Zaloguj

Federacja Anarchistyczna

Jesteś tu: Start / Sekcje FA / Warszawa / Publicystyka /
A+ R A-

Źródło prawdy czy religijne szambo?

Stanisław Krastowicz
Beatyfikacja Jana Pawła II wywołuje zrozumiałe zainteresowanie, zwłaszcza w Polsce, gdzie w momencie jego śmierci podniosło się gromkie żądanie wyniesienia Wojtyły na ołtarzy bez zbędnych ceregieli. Tymczasem postać, która dla wielu Polaków wydaje się być niepodważanym autorytetem, źródłem prawdy, jest o wiele bardziej kontrowersyjna niżby się mogło wydawać. Dziś, w chwili beatyfikacji, wypomina mu się przede wszystkim to, iż milczał w sprawie nadużyć seksualnych księży katolickich, do których doszło masowo w wielu krajach. Papież musiał być ich świadom. W Poznaniu religijne szambo - które w tym przypadku wg nas bardziej dotyczy totalnej hipokryzji, niż preferencji seksualnych - wybiło na przykład za sprawą, przyjmowanego z estymą na salonach tutejszej nuworyszowskiej burżuazji, arcybiskupa Petza. Kapłan ten miał w zwyczaju podrywać kleryków. Ale to były tylko niewinne igraszki w porównaniu z tym, co np. ujawniono w przypadku praktyk do jakich dochodziło w irlandzkim Kościele. Tam księża w sposób niekiedy bezwzględny wykorzystywali swoją uprzywilejowaną pozycje. 

Jaki zatem był Jan Paweł II? Poniżej prezentuje tekst, opracowany na podstawie dwóch artykułów: opublikowanego w 2005 roku na łamach nieistniejącego już miesięcznika Nowy Robotnik „Próba bilansu” Konrada Markowskiego oraz „Pope John Paul II, a reactionary in shepherd's clothing” Barry Healy z tygodnika Green Left Weekly.  (SK)

Karol Wojtyła idzie do raju

Karol Wojtyła od objęcia urzędu papieskiego w październiku 1978 roku, będzie zapamiętany jako najbardziej znacząca, ale zdecydowanie nie najbardziej postępowa, postać Kościoła katolickiego. Jako człowiek potrafił być ujmujący, budził sympatię i szacunek umiejętnością zbliżenia do innych, brakiem rutyny. Ale porzuciwszy polską perspektywę, obraz jego panowania nie będzie już tak jednoznaczny.

Pontyfikat Jana Pawła II był zorganizowany jako świadoma kontrrewolucja przeciwko Drugiemu Soborowi Watykańskiemu, który zapoczątkował demokratyzację Kościoła i ruch znany pod nazwą „teologii wyzwolenia”. Wybór Wojtyły na papieża miał być cofnięciem zegara w kierunku archaicznego katolicyzmu, połączonego z przyzwolleniem na brutalny terror wobec walczących o wolność na całym świecie.

William Johnston, australijski teolog, uważa, że Wojtyła czuł się „oddalony” od celów który przyjęła Europa w drugiej połowie jego życia. „Dorastał w czasie trzech dyktatur  – najpierw Piłsudskiego w Polsce, później nazistowskiej okupacji Polski, a później oczywiście w 1945 roku przyszli komuniści. Nie był to więc człowiek który kiedykolwiek doświadczył demokracji, a jego nadzieję na Europę postdytatorską, nie spełniły się.”

Zamknięty świat polskiego katolicyzmu podczas zimnowojennego stalinizmu, był patriarchalny i antykomunistyczny. Po opuszczeniu Polski i przejęciu czołowej pozycji w katolicyzmie, Wojtyła nigdy nie zrewidował swoich zimnowojennych schematów myślowych. Jego kluczowym poglądem była wiara, że komunizm jest największym zagrożeniem dla chrześcijaństwa i tylko poddańcze podporządkowanie się hierarchii kościelnej jest właściwym działaniem dla mas wiernych. Wierzył także, że współpraca ze świeckimi siłami kapitalistycznymi jest drogą i sposobem niesienia sztandaru wiary. W połączeniu z elementami średniowiecznej teologii zdecydowanie kolidowało to z falą liberalnego myślenia, która wezbrała po Soborze.

Bez porównania

Na tle polskiego Kościoła papież jawił się jednak jak ktoś wyjątkowy. Wsłuchując się w jego słowa, trudno nie zaprzeczyć, że miały one wielką moc pomagając zmobilizować społeczeństwo w okresie „socjalizmu", i o wiele mniejszą realną siłę w czasach realnego kapitalizmu (czyli zapewne innego, niż przypuszczał sam Karol Wojtyła).

Niemniej żaden z przedstawicieli polskiego Kościoła katolickiego nie zdobył się na tak mocne słowa w obronie polskiego świata pracy, jak właśnie Jan Paweł II. Wśród polskich hierarchów dochodziło nawet do tak paradoksalnych sytuacji, jak poparcie przez abp katowickiego Damiana Zimonia - strojącego się tradycyjnie w szatki duszpasterza robotników - deregulacji rynku pracy, a więc odbierania praw robotnikom (w 2000 r. Zimoń apelował o „szacunek dla obecnej filozofii gospodarczej"). Bez wątpienia papież przerastał o głowę polskich biskupów.

Jan Paweł II stał się w Polsce żywym pomnikiem, a od pomnika nie wymaga się zbyt wielu nauk. Dlatego polski Kościół, w przeciwieństwie do papieża, milczał na temat agresji na Irak, a nawet zdarzały się biskupie głosy tłumaczące tę agresję.

Dogmat przeciw życiu

Przestrzeganie dogmatów jest sprawą papieską. Czasem jednak promowanie tych dogmatów przekształca się w moralność zaprzeczającą w faktach szacunkowi do życia, co widać choćby na przykładzie podtrzymanego przez Watykan zakazu stosowania prezerwatyw. Watykaniści wciąż dziwią się skąd u papieża taki ewidentny kontrast między otwartością na sprawy polityczne, socjalne, i takie zamknięcia w sprawach nauczania moralnego. Wszystkie jego encykliki, od pierwszej "Redemptor hominis", idą tą konserwatywną ścieżka: nic po wolności, jeśli nie jest ona oparta na wierze w Boga.  Ogromną falę sprzeciwu w świecie wywołała encyklika "Evangeliuim vitae", potępiającą z brutalnością godną średniowiecza aborcję i eutanazję. Poważnymi grzechami według nowego katechizmu są masturbacja, pornografia, homoseksualizm. Podobnie z antykoncepcją, która jakoby oznacza "przyznanie sobie władzy, należącej tylko do Boga". W 1993 r. w Ugandzie, jednym z państw najbardziej dotkniętych przez AIDS, papież głosił: "wstrzemięźliwość seksualna jest jedynym pewnym sposobem na powstrzymanie tragicznej epidemii AIDS". Tyle, że o wiele więcej istnień ludzkich od tych słów, mogło tam uratować zwykłe stosowanie prezerwatyw.

Stłamsił ducha w Kościele?

Liberalny papież z polskiego punktu widzenia zupełnie nieliberalnymi metodami rozprawił się z niepokornymi tendencjami w Kościele katolickim. Odsunięto od nauczania całe grono teologów. Już po roku pontyfikatu, w 1979 r., zakazano nauczania Szwajcarowi Hansowi Küng, z uniwersytetu Tubingen, który miał inne zdanie w sprawie miejsca kobiet w Kościele czy celibatu. Mający dziś 83 letni teolog zadeklarował: „Jan Paweł II zabił całe życie w Kościele, tworząc system sztywnych scentralizowanych rządów, pełen nakazów i zakazów”.

Podobnie odwołano z funkcji nauczycielskich prof. Charlesa Currana, profesora teologii na uniwersytecie katolickim w Waszyngtonie w 1986 r. Lankijski ksiądz Tissa Balasuriya został w 1997 r. napiętnowany z powodu poparcia dla teologii kobiecej i prób dostosowania Kościoła do warunków działania wśród biednych społeczności Sri Lanki i Indii (od tego czasu wrócił już do "szeregu"). Głównym celem ataku nowego papieża i jego otoczenia była jednak teologia wyzwolenia, zrodzona w Ameryce Łacińskiej, która objęła również inne kraje Trzeciego Świata, jak Filipiny czy Indie. Strażnicy watykańskiej ortodoksji, na czele z kardynałem Ratzingerem, wzięli na cel teologię jakoby "skażoną marksizmem", a w rzeczywistości zrywającą po prostu z tradycyjną wizją Kościoła w Ameryce Łacińskiej związanego z elitami i władzą, na rzecz Kościoła ubogich, występowania w ich obronie. Jak mówił Brazyliczyk brat Betto: „Bogaci uczynili z wiary opium dla ludu, głosząc Boga panem jedynie nieba, a sobie zostawiając władzę na ziemi”.

Watykan zmusił do milczenia ojca Gustava Guttiereza, uważanego za ojca tej teologii, oraz franciszkanina Leonardo Boffa, który ostatecznie opuścił Kościół, by jednak pozostać, jak mówi, "chrześcijaninem wiernym ubogim i wiecznej walce przeciwko niesprawiedliwości świata". W 1983 r. na lotnisku w Managui papież groził palcem księdzu Cardenale, który zaangażował się w rewolucję sandinistowską w Nikaragui, choć nie przeszkadzało mu zaangażowanie biskupów we wspieranie krwawych dyktatur wojskowych w Chile czy Argentynie (skandal w Argentynie wywołało stwierdzenie jednego z biskupów, że ministra promującego antykoncepcję należałoby zrzucić z samolotu do morza - był to ulubiony sposób rozprawiania się z opozycjonistami przez argentyńską juntę wojskową). 

Jednym z jego wielkich sojuszy politycznych było porozumienie z prezydentem USA Ronaldem Reaganem. Reagan, szybko stworzył przeciw teologii wyzwolenia zjednoczony front z Janem Pawłem II. Papież walczył z teologią w Kościele, a administracja Reagana i jej południowoamerykańscy sojusznicy mordowali walczących o wolność.

Miedzy poległymi znalazł się salwadorski arcybiskup Oskar Romero, zamordowany w 1980 roku przez prawicowy szwadron śmierci, podczas odprawiania mszy. Partia Arena, legalna przybudówka szwadronów śmierci kilka tygodni wcześniej wysłała do Watykanu delegację, aby protestować przeciw publicznym oświadczeniom Romero w obronie biednych.

Po tym jak nie udało mu się zdyscyplinować brazylijskich biskupów, Jan Paweł II po prostu zaczął zastępować zmarłych biskupów ludźmi Opus Dei - konserwatywnego ruchu katolickiego, założonego w Hiszpanii w 1928 r., który oficjalnie ma krzewić zasady wiary w społeczeństwie, a w praktyce jest instytucją starającą się zdobyć m.in. wpływ na władze świeckie dzięki kontaktom w elitach społecznych i politycznych.

W cieniu Opus Dei

W 1982 r. papież uznał Opus Dei za prałaturę personalną, podległą tylko jemu. W kręgu sympatyków ruchu znalazły się tak różne postacie jak Claude Bebear, prezes grupy ubezpieczeniowej Axa, król hiszpański Juan Carlos, były przewodniczący Międzynarodowego Komitetu Olimpijskiego Juan Antonio Samaranch. Twórca Opus Dei, Josemaria Escriva, współpracownik generała Franco i duchowy ojciec Pinocheta, został kanonizowany w 2002 r. (W 1999 roku obrońców praw człowieka i stowarzyszenia rodzin ofiar zaszokowało stanowisko Watykanu w sprawie amnestii dla Augusto Pinocheta, odpowiedzialnego za tysiące zabójstw i tortur, podczas dyktatorskich rządów w Chile.) Opus Dei kultywowało kulturę tajemnicy, sekretu, poczucia wyjątkowości i prawdy, którą oni jedynie posiadają. Ten fundamentalizm nie jest mile widziany w wielu kręgach kościelnych.

Teolog Urs von Baltghasar, którego trudno oskarżyć o "postępowość", opisał Opus Dei jako "najsilniejsze zgromadzenie integrystów w Kościele". Ojciec Gabriel Ringlt, który zablokował wejście Opus Dei do Uniwersytetu Katolickiego w Louvain (Belgia), stwierdził, że "ruch ten nakierowany jest na elitę społeczeństwa, co jest nie do zaakceptowania, bo na końcu tej drogi jest zawsze wykluczenie, rasizm".

Opus Dei starało się uzyskać wpływ na Karola Wojtyłę nim został jeszcze papieżem, goszcząc go m.in. w Rzymie. Już po wyborze papież otaczał się ludźmi związanymi z Opus Dei, z których najsłynniejszym był... Joaąuin Navarro Valls, jego świecki rzecznik. Oczywiście nie oznacza to zdominowania całego pontyfikatu przez ten ruch - nie w smak tradycjonalistom katolickim było wyznanie grzechów Kościoła w 1994 r. czy też dialog z innymi religiami, niemniej ich wpływ widać w encyklikach dotyczących moralności. Moralności właśnie na miarę Opus Dei, chcącej zbawiać świat, a nie rzeczywistego świata.

Od antykomunizmu do...

Pierwszym wrogiem papieża był „ateistyczny komunizm". Zrozumiał on znaczenie robotników w walce z nim, stając w obronie słynnego krzyża w Nowej Hucie. Problem w tym, że o ile robotnicy wsparli „Solidarność", walczyli o prawa religijne, to nie przypuszczali, że dla wielu z nich koniec tej drogi z „socjalizmu" do kapitalizmu będzie jak przejście z deszczu pod rynnę.

W walce z komunizmem Jan Paweł II znalazł potężnego sojusznika - Waszyngton. Papieża z prezydentem USA Ronaldem Reaganem połączyła religijna wizja ZSRR jako imperium zła. W latach 80. William Casey, szef CIA oraz gen. Vernon Walters (związany z Opus Dei), aż 15 razy gościli w Watykanie. Watykańska krucjata przeciwko teologii wyzwolenia również wpisuje się w ten antykomunistyczny kontekst. 

Upadek komunizmu i neoliberalna globalizacja otwarły jednak kolejny okres w dziejach rządów papieskich. W encyklice „Centesimus Annus", w 1991 r., krytykował tradycyjnie „ateistyczny komunizm", ale też „dziki kapitalizm". 

W 1994 r. papież publicznie wyznał winy Kościoła z przeszłości - oczywiście nie wszystkie, niemniej był to wyłom w watykańskiej tradycji, kontynuował proces pojednania z innymi religiami (choć jednocześnie wzmacniał prymat uznający, że Kościół katolicki jest matką, a nie siostrą innych kościołów, co raczej pojednaniu nie sprzyjało), nie ukrywał poparcia dla sprawy palestyńskiej, nie wahał się przyjmować Jaser Arafata, gdy ten był traktowany jako światowy parias. 

Z okazji Światowego Dnia Pokoju l stycznia 1995 r. wezwał nawet kobiety, aby zajęły należne im miejsce w życiu publicznym, stwierdzając, że ich prawa, jeżeli zajdzie taka potrzeba, powinny być gwarantowane przez państwo. 

Papież starał się przedstawiać w roli sojusznika biednych w całym świecie, posuwając się do stwierdzenia, że marksistowska interpretacja kapitalizmu zawierała w sobie „ziarno prawdy". W roku 2000 wezwał do anulowania długów trzeciego świata poprzez wezwanie do „Jubileuszu” – mechanizmu za pomocą którego co 50 lat antyczne społeczeństwo żydowskie anulowało długi (za podniesienie tego żądania miał zginąć Jezus). Jednocześnie w gronie doradców ekonomicznych papieża znalazło się miejsce dla Michael Camdessus, byłego szefa Międzynarodowego Funduszu Walutowego.

Poza umoralniającymi wezwaniami Watykan nigdy nie próbował budować ruchu wokół tych apeli, czy podejmować bardziej zdecydowanych działań. Jan Paweł II krytykując zbytek kapitalizmu, jeszcze bardziej obawiał się ludowej rewolucji. Jego prawdziwą ideologią był integralizm – średniowieczna idea, że państwo będzie rządziło ludźmi, a Kościół kierował państwem.

Moralne szambo

Już po śmierci Wojtyły wyszła na jaw jego rola w ukrywaniu i tuszowaniu niezliczonych nadużyć seksualnych wobec dzieci, dokonywanych zarówno przez szeregowych księży, jak i wysoko postawionych hierarchów Kościoła. 

Hans Küng w artykule „Santo subito? Sprawa Maciela i inne cienie", pisał: „Wiele osób pamiętało jeszcze jak wiedeński kardynał pedofil - Hans Herman Groër, następca wielkiego kardynała Königa był chroniony przez długi czas przez papieża Wojtyłę, nawet gdy Konferencja Episkopatu Austrii udowodniła jego winę. Papież chronił przez zbyt długi czas także innego austriackiego przyjaciela biskupa St. Pölten — Kurta Krenna, który podał się do dymisji dopiero, gdy po opowieściach seminarzystów i ich przełożonych o aktach homoseksualnych, biskup został poddany silnej presji opinii publicznej. Później papież — wzbudzając irytację wielu katolików amerykańskich, nominował arcykapłanem bazyliki Santa Maria Maggiore — jednej z czterech najważniejszych w Rzymie, kardynała Bernarda Law, który z powodu skandali seksualnych musiał opuścić diecezję w Bostonie w Massachusset. Wierność wasalowi była dla tego papieża usprawiedliwieniem każdej winy.”

Podobnie postępował papież w sprawie poznańskiego arcybiskupa Juliusza Paetza, już w roku 2000 do sekretariatu papieża, jak i do Josepha Ratzingera wysłano listy w sprawie molestowania seksualnego kleryków, którego miał się dopuszczać Paetz. Zostały one jednak zignorowane. Paetz ustąpił z funkcji w 2002 r., gdy informacja o zarzutach wobec niego przedostała się do wiadomości publicznej.

Być może z polskiej perspektywy jest to słabo widoczne, ale dzięki swojej reakcyjnej polityce Jan Paweł II doprowadził do potężnego kryzysu katolicyzmu. W krajach bogatego centrum kapitalizmu katolicyzm wciąż traci wiernych przez skrywane latami pedofilskie skandale i jednocześnie śmieszne zakazy dotyczące seksualności wiernych oraz brak demokratycznych praw w Kościele. W krajach ubogich peryferii pustoszonych przez biedę, AIDS, wojny i zadłużenie, marna odpowiedź Kościoła katolickiego na te problemy czynią go coraz bardziej marginalnym.