Zaloguj

Federacja Anarchistyczna

Jesteś tu: Start / Artykuły / Działania FA / Śląskie /
A+ R A-

Od 20 do 21 kwietnia w hotelu „Neißeblick” w Ostritz (niewielkim Saksońskim miasteczku przy granicy z Polską wsią Krzewina) pod hasłem „Reconquista Europa” odbędzie się neonazistowski festiwal „Schild & Schwert” (Tarcza i Miecz, w skrócie SS) na który zjechać ma się kilka tysięcy neonazistów z Niemiec i innych krajów Europy, zwłaszcza Polski i Czech. Zarówno data jak i lokalizacja wydarzenia nie są przypadkowe – 20 kwietnia to data urodzin Adolfa Hitlera. Natomiast wybierając Ostritz organizatorzy mieli na uwadze przeprowadzenie całego festiwalu bez żadnych większych problemów i zewnętrznych ingerencji. Ich celem jest odcięcie miasta i wypełnienie go tysiącami neonazistów przez co utworzą coś w stylu tymczasowej strefy ochronnej dla sympatyków narodowego socjalizmu. Zakładają oni, że ogromna ilość uczestników festiwalu zablokuje, albo przynajmniej znacząco ograniczy, wszelkie formy oporu. Jeśli im się to uda, neonazistowska, radykalnie prawicowa niemiecka partia NPD zamierza regularnie wracać do Ostritz – organizator „Schild & Schwert” Thorsten Heise zarejestrował już w tym miejscu kolejne wydarzenie, które ma się odbyć w Październiku tego roku.

 

W celu zmobilizowania jak największej ilości osób w trakcie „Schild & Schwert” zorganizowano nie tylko koncerty zespołów z „Blood & Honour” (między innymi Lunikoff Verschwörung, Amok, Sons of Odin, Kategorie C – neonazistowską kapelę występującą w 2016 na festiwalu Orle Gniazdo –  i Oidoxie – zeszłoroczną gwiazdę polskiego neonazistowskiego festiwalu „Night of Terror” w Grodziszczu) ale także turniej sztuk walki o nazwie „Ring der Nibelungen“, konwent tatuażu, stoiska wydawnictw i sklepów z odzieżą (neonazistowskie wzory na bluzach, koszulkach etc. sprzedawać będzie między innymi, popularna także w Polsce, firma Ansgar Aryan) oraz setki litrów piwa.

 

Polityczne deklaracje oraz przemówienia odkrywają w tym wypadku jedynie rolę listka figowego, dzięki któremu „Shield & Sword” uzyskuje ochronę przez niemiecką konstytucję. Wystąpienia polityczne są bowiem niezbędnym elementem wymaganym, aby dane wydarzenie uzyskało status „zgromadzenia politycznego”, a nie zwykłego wydarzenia prywatnego. Ochrona prawna udzielana zgromadzeniom politycznym jest rozległa i przynosi ze sobą znaczne korzyści dla organizatorów, którzy zwiększą dzięki nim zyski finansowe. Festiwal w Ostritz jest zatem nie tylko otwartą celebracją Adolfa Hitlera i jego ideologii, ale także wydarzeniem, w którym prawo do zgromadzeń jest jawnie nadużywane w celu generowania funduszy dla (między-) narodowych organizacji neonazistowskich z błogosławieństwem niemieckiego systemu prawnego.

 

Data oraz lokalizacja „Schild & Schwert” wskazują jednoznacznie na jeszcze jeden aspekt tego wydarzenia: celebrację urodzin Adolfa Hitlera zaledwie kilka kilometrów od granic kraju, który znacząco ucierpiał pod niemiecką okupacją – Polski. Jego organizatorzy gloryfikują narodowo-socjalistyczną ideologię, jednocześnie trywializując albo wypierając wszelkie nazistowskie zbrodnie popełnione na Polakach oraz innych mieszkańcach Centralno-Wschodniej Europy. Kluczowy jest także fakt, że Ostritz znajduje się na granicy z Dolnym Śląskiem, regionem, który sprawiedliwie został zwrócony Polakom po 1945, a który organizatorzy „Shield & Sword” po dziś dzień określają jako będący pod „tymczasową polską administracją”. Jak zauważa Sascha Elser z inicjatywy Rechts rockt nicht: „To oczywiste, że chcą oni te ziemie odzyskać”. Mimo to na festiwal wybierają się także Polscy neonaziści, którzy zrezygnowali z organizacji własnej imprezy urodzinowej dla Führera pod szyldem „Nocy Tożsamośći” i ogłaszają, że oficjalnie zapraszają do Ostritz. Nie przeszkadza im nawet to, że wokalista jednego z występujących na „Shield & Sword” neonazistowskich zespołów Michael Regener (Lunikoff Verschwörung), wielokrotnie skazywany w Niemczech za szerzenie nienawiści, przed laty zasłynął w tym środowisku wraz z zespołem Landster utworem „Polacken Tango”. Można w nim usłyszeć, jak Regener stwierdza:

 

„Polskie łobuzy wrzeszczą white power! Jak ja nienawidzę tej nacji gównianej. Od kiedy Polaczków do rasy aryjskiej zaliczamy?”.


Jak widać polskim nacjonalistom to jednak wcale nie przeszkadza. Co więcej, planują oni nie tylko przyjechać na wydarzenie, ale także pomagać Niemcom w jego organizacji, zapewniają noclegi po stronie polskiej itd. Na oficjalnej stronie festiwalu „Shield & Sword” można zresztą przeczytać informację, że warto jest przyjechać pociągiem do Krzewiny i iść na festiwal pieszo, a wcześniej po stronie polskiej zrobić sobie tanie zakupy.

 

Nie tylko zresztą polscy neonaziści wspierają organizację „Shield & Sword”. Festiwal odbędzie się pod czujnym okiem niemieckiej i polskiej policji, która już podjęła współpracę, aby odpowiednio zabezpieczyć to „polityczne zgromadzenie” i nie dopuścić do zamieszek, co w praktyce oznacza, że będzie ochraniać faszystów oraz dbać o to, aby nic nie zakłóciło ich imprezy.

 

Sascha Elsner, wyjaśniając punkt widzenia inicjatywy „Rechts rockt nicht” zauważa: „Naszym zdaniem festiwal w Ostritz stanowi okazję dla wzmocnienia współpracy niemieckich neonazistów oraz rozwinięcia ich związków z przedstawicielami neonazistowskiej sceny z Polski i Czech. Dodatkowo wykorzystują oni celebrację urodzin Adolfa Hitlera do pozyskania funduszy na ich organizacje, a wszystko to pod czujnym okiem niemieckiej i polskiej policji, która będzie ochraniać wydarzenie. Jeśli faktycznie neonaziści mogą zebrać się i świętować urodziny Hitlera bez żadnych przeszkód, to znak, że z naszym prawem i społeczeństwem jest coś nie tak”.

 

Nie będziemy biernie obserwować, jak naziści z całych Niemiec i Europy gromadzą się na granicy, aby świętować urodziny Führera. Dla nas droga dialogu kończy się tam, gdzie pojawia się narodowy socjalizm, homofobia, antysemityzm, rasizm i mizoginia. Będziemy wspierać mieszkańców Ostritz i wspólnie sprzeciwimy się neonazistom!

 

21 kwietnia wszyscy jedźmy do Krzewiny i zademonstrujemy przeciwko neonazizmowi!


Organizujmy się, pomagajmy sobie w dotarciu na miejsce, bądźmy tam razem! Urządźmy na granicy kolorowy festiwal tolerancji, szacunku i solidarności! Wraz z naszymi przyjaciółmi z Niemiec i Czech wyślijmy jednoznaczny sygnał: Jesteśmy tu! Nie pozwolimy nazistom świętować! Nie pozwolimy im „podbić” Europy. Nie podbiją nawet małego Ostritz! Nie są mile widziani i nie będą się tu dobrze bawić!

 

Objaśnienia:

Inicjatywa "Rechts rockt nicht" to sieć organizacji i osób działających w regionie Görlitz-Zittau, a także w krajach wschodnioniemieckiej Saksonii, Brandenburgii i Berlinie.

 

NPD: Narodowa Demokratyczna Partia Niemiec, skrajnie prawicowa partia polityczna w Niemczech; po niemieckiej nazwie narodowej, Nationaldemokratische Partei Deutschlands.

 

Nibelungen: nazwa mitologicznej germańsko-nordyckiej rodziny królewskiej. Mity opracowane przez R. Wagnera jako opera stanowią centralny element kulturowy niemieckiego nacjonalizmu. Opera ta była także ulubioną sztuką Hitlera.

 

 

hitler-na str

 

 

www.rozbrat.org

Zapraszamy do kolportażu i wsparcia wydawania gazety.

W numerze m.in.

Turecka agresja na Efrin

Walka pracownicza i represje na poczcie polskiej

Kryzys uchodźczy na wschodzie twierdzy Europa

Bóg Honor Polacja

Walka ruchu lokatorskiego z mafia mieszkaniową

Kontrakcja dodatek zielonego anarchizmu

Białoruski anarchizm na celowniku propagandy

Pilarski zawsze po stronie pokrzywdzonych

Faszyzm / antyfaszyzm w kinie cz. 3

Globalizm czyli nacjonalistyczne ksero chroni kapitalizm

Podsumowanie działań Federacji Anarchistycznej w 2017r.

Kuszenie nacjonalizmu

 

Te i inne teksty nie zapomną tobie przestać myśleć a mamy nadzieje ze poruszą do działania.

Poza tym zapowiedzi wydarzeń, akcji, reklamy inicjatyw wolnościowych, recenzje.

Pisz na maila Adres poczty elektronicznej jest chroniony przed robotami spamującymi. W przeglądarce musi być włączona obsługa JavaScript, żeby go zobaczyć.

 

minatura-cz.proces3 października 2016r. na ulice wielu polskich miast wyszło dziesiątki tysięcy osób protestujących przeciwko obywatelskiemu projektowi ustawy autorstwa Ordo Iuris, całkowicie zakazującemu aborcji. Demonstracje zorganizowane pod nazwą Czarny Protest odbiły się głośnym echem nie tylko w Polsce, ale też w zagranicznych mediach. Protesty solidarnościowe zorganizowano również m. in. we Włoszech, w Niemczech, Czechach, Norwegii, Chinach i Kanadzie. Nie obyło się też bez represji wymierzonych w środowisko anarchistyczne.

 

Akcje bezpośrednie w Kielcach i Krakowie


W organizacji Czarnego protestu udział wzięli również anarchiści i anarchistki. Przemawiając podkreślali powiązania kapitalizmu z patriarchatem. W podobnym tonie utrzymane były też hasła umieszczone na banerach i potykaczach przygotowanych przez anarchistyczne organizacje. Przeprowadzono  kilka akcji bezpośrednich. W Kielcach zniszczona została homofobiczna „wystawa” zorganizowana przez fundację Życie i Rodzina. Zdjęcia, które za zgodą m. in. wiceprezydenta miasta Andrzeja Syguta, pokazano na kieleckim rynku, opatrzone były hasłami typu:  „Homoseksualizm poważnie szkodzi życiu i zdrowiu” czy „Pedofilia wiąże się z homoseksualizmem”. „Wystawa”  została zerwana i pocięta przez aktywistów i aktywistki uczestniczące w Czarnym Proteście.  Fundacja Życie i Rodzina wniosła w związku z tym oskarżenie przeciwko 4 osobom. Jeden z kieleckich anarchistów otrzymał wyrok zaoczny w postaci 380 zł kary za zniszczenie homofobicznej „wystawy”.  Przeciwko reszcie oskarżonych toczyła się sprawa w sądzie. Ta sama fundacja dodatkowo oskarżyła anarchistę o zniszczenie tejże „wystawy” poprzez naklejenie anarchistycznej wlepki.  16 marca odbyła się ostatnia rozprawa, zakończona wyrokiem skazującym. Anarchista otrzymał karę w wysokości 100 zł + 30 zł kosztów sądowych. Pozostali oskarżeni musieli zapłacić łącznie 500 zł kary, w tym część na rzecz fundacji Życie i Rodzina.

 

W Krakowie natomiast powstał symboliczny skłot – zajęto pustostan należący do kościoła katolickiego. Zawisły na nim czarne flagi i baner z hasłem: „Dom wyjęty spod władzy kościoła. Strajk kobiet” Do drzwi wejściowych przybito manifest zatytułowany „Nasze macice! Nasze ulice! Nasze kamienice! Strajk lokatorek teraz!”

 

Starcia z policją w Poznaniu


Poznański Czarny Protest po oficjalnej części miał też spontaniczny ciąg dalszy pod biurem PiS na ulicy Św. Marcin. Osoby tam zebrane śpiewały „Szydło, niestety, twój rząd obalą kobiety” i skandowały hasła typu: „Solidarność naszą bronią”, „To jest strajk ostrzegawczy”.  W pewnej chwili doszło do nieznacznych przepychanek z policją, która bezmyślnie napierała na wzbierający tłum ludzi. W stronę mundurowych  poleciały w końcu świece dymne i petardy. Policja straciła nad sobą panowanie i wtargnęła w tłum kopiąc i bijąc pałkami przypadkowe osoby i strzelając na oślep z gazu. Cała sytuacja była niezwykle dynamiczna i chaotyczna. Chaos ten swym nieumiejętnym i niebezpiecznym zachowaniem pogłębiała przede wszystkim policja. Wiele osób przewróciło się uciekając przed agresywnymi funkcjonariuszami, a wiele kolejnych potykało się o nie i również upadało. Sytuację tę wykorzystali mundurowi próbując wyciągać z tłumu osoby leżące na ziemi. Wiele z nich udało się „uratować” z rąk policji, dzięki solidarnej postawie innych protestujących. Niestety, nie wszyscy mieli tyle szczęścia. Zatrzymano 3 osoby – wszystkie związane z poznańskim środowiskiem anarchistycznym. Dwie z nich wyłowiono, gdy podbiegłyby pomóc przewróconym na ziemię osobom. Bezpośrednio po wydarzeniach na Św. Marcinie, około 200 osób zorganizowało akcję solidarnościową pod komisariatem na al. Marcinkowskiego, gdzie przetrzymywano zatrzymanych. Wszyscy zostali wypuszczeni na drugi dzień. Oskarżono ich o udział w zbiegowisku „wiedząc, że jego uczestnicy wspólnymi siłami dopuszczają się gwałtownego zamachu na osobę lub mienie” oraz naruszenie nietykalności cielesnej policjanta.

 

Trzy to za mało


Trzy uczestniczki Czarnego Protestu, obecne podczas demonstracji pod biurem PiS, wniosły skargę na działania policji. Zażalenie starszej kobiety, która w wyniku pobicia przez policję straciła przytomność i trafiła do szpitala, zostało odrzucone. Skargi dwóch pozostałych uczestniczek także zostały odrzucone, ale wróciły do prokuratury. Sąd nakazał ich ponowne rozpatrzenie, gdyż według jego rozeznania prokuratura nie podjęła wszystkich kroków niezbędnych do ich prawidłowego rozpatrzenia. Na niewiele się to zdało, gdyż ostatecznie prokuratura nie dopatrzyła się żadnych nieprawidłowości w zachowaniu policji. Oskarżeni i oskarżone dostali kuriozalne uzasadnienie odrzucenia rzeczonej skargi, które omówimy w osobnym tekście. Adwokatka złożyła zażalenie na tę decyzję. Obecnie oczekujemy na reakcję prokuratury, choć już wiemy oczywiście, jaka ona będzie. Od początku było jasne, że skarga zostanie odrzucona – nadużycia ze strony policji niemal nigdy nie są poważnie traktowane i ostatecznie prokuratura, w sprawach dotyczących środowiska anarchistycznego, zawsze je odrzuca. W tym konkretnym przypadku stało się jednak coś więcej – aktywistki składające skargę oraz osoba, którą podano jako świadka, otrzymały status oskarżonych. Nie były wcześniej zatrzymane, ale prokuratura uznała za wystarczające samo to, że znajdowały się na miejscu podczas protestu. W ten sposób z trzech osób oskarżonych zrobiło się sześć i doszło do absurdalnej sytuacji: istnieje bowiem uzasadnione ryzyko, że osoby, które oskarżeni chcieliby powołać na świadków obrony, będą również stawiane w stan oskarżenia! Jak więc mamy się bronić?

Powoli zbliżamy się do odpowiedzi, gdyż pierwsza odsłona tej tragi-komedii odbyła się 26 marca o godz. 9 w sali nr 1 (sąd na ul. Młyńskiej).

 

 

www.rozbrat.org


Solidarność naszą bronią!

24 marca w samo południe, przy pomniku Starego Marycha na ul.Półwiejskiej w Poznaniu, kilkanaście osób wzięło udział w pikiecie solidarnościowej z Kurdyjkami i Kurdami oraz innymi mniejszościami etnicznymi regionu. Obecnie sytuacja Kurdów zamieszkujących północno-zachodni rejon Syrii – region Afrin jest wyjątkowo dramatyczna. Trwa ofensywa wojsk tureckich, które nie licząc się z losem ludności cywilnej prowadzi regularną wojnę z Kurdami.

 

Do niedawna Kurdowie i Kurdyjki jako jedyni skutecznie stawiali opór działaniom bojowników Daisz (tzw. Państwa Islamskiego). Nie jest tajemnicą, że w tym czasie Turcja twierdząc, że również zwalcza Daisz, faktycznie współpracowała z fundamentalistami, kupując od nich ropę, czy udzielając schronienia i pomocy rannym bojownikom. To wszystko działo się w czasie, kiedy tureckie wojsko szczelnie zamykało granice przed uchodźcami, a także ochotnikami próbującymi wesprzeć Kurdów w nierównej walce przeciw Daisz.
Obecnie reżim Erdogana całkowicie bezkarnie prowadzi działania militarne przeciwko zarówno Kurdom jak i przedstawicielom innych mniejszości etnicznych, które szukały schronienia w rejonie Afrin. Opinia międzynarodowa, nawet jeśli wyraża oburzenie działaniami Turcji w regionie, nie robi nic, by je zatrzymać.



Właśnie dlatego, zebrani na pikiecie uczestnicy i uczestniczki starali się głośno przypomnieć o tragedii, jaka dzieje się na naszych oczach w Afrin. Zabierający głos na proteście podkreślali, że w regionie, choć znajduje się on w stałym zagrożeniu działaniami militarnymi, prowadzone są od lat ważne działania społeczno-polityczne. Kurdowie starają się budować społeczność w oparciu o demokracje bezpośrednią, z poszanowaniem praw kobiet i mniejszości etnicznych, co zapewne dodatkowo naraża ich na gniew tak autorytarnych polityków jak turecki prezydent Erdogan. Starano się również zaznaczyć, jak istotne jest niesienie pomocy i udzielenie faktycznego wsparcia uchodźcom, którzy próbują znaleźć schronienie w Europie. W Afrin trwa regularna wojna, i naszym obowiązkiem jest udzielić wszelkiej pomocy osobom, które uciekają przed jej okrucieństwem.



W trakcie pikiety wznoszono hasła „Solidarność międzynarodowa”, „Świat debatuje, Turcja morduje” „Erdogan terrorysta”. Przechodniom rozdawano ulotki oraz najnowszy numer anarchistycznej gazety ulicznej A-tak, w której zamieszczono sporo informacji o sytuacji w Afrin. Podobne pikiety odbyły się również w innych miastach w Polsce i na świecie w ramach Światowego Dnia Solidarności z Afrin.



Poniżej treść rozdawanej na pikiecie ulotki:

 



Kurdowie i Kurdyjski nie są same. Gele Kurd Ne Tene Ye!
Solidarnie przeciwko terrorowi Turcji i antymigracyjnej polityce UE!

W 2014 roku cały świat z zapartym tchem obserwował bohaterską obronę miasta Kobane w Syrii przed tzw. Państwem Islamskim. Dzięki poświęceniu bojowników i bojowniczek kurdyjskich nie doszło do zbrodni, jakiej wcześniej fundamentaliści islamscy dokonali na Jazydach, mordując mężczyzn, a kobiety porywając jako niewolnice seksualne. Kosztem znacznych ofiar udało się nie tylko obronić miasto, ale nawet zdobyć stolicę samozwańczego kalifatu w Raqqa.

Na wyzwolonych terenach, w tzw. Rożawie, wprowadzany jest wyjątkowy w skali świata system społeczny oparty o równość płci, demokracje bezpośrednią w miejscu zamieszkania i pracy oraz poszanowanie praw mniejszości religijnych i etnicznych. Jego istnienie jest obecnie zagrożone przez turecki reżim prezydenta Edrogana, który najpierw dokonał zbrojnej napaści na region i miasto Afrin, a teraz grozi atakiem na resztę Rożawy.

Położone w północno-zachodniej Syrii Afrin, dotychczas było oazą spokoju w siedmioletniej krwawej wojnie domowej. Tysiące ludzi uciekło tam m.in. ze zrównanego z ziemią Aleppo. Dziś są oni ofiarami czystki etnicznej przeprowadzanej przez naszego „sojusznika” z NATO. To co nie udało się Państwu Islamskiemu w Kobane dokonało się rękami tureckiej armii oraz wspomagających ją bojówek religijnych fanatyków. Prezydent Erdogan w swych wypowiedziach od początku dawał do zrozumienia, że celem jest zmiana struktury etnicznej regionu. Dziś staje się to faktem. Kilkaset tysięcy ludzi musiało uciekać z domów. Ci którzy zostali, są przepytywani ze znajomości Koranu i zmuszani do udziału w upokarzających uroczystościach na część „wyzwolicieli”. Tragedia Afrin wpisuje się w długą listę tureckich zbrodni - historyczne ludobójstwo dokonanego na Ormianach i Grekach i współczesne prześladowania Kurdów, ale również Turków będących przeciwnikami obecnej władzy. Nic nie wskazuję, aby reżim Erdogana na tym poprzestał. Już teraz zapowiada on dalszą inwazję i zbrodnie.

Nie możemy na to pozwolić! Reagujmy za nim będzie za późno!

Wszelkimi sposobami musimy wywierać nacisk nie tylko na władze tureckie, ale również polskie i europejskie, aby interweniowały w tej sprawie.

 

29512214 752388528265132 4808979879736153515 n

29542144 752388371598481 2684032897158093835 n

 

 

www.rozbrat.org

Kurdowie i kurdyjski nie są same. Gele Kurd Ne Tene Ye!
Solidarnie przeciwko terrorowi Turcji i antymigracyjnej polityce UE!

Sobota, godzina 12:00 pod Starym Marychem w Poznaniu


https://www.facebook.com/events/1749524461771218/



W 2014 roku cały świat z zapartym tchem obserwował bohaterską obronę miasta Kobane w Syrii przed tzw. Państwem Islamskim. Dzięki poświęceniu bojowników i bojowniczek kurdyjskich nie doszło do zbrodni, jakiej wcześniej fundamentaliści islamscy dokonali na Jazydach, mordując mężczyzn, a kobiety porywając jako niewolnice seksualne. Kosztem znacznych ofiar udało się nie tylko obronić miasto, ale nawet zdobyć stolicę samozwańczego kalifatu w Raqqa.



Na wyzwolonych terenach, w tzw. Rożawie, wprowadzany jest wyjątkowy w skali świata system społeczny oparty o równość płci, demokracje bezpośrednią w miejscu zamieszkania i pracy oraz poszanowanie praw mniejszości religijnych i etnicznych. Jego istnienie jest obecnie zagrożone przez turecki reżim prezydenta Edrogana, który najpierw dokonał zbrojnej napaści na region i miasto Afrin, a teraz grozi atakiem na resztę Rożawy.



Położone w północno-zachodniej Syrii Afrin, dotychczas było oazą spokoju w siedmioletniej krwawej wojnie domowej. Tysiące ludzi uciekło tam m.in. ze zrównanego z ziemią Aleppo. Dziś są oni ofiarami czystki etnicznej przeprowadzanej przez naszego „sojusznika” z NATO. To co nie udało się Państwu Islamskiemu w Kobane dokonało się rękami tureckiej armii oraz wspomagających ją bojówek religijnych fanatyków. Prezydent Erdogan w swych wypowiedziach od początku dawał do zrozumienia, że celem jest zmiana struktury etnicznej regionu. Dziś staje się to faktem. Kilkaset tysięcy ludzi musiało uciekać z domów. Ci którzy zostali, są przepytywani ze znajomości Koranu i zmuszani do udziału w upokarzających uroczystościach na część „wyzwolicieli”. Tragedia Afrin wpisuje się w długą listę tureckich zbrodni - historyczne ludobójstwo dokonanego na Ormianach i Grekach i współczesne prześladowania Kurdów, ale również Turków będących przeciwnikami obecnej władzy. Nic nie wskazuję, aby reżim Erdogana na tym poprzestał. Już teraz zapowiada on dalszą inwazję i zbrodnie.



Nie możemy na to pozwolić! Reagujmy za nim będzie za późno!



Wszelkimi sposobami musimy wywierać nacisk nie tylko na władze tureckie, ale również polskie i europejskie, aby interweniowały w tej sprawie.

Kurdowie i kurdyjski nie są same. Gele Kurd Ne Tene Ye!

Tłumaczenie międzynarodowego apelu o solidarność z Afrin


20 stycznia rozpoczęła się inwazja na kanton Afrin. Terytorium położone w zachodniej części Demokratycznej Federacji Północnej Syrii stało się przedmiotem bezlitosnych bombardowań dokonywanych za pomocą lotnictwa, artylerii i wszelkich innych rodzajów nowoczesnego uzbrojenia podpisanych przez NATO. Armia turecka, aby nie brudzić rąk i po kryjomu chować zabitych wykorzystuje do ataku islamistyczne bojówki. Bojówki te pierwotnie były częścią Al-Kaidy, w 2014 r. przepoczwarzyły się w Daesz (tzw. Państwo Islamskie), a obecnie występują pod sztandarem FSA (Wolnej Armii Syryjskiej). Drastyczne sceny, które najeźdźcy publikują w swoich mediach społecznościowych, a także ich nawoływania do wojny z niewiernymi zakończone okrzykiem „Bóg jest Wielki!”, przypominają nam, że Rożawa wciąż walczy z tym samym wrogiem, którego kiedyś pokonała w Kobane i Raqqa. Ale tym razem stoi za nimi druga co do wielkości armia NATO. Na opublikowanych zdjęciach możemy zobaczyć czarna flagi Daesz łopoczące obok czerwonych sztandarów tureckich. Niektórzy z najeźdźców zabitych przez siły samoobrony zostali rozpoznani jako byli dowódcy Daesz.
Faszystowski i mizoginiczny dyktator państwa tureckiego, Recep Tayyip Erdogan, oświadczył publicznie, że poprzez inwazję na autonomiczne terytorium wewnątrz suwerennego kraju, chce "zwrócić Afrin prawdziwym właścicielom". Za tym eufemizmem kryje się jednak czystka etniczna i ludobójstwo dokonywane na ludności kurdyjskiej i innych mniejszościach zamieszkujących Afrin od niepamiętnych czasów.
Afrin był jednym z niewielu miejsc, które cieszyły się względnym spokojem w trakcie trwającej już 7 lat krwawej wojny domowej Syrii. Erdogan próbuje teraz wykorzystać tę niestabilność i cierpienie, które dotyka ludy Syrii, aby zalegitymizować swoje imperialistyczne plany oparte na urojeniach o odzyskaniu terytoriów niegdyś okupowanych przez Imperium Osmańskie.
Społeczność międzynarodowa przymyka oko na powtarzające się wezwania o pomoc z Afrin. Wycofanie przez Rosję wojsk stacjonujących w regionie dało zielone światło inwazji i wskazuję na współpracę z Turcją. Nie mniej winne są państwa członkowskie NATO. Pozwalają one Turcji używać zachodniej broni i technologii do masakry dokonywanej na cywilach. Demokratyczna Federacja Północnej Syrii była główną siłą zwalczającą islamistyczne barbarzyństwo Daesz, Wydaje się to jednak bez znaczenia dla tych rządów, które od 2014 roku ronią łzy nad każdą masakrą dokonywaną przez islamistów.
24 lutego Rada Bezpieczeństwa ONZ jednogłośnie przyjęła rezolucję o zawieszeniu broni w całej Syrii. Dawało to nadzieję na uniknięcie kolejnych zbrodni na cywilach. Mimo to cisza, która zapadła po wzmożeniu ataków przez Turcję, jest niezaprzeczalna.
Ze swej strony reżim baasistowski Baszara Al-Assada po oświadczeniu, że nigdy nie pozwoli na inwazję na syryjską ziemię przez Turcję, okazał się niezdolny do stawienia czoła agresji. Stało się tak pomimo posiadania systemów obrony przeciwlotniczej, które mogłyby powstrzymać uderzenie tureckich sił powietrznych. Reżim zażądał całkowitego poddania Afrin państwu syryjskiemu i rezygnacji z autonomii osiągniętej w wyniku rewolucji mającej miejsce w Rożawie. Nie ma wątpliwości, że inwazja jest wynikiem porozumień z Soczi między Assadem, Rosją i Turcją. Syryjska Armia Arabska postanowiła uniknąć bezpośredniej konfrontacji, która mogłaby pokrzyżować plany Erdogana i porzuciła Syryjskie Siły Demokratyczne. Zależność reżimu od Rosji i jego wrogość wobec Demokratycznej Federacji Północnej Syrii pozwala neo-otomańskim siłom dżihadystów zająć Afrin.
Sytuacja jest krytyczna. Siły okupacyjne znajdują się u bram miasta. Miasta, które jest miejscem schronienia nie tylko dla swoich mieszkańców, ale także licznych uchodźców, uciekających ze swoich wiosek po zniszczeniach spowodowanych przez tureckie bombardowania. Oprócz masowego ostrzału, odnotowano ataki chemiczne skierowane przeciwko ludności cywilnej, w szczególności z użyciem gazu chlorowego.
Aby dopełnić obraz zniszczeń należy wspomnieć o celowych atakach na kluczową dla przetrwania ludności cywilnej infrastrukturę. Tydzień temu Turcja odcięła dostawę wody i prądu do miasta, zmuszając mieszkańców do ucieczki. Oblężenie trwa, a ludność staje w obliczu zbliżającej się zagłady.
Wczoraj ten los groził Kobane z rąk Daesz, dziś sprawcą w Afrin jest armia turecka. Tak jak Kobane, Afrin się jednak nie podda i wygra!
Biorąc pod uwagę wszystkie powyższe fakty wzywamy każdego, aby przyłączył się do podobnej akcji globalnej solidarności, jak ta, która miała miejsce dla Kobane w dniu 1 listopada 2014 r.
Światowy Dzień Afrin odbędzie się w sobotę 24 Marca. Niech solidarność z Afrin będzie słyszana i odczuwana na całym świecie, udowadniając, że Afrin nie jest same i że demokratyczny i antypatriarchalny projekt, który tam powstał, będzie broniony globalnie.
Niech żyje międzynarodowa solidarność!
Biji Berxwedana Afrin!
Jesteśmy ekoanarchistycznym ruchem „Platforma Ekologiczna” (Экологическая платформа) ze Lwowa (Ukraina). Do głównego kierunku naszej aktywności należy działalność oświatowa: organizowanie pokazów filmowych, wykładów, uroczystości dla wegan, jak również organizacja pikiet i demonstracji na rzecz praw zwierząt. Oprócz tego angażujemy się w obronę lwowskich parków przed zabudową, udzielamy pomocy schroniskom dla zwierząt oraz organizujemy akcje bezpośrednie.
Na przestrzeni ostatnich miesięcy czujemy na sobie ogromną presję państwa oraz radykalnej prawicy. Sytuację komplikują sprzedajne media oraz pasywność społeczeństwa. 28 lutego nasza pikieta przed lwowskim cyrkiem została brutalne rozpędzona przez oddziały specjalne policji. Przyczyną do rozpędzenia była prowokacja ultraprawicowców, którzy rzucali w uczestników akcji racami dymnymi. Rzecz symptomatyczna, że dwa autobusy policyjne i kilka radiowozów przybyły na pikietę wcześniej od organizatorów, a funkcjonariusze zaczęli wszystko nagrywać pół godziny przed rozpoczęciem akcji. Czyli od początku było zrozumiałe, kto zostanie zatrzymany. Od razu po odpaleniu rac przez ultraprawicowców, eko-anarchiści zostali okrążeni przez policję, która ogłosiła, że są zatrzymani. Przy tym funkcjonariusze nie podali przyczyny zatrzymania, demonstrując rażącą nielogiczność. Działania skrajniej prawicy były koordynowane przez generała policji, ponadto widzieliśmy bliską i towarzyską komunikację między neonazistami i szeregowymi policjantami. W trakcie zatrzymania funkcjonariusze policji dopuścili się rażących naruszeń podstawowych praw człowieka - aktywistów bito, rzucano na ziemię, przeszukiwano oraz zatrzymano na więcej niż trzy godziny, co jest niezgodne z prawem.
Aktywiści upublicznili naruszenie swych praw przez policję, na nasze posty umieszczone na portalach społecznościowych zareagował szereg organizacji społecznych, obrońcy praw człowieka, a nawet rzecznik praw człowieka. Wynikiem tego rezonansu społecznego stał się szereg spraw kryminalnych przeciwko funkcjonariuszom policji. W odwecie policja przekazała ultraprawicowcom wszystkie dane osobowe aktywistów Ekoplatformy. Na prawicowych portalach zauważyliśmy swoje zdjęcia, jak też imiona, adresy, rodzaj naszej działalności - całą informację, którą „stróże prawa” otrzymali podczas sporządzania protokołów zatrzymanych aktywistów.
Uczestnicy Ekoplatformy są w niebezpieczeństwie i w każdym momencie mogą zostać napadnięci lub doznać represji. Od tamtego momentu żadne z wydarzeń organizowanych przez Ekoplatformę nie odbyło się bez prób prowokacji ze strony skrajnej prawicy, we współdziałaniu z tymi samymi oddziałami policji. Schemat ich działań wygląda następująco: neonaziści atakują ekoaktywistów podczas dotarcia na wydarzenie lub po rozejściu się po akcji. Jeżeli zechcemy stawiać opór, kilka pojawiających się znikąd radiowozów jest gotowych do naszego zatrzymania. Tak więc jesteśmy w sytuacji nie do pozazdroszczenia i stajemy przed wyborem - albo zostać pobitymi, albo postawić się neonazistom i trafić do więzienia. Dotychczas udawało się nam unikać prowokacji dzięki skoordynowaniu działań, aczkolwiek - jak się wydaje - urazy cielesne lub sprawy sądowe, to tylko kwestia czasu.
Sytuacja robi się coraz bardziej napięta przez działania mediów - największa stacja TV w kraju emituje opłacone materiały o „weganach-terrorystach”, pstrzące się manipulacjami, skażeniem faktów i otwartym kłamstwem. Na przykład jako dowody naszego terroryzmu są wykorzystywane filmiki wspomnianego wyżej odpalenia rac przez prawicowców. Kilka , na pierwszy rzut oka, niezwiązanych ze sobą sił działa w jednym kierunku, ich celem jest likwidacja naszego ruchu. Policja, SBU, radykalna prawica oraz media zjednoczyły się przeciwko nam. Nie jesteśmy pewni, co do przyczyn tej sytuacji. Możliwe, że nasz ruch stoi w gardle prawicowych organizacji „ekologicznych” i „broniących praw zwierząt”, które istnieją tylko nominalnie, w rzeczywistości zaś nie robią nic. Najwidoczniej kogoś denerwuje fakt, że Ekoplatforma zajęła praktycznie wszystkie obszary danej działalności we Lwowie i rozpoczęło się oczyszczanie terenu dla opłaconych ruchów prawicowych, które dążą do uzyskania poparcia społecznego, byle dorwać się do władzy.
Dziękujemy za solidarność oraz za to, że zgodziliście się na opublikowanie tego tekstu. Chcemy, żeby jak najwięcej osób dowiedziało się o bezprawiu na Ukrainie i postarało się nie doprowadzić do podobnych sytuacji u siebie.
Tekst nadesłany do redakcji Ataku przez aktywistkę Ekoplatformy.
Za tłumaczenie z rosyjskiego dziękujemy Aleksandrowi.

W sobotę 3 marca, o godz. 11:00 w dwóch strategicznych miejscach Katowic, odbyła się pikieta solidarnościowa pod hasłem Solidarność to broń, której nigdy się nie wyrzekniemy – stop torturom rosyjskich aktywistów!

Fala aresztowań i tortur wezbrała na terenie Rosji wraz ze zbliżającymi się wyborami prezydenckimi i mistrzostwami świata w piłce nożnej.

Podczas pikiety mówiliśmy o sytuacji Wiktora Filinkowa, Igora Szyszkina, Ilja Kapustina, czy Jewgienija Karakaszewa, rozdawaliśmy materiały informacyjne, oraz gazetę anarchistyczną A-TAK.

Tym symbolicznym gestem, jakim jest pikieta informacyjna, chcieliśmy pokazać naszą solidarność ze wszystkim zatrzymanymi.

Nie dalej niż przedwczoraj obchodziliśmy rocznicę zabójstwa założycielki i działaczki Warszawskiego Stowarzyszenia Lokatorów – Jolanty Brzeskiej, której zwęglone zwłoki znaleziono porzucone w lesie. Tak, jak nie zapomnieliśmy o Jolancie Brzeskiej, tak nie mamy zamiaru milczeć w sprawie torturowanych towarzyszy.

W Rosji, gdzie Putin nie zawaha się przed najbardziej obrzydliwymi ruchami, by nadal sprawować władzę, w Polsce, gdzie ludzie umierają na komisariatach, a władcami życia i śmierci okazuje się mafia czyścicieli kamienic, na całym świecie – władza i jej organy są takie same. Nie pozwolimy, by jej okrutne akty przeszły bez echa. Wspieramy i czekamy na wieści od rosyjskich aktywistów.

Solidarność Naszą Bronią!

Federacja Anarchistyczna Śląsk

 

Pod koniec stycznia 2018 r. funkcjonariusze FSB zatrzymali w Petersburgu kilku antyfaszystów. Aktywiści zostali oskarżeni o udział w działaniach organizacji terrorystycznej. „Sieć”, która do tej pory nie była znana.


Z dokumentów sprawy wynika, że ​​„Sieć” jednoczyła komórki w Moskwie, Sankt Petersburgu, Penzie oraz na Białorusi. Członkowie „Sieci”, zgodnie z wersją FSB, planowali w Rosji rewolucję, organizując wybuchy podczas wyborów prezydenckich i Mundialu. Rozmówca
republic.ru, który zapoznał się z materiałami sprawy, mówi, że mamy do czynienia z dwiema tendencjami: z jednej strony w kraju pojawiło się nowe pokolenie „narodowolców” (stosujących terror członków narodnickich organizacji rewolucyjnych działających w Rosji w latach 70. i 80. XIX w.); z drugiej strony w przeddzień wyborów prezydenckich FSB stara się pokazać swoje znaczenie, ujawniając kolejne zagrażające państwu „międzyregionalne ugrupowania”.


11 grudnia portal ovdinfo.org opublikował raport, poświęcony prześladowaniom w związku z „rewolucją Malcewa” („Rewolucja 5 listopada”). Wiaczesław Malcew, lider umiarkowanego ruchu rosyjskich nacjonalistów „Artpodgotowka”, przez kilka lat obiecywał, że 5 listopada 2017 r. w Rosji odbędzie się rewolucja. Jednak tydzień przed tą datą ruch „Artpodgotowka” został uznany za ekstremistyczny, po czym w całej Rosji zaczęły się zatrzymania. Po 30 października zatrzymano kilkaset osób, oskarżając je o ekstremizm i terroryzm. Sam Malcew latem 2017 r. uciekł do Francji, gdzie usiłuje dostać azyl polityczny. W raporcie wspomniano o grupie terrorystycznej w Penzie. Wówczas informowano, że w tej sprawie jest 5 oskarżonych, w tym 2 anarchistów. Okazało się jednak, że jest 6 oskarżonych, a przynajmniej część z nich należy do ruchu antyfaszystowskiego. Jeden z nich Arman Sagynbajew („Andzrej-Bezpieczeństwo”, inżynier i saper, miał odpowiadać za produkcję i podkładanie materiałów wybuchowych) mieszkał przed aresztowaniem w Petersburgu. Według informacji fontanka.ru, w materiałach dotyczących zatrzymania Igora Szyszkina jest protokół przesłuchania Sagynbajewa.

 

17 lub 18 października w Penzie aresztowano Jegora Zorina („Griszę”), pierwszego oskarżonego „sprawy penzeńskiej” (miał być strzelcem, który „w sytuacji bojowej bierze udział w starciach z mundurowymi”). Jako pierwszy zaczął składać zeznania, które według rodzin innych zatrzymanych były „najdziksze”. Na Sylwestra jego zatrzymanie zostało zmienione na areszt domowy. Po nim zatrzymano Ilję Szakurskiego („Spajk”, jako taktyk miał uczyć technik walki) i jego znajomego Wasilija Kuksowa („Koks”). Szakurski studiował razem z Zorinem na wydziale fizyki Państwowego Uniwersytetu w Penzie i był dość znaną osoba w lewicowym środowisku Penzy. Często organizował wykłady, sprzątanie parków w ramach inicjatyw ekologicznych, jak też akcje w obronie praw zwierząt.

 

27 października został zatrzymany Dmitrij Pczelinciew (miał założyć grupę, był jej liderem i ideologiem, przed aresztem był instruktorem strzelectwa). Na początku listopada w Penzie zatrzymano też Andrieja Czernowa („Bliźniak”, miał być łącznościowcem grupy), w Petersburgu Sagynbajewa, którego przewieziono do izolatora śledczego w Penzie. Zdaniem prowadzących śledztwo wszyscy zatrzymani należeli do usiłującej wywołać niepokoje społeczne, działającej od 2014 r. grupy terrorystycznej „5.11” (art. 205.4 KK). Jako dowód uczestnictwa w grupie terrorystycznej posłużyły repliki broni palnej strzelające plastikowymi kulkami o kalibrze 6 (rzadziej 8) mm, które wykorzystuje się podczas gry w airsoft. Granie w airsoft, zdaniem prowadzących śledztwo, było niczym innym jak przygotowaniem do akcji terrorystycznych. Aktualnie w izolatorze śledczym pozostaje 5 osób, Zorin znajduje się w areszcie domowym. Najmłodszy ma 21 lat, najstarszy – 27. Oprócz wymienionych osób w sprawie figurują też niejaki „Ryży” zastępca Pczelincewa, który miał zajmować się rozpoznaniem i werbunkiem nowych członków, oraz ideolog i koordynator „Borys”.


Latem 2016 r., wedle materiałów śledczych, do „Sieci” przystąpiło kilka nowych organizacji. W ten sposób uformowały się 4 rosyjskie komórki. Penzeńska (centrala) otrzymała nazwę „5.11” lub „Wschód” (Восход). Według innych zeznań, „Wchodem” określano jedną z jednostek wewnątrz „5.11”. Miała składać się z Szakurskiego, Zorina i Kuksowa. Komórka moskiewska nosiła nazwę „MSK” (2-4 osoby, petersburska — „Pole Marsowe” (6 osób, w tym Filinkow) i „Iordan-SPb” (7 osób, w tym Szyszkin). Wszyscy członkowie określani są przez FSB jako anarchiści.


Proces zjednoczenia „Sieci” opisany został według zeznań oskarżonych. Szyszkin, którego przesłuchiwano całą dobę, twierdził, że organizacje Petersburga powstały wiosną 2016 r. Młode osoby spotykając się dwa razy w miesiącu w Olgino, na terenie poligonu do gry w air soft, ćwiczyć miały obsługiwanie broni i udzielanie pomocy medycznej.

 

Wówczas do Petersburga z Penzy przyjechali przedstawiciele „Sieci”, którzy zaprezentowali plan rozwoju organizacji. Chodziło o aktywne stosowanie „czarnego terroru” wobec przedstawicieli organów władzy państwowej. Zgodnie z założeniem grupy podczas tzw. dnia „Cz”, wydarzenia prowokującego zamieszki, stosując terror należało zlikwidować władze lokalne, kierownictwo partii „Jedyna Rosja” oraz naczelników organów spraw wewnętrznych.

 

Odbyło się kilka zjazdów „Sieci”. Pierwszy — w lipcu/sierpniu 2016 r. w obwodzie moskiewskim. Anarchiści mieli ćwiczyć zajęcie posterunku Drogowej Służby Patrolowej. Drugi zjazd odbył się na przełomie 2016/2017 r. we wsi Sapernoje obwodu leningradzkiego, trzeci natomiast — w lutym 2017 r. Wówczas Szyszkin postanowił opuścić grupę, gdyż przestał popierać metody swoich towarzyszy. Petersburscy członkowie grupy mieli wówczas nawoływać do aktywnych działań radykalnych.

 

Sagynbajew z kolei przyznał się, że przez stronę internetową avito.ru kupił 15 kg proszku aluminiowego do produkcji materiałów wybuchowych. W czasie rewizji w jego mieszkaniu znaleziono 15-litrowe wiadro, które w 1/3 było wypełnione proszkiem aluminiowym, ponadto 4 kg azotanu amonu, dwa budziki i nadające się do uruchomienia urządzenia wybuchowego elementy radiowe. Resztę elementów rzekomo oddał członkowi jednej z petersburskich grup. Ponadto w materiałach mówi się, że członkowie komórek zakupili amunicję i składany ścięty karabin szturmowy Kałasznikow. Nie wiadomo, czy ta broń została znaleziona.

 

Kolejny dowód winy przedstawiony przez FSB to protokół zeznań tajnego świadka „Kiry Tatarinowej”, której Szyszkin miał opowiadać o tajnej organizacji anarchistycznej, celem której było zniszczenie państwa. Tatarinowa przyjaźniła się z Szyszkinem w latach 2013-2014, po 2015 r. nie widzieli się.

 

Podstawowa cześć oskarżenia jest zbudowana w oparciu o zeznania aktywistów z Penzy. Według śledztwa wszyscy oskarżeni przyznali się do winy. Aktywiści z kolei twierdzą, że to agenci FSB podrzucili im broń, a po zatrzymaniu torturowali za pomocą prądu, wieszali do góry nogami, grozili porzuceniem w lesie z połamanymi nogami. Z relacji żony Pczelincewa Angeliny wynika, że ona również była zastraszana, a Pczelincowi przymusowo podawano trankwilizatory i inne środki medyczne. Ponadto był codziennie torturowany. W jednym z listów napisał: „Boje się, że serce może nie wytrzymać i nie wyjdę stąd żywy. To jest piekło”.

 

Szyszkin nie mówił o torturach, ale przed rozprawą sądową jego przyjaciel zauważył, iż Szyszkin został pobity. W materiałach sprawy ten fakt wyjaśnia sam Szyszkin, który wkrótce po zatrzymaniu wyjaśnił wszystko w liście skierowanym do Aleksandra Radionowa, kierownika FSB w Sankt Petersburgu. Oskarżony tłumaczył się, że wszystkie jego obrażenia powstały podczas trenowania sztuk walki w klubie „Versus”. Po pojawieniu się tego dokumentu Szyszkina skierowano na badania lekarskie. Lekarze zdiagnozowali złamanie dolnej ściany oczodołu, liczne krwiaki i otarcia.

 

Przypominamy, że 23 stycznia zaginął 23-letni antyfaszysta Wiktor Filinkow. Znalazł się po dwóch dniach. Służba prasowa petersburskich sądów ogłosiła, że został aresztowany i przyznał się do zarzutu uczestnictwa w zrzeszeniu terrorystycznym, którego uczestnicy “mają anarchistyczne poglądy”. Następnego dnia Filinkowa odwiedzili w areszcie śledczym obserwatorzy ze Społecznej Komisji Obserwatorów Wiktor opowiedział im, że był poddawany torturom. Ponadto Filinkow złożył do Komitetu Śledczego skargę dotyczącą torturowania. Jego adwokat Witalij Czerkasow zwrócił się również do kierownictwa izolatora śledczego, gdzie przebywa Filinkow, o zakaz dostępu funkcjonariuszom FSB do zatrzymanego. Według słów samego Filinkowa, po zatrzymaniu w nocy 23 stycznia, funkcjonariusze FSB eskortując go z miejskiego szpitala znajdującego się poza Petersburgiem, zastosowali wobec niego psychologiczną i fizyczną przemoc, zadając mu pięściami i paralizatorem liczne ciosy i uderzenia w różne części ciała. To wszystko trwało ok. czterech godzin. Akcją kierował Konstantin Bondariew, który osobiście, ok. 10 razy, uderzył Filinkowa. 29 stycznia dwaj funkcjonariusze FSB odwiedzili Filinkowa w izolatorze śledczym. Jednym z nich był Bondariew, druga osoba nie przedstawiła się. Filinkowa zastraszano i proponowano mu współpracę w zamian za najmniejszy z możliwych wyroków 3 lata pozbawienia wolności. W reakcji na słowa Filinkowa o torturach, które wobec niego zastosowano, Bondariew odpowiedział: „Nie lubię tego, co robię. Apeluję do ciebie jak człowiek do człowieka. Przyjmij moje przeprosiny.” Po tych słowach podał Filinkowi rękę, ale Filinkow odpowiedział, że nie może przyjąć tych przeprosin.


25 stycznia zaginął 26-letni mieszkaniec Petersburga, Igor Szyszkin – wyszedł na spacer z psem. Do domu wrócił pies w asyście policjantów, którzy przeszukali mieszkanie Szyszkina. Sąd Petersburga aresztował Szyszkina pod tymi samymi zarzutami, co Filinkowa. Wieczorem 25 stycznia zatrzymano Ilję Kapustina, który mimo prób wydobycia przyznania się do winy, nie zrobił tego i został wypuszczony na wolność.
27 stycznia dziennikarze „Mediazony” (https://zona.media) próbowali wejść na rozprawę antyfaszysty
Igora Szyszkina. Zostali jednak zatrzymani przez policję. Szyszkin figuruje w materiałach sprawy jako zwolennik radykalnej ideologii i organizator masowych imprez „Nie poddawaj się” (Не сдавайся!) oraz „Czarny Petrograd” (Черный Петроград); był założycielem grup anarchistycznych „Akcja Autonomiczna” (Автономное действие) i „Siła Wegetariańska” (Вегетарианская сила), kilkukrotnie skazano go z artykułów KA, oskarżano o rozbój i spowodowanie ciężkiego uszczerbku ciała.


30 stycznia aktywiści różnych organizacji lewicowych i anarchistycznych protestowali pod siedzibą FSB na Łubiance, żądając zaprzestania represji i torturowania aktywistów z Petersburga i z Penzy. Protesty przyjmowały formę jednoosobowych pikiet. Do protestu aktywistów przyłączył się związek zawodowy dziennikarzy, aby zwrócić uwagę na aresztowanie dziennikarzy, którzy chcieli wziąć udział w rozprawie sądowej Szyszkina.

 

W międzyczasie na facebooku pojawiło się konto założone przez funkcjonariuszy policji, które podszywa się pod znanego kiedyś aktywistę rosyjskiego. Policja stara się zdobyć na FB znajomych wśród aktywistów, aby uzyskać dostęp do ich profili i tym samym zdobyć jeszcze więcej informacji o środowisku.

 

Rano 31 stycznia w mieszkaniu dziennikarza Pawła Nikulina, współprzewodniczącego Związku Zawodowego Dziennikarzy (Профсоюз Журналистов), odbyła się rewizja. Prawdopodobnie zatrzymanie to było związane z tekstem Nikulina „Z Kaługi z dżichadem”, który został opublikowany w marcu 2017 r. w The New Times. Według słów adwokata „Otwartej Rosji” Romana Klimowa, Nikulin występuje w charakterze świadka w ramach sprawy dotyczącej przejścia szkolenia w celu przeprowadzenia działań terrorystycznych (art. 205.3 KK). Pawłowi skonfiskowano laptopa, dwa pudła z wydawanym przez niego almanachem „Moloko plus” oraz koszulki z logiem wydawnictwa. Po złożeniu zeznań Paweł został zwolniony.


Przyjaciele i koledzy Pawła nie wierzą w przypadek. 30 stycznia Paweł uczestniczył w pikiecie zorganizowanej naprzeciwko budynku FSB przeciwko zatrzymaniu dziennikarzy Saszy Bogino i Dawida Frenkiela, których nie wpuszczono na otwarta rozprawę sądową w sprawie antyfaszysty Igora Szyszkina. Zostali zatrzymani za próbę przedostania się do budynku sądu, łamiąc tym samym art. 49 ustawy „O środkach informacji masowej”.


 


Wsparcie finansowe:

Яндекс-кошелек АЧК-Питер - 41001160378989

PayPal Adres poczty elektronicznej jest chroniony przed robotami spamującymi. W przeglądarce musi być włączona obsługa JavaScript, żeby go zobaczyć. - АЧК Москва (ważne! - należy zaznaczyć "Петербург")

Bitcoin
1EKGZT2iMjNKHz8oVt7svXpUdcPAXkRBAH
Litecoin
LNZK1uyER7Kz9nmiL6mbm9AzDM5Z6CNxVu
Etherium
0x1deb54058a69fcc443db2bf9562df61f974b16f7
Monero
4BrL51JCc9NGQ71kWhnYoDRffsDZy7m1HUU7MRU4nUMXAHNFBEJhkTZV9HdaL4gfuNBxLPc3BeMkLGaPbF5vWtANQn4wNWChXhQ8vao8MA
Zcash
t1dX9Rpupi77erqEbdef3T353pvfTp9SAt1

 

 

 

 

Na podstawie:

https://ovdinfo.org/articles/2018/01/29/straykbol-penzenskoe-delo-o-terrorizme?utm_source=fb&utm_medium=share

https://republic.ru/posts/89236

https://zona.media/article/2018/02/01/kacheli

https://avtonom.org/

https://vk.com/class__war

 

 

 

 

 

 

 

 

 

Łódź - Rasizm za burte

24 marca 2018 r. Dział: Zapowiedzi

Rasizm za burtę! Demonstracja antyrasistowska w Łodzi z okazji Międzynarodowego Dnia Walki z Dyskryminacją Rasową. Protest przeciwko narastającej fali nienawiści na tle rasowym i etnicznym, i wszelkim formom dyskryminacji z powodu pochodzenia, koloru skóry czy wyznawanej religii.

Do udziału w naszej demonstracji zapraszamy wszystkich, którym bliskie są idee tolerancji i równości, bez względu na rasę, płeć czy światopogląd. Z tego powodu organizatorzy proszą o nieprzynoszenie na demonstrację flag i transparentów partii politycznych i wyborczych koalicji.Ci, którzy nie zastosują się do tej prośby, podobnie jak osoby zakłócające przebieg zgromadzenia lub stwarzające swym zachowaniem zagrożenie dla innych uczestników manifestacji zostaną z niej usunięte.

 

https://www.facebook.com/events/1298618040238551/

8 marca – Dzień Kobiet – w swoich początkach upamiętniał demonstracje amerykańskich robotnic, które w 1908 roku domagały się praw pracowniczych i prawa głosu, występując pod hasłem „chleba i róż“. Chcemy kontynuować tę tradycję.

 

Socjalny Kongres Kobiet

 

Z okazji Dnia Kobiet w różnych miastach w Polsce odbędą się Manify. Jako wydarzenie towarzyszące, Inicjatywa Pracownicza w Poznaniu organizuje „Socjalny Kongres Kobiet“ (3 marca). Będzie to pierwsze wydarzenie tego typu, którego celem jest zebranie kobiet i dziewczyn, które walczą głównie na dwóch polach: na polu pracy i na polu lokatorskim. Już dawno zrozumiałyśmy, że problemy pracownicze i lokatorskie – tzn. kwestia wysokości zarobków i czynszów – są ze sobą związane. A dla kobiet, gorzej traktowanych na rynku pracy i zarazem na które zrzuca się większą odpowiedzialność za prace opiekuńcze i domowe, jest szczególnie ważne, by organizować się w tych dwóch obszarach. To się dzieje – od kilku lat widać, że ruchy lokatorskie i komisje związkowe zrzeszone w ramach IP coraz bardziej się feminizują. Kobiety działają aktywnie na pierwszej linii: to one blokują eksmisje, piszą i rozdają przed zakładami pracy ulotki, udzielają porad innym, biorą odpowiedzialność za budowanie i rozwijanie naszych struktur.

 

Czego chcemy?

 

Nazwałyśmy nasz kongres socjalnym z podtytułem „O wysokie płace i niskie czynsze“ – w kontrze do „Kongresu Kobiet“, na którym często występują polityczki czy przedstawicielki organizacji pracodawców. One nas nie reprezentują, nie mówią w naszym imieniu. My chcemy rozmawiać o wspólnych doświadczeniach i potrzebach: o tym, jak się bronić przed pracą, która zmienia nasze życie w koszmar; przed drożyzną, która zmusza nas do jeszcze cięższej pracy; przed politykami i szefami, którzy ignorują nasze potrzeby. Żądamy podwyżek płac i stabilnego zatrudnienia bez względu na to, czy pracujemy w fabryce, instytucji kultury, żłobku czy w markecie. Żądamy opłacania pracy, którą musimy wykonywać za darmo we własnych gospodarstwach domowych. Żądamy skrócenia długości dnia pracy, co oznacza więcej czasu wolnego dla nas i naszych bliskich. Zakończenia eksmisji i powszechnego dostępu do mieszkań, w których nie będziemy marzły zimą. Rozwoju publicznych instytucji opiekuńczych dla dzieci i osób starszych. Darmowej komunikacji miejskiej i nieograniczonego dostępu do opieki medycznej.

Pierwsza część spotkania będzie otwartą dyskusję o problemach, z którymi borykamy się w naszych miejscach pracy i w miejscach zamieszkania. W drugiej części będziemy rozmawiać o planach i o dotychczasowych formach protestu, o tym, jak skutecznie budować kobiece ruchy społeczne, jakie strategie na teraz i na jutro są właściwe.

 

Społeczne walki o prawa kobiet

 

W 2016 r. wybuchły masowe protesty przeciwko drastycznemu zaostrzeniu prawa do aborcji – miały miejsce Czarne Protesty i Strajk Kobiet. Również dla kobiet zrzeszonych w naszym związku było to ważne wydarzenie. Mobilizacje miała miejsce w ponad 150 miastach i miasteczkach, a tam gdzie działamy jako IP, byłyśmy obecne: przemawiałyśmy na wiecach, przygotowałyśmy gazetę, malowałyśmy transparenty. Chcemy jednak, by Strajk Kobiet został wpisany w szerszą historię społecznych walk o prawa kobiet.

Protesty kobiet nie zaczęły się w Polsce w 2016 r. – one toczą się na różnych polach od lat. Przykładowo, dziewczyny ze żłobków z naszego związku organizują się w Poznaniu od 2011 r. – wywalczyły bardzo dużo: podwyżki dla najbardziej zapomnianej grupy pracowników samorządowych, poprawę warunków pracy, ale też zablokowanie prywatyzacji żłobków publicznych. Przez Polskę przelewały się też fale protestów pielęgniarek, niedawno pracownic supermarketów, pracownic socjalnych, opiekunek dzieci niepełnosprawnych i inne. Najczęściej nie etykietowały się one jako protesty feministyczne, ale dla nas było jasne, że poruszają ważne dla kobiet kwestie sprawiedliwościowi społecznej.

Postulaty pracownic żłobków nie ograniczały się tylko do wąsko rozumianych kwestii pracowniczych. Dziewczyny z kilkunastu żłobków w Poznaniu zaczęły wspólnie domagać się zmiany polityki społecznej i budżetowej miasta sprzeciwiając się marginalizacji tych sfer, do których przypisane są kobiety m.in. opieki, pomocy społecznej, edukacji, kultury. Zaczęły też głośno mówić o tym, że to na ich barkach zwykle spoczywają obowiązki domowe związane z utrzymaniem rodziny, dlatego nie przestaną walczyć o powszechnie dostępną służbę zdrowia oraz o możliwość decydowania, czy chcą mieć dzieci czy nie. To właśnie dla nas oznacza feminizm.

 

Zaciskanie pasa uderza w kobiety

 

Gdy w 2016 r. ktoś zapytałby naszych koleżanek ze związku, dlaczego wychodzą na ulicę, usłyszałby: „Ciężko pracujemy, a atak na prawa kobiet dolał tylko oliwy do ognia. Po wielu latach harowania na śmieciówkach, za niskie płace, często na dwa etaty, pracując ponad siły na akord, bez dostępu do usług medycznych, bez dostępu do tanich żłobków. A wszystko w czasach, gdy mówiło nam, że Polska z kryzysu 2008 r. wyszła obronną ręką.”

Przez ostatnie 28 lat w Polsce ograniczano wydatki na szkoły, szpitale, przedszkola, stołówki, świetlice – a to powodowało pogorszenie warunków życia wielu kobiet i rodzin pracowniczych. Między 1990 a 2005 r. liczba publicznych przedszkoli spadła o 38%, a żłobków o 74%. Odsetek dzieci uczęszczających na zajęcia pozalekcyjne zmniejszył się z 50% w podstawówkach i 70% w liceach, do jedynie 10%. Państwo, uchylając się od obowiązku opieki nad osobami starszymi i dziećmi, przerzucało go na barki kobiet.

 

Drastyczne ograniczenie legalnego prawa do aborcji spowodowałoby dalsze pogorszenie sytuacji ubogich kobiet, których nie stać będzie na zabieg za granicą. Już dziś w Polsce kwitnie podziemie aborcyjne, gdzie zabiegi są drogie i nie zawsze bezpieczne. Koleżanki z Inicjatywy Pracownicze z Amazona podkreślały, że oburza je ograniczanie dostępu do badań prenatalnych oraz decydowanie za kobiety. Wiele z nas – mówiły – ciężko pracuje fizycznie, na nockach, podnosząc paczki, wyrabiając normy, pod stałą presją, chodząc wiele kilometrów dziennie. Musząc dojeżdżać długie godziny do pracy nie dosypiamy. Charakter pracy ma wpływ na nasze zdrowie, może rosnąć ryzyko ciąż zagrożonych albo niebezpiecznych dla naszego zdrowia czy życia. Trudno nam sobie wyobrazić, że możemy mieć państwo policyjne, które będzie nas pilnować, jeśli któraś z nas zajdzie w taką niechcianą ciążę.

 

Codzienny strajk kobiet

 

Kobiety w Polsce od dawna po swojemu strajkują – nie rodząc zbyt dużo dzieci. Mamy jeden z najmniejszych wskaźników dzietności w Europie. I bez względu na to, jakie zorganizowane siły polityczne będą się angażować w walkę o prawa kobiet, to ta odmowa rodzenia przez masy kobiet jest kluczowa. To ona doprowadziła do tego, że wprowadzono 500+ czyli dość wysoki dodatek dla dzieci, aby skłonić nas o rodzenia.

„Strajk kobiet” to dobre hasło mobilizacyjne, które służy wyrażeniu gniewu i podkreśleniu jego ekonomicznego tła. Strajku Kobiet nie przeprowadziła – i nie może przeprowadzić – żadna sformalizowana organizacja. Strajk jest formą nacisku stosowaną przez pracowników, w tym wypadku kobiety, odmawiające wykonywania narzuconych obowiązków. Strajk zwraca uwagę na podporządkowanie naszego życia regułom pracy, także pracy reprodukcyjnej (opiekuńczej i domowej).

To bardzo ważne, że to właśnie idea strajku – nawet gdy w rzeczywistości miały miejsce wiece, protesty, przemarsze, czasem po pracy, podobnie będzie 8 marca – poruszyła tłumy i przemawia również do nas. To odróżnia ruch kobiet od ruchu kierowanego przez liberalne elity, którego jedynym celem jest przejęcie władzy obecnie sprawowanej przez PiS. Protesty przeciwko zaostrzeniu prawa do aborcji przez długi czas organizowane były w sposób niehierarchiczny, z udziałem bardzo wielu różnych środowisk i osób, bez wyraźnych liderek.

 

Przeciwko wykorzystywaniu oddolnego oporu kobiet

 

Jednak od dwóch lat liberałowie, którzy utracili władzę, próbują wykorzystywać niezadowolenie kobiet, aby ponownie zdobyć poparcie społeczne. Głosowanie nad projektem “Ratujmy Kobiety” dobitnie potwierdziło, ile warta jest liberalna opozycja. My nie potrzebujemy polityków i polityczek. Hasło “władza jest kobietą” to fałsz.

Czy nasza sytuacja uległa zmianie od kiedy w parlamencie pojawiło się więcej kobiet? Czy nasze płace są wyższe, kiedy to kierowniczki a nie kierownicy nadzorują naszą pracę? Co jest przyczyną niskich płac kobiet, cięć zabezpieczeń społecznych, zakazu aborcji – brak kobiet u władzy czy system gospodarczy, który działa tylko dzięki utrzymywaniu nierówności społecznych? Dla nas szczególnie irytujące było to, że opozycja przyklejała się do kobiecych protestów przez długi czas, część skutecznie wchodziła w oddolne struktury i próbowała je zmonopolizować, dziś np. działa organizacja „Ogólnopolski Strajk Kobiet“, który według nas przestał być oddolną strukturą i próbuje zawłaszczyć dorobek oddolnego ruchu.

My nie jesteśmy przedstawicielkami biznesu, czy polityki. Nie chcemy występować w roli ekspertek, liderek czy businesswomen. Działamy w związkach zawodowych, organizacjach lokatorskich, w stowarzyszeniach edukacyjnych i innych grupach walczących z wyzyskiem, biedą i brakiem wpływu na otaczającą nas rzeczywistość.

 

Nasza odpowiedź: to my mamy siłę!

 

Masowy ruch przeciwko zaostrzenia prawa do aborcji pokazał nam, jaką mamy siłę. Chcemy iść dalej i wiązać żądania feministyczne z żądaniami pracowniczymi i socjalnymi. Wspólnie zorganizowane stanowimy realne zagrożenie dla władzy. Nie ma praw kobiet bez godnych warunków pracy, bez dostępnych instytucji opiekuńczych, bez dachu nad głową.

Nasze koleżanki ze związku – które nigdy wcześniej nie brały udziały w ruchu pro-choice –  teraz głośno mówią: „Każda z nas ma swoje sumienie i będzie się sama ze sobą rozliczała z własnych wyborów. Kobiety muszą jednak mieć coś do powiedzenia: to one ponoszą trud i konsekwencje ciąży i porodu, przez długie lata. Poza tym żyjemy na półperyferiach Zachodniej Europy, gdzie politycy chcą, abyśmy rodziły, ale później już się nami nie interesują, a nasza praca nie jest dobrze płatna".

Bardzo wiele kobiet w Polsce pracuje na śmieciówkach, przez agencje pracy, podwykonawców, za mniej niż 2 tys. na rękę, spędzając czas na dojazdach do odległych zakładów pracy, bo w małych miastach nie ma pracy. Przykładowo, do Amazona ludzie dojeżdżają codziennie nawet 100 km w jedną stronę. Opowiadamy sobie te historie codziennie w pracy: o braku tanich mieszkań, o rosnących cenach, o braku terminów na badania lekarskie, o tym, że znów któraś z nas nie zdążyła przed pójściem na nockę uściskać dziecka, o lęku przed zajściem w ciążę w takich okolicznościach, zastanawiając się, czy nie wyjechać za granicę. Pracownice, które mają dzieci, wracają z nocki do domu o 7 rano, często od razu idą odprowadzić dzieci do szkoły, po powrocie gotują, piorą, śpią między 10 a 13, odbierają dzieci i o godz. 15 muszą wychodzić na autobus pracowniczy. Nie chcemy tak żyć.

Dlatego organizujemy się w ramach IP, aby zwiększyć naszą siłę przetargową, jest dla nas jasne, że zasługujemy na wyższe pensje, ale też coraz częściej mówimy o tym, że chcemy pracować krócej, i też pod mniejszą presją. Zarówno dziewczyny ze żłobków mówią o tym, że dzieci w grupach jest zbyt dużo, a w Amazonie powtarzamy, że za wysokie są normy. Dla nas więc walka o prawa kobiet jest ściśle związana z walką o prawa pracownicze, prawa lokatorskie i inne prawa socjalne. Działamy na różne sposoby: w sytuacji pracownic samorządowych jest to wywieranie nacisku na władze lokalne, przez pikiety na sesjach rady miejskiej, budowanie koalicji z rodzicami. Oczywiście IP korzysta z narzędzi, jakie daje nam ustawa o związkach zawodowych: wchodzimy w spory zbiorowe, organizujemy referenda strajkowe i protesty, prowadzimy dyżury związkowe, działamy w komisjach bhp, budujemy sojusze ponadnarodowe, rozwijamy nasze lokalne struktury. I będzie nas więcej!

 

Organizatorki Socjalnego Kongresu Kobiet

Zachęcamy do okazania solidarności z represjonowanymi anarchistami i antyfaszystami w Rosji.
W ostatnim czasie - w związku z nadchodzącymi wyborami oraz mistrzostwami w piłce nożnej - rosyjskie władze postanowiły rozprawić się z opozycją, rozpoczynając falę aresztowań, przeszukań a nawet tortur na członkach i członkiniach środowisk wolnościowych.

Nasza mobilizacja jest odpowiedzią na "piekło", które dotknęło środowisko Rosyjskie. Aresztowane osoby są bezprawnie przetrzymywane, bite, rażone prądem, odurzane środkami uspokajającymi, a następnie poddawane wielogodzinnym torturom.

Nie pozostawajmy obojętnymi na to, co spotkało naszych towarzyszów i towarzyszki. Okażmy solidarność i udowodnijmy Rosji, że świat wie!

sobota, 3marca

godz 11:00

Plac Szewczyka

Katowice


Zaproszenie na Socjalny Kongres Kobiet. O wysokie płace i niskie czynsze
Poznań 03.03.2018

Teatr Ósmego Dnia
godz. 11:00

https://www.facebook.com/events/2020436264905522/?active_tab=about

3 marca organizujemy Socjalny Kongres Kobiet – pracownic, lokatorek, matek, bez względu na miejsce zamieszkania, pozycję społeczną, wiek, przynależność narodową czy religijną. Chcemy rozmawiać o wspólnych doświadczeniach i potrzebach. O tym jak się bronić przed pracą, która zmienia nasze życie w koszmar, przed drożyzną, która zmusza nas do jeszcze cięższej pracy, przed politykami i szefami, którzy ignorują nasze potrzeby.

Żądamy podwyżek płac i stabilnego zatrudnienia bez względu na to, czy pracujemy w fabryce, instytucji kultury, żłobku czy w markecie. Żądamy opłacania pracy, którą musimy wykonywać za darmo we własnych gospodarstwach domowych. Żądamy skrócenia długości dnia roboczego, co oznacza więcej czasu wolnego dla nas i naszych bliskich. Zakończenia eksmisji i powszechnego dostępu do mieszkań, w których nie będziemy zamarzały zimą. Rozwoju publicznych instytucji opiekuńczych dla dzieci i osób starszych. Darmowej komunikacji miejskiej i nieograniczonego dostępu do opieki medycznej.  

Mamy dosyć bycia tanią siłą roboczą. Mamy dosyć pełnienia funkcji darmowego zaplecza socjalnego w efekcie  wprowadzania kolejnych cięć i restrukturyzacji. Nie będziemy pokornie przyjmować kolejnych obciążeń   pod pretekstem służby krajowi, biznesowi czy rodzinie. Jeżeli wymówimy pracę w fabrykach, szpitalach, instytucjach kultury i opieki, jeżeli przestaniemy zapewniać za pół darmo posiłki czy opiekę, to cała gospodarka stanie w miejscu. Chcemy rozmawiać o praktycznym znaczeniu tego faktu. O tym, jak przeciwdziałać codziennemu wyzyskowi. Musimy się wzajemnie inspirować do działania i zdobywać siłę, aby walczyć o godne życie dla wszystkich, a nie tylko dla bogatych.

Od dwóch lat liberałowie, którzy utracili władzę, próbują wykorzystywać niezadowolenie kobiet, aby ponownie zdobyć poparcie społeczne. Głosowanie nad projektem “Ratujmy Kobiety” dobitnie potwierdziło, ile warta jest liberalna opozycja. Nie potrzebujemy polityków i polityczek. Hasło “władza jest kobietą” to fałsz. Czy nasza sytuacja uległa zmianie od kiedy w parlamencie pojawiło się więcej kobiet? Czy nasze płace są wyższe, kiedy to kierowniczki a nie kierownicy nadzorują naszą pracę? Co jest przyczyną niskich płac kobiet, cięć zabezpieczeń społecznych, zakazu aborcji – brak kobiet u władzy czy system gospodarczy, który działa tylko dzięki utrzymywaniu nierówności społecznych. Czy ludzie sprawujący kontrolę nad instytucjami władzy, które od wieków ograniczają wolność kobiet, mogą nas wyzwolić i doprowadzić do zniesienia nierówności społecznych?

1 część - kim jesteśmy, jak działamy, czego oczekujemy

Nie jesteśmy przedstawicielkami biznesu, czy polityki. Nie chcemy występować w roli ekspertek, liderek czy businesswomen. Działamy w związkach zawodowych, stowarzyszeniach lokatorskich i innych grupach walczących z wyzyskiem, biedą i brakiem wpływu na otaczającą nas rzeczywistość. Kongres ma być otwartą przestrzenią umożliwiającą zabranie głosu i wymianę doświadczeń niezależnie od pozycji społecznej osób w nim uczestniczących. Zamiast typowego panelu proponujemy otwartą dyskusję o problemach, z którymi borykamy się w naszych miejscach pracy i w miejscach zamieszkania. Chcemy przedyskutować, na jakie przeszkody organizacyjne natrafiamy w codziennej działalności i o co musimy walczyć.

2 część - nasze plany, jak je realizować, dyskusja nad dotychczasowymi formami protestu.

W drugiej części spotkania będziemy rozmawiać o tym, w jaki sposób rozwijać mobilizacje o wyższe płace czy tanie mieszkalnictwo komunalne. Zastanowimy się jak realizować nasze postulaty, jaki jest nasz stosunek do mobilizacji środowisk liberalnych czy wyborów samorządowych. W oparciu o jakie priorytety, zasady i idee budować ruchy społeczne, jakie strategie na teraz i na jutro są właściwe.