Zaloguj

Federacja Anarchistyczna

Jesteś tu: Start / Artykuły / Działania FA / Lubuskie /
A+ R A-

 

W środę, 15 listopada o godzinie 18:00 w Poznaniu przy ul. Rybaki odbyła się pikieta „Nacjonalizm nie przejdzie #2. Wygwizdujemy Winnickiego”. Organizatorem akcji było porozumienie Poznań Przeciwko Nacjonalizmowi. Mieszkańcy Poznania udowodnili, że nie dadzą zastraszyć się faszystom podającym fałszywe informacje na temat wydarzenia - faszystowska strategia polegająca na budowaniu napięcia i atmosfery strachu nie zadziałała! Na antyfaszystowskiej pikiecie stawiło się około 700 osób.

 

 

Wbrew masowo produkowanym przez prawicę kaczkom dziennikarskim, stolica Wielkopolski nie została zdemolowana przez bojówkarzy z „Antify”. Wszyscy ci, którzy usiłują tworzyć symetrię między postawą antyfaszystowską, a faszyzmem, nacjonalizmem czy homofobią, muszą czuć się rozczarowani.

 

 

Powodem zgromadzenia „Nacjonalizm nie przejdzie #2. Wygwizdujemy Winnickiego”, było pokazanie niezgody środowisk poznańskich na wzrastający nacjonalizm, ataki rasistowskie i neonazizm, który coraz bardziej jest obecny na polskich ulicach. W Poznaniu nie ma miejsca dla posła siejącego nienawiść, podsycającego nagonkę na uchodźców i odwołującego się wraz ze swoją organizacją do tradycji przedwojennych faszyzujących ugrupowań. Winnicki, znany między innymi z nieudanego ataku na romskie koczowisko we Wrocławiu, stał się twarzą faszyzującej skrajnej prawicy. Do Poznania przyjechał tego dnia po to, by spotkać się z lokalnymi wszechpolakami w jednej z piwnic przy poznańskich Rybakach. Swój sprzeciw postanowiły wyrazić: Poznań Wolny Od Nienawiści, Grupa Stonewall, Łańcuch Światła Poznań, Federacja Anarchistyczna s. Poznań i wiele innych grup. Obecność „ważnego gościa” to próba legitymizacji bandyckich działań nacjonalistów. Przykłady faszystowskiej działalności Młodzieży Wszechpolskiej w Poznaniu to m.in. napady na demonstracje, w tym Marsze Równości, lokale działaczy LGBT, Anarchistyczną klubo-księgarnię Zemsta. Głośno było także o organizowanych przez nich publicznych seansach nienawiści przeciw uchodźcom i migrantom. Ostatnie dni dodatkowo przyniosły potwierdzenie tego wizerunku. Rzecznik prasowy MW określił poglądy tej grupy jako „separatyzm rasowy”, a nacjonaliści szli podczas sobotniego Marszu Niepodległości pod hasłem „Europa Będzie Biała Albo Bezludna”.

 

 

Licznie zgromadzeni manifestanci przynieśli ze sobą gwizdki, maski z karykaturą Roberta Winnickiego i własnoręcznie zrobione potykacze z hasłami antyfaszystowskimi. Nie zabrakło nadającej całości odpowiedni rytm Samby oraz masowo skandowanych okrzyków: „Faszyzm stop”, „Nacjonalizm won z Poznania”, „Raz, dwa, trzy, cztery – dość z Winnickim do cholery”, „Wolność, Równość. Pomoc wzajemna”.

 

 

Ostatecznie spotkanie z faszystowskim posłem było wielokrotnie przerywane, a hałas generowany przez zgromadzenie zagłuszał jego bełkot.

 

 

Licznie zgromadzeni uczestnicy i uczestniczki manifestacji złożyli na koniec wydarzenia białe róże, symbolicznie wyrażające sprzeciw wobec wzrastającej fali neonazizmu. Biała Róża była niemiecką organizacją antyhitlerowską, działającą w latach 1942 – 1943.
 

NACJONALIZM NIE PRZEJDZIE!
POZNAŃ WOLNY OD NACJONALIZMU!

 

 

 
 

miniaturaRelacja aresztowanej anarchistki  


09.11.2017 r. wraz z aktywistami Obozu dla Puszczy weszłam do budynku generalnej dyrekcji lasów państwowych w Warszawie, aby rozpocząć okupację prowadzącej grabieżczą politykę leśną instytucji. Po wkroczeniu do budynku rozwiesiliśmy banery z hasłami: "Ostatni taki las w Europie. Stop wycince!", "Puszcza nie jest surowcem", "Wycofajcie harwestery";  w drzwiach postawiliśmy beczkę, do której przykuli się aktywiści. Wewnątrz mafijnej instytucji założyliśmy drugą blokadę  - ekolodzy przykuli się do barierek za pomocą rur, kajdanek i u-locka. Po około 20 minutach w budynku zjawiła się policja, która wezwała posiłki. Państwowe służalczyki wraz z bojówkarzami lasów państwowych (straż leśna) otoczyły demonstrujących w środku kordonem, oddzielając nas od osób przebywających na zewnątrz. W tym czasie policjanci oglądali narzędzia służące do przykuwania i planowali akcję likwidacji blokady. LP wydelegowały do negocjacji państwowego łgarza, którego zadaniem było straszenie aktywistów przemocą, która ich spotka, jeśli dobrowolnie nie opuszczą instytucji. Podjęte negocjacje od początku były wciskaniem nam kitu - druga strona nie zamierzała niczego pertraktować, kryminalizowano nasze działania i grożono nam konsekwencjami. Znany ze swojego cholerycznego zachowania dyrektor lasów państwowych Jan Tomaszewski okazał się tchórzem - nie dotarł na rozmowę z unieruchomionymi aktywistami.

 

Ok. godz. 16.30 zakończyliśmy zewnętrzną blokadę ustawioną przed drzwiami budynku uznając, że ważniejsze jest utrzymanie wewnętrznej okupacji. Około godziny 17.30 policjanci przystąpili do usuwania naszej blokady. Na początku aparatczyki ostrzegły nas, że użyją siły wobec protestujących, a następnie zaczęły wyszarpywać ludzi robiących tzw. sitting. Do przykutych ekologów wysłano "specjalistów" wyposażonych w nożyce do cięcia prętów. Policyjni sadyści jak zwykle wykazali się bezmyślnością - rozciągali przypiętych rurami ludzi, tak by sprawiać im jak największy ból. Po jakimś czasie postanowili rozkuć u-locka, którym przykułam się do barierki. Gdy uznali, że nie wykręcą barierki z podłogi przystąpili do przecinania metalowego pręta za pomocą raka. W żaden sposób nie zabezpieczyli mojej szyi i twarzy przed ewentualnymi urazami. Jeden z policjantów podciągnął rowerowe zapięcie w górę, tak że przez cały czas byłam podduszana; drugi policjant trzymał mnie za głowę, w którą wcześniej zostałam uderzona łokciem, a trzeci przecinał pręt. W trakcie działań słyszałam: "sama tego chciałaś". Po przecięciu u-locka zostałam wyniesiona przez pięciu policjantów, wciąż w rowerowym zapięciu na szyi. Podczas aresztowania policjant skuł mnie kajdankami i nakłaniał, bym stanęła na nogi, a wtedy inny aparatczyk przetnie u-locka tak, by mogli go usunąć ze szyi. Odmówiłam, gdyż zachodziła obawa, że metal wbije mi się w szyję. Jeden z policjantów chwycił wówczas końcówkę u-locka, a drugi rozszerzając rozcięcie przeciskał mi pręty przez szyję. Mówiłam, żeby tego nie robili, bo narażają moje życie i zdrowie, ale w żaden sposób nie reagowali na moje prośby. Następnie zostałam odprowadzona do radiowozu i przewieziona na komisariat.

drugie

Co w tym czasie działo się na zewnątrz?
Relacja anarchistki uczestniczącej w blokadzie na zewnątrz budynkuProtestujący, którzy nie przypięli się do beczki ustawionej na zewnątrz w drzwiach wejściowych oraz nie uczestniczyli w blokadzie wewnątrz budynku, wymiennie przemawiali, trzymali bannery, robili hałas gwizdkami, rozdawali ulotki. W pewnym momencie policja, która coraz liczniej przybywała na miejsce okupacji nagle odcięła kordonem osoby będące na zewnątrz od reszty ludzi, okupujących budynek w środku.

 

Widząc to dobiegliśmy do aktywistów przypiętych do beczki i szczelnie się z nimi oplatając i jednocześnie domagając zaprzestania działań policji. W odpowiedzi policja szarpała ludzi, jedna osoba dostała cios w twarz. Wywleczono nas poza drugi kordon, który ustawił się przed budynkiem, oddzielając w ten sposób od wszystkich przypiętych protestujących. Pomimo wszelkich starań, nikogo nie dopuszczono do nich przez kilka godzin, natomiast na miejsce przybywały kuriozalne ilości policji, formujące się w kolejne kordony. Sytuacja stawała się coraz bardziej napięta. Kiedy przerwano blokadę wewnątrz budynku i podstawiona więźniarka chciała wywieźć protestujących, utworzyliśmy siting z przodu i z tyłu pojazdu, solidaryzując się z zatrzymanymi. Wtedy policja wpadła w kompletny szał. Rozerwała brutalnie ludzi siedzących z przodu, a z tyłu otoczyła kółkiem, z którego dzięki presji uczestników protestu udało mi się wydostać. Policja cały czas nas przewracała, szarpała. Przypadkowo wyłapana dziewczyna została przygnieciona do ziemi przez kilku funkcjonariuszy i zatrzymana. Dostała absurdalny zarzut naruszenia nietykalności oraz naruszenia miru domowego, mimo że w ogóle nie przebywała w środku budynku (sic!). W końcu chaotyczne zachowania funkcjonariuszy osłabły na tyle, że mogliśmy opuścić miejsce blokady I przenieść się pod komisariat, na który zawieźli zatrzymanych, aby tam rozpocząć akcję solidarnościową.

 

trzecie

 

Nieadekwatna do sytuacji reakcja policji i bezkrytyczne współdziałanie z korporacją LP nie są dla nas żadnym zaskoczeniem. W Warszawie spotkaliśmy się z modelem działania znanym nam już z Puszczy Białowieskiej. Nasz prosty postulat wystosowany podczas protestu, aby w następnym tygodniu spotkać się z kimś z dyrekcją LP spotkał się z dosadną odpowiedzią: przemocą policji i postawieniem zarzutów popełnienia przestępstwa oraz wymownym milczeniem korporacji LP. Wydarzenia, które miały miejsce dobitnie świadczą o tym, jak ściśle powiązane są ze sobą instytucje „państwowe” i prywatne firmy, ochrona LP (straż leśna) z policją, oraz jakie jest stanowisko władzy wobec społeczeństwa, które chce bezpośrednio zamanifestować swój sprzeciw. Jest ono brutalnie pacyfikowane i kryminalizowane, policja pozostaje bezkarna, a agresja i inwigilacja ze strony aparatu władzy cały czas postępuje.

 

pierwsze

Komisariat
Relacja aresztowanej anarchistki - kontynuacjaNa komisariacie usłyszałam, że jestem "zwierzyną łowną" zatrzymującego mnie policjanta. Policjanci przez cały czas pozwalali sobie na seksitowskie uwagi wobec zatrzymanych aktywistek, zwracali się do nas na "ty" i wydawali komendy "idzie!", "siedzi!", "podpisze!". Podczas przeszukania usłyszałam: "Z recydywą nie trzeba się cackać". W trakcie kontroli osobistej odebrano mi bieliznę, gdyż wg policjantki zachodziło prawdopodobieństwo, że "zatrzymana powiesi się w areszcie", sprawdzano, czy nie ukrywam przy sobie żyletek i innych ostrych narzędzi. Policjanci wciąż powtarzali, że są "wkurwieni", bo przetrzymaliśmy ich w pracy. W odwecie ciasno skuwano ręce kajdankami i  wprowadzano w błąd twierdząc m.in., że adwokat, który do nas przyszedł, nie jest "naszym" adwokatem. Część osób odmówiła wówczas widzenia się z prawnikiem.

 

22 aktywistów rozlokowano w aresztach na terenie całej Warszawy. Skuci, byliśmy przewożeni do aresztów, gdzie przyjęcia trwały do wczesnych godzin rannych. Na "dołku" nie podano nam wody. Niektórzy dostali suchy chleb, zupki chińskie i surówkę, gdy odmówili spożycia niewegetariańskich posiłków. Po 24 godzinach 15 osób usłyszało zarzut popełnienia przestępstwa z art. 193 kk., a dwie inne o naruszenie nietykalności cielesnej funkcjonariusza. W trakcie naszego aresztowania pod komendą na ul. Opaczewskiej wciąż odbywała się akcja solidarnościowa. Wypuszczanym aktywistom dawano ciepłe posiłki i napoje.

 

Jednego jesteśmy pewni - skoro zaszliśmy tak daleko, nie ma możliwości, byśmy się poddali i zrezygnowali z walki o dobro wspólne, jakim jest Puszcza Białowieska. Lasy państwowe mogą być pewne, że protest będzie kontynuowany do czasu, aż decyzyjność w sprawie przyrody nie powróci w ręce społeczeństwa.
WYCIĄĆ WŁADZĘ, A NIE PUSZCZĘ!www.rozbrat.org

@-TAK nr 7

a w nim m.in. ( bo to nie wszystko):

- Nacjonalizm ratuje Balcerowicza

- Utracona historia Antify

- Amerykańskie korzenie rasizmu

- Zniewolenie na dole kompletny rozpieprz na górze - rozmowa z Tomaszem Piątkiem

   autorem książki  ''Macierewicz i jego tajemnice''

- Wojna wojnie

- Korporacja, depresja i płace dla prezesów

- Medycyna / Koncerny / Władza  część I

- Rozmowa z pracownikiem Amazona

- Lokals przeciwko wycińce puszczy

- Amnesty pożyteczni idioci polityki tureckiego rządu

- Manifest biblioteczego anarchisty

- Hassa Fathy i dobrowolność

- Faszyzm / Antyfaszyzm w kinie część 2

- 11 listopada

- Seria wydawnicza TIKN

Poza tym: sporo ilustracji, zdjęć, komiksów, koloru, dział regionalny - z aktywności ruchu @, komentarze redakcyjne i  zaproszenie do dyskusji na łamach kolejnych numerów,

Nie obyło się bez błędów i wtop za co bijemy się w piersi i obiecujemy poprawę.

Jeśli chcesz nas wesprzeć lub kolportować @-TAK pisz na Adres poczty elektronicznej jest chroniony przed robotami spamującymi. W przeglądarce musi być włączona obsługa JavaScript, żeby go zobaczyć.

 

 

Amerykańskie korzenie rasizmu

10 listopada 2017 r. Dział: Publicystyka
Rozmowa z doktorem Krzysztofem Wasilewskim, autorem książki „Bezdomnych gromady niemałe... Dyskurs imigracyjny na łamach prasy amerykańskiej (1875-1924)”, która właśnie ukazała się nakładem oficyny wydawniczej Bractwo Trojka.
 
„A-tak”: Co skłoniło cię do napisania tej książki?
 
Krzysztof Wasilewski: – Chciałem pokazać, że sposób w jaki pisano o imigrantach na przełomie XIX i XX wieku, można śmiało przełożyć na to, jak współczesne media informują nas o problemie uchodźczym. Sama książka ma tytuł historyczny, ale uważam, że można ją odczytywać zarówno jako opis wydarzeń, mających miejsce sto lat temu, jak i książkę o mechanizmach, które rządzą mediami. Chciałem też pokazać, jak można wykorzystać cyfrowe zbiory, bo w większości opierałem się właśnie na nich, a z prasą papierową miałem niewiele do czynienia. Moja praca pokazuje więc, jakie możliwości daje internet i różne repozytoria. Mnie pozwoliło to przeglądać tysiące tytułów prasy amerykańskiej, a szukałem artykułów pod kątem m.in. występowania słów imigrant i imigracja. Badałem to, w jakich kontekstach i jakich okresach temat imigracji funkcjonował wówczas w mediach. Dzięki zbiorom cyfrowym analizę obejmującą setki tysięcy tekstów mogłem przeprowadzić w ciągu kilku minut.
 
Książka rozpoczyna się od cytatu z wiersza Emmy Lazarus „Nowy Kolos Rodyjski”. Przedostatni wers był inspiracją dla tytułu twojej książki: „Przyślijcie mi bezdomnych gromady niemałe / Dla nich podnoszę lampę nad portu wodami”.
 
– Sam wiersz można interpretować symbolicznie. Pokazuje on, jak postrzegano w tamtych czasach problem imigracji w Stanach Zjednoczonych. Emma Lazarus z pochodzenia była Żydówką, ale nie interesowała się losami tej wspólnoty aż do momentu, kiedy przeczytała w prasie o pogromach rosyjskich Żydów i o tym, że są zmuszeni do opuszczenia Cesarstwa Rosyjskiego. Dodatkowo Austro-Węgry i Imperium Pruskie zabroniły Żydom osiedlania się u siebie, więc musieli wyruszyć w długą podróż do Stanów Zjednoczonych. Wiersz Lazarus został opublikowany w 1883 r. i trafił na aukcję, gdzie zbierano pieniądze na wybudowanie statuy wolności, mającej być darem narodu francuskiego dla amerykańskiego. Było to przedsięwzięcie wielce kosztowne, komercyjne i samo społeczeństwo amerykańskie musiało złożyć się na jego powstanie. Statua miała zostać odsłonięta w 1876 r., czyli na stulecie ogłoszenia deklaracji niepodległości. Z powodów finansowych stało się to dopiero dziesięć lat później. Sam wiersz umieszczono na cokole statuy dopiero w 1903 r., zaś ona sama dopiero wiele lat później, w latach 20. i 30., zaczęła symbolizować USA jako kraj otwarty na imigrantów; coś co widzą ludzie, wpływając do Nowego Jorku. Tylko że w tamtym czasie problem z imigracją już trwał...
 
 
PLANOWANE WYSYPISKO IMIGRANTÓW. STATUA WOLNOŚCI: „Panie Windom, jeśli zamierza pan uczynić z tej wyspy [Liberty Island – red.] wysypisko śmieci, to wracam do Francji”. Statek z lewej strony nazywa się „European Garbage Ship” („Statek z europejskimi śmieciami”). Statek z prawej to „Refuse” („Nieczystości”), a na powiewającej banderze ma napis „Statek z europejskimi śmieciami”. Karykatura dotyczy pomysłu Williama Windoma – sekretarza skarbu w administracji prezydenta Benjamina Harrisona – który w marcu 1890 r. zaproponował, aby główna stacja przyjmowania imigrantów w Nowym Jorku została przeniesiona z the Battery Island do Liberty Island, gdzie znajduje się Statua Wolności. Pomysł ten spotkał się ze zdecydowaną krytyką ze strony amerykańskiej prasy i w konsekwencji nie został zrealizowany.
 
 
Co udało ci się ustalić w trakcie badań?
 
– Może najpierw ja zapytam ciebie, z jakiego okresu pochodzą te słowa: „starcie cywilizacji”, „hordy imigrantów zbliżają się do naszych granic”, „imigranci stanowią zagrożenie dla dobrobytu”, „imigranci chcą wprowadzenia prawa religijnego obcego naszej tradycji i kulturze”?
 
Wczorajsze wiadomości TVP lub najnowszy numer „Naszego Dziennika”?
 
– Nie. „Starcie cywilizacji” to koniec XIX wieku i odnosi się do Chińczyków i Azjatów imigrujących do Stanów, a nie do Arabów. Pisano, że pokonają cywilizację amerykańską, ale w znaczeniu anglosaską, którą uważano za rdzenną, a Indian nazywano wtedy Aborygenami... Fragment z „prawem religijnym” odnosił się z kolei do katolików, nie zaś – jak mogłoby się wydawać – muzułmanów.
 
Przed kim jeszcze przestrzegano?
 
– Amerykańskie media i politycy straszyli społeczeństwo przed masami Polaków, Słowaków, Czechów, Węgrów, a wcześniej również Irlandczyków. Całkiem poważne dzienniki pisały o tym, że papiści oddadzą Stany Zjednoczone pod władzę papieża. Mało tego, amerykańska prasa donosiła, że papież ze swoim wojskiem już zbliża się do USA, żeby przejąć kontrolę. Co ciekawe, obecnie radykalne prawicowe czasopisma amerykańskie również podkreślają, że tradycja amerykańska to jest purytanizm i protestantyzm, a nie katolicyzm. Więc pod te zwroty o imigrantach i te wszystkie straszne historie, które opowiadano sto lat temu w USA, wystarczy dziś podłożyć Arabów, czarnoskórych i muzułmanów, zamiast Chińczyków, Polaków i katolików.
Aż nie chce się wierzyć... Jak prezentował się rozwój imigracji do USA w badanych przez ciebie latach? – Trzeba podkreślić, że do imigracji pchały ludzi przede wszystkim szybki rozwój gospodarczy USA, postępująca urbanizacja i tak na prawdę główne bogactwo USA, które kryło się w fabrykach. Do lat 80. XIX wieku większość imigrantów pochodziła z Europy Zachodniej (przede wszystkim Wielkiej Brytanii i Niemiec) oraz Skandynawii. W tym czasie pojawił się również napływ imigrantów z Chin i Japonii do zachodnich Stanów (przede wszystkim do Kalifornii i Oregonu) – to nie była liczebnie wielka imigracja, bo np. z Chin do USA aż do 1882 r. (wówczas zakazano imigracji z Chin) przypłynęło około stu tysięcy osób, a to w skali imigracji, która dochodziła do kilkuset tysięcy rocznie, było mało. Jednak z racji tego, że Chińczycy wyróżniali się swoim wyglądem, ubiorem i zachowaniem, a także gromadzili się w dużych miastach, jak np. San Francisco, to odgrywali rolę kozła ofiarnego, który skupił na sobie wszystkie te antyimigranckie nastroje w Stanach Zjednoczonych. Od lat 90. XIX w. w tej strukturze imigracyjnej zaczęli dominować Polacy, Włosi, Rosjanie i Żydzi. Do 1924 r. wyemigrowało do USA niemal 25 milionów osób.
 
 
Emigranci w USA
 
 
A ilu wyemigrowało Polaków?
 
– Dokładne stwierdzenie jest problematyczne, ponieważ Polska była wówczas pod zaborami i część Polaków była przez Amerykanów klasyfikowana jako Niemcy lub Rosjanie. Zresztą sama świadomość narodowa w wielu przypadkach kształtowała się dopiero na imigracji. Ci ludzie wyjechali jako „tutejsi (ludzie z danych regionów, miast i wsi), którzy mówili polsko- -rosyjsko-ukraińskim językiem, a w Stanach im powiedziano, że są narodowości polskiej. Na początku XX wieku pojawiła się kontrola przepływu osób, a z nią paszporty. One z kolei wiązały się z amerykańską strategią przesiewu imigracji – chciano odróżnić imigrację pożądaną (Niemcy, Anglicy, Skandynawowie) od niepożądanej ( Polacy, Rosjanie, Żydzi, Włosi).
 
Czyli były to zwykłe rasistowskie kategorię podziału ludzi?
 
– Ameryka w pierwszych dekadach XX wieku była światową stolicą teorii rasistowskich i eugeniki, którą uważano za naukową. Rząd federalny, instytucje naukowe czy medyczne wydawały różnego rodzaju publikacje, w których opisywano mierzenie wielkości czaszek poszczególnym imigrantom. Wyglądało to w ten sposób, że tuż po przypłynięciu kierowano ich do lekarzy, którzy spisywali, czy ktoś ma wąskie czoło, jaką ma szczękę, uszy, wzrost itd. Robiono to, żeby sprawdzić czy dana osoba ma wygląd typowego Anglosasa, który wzbogaci USA – w prasie amerykańskiej padały również twierdzenia o „wyższości białej rasy”.
 
Naziści nie byli pierwsi?
 
– Jeśli myślimy, że w hitlerowskich Niemczech pierwszy raz doszło do takich narodowych i etnicznych rozróżnień, to jesteśmy w błędzie. Powiem więcej – główni hitlerowscy ideolodzy przyznawali się, że lata 20. XX wieku w Stanach Zjednoczonych były dla nich wzorem do tego, jak można postępować z ludźmi. Eugenika osiągnęła wówczas apogeum... Wśród elit i na łamach gazet twierdzono, że jedne rasy są lepsze od drugich. Polakom też się dostało, bo choć byli biali, to określano ich jako rasę polską czy też słowiańską, a to oznaczało rasę gorszą.
 
Mam więc nadzieję, że twoja książka dotrze do ludzi o różnych poglądach i skłoni ich do przemyślenia tematu imigracji, uchodźców i rasizmu. Myślę, że pomoże również zrozumieć, w jaki sposób media mogą kreować rzeczywistość. Może „prawdziwi biali Polacy” zastanowią się kolejny raz, zanim nazwą kogoś „hordą zbliżającą się do granic”. Dziękuję za rozmowę.
 
Rozmawiał Kapitan Flint
 
Wywiad ukazał się w numerze 7 “A-taku” (2017)
Ilustracja wywiadu: Mort Kunstler - "First View of the Lady" (1931)
 
 
 
 
 
 
Na okładce książki fragment karykatury autorstwa Victora Gillama pt. The Proposed Emigrant Dumping Site z 1890 roku (ze zbiorów Cornell University Library).
 
15 listopada w godzinach 18:00 - 22:00  ulica Rybaki
 
W marcu bieżącego roku, tuż po pikiecie nacjonalistów, trzydziestu zamaskowanych bandytów napadło na klubo-księgarnię Zemsta pełną gości.
Poprzedni atak miała miejsce zaledwie dwa tygodnie wcześniej, kolejny miesiąc temu. Tak Młodzież Wszechpolska próbuje terroryzować Poznań.


15 listopada 2017 roku na zaproszenie MW do Poznania przyjedzie poseł na sejm Robert Winnicki, neofaszysta siejący nienawiść i ksenofobię.
Obecność „ważnego gościa” to próba legitymizacji bandyckich działań nacjonalistów.
Winnicki, znany między innymi z nieudanego ataku na romskie koczowisko we Wrocławiu, stał się twarzą faszyzującej skrajnej prawicy.
Do naszego miasta przyjedzie po to, by spotkać się z lokalnymi wszechpolakami w jednej z piwnic przy poznańskich Rybakach.


Napady na Zemstę to nie jedyny przykład faszystowskiej działalności Młodzieży Wszechpolskiej w Poznaniu. Napadali już na różne demonstracje,
w tym Marsze Równości, lokale działaczy LGBT, zrywali tęczowe flagi.
Głośno było także o organizowanych przez nich publicznych seansach nienawiści przeciw uchodźcom i migrantom. Owocami tego rodzaju akcji
stają się ataki na obcokrajowców, o których wiele się mówi w ostatnim czasie.


Czy możemy się temu biernie przyglądać i spać spokojnie? Po raz kolejny powiedzmy stop - powstrzymajmy ich! Pokażmy, że w Poznaniu nie ma
miejsca na szowinizm i rasizm, a terror narodowców jest sprzeczny z naszymi wartościami!
Zatamujmy piknikiem na Rybakach marsz skrajnej prawicy po władzę!

15 listopada, mimo jesiennego chłodu, połączymy siły i głosy różnych ludzi i organizacji w happeningu.
Będziemy grać, hałasować, bawić się i tańczyć, demonstrować, uczestniczyć w akcjach artystycznych.
Niechaj każdy i każda przyniesie coś od siebie: transparent, gwizdek, ulotkę, wiersz, kanapki - cokolwiek!
Pokażmy, że jest nas więcej, że nie damy się podzielić bandytom i politykom.
Bo, różne i różni na co dzień, potrafimy zjednoczyć się we wspólnej sprawie.
Ten czas jest teraz!

Młodzież Wszechpolska z Robertem Winnickim na czele nie są w Poznaniu
mile widziani!

NACJONALIZM NIE PRZEJDZIE!
POZNAŃ WOLNY OD NACJONALIZMU!

Facebook: https://www.facebook.com/events/1162331590535290/

Demonstracja „Za wolność waszą i naszą. Historia dzieje się dziś” 11.11.2017, godzina 14:00, Plac Politechniki


Żyjemy w ciekawych czasach. Zamiast zapowiadanego końca historii, obserwujemy raczej jej powrót – skrajna prawica przejmuje władzę w Europie i Stanach. Poczucie ekonomicznego zagrożenia jest znów instrumentalizowane dla zantagonizowania grup społecznych i etnicznych, koncepcja państwa wyznaniowego przeżywa swój renesans. Plagi rasizmu, szowinizmu i mizoginii zbierają coraz większe żniwo. Rząd PiS otwarcie romansuje z polskimi faszystami z ONR i MW, umacnia państwo policyjne i zbroi paramilitarne bojówki Obrony Terytorialnej. Fala nienawiści wobec uchodźców skutkuje nieustannymi pobiciami i zastraszeniami w całej Polsce. Język prawicy na dobre zadomowił się w debacie publicznej. Nie ma już wypowiedzi i gestów nieprzyzwoitych – poglądy, które 10 lat temu wypełniały neonazistowskie ziny i zamknięte fora, dziś płyną szerokim ściekiem z mównicy sejmowej i reżimowej telewizji. Ministrowie głoszą dziś poglądy, które dotąd słyszeliśmy od neofaszystów na ulicach. Kto próbuje stawić im czoło naraża się na procesy polityczne albo przemoc fizyczną. Faszyzm znormalniał, stał się przezroczysty.



Opozycja parlamentarna widzi potężny problem w rozdawaniu pieniędzy matkom, ale gdy trzeba, dołącza do chóru pochwał dla kolaborantów i bandytów z NSZ. Lata pobłażania i bagatelizowania nacjonalizmu w mediach i polityce, lata liberalnej histerii o „dwóch ekstremach”, lata przyzwolenia na nienawiść rasową, etniczną, płciową – wszystko to przynosi brunatny plon. Plon, przed którym ruch antyfaszystowski zawsze ostrzegał. Nie mamy z tego najmniejszej satysfakcji.
Czy to dobry czas, żeby siedzieć w domu i wzruszać ramionami, czekając jak daleko to zajdzie? Gdy prawica sieje na ulicach terror, ślini się do wizji ponownego otwarcia Auschwitz i znów wybiera z bronią do lasu poćwiczyć czystki etniczne, przeciwstawiamy jej nasze tradycje. Ilekroć narodowcy stawali ramię w ramię z władzą, spotykał ich solidarny opór.


Tak było w 1905, gdy kolaborowali z caratem jako łamistrajki i bojówkarze, by złamać rewolucję.
Tak było w międzywojniu, gdy urządzali pogromy i getto ławkowe, a my tworzyliśmy antyfaszystowską samoobronę i wyjeżdżaliśmy bić się do Hiszpanii w oddziałach Dąbrowszczaków.
Tak było w czasie wojny, gdy tępieni byli przez AK za kolaborację i szmalcownictwo.
Tak było po wojnie, gdy ukryci w PZPR moczarowcy urządzali antysemickie nagonki i nie umieli ugasić buntu bez pomocy wojska.
Po każdej porażce nacjonaliści podnosili łby, tylko po to, by znów natrafić na silny opór społeczny. Dlatego wierzymy, że i tym razem, kwestią zwykłej przyzwoitości jest głośno protestować i czynnie stawiać opór nienawiści. Pomóżmy faszystom wrócić na śmietnik historii, tam gdzie ich miejsce, zamiast maszerować 11 listopada głównymi ulicami stolicy. Polacy walczyli "za wolność Waszą i Naszą", a nie pod hasłem "Polska dla Polaków". Wiemy, że nie załatwimy tego jednym marszem – praca antyfaszystowska wre cały rok i przejawia się w wielu formach.



To nie jest dobry czas na bierność. Potrzebujemy Powszechnej Zmowy przeciwko faszyzacji życia publicznego. Zmowy, do której dołączy każda i każdy ceniący wolność.Oficjalnie ją zawiązujemy i ogłaszamy - nie zamierzamy odpuszczać. Mamy dość powtórek z historii. Dlatego zapraszamy na marsz 11.11.2017 – „Za Wolność Waszą i Naszą. Historia dzieje się dziś”. Przyłącz się – wspólnie pokażmy, że nasza solidarność jest silniejsza od nienawiści!



Koalicja antyfaszystowska "Zmowa Powszechna":
Antyfaszystowska Warszawa
Autonomiczna Przestrzeń Edukacyjna
Codziennik Feministyczny
Feministyczna Brygada Rewolucyjna FeBRa
Kolektyw Przychodnia
Kolektyw Syrena
Obywatele RP
Warszawski Strajk Kobiet
Opinia Bieżąca
Porozumienie Kobiet 8 Marca
Pracownicza Demokracja
Queer Solidarnie
Stowarzyszenie Wszyscy Razem
Warszawska Komisja Środowiskowa OZZ Inicjatywa Pracownicza
Warszawski Chór Rewolucyjny
Żydowski Blok Antyfaszystowski

#zmowapowszechna

 

 

https://www.facebook.com/events/768460290008438/

Federacja Anarchistyczna s. Poznań stanowczo przeciwstawia się wspólnemu pomysłowi poznańskich radnych PiS i PO nazwania jednej z kluczowych ulic miasta imieniem prezydenta USA Ronalda Reagana. Postać ta jest symbolem neoliberalnej polityki w sferze ekonomicznej i konserwatywnej polityki w sferze społecznej. Polityka ekonomiczna Reagana miała na celu jedynie interesy amerykańskiej gospodarki, co doprowadziło w połowie lat 80. do kryzysu ekonomicznego w wielu krajach, licznych wystąpień społecznych w Ameryce Łacińskiej i masowego głodu w krajach biednego Południa.

 

Administracja Reagana popierała też zbrodnicze reżimy w Ameryce Południowej, sankcjonując tym samym dokonywane przez nie mordy polityczne (m.in. w Argentynie). W tym przypadku deklaracje Reagana w sprawie polskiej i wprowadzenia stanu wojennego 13 grudnia 1981 r. nie były podyktowane troską o poszanowanie praw człowieka i obywatela, a jedynie strategią geopolityczną mającą umocnić czy utrzymać wpływy USA i amerykańskich korporacji na świecie. W tym kontekście Ronald Reagan nie zasługuje, aby jego imieniem uczcić jedną z ulic miasta Poznania. Byłoby to nie tylko przejawem pogardy dla praw człowieka i obywatela na świecie, akceptacji polityki ekonomicznej, której ton nadają amerykańskie koncerny, ale także wyrazem wiernopoddańczej względem USA postawy polskich postsolidarnościowych elit.

 


Uważamy, że jeżeli ulica Roosevelta ma zmienić nazwę, to powinna to być ulica Jolanty Brzeskiej, zamordowanej działaczki Warszawskiego Stowarzyszenia Lokatorów. Padła ona ofiarą czyścicieli kamienic, a jednocześnie była działaczką, która wytrwale walczyła o prawa innych gnębionych najemców. I dlatego musiała zginąć. Zmiana nazwy ulicy na imienia Jolanty Brzeskiej byłaby symbolicznym odcięciem się władz miast Poznania od „dzikiej prywatyzacji” zasobów lokalowych, „czyszczenia kamienic”, „afer testamentowych” itd. Stanowiłoby to też symboliczne zadośćuczynieniem wobec tych mieszkańców i mieszkanek Poznania, które były przymusowo wysiedlane ze swoich domów, gnębione i poniżane, a na których los władze miasta Poznania długo pozostawały obojętne. Uważamy, że Jolanta Brzeska zasługuje na upamiętnienie także i z tej przyczyny, że zmaskulinizowana rada naszego miasta na patronów ulic przeważnie wybierała mężczyzn, tak iż na każdych dziesięć męskich nazwisk przypada niespełna jedna nazwa dedykowana kobiecie. Czas, aby te proporcje zmienić i docenić znaczenie kobiet oraz ich walki o prawa społeczne i polityczne.

 

6c8abc65f4819d95c757ca1caa9a42d2

 

 

 

www.rozbrat.org