Zaloguj

Federacja Anarchistyczna

Jesteś tu: Start / Dokumenty /
A+ R A-

540 milionów złotych, które władze Krakowa wydały na budowę stadionu Wisła Kraków zwrócą się najwcześniej za 415 lat. Dzierżawiący stadion klub rocznie za korzystanie z niego będzie płacił tylko 1,3 mln zł.
 
 

Stadion którego wybudowanie kosztowało mieszkańców Krakowa 540 milionów złotych jest bardzo kosztowny w utrzymaniu. Rocznie to około 6 milionów złotych. Płaci za to klub dzierżawiący stadion od miasta. Początkowo planowano, że użyczenie stadionu na rok będzie kosztowało Wisłę 2 miliony złotych. Klub jednak negocjował i ostatecznie wynegocjował kwotę 1,3 mln zł. Wynika to z faktu, że dzierżawiący stadion nie zdecydowali się przejąć wszystkich znajdujących się pod trybunami lokali, które w chwili obecnej stoją puste. W przyszłości  by się nie marnowały ma zająć je Zarząd Infrastruktury Komunikacji i Transportu.

 

Niechciana przez klub część stadionu kosztowała podatników 150 milionów złotych. Teraz, nie dość że koszt jej budowy się nie zwróci to z miejskiej kasy przeznaczone zostaną środki na jej utrzymanie. Może warto zastanowić się czy tańszym rozwiązaniem nie będzie  rozbiórka miejskiego stadionu. Taki los spotkał m.in. stadiony piłkarskie w Portugalii, na który w 2004 roku rozgrywano Mistrzostwa Europy.

W związku z toczącymi się obradami Rady Miasta Poznania w sprawie budżetu na rok 2012, stanowczo domagamy się uwzględnienia w nim wydatków na cele opiekuńczo-wychowawcze i oświatowe. Sprzeciwiamy się oszczędnościom, które polegają na likwidacji placówek oświatowo-wychowawczych lub ich prywatyzacji oraz działaniom zmierzającym do pogorszenia warunków ich funkcjonowania, a także wzrostowi cen za ich korzystanie. Domagamy się radykalnych zmian w polityce miejskiej, aby koszty antyspołecznych decyzji poznańskich władz nie były spychane na barki kobiet oraz mężczyzn wykonujących pracę opiekuńczo-wychowawczą. Za niezbędne uznajemy podniesienie płac dla pracownic i pracowników żłobków, przedszkoli i szkół.

Szczególnie dramatyczna sytuacja istnieje w żłobkach, które na mocy wprowadzonej w zeszłym roku ustawy zostały przekształcone w jednostki samorządowe. Z powodu małych nakładów budżetowych, odsetek dzieci do lat 3 objętych w Polsce opieką publiczną (ok. 5%), jest jednym z najniższych w Europie.

Wynagrodzenie podstawowe większości pracownic żłobków to ok. 40-50% średniego wynagrodzenia w gospodarce narodowej w naszym mieście. Dodatkowo, po wprowadzeniu ustawy żłobkowej, większości opiekunkom przedłużono czas pracy o 25 minut dziennie, nie rekompensując tego wzrostem wynagrodzenia. Pensje pracownic żłobków nie były rewaloryzowane od początku 2009 roku, kiedy w przypadku średniego wynagrodzenia w gospodarce narodowej w Poznaniu i województwie płace w tym okresie wzrosły o ok. 12,5%. Realna wartość wynagrodzenia w żłobkach – z powodu inflacji – poważnie spadła.

Stosunek do uposażenia i warunków pracy pracownic żłobków odzwierciedla stosunek władz centralnych i samorządowych do zadań opiekuńczo-wychowawczych wykonywanych głównie przez kobiety. Przedkłada się wydatki na wojsko, policję i stadiony nad wydatki na opiekę, edukację i kulturę. Zaniedbanie żłobków, przedszkoli, szkół i instytucji kulturalnych nie jest znamienne tylko dla obecnie rządzących polityków — jest to wynik patriarchalnej polityki kolejnych władz Poznania, w której nie było miejsca na finansowe dowartościowanie prac opiekuńczo-wychowawczych i edukacyjnych oraz placówek, w których są one prowadzone.

Aby uzasadnić swoją politykę, obecne władze odwołują się do argumentów demograficznych i faktu wyludniania się naszych miast. Jaki jest jednak powód tego, że generalnie wskaźnik przyrostu naturalnego w Polsce jest niższy niż w państwach Europy Zachodniej? Da się to wytłumaczyć, skąpymi nakładami budżetowymi na cele socjalne, opiekuńcze i wychowawcze. Według logiki przedstawionych przez zarząd miasta prognoz, Poznań za 100 lat zniknie z mapy. Jeżeli będzie kontynuowana dotychczasowa polityka miasta, jest to niestety groźba całkiem realna.

Szkoła to nie firma!

07 stycznia 2012 r. Dział: Publicystyka

Za tworzenie przyjaznej przestrzeni dla rozwoju edukacji w listopadzie 2011 roku Miasto Kraków zostało uhonorowane certyfikatem „Samorządowego Lidera Edukacji”. Prestiżową nagrodę odebrała Zastępca Prezydenta Miasta Krakowa Anna Okońska-Walkowicz. Teraz zapowiada ona drastyczne reformy: zamykanie szkół i cięcie wydatków na oświatę. Działania te w wielu sferach nie pozwolą szkołom na prawidłowe pełnienie podstawowych zadań.


Budżet Krakowa na edukację wynosi 1 mld 143 mln złotych. Z tej kwoty 675 mln stanowi subwencja oświatowa, czyli pieniądze przekazane bezpośrednio z budżetu państwa. Resztę czyli około 468 mln złotych dokłada Kraków z własnych środków. Zdaniem pani prezydent kwota ta jest stanowczo za duża. Dla porównania warto przytoczyć, iż na pensje miejskich urzędników z budżetu Krakowa przeznaczono 1,2 mld złotych.

 

Pomysłów na oszczędzanie Anna Okońska-Walkowicz ma kilka. Począwszy od drobnych jak zatrudniania zewnętrznych firm sprzątających w placówkach, zastąpienie szkolnych stołówek przez katering aż po przekazywanie mniejszych szkół stowarzyszeniom czy tworzeniu placówek molochów z oddziałami klasowymi po 40 osób. Wszystkie sposoby na oszczędzanie mają wspólny mianownik, którym jest komercjalizacja edukacji. Uczniowie których rodziców stać na płacenie za szkołę pozostaną w małych, przyjaznych placówkach być może z jeszcze lepsza ofertą niż obecnie. Biedniejsi będą skazani na naukę w szkołach dużych oferujących gorsze warunki nauki. W praktyce np. zamiana szkolnej stołówki na firmę kateringową będzie oznaczała wzrost cen posiłków. Te serwowane w stołówce kosztują średnio w granicach 3 złotych. Już w chwili obecnej części najuboższych dzieci na nie niestać. Kto będzie więc mógł sobie pozwolić na podawane przez firmę kateringową o wiele droższe obiady?

 

Niedawno okazało się jednak, że istnieją w Krakowie również takie szkoły, którym nawet i te zabiegi nie pomogą. Pani wiceprezydent przeznaczyła je do całkowitej likwidacji z powodu małej liczby uczniów, a tym samym zbyt kosztownego ich utrzymania w budynkach, które mogłyby być wykorzystywane lepiej, gdyby uczniów było więcej. Lub gdyby je odsprzedać, ewentualnie wynająć komuś innemu. Komuś, kto przynosi zysk. Wiele krakowskich szkół jest obecnie poddawanych wnikliwym kontrolom mającym wykazać ich nierentowność.

 

Rodzice i pracownicy przeznaczonej do likwidacji szkoła podstawowa nr 16 by uratować placówkę przedstawili szereg reform. Pomysły takie jak zatrudnienie zewnętrznej firmy sprzątającej, znalezienie firm, które będą wynajmować sale czy obniżenie temperatury w salach lekcyjnych o dwa stopnie znalazły uznanie w oczach pani prezydent. Krakowska „szesnastka” nie miała więc wyjścia – podobnie jak wiele innych szkół zmuszono ją by upodobniła się do firmy, której naczelnym zadaniem jest utrzymanie się na rynku. Zadanie tyleż konieczne, co kłopotliwe, bo przecież szkoły same z siebie zysków materialnych nie przynoszą, nie taka bowiem ich rola. Może o tym jednak nie wiedzieć pani Okońska-Walkowicz, która na spotkaniach z dyrektorami szkół otwarcie przyznaje, że posiada doświadczenie przede wszystkim w prowadzeniu niepublicznych placówek oświatowych, co jednak nie przeszkadza jej zająć się sprawami szkół publicznych.

Tymczasem wielu młodych ludzi uczęszczających do placówek, które pani wiceprezydent przeznaczyła do likwidacji, swoje szkoły wybrało ze względu na małą ilość uczniów, która pozwala na dobrą atmosferę w klasie i lepsze warunki do nauki. Przeraża ich edukacja w szkołach, w których sale i korytarze są zatłoczone, a uczniowie anonimowi. I mają rację, bo jeśli dzieci jest zbyt dużo, nie można poświęcić wystarczającej ilości czasu na zaspakajanie ich indywidualnych potrzeb edukacyjnych i rozwojowych. Oznacza to kształcenie na niższym poziomie, brak bezpieczeństwa i większe ryzyko wystąpienia trudności wychowawczych.

 

Zmniejszenie zespołów klasowych obiecywano nauczycielom już na przełomie lat 80. i 90., tymczasem kiedy do szkół wpływa niż demograficzny, utrzymuje się zatłoczone klasy, a placówki, które wreszcie odetchnęły od nadmiaru uczniów, zamyka się, zamiast skorzystać z naturalnej możliwości na poprawę ich funkcjonowania. Mnożą się pomysły na reformy, które chaotycznie jedna po drugiej wprowadzane są w życie, o najprostszych i najefektywniejszych rozwiązaniach się zapomina. Ale trudno się dziwić, skoro nauczyciele i uczniowie od dawna nie mają żadnego wpływu na decyzje podejmowane w sprawach oświaty, chociaż to właśnie oni są najbliżej szkolnych problemów.

 

Kłopotliwy wydaje się także specyficzny charakter niektórych placówek przeznaczonych do likwidacji. Zamknięty ma zostać między innymi Specjalny Ośrodek Szkolno-Wychowawczy nr 5 oraz Zespół Szkół Specjalnych nr 2. Trudno wyobrazić sobie przeniesienie uczącej się tam młodzieży do pierwszej z brzegu placówki, która będzie w stanie pomieścić odpowiednią ilość uczniów. Dyrektor Gimnazjum nr 3 (szkoły, która również ma być zamknięta), pani Anna Kantorek, długo zabiegała o stworzenie klasy integracyjnej dla dzieci z problemami zdrowotnymi i emocjonalnymi. Urząd nie wyraził zgody, zatem w wielu przypadkach nauczyciele byli zmuszeni zorganizować dla uczniów z dysfunkcjami nauczanie indywidualne i zajęcia rewalidacyjne, które zawyżają koszty. Nie sposób jednak opszeć się wrażeniu, że w przypadku tej placówki powodem rozrzutności nie jest zła wola dyrekcji, lecz brak doświadczenia urzędników. Powszechnie wiadomo również, że w im mniejszych zespołach uczą się dzieci z dysfunkcjami, tym bardziej możliwe jest udziele im odpowiedniej pomocy.

 

Problemem okazuje się również Zespoł Szkół Mechanicznych nr 4, a właściwie pomysł jego likwidacji. Bo co zrobić z uczniami, którzy kształcą się w zawodzie technika lotniczego (dodajmy w jedynej takiej szkole w Małopolsce) i są właśnie w środku lub na ukończeniu cyklu kształcenia? Na to pytanie nie ma właściwej odpowiedzi. Bo jeśli szkoła zniknie, województwo nie będzie miało dla nich żadnej oferty na dokończenie edukacji w zawodzie, w którym już zaczęli się kształcić.

 

Ale być może nie powinno nas to dziwić, bo bez odpowiedzi pozostaje o wiele więcej pytań. Na przykład: jak miasto, które odmawia opieki nad Młodzieżowymi Domami Kultury i spycha ten obowiązek na rodziców, może otrzymać nagrodę „Samorzadowego Lidera Edukacji”? Jak może otrzymać ją miasto, które ze swoimi szkołami chce zrobić dokładnie to samo, bo uważa, że są nieopłacalne?

 

Zmiany bez wątpienia są konieczne. Ale najważniejsza z nich powinna dotyczyć naszej podmiotowości. Czas, aby decyzje podejmowali ci, których będą dotyczyły ich skutki.

„Dziecko to nie koszt, Panie Prezydencie“ – tymi słowami Aleksandra Sołtysiak ze Stowarzyszenia My-Poznaniacy skwitowała politykę prezydenta Grobelnego podczas wczorajszej (21 grudnia) debaty na temat restrukturyzacji poznańskiej oświaty. Dyskusje o przyszłości lokalnych placówek oświatowych toczą się w Poznaniu od kilku tygodni. Cięcia budżetowe, forsowane przez władze zakładają przekształcenia (łączenie lub przenoszenie) lub likwidację szeregu przedszkoli, gimnazjów i szkół średnich, czemu sprzeciwia się społeczność miejska.

Podczas wczorajszej debaty, zorganizowanej przez Głos Wielkopolski, próbowano odpowiedzieć na pytanie: czy proponowane przez Prezydenta zmiany w oświacie są konieczne i dlaczego przeprowadzane są w taki, a nie inny sposób?

Na spotkanie zaproszono prezydentów Ryszarda Grobelnego i Sławomira Hinca, radnych Joannę Frankiewicz, Marka Sternalskiego, Przemysława Foligowskiego i Tomasza Lewandowskiego, Aleksandrę Sołtysiak ze Stowarzyszenia My-Poznaniacy oraz dyrektora wydziału oświaty Andrzeja Tomczaka. Wśród licznie zgromadzonej publiczności nie zabrakło oburzonych nauczycieli, ich wychowanków oraz rodziców, którzy od wielu miesięcy bez powodzenia usiłują dowiedzieć się co tak naprawdę planują władze wobec szkół i przedszkoli, jak mają wyglądać przekształcenia, jakich konkretnie placówek dotyczą i na jakiej podstawie je wytypowano? Udział w debacie wzięli także przedstawiciele Federacji Anarchistycznej i Inicjatywy Pracowniczej, którzy rozdawali ulotki wyjaśniające swoje stanowisko względem polityki władz miasta oraz postawione przez siebie żądanie zwiększenia nakładów finansowych na edukację.

Przez pierwszą godzinę dyskusja toczyła się w gronie zaproszonych gości. Nie uczestniczył w niej Prezydent Grobelny, który pojawił się z godzinnym opóźnieniem. Według relacji Sławomira Hinca, ze względu na obecny niż demograficzny, likwidacji ulec ma od 8-12 gimnazjów. Zaoszczędzone w ten sposób fundusze (od 2 do 5 mln zł) mają być przeznaczone na poprawę jakości kształcenia w pozostałych placówkach oświatowych. Takie tłumaczenie okazało się kpiną z punktu widzenia radnego Tomasza Lewandowskiego, który zapewniał, że w skali miejskiego budżetu jest to bardzo mała kwota i zawsze można ją znaleźć w innych sferach. Jego zdaniem edukacja nie powinna być przedmiotem cięć budżetowych, zanim nie przedyskutuje się dokładnie jak poprawić jakość nauczania. Z Prezydentem nie zgadzała się też Aleksandra Sołtysiak, która przedstawiła dane demograficzne na następne lata, świadczące o tym, że już w niedalekiej przyszłości będziemy mieli do czynienia z wyżem, a wtedy szkół zabraknie. Krótkowzroczne plany Prezydenta w ogóle nie biorą tego pod uwagę. Pomijane są też analizy tego, jak w najbliższych latach zmieni się demografia poszczególnych dzielnic miasta.

Radni i przedstawicielka My-Poznaniaków byli rozgoryczeni sposobem wprowadzania przez władze planu restrukturyzacji. Decyzje, które placówki mają być przekształcane lub zamykane, zmieniają się jak w kalejdoskopie. Ponad to mimo ciągłych prób uzyskania od Prezydenta konkretnych informacji na temat restrukturyzacji, do dziś do końca nie wiadomo jak proces ten ma wyglądać. Na wysyłane do Prezydenta wnioski o udzielenie informacji Prezydent nie odpowiada, natomiast jego wypowiedzi podczas debat i komisji oświaty są ogólnikowe i niespójne. Radni oraz strona społeczna są niedoinformowani i całkowicie pomijani w kształtowaniu planów restrukturyzacji placówek oświatowych.

Identyczny zarzut wystosowała strona społeczna. Przedstawiciele poszczególnych szkół są oburzeni faktem, że nie brali udziału w przygotowaniu koncepcji przekształceń. Wiele z nich stworzyło własne, alternatywne plany restrukturyzacji. Na próżno, zdanie mieszkańców w tej dyskusji nie ma najmniejszego znaczenia. Przykładem jest obwodowe gimnazjum na Jeżycach z klasą sportową, któremu w tym roku wydział oświaty nie wydał zgody na otworzenie klasy z uczniami z innych obwodów, którzy chcieli do niej uczęszczać. Tymczasem to samo gimnazjum ma być zlikwidowane lub połączone z innym ze względu na brak wystarczającej ilości wychowanków.

Główne kontrowersje budzi jednak pomysł łączenia i likwidacji gimnazjów na Ratajach, Grunwaldzie i Winogradach. Mieszkańcy sprzeciwiają się także przenoszeniu gimnazjów do budynków, w których obecnie mieszczą się licea. Ich zdaniem łączenie trzynastolatków z osiemnastolatkami zaszkodzi gimnazjalistom. Hinc wyjaśniał, że przeniesienie gimnazjum nr 9 do budynku, w którym aktualnie mieści się XX LO, jest konieczne ponieważ szkoła podstawowa, z którą gimnazjum połączone jest obecnie, potrzebuje więcej sal. Znaczny przyrost dzieci w szkołach podstawowych nie jest jednak dla władz wystarczającym dowodem na to, że eliminowanie gimnazjów może w przyszłości przynieść katastrofalne skutki. Łatwiej jest bowiem szkołę zlikwidować, niż ją na nowo otworzyć.

Przedstawicielom władzy zarzucono także brak rzetelnej wiedzy o poznańskich placówkach oświatowych oraz to, że ich słowa i obietnice nie pokrywają się z praktyką. Prezydent jasno zaznaczał, że likwidowane będą szkoły, które są dla uczniów nieatrakcyjne, a przez to rzadziej są przez nich wybierane. W rzeczywistości wśród wytypowanych do zamknięcia placówek znalazły się takie, które niedawno przeszły gruntowne remonty i cieszą dużą popularnością. Prezydent nie chce jednak słuchać głosu mieszkańców. Jego postawa, atakująca społeczności szkolne i agresywne stawianie na swoim sugeruje, że mimo sprzeciwów, Grobelny i tak zrobi co będzie chciał.

W trakcie debaty, Prezydenci oraz radna Joanna Frankiewicz oświadczyli, że głównym celem przemian jest podniesienie poziomu edukacji w poznańskich szkołach. Jednak zapewnienia Prezydentów i radnej o ich dobrych intencjach nie przekonały strony społecznej ani części zaproszonych gości. Od kilku tygodni mówi się o likwidacji lub prywatyzacji szkół, pomijając temat poprawy stanu edukacji. Liczne protesty przeciwko planom restrukturyzacji wzięły się stąd, że od początku mówi się o „eliminowaniu“ placówek opiekuńczo-wychowawczych, a nie podnoszeniu poziomu ich nauczania. W takiej sytuacji oczywiste jest, że tłumaczenia Grobelnego i Hinca są ewidentnym kłamstwem.

Nie ulega wątpliwości, że restrukturyzacja zaproponowana przez Prezydenta opiera się głównie na łączeniu, przenoszeniu, likwidacji i przekazywaniu organizacjom pozarządowym placówek oświatowych. Wbrew sugestiom Ryszarda Grobelnego, nie poprawi to stanu nauczania w Poznaniu, ani nie zapewni młodzieży równego i łatwego dostępu do szkół. Prezydent stawia na szkoły „dobre“, bo często są  równocześnie tańsze (dostają większe subsydia od państwa). Jednak, jak zauważyli mieszkańcy, ocenianie szkół tylko na podstawie bilansu zysków  i strat ekonomicznych oraz wyników egzaminów jest błędem. Pomija się przy tym bowiem społeczną funkcję szkoły, to jaką wartość stanowi ona dla lokalnej społeczności, dla uczących się w niej dzieci oraz zatrudnionych pracowników. 

Poza granicami naszego kraju mówi się wiele o konieczności restrukturyzacji sposobów nauczania względem zmieniających się realiów. Coraz łatwiejszy i szybszy dostęp do informacji zmienia bowiem funkcje nauczycieli oraz całych szkół, takie kwestie w poznańskich dyskusjach o edukacji całkowicie pominięto. Nadal nie wiemy też jak otwierać placówki oświatowe  aby każdy młody mieszkaniec miasta chciał do nich uczęszczać i miał do nich równy i łatwy dostęp.

W rzeczywistości, dyskusja o edukacji w kategoriach zysków i strat, powinna być odbywać się w ramach rozmów o lokalnym budżecie. Tworzenie złudzeń, że debaty na temat poszczególnych działów budżetu są debatami na temat edukacji, zdrowia, dożywiania, stanu dróg rowerowych i kultury, odwraca uwagę mieszkańców od kwestii planowania całej polityki miasta. Edukacja to tylko część większego planu obniżania wydatków miasta. Podobnie dzieje się w innych sektorach, obcina się koszty komunikacji miejskiej, ochrony zdrowia, opieki instytucjonalnej, kultury, opieki społecznej, remontów dróg itd. Dlatego dyskutując o oświacie powinniśmy jednocześnie zadawać pytania: z czego wzięły się długi miasta? Jakie i czyje decyzje doprowadziły do tak złego stanu naszych wspólnych finansów? Kto ma za to płacić? Gdzie i dlaczego w taki sposób planuje się cięcia?

Poznańscy przedstawiciele władzy wykonawczej - Ryszard Grobelny oraz Sławomir Hinc po raz kolejny jasno pokazali, iż uważają za zbędną dyskusję z mieszkańcami oraz z przedstawicielami władzy ustawodawczej. Domagający się przedłużenia czasu rozmów na temat projektu, a także wprowadzenia większej ilości debat i realnych konsultacji dotyczących tego czy w ogóle, a jeżeli już to co dokładnie warto restrukturyzować, jeżeli chcemy zwiększyć jakość edukacji, radny Lewandowski otrzymał odpowiedź – według algorytmu Grobelnego nic nie wymaga dyskusji, a miasto zaoszczędzi wprowadzając konkurencję rynkową na polu edukacji.

Spotkanie pokazało też gotowość mieszkańców do walki o swoje placówki. Nie możemy jednak dopuścić do tego, aby jedna grupa społeczna osiągała swój cel kosztem drugiej, jedno gimnazjum uzyskiwało przywileje kosztem innego, przedszkola ratowały się kosztem żłobków. Musimy postawić jasne żądanie zaniechania cięć budżetowych w sektorach ważnych dla lokalnej społeczności (Prezydent może w końcu obcinać wydatki w dziedzinach takich jak promocja miasta lub radykalnie zmniejszyć pensje najwyżej postawionych urzędników). Jeśli nie będziemy rozmawiać o budżecie jako spójnej całości, możemy spowodować przerzucanie kosztów kryzysu w ramach dziedzin, których finansowania nie chcemy obniżać, np. zdrowia, polityki społecznej, oświaty itp. Co więcej, godząc się na dzielenie debaty o budżecie na poszczególne sektory i walcząc tylko o jedną z nich, tworzymy podziały między nami, które osłabiają naszą siłę.