Zaloguj

Federacja Anarchistyczna

Jesteś tu: Start / Sekcje FA / Lublin /
A+ R A-

W związku z wprowadzeniem od 1 stycznia 2016 r. w Rzeszowie płatnej strefy parkowania i podwyżki cen biletów na komunikację miejską, lokalna grupa FA postanowiła w formie ulotek wezwać mieszkańców do postawy obywatelskiego nieposłuszeństwa.

Ulotki umieszczane były za szybami zaparkowanych samochodów i rozdawane na przystankach MPK.

Poniżej treść ulotki:

Trwająca kampania wyborcza i nadchodzące wybory parlamentarne to kolejny festiwal zakłamania i czczych obietnic. Politycy i media mamią nas pozornymi alternatywami, które w rzeczywistości niczym się od siebie nie różnią. W istocie kandydatom wszech stron i wszech maści zawsze chodzi o to samo – by czerpać kolosalne zyski dzięki sterowaniu posłuszną, zastraszoną i zmanipulowaną masą ludzi. Zbyt dużo dali już na to dowodów, zbyt wiele razy nadużyli zaufania, zbyt często obracali się przeciwko zwykłym ludziom, byśmy po raz kolejny mieli uwierzyć w szczerość ich obietnic i intencji...

 

Demokracja parlamentarna to droga donikąd, gdyż wybieranie tzw. mniejszego zła albo rozstrzyganie, czy lepsza jest dżuma czy cholera, jest pozbawione jakiegokolwiek sensu. Oddawanie własnego życia w ręce innych nie godzi się ze zdrowym rozsądkiem, zaś utrwalanie autorytatywnego porządku społecznego przeczy elementarnym pojęciom równości i sprawiedliwości.

 

Świadomie decydujemy się bojkotować wybory. Nie wrzucimy naszego głosu do żadnej z urn, bo nie chcemy legitymować i utrwalać narzucanych nam reguł gry. Własne życie bierzemy we własne ręce. Nie ma i nie będzie realnej alternatywy jeśli dziś sami nie zaczniemy jej tworzyć.
Organizujmy się w miejscach pracy, w domach i na ulicach, a politykom pokażmy, że są nam niepotrzebni, oraz że nie są i nigdy nie będą godni naszego zaufania.

 

 
BOJKOT WYBORÓW!

 

 

 
Federacja Anarchistyczna Rzeszów

 

 

 

 

info i zdjęcia: https://www.facebook.com/permalink.php?story_fbid=946764305371050&id=319631091417711

 

 

W sobotę (7 lutego br.) około godziny 14, pod Podkarpackim Urzędem Wojewódzkim w Rzeszowie, miała miejsce pikieta, zorganizowana przez przedstawicieli i przedstawicielki rzeszowskiego środowiska anarchistycznego. Celem pikietujących było wyrażenie solidarności z protestującymi na Śląsku pracownikami i pracownicami górnictwa oraz zwrócenie uwagi i napiętnowanie przemocy, jakiej użyto podczas tłumienia górniczych demonstracji. Wyrażono niezadowolenie z antyspołecznej polityki rządu oraz ignorowania praw obywateli. Podkreślono m. in. fakt stosowania przez władzę podobnych metod w analogicznych sytuacjach, do jakich dochodziło w czasach PRL, kiedy milicja i wojsko pacyfikowało śląskie kopalnie. W odczytanym przez megafon oświadczeniu zażądano spełnienia postulatów protestujących, przywrócenia do pracy zwolnionych związkowców oraz poszanowania prawa do strajku. Pikietujący nawoływali do samoorganizowania się osób pracujących w swoich miejscach pracy, gdyż tylko w taki sposób mają one szansę, by być traktowanymi godnie i podmiotowo.

 

W pikiecie wzięło udział osiem osób, wśród których byli m. in. uczestnicy Federacji Anarchistycznej. Pikietujący mieli banner, na którym widniał napis: „Solidarnie z górnikami! Stop brutalności policji!”, oraz anarchosyndykalistyczną, czarno-czerwoną flagę. Odczytano oświadczenie, którego treść w formie ulotek rozdawano przechodniom, skandowano hasła, m. in.: „Solidarność naszą bronią!” i „Rząd na bruk – bruk na rząd!”. Spod gmachu UW, anarchiści przeszli na rzeszowski rynek, gdzie ponownie wyrazili protest, po czym zostali wylegitymowani przez policję, która została wezwana przez osobę znajdującą się w tym czasie w budynku UW. Oficjalnym powodem interwencji było „przeszkadzanie w/w osobie poprzez wznoszenie okrzyków” oraz używanie banneru z widniejącą nań nazwą i symboliką [sic!] instytucji, jaką reprezentowali funkcjonariusze. Od protestujących zażądano okazania pozwolenia na zgromadzenie (pomimo braku podstawy prawnej, gdyż ilość pikietujących nie przekroczyła odpowiedniej, obligującej do tego liczby osób) oraz zagrożono im skierowaniem sprawy do sądu w razie powtórzenia się „zajścia”. Przechodnie chętnie podejmowali rozmowy z pikietującymi, czytali ulotki i wyrażali poparcie dla protestu. Całe wydarzenie trwało łącznie kilkadziesiąt minut.

 

Podobne pikiety, organizowane przez środowiska anarchistyczne (w tym przedstawicieli i przedstawicielki Federacji Anarchistycznej, OZZ Inicjatywa Pracownicza oraz Związku Syndykalistów Polski), odbyły się w ostatnim czasie również w kilku innych miastach, m. in. w Poznaniu, Krakowie, Wrocławiu, Gdańsku i Bytomiu.

 

 

 

6 marca odbył się protest antywojenny w Poznaniu, na którym zgromadziła się ponad setka osób. W tonie antywojennym przemawiało kilku studentów z Ukrainy, Rosji i Białorusi, jak i osoby, które uprzednio spędziły czas na Majdanie. Kilkanaście osób z Federacji Anarchistycznej przyniosło transparenty „Wojnie stop” oraz „Nacjonalizm i imperializm prowadzi do wojen”. Odczytano fragmenty stanowiska przyjętego przed FA oraz dystrybuowano ulotkę o poniższej treści: 

 

Nie dla wojny, imperializmu i nacjonalizmu!

 

27 lutego 2014 r. na Krym wkroczyły wojska rosyjskie, wspierane przez oddziały ukraińskiego „Berkutu”. Putin najpewniej nie będzie ograniczał się do kontrolowania Krymu. Władze Rosji chcą wykorzystać zamęt związany z walkami przeciwko dyktaturze Janukowycza i następstwami jego ucieczki, z kryzysem politycznym i zapaścią ekonomiczną Ukrainy, z walką o władze w łonie tzw. opozycji i oligarchów stojących za dawnym ukraińskim reżimem, lecz także działającymi na zapleczu Majdanu.

 

Wojna, która nad nami wisi, to efekt rywalizacji kapitalistycznych oligarchów i międzynarodowych koncernów. To walka o kontrole nad źródłami energii – złożami, ropą, gazem. Jest to wojna, w której ścierają się interesy rosyjskiego Gazpromu z Shell'em i BP, jak i przemysłu zbrojeniowego różnych proweniencji. Narastanie tego konfliktu zagraża nie tylko lokalnej ludności. Rosja jest mocarstwem atomowym, a jej poczynania spotykają się z protestami innych atomowych mocarstw, które będą bronić własnych interesów lub przez wojenną mobilizację będą chciały wyjść z kryzysu. Jeżeli wybuchnie wojna to jej ofiary nie będą umierać za wolną Ukrainę, lecz za miliardowe zyski nielicznych.

 

Nie jesteśmy tylko pionkami w ich grze – stańmy razem, by sprzeciwić się wojnie! Tak jak dawniej występowaliśmy przeciwko imperializmowi amerykańskiemu, który doprowadził do wojny w Afganistanie i Iraku, tak obecnie występujemy przeciwko imperializmowi rosyjskiemu.

 

Tymczasem antyrosyjskie resentymenty odebrały rozum polskim elitom politycznym, które sądzą, że są pępkiem świata. Ich wojenne pohukiwania są żałosnym pokłosiem dawnej polskiej polityki, zgodnie z którą Ukraina należy do polskiej strefy wpływu. Przez stulecia deptano prawa ukraińskich chłopów, faktycznie dając pożywkę dla późniejszego ukraińskiego nacjonalistycznego ludobójstwa, zbrodni polskich i akcji masowych przesiedleń. . Polscy politycy to hipokryci, którym w ogóle nie zależy na „wolnej Ukrainie”, lecz na Ukrainie, która będzie odpowiadać ich neoliberalnym wizjom, podporządkowanej międzynarodowej finansjerze i koncernom, z których czerpią zyski.

 

Każda wojna przynosi zniszczenie, cierpienie i więcej poległych oraz sierot niż bohaterów. Przeciwstawiamy się wojnom i militaryzmowi. Uważamy, że wszystkie postępowe siły na Ukrainie, w Rosji i w Polsce – i gdziekolwiek indziej – powinny krytykować imperialne ambicje Putina. Równocześnie musimy podnosić krytykę wobec nacjonalistycznych i skrajnie prawicowych tendencji części ukraińskiej opozycji, która chce przeprowadzić neoliberalne reformy na wzór polskiej terapii szokowej, przy pomocy min. Międzynarodowego Funduszu Walutowego. Bicie w wojenne dzwony, histeryczne reakcje i tworzenie straszaka w postaci groźnego wroga zewnętrznego najłatwiej służą elitom do tego, by przekonać (lub zmusić) resztę, by zacisnęli pasa i znieśli ataki na prawa socjalne i pracownicze – tym straszakiem dla władz ukraińskich jest imperialna Rosja, a dla władz rosyjskich – faszystowska Ukraina. To nie jest nasza wojna!

 

Apelujemy do wszystkich z Rosji, Ukrainy, Polski – do każdego! – abyśmy zjednoczyli się w ruchu
przeciw wojnie, który powinien obalić tyranów, którzy ją prowokują. Janukowycz był pierwszym z nich! Dość mamy bestialstw zawodowych morderców w mundurach, tłumaczących się koniecznością wykonania rozkazu w imię obrony narodowych, imperialnych czy ekonomicznych interesów państw i biznesowych elit. To imperialne ambicje, ksenofobiczne nacjonalizmy i kryzysy kapitalizmu zrodziły w przeszłości największe wojny.

 

Solidarność jest w tym świecie przestępstwem, którego nigdy nie przestaniemy popełniać!
Za wolność Waszą i Naszą!

Federacja Anarchistyczna sekcja Poznań, 6 marca 2014 r.

"Stop przemocy policyjnej!", "Ratunku policja!", „Dość represji za poglądy!”, „Policja kłamie!” - transparenty z takimi hasłami pojawiły się w piątek, 6 grudnia, pod komisariatem na poznańskim Starym Mieście. Trzymali je anarchiści, krzycząc: "Bandyci w mundurach!". Kilkadziesiąt osób protestowało przeciwko arogancji i bezkarnej policyjnej przemocy. Dzień  wcześniej policja, niczym grupa rekonstrukcyjna z okresu stanu wojennego, zaatakowała bardzo brutalnie happening wyśmiewający pseudonaukowy wykład „Gender – zagrożenie dla człowieka i rodziny”, promowany m.in. prze środowiska nacjonalistyczne. Policyjna przemoc spotkała się z ciepłym przyjęciem skrajnej prawicy. Szczególnym okrucieństwem wykazali się tajniacy, którzy używali paralizatorów. Andrzej Borowiak, rzecznik prasowy poznańskiej policji, do dziś kłamie, że taki sprzęt nie był i nie jest na wyposażeniu policji.
Podczas całego protestu policjanci blokowali wejście do komisariatu, filmowali protestujących. Anarchiści chcieli wejść do środka, gdzie ciągle byli przetrzymywani zatrzymani dzień wcześniej aktywiści (pisaliśmy o tym tu).

W momencie gdy część uczestników pikiety chciała wejść na komisariat – czyli do rzekomo publicznego budynku – celem zdobycia informacji na temat zatrzymanych dzień wcześniej aktywistów i aktywistek - doszło do przepychanek, a także prób naruszenia nietykalności cielesnej protestujących. Policja szczelnie odgrodziła wejście na komisariat  od uczestników pikiety, pokazując po raz kolejny prawdziwe oblicze władzy – i usprawiedliwiając najbardziej radykalne formy „dialogu” z nią. Podczas akcji nie zabrakło tajniaków, którzy tym razem powstrzymali się od „prywatnego” czy „służbowego” użycia paralizatorów, ale oczywiście gorliwie zbierali dane o aktywistach.
Policyjna przemoc  w uniwersyteckiej przestrzeni zszokowała wielu ludzi, którzy dotychczas skłonni byliby usprawiedliwiać „incydentalne przekraczanie uprawnień”  jakimś ogólniejszym „poczuciem bezpieczeństwa i ochrony porządku publicznego”.  Jednoznacznie sprawę przedstawia naoczny świadek użycia broni obezwładniającej, wykładowca z Instytutu Filozofii UAM.
 - Widziałem człowieka, który stał spokojnie, przyglądał się interwencji. Podszedł do niego mężczyzna, zaczął go szarpać. Spytałem, czy jest policjantem. Nie odpowiedział, ale widziałem, jak używał paralizatora – relacjonuje pracownik naukowy.
Do sali wkroczyli wezwani przez uczelnię policjanci w kaskach, z tarczami i pałkami.  Doktor filozofii oburzony podszedł do ich dowódcy.

- W sali jest mężczyzna, który atakował ludzi - wykładowca wskazał na niego palcem.

- To policjant – odpowiedział spokojnie dowódca „bandytów w mundurach”.
Policja nie skomentowała ani swego skandalicznego zachowania, ani spontanicznego zgromadzenia pod komisariatem dzień później. Żaden z  atakujących ludzi policjantów nie spotkał się z jakąkolwiek konsekwencja służbową za swe zachowanie. Happenerom grozi – zdaniem wstępnych szacunków prokuratury nawet do 10 lat więzienia m.in. za domniemaną czynną napaść na funkcjonariusza.