Zaloguj

Federacja Anarchistyczna

Jesteś tu: Start / Artykuły / Działania FA / Opolskie /
A+ R A-
Redakcja

Redakcja

Adres witryny: http://www.federacja-anarchistyczna.pl E-mail: Adres poczty elektronicznej jest chroniony przed robotami spamującymi. W przeglądarce musi być włączona obsługa JavaScript, żeby go zobaczyć.

Gdzie: Klub Vinyl, Rzeszów
Kiedy: 1 luty Czwartek
Wjazd: 10 zł
Start: godz 19.30

Większość zysków z tego koncertu przeznaczone zostanie na pomoc dla naszego przyjaciela Patryka Cichonia o sytuacji którego będziecie mogli poczytać poniżej.

http://161crew.bzzz.net/nowe-informacje-o-sytuacji-antyfaszysty-patryka-cichonia/

Zagraja:

Brutalna Kontrola - Krótko, zwięźle i na temat. Punk not dead! Ekipa from Lubaczów/Cieszanów.

https://www.facebook.com/BRUTALNAKONTROLA/

Tofu Riot - Nowy materiał - starzy wrogowie. 1984 is now! (HC/PUNK, Rzeszów)

https://www.facebook.com/tofuriot1984/

Hit the Wall - Stara krew, nowa odsłona na pełnym kopycie z Rzeszowa! Prosto ze studia, sprawdzi materiał na was, Widzimy sie tam! (HC/PUNK, Rzeszów)

https://www.facebook.com/hitthewallhc/

Strike You Down - prosto z miasta maczet, polskie teksty, szybki wkurwiony hardcore!

https://www.facebook.com/strikeyoudownhc/

 

www.ack.most.org.pl
Dalsze informacje na bieżąco

Stay Tuned!

TOFU RIOT CREW

Poznań - Fuck Fascism Fest # 6

13 kwietnia 2021 r. | Dział: Zapowiedzi

Yo! kolejna edycja Fuck Fascism Fest się zbliża. Kapele zabookowane, kręcimy wydarzenia dodatkowe. Jedynym słowem działamy. W tym roku wspiera na ekipa z WiniaryBookings, wiadomo, w grupie siła :)

Data się nie zmieniła, 13-14 kwietnia 2018, można zaklepać terminy w kalendarzach, wypisać wnioski o urlop itd.

13.04.2018

DISCHARGE (UK) - Hardcore/Punk
https://www.facebook.com/Dischargeofficial/

Do zobaczenia pod sceną. Elo!

 

https://www.facebook.com/events/1396519850463575/

Poznań - benefit na ACK

12 stycznia 2018 r. | Dział: Zapowiedzi

GRUBY BALET W NOWYM ROKU NAM SIĘ SZYKUJE,TAKŻE KLEPAĆ TERMIN I UDOSTĘPNIAĆ GDZIE SIĘ DA.KONCERT BĘDZIE BENEFITEM NA Anarchistyczny Czarny Krzyż,A DOKŁADNIEJ NA POMOC DLA PATRYKA CICHONIA - O JEGO SPRAWIE MOŻEMY POCZYTAĆ TUTAJ:http://www.ack.most.org.pl/index.php?option=com_content&view=article&id=617%3Apolskaanglia-apel-o-wsparcie-dla-rodziny-skazanego-antyfaszysty&catid=1%3Akrajowe&Itemid=3
KAPELE WSZYSTKIM DOBRZE ZNANE WIĘC NIE MA CO SIĘ ROZPISYWAĆ.

ZAGRAJĄ:

Limp Blitzkrieg hardcore punk z Warszawy

https://limpblitzkrieg.bandcamp.com/releases


Drip Of Lies dark hardcore crust Warszawa

https://dripoflies.bandcamp.com/


ICON of EVIL death crust z Wrocławia

https://iconofevil.bandcamp.com/

Po koncercie przenosimy się 30 metrów dalej i bawimy się na parkiecie gdzie muzĘ zapoda LOW Kollektiv

E-LO :)

Projekt Posłuchaj o Anarchizmie doczekał się swojej strony internetowej.

Mamy nadzieję, że pomoże to w jakimś stopniu przybliżyć jak największej rzeszy osób podstawy naszej idei.

Przesyłajcie znajomym, niech posłuchają!

 

posłuchajoanarchizmie.tk

Antyfaszystowska Platforma z Saragossy chce w pierwszym rzędzie wyrazić swój ból i konsternację wobec tego co zaszło. Od pierwszego momentu, należało zostawić do wyjaśnienia to co się stało policji i sądowi żeby mogły stwierdzić przebieg zdarzeń. Niestety publiczny lincz społeczny i medialny wobec Rodrigo Lanzy, jego rodziny i środowiska oraz przeniesiony na kolektywy i organizacje lewicowe w aragońskiej prowincji zmuszają nas do wystosowania tego komunikatu.

 

Po zeznaniach różnych świadków, czynnościach policyjnych oraz informacjach podanych w wielu oświadczeniach, w tym Platformy Antyfaszystowskiej z Saragossy nie mamy żadnych wątpliwości, że Rodrigo Lanza bronił się przed atakiem ze strony Victora Laineza. Rodrigo nie szukał konfrontacji i opuszczał lokal, aby jej zapobiec, gdy został zaatakowany. Sędzina wysłała Rodriga Lanzę do więzienia, bez kaucji, gdzie przebywa w izolatce. Sądowy nakaz aresztowania mówi o morderstwie, ale w żadnym razie nie mówi o morderstwie z nienawiści (rasowej, ideologicznej, religijnej, seksualnej, etnicznej etc) ujętym w kodeksie karnym hiszpańskim w artykule 510. A tak jak przedstawiły to media!



Dla Antyfaszystowskiej Platformy z Saragossy, to media były prawdziwymi winnymi i odpowiedzialnymi za atak społeczny i prasowy na lewicę, od kiedy miały miejsce te wydarzenia. Pierwsza informacja opublikowana w lokalnym dzienniku: Heraldo de Aragon podtrzymywała w sposób oczywisty, że ofiara została zaatakowana, bo miała szelki w kolorze flagi hiszpańskiej. Podtrzymywano, że były to dwie młode osoby, które pobiły ofiarę za pomocą żelaznego pręta i, że to Víctor Lainez usiłował odejść kiedy został zaatakowany. Obaj sprawcy mieli być członkami grupy anty systemowej, co miało potwierdzać, że zbrodnia była popełniona z nienawiści.



Cała ta wiadomość jest jednym wielkim kłamstwem o tym, co się zdarzyło. Pierwsze informacje dotarły do sieci społecznych 11 grudnia. Konkretnie od przyjaciół Victora Laineza, jak na przykład znanego neonazisty El Gutiego, który nie był obecny w miejscu zdarzenia. Poczynając od tego gazeta Heraldo de Aragon opublikowała 12 grudnia niesprawdzoną wiadomość, która sprowokowała lawinę innych wiadomości i poszukiwań ze strony mediów. W nich ukazywano powiązania Rodrigo Lanzy z różnymi politykami, organizacjami czy kolektywami. Próbowano stworzyć wizerunek społecznie odstręczający w oczach społeczeństwa i wydać totalną walkę ruchowi antyfaszystowskiemu. W ten sposób przed poznaniem deklaracji i zeznań Rodrigo Lanzy, różne instytucje wspomogły atak medialny i społeczny, opublikowały swoje komunikaty w sposób taśmowy a nawet promowały minuty ciszy. To wszystko oznacza naruszenie prawa do domniemanej niewinności Rodrigo zanim odbędzie się rozprawa.

 

Ze strony Platformy Antyfaszystowskiej w Saragossie zdajemy sobie sprawę, że wszystkie te bezpośrednie ataki na ruch antyfaszystowskiej używają tego wydarzenia ze względów czysto politycznych. Ten klimat był wyczuwalny zwłaszcza w komentarzach do wiadomości na różnych stronach mediów oficjalnych, gdzie nie brakło wulgaryzmów pod adresem zatrzymanego, jego rodziny, znajomych czy partii i kolektywów z lewicy. Wykorzystując klimat totalnej bezkarności społecznej, grupy neonazistowskie opublikowały dane i zdjęcia adwokatki i przyjaciół Rodriga. Również były komentarze, pogróżki i nawoływania do ataków w Saragossie. Przez lata ruch antyfaszystowski w Saragossie pracował w środowiskach sąsiedzkich propagując prawa i wolności obywatelskie. Mamy nadzieję, że ludność nie ulegnie nienawiści grup neofaszystowskich, które wykorzystują to wydarzenie i, że zakończy się pobłażanie, do którego są przyzwyczajeni. Na koniec mamy nadzieję, że teraz wszystkie poczynania będą wyłącznie na linii sądowej, że wyjdzie na światło dzienne prawda, i że uda się dokazać, że Rodrigo Lanza nie działał w sposób zaplanowany, ani z pobudek ideologicznych tylko, że się bronił. Prosimy wszystkie organizacje i kolektyw, stowarzyszenia i osoby, jeśli się zdecydują o dołączenie do tego komunikatu.

 

N.K

 

www.rozbrat.org

Pod silną presją ministra środowiska Jana Szyszki wznowiono prace nad zmianą ustawy Prawo łowieckie. Zmiany te były wcześniej poddane masowej krytyce. Teraz gdy sprawa przycichła podjęto próby by przeforsować je w ekspresowym tempie. Nie możemy na to pozwolić!

 



Dlatego, przyjdź w piątek 5 stycznia o 15:00 na ul. Półwiejską pod Starego Marycha i razem z nami wyraź swój sprzeciw!



Niektóre z proponowanych zmian:



- lista zwierząt łownych ma być tworzona nie z troską o zachowanie narodowych zasobów przyrodniczych, ale dla kultywowania tradycji myśliwskich,
- właściciele nieruchomości nie będą mogli skutecznie sprzeciwić się polowaniom na ich ziemi,
- prawo myśliwego do polowania będzie nadrzędne wobec prawa obywateli do korzystania z lasów, łąk i jezior będących własnością społeczną,
- dzieci nadal będą mogły brać udział w polowaniach, narażone na postrzelenie oraz na uczestnictwo w niezrozumiałym dla nich cierpieniu i zabijaniu zwierząt,
- myśliwi w dalszym ciągu będą mogli strzelać nawet 100 metrów od naszych domów,
- myśliwi nadal będą używać wysoce toksycznej amunicji ołowianej, zakazanej w większości krajów Europy,
- w dalszym ciągu dopuszczone będą polowania zbiorowe, które nie spełniają ustawowych celów łowiectwa i degradują ojczystą przyrodę,
- dzikie zwierzęta nadal będą dokarmiane, co jedynie zaostrzy problem niekontrolowanego rozrostu ich populacji,
- psy i dzikie zwierzęta nadal będą na siebie szczute i będą umierały pod pretekstem „sprawdzianów” myśliwskich.
W ten piątek nie tylko w Poznaniu ale też w Krakowie, Wrocławiu i Łodzi odbywają się protesty przeciwko planowanym skandalicznym zmianom w Prawie łowieckim.



STOP MYŚLIWSKIEMU LOBBY!



Poznaniacy Przeciwko Myśliwym
Federacja Anarchistyczna s. Poznań

 


Chcielibyśmy na łamach „A-taku” rozpocząć publikacje tekstów i zaprosić was do dyskusji w temacie „Jaki antyfaszyzm?”. Jest to dyskusja o wiele lat spóźniona, ale uważamy, że na jej odbycie nigdy nie jest za późno. Jak na razie wszystko podąża utartymi ścieżkami. Z tymi samymi błędami, brakiem refleksji i niemocą organizacyjną. Przedstawiamy wam na początek dwa teksty.
Pierwszy z nich to artykuł „Utracona historia Antify”, z którego autorką trudno nam się, jako redakcji, w całości zgodzić (nie wychodzi on z pozycji anarchistycznych). Zdecydowaliśmy się jednak na jego zamieszczenie, ponieważ opisuje on mało znaną historię tego ruchu i jego początki, o których wiele osób określających się jako antyfaszyści nie ma pojęcia. Po drugie tekst krytykuje subkulturowy charakter współczesnego antyfaszyzmu, który czyni go oderwanym od walk społecznych.
Drugi tekst „Nacjonalizm chroni Balcerowicza” w dosadny sposób pokazuje, gdzie przebiega rzeczywista linia frontu, czego zbyt często nie dostrzega ruch antyfaszystowski zarówno w swoim przekazie, jak i codziennej praktyce. Ujawnia też pustkę kryjącą się za hasłem „solidarność zamiast nacjonalizmu”, gdy wykrzykiwane jest ono przez liberałów.
Zapraszamy do dyskusji ( Adres poczty elektronicznej jest chroniony przed robotami spamującymi. W przeglądarce musi być włączona obsługa JavaScript, żeby go zobaczyć. )

Tekst ukazał się w 7 numerze „A-taku” (2017).

 

Polecamy nasz KALENDARZ PRACOWNICZY NA ROK 2018
Jest to kontynuacja zeszłorocznej publikacji OZZ Inicjatywa Pracownicza i Bractwa Trojka. Kalendarz pracowniczy na rok 2018 zawiera 52 nowe teksty historyczne popularyzujące historię ruchu pracowniczego, chłopskich rewolt, antykolonialnych zrywów i innych walk społecznych przeciwko wyzyskowi, opresji i autorytarnej władzy: od pierwszego strajku w Egipcie w 1155 roku przed naszą erą do Ogólnopolskiego Strajku Kobiet; od Wielkiego Strajku Chłopskiego w 1937 do blokady Fabryki Kabli w Ożarowie Mazowieckim; od powstania niewolników na Haiti do palestyńskiej Intifady i rewolucji w Rożawie.

Uwaga! Kalendarze rozsyłamy od 16 stycznia 2018r!

Co zawiera kalendarz?
• 52 nowe, dłuższe, „tygodniowe” teksty o postaciach i wydarzeniach z historii ruchu robotniczego,
• ponad 200 krótkich, „dziennych” notatek informacyjnych o postaciach i wydarzeniach z historii ruchu robotniczego
• opis zasad, strategii działania, historii i organizacji OZZ Inicjatywa Pracownicza
• wykaz przydatnych stron internetowych: związków zawodowych, instytucji publicznych, wydawnictw oraz kooperatyw i spółdzielni
• nowy układ tygodniowy i dodatkowe miejsce na notatki

format a5, twarda okładka z płótnem, 224 strony, zamykany na gumkę, czerwona tasiemka
Cena: 25 zł + koszty wysyłki

 

www.bractwotrojka.pl

 

 

 

Wobec wielu aktywistów z polskiego ruchu anarchistycznego toczą się rozprawy sądowe, a kilka osób odbywa paroletnie wyroki. Potrzebujemy wsparcia finansowego, dzięki któremu możemy zapewnić pomoc prawną anarchistom będącym na wolności i za kratami. Dlatego zapraszamy Was na ten koncert, bo tylko razem jesteśmy siłą.



Anarchistyczny Czarny Krzyż jest międzynarodową siecią grup anarchistycznych i pojedynczych osób, pomagających więźniom i osobom represjonowanym za antyautorytarne przekonania i działalność społeczno-polityczną. Stanowi wyraz naszej wspólnej solidarności, jest inicjatywą zupełnie oddolną. ACK organizuje pomoc prawną i materialną, zapewnia obieg informacji oraz prowadzi kampanie na rzecz uwolnienia więzionych i zaprzestania represji.



Podczas koncertu odbędzie się również zbiórka książek dla więźniów.


Odwiedzajcie:

www.ack.most.org.pl

www.facebook.com/anarchistyczny.czarny.krzyz/

*

Zachęcamy również do wysyłania listów/pocztówek do osadzonych anarchistów. Tego rodzaju wsparcie nie wymaga od nas zbyt wiele wysiłku, a dla więźniów znaczy bardzo dużo. Nie martw się, jeśli nie wiesz co napisać. Wystarczą proste słowa typu: trzymaj się, jesteśmy z Tobą etc. Pamiętajcie też, żeby przesłać więźniowi zwrotny znaczek i kopertę (jeśli chcemy by nam odpisał). Adresy więźniów i więcej informacji dot. pisania listów do zakładu karnego znajdziecie tutaj: http://www.ack.most.org.pl/index.php?option=com_content&view=article&id=271



Zagrają:
ANARCH - ANARCHO RAP - SZCZECIN
Anarch to anarcho-punkowy rap ze Szczecina z zaangażowanymi, mocno osadzonymi w anarchizmie tekstami. Jest kontynuacją kapeli edukator(A)rtz.&Anarch - prekursora anarcho rapu w Polsce. Grupa w latach 2012-2015 nagrała około 20 kawałków dobrze przyjętych przez publikę. Koncertowała w całej Polsce głównie na skłotach i festiwalach punkowych. Po rozpadzie kapeli przyszedł czas na solowy projekt Anarcha. Na koncercie będziecie mogli usłyszeć stare kawałki w nowych wersjach, jak i całkiem nowe produkcje.



https://anarch2.bandcamp.com/album/sam-przeciwko-wszystkim

https://www.facebook.com/Anarch-784638778383951/

Około 200 osób, pracowników samorządowych oraz instytucji i placówek podlegających miastu, demonstrowało w Poznaniu, domagając się wyższych płac. Tego samego dnia odbywała się sesja rady miasta, podczas której decydowały się losy budżetu, a zatem samych podwyżek. Pikietę zorganizowały wspólnie związki zawodowe: Solidarność, OPZZ, ZNP oraz Inicjatywa Pracownicza. Łącznie  reprezentują one interes 9200 pracowników, których wynagrodzenia zależą od decyzji miasta, a ściślej prezydenta – Jacka Jaśkowiaka. Na pikiecie obecni byli m.in. przedstawiciele Geopozu, Biblioteki Raczyńskich, Zespołów Żłobków, Teatru 8 Dnia, Teatru Muzycznego, MOPR, Centrum Kultury Zamek i wielu innych.



Wcześniej w poniedziałek 18 grudnia ok. 500 osób przyszło do ratusza wręczyć prezydentowi list, w którym wyrażano rozczarowanie z powodu fiaska rozmów płacowych. Związki domagają się od dłuższego czasu, by za kadencji Jacka Jaśkowiaka nastąpiły podwyżki w wysokości 700 zł brutto do podstawy wynagrodzenia. Z tej kwoty pracownicy otrzymali do tej pory 300 zł.

Jednak na ostatni, czwarty rok kadencji Jaśkowiaka zaplanowano jedynie podwyżkę w wysokości 100 zł brutto. Kwota ta nie zadowoliła związków zawodowych, które domagają się zwiększenia zaplanowanych na 2018 r. podwyżek do wysokości 400 zł.

Zarząd miasta zapowiedział obecnie, że dołoży jeszcze do zaplanowanych podwyżek jeden milion złotych oraz półtora miliona z tytułu poczynionych oszczędności (jeżeli one wystąpią), z przeznaczeniem dla osób, których zarobki są najniższe (mowa łącznie o 1700 etatach). Dotyczyć to ma niektórych placówek kultury i opiekuńczo-wychowawczych. Jednak związki uznają tę kwotę w dalszym ciągu za niewystarczającą. Pensje wielu pracowników i pracownic oscylują w granicach 2000 zł na rękę, chociaż zdążają się także dużo niższe.



Związki zawodowe zapowiadają dalsze protesty w tej sprawie.

 

pikieta pod UM 2017

Zapraszamy na spotkanie

Uchodźcy i imigranci w oczach mediów. Historia i współczesność.

13.12 Poznań godz. 19 Zemsta ul. Fredry 5/3A


W spotkaniu udział wezmą:

Krzysztof Wasilewski - doktor nauk humanistycznych, historyk i medioznawca.
Autor książki Bezdomnych gromady niemałe... Dyskurs imigracyjny na łamach prasy amerykańskiej (1875-1924) wydanej niedawno przez wydawnictwo Bractwo Trojka.
Zainteresowania badawcze: media alternatywne, amerykański system medialny, dyskursy mniejszościowe, postkolonializm.


Jarosław Urbański - socjolog, uczestnik Federacji Anarchistycznej oraz OZZ Inicjatywa Pracownicza. W 2016 roku prowadził wraz z grupą socjologów i politologów z Zachodniego Ośrodka Badań Społecznych i Ekonomicznych badania dot. uchodźców przy zachodniej granicy Polski. Badania zawierały także analizę lokalnych mediów.

 

Wydarzenie na FB: https://www.facebook.com/events/1604103779659026/

Wywiad, którego obszerne fragmenty przekazałem redakcji „A-taku”, to plon wielogodzinnej rozmowy z Tomaszem Piątkiem, pisarzem, felietonistą, dziennikarzem śledczym. Tuż przed ukazaniem się książki „Macierewicz i jego tajemnice” wywiad odrzuciło wiele redakcji, zarówno mainstreamowych, jak i niezależnych. Postanowiłem ocalić przed dezaktualizacją to, czego brakowało mi w innych wywiadach, przeprowadzonych już po ogromnym sukcesie książki. Mam nadzieję, że będzie interesujący także dla czytelniczek i czytelników „A-taku”. Anarchistom gratuluję odwagi (Jan Bińczycki).
 
 
Jan Bińczycki: Przedstawiasz Antoniego Macierewicza i ludzi z jego otoczenia w taki sposób, że sprawiają wrażenie osób operatywnych i wpływowych. Tymczasem inne media przywołują sylwetki wyniesionych na kierownicze stanowiska różnych, już przysłowiowych „Misiewiczów”. To ludzie, których trudno się bać.
 
 
Tomasz Piątek: Do zakulisowych działań politycznych często używa się osób przegranych lub pełnych rozżalenia. Robią to np. służby specjalne. Tacy ludzie są świetnym narzędziem. Nienawidzą status quo, chcą się odegrać. Ale nie dajmy się zwieść. Portal OKO pisze np. o członkach chóru Lira, którzy figurują w podległych ministrowi obrony spółkach skarbu państwa. Lira to były chór członków „paxowskiego” Liceum św. Augustyna. Środowisko peerelowskich koncesjonowanych katolików.
 
„Resortowe dzieci”?
 
 
No nie krzyw się, zastosujmy definicję znaną z książek i artykułów „niepokornych dziennikarzy”.
 
Wolę się trzymać konkretów. PAX to była organizacja współpracująca z władzą, czy - dosadniej mówiąc - kato-komunistyczna. W tym środowisku było wielu esbeków, ale to nie oznacza, że każdy absolwent LO im. św. Augustyna, czy członek chóru jest resortowym dzieckiem. Takie gadanie zaciemnia fakty. Choćby takie, że wiceminister Bartosz Kownacki, zastępca Macierewicza, zasiadał we władzach Polskiego Związku Katolicko Społecznego, kolejnej kolaboranckiej, kato-komunistycznej organizacji. Można o tym przeczytać na jej stronie. Od dawna jej nie aktualizowano, więc nie wiadomo co teraz się tam dzieje. Tak jak nie wiadomo po co PZKS jest lub był potrzebny wiceministrowi. Można tylko snuć domysły. Szczególnie teraz, gdy najpoważniejszy dziennik niemiecki, „Frankfurter Allgemeine Zeitung”, opisuje bliskie związki wiceministra Kownackiego z podejrzanym o szpiegostwo Mateuszem P., założycielem prokremlowskiej partii Zmiana. Według „FAZ” w 2012 r. Kownacki pojechał do Moskwy - pod skrzydłami Mateusza P. i w towarzystwie innych zwolenników Rosji - żeby „obserwować” tamtejsze wybory prezydenckie i legitymizować reżim Putina.
 
Za chwilę może się okazać, że to PiS jest tzw. mniejszym złem.
 
Ogromna większość społeczeństwa jest niepisowska i nienacjonalistyczna. Wystarczyłoby żebyśmy ruszyli tyłki i już by ich nie było. Kobiety tupnęły nogą na czarnym proteście i zakaz aborcji poszedł do kosza. Tego się boi władza. Nie trzeba by było nikogo obalać. Wystarczyłoby postać pod sejmem przez miesiąc.
 
Tu byłbym ostrożniejszy.
 
Mamy do czynienia z ludźmi, dla których jedyną szansą na miejsce na stołku jest absolutne posłuszeństwo. Nawet jeśliby to miało oznaczać zdradę stanu, wyrwanie Polski z Europy, oddanie jej Rosji. Przecież nie wierzą w te swoje brednie o Polakach jako narodzie wybranym, „husarzach wyklętych” prześladowanych przez zgniły Zachód. Z nielicznymi wyjątkami, które są kłopotliwe dla partii, jak Krystyna Pawłowicz. Chociaż czasem mam wrażenie, że i w jej szaleństwie jest metoda.
 
 
 
Mam problem z twoją książką i poprzedzającymi ją tekstami. Czyta się je prawie jak artykuły w prasie prawicowej sprzed paru lat o katastrofie smoleńskiej jako zamachu. Każda sprawa ma drugie dno. Ale w tym wypadku byłoby to trzecie lub czwarte. Rzeczywistość nie jest aż tak skomplikowana.
 
Rzadko kiedy tak skomplikowana bywa. Oczywiście, warto się zastanawiać nad różnymi możliwościami. Ale właśnie po takim zastanowieniu nie dopuszczam np. możliwości zamachu bombowego, trotylowego, helowego etc. w Smoleńsku. Przeczą temu fakty, dane techniczne, liczby. Gdyby eksperci Macierewicza mieli cień dowodu, to by go solidnie opracowali, a nie wyskakiwali z kolejnymi humorystycznymi teoriami, pękającymi parówkami.
 
Ale twoje teksty też mają wiele wątków i sensacyjny posmak.
 
Teorie spiskowe są formą kompensacji. Ludzie słabi, wykluczeni, pozbawieni wpływu na rzeczywistość wymyślają te teorie, by mieć poczucie wyjątkowej, ekskluzywnej wiedzy. A zatem poczucie mocy, jakiejś kontroli nad rzeczywistością. Ale zapominamy, że bywają także formą projekcji. Ludzie, którzy próbują manipulować innymi, prowadzić podwójne życie, wpływać na świat poprzez niejawne, nieprzejrzyste układy – chętnie zarzucają to innym. Obie te tendencje, kompensacyjna i projekcyjna, nieraz się splatają. Ludzie, którzy z poczucia bezsiły wierzą w spiski, są łatwym narzędziem dla kogoś, kto próbuje stworzyć prawdziwy spisek.
 
Dobra. Ale jeśli to kupuję, to mi się wywraca wszystko, co zwykłem sądzić o III RP i okazuje się, że Polska to słaby kraj, którym trzęsą służby specjalne.
 
Trzęsą, bo im pozwalamy. Problemem podstawowym jest teoretyczność państwa. Słynne „chuj, dupa i kamieni kupa”. Jesteśmy państwem katolickim. Jak już udowodnił profesor Benito Arrunada, w takich państwach liczy się rodzina i nieformalne układy, a nie prawo i zobowiązania społeczne. My jesteśmy krajem nie tylko katolickim, ale po sarmacku anarchokatolickim – zniewolenie na dole, kompletny rozpieprz na górze.
 
 
 
Modernizowaliśmy się z reguły w sposób naiwny, powierzchowny.
 
A często wymuszony. Bo jaśniepaństwo nie chciało się modernizować, dopóki nie przyszli zaborcy.
W PRL mieliśmy z jednej strony postęp, z drugiej – uwstecznienie. Dlatego dziś jesteśmy nieufni wobec modernizacji. Nie wypracowaliśmy sobie zdolności do samoorganizacji.
Wielu mądrych ludzi długo wierzyło Kaczyńskiemu. Choćby Ludwik Dorn. Wierzyli, że uruchamiając prymitywne mity, zgromadzi ludzi w taką wspólnotę, która pozwoli im się zorganizować jako państwo i społeczeństwo.
 
Przecież świetnie się zorganizowali.
 
Jako partia! Jako kolejny w III RP układ kolesi – tyle że bardziej brutalny i niszczący! Taki układ nie zorganizuje nam państwa i społeczeństwa. Nie można ich budować na mitologii katolicko-sarmackiej, która jest antyspołeczna i antypaństwowa. To konfederacja, ruchawka. Obalić coś albo chociaż poudawać obalanie, pobiegać po lasach z szabelką. Znów jesteśmy w tej sytuacji, co w drugiej połowie XVIII wieku. Prozachodnie reformy świetnie przyjmują się na papierze, ale nie wnikają w społeczną tkankę. A pomysł tradycjonalistów to nowa konfederacja barska. Bieganie po lasach i drażnienie Rosjan. Poprzednim razem Rosjanie rozdeptali konfederację, a chwilę później zlikwidowali resztki autonomii Polski. Trudno się oprzeć wrażeniu, że niektórzy „konfederaci” o tym wiedzą i właśnie dlatego robią to, co robią. Być może ta nowa konfederacja barska ma nas szybko doprowadzić do targowickiej. Być może nasz nowy sojusz z Białorusią i żarliwa miłość do sponsorowanego przez Rosjan Donalda Trumpa to taki test przed wielkim „odwróceniem polityki wschodniej”. I za rok parówki nagle wykażą, że tupolewa w Smoleńsku wysadzili zdrajcy Ukraińcy, żeby skłócić nas z bratnią Rosją. Albo islamiści, lewactwo i geje z CIA... W tej chwili to jeszcze brzmi fantastycznie, ale rok temu wiele innych rzeczy brzmiało fantastycznie, a potem się wydarzyło.
 
 
Źródło: Internety
 
Czy Polską rządzą tajemniczy, „smutni panowie”?
 
Moja teza brzmi inaczej. Sformułowałem ją po przegryzieniu się przez cały szereg faktów. Otóż – w Polsce zazwyczaj nie ma normalnego sporu politycznego opartego na interesach klasowych. Albo – ten spór nie wyraża się jasno w polityce parlamentarnej i partyjnej, jest w niej ukryty, stłumiony, zepchnięty pod dywan. Zamiast niego mamy konflikt geopolityczno- ideologiczny, przy czym ideologie bywają maską dla geopolityki. Od niepamiętnych czasów istnieją w Polsce dwie potężne formacje, które władają ideami, polityką, kulturą, biznesem. Jeden blok to zwolennicy Rosji, a drugi – kościół katolicki. Kiedy te dwie siły się zwalczają, Polska przesuwa się na Zachód. Tak było za czasów Jana Pawła II, który ideologicznie był zaprzeczeniem zachodniej nowoczesności, inteligentnym ultrakonserwatystą. Jednak mimo swoich przekonań stwierdził, że trzeba zbliżyć się do Zachodu, bo chciał oddalić się od Moskwy. I znacząco przyczynił się do zmian ustrojowych. W dużej mierze to dzięki niemu Polska w latach 1970-80 geopolitycznie zaczęła przesuwać się w kierunku Europy. Oczywiście za sprawą Wojtyły duża część polskich prozachodnich elit przestała się orientować na liberalno-lewicowy Paryż, Londyn i Nowy Jork, wybierając konserwatywny Watykan i Waszyngton – ale wtedy to też był wybór prozachodni, a przede wszystkim antymoskiewski. Do tego „katolicko- zachodniego” przesunięcia doszło najpierw w sferze sympatii, później także ustrojowo. Przyjęliśmy kapitalizm, weszliśmy do Unii Europejskiej… Jednak nierzadko w naszej historii zdarzało się, że formacja katolicka wybierała wschodni konserwatyzm zamiast zachodniego nowinkarstwa. Na tym właśnie polegała Targowica. Dzisiaj też dzieje się coś takiego.
 
To bardzo odważne tezy.
 
Przez lata nie docenialiśmy zdolności operacyjnych polskiego kościoła katolickiego. Mówiliśmy - wiadomo, że jest potężny, ale przecież będzie słabnąć: przez postęp, wolny rynek, cokolwiek innego. Tymczasem kościół katolicki rósł i rośnie w siłę – przynajmniej w Polsce. To hierarchiczna, zamknięta organizacja. Czasem działa jak mafia, choćby poprzez agendy takie jak Opus Dei, którego członkowie dyskretnie pracują np. w biznesie. Nie chcę wyciągać daleko idących wniosków, ale zdziwiłbyś się, gdzie można znaleźć tych de facto zakonników, działających w świeckim świecie.
 
Mówmy o tym, co można opublikować.
 
Mówię o rzeczach, które można wyczytać w KRS. Można tam znaleźć choćby Kawalerów Maltańskich. Członkowie zakonu i związanych z nim fundacji pojawiają się w rozmaitych partiach. Także tych uważanych za światopoglądowo liberalne.
 
 
Kawalerowie maltańscy podczas procesji Bożego Ciała w Warszawie TOMASZ GOŁĄB /GN
 
 
Mnie się to nie klei. Owszem, też podejrzewam polityków o najgorsze zamiary, ale jednocześnie nie wierzę w istnienie tak sprawnych mechanizmów i przebiegłych planów.
 
Bałagan też ma swój sens. Kiedy czyta się o dawnych społecznościach słowiańskich w najbliższej okolicy, np. połabskich, to tam powtarza się model, którego echa pojawiają się dziś u nas. Kneź-książę ma władzę wyłącznie w czasie wojny, w stanie pokoju mamy „anarchodemokrację sterowaną”. Władzy niby nie ma, choć jest, i to piętrowa: ludem manipulują kapłani, którymi z kolei dyskretnie kierują bogacze. A w Polsce? Za „złotą wolnością” stały interesy magnaterii, która rozgrywała drobną szlachtę, często przy pomocy księży. Dziś też można się zastanawiać, na ile Kościół katolicki przyczynia się do utrwalania naszej „anarchooligarchii”.
 
Wchodzimy na niebezpieczne tony.Możemy dojść do wniosku, że w Polsce nie ma demokratycznej polityki, że każdy ruch społeczny od czasów „Solidarności” był sterowany przez tajemnicze siły.
 
Ja tak nie uważam. Oczywiście, że nie można sterować całą sferą publiczną. Nie da się nią zawładnąć, ani nawet całkowicie rozpieprzyć pewnych zjawisk.
 
A może jest tak, że ministrowi Macierewiczowi byli potrzebni tacy ludzie? Co jeśli musiał mieć „swoich ubeków”, „swoich Moskali”? Być może odkryty przez ciebie fragment „politycznej kuchni” nie nadawał się do pokazania ogółowi, ale był potrzebny tej ekipie do przeprowadzenia koniecznych (z ich punktu widzenia) zmian?
 
Zwolennicy Macierewicza mogą się łudzić, że pan minister rozgrywał jakąś przemyślną grę z Moskwą i wykorzystywał jej ludzi, aby ją ograć dla dobra Polski. Grę, którą ja i inni dziennikarze ujawniający jego rosyjskie powiązania zepsuliśmy… Ale jeśli tak, to po ujawnieniu przez nas wielu podobnych powiązań, Macierewicz powinien wystąpić publicznie i wszystko Polakom wyjaśnić. Zamiast tego chowa się za plecami swoich podwładnych i zwolenników, którzy bronią go bluzgiem i kłamstwem.
 
Wywiad ukazał się w 7 numerze “A-taku” (2017).
 
 
 
 
Anarchia matką porządku (komentarz redakcji)
 
Chętnie publikujemy „wyklęty” wywiad przeprowadzony przez Jana Bińczyckiego z Tomaszem Piątkiem, autorem książki „Macierewicz i jego tajemnice”.
Jako anarchiści postawilibyśmy zapewne inne pytania, z drugiej jednak strony te, które padły, być może czynią go ciekawszym dla grona odbiorców szerszego niż uczestnicy i uczestniczki ruchu anarchistycznego, co jest dla nas niewątpliwym plusem. Ciągle jednak wraca do nas, anarchistów, jak ta biedna brzoza w snach polityków z prawa, chorobliwe utożsamianie niekompetencji, rządów kolesiostwa, układów i wszelkich wynaturzeń z anarchią, a tym samym z anarchizmem. Wiemy, że w wywiadzie mowa jest o potocznej „polskiej anarchii” rodem z Jasienicy, ale jako anarchiści nie możemy zostawić tak daleko idących uproszczeń bez komentarza. Od rozmówcy Bińczyckiego oczekiwalibyśmy bowiem lepszego zrozumienia znaczeń poszczególnych pojęć i idei z zakresu nauk politycznych. Tymczasem Piątek nie wychodzi poza potoczną, drobnomieszczańską formę rozumienia tychże, która od zawsze utożsamia „anarchię” z „chaosem”, aby mieć czym straszyć wyborców. Trudno nam się też zgodzić z poglądami autora „Macierewicza i jego tajemnic” na państwo jako takie czy prawo. Pomimo naszych zastrzeżeń wywiad jednak ukazuje się, jak na ironię, w gazecie anarchistycznej, której redakcja jako jedyna nie obawiała się jego publikacji. Autor wywiadu podziwia nas więc za odwagę. Tę swoistą odwagę widać też w decyzji Piątka dotyczącej wydania rzeczonej książki i wzięcia na siebie wynikłych z tego konsekwencji, które są niezwykle dotkliwe dla Piątka i jego rodziny. Może więc jednak mamy ze sobą choć trochę wspólnego.
Zapraszamy do dyskusji ( Adres poczty elektronicznej jest chroniony przed robotami spamującymi. W przeglądarce musi być włączona obsługa JavaScript, żeby go zobaczyć. ).
 
 
 
Odpowiedź Tomasza Piątka na komentarz redakcji:
 
Rozumiem, że między ideałami anarchizmu a anarchią potocznie rozumianą jako chaos, bezprawie i samowola jest różnica. Szanuję wkład wielu anarchistycznych myślicieli i działaczy w rozwój społeczeństwa obywatelskiego. Ktoś zauważył, że największe sukcesy odnoszą te wspólnoty terapeutyczne i samodoskonaleniowe, które działają w sposób zbliżony do propagowanego przez Kropotkina.
 
 

Nacjonalizm ratuje Balcerowicza

20 listopada 2017 r. | Dział: Publicystyka
Nielegalni. Na nic mury i zasieki, kamery i czujniki oddechu. Są bowiem kraje, w których już dziś nielegalnie ukrywają się ich miliony. Miliardy. Więcej – dokładnie 32 biliony. Te kraje to raje podatkowe. Te biliony to dolary. Chowa je osiem osób, które posiada majątek większy niż pozostała połowa ludzkości na kuli ziemskiej, a także kilka tysięcy pomniejszych milionerów, w tym paru polskich posłów. Swobodnego przepływu nielegalnych fortun nie blokuje jednak żadna finansowa komórka straży granicznej, a żaden z krezusów nie trafił do obozu zamkniętego za podobne malwersacje.
 
Polska ma się czym pochwalić. To europejski rekordzista w umowach śmieciowych – setki tysięcy pracodawców oszczędzają w sumie miliardy złotych zatrudniając nas w sposób nielegalny. Media głównego nurtu od dekad nie zająknęły się jednak słowem o „nielegalnych miliarderach”, „nielegalnych pracodawcach”, „nielegalnych prywatyzacjach” i „nielegalnych spekulacjach” – tymczasem zalewają nas dziś falą nienawiści, względnie – współczucia – wobec… „nielegalnych imigrantów”. Jakie lobby finansowe stanie za tą niemą masą, aby „magicznie poprawić jej wizerunek”? Czy to, które zamieniło dziś wojny w „misje”, spekulacje w „inwestycje”, wyzysk w „racjonalizację zatrudnienia”, a zatrucie ziemi, wody i powietrza – w „zrównoważony rozwój”?! Dzięki podobnym zabiegom mediów w naszych głowach mieszczą się wszystkie te procedery, a tym samym nie mieszczą się ludzie uparcie pragnący przetrwać.
 
Prawda jest taka, że ukraińskie sprzątaczki, syryjscy kucharze, polskie pielęgniarki i nauczyciele – nas wszystkich elity zmuszają do budowania ich niebotycznych fortun. Dotąd jednak żadne regulacje rządów Unii Europejskiej, w tym Polski, nie wydały tak zdecydowanej wojny wobec architektów polityki zaciskania nieswojego pasa, jak wobec ich ofiar – mas ludzi uciekających z wyklętych stron świata.
 
Przyznajmy: swobodne życie i dach nad głową w miejscu pochodzenia bądź wolnego wyboru to dziś przywilej dla nielicznych. Z Polski w zeszłym roku uciekło za chlebem kolejne 124 tysiące osób – to tak, jakby z mapy kraju znikł Wałbrzych, Płock, czy Opole. 25 lat po transformacji Polska pobiła rekord – w 2014 r., poza krajem przebywało już 2,32 miliona emigrantów ekonomicznych. Co więcej, „pozostać w Polsce” wcale nie znaczy być u siebie: wewnątrz granic kraju, na ciągłą tułaczkę za chlebem skazane są miliony ludzi z podupadłych miast i regionów, w których po 1989 roku elity masowo likwidowały zakłady pracy, na korzyść konkurencji wielkiego kapitału zagranicą. „Warszawka” zwie tych ludzi „słoikami”, brytyjskie brukowce – hordą słowiańskich barbarzyńców. Jeśli człowiek na zmywaku to barbarzyńca, jak nazwać architektów brutalnych „terapii szokowych”?
 
Każdy region Trzeciego Świata ma swojego Balcerowicza. W ramach tzw. Strukturalnych Programów Dostosowania (ang. SAP) od połowy lat 80. – przez Meksyk, Tunezję, Egipt, Syrię, Polskę, Ukrainę, po daleki Bangladesz – ruszyła masowa prywatyzacja zakładów pracy i usług publicznych, deregulacja czynszów i likwidacja ceł na import z najbogatszych państw. Słowem, korporacyjna inkwizycja. Plany wdrażane przez trzecioświatowych Balcerowiczów uruchomiły masowy wzrost fortun dla nielicznych, masowe rozwarstwienie, masową ucieczkę rosnących majątków do rajów podatkowych, a w końcu – masową emigrację ludzi z krajów poddanych szokowym terapiom.
 
W ustroju rosnących wpływów najbogatszych, naczelną rolą III RP pozostaje ochrona ich przywilejów oraz takie zarządzanie „kapitałem ludzkim” i jego migracją, by utrzymać stabilny popyt na półdarmową pracę. Papież kapitalizmu, Adam Smith, zwykł podkreślać że „liczbę ludzi reguluje się tak jak liczbę innych towarów – według logiki popytu i podaży”. To nie przypadek, że towary tworzone np. w Bangladeszu na potrzebę polskiej korporacji LPP, wytwory pracy pół-niewolniczej, mają większą swobodę ruchu niż ludzie, którzy od takiej pracy pragnęliby uciec.
 
Armie na granicach, więzienia i obozy deportacyjne, nagonka w mediach na „innych”, „obcych” – ach, gdyby władze wyrażały choć promil podobnej zaciekłości w karaniu pracodawców za brak zapłaty należnej pensji! Wszak na czas nie płaci już prawie połowa szefów w Polsce – kraju o najniższych kosztach zatrudnienia w całej Europie.
 
W zamian, w sukurs najbogatszym idą narodowcy, którzy zapewniają, że za dotychczasowy wyzysk, śmieciowe płace i emerytury odpowiadać mieliby…. imigranci. Zarazem, ich wycie „Polska dla Polaków, Polacy dla Polski!” nie przekonało dotąd dzieci Kulczyka, by przestały rozliczać się w Szwajcarii i podzieliły się fortuną z rodakami. Podobne hasła nigdy nie były kierowane przeciwko rodzimym prominentom, ani nawet arabskim szejkom, ale właśnie przeciwko ludziom pracy, a w efekcie – przeciw nam wszystkim. Nacjonalista woli szukać solidarności z polskim szefem, polskim bankierem, deweloperem, kamienicznikiem, niż ujrzeć pokrewieństwo swojego losu z warunkami życia pracownic z Ukrainy, Syrii, Iraku.
 
Figura narodowego imbecyla jest znakomicie pożyteczna dla liberała-kapitalisty, lojalnego fana Gazety Wyborczej. Po pierwsze, narodowcy „walczący z systemem” nie zagrozili dotąd bezpieczeństwu żadnego bankiera, biznesmena, ani nawet post-komunisty – napadają na „twórców systemu” w postaci anarchistów, „lewaków”, uchodźców, lesbijek, pedałów i osób bezdomnych. Zarazem, choć liberał stał murem za każdą kolejną reformą Balcerowicza i za każdą wojną, w której dla wyzwolenia arabskich kobiet spuszczano na nie bomby, dziś pragnie błyszczeć w kontraście do łysych pajaców jako światły „obrońca praw człowieka, walczący z przejawami rasizmu i ksenofobii”, ba! Jako „lewak”!
 
Uosobieniem tej postawy jest Marcin Święcicki, machający dziś chorągiewką „uchodźcy mile widziani” współautor tzw. planu Balcerowicza po 1989 r., były prezydent Warszawy, który zainicjował dziką reprywatyzację, dziś, obok swojego starego kumpla od terapii szokowej, misjonarz polskich elit na Ukrainie. Apele Święcickiego typu: „Potrzebny ukraiński Balcerowicz!”, zwiastuje znaną nam aurę i kolejną falę uchodźstwa zza wschodniej granicy. Udział siepacza Święcickiego w demonstracjach i akcjach obywatelskich jest mu niezbędny dla stworzenia ciepłego wizerunku i lepszej skuteczności działań wprost zbrodniczych.
 
W szerokim froncie „przeciw nacjonalizmowi”, cała rzesza przedstawicieli najróżniejszych obozów i partii umiarkowanego postępu może czuć się armią wyzwolenia od faszyzmu, jeśli tylko obok „przeciwko czemu”, nie zadać im pytania: „o co walczymy?”…
 
„Zdrowy rozsądek” w ramach demokracji liberalnej proponuje „racjonalną” politykę migracyjną opartą o logikę przymkniętych drzwi: głośno odrzucając rasistowski ekstremizm, łaje narodowców za to, że nie potrafią dostrzec iż imigranci mogą być przydatni w świetle demografii i europejskiego rynku pracy, w którym powoli brakuje rąk; że powinni pracować na polskie emerytury. Jak mówi dr hab. Maciej Duszczyk, były doradca Donalda Tuska: „politykę migracyjną prowadzi się, żeby uzyskiwać korzyści ekonomiczne i społeczne (…) W tych branżach, w których znajdują się imigranci, wynagrodzenia są już tak niskie, że nie ma czego obniżać. Proszę spojrzeć na te prace: w budownictwie, rolnictwie, gospodarstwach domowych. Tam wynagrodzenia są już tak niskie, że obniżenie ich spowodowałoby, że nawet cudzoziemcom przestałoby się opłacać je wykonywać.”
 
Mówiąc wprost, elity wyceniają wartość człowieka i jego prawo do przeżycia poprzez wartość jego pracy. Dodajmy – wartość opłacaną odpowiednio nisko.
 
Dla owych demokratów granice solidarności z migrantami, tak jak granice „Solidarności” z robotnikami po 1989 r., kończą się tam, gdzie kończy się interes kapitału. Po przekroczeniu tej granicy liberał, skromny mieszczanin, uznaje słabość demokracji, akceptuje rządy twardej ręki, strajkujących/uciekających od niewolniczej pracy nazywa „bestiami” i apeluje o pałowanie, większy budżet na policję, wojsko i więzienie. Biznesmeni różnią się od siebie w kalkulacjach – stąd część z nich już dziś nawołuje do pogromu i promuje narodowców w swoich mediach.
 
Tym samym, światli liberałowie od Balcerowicza oczywiście nie egzekwują „ekonomicznej i społecznej pożyteczności” od bankierów i coraz węższej elity. Jeden bank HSBC pomógł meksykańskim kartelom przeprać 881 miliardów dolarów – to więcej niż cały budżet Polski na 2016 rok. Jak okazało się w tym roku, w Europie HSBC pomógł ukryć na tajnych kontach setki miliardów dolarów należących do europejskich ministrów i rodzin królewskich. Pojedynczy klient z Polski zdeponował na takim tajnym koncie… 293,3 mln USD. Kosmiczne zastrzyki dla banków (w USA to już 16,8 bilionów $ – us eng: ‚trillions’) w nagrodę za ich kryminalne działania i niewyobrażalne spekulacje, nie skłoniły liberała do szukania pieniędzy na emerytury nigdzie indziej niż w płytkich kieszeniach pracowników najemnych.
 
Żeby solidarność przezwyciężyła nacjonalizm, trzeba uznać, że proponowane powszechnie podejście do „kryzysu uchodźców” jest karykaturą, która ma odwrócić uwagę od prawdziwego kryzysu: oto ustrój demokracji liberalnej, z całym bagażem pseudo-regulacji i wartości, pozwala ginąć milionom ludzi, by dać żyć garstce miliarderów. Póki owe miliony giną gdzieś hen, w fabrykach Bangladeszu czy w gruzach Syrii, można jeszcze utrzymać iluzję i sprzeczności liberalnej demokracji w Europie. Kiedy jednak masy stoją u bram – rozwiązaniem jej bolączek jest faszyzm.
 
To groteska, że apologeci zbrodniczego ustroju demokracji liberalnej zgrywają okresowo „antyfaszystów” promując różne demonstracje „solidarności zamiast nacjonalizmu”, „uchodźcy mile widziani”. W imię antyfaszyzmu wolnego od swojej karykatury, nie traćmy czasu na fałszywe alianse, uwolnijmy się od ciężaru iluzji „zdrowego rozsądku”, „apolityczności”, nie apelujmy do tego bożka w nadziei na przyciągnięcie „opinii publicznej”. Podejmijmy hasła sprawiedliwości społecznej, zamknięcia granic dla nielegalnych fortun i otwarcia ich dla potrzebujących, zacznijmy rozliczać elity za wojny i bańki spekulacyjne, za tworzenie gruntu pod nacjonalizmy i kryzys uchodźczy, apelować o powszechny strajk w odpowiedzi na tragedię ludzi pracy w granicach UE i poza nimi. Odważmy się samodzielnie wyrównywać rachunki, wywłaszczać gangsterów w szklanych wieżowcach. Solidarność zwycięży nacjonalizm tylko jeśli przestaniemy się łudzić, że wielki kapitał, jego media i sprzedajne związki staną ramię w ramię ze swoimi ofiarami i na ich rzecz zrezygnują ze swoich niebotycznych przywilejów.
 
Antek Wiesztort Kolektyw Syrena
 
Artykuł ukazał się numerze 7 anarchistycznej gazety ulicznej @-TAK
 

 

 
 

miniaturaRelacja aresztowanej anarchistki  


09.11.2017 r. wraz z aktywistami Obozu dla Puszczy weszłam do budynku generalnej dyrekcji lasów państwowych w Warszawie, aby rozpocząć okupację prowadzącej grabieżczą politykę leśną instytucji. Po wkroczeniu do budynku rozwiesiliśmy banery z hasłami: "Ostatni taki las w Europie. Stop wycince!", "Puszcza nie jest surowcem", "Wycofajcie harwestery";  w drzwiach postawiliśmy beczkę, do której przykuli się aktywiści. Wewnątrz mafijnej instytucji założyliśmy drugą blokadę  - ekolodzy przykuli się do barierek za pomocą rur, kajdanek i u-locka. Po około 20 minutach w budynku zjawiła się policja, która wezwała posiłki. Państwowe służalczyki wraz z bojówkarzami lasów państwowych (straż leśna) otoczyły demonstrujących w środku kordonem, oddzielając nas od osób przebywających na zewnątrz. W tym czasie policjanci oglądali narzędzia służące do przykuwania i planowali akcję likwidacji blokady. LP wydelegowały do negocjacji państwowego łgarza, którego zadaniem było straszenie aktywistów przemocą, która ich spotka, jeśli dobrowolnie nie opuszczą instytucji. Podjęte negocjacje od początku były wciskaniem nam kitu - druga strona nie zamierzała niczego pertraktować, kryminalizowano nasze działania i grożono nam konsekwencjami. Znany ze swojego cholerycznego zachowania dyrektor lasów państwowych Jan Tomaszewski okazał się tchórzem - nie dotarł na rozmowę z unieruchomionymi aktywistami.

 

Ok. godz. 16.30 zakończyliśmy zewnętrzną blokadę ustawioną przed drzwiami budynku uznając, że ważniejsze jest utrzymanie wewnętrznej okupacji. Około godziny 17.30 policjanci przystąpili do usuwania naszej blokady. Na początku aparatczyki ostrzegły nas, że użyją siły wobec protestujących, a następnie zaczęły wyszarpywać ludzi robiących tzw. sitting. Do przykutych ekologów wysłano "specjalistów" wyposażonych w nożyce do cięcia prętów. Policyjni sadyści jak zwykle wykazali się bezmyślnością - rozciągali przypiętych rurami ludzi, tak by sprawiać im jak największy ból. Po jakimś czasie postanowili rozkuć u-locka, którym przykułam się do barierki. Gdy uznali, że nie wykręcą barierki z podłogi przystąpili do przecinania metalowego pręta za pomocą raka. W żaden sposób nie zabezpieczyli mojej szyi i twarzy przed ewentualnymi urazami. Jeden z policjantów podciągnął rowerowe zapięcie w górę, tak że przez cały czas byłam podduszana; drugi policjant trzymał mnie za głowę, w którą wcześniej zostałam uderzona łokciem, a trzeci przecinał pręt. W trakcie działań słyszałam: "sama tego chciałaś". Po przecięciu u-locka zostałam wyniesiona przez pięciu policjantów, wciąż w rowerowym zapięciu na szyi. Podczas aresztowania policjant skuł mnie kajdankami i nakłaniał, bym stanęła na nogi, a wtedy inny aparatczyk przetnie u-locka tak, by mogli go usunąć ze szyi. Odmówiłam, gdyż zachodziła obawa, że metal wbije mi się w szyję. Jeden z policjantów chwycił wówczas końcówkę u-locka, a drugi rozszerzając rozcięcie przeciskał mi pręty przez szyję. Mówiłam, żeby tego nie robili, bo narażają moje życie i zdrowie, ale w żaden sposób nie reagowali na moje prośby. Następnie zostałam odprowadzona do radiowozu i przewieziona na komisariat.

drugie

Co w tym czasie działo się na zewnątrz?
Relacja anarchistki uczestniczącej w blokadzie na zewnątrz budynkuProtestujący, którzy nie przypięli się do beczki ustawionej na zewnątrz w drzwiach wejściowych oraz nie uczestniczyli w blokadzie wewnątrz budynku, wymiennie przemawiali, trzymali bannery, robili hałas gwizdkami, rozdawali ulotki. W pewnym momencie policja, która coraz liczniej przybywała na miejsce okupacji nagle odcięła kordonem osoby będące na zewnątrz od reszty ludzi, okupujących budynek w środku.

 

Widząc to dobiegliśmy do aktywistów przypiętych do beczki i szczelnie się z nimi oplatając i jednocześnie domagając zaprzestania działań policji. W odpowiedzi policja szarpała ludzi, jedna osoba dostała cios w twarz. Wywleczono nas poza drugi kordon, który ustawił się przed budynkiem, oddzielając w ten sposób od wszystkich przypiętych protestujących. Pomimo wszelkich starań, nikogo nie dopuszczono do nich przez kilka godzin, natomiast na miejsce przybywały kuriozalne ilości policji, formujące się w kolejne kordony. Sytuacja stawała się coraz bardziej napięta. Kiedy przerwano blokadę wewnątrz budynku i podstawiona więźniarka chciała wywieźć protestujących, utworzyliśmy siting z przodu i z tyłu pojazdu, solidaryzując się z zatrzymanymi. Wtedy policja wpadła w kompletny szał. Rozerwała brutalnie ludzi siedzących z przodu, a z tyłu otoczyła kółkiem, z którego dzięki presji uczestników protestu udało mi się wydostać. Policja cały czas nas przewracała, szarpała. Przypadkowo wyłapana dziewczyna została przygnieciona do ziemi przez kilku funkcjonariuszy i zatrzymana. Dostała absurdalny zarzut naruszenia nietykalności oraz naruszenia miru domowego, mimo że w ogóle nie przebywała w środku budynku (sic!). W końcu chaotyczne zachowania funkcjonariuszy osłabły na tyle, że mogliśmy opuścić miejsce blokady I przenieść się pod komisariat, na który zawieźli zatrzymanych, aby tam rozpocząć akcję solidarnościową.

 

trzecie

 

Nieadekwatna do sytuacji reakcja policji i bezkrytyczne współdziałanie z korporacją LP nie są dla nas żadnym zaskoczeniem. W Warszawie spotkaliśmy się z modelem działania znanym nam już z Puszczy Białowieskiej. Nasz prosty postulat wystosowany podczas protestu, aby w następnym tygodniu spotkać się z kimś z dyrekcją LP spotkał się z dosadną odpowiedzią: przemocą policji i postawieniem zarzutów popełnienia przestępstwa oraz wymownym milczeniem korporacji LP. Wydarzenia, które miały miejsce dobitnie świadczą o tym, jak ściśle powiązane są ze sobą instytucje „państwowe” i prywatne firmy, ochrona LP (straż leśna) z policją, oraz jakie jest stanowisko władzy wobec społeczeństwa, które chce bezpośrednio zamanifestować swój sprzeciw. Jest ono brutalnie pacyfikowane i kryminalizowane, policja pozostaje bezkarna, a agresja i inwigilacja ze strony aparatu władzy cały czas postępuje.

 

pierwsze

Komisariat
Relacja aresztowanej anarchistki - kontynuacjaNa komisariacie usłyszałam, że jestem "zwierzyną łowną" zatrzymującego mnie policjanta. Policjanci przez cały czas pozwalali sobie na seksitowskie uwagi wobec zatrzymanych aktywistek, zwracali się do nas na "ty" i wydawali komendy "idzie!", "siedzi!", "podpisze!". Podczas przeszukania usłyszałam: "Z recydywą nie trzeba się cackać". W trakcie kontroli osobistej odebrano mi bieliznę, gdyż wg policjantki zachodziło prawdopodobieństwo, że "zatrzymana powiesi się w areszcie", sprawdzano, czy nie ukrywam przy sobie żyletek i innych ostrych narzędzi. Policjanci wciąż powtarzali, że są "wkurwieni", bo przetrzymaliśmy ich w pracy. W odwecie ciasno skuwano ręce kajdankami i  wprowadzano w błąd twierdząc m.in., że adwokat, który do nas przyszedł, nie jest "naszym" adwokatem. Część osób odmówiła wówczas widzenia się z prawnikiem.

 

22 aktywistów rozlokowano w aresztach na terenie całej Warszawy. Skuci, byliśmy przewożeni do aresztów, gdzie przyjęcia trwały do wczesnych godzin rannych. Na "dołku" nie podano nam wody. Niektórzy dostali suchy chleb, zupki chińskie i surówkę, gdy odmówili spożycia niewegetariańskich posiłków. Po 24 godzinach 15 osób usłyszało zarzut popełnienia przestępstwa z art. 193 kk., a dwie inne o naruszenie nietykalności cielesnej funkcjonariusza. W trakcie naszego aresztowania pod komendą na ul. Opaczewskiej wciąż odbywała się akcja solidarnościowa. Wypuszczanym aktywistom dawano ciepłe posiłki i napoje.

 

Jednego jesteśmy pewni - skoro zaszliśmy tak daleko, nie ma możliwości, byśmy się poddali i zrezygnowali z walki o dobro wspólne, jakim jest Puszcza Białowieska. Lasy państwowe mogą być pewne, że protest będzie kontynuowany do czasu, aż decyzyjność w sprawie przyrody nie powróci w ręce społeczeństwa.
WYCIĄĆ WŁADZĘ, A NIE PUSZCZĘ!www.rozbrat.org

@-TAK nr 7

a w nim m.in. ( bo to nie wszystko):

- Nacjonalizm ratuje Balcerowicza

- Utracona historia Antify

- Amerykańskie korzenie rasizmu

- Zniewolenie na dole kompletny rozpieprz na górze - rozmowa z Tomaszem Piątkiem

   autorem książki  ''Macierewicz i jego tajemnice''

- Wojna wojnie

- Korporacja, depresja i płace dla prezesów

- Medycyna / Koncerny / Władza  część I

- Rozmowa z pracownikiem Amazona

- Lokals przeciwko wycińce puszczy

- Amnesty pożyteczni idioci polityki tureckiego rządu

- Manifest biblioteczego anarchisty

- Hassa Fathy i dobrowolność

- Faszyzm / Antyfaszyzm w kinie część 2

- 11 listopada

- Seria wydawnicza TIKN

Poza tym: sporo ilustracji, zdjęć, komiksów, koloru, dział regionalny - z aktywności ruchu @, komentarze redakcyjne i  zaproszenie do dyskusji na łamach kolejnych numerów,

Nie obyło się bez błędów i wtop za co bijemy się w piersi i obiecujemy poprawę.

Jeśli chcesz nas wesprzeć lub kolportować @-TAK pisz na Adres poczty elektronicznej jest chroniony przed robotami spamującymi. W przeglądarce musi być włączona obsługa JavaScript, żeby go zobaczyć.

 

 

Strona 1 z 33