Zaloguj

Federacja Anarchistyczna

Jesteś tu: Start / Sekcje FA /
A+ R A-
F.A. Kraków

F.A. Kraków

Krakowska Sekcja Federacji Anarchistycznej działa nieprzerwanie od roku 1989. Na przestrzeni tego  okresu przez grupę przewinęło się wielu aktywistów. Do najważniejszych działań podejmowanych niegdyś przez krakowską sekcję należy zaliczyć „Akcję Kontrbal” czyli protesty przeciw pseudocharytatywnemu balowi organizowanemu corocznie przez prezydenta Krakowa, pomoc prawną dla obdżektorów, szereg inicjatyw związanych z ludobójczą wojną w Czeczenii m.in. Komitet Wolny Kaukaz, protesty antywojenne czy angażowanie się w ruchy protestu uczniów i studentów. W ostatnich latach nastąpiła w grupie znaczna zmiana pokoleniowa. Obecnie koncertuje ona swoje działania na promocji demokracji bezpośredniej, wspieraniu grup wykluczonych m.in. lokatorów i bezdomnych oraz działalności informacyjnej: spotkania filmowe, wydawanie broszur, prowadzenie strony internetowej i biblioteki.

Adres witryny: http://fakrakow.wordpress.com/ E-mail: Adres poczty elektronicznej jest chroniony przed robotami spamującymi. W przeglądarce musi być włączona obsługa JavaScript, żeby go zobaczyć.

Żądamy informacji – AKCJA!

15 listopada 2012 r. | Dział: Zapowiedzi

Po raz kolejny “władze” miasta pokazują, jak bardzo cenią podmiotowość swojego mocodawcy – społeczeństwa. Magistrat wytypował do zamknięcia 25 szkół, ale nie chce powiedzieć, których. Może jesteśmy zbyt głupi lub nieodpowiedzialni, by to wiedzieć? Otóż nawet państwo wspaniałomyślnie przyznaje nam do tego prawo.


Tymczasem wiceprezydent Krakowa ds. edukacyjnych oświadczyła publicznie, że “każdy dyrektor szkoły może się domyślić, czy jego placówka jest zagrożona likwidacją. (…) Nie ma sensu, by już teraz informować szkoły o zagrożeniu.”

 

Każdy z nas może zaprotestować w dość skuteczny sposób, co lepsze, nie ruszając się z domu. Wystarczy wypełnić i wysłać wniosek o udostępnienie informacji publicznej. Urząd będzie miał obowiązek odpowiedzieć. Nawet, jeśli odpowiedź będzie wymijająca, możemy domagać się jej na piśmie, co już pociąga za sobą pracę urzędników i pewne koszty.

 

Pokażmy urzędnikom, gdzie ich miejsce!


Jak to zrobić?


1. Wypełniasz wniosek i wysyłasz do urzędu. Możesz także wypełnić podobny wniosek na stronie urzędu. Lub pobrać plik DOC, uzupełnić swoje dane, wydrukować i wysłać pocztą.
2. Urząd odpowie, że sposób dostarczenia danych np. na płycie kosztuje tyle a tyle i zapyta, czy chcesz tych danych dokładnie w tej formie.
3. Możesz wtedy odpisać, że wystarczy on-line. To ważne, bo jeśli tego nie zrobisz, mogą Cię obciążyć kosztami wykonania kopii.

 

Żeby akcja była skuteczna, musi być masowa. Poinformuj znajomych!

„ZIKiT-cie wysłuchaj nas!” – to apel i inicjatywa młodych mieszkańców Krakowa przeciwko zmianom w miejskiej komunikacji publicznej. Facebookowicze w piątek 16 listopada zgromadzą się na nowo otwartej pętli Czerwone Maki na Ruczaju, aby wyrazić społeczne niezadowolenie spowodowane modyfikacjami lub likwidacją tras 14 linii tramwajowych i 35 linii autobusowych.


„Nie chcemy być traktowani jak nieme i nierozumne zwierzęta. Zmiany zostają wprowadzone zbyt szybko od chwili zatwierdzenia. Oczekujemy konsultacji społecznych z radnymi dzielnic, przedstawicielami Rady Miasta i Zarządu Infrastruktury Komunalnej i Transportu w Krakowie” – mówi Joanna Kupiec, organizatorka protestu na Facebooku. „Nie chcemy negować wszystkich zmian zaproponowanych przez ZIKiT. Prosimy jedynie o to, aby władze miasta brały pod uwagę nasze opinie. W tym przypadku potraktowano nas przedmiotowo, zupełnie pominięto”– dodaje.

 

Do akcji włączył się jeden z organizatorów NIE dla ACTA Kraków – Bartłomiej „Świstak” Piotrowski. Wraz z Joanną Kupiec tworzą akcję No Logo – czyli bez wykorzystywania jakiejkolwiek symboliki politycznej i zrzeszeniowej. Akcję wspiera Federacja Anarchistyczna, sekcja Kraków.


“Zaczynamy w piątek o 11. Bez Waszej obecności nasze działania nie mają sensu. Im będzie nas więcej tym jesteśmy silniejsi. Im jesteśmy silniejsi, tym więcej możemy zdziałać.” – mówi inicjatorka wydarzenia.

 

Czas: piątek, godz. 11

Miejsce: pętla Czerwone Maki (na końcu Ruczaju)


Facebook: ZIKiTcie wysłuchaj nas!

Musi być jasne, że ciągle jestem bardzo przeciwny kapitalizmowi, systemowi płac, szefom, pieniądzom i relacjom opartym na posiadaniu oraz własności. Ciągle jestem radykalnym anarcho-komunistą i dążę do społeczeństwa egalitaryzmu, współpracy, pomocy wzajemnej, współdzielenia, braterstwa i wsparcia, bez pieniędzy.
 

Proszę nie interpretujcie moich wezwań do zjednoczenia „lewicowych i prawicowych anarchizmów”, jako usprawiedliwienia kapitalizmu, bo wciąż jestem mu bardzo przeciwny. Gdybym musiał nadać etykietę moim przekonaniom, powiedziałbym że jest to forma „wolnorynkowego anarcho-komunizmu”. Mówiąc to mam na myśli, że opowiadam się za nowym społeczeństwem bezpaństwowym, dobrowolnie zrzeszającym się, z indywidualną inicjatywą. Opowiadam się za społeczeństwem, w którym każdy może wybrać sam, jak chce przeżyć swoje życie, jak i z kim się zrzeszać, i gdzie każdy indywidualnie decyduje którego systemu socjalnego, ekonomicznego, kulturowego i politycznego użyje dla siebie. Oznacza to, że będzie można żyć w kapitalizmie, kolektywizmie, mutualizmie lub komunizmie, jeśli taki będzie wybór jednostki.

Również inni ludzie, z którymi żyjesz, zrobią to samo korzystając z własnego wolnego wyboru. W rezultacie tej wolności zrzeszania się i wolności wyboru, naturalnie będą pojawiały się liczne systemy społeczne i ekonomiczne. Ponieważ ludzie są tak wyjątkowi i tak zróżnicowani, a są ich miliardy, w ramach nieagresywnego, bezpaństwowego społeczeństwa będą prawdopodobnie tysiące tysięcy różnych socjalnych, ekonomicznych, kulturalnych i politycznych systemów, koegzystujących ze sobą jeden obok drugiego. Tak więc w danym regionie, czy mieście będziemy mieli parę budynków lub działek używanych przez jednostki organizujące je na sposób kolektywny, tuż obok paru budynków lub działek używanych przez jednostki organizujące je w sposób mutualistyczny, tuż obok paru budynków lub działek używanych przez jednostki organizujące je w sposób kapitalistyczny, tuż obok paru budynków lub działek używanych przez jednostki organizujące je w sposób anarcho-komunistyczny itp. itd.

Taka sytuacja nie powstanie z powodu czyjegoś zarządzenia lub użycia siły, byłaby najbardziej prawdopodobnym rezultatem większego, społecznego kontekstu bezpaństwowości, wolnego zrzeszania się i wolnego wyboru. Taka sytuacja najprawdopodobniej powstanie naturalnie, jeśli pozostawimy ludziom wybór, w jaki sposób osobiście chcą żyć i co chcą wspierać. Ten pogląd nazywa się „anarchizmem wolnorynkowym” a także „panarchizmem”. Takie społeczeństwo byłoby również oparte na konstrukcie zwanym „własność prywatna”. Można zapytać: Jak zadeklarowany anarcho-komunista może wspierać własność prywatną?. To proste. Opowiadam się za tym, aby różne anarcho-komunistyczne zrzeszenia wspólnie posiadały swoją własność kolektywnie, jako grupy. Wewnątrz anarcho-komunistycznej grupy nie byłoby „prywatnej własności”, czy „ posiadania”, byłaby to społeczność dzielenia się i współpracy. Jednak osoby spoza wspomnianej grupy traktowałyby jej własność jako własność prywatną.

„Własność prywatna” to społeczny system określania kto czego używa, i jest szybkim i prostym sposobem wyjaśnienia obcemu, jaka grupa/ zrzeszenie/ osoba używa czego. To wszystko czym jest, narzędziem dla wolnego zrzeszania się, narzędziem do szybkiego uporządkowywania rzeczy wobec nieznajomych. W życiu nie każdy chce zrzeszać się lub pracować z każdym innym. Niektórzy bardzo, ale to bardzo nie chcą przebywać w pobliżu pewnych innych osób. I gdy nieznajomi przychodzą, mnóstwo ludzi potrzebuje ich naprawdę poznać, zanim poczują się komfortowo i zechcą się z nimi dzielić, pracować i żyć. Konsekwencją absolutnego „braku własności” jest to, że przychodzi jakiś obcy dupek do twojego domu, używa twoich rzeczy, śpi w twoim łóżku, korzysta z twojego telewizora lub komputera kiedy ty chcesz z niego korzystać, zdziera z twoich pleców ubranie żeby je nosić i zjada całe jedzenie z twojej lodówki. To jest władza, to jest przymus, dominacja i niewolnictwo. Gdy jesteś zmuszany pod groźbą użycia broni do wspierania innych i interakcji z ludźmi z którymi nie chcesz mieć nic wspólnego. A nawet gorzej – to jest zakłócanie twoich osobistych preferencji i osobistego życia, w celu zrzeszania się z ludźmi, z którymi nie chcesz się zrzeszać. Nie widzę przyczyny aby ZMUSZAĆ ludzi do poświęcania swojego życia osobistego by nieść pomoc innym, którym pomagać nie chcą. Jest w tym brutalne ofiarnictwo i władza.

Tak, jestem świadomy klasycznego anarchistycznego rozróżnienia pomiędzy „własnością prywatną” i „osobistym mieniem”. Całym sercem zgadzam się z tą antywłasnościową postawą tkwiącą w tym rozróżnieniu, zgodnie z klasyczną anarchistyczną definicją własności prywatnej jako innej formy władzy i stosunków hierarchicznych, którym – jak myślę – wszyscy anarchiści powinni być z zasady przeciwni. Jakkolwiek, uważam definicję wolnorynkowych anarchistów za również wartościową, stanowiącą konstrukt społeczny zapewniający autonomiczną sferę, w której każdy może wybrać jak organizować swoje sprawy i żyć w sposób jaki uzna za słuszny. Tak, uważam, że generalnie ludzie powinni przekształcać swoją „własność prywatną” albo we „własność kolektywną”, albo w „mienie osobiste”, ale myślę że powinno się to odbywać w sposób przemyślany i świadomy, zwracający szczególną uwagę, by upewnić się, że odbywa się on bez osobistej-ofiary, a jakiś rodzaj powstającego bólu jest rekompensowany w trakcie trwania tego procesu.

Pieniądze mogą być również użyteczne dla osób i grup, które chcą handlować i dostawać rzeczy od innych ludzi i grup, które nie mają równie anarcho-komunistycznej postawy i zrozumienia, jak my. Zamiast negocjowania złożonych systemów barteru i wymiany, za każdym razem gdy pojawiają się nieznajomi, którzy nie są anarcho-komunistami, najprostszym i najszybszym sposobem kontaktów gospodarczych jest użycie jakiegoś medium, które obie strony uznają za wartościowe – pieniądze. Jednak, tak jak powiedziałem, również opowiadam się za dobrowolnym anarcho-komunistycznymi zrzeszeniami i mam nadzieję na anarcho-komunistyczne społeczeństwo. Dlatego szczególną uwagę należy zwrócić na to jak te anarcho-komunistyczne zrzeszenia będą zorganizowane, jak będzie wyglądała ich społeczna i interpersonalna dynamika i jak anarcho-komuniści zachowywać się będą w ogóle. A to dlatego, że myślę iż każde anarcho-komunistyczne zrzeszenie powinno składać się z osób, które zarówno lubią się i ufają sobie nawzajem, oraz są po tej samej stronie politycznej. Bez tych warunków zrzeszenia te mogą upaść, załamać się i zawieść. Myślę, że ludzie powinni być w stanie zaufać sobie nawzajem, cieszyć się sobą i wchodzić w znaczące i głębokie porozumienie, inaczej nie byłoby fundamentu dzięki któremu dzielenie się, współpraca i życie bez własności może odbywać się bez przymusu, tak aby nikt nie czuł się zlekceważony lub oszukany.

Również opowiadam się za anarcho-komunistycznymi zrzeszeniami składającymi się z ludzi, którzy czują się w obowiązku posuwać w rozwoju anarcho-komunistyczną teorię i praktykę. Chcę, aby zawsze myślano o rozwijaniu i tworzeniu LEPSZEGO anarcho-komunizmu, który będzie bardziej wydajny i skuteczny w odpowiadaniu na prawdziwe ludzkie pragnienia i potrzeby. Chcę rozwijać anarcho-komunizm który uczyni ludzi szczęśliwszymi, mądrzejszymi, bardziej zadowolonymi, bardziej kreatywnymi i wydajnymi niż do tej pory. To z tego powodu zainteresowałem się takimi rzeczami jak: Taking Children Seriously (www.tcs.ac) i Non-Violent Communication (www.cnvc.org), są one początkiem w rozwoju nowej i lepszej anarcho-komunistycznej teorii i praktyki.

Myślę, że bardzo często wielu samozwańczych „anarchistów” w rzeczywistości pragnie okrutnej, opartej na przemocy, odgórnej formy „anarcho-komunizmu”. Myślę, że częstokroć „anarcho-komunizm” jest postrzegany jako coś z demokratycznym mandatem większości, gdzie każdy byłby zmuszony do współdzielenia i „współpracy”, czy by tego chciał, czy nie. To w mojej opinii w ogóle nie jest forma „anarcho-komunizmu” czy „komunizmu dobrowolnego”; jest to wprost konformistyczne państwo robotnicze oparte na demokracji uczestniczącej. To punkt widzenia, który pojawia się, gdy do „wolności stowarzyszania się” nie przykłada się wagi, należnej podstawowej zasadzie anarchistycznej. I to z powodu braku uwagi względem zasad wolności zrzeszania się i dobrowolności współpracy skłaniam się ku „anarchizmowi wolnorynkowemu”, systemu przekonań, który na wiele sposobów podkreśla te zasady aż do wykluczenia wszystkich innych i nie przepisuje ściśle żadnego sposobu życia poza tymi dwiema zasadami.

Pytanie które możecie mi teraz zadać to: „Co należy zrobić z ludźmi biednymi i faktem, że podstawowe potrzeby wszystkich muszą być zaspokojone?”. Moją odpowiedzią jest, że wszystkie one mogą być zaspokojone przez całkowicie dobrowolne i nieagresywne zrzeszenia. Oznacza to, że organizacje charytatywne, społeczności pomocy wzajemnej, grupy spółdzielcze, komuny, kooperatywy i inne formy dobrowolnego zrzeszania się mogą i powinny rozwijać się dla zaspokajania tych potrzeb. Natomiast zmuszanie kogokolwiek by zaspokajał cudze potrzeby jest formą niewolnictwa, i jest całkowicie sprzeczne z fundamentami anarchizmu.

Możecie odpowiedzieć, że skoro anarcho-komunistyczne zrzeszenia istnieją ramię w ramię z kapitalistycznymi i korporacyjnymi, to te drugie ostatecznie urosną w siłę i zniszczą ekonomicznie lub przynajmniej naruszą te pierwsze, co praktycznie wyeliminuje ich autonomię. Tutaj się z wami zgodzę i dlatego właśnie popieram istnienie, tworzenie i rozwój różnych technologii i materiałów, pozwalających na trwanie i samowystarczalność. Krótko mówiąc: cholera, „zrób to sam”. Tym, co anarcho-komunistyczne zrzeszenia potrzebują jest zdobywanie wytworzenie materiałów i NIEZALEŻNOŚĆ ekonomiczna od wszystkich innych zrzeszeń, w tym kapitalistycznych. Anarcho-komunistyczne zrzeszenia powinny produkować własną żywność, własną energię i własne dobra do podziału między siebie i innych których chcą nimi dobrowolnie obdarować. Jeśli ekonomiczna i materialna niezależność jest osiągnięta, nie ma potrzeby martwić się innymi formami organizacji które istnieją wokół, jeśli tego nie chcesz. Praktycznie, może się to realizować poprzez posiadanie anarcho-komunistycznie zorganizowanej elektrowni w jednej części miasta, zbioru anarcho-komunistycznych ogrodów lub farm w innej części miasta, anarcho-komunistycznych fabryk i warsztatów w kolejnej części miasta i anarcho-komunistycznych komun i wolonych szkół w jeszcze innej części miasta. Mogłyby być połączone lub sfederowane ze sobą, tak aby się wzajemnie wspierać i wzmacniać i tak, aby zaspokoić wszystkie potrzeby i pragnienia ludzi środkami anarcho-komunistycznymi bez konieczności korzystania ze źródeł kapitalistycznych (lub innych). Ponadto, w większym bezpaństwowym kontekście, narzucone zasady budowlane i plany zagospodarowania przestrzennego nie istniałyby, tym samym nie ograniczając obszaru gdzie to wszystko mogłoby się znajdować.

Czy wyjście z sieci i osiągnięcie samowystarczalności spowoduje, że członkowie różnych anarcho-komunistycznych zrzeszeń staną się wyizolowani i oddzieleni od reszty, żyjącej i pracującej w innych systemach społeczno-gospodarczych? Niekoniecznie. Spójrzcie, jeśli będziecie żyli i pracowali w większym społecznym kontekście różnorodności i pluralizmu, będziecie mieli szanse spotykać się i wchodzić w interakcję z ludźmi którzy żyją inaczej, każdego dnia. Mogą być waszymi najbliższymi sąsiadami, żyć kilka przecznic dalej i spotykać was na ulicy. Jeśli tylko chcecie, wasze anarcho-komunistyczne życie z innymi nie będzie wszystkim, będziecie mogli żyć z ludźmi ze swojego kręgu etnicznego, czy kulturowego mieszkając razem w „Chinatown”, „little Italy” itp. w dużych miastach. Bycie anarcho-komunistą, takie życie i organizowanie się może być ważną częścią waszej tożsamości, ale nie wyklucza interakcji z ludźmi innych przekonań, a nawet troszeczkę własnych kolektywnych, mutualnych, kapitalistycznych i in. stosunków. Albo możecie być tylko częścią ortodoksyjnych, separatystycznych, anarcho-komunistycznych społeczności które pozwalają uczestniczyć tylko członkom, którzy postanowili żyć i organizować się w sposób anarcho-komunistyczny, z wyłączeniem wszystkich innych. To wszystko zależy od was.

Co z kapitalistą, korporacją lub innymi zrzeszeniami, które w końcu urosną na sile i wielkości tak, że zaatakują, napadną lub okradną was, bądź wasze zrzeszenie przy pomocy firmy ochroniarskiej lub prywatnej armii? Cóż, jeśli to kiedykolwiek nastąpi, będą się zachowywać w sposób agresywny i autorytarny, przypominający państwo, a to byłoby stanowczo potępione przez wszystkie zrzeszenia które istnieją wewnątrz tego wolnego i różnorodnego społeczeństwa. Najważniejszą, fundamentalną zasadą anarchizmu jest brak agresji (brak wszczynania siłowych rozwiązań), i jeśli kapitaliści lub KTOKOLWIEK narusza tę zasadę, bez względu na powód, zostanie potępiony przez wszystkich, walczących w samoobronie. Zresztą, mogę ciągnąć dalej swoje przemyślenia na temat tych wszystkich rzeczy, rozważam je przez cały czas. Ale, chyba powinienem teraz przestać i dać wam szansę na przetrawienie tego wszystkiego. Solidarny

tłumaczenie FA Kraków
za panarchy.org

“Anonymous” na nowy sezon DKF-u

10 listopada 2012 r. | Dział: Zapowiedzi
W poniedziałek pierwsza po dłuższej przerwie projekcja i dyskusja w ramach anarchistycznego Dyskusyjnego Klubu Filmowego. Również pierwsza w nowym lokalu Kawiarni Naukowej. Oglądamy “Anonymous. Historię haktywizmu” – świeży film o historii wolnościowego ruchu hakerów, który znamy przede wszystkim ze wspólnego protestu przeciw ACTA. Poniedziałkowe spotkanie rozpoczyna regularny cykl.

Jak pisze Alterkino:

Film Briana Knappenbergera to wielowarstwowa analiza świata hakerów, którzy osobiście (nieraz godząc się na porzucenie anonimowości) opowiadają o historii i działaniach ruchu Anonymous. Jest to być może pierwszy portret haktywistów jako prawdziwych rewolucjonistów, który może służyć jako kapsuła czasu, jeśli w przyszłości takie akcje, jak strajki i pospolite ruszenia w sieci, staną się nowym modelem nieposłuszeństwa obywatelskiego na skalę globalną.

Start: poniedziałek, 12 listopada, godz. 19,
Kawiarnia Naukowa, ul. Szeroka 10.
Gdzie i o której koniec – zobaczymy.
Wjazd 3 zł.

Dołącz i zaproś znajomych w ramach wydarzenia na Facebooku!

 

Rezerwujcie co drugi poniedziałek. Nasz DKF jest cykliczną imprezą. Za każdym razem, oprócz projekcji filmów, przewidujemy dyskusje, prezentacje, ciekawostki. Na kolejne spotkanie zapraszamy szczególnie informatyków. Szczegóły niebawem!

24 października władze miejskich spółek MPK i ZIKiT w Krakowie ogłosiły konieczność kolejnej podwyżki cen biletów. Jeśli masz zniżkę studencką – kup auto na gaz, taniej wyjdzie niż MPK, jeśli nie – benzyniaka. Absurd? Oczywiście. Zobaczmy, z czego on wynika.


Zadanie rynkowe czy zadanie społeczne?


Choć MPK daleko do dochodowości, istnieje presja „władz” miasta na to, by Przedsiębiorstwo maksymalizowało zyski (o efektach za chwilę).
Dotacja gmin (oprócz Krakowa także innych, do których dojeżdżają niebieskie autobusy) do MPK w tym roku wyniesie 16 mln zł, a deficyt – ostatecznie także pokryty z budżetu miasta – 151 mln zł. Jednak musimy zadać sobie pytanie: czy jeśli społeczność miasta nie sponsorowałaby zbiorowej komunikacji, jej straty nie byłyby znacznie wyższe?

 
Prywatyzacja transportu oznacza lawinowy wzrost liczby samochodów. To już się dzieje: Podwyżki cen biletów w ostatnich 2 latach (łącznie bilet jednorazowy zdrożał z 2,50 na 3,20 zł, tj. o 22%) przyniosły skumulowany wzrost dochodów ze sprzedaży o 9,6% (co dziwi urzędników ZIKiT). Nie trzeba matematycznego geniusza, żeby stwierdzić, że ponad połowa pasażerów korzystających z MPK okazjonalnie przesiadła się do innych środków transportu – rowerów, aut, czy busów prywatnych przewoźników.

 
Oznacza to:

 
Spadek prędkości transportu samochodowego (rok do roku z 38 do 32 km/h, tj. o 16%) a w konsekwencji paraliż transportowy miasta. Już teraz krakowscy kierowcy w korkach spędzają średnio tydzień rocznie.

 
Drenaż finansowy mieszkańców miasta i całej społeczności – cenę paliwa płacimy zagranicznym koncernom i rządowi w Warszawie, a tylko ułamek tej kwoty wraca do społeczności w formie wynagrodzeń dla pracowników stacji benzynowych oraz zwrotu części podatku ze skarbu państwa. Jeżeli mamy w Krakowie 600 tys. aut osobowych, jeżdżących średnio 10 tys. km rocznie, to płacimy za paliwo astronomiczną kwotę 2-3 mld zł!

 
Problem przestrzenny – auto osobowe przeciętnie zajmuje 6-8 mkw parkingu. 600 tys. aut to 420 hektarów powierzchni parkingowej! Bez komunikacji publicznej musielibyśmy pomyśleć o dodatkowych 200-300 ha.

 

Publicznie opłacany transport publiczny nie jest więc fanaberią, ale oczywistą racją społeczności miasta

 

Skąd te koszty?

 
Kto troszeczkę liznął ekonomii (pewnie nie „menadżerowie” z MPK i ZIKiT), zna pojęcie krańcowej użyteczności produktu lub usługi i zjawisko jej malenia. To dlatego biletów po podwyżce sprzedaje się mniej niż przed. Pasażer kalkuluje, czy opłaci mu się wsiąść do tramwaju, czy raczej do własnego auta (które może nabyć już za jedną pensję).

 
Jeżeli bilet będzie kosztował 4 zł, litr benzyny 5,70, a samochód pali 10 l/ 100 km (sporo), to koszt podróży tramwajem i autem zrówna się dopiero na 7. kilometrze. Jeśli do auta weźmiemy pasażera, lub zatankujemy gaz LPG – tramwajem nie będzie się opłacało jechać nawet 4 km, czyli np. z Mydlnik do Śródmieścia.

 
ZIKiT w uzasadnieniu podwyżki dokładnie wyliczył wzrost swoich kosztów w relacji do wykonanej pracy. Problem w tym, że wykonana praca rosła dużo wolniej, niż koszty:

 
kwoty w mln zł                                      2007   2008   2009   2010  2011  2012    zmiana  zmiana   zmiana
                                                                                                           (plan)   07-’12   ’08-’12    ’11-’12 
wozokilometry (wykonana praca) w mln  41,5    47,9   49,4    50,1   47,7   47,8     15%      0%         0%
wydatki na usługi przewozowe                274     298    333     347    356    382      39%      28%       7%
wydatki pozostałe                                  0        16      18       19      20      26       –           63%       30%
wydatki łącznie                                      274    314     351     366    376    408      49%      30%       9%

 
W ciągu 5 lat wysiłek MPK wzrósł o 15%, a jego koszty – o 49%. Dynamika w ostatnim roku wypada jeszcze bardziej na niekorzyść efektywności. Co ciekawe, wydatki związane z samą pracą, czyli wynagrodzenia kierowców, mechaników, dyspozytorów itp., koszty paliw, ubezpieczeń i amortyzacja pojazdów rosną, owszem, ale wcale nie tak szybko. Mamy jeszcze „wydatki pozostałe”. Czyli? Czyli to, co znika w gminno-spółkowej biurokracji.

 
Mydlenie oczu nowymi pojazdami też niewiele wnosi – zakup pojazdów uwzględniony jest w koszcie usług jako amortyzacja sprzętu. Poza tym pozyskiwanie floty MPK pozostaje bez związku z globalnymi kosztami Przedsiębiorstwa (dane za 2007 i 2008 przybliżone):

 
                                      2007   2008    2009   2010   2011   2012 (prognoza)
zakup wagonów tram.       25      25       19       0        0         2
zakup autobusów             86       58       41       0        21       30
zakup pojazdów łącznie    111     83       60       0        21       32

 
Prywatni przewoźnicy za przejazd np. ze Śródmieścia do Zielonek biorą o złotówkę mniej, niż MPK. A jeżdżą na ropę zamiast dużo tańszego gazu ziemnego i nie otrzymują żadnych dotacji. I wychodzą na plus, utrzymując swoje rodziny. Biurokratyczna struktura, zatrudniająca setki urzędników nigdy nie będzie tego w stanie zrobić.

 
Wnioski

 
Transport publiczny jak najbardziej dostępny – a więc i jak najtańszy – jest potrzebą miejskiej społeczności. Minimalizacja ruchu samochodowego jest korzystna nie tylko ekologicznie ale ekonomicznie, nie tylko dla miasta, ale dla każdego “samochodziarza” i mieszkańca miasta w ogóle.

 
Realizując rynkowe i biurokratyczne paradygmaty nie da się tego zrobić. Przykład Krakowa, gryzącego własny ogon, jest aż nadto dosadny. Niezbędna jest prawdziwa komunalizacja transportu zbiorowego, poprzez społeczną kontrolę nad „komunalnymi” spółkami. Tylko wtedy będziemy mogli się przekonać, gdzie uciekają nasze wspólne pieniądze i szanse na efektywny kosztowo rozwój miasta.

 
Źródła danych:

 
Uzasadnienie podwyżek cen na stronie Zarządu Infrastruktury Komunalnej i Transportu
Informacje o taborze ze strony MPK Kraków
Informacje o tempie ruchu samochodowego z komunikatów prasowych serwisu www.korkowo.pl

“Przejściowe opuszczenie zgromadzenie [przez część uczestników] nie może przesądzać o jego rozwiązaniu”- uważa Sąd Rejonowy w Krakowie, który nakazał prokuraturze zbadanie zgodności z prawem usunięcia przez władze protestu “Oburzonych” z Rynku Głównego. Wcześniej prokuratura odmawiała wszczęcia śledztwa w tej sprawie.


W uzasadnieniu postanowienia nakazującego wszczęcie śledztwa sąd napisał. “Ustawa Prawo o Zgromadzeniach w sposób ścisły określa przesłanki rozwiązania zgromadzenia. Ponieważ wolność zgromadzeń stanowi wolność konstytucyjną – przesłanki rozwiązania zgromadzenia należy interpretować ściśle. Po pierwsze art. 2 ustawy Prawo o Zgromadzeniach stanowi, że wolność zgromadzeń podlega przewidzianym jedynie przez ustawy, w zakresie niezbędnym do ochrony zdrowia lub moralności publicznej albo wolności i praw innych osób a także ochrony Pomników Zagłady. Powyższa norma zawiera nie tylko treść normatywną wskazującą, że ustawowe ograniczenia co do wolności zgromadzeń powinny być interpretowane ściśle. [...] Z treści konstytucji i normy ustawowej wyraźnie wynika, że nie jest dopuszczalne ograniczanie wolności zgromadzeń w innym celu niż w tym, które ma służyć zapewnieniu wymienionych wartości publicznych.”

 

Dalej sąd wylicza kiedy zgromadzenie może zostać rozwiązane przez przedstawicieli organu gminy. “Jeżeli przebieg zgromadzenia zagraża życiu lub zdrowiu ludzi albo mieniu w znacznych rozmiarach, gdy narusza przepisy ustawy Prawo o Zgromadzeniach albo przypisy ustaw karnych, zaś poinformowany o tym Przewodniczący wzbrania się rozwiązać zgromadzenie” Jak podkreślono żadna z wymienionych sytuacji w przypadku protestu namiotowego na Rynku Głównym nie miała miejsca.

 

Również argument wysuwany przez miejskich urzędników, na czele z prezydentem Jackiem Majchrowskim, o “samorozwiązaniu” protestu ze względu na okresowo spadającą liczbę uczestników budzi poważne wątpliwości w ocenie sądu. “Nawet jeżeli liczba członków zgromadzenia spadnie poniżej liczby wymaganej dla rozwiązania zgromadzenia (jakkolwiek jest t o pojęcie nie “ustawowe”, ale doktrynalne) – konieczne jest ustalenie, że określona liczba uczestników odeszła z miejsca pikiety z zamiarem trwałego opuszczenia zgromadzenia. Przejściowe opuszczenie zgromadzenia [...] nie może być uznane za zaprzestanie w nim uczestniczenia a w konsekwencji przesądzać samorozwiązaniu zgromadzenia.”

 

Sąd polecił prokuraturze, ustalenie w jakich porach odbywało się licznie protestujących, przesłuchanie urzędników miejskich i policjantów zajmujących się liczeniem, a także uczestników protestu.  Wszystko po to by ustalić czy opuszczający zgromadzenie robili to z zamiarem trwałego opuszczenia protestu czy przejściowo np. idąc do pracy, załatwiając swoje sprawy itp.

 

Argumentując decyzję o konieczności wszczęcia śledztwa podkreślono fundamentalną rolę prawa do swobodnego organizowania zgromadzeń. “Nie może być tak, że instrumentalne wykorzystanie liczby wymaganych uczestników zgromadzenia służy obejściu normy o możliwości jego rozwiązania lub nawet w celu szykanowania jego członków. Wolność zgromadzeń jest wolnością o charakterze konstytucyjnym. Bezprawne wpływanie na tok zgromadzenia osłabia zaufanie obywatela do państwa a w tym do władzy publicznej. Doprasza się wnikliwego rozpoznania sprawy i ustalenia czy nie doszło do naruszenia prawa.”

 

Cała treść postanowienia: http://fakrakow.files.wordpress.com/2012/10/postanowienia_sc485du.pdf

Siedem dni projekcji filmów, dyskusji, spotkań poświęconych różnym aspektom praw człowieka. Szczególnie gorąco zapraszamy na piątkowe spotkanie “Czy wiesz co słychać u sąsiadów?” poświęcone sytuacji na Białorusi oraz niedzielne “Rozwój miast, a prawa człowieka”.

Poniżej szczegółowy program imprezy:

 

Program (18 – 24.10.2012)

Do pobrania w pdf


CZWARTEK, 18 października
Kino Agrafka, ul. Krowoderska 8, Kraków (www.kinoagrafka.pl)

18.00 Otwarcie festiwalu – Agata Teutsch, Wojciech Burek

18: 15 – 22:00
Blok: Tożsamość seksualna i tożsamość płciowa w kontekście praw człowieka

18.15 – 18.10
‘365 bez 377’
Włochy, Indie 2011, reż. Adele Tulli, czas: 53 min.
Kolorowy Mumbaj świętuje rocznicę dekryminalizacji homoseksualizmu.

19.10 – 19.25
‘Jestem dziewczynką’
Holandia 2010, reż. Susan Koenen, czas: 15 min.
Portret niezwykłej nastolatki.

19.25
Dyskusja po filmach z udziałem zaproszonych gości: Anny Grodzkiej–  współzałożycielki Fundacji Trans-Fuzja, posłanki na Sejm VII kadencji, Lalki Podobińskiej – prezeski Fundacji Trans-Fuzja oraz Mirosława Wróblewskiego – dyrektora Zespołu Prawa Konstytucyjnego i Międzynarodowego w Biurze Rzecznika Praw Obywatelskich, członka zarządu Agencji Praw Podstawowych Unii Europejskiej.

20.15 – 21.05
‘Ratunku! Mamy geja w klasie’
Holandia 2010, reż. Doesjka van Hoogdalem, czas: 49 min.
Mówić o gejach w szkole? – na przykładzie Holandii.

21:05
Dyskusja po filmie z udziałem Agaty Teutsch – edukatorki antydyskryminacyjnej i antyprzemocowejm współzałożycielki Fundacji Autonomia i Towarzystwa Edukacji Antydyskryminacyjnej.
Czy w polskich szkołach można mówić o orientacji seksualnej i tożsamości płciowej? Czy w polskich szkołach są uczniowie i uczennice, nauczyciele i nauczycielki nieheteroseksualni_e? Z jakim traktowaniem się spotykają? Jakie są dotychczasowe doświadczenia związane z poruszaniem w szkole kwestii związanych z homofobią i przeciwdziałaniem jej?


PIĄTEK, 19 października
Kino Agrafka, ul. Krowoderska 8, Kraków (www.kinoagrafka.pl)

18:00 – 21:30
Blok: Czy wiesz co słychać u sąsiadów?

18:00 – 19.25
’Szyb nr 8′
Estonia, Ukraina 2010, reż. Marianna Kaat, czas: 85 min.
15 letni Jura i jego kopalnia węgla we własnym ogródku.

19:30 – 20.20
‘Białoruski sen”
Rosja 2011, reż. Ekaterina Kibalchich, czas: 50 min
Białoruś po wyborach prezydenckich w 2010 roku

20:30
Czy dziś Białorusini są bliżej spełnienia marzenia o wolności niż w 2010 roku? – dyskusja z udziałem zaproszonych gości
Porozmawiamy o tym, co się zmieniło w czasie ostatnich dwóch lat, które upłynęły od wyborów prezydenckich na Białorusi. Czy Białorusini nadal wierzą w tytułowe „marzenie o Białorusi”? Jak dążą do jego realizacji? Wspólnie zastanowimy się nad takimi kwestiami jak: formy protestów społecznych, relacje na linii władza- opozycja- społeczeństwo oraz wizerunek Białorusi w polskich mediach czy pomoc ze strony obcokrajowców.
Prowadzenie: Katarzyna Talik
Panelistki i paneliści: Olga Łaniewska (Federacja Anarchistyczna), Aleksander Łaniewski (student studiów doktoranckich na Wydziale Historycznym UJ, Federacja Anarchistyczna oraz Inicjatywa „Prawo do miasta”), Eduard Gladyshew (stypendysta programu K. Kalinowskiego, student 5 roku politologii na Uniwersytecie Pedagogicznym), Hanna Liubakova (pracuje w Białoruskim Domu w Warszawie, reprezentuje Fundację „Europejską Białoruś)

 

SOBOTA, 20 października
Kino Agrafka, ul. Krowoderska 8, Kraków (www.kinoagrafka.pl)

12.00 – 17:30
Blok: Panorama

12:00 – 13:15
‘Żarówkowy spisek’
Hiszpania, Francja 2010, reż. Cosima Danoritzer, czas: 75  min.
Czemu psują się nasze żarówki?

13.20 – 14:10
‘Planeta Kirsan’
Polska 2010, reż. Magdalena Pięta, czas: 50 min.
Kałmucja – republika szachowego króla.

14:10 – 15:00
Wprowadzenie i dyskusja po filmie: Marcin Mączka – Instytut Rosji i Europy Wschodniej UJ

15:00 – 17.30
Pokaz filmu i dyskusja zorganizowana przy współpracy z Goethe-Institut Kraków:

15:00 – 16.30
‘Niepotrzebnych rzeczy podróż niezwykła’
Polska, Niemcy 2010, reż. Katja Schupp, czas: 93 min.
Polska-Niemcy: zderzenie kultur.

16:30
Po filmie spotkanie z Alicją Schatton – współscenarzystką i producentką filmu, VidiFilm

17:30-21:30
Blok: Twierdza Europa

17:30 – 19.00
‘Zamek’
Włochy 2011, reż. Massimo D’Anolfii, Martina Parent, czas: 90 min.
W brzuchu Malpensy – tajemnice mediolańskiego lotniska.

19:00 – 20.40
‘Lot specjalny’
Szwajcaria 2011, reż. Fernand Melgar, czas: 100 min.
W szwajcarskim areszcie deportacyjnym. Główna nagroda 11 MFF Watch Docs. – Warszawa 2011

20:40 – 21:30
Dyskusja po filmach z udziałem zaproszonych gości: Karoliny Łukasiewicz (Uniwersytet Jagielloński, Centrum Ewaluacji i Analiz Polityk Publicznych), Anny Lipowskiej – Teutsch (Towarzystwo Interwencji Kryzysowej).
Celem spotkania będzie przybliżenie rzeczywistości, w której znajdują się migranci próbujący dostać się do Twierdzy Europa. Ich perspektywa zostanie skonfrontowana z systemem polityki migracyjnej, który decyduje o ich losach. Porównany doświadczenia bohaterów filmów do sytuacji migrantów i migrantek w Polsce.

NIEDZIELA, 21 października
Kino Agrafka, ul. Krowoderska 8, Kraków (www.kinoagrafka.pl)

11:00 – 12:40
‘Portret rodzinny w czerni i bieli’
Kanada 2011, reż. Julia Ivanova, czas: 99 min.
Na ukraińskiej prowincji – matka i jej szesnaścioro przybranych czarnoskórych dzieci.

12.40 – 16.50
Blok: Guantanamo i domniemane więzienia CIA w Polsce

12:40 – 14.15
‘Pułapka Guantanamo’
Niemcy, Kanada, Szwajcaria 2011, reż. Thomas Selim Wallner, czas: 92 min.
Cztery historie ze wspólnym mianownikiem: Guantanamo.

14:20 - 16.00
‘Nie chcecie prawdy: cztery dni w Guantanamo’
Kanada 2010, reż. Luc Côté, Patricio Henriquez, czas: 100 min.
Guantanamo od środka.

16:00 – 16:50
Spotkanie z Irminą Pacho -  koordynatorką programu „Obserwatorium działalności CIA na terytorium RP” realizowanego przez Helsińską Fundację Praw Człowieka oraz dr Marcinem Marcinko (Zakład Prawa Międzynarodowego Publicznego UJ, Ośrodek Prawa Humanitarnego i Praw Człowieka UJ) – ekspertem z zakresu międzynarodowego prawa humanitarnego konfliktów zbrojnych.
Guantanamo z perspektywy polskiej – dyskusja o filmach oraz dochodzeniu i ewentualnej odpowiedzialność w związku z domniemanymi więzieniami CIA w Polsce.
Prowadzenie: dr Wojciech Burek – Instytut Europeistyki UJ

 

NIEDZIELA, 21 października
Klub Kombinator, Os. Szkolne 25 [budynek Łaźni Nowej], Kraków (www.klubkombinator.pl)J

18.00 – 22.00
Blok: Rozwój miast a prawa człowieka

18.05 – 19.40
‘Miasto bez granic
Turcja, Niemcy 2011, reż. Imre Azem, czas: 93 min.
Cena jaką Stambuł (za)płaci za niekontrolowany rozrost.

19.40 – 21.00
‘Mit Pruitt-Igoe’
USA 2011, reż. Chad Friedrichs, czas: 83 min.
Marzenie o szklanych domach, które zamieniło się w koszmar.

21.00 – 22.00
Dyskusja panelowa: Rozwój miast a prawa człowieka
Dyskusja, której celem będzie przyjrzenie się miastom przez pryzmat praw człowieka. W trakcie rozmowy poszukiwać będziemy odpowiedzi na pytania: Czy prawa człowieka są w miastach łamane? Jeśli tak, to jak temu przeciwdziałać? I jak sytuacja wygląda w Polsce?
Paneliści i panelistka: Karol Haratyk (Absolwent stosunków międzynarodowych oraz socjologii, student filozofii, członek kolektywu Przychodnia; jego zainteresowania koncentrują się wokół takich kwestii, jak: demokracja, w szczególności uczestnicząca, ruchy społeczne, miasto, (alter)globalizacja, Dorota Wnęk (Członkini krakowskiej inicjatywy Prawo do Miasta, działaczka ruchu lokatorskiego), dr Paweł Kubicki (Adiunkt w Instytucie Europeistyki UJ, autor raportu „Nowi mieszczanie w nowej Polsce”)
Moderacja: Natalia Martini (współzałożycielka Sekcji Socjologii Miasta w Kole Naukowym Studentów Socjologii UJ)

Równoległa projekcja obrazu:
Tahrir. Plac Wolności
Francja 2011, reż. Stefano Savona, czas: 91 min.
Dzień po dniu i noc po bezsennej nocy – dwa tygodnie na Placu Tahrir.

PONIEDZIAŁEK, 22 października
Jewish Community Centre, ul. Miodowa 24, Kraków (www.jcckrakow.org)

17:30 – 18:45
‘Hebron jest nasz!’
Włochy 2011, reż. Giulia Amati, Stephen Natanson czas: 72 min.
Walka o ziemię: podróż do źródeł izraelsko –palestyńskiej nienawiści

 

PONIEDZIAŁEK, 22 października
Bunkier Sztuki, pl. Szczepański 3a, Kraków (www.bunkier.art.pl)

19:15 – 21:00
Blok: Arabska Wiosna

19:15 – 20.10
‘Syria, kronika represji’
Francja 2011, reż. Sofia Amara, czas: 52 min.
Brutalna walka z opozycją w ogarniętej rewolucyjną gorączką Syrii.

20:10 – 21:00
Dyskusja panelowa: Arabska Wiosna
Arabska Wiosna rozbudziła nadzieje na społeczną zmianę. Na emancypację społeczeństw, które w trakcie masowych protestów  domagały się sprawiedliwości, uczestnictwa w decydowaniu o losach ich krajów i zmniejszenia nierówności, Co zostało z tych postulatów po ponad roku?
Paneliści: Michał Lipa (politolog i kulturoznawca, doktorant na Wydziale Studiów Międzynarodowych i Politycznych Uniwersytetu Jagiellońskiego. Zajmuje się systemami politycznymi, procesami społeczno-ekonomicznymi oraz stosunkami międzynarodowymi na Bliskim Wschodzie), Marcin Mamoń (niezależny dziennikarz. Jedyny przedstawiciel polskich mediów, który przedostał się do ogarniętej konfliktem Syrii), Daniel Płatek (socjolog, zajmuje się tematyką sfery publicznej na Bliskim Wschodzie. Pisze doktorat poświęcony działaniom zbiorowym w Iranie i Turcji. W wolnych chwilach angażuje się w akcje miejskie i działalność publiczną), dr Łukasz Fyderek (obronił rozprawę doktorską poświęconą systemowi politycznemu Arabskiej Republiki Syrii.  Zajmuje się problematyką stabilizacji i zmiany w autorytarnych systemach politycznych. Zainteresowania naukowe obejmują także zagadnienia zarządzania publicznego, kulturowych uwarunkowań procesów politycznych oraz stosunków międzynarodowych na Bliskim i Środkowym Wschodzie. W swojej pracy badawczej stara się łączyć refleksję teoretyczną z doświadczeniem empirycznym).
Moderacja: dr Beata Kowalska – (socjolożka, zajmuje się ruchem kobiecym na Bliskim Wschodzie)

 

WTOREK, 23 października
Kino Pauza, ul. Floriańska 18/5, II piętro, Kraków (www.kinopauza.pl)

18.30 – 21.00
‘Idź do diabła’
Niemcy 2010, reż. Julie Krauzer, Mareille Klein czas: 82 min.
Film stawia trudne pytania dotychczące zderzenia praw człowieka, który odbył karę pozbawienia wolności za  gwałty na małoletnich dziewczynkach a prawem społeczności do ochrony przed potencjalnym zagrożeniem jakie stanowi.
Komentarz i dyskusja po filmie z Beatą Zaduminską – psycholożką, psychoterapeutką od 20 tu lat związaną z organizacjami pozarządowymi praktycznie działającymi na rzecz przeciwdziałania przemocy, dyskryminacji i pokrzywdzeniu. Zaangażowana w terapię i pomoc osobom doświadczającym traumy w związku z przemocą na tle seksualnym.

 

ŚRODA, 24 października
Bunkier Sztuki, pl. Szczepański 3a, Kraków (www.bunkier.art.pl)

18.00 – 20.30
Czeczenia – kto zabił Nataszę?’
Francja 2011, reż. Mylene Sauloy, czas: 65 min.
Cena prawdy – tajemnicza śmierć Natalii Estemirowej.

19.10 – 20.10
Dyskusja po filmie poświęcona sytuacji w Północnym Kaukazie (w szczególności sytuacji kobiet) organizowana przez Fundację Autonomia. Mowa będzie m.in. o działalności takich organizacji jak Rawinwar (Reach all women in war)
Prowadzenie spotkania: Agata Teutsch (Fundacja Autonomia)

20.10: Zamknięcie festiwalu


Kontakt

e-mail: Adres poczty elektronicznej jest chroniony przed robotami spamującymi. W przeglądarce musi być włączona obsługa JavaScript, żeby go zobaczyć.

e-mail: Adres poczty elektronicznej jest chroniony przed robotami spamującymi. W przeglądarce musi być włączona obsługa JavaScript, żeby go zobaczyć.

e-mail: Adres poczty elektronicznej jest chroniony przed robotami spamującymi. W przeglądarce musi być włączona obsługa JavaScript, żeby go zobaczyć.


Organizatorzy i współorganizatorzy lokalni

Fundacja Autonomia, Instytut Europeistyki UJ, Sekcja Socjologii Krytycznej Koła Naukowego Studentów Socjologii UJ, Ośrodek Prawa Humanitarnego i Praw Człowieka UJ

 

Partnerzy lokalni

Fundacja Wspierania Kultury Filmowej Cyrk Edison i Kino Agrafka, Bunkier Sztuki, Goethe-Institut w Krakowie, Klub Kombinator, Jewish Community Centre, KINO PAUZA, Bunkier Sztuki

Bunkier Sztuki, pl. Szczepański 3a, Kraków (www.bunkier.art.pl)
Jewish Community Centre, ul. Miodowa 24 (www.jcckrakow.org)
Kino Agrafka, ul. Krowoderska 8 (www.kinoagrafka.pl)
Kino Pauza, ul. Floriańska 18/5, II piętro, Kraków (www.kinopauza.pl)
Klub Kombinator, Os. Szkolne 25 – budynek Łaźni Nowej (www.klubkombinator.com)

Mieszkańcy ulicy Myśliwskiej w Płaszowie walczą o możliwość zabrania głosu w sprawie budowy wieżowców w ich bezpośrednim sąsiedztwie.


O tym, że naprzeciwko ich jednorodzinnych domów planowana jest duża inwestycja mieszkańcy ulicy Myśliwskiej dowiedzieli się gdy na teren wjechały koparki. Deweloper planuje zbudowanie trzech budynków o wysokości do 30 metrów, z podziemnymi garażami. Jak twierdzą mieszkańcy inwestycja oznaczać będzie zniszczenie okolicznej zieleni, placu zabaw, zmianę poziomu wód gruntowych i pękanie oraz całkowite zacienienie ich domów.

 

Dlatego we wtorek 9.10. o godzinie 17,00 w Płaszowie, ul. Myśliwska 64 w budynku Sz.P. 47 odbędzie się spotkanie w sprawie planu zagospodarowania terenu, okolic ul. Myśliwskiej. Mieszkańcy skarżą się że urzędnicy robią, co chcą, a wszelkie protesty są ignorowane.

 

Materiał TVP Kraków na temat sytuacji: http://www.tvp.pl/krakow/aktualnosci/spoleczne/mieszkancy-ul-mysliwskiej-protestuja/5585028

Dziś między godziną 10 a 13 odbyła się eksmisja Kawiarni Naukowej. Miejsce setek niezależnych inicjatyw kulturalnych, a czasem także społecznych i politycznych nie pasowało do wizji władz Krakowa – firmy. Eksmisji dokonano za długi, które powstały poprzez samowolne naliczania karnego czynszu przez Zarząd Budynków Komunalnych. Nikt z ZBK nie poinformował prowadzących KN o naliczaniu kary. Eksmisja nie oznacza końca działalności! Dziś zgodnie z KNowym planem przy ulicy Jakuba 29 odbędzie się koncert zagra m.in. Translola. Start godzina 19. Pokażmy solidarność już dziś!

Info na facebooku: http://www.facebook.com/events/537409336284819/537429916282761/?comment_id=537439859615100&notif_t=event_mall_reply


Poniżej tekst Rafała Małęckiego “Ważą się losy KAwiarni Naukowej” szeroko prezentujący historię tego interesującego miejsca i wspaniałych ludzi je tworzących:

 

Trwa spór między krakowskim Zarządem Budynków Komunalnych a Kawiarnią Naukową. Legendarny klub aktywnie promujący kulturę niezależną po wielu latach dobrych relacji z miastem ostatecznie będzie musiał opuścić wynajmowany lokal. Tajemnicą poliszynela jest to, iż miasto za wszelką cenę próbuję łatać dziurę budżetową. Problem polega jedynie na tym, że prawdopodobnie żaden z urzędników nie zadał sobie trudu, by się dowiedzieć (bo trudno podejrzewać urzędników o zainteresowania kulturą spoza głównego nurtu), czym dla Krakowa jest Kawiarnia Naukowa.  Postanowiliśmy w tej sytuacji zaprezentować dziesięcioletni dorobek Naukowej.

 

W czasach osławionego kryzysu najłatwiej ciąć równo po wszystkim. W ten sposób pieniądze stały się bezpośrednią przyczyną zamknięcia słynnej progresywnej Galerii Manhattan w Łodzi* czy znamienitej Galerii Szarej w Cieszynie. Nad tym przygranicznym miastem ciąży doprawdy jakieś fatum, bo w tym samym czasie doszło do zamknięcia znanej w regionie Piwnicy Stary Targ, promującej lokalnych artystów undergroundu. Już nigdy festiwale cieszyńskie nie urządzą w tamtym miejscu swojego klubu festiwalowego. Rok 2012 będzie rekordowy jeśli chodzi o obniżone dotacje dla bibliotek publicznych, czytelnictwo kuleje (najgorszy rok od 20 lat), a na książki pieniędzy brak. Kryzys dotyka duże instytucje kultury, i retorycznie można zapytać, co w tej sytuacji mają powiedzieć kulturalne inicjatywy oddolne? A pomyśleć, że wszystko byłoby pięknie, gdyby nie źle skrojone budżety miejskie i gdyby nie marginalizowanie roli kultury. Tak też jest w przypadku krakowskiej Kawiarni Naukowej. Klub, który w zasadzie mógłby nosić nazwę „Dom Kultury Niezależnej” znalazł się pod finansową ścianą. Właściciele nie udźwigną opłat czynszowych nakładanych przez ZBK. Wprawdzie czynsz, o którym mowa jest nieco niższy niż czynsz komercyjny, jednak wciąż jest to kilka tysięcy złotych miesięcznie, zatem przyszłość Naukowej jest zagrożona. Trudno sobie wyobrazić, by lokal zniknął z kulturalnej mapy Krakowa, a jego wieloletnia działalność została zaprzepaszczona.

 

Dokonajmy teraz przeglądu wydarzeń, które tworzą historię tego miejsca. Kawiarnia Naukowa powstała w maju 2002 roku z inicjatywy Adama Kwaśnego i Lucjana Towpika. Działalność zainaugurowano koncertem Włodka Kiniorskiego, ojca stylu muzycznego flap, ciekawego zjawiska w polskiej muzyce, w którym mamy do czynienia z zupełnym muzycznym eklektyzmem. Wspaniałe wnętrza stanowiące połączenie „kamienia i elektroniki, gotyku i współczesności”, jak to się lirycznie określa w kręgach Naukowej, są wytworem działania stricte artystycznego. Maciej Gryglaszewski namalował na ścianie interesujący fresk, a Maciej Pęcak wykonał stół kamienny, którego sława sięga najwyraźniej poza granice kraju, skoro informacje o tymże obiekcie znalazły się w broszurze pokładowej belgijskich linii lotniczych. Klub w zamierzeniu miał być kontynuatorem stylistyki popularnego niegdyś Teatru Bückleina. Wielu artystów i wiele przedsięwzięć z Bückleina przeszło automatycznie pod skrzydła Naukowej i pomimo ograniczonych możliwości w pełni zadomowiło się w nowym miejscu na Kazimierzu.

 

Od początku klub starał się stworzyć niezależną scenę muzyczną pomagając armii młodych muzyków, którzy w świecie profesjonalistów stawiali dopiero pierwsze kroki. Tu powstała znana post-rockowa grupa New York Crasnals, która parę lat później, w 2008 roku, święciła triumfy na festiwalu Open’er. Innym projektem muzycznym, który narodził się w  Naukowej był zespół Translola. Hipnotyzująca muzyka post-punkowa wykonywana przez artystki Transloli zdobyła szersze uznanie. Grupa zaznaczyła także swoją aktywność na polu pojednania polsko-niemieckiego. W czasie występu w Niemczech, na placu, na którym kiedyś przemawiał Hitler, gdy niemieckie zespoły śpiewały „wiemy, że nam nigdy nie przebaczycie”, Translola zdobyła się na gest pojednania między Polską a Niemcami, oczarowując kompletnie niemiecką publiczność. Nie sposób wymienić wszystkie krakowskie zespoły związane z Naukową, wypada jednak, by w tym miejscu padły nazwy przynajmniej kilku z nich: Okularsy antidepresjon, CroDad & 100 years, Galician Glamour, Nucleon, Tele, Aloes, Halt.


Przez dziesięć lat działalności klubu w Naukowej odbyło się  ponad tysiąc koncertów.  Gościły tu znakomite zespoły i artyści z całego świata, z najróżniejszych scen muzycznych – od eksperymentalnej elektroniki poprzez indie rock, hip-hop po ciężki gitarowy noise, hard core czy scremo. Koncertowali Mount Erie, Sindre Bjerga, Emiter, Tomasz Chołoniewski, Mirna Ray, Prawatt, Towary Zastępcze, KamAs, Plum, Woddy Alien, Psychoformalina, Constans, Trottel, Sabot,  Constans, Pete the Pirate Squid,  Beyond Pink, Radio Burroughs, Alpinist, xTrue Naturex, Infekcja, Biała Gorączka, AJKS, Miraho, The Labrats Bugrand. Ta lista  jest bardzo, bardzo długa…

 

Kawiarnia Naukowa stale organizuje w swojej galerii wystawy malarstwa, grafiki, rysunku i  fotografii. Wystawiane są prace głównie młodych artystów.  Często są to ich pierwsze wystawy. Lokal przy Jakuba 29 jest  również miejscem spotkań i realizacji najróżniejszych projektów kół naukowych, organizacji pozarządowych oraz grup nieformalnych. To miejsce otwarte, które animuje oraz wspiera działania społeczno-kulturalne najróżniejszych krakowskich środowisk, których wspólnym mianownikiem jest potrzeba niezhierarchizowanej, antydyskryminacyjnej, oddolnej samoorganizacji. Tu odbywają się cyklicznie między innymi Kuchnia Społeczna, Cafecony, Radykalne Wieczorki Filmowe, Kino Bliskowschodnie czy Kulturkampff.


Te wszystkie działania kulturotwórcze nie były wspierane przez żadną instytucję, ani też przez miasto. Krakowskie Biuro Festiwalowe woli promować nowoczesną muzykę w inny sposób, np. organizując wspólnie z komercyjnym radiem RMF Maxxx imprezę o nazwie „WOW Night”, gdzie zapraszani są dj-e z zagranicy i tzw. gwiazdy, a KBF szczyci się na swoich stronach, że przez cały dzień RMF Maxxx nadaje program z płyty Rynku Głównego. Zaiste to wspaniałe osiągnięcie, tylko rodzi się pytanie, jak się w tej sytuacji miewa idea wspierania kultury rodzimej, która powstaje bez żadnego zaplecza.

 

Ale Kawiarnia Naukowa to także alternatywna scena teatralna i scena performance. Autorski spektakl Kuby Palacza „Anhelli” wg Słowackiego został tu przeniesiony z Teatru  Bückleina na początku działalności klubu. Przez kilka lat kształtował się charakter przedstawień tu wystawianych. Od 2008 roku grupa teatralna „Eloe Theater of Noise” ma tu regularnie dwie premiery rocznie. (Eloe – postać z Anhellego, piękna kobieta, która – o ironio – zwiastuje śmierć). Pomimo małej przestrzeni grupie udało się zrealizować Makbeta Szekspira, ambitny spektakl, który po Nocy Teatrów zyskał szersze uznanie, a grupa została zaproszona na występy w całym kraju. Ponadto „Eloe Theater of Noise” ma nowatorski pomysł na promowanie teatru w nowych mediach, powstają klipy teatralne, będące osobnym dziełem artystycznym, które można oglądać w Internecie. Teatralnie dzieje się w Naukowej wiele, na jej deskach obecna jest polska literatura współczesna. Wystawiano m.in. „Cafe lotnisko” Ewy Lachnit, „Made in Pornoland” Piotra Smolaka czy „Dzieci energii” albo ”Dramat na miarę naszych czasów” Kuby Palacza.

 

A skoro jest scena, to i znajdzie się na niej miejsce dla kabaretów. Wymienić wypada działalność „Kabaretu zwiększonego ryzyka”, który swego czasu ostro przecierał szlaki na scenie ogólnopolskiej. Z kolei zaprzyjaźniony z Naukową teatr aktora Adama Zduńczyka próbuje robić karierę nie poddając się komercjalizacji, co w Polsce nie mieści się w głowie, choć w Ameryce jest zupełnie normalne. I tak Kawiarnia Naukowa kreuje pojęcie kultury bez telenoweli. Nie sposób w tym miejscu nie przywołać programu telewizyjnego nagrywanego w Naukowej cyklicznie pt. „Rejony kultury”, w tej chwili bezcenne to archiwalia o kulturze tworzonej parę lat temu, do odkopania w TVP Kraków. Jeśli chodzi o twórczość audio-wizualną klub przez kilka lat był poniekąd związany z Krakowską Akademią im. Andrzeja Frycza Modrzewskiego, to tu powstawały materiały do Krakowskiej Telewizji Internetowej i Radia Frycz.

 

Wymieniona powyżej lista inicjatyw offowych brzmi jak pośmiertne epitafium Kawiarni Naukowej. Na szczęście klub otacza wianuszek ludzi dobrej woli. To właśnie tu powstało Stowarzyszenie na rzecz Inicjatyw Twórczych Fabryka i Stowarzyszenie Kobieca Transmisja. Wiele środowisk wspiera działalność Kawiarni Naukowej, od genderowych po lewicowe, zapewne będą próbowały walczyć o to miejsce. Miejmy nadzieję, że nie jest to koniec Naukowej, bo o kulturę niezależną trzeba dbać, zwłaszcza w roku ogłoszonym rokiem kultury niezależnej.

 

http://www.e-splot.pl/index.php?pid=articles&id=2277

Konsultacje, okrągłe stoły w spornych sprawach, internetowy dialog społeczny czy ostatnio skarbonka na pomysły. Działania władz Krakowa w krzewieniu postaw obywatelskich wyglądają imponująco. Niestety tylko na papierze. W praktyce, owszem, pyta się mieszkańców i mieszkanki o zdanie, ale tego, co mają do powiedzenia, nikt nie bierze pod uwagę.


Kraków to nasze wspólne miasto, gdzie żyjemy, pracujemy i uczymy się. Wszyscy mamy też wpływ na to, co się w nim dzieje – piszą na stronie „Dialog społeczny” władze miasta. – Chcemy poznać Wasze opinie, uwagi, propozycje i zaprosić wszystkich mieszkańców Krakowa do zaangażowania się w podejmowanie decyzji, które swymi skutkami dotkną każdego z nas - deklarują. W praktyce mieszkańcy mają jednak niewiele do powiedzenia.

 

Dowodzi tego najnowsza akcja przygotowana przez władze: “Skarbonka Pomysłów”. Mieszkańcy Krakowa będą mogli wrzucić do niej pomysły w sprawach “tak ważnych”, jak: powołanie imprezy sportowej lub kulturalno-rozrywkowej; propozycje hasła promocyjnego dla Krakowa; propozycje 10 miejsc w Krakowie, które turyści koniecznie muszą zobaczyć; pomysły na nietuzinkowy sposób czerpania przyjemności z oferty kulturalnej Krakowa. Trudno nie odnieść wrażenia, że władze postarały się, by kwestie, w jakich można się “wypowiedzieć”, miały szczególne znaczenie dla mieszkańców. W praktyce wygląda to jak reklama firmy ubezpieczeniowej, która finansuje całą “zabawę”.

 

Obraz zainteresowania władz zdaniem mieszkańców pokazuje cały szereg spornych sytuacji jakie miały ostatnio miejsce w Krakowie. Wszystkie osoby, które próbowały zabierać głos w dotyczących ich sprawach zderzyły się z murem.

 

Na fali kilkuletnich protestów lokatorów eksmitowanych z reprywatyzowanych kamienic, Rada Miasta Krakowa powołał Okrągły Stół ds. Mieszkaniowych. Lokatorzy zaangażowali się w jego prace, licząc, że uda się stworzyć mechanizmy prawne, które pomogą rozwiązać ich problemy. Po niemal roku prac okazało się, że decyzje, które zapadną podczas posiedzeń, nie będą miały wiążącego charakteru. Początkowo Rada Miasta oraz dyrektor wydziału mieszkalnictwa Urzędu Miasta, Katarzyna Bury, deklarowali zupełnie co innego.

 

Do przeprowadzania konsultacji społecznych władze obliguje Unia Europejska, która nierzadko uzależnia od tego przyznanie dotacji. Nie ma jednak mechanizmu sprawdzającego jak konsultowanie wyglądało. W praktyce rozmowy z mieszkańcami odbywają się pro forma. Było tak m.in. w sprawie kładki ojca Bernatka. Przedstawiono gotowy projekt, a uwag strony społecznej reprezentowanej m.in. przez stowarzyszenie PODGÓRZE.PL nikt nie wziął pod uwagę.

 

W Nowej Hucie prowadzono konsultacje dotyczące rewitalizacji okolic Placu Centralnego. Mieszkańcom zaproponowano postawienie pomnika. Zdecydowana większość była przeciw. Już na następnym spotkaniu pytano mieszkańców, który z dwóch przedstawionych pomników chcą mieć w swojej okolicy. Na kolejne konsultacje prawie nikt nie przyszedł.

 

Niedawnym przykładem braku zainteresowania władz miasta realną partycypacją mieszkańców jest Okrągły Stół Edukacyjny. Pod wpływem protestów społecznych przeciwko cięciom w oświacie, Rada Miasta zdecydowała o jego utworzeniu. Władze nie chciał jednak usiąść do rozmów ze wszystkimi zainteresowanymi stronami. Zaproszenia wysłały tylko do wyselekcjonowanych szkół, początkowo zupełnie pomijając organizacje skupiające rodziców, takie jak Stowarzyszenie Przyjaciół Oświaty Samorządowej. Dopiero po zebraniu kilku tysięcy podpisów Magistrat zgodził się na udział kilku przedstawicieli rodziców.

 

Niestety nic nie wskazuje na to, by rządzący naszym miastem chcieli poważnych konsultacji społecznych, nie mówiąc już o rozwiązaniach takich, jak budżety obywatelskie (działające z powodzeniem w wielu miastach na świecie). Niechęć mieszkańców do uczestniczenia w parodii partycypacji proponowanej przez Magistrat jest w pełni zrozumiała. Po co marnować czas na coś, co, jak pokazują dotychczasowe doświadczenia, i tak nie jest brane pod uwagę. Władzom to odpowiada, mają argument, że dają możliwość wypowiedzenia się mieszkańcom, a ci po prostu nie chcą być współodpowiedzialni. Wystawienie skarbonki i inne tego typu pozorowane działania nic nie zmienią. Dopóki nie zostaną wprowadzone mechanizmy podejmowania przez mieszkańców wiążących dla władz decyzji, nie będzie można mówić o współdecydowaniu. Takie rozwiązania mogą wprowadzić jednak tylko sami krakowianie. Rządzący choćby z części władzy i przywilejów na pewno nie zechcą zrezygnować.

 

O demokracji uczestniczącej więcej w broszurze:  “Oddać władze ludziom – Jak wprowadzić demokrację uczestniczącą w swojej gminie”

Próba zamurowania drzwi jednej z lokatorek oraz wyłamania i zabranie drugich z innego mieszkania. To tylko działania z ostatnich trzech dni jakie podjęła współwłaścicielka kamienicy Agnieszka Leszczyńska by pozbyć się jej mieszkańców.


We wtorek Leszczyńska przyprowadziła robotników, którzy mieli zamurować drzwi do mieszkania Pani Elżbiety. Na szczęście w porę udało się przegonić robotników. Oczywiście nie obyło się bez kolejnej wizyty policji. We środę syn Leszczyńskiej – Filip- przed godz. 11 włamał się do mieszkania Pani Barbary. Wyłamał jedno skrzydło drzwi, wyrwał zabezpieczającą je kłódkę (wcześniej drzwi również zabrał), zdjął z zawiasów i schował je na pierwszym piętrze w zamkniętych pomieszczeniach. Narobił przy tym bałaganu i jak okazało się z mieszkania lokatorki zginęła również złota obrączka. Gdy przyjechała epika policyjna, zdjęła odciski palców i zakwalifikowała czyn jako włamanie z kradzieżą syn właścicielki uciekł wyskakując przez okno na parterze. Jak relacjonują lokatorki Agnieszka Leszczyńska w ich towarzystwie doradzała synowi, żeby nie wracał do domu i ukrył się u rodziny.

 

Policja nakazała otworzyć pomieszczenia na pierwszym piętrze – zdjęte drzwi się znalazły, na co Leszczyńska oświadczyła, że są jej. Cały czas  ze strony właścicieli do mieszkanek oraz broniących ich członkiń stowarzyszeń lokatorskich i anarchistów padały niewybredne teksty oraz próby wyrzucenia ich z kamienicy. Lokatorki – Pani Elżbieta i Pani Barbara cały czas zajmują mieszkania zgodnie z prawem. Nie dostały prawomocnych wypowiedzeń nie mają też sądowych wyroków eksmisyjnych. Kobiety zapowiedziały, że będą skarżyć Leszczyńską i jej syna o stalking.

W Zielną minęło 75 lat od rozpoczęcia Wielkiego Strajku Chłopskiego. Dziś, gdy lewicowi inteligenci dyskutują o formach antysystemowego buntu, a większość „zwykłych ludzi” uznaje je za mrzonki, warto jednym i drugim przypomnieć tę historię.


Podłoże

Wielki Strajk Chłopski był inicjatywą polityczną. W odróżnieniu od wcześniejszych – również krwawo tłumionych – wystąpień chłopskich z początku lat 30, które miały podłoże przeważnie ekonomiczne. Druga połowa lat 30. to w Polsce okres zaostrzenia kursu w polityce wewnętrznej, objawiającego się szykanowaniem, pozbawianiem wolności i mienia niesanacyjnych polityków i – by użyć współczesnego języka – aktywistów, a nawet krwawym rozpędzaniem demonstracji. Na tym zaostrzeniu cierpiał najbardziej właśnie ruch ludowy, jako najgroźniejszy dla rządzących pretendent do władzy. Strajk z roku 1937 zaplanowany został przez Stronnictwo Ludowe jako co najmniej wyraz siły politycznej chłopów. W najlepszym wypadku miał doprowadzić do obalenia sanacji i powrotu do rządów demokratycznych, w najgorszym – poważnie zachwiać systemem politycznym i pokazać społeczeństwu siłę ludowców.

 

Jak

Tu mamy chyba najciekawszą lekcję od naszych przodków: Strajk miał polegać na 10-dniowym powstrzymywania się od handlu – z wyjątkiem konieczności zaspokojenia najbardziej podstawowych potrzeb. W ówczesnej gospodarce stały dowóz żywności ze wsi był warunkiem istnienia miast – zarówno wyżywienia mieszkańców, jak i zaopatrzenia miejskiego biznesu. Obecnie, ze względu na o wiele większą możliwość długotrwałego przechowywania i przewożenia żywności nie jest to już tak silne narzędzie wpływu.

 

Strajk został zaplanowany centralnie, z zachowaniem daleko posuniętej ostrożności. Wśród środków ostrożności politycznej najważniejszym było wyłączenie ze strajku województw przygranicznych, z licznymi populacjami mniejszości narodowych.

 

Struktury SL obejmowały m.in. odpowiednio przeszkolonych „aktywistów” oraz Straż Chłopską, dbającą o porządek w czasie wystąpień i – co tu dużo mówić – o dyscyplinę strajku.

 

Represje – miara skuteczności

Strajk początkowo nie wywołał silnej reakcji władz. Nie wierzyły one w skuteczność tej formy protestu. A jednak okazało się, że akcja jest dotkliwa. Dodatkowo, społeczności wielu miast czynnie poparły chłopów strajkami i demonstracjami solidarnościowymi, i to pomimo niechętnej postawy władz Polskiej Partii Socjalistycznej.

 

Czy presja ekonomiczna strajku była tak duża, czy demonstracja siły tak przerażająca – dość że władze sanacyjne zdecydowały nie przebierać w środkach pacyfikując akcję już od trzeciego jej dnia. Zginęło 44 chłopów, a ok. 700 gospodarstw zostało zniszczonych lub uszkodzonych przez policję. Wrażenie strajku było tak wielkie, że po jego zakończeniu władze skazały i uwięziły 617 osób.

 

Źródła siły

Strajk mógł się udać ze względu na stan ducha ówczesnych chłopów – połączenie świadomości ekonomicznej i politycznej krzywdy z poczuciem grupowej siły. Wszędzie tam, gdzie informacja o akcji dotarła na czas, ludzie strajkowali. Drugi aspekt to organizacja. Strajk przygotowywano 7 miesięcy, w ramach wieloetapowego projektu, z dbałością o wszystkie aspekty akcji i „próbą generalną” w postaci ogromnej manifestacji w Racławicach w rocznicę bitwy 1794 r.

 

Ostatnie w końcu źródło sukcesu tkwi w samej zasadzie ekonomicznej leżącej u podstawy strajku. Skonstatowano, że masa jednostkowych gospodarstw wiejskich może przykręcić kurek całej gospodarce. To dobra wskazówka na dzisiejsze czasy.

 

Polska gospodarka AD 1937 była gospodarką towarowo-pieniężną, ze znaczną przewagą „towarowo”, i ze znaczną przewagą rolnictwa. Brak więc towarów rolnych oznaczał zatrzymanie całej gospodarki. Dziś żyjemy w realiach gospodarki kapitałowej, a siłą napędzającą gospodarkę nie jest producent rolny, ale konsument wyposażony w siłę nabywczą. Dziś, aby zatrzymać gospodarkę należałoby zatrzymać przepływ gotówki. Pojawiają się wprawdzie takie akcje – jak choćby bojkoty stacji benzynowych. Mają one jednak o wiele za małą skalę. Aby bojkot stacji – czy czegokolwiek innego – miał rzeczywiście siłę, musiałby być nie tylko masowy, ale i długotrwały (10 dni jak w 1937 r. wydaje się nie od rzeczy). To zaś wymaga wyrzeczenia się – przynajmniej na jakiś czas – konsumpcji.

 

Jednak bojkot handlowy to betka w porównaniu z hipotetycznym strajkiem klientów instytucji finansowych. No bo wyobraźmy sobie, że nagle tysiące osób wypłacają swoje depozyty z banków. Sprzedają akcje i udziały w funduszach inwestycyjnych. Postulaty mają polityczne. Tyle, że ich też zaboli, bo ich pieniądze stracą na wartości.

 

Czy jesteśmy gotowi tak się poświęcać? Cóż, nikt nie będzie do nas strzelał za to, że nie kupujemy benzyny, albo podejmujemy gotówkę z bankomatu. Jeśli nie będziemy chcieli zrobić tego dla siebie i naszych dzieci, to może przez pamięć pradziadków.

Blisko 200 pracowników Fabryki Maszyn Tarnów (część dawnych Zakładów Mechanicznych), którzy w piątek rano przyszli do pracy, zastali zamkniętą bramę zakładu. Właściciel, brytyjska grupa kapitałowa 600 Group Plc, poinformowała ich, że produkcję unieruchomiono z powodu fiaska negocjacji z potencjalnym inwestorem. Fabryka Maszyn Tarnów wytwarza tokarki i obrabiarki.


Informację o wstrzymaniu produkcji pracownicy otrzymali w piątek rano gdy jak co dzień przyszli do zakładu. Na bramie fabryki, strzeżone przez firmę ochroniarską właściciele powiesili kartkę. Poinformowali na niej, że tarnowska firma jest niewypłacalna i powinna bezzwłocznie złożyć w sądzie wniosek o ogłoszenie upadłości. W komunikacie podkreślono, iż wynagrodzenia należne do zapłaty w mijającym tygodniu zostały wypłacone w normalnym trybie.

 

Według oświadczenia fabryka zostanie ponownie otwarta 20 sierpnia, do tego czasu pracownicy nie zostaną wpuszczeni na jej teren. Jak poinformowała Beata Hudyma, zastępca dyrektora Urzędu Pracy w Tarnowie, urząd nie otrzymał żadnych informacji od spółki o jej trudnej sytuacji finansowej i ewentualnych planowanych zwolnieniach pracowników.

 

Fabryka Maszyn Tarnów powstała w listopadzie 2010 r. w wyniku prywatyzacji Zakładu Produkcji Cywilnej – Zakładów Mechanicznych w Tarnowie.

Helsińska Fundacja Praw Człowieka zwróciła się do Ministra Administracji i Cyfryzacji Michała Boniego z wystąpieniem, w którym apeluje o przeanalizowanie sprawy usunięcia miasteczka namiotowego z Rynku Głównego w Krakowie. Prawnicy fundacji zarzucają władzom miasta naruszenie prawa do wolności zgromadzeń.


Zastrzeżenia HFPC dotyczą podstaw rozwiązania legalnie zarejestrowanego zgromadzenia oraz bezczynności organów administracji w zakresie rozpatrzenia odwołań od decyzji o jego rozwiązaniu. Wojewoda Małopolski poinformował zainteresowanych, że ze względu na fakt niewydania pierwotnej decyzji administracyjnej przez Urząd Miasta Krakowa dotyczącej rozwiązania protestu, pisma organizatorów nie zostały uznane za odwołania i nie zostaną rozpatrzone. Skarżący nie otrzymali również dotychczas odpowiedzi na zażalenie na bezczynność Wojewody Małopolskiego, jakie zostało skierowane do Ministra Administracji i Cyfryzacji w lipcu 2012 r.

 

Sprawa ruchu “Oburzonych” w Krakowie nie jest jedynym przypadkiem, w którym miało miejsce ograniczenie wolności pokojowego gromadzenia się poprzez doręczanie organizatorom pism o niejasnej klasyfikacji prawnej. – czytamy w wystąpieniu HFPC – W demokratycznym państwie prawa za niedopuszczalną należy również uznać sytuację, w której obywatelowi, na mocy arbitralnej decyzji urzędników – w tym wypadku zakwalifikowania decyzji administracyjnej jako pisma innego typu – uniemożliwia się wykorzystanie przysługującej w innym przypadku drogi odwoławczej.


Pełny tekst wystąpienia TUTAJ

Kolejna śmierć w krakowskim areszcie

09 sierpnia 2012 r. | Dział: Polska
Więzień pobity w tarnowskim zakładzie karnym trafił do szpitala w areszcie przy ulicy Montelupich. Poranka nie doczekał, zmarł w nocy. Lekarze zaczęli go ratować dopiero rano, kiedy zobaczyli, że nie podnosi się z łóżka. To kolejna podobna historia w krakowskim szpitalnym areszcie.

59-letni Jan M. odsiadywał dwuletni wyrok za przemoc domową. 2 sierpnia w czwartek zgłosił, że bardzo boli go brzuch. Został zawieziony do cywilnego Szpitalnego Oddziału Ratunkowego w Tarnowie. Tam przyznał lekarzom, że dzień wcześniej został pobity – prawdopodobnie przez współwięźnia. Po przeprowadzeniu badań z zaleceniem podawania antybiotyków i przeprowadzenia szeregu kolejnych badań został przeniesiony do szpitala więziennego w Krakowie. – 3 sierpnia o godz. 5.45 w trakcie apelu porannego zastępca dowódcy zmiany stwierdził, że Jan M. jest nieprzytomny. Natychmiast przystąpiono do reanimacji, kontynuowali ją ratownicy z karetki pogotowia – w rozmowie z Gazetą Wyborczą informuje kpt. Tomasz Wacławek, rzecznik prasowy Okręgowego Inspektoratu Służby Więziennej w Krakowie. – Około godz. 6.30 lekarz pogotowia stwierdził zgon.

 

Prokuratura w Krakowie wszczęła postępowanie w sprawie nieumyślnego spowodowania śmierci więźnia. Zapowiedziano przeprowadzenie sekcji zwłok mężczyzny i sprawdzenie czy nie doszło do żadnych zaniedbań.

 

To nie pierwsza sytuacja, w której więzień przeniesiony do szpitala przy ulicy Montelupich w Krakowie umiera. W zeszłym roku chorujący na marskość wątroby 36 letni mężczyzna trafił do krakowskiego aresztu za jazdę na rowerze po pijanemu. Tam nie zapewniono mu niezbędnych lekarstw. Gdy jego stan zaczął być dramatyczny, lekarze z Montelupich ściągnęli karetkę pogotowia, która przewiozła go do cywilnego szpitala, gdzie umarł po dwóch tygodniach.

 

Na początku 2005 r. do aresztu na Montelupich w Krakowie trafił Ukrainiec. Wychowawca nie zorientował się w atmosferze panującej w celi. Współwięźniowie trzy dni znęcali się nad Ukraińcem. Na siłę poili go wodą wymieszaną z chemikaliami. Nie pozwalali mu korzystać z toalety. Cały spuchł, doszło do zmian neurologicznych. Nie podnosił się z łóżka. Wychowawcy nie reagowali. Dopiero gdy na apelu stracił przytomność, zaczęli działać. Cudem przeżył.

 

Podejrzany w sprawie gospodarczej 29-letni mężczyzna został osadzony na Montelupich w październiku 2003 r. W więzieniu nikt nie przyjął do wiadomości, że od 13 roku życia cierpi na poważne problemy z wątrobą. Do szpitala na wolności trafił w agonalnym stanie, na cztery dni przed śmiercią.

 

Do dziś nie ma też rozstrzygnięcia w najgłośniejszej sprawie głodowej śmierci Claudiu Crulica przy Montelupich. Zmarły w styczniu 2008 roku obywatel Rumuni odmawiając przyjmowania posiłków, protestował przeciwko tymczasowemu aresztowaniu i nie uwzględnieniu przez prokuraturę jego alibi. Był podejrzany o kradzież portfela, do czego się nie przyznawał. Prokuratura o niepodjęcie na czas leczenia Rumuna oskarżyła troje lekarzy z krakowskiego aresztu śledczego. Do dziś nie zapadł wyrok w tej sprawie.

Strona 4 z 12