Zaloguj

Federacja Anarchistyczna

A+ R A-

Wiele hałasu o nic

W politycznym i kapitalistycznym świecie burza. Oto Brytyjczycy zagłosowali inaczej niż się spodziewano i zdecydowali, że chcą opuścić Unię Europejską. Referendum nie jest wiążące. To "głos ludu" w sprawach bieżących.

Zanim politycy "uruchomią dźwignię" czyli Artykuł 50 Traktatu Lizbońskiego, musi najpierw obradować nad tą decyzją parlament. Przy groźbie odłączenia się Szkocji oraz Irlandii Północnej (co skutkowałoby obudzeniem IRA), nie wiadomo czy parlamentarzyści i Izba Lordów nie postawią interesu Zjednoczonego Królestwa ponad głosem ludu.

Głos ludu jednak jest podzielony, bo 1/3 optowała za wyjściem z UE, 1/3 za pozostaniem, 1/3 nie pojawiła się na referendum. Jest to więc sytuacja podobna do polskiej gdzie walczy obóz PiS-owsko-narodowo-kościelno-konserwatywno-jakiś-tam z PO-KOD-Nowoczesna-mieszczańsko-liberalno-jakiś-tam (brakuje mi już okresleń), a reszta się tylko przygląda. Generalnie nie ma się co oszukiwać: to w większości liberalna klasa średnia i młodzież głosowała za pozostaniem, a brytyjska klasa robotnicza, starsi ludzie i biedota zagłosowała za wyjściem z UE - i chyba tyle w temacie.

 

Oczywiście ta sama klasa robotnicza stała się w pewnej części - bo nie w całości - ofiarą prawicowej i neokonserwatywnej propagandy (UKIP, “Vote Leave” Borisa Johnsona). W piątek rano po ogłoszeniu wyników referendum panowało zaskoczenie na wszystkich frontach - nawet wśród “zwycięzców”. Okazało się, że Nigel Farage z UKIP odwołał wszystkie obietnice, a Johnson z Govem (“Vote Leave” - Torysi) wezwali do spowolnienia negocjacji w sprawie wyjścia z UE, bo… nie wiedzą co dalej! I na trzy dni wszyscy ukryli się w mysich norach. Wbrew pozorom święta nie ma, bo pomimo pierwszej euforii skacowana working-class już zaczyna powoli być konfrontowana ze szwindlem, w który dała się wkręcić. Na pocieszenie można powiedzieć, że to była jedyna szansa tych ludzi na danie w końcu swojego głosu i głos za wyjściem z Unii z punktu widzenia anarchistycznego, pro-pracowniczego, ludowego czy populistycznego jest głosem, który powinniśmy raczej wspierać, gdyby stał za tym jakiś konsekwentny plan budowy suwerennego społeczeństwa. Tymczasem Johnson zrzuca odpowiedzialność za Brexit i ucieka, a Farage płacze w Parlamencie Europejskim: “będziemy waszymi najlepszymi przyjaciółmi!”.

 

Brytyjska klasa robotnicza chciałaby powrotu "Ye Olde England" - "starej dobrej robotniczej Brytanii", trochę konserwatywnej, trochę swojskiej, ale innej od tej widzianej przez tradycyjne elity. Partia Konserwatywna od czasów Thatcher już wyjątkowo mocno zdegradowała najuboższych, realizując interesy klasy średniej i najbogatszych, do czego dołączyła New Labour za czasów Blaira i Browna, marginalizując interes zwykłych ludzi, robotników i związkowców, a następnie otwierając rynek pracy dla imigrantów. Współczesna robotnicza Anglia wygląda zupełnie inaczej widziana z wygodnych londyńskich sof.

 

W tej chwili Partia Pracy próbuje odwrócić ten trend, więc mimo oficjalnego "Remain", Jeremy Corbyn - zresztą bardzo lubiany wśród klasy robotniczej - dosyć ostrożnie się wypowiadał co do kampanii, co o mało nie przypłacił przywództwem w PP udaremniając "przewrót prawego skrzydła" odsuwający go ze stanowiska przywódcy. Corbyn jest zresztą atakowany przez elitę za pomocą mass-mediów (nawet tych tradycyjnie sprzyjających PP), co pokazuje rozkład sił w Wielkiej Brytanii. Podejrzewam, że gdyby Partia Pracy poparła "wyjście" to wynik mógłby być wyższy. Cameron zrezygnował, Johnson także wycofał się z kandydowania na premiera, opozycja w rozsypce, co dalej z Brexitem? Mimo mianowania nowej premier, Theresy May i zapowiedzi, że do końca tego roku UK “nie uruchomi” Artykułu 50, dalej nic nie wiadomo. Ironicznie można by przytoczyć tu słowa znanego lewicowego angielskiego barda, Billy’ego Bragga z jego własnej piosenki: “I don’t want to change the world/I’m not looking for New England/I’m just looking for another girl”. A kto za ten cały bajzel zapłaci? Wiadomo - najubożsi.

 

Co do haseł anty-imigranckich to niestety, ale moim zdaniem imigracja się trochę do tego przysłużyła. Winić oczywiście należy najpierw reformy Thatcher, a potem nieograniczone otwarcie rynku na pracowników przez Blaira w 2004. Nowi imigranci często są słabo aktywni w lokalnych społecznościach, politycznie czy w związkach zawodowych, a jeśli już, to częściej wesprą Torysów niż Partię Pracy która ludziom z krajów demoludów kojarzy się z "lewakami", "komuchami" (np. Polonia brytyjska przed 1989 rokiem zawsze popierała konserwatystów - wiadomo, przeciw “komuchom” z Partii Pracy). Niechęć, która narastała ma swoje podłoże też w tym, że niektórzy przyjeżdżając do UK byli w stanie za pół darmo gryźć ziemię (ku uciesze chciwych pracodawców), przez co wypychali "droższego" angielskiego robotnika z rynku. Argument imigranta-robotnika, że "jeśli ja pracuję za £6.50 minimum wage to i Anglik może" do mnie na przykład w ogóle nie trafia, bo nie po to angielska klasa robotnicza walczyła przez dziesiątki lat o to, żeby żyć na poziomie, a teraz się tego pozbawiać. Z tego też względu za Brexitem głosowało najwięcej starszych ludzi z tradycyjnej klasy robotniczej, najbardziej zmarginalizowanych i zapomnianych, a jednocześnie… mających najmniejszy lub zerowy kontakt z imigracją. Z drugiej strony to pracodawcy narzekają na brak wyedukowanych i wyspecjalizowanych pracowników w niektórych branżach (m.in. budowlanka), bo po prostu wybór czasami staje się oczywisty dla młodego człowieka w UK: nikt nie chce całe życie pracować jako budowlaniec.

Oczywiście to jest problem skomplikowany i niejednoznaczny, a ludzie podchodzą też z sympatią i wręcz fascynacją do Eastern Europeans widząc, że ci ciężko pracują, zarabiają, płacą podatki, kupują domy, integrują się ze społecznością. Większość imigrantów z Europy Wschodniej żyje w samym środku społeczności angielskiej zwanej working-class i nie potrafi tego kompletnie zaakceptować razem z ich tradycją, kulturą, kodami i - a jakże - poglądami politycznymi. Jeśli imigranci-robotnicy coś mają zacząć tracić to chyba będzie czas na to, żeby porzucić "antykomunistyczne" i "antylewackie" resentymenty i zacząć walczyć o swoje, chociażby o wyższą stawkę minimalną bo obecne £7.20 nie gwarantuje życia na żadnym poziomie - raczej samo przeżycie.

Podejrzewam, że właśnie ta psychologiczna bariera (paranoiczny wręcz “antykomunizm”) jest do pokonania trudniejszą niż cokolwiek niewielkie różnice kulturowo-obyczajowe. Przyznałem w pewnym sensie rację Farage’owi, że wschodni Europejczycy są dalsi kulturowo od np. Przybyszów z Australii czy Indii, jednak po aktach solidarności z Polish Brits, odwołuję te słowa. Jednak Brytyjczycy też zresztą powinni trochę - że tak powiem - ruszyć się i popracować, zintegrować się z imigrantami, bo często jest to - podobne do polskiego - typowo angielskie narzekanie na wszystko przy piwie w pubie, bez chęci zmiany czegokolwiek. Nie chcę być niesprawiedliwy dla polskich Brytyjczyków (tak! Istnieje już od jakiegoś czasu to określenie, które nie oznacza imigranta ani tzw. starej Polonii ale asymilujących się w społeczeństwie brytyjskim Polaków z fali najnowszej emigracji), bo z kolei jest olbrzymia część, która aktywnie uczestniczy w życiu brytyjskiego społeczeństwa, a Polska ma tu swoje długie tradycje i jest to zauważalne, a szczególnie wśród wyborców którzy głosowali za Brexitem z innych powodów niż rasowo-ksenofobiczne. Jak zauważyłem, integracja dużo gorzej jednak wychodzi Rumunom, Bułgarom, Rosjanom, Albańczykom czy Ukraińcom.

 

Natomiast istnieje jeszcze kwestia "rasowa" czy też "ksenofobiczna": owszem, zdarzyło się wiele przypadków hate-crime i dobrze, że zostaje to nagłośnione. Jednak media liberalne rozdmuchują te incydenty na tle rasowo-narodowościowym do niebotycznych rozmiarów. W tej chwili media anty-brexitowskie znalazły sobie pożywkę żeby dyskredytować “brexitowców”. Media "brexitowskie" (The Sun, Daily Mail itd.) też zresztą swoją ksenofobiczną kampanię odwaliły. Myślę, że normalni Anglicy z klasy pracującej doceniają wysiłek tych, którzy tu jednak mieszkają i pracują. Dlatego absolutnie wykluczona byłaby jakaś "deportacja" czy coś takiego. Ci co tu są, zostaną (potwierdza to niedawny oficjalny rządowy wpis na stronie brytyjskiego rządu). Jednak napiszę teraz rzecz może niepopularną: przepływ ludzi i granice w UK powinny być jednak w jakimś stopniu już dawno kontrolowane, bo UK w dłuższym etapie takiego naporu nie wytrzyma, o ile już nie zaczyna się przeludnienie. W końcu Brytania jest wyspą, a nie terytorium wielkości Stanów Zjednoczonych.

 

Odezwał się w końcu cały sprawca zamieszania czyli jeden z najbogatszych ludzi na świecie, znany z rasistowskich wypowiedzi Rupert Murdoch, który nazwał decyzję o Brexicie “wspaniałą”. Dodał też, że jeśli Johnson nie dotrzyma obietnic to wybuchnie kolejna krwawa rewolta (brytyjskie i europejskie grupy nacjonalistyczne mają finansowe powiązania z kołami bogaczy i tajnymi służbami, głównie rosyjskich), więc jak coś się komuś nie spodoba “na górze”, to będzie wiadomo, który guzik włączyć. Natomiast Murdoch - który oskarża wszystkich dookoła o hipokryzję - sam jest właścicielem tabloidu “The Sun”, który bezczelnymi hasłami wspierał Brexit oraz pisma “The Times”, które wspierało… pozostanie UK w Unii! Tymczasem z wyścigu o fotel premiera właśnie zrezygnował nie kto inny jak pierwszy “brexitowiec” i agent bankierów czyli Boris Johnson! Londyn i Wielka Brytania to niezły kąsek dla banków i milionerów, więc na nagłym spadku funta i umocnieniu dolara z pewnością zarobiło wiele osób. I są już głosy, że to właśnie o to też chodziło w całym zamieszaniu - pisano o tym nawet w Polsce dwa miesiące przed referendum, podkreślając też fakt że tzw. Panama Papers oczerniające m.in. Camerona pojawiły się w nieprzypadkowym czasie powodując podsycanie niechęci do establishmentu. Establishment zaś robi swoje przetasowania a ich ofiarą pada np. lider Partii Pracy, Jeremy Corbyn, który zresztą jako pierwszy w House of Commons poruszył temat ksenofobicznych ataków i jako pierwszy z głównych polityków - jak to ujął mój kolega - “wpadł na herbatkę” do POSK-u, po tym jak drzwi instytutu zostały wcześniej wysmarowane farbą w spreju przez nieznanych sprawców.

Torysi doprowadzili kraj na krawędź upadku, ale starają się wciąż odwrócić uwagę od siebie, kierując ją na bogu ducha winnego Corbyna, z którego - bez żadnego powodu - chce się zrobić kozła ofiarnego Brexitu w oczywiście jednym celu: Corbyn jest uwielbiany przez zwykłych ludzi, zarówno klasę robotniczą jak i niższą klasę średnią, młodzież, starszych, również przez szeroko pojętą lewicę, łącznie nawet z anarchistami. Zresztą ciekawy jest jego życiorys, zupełnie niepodobny do setek innych karierowiczów politycznych z prywatnych szkół typu Eton. To pierwszy człowiek od lat - chyba od czasów legendarnego i uwielbianego przez ludzi laburzysty Michaela Foota (notabene przeciwnika wejścia UK do Europejskiej Unii Gospodarczej) - który ma tak szerokie poparcie mas społecznych. Wiele osób zapisuje się do Partii Pracy tylko ze względu na niego, jest to więc oczywiste zagrożenie dla utraty władzy przez Partię Konserwatywną, bo najnowszy sondaż pokazuje już 1% przewagi Partii Pracy nad Torysami. Intensywne ataki prasy i mediów na Corbyna, połączone z votum nieufności ze strony establishmentowych posłów PP zwanych “czerwonymi Torysami” lub “blairystami” przysparzają mu tylko jeszcze większej popularności i trochę przypadkowo staje się anty-establishmentowym bohaterem. Z tego też powodu jest ciężkim przeciwnikiem dla mediów, bo nie ma na koncie romansów z modelkami i nie wciąga koksu z muzykami rockowymi. W tej chwili zresztą nikt już chyba nie wierzy mediom, bo w Wielkiej Brytanii jak na dłoni widać gdzie przebiegają podziały między ludem a establishmentem i w jakim głębokim poważaniu ma zdanie swoich obywateli ta cała medialno-finansowo-polityczna śmietanka. Żeby jeszcze dodać trochę przypraw do sosu można wspomnieć o jednej z wielu informacji z quasi-lewicowego, ale posiadanego przez Aleksandra Liebiediewa “The Independent”, który nagle ogłasza, że… ISIS popiera Brexit! Tak bezczelna manipulacja mediów przeszła gdzieś bokiem, ale jakoś między śmiechem a zdziwieniem nie mogę sobie przypomnieć od kiedy to ISIS jest jakąś “oficjalną” grupą z “oficjalnymi” mediami i stanowiskami, z której zdaniem mają się liczyć społeczeństwa Europy, skoro do niedawna to była jakaś tajemnicza magmowa hydra o milionie głów, która zagraża pokojowi na świecie.

 

Pytanie: czy Brytyjczycy zrobią rewoltę? Wątpliwe. A nawet jeśli - to co z tego? Wyśle się trochę transporterów opancerzonych i brytyjską konną policję. Jak mówi mój znajomy Brytyjczyk: zabierz ludziom opery mydlane, tanie alko i futbol w TV to wtedy może się zbuntują. Imperium największego wroga klasy robotniczej, Ruperta Murdocha - a także Richarda Desmonda, właściciela niezliczonych tabloidów z “daily” w nazwie - rozrasta się i zwykły człowiek w Anglii kompletnie nie wie już co się dzieje, wie tylko jedno: elity go nie słuchają, elity o nim zapomniały, elity się go wstydzą, elity robią pod siebie, bo baroni medialni wymierzą klapsik niegrzecznej elitce, która nie umie swojego ciemnego ludu za ryj trzymać: “Dawno temu mówił to Noam Chomsky. Każdy rząd uderzający w interesy wielkiego kapitału - bez względu na to czy prawicowy, czy lewicowy - mimo najlepszych chęci doprowadzi w końcu do pogorszenia położenia warstw najmniej uprzywilejowanych. Polityka poprawiania położenia najmniej uprzywilejowanych kosztem wielkiego kapitału wszędzie prowadzi do ucieczki kapitału i inwestycji, do wyhamowania gospodarki. W rezultacie to właśnie klasy najmniej uprzywilejowane tracą najbardziej. Kiedyś istniał świat dwubiegunowy (“blok wschodni”) i dzięki temu kraje kapitalistyczne miały interes, żeby prowadzić gospodarkę społeczną. W obecnym świecie jednobiegunowym takiego interesu już nie ma. Jeśli [jakiś kraj] zacznie się rzucać, to kapitał pójdzie w inne, bardziej "posłuszne" miejsce, a najmniej uprzywilejowani znajdą się w jeszcze gorszej pozycji niż wcześniej. To nie żadna polityka "nowoczesna" tylko znana od dawna polityka populistyczno-ludowa, która wszędzie prędzej czy później kończyła się kontruderzeniem wielkiego kapitału.” [z komentarza w internecie]. Referendum nic nie zmieni, póki panują liberalny kapitalizm i doktryna globalizacji bo to są prawdziwe przyczyny problemów Wielkiej Brytanii.

 

freejazz

 

Redakcja

Redakcja

Strona www: www.federacja-anarchistyczna.pl E-mail: Adres poczty elektronicznej jest chroniony przed robotami spamującymi. W przeglądarce musi być włączona obsługa JavaScript, żeby go zobaczyć.