Zaloguj

Federacja Anarchistyczna

A+ R A-

Siostrzeństwo naszą bronią. Rewolucja kobieca w irackim Kurdystanie

JIN JÎYAN AZADÎ to hasło, pod którym na kurdystańskie ulice wychodzą setki kobiet gotowych walczyc o swoje prawa. Radykalnie i konsekwentnie, stojąc ramię w ramię dążą do zniesienia systemu patriarchalnego.Obrastająca w mity rewolucja kobieca w Kurdystanie ma wiele twarzy, a jej przebieg uzależniony jest od sytuacji politycznej w poszczególnych częściach terytorium podzielonego pomiędzy Turcję, Syrię, Irak i Iran. Nie wszystkie Kurdyjki mają możliwość stanowić o własnym losie -  są wykluczane z procesów decyzyjnych, doświadczają przemocy domowej. Przedstawiana jako urzeczywistnienie mitycznej kobiecej Arkadii Rodżawa jest “w ciągłej przebudowie” - aktywistki i aktywiści, świadomi rozległości projektu, nie ustają w walce o wyzwolenie i demokratyzację społeczeństwa. Kobiety odgrywają w tej walce znaczącą rolę, kierując się przekonaniem, że prawdziwie wolne społeczestwo powstanie, gdy wszyscy jego członkowie będą równoważnymi uczestnikami systemu samozarządzania – konfederalizmu demokratycznego.
JIN czyli życie
Najważniejszą wartością dla kurdyjskich kobiet, które zdecydowały się przyłączyć do feministycznego zrywu, jest godna, wolna od ucisku i przemocy egzystencja. Poddawane przymusowi (aranżowane małżeństwa, konieczność wydania na świat męskiego potomka), narażone na uszkadzanie ciała (obrzezanie, kamieniowanie) i żyjące w ciągłym strachu przed uprowadzeniem przez terrorystów Państwa Islamskiego Kurdyjki, postanowiły wystąpić przeciwko swoim oprawcom; i więcej – poddały krytyce opresyjny, wyzyskujący je system, co owocuje demontażem jego struktur.
Kobieca kurdyjska rewolucja nie jest jednak powszechną rebelią. Iracki Kurdystan stanowi niechlubny przykład autonomii, która po uzyskaniu względnej samodzielności, skierowała się w stronę krwiożerczego kapitalizmu przy jednoczesnym zachowaniu hierarchicznych i trybalnych mechanizmów zarządzania parapaństwem. KRG (Kurdyjski Rząd Regionalny) dąży do całkowitej monopolizacji władzy, przemysłu i finansów, stwarza grunt pod rozwój zbiurokratyzowanego państwa narodowego, w którym kobiecie przypisuje się rolę inkubatora i wykorzystuje ją jako darmową siłę roboczą. Zinstytucjonalizowana dominacja mężczyzn dotyczy każdej sfery, w której przyszło funkcjonować kobietom – od przestrzeni prywantej po publiczną. Jednak pomimo tego wszechstronnego zniewolenia, w irackim Kurdystanie powstają organizacje zrzeszające kobiety poszukujące reprezentacji politycznej. Oddolne inicjatywy skupiają się na udzielaniu pomocy prawnej i psychologicznej ofiarom męskiej agresji – uchodźczyniom z terenów okupowanych przez dżihadystów, ofiarom seksualnego niewolnictwa czy dziewczynkom przymuszanym do obrzezania.
Jednym z głównych, zatajanych przez rząd problemów w Południowym Kurdystanie są honorowe zabójstwa, na które wciąż istniej przyzwolenie wśród plemiennie zorganizowanego społeczeństwa. Autonomiczny rząd odebrał jednej z największych organizacji walczących z przemocą wobec kobiet wszystkie dotacje, gdy ta ujawniła skalę zjawiska w zagranicznych mediach. Samozwańczy prezydent stojący na czele Demokratycznej Partii Kurdystanu (PDK) odwraca uwagę od kwestii przemocy obywateli wobec obywatelek skupiając ją na Państwie Islamskim; oprawca jednak pozostaje oprawcą, niezależnie od pochodzenia, wyznawanej religi czy poglądów politycznych. Inną palącą kwestią jest wielożeństwo, do którego dochodzi pomimo zakazów prawa obowiązującego w Kurdystanie. Kobiety są szantażowane i dyskredytowane przez mężów, gdy nie wyrażają zgody na kolejne związki małżeńskie swoich partnerów. Rozwód natomiast wciąż postrzegany jest jako ujma dla kobiety, która nie sprostała wyzwaniom małżeństwa i zawiodła na którymś z jego etapów. Większość Kurdyjek żyjących w autonomii jest de facto niewolnicami na usługach patriarchalnego systemu, choć błędem byłoby nie wspomnieć o kobietach, które pomimo jakże trudnej sytuacji, stają do walki o polepszenie losu swojego i swoich towarzyszek.
“Musimy powziąć wszelkie środki, nawet te, które uważane są za przemocowe, by odzyskać prawo do godnego życia. Nie bój się używać broni, gdy ktoś od dawna trzyma cię na celowniku” - mówiła w swoim przemówieniu jedna z komandorek ośrodka szkoleniowego dla Kobiecych Jednostek Ochrony do młodych kadetek szykujących się do walki z ISIS w Rodżawie. Kurdyjki z Południowego Kurdystanu od dawna wstępują w szeregi partyzantki. Udział kobiet w jednostkach militarnych to nic innego jak partycypowanie w ruchu wyzwoleńczym, to niezgoda na ignorowanie kobiecego głosu w procesie budowania struktur politycznych i stwarzenie przestrzeni, w której kobiety staną się uczestniczkami systemu.
JÎYAN czyli kobieta
Kobieta w irackim Kurdystanie postrzegana jest przede wszystkim przez pryzmat macierzyństwa i niedyspozycji do pracy innej niż domowa. Jej symboliczne istnienie stanowi przeszkodę w rozprawieniu się z mechanizmami ucisku, którym podlega, a jednocześnie utrwierdza same zainteresowane w przekonaniu, że bierność w przestrzeni publicznej jest porządaną kobiecą cechą. Przeciwko temu stereotypowi występują feministki i feminiści powiązani z Partią Pracujących Kurdystanu. Abdullah Ocalan, jeden z załozycieli PKK, pisał w “Liberating Life: Women's Revolution”: “Dyskryminacja ze względu na płeć ma dwojakie destruktywne efekty. Po pierwsze prowadzi do społecznej aprobaty niewolnictwa; po drugie, każda inna forma zniewolenia została oparta na housewifisation [od aut. procesie podziału pracy, w wyniku którego kobiety zostały zdegradowane do roli gospodyni domowej]”.
Kurdyjki wychodzące na ulicę, by protestować przeciwko systemowej przemocy – osadzeniu kobiet w tradycyjnych rolach społecznych,  narażają swoje życie w starciach z policją czy wojskiem. Dochodzi tu do paradoksu – kreowana przez mężczyzn wizja słabej kobiety nie ma mocy w stosunku do demonstrantek, wobec których używane są paralizatory, armatki wodne czy broń gładkolufowa. Przemoc państwa wobec obywatelek Południowego Kurdystanu stanowi przesłanie skierowane do mężczyzn stosujących terror wobec kobiet, którzy czują się bezkarnii i utwierdzani są w słuszności swojej agresji.
Determinacja Kurdyjek w obliczu zagrożenia utratą życia jest godna podziwu. Świadomość własnego położenia i potrzeba zmiany stosunków społecznych wypycha kobiety na ulice. Stawiają na siostrzeństwo, kategorię definiowaną jako “nowa klasa robotnicza”, której analiza pozwala lepiej zrozumieć kwestie klasowości czy narodowości. Siłą kobiecej rewolucji są zatem odratowane więzi pomiędzy kobietami, zażyłość, która jest rozmontowywana przez system patriarchalny. “Kobiety, które nienawidzą kobiet są produktem systemu opresjonującego. One nie dostrzegają i dostrzegać nie chcą, że niczym się nie różnią od swoich towarzyszek, a ich “lepszość” wynikać ma z jakiegoś podobieństwa do mężczyzny” - mówi Meral Shahla, członkini kurdyjskiej organizacji dla Jazydów “Yazda”.
Solidarna współpraca Kurdyjek, ponad granicami czterech państw, w obliczu trudności jakie stwarza silna pozycja religii i kultury, przynosi efekty na Bliskim Wschodzie, w strefie, która uważana jest za jedno z najbardziej nieprzychylnych kobiecie miejsc na świecie. Kurdyjki powoli odzyskują należne im prawa – dążą do współtworzenia i współprzewodniczenia instytucjom, organizacjom i komitetom, żądają reprezentacji politycznej, organizują się i występują przeciwko swoim prześladowcom. Wszystkie działania wynikają z przemyślanej strategii polegającej na zaatakowaniu systemu na wielu frontach. Kobiety są świadome, że nie wystarczy uzyskać praw w zakresie jednej kwestii, ale należy dogłębnie przeanalizować każdy z mechanizmów patrialchalnego terroru, bo jak pisze Dilar Dirik “AZADÎ mierzy się wyzwoleniem kobiet”.
Mar Se

 

Tekst opublikowany w anarchistycznej gazecie ulicznej A-TAK nr 4

Redakcja

Redakcja

Strona www: www.federacja-anarchistyczna.pl E-mail: Adres poczty elektronicznej jest chroniony przed robotami spamującymi. W przeglądarce musi być włączona obsługa JavaScript, żeby go zobaczyć.