Zaloguj

Federacja Anarchistyczna

Jesteś tu: Start / Przyłącz się /
A+ R A-
Artykuły w sekcji: Represje

Po czarnym proteście nieczyste zagrania policji widać jeszcze wyraźniej niż dotychczas. Poznańska policja zachowuje się bowiem jak złodziej, który przyłapany na kradzieży woła „łapać złodzieja” . Tymi złodziejami mają być poznańscy anarchiści, którzy – według słów policji – podręcznikowo i profesjonalnie przygotowali się do wszczęcia zamieszek podczas wspomnianego protestu.

 

W ten sposób próbuje się odwrócić uwagę od faktu, że to zachowanie policji raziło brutalnością i chaotycznością – dosłownym biciem na oślep.

 

Wizerunek policji został poważnie nadszarpnięty; by go ratować w oparach gazu łzawiącego urządzono łapankę i w konsekwencji zatrzymano trzy przypadkowe osoby. Wszystko to potwierdzają nie tylko anarchiści, ale też postronne uczestniczki demonstracji. Niektóre z nich same zostały poszkodowane w wyniku działań policji. Nie lepiej było na komisariacie: jedna z zatrzymanych mówiła mediom o złym traktowaniu – przyciskaniu do podłogi radiowozu, obelgach i wyzwiskach. Samo zatrzymanie również pozostawiało wiele do życzenia. Aktywiści byli szarpani, ciągnięci po ulicy i chodniku, wcześniej zostali spryskani gazem łzawiącym.

 

Znamy już zarzuty wobec trzech zatrzymanych osób – to paragraf 222 czyli naruszenie nietykalności cielesnej funkcjonariusza na służbie. Grozi za to do 3 lat więzienia. Policja podała, że złapała zamaskowanych chuliganów, a jeden z zatrzymanych mężczyzn był w przyszłości zatrzymany w podobnych incydentach.

 

Tak, to prawda – paragraf 222 jest nam dobrze znany: podobne zarzuty działaczom/działaczkom  poznańskiego środowiska anarchistycznego stawiano wielokrotnie. Jest to bowiem najłatwiejszy sposób na dyskredytowanie inicjatyw bezpośrednio uderzających w antyspołeczne poczynania władz. Zatrzymani – oraz wiele innych osób z naszego środowiska - nie raz brali udział w „podobnych incydentach”. Te incydenty to najczęściej blokowanie eksmisji, działanie na rzecz respektowania praw pracowniczych i reagowanie na policyjną przemoc, na przykład stosowanie biernego oporu gdy policja atakuje pokojowe demonstracje. Jedna z zatrzymanych osób została skazana z paragrafu 222 właśnie w wyniku blokowania eksmisji w Nowej Soli w 2010r. Niedawno wyszedł z więzienia nasz przyjaciel Łukasz Bukowski, który trafił za kraty z tej samej przyczyny. O jego sprawie głośno było w mediach ogólnopolskich.

 

W ten oto sposób kryminalizuje się działalność społeczną, a aktywistów i aktywistki sprowadza wyłącznie do roli zadymiarzy  i do znudzenia sadza w ławie oskarżonych. Za pomocą kolejnych wezwań, przesłuchań i rozpraw próbuje się po prostu tłumić opór społeczny. Pomóc w tym mają policyjne pałki, gaz łzawiący oraz wspomniany paragraf będący głównym orężem policji w walce z anarchistami. Podobnie - poprzez propozycje kolejnych ustaw i restrykcyjne prawo dotyczące aborcji - kryminalizuje się kobiety, które chcą decydować o sobie. Po demonstracji 3 października, władze próbują wmówić społeczeństwu, że w Poznaniu czarny protest zawłaszczyli anarchistyczni chuligani. Wszystko po to, by odwrócić uwagę od oporu stawianego przez tysiące kobiet i mężczyzn, które – wraz z anarchistami i anarchistkami jak i niezależnie od nich – ruszyły pod biuro PiS. To tam protestujący wyrazili swój gniew i przekroczyli granicę ram protestu, w które policja chce nas wpisać, by łatwiej spacyfikować i ujarzmić wszystkich niezadowolonych. Sprawić, by swój gniew skierowali nie przeciwko władzy a innym protestującym, czyli – w konsekwencji – by wystąpili przeciwko samym sobie.

 

Policja i prokuratura obecnie działa w wyjątkowym pośpiechu -  pod presją, z gotowymi tezami, bo sprawę chce się wykorzystać politycznie. Sygnatury spraw są znane już dwa tygodnie od zatrzymania, co zwykle się nie zdarza. Minister już drugiego dnia, jeszcze przed postawieniem zarzutów wiedział, kto jest winny i kto powinien być skazany. Dobrze wiemy, że ten pospiech nie jest przypadkowy. Dobrze też wiemy, że lokatorzy i pracownicy czekają na wyroki przeciwko nieuczciwym pracodawcom i kamienicznikom latami.

 

Nie zostawimy oskarżonych samych – byli oni wraz z tysiącem osób na proteście po to, żeby kobiety chcące decydować o swoim życiu nie szły do więzienia, ani nie były traktowane przez policję czy prokuraturę właśnie tak, jak trójka naszych przyjaciół. Jeśli policja chce zrobić z nas chuliganów, solidarnie odpowiadamy: wszyscy jesteśmy chuligankami!

3 października w poniedziałek na Pl. Adama Mickiewicza, mimo nieustannie padającego deszczu około 10 tysięcy osób protestowało przeciwko pomysłom zaostrzenia już i tak drakońskich przepisów antyaborcyjnych. Protest, który formalnie rozpoczął się już o godzinie 14:00, dał szansę na zabranie głosu w sprawie tym, które od lat są ignorowane, gdy tylko powracają tematy prawa do aborcji, rzetelnej edukacji seksualnej, dostępu do fachowej służby zdrowia, ochrony przed przemocą i dyskryminacją, czyli samym kobietom.

 

W wystąpieniach podkreślano, że walka toczy się o prawo do wyboru, które już teraz jest kobietom ograniczane, a zgodnie z projektem skierowanym do dalszych prac sejmowych ma im być de facto całkowicie zabrane. Starano się zwrócić uwagę, że wprowadzenie zmian nie zatrzyma zabiegów aborcyjnych - tak jak obecnie są i będą one dokonywane. Niestety restrykcyjne przepisy uderzą w kobiety w gorszej sytuacji materialnej, a niektóre narażą na dokonywanie zabiegów w niezwykle niebezpiecznych dla ich zdrowia i życia warunkach. Takie oczywistości nie docierają do głów ustawodawców, dopóki nie zostaną wystarczająco głośno wykrzyczane.

 

Na proteście nie zabrakło również matek, które same urodziły dzieci z poważnymi wadami. One również podkreślały swój sprzeciw wobec zaostrzania przepisów, potrzebę pozostawienia prawa do wyboru kobiecie, a także olbrzymi brak wsparcia dla tych kobiet, które zdecydują się urodzić dzieci obarczone poważnymi chorobami.

 

W trakcie wystąpień nie zapomniano również upomnieć się o prawa osób o innej niż heteroseksualna orientacji. Ich również dotkną proponowane zmiany w prawie, one również kolejny raz są wykluczane i pomijane jako te osoby, których głos się nie liczy.

 

Jasno wykazano, że zaostrzenie przepisów będzie prowadziło do tragedii takich jak niedawna, gdzie 12-letnia ofiara gwałtu urodziła dziecko. Przy aplauzie prawicowych publicystów ofiara przemocy została potraktowana jak żywy inkubator pozbawiony praw do samostanowienia o własnym ciele. Podobnych tragedii można i należy unikać.

 

Trudno oddać całą energię niektórych wystąpień oraz uczucie solidarności, które im towarzyszyło. Naprawdę wielkie brawa dla wszystkich uczestniczek i uczestników.

 

Po zakończeniu oficjalnej części manifestacji spora część zgromadzonych osób, pod hasłami „Jesteśmy wkurwione, idziemy pod PiS” oraz ze słowami przyśpiewki „Szydło, niestety, twój rząd obalą kobiety” wyruszyły pod biuro partii rządzącej Prawo i Sprawiedliwość na ulicy św. Marcin. Pod samym biurem przy nieustającym wznoszeniu haseł „Solidarność naszą bronią”, „To jest strajk ostrzegawczy”, doszło do drobnych przepychanek z pilnującą wejścia do biura partii policją. W wyniku interwencji funkcjonariuszy zostały zatrzymane prawdopodobnie trzy osoby. W stronę szpaleru policyjnego poleciały race i petardy. Przez długi czas protestujący nie dopuszczali do odjechania samochodu z zatrzymanymi, skandując „Solidarność naszą bronią” i „Uwolnić zatrzymanych”. Po około pół godziny manifestujący, skandując „Jeszcze tu wrócimy”, skierowali się w stronę Placu Wolności, gdzie protest dobiegł końca. Grupa około 200 osób udała się pod komisariat na Al. Marcinkowskiego, gdzie zorganizowano spontaniczną pikietę domagającą się wypuszczenia zatrzymanych.

 

Na zakończenie pragniemy zaapelować do malkontentek i malkontentów. Nie lamentujcie nad kilkoma petardami czy racami, które poleciały w stronę opancerzonych od stóp do głów policjantów prewencji. Nie lamentujcie nad tym, że w wyniku protestu zakorkowany został Poznań, a bogu ducha winni mieszkańcy miast mieli dziś utrudniony powrót do domu. Zacznijcie wreszcie lamentować nad realnymi zmianami, które wprowadza obecna władza. A władza będzie nas ignorować tak długo, aż nie zobaczy, że możemy po nich przyjść do ich biur poselskich, pod urzędy, a nawet pod domy tych posłów i posłanek. Czas walczyć o nasze prawa i pokazać, że w tej walce będziemy sięgać również po radykalne metody.

 

czytaj także:

(Akt) Zatrzymano Gosię z Zemsty! Oświadczenie kolektywu Zemsta

Po niemal 4 miesiącach absolutnej izolacji udało się wyciągnąć ich z aresztu.
To zwolnienie dowodzi jak słabe są policyjne dowody i jak bardzo “niezbędne czynności” prokuratury były grą na czas pt. areszt wydobywczy.

Kampania solidarnościowa nadal trwa – właściwy proces karny dopiero przed nami. Zatrzymani nadal potrzebują naszego wsparcia, najbardziej w sferze informacyjnej i finansowej. Pieniądze przydadzą się na prawników i zwrot kaucji. Szerzenie obiektywnej, nie-policyjnej wiedzy o tej sprawie i represjach także realnie poprawi ich szanse procesowe i zabezpieczy środowisko przed dalszymi represjami.

 

Solidarność naszą bronią!

 

 

czwartek, 13 października 2016, godz. 18:00

Królestwo Bez Kresu, ul. Piłsudskiego 8-10, Rzeszów

film: "PROWOKACJA: CASO BOMBAS", Chile, 2013, czas: 80 min.

(Po filmie przewidziana dyskusja.)

 

19 sierpnia 2016 roku o godzinie 9:40 kilkunastu anarchistów/ek uczciło minutą ciszy pamięć ofiar policyjnych nadużyć. Symboliczny protest odbył się w dniu rozprawy o przekroczenie uprawnień przez Macieja Kuźniewskiego, policyjnego bandytę rażącego paralizatorem uczestników happeningu na Uniwersytecie Ekonomicznym.

 

Funkcjonariusz nie pojawił na rozprawie, być może się bał, a jego pełnomocnik prawie nie zabierał głosu, prawdopodobnie zażenowany postawą swego klienta. Tymczasem koledzy Kuźniewskiego postanowili filmować protest przed sądem. Na wezwania do wylegitymowania funkcjonariusze zasłaniali się „wykonywaniem czynności służbowych”, licznie też obstawili wejście do budynku. Poniżej prezentujemy oświadczenie Federacji Anarchistycznej s. Poznań i Anarchistycznego Czarnego Krzyża nt. policyjnej przemocy – zarówno podczas wspomnianego wykładu, jak i obecnie:

 

WIĘCEJ UPRAWNIEŃ DLA POLICJI TO WIĘCEJ OFIAR!
DOŚĆ POLICYJNEGO BANDYTYZMU!

 

OŚWIADCZENIE

 

W grudniu 2013 roku, podczas skandalicznego pseudo-wykładu skrajnie prawicowego  ks. Pawła Bortkiewicza na Uniwersytecie Ekonomicznym w Poznaniu, miał miejsce anarchistyczny happening. Został on brutalnie zakłócony przez policjantów w cywilu. Jeden z nich raził prywatnym paralizatorem uczestników i uczestniczki zdarzenia. Po długim procesie sprawę umorzono. Teraz policjant odwołuje się i żąda całkowitego uniewinnienia. W kontekście zajść podczas wykładu, kiedy to pobito i rażono paralizatorem happenerów/rki, uznajemy to za skandaliczne i niedopuszczalne. Podczas sprawy trzech świadków będzie zeznawać na temat policyjnej przemocy tego dnia.
W ostatnich miesiącach bezkarność policji oraz liczba ofiar jej interwencji wciąż rośnie. Pojawiają się ofiary śmiertelne (ostatnia – w Szczecinie). Czas powiedzieć: stop policyjnej przemocy!

 

Statystyki dot. policyjnych przestępstw wskazują, że zaledwie 3,5 proc. spośród 16 tys. skarg na nadużycia ze strony policji prokuratura kieruje do sądu. Pozostałe umarza lub odmawia wszczęcia postępowania. Dane te dotyczą wymuszania zeznań przez policjantów, bezprawnej ochrony interesów wpływowych osób i znęcania się nad zatrzymanymi. W przypadku wymuszania zeznań biciem statystyka jest jeszcze gorsza: tylko 1,3 proc. spraw kończy się aktem oskarżenia. Do tego dochodzą przypadki policyjnych zabójstw.

Sprawa 25-letniego Igora z Wrocławia, zabitego przez policjantów, trafiła do świadomości odbiorców mediów tylko dzięki postawie kilkuset ludzi. Protestując przez wiele dni upominali się pod komisariatem, na którym doszło do zabójstwa, o pamięć Igora i sprawiedliwość dla jego oprawców.   Kilka dni temu policjanci zabili kolejną osobę – tym razem zastrzelono w Szczecinie chłopaka, który rzekomo nie zatrzymał się na wezwanie.  Sprawę opisały media, ale zabójca wciąż pozostaje na wolności. Nie pozwolimy na dalsze zamiatanie pod dywan policyjnego bandytyzmu! Dość bezkarności policji!

Obecnie stoimy przez realną groźbą zwiększenia się represji i policyjnej przemocy nie tylko wobec aktywistów, ale też całego społeczeństwa. Kontrowersyjna ustawa antyterrorystyczna, wcześniej kuriozalna  ustawa inwigilacyjna – wszystko  to oznacza w praktyce zgodę na ingerencję służb w prywatność każdego z nas!

 

Zadajemy więc pytanie: Czy więcej uprawnień dla policji oznacza więcej policyjnych ofiar? Obawiamy się, że odpowiedź na to pytanie jest jednoznaczna. Apelujemy o przeciwstawianie się policyjnemu bandytyzmowi i nagłaśnianie wszelkich przypadków policyjnych nadużyć! Stop bezkarności policji!

 

Federacja Anarchistyczna sekcja Poznań
Anarchistyczny Czarny Krzyż
20160819 094632

GOPR2535

20160819 094636

20160819 095313

Łukasz Bukowski skazany na karę trzech miesięcy więzienia, został właśnie przeniesiony do Zakładu Karnego w Gorzowie Wlkp.

Szczegółowo o jego sprawie informowaliśmy tutaj. Pamiętajmy, że pobyt Łukasza w więzieniu to forma protestu i wypadkowa jego udziału w akcji antyeksmisyjnej. Na portalu społecznościowym powstał fanpage gdzie możecie znaleźć sporo informacji o sprawie Łukasza. Apelujemy o wysyłanie listów i kartek pocztowych celem udzielenia wsparcia i okazania solidarności z osadzonym. Jeśli nie wiecie jak rozpocząć taką korespondencje, zerknijcie tutaj. Oto nowy adres:

 

Łukasz Bukowski syn Zbigniewa

Zakład Karny Gorzów Wielkopolski P-2

ul. Podmiejska 17

66-400 Gorzów Wlkp.

 

SOLIDARNOŚĆ NASZĄ BRONIĄ!!!

Wczoraj, na ul. Młyńskiej 1 przed bramą Aresztu Śledczego odbył się wiec solidarnościowy z odbywającym karę trzech miesięcy więzienia Łukaszem Bukowskim. Przypomnijmy, że Łukasz wraz z aktywistkami i aktywistami lokatorskimi brał udział w nieudanej blokadzie eksmisji rodziny państwa Jencz. Szczegółowo sprawę relacjonowaliśmy tutaj.

 

Wynikiem próby zablokowania eksmisji było zatrzymanie kilku osób, w tym Łukasza. Postawiono mu wówczas zarzut naruszenia nietykalności funkcjonariusza policji. Łukasz utrzymuje, że zarzuty naruszania nietykalności policjanta są niesłuszne, a jego ukaranie było formą odwetu za podjęty opór społeczny. Aktywista w proteście przeciwko polityce eksmisyjnej i postępowaniu policji, odmówił poddania się karze grzywny, która została zamieniona na przymusową pracę, a ostatecznie na pozbawienie wolności.

 

Wczorajszy protest zgromadził blisko trzysta osób, chcących wyrazić solidarność zarówno z uwięzionym aktywistą, jak i pokazać swój sprzeciw wobec antyspołecznej polityce, prowadzącej do łamania praw lokatorów i eksmisji.

 

Jarosław Urbański z Wielkopolskiego Stowarzyszenia Lokatorów podkreślał, że to właśnie proceder eksmitowania osób starszych, schorowanych, czy z różnych przyczyn popadających w spiralę zadłużenia jest zasadniczą osią sporu i problemem, z którym musimy walczyć. To prawo, pozwalające na wyrzucanie lokatorów de facto na bruk wskutek braku lokali socjalnych, jest prawem, które realnie uderza w życie wielu tysięcy obywateli. W przeciwieństwie do jałowych sporów wokół Trybunału Konstytucyjnego, konflikt wokół praw lokatorów nie jest jałowym sporem ekspertów i prawników. To opór lokatorów i aktywistów społecznych, takich jak Łukasz, pozwolił unaocznić kwestię czyszczenia kamienic, a nawet wymógł zmiany w owym prawie. A jednak dziś to Łukasz siedzi w areszcie, podczas gdy "czyściciele" kamienic, a szczególnie ich mocodawcy nadal pozostają wolni i bezkarni.

luk1

Szczegóły eksmisji rodziny państwa Jencz, przypomniała Katarzyna Czarnota z WSLu. Podkreśliła, jak ważne była solidarność różnych ludzi biorących udział w owej próbie blokady dla połączenia sił i zjednoczenia lokatorów. Podkreślała, że tylko nagłośnienie problemu dało szansę na realną pomoc dla eksmitowanej już rodziny, której pomoc przez lata powołane do tego instytucje nie potrafiły im skutecznie udzielić.

Głos na wiecu zabrała sama pani Katarzyna Jencz. Kobieta poruszająca się na wózku przypomniała, że wobec niej i jej męża policja zgromadziła olbrzymie siły. Uzbrojeni i w pełnym rynsztunku policjanci prewencji wkroczyli do ich mieszkania, jakby działali przeciwko najgroźniejszym przestępcom. Co bardzo dobrze zapamiętała pani Katarzyna, kiedy ona sama leżała w łóżku, nie mogąc się samodzielnie podnieść z uwagi na niepełnosprawność, jeden z policjantów cały czas stał nad nią i „bawił się pałką”. Takie postępowanie rzekomych stróżów prawa, na trwałe pozostanie w pamięci eksmitowanej kobiety. Podziękowała ona za postawę Łukasza i apelowała o solidarność, bo tylko zjednoczeni lokatorzy mogą sprzeciwić się niesprawiedliwości w naszym kraju.

luk2

Kolejnym zabierającym głos na wiecu był Piotr Ciszewski z Warszawskiego Stowarzyszenia Lokatorów. On również podkreślił, że ważniejsza jest walka o prawa lokatorów od udziału w wiecach na rzecz obrony demokracji. Prawdziwa demokracja wyraża się właśnie w obronie praw tych, którzy codziennie muszą zmagać się ze skutkami reprywatyzacji czy próbami nielegalnych eksmisji. Obrona ich praw to faktyczna obrona demokracji. Ciszewski zaznaczył, z jak wieloma tragediami związanym z łamaniem praw lokatorów mamy do czynienia. Do najtragiczniejszego doszło w Warszawie, gdzie zamordowano aktywistkę lokatorską Jolantę Brzeską. Sprawcy tego czynu nadal pozostają bezkarni, a mimo nagłośnienia sprawy ograny ścigania są dalekie od jej wyjaśnienia. Piotr zaznaczył, jak ważne jest, wobec powyższego, dalsze działanie w ramach ruchu lokatorskiego i szerzej w ramach wali z niesprawiedliwością społeczną

luk3

Swoje zdanie w obronie Łukasza wyraził również Piotr Ikonowicz z Ruchu Sprawiedliwości Społecznej. Jeszcze nie tak dawno to Łukasz wraz z innymi aktywistami i aktywistkami z Poznania uczestniczył w pikiecie solidarnościowej z zatrzymanym Piotrem Ikonowiczem. Dziś role się odwróciły i to Ikonowicz apelował o wolność dla Łukasza Bukowskiego. Podkreślał, jak ważne jest niepopadanie w defetyzm i walka o zmianę społeczną. Jedynie dzięki stałemu naciskowi ruchów społecznych, możliwa jest zmiana obecnej sytuacji, w której coraz więcej osób popada w biedę, uzależnia się od lichwiarskich pożyczek i jest skazana na ciągłe zaciskanie pasa.

luk4

Na wiecu nie zabrakło również wsparcia ze strony przedstawicieli warszawskiego skłotu Syrena. Łukasz Bukowski wielokrotnie uczestniczył w akcjach w Warszawie i wspierał działania Kolektywu Syrena. Nie zabrakło również wystąpień przedstawicieli Lubelskiej Akcji Lokatorskiej, a także wsparcia ze strony lokalnych działaczy społecznych z Poznania.

W trakcie przerw między kolejnymi przemówieniami zebrani skandowali hasła: „Łukasz Bukowski jesteśmy z tobą”, „Dość łamania praw lokatorów”, „Eksmisje stop”, „Policja broni bogatych przed biednymi”, „Nie będzie pokoju bez sprawiedliwości”. Wiecowi towarzyszyła również grupa samby, a zakończenie wiecu uświetnił występ muzyka-poety i aktywisty społecznego Szczepana Kopyta, który w ten sposób również chciał okazać wsparcie i solidarność z uwięzionym .

luk5
Po zakończeniu manifestacji, gdy jej uczestnicy już się rozchodzili, u zbiegu ulic Pułaskiego i Al. Wielkopolska grupa aktywistów została zaatakowana przez nieumundurowanych funkcjonariuszy policji. Po napaści ze strony tajniaków, nadjechały dodatkowo cztery policyjne radiowozy z funkcjonariuszami prewencji w pełnym rynsztunku i w brutalny sposób zatrzymano co najmniej 4 osoby.

Zajście spowodowało, iż w geście solidarności grupa 100 aktywistów udała się na komisariat przy Al. Marcinkowskiego, gdzie przetrzymywano działaczy. Pod komisariatem odbyła się pikieta solidarnościowa, a część osób protestowało wewnątrz budynku, skandując „Uwolnić zatrzymanych!”. Na miejscu pojawiły się oddziały prewencji.

W następstwie pikiety policja zatrzymała autobus z warszawskimi aktywistami, chcąc wylegitymować jednego z nich, pod zarzutem zniszczenia elewacji na komisariacie – na miejsce zatrzymania dotarli poznańscy anarchiści i solidarnie stanęli w obronie przetrzymywanych kolegów i koleżanek. Po kilkunastu minutach przepychanek z policją autokar odjechał nieniepokojony. Jak można przeczytać w lokalnej gazecie, rzecznik policji przyznał, że żadne elewacja nie została uszkodzona.
Wieczorem, wszyscy z zatrzymanych zostali wypuszczeni z zarzutami napaści na policjanta i naruszenia nietykalności funkcjonariusza, oraz wandalizm i zniszczenie mienia o wartości powyżej 1000 zł.

 

Pełna relacja fotograficzna

luk6

Dnia 27 kwietnia 2016 r. do więzienia na okres 3 miesięcy trafił Łukasz Bukowski, uczestnik poznańskiej Federacji Anarchistycznej. Wcześniej został oskarżony i skazany za naruszenie nietykalności cielesnej policjanta w związku z blokadą eksmisji Katarzyny i Ryszarda Jenczów z kamienicy przy ulicy Dąbrowskiego w Poznaniu. Aktywista w proteście przeciwko polityce eksmisyjnej i postępowaniu policji odmówił poddania się karze grzywny, która została zamieniona na pozbawienie wolności. Na wezwanie policji udał się do aresztu przy ulicy Młyńskiej, gdzie został osadzony.

 

Łukasz Bukowski chce w ten sposób zwrócić uwagę na ciągle trwające wysiedlenia i brutalne eksmisje, jakie mają miejsce zarówno w Poznaniu, jak też w całym kraju. Odmówił zapłacenia grzywny, uznając, że stając w obronie eksmitowanych, postąpił słusznie. Chce także zwrócić uwagę na nierówne i niesprawiedliwe traktowanie lokatorów oraz na represjonowanie wszystkich tych, którzy stają w obronie praw lokatorskich.

 

Do eksmisji Ryszarda i Katarzyny Jenczów (poważnie chorej, od wielu lat poruszającej się na wózku inwalidzkim kobiety) doszło 25 października 2011 roku. Pomimo ewidentnej choroby pani Katarzyny sąd, orzekając o eksmisji, nie przyznał małżeństwu prawa do lokalu socjalnego. Eksmisja miała się odbyć de facto „na bruk” (do lokalu tymczasowego).

 

Dla przeprowadzenia wysiedlenia zmobilizowano duże siły policji, które zjawiły się na kilka godzin przed zaplanowaną eksmisją, „odcinając” dostęp do kamienicy i lokalu.  Pomimo tego ok. 70 aktywistów i aktywistek próbowało powstrzymać eksmisję. Dołączyli do nich mieszkańcy dzielnicy, ale w konsekwencji Katarzyna Jencz, z uwagi na nagłe pogorszenie stanu zdrowia, została odwieziona karetką pogotowia do szpitala wojskowego. Komornik zajął i zabezpieczył mieszkanie.

 

W trakcie blokady zatrzymano trzy osoby, w tym Łukasza Bukowskiego. Łukasz utrzymuje, że zarzuty naruszania nietykalności policjanta są niesłuszne, a jego ukaranie było formą odwetu za podjęty opór społeczny. Przypomnijmy, że policja w związku z tą blokadą eksmisji postawiła także przed sądem jeszcze dwoje innych osób, zarzucając im przewodzenie nielegalnemu zgromadzeniu. Oboje ostatecznie zostali przez sąd uniewinnieni.

 

Każdego roku polskie sądy orzekają o przeprowadzeniu eksmisji w stosunku do 30–40 tys. rodzin. Komornicy dokonują 8 tys. eksmisji, nierzadko w asyście policji. Pozostała część osób pogodzona z wyrokami sądowymi dobrowolnie opuszcza swoje mieszkania. Głównym powodem eksmisji jest zadłużenie wynikające z wysokich czynszów, opłat eksploatacyjnych, niskich zarobków i niestabilnych form zatrudnienia, a także braku odpowiedniego wsparcia socjalnego. Wobec wysiedlanych lokatorów często zapadają wyroki bez prawa do lokalu socjalnego. Władze publiczne, co wynika z kontroli m.in. Najwyższej Izby Kontroli, nie respektują konstytucyjnego obowiązku dostarczenia lokali socjalnych dla osób o najniższym statusie ekonomicznym, chorych, bezrobotnych itd., a przed sądami w sprawach o eksmisje z lokali prywatnych często wnoszą, aby nie przyznawały one lokatorom mieszkań socjalnych. Sprawa Katarzyny i Ryszarda Jenczów należy do wyjątkowo bulwersujących, ukazujących bezwzględność eksmisji i obojętność wobec wysiedleń ze strony władz publicznych reprezentujących często interesy właścicieli kamienic i deweloperów.

 

Nasz ruch uznaje Łukasza za więźnia politycznego, więźnia sumienia, który w ten sposób domaga się przestrzegania praw lokatorskich i powstrzymania wysiedleń. Jego uwięzienie oznacza rozpoczęcie naszej kolejnej kampanii wymierzonej przeciwko wysiedleniom, czyszczeniu kamienic, deptaniu praw lokatorskich. Domagamy się wraz z Łukaszem zaniechania eksmisji i zmiany niesprawiedliwej polityki społeczno-mieszkaniowej, która staje się przyczyną wielu ludzkich tragedii. Ofiarami padają często osoby o najniższym statusie materialnym.


 Komentarz Łukasza (wideo)


 

Wzywamy władze miasta Poznania, które zapowiedziały do listopada br. przeprowadzenie 250 eksmisji z zasobów komunalnych, o ich wstrzymanie i zagwarantowanie każdemu mieszkańcowi i mieszkance naszego miasta prawa do „dachu nad głową” na miarę jego możliwości ekonomicznych. Pokażcie realną wolę zmiany polityki społeczno-mieszkaniowej!

Jednocześnie wzywamy wszystkich uczestników i uczestniczki ruchu anarchistycznego i lokatorskiego do zademonstrowania swojej solidarności z Łukaszem, ze wszystkimi eksmitowanymi lokatorami oraz ze wszystkimi, którzy doznali przemocy ze strony policji – spotykamy się w dniu 7 maja (sobota) o godz. 13:00 przed bramą aresztu przy ulicy Młyńskiej 1 w Poznaniu.

 

Dość łamania praw lokatorów! Dość policyjnej przemocy! Eksmisje stop!


Przypominamy materiały dotyczące eksmisji państwa Jenczów:

 Brutalna eksmisja kobiety na wózku inwalidzkim

 Materiał wideo


 

UWAGA!

Jednocześnie zwracamy się z apelem o wysyłanie listów do Łukasza na adres:

Łukasz Bukowski s. Zbigniewa

Areszt Śledczy w Poznaniu

ul. Młyńska 1

61-729 Poznań

 

SOLIDARNOŚĆ NASZĄ BRONIĄ!

następna »

Rozpoczął się proces trzech osób z Federacji Anarchistycznej, oskarżonych o przewodzenie nielegalnej demonstracji. Według policji miała ona mieć miejsce przed bankiem WBK 25 października zeszłego roku w tym samym czasie, gdy inne osoby w środku rozbiły w symbolicznym akcie protestu namiot. Miało to miejsce krótko przed licytacją kamienicy, w której znajduje się Od:zysk, a bank był jednym z wierzycieli nieruchomości.

 

Mimo że tym razem nie rewidowano wchodzących do sądu, pięciu osobom, które stawiły się na sprawie: dwóm oskarżonych, dwóm dziennikarzom i adwokatce anarchistów towarzyszyło w drodze na salę rozpraw ponad dwudziestu policjantów. Gdy jeden z pracowników sądu zapytał co się dzieje, policjant odpowiedział z przekąsem: „wojna!”. Sędzina rzekomo ze względów bezpieczeństwa i obawy o zakłócenie spokoju publicznego wyłączyła jawność sprawy oraz wyprosiła z sali skromną publiczność.

 

W trakcie procesu przed sądem kilka osób z Kolektywu Od:zysk rozwinęło transparent z hasłem: „Dość represji za poglądy”. Sprawa trwałą cztery godziny. Podczas procesu przesłuchano trzech policjantów oraz pokazano nagranie z policyjnej kamery. Kolejna rozprawa dobędzie się 23 września, gdzie będą przesłuchiwani świadkowie powołani przez obronę oraz film nakręcony przez uczestniczkę protestu. Natomiast w przyszły czwartek ruszy kolejny proces wobec osób, które rozbiły namiot w banku i które są oskarżone o naruszenie miru domowego.

 

Wytoczenie tych spraw jest kolejnym działaniem poznańskiej policji zmierzającym do kryminalizowania ruchu społecznego. W zeszłym tygodniu ukazał się raport Anarchistycznego Czarnego Krzyża uzasadniający tę tezę (zobacz tutaj). Decyzja sądu o utajnieniu sprawy w podobnym duchu sugeruje, że dla instytucji państwa działacze i działaczki społeczne zdają się być groźniejsi od pracodawców łamiących prawa pracownicze czy czyścicieli nękających lokatorów, którzy przed sądami nie stają w ogóle lub których sprawy toczą się latami, w czasie których organy (nie)sprawiedliwościowi reagują niezwykle opieszale.

W dniu 15 lipca na łamach Gazety Wyborczej ukazał się artykuł pod tytułem „Oto wróg publiczny”. Dotyczył on postępowania sądowego jakie toczy się przeciwko jednej z aktywistek Federacji Anarchistycznej. Została posądzona o przewodzenie nielegalnemu zgromadzeniu. Autor tekstu słusznie wytyka absurdalne zabezpieczenia procesu, przywodzące na myśl rozprawy członków mafii, jednak to tylko fragment rzeczywistości. Dyskusja jaka toczy się, w związku z ww. publikacją, od kilku dni na łamach ogólnopolskich gazet oraz portali społecznościowych skutecznie pomija szerszy kontekst zarówno przeszłych jak i trwających represji w stosunku do aktywnych grup protestu.

 

Władze kryminalizują protesty, bowiem wyraźnie nie radzą sobie z głosem sprzeciwu i oporem jaki członkinie i członkowie FA, działacze związkowi, lokatorscy i inni mieszkańcy/ki Poznania stawiają przeciwko ich antyspołecznej, neoliberalnej polityce. Wyrazem tej bezsilności są wzmagające się represje wymierzone nie tylko w ruch anarchistyczny ale i wszystkich tych, którzy ośmielają się na czynną niezgodę wobec poczynań włodarzy miasta, organów ścigania czy czyścicieli kamienic.

 

„Najpopularniejsze” paragrafy używane w walce z wszelką krytyką i oporem to, w ostatnim czasie, zakłócanie miru domowego, naruszenie nietykalności policjanta, stawianie biernego/czynnego  oporu czy wymienione już przewodzenie nielegalnemu protestowi

 

Najmniejsze nawet pikiety są obstawiane przez policyjnych tajniaków, nagrywane i fotografowane na użytek aparatu opresji. Działacze są nachodzeni w domach, wypytuje się o nich rodzinę i sąsiadów. Normą jest już zastraszanie świadków i oskarżonych podczas przesłuchań, potajemne nagrywanie zeznań oraz utrudnianie kontaktu z adwokatem i rodziną zatrzymanego czy zatrzymanej, a także celowe wprowadzanie w błąd, na przykład przy korzystaniu z prawa do odmowy zeznań podczas przesłuchań.  Nie dziwią nas już,  próby prowadzenia przesłuchań przez telefon czy w progu naszych mieszkań oraz „troska” policjantów obserwujących Rozbrat z zaparkowanego w jednej z uliczek samochodu. Tak samo zresztą jak łatwym do przewidzenia posunięciem było umieszczenie skierowanej na skłot kamery, która rejestrowała wszystkich wchodzących i wychodzących z Rozbratu. Wiedzieliśmy o niej od początku. Z  łatwością potrafimy też przewidzieć kolejne posunięcia aparatu represji; procesy i ich przebieg, rodzaje paragrafów czy obecność policyjnych „ekip filmowych” na naszych akcjach.

 

Ostatnio policja stara się też pobierać odciski palców aktywistów/ek i próbuje robić zdjęcia za pomocą aparatu do fotografii sygnalitycznej, który wykonuje serię fotografii obejmujących   ujęcia: en face, prawy profil oraz prawy i lewy półprofil. Procesem tym steruje komputer, możliwe jest też wykonanie zdjęć sylwetki oraz zdjęć cech szczególnych danej osoby (coś w rodzaju skanowania twarzy). Na ulicach, przy okazji demonstracji – np. tej w obronie Od:zysku -  coraz częściej pojawia się natomiast LRAD (Long Range Acoustic Device) czyli policyjna zabawka emitująca precyzyjnie wymierzoną, potężną falę dźwiękową. LRAD wykorzystuje się m.in. do tłumienia zamieszek. Potraktowani nim ludzie mogą zakończyć „nielegalne zgromadzenie” z uszkodzonym słuchem.  Policja widać próbuje testować na nas drogie nowinki technologiczne.

Wiele spraw, które toczą się przeciwko anarchistom czy na przykład działaczom związkowym i lokatorskim  jest zakładanych przez samą policję, która występuje w nich, co brzmi dość zabawnie, jako oskarżyciel społeczny. Policja w swoim upartym dążeniu do skazania aktywistów po prostu się ośmiesza. Zeznania mundurowych są często sprzeczne ze sobą a dowody, które starają się oni przedłożyć w sądzie,  wielokrotnie nie potwierdzały winy anarchistów. Do tej pory  sprawy te były przez nas w większości wygrywane. Policja w takich sytuacjach próbuje się odwoływać ale jej rozpaczliwe starania przeważnie spełzają na niczym. Mimo tego nadal oskarża się nas i wytacza kolejne sprawy, by zniechęcić do podejmowania działań.

 

Przykładem jest tu choćby niedawna próba doprowadzenia do skazania dwojga aktywistów oskarżonych o przewodzenie protestem podczas blokady eksmisji niepełnosprawnej kobiety i jej męża. W podobnej sprawie, gdzie z oskarżeniem wystąpiła policja, uniewinniono antyfaszystę, którego usiłowano pociągnąć do odpowiedzialności za rzekome zniszczenie dwóch radiowozów podczas blokady antyfaszystowskiej w 2011 r. Już za kilka dni odbędzie się kolejna rozprawa grupy działaczy i działaczek występujących w obronie skłotu Od:zysk.

 

Pod zarzutem wykonania kilkudziesięciu szablonów z hasłem „ANI LEWICA, ANI PRAWICA, WOLNOŚĆ” policyjni tajniacy zatrzymali dwoje aktywistów. Wypuszczono ich po 24 godzinach, utrudniając w tym czasie otrzymanie przez rodzinę jakichkolwiek informacji na ich temat – do końca nie było nawet wiadomo gdzie są przetrzymywani. Oboje odmówili składania wyjaśnień i nie przyznali się do zarzucanych czynów. Postępowanie wobec nich zostało po kilku miesiącach umorzone. Uzasadniono to w następujący sposób: „sprawcy [...] nie dokonali trwałego uszkodzenia danej ściany. Namalowanie graffiti będzie przestępstwem, jeśli nie będzie można go ani zmyć ani zamalować – konieczne będzie naruszenie struktury ściany, np. skucie tynku w celu usunięcia graffiti”. Zakończenie tej sprawy jest więc precedensowe dla wszystkich grafficiarzy. To jednak nie koniec zmagań tych działaczy z aparatem (nie)sprawiedliwości. Umorzono bowiem postępowanie z tytułu popełnienia przestępstwa a rozpoczęto w tej sprawie postępowanie dotyczące wykroczenia.

 

W marcu zakończyło się postępowanie przeciwko uczestnikowi FA, który otrzymał wyrok w wysokości 120 godzin prac publicznych (6 miesięcy po 20 godzin) za naruszenie nietykalności cielesnej policjanta podczas blokowania eksmisji. Anarchista odwołuje się od zasądzonego wyroku. Wcześniej, na podstawie tego samego paragrafu, aktywista ten został skazany na 4 miesiące prac po 20 godzin plus zwrot kosztów sądowych. Aktualnie odrabia ten wyrok.

 

Niedawno doszło do prawomocnego skazania innego uczestnika FA na 8 miesięcy więzienia w zawieszeniu na 3 lata. Wyrok wydał sąd w Berlinie za zamiar ciężkiego zranienia policjanta podczas 1 majowej demonstracji dwa lata temu. Okres próby miałby minąć w lutym 2017 roku.  Sprawa niedawno została jednak cofnięta do sądu I instancji, ze względu na możliwość zasądzenia zbyt wysokiej kary. Kolejna rozprawa odbędzie się więc we wrześniu.

 

W ostatnim czasie wyrokami skazującymi zakończyła się też sprawa związana z blokadą eksmisji w Nowej Soli w grudniu 2010 r. Czterech anarchistów skazano za naruszenie nietykalności cielesnej policjanta, spowodowanie uszczerbku na zdrowiu do 7 dni, znieważenie oraz utrudnianie czynności służbowych policjantów podczas eksmisji. Zapadły  wyroki od 4 do 8 miesięcy w zawieszeniu na 3 lata. Dwóch skazanych zdecydowało się na złożenie apelacji. Sąd apelacyjny w Zielonej Górze cofnął w jej wyniku dokumenty dotyczące sprawy do sądu w Nowej Soli. Było to spowodowane wystąpieniem błędów proceduralnych, których wykrycie nie oznacza jednak, że przewód zostanie powtórzony, a jedynie to, że błędy te zostaną naprostowane. Pozostali zrezygnowali z apelacji ponieważ ich szanse na uniewinnienie czy choćby zmniejszenie wyroku były praktycznie zerowe.

 

Niedawno zakończyło  się postępowanie w sprawie znieważenia funkcjonariusza na służbie. Chodzi o splunięcie na mundur w trakcie ewikcji skłotu Warsztat. Na otwarciu tego anarchistycznego centrum chcącego prowadzić działania o charakterze  społeczno – politycznym i kulturalnym oprócz aktywistów i mieszkańców Poznania pojawił się też oddział policji w pełnym rynsztunku – wyposażony m.in. w pistolety maszynowe. Policjanci, wbrew prawu na które zarówno oni, jaki i ich zwierzchnicy tak chętnie się powołują, dokonali brutalnej eksmisji skłotu. Wyrok sądu nie był im potrzebny, wystarczyło przekonanie o możliwości swobodnego działania według własnego widzimisię. Podczas blokady ewikcji wobec ludzi trzymających się pod ręce zastosowano więc gaz łzawiący, w wyniku czego dwie osoby trafiły do szpitala. Jedną z nich był oskarżony aktywista, który podczas prowadzenia przez ratowników do karetki rzekomo znieważył funkcjonariusza opluwając na jego lewą nogawkę na wysokości policyjnego kolana. Na nic zdały się wyjaśnienia, że w wyniku działania gazu anarchiście leciały z oczu łzy a z ust ślina. Na podstawie zeznań, składanych przede wszystkim przez policjantów, zapadł w tej sprawie wyrok skazujący w wysokości 4 miesięcy prac społecznych po 20 godzin miesięcznie. Nie oznacza to jednak końca tej historii – anarchista zdecydował się bowiem na apelacje.

 

Represje nie ominęły również osób demonstrujących w obronie skłotu Od:zysk. Podczas legalnej manifestacji policja próbowała spisywać jej uczestników, co spotkało się z ich niezadowoleniem. Doszło do przepychanek. Już po zakończeniu demonstracji funkcjonariusze wyłowili nagle z tłumu dwie osoby, które przewieziono następnie na komisariat. Zaraz potem odbyła się pikieta solidarnościowa, która zamieniła się w coś na kształt okupacji komisariatu. Zarówno w środku (za przeszklonymi szybami) jak i na zewnątrz przybywało policjantów w pełnym rynsztunku. Anarchiści domagali się jednak uwolnienia zatrzymanych, którzy  wkrótce potem zostali wypuszczeni. Postawiono im zarzut stawiania czynnego oporu podczas zatrzymania.

 

W tym samym czasie na Od:zysku doszło do próby interwencji policji, która chciała się dostać do środka. Skłotersi zabarykadowali się jednak w budynku a mundurowi odpuścili choć stale obserwowali skłot jak to zresztą mają w zwyczaju - odzyskowiczom często towarzyszą bowiem tajniacy i policyjne radiowozy, na porządku dziennym są też uporczywe próby spisywania osób wychodzących ze skłotu.

Bez interwencji policji nie obyło się też podczas wcześniejszych pikiet w obronie Od:zysku. Jedna z nich miała miejsce pod oddziałem banku WBK w centrum Poznania.  Protest odbywał się zarówno przed placówką jak i w jej wnętrzu – gdzie czworo aktywistów rozstawiło namiot rozpoczynając w ten sposób symboliczną okupację. Policja, jak zwykle obecna na miejscu w dużej sile i pełnym rynsztunku, spisała większość uczestników protestu oraz zamknęła bank, nie pozwalając nikomu wejść do środka. Przebywających w jej wnętrzu aktywistów skuto i zatrzymano, brutalnie wywlekając z namiotu. Po kilkugodzinnym pobycie na komisariacie wszyscy zostali zwolnieni. Postawiono im zarzuty m.in. naruszenia miru domowego. Osoby, które zostały spisane podczas pikiety były przesłuchiwane. Niektóre z nich "odwiedzano" w domach lub próbowano uzyskać ich zeznania przez telefon. Podczas przesłuchań policjanci starali się zastraszyć świadków, nagrywali ich zeznania i robili im zdjęcia telefonem komórkowym. Obecnie, osoby spisane podczas tej akcji dostają z sądu zawiadomienia, jako pokrzywdzeni, o mającej się odbyć rozprawie. Pierwsza fala takich „zaproszeń” miała miejsce w maju. Planowana na ten miesiąc rozprawa została jednak przeniesiona na 27 lipca, pisma z sądu ponownie więc trafiają do „zainteresowanych”. W tej samej sprawie za rzekome przewodzenie nielegalnemu zgromadzeniu wyroki nakazowe otrzymały trzy osoby. Wszyscy złożyli odwołanie. Z tego tytułu 25 lipca odbędzie się więc rozprawa w sądzie na ul Młyńskiej.

 

Pikieta odbyła się również podczas pierwszej licytacji Od:zysku. Podobnie jak w przypadku innych tego typu działań anarchistów, większość osób obecnych na miejscu została spisana. Policja utrudniała wejście do budynku sądu jak i na samą licytację poprzez długotrwałe  rewizje wchodzących. Pomimo jej starań dwie osoby wniosły na salę sądową słoiki ze zbukami, które rzucono w ławę sędziowską zaraz po ogłoszeniu wyniku licytacji (wtedy jeszcze korzystnego dla skłotersów). Dwie anarchistki osądzono tego samego dnia, skazując je na, w sumie, 2 tys. zł grzywny. Obydwie odwołały się od wyroku ale sąd odwołania te odrzucił, kara i jej wymiar są więc aktualne. Jednego z aktywistów oskarżono natomiast o przewodzenie nielegalnemu zgromadzeniu. Złożył on sprzeciw od wyroku nakazowego. Możemy się więc już niebawem spodziewać kolejnego procesu.

 

Po tym wydarzeniu przedstawiciele aparatu opresji wpadli w lekką panikę i zaczęli się zachowywać w dość absurdalny sposób. Jakiś czas po aferze z jajami, odbywała się bowiem sprawa wspomnianego już uczestnika FA, którego oskarżono o naruszenie nietykalności cielesnej policjanta podczas blokady eksmisji. Rozprawa była obstawiona przez znaczną ilość policjantów. Przed jej rozpoczęciem kazano widowni zostawić  wszystkie rzeczy osobiste w szatni a telefony wyłączyć. Dziennikarze nie mogli wnieść ze sobą niczego prócz kartki i długopisu – żadnych kamer, aparatów, dyktafonów. Wchodzących na salę spisano i przeszukano. Cala ta sytuacja rozbawiła aktywistów/tki, którzy tego dnia wspierali oskarżonego na sali sądowej.

 

Pod koniec 2013 r. w Warszawie odbyła się kolejna rozprawa 11 osób (w tym uczestników FA Poznań) represjonowanych za wyrażenie sprzeciwu na światowej konferencji łupkowej i skuteczne jej zablokowanie. Wszyscy zostali oskarżeni o zakłócenie miru domowego. Postępowanie procesowe nadal trwa, następna i – najprawdopodobniej – ostatnia rozprawa odbędzie się we wrześniu.

 

W grudniu policja pobiła i dotkliwie raziła paralizatorami uczestników wspomnianego wyżej protestu przeciwko odbywającemu się na Uniwersytecie Ekonomicznym wykładowi pt.: "Czy gender to dewastacja człowieka i rodziny?" Na sali obecni byli tajniacy, którzy interweniowali zaraz po rozpoczęciu przygotowanego na tę okoliczność happeningu. Wobec protestujących użyto też gazu pieprzowego. Zatrzymano trzy osoby. Następnego dnia pod komisariatem policji - w którym nadal przebywali zatrzymani aktywiści – odbyła się spontaniczna pikieta solidarnościowa i przeciw brutalności policji. Doszło wtedy do małych przepychanek, gdyż policja nie chciała wpuścić aktywistów do budynku. Również tutaj posypały się wezwania na przesłuchanie, w celu ustalenia osoby przewodzącej pikietą. Dwoje aktywistów zostało w końcu o to oskarżonych, a jedna z osób dostała już w tej sprawie wyrok nakazowy, od którego się odwołała. 14 lipca odbyła się w związku z tym rozprawa. Świadkami było 5 policjantów i jeden z aktywistów. Jaki był jej przebieg wszyscy już wiemy  z doniesień prasowych opisujących poczynione wtedy absurdalne wręcz zabezpieczenia. Obecnych w sądzie powitano wykrywaczami metalu. Przeszukiwano też torby oraz plecaki zebranych. Zarówno na sali sądowej, jak i przed wejściem do niej obecnych było kilku funkcjonariuszy, dzielnie strzegących tego dnia porządku i prawa. Była to więc sytuacja analogiczna do jednej z wymienionych wcześniej rozpraw.

 

Prokuratura umorzyła wewnętrzne postępowanie dotyczące brutalności funkcjonariuszy  używających paralizatorów, nazywanych skromnie przez policję latarkami. Wobec protestujących skierowano natomiast wnioski o ukaranie za zakłócenie miru domowego, używanie wulgaryzmów i napaść na funkcjonariusza policji. Trwają przesłuchania w Pile. Policja usilnie stara się też ustalić personalia osoby, która podczas pikiety solidarnościowej krzyknęła „zabij policjanta nim on zabije Ciebie”. Aktywiści złożyli skargę na postępowanie policji. Sprawa ta właśnie się toczy – rozpatrywane są dowody i powoływani biegli, trwają przesłuchania świadków.

 

Jedna z aktywistek oskarżona o posiadanie sfałszowanych biletów MPK dostała dozór policyjny, skonfiskowano również komputery znajdujące się w jej mieszkaniu. W tej chwili sprzęt ten wrócił do oskarżonej a dozór policyjny został zdjęty. Najprawdopodobniej dojdzie do umorzenia tej sprawy.

 

Najnowszym popisem policji była niedawna pikieta zorganizowana przez Inicjatywę Pracowniczą pod Sądem Okręgowym. Miała ona na celu wsparcie walki kobiet, które przez dwa miesiące nie dostały wynagrodzenia za sprzątanie sądu. Aktywistom nie pozwolono wejść do środka z transparentami.  Wizyta sprzątaczek i aktywistów w gabinecie wiceprezesa sądu obstawiona była przez kilkunastu policjantów. Mundurowi czekali też przed wejściem do placówki.

 

Podsumowując; w przeciągu ostatniego tylko roku (od lipca 2013 r. do dziś) toczyło się przeciwko poznańskiemu środowisku anarchistycznemu, pracowniczemu, lokatorskiemu i skłoterskiemu 19 spraw. Oskarżone zostały łącznie 24 osoby, wobec których sformułowano 34 akty oskarżenia. Zapadły następujące wyroki:
-  prace społeczne - 5
-  wyrok pozbawienia wolności w zawieszeniu - 5
-  grzywna - 4
-  uniewinnionych zostało 5 osób
- w przypadku 2 osób sprawa została umorzona
- wobec 3 wymienionych wyżej, oskarżonych osób toczy się aktualnie postępowanie

Od wcześniejszych wyroków  odwołało się 12 skazanych.

Przed sądami toczy się obecnie 14 spraw w stosunku do 19 osób, wobec których sformułowano 27 aktów oskarżenia.

 

Jak więc widać w powyższym „zestawieniu”, próby kryminalizacji społecznego sprzeciwu mają zasięg nieco większy niż tylko ta pojedyncza sprawa, którą media wybrały sobie na zdatną do użycia i nagłośnienia. Istnieją tendencje do postępowania w sposób wybiórczy, prezentujący tylko ten fragment obrazu, który uznaje się za odpowiednio chwytliwy medialnie i nośny w danym momencie. Kontekst często  pozostaje nieznany odbiorcy. Same represje tak wybiórcze już jednak nie są, dotykając wszystkich tych, którzy protestują pod Urzędem Miasta, komisariatami, bankami, czyszczonymi kamienicami czy zakładami pracy. Wszystkich tych, którzy walczą o zaległe i godziwe wynagrodzenia czy zachowanie  dachu nad głową dla siebie, swoich rodzin, znajomych, sąsiadów a często po prostu dla mieszkańców/ek tego miasta, których starania razem z nami wspierają podczas codziennych, wspólnych zmagań. Walka ta ma więc tysiące, najczęściej anonimowych, twarzy i rozgrywa się dzień w dzień na poziomie ulic, szkół i uniwersytetów, rozlicznych miejsc pracy oraz progów mieszkań komunalnych - często poza zasięgiem zainteresowania mediów, co ani trochę nie umniejsza przecież jej znaczenia.

 

Anarchistyczny Czarny Krzyż - Poznań
Federacja Anarchistyczna s. Poznań

Kara trzech lat więzienia - oto efekt procesu pokazowego w jakim zostali osądzeni Carlos i Carmen mieszkańcy Granady (Hiszpania) i uczestnicy strajku generalnego, którzy po pikiecie ulicznej weszli do baru i wygłosili w nim kilka sloganów. Na wszelki wypadek, aby uniemożliwić im ubieganie się o zmniejszenie kary decyzję podjął sąd drugiej instancji.

 

W Hiszpanii trwa kryzys polityczny i ekonomiczny, dziennie dochodzi do 216 ewikcji, bezrobocie sięga 26%, 56% wśród młodych osób. Państwowy reżim nasila represje wobec ruchów społecznych wymierzając nieproporcjonalne kary i stosując środki przymusu. Z tego powodu 29 marca 2012 roku odbył się strajk generalny.

 

Więcej informacji o Carlosie i Carmen znajdziecie w tym filmie (film w języku hiszpańskim z napisami w języku angielskim).

 

Na Twitterze trwa akcja solidarnościowa z Carlosem i Carmen oznaczona hashtagiem #libertadcarlosycarmen, w której bierzemy udział. Tym samym inaugurujemy działalność naszej sekcji na Twitterze. Znajdziecie nas tutaj.

Anarchiści i anarchistki w minionym roku nie zaprzestali działań, których - zgodnie z logiką niesprawiedliwego państwa i jego aparatu represji – konsekwencją są sądowe procesy i szykany.


Maj

 

Uparte próby poznańskiej policji, skazania dwojga aktywistów, za rzekome przewodzenie protestowi podczas eksmisji rodziny państwa Jencz (październik 2011r.) zakończyły się porażką mundurowych, występujących na procesie w roli oskarżyciela społecznego [sic!]. Zawziętość poznańskiej policji, która tak licznie asystowała przy samej eksmisji, jak i pozbawiona wszelkich podstaw próba skazania aktywistów ruchu lokatorskiego, wyraźnie pokazują, że służby mundurowe nieprzypadkowo wybierają współpracę z niesławnym czyścicielem kamienic. Pomimo odwołania złożonego przez policję uniewinniający wyrok został utrzymany w mocy, a pełnomocnik oskarżonych wystąpiła o zwrot kosztów zastępstwa procesowego.

 

Czerwiec

 

18 czerwca zapadł wyrok nakazowy Sądu w Berlinie wobec jednego z uczestników poznańskiej sekcji Federacji Anarchistycznej. Sprawa dotyczyła uczestnictwa w protestach 1 maja 2012 roku w Berlinie. Oskarżony o udział w szczególnie ciężkim zakłóceniu porządku, próbę poważnego zranienia policjanta i maskowanie się w celu ukrycia tożsamości podczas zgromadzenia publicznego. Ostatecznie po odwołaniu od niekorzystnego wyroku aktywista został skazany za próbę poważnego zranienia policjanta na 7 miesięcy ograniczenia wolności w zawieszeniu na 3 lata

 

W nocy z 24 na 25 czerwca poznańska policja dokonała zatrzymania dwojga aktywistów. Podejrzewano ich o wykonanie kilkudziesięciu szablonów z anarchistycznym hasłem „ANI LEWICA, ANI PRAWICA, WOLNOŚĆ”. Aktywistów zatrzymano na 24 godziny, po czym zwolniono. Oboje odmówili składania wyjaśnień i nie przyznali się do zarzucanych czynów. Taka postawa skutkowała umorzeniem postępowania wobec nich. Zważając na medialną nagonkę na graficiarzy, należy uznać to za duży sukces. Malujcie mury, nie dajcie się złapać, nie dajcie się skazać!

 

Sierpień

 

Taki sam finał – w postaci uniewinnienia – miała sprawa antyfaszysty, którego oskarżono o zniszczenie dwóch radiowozów podczas blokady antyfaszystowskiej, która miała miejsce 17.09.2011.

W czasie przewodu sądowego przesłuchanych zostało trzech świadków – policjantów biorących udział w zabezpieczeniu marszu, organizowanego przez, rozwiązaną po licznych kompromitacjach, brygadę ONR. Zeznania policjantów przedstawiane przed sądem różniły się zarówno między sobą, jak też od zeznań składanych przez nich samych w dniu zatrzymania anarchisty. Niespójności w zeznaniach policjantów, jak i dowody przedstawione przez oskarżonego, pozwoliły uzyskać wyrok uniewinniający.

 

Wrzesień

 

Miesiąc przywitał nas dobrą wiadomością z Białorusi. 3 września jeden z trójki anarchistów - w których sprawie nadal prowadzimy akcję informacyjną – Aleksander Frankiewicz, opuścił ponure więzienne mury. Podobnie jak jego towarzysze Frankiewicz został skazany za „czyny chuligańskie” w sfingowanym i urągającym wszelkim standardom procesie. Ciesząc się z uwolnienia Aleksandra Frankiewicza, przypominamy o losie jego towarzyszy Mikołaja Dziedoka (4,5 roku) oraz Igora Oliniewicza (8 lat). Wspierajcie uwięzionych anarchistów przesyłając do nich listy, przypominające zarówno im, jak i władzy, że za murami są ludzie, którzy pamiętają i okazują solidarność uwięzionym.

 

Październik

 

25 października miała miejsce jedna z kolejnych akcji w obronie zagrożonego ewikcją skłotu Od:Zysk. Pikieta odbyła się pod jednym z oddziałów banku WBK S.A. Bank jest wierzycielem firmy, która wzięła kredyt pod zastaw budynku na ul Paderewskiego, w którym mieści się Od:Zysk. Protest odbywał się przed placówką, jak i w jej wnętrzu – gdzie czworo aktywistów rozstawiając namiot rozpoczęło happening polegający na okupacji placówki. Licznie przybyłe siły policji, spisały większość uczestników protestu. Placówka banku została w pewnym momencie zamknięta przez policję, a przebywających w jej wnętrzu aktywistów skuto i zatrzymano. Po kilkugodzinnym pobycie na komisariacie wszyscy zostali zwolnieni. Postawiono im zarzuty m.in. naruszenia miru domowego [sic!]. Proces w ich spawie rozpocznie się w tym roku.

 

Protest towarzyszył również samej licytacji budynku, w którym znajduje się skłot Od:Zysk. 30 października przed budynkiem Sądu trwała pikieta, mieszkańców skłotu i ich sympatyków. Policja utrudniała mieszkańcom wejście do budynku Sądu, jak i na samą licytację, długotrwałymi rewizjami wchodzących i spisywaniem pojedynczych osób. Licytacja zakończyła się pomyślnie dla skłotersów – nie znalazł się żaden podmiot zainteresowany wpłatą wymaganego wadium i udziałem w licytacji. Protest zakończono rzucając w kierunku sędziny pojemnikiem ze śmierdzącą substancją. Uzasadnienie działań aktywistów i aktywistek można przeczytać tutaj. Dwie osoby zostały zatrzymane i ukarane grzywną, od kary tej zostało złożone odwołanie. Rozstrzygnięcia sprawy można spodziewać się w tym roku. Również jeden z aktywistów biorący udział w solidarnościowej pikiecie przed sądem został oskarżony o przewodzenie nielegalnemu zgromadzeniu. Złożył sprzeciw od wyroku nakazowego. Należy się spodziewać kolejnego procesu.

 

Listopad

 

W związku z zatrzymaniem (30 października) działacza społecznego i aktywisty ruchu lokatorskiego – Piotra Ikonowicza – w dniu 7 listopada uczestnicy i uczestniczki poznańskiej sekcji Federacji Anarchistycznej zorganizowali solidarnościową pikietę.

Zamknięcie na 90 dni w areszcie Piotra Ikonowicza jest wynikiem przegranego procesu, w którym był oskarżony o rzekome pobicie kamienicznika podczas blokady eksmisji w 2000 roku. Nie godząc się z niesprawiedliwym wyrokiem skazującym go na prace społeczne, Ikonowicz chciał jasno pokazać, że blokując eksmisję „na bruk”, faktycznie bronił prawa, bowiem paradoksalnie już po skutecznej blokadzie owej eksmisji wyrok Trybunału Konstytucyjnego uznał taką formę eksmisji za niezgodną z konstytucją. czytaj tutaj

Na ręce Wojewody Wielopolskiego – przekazany został list protestacyjny. Ostatecznie po wpłaceniu grzywny przez rodzinę Piotr Ikonowicz opuścił areszt 12 listopada.

 

Grudzień

 

4 grudnia miała miejsce kolejna rozprawa procesu 11 osób, w tym związanych z poznańską sekcją FA, represjonowanych za wyrażenie sprzeciwu na światowej konferencji łupkowej i skuteczne jej zakłócenie. Dzień wcześniej aktywiści zorganizowali konferencję prasową chcąc przybliżyć zarówno powody swojego protestu, jak i jego kontekst.W sprawie wydobycia gazu łupkowego prym wiedzie koncern Chevron, czyli ten sam koncern, który wszelkimi metodami stara się zastraszyć i tym samym zakończyć protest mieszkańców Żurawlowa, niegodzących się na wydobycie gazu przez koncern. Postępowanie procesowe nadal trwa, rozstrzygnięcia można spodziewać się w bieżącym roku

 

5 grudnia policja pobiła i dotkliwie raziła paralizatorami uczestników protestu przeciwko odbywającemu się na Uniwersytecie Ekonomicznym wykładowi pt.: "Czy gender to dewastacja człowieka i rodziny?"
Happening przygotowany przez przeciwników wykładu i jego kłamliwych treści został szybko i brutalnie przerwany przez funkcjonariuszy „w cywilu”. Wobec osób użyto zarówno pałek, jak i paralizatorów. Zatrzymane zostały trzy osoby.
Następnego dnia pod komisariatem policji - w którym nadal przebywali zatrzymani aktywiści – odbyła się spontaniczna pikieta solidarnościowa z zatrzymanymi i przeciw brutalności policji.

Brutalne działania policji były szeroko komentowane, także przez środowiska akademickie – sprzeciwiające się dopuszczeniu przez władze uczelni do interwencji policji na terenie uniwersytetu.
Podobnie użycie paralizatorów – i wymijające wyjaśnienia policji co do zasadności i legalności tych narzędzi przymusu bezpośredniego – zasługują na szczególną uwagę.

Kolejny raz policja chroni swoich brutalnych funkcjonariuszy – prokuratura umarza postępowania wobec nich - karać chce jedynie protestujących. Wobec protestujących bowiem skierowane zostały wnioski o ukaranie m.in. za zakłócenie miru domowego i napaść na funkcjonariusza policji. Również jednej z uczestniczek pikiety solidarnościowej pod komisariatem grodzi proces o przewodniczenie nielegalnemu zgromadzeniu.

 

Podsumowanie

 

Nieprawomocnymi wyrokami skazującymi zakończyła się sprawa związana z blokadą eksmisji w Nowej Soli – w grudniu 2010 roku.

Nie rozstrzygnięta jest również sprawa aktywisty oskarżonego o naruszenie nietykalności policjanta w trakcie eksmisji rodziny Jenczów. Wyroku w tej sprawie można spodziewać się w tym roku.

Trwa postępowanie wobec aktywisty oskarżonego o znieważenie policjanta podczas brutalnej eksmisji skłotu Warsztat w sierpniu 2012 roku.

Od końca lipca intensyfikacji uległa ilość tekstów pojawiających się na stronie ACK, a to dzięki zaangażowaniu nowych osób. Dzięki temu częściej możecie przeczytać o represjach jakie dotykają anarchistów i anarchistki w innych krajach. W ramach analizowania narzędzi represji udało się zorganizować również spotkanie na temat monitoringu CCTV - "Monitoring? Nie, dziękuję!”

O sytuacji w więzieniach starano się również przypominać organizując pokaz filmu dokumentalnego - Bad Boys. Cela 425

W najbliższym czasie planowany jest druk zaktualizowanego poradnika ABC demonstranta – uaktualnionego o nowe przepisy odnośnie do prawa do zgromadzeń – jak i porady odnośnie do zatrzymań przez policję, można go przeczytać tutaj

 

Solidarność jest przestępstwem, którego popełniania nigdy się nie wyrzekniemy!

14 maja Sąd Rejonowy uniewinnił dwoje aktywistów – oskarżonych o przewodniczenie protestu bez wymaganego powiadomienia – w trakcie eksmisji rodziny państwa Jencz, jaka miała miejsce w październiku 2011 roku. Poznańska policja przegrała kolejną sprawę wytoczoną, jak można mniemać, jedynie po to by nękać osoby angażujące się w działalność społeczno-polityczną.


W uzasadnieniu wyroku sędzia, wyraźnie podkreślił, że nawet dostarczony przez policję film z protestu  - film co podkreślała adwokat oskarżonych, nie pokazujący całego protestu, a jedynie fragmenty z udziałem oskarżonych – nie dowodzi faktu przewodzenia protestowi. Sąd zwrócił uwagę również na fakt, że policja nie udowodniła nawet faktu, że zgromadzenie nie zostało prawidłowo zgłoszone i że obwinieni o tym fakcie wiedzieli. Właściwie tyle można napisać o kolejnej nieudolnej próbie policji formułowania niedorzecznych oskarżeń.

 

Zdecydowanie więcej należałoby napisać o samym mechanizmie. Mechanizm ten pozwala składać policji kolejne wnioski o ukaranie, względem kolejnych osób biorących udział w protestach, czy to w obronie nękanych lokatorów, osób eksmitowanych, pracowników i związkowców narażonych na szykany pracodawców. Najwyraźniej żaden funkcjonariusz nie jest rozliczany z zasadności składania podobnych wniosków, jeśli pojawia się później w sądzie to jedynie w ramach obowiązków służbowych jako oskarżyciel publiczny lub świadek. Zeznania policjantów-świadków wielokrotnie są pełne przekłamań – w procesie dotyczącym protestu na terenie MTP, policjanci twierdzili, że wzywali tłum do rozejścia się, czego nie potwierdzały inne dowody i nie dał wiary sąd uniewinniając wszystkich oskarżonych. Pomimo tego nie słychać jakoś o oskarżeniach ze strony prokuratury o krzywoprzysięstwo względem świadków-policjantów. Podobnie przemoc stosowana przez policję, może być stosowana bez żadnych konsekwencji, prokuratura w takich przypadkach, albo odmawia podjęcia działań, albo daję wiarę wyjaśnieniom policji, bez rzetelnego analizowania sprawy. Przykładem może być sprawa poznańskiego aktywisty gdzie umorzono wszelkie postępowania wytoczone policji

 

Znając działanie tego mechanizmu nie mamy jednak zamiaru poddawać się jego prawom! Nawet jeśli ściany komisariatów nadal zdobią „dowcipne” hasła w rodzaju – „nie ma nie winnych, są tylko źle przesłuchiwani”, czy „dajcie mi człowieka a znajdzie się paragraf” – nie będzie to stanowiło przeszkody wobec naszej działalności.

 

Spodziewać się można więc, że rzecznikowi poznańskiej policji - Andrzejowi Borowiakowi, nadal, niczym u Pinokio, nos będzie rósł, gdy mówić będzie o zasadnych interwencjach policji i jej słusznych działaniach, a aktywiści i aktywistki nie zrezygnują z popełniania przestępstwa jakim jest solidarność z pokrzywdzonymi i represjonowanymi przez państwo i kapitał!

Przed rozpoczęciem Uniwersjady władze Kazani (Rosja) urządziły czystki w mieście: przeciwko pięciu antyfaszystom fabrykuje się sprawa karna


3 kwietnia o ósmej rano pracownicy Centrum Zwalczania Ekstremizmu jednocześnie przeszukali cztery domy, gdzie mieszkali antyfaszyści. Po przeszukaniu aktywiści Rusłan Rostow, Oleg Kapustjanow, Dmitrij Iljeczew, Arciom Szer zostali przywiezieni do budynku MSW.


Przeszukania odbyły się z widocznymi naruszeniami. W trakcie zatrzymania aktywistom nie zostały przedstawione żadne dokumenty: wezwania albo nakazy sądowe lub prokuratorskie. Czterech młodych ludzi pod groźbą użycia siły wsadzono do samochodów i odwieziono do budynku MSW Republiki Tatarstanu po to - jak podaje policja - aby „porozmawiać". Podczas przeszukiwań dwaj aktywiści (w tym Arciom Szer, obywatel Izraela) zostali pobici. Później odbyło się przeszukanie w miejscu pracy antyfaszystki, która została wypuszczona w charakterze podejrzanej. Oprócz pracowników Centrum Zwalczania Ekstremizmu podczas przeszukania obecni byli także pracownicy FSB. W postanowieniu o przeprowadzeniu przeszukania jest podana informacja, że „podejrzana należy do nieformalnej młodzieżowej grupy Antifa".


Według wersji policji, czterech chłopców i jedna dziewczyna w noc na 24 lutego pobili dwóch młodych mężczyzn. Ze słów policji wynika, że aktywiści mogą zostać oskarżeni o chuligaństwo i użycie siły z powodu ideologicznej nienawiści (art. 116 i art. 213 KK FR).


Wszyscy zatrzymani są studentami. Wszyscy mają poglądy antyfaszystowskie, ale nikt nie jest członkiem jakiejkolwiek organizacji lub partii politycznej, nikt nie brał udziału w akcjach bezpośrednich. Aktywiści mówią, że w nocy z 23 na 24 lutego byli w innym miejscu miasta. Policja próbuje przedstawić antyfaszystów jako agresywnych chuliganów z ulicy, którzy użyli przemocy wobec swoich przeciwników politycznych – neonazistów.

 

Wszystkie osoby, które zostały przeszukane są znane policji miasta Kazań, aktywiści systematycznie brali udział w akcjach ekologicznych i społecznych. Przeciwko jednemu z zatrzymanych (Oleg Kapustjanow) pracownicy Centrum Zwalczania Ekstremizmu już próbowali sfabrykować sprawę karną, która trafiła do sądu, ale z powodu dużej ilości błędów została jednak odesłana do dalszej analizy. Teraz, widocznie, Centrum chce skończyć rozpoczętą sporawę, likwidując grupę „ekstremistów".


Od razu przypomina się znana sprawa „Antifa-Rash" z rosyjskiego miasta Niżnij Nowgorod, kiedy policjanci sfabrykowali sprawę karną i próbowali połączyć antyfaszystów lokalnych w grupę ekstremistyczną (obecnie sąd po raz kolejny rozpatruje tę sprawę). Dlatego obawiamy się, że władze, podobnie jak w Niżniem Nowgorodzie, spróbują wymyślić jakąś „społeczność ekstremistyczną".


3 kwietnia o godzinie 19.00 czasu moskiewskiego Oleg Kapustjanow bez obecności prawnika został poddany identyfikacji przez "poszkodowanych" neonazistów. Oleg odmawia składania zeznań. O fakcie, że neonaziści współpracują z policją, świadczy informacja w sieci społecznościowej Vkontakte.ru. Ta informacja pojawiła się w sieci dzień przed przeszukiwaniami i aresztami, są w niej umieszczone prywatne dane antyfaszystów z Kazani. Wśród wszystkich kazańskich antyfaszystów neonaziści rozmieścili informacje tylko o 5 aktywistach, którzy następnego dnia zostali zatrzymani. Zaistniała sytuacja świadczy o tym, że w tej sprawie policjanci aktywnie współpracują z neonazistami, którzy są zawsze gotowi do składania fałszywych zeznań i „rozpoznania" tego, na kogo wskaże policja.


Jesteśmy pewni, że wszystkie wymienione działania policji, są związane z Uniwersjadą, która powinna się odbyć w mieście latem. Fabrykując sprawy karne, władze pozbywają się osób myślących inaczej, aby one nie zepsuły wizerunek uroczystości i powszechnej jedności.


Rusłan Rostow, Oleg Kapustjanow odmówili składania zeznać powołując się na art. 51 Konstytucji. Sąd przedłuzył areszt Olega i Rusłana do 4 maja. Przyjaciele antyfaszystów obawiają się, że za ten czas policjanci spróbują uzyskać od zatrzymanych przyznania się do winy.

 

Aktywiści potrzebują pieniędzy na prawników. Będziemy wdzięczni za każdą pomoc.


Pieniądze można przekazać na Webmoney (nr rachunku R189119935020 )
Kontakt: Adres poczty elektronicznej jest chroniony przed robotami spamującymi. W przeglądarce musi być włączona obsługa JavaScript, żeby go zobaczyć.


Anarchistyczny Czarny Krzyż Kazań

Aparat przemocy i represji nie zapomniał bynajmniej o krnąbrnych anarchistach i anarchistkach. Tak jak i w poprzednim roku, policja wespół z prokuraturą starała się jak mogła uprzykrzyć działalność środowisku wolnościowemu w Poznaniu. Poniżej publikujemy kalendarium represji.

STYCZEŃ
Początek roku stał pod znakiem protestów przeciwko umowie ACTA (Anti-Counterfeiting Trade Agreement). W tracie największego protestu – 26 stycznia – pod siedzibą Platformy Obywatelskiej, gdzie udali się demonstranci, doszło do przepychanek z policją; siedziba rządzącej partii została obrzucana kamieniami. Jednak dopiero kiedy protest miał się ku końcowi i licznie zgromadzony tłum się rozchodził, najwyraźniej w poczuciu bezkarności z powodu zmniejszonej obecności mediów, policjanci postanowili wykazać się brutalnością. Funkcjonariusze zaczęli pałować i zatrzymywać pierwsze osoby oraz separować od siebie grupy demonstrantów. Kolejne osoby zatrzymywano lub bito, czego świadkami byli również nasi działacze. Tłum rozpierzchł się na wysokości skrzyżowania ulic Matyi i Towarowej. Pojawiały się kolejne posiłki policji, przypadkowe osoby w całej okolicy były zatrzymywane i spisywane przez prewencję. W związku ze skandalicznym zachowaniem policji stosującej zasadę odpowiedzialności zbiorowej, apelowaliśmy jako środowisko wolnościowe, aby osoby poszkodowane lub widzące policyjną przemoc kontaktowały się z poznańskim oddziałem Anarchistycznego Czarnego Krzyża. Ostatecznie władza kolejny raz pokazała swoje karzące oblicze i w myśl zasady „dajcie mi człowieka, znajdzie się paragraf”, oskarżyła cztery osoby o udział w zamieszkach, a dokładnie – czynny udział w zbiegowisku – twierdząc, że jego uczestnicy wspólnymi siłami dopuszczają się gwałtownego zamachu na osobę lub mienie. Proces trzech oskarżonych jeszcze nie wystartował, jedna osoba dobrowolnie poddała się karze i na początku bieżącego roku została skazana na pół roku więzienia w zawieszeniu na dwa lata oraz 600 złotych grzywny. ACK będzie monitorować proces pozostałej trójki oskarżonych.

CZERWIEC
Konsekwencją zaangażowania w protest przeciwko ACTA, jak i w przygotowywany właśnie protest przeciwko organizowanemu w Polsce turniejowi Euro 2012 było ujawnienie inwigilacji naszego środowiska. Od prawdopodobnie kilkunastu miesięcy z sąsiadującego z Rozbratem salonu Peugeota prowadzona jest obserwacja terenu skłotu. W jednym z pomieszczeń, którego okno wychodzi na skłot, policja systematycznie instaluje kamerę, mającą obserwować osoby uczestniczące w demonstracjach lub innych imprezach organizowanych w tym miejscu. Szpieguje się m.in. uczestników spotkań czy wykładów.

Z reguły obserwacja jest prowadzona tylko w związku z większymi wydarzenia, czasami jednak kamera „pracuje” przez wiele dni po rząd.

O fakcie tym dowiedzieliśmy się wiele miesięcy temu, kiedy obserwacja była prowadzona przez kilkanaście dni w związku z protestami przeciw ACTA. Poinformował nas o tym anonimowy rozmówca. Jego relacja wydawała się w pełni wiarygodna. Kamera pojawiła się ponownie przed demonstracją 10 czerwca. I właśnie dopiero w czerwcu udało się dobrze sfotografować wspomniana kamerę. Przedstawiciele policji i służb specjalnych w żaden sposób nie odnieśli się do naszych zarzutów o pozbawioną podstaw prawnych inwigilację, tradycyjnie nabierając wody w usta. Po ujawnieniu przez nas informacji o prowadzonej inwigilacji, kamera natychmiast została zdemontowana. Oczywiście zdajemy sobie sprawę, z faktu, że „Wielki Brat” nadal może nad nami czuwać, swobodnie omijając i lekceważąc przepisy prawa czy procedury, które ostatecznie sam ustala.

Zapędy do inwigilacji policjanci ujawnili jeszcze w tym samym miesiącu. 7 czerwca poznańska lokalna telewizacja WTK zorganizowała debatę na temat Euro 2012.  Blisko dwugodzinny program został podzielony na dwie 45-minutowe części. Wzięły w niej udział dwie 11-osobowe drużyny – jedna „za” EURO w Poznaniu, a druga „przeciw”. Wśród przeciwników znajdowało się m.in. kilkoro działaczy i działaczek  Federacji Anarchistycznej i Stowarzyszenia My-Poznaniacy.

Jak się dowiadujemy, do dyrekcji stacji zgłosili się przedstawiciele policji, którzy poprosili, aby umożliwić im udział w programie. Pomimo, iż nie mieli formalnych podstaw, dyrekcja miała zgodzić się, aby obserwowali cały program w reżyserce i studio. Nie ma dowodów, że policjanci zostali przez WTK „zaproszeni”

Ponownie zarówno od policji, jak i od dyrekcji telewizji WTK nie doczekaliśmy się żadnych wyjaśnień, na temat podstaw prawnych tego typu działań.

SIERPIEŃ
17 sierpnia w Poznaniu zapadł wyrok uniewinniający w sprawie pięciu anarchistów, którzy zostali obwinieni przez policję o zakłócanie porządku publicznego 17 maja 2011 roku. Sprawa dotyczyła protestu, do jakiego doszło w siedzibie Platformy Obywatelskiej przy ulicy Zwierzynieckiej w Poznaniu. Przypomnijmy, że z protestu, który był spontaniczną odpowiedzią na rozbicie przez ochroniarzy w Gdańsku i policję w Katowicach demonstracji niezadowolonych obywateli, usiłowano zrobić wybryk chuligański. Sąd nie podzielił takiego poglądu uznając, że w tym przypadku mieliśmy do czynienia z politycznym protestem, a nie wybrykiem mającym na celu zakłócenie porządku społecznego (relacja z procesu). Poznańska policja, która skierowała do sądu wniosek o ukaranie, przegrała w ten sposób kolejną sprawę wymierzoną w poznańskie środowisko wolnościowe.

29 sierpnia doszło do brutalnej eksmisji skłotu Warsztat przy ul. Podgórze 2/3. Bez nakazu eksmisji, przy pomocy policyjnej tzw. grupy realizacyjnej (policjanci w kominiarkach z bronią automatyczną) wtargnięto na teren posesji zajmowanej i remontowanej od kilku miesięcy przez nowych lokatorów. W obronie likwidowanego skłotu zebrało się przed wejściem do budynku kilkadziesiąt osób – zarówno aktywiści i aktywistki ruchu wolnościowego, jak i okoliczni mieszkańcy i sąsiedzi. Policjanci z grupy realizacyjnej wyraźnie dążyli do konfrontacji z protestującymi. Pełną relację w wydarzeń znaleźć  można tutaj. Ostatecznie w wyniku działań policji hospitalizowane musiał zostać dwie osoby. Jedna z osób której musiała być udzielona pomoc medyczna, została również przez policję zatrzymana. Na komisariacie poznała cały wachlarz policyjnej brutalności, buty i arogancji – relacja zatrzymanego tutaj.

Zaledwie dwa miesiące później prokuratura uznała, że w brutalnych działaniach policjantów nie dostrzega znamion przestępstwa (czytaj więcej). I tak po raz kolejny przemoc policji została usankcjonowana i pozostała bezkarna.

Tymczasem jeden z aktywistów otrzymał pismo o skierowaniu wniosku do sądu, o ukaranie go za napaść na funkcjonariusza policji (oplucie), jakiego miał się dopuścić podczas prowadzenia go do karetki po brutalnym ataku policji z użyciem gazu łzawiącego (ledwo cokolwiek widział i był w stanie iść)… nie ma jeszcze  wyznaczonej daty rozprawy.

LISTOPAD
20 listopada zakończył się proces anarchisty oskarżonego o przewodzenie nie zgłoszonej pikiecie lokatorów z ulicy Piaskowej. Sąd uniewinnił oskarżonego. W uzasadnieniu sędzia, Mateusz Bartoszek, podkreślił, że jedynym dowodem przemawiającym na niekorzyść oskarżonego były zeznania byłego już policjanta. Więcej o sprawie tutaj i tutaj.

GRUDZIEŃ
Dnia 12.12.2012 r. o godzinie 23.30, w 31. rocznicę wprowadzenia stanu wojennego, pod Pomnikiem Poznańskiego Czerwca ’56 miała miejsce pikieta upamiętniająca ofiary państwowej przemocy. Wydarzenie zgromadziło około 40 osób, związanych ze środowiskiem anarchistycznym. Zapalając znicze pod pomnikiem, zgromadzeni chcieli przypomnieć o ofiarach represji zarówno z okresu PRL, jak i przypomnieć tragiczne wydarzenia z dnia 26 kwietnia 1920 roku, kiedy to nacjonalistyczne, endeckie władze rozkazały strzelać do protestujących poznańskich robotników, a następnie wprowadziły na ulicach stolicy Wielkopolski stan wyjątkowy. Pełna relacja tutaj.

21 grudnia ruszył proces dwojga aktywistów ruchu anarchistycznego i lokatorskiego, oskarżonych o przewodzenie niezgłoszonemu zgromadzeniu w trakcie eksmisji rodziny państwa Jencz. Oskarżenie mają zapewnioną pomoc prawną, o wyniku ich procesu będziemy informować.

Kolejne dwie osoby czekają na proces jaki rozpocznie się 5 lutego 2013, oskarżone o rzekomą napaść na funkcjonariuszy policji podczas nielegalnej eksmisji Państwa Jencz. Poza tym jedna osoba została skazana zaocznie na parce społeczne i grzywnę w wysokości 600 zł za “uszkodzenie” radiowozu. W skutek wakacyjnych zaniedbań ze strony Poczty Polskiej - niedostarczenie wyroku nakazowego - uniemożliwiono aktywiście odwołanie się od wyroku i sprawiedliwy proces.

Jesteśmy przekonani, że również w nowym roku aparat represji o nas nie zapomni. 16 stycznia rozpoczyna się proces związany z eksmisją w Nowej Soli, również kontynuacja wspomnianych procesów aktywistów lokatorskich.

Na zakończenie warto zaznaczyć, że staraliśmy się również pamiętać o represjach które dotykały innych. Stąd publikacja apelu o solidarność z haktywistami, ważnego listu aktywistki Dášy Raimanovy, przypominanie o kolejnej rocznicy protestu kolejarzy, czy historii Sacca i Vanzettiego.


Solidarność jest przestępstwem, którego popełniania nigdy się nie wyrzekniemy!
Poprzedni rok był rokiem walki z represjami stosowanymi z wyjątkową brutalnością wobec cudzoziemców na terenach polskich Ośrodków Strzeżonych. Z roku na rok coraz więcej migrantów z często nieuzasadnionych przyczyn jest przetrzymywana w nieludzkich warunkach i poddana systemowi najboleśniejszych i najbardziej upadlających godność ludzką opresji.


Doświadczenie pokazuje, że represjom może być poddany każdy, kto po przekroczeniu granicy po prostu będzie miał pecha.  Sytuacja w polskich Ośrodkach Strzeżonych, gdzie na decyzje o swoim losie czekają obcokrajowcy, w październiku 2012 roku zaostrzyła się. Ponad siedemdziesiąt osób osadzonych w Białymstoku, Białej Podlaskiej, Przemyślu i Lesznowoli postanowiło jednocześnie przystąpić do strajku głodowego w odpowiedzi na nieuzasadnione szykany. Nie był to pierwszy protest internowanych uchodźców, ale po raz pierwszy informacja o strajku wydostała się na zewnątrz. Dotąd strajkujących zamykano w izolatkach i karano na różne sposoby – a opinia publiczna nawet o tym nie wiedziała.


Mimo zakończenia strajków głośne mówienie o tym problemie pozwala utrzymać pewnego rodzaju presję na władze. Między innymi dzięki Peterowi Silaev rosyjskiemu aktywiście, antyfaszyście, dziennikarzowi, który w 2010 roku spędził na poznańskim Rozbracie kilka miesięcy. Po wyjeździe z Poznania, zobaczył i odczuł bezpośrednio na sobie coś, co - jak sam wspomina - nie pozwala mu zapomnieć o losie uchodźców. Poniżej publikujemy tekst autorstwa Petera będący opisem tego, czego doświadczył podczas trzymiesięcznego pobytu w Strzeżonym Ośrodku dla Cudzoziemców w Krośnie Odrzańskim.


Relacja

 

Codziennie koleje osoby są zatrzymywane i przetrzymywane miesiącami  w tragicznych warunkach, na co dzień poniżane, spotykają się z nieludzkim traktowaniem ze strony pracowników ośrodków zamkniętych. Szczególnie ważne jest mówienie o tym głośno teraz, aby cały czas tworzyć presję, pomimo zakończenia strajków głodowych, problem bowiem nierozwiązany trwa nadal.

 

Dwa lata temu miałem okazję doświadczyć wszystkich „luksusów” oferowanych przez polski system Straży Granicznej i nie mogę niestety powiedzieć, że po tym doświadczeniu doszedłem już do siebie. Jest to potężny system obozów koncentracyjnych, a warunki panujące tam są gorsze od warunków więziennych. Osoba, która miała pecha znaleźć się w tym systemie, błyskawicznie traci większość swoich praw i staje się bezsilną marionetką w rękach skorumpowanej administracji. Nie jest tajemnicą, że niektóre kraje europejskie finansują polską Straż Graniczną w celu utrzymania takiego właśnie typu systemu obozowego i sprawiają, że w ten sposób, Polska staje się dla Unii Europejskiej "krajem gąbką", do walki zarówno z legalną, jak i i nielegalną imigracją (te same procesy można zaobserwować na Malcie i w Grecji). Dlatego też, nawet w obliczu kryzysu, Straż Graniczna rok w rok jest w stanie rozbudowywać sieć obozów, zajmować nowe tereny, zatrudniać co raz więcej pracowników – ich dochody są bezpośrednio zależne od ilości osób zatrzymanych i przetrzymywanych. Więcej ludzi w ośrodkach oznacza po prostu więcej pieniędzy. Należy dodać, że administracja obozów jest skorumpowana i czuje się całkowicie bezkarna, dokonując kradzieży i zarabiając kosztem zatrzymanych. Bardzo często mogliśmy zobaczyć w historii ludzkości taki obraz - masy pozbawionych praw ludzi są stłoczone w miejscach o bardzo niskich standardach życia w celu zaniżenia kosztów i generowania zysków.

 

Jestem pod ogromnym wrażeniem tego, że nawet mimo ucisków zarządów obozów, w tym momencie ludzie zabrali jednak głos i wytoczyli szereg zastrzeżeń, które zostały sformułowane absolutnie właściwie i precyzyjnie, a ja podpisuję się pod każdym z nich.

 

Zostałem zatrzymany przez patrol Straży Granicznej podczas losowej kontroli w Szczecinie w 2010 r. i po godzinnym dochodzeniu było absolutnie jasne, że jedyną rzeczą, jaką mogą zrobić ze mną strażnicy, było po prostu pozwolić mi odejść. W tym czasie ubiegałem się o azyl polityczny w Belgii, a moja sprawa nadal była na początkowym etapie rozpatrywania wniosku. Kiedy tydzień wcześniej miałem sprawdzane dokumenty w Niemczech, policjant odnalazł moje dane w międzynarodowej bazie i po sprawdzeniu mojego statusu pozwolił mi odejść.

Poprosiłem oficerów w Szczecinie, aby zrobili to samo, ale okazało się, że w ogóle nie mają dostępu do międzynarodowej bazy danych. Mieli zadzwonić do swoich kolegów we Frankfurcie nad Odrą, aby tam mnie sprawdzono. Niemcy stwierdzili, że po prostu powinienem wrócić do Brukseli - miałem ze sobą wykupiony bilet. Ale to nie powstrzymało polskiej Straży Granicznej przed rozpoczęciem procedury mojej przymusowej deportacji do Belgii, która trwała TRZY miesiące – a cały ten czas spędziłem w Strzeżonym Ośrodku dla Cudzoziemców w Krośnie Odrzańskim.


Inne przykłady

 

Przedsiębiorca tekstyliów z Indii został zatrzymany na lotnisku podczas odprawy na lot do Indii, jego wiza wygasła 2 tygodnie wcześniej. Został więc odprowadzony do ośrodka i spędził tam 2 miesiące, aby w rezultacie zostać deportowanym do Indii, chociaż w momencie zatrzymania miał bilet w ręce.

 

Student z Tajwanu, został doprowadzony do ośrodka tylko dlatego, że wsiadł do autobusu jadącego do Niemiec; posiadanie polskiej wizy w ogóle mu nie pomogło.

 

Wszystko to są drobne naruszenia, ale tylko w Polsce jesteś trzymany w więzieniu przez miesiąc jedynie po to, żeby w rezultacie kontynuować dalej swoją podróż. Dzieje się tak ponieważ każdy jeden dzień spędzony w ośrodku oznacza więcej dotacji unijnych na "zapobieganie nielegalnej imigracji" i więcej funduszy z budżetu na utrzymanie ośrodków. Jeśli w ośrodku znajdowałoby się za mało ludzi, groziłoby to jego zamknięciem – co byłoby zwykłą stratą płynącego z prowadzenia ośrodka zysków.

 

W ośrodku w Krośnie Odrzańskim były dwie opcje uzyskania dodatkowej żywności, ubrań i innych produktów - poprzez otrzymanie przesyłki pocztowej z zewnątrz lub zamawianie artykułów ze "sklepu". Administracja stosowała karanie ludzi poprzez zakaz otrzymywania przesyłek pocztowych, a pewnego dnia przedstawiono nam decyzję wstrzymania całej poczty z powodu "groźby przemytu narkotyków".

 

Wtedy można było kupić towary tylko w "sklepie" - i co zauważyliśmy to to, że na produktach zostały tylko ślady naklejek z cenami. Te produkty nie zostały zakupione hurtowo ani też nie pochodziły z żadnej sieci supermarketów (co by wydawało się logiczne). My wszyscy przynosiliśmy dochody małemu sklepowi spożywczemu należącego do kogoś związanego z administracją ośrodka. Setki nas, codziennie, przez 7 dni w tygodniu – jaka by to była strata, gdyby w ośrodku było nas mniej...

 

To jakieś tchórzostwo nazwać takie miejsce słowami jak: "ośrodek" lub "centrum zatrzymań" - było to po prostu więzienie, a nawet nieco gorzej, ponieważ nie byliśmy tam uznawani za podmioty prawa cywilnego. W pięciu celach umieszczono, po osiem osób w każdej, dwudziestopiętrowy korytarz, jedna godzina spaceru dziennie na brudnym podwórku, wszędzie zabezpieczenia - to wszystko.

 

Byliśmy wszyscy trzymani w ciągu dnia w tym korytarzu, chodząc wciąż w tą i z powrotem od jego jednego końca do drugiego, przez cały dzień - to było wszystko co mogliśmy tam robić. Jeśli to nie jest więzienie – to co to jest? I powtarzam, że większość z przebywających tam osób nigdy nie popełniła przestępstwa.

 

Poniżej postaram się zilustrować każdy z postulatów petycji z żądaniami osób, które podjęły w proteście strajk głodowy, podając jeden z przykładów z własnego doświadczenia.


Prawo do informacji i tłumacza

 

Wśród osób zarządzających nie było nikogo, kto by mówił po angielsku lub w jakimkolwiek innym języku niż polski. To były jedyne osoby, do których obowiązków należała komunikacja pomiędzy sądem i ministerstwem, a osobami osadzonymi w ośrodku. Oni wypełniali dokumenty, przynosili wydane decyzje do podpisania, przekazywali dokumenty. I ci ludzie z całego świata, musieli użyć języka ciała do wyjaśnienia skomplikowanych szczegółów swoich spraw oficerom i funkcjonariuszom, którzy po prostu bardzo szczerze odpowiadali im, że nic z tego nie rozumieją... Od chwili, kiedy tam dotarłem, to właśnie ja zacząłem funkcjonować jako tłumacz etatowy – pomagając tłumaczyć z angielskiego na mój bardzo słaby polski. I to były oficjalne, niezwykle ważne dokumenty, które rutynowo wypełniano każdego dnia! Apelacje, zawiadomienia, wyjaśnienia, protesty - wszystkie one zostały przetłumaczone właśnie w ten sposób. Pewnego razu być może uratowałem życie jednego chłopaka - zobaczyłem go gorączkowo tłumaczącego coś oficerowi. Zapytałem, co się stało? "Próbuję mu zapisać hasło na e-mail, tam zostały zapisane kopie wszystkich moich dokumentów" - krzyczał czarnoskóry ex-kaznodzieja z Burundi. Oficer przerywał mu: "Nie potrzeba tłumacza, wszystko rozumiem. Odmawia mi pokazania swoich dokumentów".


Prawo do kontaktu ze światem zewnętrznym

 

Był tylko jeden telefon w naszym bloku i pracownicy ośrodka podejmowali wszelkie możliwe starania w celu ograniczenia korzystania z niego. Były ustalane śmieszne zasady i harmonogramy dla ludzi stojących w kolejce, starających się przez minutę porozmawiać z krewnym lub prawnikiem. Takie działania prowadziły do nieuchronnych sporów, które dawały strażnikom prawo, aby wprowadzać jeszcze więcej ograniczeń. W ośrodku nie było też żadnej biblioteki.


Prawo do odpowiedniej opieki zdrowotnej

 

Co tydzień przysługiwało nam prawo do wpisania się na wizytę u lekarza, ale ludzie zwykle musieli czekać na spotkanie przez miesiąc. Z jakichś powodów lekarz, podczas swojej cotygodniowej wizyty, mógł przyjąć jedynie kilka osób - a było 45 osób w bloku. Wśród zatrzymanych w ośrodku było dużo starszych osób, które po nagłym znalezieniu się w zamkniętym środowisku, gdzie nie mieli się kompletnie czym zająć, doznawali bardzo szybkiego spadku kondycji zdrowotnej. Na pierwszym miejscu zaczynało szwankować serce – co jakoś nigdy nie zaniepokoiło służb ośrodka. Nigdy nie widziałem, aby któryś z mieszkańców cel był hospitalizowany, bo strażnicy podejrzewali, że ataki serca są symulowane w celu dostania się do szpitala.


Poszanowanie praw dziecka

 

W ośrodku w Krośnie Odrzańskim funkcjonowało coś jak "cele rodzinne", ale właściwie, tak samo jak zwykli przestępcy, dzieci w każdym wieku, były trzymane w tym więzieniu na takich samych zasadach. Oczywiście żadne z nich nie chodziło do żadnej szkoły, miały one po prostu trochę większą celę niż inni. Warunki ich uwięzienia nie różniły się od naszych w żaden inny sposób.


Poprawa warunków socjalnych

 

Administracja ośrodka w Krośnie Odrzańskim prowadziła gospodarkę nie zatrudniania żadnych osób sprzątających z zewnątrz w związku z czym, na wszystkich osadzonych spoczywał obowiązek wykonywania tej pracy za darmo. Jeśli ktoś odmówił sprzątania nie wolno mu było palić. Jeśli on nie palił – cała cela była objęta zakazem palenia. Gdy był z celi, w której nikt nie palił – co wprawiało na moment strażników w lekką konsternację - w rezultacie zabraniano korzystania z czajnika. A spora część naszej diety składała się z chińskich zupek, czyli już wiadomo czemu to służyło. To zabawny przykład, ale po prostu nigdy nie brano pod uwagę naszej woli i preferencji. W związku z tym, że my byliśmy wyjęci spod prawa, strażnicy mieli prawo do postrzegania nas jako podludzi i zachowywali się zgodnie z taką właśnie wizją.


Nadużycia wobec osób osadzonych w ośrodkach

 

Ludzie byli regularnie bici lub umieszczani w izolatkach albo umieszczani w izolatkach i zbiorowo bici. Zwykle wybierano taką osobę, która nie mówi w języku znanym reszcie osadzonych – Chińczyków lub Afgańczyków – to bardzo inteligentne posunięcie.... Nie było żadnych przepisów regulujących narzucane ograniczenia i stosowane kary – strażnicy robili po prostu to, co chcieli. A jeśli napiszesz skargę to trafia ona jedynie do dyrektora ośrodka.

 

Jednostka Straży Granicznej używała terenu ośrodka jako modelu do ćwiczeń praktycznych: od czasu do czasu ćwiczono ataki w celu "tłumienia zamieszek". Oznaczało to, że o 6 nad ranem tłum zamaskowanych funkcjonariuszy nagle wpadał do twojej celi, po czym wyrzucano cię na korytarz i ustawiano wzdłuż ściany z rękami założonymi za głowę, podczas gdy cały twój dobytek był rozrzucany na podłogę celi. Zdarzały się całkowicie bezpodstawne przeszukiwania cel i upokarzające rewizje. Za każdym razem ludzie starali się sprzeciwiać słownie przemocy ze strony władz ośrodka. Strażnicy zawsze ogłaszali, że szukają narkotyków, ale przecież większość przebywających tam ludzi, to tylko pechowi ojcowie rodzin i osoby starsze, próbujące dołączyć do swoich bliskich w Unii Europejskiej, czy też po prostu wrócić do domu. Nigdy nie widziałem, żeby strażnicy znaleźli coś podejrzanego .


Zakończyć kryminalizację osób osadzonych w ośrodkach

 

Wszyscy mężczyźni z mojej celi byli po prostu zwykłymi ludźmi próbującymi emigrować ze swoich niebezpiecznych i biednych krajów. Większość osób trzymanych w całym systemie obozów to normalni robotnicy budowlani, elektrycy, kucharze, sklepikarze, którym kiedyś udało się zaoszczędzić trochę pieniędzy i wyruszyć w świat w poszukiwaniu lepszego życia dla siebie i swojej rodziny. Części emigrantów udaje to się w jakiś sposób, ale też wielu z nich miało pecha i skończyło w polskich ośrodkach, gdzie zostali potraktowani gorzej niż przestępcy, bo nawet przestępcy mają swoje prawa.  Wszędzie tam, gdzie ambiwalentny status prawny splata się z chęcią zysku, widzimy obraz dość charakterystyczny: ogromny obóz, pełen pozbawionych praw i wykorzystywanych ludzi żyjących w bardzo złych warunkach, rządzony przez wszechmocną i skorumpowana administrację. To właśnie zobaczyłem na własne oczy w przejściowym ośrodku dla uchodźców z Krośnie Odrzańskim.



Petr Silaev - rosyjski dziennikarz, pisarz, działacz społeczny. Koordynował kampanię medialną głośnej sprawy lasu w Chimkach w 2010 r.  Został oskarżony przez władze rosyjskie o współpracę ze służbami obcego wywiadu, zdradę, ekstremizm. Zmuszony do ucieczki z kraju wystąpił o azyl polityczny w Belgii. W marcu 2012 roku Finlandia przyznała mu status polityczny uchodźcy. Pisze dla Openspace (Rosja), Colta (Rosja), Voima (Finlandia). Jego książka "Exodus", opublikowana w 2010 roku, została nominowana do wielu nagród literackich i przetłumaczona na język angielski, niemiecki, fiński, włoski i grecki.

Dziś zapadł wyrok uniewinniający w sprawie pięciu anarchistów, którzy zostali obwinieni przez policję o zakłócanie porządku publicznego 17 maja 2011 roku. Sprawa dotyczyła protestu, do jakiego doszło w siedzibie Platformy Obywatelskiej przy ulicy Zwierzynieckiej w Poznaniu.

Przypomnijmy, że z protestu który był spontaniczną odpowiedzią na rozbicie przez ochroniarzy w Gdańsku i policję w Katowicach demonstracji niezadowolonych obywateli, usiłowano zrobić wybryk chuligański. Sąd nie podzielił takiego poglądu uznając, że w tym przypadku mieliśmy do czynienia z politycznym protestem, a nie wybrykiem mającym na celu zakłócenie porządku społecznego.

Poznańska policja, która skierowała do sądu wniosek o ukaranie, przegrała w ten sposób kolejną sprawę wymierzoną w poznańskie środowisko wolnościowe. Stróże porządku oczywiście nie odpuszczają, już na początku października odbędą się procesy osób stających w obronie eksmitowanej rodziny państwa Jencz oraz lokatorów z ulicy Piaskowej.

Od prawdopodobnie kilkunastu miesięcy z sąsiadującego z Rozbratem salonu Peugeota prowadzona jest inwigilacja naszego środowiska.  W jednym z pomieszczeń, którego okno wychodzi na teren skłotu policja systematycznie instaluje kamerę, mającą obserwować osoby uczestniczące w demonstracjach lub innych imprezach organizowanych w tym miejscu. Szpieguje się m.in. uczestników spotkań czy wykładów. Z reguły obserwacja jest prowadzona tylko w związku z większymi wydarzenia, czasami jednak kamera „pracuje” przez wiele dni po rząd.

O fakcie tym dowiedzieliśmy się wiele miesięcy temu, kiedy obserwacja była prowadzona przez kilkanaście dni w związku z protestami przeciw ACTA. Poinformował nas o tym anonimowy rozmówca. Jego relacja wydawała się w pełni wiarygodna. Kamera pojawiła się ponownie przed demonstracją 10 czerwca. Dopiero teraz udało nam się ją dobrze sfotografować, co stanowi dowód, ze nasz informator miał rację.

Policja prowadzi swoje działania oczywiście bez zgody i wiedzy mieszkańców Rozbratu, także wówczas kiedy funkcjonują one jako osoby prywatne. Nie wiadomo też na jakiej podstawie i w jakim celu prowadzona jest inwigilacja, oraz co dalej dzieje się z nakręconym materiałem. Mamy wszelkie podstawy twierdzić, że policja działa tutaj wbrew ogólnie obowiązującym przepisom.

więcej zdjęć
Jak donoszą przyjaciele Rozbratu z Białorusi, 24 marca w Mińsku planowano koncert punkowy, z którego dochód miał wesprzeć inicjatywę Jedzenie Zamiast Bomb. Lecz już na samym jego początku na salę włamał się specjalny oddział milicji, częściowo zamaskowany, krzycząc „ręce do góry!”. Koncert przerwano, a milicja zatrzymała wszystkich obecnych – ponad 100 osób. Przy wejściu do sali najprawdopodobniej był obecny oficer KGB, który uważnie obserwował całe wydarzenie, a następnie wydał rozkaz podjęcia operacji.

Ponad 30 osób zapakowano do suk i przewieziono do aresztu, większość po sporządzeniu odcisków palców została wypuszczona po kilku godzinach. Przy przesłuchaniach najprawdopodobniej obecny był zastępca szefa mińsku policji – szef policji odpowiedzialnej za bezpieczeństwo publiczne. Zatrzymani oskarżają policję o brutalność i stosowanie przemocy, w tym bicie po twarzy. Część zatrzymanych w oczekiwaniu na przesłuchanie musiała przez wiele godzin stać odwrócona twarzą do ściany. Jedna osoba, Elena Dubovik, ma przebywać w areszcie do poniedziałku.

Moment ataku milicji został zarejestrowany na filmie:

http://www.youtube.com/watch?v=biK7qqSgDe4

O sprawie informuje też białoruski Anarchistyczny Czarny Krzyż

Jak co roku, również w 2011 poznański Anarchistyczny Czarny Krzyż /ACK/ na kilku frontach prowadził walkę z represjami. A tych nie brakowało. Wszędzie tam gdzie zaogniają się konflikty, wybuchają protesty, słychać głosy społecznej dezaprobaty dla polityki władzy, wysyła się oddziały prewencji by zaprowadziły „porządek”. Spisać, zatrzymać i znaleźć taki paragraf by zniechęcić do kolejnych protestów. Pod tym względem nic się nie zmieniło. Represje za niewygodne poglądy wciąż dotykają poznańskich aktywistów. Poniżej podsumowanie minionego roku.

Eksmisja w Nowej Soli

14 grudnia 2010 o godz. 9.00 komornik dokonał eksmisji domu państwa Ostrowskich w Nowej Soli. Eksmisji próbowało zapobiec ok. 20 działaczy Inicjatywy Pracowniczej i Federacji Anarchistycznej z Nowej Soli i Poznania, zostali jednak zaatakowani przez kilkudziesięciu funkcjonariuszy policji.

Pięciu działaczy zostało oskarżonych o naruszenie nietykalności funkcjonariusza policji oraz utrudnianie czynności organu administracji. Wszyscy wnieśli skargi na działania policji i przekroczenie przez nich uprawnień służbowych. Pomimo odwołań prokuratura w Nowej Soli odrzuciła wszystkie skargi. W efekcie, po ponad rocznym dochodzeniu, przed sądem w Nowej Soli prawdopodobnie na początku 2012 r. rozpocznie się proces karny.

Trzyletni proces

27 stycznia 2011 w Słupsku po blisko 3 latach zakończył się proces karny. Dziewięć osób, uczestników demonstracji przeciwko budowie tarczy antyrakietowej w Słupsku w marcu 2008 roku, zostało uznanych przez Sąd Rejonowy w Słupsku za winnych oskarżeń, jakie postawiła im prokuratura, jednak sprawę umorzono ze względu na niską szkodliwość społeczną. Mieli się oni dopuścić naruszenia nietykalności funkcjonariuszy oraz znieważenia funkcjonariuszy policji, gdy ta w nocy po proteście wdarła się do mieszkania jednego z manifestantów, wpuściła gaz łzawiący, pobiła pałkami część śpiących tam osób i wywiozła 25 osób na pobliską komendę.

Przez 2 lata ciągnęło się także postępowanie w sprawie o wykroczenie przeciwko 5 osobom, które odmówiły przyjęcia mandatu za zakłócanie ciszy nocnej podczas wspomnianej interwencji.  Inne osoby zastraszane i szantażowane uległy presji i przyjęły mandaty dla „świętego spokoju”. 9 osobom oskarżanym o naruszenie nietykalności funkcjonariuszy, w osobnym procesie, sąd umorzył to postępowanie ze względu na niską szkodliwość społeczną. W marcu 2010 r. sprawa została przedawniona. W procesie tym oskarżonych było czterech poznańskich aktywistów.

Podwójnie niewinni w procesie MTP

Nadal toczą się procesy  w związku z protestem jaki odbył się 8 marca 2010 roku na terenie Międzynarodowych Targów Poznańskich w obronie zagrożonego skłotu Rozbrat

Jeszcze w 2010 roku (23 listopada) Sąd Rejonowy uniewinnił pierwszą aktywistkę związana z poznańską Federacją Anarchistyczną i skłotem Rozbrat oskarżoną o naruszenie nietykalności funkcjonariusza policji. Prokuratura jednak odwołała się od wyroku. 26 sierpnia 2011 r. Sąd Rejonowy w  Poznaniu cofnął wyrok do ponownego rozpatrzenia. Na 16 stycznia 2012 r. wyznaczona jest kolejna rozprawa w Sądzie Grodzkim przy ul. Kamiennogórskiej. Przesłuchiwani będą po raz kolejny świadkowie zatrzymania aktywistki.

23 lutego 2011 r.  Sąd Rejonowy w Poznaniu uniewinnił innego oskarżonego w tej samej sprawie.  W uzasadnieniu sąd uznał zeznania policjantów za niespójne i niejednoznaczne, zestawiając je z rzeczowymi zeznaniami uczestników protestu, którzy byli świadkami wydarzeń,  sędzia - jak stwierdził - nie mógł uznać winy oskarżonego. Od wyroku odwołała się poznańska prokuratura. Jednak 28 lipca sąd apelacyjny w Poznaniu podtrzymał wyrok uniewinniający aktywistę .

Trzeci aktywista w tej sprawie został skazany na 6 miesięcy ograniczenia wolności za naruszenie nietykalności funkcjonariusza policji. Sąd drugiej instancji, ze względu na błędy popełnione w postępowaniu, także cofnął wyrok do ponownego rozpatrzenia.  29 lipca  2011 r. w Sądzie Rejonowym Poznań – Grunwald – Jeżyce sąd uniewinnił oskarżonego. Od tego wyroku z kolei odwołała się poznańska prokuratura.  19  października Sąd Rejonowy w Poznaniu po raz kolejny wydał wyrok uniewinniający działacza.

Przypomnijmy, że 2010 roku (14 października) Sąd Rejonowy uniewinnił 37 osób oskarżonych o nierozejście się na wezwanie funkcjonariusza podczas tego samego protestu.  Aktywiści złożyli wnioski o odszkodowania za bezpodstawne zatrzymania jednak zarówno sąd I instancji, jak i apelacyjny uznały wnioski za przedawnione w stosunku do zatrzymań jakie miały miejsce 8 marca. Obrońca oskarżonych dr Agnieszka Rybak-Starczak złożyła skargę konstytucyjną na przepisy, które pozwalają na taką interpretację ze strony sądu. Spośród wszystkich osób składających wnioski o odszkodowania do tej pory tylko trzem z nich je przyznano.

Demokracja według PO

17 maja przed Biurem Poselskim Platformy Obywatelskiej, przy ulicy Zwierzynieckiej w Poznaniu, odbyła się pikieta przeciwko represyjnej polityce tej partii. Impulsem do protestu stały się wydarzenia z Gdańska i Katowic. W Gdańsku trasę legalnej manifestacji zorganizowanej przez środowiska lokatorów zagrodzili wynajęci przez miasto ochroniarze. W wyniku ich akcji sześć osób odurzonych gazem zabrała karetka, kilkanaście zostało poturbowanych. Katowicki protest przeciwko Europejskiemu Kongresowi Gospodarczemu, również został zmuszony do zmiany swej trasy. Zgłoszona z dopełnieniem wszystkich urzędniczych formalności demonstracja, napotkała na swej trasie policyjny kordon. Doszło do przepychanek i spisywania uczestników manifestacji.

Zebrani w Poznaniu pod siedzibą PO protestujący, przypomnieli o tych incydentach i solidaryzowali się z uczestnikami obu protestów. Wznoszono hasła „Rząd na bruk, bruk na rząd”, „Każda władza zabija wolność”, „Polska państwem policyjnym”. Następnie pikietujący udali się do biura by przekazać ulotki informujące o powodzie protestu. Podczas protestu nie było policji, nikogo nie spisano. Po miesiącu sześć osób, otrzymało wezwania na przesłuchania. Wszystkie odmówiły składania wyjaśnień. Policja oskarżyła protestujących na podstawie porównania nagrań z mediów i nagrań z monitoringu sprawy MTP /opisywanej wyżej/. Cztery z przesłuchiwanych osób otrzymały wyroki nakazowe za zakłócanie porządku publicznego. Pozostałe dwie spodziewają się podobnych zarzutów.  Na skutek wniesionych sprzeciwów od zaocznych wyroków nakazowych 20 stycznia 2012 roku przed Sądem Grodzkim w Poznaniu odbędzie się pierwsza rozprawa.

Przeciw eksmisjom i kamienicznikom

25 października
doszło do eksmisji Katarzyny Jencz, kobiety poważnie chorej, od wielu lat poruszające się na wózku. Dla jej przeprowadzenia zmobilizowano duże siły policji, która zjawiła się na kilka godzin przed zaplanowaną ewikcją, blokując dostęp do kamienicy i lokalu. Zgromadzonych na zewnątrz ok. 70 aktywistów próbowało powstrzymać wysiedlenie, do których dołączyli też mieszkańcy dzielnicy, ale w konsekwencji Katarzyna Jencz z uwagi na stan zdrowia została odwieziona do szpitala wojskowego, a komornik zabezpieczył mieszkanie. Państwo Jencz trafili do miejskiego ośrodka antykryzysowego.

Policja zatrzymała trzech działaczy poznańskiej Federacji Anarchistycznej. Jednemu z nich postawiono zarzut naruszenia nietykalności funkcjonariusza policji. Aktywista złożył skargę na działania policji, a wykonana przez niego obdukcja wyraźnie potwierdziła ślady pobicia jakiego dopuściła się na nim prewencja.

Ponadto dwóm innym aktywistom postawiono zarzuty przewodniczenia nielegalnemu zgromadzeniu. Jedna z aktywistek otrzymała wyrok nakazowy, od którego złożyła sprzeciw. Sprawa trafi na wokandę w najbliższych miesiącach.

28 października grupa lokatorów z ul. Piaskowej pojawiła się na Placu Wolności, aby zaprotestować przeciwko próbie „wyrzucenia” ich z kamienicy przez prywatnego zarządcę. Utworzyli pochód i ruszyli pod urząd miasta, gdzie akurat przebywał prezydent Komorowski. Od magistratu demonstrujących oddzielił szpaler służb porządkowych. Po proteście  policja zaczęła legitymować uczestników zgromadzenia. Dziś grozi założeniem sprawy sądowej i wzywa na przesłuchania. Nie znany jest jeszcze termin rozprawy.

Blokada Marszu ONR i MW

11 listopada w Warszawie po raz kolejny odbyła się blokada marszu skrajnej prawicy. Doszło do ostrych starć grup prawicowych i kibiców z policją. Spalono kilka samochodów transmisyjnych radiowych i telewizyjnych. Prawicowe bojówki napadały też na grupy aktywistów, które zgromadziły się na blokadzie „Kolorowa Niepodległa”.

Z Poznania zatrzymano jedną aktywistkę podczas „szturmu” policji na kawiarnię Nowy Wspaniały Świat gdzie spacyfikowano  100 osób i osadzono w areszcie na 48 h. Otrzymała zarzut zakłócania porządku publicznego. Zaraz po wyjściu z aresztu wniosła skargę na zatrzymanie oraz działania policji. Proces rozpocznie się najwcześniej w połowie 2012 roku. Relacja zatrzymanej

Przed sądem w Warszawie w dalszym ciągu toczy się postępowanie w sprawie aktywisty z poznańskiej Federacji Anarchistycznej oskarżonego o naruszenie nietykalności funkcjonariusza policji podczas blokady marszu 11 listopada 2010 r. Nie zapadł jeszcze termin pierwszej rozprawy. Relacja z zatrzymania

Stop Szczelinowaniu

28 listopada w Warszawie
odbyła się konferencja Shale Gas World Europe 2011 - spotkanie największych energetycznych korporacji świata, które z dala od kamer i dziennikarzy, w ukryciu przed opinią publiczną, dzielą spodziewane zyski z eksploatacji gazu łupkowego w Polsce. Inicjatywa Stop Szczelinowaniu zablokowała główną salę konferencyjną w hotelu InterContinental, zmuszając przedstawicieli korporacji do zgromadzenia się w holu. Blokujący zorganizowali w tym czasie alternatywną konferencję, na której zabrali głos solidaryzując się ze społecznościami w różnych rejonach Polski, gdzie pomimo zorganizowanych protestów odbywają się odwierty i szczelinowanie. Dwanaście protestujących osób (w tym trzech aktywistów związanych z poznańską Federacją Anarchistyczną) zostało usuniętych z sali konferencyjnej przez policji. Wszystkim zatrzymanym osobom zostały postawione zarzuty naruszenia miru domowego, za co grozi pozbawienie wolności do roku. Trwają przygotowania do obrony prawnej.

30 listopada o godzinie 12:00 przed Komisariatem Policji Poznań-Jeżyce na ul. Kochanowskiego odbyła się konferencja prasowa dotycząca represji wobec aktywistów ruchu lokatorskiego związanych z poznańską sekcją Federacji Anarchistycznej. Czworo aktywistów lokatorskich zostało przywitanych przez specjalnie sprowadzony w tym celu oddział policjantów prewencji (około 15 funkcjonariuszy) i w cywilu (6 policjantów). Funkcjonariusze szczelnie otoczyli wejście na komisariat.  Kto wie czy i w tej sprawie nie padną jakieś zarzuty…

W sumie w 2011 roku przed sądami toczyło się około 35 spraw poznańskich aktywistów.
W dniu wczorajszym w ramach pierwszego dnia festiwalu z okazji 17 urodzin Kolektywu Rozbrat odbyło się spotkanie pod tytułem „Białoruski ruch wolnościowy i antyfaszystowski”. Głównym impulsem jego zorganizowania było naświetlenie sytuacji trójki białoruskich anarchistów - Igora Gliniewicza, Mikołaja Dziedoka i Aleksandra Frankiewicza. Cała trójka została zatrzymana jesienią zeszłego roku, za dokonanie politycznych akcji w Mińsku, Soligorsku i Nowopołocku w latach 2009-2010, w tym ataku na ambasadę Rosji w sierpniu 2010 r. Prokuratura przedstawiła im zarzuty z paragrafów: 339 Kodeksu Karnego („chuliganizm”) 218 („zamierzone zniszczenie mienia) i 351 („sabotaż komputerowy”). Ostatecznie w maju br. Igor Oliniewicz został skazany na 8 lat więzienia o zaostrzonym rygorze, Mikołaja Dziedok na 4,5 roku więzienia o zaostrzonym rygorze, a Aleksander Frankiewicz na 3 lata więzienia o zaostrzonym rygorze. Wszyscy trzej nie przyznali się do zarzucanych im czynów. Istotne jest również, że w wyniku akcji bezpośrednich, których przeprowadzenie im zarzucano nikt nie został ranny, a straty materialne były niewielkie.

Według oświadczenia grupy anarchistycznej która przyznała się do dokonania wspomnianych ataków, ich celem było zwrócenie uwagi na sytuację w kraju. Akcje były wymierzone przeciw polityce pogłębiania nierówności społecznych, represji wobec aktywistów, państwu policyjnemu i militaryzmowi. Atak na posterunek milicji w Soligorsku (obrzucanie budynku butelkami z benzyną) przeprowadzono by upamiętnić rocznicę samobójczej śmierci działaczki praw człowieka Jany Poliakovej nękanej przez funkcjonariuszy milicji. Pikieta koło sztabu generalnego sił zbrojnych Białorusi była protestem przeciw przeznaczeniu kolejnych środków z budżetu państwa na cele wojskowe, mimo rosnących problemów społecznych. Akcję pod ambasadą Rosji (obrzucanie budynku butelkami z benzyną) zorganizowano w ramach solidarności z represjonowanymi obrońcami podmoskiewskiego lasu chimkowskiego.

Prowadzący spotkanie Stas Poczobut, naświetlił obecną sytuację opozycji, w tym anarchistów na Białorusi. Rzeczywistość pod rządami Łukaszenki, sprowadza się do realnego braku zgody władz na jakiekolwiek protesty. Oznacza to, że każda pikieta czy demonstracja kończy się interwencją milicji, a następnie wyrokiem skazującym – najczęściej na karę kilku dni aresztu oraz wysoką grzywnę. Na tym nie kończy się arsenał represji władzy, uczestnicy protestu muszą się liczyć z wyrzuceniem ze studiów, utratą pracy i szykanami ze strony milicji (wielokrotnym wzywaniem na przesłuchania, przeszukaniami mieszkania). Realnie nie istnieją na Białorusi jakiekolwiek niezależne media, które mogłyby funkcjonować w oficjalnym obiegu. Oznacza to, że każda próba protestu, jest przez reżimowe media przemilczana, a jeśli nie jest to możliwe, przedstawiana w negatywnym świetle. Taka sytuacja prowadzi do tego, że anarchiści coraz częściej sięgają po metodę akcji bezpośredniej – najczęściej symboliczne ataki (przy pomocy butelek z benzyną), na budynki rządowe. Istotne jest, że celem tych ataków nigdy nie padają ludzie. Jedynym medium który pozwala wyjaśnić cel tych akcji jest internet i znajdujące się w nim niezależne serwisy opozycjonistów.

Jeśli chodzi o ruch neofaszystowski, nie stanowi on obecnie na Białorusi – w przeciwieństwie do jej Wielkiego Brata – Rosji, istotnego problemu. Neofaszyści są podzieleni, część z nich prezentuje zdecydowanie pro rosyjskie nastawienie i utrzymuje kontakty z tamtejszymi partiami i grupami faszyzującymi. Inny odłam neofaszystów próbuje odwoływać się do rodzimego nacjonalizmu. Istnieją również subkulturowe grupki skinheadów neonazistów, szukających „inspiracji” bezpośrednio w chorej ideologii III Rzeszy. Neofaszyści są bardziej widoczni w Mińsku i w miastach wschodniej części Białorusi. Na szczęście ich działania nie przypominają tych z którymi boryka się ruch wolnościowy w Rosji – nie dochodzi do zabójstw aktywistów antyfaszystowskich, a reżim Łukaszenki nie pozwala na demonstracje bojówek neofaszystowskich.

Reasumując, dla białoruskich anarchistów i anarchistek największe zagrożenie stanowi władza państwowa. Stopień inwigilacji ruchu utrudnia jego normalne działania. Nie bez podstaw, z obawy przed represjami, większość aktywistów działa w niewielkich trudnych do inwigilacji i namierzenia przez organy „bezpieczeństwa państwa” grupach. Anarchiści czynnie uczestniczą w działaniach innych grup opozycyjnych wobec wszechwładzy Łukaszenki, występują jednak zawsze pod własnymi sztandarami, starając się propagować idee wolnościowe i zachowując sceptycyzm wobec podzielonej i skłóconej białoruskiej opozycji.

Owa podzielona i skłócona opozycja, może jednak liczyć na wsparcie zachodnich, w tym polskich, polityków wysokiego szczebla, a także organizacji walczących o prawa człowieka. Sytuacja anarchistów, sięgających po radykalne metody i nie walczących o zdobycie władzy politycznej po upadku Łukaszenki, lecz o realną zmianę całego systemu społeczno-polityczo-ekonomicznego, jest zgoła odmienna. O represjach wobec ruchu anarchistycznego, nie możemy usłyszeć w mediach, o Igora, Mikołaja i Aleksandra nie upomni się na pewno minister Sikorski czy przewodniczący Parlamentu Europejskiego Jerzy Buzek. Nie ma znaczenia, że proces anarchistów był pełen nieprawidłowości, nie ma znaczenia, że obciążające ich zeznania, zostały na świadkach wymuszone, a wina przesądzona już w momencie zatrzymania.

W tej sytuacji poznańska sekcja Anarchistycznego Czarnego Krzyża – sieci grup wspierających osoby represjonowane i Federacji Anarchistycznej, postanowiły rozpocząć kampanię na rzecz uwiezionych towarzyszy. Jej celem jest zwrócenie uwagi władz więziennych, klawiszy i współwięźniów, iż skazani anarchiści mogą liczyć na wsparcie z zewnątrz i nie są kolejnymi anonimowymi opozycjonistami. Cel ten będziemy starali się osiągnąć poprzez masowe wysyłanie pocztówek i listów do całej trójki skazanych. Mamy nadziej, że w ten sposób będziemy oddziaływać zarówno na władze więzienne, jak i podtrzymywać na duchu samych skazanych. Wobec anarchistów mimo odbywanych wyroków cały czas trwają represje.Władze więzienne starają się złamać solidarność skazanych i nakłonić do składania obciążających zeznań, co pozwoliłoby prokuraturze rozpocząć nowe śledztwa i wmanewrować anarchistów w cięższe przestępstwa. Jak dotąd wszelkie te działania odbijają się od muru solidarności skazanych. Poniżej zamieszczamy adresy białoruskich towarzyszy, wydrukowaliśmy sporą ilość darmowych pocztówek, które można wysyłać do więźniów, będziemy starali się też zainteresować ich sytuacją polskie media, które przecież tak chętnie informują o represjach jakie spotykają Polaków pod rządami Łukaszenki oraz białoruskich opozycyjnych polityków. Nawet jeśli zdajemy sobie sprawę, iż powtarzana przy okazji podawania takich informacja, slogany o obronie praw człowieka realnie często okazują się pustosłowiem (bo slogany milkną, gdy pojawia się interes polityczny czy ekonomiczny), zrobimy wszystko by wesprzeć uwięzionych anarchistów i przybliżyć dzień w którym opuszczą mury więzienne

Solidarność naszą bronią!

Аляневіч Ігар Уладзіміравіч
ИУ “ИК-10”, 211445, Віцебская вобласьць, г.
Наваполацк, атрад 12, брыгада 120, Belarus

Дзядок Мікалай Аляксандравіч
ИК-15, 213105, г.Магілёў, п/о Вейна,
Славгарадская шаша, 5 км. атрад №4, Belarus

Францкевіч Аляксандр Уладзіміравіч
ИК-22 “Волчsz норы”, 225295, Берасцейская вобл.
Івацэвічскі р-н. ст. Даманава, атрад №2, Belarus
Strona 1 z 2