Zaloguj

Federacja Anarchistyczna

A+ R A-

W środę (28 września) o godzinie 11:00 Wielkopolskie Stowarzyszenie Lokatorów przy wsparciu Federacji Anarchistycznej, zablokowało eksmisję „na bruk” trzech osób z mieszkania przy ul. 28 Czerwca. Mieszkanie należy do Spółdzielni Mieszkaniowej im. Hipolita Cegielskiego, gdzie prezesem zarządu jest Waldemar Witkowski – polityk, działacz spółdzielczy, były wicewojewoda wielkopolski, od 2006 r. przewodniczący Unii Pracy.

 

Bulwersujące przy tej eksmisji było kilka kwestii. Po pierwsze, jedna z osób, która miała być eksmitowana to mężczyzna, który od dziewięciu lat leży sparaliżowany. Żona podaje mu leki, jedzenie i płyny specjalną pompą.

 

Po drugie, lokatorzy zostali skreśleni z listy przydziału na mieszkanie socjalne (sprawa w toku, wyjaśniana w ZKZL). Od tygodnia WSL prowadziło rozmowy z zarządem ZKZL, aby lokatorzy otrzymali kolejna ofertę mieszkania socjalnego, odpowiednią dla osoby niepełnosprawnej. Poprzednia dotyczyła lokalu na poddaszu, gdzie nie było możliwości wniesienia chorego na noszach. Niestety samo pismo, że miasto złoży kolejną ofertę lokatorom, nie załatwiało sprawy. Wierzyciel był zdeterminowany przeprowadzić eksmisję.

 

O godz. 11:00 w mieszkaniu pojawił się komornik ze ślusarzem. Przyszły pracownice z MOPR i miejskiego Biura Spraw Lokalowych oraz prawnik reprezentujący wierzyciela. Nie krył swojej niechęci wobec działaczy i działaczek WSL, którzy byli zdeterminowani powstrzymać wysiedlenie. W ostatniej chwili prawnik spółdzielni dostał odgórne polecenie odroczenia eksmisji na około dwa miesiące, do otrzymania nowej oferty lokalu socjalnego.

 

Konflikt z jednej strony był wynikiem krótkowzroczności pracowników ZKZL (co do wskazania lokalu socjalnego), jak też wierzyciela, którego bezwzględność wobec sparaliżowanego lokatora była zaskakująca.

Wczoraj o godzinie 14:30 pod Urzędem Miasta Poznania, miał miejsce protest przeciwko polityce brutalnych eksmisji. Dodatkowym impulsem do protestu, było zakończenie kary trzymiesięcznego pozbawienia wolności przez Łukasza Bukowskiego. Łukasz odsiadywał wyrok w związku z udział w blokadzie eksmisji w 2011 r.

 

Na wstępie podkreślono, że pomimo zmian personalnych we władzach miasta Poznania, i wiązanych z nimi nadziejami, antyspołeczna polityka brutalnych eksmisji względem lokatorów jest kontynuowana. Nie widać realnych zmian w polityce mieszkaniowej miasta, a kolejni lokatorzy muszą obawiać się wizyt komorników. [Oświadczenie - Poznań miastem brutalnych eksmisji ]

 

Korzystając z okazji, jako jeden z przemawiających na pikiecie, głos zabrał Łukasz Bukowski. Podkreślając, że chociaż z perspektywy więźniów jego wyrok był niezwykle krótki, pobyt w wiezieniu nie był dla niego łatwym doświadczeniem. To świadomość, że uczestniczy w działaniach w słusznej sprawie, dodawała mu sił, oraz wsparcie, jakie otrzymywał z zewnątrz w postaci listów. Podkreślił, jak ważnym doświadczeniem, był dla niego udział w pogrzebie zamordowanej działaczki lokatorskiej Jolanty Brzeskiej. Według wszelkiego prawdopodobieństwa, za jej śmiercią stały osoby związane ze środowiskiem właścicielki lokali uzyskanych dzięki reprywatyzacji. Mimo słów, o konieczności odpłacenia winnym bestialskiej śmierci, pięknym za nadobne, Łukasz podkreślił, że w jego odczuciu ruch lokatorski nie ma działać przeciwko komuś, ale we wspólnym interesie, w walce o prawdziwą sprawiedliwość społeczną.


13645123 10154406366142863 4029519607996043536 n

W trakcie pikiety podkreślono, że faktycznymi ofiarami represji, są nie tyle osoby takie jak Łukasz Bukowski zaangażowany w działania lokatorskie, ale przede wszystkim cała rzesza mieszkańców Poznania. To wobec mieszkańców, których nie stać na kredyt mieszkaniowy, stale wisi widmo braku tanich lokali mieszkalnych. To mieszkańcy o niskim statusie materialnym, byli przez długi czas straszeni zsyłko do getta kontenerów „socjalnych” i piętnowani określeniem „trudnych lokatorów”. To mieszkańcy, z wielu powodów – utraty pracy czy choroby – popadają w spiralę zadłużenia, muszą obawiać się wizyty komornika i widma eksmisji. Właśnie, dlatego tak ważna jest codzienna działalność w ramach ruchu lokatorskiego, polegająca na domaganiu się realnych zmian w polityce miasta, przy jednoczesnym okazywaniu wsparcia i solidarności zagrożonym eksmisjami lokatorom.

 

Najbliższą okazją do okazania takiego wsparcia, będzie, chociażby udział w rozprawie Sądu drugiej instancji, w sprawie jednego z mieszkańców ogródków działkowych. Schorowany lokator najpierw, nie mógł uzyskać od miasta lokalu socjalnego. Urzędnicy uznali, że skoro mieszka na działce - pomimo że to wbrew prawu - jego potrzeby lokalowe są zabezpieczone. Dziś, ci sami miejscy urzędnicy, wspólnie z przedstawicielami władz Rodzinnych Ogródków Działkowych domagają się eksmisji lokatora, bez prawa do lokalu socjalnego. Tak właśnie wygląda polityka mieszkaniowa i społeczna w mieście Poznaniu, która nie potrafiąc wywiązać się ze swoich zadań względem zabezpieczenia lokali socjalnych dla mieszkańców, uderza w nich widmem eksmisji de facto na bruk.

23 czerwca przy ul. Wolsztyńskiej w Poznaniu miało dojść do nielegalnych czynności komorniczych. Zostały one zablokowane w wyniku interwencji działaczek i działaczy Wielkopolskiego Stowarzyszenia Lokatorów oraz Federacji Anarchistycznej. Sytuacja dotyczyła dwóch kobiet, które od 5 lat oczekują na przydział lokalu socjalnego. Schorowane lokatorki w podeszłym wieku od wielu miesięcy żyją bez wody, prądu, gazu oraz z zamurowanymi drzwiami wejściowymi (wchodzą przez okno balkonowe). Właściciel mieszkania bezkarnie stosował wobec kobiet metody "czyścicieli" kamienic, by, poprzez nękanie, wymusić szybszą wyprowadzkę.

 

Interwencja komornika Mieszko Cieślika rozpoczęła się o godzinie 13:00. Komornik wcześniej zapewniał, że celem wizyty nie będzie eksmisja. Niemniej jednak przed wyznaczoną godziną przed domem pojawiła się ciężarówka firmy, której pracownicy zostali poinformowani o tym, że będą wywozić rzeczy w związku z mającą się odbyć eksmisją. Komornik naciskał, że chce wejść przez okno do lokalu oraz wywieźć część rzeczy lokatorek. Po niespełna pół godziny na miejscu pojawiła się policja, która wezwana przez komornika miała pełnić asystę w czynnościach przez niego podejmowanych.

 

Komornik nie posiadał formalnego uzasadnienia podejmowanych dziś czynności. Nie przedstawił stosownych dokumentów zarówno przedstawicielkom WSL, mediom jak i policji. Należy pamiętać, że za każde działania komornicy otrzymują duże wynagrodzenie. Chęć zarobku oraz przyzwyczajenie do dotychczasowego trybu działania sprawiły, że Cieślik był wyraźnie zdziwiony, że musi posiadać i okazać formalne podstawy swoich działań. Po konsultacjach z prawnikami działacze i działaczki nie dopuścili do wyniesienia rzeczy lokatorek. Blokada trwała około 1,5 godziny. Komornik stwierdził, iż rezygnuje z podejmowanych czynności.

 

Zgromadzeni policjanci wylegitymowali oraz sprawdzili w systemowej bazie danych wszystkich działaczy i działaczki oraz wezwali odziały prewencji. Natomiast nie widzieli problemu w tym, iż komornik nie przedstawił im pisemnego uzasadnienia oraz opisu wykonywanych w dniu 23 czerwca czynności względem dłużniczek.

 

Po zakończonych działaniach, ze względu na zły stan zdrowia, lokatorkom udzielili wsparcia medycznego wezwani sanitariusze.

 

Za sytuację odpowiedzialność ponosi nie tylko komornik, ale także Zarząd Komunalnych Zasobów Lokalowych (ZKZL). Miesiąc temu, w dniu 18 maja działaczki WSL na spotkaniu z wiceprezydentem miasta i prezesem ZKZL przedstawiły sytuację obu eksmitowanych osób. Wcześniej, po pięciu latach oczekiwania, miasto wskazało seniorkom lokal socjalny, który kompletnie nie uwzględniał ich wieku i stanu zdrowia (III piętro, piece na węgiel itd.). Dlatego pismem z dnia 20 maja zwrócono się z prośbą o wskazanie innego lokalu. Przedstawiono też dokumentację medyczną. Niestety ZKZL przez ponad miesiąc nic w tej sprawie nie zrobił.

W czwartek, 12 maja 2016 roku, w godzinach przedpołudniowych anarchiści i działacze lokatorscy zablokowali próbę eksmisji dwojga schorowanych ludzi zamieszkałych w kamienicy przy ul. Małeckiego. Najpierw zabarykadowano budynek od środka, nie wpuszczając policji. Kolejną formą nacisku była spontaniczna pikieta na zewnątrz, będąca wyrazem solidarności z eksmitowanymi. W wyniku tych działań udało się skłonić komornika i lekarzy do odstąpienia od wykonania eksmisji na bruk.

Małżeństwo dostało przydział na mieszkanie jeszcze w czasach PRL, potem po kamienicę zgłosił się spadkobierca. Broniony lokator przez 40 lat pracował w elektrociepłowni. Gdy stracił pracę, rodzina wpadła w długi. Miał trzy udary, z powodu miażdżycy grozi mu amputacja stopy, jego żona także choruje. Większość stosunkowo wysokiej emerytury pochłaniają leki oraz systematycznie spłacane zadłużenie. Według nowych przepisów nie przysługuje im mieszkanie socjalne ani komunalne, jednocześnie jednak są zbyt biedni, by wynająć mieszkanie na tzw. wolnym rynku.

Próba eksmisji trwała od godziny 9:00. Komornik, Paweł Bobek, próbował nasłać policję na blokujących kamienicę od wewnątrz anarchistów i działaczy lokatorskich. Aktywistom i aktywistkom grożono brutalną interwencją uzbrojonego oddziału policyjnego. Dzięki wspólnej determinacji udało się jednak powstrzymać policję przed wtargnięciem do budynku.
maleckiego3
Tymczasem część anarchistów i anarchistek zorganizowało na zewnątrz pikietę solidarnościową, skandując hasła przeciwko eksmisjom i za społeczną kontrolą pracy komorników. Liczne wsparcie, w tym poparcie części sąsiadów, sprawiły, że wahający się lekarz i komornik ostatecznie odstąpili od wykonania wyroku eksmisyjnego. Działacze WSL zadeklarowali pomoc w znalezieniu dla małżeństwa nowego mieszkania. Podkreślają też kategorycznie, że konieczne są zmiany systemowe, a eksmisje na bruk nie powinny mieć w ogóle miejsca, będą żądać od władz miasta interwencji w tej sprawie.

Kilka dni temu odbyła się demonstracja solidarności z Łukaszem Bukowskim, odsiadującym wyrok 3 miesięcy pozbawienia wolności za czynny udział w blokadzie eksmisji innego schorowanego małżeństwa – państwa Jenczów. Brutalna eksmisja na bruk wywołała oburzenie, podobnie jak agresywne zachowanie policji. Minęło kilka lat, zmieniła się władza, ale nadal za jedyne rozwiązanie problemów społecznych uznaje się brutalne eksmisje na bruk, a nowe przepisy umożliwiają nawet zdeterminowanym ludziom godne życie. Działacze lokatorscy są natomiast nękani przez policję i sądy , niektórzy – jak Łukasz Bukowski – odsiadują nawet wyroki więzienia, gdyż nie godzą się zaistniałą sytuacją. Żądamy zakazu eksmisji na bruk i zapewnienia godnych warunków mieszkaniowych!

EKSMISJE STOP! MIESZKANIE PRAWEM, NIE TOWAREM! SOLIDARNOŚĆ NASZA BRONIĄ!

Poniższy tekst ukazał się w najnowszym numerze pisma anarchistycznego Inny Świat. Pismo dostępne m.in w sklepie Oficyny Bractwa Trojka i salonach Empik

 

Jak śpiewał, czy raczej krzyczał w jednym ze swoich utworów zespół Homomilitia, odnośnie policji -„Zwykle są tam, gdzie ich nie potrzeba. Kiedy giną ludzie nigdy ich nie ma”. Kolejne powtarzanie sloganów o złej policji? Zapewne, jednak kryje się w nim sporo życiowej prawdy, coraz częściej, bowiem to nie tylko młodzież gdzieś na blokowiskach złorzeczy na funkcjonariuszy policji, ale zwykli Kowalscy, na własnej skórze przekonują się, o nieudolności wspomnianej służby. Znamiennym przykładem na takie wyzbycie się złudzeń, co do kompetencji, zaangażowania policji w walce z przestępczością, jest jej reakcja na proceder czyszczenia kamienic. Chcąc opisać ów niezwykły przykład indolencji, złej woli, a może nawet celowej nieudolności, posłużę się kilkoma przykładami, z którymi do czynienia miało poznańskie środowisko aktywistek i aktywistów lokatorskich.

 

Nie macie prawa nawet protestować

 

Mieszkańcy, których dotknęły pierwsze szykany ze strony czy to samych właścicieli, czy częściej wynajętych przez nich administratorów, nigdy nie mogli liczyć na pomoc policji. Policjanci na konflikt lokatorów z właścicielami czy ich przedstawicielami, a najemcami zawsze reagowali podobnym okazywaniem czy to własnej bezradności, czy też obojętności. Powiedzmy sobie szczerze, gdzie jest napisane, że policja ma pomagać obywatelom? Choćby w Ustawie o policji z dnia 6 kwietnia 1990 r. – Art. 1.2 pkt 1 wyraźnie mówi „ Do podstawowych zadań policji należą ochrona życia i zdrowia obywateli oraz mienia przed bezprawnymi zamachami naruszającymi te dobra”[ 1] . Najwyraźniej jednak, rzecz jest w interpretacji takowych przepisów. Czy uciążliwy remont, który przeprowadza właściciel lub jego administrator, którego jedynym efektem jest odłączenie przeróżnych mediów lokatorom, poczynając od opłaconej telewizji kablowej, wody czy na dostępie do energii elektrycznej, stanowi już przyczynek do podjęcia interwencji czy jeszcze nie? Lokatorzy kamienic przy ulicy Piaskowej na własnej skórze przekonywali się, że nie, że policja nie jest od tego, by wymóc coś na administracji kamienicy, chociaż ta mniej lub bardziej jawnie uprzykrza życie lokatorów, a nawet ich zastrasza, chcąc zmusić do wyprowadzki. Petardy czy świece dymne wrzucane przez „nieznanych sprawców”, również, są dla policji nie metodą na czyszczenie kamienic z lokatorów, a jedynie aktem chuligaństwa, ich sprawcy niestety pozostają dla policji nieuchwytni.

W momencie, gdy cała nadzieja w działanie policji w lokatorach znika, postanawiają oni, zgodnie ze zdroworozsądkowym podejściem „pójść wyżej”. Organizują protest uliczny, spokojną demonstracje, i chcą wspólnie udać się do Prezydenta Miasta – wówczas Ryszarda Grobelnego. Zamiast otwartych drzwi do bądź, co bądź publicznego Urzędu Miasta, natykają się na kordon policji. Akurat trwa w Urzędzie spotkanie tej wyżej postawionej władzy z tą najwyższą, czyli wizyta Prezydenta RP. Oficjele ani żaden z ich przedstawicieli nie znajduje czasu dla lokatorów. Policja za to znajduje czas by spisać uczestników protestu, w tym pomagającym w jego przeprowadzeniu anarchistów i anarchistki. Efekt tego protestu? Na pewno lokatorom udaje się nagłośnić swój protest, tylko dzięki temu, prezydent miasta znajduje wreszcie czas by z nimi porozmawiać. Tak właśnie działa władza samorządowa, tylko pod presją zaczyna interesować się problemem mieszkańców miasta. Prezydent oczywiście twierdzi, że nic nie może zrobić. Lokatorzy przekonują się kolejny raz, że tylko organizując się, będą mogli, sami sobie pomóc. W ten sposób zawiązuje się Wielkopolskie Stowarzyszenie Lokatorów. Inny efekt to sprawa w Sądzie przeciwko jednemu z uczestników protestu z art. 52. 1 pkt 2 o przewodniczenie zgromadzeniu bez wymaganego zawiadomienia. Sprawa zostaje wytoczona na wniosek policji. Policji, która nawet nie analizuje, że lokatorzy zwołali owe zgromadzenie w akcie desperacji, kolejny raz pozbawiani przez „czyściciela kamienicy” opłacanego przez nich prądu. Policja nie bierze pod uwagę, że całe, niezgłoszone zgromadzenie przebiegało w sposób pokojowy i spokojny. Policja przegrywa sprawę w sądzie, ale niczego z tego tytułu się nie uczy. Jeszcze kilkakrotnie będzie starała się kierować wnioski o ukaranie wobec osób zaangażowanych w pomoc i obronę lokatorów. Problem czyszczenia kamienic w Poznaniu podsumowuje Komendant Miejski Policji w Poznaniu - mł. insp. Roman Kuster „Mamy wolny rynek i jeśli chcą państwo mieć całodobową ochronę, można skorzystać z usług firm ochroniarskich”[2]. Oto, na jakie „dobre rady” i pomoc ze strony policji mogą liczyć zastraszani lokatorzy.

 

Barykadować się, by nie dać się wyrzucić

 

Zorganizowani lokatorzy to dla tych, którzy chcą zarobić na czyszczeniu kamienic, bardziej niebezpieczny przeciwnik. Nagłośnienie sprawy działań najbardziej znanego czyściela kamienic Piotra Śruby, na pewno musiało zdenerwować również jego mocodawców. W mediach coraz częściej w związku z procederem nękania lokatorów obok nazwy firmy Piotra Śruby – Fabryka Mieszkań i Ziemi - pojawia się nazwa Neo Banku. Jednak sam proceder nie zanika i dotyka kolejnych mieszkańców poznańskiej kamienicy, tym razem przy ulicy Stolarskiej. Schemat jest taki sam, ponownie pod pozorem remontu dewastuje się kamienice i próbuje pozbawić lokatorów dostępu do mediów. Policja ma okazje się wykazać, tym razem „nieznani sprawcy” zostawiają ślady takie jak wieniec pogrzebowy, porozrzucane na klatce robaki, próbują odciąć prąd. Pion kryminalny policji zbiera dowody, ale poza tym policja ponownie twierdzi, że niewiele może. To działania lokatorów doprowadzają do tego, że sądownie zostaje wydany zakaz zbliżania się administratora budynku Piotra Śruby do kamienicy przy Stolarskiej. Ponownie to lokatorzy nagłaśniają swoją sprawę widząc, że ze strony policji nie doczekają się pomocy. Nie mogą ufać policji, okazuje się, że Piotr Śruba dla poznańskiej policji przygotowywał filmy szkoleniowe [3]. Najwyraźniej Piotr Śruba skwapliwie korzysta ze zdobytych w policji kontaktów. W toku sprawy, wytoczonej przez lokatorów Piotrowi Śrubie, zostaje ujawnione, że otrzymywał on informacje o działaniach lokatorów, od jednego z funkcjonariuszy policji. W czasie największego natężenia konfliktu wokół kamienicy przy ul. Stolarskiej policja, zamiast próbować powstrzymać, czyściciela kamienic, jeszcze mu pomaga. Nie powinno, więc dziwić, że lokatorzy, których już pozbawiono dostępu do wody, postanawiają zabarykadować się w kamienicy, kolejny raz przekonują się, że mogą liczyć na siebie i solidaryzujących się z nimi mieszkańców miasta, ale nie na władzę czy jej zbrojne policyjne ramię.

 

Nihil novi w poznańskiej policji

 

Pomimo trwającego właśnie procesu Piotra Śruby w poznańskiej policji nie wiele się zmieniło. Nie widać żadnej zmiany mentalności, w stosunku do problemów lokatorskich. Dominuje strategia spychologii . Lokatorzy muszą radzić sobie sami i raczej udowadniać funkcjonariuszom, że mają jakieś prawa, niż liczyć, że ci sami staną w ich obronie. Za przykład niech posłuży sytuacja mieszkańców kamienicy przy ulicy Tylne Chwaliszewo 26. Pozbawieni przez nowego właściciela dostępu do wody, nie mogli liczyć na pomoc żadnych miejskich służb. Konflikt w kamienicy narastał, a mieszkańcy uzyskali pomoc od poznańskich anarchistów i WSLu. Wydawać mogło się, że udało się nawiązać dialog z nowym właścicielem i konflikt w kamienicy uda się zażegnać - właściciel zadba o to by, jeśli jego wolą jest wyprowadzka obecnych lokatorów, dokonało się to z poszanowaniem ich praw. Niestety dobra wola właściciela kamienicy, okazała się fikcją. Nie tylko nie pomógł on lokatorom w ponownym podłączeniu wody, ale też pod pozorem przeglądu technicznego dokonał celowego zniszczenia poszycia dachowego. Jak w tej sytuacji zachowali się policjanci? Dzielnicowy oświadczył lokatorom, że skoro korzystają z pomocy WSLu i Rozbratu, to niech sami sobie radzą. Kiedy pod naciskiem zainteresowanych sprawą mediów udało się skłonić policje do właściwy działań, zabezpieczenie śladów zniszczeń dachu, zajęło im blisko dobę [4]. Konflikt w kamienicy trwa, a policja ponownie pokazuje, że nie traktuje przypadków nękania lokatorów poważnie, swoim nieudolnym działaniem, lub jego brakiem, jedynie zachęca czyścicieli kamienic do dalszego działania. Trudno uwierzyć, że przy tak niewielkim zaangażowaniu mundurowych, sprawcy zniszczenia dachu poniosą jakąkolwiek karę, a właściciel kamienicy, który dopuścił do takiego rzekomego „przeglądu technicznego” będzie musiał obawiać się reakcji ze strony policji.

 

Podsumowanie

 

Zastanawiać się można skąd w policji taka indolencja w sprawie łamania praw lokatorów? Czy wynika ona jedynie z uczestnictwie jako, asysta komornicza przy eksmisjach? Zaryzykować można hipotezę, że funkcjonariusze raczej nie mają szczególnego interesu, by w konflikcie, gdzie dochodzi do konfrontacji między prawami lokatorów, a prawem własności, opowiadać się po stronie tych pierwszych. Nie trudno, zauważyć, że od lat funkcjonariusze służb mundurowych, korzystając ze swych szczególnych uprawnień emerytalnych (przejście na emeryturę po 15 latach służby), wielokrotnie kontynuują pracę zawodową. Najczęściej zatrudnienie byli policjanci znajdują w różnego typu prywatnych firmach z branży ochrony. Branża ta skupia się na ochronie mienia, tak, więc można śmiało powiedzieć, że byli policjanci ponownie stają na straży własności. Panujący model ekonomiczny i towarzysząca mu indoktrynacja, ze wszystkich sił podkreślają świętość prawa własności. Wydaje się, więc, że zarówno, widząc swoje ewentualne przyszłe zatrudnienie w roli stróżów własności, jak i będąc obecnie traktowani jako służby służące zabezpieczeniu owych własnościowych praw. Prowadzi to do sytuacji, w których, nie traktują z równą powagą praw ludzi, którzy stają się ofiarami owego prawa do mienia. Jeśli z takiej perspektywy spojrzymy na funkcjonariuszy policji, wówczas przywoływane już słowa Komendanta Policji Romana Kustery nabierają logicznego znaczenia. Policja ma służyć do ochrony własności i tym samym interes posiadaczy owej własności staje się dla niej priorytetem. Uświadomienie takich zależności nękanym przez czyścicieli kamienic lokatorom, staje się, więc zadaniem zasadniczym. Lokatorzy muszą, zdawać sobie sprawę, że policja jest instytucją, która nie stanie w ich obronie z tytułu obowiązku. Dzieje się tak tylko wówczas, gdy sami lokatorzy potrafią zorganizować się i wymusić obronę swoich praw. Doświadczenie pokazuje, że policja częściej staje się sojusznikiem nawet nieuczciwych właścicieli i wynajętych przez nich czyścicieli kamienic. Własność kolejny raz stawiana jest ponad interesem ludzi, a policja ma swój udział w obronie owej własności.

Przypisy:
[1] http://isap.sejm.gov.pl/Download;jsessionid=35E7D3B87C33AA450B017F6E1BBB30A7?id=WDU19900300179&type=2
[2] http://wyborcza.pl/1,126565,12072572,Petardy__robaki__zalobne_wstegi__Drecza_lokatorow_.html
[3]  http://poznan.gazeta.pl/poznan/1,36001,12217031,Ul__Stolarska__wlasciciel_kamienicy_krecil_filmy_dla.html
[4] http://www.rozbrat.org/informacje/poznan/4356-do-amania-praw-lokatorow-nie-dla-czyszczenia-kamienicy-przy-ul-tylne-chwaliszewo-26

Wczoraj kilkunastu anarchistów/ek i działaczy/ek lokatorskich skutecznie zablokowało próbę nielegalnej eksmisji na bruk czteroosobowej rodzin zamieszkującej lokal przy ul. Grunwaldzkiej w Poznaniu. Sprawę nękania rodziny przez właściciela i administrację opisywaliśmy wcześniej

 

Więcej o sprawie możesz przeczytać TUTAJ i TUTAJ.

Administrator budynku wczoraj próbował dokonać nielegalnego wysiedlenia rodziny. Lokatorzy, zgodnie z ustaleniami jakie zapadły w ich sprawie podczas rozmów z przedstawicielami władz miasta, oczekiwali na wsparcie ze strony policji. Mimo wcześniejszych telefonów na miejsce zdarzenia po około 30 minutach od wezwania przyjechało dwóch policjantowi, którzy byli zupełnie niezaznajomieni ze sprawą.

Nękana rodzina czeka na przydziale do lokalu socjalnego.