Zaloguj

Federacja Anarchistyczna

Jesteś tu: Start / Sekcje FA /
A+ R A-
F.A. Kraków

F.A. Kraków

Krakowska Sekcja Federacji Anarchistycznej działa nieprzerwanie od roku 1989. Na przestrzeni tego  okresu przez grupę przewinęło się wielu aktywistów. Do najważniejszych działań podejmowanych niegdyś przez krakowską sekcję należy zaliczyć „Akcję Kontrbal” czyli protesty przeciw pseudocharytatywnemu balowi organizowanemu corocznie przez prezydenta Krakowa, pomoc prawną dla obdżektorów, szereg inicjatyw związanych z ludobójczą wojną w Czeczenii m.in. Komitet Wolny Kaukaz, protesty antywojenne czy angażowanie się w ruchy protestu uczniów i studentów. W ostatnich latach nastąpiła w grupie znaczna zmiana pokoleniowa. Obecnie koncertuje ona swoje działania na promocji demokracji bezpośredniej, wspieraniu grup wykluczonych m.in. lokatorów i bezdomnych oraz działalności informacyjnej: spotkania filmowe, wydawanie broszur, prowadzenie strony internetowej i biblioteki.

Adres witryny: http://fakrakow.wordpress.com/ E-mail: Adres poczty elektronicznej jest chroniony przed robotami spamującymi. W przeglądarce musi być włączona obsługa JavaScript, żeby go zobaczyć.

„Zabierz znajomych, ubierz się na niebiesko, zrób sobie skrzydła motylka modraszka i przyjdź- 5.06 na Zakrzówek , a 8.06 na manifestacje pod Urząd Miasta przy Pl. Wszystkich Świętych” – zachęcają organizatorzy społecznej akcji w obronie Zakrzówka.


Happeningowa akcja jest kolejną próbą obrony Zakrzówka przed wielkim kapitałem, który chce tam postawić apartamentowce. Doprowadzi to do dewastacji tego niezwykle wartościowego przyrodniczo i rekreacyjnie obszaru. – Mamy jeszcze szanse, nie ma jeszcze skończonych planów rozwoju miasta dla tych terenów. – przekonują organizatorzy protestu – Teraz ważą się losy Modraszkowej Łąki – czy stanie się terenem budowlanym, czy Zielenią Publiczną – podkreślają. Inwestor, który chce wybudować na Zakrzówku osiedle i zrewitalizować teren obiecał zbudować m.in. bardzo atrakcyjny Park.

 

Modraszek telejus, który jest symbolem protestu to ginący w Europie gatunek motyla występującego m.in. właśnie na Zakrzówku. Symboliczne skrzydełka wykonać można własnoręcznie bądź wybrać się na warsztaty prowadzone przez Modraszkowy Kolektyw. Warto pamiętać, iż raz postawione osiedle zostanie tam już na wieki a szkody będą nieodwracalne.

Partycypacja to coś więcej niż konsultacje. W najbliższy wtorek odbędzie się w Krakowie spotkanie poświęcone demokracji uczestniczącej.

Coraz więcej miast i regionów eksperymentuje z demokracją uczestniczącą. Jest to alternatywna droga w stosunku do narzędzi demokracji przedstawicielskiej. Daje realną możliwość wpływania mieszkańców na wygląd własnych miast czy wsi. Partycypacja daje możliwość odpolitycznienia przestrzeni publicznej oraz odzyskania kontroli nad najbliższym otoczeniem.

 

Spotkanie dyskusyjne na temat demokracji partycypacyjnej poprowadzi Dariusz Kraszewski. Na zagranicznych oraz polskich przykładach zostanie ukazany proces przejmowania przez lokalne społeczności odpowiedzialności za konstruowanie budżetów samorządów. Cele spotkania jest wprowadzenie mieszkańców Krakowa, do zagadnienia demokracji partycypacyjnej i jej narzędzi.

 

PRZEPRASZAM! KTO TU RZĄDZI?!?

wtorek 24.05 godzina 18.00
Kawiarnia Święta Krowa
ul. Floriańska 16


Broszura Rafała Górskiego „Przewodnik po demokracji uczestniczącej” http://www.rozbrat.org/images/pdf/demokracja_uczestniczaca.pdf

Władze Karkowa planują podnieść ceny biletów MPK, stawki czynszów w mieszkaniach komunalnych, podatek od nieruchomości,  czy czesne w żłobkach. Urzędnicy przekonują, iż zmusza ich do tego trudna sytuacji ekonomiczna. Równocześnie jednak prezydent Majchrowski przyznaje 10 mln złotych na premię dla swoich podwładnych, MPK kupuje 100 nowiutkich autobusów, a wojewoda Kracik buduje w swoim urzędzie fontannę za 200 tyś. złotych.


Zgodnie z projektami władz ceny biletów MPK mają zwiększyć się do 2,8 zł,  a biletów okresowych o 6 %. Czesne w żłobkach ma wzrosnąć z 180 do 300 zł. O ile podrożeją czynsze w lokalach komunalnych jeszcze nie wiadomo. Planowana jest także wzrost opłat w strefie parkowania. Kosztami tzw. kryzysu po raz kolejny obciążeni są zwykli ludzie. Prezydent miasta oraz radni ze swoich przywilejów nie mają zamiaru rezygnować.

 

Projekty lokalnych władz to kolejna próba obciążania kosztami kryzysu osób najuboższych. To właśnie one odczują konsekwencje podwyżek. Władze idą jednak w zaparte – Dla mieszkańca te podwyżki byłaby praktycznie niezauważalne- mówi na łamach Dziennika Polskiego Monika Chylaszek. rzeczniczka prezydenta Majchrowskiego. Podobne zapewnienia składał rząd Tuska gdy podnosił podatek VAT. W efekcie ceny podstawowych towarów i usług według szacunków GUS-u w styczniu wzrosły średnio o 3,8%.

 

O podwyżkach w Krakowie ostatecznie mają zadecydować radni. Mimo pojedynczych głosów sprzeciwu z ich strony na całkowite zablokowanie projektu ciężko liczyć. Wszak wybory były nie tak dawno i nie trzeba jeszcze zabiegać o nasze głosy.


Władze jednocześnie podnoszą podatki, opłaty oraz redukują świadczenia socjalne. Stało się tak m.in z budownictwem komunalnym którego w Krakowie praktycznie nie ma czy wprowadzeniem opłat za drugi kierunek studiów. Najbardziej bulwersujący jest jednak fakt, iż zaciskanie pasa nie dotyczy samych władz, których pensie i przywileje nie są ograniczane.

15 maja o godzinie 19.30 w Klubie Kombinator (os. Szkolne 25, przy Łaźni Nowej) w Krakowie odbędzie się spotkanie autorskie ze znanym dziennikarzem i krytykiem literackim Łukaszem Gołębiewskim oraz młodą pisarką i działaczką społeczną Ewą Małopolską. Będzie ono poświęcone najnowszej powieści Łukasza Gołębiewskiego: „Bomba w windzie” oraz debiutanckiemu zbiorowi opowiadań Ewy Małopolskiej pod tytułem „Cztery sny”.

Łukasz Gołębiewski, dziennikarz, krytyk literacki, przez ponad dziesięć lat związany z „Rzeczpospolitą”. Redaktor i wydawca m.in. „Magazynu Literackiego KSIĄŻKI” i „Biblioteki Analiz”, autor monografii „Rynek książki w Polsce”, która do 2006 roku miała dziewięć wydań oraz tłumaczenia na niemiecki i angielski. Od zawsze związany ze sceną punk, uczestnik punk-rockowych zlotów i festiwali w wielu krajach, przed laty grał na perkusji w garażowych zespołach, o których nikt już nie pamięta (np. Grzyby Goebbelsa), w punkowym środowisku znany pod ksywką Disorder. Autor powieści „Xenna moja miłość” i „Melanże z Żyletką”, „Disorder i ja”, „Złam prawo”, „Bomba w windzie” a także m.in. książki podróżniczej „Meksyk – kraj kontrastów”.

Ewa Małopolska absolwentka filologii polskiej oraz pedagogiki społeczno-opiekuńczej Uniwersytetu Jagiellońskiego. Przez ponad pięć lat związana była ze stowarzyszeniem „U Siemachy”. W ramach wolontariatu prowadziła warsztaty o tematyce społecznej w Dziennych Ośrodkach Socjoterapii. W wolnych chwilach podróżuje autostopem po świecie. Zjawisko skłotingu, któremu poświęcone są jej opowiadania, zna z autopsji.

 

„Bomba w windzie” Akcja powieści dzieje się w Londynie, bohater – Richard Burton – został uwięziony w szybie windy, prawdopodobnie w wyniku wybuchu podłożonej przez terrorystów bomby. Niepewny czy i kiedy nadejdzie pomoc, bez wody i jedzenia, snuje opowieści o swoich wcześniejszych spotkaniach ze śmiercią. To książka o umieraniu, o lękach, o samotności, ale napisana z humorem i pełna przygód. „Samotność bez prawa wyboru to więzienie. W więzieniu od szaleństwa ratują wspomnienia. Angielski bohater nowej książki Łukasza Gołębiewskiego, zamknięty w windzie wiszącej gdzieś między piętrami budynku zniszczonego wybuchem bomby, przypomina sobie niewiarygodne zdarzenia jakich był uczestnikiem w czasie swego brawurowego, prowadzonego na krawędzi śmierci życia. Czy rzeczywiście wszystko to mu się przydarzyło? Czy Richard Burton istniał naprawdę? Jaka jest granica pomiędzy wspomnieniem a mistyfikacją? Autor do końca trzyma czytelnika w niepewności” – napisał o powieści Grzegorz Sowula, recenzent „Rzeczpospolitej”

 

„Cztery sny” Kim są dzisiejsi mieszkańcy skłotów? Jakie są ich ideały, marzenia i lęki? Jakimi wartościami kierują się w życiu? „Cztery sny” Ewy Małopolskiej udzielają nam odpowiedzi na te pytania; pokazują świat, który jest tak daleko i jednocześnie tak blisko nas… To zbiór czterech opowiadań: „Krótka historia”, „Cztery sny”, „Cegielnia” i „Ludzie z Sadowej”. Ich bohaterowie to młodzi, rozczarowani rzeczywistością ludzie, którzy z własnej woli decydują się zamieszkać na skłotach. Skłot nie jest dla nich formą młodzieńczego buntu, lecz świadomym wyborem i sposobem na życie; to otwartość umysłu, trudna sztuka odnalezienia się w grupie i wspólne ideały. Opowiadania Małopolskiej, choć gorzkie i do bólu realistyczne, pełne są poetyckich opisów stanów ducha i zmagań z codziennością. „Cztery sny” to opowiadania o wolności, o pragnieniu życia zgodnie z naszą naturą, a nie według ściśle określonych reguł, jakie próbuje narzucić nam dzisiejsza rzeczywistość.

System będzie śledził każdy twój ruch, gest, każde słowo czy wpis na forach internetowych. Pozyskane informacje błyskawicznie ze sobą zestawi i porówna. Każde nieszablonowe zachowanie zostanie zapisane i przeanalizowane, a służby porządkowe podejmą działanie. Czy już za dwa lata tak będzie wyglądać nasza rzeczywistość? Takie właśnie niebezpieczne możliwości ma dawać system INDECT – unijny projekt kosztujący obywateli 15 mln euro, koordynowany przez krakowską Akademię Górniczo-Hutniczą. Już w najbliższy czwartek i piątek na uczelni ma się odbyć konferencja promująca nowe rozwiązania.

Czerwony guzik na pulpicie zaczyna migotać i wyć jak oszalały. Porządkowy, który siedział wyciągnięty w fotelu, z przymkniętymi powiekami i rękami założonymi za głowę, teraz zrywa się na równe nogi. Monitor główny pokazuje mężczyznę w ciemnym prochowcu. Przybliża obraz. Twarz nie zdradza niczego szczególnego. Jest blada, z lekkim zarostem i zapadniętymi oczami.

Porządkowy szybko przegląda bazy danych. To 40-letni Alfred Bąk, ojciec trojga dzieci, maszynista, który kilka miesięcy temu stracił pracę. – Obiekt wchodzi do banku z zamiarem popełnienia przestępstwa – melduje porządkowy. – Może mieć przy sobie broń. Wyślijcie na miejsce wojsko. Zamykam wszystkie bramy.

Niedoszły przestępca nie ma najmniejszych szans. Nawet gdyby udało mu się wydostać z budynku, przepadnie. Komputery zdążyły namierzyć odbicie jego fal mózgowych, świadczące o niecnych zamiarach. Od tego momentu każdy jego ruch śledzą kamery rozmieszczone w całym mieście. Porządkowy z powrotem rozsiada się w fotelu. Musi jeszcze sporządzić raport dla Miejskiej Agencji Prewencji. Kraków, ul. Starowiślna, godz. 14.52, 18 marca 2015 roku… – zaczyna.

System może identyfikować m.in. ludzkie twarze i tablice rejestracyjne samochodów. Naukowcy opracowują obecnie prototypami urządzeń do śledzenia obiektów ruchomych. Mikroprocesory maiłyby zostać zamontowane w działających kamerach monitoringu miejskiego oraz budynkach użyteczności publicznej.

Według wprowadzonych kryteriów, system będzie rozpoznawał sytuacje uznane za odstające od normy. Zareaguje automatycznie alarm włączy się, np. gdy człowiek zacznie nagle biec, przewróci się lub znajdzie się w niedozwolonym miejscu. Czujność wzbudzi pakunek pozostawiony bez opieki. Mikrofony będą czułe na podniesiony ton, krzyk, dźwięk tłuczonego szkła, wystrzał, na słowa: ratunku, pomocy. Specjalne oprogramowanie ma monitorować, jakie treści pojawiają się w internecie. Po numerze IP znajdzie komputer, z którego wyszły kryminalne treści, zdjęcia. O tym, jakie zachowania uznać za niebezpieczne, anormalne, zdecydują władze lub policja.

Twórcy systemu z AGH podkreślają, że chodzi w nim tylko o poprawę bezpieczeństwa – Jesteśmy naukowcami, tworzymy program. To jak zostanie wykorzystany, zależy od użytkownika – przekonuje na łamach Gazety Krakowskiej prof. Andrzej Dziech. Trudno jednak nie odnieść wrażenia, iż jest to jeszcze jedne narzędzie poprzez, które władze będą mogły inwigilować obywateli. W Polsce jest to robione nagminnie. Tylko w 2009 roku polskie służby zwracały się do operatorów sieci komórkowych o dane telekomunikacyjne (tzw. bilingi) ponad milion razy. Mogą to one robić bez pytania kogokolwiek o zgodę. Również w ilości podsłuchów telefonów komórkowych zajmujemy pierwsze miejsce w Europie.

W praktyce system INDECT ma być testowany w czasie Euro 2012. Powstającemu projektowi nie towarzyszy jak zwykle w ważnych kwestiach żadna dyskusja społeczna. Na weekend konferencję odbywającą się na AGH-u wstęp kosztuje prawie 300 euro i jest możliwy tylko dla zaakceptowanych przez organizatorów gości.
W grudniu 2010 r. w Koziatyniu w obwodzie Winnickim został zarejestrowany Rodzinny Dom Polski im. Rafała Górskiego.

Placówka mieści się na obrzeżach miasteczka. Jak przekonują jej twórcy, rodzina Siwakowskich, ma ona popularyzować kulturę Polski, w nie szablonowy sposób. – Pragniemy pokazać prawdziwe perełki Polski unikalnej, niepowtarzalnej, nietuzinkowej. – mówi Bogdan Siwakowski, prezez Domu Polskiego. – Zrobimy wszystko, by nasz Dom Polski był prawdziwą polską wysepką na północno wschodnim Podolu – dodaje.

Rodzinny Dom Polski państwa Siwakowskich nosi imię przedwcześnie zmarłego Rafała Górskiego — utalentowanego historyka, autora książek «Polscy zamachowcy — droga do wolności» i «Bez Państwa. Demokracja uczestnicząca w działaniu».

- Nie jest to sprawa przypadku — wyjaśnia pan Bogdan Siwakowski — niejednokrotnie gościliśmy w domu studentów-historyków z Warszawy i Krakowa. Na pewno pod wrażeniem tych spotkań i rozmów w gronie rodzinnym, Mirosława zaczęła się przejmować historią. Osobista znajomość z Rafałem pomogła jej lepiej uświadomić sobie swoje zainteresowania naukowe i kierunki badań. Z kolei Rafała zawsze interesowały wydarzenia na Ukrainie, jej rozwój polityczny, losy demokracji ukraińskiej. Niestety odwiedzić Ukrainę nie było mu sądzone.

Tak więc możemy spodziewać się, że Rodzinny Dom Polski im. Rafała Górskiego, powstały w Koziatyniu z inicjatywy państwa Siwakowskich, odegra w przyszłości ważną rolę tak w podtrzymywaniu kulturowej i duchowej spuścizny Polaków, jak i w poszerzeniu wiedzy o życiu kulturalno-społecznym Polski na Ukrainie.

za http://mozberd.com.ua/?page=article&article=30
Dziś – w 25. rocznicę katastrofy w Czarnobylu – odbyła się pikieta na Rynku Głównym w Krakowie. Po 25. latach od tragedii, gdy rządy innych krajów rozważają zamknięcie swoich elektrowni atomowych polski rząd postępuje wręcz przeciwnie. Elektrownia atomowa ma powstać w naszym kraju do 2020 roku. A gdzie? Mieszkańcy Krakowa typowali podczas zeszłotygodniowego happeningu. O tym dlaczego sprzeciwiamy się budowie elektrowni atomowej w Polsce możesz przeczytać tutaj.
W ubiegłym tygodniu w Krakowie pojawiały się banery z napisami w trzech językach – polskim, greckim i hiszpańskim – wzywające do solidarności z represjonowanymi anarchistami/kami. Jest to część międzynarodowej kampanii solidarności z chilijskimi oraz greckimi więźniami/arkami politycznymi.

W zeszłą sobotę na krakowskim Rynku odbyły się konsultacje społeczne z premierem Donaldem Tuskiem w sprawie rozlokowania na terenie Polski elektrowni atomowych.


Mieszkańcy naszego miasta rzucając do tarczy tzn. mapy Polski mogli wskazać gdzie chcą umieścić elektrownie atomowe. Niestety wiele osób wykazało aspołeczną, roszczeniową postawę i w tym niezwykle ważnym momencie z niezrozumiałych przyczyn odmówiło rzutu. Na szczęście niektórzy obecni odważyli się włączyć do rządowych konsultacji i pod okiem Pana premiera wytypowali miejsca pod budowę. Najwięcej osób wybrało Warszawę, co zaprzecza istnieniu antagonizmów pomiędzy krakusami i mieszkańcami stolicy.

 

Szef naszego rządu przywiózł ze stolicy również płyn Lugola oraz maski przeciwgazowe. Osobiście rozdawał je zebranym osobom. Jak wiadomo rozwój kosztuje i czasem warto zaryzykować napromieniowanie czy to w przypadku awarii czy przy składowaniu radioaktywnych odpadów, by zrealizować interesy wielkiego kapitału.

Nieopłacalne, nieekologiczne, niebezpieczne, przestarzałe elektrownie atomowe bo o nich mowa już niebawem mogą pojawić się i w naszym kraju. Prowadzona przez rząd kampania „informacyjna o energii jądrowej” w istocie jest tylko reklamą tego typu rozwiązań. Prawdziwej dyskusji publicznej, analizy krytycznej tego projektu oraz szansy wypowiedzenia się przez społeczeństwo na razie nie ma.


Ostatnie wydarzenia dowodzą, iż awarie w elektrowniach atomowych są nieuniknione. Nie dotyczą one tylko biednych postsowieckich krajów. Zdarzają się również w państwach wysoko rozwiniętych takich jak Niemy, Szwajcaria, Francja czy Japonia. Według raportów Międzynarodowej Agencji Energii Atomowej od początku lat 70–tych na świecie zdarzyło się ok. 400 wypadków tzw. poważnych. Dokładnie ile ich było – nie wiadomo, gdyż nie ma obowiązku informowania MAEA i opinii publicznej o awariach. Informacje na ten temat są ukrywane, aby nie straszyć ludzi i nie hamować rozwoju energetyki atomowej, co jest nie na rękę wielkiego kapitału. Radioaktywna chmury są niewidoczne nikt więc nie zliczy ilu ludzi i innych żywych istot dotąd zabiły.

Rozwój naszego kraju nie może być oparty na nieodnawialnych paliwach kopalnych. Mitem jest jednak, iż elektrownie atomowe są jedynym wyjściem z sytuacji. Inwestycja ta będzie bowiem realizowana na przestrzeni kilkunastu lat i nie rozwiąże problemu zwiększającego się zapotrzebowania na energię oraz konieczności ograniczenia emisji dwutlenku węgla do atmosfery. Nie zapewni ona także Polsce uniezależnienie się od zagranicznych dostaw energii, ponieważ w naszym kraju niema kopalni uranu. Paliwo to będzie trzeba więc sprowadzać z zagranicy. Budowa elektrowni atomowej zahamuje natomiast rozwój ekologicznych źródeł energii całkowicie odnawialnych i czystych.

Budowa elektrowni atomowej to gigantyczna bardzo kosztowna inwestycja. Najprostszym, najtańszym i najwydajniejszym sposobem rozwiązania problemu deficytu energii jest jej oszczędzanie. Każda złotówka przeznaczona na zmniejszenie energochłonności przynosi jej kilkakrotnie więcej niż złotówka włożona w budowę nowej elektrowni. W latach 1973-1978 95% całkowitej dodatkowej podaży energii w Europie pochodziło z jej oszczędniejszego wykorzystania. Tym sposobem miliony zabiegów oszczędzających energię w skali indywidualnej przyczyniły się do uzyskania niemal 20 razy więcej energii, niż w tym czasie dały wszystkie nowe elektrownie europejskie razem wzięte, z elektrowniami jądrowymi włącznie.

 

Energetyka jądrowa niesie ze sobą jeszcze jeden nierozwiązywalny problem. Jest nim pozbywanie się odpadów. Kto da gwarancję, że jakiekolwiek miejsce na Ziemi oraz jakikolwiek pojemnik wytrzymają w nienaruszonym stanie pół miliona lat? Bo tyle właśnie pluton-239 – najbardziej śmiercionośna substancja stworzona przez człowieka – powinien być odizolowany od środowiska. W praktyce bardzo często składowane jest ono w krajach biedniejszych gdzie troska o kwestie bezpieczeństwa budzi wiele wątpliwości.

 

Aby nie unicestwić ludzkości energetyka jądrowa wymaga absolutnie niezawodnych technologii oraz doskonale perfekcyjnego człowieka. Są to marzenia nierealne i groźne. Normalne jest, że maszyna czasem się psuje a człowieka nieomylnego próżno by szukać. Każda technologia powinna to uwzględnić. W kontekście tak wielu kontrowersji, występujemy przeciwko realizacji „Programu Polskiej Energetyki Jądrowej” którego celem jest wybudowanie w naszym kraju elektrowni atomowych.

 

Protest antyatomowy – Kraków 16 kwietnia godzina 12 Rynek Główny!

Wczoraj pod budynkiem Sądu Rejonowego w Krakowie odbyła się pikieta „Mieszkanie prawem nie towarem”. Gdy na zewnątrz trwała demonstracja i grała samba w sądzie trwała rozprawa pani Marii Michty. Eksmitowana lokatorka domagała się odszkodowania od właścicielek mieszkania. Więcej o sprawie pisaliśmy tutaj.
Poprzez demonstracje chcieliśmy zaprotestować przeciwko podwyzkom czynszów, eksmisjom lokatorów do osiedli kontenerowych na Ruszczy oraz wyrazić naszą solidarność z panią Michtą.
Sprawa eksmitowanej lokatorski została odroczona.

Eksmitowana na bruk emerytka walczy w sądzie o odszkodowanie. Kobieta od ponad roku nie ma własnego dachu nad głową.


W najbliższą środę o godzinie 9:00 w Sądzie Rejonowym na ulicy Przy rondzie 7 odbędzie się sprawa o odszkodowanie dla bezprawnie eksmitowanej we wrześniu 2009 roku ponad 70 letnia emerytki Mari Michty. Kobieta została wyrzucona z komunalnego mieszkania przy ulicy Legionów Piłsudskiego, w którym żyła od 1961 roku. – Przez wszystkie lata regularnie płaciłam czynsz oraz na własny koszt robiłam remonty. – opowiada Maria Michta. Dlatego teraz domaga się odszkodowania od właścicielek mieszkania.

 

Problemy Pani Marii, podobnie jak tysięcy innych lokatorów, zaczęły się gdy po roku 1989 pojawili się spadkobiercy dawnych właścicieli. Rozpoczęli oni nękanie kobiety podwyżkami czynszu. Jej emerytura sekretarki w wysokości 1040 złotych nie pozwalała na płacenie wolno rynkowego czynszu. -W akcie protestu mimo podwyżek płaciłam starą stawkę – wyjaśnia Michta. Sąd uznał, że nie należy jej się też lokal socjalny. Właściciel kamienicy doprowadził więc do eksmisji.

 

Zgodnie z prawem w Polsce nie można eksmitować nikogo na bruk. Każdemu eksmitowanemu właściciel lokalu, z którego jest wyrzucany ma obowiązek zapewnić lokal tymczasowy o zbliżonym standardzie na okres 30 dni. W tym przypadku właściciel za pośrednictwem firmy Krak-consulting chciał eksmitować 70-latkę do magazyn za Krakowem położonego nieopodal oczyszczalni ścieków.

 

Lokal ten był wynajmowany na magazyn i nie nadawał się do zamieszkania. W tej sytuacji komornik Andrzej Drzymała nie powinien był dokonać eksmisji. Jednak mimo braku lokalu tymczasowego w asyście policji wyrzucił kobietę z mieszkania. nie pomogła też zorganizowana przez FA Kraków blokada eksmisji. Jednak dzięki niej sprawa zyskała rozgłos. Pani Michta została bez dachu nad głową a jej rzeczy zniknęły.

 

Od półtora roku kobieta mieszka u znajomych i włóczy się po sądach. Tam nadal toczą się liczne sprawy przeciwko komornikowi, właścicielowi mieszkania czy firmie Krak-consulting. W najbliższą środę Pani Maria będzie walczyć przed sądem o przyznanie jej odszkodowania od właściciela mieszkania. Już dziś zapraszamy na pikietę pod sąd która odbędzie się w trakcie rozprawy. Środa 30 marca, godzina 9.00 ulica Przy rondzie 7.

Rodzice, związkowcy „Sierpnia’80″ oraz aktywiści Federacji Anarchistycznej pikietowali w czwartek pod budynkiem filii przedszkola nr 125 na Os. Oświecenia. Protest dotyczył decyzji urzędników o połączeniu tej placówki z przedszkolem nr 64.

Pani Emila Rokosz od wielu miesięcy nie ma gdzie mieszkać. Od roku czeka na lokal zastępczy od gminy. Tymczasem prywatny właściciel do tego stopnia uprzykrza lokatorce życie, że ta woli pomieszkiwać u znajomych.

- Problemy zaczęły się w 2008 roku, kiedy pojawiły się osoby podające się za właścicieli kamienicy. Stopniowo odcinali mi wodę i gaz. Teraz wymontowali zamki w drzwiach – skarży się pani Rokosz, która mieszka przy ul. św. Marka 18 od 20 lat.

Mieszkanie to w tym momencie ruina. Drzwi zamykane są na haczyk, bo zamków nie ma. Pani Emilia wszystkie swoje rzeczy przeniosła do jednego pomieszczenia, zamknęła na klucz i wyprowadziła się do koleżanki. – Boję się sama tu przychodzić. Zarządca założył monitoring i pojawia się zawsze wtedy, kiedy tu jestem. Straszą mnie – opowiada lokatorka. – Od miesięcy proszę gminę o jakieś mieszkanie – dodaje.

 

Kobiecie pomaga stowarzyszenie Forum w Obronie Godności i Jedności Lokatorów i Bezdomnych. – Nikt się nie liczy z lokatorami. Chcą ich wykończyć, żeby wynieśli się z kamienicy – podkreśla Jan Zych z Forum. Stowarzyszenie skierowało pisma w tej sprawie do Ministerstwa Sprawiedliwości i prokuratury.

 

20 stycznia sąd orzekł eksmisję Emilii Rokosz z jednoczesnym uprawnieniem do otrzymania lokalu socjalnego z zasobów gminy Gminy Kraków. W wydziale mieszkalnictwa powiedziano nam, że lokal dla pani Emilii już jest. – Po zakończeniu remontu zostanie wskazany pani Rokosz – zapewnia Katarzyna Bury, dyrektorka wydziału.



Ma to nastąpić do końca kwietnia. Urzędnicy podkreślają, że kwestia terminu eksmisji nie jest rolą UMK, a prywatnego właściciela nieruchomości. – Na pewno nie nastąpi to jednak przed oddaniem zastępczego lokalu socjalnego – zapewnia urzędniczka.

Za: Gazetą Krakowską

Manifa inna niż wszystkie

06 marca 2011 r. | Dział: Małopolskie
W dzisiejszej Manifie przeszło ulicami Krakowa ponad 200 osób. Domagano się równości obu płci, przestrzegania praw pracowniczych oraz realnej partycypacji mieszkańców w podejmowaniu decyzji dotyczących miasta.

Zgodnie z planem pochód dotarł ulicami Rajską, Karmelicką oraz Szewską na Rynek Główny gdzie pod pomnikiem Mickiewicza odbyły się przemówienia grup organizujących tegoroczną Manifę. Poruszano w nich kwestie dyskryminacji kobiet, przemocy seksualnej, nierówności płacowej czy barku wpływu mieszkanek i mieszkańców miasta na podejmowane w nim decyzje. – Przed stu laty nasze babki i prababki wywalczyły dla nas równe prawa. Jednak wciąż nie jesteśmy wolne – mówiła Agata Teutsch przedstawicielka Fundacji Autonomia. Podkreślano, także pozorność parytetowej równości. – Feminizm nie oznacza władzy kobiet w korporacjach czy kobiety-prezydenta; oznacza żadnej władzy dla korporacji i żadnych prezydentów. – przekonywała Ola z Federacji Anarchistycznej.

 

 

Strona 10 z 12