Zaloguj

Federacja Anarchistyczna

Jesteś tu:
A+ R A-

Ekonomia i migracja - Syryjscy uchodźcy w Turcji a globalny kapitał

Uchodźcy z Syrii, podobnie jak miliony ludzi z innych krajów do ucieczki za granicę przez wojny, głów i klęski żywiołowe, padają ofiarą brutalnej eksploatacji ekonomicznej. Na granicy turecko-syryjskiej wyrosły nieformalne strefy przemysłowe, w których wyzyskuje się setki tysięcy pozbawionych środków do życia uciekinierów. Wielu z nich, po latach ciężkiej pracy bez perspektyw, podejmuje próby wyjazdu do Europy. 

Francois Crépeau, niezależny ekspert przy Radzie Praw Człowieka ONZ, w swoich licznych wystąpieniach wskazywał, że jeżeli rządy Europy chcą mieć jakąkolwiek realną kontrolę nad migracjami to muszą wprowadzić w życie mechanizm umożliwiający legalne przekraczanie granic. Jako jeden z nielicznych mówił wprost: „Nie udawajmy, że to co dotychczas robi UE oraz jej członkowie działa. (…) [B]udowanie grodzeń, używanie gazu łzawiącego i inne formy przemocy kierowane przeciwko migrantom i ludziom ubiegającym się o azyl; więzienie, odmawianie prawa do podstawowych rzeczy takich jak schronienie, jedzenie czy woda oraz używanie języka nienawiści nie zatrzyma ludzi przed migracją, czy wykorzystywaniem różnych dróg migracji (też tych nielegalnych) do Europy”[1]. Crépeau wypowiadał się w kontekście wydarzeń, które miały miejsce w 2015 r., a nazwane zostały „kryzysem uchodźczym”. Twierdził, iż jest on właściwie kryzysem struktur Unii Europejskiej. Jako rozwiązanie alternatywne, wobec wprowadzanego przez rządy politycznego stanu wyjątkowego, militaryzacji granic, zaostrzenia kontroli czy dyscyplinowania migrujących ludzi, Crépeau proponuje stworzenie np. systemu wiz, które umożliwią migrantom i uchodźcom wejście na rynek pracy w danym kraju przyjmującym. Jednocześnie zaznacza, że takiemu rozwiązaniu musiałoby towarzyszyć wprowadzenie systemu sankcji wobec tych pracodawców, którzy wykorzystują status niezarejestrowanych migrantów jako tanią siłę roboczą na czarnym rynku pracy w sektorach takich jak m.in. rolnictwo, budownictwo, przemysł tekstylny czy usługi sprzątające. Bowiem – jego zdaniem – tylko to jest w stanie w jakimkolwiek stopniu załamać biznes przemytu ludzi i wykorzystywanie migrantów jako taniej siły roboczej. Wydaje się jednak, że żaden z przedstawicieli Rządów Unii Europejskiej nie ma zamiaru wdrażać programów w oparciu o założenia Crépeau, ponieważ interesy państw i kapitału są znacząco inne niż interesy migrantów. Poza tym, debata na temat tzw. kryzysu uchodźczego, skutecznie odwróciła uwagę od kryzysu europejskiego.
     
Od jakiegoś czasu publikowane na łamach BBC, Guardiana i Al-Jazeery ukazują szczegóły dotyczące  pracy dzieci syryjskich, zatrudnianych w tureckich fabrykach tekstylnych. Ważne jest by podejmować analizy mające na celu ukazanie szerszego kontekstu zjawiska wykorzystywania pracy uchodźców na „czarnym rynku”, odwołując się do zamknięcia tzw. szlaku bałkańskiego i uznania Turcji za tzw. trzeci bezpieczny kraj.
 
Praca i globalny kapitał


Praca migrantów zawsze pełniła kluczową rolę w gospodarkach kapitalistycznych. Żeby nie sięgać daleko, na początku lat 70. XX w. w Niemczech imigranci stanowili  9,1% siły roboczej, w Szwecji 5,5%,  w Belgii 7,2%, we Francji 9,3%, a w Szwajcarii aż 24%. 35 lat później (w 2005 r.), kiedy w obrębie kontynentu europejskiego dokonały się istotne zmiany polityczne i ekonomiczne (m.in. upadek Muru Berlińskiego), zapotrzebowanie na imigrancką pracę nie słabło. Obcokrajowcy stanowi w dalszym ciągu istotną część siły roboczej: w Niemczech 9,3%, w Szwecji 4,8%, w Belgii 9,1%, we Francji 5,3%, w Szwajcarii 20,9%, w Wielkiej Brytanii (w 2002 r.) 9,7%.  Kryzys z lat 2007-2008 oznaczał pogorszenie się sytuacji na rynku pracy w wielu europejskich krajach, ale bynajmniej, w dłuższej perspektywie, nie doprowadził do rezygnacji z pracy imigrantów. Co ważne, zapotrzebowanie to dotyczy przede wszystkim migracji wahadłowej tzn. takiej, która pojawia się w okresie gospodarczej hossy i „wraca do siebie”, kiedy następuje ekonomiczna bessa. W ten sposób pracownicy-imigranci nie są obciążeniem dla systemu socjalnego i migrują w takt kapitalistycznych cykli koniunkturalnych. W takim układzie użyteczna staje się często nielegalna siła robocza, którą łatwo zmusić do wyjazdu poprzez bardziej restrykcyjne działania odpowiednich służb państwowych. Mechanizmy segregacji prawnej, społecznej i ekonomicznej zawsze służyły utrwalaniu hierarchii i nierówności społecznych w globalnych stosunkach pracy. Z jednej strony migranci stanowili rezerwową armię pracy, z drugiej strony, pozbawieni podstawowych praw, są niekiedy zdyscyplinowani do tego stopnia, że zaakceptują wzrastający poziom eksploatacji i prekarne warunki zatrudnienia. Wprowadzanie neoliberalnych „pro-integracyjnych” programów jest często nierozerwalnie związane z rozwojem niestabilnych i tymczasowych form zatrudnienia, obniżania wynagrodzeń itd. Oczywiście nierozerwalnie powiązaną kwestią pozostaje kontrola siły roboczej, zarówno na poziomie przedsiębiorstw jak i kraju, zatem zatrudnienie może być limitowane nie tylko z powodów koniunktury ekonomicznej, ale też z powodów politycznych. Taka sytuacja ma miejsce również w wielu krajach Bliskiego Wschodu. Warto przyjrzeć się sytuacji w Jordanii, kraju którego historia od wielu lat jest nieodłącznie związana z polityką kontroli nad uchodźcami osiedlonymi w tutejszych obozach. Systemy kontroli społecznej, ale również segregacji na rynku pracy w oparciu o pochodzenie, były od lat implementowane jako skuteczne narzędzie podziału pomiędzy obywatelami Jordanii i cudzoziemcami. Obecnie możemy przytoczyć chociażby sytuację Syryjczyków mieszkających w największym na Bliskim Wschodzie, oddalonym o 13 kilometrów od granicy z Syrią, obozie dla uchodźców Zaatarii Camp w Jordanii. Syryjczycy nie mogą z niego wychodzić bez uzyskania zgody. Zgoda na wyjazd z obozu do każdego innego jordańskiego miasta jest związana z koniecznością uzyskania jordańskiego sponsora, który może zagwarantować utrzymanie finansowe poza murami obozu. W obozie mieszka ponad 81 tys. zarejestrowanych osób, realnie liczba ta może być znacznie większa. Od stycznia 2012 r., z założenia tymczasowy obóz przerodził się w czwarte największe miasto Jordanii, otoczone drutem kolczastym i chronione przez jordańskie wojsko i policję. Ten pustynny teren o obszarze 13 km2 jest obecnie podzielony na 12 dzielnic, w których rozmieszczone są nieformalne sklepy, szkoły, szpitale, meczety. Przydrożne sklepy, prowadzone przez mieszkańców, powstawały wraz z biegiem lat. Działają bez systemu zezwoleń czy pozwoleń o pracę. Nieformalna gospodarka rozwinęła się w odpowiedzi na zamknięcie i izolację mieszkańców obozu. Bezpieczny trzeci kraj NATONiezależnie od położenia geograficznego, w gospodarce kapitalistycznej na poziomie zakładów pracy, w których zatrudniani są cudzoziemcy wprowadzanie podziałów ze względu na narodowość to skuteczny środek kontroli i podporządkowania pracowników poprzez szerzenie atmosfery wzajemnej niechęci i podziałów. Dobrym przykładem jest obecna sytuacja prawna Syryjczyków na terenie tzw. „trzeciego bezpiecznego kraju”. Zgodnie z oficjalnymi statystykami w Turcji przebywa obecnie ok. 2,7 mln syryjskich uchodźców, ale realnie jest ich więcej. Część ludzi przekroczyła bowiem granice bez dokumentów lub nie zarejestrowała swojego pobytu. Przebywający w Turcji Syryjczycy mają status „gości”, natomiast uzyskanie legalnej pracy jest w dużej mierze uzależnione od przyszłego pracodawcy.  Tureckie prawo pracy zobowiązuje przedsiębiorców do zatrudniania nie więcej niż 10% obcokrajowców w danym przedsiębiorstwie.  Ale właściciele fabryk nie zawsze przestrzegają tych obostrzeń. Dynamicznie zmieniające się regulacje prawne dotyczące rejestracji pobytu i otrzymania „tymczasowej ochrony” zapewnianą przez dokument zwany kartą Kimlik i specjalne numery rejestracyjne FIN 98 lub 99, stanowią znaczne udogodnienie dla szukających luk w prawie pracodawców.
Sytuacja ta ma znaczny wpływ na turecki rynek pracy. Ximena Del Carpio, współautorka raportu Banku Światowego na temat wpływu obecności Syryjczyków na turecki rynek pracy, podsumowuje, że zgodnie z empirycznymi wynikami prowadzonych przez nią badań, wzrastająca od momentu wybuchu konfliktu w 2011 r. liczba emigrantów syryjskich, która dotarła do Turcji, spowodowała wyparcie tutejszych pracowników z nieformalnego sektora rynku pracy. Inaczej  mówiąc Syryjczycy „przejęli” turecki „czarny rynek pracy”, choć duża część z nich traktuje Turcję jedynie jako kraj tranzytowy do UE. Zgodnie z przywoływanymi przez nią liczbami w sektorze tym na 6 tureckich pracowników przypada 10 Syryjczyków. Del Carpio twierdzi, że przesunięcie wystąpiło wśród wszystkich rodzajów nieformalnie zatrudnionych pracowników tureckich, niezależnie od płci, wieku czy wykształcenia, jednak dotyczyło to szczególnie miejsc pracy zajmowanych przez osoby bez formalnego wykształcenia. Zmiany zatrudnienia były adekwatne do dynamiki wynagrodzeń zaniżonych przez imigrantów: wzrost liczby uchodźców miał duży, negatywny wpływ na potencjalne dochody tureckich pracowników sektora nieformalnego, szczególnie kobiet i osób o niskim poziomie wykształcenia.
W istocie brak możliwości ubiegania się o legalną pracę przez większość przebywających na terenie Turcji uchodźców syryjskich, niezależnie od czasu przebywania na terenie tego kraju czy posiadanych umiejętności, kwalifikacji i sieci znajomości, skutkuje tym, że duża część imigrantów (zwłaszcza tych bez środków finansowych) nie ma innego wyjścia jak podejmować pracę „na czarno”, zaakceptować niskie płace oraz zastane warunki czy niesprawiedliwe zasady. Pracownicy zatrudnieni w dużych międzynarodowych firmach, zazwyczaj wyżej kwalifikowani, mogą uzyskać pozwolenie o pracę na wniosek samego pracodawcy. Wówczas procedura rejestracji i pozwolenia o pracę jest dość szybka. Niemniej jednak w stosunku do pracowników niżej wykwalifikowanych sytuacja legalnego zatrudnienia zdarza się rzadko.
     
Szybko, szybko!


Kaoa, 27-letni Syryjczyk, który pracował w Turcji, by móc zdobyć pieniądze na przyjazd do Europy, mówi w jaki sposób szefostwo fabryk wykorzystywało nieformalny status prawny Syryjczyków. „Cały czas na nas krzyczeli czabuk (szybko). Ze wszystkim musieliśmy się śpieszyć. Dodatkowo w grupie pracowników tworzyli podziały ze względu na narodowość. Szefostwo poprzez sposób funkcjonowania firmy nastawiało negatywnie do siebie pracowników syryjskich i tureckich. Takie podziały ze względu na pochodzenie były dla nich bardzo korzystne. Nie mogliśmy wspólnie walczyć o swoje prawa, walczyliśmy między sobą. Mówili, że to są Syryjczycy, więc muszą pracować szybciej i ciężej, żeby dostać pieniądze. Wykorzystywali naszą siłę tak, jak tylko mogli.”Lina, z którą rozmawiałam w Grecji, po to aby zebrać pieniądze na podróż do Europy, przepracowała prawie 3 lata w tureckim przemyśle odzieżowym. Wielokrotnie przytaczała opisy tureckich fabryk. „Właściwie prawie wszystkie fabryki tekstylne, które zatrudniają bez umowy znajdują się na przedmieściach Istambułu. Te większe i mniejsze. Jeżeli są w centrum to nie przy głównych ulicach, raczej w piwnicach, zakamarkach ulic, na podwórkach budynków, (…) w piwnicach znajdują się zakłady, maszyny do szycia i stanowiska pracowników, (…) są całe przedmieścia gdzie zatrudniani są praktycznie sami uchodźcy. (…) Dużo Syryjczyków pracuje nielegalnie. Pomimo tego, że każdy o tym wie, nikt nie chce dawać im pozwolenia na pracę. Bardzo rzadko się zdarza, że szefowie są do tego skłonni. Inaczej musieliby też podnieść stawki wynagrodzeń. Niemniej jednak są kontrole pracodawców. I właśnie dlatego największy wyzysk odbywa się w miejscach ukrytych. Czasami jest tak, że właściciele firm dogadują się z lokalną policją w ten sposób, że nikt się nie czepia. Jeżeli zapłacą za ciebie to nawet dostaniesz możliwość legalnej pracy szybciej.  Ale generalnie pracodawcy boją się zatrudniać legalnych pracowników w centrum Istambułu np. w znanych dzielnicach handlowych, bo wiedzą, że są narażeni na kontrole. Jest to dla nich duży stres. Jeżeli chcą jednak mieć tańszych pracowników, to ryzykują.”W przypadku Liny, jeden z właścicieli sklepu odzieżowego zatrudnił ją legalnie. Nic jej o tym nie mówiąc, załatwił wszystkie formalności. „Szef sam się domyślił, że nie mam pozwoleń na pracę i nie jestem w stanie ich sama uzyskać. Sam je za mnie wyrobił, nic mi o tym nie mówiąc, żebym mogła legalnie pracować.” Lina, jako młoda kobieta ostatecznie została zatrudniona na stanowisku sprzedawczyni. Płynnie posługiwała się językiem angielskim, arabskim oraz podczas pobytu w Turcji nauczyła się również języka tureckiego. Pozwoliło jej to na uzyskanie o wiele większych zarobków niż cała jej rodzina. Lina zarabiała po pierwszym miesiącach pracy w sklepie 5 tys. lir. Natomiast jej matka oraz brat, zatrudnieni w fabrykach albo jako pomoc kuchenna, mogli zarobić od 300 do 700 lir miesięcznie. Sformalizowanie i zalegalizowanie jej stosunku pracy było zależne od rodzaju jej relacji z pracodawcą. Niemniej jednak Lina wskazywała, że w tym samym sklepie, w charakterze magazynierki pracowała 8-letnia Syryjka. „Mówili, że tak jest dla niej najlepiej, bo będzie mogła kupić jedzenie. (…) Jeżeli ktokolwiek chciał pomóc jej i jej rodzinie to powinni przecież zapytać innych dorosłych z jej rodziny i im zaoferować pracę. Wiem, że przecież miała tatę i brata, ale oni woleli jej zaoferować tę pracę, bo jej zapłacą najmniej – to jest główna idea zatrudniania dzieci. Ona pracowała codziennie za jakieś 200-300 lir miesięcznie. Czasami pracowała po 12 godzin dziennie, podawała towary, przekładała, sprzątała. To też nie były zdrowe warunki dla dziecka. Powietrze w piwnicy nie było zdrowe, było tam dużo kurzu, wilgoci i pyłu.” Według Liny „Turcja na pewno nie jest bezpiecznym krajem dla uchodźców. Dużo ludzi nie znosi tam być, ze względu na sytuację polityczną, jeżeli mogą to uciekają stamtąd. Ale jeżeli nie masz pieniędzy lub dokumentów, to tam utknąłeś. Prawnie Syryjczyk, przynajmniej na początku, jest pozbawiany praw pracowniczych”.Lina większość zarobionych pieniędzy wydała na przerzucenie rodziny do Grecji. „Najpierw wysłałam moją Mamę. Zapłaciłam za przeprawę pontonem przez morze do Grecji. Później wysłałam brata i młodsze siostry. Byłam jedyną osobą, która była w stanie zebrać pieniądze na wyjazd całej rodziny. Ja zostałam na końcu.” Jednocześnie opowiada o kolejnych etapach swojej własnej podróży. „Najpierw musisz dostać się na łódkę płynącą z Turcji na greckie wyspy, ładując się w sumie do kompletnie przepełnionego pontonu. Ta podróż kosztuje ok. 600 euro. Następnie, dlatego że nie miałam syryjskich dokumentów i nie mogę ich nigdzie ponownie wyrobić, niektórzy ludzie pomogli mi przypłynąć z wysp do Aten nielegalnie. Również musiałam za to zapłacić. Jednocześnie nie miałam za sobą dużo pieniędzy. Miałam tylko tysiąc euro na podróż. Bałam się, że mogę gdzieś utknąć. (…) Później musisz radzić sobie sama, zdobyć jakieś pieniądze. (…) Decydowanie się na nielegalne przekroczenie granicy jest tu bardzo popularne. Przemytnicy wiedzą też jak złapać klienta. Rozwijane są całe strategie marketingowe na rynku przemytniczym. (...) Nie możesz dawać do zrozumienia, że są twoją jedyną szansą, bo zaczną to wykorzystywać. Często się zdarza, że ludzie którzy im ufają dają im pieniądze, a oni po prostu znikają. Kilka osób zaoferowało mi pomoc, ale zobaczymy, muszę najpierw ich sprawdzić, zobaczyć czy nie oszukały innych. Tu wszyscy wszystko wiedzą.”
W pułapce wyzysku


Duża część cudzoziemców (pochodzących z różnych krajów), którym udało się dotrzeć do Grecji już po całkowitym lub częściowym zamknięciu tzw. szlaku bałkańskiego, była zmuszona do pozostania na jej terenie. Aby uzyskać pieniądze na utrzymanie, niektóre podjęły prace w sektorze usług seksualnych. Hamid, Irańczyk, z powodu zamknięcia szlaku bałkańskiego, postanowił aplikować o azyl w Grecji. Procedura okazała się bardzo długa i aby się utrzymać był zmuszony podjąć pracę na rynku usług seksualnych w Atenach, „Wiesz co się z nami wszystkimi stało? Ci, którzy mieli pieniądze od rodzin pojechali dalej, bo mogli zapłacili przemytnikom za dokumenty i drogę. Część nie wytrzymała warunków w obozach, tego ciągłego czekania i postanowiła wrócić do domu. Część chłopaków zaczęła pracować w sex-barach. To nie jest trudne, jak ktoś zauważy, że jesteś młody i ładny oraz kilka razy widzi cię na Viktorii lub Omonii, to zaoferuje pracę. Samo tańczenie albo usługi seksualne – to zależy od tego, ile pieniędzy potrzebujesz. Niestety, często żeby wytrzymać ludzie zaczynają brać narkotyki Jak nie miałem pieniędzy, to chodziłem kilka razy tam zarobić. Teraz znalazłem pracę jako barman.”  Obecnie wiele międzynarodowych mediów skupiło się na problemie dzieci syryjskich, pracujących w tureckich fabrykach. Niewiele z artykułów przedstawiało szerszy kontekst sytuacji i warunków życia Syryjczyków w Turcji. Największe fabryki odzieży są zlokalizowane głównie na przedmieściach najbardziej zindustrializowanych miast takich jak Gaziantep, Mersin, Adana oraz Istambuł. Tureckie fabryki stanowią jeden z najważniejszych punktów w międzynarodowym łańcuchu dostaw. Swoje fabryki mają tu zlokalizowane największe międzynarodowe koncerny, m.in. Adidas, Nike, Zara, H&M, Mark & Spencer czy Mango. Po tym, jak wspominałam, na łamach kilku międzynarodowych dzienników m.in. BBC, Guardiana, Al-Jazeery, ujawniono złe warunki pracy syryjskich dzieci i dorosłych, o głos poproszono menedżerów wymienionych marek. Pytani o swoje stanowisko w tej sprawie, przedstawiciele korporacji stosują różną taktykę. Zazwyczaj twierdzili, że nic nie wiedzieli o zatrudnianiu i wykorzystywaniu Syryjczyków, ponieważ pracownicy byli zatrudnieni u podwykonawców. Jak wskazuje 17-letni Muhammad, sieć dostawców jest skomplikowana. Ten były pracownik jednej z dużych fabryk mieszczących się w Istambule, z którym udało mi się przeprowadzić wywiad, twierdził, że pracownicy często sami nie wiedzą dla jakiego koncernu pracują. „Nie wiem czy te firmy, w których pracowałem były połączone z jakimiś międzynarodowymi koncernami. W sumie mnie to nie obchodziło. Byłem tylko zwykłym pracownikiem, który przychodzi do pracy po to, żeby zdobyć pieniądze. Może ta fabryka była częścią dużego łańcuchu dostawczego, jeżeli chodzi o eksport ubrań z Turcji, ale dla mnie było to mało istotne. Pracowałem codziennie od wczesnego rana do ok. 21:00, aż nie weszła druga zmiana. Nosiłem bardzo dużo ciężkich rzeczy. Jedyne słowo, które zapamiętam do końca życia i które słyszałem najczęściej to czabuk, tzn. szybko. Używali tego słowa praktycznie bez przerwy. Krzyczeli na pracowników szybko, szybko, pracuj szybko, rób szybko! Nawet jakbyś robił coś tak szybko jak Superman to i tak zaczęliby na ciebie krzyczeć, że masz robić to szybciej. Dlatego też nikt z nas nie lubił tej pracy.” Duża część międzynarodowych koncernów posiada certyfikaty „Fair Trade” lub są członkami organizacji i instytucji poświadczających o godnych warunkach pracy pracowników oraz zachowaniu norm etycznych, takich jaki „Ethical Trade Initative”. Niemniej jednak w praktyce dochodzi do łamania podstawowych praw. W całej debacie na temat tzw. kryzysu uchodźczego w ogóle nie podnosi się tematu tego kto czerpie największe zyski z trudnej sytuacji w jakiej znaleźli się uchodźcy.
     
Ekonomiczna geografia miasta


Na tureckich ulicach widać żebrzące dzieci syryjskie, rodziny zbierające złom, dzieciaki sprzedające chusteczki lub zabawki. Wszyscy zdają sobie sprawę z wykorzystywania uchodźców jako nisko płatnej siły roboczej.
Sytuacja prawna Syryjczyków jest przede wszystkim wykorzystywana do zaniżania kosztów produkcji w tureckich fabrykach. Zatrudniani w dużej mierze nielegalnie, otrzymują znacznie niższe pensje. Przykład nierównych pensji mogą stanowić zarobki Syryjczyków zatrudnionych w tureckich fabrykach w dzielnicy Istambułu Bagiclar, gdzie Turcy zarabiają 1,5 tys. lir miesięcznie, natomiast Syryjczycy tylko 750 lir. Różnica ta w stawkach dziennych wynosi odpowiednio dla Turków 70-100 lir i Syryjczyków 30-40 lir. Średni czas pracy wynosi ok. 60 godzin tygodniowo. Nie wiemy jak duża część z 2,7 mln oficjalnie zarejestrowanych uchodźców syryjskich na terenie Turcji – z czego połowa to dzieci i młodzież poniżej 17 roku życia – pracuje. Brakuje statystyk na ten temat. Zgodnie z niektórymi szacunkami ok. 250 tys. osób pracuje nielegalnie, głównie w sektorze odzieżowym. Prawie połowa Syryjczyków, żeby polepszyć swoją sytuację twierdzi, że zaciąga długi. Około 5% deklarowało, że żebrze na ulicy. Zdecydowana większość syryjskich imigrantów (85%) mieszka poza tureckimi obozami dla uchodźców. Należy pamiętać o tym, że statystyki nie oddają pełni sytuacji – liczba uchodźców z Syrii ciągle wzrasta, część osób przekraczała granicę nielegalnie i żyje na terenie Turcji nie będąc zarejestrowana. Zgodnie z założeniami porozumienia pomiędzy UE a Turcją, osoby, które przebywały okres dłuższy niż 6 miesięcy na terenie Turcji miały nabywać prawo aplikowania o pozwolenie na pracę. Pozwolenie to umożliwiłoby  Syryjczykom otrzymywanie co najmniej  minimalnego wynagrodzenia w wysokości 379 euro. Niemniej jednak cała procedura ubiegania się o status legalnego pracownika zawiera szereg obostrzeń i barier, które w gruncie rzeczy są dla większości nie do przejścia. Pozwolenie o pracę jest zależne głównie od pracodawcy.Systemy segregacji
 
Trudne warunki życia, ograniczona możliwość korzystania z podstawowych praw oraz sytuacja na rynku pracy w Azji Mniejszej i na Bliskim Wschodzie skutkują tym, że imigranci starają się jak najszybciej przedostać do UE. Ahmad Ismat działacz społeczny, aktywista, współpracownik i tłumacz pracujący dla wielu organizacji międzynarodowych oraz osoba odpowiedzialna za kontakty z międzynarodowymi agencjami prasowymi w Turcji, skomentował w następujący sposób tzw. kryzys uchodźczy: „W 2015 r. UE była świadkiem ogromnej migracji, bo ludzie chcieli po prostu prawa do pracy i edukacji. Syryjczycy czekali 5 lat, żeby turecki rząd poprawił warunki dla Syryjczyków. Duża część ludzi idących przez szlak bałkański  w 2015 r. to ludzie, którzy najpierw uciekli do Turcji, a dopiero później do Europy. Powiedziałbym, że tysiące ludzi w 2015 r. uciekało z Turcji, a nie z Syrii”.
Rząd turecki na razie przyjął określoną strategię działania w odpowiedzi na konflikt w Syrii. Przebywający w Turcji Syryjczycy nie mogą ubiegać się o status uchodźcy, lecz mają jedynie status „gości”. Zarejestrowani obywatele Syryjscy są posiadaczami karty Kimilk, co zapewnia status „ochrony tymczasowej” wraz z dostępem do darmowej służby zdrowia. Jak mówi Koa: „Na początku przyjechałem sam do Turcji (z Aleppo), później sprowadziłem całą rodzinę. Ja i mój brat pracowaliśmy w Turcji. Pieniądze, które zarabialiśmy wystarczały by przeżyć do końca miesiąca. To było bardzo trudne. Tylko wizyty w szpitalach w nagłych przypadkach są darmowe (…). Lekarze pierwszego kontaktu są już płatni. Przedstawiciele rządu tureckiego powiedzieli też, że opieka zdrowotna dla uchodźców jest darmowa. W rzeczywistości nie do końca tak jest, musisz też płacić za recepty pełną kwotę. Jeżeli masz całą rodzinę do utrzymania, jest to prawie niemożliwe, żeby móc wszystko zapłacić – mieszkanie i jedzenie. Ja zarabiałem 1,2 tys. tureckich lir, a czynsz za mieszkanie wynosił 800 lir. Do tego, trzeba jeszcze zapłacić za wodę, prąd. No i ceny jedzenia nie są takie niskie. Na jedzenie czasami zostawało nam 200 lir. (…) To nie jest możliwe, żeby przy takich zarobkach wyjechać z Turcji. Jeżeli nie masz rodziny czy przyjaciół za granicą, którzy wyślą Tobie pieniądze, po prostu utknąłeś. (…) Jeżeli to byłoby bezpieczne miejsce dla uchodźców  [Turcja] to na pewno, nikt by nie próbował stąd cały czas uciekać. Jeżeli nie masz pieniędzy to po prostu utknąłeś w tym więzieniu, gdzie nie masz praw. Rząd Turcji bierze dużo pieniędzy od UE na programy dla uchodźców, my jakoś nie widzieliśmy rezultatów. Rząd turecki bierze również pieniądze od uchodźców, poprzez eksploatację naszej pracy, swoimi rękami jesteśmy zmuszani do wspierania tego kraju”.
 
Dodatkowy problem stanowi ograniczenie możliwości przemieszczania się Syryjczyków wewnątrz Turcji. Duża część Syryjczyków zobowiązana jest do pozostawania na terenie okręgu, w którym są zarejestrowani i w którym otrzymali kartę Kimlik. Taka forma kontroli nad Syryjczykami budzi szereg konsekwencji. Mając znacznie ograniczoną możliwość poruszania się, Syryjczycy zdani są w całości na pomoc oraz zasoby, jakie oferują im władze danego okręgu. Przywilej Rozwój gospodarek kapitalistycznych oraz liberalizacja stosunków handlowych wbrew założeniom globalizacji, mówiącym o wolnym przepływie ludzi i kapitału, kładzie duży nacisk na zaostrzenie reżimów granicznych. Reżimy te celowo miały służyć również do kategoryzowania ludzi na „obywateli” i „nie-obywateli”. Jak wskazywał Immanuel Wallerstein w swych rozważaniach nad klasowym charakterem rasizmu: „Obywatelstwo to przywilej, a przywilej jest chroniony przez wyłączenie spod niego niektórych ludzi. Wykluczenie zamiast być otwarcie klasowe, stało się narodowe tudzież kryptoklasowe” [2]. System granic oraz mechanizm kryminalizowania tzw. nielegalnych imigrantów wpisuje się w różnorodność nadawanych statusów i praw osobom migrującym, które de facto stanowią ogromną siłę napędową międzynarodowych gospodarek.
 
W krajach europejskich systematyczne wprowadzanie dość restrykcyjnej kontroli, opartej na systemie paszportowym oraz militaryzacja granic, miało miejsce dopiero po wybuchu i w następstwie I wojny światowej. Działania te były związane ze wzrostem biurokratycznej kontroli nad migracją, a także z chęcią zachowania kontroli nad siłą roboczą.Systemy wzmożonej weryfikacji danych osobowych, wzrastająca przemoc i militaryzacja granic podczas tzw. kryzysu uchodźczego w 2015 r. stanowiły tego ilustrację. Również szafowanie pojęciem kryzysu uchodźczego, umożliwiło dyscyplinowanie i segregację osób przemierzających szlak bałkański.
 
Kontrola oraz podporządkowanie migrantów rządom i kapitałowi są powodowane obawami przed skutecznym dochodzeniem przez nich swoich praw pracowniczych, socjalnych i obywatelskich oraz buntami społecznymi. Często ruch migracyjny stanowi jedną z największych sił protestów pracowniczych. Uchodźcy nie są bowiem tylko biernymi ofiarami, lecz zdeterminowanymi ludźmi zdolnymi walczyć o swoje prawa. Władze poszczególnych państw wydają się mieć tego świadomość.  I właśnie z powodu obaw, że mogą pojawić się żądania równego traktowania, europejskie państwa narzucają szereg restrykcji, mających na celu utrzymanie cudzoziemców pod kontrolą, co daje możliwość szybkiej i skutecznej pacyfikacji potencjalnego niezadowolenia.

Katarzyna Czarnota

Przypisy:[1]United Nation Human Rights Office of the High Commissioner http://www.ohchr.org/EN/NewsEvents/Pages/DisplayNews.aspx?NewsID=16344.
[2] Wallerstein I., Utopistyka. Alternatywy historyczne dla XXI wieku, Bractwo Trojka, Poznań 2008, s. 44.
 Tekst ukazała się piśmie Le Monde Diplomatique 01/131  (styczeń 2017)

Redakcja

Redakcja

Strona www: www.federacja-anarchistyczna.pl E-mail: Adres poczty elektronicznej jest chroniony przed robotami spamującymi. W przeglądarce musi być włączona obsługa JavaScript, żeby go zobaczyć.