Zaloguj

Federacja Anarchistyczna

Jesteś tu: Start / Artykuły / Filmy /
A+ R A-

W Krakowie trwają Światowe Dni Młodzieży. Impreza została zorganizowana bez pytania mieszkańców i mieszkanek o zdanie oraz poszła na nią góra publicznych pieniędzy. Mimo to przyniosła wraz z sobą kilka pozytywnych doświadczeń, okazało się, że postulowane przez stronę społeczną zmiany są możliwe! Ograniczono ruch samochodowy w Krakowie, dotychczas nieprzyjazne dla pieszych Aleje zmieniono w aleję spacerową, urzędnicy zainteresowali się stanem zieleni miejskiej i uporządkowali ją nawet w dzielnicach oddalonych od centrum.
Tak jak spodziewała się strona społeczna ŚDM nie przyniosły kapitalistom spodziewanych zysków, do Krakowa przyjechało mniej pielgrzymów niż wskazywały początkowe szacunki, wiadomo już że impreza nie "zwróci" się miastu.
Przyjazd dużej grupy osób do miasta postanowiliśmy potraktować jako okazję do zainteresowania przyjezdnych anarchizmem. Stworzyliśmy broszurę traktującą o związkach anarchizmu z chrześcijaństwem.

Wersję polską znajdziecie pod linkiem: http://bit.ly/2alFGFC

A angielską tutaj: http://bit.ly/2aEk9eb

Wczoraj o godzinie 14:30 pod Urzędem Miasta Poznania, miał miejsce protest przeciwko polityce brutalnych eksmisji. Dodatkowym impulsem do protestu, było zakończenie kary trzymiesięcznego pozbawienia wolności przez Łukasza Bukowskiego. Łukasz odsiadywał wyrok w związku z udział w blokadzie eksmisji w 2011 r.

 

Na wstępie podkreślono, że pomimo zmian personalnych we władzach miasta Poznania, i wiązanych z nimi nadziejami, antyspołeczna polityka brutalnych eksmisji względem lokatorów jest kontynuowana. Nie widać realnych zmian w polityce mieszkaniowej miasta, a kolejni lokatorzy muszą obawiać się wizyt komorników. [Oświadczenie - Poznań miastem brutalnych eksmisji ]

 

Korzystając z okazji, jako jeden z przemawiających na pikiecie, głos zabrał Łukasz Bukowski. Podkreślając, że chociaż z perspektywy więźniów jego wyrok był niezwykle krótki, pobyt w wiezieniu nie był dla niego łatwym doświadczeniem. To świadomość, że uczestniczy w działaniach w słusznej sprawie, dodawała mu sił, oraz wsparcie, jakie otrzymywał z zewnątrz w postaci listów. Podkreślił, jak ważnym doświadczeniem, był dla niego udział w pogrzebie zamordowanej działaczki lokatorskiej Jolanty Brzeskiej. Według wszelkiego prawdopodobieństwa, za jej śmiercią stały osoby związane ze środowiskiem właścicielki lokali uzyskanych dzięki reprywatyzacji. Mimo słów, o konieczności odpłacenia winnym bestialskiej śmierci, pięknym za nadobne, Łukasz podkreślił, że w jego odczuciu ruch lokatorski nie ma działać przeciwko komuś, ale we wspólnym interesie, w walce o prawdziwą sprawiedliwość społeczną.


13645123 10154406366142863 4029519607996043536 n

W trakcie pikiety podkreślono, że faktycznymi ofiarami represji, są nie tyle osoby takie jak Łukasz Bukowski zaangażowany w działania lokatorskie, ale przede wszystkim cała rzesza mieszkańców Poznania. To wobec mieszkańców, których nie stać na kredyt mieszkaniowy, stale wisi widmo braku tanich lokali mieszkalnych. To mieszkańcy o niskim statusie materialnym, byli przez długi czas straszeni zsyłko do getta kontenerów „socjalnych” i piętnowani określeniem „trudnych lokatorów”. To mieszkańcy, z wielu powodów – utraty pracy czy choroby – popadają w spiralę zadłużenia, muszą obawiać się wizyty komornika i widma eksmisji. Właśnie, dlatego tak ważna jest codzienna działalność w ramach ruchu lokatorskiego, polegająca na domaganiu się realnych zmian w polityce miasta, przy jednoczesnym okazywaniu wsparcia i solidarności zagrożonym eksmisjami lokatorom.

 

Najbliższą okazją do okazania takiego wsparcia, będzie, chociażby udział w rozprawie Sądu drugiej instancji, w sprawie jednego z mieszkańców ogródków działkowych. Schorowany lokator najpierw, nie mógł uzyskać od miasta lokalu socjalnego. Urzędnicy uznali, że skoro mieszka na działce - pomimo że to wbrew prawu - jego potrzeby lokalowe są zabezpieczone. Dziś, ci sami miejscy urzędnicy, wspólnie z przedstawicielami władz Rodzinnych Ogródków Działkowych domagają się eksmisji lokatora, bez prawa do lokalu socjalnego. Tak właśnie wygląda polityka mieszkaniowa i społeczna w mieście Poznaniu, która nie potrafiąc wywiązać się ze swoich zadań względem zabezpieczenia lokali socjalnych dla mieszkańców, uderza w nich widmem eksmisji de facto na bruk.

Wiele hałasu o nic

27 lipca 2016 r. Dział: Publicystyka

W politycznym i kapitalistycznym świecie burza. Oto Brytyjczycy zagłosowali inaczej niż się spodziewano i zdecydowali, że chcą opuścić Unię Europejską. Referendum nie jest wiążące. To "głos ludu" w sprawach bieżących.

Zanim politycy "uruchomią dźwignię" czyli Artykuł 50 Traktatu Lizbońskiego, musi najpierw obradować nad tą decyzją parlament. Przy groźbie odłączenia się Szkocji oraz Irlandii Północnej (co skutkowałoby obudzeniem IRA), nie wiadomo czy parlamentarzyści i Izba Lordów nie postawią interesu Zjednoczonego Królestwa ponad głosem ludu.

Głos ludu jednak jest podzielony, bo 1/3 optowała za wyjściem z UE, 1/3 za pozostaniem, 1/3 nie pojawiła się na referendum. Jest to więc sytuacja podobna do polskiej gdzie walczy obóz PiS-owsko-narodowo-kościelno-konserwatywno-jakiś-tam z PO-KOD-Nowoczesna-mieszczańsko-liberalno-jakiś-tam (brakuje mi już okresleń), a reszta się tylko przygląda. Generalnie nie ma się co oszukiwać: to w większości liberalna klasa średnia i młodzież głosowała za pozostaniem, a brytyjska klasa robotnicza, starsi ludzie i biedota zagłosowała za wyjściem z UE - i chyba tyle w temacie.

 

Oczywiście ta sama klasa robotnicza stała się w pewnej części - bo nie w całości - ofiarą prawicowej i neokonserwatywnej propagandy (UKIP, “Vote Leave” Borisa Johnsona). W piątek rano po ogłoszeniu wyników referendum panowało zaskoczenie na wszystkich frontach - nawet wśród “zwycięzców”. Okazało się, że Nigel Farage z UKIP odwołał wszystkie obietnice, a Johnson z Govem (“Vote Leave” - Torysi) wezwali do spowolnienia negocjacji w sprawie wyjścia z UE, bo… nie wiedzą co dalej! I na trzy dni wszyscy ukryli się w mysich norach. Wbrew pozorom święta nie ma, bo pomimo pierwszej euforii skacowana working-class już zaczyna powoli być konfrontowana ze szwindlem, w który dała się wkręcić. Na pocieszenie można powiedzieć, że to była jedyna szansa tych ludzi na danie w końcu swojego głosu i głos za wyjściem z Unii z punktu widzenia anarchistycznego, pro-pracowniczego, ludowego czy populistycznego jest głosem, który powinniśmy raczej wspierać, gdyby stał za tym jakiś konsekwentny plan budowy suwerennego społeczeństwa. Tymczasem Johnson zrzuca odpowiedzialność za Brexit i ucieka, a Farage płacze w Parlamencie Europejskim: “będziemy waszymi najlepszymi przyjaciółmi!”.

 

Brytyjska klasa robotnicza chciałaby powrotu "Ye Olde England" - "starej dobrej robotniczej Brytanii", trochę konserwatywnej, trochę swojskiej, ale innej od tej widzianej przez tradycyjne elity. Partia Konserwatywna od czasów Thatcher już wyjątkowo mocno zdegradowała najuboższych, realizując interesy klasy średniej i najbogatszych, do czego dołączyła New Labour za czasów Blaira i Browna, marginalizując interes zwykłych ludzi, robotników i związkowców, a następnie otwierając rynek pracy dla imigrantów. Współczesna robotnicza Anglia wygląda zupełnie inaczej widziana z wygodnych londyńskich sof.

 

W tej chwili Partia Pracy próbuje odwrócić ten trend, więc mimo oficjalnego "Remain", Jeremy Corbyn - zresztą bardzo lubiany wśród klasy robotniczej - dosyć ostrożnie się wypowiadał co do kampanii, co o mało nie przypłacił przywództwem w PP udaremniając "przewrót prawego skrzydła" odsuwający go ze stanowiska przywódcy. Corbyn jest zresztą atakowany przez elitę za pomocą mass-mediów (nawet tych tradycyjnie sprzyjających PP), co pokazuje rozkład sił w Wielkiej Brytanii. Podejrzewam, że gdyby Partia Pracy poparła "wyjście" to wynik mógłby być wyższy. Cameron zrezygnował, Johnson także wycofał się z kandydowania na premiera, opozycja w rozsypce, co dalej z Brexitem? Mimo mianowania nowej premier, Theresy May i zapowiedzi, że do końca tego roku UK “nie uruchomi” Artykułu 50, dalej nic nie wiadomo. Ironicznie można by przytoczyć tu słowa znanego lewicowego angielskiego barda, Billy’ego Bragga z jego własnej piosenki: “I don’t want to change the world/I’m not looking for New England/I’m just looking for another girl”. A kto za ten cały bajzel zapłaci? Wiadomo - najubożsi.

 

Co do haseł anty-imigranckich to niestety, ale moim zdaniem imigracja się trochę do tego przysłużyła. Winić oczywiście należy najpierw reformy Thatcher, a potem nieograniczone otwarcie rynku na pracowników przez Blaira w 2004. Nowi imigranci często są słabo aktywni w lokalnych społecznościach, politycznie czy w związkach zawodowych, a jeśli już, to częściej wesprą Torysów niż Partię Pracy która ludziom z krajów demoludów kojarzy się z "lewakami", "komuchami" (np. Polonia brytyjska przed 1989 rokiem zawsze popierała konserwatystów - wiadomo, przeciw “komuchom” z Partii Pracy). Niechęć, która narastała ma swoje podłoże też w tym, że niektórzy przyjeżdżając do UK byli w stanie za pół darmo gryźć ziemię (ku uciesze chciwych pracodawców), przez co wypychali "droższego" angielskiego robotnika z rynku. Argument imigranta-robotnika, że "jeśli ja pracuję za £6.50 minimum wage to i Anglik może" do mnie na przykład w ogóle nie trafia, bo nie po to angielska klasa robotnicza walczyła przez dziesiątki lat o to, żeby żyć na poziomie, a teraz się tego pozbawiać. Z tego też względu za Brexitem głosowało najwięcej starszych ludzi z tradycyjnej klasy robotniczej, najbardziej zmarginalizowanych i zapomnianych, a jednocześnie… mających najmniejszy lub zerowy kontakt z imigracją. Z drugiej strony to pracodawcy narzekają na brak wyedukowanych i wyspecjalizowanych pracowników w niektórych branżach (m.in. budowlanka), bo po prostu wybór czasami staje się oczywisty dla młodego człowieka w UK: nikt nie chce całe życie pracować jako budowlaniec.

Oczywiście to jest problem skomplikowany i niejednoznaczny, a ludzie podchodzą też z sympatią i wręcz fascynacją do Eastern Europeans widząc, że ci ciężko pracują, zarabiają, płacą podatki, kupują domy, integrują się ze społecznością. Większość imigrantów z Europy Wschodniej żyje w samym środku społeczności angielskiej zwanej working-class i nie potrafi tego kompletnie zaakceptować razem z ich tradycją, kulturą, kodami i - a jakże - poglądami politycznymi. Jeśli imigranci-robotnicy coś mają zacząć tracić to chyba będzie czas na to, żeby porzucić "antykomunistyczne" i "antylewackie" resentymenty i zacząć walczyć o swoje, chociażby o wyższą stawkę minimalną bo obecne £7.20 nie gwarantuje życia na żadnym poziomie - raczej samo przeżycie.

Podejrzewam, że właśnie ta psychologiczna bariera (paranoiczny wręcz “antykomunizm”) jest do pokonania trudniejszą niż cokolwiek niewielkie różnice kulturowo-obyczajowe. Przyznałem w pewnym sensie rację Farage’owi, że wschodni Europejczycy są dalsi kulturowo od np. Przybyszów z Australii czy Indii, jednak po aktach solidarności z Polish Brits, odwołuję te słowa. Jednak Brytyjczycy też zresztą powinni trochę - że tak powiem - ruszyć się i popracować, zintegrować się z imigrantami, bo często jest to - podobne do polskiego - typowo angielskie narzekanie na wszystko przy piwie w pubie, bez chęci zmiany czegokolwiek. Nie chcę być niesprawiedliwy dla polskich Brytyjczyków (tak! Istnieje już od jakiegoś czasu to określenie, które nie oznacza imigranta ani tzw. starej Polonii ale asymilujących się w społeczeństwie brytyjskim Polaków z fali najnowszej emigracji), bo z kolei jest olbrzymia część, która aktywnie uczestniczy w życiu brytyjskiego społeczeństwa, a Polska ma tu swoje długie tradycje i jest to zauważalne, a szczególnie wśród wyborców którzy głosowali za Brexitem z innych powodów niż rasowo-ksenofobiczne. Jak zauważyłem, integracja dużo gorzej jednak wychodzi Rumunom, Bułgarom, Rosjanom, Albańczykom czy Ukraińcom.

 

Natomiast istnieje jeszcze kwestia "rasowa" czy też "ksenofobiczna": owszem, zdarzyło się wiele przypadków hate-crime i dobrze, że zostaje to nagłośnione. Jednak media liberalne rozdmuchują te incydenty na tle rasowo-narodowościowym do niebotycznych rozmiarów. W tej chwili media anty-brexitowskie znalazły sobie pożywkę żeby dyskredytować “brexitowców”. Media "brexitowskie" (The Sun, Daily Mail itd.) też zresztą swoją ksenofobiczną kampanię odwaliły. Myślę, że normalni Anglicy z klasy pracującej doceniają wysiłek tych, którzy tu jednak mieszkają i pracują. Dlatego absolutnie wykluczona byłaby jakaś "deportacja" czy coś takiego. Ci co tu są, zostaną (potwierdza to niedawny oficjalny rządowy wpis na stronie brytyjskiego rządu). Jednak napiszę teraz rzecz może niepopularną: przepływ ludzi i granice w UK powinny być jednak w jakimś stopniu już dawno kontrolowane, bo UK w dłuższym etapie takiego naporu nie wytrzyma, o ile już nie zaczyna się przeludnienie. W końcu Brytania jest wyspą, a nie terytorium wielkości Stanów Zjednoczonych.

 

Odezwał się w końcu cały sprawca zamieszania czyli jeden z najbogatszych ludzi na świecie, znany z rasistowskich wypowiedzi Rupert Murdoch, który nazwał decyzję o Brexicie “wspaniałą”. Dodał też, że jeśli Johnson nie dotrzyma obietnic to wybuchnie kolejna krwawa rewolta (brytyjskie i europejskie grupy nacjonalistyczne mają finansowe powiązania z kołami bogaczy i tajnymi służbami, głównie rosyjskich), więc jak coś się komuś nie spodoba “na górze”, to będzie wiadomo, który guzik włączyć. Natomiast Murdoch - który oskarża wszystkich dookoła o hipokryzję - sam jest właścicielem tabloidu “The Sun”, który bezczelnymi hasłami wspierał Brexit oraz pisma “The Times”, które wspierało… pozostanie UK w Unii! Tymczasem z wyścigu o fotel premiera właśnie zrezygnował nie kto inny jak pierwszy “brexitowiec” i agent bankierów czyli Boris Johnson! Londyn i Wielka Brytania to niezły kąsek dla banków i milionerów, więc na nagłym spadku funta i umocnieniu dolara z pewnością zarobiło wiele osób. I są już głosy, że to właśnie o to też chodziło w całym zamieszaniu - pisano o tym nawet w Polsce dwa miesiące przed referendum, podkreślając też fakt że tzw. Panama Papers oczerniające m.in. Camerona pojawiły się w nieprzypadkowym czasie powodując podsycanie niechęci do establishmentu. Establishment zaś robi swoje przetasowania a ich ofiarą pada np. lider Partii Pracy, Jeremy Corbyn, który zresztą jako pierwszy w House of Commons poruszył temat ksenofobicznych ataków i jako pierwszy z głównych polityków - jak to ujął mój kolega - “wpadł na herbatkę” do POSK-u, po tym jak drzwi instytutu zostały wcześniej wysmarowane farbą w spreju przez nieznanych sprawców.

Torysi doprowadzili kraj na krawędź upadku, ale starają się wciąż odwrócić uwagę od siebie, kierując ją na bogu ducha winnego Corbyna, z którego - bez żadnego powodu - chce się zrobić kozła ofiarnego Brexitu w oczywiście jednym celu: Corbyn jest uwielbiany przez zwykłych ludzi, zarówno klasę robotniczą jak i niższą klasę średnią, młodzież, starszych, również przez szeroko pojętą lewicę, łącznie nawet z anarchistami. Zresztą ciekawy jest jego życiorys, zupełnie niepodobny do setek innych karierowiczów politycznych z prywatnych szkół typu Eton. To pierwszy człowiek od lat - chyba od czasów legendarnego i uwielbianego przez ludzi laburzysty Michaela Foota (notabene przeciwnika wejścia UK do Europejskiej Unii Gospodarczej) - który ma tak szerokie poparcie mas społecznych. Wiele osób zapisuje się do Partii Pracy tylko ze względu na niego, jest to więc oczywiste zagrożenie dla utraty władzy przez Partię Konserwatywną, bo najnowszy sondaż pokazuje już 1% przewagi Partii Pracy nad Torysami. Intensywne ataki prasy i mediów na Corbyna, połączone z votum nieufności ze strony establishmentowych posłów PP zwanych “czerwonymi Torysami” lub “blairystami” przysparzają mu tylko jeszcze większej popularności i trochę przypadkowo staje się anty-establishmentowym bohaterem. Z tego też powodu jest ciężkim przeciwnikiem dla mediów, bo nie ma na koncie romansów z modelkami i nie wciąga koksu z muzykami rockowymi. W tej chwili zresztą nikt już chyba nie wierzy mediom, bo w Wielkiej Brytanii jak na dłoni widać gdzie przebiegają podziały między ludem a establishmentem i w jakim głębokim poważaniu ma zdanie swoich obywateli ta cała medialno-finansowo-polityczna śmietanka. Żeby jeszcze dodać trochę przypraw do sosu można wspomnieć o jednej z wielu informacji z quasi-lewicowego, ale posiadanego przez Aleksandra Liebiediewa “The Independent”, który nagle ogłasza, że… ISIS popiera Brexit! Tak bezczelna manipulacja mediów przeszła gdzieś bokiem, ale jakoś między śmiechem a zdziwieniem nie mogę sobie przypomnieć od kiedy to ISIS jest jakąś “oficjalną” grupą z “oficjalnymi” mediami i stanowiskami, z której zdaniem mają się liczyć społeczeństwa Europy, skoro do niedawna to była jakaś tajemnicza magmowa hydra o milionie głów, która zagraża pokojowi na świecie.

 

Pytanie: czy Brytyjczycy zrobią rewoltę? Wątpliwe. A nawet jeśli - to co z tego? Wyśle się trochę transporterów opancerzonych i brytyjską konną policję. Jak mówi mój znajomy Brytyjczyk: zabierz ludziom opery mydlane, tanie alko i futbol w TV to wtedy może się zbuntują. Imperium największego wroga klasy robotniczej, Ruperta Murdocha - a także Richarda Desmonda, właściciela niezliczonych tabloidów z “daily” w nazwie - rozrasta się i zwykły człowiek w Anglii kompletnie nie wie już co się dzieje, wie tylko jedno: elity go nie słuchają, elity o nim zapomniały, elity się go wstydzą, elity robią pod siebie, bo baroni medialni wymierzą klapsik niegrzecznej elitce, która nie umie swojego ciemnego ludu za ryj trzymać: “Dawno temu mówił to Noam Chomsky. Każdy rząd uderzający w interesy wielkiego kapitału - bez względu na to czy prawicowy, czy lewicowy - mimo najlepszych chęci doprowadzi w końcu do pogorszenia położenia warstw najmniej uprzywilejowanych. Polityka poprawiania położenia najmniej uprzywilejowanych kosztem wielkiego kapitału wszędzie prowadzi do ucieczki kapitału i inwestycji, do wyhamowania gospodarki. W rezultacie to właśnie klasy najmniej uprzywilejowane tracą najbardziej. Kiedyś istniał świat dwubiegunowy (“blok wschodni”) i dzięki temu kraje kapitalistyczne miały interes, żeby prowadzić gospodarkę społeczną. W obecnym świecie jednobiegunowym takiego interesu już nie ma. Jeśli [jakiś kraj] zacznie się rzucać, to kapitał pójdzie w inne, bardziej "posłuszne" miejsce, a najmniej uprzywilejowani znajdą się w jeszcze gorszej pozycji niż wcześniej. To nie żadna polityka "nowoczesna" tylko znana od dawna polityka populistyczno-ludowa, która wszędzie prędzej czy później kończyła się kontruderzeniem wielkiego kapitału.” [z komentarza w internecie]. Referendum nic nie zmieni, póki panują liberalny kapitalizm i doktryna globalizacji bo to są prawdziwe przyczyny problemów Wielkiej Brytanii.

 

freejazz

 

ABC KAPITALIZMU - zeszyt trzeci

26 lipca 2016 r. Dział: Polska

Zapraszamy do lektury nowo wydanego trzeciego zeszytu ABC KAPITALIZMU wydawanego przez balcerowicz.com

W trzecim zeszycie znajdziecie m.in.:
- ciąg dalszy Słownika Kapitalizmu
- Feminizm a Kapitalizm: czyli Manifest feministyczny na XXI wiek oraz analiza wyzwań stojących przed feminizmem w dzisiejszym społeczeństwie kapitalistycznym
- Dług i kredyt jako filary kapitalizmu. Bez nich nie istniałaby dzisiejsza gospodarka oparta na wyzysku.
- Dług publiczny - czy na pewno jest sprawiedliwy? Czy zawsze społeczeństwo musi go spłacać?
- Migranci, migrantki, kapitalizm - Migracje istniały zawsze. Lecz dla kapitalizmu są jak tlen. Bo to właśnie migrańci i migrantki najczęściej padają jego ofiarą.
- Lokatorzy kontra system - w ramach cyklu osobistych opowieści, o tym dlaczego warto walczyć o prawa lokatorskie.

 

Dostępny jest w sprzedaży zestaw trzech zeszytów ABC kapitalizmu który finansuje wydawanie kolejnych zeszytów.

Zestawy zeszytów dostepne na balcerowicz.com, bractwotrojka.pl oraz księgarni Zemsta.

Od ponad dwóch lat, w każdy poniedziałek o 8 rano, Balcerowicz.com publikuje infografiki, które za pomocą kilku danych obnażają propagandę kapitalistyczego sukcesu. Zeszyty "ABC Kapitalizmu" to nasz krok dalej - dostarcza narzędzia do polemiki z dominującym dyskursem, tłumaczy zjawiska, przywołuje pomijane fakty.

Zachęcamy do rozpowszechniania dalej.

Wiedza, to jeden z tych zasobów, którego przybywa gdy się nim dzielisz.

Fragment wstępu do mającej się ukazać w najbliższych kilku miesiącach książki Macieja Drabińskiego „Inna przyszłość. Historia hiszpańskiego anarchizmu w Oficynie Wydawniczej Bractwo Trojka. Pierwotnie ukazał się w trzecim numerze anarchistycznej gazety ulicznej „A – tak”.

Rewolucja Społeczna w Hiszpanii nie była mitem bądź utopią, lecz formułą urzeczywistniającą wszelkie nadzieje oraz marzenia ludu hiszpańskiego. Wymykała się abstrakcyjnym planom i założeniom - o jej kształcie decydowała pasja życia oraz kreatywność mas. Naruszono niemal wszystkie obszary dotychczasowego sacrum – hierarchię, władzę, religię oraz własność prywatną. Odrzucono większość nieakceptowalnych norm i konwenansów. Mówiąc wprost, wraz z wyzwoleniem zniknąć miały wszystkie przywileje, nerwice, bolączki, niesprawiedliwości, czy mówiąc jeszcze inaczej – cała zgnilizna „starego” świata, które zastąpić miały namiętności, rozkosz, wolność oraz sprawiedliwość „nowego”.

W praktyce jednak Rewolucja aż tak dalece nie zakwestionowała całego istniejącego porządku. Naturalnie, dokonały się istotne zmiany na gruncie społeczno-ekonomicznym, organizacji życia publicznego, seksualności ludzkiej, kwestii kobiet, edukacji czy też ochrony zdrowia. Przykładowo dążono do zrównywania płac mężczyzn oraz kobiet, zalegalizowano aborcję, wprowadzono obowiązek edukacji szkolnej czy też dokonano wielkiej reformy ochrony zdrowia w Katalonii. Niemniej, wskutek ambiwalentnej postawy Konfederacji, a raczej liderów tej największej siły rewolucyjnej w Europie, oraz wykształconych wówczas okoliczności politycznych i społeczno-ekonomicznych, rewolucja stanęła w pół drogi, co umożliwiło jej sabotowanie, a następnie zdławienie przez burżuazję, faszystów oraz stalinistów.

W pełni uchwycić rangę, skalę oraz znaczenie rewolucji społecznej w Hiszpanii można dopiero po zestawieniu jej z rewolucją bolszewicką, od której diametralnie się różniła, dostarczając przykładu realnej alternatywy wobec kapitalizmu rynkowego oraz radzieckiego kapitalizmu państwowego. Dotyczy to głównie rozwiązań w zakresie społeczno-ekonomicznym. Zanegowano bowiem oraz zburzono biurokrację polityczną, która wymagała od robotników posłuszeństwa, ustalała z góry plany ekonomiczne zgodne z arbitralnymi normami oraz celami produkcyjnymi określanymi przez państwowych planistów. Zerwano z centralizmem demokratycznym na rzecz federacyjności oraz samorządności. Oznaczało to, iż zakłady pracy oraz kolektywy były rzeczywiście zarządzane przez robotników i chłopów, nie zaś przez państwowych dyrektorów. Przede wszystkim jednak, owe kolektywy – co zostało już opisane powyżej – stanowiły zaprzeczenie kolektywizacji w stylu radzieckim, chociażby w tym aspekcie, iż była ona spontaniczna oraz dobrowolna. Ponadto dążono do likwidacji towarowego charakteru ekonomii, a co za tym szło, likwidacji pracy najemnej, wyzysku (wartości dodatkowej), nierówności ekonomicznych oraz hierarchii.

Rewolucja stanowiła także żywe zaprzeczenie szeregu marksistowskich twierdzeń, jak np. tych o roli państwa oraz partii politycznej w procesie rewolucyjnym. Zadała również kłam - charakterystycznemu dla znacznej części marksizmu - determinizmowi historycznemu, ilustrując znaczenie działania (praxis). Także koncepcja okresu przejściowego, akceptowana  przez część anarchosyndykalistów, wskutek osiągnięć rewolucji została mocno zachwiana. W dalszej kolejności trudno nie dostrzec, iż efektywne zarządzanie przemysłem wykazało, wbrew oskarżeniom Trockiego, iż anarchistyczne zasady organizacyjne mogą doskonale sprawdzić się w nowoczesnym przemyśle, ostatecznie dowodząc w ten sposób, iż anarchizm nie jest wstecznym, agrarystycznym ruchem, który co najwyżej odnaleźć się może na zacofanych obszarach wiejskich.

Z punktu widzenia współczesnych pokoleń, nie do przeceniania jest znaczenie tej Rewolucji dla wszystkich obecnych ruchów emancypacyjnych, albowiem dostarcza ona szeregu wskazówek oraz przykładów, tak w aspekcie teoretycznym (jako model oparty na pryncypiach komunistycznych) oraz praktycznym (jako konkretny przykład budowania nowego świata, opartego na zupełnie nowych paradygmatach, negujących te stare). W epoce tryumfu neoliberalnego, dzikiego oraz korporacyjnego kapitalizmu, dokonania hiszpańskich chłopów oraz robotników z tego okresu ukazują, iż istnieje alternatywa wobec obecnego porządku społeczno-ekonomicznego. Z kolei przejęcie przez robotników kontroli nad warsztatami, fabrykami oraz całymi branżami obaliło mity, zgodnie z którymi samorządność pracownicza, federalizm oraz pryncypia socjalistyczne bądź komunistyczne nie odpowiadały nowoczesnej gospodarce i nie były możliwe do urzeczywistnienia. Dokonano tego poprzez efektywne zarządzanie demokratycznymi ciałami oraz zerwanie z paradygmatami gospodarki towarowej i nastawienie produkcji na potrzeby społeczne.  Dokonania rewolucyjne na wsi stanowić mogą natomiast cenną lekcję dla setek milionów rolników z Globalnego Południa, którym – wskutek ekspansji korporacyjnego i przemysłowego rolnictwa – grozi odchłopienie i zasilenie miejskich slumsów, a tym samym utrata nie tylko swego podstawowego źródła dochodu (a często wręcz możliwości biologicznego przetrwania), lecz także tożsamości oraz sposobu życia. Anarchistyczne rozwiązania z tego okresu stanowią również odpowiedź na postępującą alienację społeczną, która prowadzi do tego, że człowiek staje się jedynie narzędziem podporządkowanym ekonomii czy raczej dodatkiem do niej; atomizację i mechanizację stosunków społecznych; upadek poczucia wspólnoty oraz wielu tożsamości; czy też postępującą centralizację.

Mówiąc krótko, osiągnięcia rewolucji społecznej w Hiszpanii demonstrują pozytywną alternatywę wobec kapitalizmu jako takiego, ukazując zarazem efektywność i elastyczność, ale także sprawiedliwość oraz demokratyczność rozwiązań opartych na anarchistycznych i komunistycznych pryncypiach. Udowadnia to możliwość urzeczywistnienia demokracji w miejscu pracy, zerwania z systemem pracy najemnej oraz systemem ekonomicznym nastawionym wyłącznie na zysk. W jego miejsce budowano ustrój, którego podstawowym celem było zaspokojenie potrzeb społecznych, osiągnięcie stanu rzeczywistej (nie zaś wyłącznej formalnej) równości społecznej oraz sprawiedliwości społecznej. Miał on być zarządzany przez samych producentów (pracowników), bez wyzysku, z poszanowaniem wolności indywidualnej i w oparciu o pomoc wzajemną, dającą jednostce możliwość wykazania się inicjatywą. W pewnym sensie zręby tego systemu wskazywały na słuszność przekonania anarchistów, iż nie tylko nie ma rozdźwięku pomiędzy indywidualizmem a kolektywizmem (społeczeństwem), lecz są to w istocie dwie strony medalu. Obie ściśle współzależne od siebie -  w tym znaczeniu, iż jednostka może się realizować wyłącznie poprzez społeczeństwo, zaś społeczeństwo może osiągnąć dobrostan tylko i wyłącznie dzięki stworzeniu warunków, w których jednostka może rozwijać swój indywidualizm.

Więzienie opuszcza Łukasz Bukowski, który spędził w nim 3 miesiące za udział w blokadzie eksmisji w 2011 r. Poddanie się tej karze było z jego strony aktem sprzeciwu wobec brutalności wysiedleń i związanych z nimi działań policji, które trwają od 5 lat.

Oświadczenie - Poznań miastem brutalnych eksmisji

Pikieta odbędzie się 27.07. ( środa) o godz. 14.30 pod Urzędem Miasta na Pl. Kolegiacki.

Żądamy natychmiastowego powstrzymania eksmisji!

Federacja Anarchistyczna s. Poznań
Wielkopolskie Stowarzyszenie Lokatorów

26 lipca więzienie opuszcza Łukasz Bukowski, który spędził w nim 3 miesiące za udział w blokadzie eksmisji w 2011 r. Poddanie się tej karze było z jego strony aktem sprzeciwu wobec brutalności wysiedleń i związanych z nimi działań policji, które trwają od 5 lat.

Od początku kwietnia br. wezbrała kolejna fala eksmisji. W maju i czerwcu krajową prasę obiegły informacje o dwóch samobójstwach, do jakich doszło w związku z wysiedleniami. Miało to miejsce w Szczecinie i we Wrocławiu. Podobnego typu tragedii jest więcej. Co roku w naszym kraju do opuszczenia lokalu mieszkalnego jest zmuszanych kilkadziesiąt tysięcy rodzin, z tego w około 7-8 tysięcy przypadkach odbywa się to przy udziale komornika i nierzadko policji. Liczby te nie uwzględniają eksmisji dzikich, przeprowadzonych przez właścicieli lokali bez stosownego wyroku sądu. Od lat ruch obrony lokatorów wskazuje na nieludzki charakter tych wysiedleń, zwłaszcza w kontekście żywiołowego i często aferalnego procesu prywatyzacji zasobów mieszkaniowych oraz zaniechań władz publicznych w sferze polityki mieszkaniowej. W 2015 roku oddano w Polsce do użytku najmniejszą liczbę mieszkań komunalnych od kilku dekad. W ostatnich latach rocznie buduje się mniej niż jedno mieszkanie komunalne na gminę, a liczba mieszkań komunalnych nowo oddanych do użytku spada.Wielkopolskie Stowarzyszenie Lokatorów (WSL) szacuje, że w Poznaniu eksmisje dotyczą kilkuset do 1,5 tys. rodzin każdego roku. Z zasobów komunalnych masowe eksmisje rozpoczęły się za rządów Jarosława Pucka. Przed objęciem przez niego stanowiska szefa ZKZL dokonywano ich kilkanaście, do 50 rocznie. W latach 2011 i 2012 eksmitowano z mieszkań komunalnych po 140 najemców. W 2013 roku przeprowadzono największą liczbę wysiedleń – dokonano 183 eksmisji. W 2014 roku było ich 143.

Po wyborach samorządowych sytuacja nie uległa zmianie. W 2015 roku za prezydentury Jacka Jaśkowiaka wysiedlono 143 rodziny. Eksmisje trwają także w tym roku. Z zasobów komunalnych w kwietniu i maju eksmitowano z udziałem komornika 26 rodzin, a na czerwiec zapowiedziano wysiedlenie kolejnych 20. W jednym z ostatnich przypadków sąd w ostatniej chwili (dzień przed eksmisją) powstrzymał komornika. Okazało się, że ZKZL nie spełnił wszystkich wymaganych procedur przy wskazaniu lokatorowi mieszkania socjalnego. Wiemy, że takich „błędów” jest zdecydowanie więcej i nie we wszystkich przypadkach sądy na czas podejmują odpowiednie decyzje.

Standardem stało się kierowanie ludzi eksmitowanych do schronisk dla bezdomnych, a lokale, które powinny być pomieszczeniami tymczasowymi, wskazuje się jako socjalne. Są także przypadki, kiedy okazuje się, że rodziny z dziećmi nie mają prawa do lokalu socjalnego, a wówczas komornik grozi rozdzieleniem rodzin i przekazaniem dzieci do placówek opiekuńczych.

Federacja Anarchistyczna i Wielkopolskie Stowarzyszenie Lokatorów są głęboko zbulwersowane faktem, że polityka wysiedleń w Poznaniu jest kontynuowana. Uważamy eksmisje za niedopuszczalne i barbarzyńskie. Zamiast wdrażać w życie długo oczekiwaną nową politykę mieszkaniową, władza sięga po tak drastyczne narzędzia.

Żądamy natychmiastowego powstrzymania eksmisji!

Federacja Anarchistyczna s. Poznań
Wielkopolskie Stowarzyszenie Lokatorów

 

27.07.2016 (środa) godz.: 14:30 odbędzie się pikieta
pod Urzędem Miasta.
Wydarzenie na facebooku:
https://www.facebook.com/events/1801025463466612/

FA Wrocław zaprasza wszystkich na Święto Policji 24.07.
https://www.facebook.com/events/1626317034350723/

W dniu tak ważnego dla wszystkich święta, drogie Policjantki i Policjanci życzymy Wam wszystkiego najlepszego. Jesteśmy pełni podziwu, że tak wspaniale pielęgnujecie tradycję. Niewielu potrafi tak jak Wy przenosić najważniejsze jej elementy do współczesności.  Duma i radość rozpiera nasze serca na myśl ile dla Was znaczy etos Granatowych Policjantów. Podobnie jak oni podczas II Wojny Światowej błyskawicznie rozprawiali się z Żydami pilnując gett , Wy także każdego dnia dbacie o czystość na naszych ulicach. Rozumiemy z jakiego powodu puszczacie oko do praworządnych neofaszystów. Słusznie, że  zwykle trochę później wkraczacie do akcji kiedy bici są obcokrajowcy i malowane swastyki na murach. Tak musi być. To zrozumiałe, że kolor skóry i pochodzenie jest dla Was istotne. Dość już panoszących się cyganów i kolorowych dość imigrantów i wykolejeńców. Wystarczy zboczeńców chorujących na gender.  Rozumiemy to, tradycja to rzecz święta.  Pamięć i duma. Duma i radość tych słów nigdy za wiele. Jesteśmy pod wielkim wrażeniem, że nie zapomnieliście również o dzielnych Milicjantach z niebieskich radiowozów, agentach Służby Bezpieczeństwa łamiących życiorysy i funkcjonariuszach Zmechanizowanych Oddziałów Milicji Obywatelskiej. Wiemy, że bez ich nauki nie było by Was tu dzisiaj. Któż lepiej nauczyłby młodzież niż starsi koledzy. Nikt nie wie lepiej tego, że policyjna pałka  potrafi wyprostować skrzywiony życiorys. Lata praktyki i oddanie pracy każdemu noszącemu mundur  pozwoli na opanowanie tych kilku prostych zasad. Nigdy po nerkach, najlepiej przez książkę telefoniczną, zawsze z kolegą, tylko bez świadków.
Starsi koledzy to do Was ten apel. Pomóżcie młodszym i wybaczcie pomyłki. Świeżo po szkole pełni nadziei na zmianę świata z mlekiem pod nosem i tą śmieszną wrażliwością jeszcze nie potrafią mocno przyłożyć. Dajcie im więcej czasu i cierpliwości. Tylko o to prosimy. Wkrótce i oni zaczną myśleć regulaminowo. Bez zadawania zbędnych pytań wykonają każdy rozkaz .
Nasi obrońcy i Stróże Prawa!!!  My rozumiemy, że czasem trzeba wrócić  z komendy po pijaku samochodem. Kielicha komisarzowi się nie odmawia, zwłaszcza na służbie. I nawet jeśli jest już za późno bo wypić trzeba o ósmej rano my o Was pamiętamy. Alkoholizm to narodowa choroba, każdy ją zna. Pamiętajcie, że ośrodki terapeutyczne są w każdym mieście, to żaden wstyd zapiąć się w pasy. Dellirka trwa kilka dni, później na pewno będzie lepiej.
Wiemy jak ciężka jest Wasza praca dlatego spokojnie. Możecie bić nie tylko w pracy. Katujcie żony, lejcie pasami własne dzieciaki. Na pewno im się należało. Posłuszeństwo, karność i bark dyskusji. Bo panie Policjancie tak między Bogiem a prawdą gdzie się najlepiej pierze brudy  jeśli nie w domu?
My wiemy, że tylko tak można wychować przyszłe pokolenie. Być może za klika Wam podziękują i kolejny mundur usiądzie do obiadu w niedzielę. Wtedy nic tak nie uskrzydli prawdziwego ojca policjanta jak wspólny toast z synem w mundurze.
Wiele nas smuci i o tym również trzeba dzisiaj powiedzieć. Dlaczego dzieci wciąż wybierają strażaków  i skąd ta niechęć do Waszej służby. Martwi nas także, ze się nie wysypiacie skuleni w radiowozach na ogródkach działkowych. Trapi nas brak amunicji i rzadkie strzelanie i że rowery tak skrzętnie znaczone nigdy się nie odnajdują. Z troską myślimy o Policjantkach które ścieżkę kariery muszą zaczynać w łóżku przełożonego. Nie rozumiemy braku szacunku i arogancji.  Czasem myślimy o Was z żałością, że Wasze matki strasznie się wstydzą i że ta praca zmienia człowieka tworząc maszynę gotową na wszystko.
Dosyć już tego. Święto to święto więc się radujmy. Wiwat Policja !!!

Wszystkie i Wszyscy zainteresowani zaproszeni są na czwarte z kolei spotkanie Laboratorium Myśli!

Laboratorium Myśli jest kołem dyskusyjnym poświęconym tematom związanym z myślą anarchistyczną. Aktualnym tematem dyskusji będą wpływy, jakie propaganda wroga anarchizmowi wywarła na kształt całego ruchu już u samych jego początków i co możemy z tym dzisiaj zrobić.

Spotkanie odbędzie się w sobotę 23.07, o godzinie 14.00 w Massolit Books&Cafe (ul. Felicjanek 4).

Całość tesktu znajduje się pod poniższymi linkami:
część 1 - http://goo.gl/R40KQ0
część 2 - http://goo.gl/GLrS5U

Wydarzenie w serwisie Facebook: kliknij tutaj.

Obywatele i Obywatelki!

W dniu Święta Policji zapraszamy Was do wspólnego wyrażenia szacunku i podziwu (a czasami niedowierzania!) dla naszych mundurowych oraz ich zasług w służbie prawa i porządku publicznego!

Jak mówił poeta słowami piosenki ‘Są w całej Polsce od gór aż do morza jako te chabry pośród łanów zboża’ – podziękujmy im zatem za wszystko, co dla nas robią. Podziękujmy im za to, że są! Doceńmy ich obecność na ulicach i podwórkach, skwerach i w parkach, nad rzeką i w górach! Ich stanowczość pod drzwiami naszych mieszkań po zmroku i czujność na zmiany sygnalizacji świetlnej. Ich zdolności interpersonalne. WOW! Pokażmy tego dnia, że potrafimy docenić maniery i dżentelmenerię tam, gdzie nikt nie patrzy (lub gdzie każdy boi się spojrzeć) – w radiowozach i na komisariatach.

W niedzielne popołudnie zbierzemy się na skrzyżowaniu Świdnickiej i Oławskiej, by podziękować niezłomnym funkcjonariuszom i funkcjonariuszkom za ich posługę społeczeństwu. Podczas uroczystego apelu opowiemy o tych czynach, które napawają nas dumą i podzielimy się swoimi refleksjami oraz doświadczeniami, do czego zachęcamy również Was. Każdego zapraszamy do opowiedzenia swojej historii z policją w roli głównej. Zachęcamy też do pisania listów z podziękowaniami – wszystkie je odczytamy. Nie bądźmy bierni – bierzmy przykład z policji! Kochajmy policję tak, jak ona nas kocha!

W programie uroczystości zaplanowaliśmy gry i zabawy edukacyjne oraz warsztaty z odpowiedniego zachowania się (wszak specyficzny savoir vivre to ich cecha dystynktywna naszych opiekunów), poprowadzone przez policjanta. Naszym gościem specjalnym będzie Komisarz Pies – wzorowy przykład zachowania i przyjaciel młodzieży! WOW!

Przyjdźcie tłumnie! Zabierzcie ze sobą dzieci! I braci mniejszych! I przynieście prezenty dla naszych ukochanych funkcjonariuszy!
Będzie wata cukrowa (chyba)! I muzyka (jakaś)!

www.fa.wolnywroclaw.plhttps://www.facebook.com/events/1626317034350723/

London Anarchist Bookfair 2016

18 lipca 2016 r. Dział: Świat

London Anarchist Bookfair 2016 odbędzie się w tym roku 29 pażdziernika.

Będą tam też obecne anarchistyczne publikacje w języku polskim.

Więcej informacji na https://www.facebook.com/events/592732617575110/

Według podręcznikowych założeń kształtowania strategii bezpieczeństwa narodowego, obronność państwa nie powinna być oparta na sojuszach, które uważa się za niestałe, a co za tym idzie, niemiarodajne w zakresie obrony narodowej. Według tych samych założeń bezpieczeństwo narodowe powinno opierać na możliwości samodzielnej obrony kraju.

Tekst pierwotnie ukazał się w 3-cim numerze anarchistycznej gazety ulicznej A-tak.

NATO a model gospodarczy

Opisane założenia teoretyczne potwierdza historia Polski w XX w., gdy kilkakrotnie zostaliśmy zdradzeni przez naszych sojuszników, którzy, nawiasem mówiąc, ponownie współcześnie pełnią ich rolę. NATO od początku swojego istnienia jest paktem nastawionym ofensywnie. Ostatnie kilkadziesiąt lat dowiodło w pełni, że sama organizacja, jak też Stany Zjednoczone będące głównym animatorem tego sojuszu prowadzą cały czas politykę imperialną, zaborczą i eksterminacyjną. Ma to miejsce przy instrumentalnym wykorzystaniu Paktu czy też państw wchodzących w jego skład. Przykładem tego są agresywne wojny w Jugosławii, Afganistanie, Iraku, Libii, Syrii, w których bezpośrednio NATO, Stany Zjednoczone bądź ich sojusznicy z paktu są siłami ofensywnymi lub wspierającymi destabilizację regionu. W ujęciu geopolitycznym NATO jest również instrumentem służącym militarnemu wsparciu procesów neoliberalizacji globu. Państwa oporne podporządkowaniu się gospodarczej presji realizowanej pod dyktando założeń  monetaryzmu neoliberalnego są destabilizowane poprzez interwencje militarne. Należy również zauważyć, że obecny problem związany z emigrantami jest skutkiem opisanej strategii  politycznej i gospodarczej, a konkretnie rozbiciu Libii oraz destabilizacji sytuacji politycznej w Syrii.  Kolejne rządy od początku transformacji ustrojowej realizują konsekwentnie politykę uzależnienia Polski od zachodnich struktur gospodarczych i militarnych. W tym samym czasie media kształtowały wizerunek NATO jako organizacji mającej służyć bezpieczeństwu Polski. Na wpływ przynależności do NATO można spojrzeć z kilku perspektyw:

NATO a założenia 

1. W ujęciu prawnym art. 5 Traktatu Waszyngtońskiego, który jest podstawą do udzielenia sojuszniczej pomocy ze strony Paktu w razie naruszenia granic jednego z państw członkowskich, mówi, że: atak na któregokolwiek z członków Sojuszu zostanie potraktowany przez pozostałych za agresję na wszystkich. Sytuacja taka spowoduje uruchomienie pomocy sojuszniczej napadniętemu państwu, w zakresie uznanym za stosowny przez każdego z członków NATO – łącznie z użyciem siły zbrojnej – i zgodnie z zasadami art. 51 Karty Narodów Zjednoczonych. Zgodnie z powyższym zapisem NATO może – ale nie musi – udzielić państwu członkowskiemu militarnej pomocy. Wynika z tego, że jeśli okaże się, iż taka pomoc będzie mniej opłacalna niż poświęcenie sojusznika w imię wyższych (politycznych, gospodarczych) celów, to napadnięte państwo zostanie pozostawione same sobie i będzie musiało polegać na własnych siłach.

NATO a możliwości obronne Polski

2. Z perspektywy militarnej – polska armia nie gwarantuje możliwości obrony którejkolwiek z granic. Siły te (w pierwszej linii około 50 tys. żołnierzy) pozwalają na skuteczną obronę jednego województwa. Plany strategiczne NATO zakładają, że w razie wojny na obszarze Polski do jej obrony zostanie przeznaczonych 9 dywizji (w tym 4 polskie dywizje), co dawałoby możliwość obrony 2–3 województw. Jeśli chodzi o technikę wojskową, to trzon polskiego lotnictwa (samoloty F–16c 52) jak też siły pancerne (czołgi Leopard 2A4 i A5) stanowi technika wojskowa bezużyteczna w razie chęci podjęcia samodzielnych walk przez polską armię. Do samolotów F–16c 52 polska nie posiada linków uzbrojenia, które może uzyskać za zgodą USA w razie wojny. Natomiast czołgi Leopard są w pełni serwisowane przez stronę niemiecką. Polacy nie posiadają nawet ich dokumentacji technicznej, więc samodzielnie nie są w stanie wykonać żadnych napraw. Wynika z tego, że w razie konfliktu militarnego użyteczność i operacyjność głównych sił uderzeniowych jest w pełni uzależniona od USA i Niemiec. Oznacza to nie tylko uzależnienie militarne, ale również polityczne, ponieważ chęć odejścia z tego sojuszu lub zmiana relacji z tymi państwami oznaczać będzie, że wymieniony sprzęt wojskowy okaże się złomem. Zakupy uzbrojenia w polskiej armii nie są dostosowane do doktryny obronnej kraju, lecz działań typowo zaczepnych zgodnych z doktryną NATO i USA. Polityka zmierzająca w stronę pełnego uzależnienia obronności Polski od zachodnich struktur militarnych jest realizowana od początku transformacji ustrojowej. Od początku lat 90. XX w. zaczęto stopniową redukcję liczebności i możliwości obronnych polskiej armii. Zmniejszano również wydatki na wojsko. Sytuacja ta doprowadziła do zapaści polskiej armii, w czego konsekwencji wstąpienie do NATO zaczęto przedstawiać jako jedyną gwarancję poprawy bezpieczeństwa narodowego. Uzależnienie Polski od NATO w zakresie obronności ma charakter doktrynalny, organizacyjny, strukturalny i techniczny. 

NATO a polityka wewnętrzna Polski

3. Z perspektywy politycznej i ekonomicznej – od momentu wejścia do NATO zaczęły wzrastać wydatki na cele obronne. Od tego czasu wydatki te wzrosły blisko czterokrotnie, jednak są one wydawane w taki sposób, że nie są podnoszone możliwości obronne kraju, a poziom bezpieczeństwa społeczeństwa się nie zwiększa. W rezultacie w znaczący sposób wzrosły wydatki na wojsko, a jednocześnie w porównaniu z latami 80. XX w. radykalnie spadły możliwości obronne polskich sił zbrojnych. Świadczy to jednoznacznie o nieefektywności wydawanych na obronność środków finansowych. Od początku transformacji ustrojowej do chwili obecnej na wojsko w Polsce wydano więcej niż cały obecny (2016) budżet państwa. Z perspektywy polskiego społeczeństwa, które łożyło na te wydatki, można stwierdzić, że pieniądze te zostały wyrzucone w błoto, ponieważ przyniosły finansową, polityczną, militarną i gospodarczą korzyść zachodnim strukturom wojskowym, politycznym i rynkowym. W konsekwencji Polska utraciła możliwości samodzielnej obrony kraju. Uzależnienie polskiej armii od struktur zachodnich jest powiązane z utratą suwerenności politycznej i gospodarczej kraju. Dokonująca się od początku lat 90. XX w. liberalizacja (w duchu Konsensusu Waszyngtońskiego) doprowadziła do zupełnego unicestwienia polskiej gospodarki, zubożenia i zadłużenia społeczeństwa oraz katastrofy demograficznej, czyli największej w historii Polski emigracji. Zagadnienia te są o tyle ważne, iż bezpieczeństwo narodowe jest nie tylko zależne od możliwości obronnych, ale w nie mniejszym stopniu od potencjału gospodarczego, demograficznego i suwerenności politycznej.

NATO w mass mediach

4. Z perspektywy informacyjnej – w środkach masowego przekazu od kilkunastu lat, w ramach kształtowania pozytywnego wizerunku uczestnictwa Polski w NATO stale powtarza się, że dla Polski nie ma żadnej alternatywy jak bycie w Sojuszu Północnoatlantyckim. Tym samym kształtuje się w opinii publicznej przyzwolenie na utratę suwerenności. Służą temu również hasła marketingu politycznego, według których „mniejsza, ale lepiej wyszkolona armia zawodowa jest skuteczniejsza od dużej armii z poboru”. Polska armia jest owszem mało liczebna, lecz jednocześnie słabo wyposażona. Natomiast liczne konflikty militarne ostatnich lat dowodzą, że często armie zawodowe nie okazywały się skuteczniejsze od wojska opartego na poborze czy siłach partyzanckich. Kierunek działań politycznych, gospodarczych i militarnych wskazuje na dalsze uzależnianie się obronności Polski od struktur zachodnich. Planowane są w zachodnich koncernach zbrojeniowych zakupy drogiego, nieskutecznego i niedostosowanego do polskich potrzeb obronności, uzbrojenia. Na płaszczyźnie politycznej prowadzi się działania zmierzające do zatargu z Rosją, co jest na rękę zarówno USA, jak i Niemcom. W zakresie gospodarczym Polska nadal pozostaje krajem postkolonialnym.

(r)

Komentarz redakcji:  Autor powyższego tekstu nie jest anarchistą i w ogólnej wymowie nie przedstawia poglądów ruchu anarchistycznego na kwestie obronności, wydatków na zbrojenia czy krytyki struktur NATO-owskich. Niektóre z przemyśleń autora są nam jednak bliskie. Dla anarchistów ważne jest nie suwerenne państwo ale samoorganizacja społeczeństwa bez rządów nielicznych nad większością. W historii mieliśmy już przykłady, gdy niezależny władca, czy też suwerenne organy państwa, wpychały społeczeństwa w idiotyczne i krwawe wojny. Pomimo to redakcja uznała tekst za ciekawy i warty publikacji w naszym piśmie otwartym na różne poglądy i dyskusję – do której serdecznie zapraszamy.

W tym roku mija 80. rocznica wybuchu wojny domowej i rewolucji społecznej w Hiszpanii. Na wyzwolonych, autonomicznych terenach ludzie wybrali anarchizm i wprowadzili go w życie! Więcej o hiszpańskiej rewolucji społecznej przeczytacie tu: http://www.rozbrat.org/historia/34-walki-spoleczne-na-swiecie/51-rewolucja-hiszpanska-1936 oraz w najnowszym numerze pisma „Inny Świat”! A tymczasem zapraszamy na pokaz, poprzedzony prelekcją, jednego z najważniejszych filmów na temat hiszpańskiej wojny domowej i rewolucji społecznej: "Anarchistki" z 1996. ANARCHISTKI z 1996 "Anarchistki" to opowieść o ruchu anarchistycznym w Hiszpani podczas wojny domowej w 1930 roku. Maria (Ariadna Gil) - młoda zakonnica - ucieka z klasztoru do Saragossy. Po drodze jednak dostaje się do grupy milicji CNT. Tam, razem z grupą Kobiet Wyzwolonych walczy na froncie i powoli odkrywa, że świat wcale nie jest tak idealny jak myślała. "Anarchistki" powstały dokładnie 20 lat temu, ale ich siła oddziaływania nie zmalała. To prawdopodobnie najlepszy film o anarchistycznej rewolucji podczas hiszpańskiej wojny domowej. Film z napisami w języku polskim. https://www.facebook.com/events/947861958692849/ Wydarzenie na FB https://www.facebook.com/events/1092687597468101/ LABIRYNT FAUNA (El Laberinto del fauno) z 2006 Zapraszamy też na pokaz do Zemsty, poprzedzony prelekcją, jednego z najbardziej niezwykłych filmów, poświęconych hiszpańskiej wojnie domowej: „Labirynt Fauna” Guillermo del Toro z 2006. Do władzy w Hiszpanii dochodzi generał Franco. 12-letnia Ofelia, razem ze swoimi rodzicami uciekającymi przed rządami faszystów, wyprowadza się do wiejskiego domu na północy Hiszpanii. Niedaleko ich posiadłości znajduje się stary zrujnowany labirynt. Ofelia, która nie lubi otaczającego ją świata i żyje w świecie swojej wyobraźni, spędza w labiryncie większość czasu. „Labirynt Fauna” to jasna deklaracja del Toro, charakterystyczna zresztą dla kina latynoamerykańskiego w ogóle. Latynoamerykańscy twórcy wierzą bowiem, że inny świat – zbudowany na ideach wolności i równości – jest możliwy. Nie uznają oni liberalnej optyki, wrzucającej porządek faszystowski i emancypacyjny do jednego worka ze „skrajnościami”, na swój sposób artykułując stare hasło: albo socjalizm, albo barbarzyństwo. Film zobaczymy z napisami w języku polskim!

Problemem nie jest to, że państwo nie działa, lecz raczej to, że działa. Za jego ważną funkcję bierzemy obronę praw, które w istocie zostały mu wydarte w toku walki. Są one jednak ciągle zagrożone przez Lewiatana, który nigdy nie śpi, czuwając przede wszystkim nad tym, aby trzoda nie poszła samopas.

Artykuł pochodzi z 30. numeru papierowego Magazynu „Kontakt” pod tytułem „Dobra wspólne”. Razem z tekstem Remigiusza Okraski stanowi dwugłos o wpływie państwa na wspólnoty obywatelskie.

***

Literatura poświęcona relacjom państwo-społeczeństwo, państwo-wspólnota czy państwo-naród jest ogromna. Wszystko, co najważniejsze w tej sprawie, wydaje się, zostało już powiedziane, a wszelkie zróżnicowane stanowiska ujawnione. Tym niemniej pojawiają się coraz to nowe konteksty, związane choćby z procesami globalizacji, masowymi migracjami, ciągle pogłębiającym się międzynarodowym podziałem pracy, presją demograficzną i nakładającym się na nią kryzysem ekologicznym – klimatycznym ociepleniem. W tym ostatnim przypadku, niezależnie od tego, co myślimy na temat jego przyczyn (czy mają one charakter antropogeniczny, czy nie), zmiana klimatu w istotny sposób może wpłynąć nie tylko na polityczną mapę świata, ale na same instytucje społeczne – w socjologicznym rozumieniu tego słowa – czyli także na państwo.

Etnogeneza w służbie kapitału

Z relacjami państwo-społeczeństwo wiąże się przede wszystkim szereg mitów, w tym także tych na temat budowania wspólnoty narodowej. Mit etnogenezy przenika do różnych współczesnych, politycznych dyskursów na temat pochodzenia państwa, ale ma zdecydowanie konserwatywny charakter. Jest raczej hegemoniczną ideologią istniejących struktur władz państwowych, niż opisem historycznej realności. Przykładowo – dla państw takich jak Polska, Czechy czy Węgry kluczową rolę odgrywa narracja o założycielskim charakterze trzech dynastii wywodzących się z wczesnego średniowiecza: Piastów, Przemyślidów i Arpadów. Wielu historyków jest zgodnych, że wymienione państwa dynastyczne powstały bynajmniej nie na skutek umowy społecznej, czy jakiejś naturalnej ewolucji (jeżeli taką byśmy zakładali), ale w wyniku podboju zewnętrznego, jak państwo Arpadów, albo wewnętrznego, jak państwo Przemyślidów i Piastów. Koncentracja środków przymusu w rękach wąskiej drużyny wodza umożliwiła podporządkowanie sobie pokrewnych lub obcych etnicznie plemion na danym terenie. Jeżeli zatem u zarania naszej państwowości leży wspólnota etniczna, to raczej wymuszona mieczem przez złodziei bydła i handlarzy niewolnikami – jakimi wedle historycznych badań byli nasi domniemani protoplaści.

Ciekawie o roli podboju w budowaniu państw pisze także Michel Foucault w zbiorze wykładów wydanych pod znamiennym tytułem „Trzeba bronić społeczeństwa”. Rola najazdów w kształtowaniu się „świeżych” państwowości, wydawałoby się, jest powszechnie znana i oczywista, a nawet gloryfikowana przez szereg narodowych legend. Przechodzi się jednak gładko obok problemu, że uznanie tej roli stoi jednocześnie w sprzeczności z ideą pochodzenia państwa jako gwaranta powszechnego spokoju społecznego i bezpieczeństwa. Jego pierwszorzędną funkcją nie była bynajmniej obrona, ale atak, napad, grabież.

Także dziś jednorodność etniczna w obrębie danego państwa jest oczywiście bardziej wyjątkiem niż regułą. Wystarczy przytoczyć dobrze znany argument. Okazuje się, że na świecie mamy 1500 „jednostek” narodowościowych. Ludzie mówią od trzech do sześcioma tysiącami języków, a każdy z nich może odpowiadać przynajmniej jednej „jednostce” etnicznej. Z drugiej strony, istnieje tylko około dwustu państw i jeszcze mniej języków o charakterze urzędowym.

Współczesna Polska jako państwo wyjątkowo etnicznie i narodowo jednorodne, powstała w efekcie wymordowania Żydów przez faszystów oraz powojennych masowych przesiedleń i deportacji, które objęły kilka milionów ludzi. Jednorodność ta została zatem okupiona wyjątkowym cierpieniem. Jednocześnie nie jest ona czymś trwałym. W zależności od swoich, najczęściej ekonomicznych, potrzeb państwo raz szczelnie zamyka, innym razem otwiera swoje granice dla różnych grup społecznych, nie zważając często na ich pochodzenie etniczne. Tak było zawsze. Żydzi nie znaleźli się w obrębie państwa polskiego podstępem, ale w przeszłości pojawili się tu za zachętą i aprobatą – jak się to określa – suwerennych władz. Tych samych, których przedstawicieli wynosimy jako patronów na ołtarze narodowej wspólnoty. Z kolei kapitalistyczna gospodarka państw Europy Zachodniej ciągle była i pozostała łasa na usługi tanich robotników. Po II wojnie światowej od około 10 do 20% siły roboczej w takich państwach jak Francja, Niemcy, Wielka Brytania czy Szwajcaria stanowią obcokrajowcy. Przy czym ich prawa obywatelskie są oczywiście ograniczane.

W istocie to nie naród tworzy państwo, ale państwo naród. Państwo narodowe jest de facto tworem względnie niedawnym, liczącym około dwu i pół stulecia. Jego spoiwem był kapitalizm funkcjonujący w ramach odrębnych gospodarek narodowych (jednocześnie zachowujący swoje międzynarodowe koligacje), powszechny obowiązek służby wojskowej, powszechne szkolnictwo, biurokracja i urzędowy język. Etnogeneza jest co najwyżej mitem potrzebnym dla zachowania, z jednej strony, względnej wewnętrznej spójności, a jednocześnie, z drugiej, wyodrębnienia „narodowego rdzenia” i hierarchicznych struktur, potrzebnych między innymi dla segmentacji rynku pracy („tuziemcy” versus „cudzoziemcy”) i okresowego wydzielania grup o różnym statusie, zarobkach i prawach obywatelskich. Kiedy dzisiejszy kryzys ekonomiczny doprowadził do kryzysu politycznego i systematycznej pauperyzacji klasy średniej, liberałowie wskazują jako winnych wszelkiej maści „nierobów” (rasizm ekonomiczny), a nacjonaliści i konserwatyści – imigrantów.

Państwo kruchsze niż człowiek

Kolejny mit to stabilność struktur państwowych, która miałaby być gwarantem wspólnotowych interesów. Czy możemy liczyć na „własne państwo”? Uświadomiłem sobie względnie niedawno, że moi dziadkowie nie żyli w jednym systemie, a przynajmniej w kilku, często radykalnie odmiennych. Przeżyli wiele rewolucji i wojen, które zmieniały ich otoczenie, wpłynęły na ich losy. Ojciec mojej matki, Walenty Borkowicz, był zwykłym robotnikiem. Urodził się jeszcze w czasach zaborów, wychował i dorastał w okresie międzywojennym, walczył, a potem przeżył okupację, założył rodzinę w czasach PRL, aby pożegnać się ze światem pod rządami III RP. Gdy umarł, miał ponad osiemdziesiąt lat. Żył w czterech (nie licząc okupacji) różnych państwach, nie tylko pod względem ustrojowym, ale też różnych granic, choć teoretycznie nie ruszał się z Polski.

Można oczywiście powiedzieć, że wiek XX uchodzić może za wyjątkowo niespokojny, ale jeśli sięgniemy wstecz, głębiej, do XIX stulecia i jeszcze dalej, odkryjemy to samo – państwo jest czymś nad wyraz niestabilnym i przemijającym. Jest ono bardziej kruche niż niejedno ludzkie życie. Wystarczy spojrzeć, jak Europa trzeszczy dziś w szwach. Jej dotychczasowe ramy polityczne i administracyjne z trudem wytrzymują próbę czasu. Powracają kontrole na granicach, odżywają europejskie demony szowinizmu i wojny. Czy państwo zatem cokolwiek nam gwarantuje? Państwo raczej stara się ustabilizować swoją sytuację i bije się zaciekle o przetrwanie. Nieustająca walka wewnętrzna o władzę, systematyczne (większe i mniejsze) wybuchy społecznego niezadowolenia, strajki generalne, policyjnie tłumione rewolucje, międzynarodowa rywalizacja o uznanie, zbrojne interwencje, wreszcie otwarta wojna. Czy fakt, że przez 65 lat nikt nie zbombardował naszych wiosek i miast nie uznaje się za szczególne szczęście i historyczny ewenement? Czy jednocześnie nie przyznaje się, że było to możliwe tylko pod warunkiem zbombardowania innych wiosek i miast – w imieniu „naszego” państwa i czasami rękoma „naszych” żołnierzy? I czy teraz nie przeszywa nas lęk, że rodziny tych ofiar zechcą wziąć na nas odwet?

Wspólnota poza państwem

Państwo wydaje nam się jednak – to kolejny mit – niezbędne. Większość z nas spodziewa się, że – pomimo wszystkich zastrzeżeń – gdyby państwo przestało istnieć, to nasza wspólnota rozpadłaby się w drobny mak. Będziemy jak te barany i owce bez pasterza – pogubimy się, wpadniemy w przepaść albo rozszarpią nas wilki. Na okładce pierwszego wydania „Lewiatana” (z 1651 roku) Thomasa Hobbesa widzimy alegorię państwa: postać z koroną na głowie, w prawej ręce dzierżącą miecz, a w lewej pastorał. Perspektywa Hobbesa jest dobrze znana i zaważyła na współczesnych doktrynach państwotwórczych, zakładających niezbędność władzy. Doczekała się też szeregu oponentów, począwszy przede wszystkim od Piotra Kropotkina. Dyskusja nie ogranicza się jednak tylko do środowisk anarchistycznych. Wspomnijmy tutaj choćby zmarłego dwa lata temu amerykańskiego ekonomistę Jamesa M. Buchanana – noblistę, libertarianina i twórcę tak zwanej „hipotezy Lewiatana”, zgodnie z którą instytucje państwowe z uwagi na wady procesów wyborczych oraz zachowania polityków i urzędników, stale się rozrastają i ograniczają wolności obywatelskie. Dodajmy jednak, że wywodząca się ze „szkoły chicagowskiej” krytyka państwa, dziś – po ponad czterech dekadach dominacji neoliberalizmu – kojarzy się nam z najbardziej ordynarną reakcją i atakiem na prawa socjalne, bez których wolności obywatelskie pozostają często jedynie pustym frazesem.

Jednocześnie, ukoronowany Lewiatan jest uosobieniem klasy rządzącej, sprawującej kontrolę i czerpiącej zyski z istnienia klasowych podziałów, na których straży stoi właśnie instytucja państwa. Jak napisze historyk Antoni Mączak – w odniesieniu do czasów wczesnonowożytnych – urząd często traktowano jak przedsiębiorstwo, którego przychody starano się powiększać. Wielkość dochodu urzędnika zależała od sytuacji rynkowej i jego zręczności w „wyszukiwaniu punktu maksymalnego zysku na krzywej popytu”. Czytając Mączaka ma się nieodparte wrażenie, że jego uwagi dotyczą nie XVI czy XVII wieku, ale czasów nam współczesnych.

Jak podaje francuski historyk, Fernand Braudel, pewni piemonccy inżynierowie odnotowali w XVIII wieku na jednej ze swoich map Sardynii: „Nurra, lud niepodbity, który wcale nie płaci podatków”. Wymowne! Karol Marks, wygłaszając referat podczas zebrania Międzynarodowego Stowarzyszenia Robotników w 1865 roku, twierdził, że renta gruntowa, procent i zysk są trzema przejawami wyzysku. Tym samym wskazywał, kto oszkapia robotników: obszarnik, bankier i fabrykant. Kilka zdań dalej powie do zgromadzonych, że, jeżeli pragną, można do tego grona dodać również „poborcę podatkowego”. To ważne dopowiedzenie. Wyzysk bowiem wymaga funkcjonowania sprawnego aparatu ucisku, który trzeba sfinansować. Wojsko i policja każdego roku pochłaniają w Polsce około 1/5 wszystkich wpływów do budżetu państwa – zdecydowanie więcej, niż wynoszą wpływy z podatku dochodowego od osób fizycznych. Dodatkowo, kupując towar na rynku, płacimy rocznie kilka miliardów złotych agencjom ochrony, wynajętym bezpośrednio przez obszarników, bankierów i fabrykantów. Koszt ich usług został wkalkulowany w cenę towaru. Dodajmy do tego koszty funkcjonowania sądów, komorników, policji municypalnej czy organizacji paramilitarnych sponsorowanych przez państwo. Marks o tezie, jakoby podatki miały wykańczać pracodawców, napisze, że w istocie rzeczy te podatki służą właśnie temu, żeby mogli utrzymać się w charakterze klasy panującej. Dlatego też – w tym ujęciu – wspólnota nie konstytuuje się w ramach państwa, ale raczej poza nim czy przeciw niemu.

Zawiedzione oczekiwania

Czy jednak państwo, ze swoimi zasobami materialnymi i organizacją, nie przydaje się przynajmniej w okresach kryzysu, kiedy dochodzi na przykład do katastrofy? Czy nie po to ono istnieje, aby nieść pomoc zagrożonym i poszkodowanym? Pytanie to jest jak najbardziej zasadne w dobie ewidentnego już wzrostu liczby takich zjawisk jak powodzie czy huragany, a przypisywanego coraz częściej zmianom klimatycznym.

Jak wykazuje wiele analiz socjologicznych, państwo w takich okolicznościach bywa wyjątkowo zawodne. Przede wszystkim dlatego, że instytucje państwowe działają stereotypowo – w duchu Lewiatana. Obawiają się wybuchu paniki i żywią przekonanie, że ofiary są sparaliżowane strachem, w obliczu klęski przejawiają niskie morale, panuje wśród nich rozprężenie i niezdolność do podjęcia działania, co z kolei skutkuje apelami o silną władzę. Szereg badań socjologicznych i z zakresu psychologii społecznej dowodzi czegoś wręcz przeciwnego: społeczności dotknięte klęskami żywiołowymi wcale, jak pisze Krzysztof Kaniasty, „nie popadają w masową panikę, a ich aktywność nie jest chaotyczna czy zdezorganizowana”. W ogarniętym powodzią Wrocławiu w 1997 roku przestępczość była bardzo niska. Kluczowego znaczenia w takich warunkach nabiera społeczna samoorganizacja i kropotkinowska pomoc wzajemna.

Jak dowodził wrocławski socjolog Wojciech Sitek, klęski żywiołowe powodują wprawdzie rozkład ładu instytucjonalnego, ale też natychmiastowe, spontaniczne pojawienie się w jego miejsce ładu wspólnotowego. Następuje przełamanie dotychczasowych barier ról i statusów, a na przykład mieszkańcy dotkniętego klęską Wrocławia ruszyli „do obrony przed powodzią, tworząc rozbudowaną sieć bezpośrednich stosunków interpersonalnych”. „Policjant – jak obrazowo przedstawia to cytowany autor – wykonywał polecenia cywila, prezydent miasta nosił worki, drobny pijaczek stawał się bohaterem. (…) Władzy jako takiej właściwie nie ma, są tylko ludzie”. Sitek dowodził, że destrukcja ładu instytucjonalnego nastąpiła błyskawicznie i miała swoje dramatyczne przejawy, kiedy na przykład w podwrocławskich miejscowościach odmawiano przeprowadzenia ewakuacji. Także inni socjologowie w książce „Naturalna katastrofa i społeczne reakcje. Studia nad przebiegiem i następstwami powodzi na Opolszczyźnie w 1997 roku” potwierdzali, że „sprawność władz centralnych, administracji rządowej oraz władz lokalnych na obszarach objętych powodzią w całej Polsce, pozostawiała wiele do życzenia”. Egalitarna, spontaniczna wspólnota jest w takim przypadku nawet nie tylko możliwa, ale konieczna. Przywracaniu natomiast „normalności”, czyli ładu instytucjonalnego, towarzyszy odtworzenie dawnych społecznych podziałów i powrót państwa.

Wspomniany już psycholog społeczny, Krzysztof Kaniasty, jest z pewnością jednym z najlepszych znawców zachowań ludzkich podczas klęsk żywiołowych. Z wielu badań, o których pisze w swoich książkach, wynika, że choć mamy przekonanie, iż w takich okolicznościach to państwo powinno w głównej mierze brać na siebie ciężar walki z żywiołem i nieść pomoc ofiarom, to dzieje się zazwyczaj dokładnie odwrotnie. Ludzie sami sobie pomagają w kryzysowych okolicznościach, a faktyczne wsparcie państwa jest jedynie przysłowiowym „czubkiem góry lodowej” jego oczekiwanego zaangażowania. W rzeczywistości zawodzi nawet w takiej sytuacji. Jest jednak wyjątek. Jeżeli przyczyna katastrofy ma charakter androgeniczny, czyli w istocie często została wywołana działaniami państwa (przykładowo: katastrofa czarnobylska), to rola państwa jest wówczas większa, a bywa, że nawet wiodąca. Słowem: państwo nawykło ewentualnie do walki z klęskami, za które samo odpowiada.

Złudzenie państwa socjalnego

W kontekście tego wszystkiego pojawia się dylemat, czym jest „państwo opiekuńcze” czy „państwo socjalne”, którego tak często chcielibyśmy bronić. Podstawową przesłanką powołania, zaciekle dziś przez liberalizm atakowanego, „państwa socjalnego” było, jak przekonuje Jerzy Woś, jedynie to, by „zapobiec defektom rynku, nie naruszając w żadnym mierze podstaw systemowych”. W rzeczywistości miało ono uchronić ustrój kapitalistyczny przed ewentualnymi zmianami.

Pouczające, że pierwsze ustawodawstwo socjalne, wprowadzone w Niemczech pod koniec XIX wieku, skierowane było nie do całego społeczeństwa, ale, jak podsumowuje to Veronika Ziegelmayer, do „pracowników przemysłowych skłonnych do zrzeszania się i wzniecania konfliktów”. Prace brytyjskich autorów Richarda Titmussa i Juliana Le Granda dowodziły z kolei, że powojenne brytyjskie państwo socjalne w rzeczywistości nie służyło redystrybucji, lecz cementowało raczej zastane różnice klasowe, a korzyści z z niego czerpały przede wszystkim warstwy średnie. Często to biedni finansują gros pomocy innym biednym.

Pojawienie się prosocjalnej polityki keynesowskiej miało de facto ścisły związek z cyklami koniunkturalnymi kapitalizmu, których negatywny wpływ na stabilność systemu państwowego chciano minimalizować. Cykle te były i pozostają związane także z wahaniami natężenia konfliktu społecznego. Zarówno Wielki Kryzys 1929 roku, jak też fala protestów pracowniczych i społecznych w pierwszej połowie XX wieku, stanowiły bezpośrednią przyczynę przyjęcia modelu państwa socjalnego przez kraje Ameryki Północnej i Europy. Jego koszt okazał się jednak dla kapitału zbyt duży, zatem w poszukiwaniu wzrostu rentowności ostatecznie system na powrót zdestabilizowano. Złudzeniem było to, że jest to model docelowy.

***

Moje uwagi z pewnością nie wyczerpują tematu. Zakreśliłem tu tylko kilka rozpowszechnionych przekonań na temat państwa i starałem się z nimi polemizować. Konkludując, należy moim zdaniem stwierdzić, iż problemem nie jest to – jak sądzi większość – że państwo nie działa, lecz raczej to, że działa. Dokonuje ono ciągle „podboju” czy, jakby to ujął Jürgen Habermas, kolonizacji naszego codziennego życia. Często za jego ważną funkcję bierzemy obronę w istocie wydartych mu w toku walki i podczas demokratycznych przemian praw: prawa do strajku, wolności słowa czy swobody zgromadzeń. Są one jednak ciągle zagrożone przez Lewiatana, który nigdy nie śpi, czuwając przede wszystkim nad tym, aby trzoda nie poszła samopas.

 

 

Jarosław Urbański

tło

23 maja 2016 policja aresztowała w Warszawie trzech anarchistów. Są oskarżeni o posiadanie materiałów wybuchowych oraz usiłowanie ich użycia – podpalenie radiowozu. Chociaż samo podpalenie de facto nie miało miejsca, przez media i policję są oni nazywani terrorystami. Są to poważne oskarżenia– grozi im od 6 miesięcy do 8 lat więzienia.

Do zatrzymania aktywistów doszło na przednówku wprowadzenia przez władzę ustawy antyterrorystycznej. Masowe media w tym czasie rozpowszechniały propagandę władz mającą na celu uzasadnienie wprowadzenia owej ustawy. Co znamienne, tuż przed wejściem w życie ustawy 10 maja, 23 maja oraz 30 maja w kilku miastach Polski miała miejsca seria fałszywych alarmów bombowych, które prowadziły do ewakuacji miejsc takich jak redakcje prasy i telewizji, centra handlowe, czy banki.

Fundamentami środowiska anarchistycznego są pomoc wzajemna, solidarność, siostrzeństwo i braterstwo dlatego zapraszamy Was na obiad benefitowy, podczas którego będziemy zbierać środki finansowe, które w całości zostaną przekazane wsparcie zatrzymanych i opłacenie prawników.

Spotykamy się w niedzielę 17 lipca o 16.00 na Warsztacie (ul. Zabłocie 9a/9b).

Wydarzenie w serwisie Facebook: http://bit.ly/29KktqE
Więcej informacji na stronie poświęconej sprawie: https://wawa3.noblogs.org/

W styczniu tego roku w Polskim Teatrze Tańca w Poznaniu powstała komisja zakładowa Inicjatywy Pracowniczej. Należy do niej obecnie połowa załogi teatru, zarówno artyści, jak też pracownicy techniczni i administracyjni. Motywów powołania organizacji było kilka, jednym z nich – zmiana na stanowisku dyrektora instytucji. Po 27 latach z kierowania teatrem zrezygnowała Ewa Wycichowska. Załoga chciała mieć więc możliwość zabrania głosu w wyborze jej następczyni, która rozpocznie urzędowanie od 1 września.

 

Innym powodem były obowiązujące w teatrze stosunki pracy. Lista zarzutów pracownic i pracowników była w tym przypadku dość długa: od braku dialogu przy zarządzaniu instytucją, przez łamanie wielu przepisów Kodeksu pracy, po kwestie związane z wynagrodzeniami.

 

Ustępująca dyrektorka teatru z początku kompletnie ignorowała naszą organizację, co przejawiało się między innymi we wprowadzeniu zmian w regulaminie wynagradzania i regulaminie Zakładowego Funduszu Świadczeń Socjalnych bez niezbędnych konsultacji ze związkiem zawodowym, co oczywiście zostało przez nas oprotestowane. Ostatecznie związek zawodowy postanowił wejść w spór zbiorowy, o czym poinformował pracodawcę pod koniec maja, a w sam spór rozpoczął obowiązywać 6 czerwca br. Postulaty przedstawione dyrekcji dotyczyły kwestii płacowych. Zażądano likwidacji wysokiej premii uznaniowej (30%) i dodania jej do podstawy wynagrodzenia. Było to zgodne z zaleceniami zarządu województwa wielkopolskiego (instytucji nadrzędnej dla teatru) z kwietnia 2015 r. Po drugie zażądano 20% podwyżki płac.

 

Teatr, jak wiele innych instytucji publicznych, miał od początku 2009 r. tylko jedną (wprowadzoną w roku 2016) systemową podwyżkę płac w wysokości 90 zł brutto od osoby. A to oznacza, że od 2009 r. przynajmniej niektórym pracownikom płace realne spadały (szacunkowo: o 10-15%). Faktycznie na zebraniach związkowych pojawiały się głosy, że pensje są coraz niższe. Szczególnie na spadek realny płac narażeni byli pracownicy i pracownice np. przebywający na zwolnieniu chorobowym (w wyniku np. kontuzji). Dodatkowo niezadowolenie budził fakt wspomnianego manipulowania premiami uznaniowymi.

 

Na spór pracodawca zareagował zapowiadając lokaut i zwolnienie 60% załogi. W piśmie z dnia 15 czerwca zagroził bowiem, że jeżeli pracownicy nie przyjmą zmiany regulaminu wynagradzania dotyczącego zasad premiowania, wprowadzonej zarządzeniem dyrekcji w maju, to wypowie im umowy o prace. IP jednak wskazywała konsekwentnie, że zaproponowana zmiana warunków płacy była bezprawna, gdyż powstała z naruszeniem art. 772 §4 Kodeksu pracy (brak konsultacji związkowej), a zatem nie jest obowiązująca, a dodatkowo stała się przedmiotem sporu zbiorowego. Z tej perspektywy związek uznał działania dyrekcji za nielegalne.

 

Jednocześnie, na wniosek Inicjatywy Pracowniczej, w teatrze została przeprowadzona kontrola Państwowej Inspekcji Pracy, która potwierdziła szereg naszych zastrzeżeń, w tym nielegalność zamiaru zmiany umowy o pracę, a dalej ewentualnego zwolnienia 60% załogi. Lista nieprawidłowości wykazanych przez inspektora jest długa i dotyczy: (1) sprzeczności w zapisach obowiązującego regulaminu pracy i regulaminu wynagradzania; (2) wprowadzenia zmian w regulaminie wynagradzania i regulaminie funduszu świadczeń socjalnych bez konsultacji ze związkiem zawodowym; (3) nieterminowego przekazywania środków na zakładowy fundusz świadczeń socjalnych; (4) konieczności wypłacenia wyrównań z tytułu wynagrodzenia urlopowego (łącznie 6 osób na kwotę ponad 3900 zł netto); (5) przekraczania limitu godzin nadliczbowych (który i tak wynosił w zakładzie 416, przy czym niektórzy pracownicy w ciągu roku mieli nawet 700 nadgodzin); (6) nieterminowego wypłacania dodatku za pracę w nadgodzinach; (7) źle funkcjonujących okresów rozliczeniowych w stosunku do pracowników technicznych. Wreszcie (8) pojawił się problem dotyczący systemu przerywanego czasu pracy. Pracownicy artystyczni trzy z pięciu dni w tygodniu, pracowali od godziny 10 do 14, a następnie po czterogodzinnej przerwie od 18 do 22. Rozwiązanie takie przewiduje Kodeks pracy i choć okres przerwy nie wlicza się do czasu pracy, to jednak należy się za niego wynagrodzenie w wysokości 50% stawki postojowej (art. 139 § 1 K.p.). Tymczasem regulamin wynagradzania nie przewidywał tego i wielu pracowników utrzymuje, że nie otrzymywało postojowego. Kwestia ta była omawiana na spotkaniu Inspekcji Pracy z przedstawicielami i przedstawicielkami związku. Obecnie związek bada sprawę i nie wyklucza skierowania sprawy na drogę sądową, liczy jednak na jednoznaczne w tym zakresie stanowisko Inspekcji. W takim wypadku roszczenie może sięgnąć nawet pół miliona złotych ponieważ dotyczyć będzie okresu trzech lat, licząc średnio kilkanaście tysięcy złotych na osobę w stosunku do ok. 30 pracowników artystycznych.

 

Ostatecznie 24 czerwca, na jednoznaczne żądanie IP, odbyły się w Polskim Teatrze Tańca rokowania, w trakcie których strona związkowa stanęła na stanowisku, że dopóki nie zostaną prawidłowo sporządzone nowe regulaminy pracy i wynagradzania, trudno jest mówić o rozstrzygnięciu żądania dotyczącego odpowiedniego włączenia premii uznaniowej do wynagrodzenia, mimo że żądanie to, w takiej czy innej formie, zostanie spełnione. Co do 20 procentowej podwyżki zgodzono się, że rokowania w tej sprawie zostaną wznowione po urlopie, tj. na przełomie sierpnia i września. 27 czerwca doszło natomiast do osobnego spotkania w urzędzie marszałkowskim, gdzie urzędnicy omówili ze związkiem sytuację w teatrze, zgadzając się, co do tego, że potrzebne jest dogłębne zapoznanie się z wynikami kontroli PIP.

 

Komentując sytuację w Polskim Teatrze Tańca trzeba stwierdzić, że jest to kolejny przykład instytucji publicznej, która zamiast dawać przykład, jak funkcjonować by mogły stosunki pracy, raczej dała przykład tego, jak one wyglądać nie powinny. Lata jednoosobowego kierownictwa tą instytucją zrodziły paternalistyczne przyzwyczajenia, które ostatecznie doprowadziły do szeregu poważnych naruszeń prawa pracy. Dopiero powołanie związku zawodowego pozwoliło na ujawnienie szeregu nieprawidłowości, które powinny być wykryte już wcześniej przez Inspekcję Pracy (poprzednia kontrola miała miejsce w 2007 r.), a przede wszystkim przez urząd marszałkowski, sprawujący w tym przypadku nadzór. Ofiarami, jak to zwykle bywa, padli przede wszystkim pracownicy.

następna »

23 czerwca przy ul. Wolsztyńskiej w Poznaniu miało dojść do nielegalnych czynności komorniczych. Zostały one zablokowane w wyniku interwencji działaczek i działaczy Wielkopolskiego Stowarzyszenia Lokatorów oraz Federacji Anarchistycznej. Sytuacja dotyczyła dwóch kobiet, które od 5 lat oczekują na przydział lokalu socjalnego. Schorowane lokatorki w podeszłym wieku od wielu miesięcy żyją bez wody, prądu, gazu oraz z zamurowanymi drzwiami wejściowymi (wchodzą przez okno balkonowe). Właściciel mieszkania bezkarnie stosował wobec kobiet metody "czyścicieli" kamienic, by, poprzez nękanie, wymusić szybszą wyprowadzkę.

 

Interwencja komornika Mieszko Cieślika rozpoczęła się o godzinie 13:00. Komornik wcześniej zapewniał, że celem wizyty nie będzie eksmisja. Niemniej jednak przed wyznaczoną godziną przed domem pojawiła się ciężarówka firmy, której pracownicy zostali poinformowani o tym, że będą wywozić rzeczy w związku z mającą się odbyć eksmisją. Komornik naciskał, że chce wejść przez okno do lokalu oraz wywieźć część rzeczy lokatorek. Po niespełna pół godziny na miejscu pojawiła się policja, która wezwana przez komornika miała pełnić asystę w czynnościach przez niego podejmowanych.

 

Komornik nie posiadał formalnego uzasadnienia podejmowanych dziś czynności. Nie przedstawił stosownych dokumentów zarówno przedstawicielkom WSL, mediom jak i policji. Należy pamiętać, że za każde działania komornicy otrzymują duże wynagrodzenie. Chęć zarobku oraz przyzwyczajenie do dotychczasowego trybu działania sprawiły, że Cieślik był wyraźnie zdziwiony, że musi posiadać i okazać formalne podstawy swoich działań. Po konsultacjach z prawnikami działacze i działaczki nie dopuścili do wyniesienia rzeczy lokatorek. Blokada trwała około 1,5 godziny. Komornik stwierdził, iż rezygnuje z podejmowanych czynności.

 

Zgromadzeni policjanci wylegitymowali oraz sprawdzili w systemowej bazie danych wszystkich działaczy i działaczki oraz wezwali odziały prewencji. Natomiast nie widzieli problemu w tym, iż komornik nie przedstawił im pisemnego uzasadnienia oraz opisu wykonywanych w dniu 23 czerwca czynności względem dłużniczek.

 

Po zakończonych działaniach, ze względu na zły stan zdrowia, lokatorkom udzielili wsparcia medycznego wezwani sanitariusze.

 

Za sytuację odpowiedzialność ponosi nie tylko komornik, ale także Zarząd Komunalnych Zasobów Lokalowych (ZKZL). Miesiąc temu, w dniu 18 maja działaczki WSL na spotkaniu z wiceprezydentem miasta i prezesem ZKZL przedstawiły sytuację obu eksmitowanych osób. Wcześniej, po pięciu latach oczekiwania, miasto wskazało seniorkom lokal socjalny, który kompletnie nie uwzględniał ich wieku i stanu zdrowia (III piętro, piece na węgiel itd.). Dlatego pismem z dnia 20 maja zwrócono się z prośbą o wskazanie innego lokalu. Przedstawiono też dokumentację medyczną. Niestety ZKZL przez ponad miesiąc nic w tej sprawie nie zrobił.

Właśnie ukazał się nowy numer anarchistycznej gazety ulicznej A-TAK,  do którego lektury zapraszamy. Jeśli chcecie podjąć współprace, wysłać tekst, podzielić się swoimi uwagami, wesprzeć wydawanie, zamówić i kolportować  A-TAK piszcie na maila redakcji Adres poczty elektronicznej jest chroniony przed robotami spamującymi. W przeglądarce musi być włączona obsługa JavaScript, żeby go zobaczyć.

 

W trzecim numerze m.in.:

 

Solidarnie z Łukaszem - Eksmisje stop, Kryminologia anarchistyczna, Anty NATO, Przeciwko polowaniom, W obronie Puszczy Białowieskiej, Ogrody działkowe i samowolne osadnictwo, Rosja zwykłych ludzi, Złe mięso,zły kapitał, Zamiast edukacji, Złudna nadzieja patriotyzmu gospodarczego, Strajk w Amazonie, Hiszpania 1936, Kino jako społeczna alternatywa, oraz represje wobec Ruchu Anarchistycznego, informacje i relacje w różnych miejscowości. Na ostatniej stronie plakat Federacji Anarchistycznej. Wszystko to na 16 stronach formatu gazetowego.

 

Bieżący oraz poprzednie numery dostępne też w plikach pdf na stronie z anarchistycznymi materiałami do ściągnięcia http://www.akcja.type.pl/ksiazki-/