Zaloguj

Federacja Anarchistyczna

A+ R A-

Którędy do raju?

F.A. Częstochowa
W 12 numerze Przeglądu anarchistycznego ukazał się artykuł pt. Anarchizm i polityka zastosowania technologii. W artykule pojawiają się odwołania do teorii anarchoprymitywizmu. To miłe, zwykle anarchoprymitywizm zbywany jest inwektywami i oskarżeniami o skrajny konserwatyzm. Autor nakreśla spór między zwolennikami tej właśnie teorii a kontynuatorami tradycji, którą określa „prometejską", przypisując jej dziedzictwo oświeceniowe. Autor akceptuje wiele, jeśli nie większość twierdzeń anarchoprymitywizmu, ignorując jednak jego podstawową tezę. Twierdzi że mogą istnieć (oczywiście, że mogą) "wolnościowe, przyjazne technologie" a ich zastosowanie jest woluntarystycznym aktem. Otóż tak jak stary Marks uczył, że nie może istnieć dobry i sprawiedliwy kapitalista, gdyż taki nieuchronnie zginąłby w wyniku działania konkurencji, a relacje między klasami nie są relacjami etycznymi tylko ekonomicznymi, tak też prymitywizm twierdzi, że nie mogą istnieć w oderwaniu od reszty cywilizacji i technologii, technologie dobre i przyjazne. Tak więc technologia może istnieć jedynie jako całość, ta zaś nieuchronnie "racjonalizuje" systemy społeczne tak, by poddać je swej kontroli, wprowadzając dyscyplinę tam gdzie trzeba i wyznaczając obszary dowolności (np. sfera konsumpcji). Centralnym punktem zainteresowania anarchoprymitywizmu nie są bowiem, jak mogłoby się wydawać, ekologia, prawa zwierząt czy fascynacja Indianami i innymi prymitywnymi kulturami a wolność. Trudno przecież twierdzić, że technologia pozwalająca na przeszczep ręki czy przeszczep oczu niewidomemu jest z gruntu zła, co najwyżej można wykazać, że realnie skutkuje transakcjami handlowymi w których ludzie są traktowani jako dostarczyciele części zamiennych - pierwszy eksport niepodległego Kosowa obejmował narządy dwustu serbskich więźniów uśmierconych w tym celu.
Jak wielką siłą jest racjonalność dowodzi wiek XX. Komunizm wygrywając w krajach peryferyjnych okazał się wyjątkowo sprawnym organizatorem i racjonalizatorem pozwalając wykonać wielki skok gospodarką peryferyjnym i zacofanym, i wbrew temu co twierdził Sołżenicyn czynił to racjonalnie. Przekładając zyski nad straty kosztem milionów więźniów, ofiar i totalnej kontroli społeczeństwa potrafił wydobywać na tyle dużo węgla, produkować tak dużo stali, że nie tylko potrafił wygrać II wojnę światową i aż do lat 80' skutecznie konkurować z „pierwszym światem" dominujących gospodarek. Można więc mówić o epoce Stalina – można też o epoce węgla i stali (nie bez przyczyny pierwociny UE tak się nazywały) produkującej czołgi i samoloty. Dziś wielu przypisuje zasługę obalenia komunizmu a to Wałęsie, a to Reaganowi czy Papieżowi, jednak tak naprawdę dokonała tego racjonalność oraz zmiany technologiczne jakie ze sobą niosła, czyniąc owy ustrój nieadekwatnym do swoich potrzeb. Anegdotycznym tego przejawem były dowcipy o tym, że Sowieci stworzyli bombę mogącą zniszczyć pół Ameryki, Amerykanie zaś rakietę, która wleci przez okno na 4 piętrze i pozabija samych tylko komunistów. Jak więc widzimy racjonalność to siła, która obaliła najbardziej stabilny wewnętrznie system w historii. To dzięki niej powstawały w Chinach pierwsze strefy ekonomiczne, by w efekcie dać dzisiejszą hybrydę partii komunistycznej i kapitalizmu czyniąc z Chin drugą gospodarkę świata. To w drodze do racjonalności i utraconej potęgi rozpadło się ZSRR, przynosząc po drodze wojny etniczne, domowe ludobójstwo Czeczeni.
Ci więc, którzy widzą w komunizmie tylko demoniczne zło wołać będą: czy racjonalizm nie dał nam wolności? Problem jednak w tym, cóż to jest za wolność? Czyż nie przypomina ona raczej wybiegów zwierząt w ZOO by utrzymać je w należytej kondycji i produktywności? Czyż owa "wolność" nie jest towarem przysługującym nam w nagrodę jeśli postępujemy zgodnie z racjonalnymi potrzebami systemu? Czyż sama wolność nie została zracjonalizowana, sprowadzona do roli towaru i prestiżowego wyznacznika zgodności z systemem? Jak dalece jest to skuteczne świadczy fakt, że nawet ruchy określające się jako antysystemowe mówią dziś przede wszystkim o prawach socjalnych, tak jakby sytuacja w której każdy dostanie laptop, domek i samochód rozwiązywała zupełnie problem. Wielkim marzeniem dziś jest powrót do utraconego raju państwa socjalnego. Oczywiście system mógłby to dać dziś wszystkim na świecie, może nawet jeszcze więcej. Mógłby, ale nie daje. Nie jest to bowiem z jego perspektywy racjonalne i produktywne. Spada standard życia, budżety państw są ograniczane, dokąd więc idzie wartość dodana? Czy tylko na ostentacyjną konsumpcje nielicznych bogaczy? Ostatnie dekady przyniosły postęp technologiczny, który spokojnie mógłby starczyć na setki lat. Jeśli więc patrzysz w monitor swego laptopa, czy wyświetlacz telefonu komórkowego, to możesz dostrzec tam oprócz wojen także prace śmieciową, bezrobocie i wszystkie bolączki współczesności, bo taki jest prawdziwy koszt tych zabawek za "złotówkę bez abonamentu". I także w ten sposób system planuje przezwyciężenie obecnego kryzysu - poprzez skok technologiczny który pozwoli utrzymać dotychczasowe relacje ekonomiczne i militarne, utwierdzając zachodnią hegemonie. Dla człowieka nie ma tu miejsca, liczy się bowiem sam postęp i samo panowanie. Można więc by rzec „i tak do końca", gdyby prawdziwszym nie było zdaniem „i tak do rychłego końca", bo zarówno wytrzymałość planety jest ograniczona, jak i potrzeba istnienia ludzkiego elementu dla systemu coraz mniejsza i mniej racjonalna. Powracając więc do błędnej tezy wspomnianego artykułu - tak jak racjonalność obaliła komunizm, tak jak urynkawia Kubę, tak w porewolucyjnym świecie będzie wymuszać istnienie centrów decyzyjnych, systemów nadzoru i dalsze ich racjonalizowanie

Żeton