało się zbyt szeroko. Ale dla kogoś, kto tak jak ja niemal codziennie „skakał” do getta, przejścia nie stanowiły głębokiej tajemnicy. Wystarczyło dobrze się rozejrzeć, pogadać z jednym lub drugim z „wolskich rodaków”, a że i ja, i mój ojciec reprezentowaliśmy firmę „odpowiedzialną”, stosunkowo łatwo było uzyskać odpowiednie informacje. Musiał o tym wiedzieć także i Zygmunt, skoro w takiej właśnie sprawie pofatygował się do mnie na czwarte piętro. Ale co Zygmunta mogła obchodzić ulica Jaworzyńska? Nic się tam specjalnego nie działo. Staś Skripij opiekował się małym Markiem i lepił żołnierzyki z plasteliny (o napadzie na bank KKO dowiedziałem się nieco później). Rozwadowska usiłowała handlować ciasteczkami, które piekła razem z mieszkającą wtedy na Jaworzyńskiej Haliną, a których nikt nie chciał kupować, bo twarde były jak warunki Churchilla wobec Hitlera. Ale Zygmunt miał tak mocne polecenie, że wątpliwości być nie mogło. A że nie wszystko było dla mnie jasne, przecież to jedna z ważniejszych zasad konspiracji, aby wiedzieć tylko tyle, na ile to konieczne.

– Najłatwiej jest przejść przez sądy… – zacząłem, ale Zygmunt natychmiast przerwał.

– Sądy znam dobrze, ale teraz ich wartość jako punktu przerzutowego spadła prawie do zera. Po stronie żydowskiej wejścia do sądów obstawione jest szaulisami, Ukraińcami i SS.

– Jest przejście na rogu Wroniej i Ogrodowej. W prywatnym mieszkaniu, w suterenie. Po dwadzieścia złotych od łebka. Przez szafę do piwnicy, stamtąd dziurą między rurami kanalizacyjnymi i już jest się w getcie. Tylko że człowiek utytła się jak nieboskie stworzenie…

– To również miniona sprawa. Po ograniczeniu getta Ogrodowa nie sięga żadnej zamieszkałej przez Żydów ulicy. Zresztą już przed paroma miesiącami była tam nieprzyjemna wpadka. Wygarnęli ładnych parę osób.

– Jest jeszcze droga przez garbarnię Pfeiffera na Okopowej – kontynuowałem – Ale to droga dla ludzi cierpliwych i o silnych nerwach.

– Słucham, słucham...

 

Bernard Konrad Świerczyński - „Przemytnicy życia”

 

 

 

 

 

 

 

O AUTORZE

 

Bernard Konrad Świerczyński (zwany Kondkiem) urodził się w polskiej rodzinie o poglądach lewicujących. Dorastał na warszawskiej Woli. Jako nastoletni chłopak pomagał ojcu w sprzedaży książek w budce na słynnym bazarze Kercelego.

 

Na podwórku kamienicy, w której mieszkali rodzice Kondka, rodziny różnych wiar żyły obok siebie w atmosferze akceptacji lub obojętności. Świerczyńscy przyjaźnili się z sąsiadami Goldbergami, a ich dzieci wychowywały się niemal razem. Po wytyczeniu getta Świerczyński przemykał się wielokrotnie na zamkniętą stronę i pomagał dawnym sąsiadom, choć nie tylko im. W sierpniu 1942 Halina Goldberg, rówieśnica i przyjaciółka Kondka, wydostała się z getta i odtąd ukrywała się w różnych miejscach – zawsze pod opieką Kondka. Pobrali się w 1944 roku. Bernard Konrad Świerczyński pomógł nie tylko swojej przyszłej żonie, ale też wielu innym osobom narodowości żydowskiej – wyszukiwał dla nich kryjówki, organizował pomoc lekarską, przekazywał listy i jedzenie, organizował fałszywe dokumenty.

 

Jeden z żydowskich sąsiadów, któremu autor wspomnień pomagał, Jan Paweł Rogalski, pisał: Jeżeli my dzisiaj żyjemy, mamy dzieci, to życie nasze zawdzięczamy w znacznej mierze bezinteresownej pomocy Konrada i jemu podobnych.

 

Bernard Konrad Świerczyński ocalił życie co najmniej kilkunastu osobom. W 1972 roku, na podstawie ich zeznań, został uhonorowany medalem Sprawiedliwego wśród Narodów Świata. W 1991 został honorowym obywatelem państwa Izrael. Zapis jego wspomnień został złożony w archiwum United States Holocaust Memorial Museum w Waszyngtonie.

 

 

 

ILE POTRZEBUJEMY?

 

Książka ma już opracowaną formę, ale marzymy, aby dotarła do możliwie najszerszego grona czytelników. Chcielibyśmy zebrać 5000 zł na druk. Wszelkie dodatkowe środki przeznaczymy na zwiększenie nakładu "Przemytników życia".


https://polakpotrafi.pl/projekt/wydanie-ksiazki-przemytnicy-zycia

 

 

Książka ukaże się we wrześniu 2018 roku.

W czwartek 26.07 w godzinach od 18.30 do 20.30 na terenie pływalni letniej w Parku Kasprowicza odbyła się debata „Stop betonowaniu Poznania” zorganizowana przez Stowarzyszenie Kolektyw Kąpielisko. Prowadziła ją i moderowała Kalina Olejniczak.
W spotkaniu udział wzięło około 60 osób, mieszkańców Łazarza i innych dzielnic, radnych osiedlowych, społeczników i przyrodników.

 

Podczas spotkania poruszono następujące tematy:
1) Park Kasprowicza – Agnieszka Malinowska i Klaudia Lewczuk ze Stowarzyszenia Kolektyw Kąpielisko, przedstawiły problem planowanej wycinki drzew związanej z realizacją inwestycji Centrum Sportów Wrotkarskich „Arena” Poznań oraz krytej pływalni,

 

2) Starołęki Małej – Wojciech Danilewicz ze Stowarzyszenia Zielona Starołęka przedstawił problem budowy kompleksu boisk sportowych na jedynym terenie z starodrzewem w okolicy. Przedstawiciele stowarzyszenia zabiegają o utworzenie parku rekreacyjnego między ulicami Forteczną i Romana Maya.

 

3) Park Rataje – Aneta Mikołajczyk wraz z Lesławem Rachwałem zaprezentowali obecny stan parku, zwracając uwagę na niedostosowanie zastosowanych układów roślin do skali miejsca oraz niewykorzystanie zasobów przyrodniczych terenu.

 

4) Sołacz - Piotr Krzyżaniak z Kolektywu Rozbrat oraz Paweł Szwaczkowski przewodniczący zarządu osiedla Sołacz, poruszyli zagadnienia związane z inwestycjami na Sołaczu oraz sprzeciwem mieszkańców przeciwko zabudowie terenów zieleni, wchodzących w skład klina zieleni,
5) Grunwald - Małgorzata Mercik-May przedstawiła kwestie związane budową centralnego zintegrowanego szpitala klinicznego oraz zmian zapisów planu miejscowego skutkujących wycięciem drzew i ograniczeniem terenu zieleni,

 

6) Chwaliszewo - Elżbieta Świtalska oraz Marzena Cieloszyk z Rady Osiedla Chartowo, omówiły zagadnienia związane z działaniami na rzecz zachowania lasku przy Malcie, terenu zieleni na os. Tysiąclecia (Traszki Ratajskie) i parku na osiedlu Czecha.

 

7) Żurawiniec - Michał Kucharski przedstawiciel Rady Osiedla Naramowice przedstawił zagadnienia związane z Rezerwatem Żurawiniec.
Po prezentacjach odbyła się dyskusja, w której głos zabrali m.in. członkowie Koalicji Antysmogowej Kuba Kotnarowski oraz Wiesław Rygielski, którzy przedstawili działania Komisji Dialogu Obywatelskiego; radny osiedlowy Przemysław Czechanowski, mieszkańcy m.in Magda Kielar i Iwona Józwiak. Ostatnia wypowiedź przewodniczącego rady Osiedla Św. Łazarz, Filipa Olszaka wzbudziła wiele emocji.

 

W trakcie spotkania mieszkańcy także składali swoje podpisy pod Poznańskimi Tezami na rzecz Drzew i Parków, wyrażając tym samym poparcie dla idei.
Debatę „Stop betonowaniu Poznania” można podsumować:


- mieszkańcy Poznania zgłaszają zdecydowany sprzeciw wobec inwestycji lokalizowanych na terenach zieleni, uznając je za wspólne dobro i dziedzictwo przyrodniczo-kulturowe,
- liczne grono prelegentów i uczestników wskazuje na dużą liczbę dostrzeganych problemów związanych z zachowaniem i kształtowaniem terenów zieleni w Poznaniu,
- mieszkańcy Poznania zgłaszają potrzebę organizowania spotkań sieciujących, w trakcie których omawiane będą konkretne przypadki a także możliwości współdziałania na rzecz zachowania zieleni,
- istnieje potrzeba wypracowania metod realnej partycypacji, tak aby mieszkańcy sąsiadujący z planowanymi inwestycjami, które będą miały bezpośredni wpływ na jakość ich życia, nie byli pomijani w procesach planistycznych,
- konieczne jest opracowanie dokumentów - wzorem innych miast w Polsce - chroniących tereny zieleni i ustalających spójną wizję rozwoju systemu przyrodniczego miasta (m.in Miejskiego Planu Ochrony Terenów Zieleni, a także Strategii Rozwoju Terenów Zieleni)

 

W związku z powyższym w wyniku debaty zawiązała się nieformalna koalicja zgłaszająca zdecydowany sprzeciw wobec inwestycji lokalizowanych na terenach zieleni, uznając je za wspólne dobro i dziedzictwo przyrodniczo-kulturowe. Na celu ma nagłaśnianie kontrowersyjnych przypadków i dzielenie się wskazówkami, jak działać, by skutecznie zabiegać o ochronę terenów zieleni.

 

Relację z debaty można obejrzeć na zdjęciach przedstawionych na stronie Stop betonowym Parkom.


Na tej samej stronie zamieszczone zostaną wygłoszone prezentacje oraz relacja filmowa.
https://www.facebook.com/stopbetonowymparkom/


Link do artykułu podsumowującego debatę:
https://portalkomunalny.pl/stop-betonowaniu-poznania-aktyw…/



Grupa robocza koalicji: https://www.facebook.com/groups/427144904473174/

 

 

www.rozbrat.org

Warszawski Niezależny Kiermasz Książek 2018
Warszawa, 8-9.09.2018



Zapraszamy do wzięcia udziału w trzeciej edycji Warszawskiego Niezależnego Kiermaszu Książek, który w tym roku odbędzie się 8-9 września w przestrzeni ADA Puławska. Jeśli piszesz, drukujesz, organizujesz, tłumaczysz, prowadzisz bibliotekę albo coś badasz, tworzysz lub po prostu, tak jak my, lubisz książki, wpadnij nas wesprzeć w działaniach na rzecz niezależnych wydawnictw i książkowej samoorganizacji. Zapraszamy na dyskusje, wykłady, warsztaty i koncerty.



W ubiegłym roku w kiermaszu brały udział wydawnictwa, kolektywy i osoby reprezentujące różne środowiska zarówno z Polski jak i zagranicy. Wydarzenie przyciągnęło też sporo miłośniczek i miłośników książek i liczymy na to, że w tym roku będzie podobnie.



Tym razem Kiermasz współorganizujemy z Warszawska Federacja Anarchistyczna. Wydarzeniu będą towarzyszyć różne warsztaty i spotkania, podczas których będą poruszane tematy, którymi zajmują się wydawnictwa niezależne oraz inicjatywy oddolne. Kiermasz otwarty jest na przekaz równościowy obejmujący głos ludzi wykluczanych z powodu rasy, pochodzenia, płci, tożsamości płciowej, orientacji seksualnej, wieku, barier ekonomicznych lub sprawności. Pomyślmy wspólnie jak dzielić się naszymi doświadczeniami, aby uczyć się od siebie nawzajem, z szacunkiem dyskutować nad alternatywami oraz spojrzeć krytycznie na współczesną rzeczywistość.



Na zgłoszenia czekamy do 31 lipca pod adresem Adres poczty elektronicznej jest chroniony przed robotami spamującymi. W przeglądarce musi być włączona obsługa JavaScript, żeby go zobaczyć. . Na ten sam adres mailowy można przysyłać wszelkie propozycje współpracy, pytania i uwagi odnośnie wydarzenia.



Mimo że nie będziemy w stanie pokryć kosztów podróży, nie pobieramy opłaty za stoisko i zapewniamy miejsce noclegowe i posiłki dla osób aktywnie uczestniczących w wydarzeniu. Z powodu ograniczeń przestrzennych możemy zaproponować ograniczoną liczbę stanowisk/miejsc na warsztaty.



Warszawski Niezależny Kiermasz Książek to wyjątkowa okazja do poznania ludzi reprezentujących różne perspektywy i do dzielenia się doświadczeniami i wiedzą. Zachęcamy do zapoznania się z ubiegłorocznym programem. Trzecia edycja będzie równie interesująca.



[EN]
call-out: Warsaw Independent Bookfair 2018
Warsaw, Poland, 8-9.09.2018

We invite you to take part in the third edition of the Warsaw Independent Bookfair, which will take place at ADA Puławska on September 8-9, 2018.

If you write, print, organize, translate, run a library, do research, create, or simply love books like we do, come support us in actions for independent publishers and book self-organization. Come join us in discussions, lectures, workshops, and concerts.



Last year’s bookfair gathered publishers, collectives, and people from various communities from Poland as well as from abroad. Numerous fans of books also participated, and we hope this year will be just as much fun.



This year, we are co-organizing the event together with the Warsaw Anarchist Federation. It will be accompanied by various workshops and meetings which will address various subjects raised by independent publishers and grassroots initiatives. The Bookfair is open to messages of equality, involving the voice of those excluded for reasons of ethnicity, gender, gender identity, sexual orientation, age, economic barriers or dis/abilities. Together let us reimagine ways to share our experience so as to learn from each other, discuss alternatives respectfully, and share critical perspectives on today’s reality.



We will be waiting for your applications until July 31st at Adres poczty elektronicznej jest chroniony przed robotami spamującymi. W przeglądarce musi być włączona obsługa JavaScript, żeby go zobaczyć. . Should you have any suggestions as to cooperation, questions, or remarks concerning the event, please feel free to use the same e-mail adress.



Although we are unable to cover the costs of transportation, participation and stands are free of charge, and we do provide accommodation and meals for those actively participating in the accompanying events. As our space is limited, we can offer a limited number of stands and of workshop spaces.



Warsaw Independent Bookfair is a special occasion to meet people representing various perspectives and backgrounds, exchange experience, and share knowledge. We encourage you to check out last year’s program: this year’s edition will be just as interesting!



Warsaw Independent Bookfair Collective / Warsaw Anarchist Federation



WWW: http://warsawbookfair.esy.es/?lang=pl
Twitter: http://twitter.com/WarsawBookfair
Facebook: http://www.facebook.com/warsawbookfair

Kolejna edycja OBOZU ANARCHISTYCZNEGO


W tym roku zapraszamy Was już od 12 sierpnia do Beskidu Żywieckiego
Obóz to idealna inicjatywa dla każdego/każdej, kto chce odpocząć od zgiełku miasta i obcując z naturą spędzić konstruktywnie tydzień wakacji.
Obóz jest wydarzeniem cyklicznym, jest to okazja do rozmowy, spotkania, wędrówki, zabawy. Wyjątkowe miejsce, w którym czas zwalnia a ognisko pali się co noc :)


Koszt: WPISOWE 20 zł opcja z wegańskimi obiadami przez tydzień- 50 zł
NIEZBĘDNIK: typowe rzeczy biwakowe - latarka, kubek, sztućce, karimata, śpiwór i namiot, miska lub menażka
Telefon do kontaktu podamy wkrótce, ewentualne pytania i informacje w wiadomości prywatnej.
Czekamy na Was ! Zabierzcie znajomych, rodziny, zwierzaki i wpadajcie
Poniżej podajemy zarys PROGRAMU OBOZU 2018.

Są jeszcze wolne terminy więc jeśli chciałabyś/chciałbyś poprowadzić wykład/spotkanie na ważny dla Ciebie temat daj znać!



"Czytajcie książkę o piasku" - poprowadzi Czarna Teoria
Zastanawialiście się kiedyś tak na serio czy kiedykolwiek dojdzie do anarchistycznej rewolucji? A co jeżeli zanim uświadomimy klasę pracującą do horyzontalnego organizowania się i odrzucenia kapitalizmu i państwa nadejdzie katastrofa klimatyczna? A co jeżeli nic nie możemy już z tym zrobić? W takim razie co nas czeka i na co jako anarchiści powinniśmy się szykować? Na te pytania stara się odpowiedzieć anonimowy autor słynnego "Desert" - pozycji obowiązkowej dla zielonego nihilzimu, a ja z przyjemnością Wam o tym opowiem przy ognisku.
Linki do desert dla rozeznania:


https://theanarchistlibrary.org/library/anonymous-desert
https://www.goodreads.com/book/show/16086852-desert



"La zad" - poprowadzi Zielona Autonomia
La zad to nazwa autonomicznych strefy położonych niedaleko miasta Nantes we Francji. Historia tego miejsca, walki i oporu jest nierozerwalnie związana z planem budowy najwiekszego lotniska w tej części Europy, które rząd Francji planuje od conajmniej lat 60.
Kiedy w ostatnich latach plany budowy lotniska wróciły, opór się zintensyfikował. Anarchiści wraz z miejscową ludnością, rolnikami stawiają opór, od fizycznej konfrontacji z policją, po blokady dróg do Nantes przy użyciu traktorów.
Poznajcie historię La Zad de Notre Nantes, największej sieci autonomicznych kolektywów wspieranych przez mieszkańców w walce z kapitałem, który ma w planach wysiedlić lokalną społeczność i zniszczyć tradycyjne rolnictwo i przyrodę w imię zysku.



„Anarchiści a studencki ruch okupacyjny – próba podsumowania” poprowadzi Federacja Anarchistyczna Poznań
Na początku czerwca przez kraj przetoczyła się fala akademickich protestów przeciwko planom neoliberalnych reform szkolnictwa wyższego. Za przykładem Uniwersytetu Warszawskiego, gdzie studenci i wykładowcy wspierani przez lokalnych anarchistów podjęli okupację uczelnianych gmachów, w wielu ośrodkach akademickich protestujący zajęli sale wykładowe swych uczelni. Już w pierwszych dniach protestu stało się jasne, że w szeregach ruchu sprzeciwu wobec reformy Gowina znajdują się zarówno zwolennicy utrzymania dotychczasowych porządków na uczelniach, jak i ci, zdaniem których wymaga ona radykalnych zmian.
Przykład Uniwersytetu Łódzkiego, gdzie współpraca protestujących studentów z anarchistami została zerwana na skutek intryg i nacisków biorących udział w proteście wykładowców pokazuje realia polskiego szkolnictwa wyższego i stan umysłu rządzącej dziś nim kadry naukowej. Jest też dobrym punktem wyjścia do dyskusji o sposobach na poszerzenie społecznej bazy radykalnej lewicy i problemach na jakie się z tym wiążą.



"Syria - jak wojna zastąpiła rewolucję" poprowadzi I
Prelekcja dotyczy najbardziej żywej i głębokiej rewolucji "Arabskiej wiosny". Jej rozwój nieustannie utrudniany jest przez pośrednie interwencje wielkich imperialistycznych państw, jak również wpływy fundamentalistów Islamskich, przez regionalne podziały, plemienne interesy i brak ideologii rewolucyjnej. Wszystkie te czynniki składają się na transformację rewolucji w militarny konflikt i dyplomację na zewnątrz Syrii.

Magdalena Malinowska pracownica firmy Amazon działająca w OZZ Inicjatywa Pracownicza, współorganizatorka Socjalnego Kongresu Kobiet


Nagłośnienie problemów pracownic ochrony, które zostały zatrudnione przez organizatorki ostatniego Kongresu Kobiet, wywołało pewne zainteresowanie opinii publicznej w tym również środowiska Krytyki Politycznej. Niedawne teksty napisane przez Izabelę Desperak (link) oraz Michała Sutowskiego wraz z Agnieszką Wiśniewską (link) wzięły pod uwagę wcześniejsze wypowiedzi publikowane w Internecie, z wyjątkiem komentarza grupy inicjatywnej Socjalnego Kongresu Kobiet (link). Jest to o tyle istotne, że komentarz Socjalnego Kongresu Kobiet już po części wyjaśnił problemy powtórnie podniesione przez dwie kolejnie publikacje z łamów Dziennika Opinii. Dziwi więc uparte powracanie do tez, które od tego wyjaśnienia abstrahują.


fot. Radosław Sto

 

Publikacje z Dziennika zakładają, że stosunki pracy panujące na Kongresie Kobiet to wpadka bądź odosobniony incydent. Sama od trzech lat jestem szeregową pracownicą podpoznańskiego magazynu „Amazona” i prowadzę w nim działalność związkową. Na podstawie własnych doświadczeń, jak i działalności związkowej mogę stwierdzić, że w polskich przedsiębiorstwach pogarda względem pracujących kobiet jest na porządku dziennym. Kongres Kobiet jedynie powiela obecnie dominujący model stosunków pracy. Patologiczne traktowanie pracownic ochrony przez ich przełożone w obecnych realiach nie jest w żaden sposób wyjątkowe, a raczej typowe. Sytuacja wywołała publiczne zainteresowanie m.in. dlatego, że stoi ona w sprzeczności z wizerunkiem Kongresu Kobiet, który deklaratywnie reprezentuje interesy wszystkich kobiet. W praktyce unika on jednak kwestii nierówności klasowych jak diabeł święconej wody. Wbrew propozycjom Izabeli Desperak problem nie ma więc charakteru technicznego i nie rozwiąże go przykładowo wprowadzenie jakiegoś rodzaju klauzul społecznych. Jego istota ma charakter polityczny. Po prostu skład gabinetu cieni, który kształtuje politykę Kongresu, jest skrajnie neoliberalny. Taka sytuacja z kolei gwarantuje, że znoszenie hierarchii płciowej, która uderza w najgorzej usytuowane kobiety, nie będzie dla Kongresu kluczowym tematem.


Kongres jest wymownym przykładem tego, jak retoryka wspólnego interesu łączącego wszystkie kobiety utwierdza podział pracy, w którym większość z nich ciężko pracuje za darmo albo za grosze. To samo słyszymy w przedsiębiorstwach, gdy wmawiają nam, że jesteśmy jednym zespołem. Kiedy jednak dochodzi do podziału owoców naszej pracy, okazuje się, że większość z nas skazana jest na biedę, a jedynie mniejszość odnosi sukcesy. Nasza krytyka nie ma więc treści moralnej, jak twierdzi Sutowski z Wiśniewską, ale materialną. Nie walczymy o posady w parlamencie czy w radach nadzorczych przedsiębiorstw, do czego cały czas namawiają nas liberalne feministki. Walczymy o przeżycie do pierwszego, o to, żeby nie być eksmitowaną na bruk, walczymy przeciwko istnieniu takich ról społecznych, jak polityk czy polityczka, buissneswomen czy komornik. Nie walczymy o rząd dusz w mediach, galeriach, instytucjach politycznych i w innych skupiskach elit, które utrzymują się z naszej pracy. Częściej spotkać nas można w zakładach pracy i czyszczonych kamienicach, czyli w miejscach skupiających środowiska pracownicze. Perspektywa pracownic i lokatorek jest dla nas zasadniczym punktem odniesienia i dlatego kojarzone jesteśmy z lewicą, choć pewnie dla ludzi z tzw. lewicowych mediów niezwiązanych ze środowiskami pracowniczymi takie podejście może wydawać się sekciarskie.


Wbrew banalizacji dokonanej przez Sutowskiego i Wiśniewską obecna dyskusja dotycząca Kongresu Kobiet nie ma charakteru pokoleniowego (młode radykalne kontra stare liberalne). Gdyby spojrzeć, chociażby na skład ruchu lokatorskiego, to dominują w nim kobiety powyżej pięćdziesiątego roku życia, których postulaty i działania niejednokrotnie są dużo bardziej postępowe niż zaangażowanie młodej lewicowej inteligencji. Brak wiedzy na temat charakteru konkretnego ruchu społecznego (w tym wypadku lokatorskiego, który jest częścią składową Społecznego Kongresu Kobiet) prowadzi publicystyczny tandem do błędnych wniosków politycznych.


Kongres Kobiet nie przesunie się bardziej na lewo, dopóki najgorzej utytułowane kobiety nie będą wzmacniały swojej siły w procesie walk o charakterze ekonomicznym. Interpretacja, jakoby przypadki wzmożonego wyzysku kobiet przez inne kobiety podczas Kongresu były etapem „konfliktu w rodzinie”, bardziej odsuwa nas niż przybliża do wizji lewicowego Kongresu Kobiet. Od dekad słyszymy podobną retorykę nawiązującą do solidaryzmu społecznego, którego efekty odczuwamy każdego dnia na własnej skórze. Nawoływania do solidarnej walki z komuną, z faszyzmem czy o ograniczoną formę demokracji dla elit od niemal 30 lat służą im do wyciszania konfliktów klasowych występujących w obrębie stosunków produkcji. Skutkiem tego w zakładach pracy panuje obecnie zamordyzm rodem z XIX w. Problemy, na których my się koncentrujemy, dotyczą tego, jak powstrzymać tendencje faszystowskie w sytuacji, kiedy ruch związkowy jest w znacznym stopniu kojarzony z prawicą, a ruch kobiecy z neoliberalizmem? Po co tworzyć lewicę wykorzenioną z bieżących walk, które współcześnie toczą pracownice i lokatorki? Za postulowane przez środowisko Krytyki otwarcie względem środowisk liberalno-centrowych lewica płaci odcięciem od środowisk pracowniczych, co przez lata przygotowywało grunt dla rozwoju skrajnej prawicy. Nie chodzi tu o otwarcie na tzw. kwestie obyczajowe, lecz o otwarcie polegające na akceptacji liberalnej polityki gospodarczej.


W ciągu ostatnich dwóch lat kobiety w Polsce zwróciły na siebie uwagę całego świata, lecz nie ze względu na istnienie Kongresu Kobiet bądź zasiadające w ławach sejmowych polityczki. To niezależne działania kobiet na czarnym proteście spowodowały, że prawica zmuszona była odpuścić kwestię aborcji. Dzięki oddolnym działaniom kobiet m.in. z Warszawskiego Stowarzyszenia Lokatorów liberałka rządząca Warszawą wycofała się z reprywatyzowania jej zasobu mieszkaniowego. Fakty te przeczą tezie, że dalszy rozwój ruchu kobiecego może nastąpić poprzez otwarcie się na liberalizm (tak jakby obecnie jego wpływy były zbyt małe) czy promowany przez jego zwolenniczki start kobiet we wszelkiego rodzaju wyborach.


Liberalne parlamentarzystki skompromitowały się na początku roku podczas głosowania w sprawie aborcji. Czy kobiety używające limuzyn jako środka transportu, pomieszkujące w apartamentach gdzieś między Warszawą a Brukselą, ewentualnie wpadające na kawę do londyńskiego City, są zdolne do reprezentowania interesów kobiet, które pracują bez wytchnienia i bez perspektyw na liniach montażowych, w magazynach, na śmieciowych umowach, za najniższą krajową itd.?


Podczas Społecznego Kongresu Kobiet ustaliłyśmy zręby naszych postulatów programowych (link). Tzw. kwestia socjalna, wbrew perspektywie Izabeli Desperak, nie dotyczy jedynie problemu biedy i rozwoju dobroczynności. Pierwszym z listy naszych postulatów jest skrócenie tygodnia roboczego do 35 godzin. Gdyby twarz Kongresu, Henryka Bochniarz, przekonała do tego postulatu Konfederację Lewiatan, to przy jej wsparciu do końca roku problem przepracowania kobiet zostałby ograniczony, chociażby symbolicznie, o pięć godzin, a Kongres Kobiet zapisałby się złotymi zgłoskami w historii Polski. Zdajemy sobie jednak sprawę, że nikt poza ludźmi pracy, nie będzie skory do zmuszenia klasy rządzącej, aby zatwierdziła ów postulat. Taki stan rzeczy skłania nas do rozważenia zagadnienia formy organizacyjnej, jaką powinny obierać środowiska kobiece, w jakich miejscach powinny one koncentrować swoją działalność, jaką strategię powinny przyjąć w kontaktach z klasą polityczną na poziomie samorządowym i centralnym, jak przełamywać ograniczenia wynikające z elitaryzmu charakteryzującego polski feminizm?


fot. Piotr Stasiak

 

Kolejna kwestia dotyczy tego, w jakich sytuacjach antykobiece działania prawicy będą miały poparcie środowisk liberalnych. Z jednej strony w walce o utraconą władzę odwołują się one do ruchów społecznych, lecz w zakresie utrzymywania nierówności ekonomicznych idą ręka w rękę z prawicą, nie raz ją wyprzedzając. Poza tymi kwestiami pojawiają się jeszcze te dotyczące kształtu zabezpieczeń socjalnych (zadowala nas 500 plus czy może chcemy 1500 plus?), powszechnego dostępu do mieszkań komunalnych, dostępu do darmowej służby zdrowia włącznie z możliwością dokonywania aborcji, opłacania czasu dojazdów do pracy, likwidacji umów śmieciowych, unikania wyniszczającej pracy, którą obecnie określa się jako „aktywność zawodową”. Z tego typu problemami spotykamy się na co dzień.


Jeżeli udaje nam się je rozwiązać to nie na drodze sporu, który, jak chciałaby Krytyka, toczy się w sferze publicznej. Dopóki warunki naszego utrzymania nie ulegną znaczącej poprawie, to sfera publiczna pozostanie dla nas pojęciem abstrakcyjnym zarezerwowanym dla nielicznych kobiet i mężczyzn. Jeżeli myślimy o sporze, to raczej o sporze zbiorowym jako wstępie do strajku. Bliższa naszemu doświadczeniu jest koncepcja cyrkulacji walk, które podejmują kolejne grupy kobiet w zakładach pracy i poza ich murami. Nie oszukujemy siebie nawzajem, że dyskusja jest w stanie skłonić nasze szefowe lub kamieniczników do ustępstw. Ci ludzie, podobnie jak politycy, dopóki nie tracą na wizerunku lub nie ponoszą strat finansowych, nie mają w zwyczaju się wycofywać. My budujemy kobiecą siłę w toku blokad eksmisji, strajków czynszowych, wspólnego spowalniania pracy i wydłużania przerw, sabotowania antypracowniczych działań kierownictwa zakładów, wywierania presji na władze samorządowe poprzez demonstracje i okupacje. Podczas lat działalności wielokrotnie przekonywałyśmy się, że otwartość na niezależne formy walki z wyzyskiem jest jednym ze sposobów przełamywania ograniczeń narzuconych nam przez zwolenników i zwolenniczki kapitalizmu.


 

codziennikfeministyczny.pl

Autorami tego listu jest pięciu ochotników chcących wesprzeć tych, którzy przeciwstawiają się faszystom Tommy'ego Robinsona.
Jako byli członkowie sił zbrojnych Powszechnych Jednostek Ochrony (YPG), którzy opuścili Brytanię i jako ochotnicy walczyli przeciwko islamistycznej grupie ISIS, pragniemy jasno wyrazić nasz sprzeciw wobec prób przywłaszczenia walki z ISIS i dżihadyzmem przez ruchy skrajnie prawicowe. Wspieramy kontrdemonstrację przeciw nadchodzącej prawicowej mobilizacji zaplanowanej na sobotę 14 lipca.
Jako żołnierze w wojnie przeciwko ISIS, którzy stracili w niej wielu przyjaciół, w tym ośmioro obywateli brytyjskich, chcemy postawić sprawę jasno: Tommy Robinson, Angielska Liga Obrony (EDL), Generation Identity oraz Football Lads Alliance (FLA) nie są częścią walki z islamskim ekstremizmem. Starają się oni wyłącznie zaszkodzić sprawie.
Podobnie jak reszta skrajnej prawicy, Robinson nie oferuje żadnych rozwiązań - wyłącznie nowe podziały.
Jest prawicowym zawodowym politykiem, który zaczynał w neonazistowskim BNP (Brytyjskiej Partii Narodowej), założył EDL i brytyjską Pegidę. Dopiero od niedawna stara się prezentować jako niezależny dziennikarz.
Nie jest nim. Zamiast tego zajmuje się budowaniem ruchu, którego charakter można wywnioskować z jego dotychczasowych powiązań takich jak Generation Identity - grupa składająca się z "byłych" neonazistów.
Brutalny islamski ekstremizm spod znaku Al-Kaidy czy ISIS nie jest częścią tradycyjnego islamu. Jest jedynie niedawnym zjawiskiem, które przybrało na sile dopiero od lat 50. XX wieku.
To, co znamy jako islamski fundamentalizm, również nie jest tradycyjną częścią islamu. Ma on niewiele ponad sto lat i przybrał obecny rozmiar w ciągu ostatnich pięćdziesięciu.
Mimo, iż należy opierać się tym reakcjonistycznym ruchom, islam sam w sobie nie jest religią ani lepszą ani gorszą w swej doktrynie niż żadna inna większa religia.
Kiedy sprzeciwiamy się islamskiemu faszyzmowi, musimy dokładnie określać to, jakim grupom czy osobom stawiamy opór.
Prawica nie jest tym zainteresowana. Celowo szkaluje wszystkich muzułmanów, oskarżając ich o wspieranie dżihadyzmu i chęć rzekomego najazdu na kraje nie-muzułmańskie.
Prawica prowokuje napięcia między muzułmanami a nie-muzułmanami dla celów rasistowskich − ponieważ muzułmanie najczęściej nie są biali − po czym używają tych napięć i poczucia braku zaufania jako budulca prawicowego ruchu, w którym kozłami ofiarnymi są najpierw mniejszości rasowe, później inni.
Takim samym wzorcem działania posługują się skrajnie prawicowe grupy na całym świecie. Tworząc społeczeństwo, w którym muzułmanie czują się niemile widziani i zagrożeni, prawica spędza nowych rekrutów dla ekstremistów.
Jeśli szczerze obawiasz się segregowanych społeczności, to winę za ich powstanie ponosi ruch New Labour i rządy Torysów, którzy pozwolili na segregację, a nawet ją ułatwiali. Wesprzyj socjalistyczne rozwiązanie: zjednoczone, równe społeczności oraz laicką edukację.
Jeśli szczerze obawiasz się gangów molestujących kobiety i dziewczynki, to winę za ich działalność ponosi ruch New Labour i rządy Torysów, którzy przyzwalali na brak szacunku czy wzglądu na potrzeby dziewcząt i kobiet klasy robotniczej. Wesprzyj socjalistyczną odpowiedź na klasizm i zaniedbanie oraz odpowiednie finansowanie dla służb socjalnych.
Jeśli szczerze obawiasz się islamskiego ekstremizmu:
Wywieraj presję na rząd do zerwania wszelkich więzi z Arabią Saudyjską (której system prawny jest niemal identyczny do doktryn ISIS), największego eksportera ekstremistycznej ideologii.
Wywieraj presję do zerwania wszelkich więzi z prezydentem Turcji Recepem Tayyipem Erdoganem, który żywił ISIS, a następnie sprzymierzył się z nimi by zaatakować Kurdów, wspiera dżihadystów w Syrii i buduje system coraz bardziej reakcjonistycznego, fundamentalistycznego prawa w Turcji.
Szukaj rozwiązań i sprzymierzeńców z samych społeczności muzułmańskich oraz imigranckich, które najbardziej cierpią z powodu ekstremizmu.
YPG nie pokonało ISIS wynosząc jedną religię nad pozostałe czy jedną rasę ponad inną, ale poprzez swoją ideologię świeckiego, demokratycznego, wielo-religijnego, wielorasowego socjalizmu.
Lewicowe idee i polityka przyniosły koniec ISIS w północnej Syrii. Tak samo będzie z walką przeciw ruchom ekstremistycznym tu, w Wielkiej Brytanii.
Alexander Norton
Callum Ross
Josh Walker
Brace Belden
Tirpan Cudi
Tłumaczenie: Amelia


Oświadczenie


Komisja Zakładowa OZZ Inicjatywa Pracownicza przy Szpitalu Klinicznym Przemienienia Pańskiego zrzesza w swoich szeregach przede wszystkim pracowników niemedycznych. Kim jesteśmy? To rejestratorka medyczna, która ustala Twoją wizytę w szpitalu lub poradni; salowa, która sprząta szpital, wylewa nocniki i podaje obiad; informatyk, bez którego lekarz nie wypełni recepty, a tomograf komputerowy nie zrobi diagnostyki; sekretarka medyczna, która wprowadzi zapisy Twojego pobytu, zaplanuje kolejną wizytę, wpisze rozliczenia, aby NFZ zapłacił za Twoje leczenie; pracownica księgowości, bez której Szpital nie jest w stanie funkcjonować, nie zakupi leków i nie rozliczy się z NFZ; jest też pan elektryk – wszystko przecież działa na prąd; malarz i ślusarz; a tego wszystkiego dogląda portier, który całą dobę pilnuje, aby do szpitala nie dostał się nikt niepowołany oraz informuje przychodzących do niego pacjentów.

My też pracujemy na rzecz Szpitala, organizujemy pracę lekarzom, pielęgniarkom, którzy sami sobie nie posprzątają, sami nie zajmą się pacjentami ani nie naprawią instalacji elektrycznej.
Tymczasem czujemy się traktowani i traktowane, jakbyśmy byli niepotrzebni. Najdobitniej świadczą o tym wynagrodzenia, które bez względu na nasze wykształcenie i kwalifikacje są nieodmiennie niskie. Systemowo przyjmuje się, że mamy zarabiać zdecydowanie mniej od innych grup zawodowych zatrudnionych w służbie zdrowia tak, jakby od naszej pracy, poświęcenia i zaangażowania, nie zależało ludzkie życie, jakość świadczonych przez Szpital usług i komfort pacjentów oraz ich rodzin.

Część z nas nie zarabia nawet ustawowego minimalnego wynagrodzenia 2100 zł brutto, a Szpital wielu osobom musi okresowo wypłacać dodatki wyrównujące. Nasze wynagrodzenia są nieodmiennie niskie na poziomie nawet tylko ok. 2000 zł „na rękę”. Zarabiamy o wiele mniej od innych grup zawodowych, nawet gdy posiadamy wyższe wykształcenie. Nie dostajemy podwyżek, więc realnie wynagrodzenie wieloletnich pracowników Szpitala zmalało, zamiast wzrosnąć.

Dziś jako zespół niemedyczny tworzymy grupę ludzi zdecydowanych upomnieć się o godne zarobki i szacunek dla naszej pracy. W Szpitalu pracuje dużo osób młodych, które przychodzą zdobyć doświadczenie zawodowe, ale z powodu niskich wynagrodzeń rezygnują z pracy tutaj. Są też wieloletni pracownicy Szpitala, którzy z powodu lekceważenia, braku jakichkolwiek podwyżek i w konsekwencji głodowych wynagrodzeń dziś również chcą odejść. Nie pozwólmy im odejść! To również my tworzymy ten Szpital.



Żądamy poszanowania pracy pracowników niemedycznych!
Żądamy wyższych płac!



Komisja Zakładowa OZZ Inicjatywa Pracownicza przy Szpitalu Klinicznym Przemienienia Pańskiego

Ilona Rabizo, autorka niedawno wydanej książki „W kieracie ubojni”, opowiada o kulisach jej powstania.  Ilona zatrudniła się w jednej z wielkopolskich rzeźni, dzięki czemu mogła przeprowadzić badania na temat warunków pracy w takich zakładach, a także sposobów traktowania zwierząt. Przeczytajcie nasz krótki wywiad z autorką książki i wiceprezeską Stowarzyszenia Otwarte Klatki.



1. Co cię skłoniło do napisania książki „W kieracie ubojni”?

Chów przemysłowy zwierząt i ich ubój nieodłącznie związane są z cierpieniem. Przez pierwsze lata aktywizmu prozwierzęcego byłam skupiona na zwierzętach zamkniętych na fermach. Miałam poczucie, że tylko one są ofiarami przemysłu mięsnego.

Okazało się jednak, że istnieją co najmniej dwie inne grupy, którym ten przemysł niszczy życie. Pierwszą stanowią mieszkańcy wsi, w których ulokowały się duże fermy – w Polsce jest to ogromny problem. Drugą grupą są pracownicy zakładów mięsnych. Co ciekawe, początkowo w ruchu animalistycznym postrzegaliśmy osoby pracujące w ubojniach zdecydowanie negatywnie, tak jakby to one były odpowiedzialne za cierpienie zwierząt.


W kieracie ubojni Ilona Rabizo

 

Pierwszy raz z prawdziwym obliczem zatrudnienia w rzeźniach zetknęłam się na studiach pracy socjalnej. Podczas wizytacji w jednym z zakładów karnych okazało się, że część więźniów w ramach resocjalizacji pracuje w pobliskiej ubojni. Wtedy wydawało mi się to niewiarygodne, dlatego postanowiłam przeprowadzić z nimi wywiady i szerzej zająć się tym zjawiskiem w pracy licencjackiej.

Już w tamtym okresie dotarłam do wielu raportów opisujących wstrząsające warunki pracy w ubojniach, brakowało jednak informacji o sytuacji w Polsce. I z tego względu na kolejnym etapie studiów zdecydowałam się dokładniej zbadać warunki pracy w polskich rzeźniach. Książka „W kieracie ubojni” została wydana na podstawie mojej pracy magisterskiej.

2. Jak się czułaś wewnątrz ubojni? Czy możesz spokojnie spać po tym, co widziałaś?

Teraz mija drugi rok od mojego zatrudnienia. Na pewno jest mi łatwiej o tym pisać niż kiedyś. Pracując tam, miałam poczucie utraty wolności. W ubojni jest się przydzielonym do jednego stanowiska, nie można od niego odejść. Na hali nie ma okien, drzwi są zamykane. Wszędzie są kamery, które dyscyplinują pracowników. Do tego dochodzą kierownicy, którzy pomiatają pracownikami, krzyczą. No i niewyobrażalnie długi czas pracy sprawia, że całe twoje życie ogranicza się do tego zakładu.

3. Jakie było nastawienie do zwierząt twoich współpracowników?

Pracownicy mieli przekonanie, że są traktowani gorzej niż zwierzęta, że nikt się z nimi nie liczy, że są łatwo zastępowalni. Początkowo obawiałam się, że nie dam rady psychicznie, właśnie ze względu na zwierzęta. Jednak już pierwszego dnia okazało się, że nie będę miała nawet czasu zastanawiać się nad ich cierpieniem. Moje myśli były głównie skupione wokół przetrwania, aby dać radę od początku do końca zmiany, pomimo bólu i zmęczenia.

4. Jak traktowani byliście jako pracownicy?

Tragicznie, jak przedmioty. W takich zakładach nie jest się w pełni człowiekiem. Jesteś częścią procesu obróbki mięsa i to częścią łatwo zastępowalną. Praca jest tak podzielona, aby cała rzesza pracowników wykonywała jak najprostsze czynności. Dzięki temu nie trzeba tracić czasu na szkolenie nowej osoby ani wdrażanie jej w system. Pierwszego dnia ustawiają cię przy taśmie, dają nóż do ręki i od tego momentu masz pracować na najwyższych obrotach.


W kieracie ubojni- Ilona Rabizo

 

5. Gdybyś mogła zmienić jedną rzecz na świecie, nawet najbardziej niemożliwą, to co by to było?

Myślę, że problemem naszego świata jest dążenie ludzi do zysku. Kiedy pieniądze stają się celem najważniejszym, celem samym w sobie, to przestaje być ważne, co robisz i jak to robisz, istotne jest tylko to, czy finansowo dane działanie się opłaca, czy dana jednostka na tym odpowiednio dużo zarobi. Idealnym przykładem jest tu hodowla przemysłowa. Wiemy, że powoduje cierpienie zwierząt, wiemy, że dla społeczności lokalnych taka ferma jest katastrofą.

Co więcej, wiemy, że przemysł mięsny niszczy życie pracowników. Do tego dochodzi cały szereg ukrytych kosztów środowiskowych i zdrowotnych, przerzucanych na społeczeństwo. I to wszystko w imię zysku, aby bogaci mogli być jeszcze bogatsi.

Osoby, które walczą o swoje małe ojczyzny czy o dobro zwierząt, stają się „ekooszołami”, ponieważ nie posługują się retoryką zysku. Tylko jak wycenić, ile jest warte cierpienie loszki uwięzionej w kojcu porodowym, który uniemożliwia jej poruszanie się czy kontakt z potomstwem, albo sześciotygodniowego kurczaczka, który ugina się pod własnym ciężarem?

Jak wycenić zanieczyszczenie wód Bałtyku przez fermy wielkopowierzchniowe, zanieczyszczenie wód gruntowych, łąk czy pól? A co z problemami zdrowotnymi albo ciągłym stresem ludzi mieszkających w niewyobrażalnym smrodzie, który przenika domy i ubrania. Jak wycenić utratę kontaktów społecznych przez sąsiadów ferm, kiedy wnuki nie chcą odwiedzać już dziadków, bo od obrzydliwych odorów zbiera im się na wymioty? Nad tym się nie zastanawiamy, ponieważ suma kosztów nie jest tak łatwo policzalna jak zyski finansowe korporacji.

Najbardziej chciałabym, aby ludzie kierowali się nie zyskiem, a dobrem społecznym. I wtedy pytaniem byłoby nie jak mogę najwięcej zarobić na hodowli zwierząt, ale jak mogę wyprodukować zdrową żywność dostępną dla każdego, której produkcja jak najmniej szkodzi zwierzętom, ludziom i środowisku?

I dalej można się zastanawiać, który model żywienia zużywa jak najmniej globalnych zasobów, czyli w perspektywie ogółu społeczeństwa, naszej planety jest najbardziej opłacalny ekonomicznie. Marzę, abyśmy kierowali się dobrem wspólnoty z perspektywy lokalnej, ale i globalnej, żebyśmy do tej wspólnoty włączali także zwierzęta i środowisko. Wtedy takie okrutne działania jak hodowla przemysłowa nie mogłyby istnieć, bo byłyby nieopłacalne. Społecznie nieopłacalne.

Ilona Rabizo jest również współautorką książki „Społeczeństwo bez mięsa. Socjologiczne i ekonomiczne uwarunkowania wegetarianizmu”, gdzie napisała rozdział pt. „Rzeźnia Henry’ego Forda”. Poruszała tam temat warunków pracowników przemysłu mięsnego w kontekście rasy czy płci.

 

 

Zachęcamy do kupienia książki Ilony Rabizo tu: https://www.bractwotrojka.pl/index.php?option=com_virtuemart&page=shop.product_details&flypage=flypage.tpl&product_id=5471&Itemid=116


Oraz do polubienia Fanpage’a książki W kieracie ubojni: https://www.facebook.com/W-kieracie-ubojni-1828296223895463/

 

www.otwarteklatki.pl

Nacjonalizm tak doskonale pasował do wyznaczonego mu podwójnego zadania – udomowienia robotników i ograbienia obcych, że spodobał się wszystkim – to znaczy wszystkim, którzy dzierżyli albo chcieli dzierżyć część kapitału (fragment broszury).
***

https://www.bractwotrojka.pl/index.php?option=com_virtuemart&page=shop.product_details&flypage=flypage.tpl&product_id=5515&Itemid=116

 

A-tak – anarchistyczną gazetę uliczną, wydajemy od września 2015 roku. Jest to projekt ogólnopolski, który cały czas staramy się ulepszać i rozwijać. Dowód na to trzymacie właśnie w rękach. W serii Biblioteczka Ataku prezentujemy bowiem teksty, które z racji swojej objętości nie mogły znaleźć się na łamach naszej gazety. Teksty, które kontynuują i rozwijają tematy poruszone w Ataku, które wydały nam się ciekawe dla współczesnego ruchu anarchistycznego i istotne z punktu widzenia aktualnej debaty publicznej.

 

Sam papier nam jednak nie wystarcza bo czymże jest wydawanie bez praktyki? Dla nas miała ona i nadal ma duże znaczenie. Z tego też powodu bierzemy czynny udział w działaniach ruchu anarchistycznego poprzez uczestniczenie w niezliczonych spotkaniach, dyskusjach, akcjach bezpośrednich, demonstracjach. Jesteśmy grupą, której zależy na skoordynowaniu i wzmocnieniu anarchistycznych działań w całym kraju. Staramy się docierać do osób i grup początkujących oraz tych bardziej doświadczonych. Pomagamy w nawiązaniu kontaktu z innymi jednostkami/grupami, wymieniamy się doświadczeniami i umiejętnościami. Zajmujemy się też tworzeniem i rozpowszechnianiem ogólnopolskich materiałów promujących anarchizm – ulotek, plakatów, wlepek.

 

Prosimy o kontakt osoby i grupy, które chcą nawiązać współpracę, niezależnie czy i do jakiej organizacji należą, lub wesprzeć finansowo nasze działania.

 

Kontakt: Adres poczty elektronicznej jest chroniony przed robotami spamującymi. W przeglądarce musi być włączona obsługa JavaScript, żeby go zobaczyć.


Gazetę A-tak oraz broszury w serii Biblioteka A-taku tworzy kolektyw redakcyjny przy współpracy z wydawnictwem Bractwo Trojka.

 

Zapraszamy do współpracy.

Kontakt: Adres poczty elektronicznej jest chroniony przed robotami spamującymi. W przeglądarce musi być włączona obsługa JavaScript, żeby go zobaczyć.

Fb/atak.gazeta

Strona z propagandą: akcja.type.pl

www.rozbrat.org



Politycy i biznesmeni w cieniu gabinetów decydują o tym, w jaki sposób można wykorzystywać zasoby naturalne, nie dbając o zdrowie i życie ludzi i innych zwierząt. Degradacja środowiska, wynikająca z prowadzenia polityki wyzysku, doprowadziła do zmian klimatycznych, które będą miały wpływ na każdego z nas. Aby przeciwstawić się tym procesom i odzyskać sprawczość w kształtowaniu otaczającego nas świata konieczne jest połączenie sił wszystkich frontów - od walk pracowniczych, przez lokatorskie, feministyczne, czy antyfaszystowskie.

Polska jest krajem jednym z największych producentów węgla kamiennego i brunatnego na świecie - 80% energii elektrycznej pozyskuje z węgla, w tym 30% z węgla brunatnego. Uzależnienie kraju od tego paliwa ma fatalne skutki dla środowiska naturalnego oraz zdrowia i przyszłości ludzi.

Eksploatacja węgla brunatnego i jego spalanie wiążą się z kolosalnymi nakładami finansowymi, ostatecznie ponoszonymi przez społeczeństwo w postaci problemów zdrowotnych, zniszczenia zasobów wodnych, utraty miejsc pracy i ekstremalnych zjawisk pogodowych wywołanych zmianami klimatu. Jeśli nie zgadzasz się na grabieżczą i wyniszczającą politykę rządu i świata biznesu, chcesz dostępu do czystej wody, powietrza i terenów zieleni, sprawiedliwej dystrybucji dóbr i możliwości decydowania o świecie, który cię otacza - przyjedź na pierwszy w Polsce Obóz dla Klimatu, który odbędzie się od 17 do 22 lipca 2018 r. w Wilczynie (woj. wielkopolskie).

Podczas obozu będziemy dzielić się wiedzą, doświadczeniami i umiejętnościami, informować o fatalnych skutkach i konsekwencjach wydobycia i spalania węgla, dyskutować o przyszłości regionu oraz planować wspólne działania na rzecz sprawiedliwości klimatycznej i społecznej. Pięciodniowy program tworzą warsztaty, wykłady, wycieczki, pokazy filmów i wydarzenia artystyczne.

Każdy dzień obozu ma swój temat przewodni.

Są to: Lokalność, Praca, Solidarność, Samoorganizacja i Alternatywy.

 

 

Film zapraszający na obóz:

https://www.facebook.com/obozdlaklimatu/videos/198596797640945/

 

więcej informacji:

 

www.obozdlaklimatu.org


 

 

 

3 lipca nasze środowisko wsparło osoby z niepełnosprawnościami oraz ich rodziców w walce o postulaty, które pojawiły się w trakcie okupacji sejmu – m.in. o minimum socjalne dla osób niezdolnych do samodzielne egzystencji, dodatek 500 zł na życie czy wprowadzenie instytucji asystenta. Demonstracja na pl. Wolności w Poznaniu przyciągnęła kilkaset osób, nie zabrakło też samby. Część uczestników dotarła prosto z odbywającego się w tym dniu Czarnego Protestu dot. zaostrzenia prawa dostępu do przerywania ciąży.

 

Przemawiali rodzice, osoby niepełnosprawne i ich wspierające. Zdali relację z kontroli w przychodniach i szpitalach, które przeprowadzili w ostatnich dniach, czyli po wprowadzeniu prawa dot. dostępności do leczenia i fizjoterapii, które to prawo było bezpośrednim efektem wcześniejszych protestów. Okazało się, że wiele obietnic pozostaje wciąż pustych, a dostęp do usług medycznych nadal jest trudny. Z 21 postulatów, wypracowanych w trakcje okupacji – zrealizowano, i to niekompletnie, dwa.

 

Dwa przemówienia – przedstawicieli kawiarni Dobra oraz Ruchomości (związanej z Zemstą) – dotyczyły problemów, z którymi borykają się podmioty ekonomii społecznej, zatrudniające osoby z orzeczeniami. Zapowiedziano na 13 lipca debatę, w której również weźmiemy udział, dot. braku wsparcia ze strony samorządu.

 

Przedstawicielka Inicjatywy Pracowniczej podkreślała, że w ciągu ostatnich lat byliśmy świadkami wielu protestów w sektorach związanych z pracą opiekuńczą – protestowały pracownice socjalne, pracownice żłobków w Poznaniu, również w protest osób niepełnosprawnych jest zaangażowanych przede wszystkim wiele matek. Sektory opieki są niedofinansowane, podczas gdy od wielu lat dofinansowuje się w Polsce wielkie korporacje w specjalnych strefach ekonomicznych, a w najbliższym czasie przywileje podatkowe dla biznesu będą rozciągnięte na całą Polską. Wiele problemów osoby niepełnosprawne napotykają na rynku pracy – brak możliwości dopasowania czasu pracy do ich potrzeb, fikcyjne umowy o pracę, konieczność uzyskania pełnej zdolności do pracy pod rygorem utraty pracy i in. Tylko wspierając się, organizując oddolnie i dostrzegając wspólne interesy, na pierwszym miejscu stawiając nasze potrzeby, a nie potrzeby biznesu czy polityków, jesteśmy w stanie to zmienić.

 

Nie obeszło się bez zgrzytów, gdy przemawiali politycy, zarówno z PiS jak i z PO. Gdy przemawiał ten pierwszy część protestujących odwróciła się plecami, inni skandowali „40 dni walki”, czy „prawa kobiet”, samba zaczęła grać zakłócając przemówienie. Gdy przemawiała senator z PO tłumacząc się, że w obecnej sytuacji politycznej są bezradni, z tłumu głośno komentowano, że przez wiele lat byli równie bezradni w działaniach na rzecz osób niepełnosprawnych.

 

Środowiska osób niepełnosprawnych i ich rodzin zapowiadają, że będą kontynuować protesty. Z naszej strony chcielibyśmy już teraz zaprosić to środowisko do współtworzenia Socjalnego Kongresu Kobiet, organizowanego przez działaczki związkowe i lokatorskie, który odbędzie się jesienią.

 

www.rozbrat.org

Strona 1 z 37