Zaloguj

Federacja Anarchistyczna

Jesteś tu: Start / Sekcje FA / Rzeszów /
A+ R A-
Redakcja

Redakcja

Adres witryny: http://www.federacja-anarchistyczna.pl E-mail: Adres poczty elektronicznej jest chroniony przed robotami spamującymi. W przeglądarce musi być włączona obsługa JavaScript, żeby go zobaczyć.

miniatura-wyjazd21 kwietnia pojechaliśmy do niemieckiego miasteczka Ostritz, aby zaprotestować przeciwko odbywającemu się tam festiwalowi neonazistów „Schield & Schwert”. Dojazd na miejsce był utrudniony – po drodze przeszliśmy dwukrotnie dokładne kontrole policyjne i przeszukania naszych rzeczy.

Zatrzymywane były także samochody neonazistów, mieliśmy więc dobrą okazję, aby przyjrzeć się, kto zamierza kolejny dzień świętować urodziny Adolfa Hitlera. Samochody na polskich i niemieckich blachach wypełnione były ludźmi w koszulkach z nazistowskimi emblematami. Mężczyźni i bardzo nieliczne kobiety, niemal wszyscy wytatuowani w nazistowskie hasła i symbole, przechodzili także przez granicę pieszo – spali w Polsce. Na stronie neonazistowskiej imprezy oficjalnie ogłoszono, że warto przyjechać do Polski, a polscy neonaziści pomogą w organizacji noclegów etc. W naszym kraju nie brakuje zresztą „biznesmenów”, którzy nie mają żadnych skrupułów – po stronie polskiej ktoś ustawił budkę z piwem i to tam w sobotę od rana gromadziły się tłumy neonazistów.


ost1

 

ost2


Wydarzenie organizowane przez inicjatywę „Recht Rockt Nicht” okazało się aż nadto „pokojowe”. Był to przede wszystkim duży plac, na którym stała scena, otoczony przez stoiska z napojami, wodą i namioty, pod którymi można było schronić się przed palącym słońcem. Wszystko szczelnie otoczone przez policję. Na początku byliśmy przekonani, że z ogrodzonego terenu w ogóle nie można wyjść i czuliśmy się trochę jak w klatce. Po chwili okazało się, że z „klatki” można podejść na „wybieg” – mały miejski rynek, na którym odbywało się przygotowane przez władze miasta „Święto pokoju”. Namioty z piwem i jedzeniem, atrakcje dla dzieciaków i sporo innych stoisk cieszyły się sporym zainteresowaniem lokalnych mieszkańców. Panował tu zakaz wstępu dla neonazistów. Mimo to raz po raz mijały nas grupki zwolenników narodowego socjalizm, a wszelkie konfrontacje były w parę sekund rozganiane przez wszechobecną policję. Od czasu do czasu jakaś grupa ludzi, widząc przechodzących nazistów, decydowała się na jakąś pokojową formę sprzeciwu, np. sitting, ale zwykle nie trwało to długo. Po kilku godzinach spacerów i słuchania koncertów jedna z przedstawicielek wygłosiła krótkie przemówienie (jego tekst poniżej) ze sceny i zaczęliśmy przygotowywać się do powrotu do Poznania.


nazipig

 

nazpig2


Zarówno władze Ostritz, jak i inictatywa „Recht Rockt Nicht” zdecydowali się na pokojową, ale też bardzo pasywną formę sprzeciwu, która jednocześnie niespecjalnie przeszkadzała nazistom. Sprowadzało się to w dużym uproszczeniu do leżenia na trawie i picia/jedzenia w wydzielonym i chronionym przez policję obszarze. Choć główna przestrzeń Ostritz nie była dostępna dla nazistów i nie mogli oni swobodnie chodzić po mieście, to jednak zabrakło nam w tym wszystkim głośnego wyrażenia jednoznacznego sprzeciwu przeciwko ich pełnej nienawiści ideologii. Taka forma protestu, wynoszona na piedestał przez środowiska liberalne i uzyskująca aprobatę tzw. społeczeństwa obywatelskiego niczego nie zmienia. W rezultacie mieszkańcy Ostritz oddali swoje miasto we władanie policji, a naziści mogli bez większych przeszkód świętować parędziesiąt metrów od centrum.


ost4


Mimo to ważne, że tam byliśmy. Nie możemy pozwolić na przymykanie oczu na żadne przejawy nazizmu, faszyzmu, rasizmu itd. Będziemy zawsze tam, gdzie pokazują się i działają nacjonaliści. Wyjazd do Ostritz był także świetną okazją do zobaczenia, jak w praktyce działa niemieckie prawo dotyczące zgromadzeń, co na pewno przyda się nam wszystkim w przyszłości. Najważniejsze jest jednak to, że po raz kolejny udało nam się zmobilizować ludzi do wspólnego działania! Solidarność naszą bronią!



Treść przemówienia:


“We are here to protest against nazis festival. We are aware that there are also many polish nazis here and that the problem with racism, fascism, sexism and homophobia is not only a problem of those few extremists in Poland, Germany or Czech Republic but is rather a general tendency all over the world. We want to underline that this kind of danger ideas are getting stronger each time when people have to struggle with poor social conditions. Nationalism is a child of capitalist system. The natural consequence of capitalism is growing class division, exploitation and poverty of those who work for few rich people in charge. Capitalism make people feel week, frustrated and full of hate. Capitalism makes people fight against others to survive. In the end -  capitalism is strongly connected with social Darwinism. Therefore, fight with nationalism always go with fight against capitalism. We cannot keep our eyes shut both - for any signs of fascism and racism but also for any situation when human rights including right of workers and any other social group are broken. We are in this fight here, together and we are determined to change this situation. Solidarity is our weapon! Fuck nazism, fuck racism, fuck sexism and fuck capitalism. Allerta allerta antifasista!”


ost5 copy

 

ost6

 

ost8 copy

 

www.rozbrat.org

Poznań - Freedom Fighters #10

16 czerwca 2018 r. | Dział: Zapowiedzi

Zapraszamy na 10 edycję ligi Freedom Fighters. Obędzie się ona w dniach 16-17.06.2018 w Poznaniu, na skłocie Rozbrat. Tak, jak w latach poprzednich planujemy walki oraz, następnego dnia, seminarium szkoleniowe,oraz wydarzenia towarzyszące. Więcej szczegółów wkrótce.

 

https://www.facebook.com/events/160753091213603/



Style walk:

Boks
K-1 Rules
Muay Thai
BJJ gi/no-gi
MMA

Ze względów bezpieczeństwa do walk mogą zgłaszać się osoby mające co najmniej półroczny staż. Zawodnicy i zawodniczki będą dobierani ze względu na staż, ilość stoczonych walk (w BJJ dodatkowo wg. pasów). Tak jak podczas poprzednich edycji, nie będą obowiązywać kategorie wagowe, zawodnicy i zawodniczki będą dobierani w ten sposób, by maksymalna różnica wagi nie była większa niż 2 kg.

Zawodnicy i zawodniczki walczące w formule K-1 rules zapewniają sobie ochraniacze na piszczele i stopy (twarde lub miękkie – z zastrzeżeniem, żeby w walczącej parze były ochraniacze takiego samego typu), suspensory, ochraniacze zębów i owijki. Startujący w formule muay thai dodatkowo zapewniają sobie ochraniacze na łokcie. Opcjonalnie mogą walczyć w ochraniaczach na kolana. Kaski i rękawice (10 oz) zapewniane są przez organizatorów. Jeśli walczący w jednej parze zawodnicy i zawodniczki oboje się godzą, mogą walczyć w rękawicach o wadze 12 lub 14 oz, jednak muszą zapewnić je sobie we własnym zakresie. Zawodnicy i zawodniczki walczące w formule MMA zapewniają sobie jedynie ochraniacze na piszczele i stopy (miękkie), rękawice piąstkówki oraz suspensory. Kaski zapewniane są przez organizatorów. Zawodnicy i zawodniczki walczące w formule BJJ no-gi zobowiązani są do walki w rashguardzie.

Szczegółowe regulaminy, w których opisane są min. czas trwania walk, dozwolone i zakazane techniki znajdują się w załącznikach.
Zgłoszenia prosimy przesyłać jak najszybciej na adres Adres poczty elektronicznej jest chroniony przed robotami spamującymi. W przeglądarce musi być włączona obsługa JavaScript, żeby go zobaczyć. . Pod tym adresem udzielamy też szczegółowych informacji. Wczesne zgłoszenia umożliwią odpowiednie dobranie par walczących zawodników/zawodniczek. Walki sędziowane będą przez wykwalifikowanych sędziów. Podczas trwania walk na wydarzeniu obecna będzie pomoc medyczna. W zgłoszeniu prosimy zawrzeć następujące informacje:

Imię i Nazwisko/Ksywa
Wiek
Miasto, klub sportowy
Formuła
Staż treningowy, rekord walk (z wyszczególnionymi formułami)
Waga
Telefon kontaktowy

Przykładowy mail zgłoszeniowy:

Nestor Machno
21
Poznań, Freedom Fighters Gym
muay thai
3 lata, 2-1-0 (K-1, muay thai), 1-0-0 (MMA)
73,5 kg
606 066 660



10th edition of Freedom Fighters league will take place on 16-17.06.2018 in Poznań's Rozbrat squat. Just like in previous years, fights and the seminar next day, and more co-events will take place. More info soon.

Styles:
Boxing
K-1 Rules
Muay Thai
BJJ gi/no-gi
MMA

For security reasons we accept inquiries from fighters with at least 6 months practice. Fighters will be matched accordingly to time of practice (belts in BJJ), number of past fights. There is no weight division, fighters will be matched by weight with 2 kg tolerance. We provide head protector, boxing gloves (10 oz). Fighters can fight in heavier gloves (12 oz or 14 oz) if the opponent agree and also use 12 oz or 14 oz boxing gloves, but those must be brought by fighters. Fighters must have shin (hard or soft), groin, elbow (Muay Thai) protectors, MMA gloves (MMA) mouthguards and handwraps.Grapplers have to fight in rashguard.

All additional info and inquiries: Adres poczty elektronicznej jest chroniony przed robotami spamującymi. W przeglądarce musi być włączona obsługa JavaScript, żeby go zobaczyć. . Please send it ASAP so fights can be properly arranged and all fighters can be matched.

We will have licensed referees and medical help during the event.

Inquiry should consist:

Name/Nickname
Age
City,Club
Style
Time of practice, fight record
Weight

Example:

Nestor Ivanovych Makhno/Bat'ko
21
Poznań, Freedom Fighters Gym
K-1 Rules
3 years, 2-1-0 (K-1), 1-0-0 (MMA)
73,5 kg

https://www.facebook.com/AnarchistycznyFestiwalFilmowy/

 

Wkrótce więcej informacji

Przedstawiamy niewielki fragment wstępu Davida Graebera do książki „Rewolucja w Rożawie. Demokratyczna autonomia i wyzwolenie kobiet” autorstwa Michaela Knapp, Anji Flach i Ercana Ayboga, która ukaże się nakładem Oficyny Bractwo Trojka. Przypominamy też o trwającej wciąż zbiórce środków, dzięki której ta ważna pozycja będzie mogła się ukazać.

Link do zbiórki: http://bit.ly/zrzutka-rojava

WYDAJ Z NAMI KSIĄŻKĘ!

 

Jestem antropologiem, Rożawe odwiedziłem bardzo przelotnie – przebywałem tam, bez znajomości języka, nieco ponad tydzień - jednak fakt bycia antropologiem wyostrza moje zmysły na wszystko co dotąd nieznane. Zajęłoby mi lata aby pojąć, co tak naprawdę tam się dzieje, a w międzyczasie pewnie i tak wiele by się zmieniło. Jednak to, co udało mi się zobaczyć, było wystarczające aby zrozumieć, że to nie jest tylko uzasadniona i autentyczna rewolucja społeczna - w tym sensie, że istniała oczywista potrzeba nowo odkrytej wolności, godność i radość u napotkanych ludzi - ale również to, czego doświadczyłem było rzadko spotykanym, najlepszym scenariuszem dla masowej rewolucyjnej mobilizacji. Klasa rządząca w przeważającym stopniu uciekła, rząd dokonał samorozwiązania opróżniając swoje gabinety, komputery, niszcząc dokumenty i narzędzia tortur. Duży odsetek strategicznych budynków, zakładów przemysłowych oraz użytków rolnych wszedł w posiadanie społeczeństwa. Jednocześnie, należne pensje były cały czas wypłacane przez (w znacznym stopniu nieobecny) rząd centralny. W związku z tym, nawet najbardziej konserwatywne rodziny postrzegały organizatorów rewolucji jako część legalnego ruchu wyzwolenia narodowego.
Z drugiej jednak strony, sytuacja Rożawy była beznadziejna – ze wszystkich stron otoczona przez siły nieprzyjaciela, na rejon nałożono całkowite embargo, do tego rząd Turecki, który bez zawahania dąży do całkowitego zniszczenia Rożawy przy jednoczesnym wsparciu prawicowych Kurdów w Iraku, którzy gotowi są zagłodzić swoich Syryjskich krewnych byle tylko zadowolić swojego tureckiego sojusznika, Partia Baas przygotowująca się do zrekonstruowania swoich tajnych służb policyjnych, Państwo Islamskie gotowe zrobić wszystko aby zwyciężyć, cyniczne mocarstwa światowe takie jak Stany Zjednoczone i Rosja, gotowe wykorzystać poświęcenie i odwagę Rożawy w walce z Państwem Islamskim tak długo, jak długo będzie to korzystne dla ich celów po czym, jak wszystkim wiadomo, bez zawahania wbiją im nóż w plecy (jedyną niewiadomą jest to, które z mocarstw będzie pierwsze).
Sam fakt, że Rożawa przetrwała, ciągle się rozwija a nawet rośnie w siłę, pomimo wszystkich tych okoliczności przytoczonych powyżej, jest dowodem na to, że przypływ energii, odwagi i czystej ludzkiej zdolności kreowania może mieć swój upust w rewolucji. Ponad dziewięćdziesięciu pięciu procentom populacji na co dzień wmawiano, że nie ma żadnych perspektyw i szans na lepsze jutro, nagle zaś te dziewięćdziesiąt pięć procent populacji zdobywa się na odwagę aby wszystko zmienić. Niedookreślona masa ludzi doświadcza wpływu „kolektywnej mądrości” podczas, gdy dotychczasowe uciemiężenie przez władzę znika, jak ręką odjął.
David Graeber
Tłumaczenie: Patrycja

Turecka wojna z Kurdami

10 kwietnia 2018 r. | Dział: Publicystyka

Kiedy po pierwszej wojnie światowej rozpadało się Imperium Osmańskie jednym z krajów powstałych na jego gruzach miał być początkowo Kurdystan. Miał, ale tak się nie stało. Zawarty w 1920 roku traktat z Sevres zakładał stworzenie w Turcji kurdyjskiej autonomii z zagwarantowanym prawem do secesji w ciągu roku .[1] Trzy lata później zawarto jednak nowy traktat, w Lozannie, w którym nie było już mowy o Kurdystanie.

 

Ta zmiana była wynikiem wojny jaką toczyły siły tureckie pod wodzą Mustafy Kemala „Ataturka” z państwami Ententy. Wojny której efektem było powstanie współczesnej Republiki Turcji. Trzeba zaznaczyć, że w jej trakcie wielu Kurdów poparło Ojca Turków (to oznacza przydomek Ataturk). Dziś są zazwyczaj uznawani za zdrajców, ale Witold Repetowicz zwraca uwagę, że wczesna retoryka Ataturka mówiła o dwóch równoprawnych narodach w ramach jednego państwa. Sytuacja uległa drastycznej zmianie dopiero kiedy Ataturk wygrał.[2]

 

pkk-kurdistan-workers-party-patrol-makhmour-iraq-guerrilla_fighters_of_kurdistan_joey_l_photographer_014-1.jpg

Patrol PKK.

 

Turcja miała być teraz krajem monoetnicznym, a Kurdowie stali się „Turkami górskimi”, którzy chwilowo zapomnieli o swoich korzeniach. Kurdyjska tożsamość etniczna, język, kultura miały umrzeć. A jeżeli Kurdowie mieli coś przeciwko temu, to mieli umrzeć razem z nimi. Zaczęła się trwająca już blisko wiek z przerwami wojna Turcji z Kurdami. Wojna o podłożu ideologicznym w imię tureckiego nacjonalizmu i totalitaryzmu przeciwko, początkowo kurdyjskiej tożsamości etnicznej, a z czasem przeciwko rewolucyjnym ideom ruch kurdyjskiego. Wojna w której agresorem zawsze była Turcja. I choć okresowo to inni z czterech zaborców dopuszczali się większych represji przeciwko Kurdom (vide ludobójstwo Al-Anfal w Iraku), to w skali całego tego okresu to Turcja była największym zagrożeniem.

Kurdowie nie pozostawali obojętni na represje. Pierwsze wystąpienie, powstanie w Koczgiri (Koçgiri) miało miejsce w 1920 roku.  Jego uczestnicy domagali się realizacji ustaleń traktatu z Sevres.[3] W 1921 zostali spacyfikowani.  Między 1923 a 1938 rokiem wybuchło 17 większych i mniejszych powstań kurdyjskich.[4] Zostały utopione we krwi, a władze tureckie rozpoczęły program deportacji ludności, który zrealizowano tylko częściowo – Kurdów było zbyt wielu.  Koniec tych wystąpień wiąże się z „Masakrą Dersin” w której turecka armia zamordowała nawet 40 tysięcy mieszkańców „niepokornego” regionu Dersin. Użyto między innymi broni chemicznej.[5] Nastał czas turkifikacji.

 

cxuopmgw8aeamze.jpgMoże i górscy, wszak „Kurdowie nie mają przyjaciół, tylko góry”, jak powtarzają z rozgoryczeniem, ale na pewno nie Turcy.

 

Ponowne „przebudzenie” Kurdów to druga połowa lat 60tych, czas kiedy na całym świecie budzą się ruchy niezależne. Aktywizują się głównie studenci. Działalność jest pokojowa i nastawiona na propagowanie kultury kurdyjskiej. Rząd reaguje represjami. Całe lata 70 te to coraz większe przykręcanie śruby, którego kulminacją staje się wojskowy zamach stanu w 1980 roku. Mimo to część ruchu kurdyjskiego będzie cały czas szukać pokojowych rozwiązań.

Część jednak zacznie się bronić. W 1984 roku Partia Pracujących Kurdystanu (PKK – Partiya Karkerên Kurdistanê) rozpocznie akcje zbrojne przeciwko Turcji. Trzeba tu wyjaśnić jedną rzecz. PKK przeszła na przestrzeni lat olbrzymią ewolucję. Zarzucanie obecnie PKK terroryzmu, czy separatyzmu jest bezpodstawne. Ale PKK ze swoich początków jak najbardziej była organizacją terrorystyczną. Atakowała nie tylko cele wojskowe, ale i cywilne (np. obiektami ataków byli nauczyciele), oraz prowadziła przymusową rekrutację w swoje szeregi. Tak wyglądało pierwsze dziesięć lat walki. Na swoim piątym kongresie,  w styczniu 1995 roku, PKK oficjalnie odrzuciła terroryzm i zobowiązała się przestrzegać Konwencji Genewskich:

 

„1. W konflikcie z tureckimi siłami państwowymi PKK zobowiązuje się przestrzegać konwencji genewskich z 1949 r. i pierwszego protokołu z 1977 r. dotyczących prowadzenia działań wojennych i ochrony ofiar wojny oraz traktować te zobowiązania jako mające moc prawną w ramach swoich sił i na obszarach znajdujące się pod ich kontrolą.

2. Aby rozstrzygnąć wszelkie niejasności, PKK postrzega następujące grupy jako część tureckich sił bezpieczeństwa, a zatem jako uzasadnione cele ataku:

a – członkowie tureckich sił zbrojnych;

b – członkowie tureckich sił antypartyzanckich;

c – członkowie Tureckiego Agencji Wywiadowczej (MIT);

d – członkowie tureckiej żandarmerii;

e – strażnicy wiejscy.[6]

PKK nie traktuje urzędników służby cywilnej jako członków sił bezpieczeństwa, chyba że wchodzą oni w zakres jednej z powyższych kategorii.

3. PKK będzie traktować pojmanych członków tureckich sił bezpieczeństwa jako jeńców wojennych.”

Oświadczenie PKK na konferencji prasowej w Genewie 24 stycznia 1995 r.[7]


c4yodufw8aeplsy.jpg

 

I PKK tych zasad przestrzegało, co potwierdzają między innymi zeznania tureckich żołnierzy, którzy dostali się do kurdyjskiej niewoli. Jednym z nich był Yannis Vasilis Yaylali, snajper armii tureckiej, który dostał sie do niewoli we wrześniu 1994 roku (czyli jeszcze przed publicznym ogłoszeniem nowych zasad). Opowiada:

„Zabrali mnie do małego obozu. Partyzanci przygotowywali posiłek nad wodą, korzystając z brzegu rzeki. Mieli ogień, ale ukryty, żeby nie było widać z daleka. Şerif Goyi przyszedł do mnie i powiedział: „Jesteś jeńcem wojennym i postępujemy zgodnie z konwencją genewską”. W 1994 roku PKK wprowadziło przestrzeganie Konwencji Genewskiej, a rok później oficjalnie do niej przystąpiło. (…) W grudniu 1996 r., po dwóch latach i trzech miesiącach, zostałem zwolniony.”[8]

 

yannis-1024x768-2-teliko-21

 

Yannis Vasilis Yaylali dzisiaj.

Zgoła inaczej postępowała armia turecka. Ten sam Yannis wspomina:

 

„Na moich oczach wojsko zabiło partyzanta PKK zrzucając go z helikoptera. Widziałem odcinanie uszu partyzantom. Widziałem członka MHP (Milliyetçi Hareket Partisi – turecka partia nacjonalistyczna) z naszyjnikiem zrobionym z uszu partyzantów.”

 

Jesienią 2016 roku wypłynęło nagranie, na którym armia turecka zabija dwie wzięte do niewoli partyzantki YJA-Star (Yekîneyên Jinên Azad ên Star, Oddziały Wolnych Kobiet – Gwiazda, kobiece oddziały PKK, męskie to Hêzên Parastina Gel‎). Schwytanym dziewczętom strzelono w tył głowy. Tak jak NKWD polskim jeńcom w Katyniu.[9] Celem  byli nie tylko partyzanci. Także cywile. Ponownie oddaje głos Yannisowi:

 

„Naciskaliśmy na kurdyjskich wieśniaków, aby nie pomagali partyzantom PKK. Nie pozwoliliśmy im zbierać plonów z pól. Zabieraliśmy ich jedzenie, ponieważ mogliby dać nadmiar partyzantom. Chcieliśmy aby mieszkańcy wioski byli głodni. (…)Ludność dwóch wiosek uciekła i  wioski zostały spalone przez wojsko. Ale ludzie z innej powiedzieli: „cokolwiek zrobicie, nie odejdziemy.” Wiec biliśmy ich dopóki nie opuścili swoich domów. Druga drużyna przybyła za nami i spaliła wioskę.”

 

1b8be66f-fdc6-466c-9c5b-fdb146e0b703Turecki oddział specjalny popełniający zbrodnie na konto PKK. W lewym dolnym rogu późniejszy generał Aydoğan Aydın.

 

Operacje przeciwko ludności cywilnej prowadziły także specjalne tajne jednostki wojskowe podległe   JİTEM (Jandarma İstihbarat ve Terörle Mücadele – Wywiad i Antyterroryzm Żandarmerii). Oddziały te przeprowadzały tajne operacje, w tym zbrodnie na cywilach, przebrane za PKK, które miały w ich zamyśle iść na konto partyzantki.[10] Kiedy w marcu 2017 roku zginął turecki generał Aydoğan Aydın, jeden z jego dawnych podwładnych ujawnił zdjęcie takiego oddziału w którym obaj służyli.

 

Jedną z głośniejszych zbrodni na ludności cywilnej była tzw. „Masakra Roboski”. 28 grudnia 2011 roku tureckie lotnictwo zaatakowało grupę 38 osób, 34 z nich, głównie nastolatków zostało zabitych.[11] Grupa ta zajmowała się przemytem, co było częstym zajęciem ludności kurdyjskiej wobec sytuacji celowego utrzymywania regionów przez nią zamieszkałych na niskim poziomie rozwoju gospodarczego. Władze tureckie stwierdziły, że atak był pomyłką i lotnictwo myślało, że atakuje oddział PKK. Jednak Frederike Geerdink, holenderska dziennikarka, która dokładnie zbadała sprawę i napisała o niej książkę uważa, że to kłamstwo, że siły tureckie doskonale wiedziały, że nie atakują partyzantów.[12]

 

20171227-roboski-victims2c05d7-imageOfiary „Masakry Roboski”.

 

Rankiem 8 marca 2017 roku turecka policja zniszczyła, wzniesiony cztery lata wcześniej, pomnik ofiar w Amed.[13] Amed możecie nie znaleźć na mapie. Szukajcie Diyarbakır. To jedna z wielu tureckich nazw nadanych kurdyjskim miejscowościom. To, że mimo to ten pomnik stanął było wynikiem zawieszenia broni i rozmów pokojowych, które toczyły sie od 2012 roku (oficjalnie ogłoszone 21 marca 2013 roku).

 

Wynikało to z dwóch rzeczy. Po pierwsze Ocalan i co za tym idzie PKK, odrzuciły koncepcję niepodległego państwa kurdyjskiego na rzecz rozwoju samorządu i demokracji wewnątrz istniejących organizmów państwowych. Juz od 1999 roku w kurdyjskich miastach i dzielnicach zaczęły dochodzić do głosu kurdyjskie samorządy.[14] Z drugiej strony rządząca od 2002 roku w Turcji partia Recepa Erdogana – Adalet ve Kalkınma Partisi (Partia Sprawiedliwości i Rozwoju) złagodziła dotychczasową politykę turecką wobec Kurdów. Nie zrobiła tego z dobroci serca. AKP to partia o charakterze religijnym i liczyła na poparcie mocno konserwatywnej kurdyjskiej społeczności na prowincji.

 

DYld1fqXUAA7U4v

 

Turecka armia obwiesiła tureckimi flagami zniszczone przez siebie kurdyjskie miasto Nusaybin w Turcji i pozuje do zdjęć na tle morza ruin.

Okazało się jednak, że odwilż doprowadziła do rozwoju kurdyjskich samorządów na południowym wschodzie kraju. Wspomniana przeze mnie pokojowa część ruchu kurdyjskiego zaadoptowała wiele z nowych rozwiązań ideowych Ocalana. Najbardziej widocznym tego przejawem było przyjęcie systemu współburmistrzów w kurdyjskich miastach, czyli jednoczesnego sprawowania tego urzędu przez kobietę i mężczyznę. Po wyborach samorządowych w 2014 roku takich miast i miasteczek było 102.[15] Jednym z nich było Amed. Dziś jego współburmistrz, Gültan Kışanak, siedzi w więzieniu, a turecka prokuratura chce ją skazać na… 230 lat więzienia.[16] Podobny los spotkał wielu innych kurdyjskich samorządowców.

Bodźcem do wznowienia wojny (trzeba tu podkreślić, że represje złagodzono, ale nie zaniechano w ogóle[17]) były wybory parlamentarne 7 czerwca 2015 roku. W wyborach tych AKP straciła bezwzględną większość w parlamencie. Dalej była najliczniejszą partia, ale nie mogła samodzielnie rządzić. Jednocześnie do parlamentu po raz pierwszy w historii weszła partia prokurdyjska. Do tej pory ruchowi kurdyjskiemu udawało się wprowadzać pojedynczych działaczy, ale wyśrubowany, dziesięcioprocentowy próg wyborczy uniemożliwiał wejście jako zorganizowana siła. Halkların Demokratik Partisi (Ludowa Partia Demokratyczna) zdobyła 13,12% głosów.

 

sur 04 07 2015 - 11 07 2017Skala zniszczeń w kurdyjskim Sur w Turcji. Zdjęcia wykonano 4 lipca 2015 roku i 11 lipca 2017 roku.

 

Reakcją Erdogana było wznowienie wojny. Wiele wskazuje jednak, że planowano ją wcześniej. Tzw. „Plan Kolaps” został opracowany już rok wcześniej.[18] Inaczej niż poprzednio, ta wojna była w znacznej mierze (choć nie tylko) wojną miejską, pierwszym celem stały się miasta z kurdyjskimi samorządami. A raczej prokurdyjskimi, bo nie tylko Kurdowie w nich zasiadali. Kiedy rozpoczęła się pacyfikacja miast do walki z turecką armią stanęła kurdyjska młodzież, która zrzeszyła się w oddziałach Yekîneyên Parastina Sivîl (Oddziałach Obrony Cywili) i ich kobiecym odpowiedniku Yekîneyên Parastina Sivîl Jin.[19] Nie mogli tej wojny wygrać.

3 października 2015 roku 24 letni Haci Birlik został najpierw raniony przez policyjnego snajpera, a kiedy ranny założył sobie opaskę uciskowa, dobity z bliska. W jego ciele było 28 kul. Następnie jego ciało wleczono za tureckim samochodem policyjnym. Haci był początkującym aktorem, jedyną jego zbrodnia było posiadanie szwagierki, posłanki z ramienia HDP.[20]

 

hb

 

Ciało Haci Birlika wleczone za samochodem policyjnym.

57 letnia Taybet İnan’ın została zamordowana 19 grudnia 2015 roku na ulicy w Silopi przez siły tureckie. Jej ciało leżało na tej ulicy przez tydzień. Jej szwagier, który usiłował odciągnąć zwłoki także został zabity.[21]

25 grudnia 2015 roku w Sur, gdzie nie było żadnych barykad, ani grup samoobrony, członkowie tureckich sił bezpieczeństwa zabili 3 miesięczną Miray İnce i jej 82 letniego pradziadka, Ramazana İnce. Miray została najpierw raniona, a następnie, podczas transportowania do szpitala pod biała flagą osoby niosące ją (dwóch mężczyzn i kobieta) zostały ponownie zaatakowane mimo telefonicznego uzgodnienia z policją transportu rannego dziecka. Dziewczynka ponownie trafiona zmarła, jej dziadek został śmiertelnie ranny i zmarł po kilku godzinach, ranna została też matka.[22]

 

nusaybin

 

Tureckie czołgi i transportery opancerzone w ruinach Nusaybin.

14 stycznia 2016 roku w dzielnicy Dağkapı turecka armia ostrzelała z moździerzy bawiące się dzieci. Zginęli Yusuf Akalın, lat 13 i Büşra Yürü, lat 11, Dilan Akalın, lat 10 została ciężko ranna. W okolicy nie było barykad.[23]

19 kwietnia 2016 roku w Van została śmiertelnie raniona przez turecką policję Remziye Bor. Remziye  była w ciąży. Cesarka uratowała dziecko, matka zmarła nie odzyskawszy przytomności.[24] To tylko kilka z wielu podobnych przypadków.

 

M60 Sirnak

 

Turecki czołg M60 Patton ostrzeliwujący Sirnak, kurdyjskie miasto w Turcji. Maj 2016.

Raport Human Rights Watch z lipca 2016 roku podaje między innymi:

– 22 miasta, lub dzielnice miejskie objęte represjami.
– Ponad 355 000 ludzi wygnanych z domów.
– Co najmniej 338 cywili zabitych do końca kwietnia (obliczenia Tureckiej Fundacji Praw Człowieka).
– Tylko pomiędzy 14 grudnia a 11 lutego 2016 władze tureckie zamordowały 66 mieszkańców Cizre, w tym 11 dzieci.
– Partia HDP ocenia liczbę zabitych w Cizre na 251osób, ale identyfikacja ofiar jeszcze trwa.
– Potwierdzone strzelanie do cywilów pod biała flagą.
– Potwierdzone zabijanie rannych.
– Potwierdzone umyślne zabijanie dzieci.
– Potwierdzone wykorzystywanie przez armię turecką szpitali do prowadzenia operacji militarnych.
– Potwierdzony ostrzał cywilów przez armię turecką z moździerzy.
– Potwierdzony ostrzał ludzi pomagających rannym.
– Cywile ginęli także w dzielnicach gdzie nie było żadnych walk z kurdyjską samoobroną.
– Niszczenie całych dzielnic na rozkaz rządu.
– W Cizre zidentyfikowano 95 000 m2 (9,5 hektara) zniszczonych domów.
– Brak reakcji rządu tureckiego na żądanie Wysokiego Komisarza ONZ d/s Praw Człowieka wpuszczenia komisji ONZ.
– Blokowanie dostępu organizacjom praw człowieka.
– Prawo z 23 czerwca zapewniające bezkarność popełniającym zbrodnie żołnierzom i funkcjonariuszom państwowym.
– Komisja Wenecka uznała przepisy na podstawie których wprowadzono godzinę policyjną za niezgodne z turecką konstytucją i umowami międzynarodowymi.
– Naruszenie godziny policyjnej miało być w teorii karane grzywną 100 lirów, ale w praktyce groziło zastrzelenie, lub więzienie.[25]

Opublikowany w marcu raport Biura Wysokiego Komisarza ONZ ds. Praw Człowieka[26] obejmujący okres od lipca 2015 do grudnia 2016 mówi już o 1200 zabitych, oraz od 355 tysięcy do pół miliona wygnanych z miejsca zamieszkania.  W jednym masowym mordzie w trzech piwnicach Cizre tureckie siły rządowe zamordowały do 189 osób (wg raportu ONZ, inne źródła podają inne dane, dokładna liczba jest trudna do ustalenia, bo władze tureckie dokładnie wyczyściły miejsce zbrodni).


Kampania terroru nie zakończyła się jednak 1 listopada 2015, kiedy to odbyły się ponowne wybory, które przywróciły AKP większość bezwzględną, ale trwała dalej.


Nagranie ostrzelania przez armię turecką grupy cywili w Cizre poruszających się pod białą flagą bo uprzednim ustaleniu ich przejścia z władzami.

W tej chwili trwa niszczenie kurdyjskich dzielnic w miastach i przesiedlenia ludności. Tyle tylko, że już z użyciem spychaczy i koparek, a nie czołgów i artylerii. I tak World Heritage Watch, organizacja monitorująca obiekty Światowego Dziedzictwa UNESCO podała, że destrukcja w Sur, wpisanym na listę UNESCO centrum miasta Amed (tureckie Diyarbakır) postępuje i do 4 marca 2017 objęła 35-40 hektarów[27]. Raport ten powstał przed najnowszą falą wyburzeń.[28]

Celem są nie tylko miasta ale i regiony wiejskie. W lutym 2017 roku armia odcięła na ponad dwa tygodnie od świata wioskę Xeraba Bavê (Koruköy) pod Nusaybin. Niszczono domy mieszkańców, zamordowano kilku z nich, kilku poddano torturom, uprowadzono dwie młode dziewczyny[29].

 

C4-dGG3WcAAxLAD2

 

Luty 2017 r. W wiosce Xeraba Bavê (Koruköy) turecki żołnierz demonstruje gest wilczego łba, pozdrowienie faszystowskich Szarych Wilków i turecki odpowiednik sieg heil, nad ciałem zamordowanego Kurda.

Jednocześnie z pacyfikacją miast, Turcja zaczęła ataki na tereny kurdyjskie w Syrii pod pretekstem walki z Daesh (ISIS vel Państwem Islamskim), która oczywiście nie miała miejsca. Aktywność ta nasiliła się w 2016 roku w ramach agresji o kryptonimie „Tarcza Eufratu” mającej na celu zapobiegnięcie połączeniu kurdyjskich kantonów w Syrii. Jej apogeum to agresja na kanton Efrin. Pominę ten temat ponieważ pisałem już o nim w tych dwóch artykułach:

Ostatnim przejawem tureckiej wojny przeciwko Kurdom jest agresja w Iraku. A dokładniej w Basur, „irackim” Kurdystanie. Celem są znajdujące się w pogranicznym rejonie bazy PKK. To znaczy celem oficjalnym, bo jak zwykle Turcja uderza głównie w cywili. Ataki na Basur nie są niczym nowym.[30] Zazwyczaj realizowało je lotnictwo, ale w październiku 2017 roku rozpoczęto działania naziemne.[31] Nasiliły się po zajęciu Efrin. Do 5 kwietnia siły tureckie weszły na głębokość 19 km[32] powodując ucieczkę ok. 120 rodzin.[33] Turcja ma wsparcie rządzącego w Basur klanu Barzanich. Ale to juz temat na osobny artykuł.

 

Paweł Ziółkowski


Muzyczny komentarz do zniszczonych kurdyjskich miast w Turcji.

 

[1] „Artykuł 62: Komisja zasiadająca w Konstantynopolu, w skład której wchodzi po trzech członków wyznaczonych przez rządy: brytyjski, francuski i włoski opracuje w ciągu sześciu miesięcy od wejścia w życie niniejszego traktatu projekt lokalnej autonomii dla obszarów o przeważającej liczbie ludności kurdyjskiej, położonych na wschód od Eufratu, na południe po południowej granicy Armenii, która zostanie w przyszłości wyznaczona oraz na północ od granicy Turcji z Syrią i Mezopotamią, ustalonej w artykule 27, II (2) i (3). Jeśli jakakolwiek kwestia nie zostanie rozstrzygnięta jednomyślnie, członkowie komisji zreferują ją swym rządom. Projekt zabezpieczy ochronę praw mniejszości asyro-chaldejskiej oraz innych mniejszości rasowych i religijnych na tych terenach. W tym celu komisja złożona z przedstawicieli Wielkiej Brytanii, Francji, Włoch, Persji i Kurdystanu uda się na miejsce, aby zbadać i zadecydować, czy i jakich poprawek należy dokonać na tym odcinku granicy Turcji, gdzie w myśl postanowień niniejszego traktatu zbiega się ona z granicą Persji.

 

Artykuł 63: Rząd turecki niniejszym akceptuje i zgadza się na wykonanie decyzji obu komisji wymienionych w artykule 62. w ciągu trzech miesięcy od zakomunikowania ich rzeczonemu rządowi.

Artykuł 64: Jeśli w ciągu jednego roku od wejścia w życie niniejszego traktatu ludność kurdyjska na ziemiach wymienionych w artykule 62. zwróci się do Rady Ligi Narodów i wykaże, że większość tych terenów pragnie uzyskać od Turcji niepodległość i jeśli Rada uzna, że ludność ta dojrzała do niepodległości i zaleci zagwarantowanie jej tej niepodległości, Turcja zgadza się niniejszym wykonać takie zalecenie, zrezygnuje ze wszystkich praw i tytułów do tych ziem.” cytat za:  S. Dudra, B. Nitschke „Kurdowie i Kurdystan” [w] „Przegląd Narodowościowy” nr 1/2012, wyd. Uniwersytet Zielonogórski, str. 14. Dostęp online: http://www.ip.uz.zgora.pl/index.php/przeglad-narodowosciowy/numery-issues/164-kurdowie-kurds-przeglad-narodowosciowy-journal-of-nations-no-1-2012

[2] W. Repetowicz „Naród i terytorium Kurdów – wymiar egzystencjalny migracji” [w:] „Humaniora. Czasopismo Internetowe, nr 1(17)/2017, str. 176. Dostęp online: http://humaniora.amu.edu.pl/sites/default/files/humaniora/Humaniora%2017/Repetowicz_Hum_1_17_S.pdf .

[3] K.P. Kaczorowski „Kurdyjskie starania o utrzymanie tożsamości kulturowej – przemiany politycznej reprezentacji Kurdów w Republice Tureckiej” [w:] „Władza sądzenia”  nr 4/2014, wyd. Uniwersytet Łódzki, str. 152-153. Dostęp online: http://wladzasadzenia.pl/2014/4/kurdyjskie-starania-o-utrzymanie-tozsamosci-kulturowej-przemiany-politycznej-reprezentacji-kurdow-w-republice-tureckiej.pdf .

[4] J. Niekrasz „Sytuacja Kurdów w Turcji na przestrzeni wieków” [w] „Przegląd…”, str. 28.

[5] H.L. Kieser „Dersim Massacre, 1937-1938”  https://www.sciencespo.fr/mass-violence-war-massacre-resistance/fr/node/3014 .

[6] Tzw “Strażnicy Wiosek” są formacją kolaboracyjną stworzoną przez władze tureckie. Rekrutacja w ich szeregi często (choć nie zawsze) była przymusowa. Więcej o nich: https://www.buzzfeed.com/borzoudaragahi/turkeys-longest-war .

[7] http://hartford-hwp.com/archives/51/009.html .

[8] https://corporatewatch.org/from-fascist-to-anti-militarist-an-interview-with-a-turkish-ex-soldier-2 .

[9] https://twitter.com/TurkeyUntold/status/792333485105115136 .

[10] https://anfenglish.com/features/turkish-special-units-are-prey-to-the-guerrilla-20387 , https://anfenglish.com/kurdistan/jItem-case-soldiers-dressed-up-like-guerrilla-to-commit-murder-22129 .

[11] https://anfenglish.com/kurdistan/stories-of-roboski-victims-23885 .

[12] https://frederikegeerdink.com/2013/04/05/the-truth-about-uludere-3 .

[13] http://ekurd.net/turkey-destroys-roboski-memorial-2017-01-09 .

[14] http://theregion.org/article/13040-from-homicide-to-memorycide-the-cultural-revolution-in-amed-which-led-to-the-decimation-of-sur .

[15] https://www.opendemocracy.net/nadje-al-ali-latif-tas-g-ltan-ki-anak/kurdish-women-s-battle-continues-against-state-and-patriarchy- .

[16] http://www.nrttv.com/En/Details.aspx?Jimare=11246 .

[17] Np. kurdyjska piosenkarka Nudem Durak została w kwietniu 2015 r. skazana na 10,5 roku więzienia. W lipcu 2016 r. wyrok podniesiono do 19 lat. Jedyną zbrodnią Nudem było śpiewanie i nauczanie dzieci kurdyjskich piosenek. http://voiceproject.org/takeaction/free-nudem-durak , https://corporatewatch.org/imprisoned-for-singing-in-kurdish-support-nudem-durak , http://songfornudemdurak.org .

[18] Artykuł po turecku: http://www.nerinaazad.org/columnists/oktay_yildiz/cokturme-plani .

[19] https://www.byline.com/column/57/article/1331 .

[20] http://observers.france24.com/en/20151008-turkey-police-dragged-streets-kurdish-video , http://www.dailymail.co.uk/news/article-3262116/Turkish-officials-defend-shooting-dead-Kurdish-protestor-dragging-body-streets-saying-corpse-booby-trapped.html , https://www.huffingtonpost.com/entry/turkey-dragged-kurdish-man-video_us_56142087e4b022a4ce5fc79e .

[21] https://www.reuters.com/article/us-turkey-kurds/turkish-cleansing-operation-rocks-southeastern-cities-idUSKBN0U80FQ20151226 , http://kurdishquestion.com/oldarticle.php?aid=dead-bodies-on-the-street-and-the-unforgiving-war-in-kurdistan , http://www.demokrathaber.org/guncel/taybet-inan-in-kizi-o-sokaga-her-baktigimda-annemin-yerde-h94332.html .

[22] https://www.hrw.org/news/2016/07/11/turkey-state-blocks-probes-southeast-killings .

[23] tamże.

[24] http://jinha.com.tr/en/ALL-NEWS/content/view/53209 .

[25] https://www.hrw.org/news/2016/07/11/turkey-state-blocks-probes-southeast-killings .

[26] http://www.ohchr.org/Documents/Countries/TR/OHCHR_South-East_TurkeyReport_10March2017.pdf .

[27] http://villa.org.pl/villa/wp-content/uploads/2017/06/WHW-Report-2017.pdf

[28] https://anfenglishmobile.com/kurdistan/latest-situation-in-amed-s-historic-sur-district-25111 .

[29] http://komnews.org/siege-kurdish-village-continues-6-people-killed-2-children-taken-hostage-reports

[30] https://anfenglish.com/kurdistan/clashes-at-southern-kurdistan-border-continue-22399 .

[31] http://www.hurriyetdailynews.com/turkish-army-engages-in-northern-iraq-for-first-time-in-nine-years-121032 .

[32] http://www.nrttv.com/en/Details.aspx?Jimare=19559 .

[33] https://anfenglishmobile.com/kurdistan/120-families-left-their-homes-due-to-turkish-attacks-on-bashur-25958 .

W ostatnim tygodniu bardzo dużo mówi się o współczuciu, o pomaganiu. Wszystko za sprawą Dominiki Kulczyk – współwłaścicielki firmy Kulczyk Investments działającej w 30 krajach na świecie oraz prezeski Kulczyk Foundation, również obecnej w 30 krajach (przypadek?). W związku z tą drugą działalnością występuje ona w serialu dokumentalnym „Efekt domina”, w którym, jak opisuje jeden z portali: „'Efektu domina' nie da się powstrzymać. Jeden dobry uczynek pociąga za sobą następny. Ten program to najlepszy przykład na to, iż każde mądre wsparcie może uruchomić serię pozytywnych zmian w życiu całych społeczności. Tym razem Dominika Kulczyk pomaga tam, gdzie problem głodu i niedożywienia, zwłaszcza wśród najmłodszych, jest najbardziej widoczny”. Koncepcja całkiem niezła i idea wydaje się słuszna, zwłaszcza że czas Wielkanocy, a Jezus nauczał o pomocy bliźniemu. W miastach w Polsce pojawiły się billboardy, na których widzimy Dominikę trzymającą czarnoskóre dziecko. Dzieci łapią za serce, więc nie dziwi, gdy w jednym z czasopism szybko pojawia się wywiad z bohaterką. Kulczyk przekonuje w nim, że taka działalność jest jej obowiązkiem. Bo jako nastolatka była bogatsza od innych rówieśników, gdyż miała mandarynki.



No i zaczął się efekt domina. Podczas tegorocznego rozdania Nagród Radia Tok FM im. Anny Laszuk aktywiści Obozu dla Puszczy wspomnieli, że sponsorująca tę nagrodę Kulczyk Investments robi coś niedobrego w Delcie Nigru, że to katastrofa ekologiczna. Z tego samego Obozu jedna z aktywistek rezygnuje z ubiegania się o inną nagrodę, bo nie chce stać ramię w ramię z Dominiką Kulczyk, także do niej nominowaną. W międzyczasie powstają teksty, opinie, felietony, ludzie spierają się w komentarzach. Jedni popierają Dominikę jako wyśmienitą filantropkę, bohaterkę „trzeciego świata” i oskarżają jej przeciwników, że zazdroszczą jej pieniędzy, które przecież ciężko zarobił jej tata. Wojciech Staszewski w swoim komentarzu do sprawy pisze o zawiści zjadaczy ziemniaków wobec zjadaczy mandarynek. Druga strona natomiast krzyczy, że Delta Nigru, że Tunezja. Jako mieszkaniec Poznania, w którym Jan Kulczyk zaczynał swoją biznesową karierę, pozwolę sobie dorzucić swoje trzy grosze.



Aby rozeznać się trochę w kwestii tego, jak Dominika Kulczyk jest w stanie pomagać dzieciom na całym świecie, trzeba zobaczyć, skąd pochodzą dochody jej, jak i prowadzonej przez nią fundacji. W tym celu wystarczy wejść na stronę Kulczyk Investments. Znajdziemy tam wszystkie inwestycje. Połowa z nich związana jest z wydobyciem surowców naturalnych takich jak ropa, gaz, węgiel i złoto w Afryce i Ameryce Łacińskiej, czyli najbardziej kontrowersyjne z punktu widzenia lokalnych społeczności biznesy, które nie bez przyczyny prowadzą do licznych protestów, często krwawo tłumionych. Na tych właśnie kontynentach pomocy udziela Kulczyk Foundation. Oczywiście nie tylko firmy znajdujące się pod kontrolą Kulczyków zyskują na eksploatacji surowców w krajach globalnego Południa. O znaczeniu tego typu przemysłu wydobywczego i jego konsekwencji mówi np. krótki filmy Instytutu Globalnej Odpowiedzialności, który warto obejrzeć przed lekturą następnej części tekstu: „Tajemnica twojego smartfona”.



Przyjrzyjmy się bliżej działalności niektórych konsorcjów rodziny Kulczyków. Zacznijmy od Neconde Energy Limited. Jej opis z wyżej wspomnianego portfolio brzmi: „Konsorcjum, które kupiło od Shell 45% udziału w licencji OML 42 w delcie Nigru, jednym z największych basenów węglowodorowych na świecie. Udział w konsorcjum Neconde daje Kulczyk Investments dostęp do bardzo atrakcyjnych aktywów wydobywczych na terenie Afryki.” Jest. Słynna i głośna w ostatnich dniach Delta Nigru, tak bardzo przywoływana przez ekologów. W 2008 i 2009 roku doszło tam do wycieków, które zanieczyściły wodę, zniszczyły ziemię uprawną, a plama ropy miała 200 km długości. Pozbawiło to wody pitnej i zrujnowało życie dziesiątek tysięcy osób w regionie. Wtedy pojawiło się Kulczykowe Neconde, które odkupiło licencje skompromitowanego Shella. Była to całkiem udana inwestycja – Shell pozostał z konsekwencjami i wyciekiem do posprzątania, a Neconde tanio nabyło „żyłę złota”. Nie było słychać wtedy o akcji humanitarnej z ich strony. Zarobili kosztem zniszczenia domu 30 milionów ludzi, w tym wielu dzieci, podczas gdy „Efekt domina” pomógł 600000 osób, zgodnie z tym, co mówi Dominika.



Kolejna spółka to Serinus, która wcześniej nazywała się Kulczyk Oil Ventures, w ostatnim czasie wykazuje tylko straty. Głównie za sprawą tego, że inwestuje w niestabilnych regionach, szukając ropy i gazu. Były to m.in. Syria przed wojną, Ukraina przed konfliktem zbrojnym oraz Tunezja. O inwestycjach w tym ostatnim kraju głośno było w ostatnim roku, kiedy to spółka straciła dostęp do pól naftowych okupowanych w ramach strajku przez pracowników. Było to spowodowane zwolnieniami w rafineriach. Ktoś powie – no ale chociaż na chwilę dostali pracę. Tylko niestety przemysł wydobywczy ma to do siebie, że pojawia się na jakimś terenie, zanieczyszcza środowisko, daje co prawda na jakiś czas pracę, ale zostawia później mieszkańców z wyjałowioną ziemią, bez perspektyw i możliwości przeżycia oraz ze zdestabilizowanym regionem. Pracownicy w Tunezji, walcząc o godne warunki życia, giną w czasie ataków policyjnych, a wszystko po to, aby spółki takie jak Kulczykowe Serinus mogły odzyskać za cenę krwi kontrolę nad swoimi inwestycjami. Przypomnijmy, że właśnie na tych ludziach i ich pracy w rafineriach i kopalniach ciężko zza biurka dorobili się Kulczykowie.



W czwartej edycji „Efektu domina” Dominika Kulczyk będzie prowadziła działania w obozie dla uchodźców. I tutaj warto przyjrzeć się kolejnej spółce – San Leon Energy. Wpisując tą nazwę w wyszukiwarkę, pojawia się wideo. Widać obóz dla uchodźców, sporo dzieci i protest przeciwko San Leon. Kobieta tłumaczy, że przez działalność tej spółki są pozbawieni podstawowych produktów, takich jak woda i nie chcą ich na swoim terenie. Już nie wspominając o tym, że spółka ta wydobywa dla okupanta, przez którego znaleźli się w tej sytuacji. Ciekawe, czy o nich też będzie program…



No i ostatnia spółka, której chcę się przyjrzeć. Autostrada Eksploatacja SA, czyli spółka posiadająca dużą część autostrady A2 będącej najdroższą autostradą w Europie. Było to sprytne zagranie, ponieważ początkowo Jan Kulczyk ściągał samochody zagranicznych marek do polski. Na tym zbił pierwszy majątek. Aby dodatkowo zarobić na tej inwestycji, dogadał się z polskim rządem i wszedł w budowę A2. Dzięki temu mógł zarobić po raz drugi na wysokich opłatach za przejazdy. A zarobek spory, bo w roku 2011 wynosił 400 mln zł. Kulczyk Investments tłumaczy się, że musi w całości pokrywać koszty utrzymania autostrady i do tego płacić podatek VAT od sprzedaży biletów. W tym czasie taka np. Szwajcaria potrafi skasować od kierowcy za rok tyle pieniędzy za przejazd wszystkimi autostradami, co Autostrada SA jednorazowo za przejazd w dwie strony. I nie jest w stanie oddać państwu 800 mln zł plus odsetki, na które okradła nas wszystkich (w tym szpitale, sierocińce i stołówki, w których działa Kulczyk Foundation), przeszacowując prognozy dotyczące przejazdu ciężarówek autostradą. Tak właśnie uczciwie zarabia rodzina Kulczyków na swoją działalność dobroczynną i na swoje mandarynki kosztem zjadaczy ziemniaków.



Na podstawie danych, które podsuwa sama strona Kulczyk Investments, można jednoznacznie stwierdzić, że Dominika Kulczyk nie jest filantropką. Jest zwykłą hipokrytką, która dorobiła się na nieszczęściu innych oraz na tym, że jej ojciec miał (co mu trzeba oddać) łeb do interesów. I podstawowym problemem nie jest tutaj – jak niektórzy pokroju Staszewskiego twierdzą – zawiść do zjadaczy mandarynek. Niech je jedzą. Problemem jest to, że sok z tych mandarynek wymieszany jest z ludzką krwią i łzami: pracujących w kopalniach oraz zabitych na protestach, a także tych, którzy zostali zmuszeni do opuszczenia swoich ziem, ponieważ na skutek katastrof ekologicznych nie nadają się one do życia. Jeśli faktycznie chce pomóc tym ludziom, powinna zamknąć interesy w krajach globalnego Południa, a pieniądze zarobione na nich zainwestować w rekultywację terenów i pomoc byłym pracownikom i rolnikom. A tak mamy „Efekt domina”: wykorzystać, zarobić, zniszczyć, przekazać ochłap na pomoc, żeby pokazać, jak się jest fajnym. Opowiedzieć o tym mediom, żeby pokazać, jak dzięki zarobionym pieniądzom można pomóc. A w międzyczasie wciąż eksploatować i na koniec porzucić interes, zostawiając ludność w nienadającym się do życia ekosystemie.

Kawka

 

 

www.rozbrat.org

 

 

 

3 marca w Poznaniu odbył się Socjalny Kongres Kobiet. Zainicjowały go poznańskie pracownice żłobków, instytucji kultury oraz lokatorki z Warszawy i Poznania. Zorganizowanie Kongresu wynikało z konieczności rozszerzenia walki o wyższe płace i niższe czynsze, którą wspólnie toczymy na gruncie związków zawodowych i stowarzyszeń lokatorskich. Walka ta jest często bezpośrednią odpowiedzą na antykobiecą politykę prowadzoną przez władze samorządowe. Obecne próby zaostrzenia prawa aborcyjnego traktujemy natomiast jako uzupełnienie tej samej antykobiecej polityki, lecz tym razem realizowanej na szczeblu centralnym. W związku z tym my również wychodzimy na ulice, gdyż jesteśmy częścią szerszego ruchu kobiecego. Poniższa lista postulatów nie jest bezpośrednią odpowiedzią na rządowe próby ograniczania dostępu do właściwej opieki medycznej w przypadku niechcianej ciąży. Niemniej brak takiej opieki skutkuje pogorszeniem naszego położenia ekonomicznego, a to wzbudza nasz sprzeciw.

 

 

1. Skrócenie długości tygodniowego czasu pracy do 35 godzin bez obniżenia płacy.


Poza tym, że pracownice zmagają się z obowiązkami zawodowymi, to na domiar złego wykonują darmową pracę w domu. Faktycznie w tygodniu pracują znacznie dłużej niż 40 godzin. Tymczasem ciągły wzrost wydajności pracy w gospodarce umożliwia skrócenie czasu pracy bez obniżenia płac. Jeżeli godziny pracy nie ulegają skróceniu, to na wzroście wydajności zyskuje tylko biznes, a tracą osoby pracujące. Ponadto wzrost wydajności pracy bez powszechnego skrócenia tygodnia roboczego w dłuższej perspektywie powoduje bezrobocie i biedę. Średni roczny czas pracy w Polsce jest o ok. 500 godzin dłuższy niż w Niemczech i należy do najdłuższych w Europie, co świadczy o naszym przepracowaniu. Potrzebujemy więcej czasu wolnego od pracy, w którym możemy realizować własne potrzeby. W przypadku pracownic żłobków i innych zatrudnionych w sektorze opiekuńczym występuje konieczność skrócenia czasu pracy do 25 godzin tygodniowo. Poziom ten obecnie przysługuje opiekunkom przedszkolnym i pozwala na właściwy odpoczynek.

 

 

2. Podwyższenie płac i zatrudnianie na umowy o pracę we wszystkich zakładach finansowanych z budżetu samorządowego lub państwowego.


Zwiększanie zadań instytucji finansowanych z budżetu samorządowego lub państwowego przy równoczesnym ograniczaniu liczby etatów powoduje wzrost obciążenia pracą. Za większą ilością pracy nie idzie jednak wzrost płac. Niskie płace, które są powszechne w miejskich instytucjach, zmuszają nas do „dorabiania” poza czasem pracy etatowej, w weekendy i podczas urlopów. Praca ta czasami jest wykonywana u tego samego pracodawcy, ale w innym zakresie obowiązków. Przepracowanie powoduje pogorszenie zdrowia: urazy, wypadki przy pracy, przewlekłe choroby, choroby zawodowe. Problemy te pogłębia zatrudnienie na umowy śmieciowe i outsourcing, dzięki którym instytucje tną koszty swojej działalności, obniżają płace i pogarszają warunki pracy. Ponadto umowy śmieciowe służą wzmaganiu podziałów pomiędzy pracownicami na te „lepsze” i „gorsze”, przy czym występowanie tych „gorszych” wywiera presję na te, które jeszcze mają stały etat.

 

 

3. Zwiększenie liczby miejsc w żłobkach i przedszkolach miejskich oraz obniżenie opłat za ich usługi.

Wieloletnie niedofinansowanie i cięcia wydatków publicznych, które zredukowały dostęp do żłobków, przedszkoli i innych instytucji opiekuńczych, bezpośrednio uderzają w kobiety. Ich darmowa bądź nisko płatna praca, wypełnia braki spowodowane ograniczonym dostępem do usług, żywności lub złymi warunkami mieszkaniowymi. W praktyce np. starsze kobiety muszą pracować na rzecz swoich dorosłych dzieci, sprawując opiekę nad własnymi wnukami. Niedorozwój publicznych instytucji opiekuńczych np. dla dzieci i osób starszych w rzeczywistości oznacza, przykucie kobiet do pracy w gospodarstwach domowych.

 

4. Wliczenie czasu przeznaczonego na dojazd do miejsca pracy w całkowity czas dnia roboczego.


Wysiłek związany z dojazdami do pracy nie jest traktowany jako praca, mimo że wiele zakładów działa wyłącznie dzięki zatrudnianiu ludzi, którzy nie mieszkają w ich najbliższym otoczeniu. Ludzie ci zmuszeni są do długich dojazdów ze względu na brak możliwości zatrudnienia „u siebie”. Kilkugodzinne dojazdy i praca na pełen etat uniemożliwiają realizację wszystkich obowiązków opiekuńczych w domu, nie wspominając o właściwym odpoczynku. Korzystanie z transportu pracowniczego, nierzadko podlega kontroli i różnym regulacjom, np. w autobusach dowożących pracowników do magazynów Amazona nie można spożywać posiłków ani napojów. Korzystanie z transportu publicznego naraża nas z kolei na opłaty, co jest absurdalną sytuacją. Nie dość, że dojazd do zakładu wiąże się ze stratą czasu i służy jedynie realizacji potrzeb przedsiębiorców, to jeszcze musimy za niego płacić. W konsekwencji tygodniowo oddajemy naszym szefom od kilku do kilkudziesięciu godzin naszego życia za darmo, a niejednokrotnie musimy jeszcze za to płacić.

 

28700806 912225092292256 8615037894583832466 o

 

5. Zwiększenie kontroli społecznej nad finansami i działaniami samorządu.


Finanse miasta nie są przejrzyste dla większości jego mieszkańców. Władze politykę zaciskania pasa uzasadniają względami ekonomicznymi, problem jednak nie jest brak funduszy lecz sposób ich podziału. Zbyt niskie zarobki w instytucjach opłacanych przez samorząd faktycznie wynikają z przyjęcia określonych priorytetów politycznych a nie z  „napiętego budżetu”. Wydatki na opiekę społeczną, usługi komunalne czy kulturę nie przynoszą wielkich zysków biznesowi, z zasady są więc traktowane jako strata, a ich niedofinansowanie jest normą. Natomiast budowa dróg czy stadionu umożliwiają transfer milionów do prywatnych kieszeni i w związku z tym wydatki te określa się jako „inwestycje rozwojowe”. Miejscy politycy w swoich decyzjach np. dotyczących finansowania instytucji kultury kierują się własnym gustem lub trendami politycznymi. W przypadku działalności instytucji opiekuńczych priorytetem jest utrzymywanie ich niewydolności, co zawsze może służyć jako pretekst do ich zamknięcia. My marnujemy nasz czas, głowiąc się nad strukturą budżetu, podczas gdy politycy używają go jako narzędzia do zabierania biednym i obdarowywania bogatych. Im bardziej niejasna struktura budżetu, tym łatwiej wyprowadzić z niego miliony, które trafiają do nielicznych.

 

 

6. Umożliwienie związkom zawodowym kontroli pracowniczej w zakresie norm pracy.


Brak szczegółowych zapisów w kodeksie pracy dotyczących norm pracy umożliwia przedsiębiorcom zwiększanie jej intensywności zgodnie z własnymi potrzebami. Normy, wskaźniki wydajności, ilość produktów na godzinę do wykonania przy liniach montażowych czy ilość dzieci w grupach w przypadku opiekunek żłobkowych, często przewyższa możliwości fizyczne zatrudnionych. Domagamy się kontroli pracowniczej nad regulacją norm, poprzez związki zawodowe lub reprezentacje załóg. Normy nie mogą rosnąć bez uzasadnienia (bez wprowadzania technologicznych usprawnień). Domagamy się zaprzestania zwolnień pod pretekstem niezrealizowania normy. Normy wydajności pracy muszą uwzględniać potrzeby i możliwości pracowników (zwłaszcza osób starszych czy niepełnosprawnych).

 

 

7. Planowanie czasu pracy (np. ustalania harmonogramów, zmian czy przerw w pracy) zgodnie z potrzebami zatrudnionych.


Elastyczne zatrudnienie służy jeszcze większemu usztywnieniu przedsiębiorców pod względem planowania czasu pracy. Spora część zakładów funkcjonuje w trybie 24-godzinnym, mimo że nie ma ku temu innego uzasadnienia niż zwiększenie zysków (nie mówimy o sektorach, które zaspokajają bieżące potrzeby takie jak służba zdrowia). Praca nocna, przymusowe nadgodziny, dodatkowe dyżury, coraz dłuższe okresy rozliczeniowe niszczą nasze zdrowie fizyczne i psychiczne. Zwłaszcza w przypadku pracy nocnej domagamy się dopasowania czasu pracy do naszych potrzeb (tj. możliwości ograniczenia jego długości i możliwości wyboru godzin przeznaczonych na pracę), jak również planowania czasu pracy z co najmniej trzymiesięcznym wyprzedzeniem. Niestabilne godziny pracy uderzają ze zdwojoną siłą w rodziców oraz osoby opiekujące się osobami starszymi lub niepełnosprawnymi. Krótkookresowe umowy agencyjne (np. dwutygodniowe czy miesięczne), na których pracuje się pół roku lub dłużej, służą przerzucaniu ryzyka biznesowego na ludzi pracy. Umowy te skutkują skrajną niepewnością i pracą ponad siły (nawet podczas przechodzenia choroby), aby „zasłużyć” na kolejną umowę. Ponadto przerwy, które są niezbędne, aby móc przepracować cały dzień roboczy, powinny być w całości poświęcone na odpoczynek, a nie na realizację dodatkowych zadań służbowych czy na dotarcie do miejsca samego odpoczynku.

 

28700875 912225188958913 7807619584412411592 o

 

8. Powszechne ubezpieczenie zdrowotne dla wszystkich osób zamieszkałych w Polsce. Zniesienie limitów na specjalistyczne świadczenia medyczne.


Powszechnie panujące niestabilne zatrudnienie i związane z nim częste okresy bezrobocia utrudniają dostęp do bezpłatnego, specjalistycznego lecznictwa i rehabilitacji. Z obecnego systemu ubezpieczeń społecznych mogą korzystać jedynie osoby zatrudnione na podstawie umowy o pracę. Osoby zatrudnione na umowach śmieciowych lub niezarejestrowane jako bezrobotne muszą płacić krocie za prywatną opiekę medyczną i leki. Taki stan w połączeniu z niskimi zarobkami zmusza je do pracy ponad siły. Brak środków na podejmowanie leczenia i profilaktyki powoduje, szczególnie wśród starszych osób, gwałtowne pogorszenie zdrowia. Koszty wynikające z wyniszczenia zdrowia przez pracę powinny ponosić państwo i przedsiębiorcy a nie pracownice, które są zmuszone często leczyć siebie i swoich bliskich metodami domowymi. Niezależnie od tego czy jesteśmy zatrudnione na podstawie umowy o pracę i czy posiadamy polskie obywatelstwo, przymus pracy wyciska piętno na naszym zdrowiu. W związku z tym wymagamy stałego, a nie ograniczonego, dostępu do opieki medycznej.

 

9. Powszechna emerytura na poziomie co najmniej płacy minimalnej.


Gwałtowny spadek wysokości dochodów po przejściu na emeryturę wymusza na seniorach, jeśli pozwala na to ich stan zdrowia, kontynuowanie pracy. Problem ten dotyka zwłaszcza osób samotnych i kobiety, które w okresie aktywności zawodowej są zwykle gorzej opłacane, więc uzyskują niższe emerytury. Zbyt niskie emerytury uniemożliwiają, chociażby opłacenie czynszu lub zakup niezbędnych leków co w dalszej perspektywie skazuje starsze osoby na eksmisję lub wczesną śmierć.

 

10.Rozwinięcie budownictwa komunalnego jako alternatywy dla komercyjnych mieszkań, a nie formy pomocy.


Podstawowy problem dzisiejszej polityki mieszkaniowej sprowadza się do tego, że w ostatnich dwóch dekadach struktura budownictwa mieszkaniowego sukcesywnie ulegała zmianie. W 2010 r. w podmioty uspołecznione oddały do użytku raptem 6,6% ze wszystkich nowych mieszkań, gdy tymczasem deweloperzy oddali ich ponad 40%. Spadek znaczenia budownictwa uspołecznionego jest szczególnie widoczny w miastach. To w nich deweloperzy oddają dziś do użytku 60-65% ogółu mieszkań (w 1995 r. – tylko 6,3%). Równocześnie następuje prywatyzacja komunalnych zasobów mieszkaniowych i gwałtowny spadek ich liczby. Raport NIK ujawnił, że władze miast realizują zapotrzebowanie na lokale socjalne na poziomie 1-2% rocznie! Rozwój budownictwa deweloperskiego i zapaść budownictwa uspołecznionego, w tym także komunalnego, sprzyja jedynie dużym inwestorom, firmom budowlanym i bankom kredytującym budownictwo prywatne. Brak konkurencji doprowadził do monopolu kilku deweloperów, który oznacza nadmierne wywindowanie cen nieruchomości na sprzedaż, jak i cen wynajmu. Celem przeciwdziałania takiej sytuacji konieczna jest zatem dywersyfikacja rynku nieruchomości i rozwój miejskich zasobów lokalowych. Tylko aktywna polityka samorządów, polegająca na wdrażaniu programów budownictwa socjalnego i komunalnego, jest w stanie zapewnić godne warunki mieszkaniowe, zapobiec wyludnianiu miast i wzrostowi nierówności społecznych.

 

11. Zatrzymanie reprywatyzacji nieruchomości i naprawa spowodowanych przez nią krzywd społecznych.


Reprywatyzacja polega na przejęciu w prywatne ręce przedwojennych majątków, w tym miejskiego zasobu lokalowego. W wielu miastach majątki te tworzone były za publiczne kredyty. W Warszawie po wojnie zostały one odbudowane dzięki darmowej i półdarmowej pracy, potrąceniom z pensji pracowników w całym kraju i materiałom z rozbiórki innych miast. Podobnie jak kiedyś „cały naród odbudowywał stolicę”, obecnie wszyscy zrzucamy się na fortuny dla kilku nowych właścicieli reprywatyzowanych nieruchomości. Poza reprywatyzacją tysięcy kamienic władze przeznaczają dziesiątki miliardów złotych na finansowe odszkodowania dla przedwojennych właścicieli. Wyłożenie tak dużych funduszy z budżetu stolicy było możliwe dzięki wprowadzeniu szeregu antyspołecznych reform: ratusz sprywatyzował stołówki szkolne i system energetyki cieplnej (SPEC), podwyższył czynsze w mieszkaniach komunalnych i ceny biletów komunikacji miejskiej. Z tej przyczyny reprywatyzacja jawi się jako największa grabież w historii powojennej Warszawy. Władze unikają jednak odpowiedzialności za społeczne krzywdy wynikające z tego procesu. Naprawa krzywd powinna polegać na: weryfikacji wszystkich przejęć nieruchomości, przywróceniu ich miastu, możliwości powrotu do lokalu komunalnego dla wszystkich lokatorów ze zreprywatyzowanych mieszkań, cofnięciu prywatyzacji i podwyżek usług publicznych oraz odtworzeniu i poszerzeniu zasobu mieszkań komunalnych.

 

12. Oddłużenie lokatorów oczekujących na przydział do lokali socjalnych i zmuszonych uiszczać tzw. karny czynsz (odszkodowanie za bezumowne korzystanie z lokalu).


Ponieważ zasób lokalowy gmin jest zbyt mały, to mieszkańcy po uzyskaniu prawa do lokalu socjalnego, nie mają możliwości z niego korzystać. Wówczas nadal zamieszkują dotychczasowe (najczęściej prywatne) lokale, a gmina wypłaca prywatnym właścicielom comiesięczne odszkodowania. W dalszej kolejności gminy żądają od owych mieszkańców zwrotu odszkodowań. Brak rozwiązania sprawy tzw. regresów (odszkodowań regresowych) powoduje, że za niedobór mieszkań socjalnych płacą lokatorzy. W rzeczywistości prawo do mieszkania ich nie obowiązuje i są obciążani wielotysięcznymi, niemożliwymi do spłacenia długami. Samo oczekiwanie na lokal socjalny zasądzony przez sąd trwa często ponad dziesięć lat. Konsekwencji takiego stanu rzeczy nie mogą ponosić lokatorki, szczególnie że ich prawo do lokalu socjalnego wynika z niskich dochodów i ze złej sytuacji materialnej.

 

28701446 912225068958925 2108180731498091263 o copy

 

13. Wprowadzenie całkowitego zakazu eksmisji do tzw. lokali tymczasowych, które są tylko zakamuflowaną formą eksmisji „na bruk”. Wprowadzenie także całkowitego zakazu traktowania ośrodków dla bezdomnych prowadzonych przez organizacje pozarządowe i gminy, jako lokale zastępcze.


Tzw. lokale tymczasowe dla eksmitowanych to przeważnie pokoje w hotelach pracowniczych opłacone przez władze miasta nie dłużej niż przez miesiąc. Toteż najczęściej po upływie miesiąca osoby eksmitowane i tak trafiają do ośrodków dla bezdomnych. Bywa, że opiekun prawny częściowo ubezwłasnowolnionych osób, zamiast bronić swoich podopiecznych, ułatwia właścicielowi dokonanie eksmisji. Ośrodki dla bezdomnych z zasady są schronieniem w sytuacjach kryzysowych i tak należy je traktować. W żadnym wypadku nie mogą pełnić funkcji lokali zastępczych czy socjalnych.

 

14. Urealnienie kryterium dochodowego przy przyznawaniu mieszkań komunalnych i socjalnych, zniesienie kryterium metrażowego oraz wprowadzenie zasad przyznawania lokali socjalnych odpowiadających realnym potrzebom mieszkańców i mieszkanek gmin.


Jeżeli władze gminy nie chcą wywiązać się z obowiązku dostarczenia odpowiedniej liczby lokali komunalnych i socjalnych, wówczas określają kryteria przydziałów mieszkań w taki sposób, aby ograniczyć uwzględnianie wniosków dużej części potrzebujących. Kryterium dochodowe eliminuje osoby, które osiągają zbyt wysokie dochody, aby starać się o przydział mieszkania komunalnego. Z drugiej strony osoby te zarabiają za mało, aby wynająć mieszkanie na rynku. Kolejnym problemem jest próg metrażowy, który uderza w osoby o niskich dochodach „uwięzionych” w stosunkowo dużych mieszkaniach czynszowych. Ostatecznie np. w Poznaniu zmiana określonych kryteriów uwzględniania wniosków spowodowała wzrost ich liczby i ujawniła dużą grupę potrzebujących.

 

15. Objęcie ochroną „frankowiczów”. Objęcie ochroną osób, które z powodu zadłużenia i niemożliwości spłat kredytu mieszkaniowego utracili prawo do swojego jedynego mieszkania zajmowanego na podstawie prawa własności; wskutek przewłaszczenia stają się bezdomni i nie obejmują ich przepisy ustawy o ochronie praw lokatorów (casus min. tzw. frankowiczów).

Według niektórych danych grupa zadłużonych tzw. frankowiczów liczy ok. 560 tys. osób. Problem zadłużenia związanego z zakupem mieszkania dotyczy całych rodzin, czyli  znacznie większej ilości ludzi.  W 2000 r. wysokość kredytów hipotecznych zaciągniętych przez Polaków i Polki ogółem wynosiła ok. 9,5 mld zł., obecnie jest to ok. 378 mld zł. W ciągu kilkunastu lat zadłużenie z tego tytułu wzrosło zatem o blisko 3900%. Niejednokrotnie zadłużone rodziny ze względu na zaprzestanie spłaty kredytu tracą prawo do zajmowanego lokalu, który jest jedynym miejscem, gdzie mogą zaspokoić swoje potrzeby mieszkaniowe. Utrata płynności finansowej gospodarstw domowych spowodowana jest głównie wysokimi ratami kredytu hipotecznego (często wcześniej denominowanego we frankach). Powody tego stanu rzeczy są różne, np. utrata pracy wskutek choroby czy innych okoliczności niezależnych od dłużników. W przypadku braku płynności spłat następuje licytacja i utrata prawa do zajmowanego lokalu. Nowy właściciel na podstawie aktu nabycia i przywłaszczenia mieszkania może bez konieczności wnoszenia sprawy do sądu od razu rozpocząć postępowanie z udziałem komornika, który automatycznie na jego zlecenie dokonuje eksmisji.

 

16. Podłączenie wszystkich mieszkań komunalnych do c.o., oddłużenie lokatorów zmuszonych do ogrzewania się prądem i wprowadzenie realnej regulacji cen energii.


Pomimo że ogrzewanie prądowe jest najdroższą formą ogrzewania, to w samej Warszawie niemal 70 proc. budynków zarządzanych przez gminę nie jest podłączona do sieci ciepłowniczej. Warunkiem uzyskania przydziału mieszkania komunalnego są niskie zarobki, lecz koszty ogrzewania prądem są wielokrotnie wyższe niż progi zarobków określone przez ratusz. Sytuacja ta jest szczególne trudna dla pracujących matek, które nie są w stanie oszczędzać na ogrzewaniu, gdyż muszą zapewnić dzieciom właściwe warunki. Za zaniedbania władz miast pod względem zapewnienia dostępu do taniej energii płacą więc lokatorki, podczas gdy urzędnicy chowają głowę w piasek. Do czasu podłączenia mieszkań do c.o. należy ulżyć lokatorom skazanym na drastyczne koszty ogrzewania, znosząc opłaty czynszowe. Ponieważ nieproporcjonalne koszty ogrzewania powodują zadłużenie i eksmisje najemców, to w ich wypadku konieczne jest również unieważnienie długów czynszowych i wstrzymanie eksmisji. Obecnie istniejące dodatki energetyczne sięgają 2 proc. realnych kosztów ogrzewania prądem, a w związku z tym należy uruchomić dopłaty wyrównawcze za prąd. Prywatyzacja sektora energetycznego jest przyczyną ciągłego wzrostu cen prądu, które powinny podlegać znacznie większej regulacji.

 

17. Wprowadzenie mieszkaniowych programów wsparcia dla cudzoziemców znajdujących się w niedostatku ekonomicznym, uchodźców i osób ubiegających się o azyl.


Wielkopolskie Stowarzyszenie Lokatorów od 2013 r. walczy o prawo do mieszkania dla  migrantów romskich, którzy ze względu na złą sytuację materialną zamieszkują np. opuszczone altany działkowe. Romowie nie mają możliwości rejestracji swojego pobytu w Polsce. Co za tym idzie instytucje miejskie jak i podmioty prywatne częściej stosują wobec nich nielegalne wysiedlenia i łamią Ustawę o Ochronie Praw Lokatorów. Niektóre gminy w Polsce odpowiadają za wysiedlenia Romów przed Europejskim Trybunałem Praw Człowieka. Wysiedlenia i nielegalne wyburzenia wiążą się z wydatkami z miejskich budżetów, które można by przeznaczyć na rozwój mieszkalnictwa. Osoby oczekujące na decyzję o uzyskaniu azylu lub innej formy ochrony, nie mogą podejmować legalnej pracy w Polsce. Ponadto nie mają możliwości uzyskania podstawowej ochrony w postaci mieszkania. W takiej sytuacji są one zmuszone do pracy na czarno, aby opłacić czynsze komercyjne.

 

28827067 912225158958916 2664185878557861203 o

 

18. Wprowadzenie regulacji dotyczących przemocy w rodzinie, polegających na tym, iż to sprawca przemocy zobowiązany jest do opuszczenia mieszkania.


Dotychczasowe formy ochrony ofiar przemocy nie są wystarczające pod względem ochrony praw lokatorskich. Niejednokrotnie to ofiary przemocy są zmuszone do opuszczenia mieszkania i wielomiesięcznego lub wieloletniego oczekiwania na zapadnięcie wyroków sądowych i na możliwość ubiegania się o pomoc mieszkaniową.

 

19. Wprowadzenie całkowitego zakazu budowy substandardów mieszkaniowych w postaci kontenerów socjalnych i baraków oraz wykorzystywanie ich jako mieszkania socjalne lub lokale tymczasowe dla najuboższych.


W Polsce w warunkach substandardowych mieszka około 5,5 mln osób. W 2012 r. Główny Urząd Statystyczny podał z kolei, że płaca przeciętnego mieszkańca Polski, umożliwia nabycie ok. pół metra kwadratowego mieszkania. To niemal dwa razy mniej niż dziesięć lat temu. W kolejce na przydział lokali socjalnych i komunalnych oczekują tysiące osób, natomiast gminy coraz częściej wdrażają mieszkania substandardowe w postaci baraków, kontenerów czy w domów z dykty. Działania te często łamią zapisy prawa budowlanego. Co więcej, lokalizowanie substandardowych osiedli na odseparowanych obrzeżach miast wzmaga segregację społeczną. „Socjalne getta biedy” są też straszakiem wykorzystywanym przeciwko tzw. „trudnym lokatorom”.

 

20.Ukaranie winnych morderstwa Jolanty Brzeskiej oraz winnych zacierania śladów tej zbrodni (policjantów i prokuratorów).


FILM Z POSTULATAMI


27540786 1596540487089211 6093259989704013831 n

 

 

www.rozbrat.org

Od 20 do 21 kwietnia w hotelu „Neißeblick” w Ostritz (niewielkim Saksońskim miasteczku przy granicy z Polską wsią Krzewina) pod hasłem „Reconquista Europa” odbędzie się neonazistowski festiwal „Schild & Schwert” (Tarcza i Miecz, w skrócie SS) na który zjechać ma się kilka tysięcy neonazistów z Niemiec i innych krajów Europy, zwłaszcza Polski i Czech. Zarówno data jak i lokalizacja wydarzenia nie są przypadkowe – 20 kwietnia to data urodzin Adolfa Hitlera. Natomiast wybierając Ostritz organizatorzy mieli na uwadze przeprowadzenie całego festiwalu bez żadnych większych problemów i zewnętrznych ingerencji. Ich celem jest odcięcie miasta i wypełnienie go tysiącami neonazistów przez co utworzą coś w stylu tymczasowej strefy ochronnej dla sympatyków narodowego socjalizmu. Zakładają oni, że ogromna ilość uczestników festiwalu zablokuje, albo przynajmniej znacząco ograniczy, wszelkie formy oporu. Jeśli im się to uda, neonazistowska, radykalnie prawicowa niemiecka partia NPD zamierza regularnie wracać do Ostritz – organizator „Schild & Schwert” Thorsten Heise zarejestrował już w tym miejscu kolejne wydarzenie, które ma się odbyć w Październiku tego roku.

 

W celu zmobilizowania jak największej ilości osób w trakcie „Schild & Schwert” zorganizowano nie tylko koncerty zespołów z „Blood & Honour” (między innymi Lunikoff Verschwörung, Amok, Sons of Odin, Kategorie C – neonazistowską kapelę występującą w 2016 na festiwalu Orle Gniazdo –  i Oidoxie – zeszłoroczną gwiazdę polskiego neonazistowskiego festiwalu „Night of Terror” w Grodziszczu) ale także turniej sztuk walki o nazwie „Ring der Nibelungen“, konwent tatuażu, stoiska wydawnictw i sklepów z odzieżą (neonazistowskie wzory na bluzach, koszulkach etc. sprzedawać będzie między innymi, popularna także w Polsce, firma Ansgar Aryan) oraz setki litrów piwa.

 

Polityczne deklaracje oraz przemówienia odkrywają w tym wypadku jedynie rolę listka figowego, dzięki któremu „Shield & Sword” uzyskuje ochronę przez niemiecką konstytucję. Wystąpienia polityczne są bowiem niezbędnym elementem wymaganym, aby dane wydarzenie uzyskało status „zgromadzenia politycznego”, a nie zwykłego wydarzenia prywatnego. Ochrona prawna udzielana zgromadzeniom politycznym jest rozległa i przynosi ze sobą znaczne korzyści dla organizatorów, którzy zwiększą dzięki nim zyski finansowe. Festiwal w Ostritz jest zatem nie tylko otwartą celebracją Adolfa Hitlera i jego ideologii, ale także wydarzeniem, w którym prawo do zgromadzeń jest jawnie nadużywane w celu generowania funduszy dla (między-) narodowych organizacji neonazistowskich z błogosławieństwem niemieckiego systemu prawnego.

 

Data oraz lokalizacja „Schild & Schwert” wskazują jednoznacznie na jeszcze jeden aspekt tego wydarzenia: celebrację urodzin Adolfa Hitlera zaledwie kilka kilometrów od granic kraju, który znacząco ucierpiał pod niemiecką okupacją – Polski. Jego organizatorzy gloryfikują narodowo-socjalistyczną ideologię, jednocześnie trywializując albo wypierając wszelkie nazistowskie zbrodnie popełnione na Polakach oraz innych mieszkańcach Centralno-Wschodniej Europy. Kluczowy jest także fakt, że Ostritz znajduje się na granicy z Dolnym Śląskiem, regionem, który sprawiedliwie został zwrócony Polakom po 1945, a który organizatorzy „Shield & Sword” po dziś dzień określają jako będący pod „tymczasową polską administracją”. Jak zauważa Sascha Elser z inicjatywy Rechts rockt nicht: „To oczywiste, że chcą oni te ziemie odzyskać”. Mimo to na festiwal wybierają się także Polscy neonaziści, którzy zrezygnowali z organizacji własnej imprezy urodzinowej dla Führera pod szyldem „Nocy Tożsamośći” i ogłaszają, że oficjalnie zapraszają do Ostritz. Nie przeszkadza im nawet to, że wokalista jednego z występujących na „Shield & Sword” neonazistowskich zespołów Michael Regener (Lunikoff Verschwörung), wielokrotnie skazywany w Niemczech za szerzenie nienawiści, przed laty zasłynął w tym środowisku wraz z zespołem Landster utworem „Polacken Tango”. Można w nim usłyszeć, jak Regener stwierdza:

 

„Polskie łobuzy wrzeszczą white power! Jak ja nienawidzę tej nacji gównianej. Od kiedy Polaczków do rasy aryjskiej zaliczamy?”.


Jak widać polskim nacjonalistom to jednak wcale nie przeszkadza. Co więcej, planują oni nie tylko przyjechać na wydarzenie, ale także pomagać Niemcom w jego organizacji, zapewniają noclegi po stronie polskiej itd. Na oficjalnej stronie festiwalu „Shield & Sword” można zresztą przeczytać informację, że warto jest przyjechać pociągiem do Krzewiny i iść na festiwal pieszo, a wcześniej po stronie polskiej zrobić sobie tanie zakupy.

 

Nie tylko zresztą polscy neonaziści wspierają organizację „Shield & Sword”. Festiwal odbędzie się pod czujnym okiem niemieckiej i polskiej policji, która już podjęła współpracę, aby odpowiednio zabezpieczyć to „polityczne zgromadzenie” i nie dopuścić do zamieszek, co w praktyce oznacza, że będzie ochraniać faszystów oraz dbać o to, aby nic nie zakłóciło ich imprezy.

 

Sascha Elsner, wyjaśniając punkt widzenia inicjatywy „Rechts rockt nicht” zauważa: „Naszym zdaniem festiwal w Ostritz stanowi okazję dla wzmocnienia współpracy niemieckich neonazistów oraz rozwinięcia ich związków z przedstawicielami neonazistowskiej sceny z Polski i Czech. Dodatkowo wykorzystują oni celebrację urodzin Adolfa Hitlera do pozyskania funduszy na ich organizacje, a wszystko to pod czujnym okiem niemieckiej i polskiej policji, która będzie ochraniać wydarzenie. Jeśli faktycznie neonaziści mogą zebrać się i świętować urodziny Hitlera bez żadnych przeszkód, to znak, że z naszym prawem i społeczeństwem jest coś nie tak”.

 

Nie będziemy biernie obserwować, jak naziści z całych Niemiec i Europy gromadzą się na granicy, aby świętować urodziny Führera. Dla nas droga dialogu kończy się tam, gdzie pojawia się narodowy socjalizm, homofobia, antysemityzm, rasizm i mizoginia. Będziemy wspierać mieszkańców Ostritz i wspólnie sprzeciwimy się neonazistom!

 

21 kwietnia wszyscy jedźmy do Krzewiny i zademonstrujemy przeciwko neonazizmowi!


Organizujmy się, pomagajmy sobie w dotarciu na miejsce, bądźmy tam razem! Urządźmy na granicy kolorowy festiwal tolerancji, szacunku i solidarności! Wraz z naszymi przyjaciółmi z Niemiec i Czech wyślijmy jednoznaczny sygnał: Jesteśmy tu! Nie pozwolimy nazistom świętować! Nie pozwolimy im „podbić” Europy. Nie podbiją nawet małego Ostritz! Nie są mile widziani i nie będą się tu dobrze bawić!

 

Objaśnienia:

Inicjatywa "Rechts rockt nicht" to sieć organizacji i osób działających w regionie Görlitz-Zittau, a także w krajach wschodnioniemieckiej Saksonii, Brandenburgii i Berlinie.

 

NPD: Narodowa Demokratyczna Partia Niemiec, skrajnie prawicowa partia polityczna w Niemczech; po niemieckiej nazwie narodowej, Nationaldemokratische Partei Deutschlands.

 

Nibelungen: nazwa mitologicznej germańsko-nordyckiej rodziny królewskiej. Mity opracowane przez R. Wagnera jako opera stanowią centralny element kulturowy niemieckiego nacjonalizmu. Opera ta była także ulubioną sztuką Hitlera.

 

 

hitler-na str

 

 

www.rozbrat.org

Zapraszamy do kolportażu i wsparcia wydawania gazety.

W numerze m.in.

Turecka agresja na Efrin

Walka pracownicza i represje na poczcie polskiej

Kryzys uchodźczy na wschodzie twierdzy Europa

Bóg Honor Polacja

Walka ruchu lokatorskiego z mafia mieszkaniową

Kontrakcja dodatek zielonego anarchizmu

Białoruski anarchizm na celowniku propagandy

Pilarski zawsze po stronie pokrzywdzonych

Faszyzm / antyfaszyzm w kinie cz. 3

Globalizm czyli nacjonalistyczne ksero chroni kapitalizm

Podsumowanie działań Federacji Anarchistycznej w 2017r.

Kuszenie nacjonalizmu

 

Te i inne teksty nie zapomną tobie przestać myśleć a mamy nadzieje ze poruszą do działania.

Poza tym zapowiedzi wydarzeń, akcji, reklamy inicjatyw wolnościowych, recenzje.

Pisz na maila Adres poczty elektronicznej jest chroniony przed robotami spamującymi. W przeglądarce musi być włączona obsługa JavaScript, żeby go zobaczyć.

 

minatura-cz.proces3 października 2016r. na ulice wielu polskich miast wyszło dziesiątki tysięcy osób protestujących przeciwko obywatelskiemu projektowi ustawy autorstwa Ordo Iuris, całkowicie zakazującemu aborcji. Demonstracje zorganizowane pod nazwą Czarny Protest odbiły się głośnym echem nie tylko w Polsce, ale też w zagranicznych mediach. Protesty solidarnościowe zorganizowano również m. in. we Włoszech, w Niemczech, Czechach, Norwegii, Chinach i Kanadzie. Nie obyło się też bez represji wymierzonych w środowisko anarchistyczne.

 

Akcje bezpośrednie w Kielcach i Krakowie


W organizacji Czarnego protestu udział wzięli również anarchiści i anarchistki. Przemawiając podkreślali powiązania kapitalizmu z patriarchatem. W podobnym tonie utrzymane były też hasła umieszczone na banerach i potykaczach przygotowanych przez anarchistyczne organizacje. Przeprowadzono  kilka akcji bezpośrednich. W Kielcach zniszczona została homofobiczna „wystawa” zorganizowana przez fundację Życie i Rodzina. Zdjęcia, które za zgodą m. in. wiceprezydenta miasta Andrzeja Syguta, pokazano na kieleckim rynku, opatrzone były hasłami typu:  „Homoseksualizm poważnie szkodzi życiu i zdrowiu” czy „Pedofilia wiąże się z homoseksualizmem”. „Wystawa”  została zerwana i pocięta przez aktywistów i aktywistki uczestniczące w Czarnym Proteście.  Fundacja Życie i Rodzina wniosła w związku z tym oskarżenie przeciwko 4 osobom. Jeden z kieleckich anarchistów otrzymał wyrok zaoczny w postaci 380 zł kary za zniszczenie homofobicznej „wystawy”.  Przeciwko reszcie oskarżonych toczyła się sprawa w sądzie. Ta sama fundacja dodatkowo oskarżyła anarchistę o zniszczenie tejże „wystawy” poprzez naklejenie anarchistycznej wlepki.  16 marca odbyła się ostatnia rozprawa, zakończona wyrokiem skazującym. Anarchista otrzymał karę w wysokości 100 zł + 30 zł kosztów sądowych. Pozostali oskarżeni musieli zapłacić łącznie 500 zł kary, w tym część na rzecz fundacji Życie i Rodzina.

 

W Krakowie natomiast powstał symboliczny skłot – zajęto pustostan należący do kościoła katolickiego. Zawisły na nim czarne flagi i baner z hasłem: „Dom wyjęty spod władzy kościoła. Strajk kobiet” Do drzwi wejściowych przybito manifest zatytułowany „Nasze macice! Nasze ulice! Nasze kamienice! Strajk lokatorek teraz!”

 

Starcia z policją w Poznaniu


Poznański Czarny Protest po oficjalnej części miał też spontaniczny ciąg dalszy pod biurem PiS na ulicy Św. Marcin. Osoby tam zebrane śpiewały „Szydło, niestety, twój rząd obalą kobiety” i skandowały hasła typu: „Solidarność naszą bronią”, „To jest strajk ostrzegawczy”.  W pewnej chwili doszło do nieznacznych przepychanek z policją, która bezmyślnie napierała na wzbierający tłum ludzi. W stronę mundurowych  poleciały w końcu świece dymne i petardy. Policja straciła nad sobą panowanie i wtargnęła w tłum kopiąc i bijąc pałkami przypadkowe osoby i strzelając na oślep z gazu. Cała sytuacja była niezwykle dynamiczna i chaotyczna. Chaos ten swym nieumiejętnym i niebezpiecznym zachowaniem pogłębiała przede wszystkim policja. Wiele osób przewróciło się uciekając przed agresywnymi funkcjonariuszami, a wiele kolejnych potykało się o nie i również upadało. Sytuację tę wykorzystali mundurowi próbując wyciągać z tłumu osoby leżące na ziemi. Wiele z nich udało się „uratować” z rąk policji, dzięki solidarnej postawie innych protestujących. Niestety, nie wszyscy mieli tyle szczęścia. Zatrzymano 3 osoby – wszystkie związane z poznańskim środowiskiem anarchistycznym. Dwie z nich wyłowiono, gdy podbiegłyby pomóc przewróconym na ziemię osobom. Bezpośrednio po wydarzeniach na Św. Marcinie, około 200 osób zorganizowało akcję solidarnościową pod komisariatem na al. Marcinkowskiego, gdzie przetrzymywano zatrzymanych. Wszyscy zostali wypuszczeni na drugi dzień. Oskarżono ich o udział w zbiegowisku „wiedząc, że jego uczestnicy wspólnymi siłami dopuszczają się gwałtownego zamachu na osobę lub mienie” oraz naruszenie nietykalności cielesnej policjanta.

 

Trzy to za mało


Trzy uczestniczki Czarnego Protestu, obecne podczas demonstracji pod biurem PiS, wniosły skargę na działania policji. Zażalenie starszej kobiety, która w wyniku pobicia przez policję straciła przytomność i trafiła do szpitala, zostało odrzucone. Skargi dwóch pozostałych uczestniczek także zostały odrzucone, ale wróciły do prokuratury. Sąd nakazał ich ponowne rozpatrzenie, gdyż według jego rozeznania prokuratura nie podjęła wszystkich kroków niezbędnych do ich prawidłowego rozpatrzenia. Na niewiele się to zdało, gdyż ostatecznie prokuratura nie dopatrzyła się żadnych nieprawidłowości w zachowaniu policji. Oskarżeni i oskarżone dostali kuriozalne uzasadnienie odrzucenia rzeczonej skargi, które omówimy w osobnym tekście. Adwokatka złożyła zażalenie na tę decyzję. Obecnie oczekujemy na reakcję prokuratury, choć już wiemy oczywiście, jaka ona będzie. Od początku było jasne, że skarga zostanie odrzucona – nadużycia ze strony policji niemal nigdy nie są poważnie traktowane i ostatecznie prokuratura, w sprawach dotyczących środowiska anarchistycznego, zawsze je odrzuca. W tym konkretnym przypadku stało się jednak coś więcej – aktywistki składające skargę oraz osoba, którą podano jako świadka, otrzymały status oskarżonych. Nie były wcześniej zatrzymane, ale prokuratura uznała za wystarczające samo to, że znajdowały się na miejscu podczas protestu. W ten sposób z trzech osób oskarżonych zrobiło się sześć i doszło do absurdalnej sytuacji: istnieje bowiem uzasadnione ryzyko, że osoby, które oskarżeni chcieliby powołać na świadków obrony, będą również stawiane w stan oskarżenia! Jak więc mamy się bronić?

Powoli zbliżamy się do odpowiedzi, gdyż pierwsza odsłona tej tragi-komedii odbyła się 26 marca o godz. 9 w sali nr 1 (sąd na ul. Młyńskiej).

 

 

www.rozbrat.org


Solidarność naszą bronią!

24 marca w samo południe, przy pomniku Starego Marycha na ul.Półwiejskiej w Poznaniu, kilkanaście osób wzięło udział w pikiecie solidarnościowej z Kurdyjkami i Kurdami oraz innymi mniejszościami etnicznymi regionu. Obecnie sytuacja Kurdów zamieszkujących północno-zachodni rejon Syrii – region Afrin jest wyjątkowo dramatyczna. Trwa ofensywa wojsk tureckich, które nie licząc się z losem ludności cywilnej prowadzi regularną wojnę z Kurdami.

 

Do niedawna Kurdowie i Kurdyjki jako jedyni skutecznie stawiali opór działaniom bojowników Daisz (tzw. Państwa Islamskiego). Nie jest tajemnicą, że w tym czasie Turcja twierdząc, że również zwalcza Daisz, faktycznie współpracowała z fundamentalistami, kupując od nich ropę, czy udzielając schronienia i pomocy rannym bojownikom. To wszystko działo się w czasie, kiedy tureckie wojsko szczelnie zamykało granice przed uchodźcami, a także ochotnikami próbującymi wesprzeć Kurdów w nierównej walce przeciw Daisz.
Obecnie reżim Erdogana całkowicie bezkarnie prowadzi działania militarne przeciwko zarówno Kurdom jak i przedstawicielom innych mniejszości etnicznych, które szukały schronienia w rejonie Afrin. Opinia międzynarodowa, nawet jeśli wyraża oburzenie działaniami Turcji w regionie, nie robi nic, by je zatrzymać.



Właśnie dlatego, zebrani na pikiecie uczestnicy i uczestniczki starali się głośno przypomnieć o tragedii, jaka dzieje się na naszych oczach w Afrin. Zabierający głos na proteście podkreślali, że w regionie, choć znajduje się on w stałym zagrożeniu działaniami militarnymi, prowadzone są od lat ważne działania społeczno-polityczne. Kurdowie starają się budować społeczność w oparciu o demokracje bezpośrednią, z poszanowaniem praw kobiet i mniejszości etnicznych, co zapewne dodatkowo naraża ich na gniew tak autorytarnych polityków jak turecki prezydent Erdogan. Starano się również zaznaczyć, jak istotne jest niesienie pomocy i udzielenie faktycznego wsparcia uchodźcom, którzy próbują znaleźć schronienie w Europie. W Afrin trwa regularna wojna, i naszym obowiązkiem jest udzielić wszelkiej pomocy osobom, które uciekają przed jej okrucieństwem.



W trakcie pikiety wznoszono hasła „Solidarność międzynarodowa”, „Świat debatuje, Turcja morduje” „Erdogan terrorysta”. Przechodniom rozdawano ulotki oraz najnowszy numer anarchistycznej gazety ulicznej A-tak, w której zamieszczono sporo informacji o sytuacji w Afrin. Podobne pikiety odbyły się również w innych miastach w Polsce i na świecie w ramach Światowego Dnia Solidarności z Afrin.



Poniżej treść rozdawanej na pikiecie ulotki:

 



Kurdowie i Kurdyjski nie są same. Gele Kurd Ne Tene Ye!
Solidarnie przeciwko terrorowi Turcji i antymigracyjnej polityce UE!

W 2014 roku cały świat z zapartym tchem obserwował bohaterską obronę miasta Kobane w Syrii przed tzw. Państwem Islamskim. Dzięki poświęceniu bojowników i bojowniczek kurdyjskich nie doszło do zbrodni, jakiej wcześniej fundamentaliści islamscy dokonali na Jazydach, mordując mężczyzn, a kobiety porywając jako niewolnice seksualne. Kosztem znacznych ofiar udało się nie tylko obronić miasto, ale nawet zdobyć stolicę samozwańczego kalifatu w Raqqa.

Na wyzwolonych terenach, w tzw. Rożawie, wprowadzany jest wyjątkowy w skali świata system społeczny oparty o równość płci, demokracje bezpośrednią w miejscu zamieszkania i pracy oraz poszanowanie praw mniejszości religijnych i etnicznych. Jego istnienie jest obecnie zagrożone przez turecki reżim prezydenta Edrogana, który najpierw dokonał zbrojnej napaści na region i miasto Afrin, a teraz grozi atakiem na resztę Rożawy.

Położone w północno-zachodniej Syrii Afrin, dotychczas było oazą spokoju w siedmioletniej krwawej wojnie domowej. Tysiące ludzi uciekło tam m.in. ze zrównanego z ziemią Aleppo. Dziś są oni ofiarami czystki etnicznej przeprowadzanej przez naszego „sojusznika” z NATO. To co nie udało się Państwu Islamskiemu w Kobane dokonało się rękami tureckiej armii oraz wspomagających ją bojówek religijnych fanatyków. Prezydent Erdogan w swych wypowiedziach od początku dawał do zrozumienia, że celem jest zmiana struktury etnicznej regionu. Dziś staje się to faktem. Kilkaset tysięcy ludzi musiało uciekać z domów. Ci którzy zostali, są przepytywani ze znajomości Koranu i zmuszani do udziału w upokarzających uroczystościach na część „wyzwolicieli”. Tragedia Afrin wpisuje się w długą listę tureckich zbrodni - historyczne ludobójstwo dokonanego na Ormianach i Grekach i współczesne prześladowania Kurdów, ale również Turków będących przeciwnikami obecnej władzy. Nic nie wskazuję, aby reżim Erdogana na tym poprzestał. Już teraz zapowiada on dalszą inwazję i zbrodnie.

Nie możemy na to pozwolić! Reagujmy za nim będzie za późno!

Wszelkimi sposobami musimy wywierać nacisk nie tylko na władze tureckie, ale również polskie i europejskie, aby interweniowały w tej sprawie.

 

29512214 752388528265132 4808979879736153515 n

29542144 752388371598481 2684032897158093835 n

 

 

www.rozbrat.org

Kurdowie i kurdyjski nie są same. Gele Kurd Ne Tene Ye!
Solidarnie przeciwko terrorowi Turcji i antymigracyjnej polityce UE!

Sobota, godzina 12:00 pod Starym Marychem w Poznaniu


https://www.facebook.com/events/1749524461771218/



W 2014 roku cały świat z zapartym tchem obserwował bohaterską obronę miasta Kobane w Syrii przed tzw. Państwem Islamskim. Dzięki poświęceniu bojowników i bojowniczek kurdyjskich nie doszło do zbrodni, jakiej wcześniej fundamentaliści islamscy dokonali na Jazydach, mordując mężczyzn, a kobiety porywając jako niewolnice seksualne. Kosztem znacznych ofiar udało się nie tylko obronić miasto, ale nawet zdobyć stolicę samozwańczego kalifatu w Raqqa.



Na wyzwolonych terenach, w tzw. Rożawie, wprowadzany jest wyjątkowy w skali świata system społeczny oparty o równość płci, demokracje bezpośrednią w miejscu zamieszkania i pracy oraz poszanowanie praw mniejszości religijnych i etnicznych. Jego istnienie jest obecnie zagrożone przez turecki reżim prezydenta Edrogana, który najpierw dokonał zbrojnej napaści na region i miasto Afrin, a teraz grozi atakiem na resztę Rożawy.



Położone w północno-zachodniej Syrii Afrin, dotychczas było oazą spokoju w siedmioletniej krwawej wojnie domowej. Tysiące ludzi uciekło tam m.in. ze zrównanego z ziemią Aleppo. Dziś są oni ofiarami czystki etnicznej przeprowadzanej przez naszego „sojusznika” z NATO. To co nie udało się Państwu Islamskiemu w Kobane dokonało się rękami tureckiej armii oraz wspomagających ją bojówek religijnych fanatyków. Prezydent Erdogan w swych wypowiedziach od początku dawał do zrozumienia, że celem jest zmiana struktury etnicznej regionu. Dziś staje się to faktem. Kilkaset tysięcy ludzi musiało uciekać z domów. Ci którzy zostali, są przepytywani ze znajomości Koranu i zmuszani do udziału w upokarzających uroczystościach na część „wyzwolicieli”. Tragedia Afrin wpisuje się w długą listę tureckich zbrodni - historyczne ludobójstwo dokonanego na Ormianach i Grekach i współczesne prześladowania Kurdów, ale również Turków będących przeciwnikami obecnej władzy. Nic nie wskazuję, aby reżim Erdogana na tym poprzestał. Już teraz zapowiada on dalszą inwazję i zbrodnie.



Nie możemy na to pozwolić! Reagujmy za nim będzie za późno!



Wszelkimi sposobami musimy wywierać nacisk nie tylko na władze tureckie, ale również polskie i europejskie, aby interweniowały w tej sprawie.

Kurdowie i kurdyjski nie są same. Gele Kurd Ne Tene Ye!

Tłumaczenie międzynarodowego apelu o solidarność z Afrin


20 stycznia rozpoczęła się inwazja na kanton Afrin. Terytorium położone w zachodniej części Demokratycznej Federacji Północnej Syrii stało się przedmiotem bezlitosnych bombardowań dokonywanych za pomocą lotnictwa, artylerii i wszelkich innych rodzajów nowoczesnego uzbrojenia podpisanych przez NATO. Armia turecka, aby nie brudzić rąk i po kryjomu chować zabitych wykorzystuje do ataku islamistyczne bojówki. Bojówki te pierwotnie były częścią Al-Kaidy, w 2014 r. przepoczwarzyły się w Daesz (tzw. Państwo Islamskie), a obecnie występują pod sztandarem FSA (Wolnej Armii Syryjskiej). Drastyczne sceny, które najeźdźcy publikują w swoich mediach społecznościowych, a także ich nawoływania do wojny z niewiernymi zakończone okrzykiem „Bóg jest Wielki!”, przypominają nam, że Rożawa wciąż walczy z tym samym wrogiem, którego kiedyś pokonała w Kobane i Raqqa. Ale tym razem stoi za nimi druga co do wielkości armia NATO. Na opublikowanych zdjęciach możemy zobaczyć czarna flagi Daesz łopoczące obok czerwonych sztandarów tureckich. Niektórzy z najeźdźców zabitych przez siły samoobrony zostali rozpoznani jako byli dowódcy Daesz.
Faszystowski i mizoginiczny dyktator państwa tureckiego, Recep Tayyip Erdogan, oświadczył publicznie, że poprzez inwazję na autonomiczne terytorium wewnątrz suwerennego kraju, chce "zwrócić Afrin prawdziwym właścicielom". Za tym eufemizmem kryje się jednak czystka etniczna i ludobójstwo dokonywane na ludności kurdyjskiej i innych mniejszościach zamieszkujących Afrin od niepamiętnych czasów.
Afrin był jednym z niewielu miejsc, które cieszyły się względnym spokojem w trakcie trwającej już 7 lat krwawej wojny domowej Syrii. Erdogan próbuje teraz wykorzystać tę niestabilność i cierpienie, które dotyka ludy Syrii, aby zalegitymizować swoje imperialistyczne plany oparte na urojeniach o odzyskaniu terytoriów niegdyś okupowanych przez Imperium Osmańskie.
Społeczność międzynarodowa przymyka oko na powtarzające się wezwania o pomoc z Afrin. Wycofanie przez Rosję wojsk stacjonujących w regionie dało zielone światło inwazji i wskazuję na współpracę z Turcją. Nie mniej winne są państwa członkowskie NATO. Pozwalają one Turcji używać zachodniej broni i technologii do masakry dokonywanej na cywilach. Demokratyczna Federacja Północnej Syrii była główną siłą zwalczającą islamistyczne barbarzyństwo Daesz, Wydaje się to jednak bez znaczenia dla tych rządów, które od 2014 roku ronią łzy nad każdą masakrą dokonywaną przez islamistów.
24 lutego Rada Bezpieczeństwa ONZ jednogłośnie przyjęła rezolucję o zawieszeniu broni w całej Syrii. Dawało to nadzieję na uniknięcie kolejnych zbrodni na cywilach. Mimo to cisza, która zapadła po wzmożeniu ataków przez Turcję, jest niezaprzeczalna.
Ze swej strony reżim baasistowski Baszara Al-Assada po oświadczeniu, że nigdy nie pozwoli na inwazję na syryjską ziemię przez Turcję, okazał się niezdolny do stawienia czoła agresji. Stało się tak pomimo posiadania systemów obrony przeciwlotniczej, które mogłyby powstrzymać uderzenie tureckich sił powietrznych. Reżim zażądał całkowitego poddania Afrin państwu syryjskiemu i rezygnacji z autonomii osiągniętej w wyniku rewolucji mającej miejsce w Rożawie. Nie ma wątpliwości, że inwazja jest wynikiem porozumień z Soczi między Assadem, Rosją i Turcją. Syryjska Armia Arabska postanowiła uniknąć bezpośredniej konfrontacji, która mogłaby pokrzyżować plany Erdogana i porzuciła Syryjskie Siły Demokratyczne. Zależność reżimu od Rosji i jego wrogość wobec Demokratycznej Federacji Północnej Syrii pozwala neo-otomańskim siłom dżihadystów zająć Afrin.
Sytuacja jest krytyczna. Siły okupacyjne znajdują się u bram miasta. Miasta, które jest miejscem schronienia nie tylko dla swoich mieszkańców, ale także licznych uchodźców, uciekających ze swoich wiosek po zniszczeniach spowodowanych przez tureckie bombardowania. Oprócz masowego ostrzału, odnotowano ataki chemiczne skierowane przeciwko ludności cywilnej, w szczególności z użyciem gazu chlorowego.
Aby dopełnić obraz zniszczeń należy wspomnieć o celowych atakach na kluczową dla przetrwania ludności cywilnej infrastrukturę. Tydzień temu Turcja odcięła dostawę wody i prądu do miasta, zmuszając mieszkańców do ucieczki. Oblężenie trwa, a ludność staje w obliczu zbliżającej się zagłady.
Wczoraj ten los groził Kobane z rąk Daesz, dziś sprawcą w Afrin jest armia turecka. Tak jak Kobane, Afrin się jednak nie podda i wygra!
Biorąc pod uwagę wszystkie powyższe fakty wzywamy każdego, aby przyłączył się do podobnej akcji globalnej solidarności, jak ta, która miała miejsce dla Kobane w dniu 1 listopada 2014 r.
Światowy Dzień Afrin odbędzie się w sobotę 24 Marca. Niech solidarność z Afrin będzie słyszana i odczuwana na całym świecie, udowadniając, że Afrin nie jest same i że demokratyczny i antypatriarchalny projekt, który tam powstał, będzie broniony globalnie.
Niech żyje międzynarodowa solidarność!
Biji Berxwedana Afrin!
Jesteśmy ekoanarchistycznym ruchem „Platforma Ekologiczna” (Экологическая платформа) ze Lwowa (Ukraina). Do głównego kierunku naszej aktywności należy działalność oświatowa: organizowanie pokazów filmowych, wykładów, uroczystości dla wegan, jak również organizacja pikiet i demonstracji na rzecz praw zwierząt. Oprócz tego angażujemy się w obronę lwowskich parków przed zabudową, udzielamy pomocy schroniskom dla zwierząt oraz organizujemy akcje bezpośrednie.
Na przestrzeni ostatnich miesięcy czujemy na sobie ogromną presję państwa oraz radykalnej prawicy. Sytuację komplikują sprzedajne media oraz pasywność społeczeństwa. 28 lutego nasza pikieta przed lwowskim cyrkiem została brutalne rozpędzona przez oddziały specjalne policji. Przyczyną do rozpędzenia była prowokacja ultraprawicowców, którzy rzucali w uczestników akcji racami dymnymi. Rzecz symptomatyczna, że dwa autobusy policyjne i kilka radiowozów przybyły na pikietę wcześniej od organizatorów, a funkcjonariusze zaczęli wszystko nagrywać pół godziny przed rozpoczęciem akcji. Czyli od początku było zrozumiałe, kto zostanie zatrzymany. Od razu po odpaleniu rac przez ultraprawicowców, eko-anarchiści zostali okrążeni przez policję, która ogłosiła, że są zatrzymani. Przy tym funkcjonariusze nie podali przyczyny zatrzymania, demonstrując rażącą nielogiczność. Działania skrajniej prawicy były koordynowane przez generała policji, ponadto widzieliśmy bliską i towarzyską komunikację między neonazistami i szeregowymi policjantami. W trakcie zatrzymania funkcjonariusze policji dopuścili się rażących naruszeń podstawowych praw człowieka - aktywistów bito, rzucano na ziemię, przeszukiwano oraz zatrzymano na więcej niż trzy godziny, co jest niezgodne z prawem.
Aktywiści upublicznili naruszenie swych praw przez policję, na nasze posty umieszczone na portalach społecznościowych zareagował szereg organizacji społecznych, obrońcy praw człowieka, a nawet rzecznik praw człowieka. Wynikiem tego rezonansu społecznego stał się szereg spraw kryminalnych przeciwko funkcjonariuszom policji. W odwecie policja przekazała ultraprawicowcom wszystkie dane osobowe aktywistów Ekoplatformy. Na prawicowych portalach zauważyliśmy swoje zdjęcia, jak też imiona, adresy, rodzaj naszej działalności - całą informację, którą „stróże prawa” otrzymali podczas sporządzania protokołów zatrzymanych aktywistów.
Uczestnicy Ekoplatformy są w niebezpieczeństwie i w każdym momencie mogą zostać napadnięci lub doznać represji. Od tamtego momentu żadne z wydarzeń organizowanych przez Ekoplatformę nie odbyło się bez prób prowokacji ze strony skrajnej prawicy, we współdziałaniu z tymi samymi oddziałami policji. Schemat ich działań wygląda następująco: neonaziści atakują ekoaktywistów podczas dotarcia na wydarzenie lub po rozejściu się po akcji. Jeżeli zechcemy stawiać opór, kilka pojawiających się znikąd radiowozów jest gotowych do naszego zatrzymania. Tak więc jesteśmy w sytuacji nie do pozazdroszczenia i stajemy przed wyborem - albo zostać pobitymi, albo postawić się neonazistom i trafić do więzienia. Dotychczas udawało się nam unikać prowokacji dzięki skoordynowaniu działań, aczkolwiek - jak się wydaje - urazy cielesne lub sprawy sądowe, to tylko kwestia czasu.
Sytuacja robi się coraz bardziej napięta przez działania mediów - największa stacja TV w kraju emituje opłacone materiały o „weganach-terrorystach”, pstrzące się manipulacjami, skażeniem faktów i otwartym kłamstwem. Na przykład jako dowody naszego terroryzmu są wykorzystywane filmiki wspomnianego wyżej odpalenia rac przez prawicowców. Kilka , na pierwszy rzut oka, niezwiązanych ze sobą sił działa w jednym kierunku, ich celem jest likwidacja naszego ruchu. Policja, SBU, radykalna prawica oraz media zjednoczyły się przeciwko nam. Nie jesteśmy pewni, co do przyczyn tej sytuacji. Możliwe, że nasz ruch stoi w gardle prawicowych organizacji „ekologicznych” i „broniących praw zwierząt”, które istnieją tylko nominalnie, w rzeczywistości zaś nie robią nic. Najwidoczniej kogoś denerwuje fakt, że Ekoplatforma zajęła praktycznie wszystkie obszary danej działalności we Lwowie i rozpoczęło się oczyszczanie terenu dla opłaconych ruchów prawicowych, które dążą do uzyskania poparcia społecznego, byle dorwać się do władzy.
Dziękujemy za solidarność oraz za to, że zgodziliście się na opublikowanie tego tekstu. Chcemy, żeby jak najwięcej osób dowiedziało się o bezprawiu na Ukrainie i postarało się nie doprowadzić do podobnych sytuacji u siebie.
Tekst nadesłany do redakcji Ataku przez aktywistkę Ekoplatformy.
Za tłumaczenie z rosyjskiego dziękujemy Aleksandrowi.
Strona 1 z 35