Zaloguj

Federacja Anarchistyczna

Jesteś tu: Start / Sekcje FA / Szczecin /
A+ R A-
Artykuły w sekcji: uchodżcy

W dniu szóstego lutego, w praskiej dzielnicy Žižków, grupa około dwudziestu zamaskowanych neofaszystów zaatakowała Autonomiczne Centrum Socjalne Klinika. Używając kamieni, rac i butelek z benzyną usiłowali podpalić budynek, nie licząc się z zagrożeniem wobec znajdujących się tam ludzi. Atak bojówkarzy został odparty, a spowodowany przez nich pożar ugaszony. Niestety płomień nienawiści i nietolerancji, który rozniecili nadal trawi zarówno część czeskiego społeczeństwa jak i władz oraz politycznych decydentów.

 

Zamiast starać się ugasić ów żar ksenofobi i rasizmu skierowany w stronę uchodźców, wyznawców islamu i antyfaszystów, władze i kompetentni urzędnicy miejscy, starają się go podsycać i wykorzystać.

 

Zamiast przeciwdziałać temu i podobnym atakom przemocy, władze i kompetentni urzędnicy starają się obciążyć odpowiedzialnością za atak jego ofiary, przyklejając im łatkę ekstremistów.

 

Obecnie władze starają się dokończyć to, co nieudało się zamaskowanym bojówkarzom – czyli zniszczyć i zamknąć Autonomiczne Centrum Socjalne Klinika.

 

Autonomiczne Centrum Socjalne Klinika – to miejsce w którym organizowana jest różnorodna działalność społeczno-polityczna i kulturalna. W centrum organizowane są spotkania, warsztaty, pokazy filmów i koncerty. Bezpłatnie prowadzone są zajęcia z jogi i kursy językowe. Centrum jest otwarte na inicjatywy okolicznych mieszkańców i działa na zasadach niekomercyjnych. Najwyraźniej jednak właściwe władze i kompetentni urzędnicy, zamiast wspierania tego typu działalności wolą wesprzeć zamaskowanych bojówkarzy.

 

Działania władz zmierzające do zamknięcia Autonomicznego Centrum Socjalnego Klinika budzą nasze oburzenie i sprzeciw, domagamy się ich zaprzestania. Autonomiczne Centrum Socjalne Klinika może liczyć na nasze wsparcie i solidarność! Jako aktywiści i aktywistki społeczne, antyfaszyści i antyfaszystki, wyrażamy swój głos w obronie Autonomicznego Centrum Socjalnego Klinika!

 

Federacja Anarchistyczna – sekcja Poznań

W dniu wczorajszym, na placu Adama Mickiewicza, odbył się wiec solidarnościowy pod hasłem „Uchodźcy mile widziani”. Akcja organizowana przez Centrum Badań Migracyjnych UAM zgromadziła kilkaset osób. Wśród zabierających głos na rzecz solidarności z uchodźcami znaleźli się przedstawiciele środowisk akademickich m.in dr.Natalia Bloch, Prof. Michał Buchowski,  prof. Przemysław Czapliński z Instytutu Filologii Polskiej UAM i prof. Tomasz Polak.

Nie zabrakło również osób zaangażowanych bezpośrednio w pomoc uchodźcom jak choćby Maciej Pastwa podróżnik znany z akcji pomoc przy odbudowie szkoły w Nepalu, czy przedstawicieli Stowarzyszenia Jeden Świat, od lat organizujący pomoc wolontariuszy m.in. w zakresie pomocy dla uchodźców. Na wiecu pojawił się również Prezydent Miasta Poznania Jacek Jaśkowiak. Dziękował on przybyłym na protest za solidarność z uchodźcami, w tym anarchistom za zainicjowanie pierwszego tego typu wiecu w lipcu. Należy w tym miejscu wyrazić nadzieję, że z równym zaangażowaniem Jacek Jaśkowiak walczy na rzecz sprawy uchodźców, choćby na dzisiejszej konwencji partii rządzącej – Platformy Obywatelskiej. Udział czy to Prezydenta Miasta czy niektórych radnych miejskich w wiecach solidarności z uchodźcami, powinien cieszyć, ale tylko wówczas, gdy za słowami pójdą czyny, a zaangażowanie będzie oznaczać coś więcej niż słowa czy puste obietnice. Trwający ponad godzinę wiec przebiegał bardzo spokojnie, w trakcie jego trwania, zbierano dary dla uchodźców, oraz podpisy pod listem otwartym do władz Rzeczypospolitej Polskiej ( http://www.petycje.pl/petycja/11492/list_otwarty_ws._uchodcow_w_polsce.html ) i petycji do przywódców państw europejskich, szefów rządów oraz Przewodniczącego Komisji Europejskiej (https://secure.avaaz.org/pl/no_more_drownings_loc/?copy)

 

Poniżej tekst oświadczenia odczytanego na wiecu przez przedstawicielkę poznańskiej sekcji Federacji Anarchistycznej

 

Oświadczenie

 

Spotkaliśmy się po raz kolejny, aby wyrazić solidarność z prześladowanymi migrantami i uchodźcami. Gdy po raz pierwszy w Poznaniu organizowaliśmy demonstrację w tej sprawie, sytuacja wydawała się bardzo trudna. Dziś okazuje się, że znaleźliśmy się w sytuacji kryzysowej. Dramat ludzi przekraczających granice w ucieczce przed wojną, biedą i  prześladowaniami nie przestanie istnieć z dnia na dzień. Migranci przypominają nam o rzeczywistości– wojnach, prześladowaniach i skrajnej biedzie. To od naszej otwartości i gotowości do współpracy  zależy teraz ich los.

 

Nie chodzi tu już nawet o odwoływanie się do poczucia solidarności, współczucia. W internecie roi się od rasistowskich, pełnych nienawiści komentarzy. W temacie migracji wypowiadają się wszyscy. Maluje się obraz polskiego społeczeństwa ksenofobicznego, rasistowskiego i głuchego na wszelkie argumenty, które przemawiają za pomocą uchodźcom.

 

Lęk przed migrantami zbudowany na rasizmie, ksenofobii, a często zwykłej niewiedzy jest niezwykle silny. Całkowicie zapominamy, że zaledwie 30 lat temu to Polacy byli uchodźcami politycznymi, a obecnie nadal migrują do bogatszych krajów Unii Europejskiej z powodów ekonomicznych.

 

Język nienawiści wszechobecny w mediach podżegany jest przez język władzy. Premier Ewa Kopacz i inny politycy mają problem z zajęciem stanowiska w sprawie, która jest burzliwie dyskutowana na arenie międzynarodowej. Jako argumenty przeciwko przyjmowaniu migrantów padają stwierdzenia, iż przybywają oni do Europy ze względów ekonomicznych, chcą wyłudzić zasiłki socjalne etc. Próbuje się dzielić migrantów na „dobrych” uchodźców, czyli takich, którym przydarzyła się krzywda. Są to ofiary wojny, głodu i prześladowań. Drugi typ migrantów to „źli”, czyli według tej retoryki wyrachowane cwaniaki, które chcą po prostu zarobić. Chcą wykorzystać fakt dostania się do Europy aby zdobyć pieniądze na utrzymanie siebie i swojej rodziny. W związku z tym podziałem, pojawia potrzeba selekcji migrantów. Nie zgadzamy się, aby w ten sposób oceniać kto potrzebuje pomocy a kto na nią nie zasługuje. Uważamy, że rząd powinien wyrazić jasne stanowisko sprawie uchodźców zarówno politycznych jak i ekonomicznych. Uważamy, że Polska powinna przyjąć imigrantów. Mamy dość dywagacji polityków, którzy nigdy wcześniej nie analizowali problemu migracji, teraz stają się ekspertami w tej dziedzinie. Przypomnijmy, że referendum, które odbyło się 6 września,  w którym uczestniczyło 7,8% Polaków kosztowało tyle co roczne utrzymanie 5434 uchodźców.

SOLIDARNI Z UCHODŹCAMI! UCHODŹCÓW SERDECZNIE WITAMY!!

Dziś miała miejsce pikieta pod hasłami „Solidarni z migrantami! Uchodźcy mile widziani!”. Pikieta przez CK ZAMEK zgromadziła blisko 200 osób, z różnych środowisk i grup min. Migrant Info Point, Stowarzyszenie Jeden Świat, artystów Teatru Ósmego Dnia, Federacji Anarchistycznej, Rady Osiedla Jeżyce jak i zwykłych poznaniaków. Pikietującym towarzyszyła grupa samby, nie mogło oczywiście zabraknąć transparentów z hasłami „Solidarni z migrantami”, „Żaden Człowiek Nie Jest Nielegalny”, „Uchodźcy serdecznie witamy” i „Precz z Europejską Fortecą”.

Protest stanowił element kampanii na rzecz solidarności z migrantami, jego początkiem było czwartkowe spotkanie w Centrum Amarant. Impulsem do działania były fala antyimigracyjnych wypowiedzi, która towarzyszyła decyzji o przyjęciu, zgodnie z zaleceniami Unii Europejskiej dwutysięcznej grupy imigrantów. Zaledwie kilkaset metrów dalej na Pl. A. Mickiewicza w tym samym czasie odbywał się kilkudziesięcioosobowy protest rasistów i ksenofobów skupionych w skrajnie prawicowych bojówkach.
W trakcie naszej pikiety podkreślano konieczność solidaryzowania się z migrantami, którzy przybywają do Europy często z krajów ogarniętych wojną, takich jak np. Syria. Przypominano jak często to mieszkańcy Polski w burzliwej historii naszego kraju sami musieli szukać schronienia i jak nadal emigrują choćby ze względów na trudną sytuację ekonomiczną.

02 pikieta 18.07.2015
Zapewne pozytywnym zaskoczeniem był udział w pikiecie Prezydenta Poznania – Jacka Jaśkowiaka. Prezydent zadeklarował, że zależy mu na wielokulturowości miasta, podkreślił że będzie starał się zorganizować pomoc dla grupy syryjskich uchodźców, którzy niebawem przyjadą do naszego miasta. Na pewno cieszą deklarację pomocy ze strony przedstawicieli władzy, niestety doświadczenie uczy by podchodzić do nich sceptycznie. W Poznaniu od dłuższego czasu przebywa grupa romskich uchodźców, którzy korzystali wielokrotnie ze wsparcia choćby Wielkopolskiego Stowarzyszenia Lokatorów. Niestety na podobne wsparcie nie mogli liczyć ze strony władz zarówno miasta, jak i przedstawicieli władz wojewódzkich. Jeśli więc Pan Prezydent chce faktycznie pomóc uchodźcom to powinien pamiętać, że grupa Romów nadal czeka na wsparcie.
05 pikieta 18.07.2015 
Protestujący wyrażając swoją solidarność z imigrantami podkreślali, że prawo do szukania schronienia i bezpieczeństwa nie powinno być ograniczane poprzez budowanie barier takich jak oczekiwanie od uchodźców wyznawania określonej religii.

08 pikieta 18.07.2015

Elementem pikiety był również happening w wykonaniu grupy aktorów Teatru Ósmego Dnia i Circus Ferus – odnoszący się do trudnego losu uchodźcy.
Cała pikieta przebiegała w sposób pokojowy i spokojny, w przyjaznej atmosferze i wspaniałej pogodzie. Nieudane próby zakłócenia protestu spotkały się ze stanowczą odpowiedzią, rasiści chcący wmieszać się w grupę demonstrantów zostali z niej wypchnięci, a kiedy przemieszczali się przeciwną stroną ulicy, ich niemrawe okrzyki z łatwością zostały zagłuszone przez hasła antyrasistowskie.

09 pikieta 18.07.2015

W tym miejscu należy jeszcze raz gorąco podziękować wszystkim uczestniczkom i uczestnikom protestu. Pokazaliście, że rozumienie prawdziwe znaczenie słowa – solidarność. DZIĘKUJEMY!

Poprzedni rok był rokiem walki z represjami stosowanymi z wyjątkową brutalnością wobec cudzoziemców na terenach polskich Ośrodków Strzeżonych. Z roku na rok coraz więcej migrantów z często nieuzasadnionych przyczyn jest przetrzymywana w nieludzkich warunkach i poddana systemowi najboleśniejszych i najbardziej upadlających godność ludzką opresji.


Doświadczenie pokazuje, że represjom może być poddany każdy, kto po przekroczeniu granicy po prostu będzie miał pecha.  Sytuacja w polskich Ośrodkach Strzeżonych, gdzie na decyzje o swoim losie czekają obcokrajowcy, w październiku 2012 roku zaostrzyła się. Ponad siedemdziesiąt osób osadzonych w Białymstoku, Białej Podlaskiej, Przemyślu i Lesznowoli postanowiło jednocześnie przystąpić do strajku głodowego w odpowiedzi na nieuzasadnione szykany. Nie był to pierwszy protest internowanych uchodźców, ale po raz pierwszy informacja o strajku wydostała się na zewnątrz. Dotąd strajkujących zamykano w izolatkach i karano na różne sposoby – a opinia publiczna nawet o tym nie wiedziała.


Mimo zakończenia strajków głośne mówienie o tym problemie pozwala utrzymać pewnego rodzaju presję na władze. Między innymi dzięki Peterowi Silaev rosyjskiemu aktywiście, antyfaszyście, dziennikarzowi, który w 2010 roku spędził na poznańskim Rozbracie kilka miesięcy. Po wyjeździe z Poznania, zobaczył i odczuł bezpośrednio na sobie coś, co - jak sam wspomina - nie pozwala mu zapomnieć o losie uchodźców. Poniżej publikujemy tekst autorstwa Petera będący opisem tego, czego doświadczył podczas trzymiesięcznego pobytu w Strzeżonym Ośrodku dla Cudzoziemców w Krośnie Odrzańskim.


Relacja

 

Codziennie koleje osoby są zatrzymywane i przetrzymywane miesiącami  w tragicznych warunkach, na co dzień poniżane, spotykają się z nieludzkim traktowaniem ze strony pracowników ośrodków zamkniętych. Szczególnie ważne jest mówienie o tym głośno teraz, aby cały czas tworzyć presję, pomimo zakończenia strajków głodowych, problem bowiem nierozwiązany trwa nadal.

 

Dwa lata temu miałem okazję doświadczyć wszystkich „luksusów” oferowanych przez polski system Straży Granicznej i nie mogę niestety powiedzieć, że po tym doświadczeniu doszedłem już do siebie. Jest to potężny system obozów koncentracyjnych, a warunki panujące tam są gorsze od warunków więziennych. Osoba, która miała pecha znaleźć się w tym systemie, błyskawicznie traci większość swoich praw i staje się bezsilną marionetką w rękach skorumpowanej administracji. Nie jest tajemnicą, że niektóre kraje europejskie finansują polską Straż Graniczną w celu utrzymania takiego właśnie typu systemu obozowego i sprawiają, że w ten sposób, Polska staje się dla Unii Europejskiej "krajem gąbką", do walki zarówno z legalną, jak i i nielegalną imigracją (te same procesy można zaobserwować na Malcie i w Grecji). Dlatego też, nawet w obliczu kryzysu, Straż Graniczna rok w rok jest w stanie rozbudowywać sieć obozów, zajmować nowe tereny, zatrudniać co raz więcej pracowników – ich dochody są bezpośrednio zależne od ilości osób zatrzymanych i przetrzymywanych. Więcej ludzi w ośrodkach oznacza po prostu więcej pieniędzy. Należy dodać, że administracja obozów jest skorumpowana i czuje się całkowicie bezkarna, dokonując kradzieży i zarabiając kosztem zatrzymanych. Bardzo często mogliśmy zobaczyć w historii ludzkości taki obraz - masy pozbawionych praw ludzi są stłoczone w miejscach o bardzo niskich standardach życia w celu zaniżenia kosztów i generowania zysków.

 

Jestem pod ogromnym wrażeniem tego, że nawet mimo ucisków zarządów obozów, w tym momencie ludzie zabrali jednak głos i wytoczyli szereg zastrzeżeń, które zostały sformułowane absolutnie właściwie i precyzyjnie, a ja podpisuję się pod każdym z nich.

 

Zostałem zatrzymany przez patrol Straży Granicznej podczas losowej kontroli w Szczecinie w 2010 r. i po godzinnym dochodzeniu było absolutnie jasne, że jedyną rzeczą, jaką mogą zrobić ze mną strażnicy, było po prostu pozwolić mi odejść. W tym czasie ubiegałem się o azyl polityczny w Belgii, a moja sprawa nadal była na początkowym etapie rozpatrywania wniosku. Kiedy tydzień wcześniej miałem sprawdzane dokumenty w Niemczech, policjant odnalazł moje dane w międzynarodowej bazie i po sprawdzeniu mojego statusu pozwolił mi odejść.

Poprosiłem oficerów w Szczecinie, aby zrobili to samo, ale okazało się, że w ogóle nie mają dostępu do międzynarodowej bazy danych. Mieli zadzwonić do swoich kolegów we Frankfurcie nad Odrą, aby tam mnie sprawdzono. Niemcy stwierdzili, że po prostu powinienem wrócić do Brukseli - miałem ze sobą wykupiony bilet. Ale to nie powstrzymało polskiej Straży Granicznej przed rozpoczęciem procedury mojej przymusowej deportacji do Belgii, która trwała TRZY miesiące – a cały ten czas spędziłem w Strzeżonym Ośrodku dla Cudzoziemców w Krośnie Odrzańskim.


Inne przykłady

 

Przedsiębiorca tekstyliów z Indii został zatrzymany na lotnisku podczas odprawy na lot do Indii, jego wiza wygasła 2 tygodnie wcześniej. Został więc odprowadzony do ośrodka i spędził tam 2 miesiące, aby w rezultacie zostać deportowanym do Indii, chociaż w momencie zatrzymania miał bilet w ręce.

 

Student z Tajwanu, został doprowadzony do ośrodka tylko dlatego, że wsiadł do autobusu jadącego do Niemiec; posiadanie polskiej wizy w ogóle mu nie pomogło.

 

Wszystko to są drobne naruszenia, ale tylko w Polsce jesteś trzymany w więzieniu przez miesiąc jedynie po to, żeby w rezultacie kontynuować dalej swoją podróż. Dzieje się tak ponieważ każdy jeden dzień spędzony w ośrodku oznacza więcej dotacji unijnych na "zapobieganie nielegalnej imigracji" i więcej funduszy z budżetu na utrzymanie ośrodków. Jeśli w ośrodku znajdowałoby się za mało ludzi, groziłoby to jego zamknięciem – co byłoby zwykłą stratą płynącego z prowadzenia ośrodka zysków.

 

W ośrodku w Krośnie Odrzańskim były dwie opcje uzyskania dodatkowej żywności, ubrań i innych produktów - poprzez otrzymanie przesyłki pocztowej z zewnątrz lub zamawianie artykułów ze "sklepu". Administracja stosowała karanie ludzi poprzez zakaz otrzymywania przesyłek pocztowych, a pewnego dnia przedstawiono nam decyzję wstrzymania całej poczty z powodu "groźby przemytu narkotyków".

 

Wtedy można było kupić towary tylko w "sklepie" - i co zauważyliśmy to to, że na produktach zostały tylko ślady naklejek z cenami. Te produkty nie zostały zakupione hurtowo ani też nie pochodziły z żadnej sieci supermarketów (co by wydawało się logiczne). My wszyscy przynosiliśmy dochody małemu sklepowi spożywczemu należącego do kogoś związanego z administracją ośrodka. Setki nas, codziennie, przez 7 dni w tygodniu – jaka by to była strata, gdyby w ośrodku było nas mniej...

 

To jakieś tchórzostwo nazwać takie miejsce słowami jak: "ośrodek" lub "centrum zatrzymań" - było to po prostu więzienie, a nawet nieco gorzej, ponieważ nie byliśmy tam uznawani za podmioty prawa cywilnego. W pięciu celach umieszczono, po osiem osób w każdej, dwudziestopiętrowy korytarz, jedna godzina spaceru dziennie na brudnym podwórku, wszędzie zabezpieczenia - to wszystko.

 

Byliśmy wszyscy trzymani w ciągu dnia w tym korytarzu, chodząc wciąż w tą i z powrotem od jego jednego końca do drugiego, przez cały dzień - to było wszystko co mogliśmy tam robić. Jeśli to nie jest więzienie – to co to jest? I powtarzam, że większość z przebywających tam osób nigdy nie popełniła przestępstwa.

 

Poniżej postaram się zilustrować każdy z postulatów petycji z żądaniami osób, które podjęły w proteście strajk głodowy, podając jeden z przykładów z własnego doświadczenia.


Prawo do informacji i tłumacza

 

Wśród osób zarządzających nie było nikogo, kto by mówił po angielsku lub w jakimkolwiek innym języku niż polski. To były jedyne osoby, do których obowiązków należała komunikacja pomiędzy sądem i ministerstwem, a osobami osadzonymi w ośrodku. Oni wypełniali dokumenty, przynosili wydane decyzje do podpisania, przekazywali dokumenty. I ci ludzie z całego świata, musieli użyć języka ciała do wyjaśnienia skomplikowanych szczegółów swoich spraw oficerom i funkcjonariuszom, którzy po prostu bardzo szczerze odpowiadali im, że nic z tego nie rozumieją... Od chwili, kiedy tam dotarłem, to właśnie ja zacząłem funkcjonować jako tłumacz etatowy – pomagając tłumaczyć z angielskiego na mój bardzo słaby polski. I to były oficjalne, niezwykle ważne dokumenty, które rutynowo wypełniano każdego dnia! Apelacje, zawiadomienia, wyjaśnienia, protesty - wszystkie one zostały przetłumaczone właśnie w ten sposób. Pewnego razu być może uratowałem życie jednego chłopaka - zobaczyłem go gorączkowo tłumaczącego coś oficerowi. Zapytałem, co się stało? "Próbuję mu zapisać hasło na e-mail, tam zostały zapisane kopie wszystkich moich dokumentów" - krzyczał czarnoskóry ex-kaznodzieja z Burundi. Oficer przerywał mu: "Nie potrzeba tłumacza, wszystko rozumiem. Odmawia mi pokazania swoich dokumentów".


Prawo do kontaktu ze światem zewnętrznym

 

Był tylko jeden telefon w naszym bloku i pracownicy ośrodka podejmowali wszelkie możliwe starania w celu ograniczenia korzystania z niego. Były ustalane śmieszne zasady i harmonogramy dla ludzi stojących w kolejce, starających się przez minutę porozmawiać z krewnym lub prawnikiem. Takie działania prowadziły do nieuchronnych sporów, które dawały strażnikom prawo, aby wprowadzać jeszcze więcej ograniczeń. W ośrodku nie było też żadnej biblioteki.


Prawo do odpowiedniej opieki zdrowotnej

 

Co tydzień przysługiwało nam prawo do wpisania się na wizytę u lekarza, ale ludzie zwykle musieli czekać na spotkanie przez miesiąc. Z jakichś powodów lekarz, podczas swojej cotygodniowej wizyty, mógł przyjąć jedynie kilka osób - a było 45 osób w bloku. Wśród zatrzymanych w ośrodku było dużo starszych osób, które po nagłym znalezieniu się w zamkniętym środowisku, gdzie nie mieli się kompletnie czym zająć, doznawali bardzo szybkiego spadku kondycji zdrowotnej. Na pierwszym miejscu zaczynało szwankować serce – co jakoś nigdy nie zaniepokoiło służb ośrodka. Nigdy nie widziałem, aby któryś z mieszkańców cel był hospitalizowany, bo strażnicy podejrzewali, że ataki serca są symulowane w celu dostania się do szpitala.


Poszanowanie praw dziecka

 

W ośrodku w Krośnie Odrzańskim funkcjonowało coś jak "cele rodzinne", ale właściwie, tak samo jak zwykli przestępcy, dzieci w każdym wieku, były trzymane w tym więzieniu na takich samych zasadach. Oczywiście żadne z nich nie chodziło do żadnej szkoły, miały one po prostu trochę większą celę niż inni. Warunki ich uwięzienia nie różniły się od naszych w żaden inny sposób.


Poprawa warunków socjalnych

 

Administracja ośrodka w Krośnie Odrzańskim prowadziła gospodarkę nie zatrudniania żadnych osób sprzątających z zewnątrz w związku z czym, na wszystkich osadzonych spoczywał obowiązek wykonywania tej pracy za darmo. Jeśli ktoś odmówił sprzątania nie wolno mu było palić. Jeśli on nie palił – cała cela była objęta zakazem palenia. Gdy był z celi, w której nikt nie palił – co wprawiało na moment strażników w lekką konsternację - w rezultacie zabraniano korzystania z czajnika. A spora część naszej diety składała się z chińskich zupek, czyli już wiadomo czemu to służyło. To zabawny przykład, ale po prostu nigdy nie brano pod uwagę naszej woli i preferencji. W związku z tym, że my byliśmy wyjęci spod prawa, strażnicy mieli prawo do postrzegania nas jako podludzi i zachowywali się zgodnie z taką właśnie wizją.


Nadużycia wobec osób osadzonych w ośrodkach

 

Ludzie byli regularnie bici lub umieszczani w izolatkach albo umieszczani w izolatkach i zbiorowo bici. Zwykle wybierano taką osobę, która nie mówi w języku znanym reszcie osadzonych – Chińczyków lub Afgańczyków – to bardzo inteligentne posunięcie.... Nie było żadnych przepisów regulujących narzucane ograniczenia i stosowane kary – strażnicy robili po prostu to, co chcieli. A jeśli napiszesz skargę to trafia ona jedynie do dyrektora ośrodka.

 

Jednostka Straży Granicznej używała terenu ośrodka jako modelu do ćwiczeń praktycznych: od czasu do czasu ćwiczono ataki w celu "tłumienia zamieszek". Oznaczało to, że o 6 nad ranem tłum zamaskowanych funkcjonariuszy nagle wpadał do twojej celi, po czym wyrzucano cię na korytarz i ustawiano wzdłuż ściany z rękami założonymi za głowę, podczas gdy cały twój dobytek był rozrzucany na podłogę celi. Zdarzały się całkowicie bezpodstawne przeszukiwania cel i upokarzające rewizje. Za każdym razem ludzie starali się sprzeciwiać słownie przemocy ze strony władz ośrodka. Strażnicy zawsze ogłaszali, że szukają narkotyków, ale przecież większość przebywających tam ludzi, to tylko pechowi ojcowie rodzin i osoby starsze, próbujące dołączyć do swoich bliskich w Unii Europejskiej, czy też po prostu wrócić do domu. Nigdy nie widziałem, żeby strażnicy znaleźli coś podejrzanego .


Zakończyć kryminalizację osób osadzonych w ośrodkach

 

Wszyscy mężczyźni z mojej celi byli po prostu zwykłymi ludźmi próbującymi emigrować ze swoich niebezpiecznych i biednych krajów. Większość osób trzymanych w całym systemie obozów to normalni robotnicy budowlani, elektrycy, kucharze, sklepikarze, którym kiedyś udało się zaoszczędzić trochę pieniędzy i wyruszyć w świat w poszukiwaniu lepszego życia dla siebie i swojej rodziny. Części emigrantów udaje to się w jakiś sposób, ale też wielu z nich miało pecha i skończyło w polskich ośrodkach, gdzie zostali potraktowani gorzej niż przestępcy, bo nawet przestępcy mają swoje prawa.  Wszędzie tam, gdzie ambiwalentny status prawny splata się z chęcią zysku, widzimy obraz dość charakterystyczny: ogromny obóz, pełen pozbawionych praw i wykorzystywanych ludzi żyjących w bardzo złych warunkach, rządzony przez wszechmocną i skorumpowana administrację. To właśnie zobaczyłem na własne oczy w przejściowym ośrodku dla uchodźców z Krośnie Odrzańskim.



Petr Silaev - rosyjski dziennikarz, pisarz, działacz społeczny. Koordynował kampanię medialną głośnej sprawy lasu w Chimkach w 2010 r.  Został oskarżony przez władze rosyjskie o współpracę ze służbami obcego wywiadu, zdradę, ekstremizm. Zmuszony do ucieczki z kraju wystąpił o azyl polityczny w Belgii. W marcu 2012 roku Finlandia przyznała mu status polityczny uchodźcy. Pisze dla Openspace (Rosja), Colta (Rosja), Voima (Finlandia). Jego książka "Exodus", opublikowana w 2010 roku, została nominowana do wielu nagród literackich i przetłumaczona na język angielski, niemiecki, fiński, włoski i grecki.