Zaloguj

Federacja Anarchistyczna

A+ R A-
Więzień pobity w tarnowskim zakładzie karnym trafił do szpitala w areszcie przy ulicy Montelupich. Poranka nie doczekał, zmarł w nocy. Lekarze zaczęli go ratować dopiero rano, kiedy zobaczyli, że nie podnosi się z łóżka. To kolejna podobna historia w krakowskim szpitalnym areszcie.

59-letni Jan M. odsiadywał dwuletni wyrok za przemoc domową. 2 sierpnia w czwartek zgłosił, że bardzo boli go brzuch. Został zawieziony do cywilnego Szpitalnego Oddziału Ratunkowego w Tarnowie. Tam przyznał lekarzom, że dzień wcześniej został pobity – prawdopodobnie przez współwięźnia. Po przeprowadzeniu badań z zaleceniem podawania antybiotyków i przeprowadzenia szeregu kolejnych badań został przeniesiony do szpitala więziennego w Krakowie. – 3 sierpnia o godz. 5.45 w trakcie apelu porannego zastępca dowódcy zmiany stwierdził, że Jan M. jest nieprzytomny. Natychmiast przystąpiono do reanimacji, kontynuowali ją ratownicy z karetki pogotowia – w rozmowie z Gazetą Wyborczą informuje kpt. Tomasz Wacławek, rzecznik prasowy Okręgowego Inspektoratu Służby Więziennej w Krakowie. – Około godz. 6.30 lekarz pogotowia stwierdził zgon.

 

Prokuratura w Krakowie wszczęła postępowanie w sprawie nieumyślnego spowodowania śmierci więźnia. Zapowiedziano przeprowadzenie sekcji zwłok mężczyzny i sprawdzenie czy nie doszło do żadnych zaniedbań.

 

To nie pierwsza sytuacja, w której więzień przeniesiony do szpitala przy ulicy Montelupich w Krakowie umiera. W zeszłym roku chorujący na marskość wątroby 36 letni mężczyzna trafił do krakowskiego aresztu za jazdę na rowerze po pijanemu. Tam nie zapewniono mu niezbędnych lekarstw. Gdy jego stan zaczął być dramatyczny, lekarze z Montelupich ściągnęli karetkę pogotowia, która przewiozła go do cywilnego szpitala, gdzie umarł po dwóch tygodniach.

 

Na początku 2005 r. do aresztu na Montelupich w Krakowie trafił Ukrainiec. Wychowawca nie zorientował się w atmosferze panującej w celi. Współwięźniowie trzy dni znęcali się nad Ukraińcem. Na siłę poili go wodą wymieszaną z chemikaliami. Nie pozwalali mu korzystać z toalety. Cały spuchł, doszło do zmian neurologicznych. Nie podnosił się z łóżka. Wychowawcy nie reagowali. Dopiero gdy na apelu stracił przytomność, zaczęli działać. Cudem przeżył.

 

Podejrzany w sprawie gospodarczej 29-letni mężczyzna został osadzony na Montelupich w październiku 2003 r. W więzieniu nikt nie przyjął do wiadomości, że od 13 roku życia cierpi na poważne problemy z wątrobą. Do szpitala na wolności trafił w agonalnym stanie, na cztery dni przed śmiercią.

 

Do dziś nie ma też rozstrzygnięcia w najgłośniejszej sprawie głodowej śmierci Claudiu Crulica przy Montelupich. Zmarły w styczniu 2008 roku obywatel Rumuni odmawiając przyjmowania posiłków, protestował przeciwko tymczasowemu aresztowaniu i nie uwzględnieniu przez prokuraturę jego alibi. Był podejrzany o kradzież portfela, do czego się nie przyznawał. Prokuratura o niepodjęcie na czas leczenia Rumuna oskarżyła troje lekarzy z krakowskiego aresztu śledczego. Do dziś nie zapadł wyrok w tej sprawie.

Petycja na rzecz nieuznanych białoruskich więźniów politycznych.

 

Ze względu na pogorszenie sytuacji gospodarczej Łukaszenka jest zmuszony
do popadania w skrajności - negocjacje w sprawie wsparcia finansowego z Zachodu. Inną rzeczą jest to, że podstawowym warunkiem współpracy z UE jest uwolnienie wszystkich więźniów politycznych. Za nim - przepaść, więc trzeba podjąć kroki naprzód: prezydent już ułaskawił 13 uczestników demonstracji 19 grudnia 2010 r., z powodu ich próśb. Obecnie jest prowadzona gęsta praca z wieloma więźniami politycznymi, którzy pozostają w więzieniu i nie chcą prosić o miłosierdzie.

 

Oceniamy to jako pozytywną rzecz; jedyną rzeczą, która nas niepokoi jest to, że w tym momencie listy więźniów politycznych zawierają imiona tylko uczestników demonstracji 19 grudnia, oraz członków Młodego Frontu zatrzymanych w przededniu.

 

W tym samym czasie w niewoli pozostają również działacze, skazani w t. zw. "sprawie białoruskich anarchistów", którzy zostali aresztowani jeszcze podczas kampanii wyborczej obecnego prezydenta.

Liczne naruszenia prawa i procedur śledczych zaznaczane są przez wiele organizacji obrony praw człowieka (takich jak "Wiosna"), oskarżeni nie przyznali się do winy, a jednak zostali skazani na długie wyroki pozbawienia wolności.

 

Na pewno działania, za które wzięli odpowiedzialność anarchiści są związane z naruszeniem prawa, często są związane z aktami przemocy przeciwko własności państwowej lub prywatnej. Właśnie ten fakt powstrzymuje wielu obrońców praw człowieka od włączenia anarchistów w ogólne listy więźniów politycznych. Ze względu na to, pragniemy zauważyć, że większość więźniów po masowych zamieszkach z przyczyn obiektywnych użyli przemocy w stosunku do Domu Rządu lub przebranych "funkcjonariuszy", którzy sprowokowali bójkę w przypadku Daszkiewicza i Lobanowa. To, że Dziadok, Franckiewicz i Oliniewicz nie byli znani ogółowi społeczeństwa jako aktywiści społeczni, nie powinien wpływać na poziom ich wsparcia. Dlatego uważamy taki podział na "realnych" więźniów politycznych i resztę za nieprawidłowy. Poza tym fakt, że Dziadka i Franckiewicza skłaniano do podpisania prośby o ułaskawienie, świadczy o tym, że władza uznaje ich za politycznych.

 

Jesteśmy również zaniepokojeni tym, że uwaga opinii publicznej również omija grupę młodych ludzi, którzy dopuścili się ataku na KGB w Bobrujsku. Eugeniusz Waśkowicz, Artiom Prokopienko i Paweł Syromołotow dostali po 7 lat więzienia za ten desperacki akt. Oczywiście, to naruszenie prawa i chłopaki przyznali się do czynu, ale przede wszystkim trzeba się zastanowić, co zmusza młodych ludzi do korzystania z takich metod walki i protestu. W warunkach, gdy jest tłumione każde dysydenctwo, gdy wszelkie próby protestów pokojowych są surowo dławione, gdy rozprzestrzenianie wolnej informacji jest praktycznie niemożliwe, nic dziwnego, że ludzie myślący nie widzą sensu w pokojowych akcjach i oporze bez przemocy. Nie potępiamy i nie akceptujemy takich działań, niepokoi nas to, że władze nieproporcjonalnie srogo reagują na takie naruszenia. Za zwęglone schody budynku KGB (szkoda w wysokości 250 000 białoruskich rubli) człowiek dostaje 7 lat więzienia, natomiast za morderstwo, gwałt i rozbój są często stosowane łagodniejszej kary.

 

My, niżej podpisani, apelujemy o uznanie Mikołaja Dziadka, Aleksandra Franckiewicza i Igora Oliniewicza za więźniów politycznych, domagamy się ich wyzwolenia i pełnej rehabilitacji wraz z innymi więźniami skazanymi z powodów politycznych. Również domagamy się rewizji "sprawy ataku na KGB w Bobrujsku" i wyroków, według których obecnie odbywają karę Eugeniusz Waśkowicz, Artiom Prokopienko i Paweł Syromołotow.


Źródło: http://www.petitiononline.com/6polit/petition.html

Na witrynie polskiego Anarchistycznego Czarnego Krzyża ukazało się tłumaczenie międzynarodowej listy więźniów przebywających w więzieniu z przyczyn politycznych i społecznych, utrzymujących kontakt z ruchem anarchistycznym i wolnościowym. Na opublikowanej liście znajduje się kilkadziesiąt adresów osób z Europy, Ameryki północnej i południowej oraz Izraela. Są tam zarówno więźniowie odsiadujący długoletnie wyroki, jak i ci którzy przebywają w areszcie w oczekiwaniu na procesy.