Zaloguj

Federacja Anarchistyczna

A+ R A-

Robotnicze rewolty i kinoaktywizm w Sanyi. Przeciwko kapitalistycznemu wyzyskowi, prawicowym gangsterom i policyjnej brutalności

Nie ulega wątpliwości, że Japonia to kraj powszechnie kojarzony z wysokim poziomem życia, tradycyjną kulturą i sztuką czy zaawansowaną technologią. Ta romantyczna wizja, której niezaprzeczalnemu urokowi ulega wielu ludzi Zachodu, to jednak perspektywa bardzo spłycona, ponieważ za chętnie prezentowaną obcokrajowcom atrakcyjną fasadą, skrywają się mroczne sekrety japońskiego kapitalizmu.

Niebywały sukces ekonomiczny w latach powojennych, umożliwiający promowanie korzystnego wizerunku Japonii w świecie, nie obył się bowiem bez ofiar. Na gorzką ironię zakrawa fakt, że jedną z najbardziej poszkodowanych grup w japońskim społeczeństwie są osoby, które najciężej pracowały na japoński boom gospodarczy, często tracąc zdrowie w fabrykach, stoczniach i kopalniach. Są to robotnicy zamieszkujący miejsca zwane yoseba, czyli specjalne, wyizolowane dzielnice nędzy, zwane również gettami, z których największe to Kamagasaki w Osace i Sanya w Tokio, natomiast mniejsze można znaleźć w każdym innym mieście przemysłowym. Liczbę mieszkańców yoseb w latach 80. XX wieku szacowano na sto tysięcy w skali całego kraju. Zdecydowaną większość z nich stanowią samotni mężczyźni, obecnie już w podeszłym wieku. Niniejszy tekst stanowi próbę spojrzenia na Japonię z przeważnie ignorowanej perspektywy mieszkańców tokijskiej Sanyi – miejsca, którego nie sposób szukać na turystycznych mapach.
Robotnicy z Sanyi autor zdjęcia: Ōshima Shunichi
Pierwsze yoseby powstały pod koniec XIX wieku, jako miejsca gdzie przymusowo osiedlano osoby nieposiadające stałego adresu zameldowania, zmuszając je następnie do ciężkiej pracy fizycznej. System ten został reaktywowany w latach 50. XX wieku, zapewniając tanią siłę roboczą dla szybko rosnącej japońskiej gospodarki. Tym razem władza nie używała jednak środków bezpośredniego przymusu, ponieważ w rozwiniętym systemie kapitalistycznym wystarczającym okazał się przymus ekonomiczny. Wzrost populacji w tych dzielnicach ściśle powiązany był z wydarzeniami takimi jak Olimpiada w Tokio w 1964 roku i Wystawa Światowa w Osace w 1970 roku. Takim impulsem była również wojna prowadzona przez Stany Zjednoczone w Korei, stwarzając zapotrzebowanie na pracowników stoczni, co stanowi znakomitą ilustrację powiązań gospodarczego wzrostu w kapitalizmie ze zbrojną ekspansją.
System pośrednictwa pracy w tokijskiej yosebie opanowany był wtedy przez yakuzę, która za swoje nieproszone usługi pobierała sporą część zarobków robotników. Zatrudniani oni byli wyjściowo przez wielkie korporacje lub władze lokalne, jednak ze względu na rozbudowany system pośrednictwa odpowiedzialność za pracownika wymykała się wszelkim regulacjom. Wyzysk ten doprowadził w końcu do buntowniczych wystąpień samych robotników. Pierwszym jednak japońskim protestem o charakterze antykapitalistycznym, według badacza japońskiego anarchizmu Kurihary Yasushi (1979-...), były tzw. zamieszki ryżowe z 1918 roku. Za bezpośrednią przyczynę uważany jest wzrost cen ryżu, jednak był to jedynie pretekst dla wyrażenia niezadowolenia przez szerokie masy ludności, buntujące się przeciwko powszechnemu wdrożeniu modelu pracy najemnej, który postrzegano jako opresyjny. Był to największy do tej pory protest w historii Japonii o naprawdę imponującym zasięgu, szacuje się, że nawet jedna szósta społeczeństwa w którymś momencie wzięła w nim udział.
Zamieszki w Sanyi autor zdjęcia: Ōshima Shunichi
Kolejne protesty o charakterze antykapitalistycznym miały miejsce w 1959 roku, kiedy to mieszkańcy Sanyi dołączyli do ogólnokrajowych demonstracji przeciwko AMPO, traktatowi przedłużającemu amerykańską okupację Japonii, a zamieszki przeniosły się również do Kamagasaki. W Sanyi zaatakowano wtedy znienawidzony komisariat policji i podpalono radiowóz, czego konsekwencją było stałe zwiększenie policyjnej obecności w dzielnicy przez zaniepokojone władze. Szczególna niechęć do sił porządkowych brała się nie tylko z ich brutalności w pacyfikowaniu demonstracji, ale także stąd, że policjanci postrzegani byli jako wspólnicy wyzyskującej robotników yakuzy. Japońska mafia nie kryje się bowiem ze swoimi skrajnie prawicowymi, nacjonalistycznymi sympatiami i chętnie współpracowała z policją przy tłumieniu robotniczych protestów.
W 1972 roku w Sanyi sformowano bojową organizację Genba Tōsō (Bojowa Grupa na Miejscu Pracy), a za metodę walki obrano wymuszanie rezygnacji pracodawców ze współpracy z gangsterami – poprzez strajk polegający na całkowitej odmowie pracy. Wobec opornych na werbalne tłumaczenia właścicieli przedsiębiorstw czasami używano również bardziej przemawiających do rozsądku argumentów siłowych. Stosowano je również w walce z panoszącymi się w Sanyi gangsterami, dzięki czemu udało się wypędzić stamtąd mafijną rodzinę Suzuki, jednak w obliczu przeważających sił wroga działalność została przerwana.
Wielu z walczących nie stroniło od alkoholu, co obok stosowania otwartej przemocy budziło niesmak wśród działaczy/ek niektórych japońskich organizacji lewicowych. Miało to przesądzać o ich niemoralnym charakterze, a walki lekceważono, określając mianem rozrób wywołanych przez podchmielonych awanturników. Jednym z sojuszników robotników z Sanyi był natomiast Funamoto Shūji (1945-1975), znany jako autor manifestu „Nie wolno umierać po cichu w rynsztoku” oraz z samobójczej śmierci w wieku 29 lat wskutek samospalenia pod bramą bazy sił zbrojnych USA w Kadenie na Okinawie. Funamoto umieścił przemoc stosowaną przez robotników w kontekście klasowej walki, określając ją jako sposób na samowyrażenie się klas zdominowanych, w obliczu braku innej możliwości zadbania o własne interesy.
Walka rozgorzała na nowo, kiedy w 1981 roku robotnicy z tokijskiej yoseby założyli Sanya Sōgidan, organizację walczącą z opanowanym przez yakuzę systemem pośrednictwa pracy i równie bezkompromisowo negocjującą lepsze warunki pracy w zakładach przemysłowych. W 1983 roku sytuacja przybrała brutalny przebieg, kiedy do Sanyi wkroczyła mafijna rodzina Kanamachi, mająca powiązania ze skrajnie prawicową organizacją o nazwie Kokusuikai (Towarzystwo Patriotyczne). Do walczących robotników dołączył wtedy kinoaktywista Satō Mitsuo, który w celu stworzenia - jak sam to określił - filmu bojowego postanowił wziąć czynny udział w starciach.
Pomimo przeważających sił wspólnie działających gangsterów i policji robotnikom udało się wtedy przepędzić wroga, nawet w obliczu komplikacji, takich jak liczne prewencyjne aresztowania walczących, związanych ze zbliżającą się wizyty prezydenta USA Ronalda Reagana w Japonii. Jednak podczas walk Satō został śmiertelnie pchnięty nożem przez jednego z gangsterów, co wywołało kolejną falę zamieszek. Spalono wtedy należący do mafii samochód, który z zamontowanych na zewnątrz ogromnych głośników sączył skrajnie prawicową propagandę, a także za pomocą kamieni ponownie zaatakowano lokalny komisariat policji. Pomimo śmierci pierwszego reżysera zadania ukończenia filmu odważnie podjął się jeden z liderów walczących robotników, Yamaoka Kyōichi. To właśnie on zwrócił uwagę na nierozłączny mechanizm synergii pomiędzy nacjonalizmem, kapitalistycznym wyzyskiem i przemocą ze strony policji i yakuzy, co znajduje odzwierciedlenie w treści filmu. Dzieło to udało mu się doprowadzić do końca, jednak w kilka tygodni po premierze również stracił życie z rąk gangstera z rodziny Kanamachi.
Obecnie większość robotników zamieszkujących yoseby jest w podeszłym wieku albo już nie żyje, a Sanya powoli pustoszeje. Jednak niezmiennie co roku, w styczniu, odbywa się tam demonstracja w celu uczczenia zamordowanych towarzyszy. Film nie został nigdy skomercjalizowany w żadnym formacie, ponieważ twórcy uznawali burżuazyjne media masowe za wspólników aparatu opresji, z którym walczyli. Dlatego funkcjonuje on jedynie w podziemnym obiegu, a jedyny sposób, by go zobaczyć, to osobiste uczestnictwo w specjalnej projekcji, która co jakiś czas organizowana jest przez Komisję Filmową Yama w Tokio, organizację powołaną w celu upamiętnienia dziedzictwa Satō i Yamaoki. Pokazy odbywają się również niekiedy poza Japonią, pierwsza i do tej pory jedyna projekcja w Polsce miał miejsce 19 października 2017 roku w krakowskim Warsztacie. Co ciekawe, w filmie tym podczas sceny walk tłem dźwiękowym jest Warszawianka (1905).
Odległe czasowo, przestrzennie i kulturowo walki robotników z Sanyi na pierwszy rzut oka mogą wydawać się jedynie egzotyczną ciekawostką. Nic bardziej mylnego - splot nacjonalistycznej ideologii, brutalności aparatu represji i kapitalistycznego wyzysku jest zjawiskiem uniwersalnym, a więc aktualnym pod każdą szerokością geograficzną, z którym niestety mamy do czynienia również i dziś. Problemy te nie istnieją w oderwaniu od siebie, lecz każdy z nich jest zarazem przyczyną i skutkiem pozostałych dwóch. Dlatego nie da się zwalczyć jednego z nich, bez wyeliminowania innych i z tego względu robotnicy z Sanyi walczyli ze wszystkimi tymi przejawami opresji. Mogą one przybierać nieco bardziej wyrafinowane i trudniejsze do wykrycia formy niż prawicowy gangster uzbrojony w metalową pałkę, jednak o ich istnieniu nie wolno nigdy zapominać.
Katarzyna Skulimowska

Artykuł ukazał się w 8 numerze „A-taku” (2018).
Redakcja

Redakcja

Strona www: www.federacja-anarchistyczna.pl E-mail: Adres poczty elektronicznej jest chroniony przed robotami spamującymi. W przeglądarce musi być włączona obsługa JavaScript, żeby go zobaczyć.