Zaloguj

Federacja Anarchistyczna

A+ R A-

Paradoksy reformizmu: wezwanie do ekonomicznych blokad

27.03.2011 - 0,5 milionowa demonstracja w Londynie przeciw polityce cięć budżetowych 27.03.2011 - 0,5 milionowa demonstracja w Londynie przeciw polityce cięć budżetowych
Oświadczenie grupy Solidarity Federation z Brighton na temat kryzysu, protestów społecznych i tego, dlaczego nie wystarczy mieć rację, by zatrzymać cięcia socjalne.

Ideologia neoliberalna to stek bzdur i wszyscy na lewo od Labourzystów o tym wiedzą. Krytycy tej ideologii wskazują na wadliwe założenia dotyczące konkurencji doskonałej, dostępu konsumentów do informacji, natury ludzkiej i wiele innych założeń, które nijak mają się do rzeczywistego świata. Krytycy neoliberalizmu mówią również o tym, że tam, gdzie wdrożono tę politykę, rezultaty były często koszmarne i rzadko kiedy realizowany był obiecywany scenariusz bogactwa „skapującego w dół” do ubogich.

Słynnym przykładem był tzw. „Model litery J”, który miał obrazować transformację byłego Związku Radzieckiego w gospodarkę kapitalistyczną w zachodnim stylu. Litera "J" miała obrazować drobny spadek w okresie przejściowym, po którym nastąpi długi wzrost, gdy wreszcie neoliberalna polityka dokona swojej magii. Jednak rzeczywistość bardziej przypominała literę "L" - upadek milionów ludzi w nieznane wcześniej, skrajne ubóstwo.

A teraz jeszcze dochodzą cięcia socjalne


Wiadomo, że neoliberalna deregulacja w sektorze finansowym przyczyniła się do ekscesów spekulacyjnych, które spowodowały kryzys finansowy. Jednak lekarstwem na tę chorobę ma być jeszcze więcej neoliberalizmu. Związek PCS oraz grupa aktywistów UKUncut wskazują na to, że 120 miliardów funtów nieściągniętych podatków przyniosłoby więcej, niż program oszczędnościowy (rząd jednak zwalnia poborców podatkowych). Aktywiści wskazują na to, że państwo socjalne zostało wprowadzone w czasie, gdy Wielka Brytania była bankrutem i była bardzo zadłużona po II Wojnie Światowej. Obecnie, system państwa socjalnego jest likwidowany w obliczu stosunkowo drobnej recesji i umiarkowanego długu narodowego. Nie brakuje zatem argumentów udowadniających nieefektywność i nieracjonalność polityki neoliberalnej. Czemu więc nadal nie wygrywamy?

Powodem jest to, że polityka nie jest oparta na dobrej argumentacji, ale na stosunku siły. Demokracja instytucjonalizuje do pewnego stopnia walkę o władzę, gdyż trudno jest wciąż tolerować okresowe zamachy stanu i wojny domowe za każdym razem, gdy zmienia się rząd. Ale tylko niektóre interesy są instytucjonalizowane. Jak łatwo się domyślić, nie są to nasze interesy. Żadna z partii u władzy nie sprzeciwia się cięciom (łącznie z Labourzystami). Liberalni Demokraci są podręcznikowym przykładem tego, co się dzieje z małymi partiami, gdy dojdą do władzy - stają się nie do odróżnienia od pozostałych. Nasze interesy nie figurują w tym systemie, a więc racjonalna argumentacja donikąd nie prowadzi. Wygrywamy polemikę, ale cięcia i tak są wprowadzane, a my co najwyżej możemy mieć satysfakcję, wyrażając słuszny gniew.

Jeśli chcemy wygrać, musimy zrozumieć, że nie wystarczy mieć rację

Chodzi o stosunek siły. Wracając do przytoczonego wcześniej przykładu, prawdą jest, że brytyjski system państwa opiekuńczego powstał wtedy, gdy finanse państwowe były w o wiele gorszym stanie. Ale warto sobie przypomnieć to, o czym mówiły klasy rządzące, bezpośrednio przed wprowadzeniem państwa opiekuńczego. Abyśmy nie mieli żadnych wątpliwości, posłuchajmy słów Torysa: "Musimy im dać reformy, bo jeśli nie, to oni nam dadzą rewolucję" - powiedział Quintin Hogg w 1943 r.

Gdy klasa rządząca obawiała się klasy pracującej, państwo opiekuńcze było ceną, którą warto było zapłacić. Teraz, klasa rządząca się nas nie boi i czuje się pewnie. Dlatego właśnie państwo opiekuńcze jest rozmontowywane. Paradoks polega na tym, że bez groźby rewolucji, reformizm nie ma żadnych szans. Z drugiej strony, gdy nie dający się kontrolować tłum wychodzi na ulice, a pracownicy są skłonni do strajków, rozsądni reformiści nagle wydają się rządowi właściwymi partnerami do negocjacji. Później władze będą oczywiście twierdzić, że to dzięki „umiarkowaniu” protestów rząd zgodził się rozmawiać.

Chodzi więc o równowagę sił klasowych. To walka, a nie wymiana argumentów. Możemy mieć rację, ale rezultat określi tylko siła. Płyną z tego ważne konsekwencje dla ruchu przeciwko podwyżkom. Po pierwsze, nie wystarczą protesty symboliczne. Gdy działania podejmowane przez UKUncut przestaną się koncentrować na budowaniu świadomości i przejdą do sfery ekonomicznych blokad – może uda nam się coś osiągnąć. Oczywiście, państwo zareaguje odpowiednio. Musimy być przygotowani na więcej przemocy ze strony policji, jeśli chcemy na poważnie odnieść sukces.

Bez wątpienia, nasza taktyka zostanie potępiona przez tych, którzy są po naszej stronie jedynie w słowach, a nie w czynach. Przykładem jest Aaron Porter, który potępił atak na Millbank, choć właśnie te wydarzenia zrodziły ruch przeciw cięciom. Jak na ironię, gdyby nie istniał taki ruch, pozoranci byliby również bezsilni. TUC jest zależny od Partii Pracy, a brak jest innych, niezależnych organizacji pracowniczych. Tak więc skoordynowane działania strajkowe przeciw programom oszczędnościowym rządu nie są prawdopodobne. Z drugiej strony, blokady ekonomiczne były stosowane z powodzeniem we Francji, jako działania samoistne i jako taktyczne wsparcie dla strajków.

Pomysł sprowadza się do tego, by zablokować ekonomicznie ważne cele, takie jak centra handlowe, stacje przesiadkowe i składy paliw, by wyrządzić straty porównywalne do strat, jakie powodują strajki. Aby były skuteczne, działania muszą być masowe. W przeciwnym przypadku, policja z łatwością aresztuje uczestników, zwłaszcza, jeśli stosują typowe metody przykuwania się, itp... Nie potrzebujemy męczenników, potrzebujemy wyników! Widzieliśmy, jak duże tłumy są w stanie skutecznie bronić się przeciwko atakom policji, zwłaszcza jeśli wiedzą czego się spodziewać i mają ubranie ochronne, które pojawia się na londyńskich demonstracjach.

Wygranie dyskusji na argumenty i racjonalna krytyka jest OK, ale to nie zatrzyma cięć. Jak powiedział człowiek, który większość życia spędził uprawiając krytykę – „Nie krytyka, ale rewolucja jest siłą napędową historii”(*). Gdy klasa rządząca będzie się nas bać, zaczniemy wygrywać i uzyskiwać ustępstwa.

*) Karl Marx, Ideologia Niemiecka – cytat z ataku filozoficznego na tych, którzy w tamtych czasach myśleli, że jedynie idee kierują biegiem historii.

Tłumaczenie: YAK, cia.bzzz.net, za http://libcom.org/library/paradox-reformism-call-economic-blockades
Redakcja

Redakcja

Strona www: www.federacja-anarchistyczna.pl E-mail: Adres poczty elektronicznej jest chroniony przed robotami spamującymi. W przeglądarce musi być włączona obsługa JavaScript, żeby go zobaczyć.