Zaloguj

Federacja Anarchistyczna

Jesteś tu: Start / Sekcje FA /
A+ R A-
F.A. Poznań

F.A. Poznań

Aktywność poznańskiej sekcji FA stanowi szeroki wachlarz działań.

Z jednej strony są to różnorakie formy protestu i agitacji. Można by określić ten rodzaj aktywności jako aktywność doraźną. Charakteryzuje się ona "zewnętrznym" przesłaniem naszej grupy. Działalność ta daje nam możliwość wyrażenia swojego zdania, jest formą nacisku na władzę i inne instytucje oraz stanowi dla nas czynnik propagandowy. W tym zakresie działań mieszczą się zarówno akcje spektakularne takie jak demonstracje, happeningi, akcje bezpośrednie jak te mniej: petycje, plakaty, pisma etc.

Z drugiej zaś staramy się budować naszą rzeczywistość poprzez kreowanie świadomości na co dzień. Tworzymy wolnościową społeczność, która podejmuje działania na rzecz oddolnego, niezależnego i samorządnego życia. Działalność ta jest oparta o Rozbrat nadający grupie charakter stabilny. Federacja Anarchistyczna w roku 1997 otworzyła tu Bibliotekę Wolnościową, a w 2000 Klub Anarchistyczny gdzie znajdują się również biuro FA sekcja Poznań
O aktywności tej stabilnej wynikającej głównie z posiadania swojego miejsca można by pisać jeszcze bardzo dużo. Przede wszystkim Rozbrat daje nam możliwość bezpośredniego i łatwego kontaktu miedzy ludźmi. W oparciu o to miejsce możemy spotykać się z ludźmi mającymi podobny stosunek do otaczającego świata, rozmawiać, dyskutować, pomagać.

Adres witryny: http://www.rozbrat.org E-mail: Adres poczty elektronicznej jest chroniony przed robotami spamującymi. W przeglądarce musi być włączona obsługa JavaScript, żeby go zobaczyć.

Licytacja skłotu Od:zysk - oświadczenie

03 października 2013 r. | Dział: Dokumenty

30 października odbędzie się licytacja budynku, w którym znajduje się Od:zysk. Kamienica pod adresem Paderewskiego 1 została przez nas zajęta pod koniec zeszłego roku. Wcześniej przez 10 lat była pustostanem. Oficjalne otwarcie miało miejsce w tym roku, 26 kwietnia i wzbudziło spore zainteresowanie ze strony mieszkańców i mieszkanek Poznania. Przejęcie budynku jest próbą stworzenia samorządnego centrum społeczno-polityczno-kulturalnego, czyli przestrzeni otwartej na różnorakie niehierarchiczne i oddolne inicjatywy skierowane do wszystkich ludzi, bez względu na zasobność ich portfeli. Od:zysk to również dom dla kilkudziesięciu osób, pozbawionych możliwości wynajęcia mieszkań po komercyjnych stawkach.

 

Władze miasta wypróbowały już niemal wszystkie metody, by nas stąd usunąć. Na początku były to usiłowania wtargnięć policji, niezapowiedziane wizyty komornicze, czy częste odwiedziny inspektora budowlanego, które potwierdziły jednak, że użytkujemy budynek we właściwy sposób. Urzędnicy chcieli tę kamienicę wpisać na listę obiektów zabytkowych, przez co wielokrotnie nachodziła nas konserwatorka zabytków. Zaskakujący jest fakt, że władze nagle „zatroszczyły się” o kamienicę, w której znajduje się Od:zysk, niespodziewanie zauważając jej walory lokalizacyjne i zabytkowe oraz martwiąc się stanem technicznym budynku, a także o to, by użytkownikom nic złego się nie stało. Szkoda, że troski tej nie widać, gdy czyściciele kamienic terroryzują i usuwają lokatorów, a budynki są dewastowane. Wtedy Urząd Miasta umywa ręce i twierdzi, że to nie jego sprawa, tymczasem życie i zdrowie mieszkańców czyszczonych kamienic wystawiane jest każdego dnia na szwank. Jest dla nas oczywiste, że wzmożone zainteresowanie wokół kamienicy ma przede wszystkim charakter polityczny, stanowi reakcję na naszą aktywną i krytyczną postawę anarchistyczną.

 

Szacunkowo, w Poznaniu znajduje się do 30 tysięcy pustych lokali. Miasto nie robi nic, by je zagospodarować, wyremontować i oddać w ręce ludzi potrzebujących dachu nad głową. Zamiast tego buduje kontenery socjalne – czyli blaszane puszki, w których chce zamknąć najuboższych mieszkańców i mieszkanki. Młode osoby żyją przeważnie w beznadziejnych warunkach. Jeśli nie masz bogatych rodziców, jesteś skazana/-y na życie w jednym pokoju z kilkoma osobami. Czynsze osiągają horrendalny poziom, a w tym samym czasie wiele lokali jest pustych i niszczeje. Na mieszkania socjalne lub komunalne czeka się kilka lub nawet kilkanaście lat.

 

Skłotując kamienice na Starym Rynku chcemy pokazać, że jedynym rozwiązaniem w obliczu rosnących czynszów, eksmisji i antyspołecznej polityki miejskiej w ogóle, jest stawianie oporu i branie spraw w swoje ręce. Potencjalnym inwestorom mówimy, że ta kamienica nie jest na sprzedaż. Niepotrzebny jest nam kolejny bank, centrum handlowe czy klub go-go – zapewne tego rodzaju miejsce by tu powstało, ponieważ na wynajem lokali w centrum miasta stać jedynie korporacyjne spółki czy inwestorów robiących brudne interesy.

 

Jednym z wierzycieli, na którego wniosek odbędzie się licytacja Od:zysku jest spółka Savills – wiodąca agencja doradcza na globalnym rynku nieruchomości. Savills co roku odnotowuje wielomilionowe zyski, nawet po tym, jak bańka na rynku nieruchomości nadmuchana przez tego rodzaju przedsiębiorstwa oraz banki doprowadziła do światowego kryzysu gospodarczego. Kryzys ten przekształcił się w kryzys mieszkaniowy, który dla wielu osób oznaczał utratę własnych domów oraz wyroki eksmisyjne. Wiele z nich stawiało jednak opór – przykładowo, przed siedzibami Savills w Dublinie i Londynie odbywały się pikiety przeciwko sztucznemu zawyżaniu czynszów, wysokim opłatom i wyrzucaniu ludzi na bruk. Stoimy z tymi ludźmi w jednym szeregu, bo walka o Od:zysk jest też walką o to, by mieszkanie było prawem, nie towarem. Zarówno naszemu kolektywowi, każdemu i każdej z nas z osobna, jak i innym oddolnym inicjatywom oraz wszystkim mieszkankom/-ńcom Poznania należy się dach nad głową i miejsce umożliwiające realizację pasji, pozwalające podejmować twórcze działania.

 

Poprzez Od:zysk pokazujemy, że możemy organizować rzeczywistość na swoich zasadach. Nie musimy się wpisywać w kapitalistyczne reguły gry. Remontujemy kamienicę własnymi siłami. W ciągu pół roku stworzyliśmy/-łyśmy pracownie: rzeźby, malarstwa, litografii oraz scenę teatralną, salę koncertową, punkt wymiany odzieży (Freeshop) oraz bibliotekę. Przystosowałyśmy/-liśmy przestrzeń budynku tak, aby kilkadziesiąt osób mogło tu mieszkać oraz do działania wielu grup: teatralnych, animalistycznych, feministycznych i artystycznych. Organizujemy się oddolnie, na zasadach demokracji bezpośredniej. Każdy/każda może tu przyjść i wziąć udział w kreowaniu tego miejsca razem z nami – zamiast biernej konsumpcji wybieramy aktywne tworzenie. Wraz z budowaniem przestrzeni pojawia się wiele pomysłów; do tej pory odbyły się liczne wykłady, warsztaty, przedstawienia teatralne, pokazy filmowe czy zajęcia jogi. Osoby potrzebujące częstowane są ciepłymi posiłkami w ramach akcji Jedzenie Zamiast Bomb.

 

Jako część ruchu skłoterskiego i lokatorskiego zdajemy sobie sprawę, że nasza działalność przeszkadza miastu i kapitałowi. Nie zdziwi nas więc, jeśli nagle znajdzie się inwestor, który czy to dla spekulacji finansowych, czy dla inwestycji wykluczającej mieszkalną oraz otwartą funkcję, wiążącej się z wyrzuceniem nas z tego budynku, będzie chciał kupić tę kamienicę. Znamiennym jest fakt, że została ona wystawiona na sprzedaż nagle, gdy ją zajęliśmy/-łyśmy. Natomiast wcześniej przez 10 lat stała opustoszała, niszczejąc w samym centrum Poznania. Nikt nie był zainteresowany budynkiem, który dopiero my zagospodarowaliśmy/-łyśmy i stworzyliśmy/-łyśmy w nim nasz dom. Dlatego dobrowolnie go nie oddamy. Będziemy też zajmować kolejne budynki. Solidaryzujemy się z miejscami opartymi na oddolnych strukturach, sprzeciwiającymi się władzy kapitału i państwa. Nie zgadzamy się na świat, gdzie tylko bogaci mają prawo do działania i zaspokajania swoich potrzeb. Walczymy bowiem nie o jedną kamienicę, ale o przestrzenie wolne od dyktatu pieniądza i represji państwa.

Kolektyw Od:zysk

Odszedł nasz przyjaciel

23 września 2013 r. | Dział: Wielkopolskie

Z ogromnym smutkiem przyjęliśmy wiadomość o tragicznej śmierci naszego przyjaciela Karola Lubińskiego, uczestnika Federacji Anarchistycznej sekcja Poznań, Kolektywu Rozbrat, antyfaszysty.  

Karol inicjował protest przeciwko komercjalizacji edukacji w ramach tzw. procesu bolońskiego (inicjatywa UŁAM), angażował się w akcje antyfaszystowskie, liczne protesty w obronie praw pracowniczych, działania w obronie lokatorów. Zawsze stał na pierwszej linii frontu, bez względu na konsekwencje. Kilkukrotnie za swoje zaangażowanie odpowiadał przed sądem, m.in. po blokadzie eksmisji w Nowej Soli, okupację poznańskiego biura PO, w toku była jego sprawa sądowa związana z udziałem w blokadzie eksmisji rodziny Jenczów w Poznaniu. 

Brał udział w codziennym życiu Kolektywu Rozbrat, czynnie wspierał akcje w obronie skłotu Rozbrat – przez pewien okres był jego mieszkańcem – współorganizował i uczestniczył w wielu koncertach, spotkaniach i innych wydarzeniach kulturalnych odbywających się na Rozbracie.

Często wyjeżdżał na pikiety i demonstracje by wspierać towarzyszy z innych części Polski.  

Zapamiętamy Karola jako zawsze uśmiechniętego, pełnego pasji i gotowości do działania kolegę, który wierzył w to co robi, na którego zawsze można było liczyć w niejednej kryzysowej sytuacji.

Najgłębsze wyrazy współczucia składamy jego rodzinie oraz narzeczonej, z którą wspólnie wychowywał 6-letniego pasierba. Łącząc się w smutku pragniemy by na zawsze został w naszej pamięci.

Z okazji 224. rocznicy wybuchu Wielkiej Rewolucji Francuskiej poznańska sekcja Federacji Anarchistycznej zorganizowała happening: wieszanie poznańskich elit. O godzinie trzynastej wśród murów Starego Rynku rozbrzmiała Marsylianka, a następnie Niewidzialny Głos Rewolucji odczytał długą listę zarzutów, dobosz wybił rytm i jeden po drugim pojawili się na fasadzie budynku znani mniej lub bardziej panowie.

W wydarzeniu uczestniczyło wielu poznaniaków i poznanianek, wśród których pojawiały się różne komentarze: "Dlaczego tylko tylu powiesili?", "W dobie beznadziei, może to towarzystwo się opamięta", "Ciekawe jak długo powiszą, pewnikiem jutro od rana będą szukali paragrafów, jak to łamie prawo".

Kolejny raz przed siedzibą NoeBanku przy ulicy Gwarnej zebrali się lokatorzy i mieszkańcy Poznania oburzeni działalnością  czyścicieli kamienic i łamaniu praw lokatorów w naszym mieście. Jak można było się spodziewać, tak jak kilka miesięcy temu, placówka NeoBanku została blisko godzinę wcześniej niż planowo zamknięta, najwyraźniej w obawie przed protestem. Niestety przedstawiciele NeoBanku i powiązane z nimi spółki-córki nie miały obaw, gdy finansowały brutalną działalność czyściciela kamienic – Piotra Śruby – wówczas liczył się tylko zysk, nieważne, że kosztem zgotowania prawdziwej gehenny lokatorom.

Już w ponad 65 tureckich miastach obywatele wystąpili przeciwko władzy. Aresztowano blisko 1000 osób, są też ofiary śmiertelne policyjnej przemocy. Tureckie władze wprowadziły stan wojenny i nasiliły represje. Ale oddolny ruch protestu nie tylko nie słabnie, ale rośnie z dnia na dzień.

 
Ogniwem zapalnym była zapowiedź przebudowy stambulskiego placu Taksim. To tradycyjne miejsce, z którego wyruszają demonstracje. W miejscu placu i parku miało początkowo powstać centrum kultury i handlu, ale ostatecznie zdecydowano się na postawienie meczetu – co dla obywateli było symbolicznym przypieczętowaniem poczynań opętanego religijnym fanatyzmem tureckiego rządu.

W piątek rozpoczęła się okupacja terenu, przeciw wycince ponad stuletnich drzew. Mimo, że w proteście uczestniczyły całe rodziny i był on pokojowy, policja użyła gazu pieprzowego i armatek wodnych. O brutalnej pacyfikacji nie wspomniały żadne oficjalne media.

 

W ciągu następnych kilku dni liczba demonstracji urosła do blisko siedemdziesięciu. Mimo brutalnych policyjnych represji, tureccy rebelianci nie poddają się. Oddolna samoorganizacja oraz solidarność ponad podziałami to broń społeczeństwa przeciw autorytarnej władzy.

 

Na całym świecie odbyły się demonstracje poparcia dla tureckich rebeliantów. W Poznaniu ok. 50 osób zgromadziło się 3 czerwca 2013 roku o godzinie 15ej na placu Adama Mickiewicza. Na transparentach można było przeczytać hasła „Solidarity with Turkey”, „Occupy Gezi” czy „Stop Violence” – wspierające protestujących, a wymierzone w policyjna i państwową przemoc. Demonstranci okrążyli teren przy placu wraz z fontanną, wykrzykiwali hasła solidarności z rebeliantami, śpiewano zagrzewające do boju tureckie pieśni, a nawet „Międzynarodówkę”. 

 

Demonstrację wsparli też działacze i działaczki Federacji Anarchistycznej oraz jej sympatycy, symbolicznie wznosząc antyautorytarne okrzyki i zaznaczając swą obecność ciepło przyjętą czarną flagą. 

 

Jako anarchiści popieramy wszelkie formy samoorganizacji społeczeństwa przeciw autorytarnej władzy i policyjnej przemocy, popieramy oddolne ruchy obywatelskie, walczące o inny, lepszy świat. Solidarność naszą bronią!

W dniu dzisiejszym, mieszkańcy „czyszczonych kamienic” zrzeszeni w Wielkopolskim Stowarzyszeniu Lokatorów oraz aktywiści poznańskiej sekcji Federacji Anarchistycznej, postanowili odwiedzić Komendę Miejską przy ulicy Szylinga. Celem ich wizyty było przekazanie na ręce komendanta - mł. insp. Roman Kustera – “Dyplomu za wzorową współpracę w procederze czyszczenia kamienic” oraz indywidualnej nagrody “Złotej Śruby” dla funkcjonariusza policji, który wykazał się najgorliwszą współpracą z Pawłem Ż. Oraz Piotrem Ś. i ich mocodawcami.


Niestety okazało się, że komendant nie znajdzie czasu na odebranie dyplomu i nagrody, a jak informowano w dyżurce: „w takim wypadku należy się wcześniej umówić z Panem Komendantem”, „Ewentualnie może znajdzie czas dla interesantów popołudniu”. Reasumując czas Pana Komendanta jest niezwykle cenny, jeśli chodzi o spotykanie się z mieszkańcami miasta, za to wszystko wskazuje na to, że w przypadku kontaktów z Piotrem Śrubą wystarczy telefon, a może nawet sms, aby funkcjonariusze policji byli gotowi do spotkania i życzliwego dzielenia się informacjami z czyścicielem kamienic.

 

Na całej komendzie nie znalazł się żaden funkcjonariusz gotowy w zastępstwie komendanta na rozmowę z lokatorami oraz przyjęcie nagrody i dyplomu. Zamiast konfrontacji z pokrzywdzonymi przez czyściciela kamienic mieszkańcami, policjanci woleli chować się w zaciszach swoich gabinetów, ostatecznie dyplom i nagroda „Złotej Śruby” została przekazana na ręce Pani sekretarki.

Postawa poznańskiej policji, gotowej zarówno do asysty przy eksmisjach, biernej kiedy łamane są prawa lokatorów, a czynnej jeśli chodzi o pomoc czyścicielom kamienic, gwarantuje, że okazji do „nagradzania” policjantów nie zabraknie.

 

Oświadczenie

Przed rokiem Komendant Miejski Policji w Poznaniu - mł. insp. Roman Kuster – w swojej wypowiedzi wyznaczył kierunek działań dla poznańskich policjantów. Przypomnijmy, że naciskany wtedy przez lokatorów kamienic, nękanych przez bandytę Piotra Ś., komendant uznał, że policja nie ma możliwości ciągłych interwencji celem powstrzymania „czyścicieli kamienic” i jego ludzi. Zdaniem komendanta lokatorzy powinni wiedzieć, że: „Mamy wolny rynek i jeśli chcą państwo mieć całodobową ochronę, można skorzystać z usług firm ochroniarskich”.

 

Znamienne stwierdzenie szefa miejskiej policji pokazało, że w Poznaniu najważniejsze są brutalne prawa rynku, a nie prawa człowieka czy obywatela. Podwładni komendanta doskonale zrozumieli tą wolnorynkową lekcję. W czasach ciągłych narzekań na niedofinansowanie służb mundurowych, funkcjonariusze wykazali się pomysłowością i inicjatywą, rozpoczynając współpracę z prywatnym sektorem. Przynajmniej dwóch poznańskich funkcjonariuszy dzieliło się informacjami z „czyścicielami kamienic”. W czasie kiedy mieszkańcy Poznania byli informowani o zastraszaniu lokatorów z ul. Stolarskiej, odcinaniu im wody i innych mediów, szykanach i groźbach, poznańscy policjanci bez wahania donosili „czyścicielom kamienic” o działaniach lokatorów oraz innych policjantów. Co najmniej jeden funkcjonariusz był w stałym kontakcie telefonicznym z Pawłem Ż., wspólnikiem Piotra Ś., co potwierdzają SMS-y znalezione w jego telefonie. Czy takich funkcjonariuszy było więcej - trudno ocenić, ponieważ prokuratura w ogóle nie wykazała zainteresowania przypadkami zaskakującej współpracy „prywatnego biznesu” z policją. Również zwierzchnicy wspomnianego policjanta nie wykazują inicjatywy w zbadaniu sprawy. To jednak nie dziwi, gdy pamięta się wypowiedź komendanta Romana Kustera.

 

Policja i prokuratura nie wykazały też zainteresowania mocodawcami "czyścicieli", którzy zlecali nękanie lokatorów poznańskich kamienic. Chodzi o spółki córki NeoBanku i biznesmenów takich jak Lechosław Gawroński i Grzegorz Liberkowski. Oskarżono tylko "czyścicieli", pomijając osoby finansujące ich działalność i czerpiące z niej zyski. 

 

Nękanie lokatorów i ich opór wobec działań „czyścicieli kamienic” i jego mocodawców trwa w Poznaniu od dłuższego czasu. Brutalność i bezkarność  działań podejmowanych wobec lokatorów była wielokrotnie nagłaśniana dzięki samoorganizacji lokatorów (pikiety i demonstracje) i zainteresowaniu mediów. Nie jest więc możliwe, żeby policjanci w Poznaniu nie rozumieli, z jak poważnym problemem mają do czynienia. Należy więc jasno powiedzieć, że zarówno współpraca z „czyścicielami kamienic”, bierność wobec działań NeoBanku i biznesmenów, jak i próby ścigania i karania uczestników protestów lokatorskich – pod absurdalnymi i naciąganymi zrzutami, co potwierdziły już dwa wyroki uniewinniające – to sposób na pokazanie, że poznańska policja staje po stronie bogatych wyzyskiwaczy i bandytów, a nie po stronie krzywdzonych obywateli!

 

W związku z tym w symboliczny sposób pragniemy dziś uhonorować komendanta miejskiego policji Romana Kustera i jego ludzi - haniebnym dyplomem za owocną współpracę z „czyścicielem kamienic” oraz nagrodą indywidualną Złotej Śruby dla najbardziej gorliwego współpracownika Piotra Ś.

 

Nie licząc na sprawiedliwość, rzekomo gwarantowaną przez państwowy system prawny, mamy jednak nadzieje, że niebawem nie tylko Piotr Ś., ale też jego mocodawcy i współpracujący z nim policjanci odpowiedzą - w ten czy inny sposób - za swoje haniebne czyny! Dość policyjnego bandytyzmu.

 

Federacja Anarchistyczna – sekcja Poznań

14 maja Sąd Rejonowy uniewinnił dwoje aktywistów – oskarżonych o przewodniczenie protestu bez wymaganego powiadomienia – w trakcie eksmisji rodziny państwa Jencz, jaka miała miejsce w październiku 2011 roku. Poznańska policja przegrała kolejną sprawę wytoczoną, jak można mniemać, jedynie po to by nękać osoby angażujące się w działalność społeczno-polityczną.


W uzasadnieniu wyroku sędzia, wyraźnie podkreślił, że nawet dostarczony przez policję film z protestu  - film co podkreślała adwokat oskarżonych, nie pokazujący całego protestu, a jedynie fragmenty z udziałem oskarżonych – nie dowodzi faktu przewodzenia protestowi. Sąd zwrócił uwagę również na fakt, że policja nie udowodniła nawet faktu, że zgromadzenie nie zostało prawidłowo zgłoszone i że obwinieni o tym fakcie wiedzieli. Właściwie tyle można napisać o kolejnej nieudolnej próbie policji formułowania niedorzecznych oskarżeń.

 

Zdecydowanie więcej należałoby napisać o samym mechanizmie. Mechanizm ten pozwala składać policji kolejne wnioski o ukaranie, względem kolejnych osób biorących udział w protestach, czy to w obronie nękanych lokatorów, osób eksmitowanych, pracowników i związkowców narażonych na szykany pracodawców. Najwyraźniej żaden funkcjonariusz nie jest rozliczany z zasadności składania podobnych wniosków, jeśli pojawia się później w sądzie to jedynie w ramach obowiązków służbowych jako oskarżyciel publiczny lub świadek. Zeznania policjantów-świadków wielokrotnie są pełne przekłamań – w procesie dotyczącym protestu na terenie MTP, policjanci twierdzili, że wzywali tłum do rozejścia się, czego nie potwierdzały inne dowody i nie dał wiary sąd uniewinniając wszystkich oskarżonych. Pomimo tego nie słychać jakoś o oskarżeniach ze strony prokuratury o krzywoprzysięstwo względem świadków-policjantów. Podobnie przemoc stosowana przez policję, może być stosowana bez żadnych konsekwencji, prokuratura w takich przypadkach, albo odmawia podjęcia działań, albo daję wiarę wyjaśnieniom policji, bez rzetelnego analizowania sprawy. Przykładem może być sprawa poznańskiego aktywisty gdzie umorzono wszelkie postępowania wytoczone policji

 

Znając działanie tego mechanizmu nie mamy jednak zamiaru poddawać się jego prawom! Nawet jeśli ściany komisariatów nadal zdobią „dowcipne” hasła w rodzaju – „nie ma nie winnych, są tylko źle przesłuchiwani”, czy „dajcie mi człowieka a znajdzie się paragraf” – nie będzie to stanowiło przeszkody wobec naszej działalności.

 

Spodziewać się można więc, że rzecznikowi poznańskiej policji - Andrzejowi Borowiakowi, nadal, niczym u Pinokio, nos będzie rósł, gdy mówić będzie o zasadnych interwencjach policji i jej słusznych działaniach, a aktywiści i aktywistki nie zrezygnują z popełniania przestępstwa jakim jest solidarność z pokrzywdzonymi i represjonowanymi przez państwo i kapitał!

1 maja 2013 r. około 200 osób przeszło ulicami Wrocławia w proteście pod hasłem "Specjalna Strefa Wyzysku: Polska". Wśród demonstrantów znaleźli się też członkowie i członkinie OZZ Inicjatywa Pracownicza min. ze Śląska, Wrocławia, Poznania, Gorzowa Wielkopolskiego czy Warszawy. Protestowano przeciwko niskim zarobkom, głodowym emeryturom, umowom śmieciowym, czy represjom za organizowanie się w miejscu pracy. Manifestanci skandowali: "Najpierw ludzie, później zyski", "Dość terroru pracodawców", czy "Rząd do roboty za 1500 zł". Pojawiły się transparenty: „Jest opresja – jest opór”, „1 maja – walczymy o swoje od 1890” czy „8 godzin pracy i ani minuty dłużej”.

Organizatorem demonstracji była koalicja lokalnych środowisk lewicowych: Klubu Krytyki Politycznej we Wrocławiu, Polskiej Partii Socjalistycznej, Młodych Socjalistów oraz Ogólnopolskiego Związku Zawodowego Inicjatywa Pracownicza.

 

Przemaszerowano przez centrum Wrocławia, zatrzymując się przed agencją pracy tymczasowej Work Service (skandując „Praca tymczasowa – dyskryminacja stała”), przed biurami Platformy Obywatelskiej (skandując „Wrocław wolny od Platformy”) oraz przy Agencji Rozwoju Przemysłu, instytucji odpowiedzialnej za Specjalne Strefy Ekonomiczne w regionie. Przy tej ostatniej OZZ Inicjatywa Pracownicza protestowała już kilkukrotnie po rozbiciu strajku w Chung Hong. 1 maja przemówił w tym miejscu ponownie Krzysztof Gazda – zwolniony z pracy działacz Inicjatywy Pracowniczej. Pytał: "Po co istnieje ta instytucja, jeśli nie jest w stanie zapewnić przestrzegania najbardziej podstawowych praw pracowniczych na strefach?". Pracownicy nieśli transparent: „Chung Hong wyzyskuje, LG zyskuje”.

 

Wrocławska 1 majowa manifestacja wzbudzała duże zainteresowanie przechodniów, którym organizatorzy rozdawali specjalnie wydrukowany na ten dzień biuletyn (gdzie znalazły się również materiały przygotowane przez Inicjatywę Pracowniczą): Zobacz PDF

 

Zobacz zdjęcia: mmwrocław.pl 1, 2


Manifest Koalicji 1 maja

Specjalna Strefa Wyzysku – Polska

 

Nasza codzienność to redukcje zatrudniania, zamykane zakłady pracy i rosnące bezrobocie; to likwidowane publiczne żłobki, przedszkola i szkoły, to podwyższenie wieku emerytalnego; to upadek kolei i służby zdrowia;to wzrost cen i kosztów życia, to rozbijanie prawa pracy, to nisko płatne nadgodziny, to niedające żadnego poczucia bezpieczeństwa praca czasowa i umowy śmieciowe; to mobbing w miejscu pracy, to obcięcie wydatków socjalnych i tych na edukację i kulturę; to dzieci idące do szkoły głodne; to dyskryminacja kobiet, ich niższe zarobki, ich ciężka niepłatna praca w domu; to emeryci i renciści,oszczędzający na jedzeniu, żeby mieć na leki; to call center i bary, gdzie pracować będzie po studiach nasza wyedukowana młodzież; to emigracja, coraz częściej jedyne wyjście dla wielu z nas.

 

Polska to poligon kapitalizmu w najgorszym w Europie wydaniu. Transformacja ustrojowa, wprowadziła w naszym kraju wyzysk niespotykany od przedwojnia. Polska stała się dla Europy i świata zasobem taniej siły roboczej. Tą tanią siłą roboczą jesteśmy właśnie my ?pracownicy. Zarabiamy mało, bez gwarancji na godną emeryturę, a jedyne co mamy na poziomie Europy Zachodniej, to ceny. Kolejne rządy to nic więcej jak syndyk masy upadłościowej po PRL, wyprzedające za bezcen wypracowany przez naszych rodziców i dziadków majątek,aby pokryć rosnące długi. Dialog społeczny nie istnieje, a demokracja w Polsce to tylko fasada. Dla polityków ważniejszy jest interes zagranicznych i krajowych inwestorów niż obywatele.

 

Fatalną socjalną sytuację Polaków potęguje tylko trwający właśnie kryzys ekonomiczny. Dlaczego jednak za kryzys płacić mają pracownicy, anie ci, którzy go wywołali – bankowcy, deweloperzy, politycy,wielkie firmy? Koszty ich chorobliwej żądzy zysku, zysku za wszelką cenę, płacimy my. Nie możemy na to pozwolić. Nie może być tak,że najmniej zarabiający fundują wysokie zarobki prezesów,menadżerów i polityków. To oni są przecież odpowiedzialni za aktualną sytuację gospodarczą. Jednak to nie kryzys jest przyczyną naszej sytuacji, to kapitalizm jest właśnie permanentnym kryzysem.Specjalne strefy ekonomiczne, do których nawiązujemy w haśle naszej demonstracji, to tylko wyraźny, namacalny symbol tych zmian,które czynią z naszego kraju raj dla turbokapitalizmu, raj wyzysku.

 

Politycy zasiadający w sejmie nie stoją dziś po stronie pracowników. Są ściśle związani z biznesem, zasiadają w zarządach prywatnych spółek,uchwalając korzystne tylko dla nich prawa. Jeżeli nie zaczniemy protestować, naciskać, żądać, wszystko będzie iść dalej w tym samym kierunku – biedni będą biednieć, bogaci się bogacić, a politycy w parlamencie to wszystko potwierdzą przegłosowując kolejne ustawy. Będą dalej rozmontowywać prawo pracy, likwidować osłony socjalne i uchwalać coraz to większe przywileje dla firm i przedsiębiorców. Dlatego chodźcie z nami świętować Międzynarodowe Święto Ludzi Pracy, bo tylko idąc razem jesteśmy w stanie to zatrzymać i sprawić, że nasz kraj przestanie być specjalną strefą wyzysku, a stanie się przyjaznym dla społeczeństwa i środowiska miejscem do życia dla nas i naszych dzieci, bez różnicy ze względu na płeć, wiek, rasę czy seksualną orientację.

 

Skrajna prawica szuka winnych naszej sytuacji gospodarczej wśród mniejszości, ale przecież to nie mniejszości seksualne płacą nam coraz niższe pensje, to nie mniejszości etniczne rozmontowują prawo pracy i oferują nam tylko umowy śmieciowe. Prawdziwy wróg tkwi w garniturze za biurkiem, przygotowując nam coraz gorsze warunki pracy, płacąc nam coraz niższe pensje, samemu żyjąc coraz wystawniej za wypracowane przez nas pieniądze. Tylko rozmawiając,protestując i współpracując przy prospołecznych inicjatywach możemy zmienić ten kraj. Inaczej grozi nam bieda, rasizm i wykluczenie społeczne. Nie bądźmy krajem – skansenem dziewiętnastowiecznego kapitalizmu, gdzie wyzysk biednych i pogarda bogatych rządzących są normą. Chodźcie z nami przeciw biedzie i wyzyskowi. Chodźcie z nami i zmieńmy ten kraj. Nikt nie zrobi tego za nas.

Dziś rada miasta miała debatować na dokumentem: „Polityka mieszkaniowa Miasta Poznania na lata 2012-2022”. Dyskusja się jednak nie odbyła. Radni mieli wiele wątpliwości, zarówno co do samego dokumentu, jak też szczegółów komercjalizacji Zarządu Komunalnych Zasobów Lokalowych. Założenia „Polityki mieszkaniowej…” skrytykowało też Wielkopolskie Stowarzyszenie Lokatorów. W przerwie sesji rady pojawili się aktywiści i aktywistki WSL oraz Federacji Anarchistycznej, aby przedstawić swoje obiekcje i punkt widzenia.

 

Wcześniej WSL dostał informacje od przewodniczącego Rady Miasta Grzegorza Ganowicza, oraz przewodniczącego Komisji Gospodarki Komunalnej i Polityki Mieszkaniowej Tomasza Lewandowskiego. Wynikało z nich, że po piątkowym posiedzeniu wspomnianej Komisji, prezydent wycofał z sesji projekt uchwały w sprawie polityki mieszkaniowej Poznania. Zapewniono też WSL, że przedstawiciele rady zapoznają się z jego uwagi i postulatami. Nie wiadomo dokładnie kiedy odbędzie się dyskusja na kierunkami polityki mieszkaniowej. Prawdopodobnie na następnej sesji.

 

Więcej o stanowisku WSL czytaj TUTAJ

Wolnościowy klub dyskusyjny zaprasza na spotkanie i dyskusję:

 

"SYTUACJA SPOŁECZNO POLITYCZNA, ORAZ PRAWA KOBIET

W KRÓLESTWIE NEPALU, OCZAMI NEPALSKICH ANARCHISTÓW"

 

Okazją do spotkania jest obecność w Poznaniu nepalskich anarchistów i

anarchistek, członków zespołu RAI KO RIS który w ramach swojej trasy

koncertowej po Europie - Ungovernable Anti-National Tour 2013!-

zawitał także do naszego kraju.

 

Członkowie zespołu są zaangażowani w działalność społeczno-polityczną,

w Katmandu prowadzą Kathmandu Radical Bookstore i Infoshop.

 

Po spotkaniu zapraszamy na koncert RAI KO RIS i  słowackiego

Dasa Fon Flasa. Koncert jest benefitem na działalność nepalskich

anarchistów

Dziś przed siedzibą Zarządu Komunalnych Zasobów Lokalowych odbyła się pikieta protestacyjna. Kilkunastu działaczy i działaczek Wielkopolskiego Stowarzyszenia Lokatorów oraz Federacji Anarchistycznej domagało się lokali socjalnych dla osób nękanych przez „czyścicieli kamienic”. Lista osób, którym powinno się przyznać w trybie pilnym mieszkania socjalne jest długa, a miasto w dalszym ciągu nie odpowiada na potrzeby mieszkańców. Jednym ze sposobów było utrzymywanie zbyt restrykcyjnych zasad przyznawania lokali komunalnych.

 

W ostatnich dwóch latach „czyściciele kamienic” wysiedlili w Poznaniu mieszkańców przynajmniej kilkunastu budynków. Ofiarami czystek padły m.in. osoby, które miały orzeczony przez sąd przydział do lokali socjalnych. W niektórych przypadkach Zarząd Komunalnych Zasobów Lokalowych uznał, że po wysiedleniu zmieniając adres zamieszkania, osoby te zdołały zapewnić sobie lokum we własnym zakresie. Prawo do lokalu socjalnego zostało im automatycznie odebrane. Tymczasem wiele ofiar brutalnej polityki wysiedleń, nie ma się gdzie podziać. W dużej części są to osoby starsze, schorowane i nisko uposażone. Niektóre z nich trafiły do ośrodków dla bezdomnych.

 

Przykłady poszkodowanych osób

 

Grażyna – 62 letnia emerytka z orzeczeniem drugiej grupy inwalidzkiej. Wraz ze schorowanym mężem mieszkają w kamienicy przy ulicy Stolarskiej. Jako ostatnia z dwóch rodzin, przybywających tam cały czas. Mają orzeczony przydział do mieszkania socjalnego. Od 8 miesięcy żyją bez bieżącej wody i gazu. Ewentualne opuszczenie mieszkania na Stolarskiej grozi im utratą przydziału do lokalu socjalnego. Bierność miasta zmusza ich do dalszej walki z „czyścicielami” i życia w nieludzkich warunkach.

 

Maria – 60 letnia rencistka z drugą grupą inwalidzką, była mieszkanką „oczyszczonej” kamienicy przy ulicy Długiej. Aktualnie od roku bezdomna. Do momentu sprzedaży kamienicy i nękania ze strony Piotra Śruby prowadziła spokojne życie. Zmuszona do opuszczenia dotychczasowego mieszkania, przy niskiej rencie oraz niepełnosprawności, nie miała szans na wynajęcie lokum na wolnym rynku. Przedstawiciele ZKZL poinformowali ją, że aby ubiegać się o lokal socjalny, kobieta musi uzyskać status bezdomnej. Aktualnie Maria przebywa już ponad rok w ośrodku dla bezdomnych na ul. Borówki. Jej pierwsze pismo wysłane z ośrodka do ZKZL o możliwość otrzymania lokalu socjalnego, zostało odrzucone beż żadnej argumentacji. Dopiero po złożeniu odwołania i opisie działań Fabryki Mieszkań i Ziemi, została wpisana na listę oczekujących. Maria ze względów zdrowotnych bardzo źle znosi przebywanie w przepełnionym ośrodku dla bezdomnych. W ciągu roku kobieta już po raz ósmy trafiła do szpitala ze względu na ostro przebiegające i powracające choroby układu oddechowego.

 

Jadwiga – 67-letnia kobieta z pierwszą grupą inwalidzką stała się koleją ofiarą nierównej walki z właścicielem kamienicy.  Usunięto ją siłą z mieszkania przy ul. Szczanieckiej, wymieniając wszystkie zamki w drzwiach i nie wpuszczając do lokalu. Wszystkie rzeczy osobiste zostały bez jej wiedzy wywiezione przez właściciela. Posiadała przydział do mieszkania socjalnego, o którego przyspieszony przydział starała się od momentu orzeczenia eksmisji w kwietniu 2012 roku. Po przymusowym wysiedleniu zamieszkała „kątem” u swoich żyjących jeszcze rodziców (jej ojciec, były więzień obozu koncentracyjnego, liczy ponad 90 lat). ZKZL poinformował ją o utracie prawa do lokalu socjalnego.

 

Beata – samotna matka dwójki dorastających dzieci zamieszkała w kamienicy aktualnie „czyszczonej” na zlecenie G. Liberkowskiego przez Piotra Śrubę (ul. Niegolewskich). Obserwując walkę lokatorów na Stolarskiej postanowiła nie się nie poddawać. Na przydział mieszkania socjalnego czeka już kilka lat.

 

Chcemy mieszkań, nie deklaracji

 

Lista osób, którym powinno się przyznać w trybie pilnym mieszkania socjalne, jest dłuższa. Wielkopolskie Stowarzyszenie Lokatorów, stojące w obronie interesów mieszkańców, domaga się od miasta i ZKZL załatwienia w trybie natychmiastowym spraw dotyczących ofiar „czyścicieli kamienic” i przyznania im mieszkań socjalnych, do których mają (miały) formalne prawo. Ich sytuacja materialna, stan zdrowia i inne przesłanki, którymi kierował się sąd w momencie uzasadniania wyroku o przydziale mieszkania socjalnego, nie polepszyły się, a często uległy drastycznemu pogorszeniu.

 

Tymczasem miasto zmienia zasady ubiegania się o lokal socjalny. Nabędą do niego prawa m.in. osoby, które zamieszkały w sprywatyzowanych kamienicach na podstawie przydziału z urzędu miejskiego, o ile ukończyły 70 lat.

 

Podniesiono też też próg maksymalnych dochodów dla osób, które starają się o lokal socjalny. Przestaje też obowiązywać przepis, że jednym z warunków otrzymania przydziału jest pięcioletni okres zamieszkiwania w Poznaniu. Będą mogły się starać się o „komunałki” także osoby, które wcześniej zaskłotowały pustostany. Okazało się bowiem, że przez wiele lat w Poznaniu obowiązywały nazbyt restrykcyjne zasady przyznawania mieszkań z puli miasta. Zakwestionował je sąd administracyjny na wniosek prokuratora i rzecznika praw obywatelskich, do którego lokatorzy z nękanych kamienic wielokrotnie zwracali się z problemem.

 

Kwestia polega jednak nie tylko na tym, kto ma prawo do lokali komunalnych i socjalnych. Wiele osób, które posiada odpowiedni przydział, lokalu takiego nie doczekał się dlugimi latami. Nawet wówczas kiedy padli ofiarmi „czyścicieli kamienic”.

Dziś kilkunastu działaczy i działaczek Wielkopolskiego Stowarzyszenia Lokatorów i Federacji Anarchistycznej zjawiło się w Urzędzie Wojewódzkim. Obdarowali oni wojewodę Piotra Florka zeschniętą, ale wciąż przystrojoną choinką przypominającą, że nie dotrzymali on deklaracji złożonych w grudniu ubiegłego roku lokatorom kamienicy przy ulicy Stolarskiej. Z okrzykiem: „Od wojewody żądamy wody” protestujący weszli do budynku i zostawili podarunek przy drzwiach do gabinetu wojewody.

 

Przed świętami Bożego Narodzenia, działacze i działaczki Wielkopolskiego Stowarzyszenia Lokatorów i Federacji Anarchistycznej domagali się, aby władze wojewódzkie zajęły się losem lokatorów z czyszczonych kamienic. Wojewoda obiecał wówczas, że pochyli się łaskawie nad problemem i doprowadzi do przywrócenia bieżącej wody w kamienicy na ulicy Stolarskiej. Właśnie zbliżają się święta Wielkanocne, a wody na Stolarskiej jak nie było, tak nie ma.

 

Ponad 3 miesiące nie wystarczyły, aby służby podlegające Wojewodzie Wielkopolskiemu, przedstawiciela rządu w terenie, doprowadziły do sytuacji przestrzegania prawa lokatorskich. Powstaje pytanie czy Wojewoda w ogóle jeszcze pamięta o tym problemie? Czy pamięta o tym co obiecał i dlaczego spotykał się z Piotrem Śrubą, znanym poznańskim czyścicielem kamienic? Czy pamięta, że to Wojewódzki Inspektor Nadzoru Budowlanego uchyli decyzję o podłączeniu wody na Stolarskiej wydaną przez Inspektora Powiatowego? Czy pamięta, że Wojewódzka Stacja Sanepidu również nie interesuje się losem lokatorów pozbawionych bieżącej wody, a za to pracują w niej osoby posiadające udziały w firmach zajmujących się czyszczeniem kamienic?

 

Lokatorzy kamienicy przy ulicy Stolarskiej spędzą kolejne święta bez gazu i wody, ponieważ zarówno władze lokalne, jak też rząd okazały się kompletnie obojętne na los nękanych mieszkańców i spolegliwe wobec właścicieli czyszczonych kamienic. Wojewoda wielkopolski, podobnie jak wcześniej prezydent Ryszard Grobelny, udowodnił swoim brakiem zainteresowania i urzędniczą inercją, po czyjej realnie stronie opowiada się aparat państwa. Po stronie czyścicieli i bandytów.

 

Protestujący nie chcieli już rozmawiać z przedstawicielami Urzędu Wojewódzkiego. W zamian za to odśpiewano kolędę

Dnia 23 marca modbyła się we Wrocławiu parada antydyskryminacyjna, będąca odpowiedzią na eskalację nacjonalistycznej przemocy w tym mieście. Na demonstrację z Poznania udało się autokarem 50 osób ze środowiska związanego z Rozbratem [m.in. FA-s.Poznań, OZZ IP]. Demonstracja zgromadziła około tysiąca osób z różnych środowisk- pracowniczych, artystycznych, kontrkulturowych oraz zwykłych wrocławiaków mających dość działalności skrajnej prawicy. Nie zabrakło również silnego bloku radykalno-anarchistycznego, w którym szła reprezentacja Poznania.

 

Poprzez treść banerów, skandowane hasła i wygłaszane przemówienia podkreślaliśmy, że wzrost tendencji nacjonalistycznych jest spowodowany zwiększeniem represyjności władz i organów ścigania oraz polityką społeczną stawiającą na pierwszym miejscu zyski nielicznej, uprzywilejowanej mniejszości kosztem praw i swobód reszty społeczeństwa.

 

Na dłuższy komentarz zasługują dwa incydenty podczas demonstracji. Krótko po rozpoczęciu demonstracji, przy galerii dominikańskiej grupa ochrony demonstracji zauważyła kilku faszystów przygotowanych do robienia zdjęć. Do oddzielenia ich udała się też grupa poznaniaków. Faszyści zasałniani przez naszą ochronę wdali się w szarpaninę, w wyniku której dwóch antyfaszystów zostało zatrzymanych. Niestety nie udało się ich odbić, zatrzymani wyszli z komisariatu po kilku godzinach z zarzutami o zakłócanie porządku publicznego i...próbę zakłócenia legalnego zgromadzenia! Sprawą oczywiście zajmie się Anarchistyczny Czarny Krzyż. Policja wykazała się w tej sytuacji wyjątkową nadgorliwością jednocześnie, gdy na trasie przemarszu pewien nacjonalista wielokrotnie wykonywał gest Sieg Heil, nie był przez stojących naprzeciw policjantów w żaden sposób niepokojony, co widać na FILMIE.

 

Sytuacja ta jasno pokazuje, że zapewnienia prezydenta Dutkiewicza o podjęciu walki z faszyzmem i przeznaczeniu na ten cel miliona złotych dla wrocławskiej policji są jedynie koniunkturalnym fortelem do ściślejszej kontroli WSZYSTKICH mieszkańców, czego oczywistym wskaźnikiem jest wzrost bezkarności i zuchwałości policji. Tak pojęty "antyfaszyzm" od samego początku więc zamiast walczyć z faszyzmem go wspiera. Jedynie samoorganizacja i budowanie różnego rodzaju oddolnych inicjatyw nakierowanych na budowanie społecznego zaufania i walki o swoje prawa, jest w stanie na dobre odrzucić faszystowskie tendencje zarówno wychodzące od skrajnej prawicy, jak i "demokratycznego" centrum.

W obronie Ewy Wójciak

23 marca 2013 r. | Dział: Wielkopolskie

W czwartek 21 marca, pod poznańską siedzibą PiS, odbyła się pikieta solidarnościowa z Ewą Wójciak, dyrektorką Teatru Ósnego Dnia. We wtorek rada miasta zadecydowała o jej odwołaniu. Pretekstem stały się słowa Ewy Wójciak dotyczące nowo wybranego papieża, którego ostro skrytykowała za wspieranie dyktatury wojskowej. Użyła przy tym dosadnego slowa. Sto metrów dalej, pod teatrem, pikietę zorganizowała radna PiS Lidia Dudziak, domagając się od prezydenta usunięcia Wójciak.

 

W proteście pod biurem PiS udzial wzięło kilkadziesiąt osób. Przebiegła w spokojnie. Wcześniej Federacja Anarchistyczna wydała specjalne oświadczenie, które rozdawano w formie ulotek (czytaj TUTAJ). Uczestnicy i uczestniczki piekiety trzymali transparenty z hasłami: "Spieprzaj dziadu! - Lech Kaczyński", "Pocałuj mnie w dupę! - Michał Grześ", "Niech pani przestanie pieprzyć głupoty! - Jarosław Pucek".  Osoby te nie poniosły żadnych konsekwencji swoich wypowiedzi. Wójciak stała się natomiast ofiarą politycznej nagonki.

 

Przypomniano też niektóre poglądy kardynała Jorge Bergoglia, a obecnego papieża Franciszka, na temat kobiet: "Kobiety są z natury niezdolne do przeprowadzania działań politycznych". „Kobieta jest zawsze wsparciem dla myślącego i działającego mężczyzny, ale niczym więcej niż to".  Co o tym sądzi Ewa Wójciak już wiemy. Ciekawe, co na to radna Lidia Dudziak?

W tym roku anarchizm w Polsce obchodzić będzie swoje 110 urodziny. Za umowny moment początków ruchu na ziemiach polskich można uznać powstanie pierwszej grupy anarchistycznej. Było to po zaborem rosyjskim, w Białymstoku w 1903 roku, tuż przed wybuchem rewolucji, która stała się okazją do walki ekonomicznej, politycznej i zbrojnej. Zaczynamy publikację cyklu trzech artykułów dotyczących historycznych początków anarchizmu w Polsce.

 

Rozbicie ruchu anarchistycznego w Białymstoku

Po zakończeniu pogromu i ogłoszeniu stanu wojennego 17 czerwca 1906 r. władze carskie postanowiły wykorzystać panującą sytuację dla ostatecznego zniszczenia ruchu rewolucyjnego. W lipcu 1906 roku Departament Policji polecił naczelnikowi miejscowej Ochrany, rotmistrzowi Fułłonowi, "oczyszczenie" ulicy Surażskiej, "będącej główną twierdzą rewolucjonistów, a zwłaszcza anarchistów, których czelność doszła ostatnio do tego stopnia, że administracja zmuszona była wydać zarządzenie o zdjęciu z tego rejonu wszystkich posterunków policyjnych w związku z bezustannymi napadami terrorystów". Zwracając uwagę na nienormalność istniejącej sytuacji, Departament Policji polecał Fułłonowi natychmiastowe przystąpienie do "likwidacji" wszystkich rewolucjonistów zamieszkałych w tej dzielnicy, w oparciu o warunki stanu wojennego.

 

W odpowiedzi swej rotmistrz stwierdzał, że rejon ulicy Surażskiej stracił już częściowo swój charakter rewolucyjnej twierdzy, nie kontrolowanej w zasadzie przez władze. "W dniach zaburzeń pogromu - pisał naczelnik Ochrany białostockiej — ulica ta i okoliczne istotnie była we władzy buntowników i żydowskiej samoobrony". W połowie sierpnia jednak rejon ulicy Surażskiej był już częściowo spacyfikowany. Krążyły tu silne patrole wojskowe i na ogół panował spokój.

 

Władze jednak zdawały sobie sprawę, że sytuacja bynajmniej nie jest przez nie opanowana i ruch rewolucyjny, zepchnięty głębiej w podziemie, nadal stanowi groźną siłę. Na ulicy Surażskiej nadal działały tzw. giełdy partii rewolucyjnych, które w tym czasie stały się podstawową formą łączności organizacyjnej. Jak podawał rotmistrz Fułłon, ,"«giełda» na ulicy Surażskiej zbiera się w każdy piątek wieczór, gromadzi się na niej masowo żydowska młodzież, która w całości jest rewolucyjnie nastrojona" i w większości uzbrojona. W raporcie swym naczelnik Ochrany wysuwał plan otoczenia "giełdy" i aresztowania jej uczestników. Podawał ponadto, że w Białymstoku często przebywają wybitni działacze rewolucyjni z innych okręgów Cesarstwa.

 

Akcja pacyfikacyjna przybrała kolosalne rozmiary. Niezależnie od częstych rewizji i aresztowań często organizowano nocne operacje policyjno-wojskowe, w czasie których otaczano całe dzielnice miasta, przeszukując skrupulatnie dom za domem, mieszkanie za mieszkaniem. Najczęściej nękano ludność ulicy Surażskiej i okolicznych. Tak np. w nocy na 11 października 1906 r. przeprowadzono w tej dzielnicy powszechne rewizje, rzekomo w poszukiwaniu broni. Broni nie znaleziono, ale aresztowano 30 osób.

 

27 września na placu Bazarnym operację rewidowania przechodniów przeprowadzał oddział żołnierzy i policjantów pod dowództwem dzielnicowego Niebracznego. Usiłowali również zrewidować grupę robotników przechodzących przez plac, ci jednak zaczęli uciekać. Gdy Niebracznyj zagroził otwarciem ognia, jeden z uciekających zaczął ostrzeliwać się z brauninga, raniąc dzielnicowego w nogę. Mimo zaciekłej i rozpaczliwej obrony, zamachowiec został ujęty. Nazajutrz o świcie stanął przed polowym sądem wojennym. Odmówił podania nazwiska, ale przyznał się, że należy do grupy anarchistów-komunistów i strzelał z całą świadomością, chcąc zabić dzielnicowego. W dwie godziny później oskarżony został rozstrzelany. Zachował się mężnie. Prosił, by mu nie zawiązywać oczu i nie przywiązywać do słupa. Prośbę jego spełniono. Przed śmiercią wznosił okrzyki na cześć rewolucji "świtającej już wolności". Stracony miał 19 lat. Był z zawodu piekarzem. Pochodził z Bielska Podlaskiego, a w Białymstoku mieszkał na fałszywym paszporcie na nazwisko Manesa Piziaka.

 

Akcję represyjną intensywnie prowadzono również w miasteczkach okręgu białostockiego. Pod koniec 1906 r. rozpoczął się ruch strajkowy wśród tkaczy supraślskich. Dla stłumienia zaburzeń skierowano do Supraśla ekspedycję karną. Rezultatem jej działalności było kilku zabitych, 30 rannych i 15 aresztowanych.

 

Straszliwe prześladowania, ekspedycje karne wzmagały nastroje odwetu. Coraz częściej stosowano terror indywi]dualny wobec policji i wybitnych przedstawicieli miejscowej administracji. Aktywność na tym froncie walki przejawiali przede wszystkim anarchiści, ponadto grupy bojowe eserowców i Bundu. W październiku 1906 roku zabito policjanta Popiełyszko, wykonawcę wyroku śmierci na rewolucjoniście Wyszyńskim. Mniej więcej w tym czasie zginął naczelnik Zarządu Żandarmerii Guberni Grodzieńskiej podpułkownik Gribojedow, który uprzednio był naczelnikiem żandarmerii w Białymstoku. W listopadzie 1906 roku ciężko ranny został szpicel Opacki.

 

Ogromne wrażenie wywarł brawurowy zamach bombowy, dokonany 25 marca 1907 roku w centralnej ulicy miasta przeciwko tymczasowemu generał-gubernatorowi Bogajewskiemu. Zamachu dokonano, gdy Bogajewski przejeżdżał ulicą Lipową. Od bomby raniony został woźnica powozu generał-gubernatora i posypały się szyby w okolicznych domach. Sam Bogajewski wyszedł jednak cało. Również sprawcy zdołali ujść przed aresztowaniem.

 

W cztery dni później przeprowadzono w Białymstoku szeroko zakrojoną akcję policyjną przeciw anarchistom, której celem było wykrycie inicjatorów i wykonawców zamachu na Bogajewskiego. Należy sądzić, że władze dysponowały informacjami agenturalnymi, gdyż istotnie udało się policji wykryć lokal organizacji anarchistycznej. W czasie przeprowadzanych rewizji w jednym domu zraniono dzielnicowego. W innym policja napotkała, w trakcie otaczania go, zaciekły opór. Z domu rzucano bomby i strzelano do policji. Po dłuższym ostrzeliwaniu policja wyłamała drzwi do domu, gdzie znaleziono jednego zabitego i jednego ciężko rannego rewolucjonistę, poza tym broń, materiały do produkcji bomb, a także odezwy anarchistów, wydane w związku z zamachem na Bogajewskiego.

 

Akcja zamachów terrorystycznych nie ustawała mimo ciężkich strat ponoszonych przez rewolucjonistów. Tak np. 4 czerwca 1907 roku zabity został w Białymstoku robotnik Jarocki, członek miejscowej organizacji czarnosecinnego Związku Narodu Rosyjskiego. 17 sierpnia przy wysiadaniu z tramwaju zabito komendanta wojskowego stacji kolejowej w Białymstoku, pułkownika Szretera, który był bezpośrednio odpowiedzialny za masakrę urządzoną na stacji kolejowej w dniach krwawego pogromu czerwcowego 1906 r.

 

Prócz zamachów grupy bojowe różnych organizacji prowadziły akcję ekspropriacyjną. Napadano na banki i kasy rządowe, na urzędy gminne itp. W lipcu 1906 r. sześcioosobowa bojówka zabrała w jednym z banków białostockich 1455 rubli. W październiku tegoż roku rewolucjoniści napadli na urząd gminy w Supraślu i skonfiskowali 89 blankietów paszportowych.

 

W Wilnie anarchistyczne grupy utworzone zostały w 1903 r. przez agitatorów przybyłych z Białegostoku, którzy przejęli część członków z Bundu. Pierwszy zamach w Wilnie zorganizował J. Kropotkin (w styczniu 1906 r.), rzucając bombę na posterunek policji, która jedną osobą zabiła, a cztery ciężko raniła. Zamachowca ujęto i w miesiąc później skazano na karę śmierci, po czym rozstrzelano. Ujęto też dalszych anarchistów, których także rozstrzelano. Podobny los spotkał anarchistów w Kownie, Grodnie i Brześciu Litewskim. Podobnie jak ich koledzy, dokonywali zamachów i ekspropriacji burżuazji.

 

Jesienią 1906 r. były próby zjednoczenia ruchu anarchistycznego Polski i Litwy. Na zwołanej w Kownie wspólnej konferencji przyjęto rezolucję, która wzywała wszystkie grupy do tworzenia federacji.

 

W pierwszych dniach maja 1907 r. anarchiści zorganizowali w Białymstoku strajk, połączony z wystąpieniami o charakterze terrorystycznym. Przedsięwzięcie to zakończyło się jednak niepowodzeniem. W czerwcu anarchista Szpindler zabił naczelnika policji, we wrześniu anarchista Gorodowojczyka dokonał zamachu na sekretarzu "carskiej ochrany". Policja prowadziła zakrojone na szeroką skalę obławy na anarchistów, które doprowadziły do tego, że pod koniec 1907 r. ruch anarchistyczny w Białymstoku został rozbity.


Anarchiści w Rewolucji 1905 - 1907 w Warszawie

 

Jesienią 1905 Federacja Anarchistyczna w Białymstoku na czele z Juda Grossmanem, głównym teoretykiem i organizatorem grup "czarnoznamieńców", zorganizowała konferencję, na której postanowiono rozpoczęcie działalności propagandowej w innych miastach, a głównie w Warszawie i w Łodzi. Do Warszawy wysłano agitatorów wśród nich anarchistę o pseudonimie Karol, którzy mieli zaszczepić wśród warszawskich robotników nieznane im hasła anarchizmu. Jednak akcja ta nie przyniosła spodziewanych efektów, gdyż pozycja PPS-u wśród robotników była zbyt silna. Sukcesem natomiast zakończyła się agitacja wśród ludności żydowskiej. W zaistniałej sytuacji utworzono w Warszawie "Federacyjną Grupę Anarchistów-Komunistów Międzynarodówka" (w literaturze spotyka się również nazwę „Internacjonał”, która jest kalką językową z rosyjskiego). Pod względem ideowym federacja reprezentowała nurt "czarnoznamieńców". Jednak wg notatki warszawskiej Ochrany nazwa "Międzynarodówka" jako oficjalna nazwa grupy pojawiła się w końcu sierpnia 1905. Grupa podzielona była na kilka samodzielnych federacji, z których każda składała się z 4 oddziałów: oddział broni - zajmował się zdobywaniem uzbrojenia i materiałów wybuchowych, oddział techniczny zajmował się drukowaniem broszur i ulotek, zadaniem oddziału literackiego było zaopatrywanie grupy w literaturę przywożoną najczęściej z zagranicy, natomiast oddział organizacyjny miał za zadanie prowadzenie agitacji (akcje propagandowe) i zdobywanie nowych członków grupy.

 

Po  raz  pierwszy  anarchiści  z  "Międzynarodówki"  dali  o  sobie   znać  9 września 1905 r., kiedy to Israel Blumenfeld wrzucił bombę do kantoru bankiera Szereszewskiego   odmawiającego   przekazania   pieniędzy   na  działalność organizacji. Jednakże nikomu nic się nie stało. Nową akcję zorganizowano 5 listopada 1905, w dniu pogrzebu prawosławnego arcybiskupa Jeronima na Woli. Na wracający z Woli oddział Kozaków rzucono bombę, która nie spowodowała żadnych obrażeń wśród żołnierzy. Według świadków czynu tego dokonało dwóch osobników należących do grupy "Międzynarodówka". Federacja ponownie dała o sobie znać wieczorem 13 listopada wrzucając 2 lub 3 bomby do kawiarni Hotelu "Bristol". Miały miejsce dwa wybuchy, które rozbiły szyby i zniszczyły niektóre przedmioty w lokalu. Ranne zostały dwie osoby (według niektórych badaczy akcja ta nie była dziełem „Internacjonału”, pomimo przypisania jej autorstwa przez policję).

 

Oprócz zamachów grupa  prowadziła  także  działalność  ekspriopriacyjną.  Jak  informował oberpolicmajster  Mejer  w  meldunku  do  generał-gubernatora  Skałona, anarchiści chodzą  po domach burżuazji  i  zostawiają mandaty  z napisem "Ostrzeżenie" po rosyjsku żądając dużych sum pieniędzy (800-1000 rubli). Po uiszczeniu opłaty na rzecz grupy zostawiają rachunki pisane po polsku i w jidisz z niebieskim stemplem organizacji. Nie wpłacenie żądanej kwoty pociągało  za  sobą  podłożenie  bomby.  Jednak  nie  wszystkie  akcje "Międzynarodówki" kończyły się sukcesem. 22 listopada 1905 policja została poinformowana, że anarchiści pojawią się na ulicy Prostej 8 po pięć tysięcy rubli. W urządzoną zasadzkę, po krótkiej strzelaninie wpadło 5 osób: Lewek Flinker, Josek Roziennik, Josek Goldszajn, Icek Salomon i Nuchin Wolf Sarna. Znaleziono przy nich: rewolwer "Nagan", kindżał, bombę oraz mandaty (jedno "Ostrzeżenie" i sześć zapłaconych). Zostali oni zamknięci w X Pawilonie Cytadeli, a następnie zesłani. Tylko Josek Roziennik został rozstrzelany bez wyroku sądowego, na mocy prawa stanu wojennego wprowadzonego 10 listopada 1905 roku.

 

Działalność grupy nie ograniczała się tylko do akcji zbrojnych. Prowadzono także działalność propagandową. Pod koniec października 1905 wydano manifest w jidisz wzywający robotników do strajku powszechnego. Nawoływano również do walki, z caratem i burżuazją, której celem miało być wywalczenie anarchistycznego komunizmu. Uznano, że należy wziąć masowy udział w strajku i rozpocząć działania mające sparaliżować funkcjonowanie państwa, a więc: przerwać połączenia telefoniczne i telegraficzne, niszczyć szyny i mosty, niszczyć urzędy państwowe, występować przeciwko burżuazyjnym lokalom. Należy oswobodzić więźniów, zająć sklepy i rozdać dobra biednym. W walce nie należy okazywać litości rodzinom burżuazji, gdyż one wcześniej "kąpały" się we krwi proletariatu. Terror ma stać się główną formą walki i przekształcić strajk w rewolucję. Drugi manifest "Duch niszczenia jest duchem twórczości" pojawił się w drugiej połowie listopada 1905 roku i wydany został po polsku. Anarchiści boleli, że ruch strajkowy ustaje, ale nie oznacza to, że walka się skończyła. Należy toczyć ją dalej, jako czystą walkę klasową, walkę o wolność proletariatu. W zajmowanych miastach należy zakładać komuny anarchistyczne.

 

Kolejny manifest pojawił się w grudniu 1905 i skierowany był przeciwko idei republiki demokratycznej. Napisany został w jidisz. Ostrzegali, że republika taka będzie tworem burżuazyjnym, osiągniętym kosztem proletariatu, w której robotnicy będą w dalszym ciągu eksploatowani. Jako przykład takiej działalności burżuazji, podają Wielką Rewolucję Francuską. Dlatego ponownie nawoływano do walki, zarówno politycznej jak i ekonomicznej, przy użyciu terroru.

W listopadzie 1905 r. udało się warszawskim anarchistom założyć kółka w: Łodzi, Pile i Częstochowie. Jednak ich rozwój (poza Łodzią) nie był tak dynamiczny, jak się tego spodziewano. Wpłynął na to fakt braku literatury anarchistycznej, drukowanej w języku polskim.

 

Po grudniowych zbrojnych wystąpieniach robotników w Moskwie i związanych z tym wydarzeniach w Polsce powstała na terenie Warszawy nowa organizacja anarchistyczna „Proletariat” która działała zaledwie kilka miesięcy

 

W grudniu 1905 roku działalność grupy "Międzynarodówka" została zahamowana przez masowe aresztowania. Dotknęły one także "Proletariat". 2 stycznia 1906 roku generał gubernator powziął decyzję o rozstrzelaniu członków "Międzynarodówki". W styczniu 1906 r. w trzech partiach zabito, na stokach cytadeli, 16 anarchistów. Egzekucje przeprowadzono bez orzeczenia sądowego, a większość z zamordowanych była nieletnia. Wydarzenie to wywołało fale oburzenia na całym świecie, wobec metod stosowanych przez carski reżim. Zginęli wówczas: Izrael Blumenfeld, Szmul-Ela Furcajg, Jakob Golszajn, Froim Grauman, Kopel Igłason, Judko Kernbajser, Dawid-Lejb Kryształ, Simcha Modzelewski, Jankel Pfefer, Moszek Pugacz, Chaim Rifkind, Szalma Rozencwaig, Karol Skurza, Szalma Szajer, Izak Szpiro,

 

Niektórym działaczom takim, jak: Rafał Barańczuk (pseud. Saszka Paryżski ), Eugenia Bruk (Pseud. Zenia), Iwan Mijakota (pseud. Jankiel ) udało się uniknąć aresztowania i wyjechać z Warszawy.

 

Natomiast władze carskie uznały, że problem anarchizmu na terenie Królestwa jest tak poważny, iż należy powołać specjalny organ, który zajmie się tymi sprawami. Tak więc 18 stycznia 1906 roku utworzona „Specjalna Komisja do Spraw Anarchokomunistów”. Kilka dni później, po skardze polskich prawników, wydano zakaz wykonywania wyroków śmierci bez orzeczenia sądu. Rozporządzenie to przekazano do Warszawy.

 

W marcu 1906 roku przybył do Warszawy niemiecki anarchista Johannes Holzmann znany jako August Waterloo lub Senna Hoy. Został on wydelegowany przez Kongres Anarchistyczny, w celu odbudowy ruchu w Warszawie i Łodzi.

 

Plonem jego akcji stało się reaktywowanie "Międzynarodówki", przy okazji powstały także mniejsze grupy: „Buntownik”, „Ekspropriatorzy”, „Czerwona ręka”, „Anarchia” i "Czerwona Chorągiewka". W lipcu 1907 r. powstała grupa kolejna o nazwie "Swoboda" (Wolność), która w sierpniu opublikowała odezwę w języku jidysz, w której nawoływała współtowarzyszy do aktywnego działania w kręgach robotniczych, w celu zaszczepienia anarchizmu na ziemi polskiej. Istniejące w Warszawie grupy dokonywały wymiany literatury i agitatorów między sobą. W końcu 1906 r. nawiązały też współpracę z anarchistami Białegostoku i Wilna.

 

Odżyła także filia "Międzynarodówki" w Łodzi, rozszerzając swą działalność na Piotrków. Pojawił się również organ anarchokomunistów drukowany w Londynie "Głos Rewolucji". Artykuły w nim zamieszczone nawoływały do walki z burżuazją oraz z socjaldemokracją oszukującą proletariat wizjami reform. Począwszy od strajków akcje anarchistów mają przekształcać się w powstanie prowadzone przy użyciu terroru. Zrekonstruowana grupa warszawska dała o sobie znać w połowie 1906 roku odezwą przeciw "kombinatorom" podszywającym się pod anarchistów. Ostro wystąpili przeciwko bandytom używającym nazwy ich organizacji do własnych celów. Zatrzymano kilka osób, które podając się za anarchistów próbowali wyłudzić pieniądze. Działacze grupy całkowicie się od nich odcinają. Wystąpiono także przeciwko PPS-owi, gdyż jej bojówki zwalczają robotników grabiących sklepy burżuazji. Jeśli akcje socjalistów będą się powtarzały to anarchiści odpowiedzą bombą na każdy strzał do robotnika. Nawołują jednak do jedności proletariatu w walce z kapitalizmem.

 

W tym miejscu należy zwrócić uwagę na role prowokacji policyjnych. Jeśli anarchiści nie wykazywali odpowiedniej gorliwości, pomagała sobie policja przy pomocy prowokatorów. Wydaje się, że szczególnie liczny był ich udział w napadach rabunkowych. Trudno dzisiaj powiedzieć jaka ich część była dziełem współpracowników policji. Akcje te miały na celu zohydzenie ruchu anarchistycznego

 

W połowie 1906 roku anarchiści rozpoczęli działalność bojową w Warszawie. Jedną z pierwszych akcji "Międzynarodówki" było zabicie pomocnika posterunkowego, Konstantynowa 27 kwietnia  Czynu tego dokonał Szyja Mirel. Następną akcję grupa przeprowadziła w marcu 1907 na ul. Grzybowskiej. Bomba była przeznaczona dla dyrektora gimnazjum rzemieślniczego. W walce zginął Gerszel Zilbergold.

 

Inne akcje grupy miały miejsce w listopadzie 1907 roku. Najpierw Froim Bekker i Moszek Pfeferblum zastrzelili na Placu Paryskim policjanta 5 rejonu Warszawy Bataszewa. Natomiast 29 listopada  Mendel Kirszenbau zabił na ul. Wałowej fabrykanta Wajntala, który nie chciał otworzyć zakładu i umożliwić robotnikom pracy. Także inne organizacje anarchistyczne Warszawy prowadziły działalność zbrojną.

 

Jednak już od grudnia 1906 roku policja prowadziła systematyczną penetrację środowisk anarchistycznych. Aresztowania rozpoczęły się w lipcu 1907 roku. 10 sierpnia 1907 oberpolicmajster Mejer przedłożył wniosek o zesłanie 46 anarchokomunistów. W dokumencie tym nie pada oskarżenie o przynależność któregokolwiek z aresztowanych do grupy "Międzynarodówka". Jedynie u jednego z zatrzymanych Lejby Wajnera znaleziono sporo ulotek federacji z marca 1907 roku, które dostał, jak tłumaczył, od koleżanki. 17 lipca 1907 roku w Ozorkowie został aresztowany Johannes Holzmann. Został on skazany na 15 lat katorgi (zmarł w więzieniu 28 kwietnia 1914 w wieku 29 lat).

 

Pierwsze aresztowania, które uderzyły bezpośrednio w federację miały miejsce między połową czerwca, a końcem września 1907 roku. W tym okresie aresztowano 28 osób, wśród nich aktywnych działaczy organizacji: Darię Samolską, posiadającą duży autorytet wśród robotników żydowskich, braci Henryka i Józefa Tobołowskich, Szmula Monchajta i 6-cio osobową rodzinę Lerman. Wszyscy zostali oskarżeni o działalność propagandową i przynależność do grupy anarchistów-komunistów "Międzynarodówka". Na mocy wyroku sądu 21 osób zesłano do guberni tobolskiej, 6 do guberni astrachańskiej i zakazano powrotu do Warszawy aż do czasu zniesienia stanu wyjątkowego. Nad jedną osobą rozciągnięto nadzór policyjny. Nowa fala aresztowań nastąpiła między początkiem października a połową listopada 1907 roku. W tym czasie zatrzymano 30 osób. Zarzucano im działalność propagandową (Jakub Finkelsztajn) i terrorystyczną (Moszek Prag-Prager, Dawid Złotykamień, Wolf Zytnik, Srul Hamerszlak) - chodziło głównie o podkładanie bomb w domach fabrykantów. Zatrzymano także dwie kobiety: Chanę Gilewicz i Leję Lidskaja znane już wcześniej policji z prób zakładania związków zawodowych wśród robotników żydowskich. Oskarżeni zostali zesłani w głąb Rosji. W tym okresie prawie całkowicie ustaje zorganizowany ruch rewolucyjny na ziemiach polskich. Jeszcze tylko jednostki prowadzą dalszą walkę. Także "Międzynarodówka" mimo znacznego osłabienia próbowała prowadzić jeszcze akcję, głównie ekspriopriacyjne. 8 stycznia 1908 roku Feliks Pogorzelski chciał uzyskać wpłatę 25 rubli od Marcina Kędzierskiego, na ul. Młynarskiej 16 grożąc mu podłożeniem bomby. Pieniędzy jednak nie otrzymał, a na dodatek został zatrzymany przez policję. 21 marca 1908 roku członkowie grupy m.in. Muchin Roenbaum, Etla Lejzerowicz, Moszek Grinberg zabrali 2,8 tys. rubli kupcowi Carkiesie. Lecz były to już ostatnie akcje. Do połowy 1908 roku federacja "Międzynarodówka" została rozbita licznymi aresztowaniami. 16 marca 1908 roku zesłano 23 działaczy grupy, 9 czerwca 1908 roku zakazano pobytu w Królestwie Polskim 36-ściu członkom grupy oskarżonym o organizowanie i udział w strajku szewców i krawców, 28 czerwca 1908 roku aresztowano 27 osób związanych z federacją. Osiem z nich zesłano do guberni jenisiejskiej, a 19-stu przedłużono areszt. 30 sierpnia 1908 roku wydano wniosek o zesłanie 17 osób, członków "Międzynarodówki". Na nocy wyroku znaleźli się oni w guberniach: jenisiejskiej i tobolskiej. Ostatni wyrok na przedstawicieli organizacji wydano 5 marca 1909 roku. Zesłano wtedy 10 osób, a nad jedną, Lejbą Bejtlem, rozciągnięto nadzór policyjny. Akcje policyjne doprowadziły do rozbicia ówczesnego ruchu anarchistycznego na ziemiach polskich już na początku 1908 roku. Dalsze aresztowania miały na celu zlikwidowanie wszelkich możliwości odrodzenia się ruchu.


Anarchiści w Rewolucji 1905 – 1907 w Łodzi

 

Do aktywniejszych ośrodków ruchu anarchistycznego w 1905 r. należy zaliczyć również Łódź.. Grupie warszawskiej udało się utworzyć (pod koniec 1905 r.) filię w Łodzi wśród robotników żydowskich i rozpocząć agitacją idei anarchistycznych.

 

Wszelkie ulotki drukowane były po żydowsku, polsku i rosyjsku, co miało ułatwić lepsze dotarcie do wielojęzycznych środowisk robotniczych. W manifeście z końca 1905 roku grupa wzywała do rozpoczęcia powszechnego strajku, który jednak powinien zostać przeprowadzony bez udziału inteligencji. Uważano ją za przeniewierczą wobec sprawy robotniczej. Bezpośrednio po ogłoszeniu tego manifestu, w listopadzie „Międzynarodówka” wydał odezwę pt. „Duch niszczenia jest duchem twórczym”, w której to występował szczególnie aktywnie przeciwko demokracji parlamentarnej, jak i przeciwko wszelakim sojuszom narodowej burżuazji z robotnikami.. W skład łódzkiej grupy wchodzili głównie subiekci i drobni rzemieślnicy. Wymuszali oni opłaty od bogatych sklepikarzy w Śródmieściu i na Bałutach pod groźbą podłożenia bomby pod dom lub sklep.

 

W październiku 1906 r., dziewięciu czołowych członków grupy: Josek Noechow Skomski (19 lat), Jankiel Ickow Wonkowiński (33 lata), Josek Mordkow Webelcki (19 lat), Binem Malkow Gyoldsztein (18 lat), Szmuł Małkow Granasztein (19 lat), Jankiel Icek Majlechow Bajsbrut (17 lat), Abram Uszerow Najchauz (19 lat.) Gersz Majlech Abramow Wajsberg (25 lat), Wiktor Beniaminow Bunemfeld (22 lata), zostali aresztowani, a następnie 25 grudnia stanęli przed sądem wojennym. Uznano ich winnym działania w organizacji anarchistycznej i skazano na zesłania na Syberię od 8 do 15 lat. Przybyły z Brukseli Johannes Holzmann przywiózł ze sobą kilka numerów anarchistycznego pisma „Głos Rewolucji” oraz 500 rubli, które podzielił między Warszawę a Łódź. Była to jednak za mała kwota, postanowiono przeprowadzić akcję zdobycia funduszy na działalność napadając na dom kupca Szloma Gedricha. Czterech napastników weszło do budynku terroryzując bronią obecnych tam i gdy jeden z nich udał się do sąsiedniego pokoju z właścicielem, padł strzał. Kupiec zginął, a na odgłos wystrzału czwórka bojowców uciekła, nic ze sobą nie zabierając. W czasie pościgu jeden z nich został aresztowany.


Na początku lipca łódzcy anarcho-komuniści wysłali dwóch delegatów na konferencję do Kowna. W lipcu policja dokonała licznych aresztowań działaczy, skazując ich głównie na katorgę oraz wydalenie. Wreszcie pod koniec roku zatrzymano przywódcę łódzkiej „Międzynarodówki” Lebus Watman, a 16 kwietnia 1908 r. policja wykryła lokal organizacji. Podczas rewizji znaleziono w nim materiały wybuchowe, pieczęć owalną grupy, wydawnictwa i gazety anarchistyczne. Aresztowano 18 osób i postawiono 2 kwietnia 1909 przed sądem wojennym w Łodzi. Brak danych co  dalszych losów aresztowanych.

część 2
część 1
Strona 7 z 19