Zaloguj

Federacja Anarchistyczna

Jesteś tu: Start / Sekcje FA / Lublin /
A+ R A-

W dniu 14 lutego w hali Międzynarodowych Targów Poznańskich odbywała się impreza Knieje – Targi Myślistwa i Strzelectwa. Jednym z punktów programu o godzinie 15:00 była prezentacja „sztuki wabienia jeleni”. Na scenie pojawiła się grupa członków inicjatywy Poznaniacy Przeciwko Myśliwym przebranych w stroje leśnych zwierząt. W czasie krótkiego wystąpienia usiłowali przedstawić, że umiejętność ta jest wykorzystywana do polowań na jelenie w czasie rykowisk. Niestety pokojowy happening spotkał się z niezrozumieniem i dużą agresją ze strony myśliwych oraz wezwanych przez nich ochroniarzy imprezy.

 

Zapraszamy do obejrzenia WIDEO

 

Zapraszamy również na profil FB grupy "Poznaniacy Przeciwko Myśliwym".

 

Więcej na temat rykowiska TUTAJ.

W ostatnią sobotę (9.01.16) myśliwi z koła łowieckiego „Jaźwiec” planowali kolejne polowanie zbiorowe na Dziewiczej Górze. Planowali, ponieważ w wyniku naszych ostatnich akcji (5.12.15 i 19.12.15) stwierdzili, że lepiej nie pojawiać się w lesie, przynajmniej nie w dużej grupie.

 

O godzinie 7:00 zjawiliśmy się w lesie grupą ok. 40 osób. Od razu rozpoczęliśmy nasze spacery. Dotarliśmy do każdej ambony. Nigdzie jednak nie było widać myśliwych. W pewnym momencie usłyszeliśmy strzał od strony leśniczówki Annowo. W kilka osób udaliśmy się szybko w tamtą stronę. Na miejscu zastaliśmy Marcina Grzelaka, który samochodem przewoził zastrzeloną przez siebie sarnę po całym lesie i próbował nam udowodnić, że można polować pomimo naszej obecności. Niestety, dla niego, było to jedyne zwierzę upolowane tego dnia na Dziewiczej Górze. Myśliwi, już tydzień wcześniej, w komentarzach na naszym wydarzeniu – na portalu społecznościowym - chwalili się, że tym razem zastosują względem nas jakąś nową tajemniczą strategię. Nie postarali się jednak za bardzo i wdrożyli najbardziej przewidywalny pomysł – zrezygnowali z polowania zbiorowego na rzecz polowań indywidualnych. Przygotowani na to szybko rozszerzyliśmy zasięg naszych działań.

 

Jak sami myśliwi, piszą na swoich forach, nasza obecność bardzo utrudniała im „dochodzenie postrzałków”, czyli postrzelonych zwierząt oraz wjazd do lasu. W praktyce wbrew temu, co piszą, było to niemożliwe.

 

Według relacji myśliwych polowanie odbywało się zgodnie z planem. Być może udali się na teren innego obwodu łowieckiego, aby oddać się swojemu „hobby” i faktycznie polowali, w końcu tego dnia odbywało się wiele polowań zbiorowych. Naszym planem było jednak tylko i wyłącznie niedopuszczenie do polowań na Dziewiczej Górze. Plan ten udał się w 100%!

 

Serdecznie dziękujemy wszystkim obecnym tego dnia. Również tym, którzy wspierali nas przez promocję wydarzenia. Bez was ta akcja nie byłaby możliwa. Dziękujemy aktywistom Inicjatywy na Rzecz Zwierząt BASTA!: pomimo organizowanych przez nich tego dnia warsztatów i wykładów licznie wsparli nas swoją obecnością. Szczególne podziękowania należą się grupom: "Nie podaję ręki myśliwym", "Zamień strzelbę na aparat" oraz "Front antyłowiecki". To dzięki ich wydarzeniu i nagłośnieniu rzezi na Dziewiczej Górze powstała nasza grupa, co w efekcie doprowadziło do blokady ostatniej „zbiorówki”.

 

Tego dnia las należał do zwierząt, które licznie obserwowaliśmy oraz ludzi, ale tych, którzy chcieli polować na nie z lornetką i aparatem.

W środę 27 sierpnia, przed zaplanowanym ostatnim posiedzeniem Komisji Polityki Przestrzennej Rady Miasta kliny zieleni zaatakowały urząd miasta. Happening zorganizowany został przez działaczy i działaczki anarchistyczne. Miał zwrócić uwagę opinii publicznej na niekorzystne z ekologicznego i społecznego punktu widzenia rozstrzygnięcia nowego studium zagospodarowania przestrzennego. Będzie ono głosowane przez radę miasta prawdopodobnie już we wtorek - 2 września. Komisja miała na dzisiejszym posiedzeniu uchwalić swoje kolejne rekomendacje.

zdjęcia z happeningu

Przeczytaj roównież: Poznańscy drwale:Grobelny, Mikuła, Wechta

 

 

Protest jest wtedy, gdy mówię, że się z czymś nie zgadzam...
...opór wtedy, gdy nie pozwalam innym, aby robili to na co się nie zgadzam.
UM


3 czerwca br. minął rok od momentu, w którym mieszkańcy oraz mieszkanki Żurawlowa i okolic rozpoczęli czynny, fizyczny opór przeciwko działaniom globalnej korporacji, próbującej siłą ingerować w ich życie i otoczenie. Rok temu, z samego rana, najemnicy firmy Chevron podjęli próbę przeprowadzenia wierceń w poszukiwaniu gazu łupkowego na obszarze koncesyjnym „Grabowiec” na Zamojszczyźnie, co spotkało się z szybką reakcją lokalnej społeczności, która już wcześniej wielokrotnie protestowała przeciwko poszukiwaniu i wydobywaniu gazu łupkowego na tym terenie. Spontanicznie zablokowano wjazd pojazdów transportujących sprzęt niezbędny do rozpoczęcia prac wiertniczych na wydzierżawione przez Chevron do tego celu pole. Pomimo przeciwności losu, trudnych warunków, nieprzychylności lokalnych i centralnych władz, zastraszania i prowokacji ze strony korporacyjnych agresorów, blokada trwa nadal. Protestujący ludzie, dzięki ogromnej determinacji, szerokiej świadomości ekologicznej i społecznej, rozwiniętej współpracy opartej o niehierarchiczny podział ról i kolektywną decyzyjność, niestrudzenie bronią ziemi, na której żyją. Przez cały ten czas otrzymują również pomoc i wsparcie z zewnątrz – z kraju i zza jego granic. W protest zaangażowali się liczni aktywiści i aktywistki, reprezentujący różne grupy i środowiska z całego świata, w tym również osoby uczestniczące w Federacji Anarchistycznej.

 

Komunikat Occupy Chevron (Poland):

Zapraszamy na piknik w Żurawlowie!


Mamy przyjemność zaprosić Was na dwudniowy piknik w Żurawlowie, malowniczej wsi na Zamojszczyźnie. Wydarzenie jest inicjatywą mieszkańców Żurawlowa, artystów, aktywistów ekologicznych i działaczy społecznych.

Chcemy połączyć przednią zabawę z akcją wsparcia dla mieszkańców Żurawlowa. Na miejscu czeka Was tona atrakcji. Jako że wyciągamy Was na wieś, poznacie tajniki przydomowej uprawy warzyw, robótek ręcznych czy tłoczenia oleju z nasion rzepaku. W programie przewidziane są też zajęcia dla najmłodszych, takie jak samba czy kuglarstwo.

Nie zabraknie też muzyki, którą przywiozą ze sobą zespoły Miąższ, Junior Stress i Ruta. Dla całkiem poważnych osób znajdzie się też czas na dyskusje na całkiem poważne tematy. Porozmawiamy o problemach mieszkańców miast i wsi, z którymi mierzymy się na co dzień. Zastanowimy się czy osoba wywłaszczona z ziemi rolnej może zrozumieć kogoś z miasta wyrzuconego na bruk. Poszukamy związku między niskim wynagrodzeniem za pracę w Biedronce a nędznymi cenami w skupach produktów rolnych. Podpowiemy też jak planować skuteczne kampanie społeczne i oczywiście nie będziemy omijać tematów związanych z ekologią.

Dlaczego Żurawlów? Miejsce nie jest przypadkowe, gdyż mieszkańcy wsi, do której zapraszamy mają za sobą ponad dwa lata walki o przyszłość swoją i swoich bliskich. Starli się oni z korporacją Chevron, bogatszą od polskiego państwa. Bez konsultacji społecznych firma ta usiłuje poszukiwać złóż gazu łupkowego w pobliżu domów i na polach uprawnych. W odpowiedzi na działania firmy mieszkańcy od roku prowadzą czynny, nieprzerwany protest w tej sprawie, podczas którego wyedukowali się w dziedzinie ekologii, geologii i prawa. W debacie, merytorycznymi argumentami kładą na łopatki niejednego polskiego polityka. Nie poddają się mimo, że jest ciężko.

Wydarzenie ma charakter non-profit, bo wierzymy, że prawdziwie dobrej zabawy podobnie jak idei nie da się po prostu kupić. Nie przejmujcie się więc kasą jeśli jej nie macie. Ważne, że będziemy razem. Wszyscy chcemy tam być, żeby odetchnąć świeżym powietrzem, które na szczęście jeszcze nie kosztuje.

Przybywajcie! Będzie się działo!


31.05-01.06.2014.
Żurawlów


Więcej informacji na facebook.com

STOP WYDOBYCIU GAZU ŁUPKOWEGO!
Wspieramy protest mieszkańców Żurawlowa i okolic

6 lipca 2013 roku o godz. 14.oo odbędzie się w Lublinie solidarnościowy protest z mieszkańcami Żurawlowa na Zamojszczyźnie przeciwko inwestycji prowadzonej przez międzynarodową korporację Chevron.

Wspieramy mieszkańców, którzy już ponad miesiąc w liczbie ponad 150 osób blokują teren na którym Chevron chce prowadzić poszukiwania gazu łupkowego. Do protestu dołączają kolejne wsie: Rogów, Szczelatyn, Siedlisko.
Protest w Żurawlowie to nie tylko walka mieszkańców o ich domy i rodziny, ale także walka z globalną korporacją: jej chciwością i arogancją wobec decyzji społeczności lokalnych.

Chcemy, by Ministerstwo Środowiska, na wniosek mieszkańców Żurawlowa poparło delegalizację koncesji firmy Chevron na poszukiwanie gazu łupkowego na Lubelszczyźnie.

Stosowana przez Chevron technologia szczelinowania hydraulicznego jest niebezpieczna dla środowiska, prowadzi do:
- zużycia dużych ilości wody
- produkcji toksycznych ścieków
- zanieczyszczenia powietrza
Ponadto, działania firmy Chevron na świecie wskazują na lekceważenie przez nich praw człowieka.

Zapraszamy na spotkanie z przedstawicielami Żurawlowa i okolic 6 lipca (sobota) o godz. 14:00 na Placu Litewskim w Lublinie.
Podczas pikiety wystąpi zespół samby „Wschodni Sambastion", a także będziemy tworzyć fotopetycję: Każdy/a będzie mógł zrobić sobie zdjęcie z tabliczką wyrażającą sprzeciw wobec działań koncernu Chevron w Żurawlowie oraz solidarność z mieszkańcami gminy Grabowiec na Lubelszczyźnie.
Zdjęcia w formie fotopetycji opublikowane zostaną na stroniehttp://occupychevron.tumblr.com/

Bądźcie z nami!
Tylko solidarność daje nam szansę na zwycięstwo.

Więcej informacji o proteście: http://occupychevron.tumblr.com/

Obrazek

 

5 powodów tego, że zakaz stosowania paliw stałych nie rozwiąże problemu zanieczyszczonego powietrza w Krakowie:

 

1. Norma pyłu zawieszonego (PM10) jest przekraczana w Krakowie, aż 10 miesięcy w roku/ Normę tlenków azotu (NOx) przekraczamy przez okrągły rok!


2. Nawet jeśli całkowicie wyeliminujemy piece węglowe, to emisja PM10 pochodząca z innych źródeł doprowadzi do przekroczenia rocznego, dopuszczalnego poziomu PM10


3. Tlenki azotu NOx i NO2 powstają w trakcie spalania węgla, gazu i olejów! Emisje tlenków azotu (NOx) spowodowane ruchem drogowym mają ze względu na niską wysokość swojego źródła szczególne znaczenia dla ochrony ludzkiego zdrowia.

 

4. Procentowy udział pieców na paliwa stałe w przypadku zanieczyszczenia NO2 wynosi 3%

 

5. Liczba pieców na paliwa stałe w Krakowie systematycznie maleje, a stężenie NO2 i NOx rośnie.

 

Warto również dodać, że dopuszczalny roczny poziom w przypadku PM10 przekraczamy o 92.5%, a w przypadku NOx 737%. Postulowany przez polityków i media zakaz palenia węglem nie sprawi, że tutejsze powietrze stanie się czyste. Nie czysty natomiast wydaje się być interes wymiany pieców szacowany na 340mln złotych, którego ofiarą staną się najbiedniejsi i wykluczeni mieszkańcy Krakowa. Taktyka znana i stosowana od lat- uspołecznić koszty, sprywatyzować zyski.

 

Źródła:

 

http://monitoring.krakow.pios.gov.pl/iseo/ (dane na rok 2011, ponieważ te z 2012 są niekompletne)

http://www.mugv.brandenburg.de/cms/detail.php/bb1.c.298826.de

http://krakow.gazeta.pl/krakow/1,44425,13323908,340_milionow_potrzebne_na_smog__Pomysly_sa__pora_dzialac.html

Przedstawiamy list otwarty ws. odpowiedzialnej walki ze smogiem w Krakowie. List w najbliższym czasie przekażemy krakowskim mediom. Inicjatorami listu są nasza Sekcja oraz Stowarzyszenie Krakowska Grupa Inicjatywna Obrony Praw Lokatorów, ale lista sygnatariuszy jest otwarta. Jeśli chcesz poprzeć inicjatywę, dopisz się w ankiecie pod listem.


Dbajmy o siebie – nawzajem

 

Wyeliminowanie skażenia powietrza jest dla Krakowa sprawą kluczową – to kwestia naszego zdrowia i życia. Jednak podejmując działania w tym kierunku musimy dbać o tych, dla których ogrzewanie paliwem stałym jest na razie jedyną możliwością ekonomiczną. W przeciwnym razie możemy obudzić się… w nie swoim mieście.


Sfinansowanie wymiany palenisk to jedno, a opłaty za gaz to drugie. Obecnie, przy cenach węgla na poziomie 750 zł za tonę (ekogroszek workowany), a gazu 1,25 zł za m3, możemy uzyskać za 1 złotówkę (licząc cenę gazu i zmiennej części opłaty sieciowej) 9,25 kWh energii z węgla, lub 5,83 kWh z gazu. Oznacza to, że utrzymanie podobnego poziomu ciepła w mieszkaniu po zmianie paleniska będzie o 59% droższe. Do tego dochodzą stałe opłaty za korzystanie z usług gazowni – ok. 50 zł miesięcznie. Tak więc małżeństwo, które na ogrzanie 50 m2 – 2 małych izb w starej kamienicy – wydawało 200 zł miesięcznie, teraz wyda 368 – blisko dwukrotnie więcej. Jeśli oboje zarabiają najniższą krajową, jest to 1/6 ich budżetu. Po dodaniu czynszu i pozostałych mediów okaże się, że naprawdę nie będą mieli za co żyć. Osób w podobnej sytuacji są w Krakowie tysiące.

 

Można szeroko się uśmiechnąć i stwierdzić, że jeśli nie stać ich na mieszkanie w kamienicy w Śródmieściu, to nie muszą – niech się przeprowadzą. Ale to tak, jakby zaproponować, by jedli ciastka, skoro nie mają chleba. Obecne prawo pozwala im na mieszkanie w lokalu z regulowanym czynszem – tym, i tylko tym lokalu, na które dostali przydział jeszcze w PRL, a pod pewnymi warunkami w lokalu komunalnym. Spytajmy, czy mamy – jako gmina – dość mieszkań, by zapewnić im dach nad głową, gdy już opuszczą centrum?

 

Musimy też zapytać, jak będzie wyglądało Śródmieście po ich odejściu. Czy świadoma polityka gminy – czyli nas wszystkich – zmierza w kierunku utworzenia „zakazanego miasta” dla najbogatszych? Czy oddajemy to, z czego jesteśmy najbardziej dumni – tętniące życiem centrum – garstce osób po to, by wkrótce wystawiły nam one rachunek za to, że z niego korzystamy?

 

Już teraz niektórzy właściciele kamienic próbują wykorzystać publiczny problem oczyszczenia powietrza do załatwienia swojego prywatnego „problemu” – „oczyszczenia” budynków z pozostałych lokatorów: Stawiają przed faktem dokonanym – będzie gaz w tym roku i już. Zgodnie z prawem lokatorzy mogą odmówić zgody na instalację. Każdemu, kto chce wymiany palenisk, powinno zależeć na pełnoprawnym, podmiotowym udziale w ogólnomiejskiej debacie na ten temat.

 

Niech nasza walka o czyste powietrze nie będzie walką z ludźmi. W latach 90. znacznie ubyło pieców niskiej emisji – i znacznie przybyło dzieci z alergiami oddechowymi. Przyjrzyjmy się innym źródłom skażenia: Dziesiątkom tysięcy kominów w okolicznych miejscowościach, górujących nad miastem – bynajmniej nie tylko biedacy palą tam węglem. Nieopanowanemu rozrostowi komunikacji samochodowej, który jest naturalną odpowiedzią na impotencję i drożyznę komunikacji publicznej. Nieodpowiedzialnym decyzjom urbanistycznym które czynią mury naszej „komory gazowej” coraz szczelniejszymi.

 

Federacja Anarchistyczna Kraków
Stowarzyszenie Krakowska Grupa Inicjatywna Obrony Praw Lokatorów
w imieniu strony społecznej Okrągłego Stołu Mieszkaniowego w Krakowie

Źródła danych:

http://solaris18.blogspot.com/2011/07/ogrzewasz-propan-buranem-czy-olejem.html
http://www.pgnig.pl/dladomu/taryfa/twoja_taryfa?r,main,activeId=40354


Dr hab. n. med. Andrzej Emeryk, dr med. Małgorzata Bartkowiak-Emeryk, „Odrębności kliniczne i terapeutyczne alergicznego nieżytu nosa u dzieci”, Przegląd Alergologiczny, nr 1 (1/2004)

 

Podpisać się pod listem można:

http://fakrakow.wordpress.com/2013/01/31/list-otwarty-walka-ze-smogiem-a-mieszkancy-kamienic/

Czy zauważyliście ile mamy wymówek, żeby nie działać na rzecz obrony naszej planety? Każdy z nas musi oczywiście załatwiać jakieś sprawy i odpowiedzieć na maile, potrzebujemy chwili wyciszenia, problemy nas przerastają, a do tego [WSTAW SWOJĄ ULUBIONĄ WYMÓWKĘ]. Ostatnio jednak zacząłem stykać się ze szczególnie frustrującym usprawiedliwieniem braku działania: ludzie stwierdzają, że jest już zbyt późno, że przekroczyliśmy już wiele punktów krytycznych w kwestii globalnego ocieplenia, a szczególnie w związku z opóźnieniem pomiędzy emisją dwutlenku węgla a wzrostem temperatury, jesteśmy już skazani na zagładę - po co więc walczyć?

Ta pseudotragiczna postawa doprowadza mnie do wściekłości. A jeszcze bardziej irytuje mnie fakt, że ten sposób rozumowania stał się tak znajomy. Bez przerwy się z nim spotykam. Dosłownie w momencie kiedy skończyłem pisać powyższe zdanie - nie zmyślam - otrzymałem maila o następującej treści: "Rozwiązania są niewystarczające, nieskuteczne i przychodzą zbyt późno. Lepiej, żeby ludzie pogodzili się z tym, zamiast rzucać się walcząc do upadłego... Tak jak mówi się o szczycie wydobycia ropy naftowej, szczycie rozwoju cywilizacyjnego, my jesteśmy szczytową formą życia. Trzy miliardy lat cyjanobakterii, 500 milionów lat narastającego rozwijania się form życia i wisienka na torcie w postaci zbyt inteligentnych istot ludzkich. Ludzie dowiedli, że inteligentne życie nie jest zrównoważone, być może prowadzi w dół równi pochyłej rozwoju życia i doprowadzi planetę do jej bakteryjnej przeszłości." A kiedy skończyłem wklejanie tego cytatu, dostałem kolejną wiadomość o podobnej treści.

Założenie, że ludzie są szczytową formą życia (a wszystko inne stanowi jedynie tło) prowadzi do poczucia uprzywilejowania, które jest powodem okrucieństwa skierowanego przeciwko temu, co nie jest postrzegane jako szczytowa forma życia. A poza tym, jaka szczytowa forma życia doprowadziłaby do zniszczenie swojego środowiska a następnie rozłożyła z rezygnacją ręce w chwili, gdy przeciwdziałanie zniszczeniom jest szczególnie istotne?

Nie jestem przekonany, że ludzie są dużo bardziej inteligentni niż papugi, ośmiornice, łososie, drzewa, rzeki i tak dalej, ale nawet jeśli wierzysz, że ludzie są bardziej inteligentni, nie zmienia to faktu, że Indianie Tolowa żyli w miejscu w którym ja teraz mieszkam przez 12.500 lat i go nie zniszczyli. Nie chciałbym próbować przekonywać, że Tolowa nie zniszczyli ziemi ponieważ, nie byli wystarczająco inteligentni by to zrobić.

Chcę zwrócić uwagę na jeszcze jedną rzecz, która związana jest z tą tragiczną postawą. Joseph Meeker, w swej książce "The Comedy of Survival" stwierdza, że przez wieki swego istnienia ludzka kultura tworzyła komedie, ale dopiero cywilizacja doprowadziła do powstania gatunku tragedii. Można powiedzieć, że tragedia jest tragiczną winą naszej cywilizacji. „Tragiczna wina”, jak prawdopodobnie pamiętacie, to cecha głównego bohatera, która doprowadza go ostatecznie do ruiny. Może to być niezdecydowanie, duma, zazdrość, itp. Chodzi o to, że bohaterowi brakuje sił lub chęci, aby przeanalizować i przezwyciężyć tę cechę i, przynajmniej z mojej perspektywy, właśnie to, a nie sama cecha prowadzą do jego upadku. Tragedia zakłada nieuchronność, która z kolei zakłada niemożność dokonania wyboru. Według jednej z definicji: "Zachowanie tragiczne wiąże się z założeniem, że zmiana jest niemożliwa i obroną tego założenia aż do śmierci."

Klasyczne tragedie w stylu "Hamleta" czy "Otello" doprowadzały mnie z reguły do frustracji, a nie katharsis. Jeśli twoje zachowanie doprowadza do tragedii ciebie i ludzi dookoła, dlaczego po prostu go nie zmienić? Dlaczego trzymać się błędów, które zabijają ciebie i tych których kochasz? Tragiczny "bohater" zdaje sobie sprawę ze swoich błędów, gdy jest już zbyt późno. Jestem dużo bardziej zainteresowany powstrzymaniem tragedii zanim będzie zbyt późno, niż współczuciem lub empatią w stosunku do tych, którzy nie mogą lub nie chcą zmienić swego destrukcyjnego postępowania. Najgorsze w całej narracji "ludzka-kultura-jako-bohater-tragiczny" jest to, że nie chodzi o tak haniebną wadę jak chciwość, pożądanie, zazdrość czy nawet niezdecydowanie. Tragiczną w skutkach wadą, którą przypisuje sobie ta kultura to inteligencja. Jesteśmy po prostu zbyt bystrzy, aby pozwolić na przetrwanie życia na tej planecie. I oczywiście nie jesteśmy w stanie się zmienić, nie da się nic począć. Uroń łzy, opuść kurtynę.

Po pierwsze, przekonanie że to inteligencja jest powodem niszczenia planety jest niewystarczające i absurdalne. Po drugie, zabijanie planety to rezultat zachowań, które można zmienić oraz infrastruktur, które można zniszczyć. Nie ma w tym nic nieuniknionego. Nie wierzę też, że ocieplenie klimatu przekroczyło ostateczny punkt krytyczny. Pozostało jeszcze wiele opcji, które możemy wypróbować, takich jak deindustrializacja. Ludzie tacy jak James Lovelock (który przepowiada, że pod koniec XXI wieku "miliardy ludzi zginą a niewielka ilość zdolnych do rozmnażania par, które przetrwa tylko na Arktyce, ponieważ tylko tam klimat będzie znośny") zdają sobie już sprawę, że ta kultura pozostawiona poza kontrolą, zabije naszą planetę. Cóż, jeśli ta kultura ma zabić planetę, chyba czas zakasać rękawy i robić co do nas należy - zamiast chować głowę w piasek. Najlepszym sposobem potwierdzenia tego, że jest za późno, jest stwierdzenie, że jest za późno i nie podjęcie działania w celu ocalenia świata jaki znamy: świata rekina chochlika i ryby klowna, świata w którym nocą nietoperze trzepocą skrzydłami, a motyle i trzmiele rozświetlają dzień.

Moja przyjaciółka Waziyatawin, wielka aktywistka narodu Dakota, stwierdziła kiedyś: „Postawa defetystyczna sprawia, że mam ochotę krzyczeć. Walki, które musimy stoczyć przerastają nas, ale sytuacja nie poprawi się jeśli nie będziemy nic robić. Nasza jedyna nadzieja tkwi w tym, że więcej ludzi przyłączy się i zacznie działać, ludzi, którzy nie boją się zaryzykować czegoś teraz, abyśmy wszyscy nie stracili później wszystkiego. Mam poczucie kontroli nad własnym życiem tylko wtedy, gdy podejmuję jakieś działanie, niezależnie od tego czy jest to pisanie, praca nad podkopywaniem obecnie funkcjonujących struktur, czy też siedzenie w grudniu z mężczyzną z plemienia Dakota na otwartej prerii i obrona naszej ziemi". I kontynuowała: "Jeśli nasze działania donikąd nie prowadzą, po co mielibyśmy jeszcze chcieć żyć? Ten rodzaj braku nadziei, w znaczeniu defetystycznym, oznacza przyjęcie pozycji ofiary i całkowitej bezsilności. Możemy wiele nauczyć się od łososi: albo dotrą w górę rzeki żeby złożyć ikrę, albo umrą próbując to zrobić."

Jeśli nasze działania są w stanie sprawić, że będzie choć jedna tysięczna procenta szansy na to, że wszystko ułoży się lepiej dla nas i naszej planety, to naszym moralnym obowiązkiem jest działać, działać, działać. Zanim będzie zbyt późno.

Czy jestem optymistą? Ani trochę. Czy się poddam? Nie ma mowy.

tłum: Dobrosława Karbowiak
Czy ktokolwiek o zdrowych zmysłach mógłby pomyśleć, że dumpster diving [„przesiewanie śmieci”] powstrzymałby Hitlera, że kompostowanie przyniosłoby kres niewolnictwu albo zapewniło ośmiogodzinny dzień pracy, że rąbanie drewna i noszenie wody wydostałoby ludzi z carskich więzień, lub że tańczenie nago wokół ognia pomogłoby zdobyć prawa wyborcze w 1957 roku albo wprowadzić Ustawę o Prawach Obywatelskich w 1964 [znosząca formalnie dyskryminację rasową w USA – przyp. red.]? Dlaczego więc teraz, gdy stawką jest cały świat, tak wielu ludzi cofa się w kierunku tych całkowicie osobistych "rozwiązań"?

Częścią problemu jest to, że staliśmy się ofiarami kampanii systematycznego wprowadzania w błąd. Konsumpcyjna kultura i kapitalistyczna mentalność nauczyły nas zastępować zorganizowany polityczny opór aktami osobistej konsumpcji (lub oświecenia). Film "Niewygodna Prawda" [nt. dramatycznej sytuacji w związku z efektem cieplarnianym na naszej Ziemi – przyp. red.] pomogł rozbudzić świadomość w kwestii ocieplenia klimatu. Ale czy zwróciliście uwagę na to, że wszystkie zaprezentowane rozwiązania odnoszą się do prywatnej konsumpcji - zmienianie żarówek, pompowanie opon, jeżdżenie samochodem o połowę mniej - i nie mają nic wspólnego z odbieraniem władzy korporacjom albo powstrzymywaniem rozwoju ekonomii, która niszczy naszą planetę? Nawet gdyby każda osoba w USA zrobiła wszystko, co sugeruje film, amerykańska emisja dwutlenku węgla spadłaby jedynie o 22%. Naukowcy zgadzają się co do tego, że emisje muszą być obniżone na całym świecie o co najmniej 75%.

Porozmawiajmy też o wodzie. Tak często słyszymy, że na świecie kończy się woda. Ludzie umierają z braku wody. Rzeki wysychają z powodu braku wody. Dlatego musimy brać krótsze prysznice. Zauważyliście brak związku? Ponieważ biorę prysznic, jestem odpowiedzialny za zanikanie warstw wodonośnych? Otóż nie. Ponad 90% wody zużywanej przez ludzi wykorzystuje przemysł i rolnictwo. Pozostałe 10 procent podzielone jest między miasta i zwykłe potrzeby oddychających istoty. Wszystkie istoty (zarówno istoty ludzkie, jak też istoty rybie) nie umierają dlatego, że woda się kończy. Umierają dlatego, że woda jest rozkradana.

Możemy też porozmawiać o energii. Kirkpatrick Sale słusznie podsumował problem w następujący sposób: "Przez ostatnich 15 lat historia się powtarza: indywidualna konsumpcja - mieszkanie, samochód, i tak dalej - nigdy nie stanowiły więcej niż 1/4 całej konsumpcji; stanowcza większość to konsumpcja na potrzeby handlu, przemysłu, korporacji, rolnictwa i rządu [zapomniał o wojsku]. Więc nawet jeśli wszyscy zaczniemy jeździć rowerami i zbudujemy kominki opalane drewnem, będzie to miało nieznaczny wpływ na zużycie energii, globalne ocieplenie czy zanieczyszczenie atmosfery".

Porozmawiajmy w końcu o odpadach. W 2005 roku produkcja śmieci na osobę (czyli praktycznie wszystko co wyrzucamy do śmieci) wynosiła w Stanach Zjednoczonych około 660 kilogramów. Powiedzmy, że jesteś zatwardziałym anarchistą z zamiłowaniem do prostego życia i zredukujesz tę ilość do zera. Wszystko recyklujesz. Nosisz płócienne torby na zakupy. Naprawiasz toster. Z twoich tenisówek wystają już palce. To jeszcze nie koniec. Ponieważ odpady miejskie to nie tylko odpady komunalne, ale również odpady z firm i biur samorządowych, wkraczasz do tych instytucji z ulotkami na temat redukcji ilości śmieci i przekonujesz ich do tego, żeby zredukowali je w wystarczającym stopniu, żeby wyeliminować twój udział. Mam złą wiadomość. Odpady miejskie to tylko 3 procent całkowitej ilości odpadów w Stanach Zjednoczonych.

Żeby było jasne. Nie twierdzę, że nie powinniśmy żyć w prosty sposób. Sam staram się tak żyć, ale nie udaję, że kupowanie mało (czy jeżdżenie mało albo nieposiadanie dzieci) jest potężnym działaniem politycznym, ani że jest głęboko rewolucyjne. Nie jest. Przemiana osobista nie oznacza przemian społecznych.

Jak to możliwe, szczególnie gdy stawką jest cała ziemia, że zaakceptowaliśmy te całkowicie niewystarczające odpowiedzi? Myślę, że częściowo wynika to z faktu, że jesteśmy w impasie. Mamy przed sobą wiele rozwiązań, ale każde z nich oznacza przegraną, a wycofanie się nie wchodzi w grę. W tym momencie dość łatwo można zdać sobie sprawę, że jakiekolwiek działanie w obrębie gospodarki przemysłowej jest destrukcyjne (nie powinniśmy udawać, że na przykład panele słoneczne rozwiążą problem; one również wymagają wydobycia złóż i transportu na każdym etapie produkcji; to wszystko tyczy się również innych form tak zwanej zielonej technologii). Jeśli więc wybierzemy opcję pierwszą - gorliwe uczestnictwo w gospodarce przemysłowej - możemy na krótką metę sądzić, że wygraliśmy, ponieważ możemy gromadzić dobra, symbole "sukcesu" w naszej kulturze. Ale w ten sposób przegrywamy, bo wyzbywamy się empatii, naszego „zwierzęcego człowieczeństwa”. I przegrywamy naprawdę, ponieważ cywilizacja przemysłowa zabija planetę, przez co przegrają wszyscy.

Jeśli wybieramy "alternatywną" opcję prostego życia i decydujemy się w mniejszym stopniu przyczyniać do upadku, ale jednocześnie nie powstrzymujemy przemysłowej gospodarki przed zabijaniem planety, możemy na krótką metę mieć wrażenie, że wygrywamy, bo czujemy się czyści i nie wyzbyliśmy się całej naszej empatii (a jedynie tyle, aby móc usprawiedliwiać nie występowanie przeciwko tragedii). Ale znów w rzeczywistości przegrywamy, ponieważ cywilizacja przemysłowa wciąż zabija planetę, co ponownie oznacza, że przegrywają wszyscy.

Trzecia opcja, czyli zdecydowane działanie w celu powstrzymania gospodarki przemysłowej, jest z wielu powodów przerażające, między innymi dlatego, że stracimy pewne luksusy (przykładowo elektryczność), do których używania jesteśmy przyzwyczajeni, oraz dlatego, że osoby będące przy władzy mogą próbować nas zabić, jeśli faktycznie staniemy na drodze ich możliwościom wykorzystywania planety - co nie zmienia faktu, że jest to lepsza opcja niż martwa planeta. Każda opcja jest lepsza niż martwa planeta.

Oprócz faktu, że jest to całkowicie nieskuteczne w powodowaniu zmian, które są konieczne aby powstrzymać tę kulturę przed zabiciem planety, postrzeganie prostego życia jako działania politycznego (w przeciwieństwie do prostego życia jako naszego wyboru) niesie za sobą jeszcze cztery kolejne problemy. Po pierwsze, postrzeganie to opiera się na mylnym założeniu, że ludzie nieuchronnie niszczą ziemię. Proste życie jako działanie polityczne opiera się tylko i wyłącznie na redukcji szkód, ignorując całkowicie fakt, że ludzie mogą pomagać Ziemi w takim samym stopniu, jak jej szkodzić. Możemy oczyszczać strumienie, pozbywać się agresywnych chwastów, zburzyć tamy i zniszczyć system społeczny wspierający bogatych oraz system ekonomiczny oparty na wydobyciu surowców, możemy unicestwić przemysłową ekonomię, która niszczy rzeczywisty świat fizyczny.

Kolejny problem polega na tym, że wina niesłusznie przypisana jest jednostce (w szczególności jednostkom, które są wyjątkowo bezradne) a nie tym, którzy faktycznie sprawują władzę w tym systemie czy samemu systemowi. Cytując po raz kolejny Kirkpatricka Sale'a: "Całe to indywidualistyczne co-możesz-zrobić-żeby-ocalić-ziemię jest mitem. My, jako pojedyncze jednostki nie tworzymy sytuacji kryzysowych i nie możemy ich rozwiązać."

Trzeci problem polega na tym, że w ten sposób akceptujemy kapitalistyczną redefinicję obywateli jako konsumentów. Akceptując tę zmianę znaczenia, redukujemy potencjalne formy oporu do wyboru między konsumowaniem i niekonsumowaniem. Obywatele mają przed sobą dużo szerszy wachlarz dostępnych strategii oporu, jak chociażby głosowanie, nie głosowanie, kandydowanie, rozdawanie ulotek, bojkotowanie, organizowanie, lobbowanie, protesty, a gdy rząd występuje przeciwko życiu, wolności i szansom na poszukiwanie szczęścia, możemy go zmienić lub rozwiązać.

Czwarty problem polega na tym, że ostateczną logiczną konsekwencją prostego życia jest samobójstwo. Jeśli każde działanie w ramach gospodarki przemysłowej jest destrukcyjne, jeśli chcemy powstrzymać tę destrukcję, a jednocześnie nie chcemy (lub nie potrafimy) zakwestionować (lub nawet zniszczyć) intelektualnej, moralnej, ekonomicznej i fizycznej infrastruktury, która sprawia, że każde działanie w ramach ekonomii przemysłowej jest destrukcyjne, możemy bardzo łatwo uwierzyć, że najmniejszą możliwą szkodę wyrządzimy umierając.

Dobra wiadomość jest taka, że mamy wybór. Możemy pójść śladem dzielnych aktywistów, którzy żyli w ciężkich czasach, o których już wspomniałem - w nazistowskich Niemczech, carskiej Rosji, przedwojennych Stanach Zjednoczonych - którzy robili dużo więcej niż tylko manifestowali jakąś formę moralnej czystości: aktywnie stawiali czoła panującej dookoła niesprawiedliwości. Możemy podążać śladem tych, którzy pamiętali, że rolą aktywisty nie jest „nawigowanie” systemami opresyjnych sił, starając się zachować przyzwoitość, ale stawianie czoła tym systemom.

Tłum. Dobrosława Karbowiak
za: www.rozbrat.org
Na przełomie listopada i grudnia 2011, prezesi największych spośród koncernów wydobywczych, przybyli do hotelu Intercontinental w Warszawie na konferencję "Shale Gas World Europe 2011". Grupa ludzi sprzeciwiających się działalności koncernów łupkowych przerwała fetę, skutecznie blokując inauguracyjną przemowę konferencji. Poniższy film nie chce być jedynie dokumentacją zdarzenia- wolą autorek jest zainspirowanie ludzi do aktów obywatelskiego nieposłuszeństwa wobec erozji demokracji w kraju. *** Wydobycie gazu łupkowego ("szczelinowanie"), zostało zakazane w wielu regionach wobec szkód społecznych i środowiskowych, jakie przynosi. Moratorium na szczelinowanie ogłoszono m.in. w Quebecu (Kanada), amerykańskich stanach Nowy Jork, Maryland, New Jersey, Delaware, a także we Francji, RPA, itd. Oszacowano, że Polska ma największe pokłady gazu łupkowego w Europie. Stąd, międzynarodowe korporacje znane z łamania praw człowieka na całym świecie, wywierają ogromny nacisk na nasze władze i lokalne społeczności w celu zmiany prawa na swoją korzyść i maksymalizacji zysków. Protesty mieszkańców są ignorowane.
Zatrzymano 11 osóby, w tym trzy z Rozbratu związane z poznańską sekcją Federacji Anarchistycznej. Grupie działaczy lewicowych i anarchistycznych, w tym kilkoro z Poznania, udało się zablokować rozpoczęcie konferencji o wydobywaniu gazu łupkowego. Interweniowała policja. Protestujących siłą usunięto z sali w warszawskim hotelu Intercontinental. Główne obawy przeciwników gazu łupkowego to ekologiczne konsekwencje metod wydobywczych.

Według naszych informacji zatrzymano 11 aktywistów i aktywistek, w tym troje zwianych z Rozbratem, Zostali przewiezieni na komisariat przy ulicy Wilczej, gdzie natychmiast zorganizowano akcję solidarnościową. Zatrzymny zarzucono naruszenia miru domowego i prawdopodobnie nie rozejście się na wezwania policji.

W Warszawie trwa zamknięta międzynarodowa konferencja dotycząca wydobycia gazu łupkowego, gdzie spotykają się przedstawiciele firm z całego świata wydobywających ten surowiec. Jak podają  ogólnopolskie media, grupa ekologów rozpoczęła okupację sali. Zablokowano konferencję na dwie godziny. Główne obawy przeciwników to ekologiczne konsekwencje metod wydobywczych polegających na wstrzykiwaniu chemikaliów do wnętrza ziemi, by w ten sposób uwalniać gaz. Oprócz tego protestujący sprzeciwiają się wchodzącym od stycznia nowym regulacjom w prawie górniczym ułatwiającym koncernom wydobywczym pracę w Polsce. Według nich zdejmą one z firm odpowiedzialność, oraz pozwolą na zminimalizowanie kosztów choćby przez użytkowanie za darmo wody, która do wydobywania gazu łupkowego potrzebna jest w wielkich ilościach i na długo pozostaje zanieczyszczona.

Akcja bezpośrednia przeciwko wydobyciu gazu łupkowego - oświadczenie

Zrobimy wszystko, żeby protesty społeczne

nie powstrzymały wydobycia gazu łupkowego w Polsce.

- Bernard Błaszczyk, wiceminister środowiska.
Korzystanie z wód kopalnianych dla zaspokojenia potrzeb

koncernów wydobywczych jest bezpłatne.

- prawo geologiczne i górnicze, art. 20,

Konferencja korporacji dzielących się zyskami z wydobycia gazu łupkowego w Warszawie zablokowana przez inicjatywę Stop Szczelinowaniu.
Dnia 28.11.2011 ruszyła w Warszawie konferencja Shale Gas World Europe 2011 - spotkanie największych energetycznych korporacji świata, które z dala od kamer i dziennikarzy, w ukryciu przed opinią publiczną, dzielą spodziewane zyski z eksploatacji gazu łupkowego w Polsce.
Mieszkańcy regionów Polski, gdzie doszło do pierwszych odwiertów, od razu odczuli skutki metody hydraulicznego szczelinowania (fracking) na własnej skórze. Od Lubelszczyzny po Kaszuby ludzie próbują wszystkiego - protestów, skarg prawnych, akcji bezpośrednich - by zapobiec zniszczeniu ich życia i środowiska naturalnego.
Inicjatywa Stop Szczelinowaniu zablokowała główną salę konferencyjną w hotelu InterContinental, zmuszając przedstawicieli korporacji do zgromadzenia się w holu. Blokujący zorganizowali w tym czasie alternatywną konferencję, na której zabrali głos solidaryzując się ze społecznościami w różnych rejonach Polski, gdzie pomimo zorganizowanych protestów odbywają się odwierty i szczelinowanie.
Dwanaście protestujących osób zostało usuniętych z sali konferencyjnej przez policję przy użyciu środków przymusu bezpośredniego i przewiezionych na komendę na ulicy Wilczej w Warszawie. Wszystkim zatrzymanym osobom zostały postawione zarzuty naruszenia miru domowego, za co grozi pozbawienie wolności do roku.
Jest to zarzut kuriozalny. Podczas gdy aktywistom i aktywistkom przedstawiane są zarzuty, to właśnie korporacje burzą spokój mieszkańców odwiertami, które powodują pękanie ścian ich domów i zatrucie wód gruntowych. Najbardziej skrajną formą naruszania miru domowego lokalnych społeczności jest wywłaszczanie ich i wyrzucanie z domów w imię korporacyjnego zysku. Wszystko to usankcjonowane jest prawnie w nowej ustawie o geologii i górnictwie.
Lokalne samorządy i społeczności na mocy znowelizowanej ustawy o prawie geologicznym i górniczym zostały wyłączone z procesu podejmowania decyzji: wydobycie gazu łupkowego uznano za "istotny interes publiczny", a wywłaszczanie ludzi z ziemi, wjeżdżanie ciężkim sprzętem na działki rolników, stało się zgodnie z nowymi przepisami szybką i prostą procedurą. Opinie ludzi, którzy ponoszą w praktyce koszty szczelinowania, zbywane są zaś jako "niewystarczająco poparte teorią z zakresu geologii".
Wobec coraz węższej gamy instrumentów prawnych, zagrożeni przez korporacje i pozostawieni przez władze, ludzie w Polsce, tak jak wcześniej w innych krajach, zmuszeni są do wzięcia inicjatywy w swoje ręce. Mimo absurdalnych szykan o "działanie wbrew interesom narodu", do tej pory okazuje się to jedyną szansą na zatrzymanie lokalnych tragedii. To protestów społecznych najbardziej obawiają się władze pokroju wiceministra Błaszczyka, a także międzynarodowe koncerny.

Inicjatywa Stop Szczelinowaniu

„Zabierz znajomych, ubierz się na niebiesko, zrób sobie skrzydła motylka modraszka i przyjdź- 5.06 na Zakrzówek , a 8.06 na manifestacje pod Urząd Miasta przy Pl. Wszystkich Świętych” – zachęcają organizatorzy społecznej akcji w obronie Zakrzówka.


Happeningowa akcja jest kolejną próbą obrony Zakrzówka przed wielkim kapitałem, który chce tam postawić apartamentowce. Doprowadzi to do dewastacji tego niezwykle wartościowego przyrodniczo i rekreacyjnie obszaru. – Mamy jeszcze szanse, nie ma jeszcze skończonych planów rozwoju miasta dla tych terenów. – przekonują organizatorzy protestu – Teraz ważą się losy Modraszkowej Łąki – czy stanie się terenem budowlanym, czy Zielenią Publiczną – podkreślają. Inwestor, który chce wybudować na Zakrzówku osiedle i zrewitalizować teren obiecał zbudować m.in. bardzo atrakcyjny Park.

 

Modraszek telejus, który jest symbolem protestu to ginący w Europie gatunek motyla występującego m.in. właśnie na Zakrzówku. Symboliczne skrzydełka wykonać można własnoręcznie bądź wybrać się na warsztaty prowadzone przez Modraszkowy Kolektyw. Warto pamiętać, iż raz postawione osiedle zostanie tam już na wieki a szkody będą nieodwracalne.