KLINT* a scena sportów walki

Jakie są pierwsze obrazy, które widzimy w mediach czy nawet w naszych głowach, gdy myślimy o sportach walki? Zazwyczaj to spoceni, półnadzy, heteronormatywni faceci, bijący się w ringu po mordach, dopóki nie tryśnie pierwsza krew. W około tego błazenada, pozowanie, kobiety widać co najwyżej na widowni.

Pomijając temat klubów sportowych radykalnej prawicy z ich zideologizowanym obrazem kobiety, treningi bez przykrych incydentów są dla kobiet*, lesbijek*, osób aseksualnych*, niebinarnych*, inter–* i transpłciowych* – czyli KLINT* – utrudnione nie tylko w klubach zwykłych, ale nawet na miejscówkach „lewackich”, alternatywnych. Dzieje się tak z wielu powodów.

Propagowany w kontekście sportów walki obraz ciała idealnego ma zazwyczaj niewiele wspólnego z osobami KLINT* – co niestety poświadcza temu, że seksizm jest w sporcie głęboko zakorzeniony. Słyszałyście*słyszeliście już hasła typu „Niech panie zrobią połowę pompek”, „Przecież kobiety od razu się mażą, jak dostaną” albo „Transmężczyźni to nie prawdziwi mężczyźni”? Takie zwroty powodują, że rzeczywisty trening twarzą w twarz nie jest możliwy. Niestety utrudnia to osobom KLINT* odnalezienie swojego miejsca w większości klubów. Potrzebujemy miejsc, w których można trenować bez konieczności ocierania się o nagie męskie torsy, w których nie trzeba walczyć z uśmieszkami pełnymi poważania. Potrzebujemy miejsc, w których szacunek i wspólnotowość to najwyższe priorytety. Gdzie trenuje się przy poszanowaniu różnorodności ciał, uwarunkowań oraz samodefinicji – tego pragnie tak wiele* z nas!

Zjawiska te zmotywowały niektóre z osób KLINT* do otwierania swoich własnych klubów, jak choćby stowarzyszenia Sidekick w niemieckim Lipsku. Aktualnie należy do niego 350 kobiet*, dziewcząt*, osób niebinarnych*, inter–* i transseksualnych*, w wieku od sześciu do pięćdziesięciu lat. Zainteresowanie jest ogromne i wynika nie tylko z zaciekawienia sportami walki jako takimi, lecz także z zapotrzebowania na przestrzeń, w której poszanowanie i ochrona siebie na wzajem są nieodzownymi cechami treningów. Szczególną uwagę przykładamy do życzliwej atmosfery, no i do frajdy, do zadowolenia z ćwiczeń. Niektóre z osób chętnie startują w zawodach, inne wcale nie są tym zainteresowane. Trenerzy* i trenerki* zwracają uwagę między innymi na to, by osoby o niezwyczajnych ciałach miały możliwości wykonywania odpowiednich ćwiczeń. W ramach potrzeby pokazywane są ćwiczenia dostosowane do ograniczeń, nie ma ciśnienia na osiągi. Rozwój stowarzyszenia i znaczne zwiększenie się ilości ćwiczących tu osób w przeciągu pięciu lat od jego założenia w 2016 r. mówi samo za siebie.

Od dwóch lat trenują tu także trzy grupy dzieci i młodzieży. Dziewczynki*, dzieci* i młodzież* inter*, trans*, jak i niebinarna* nabywa tu doświadczenia, które nie jest im znane ze standardowych lekcji wuefu. Zachęcamy do odkrywania swojej mocy, do odważnego wykorzystywania głosu i ciała. Z przerażeniem obserwujemy przy tym, jak wielkie są różnice między chłopcami a dziewczynkami już na poziomie pierwszych klas szkół podstawowych, gdy chodzi o świadome operowanie siłą ciała czy też podejmowanie wyzwań! Ogólnie rzecz ujmując, zajęć dla dzieciaków nie pasujących do standardowego, binarnego systemu genderowego jest zdecydowanie za mało. Zbyt mało jest miejsc, w których osoby te mogą być tą* czy tym*, kim są!

Nasze stowarzyszenie ma być jedynie przykładem tego typu miejsca, nie chodzi o autoreklamę. Tekst ten ma na celu przekonać was do tego, że queerowe kluby sportowe są jak najbardziej potrzebne. Niestety, już istniejące struktury tego typu zazwyczaj nie są brane na poważnie przez standardową scenę sportów walki – ignoruje je, nie zaprasza na zawody. Dlatego zadanie, aby działać przeciwko dyskryminacji, by zmieniać, „otwierać” standardowe kluby na odmienność, jest wciąż jak najbardziej aktualne. Zapraszajcie ugrupowania osób KLINT* na zawody mieszane, aktywnie przeciwdziałajcie dyskryminacji i, co najważniejsze, twórzcie więcej takich klubów. Zakładajcie queerowe stowarzyszenia i fundacje, rozwijajcie się!

Ps. Od tłumaczki: gwiazdka jest bardzo ważna. BARDZO. Na przykład „wiele* z nas”, można też odczytać jako „wielu* z nas”. Gwiazdka łączy różne płci, dopowiada niewypowiedziane – płeć trzecią, której istnienie uznają nawet niektóre z krajów tego świata. „Wiele z nas” oznaczałoby kobiety, „wielu z nas” – mężczyzn, ale… Nie wszyscy mogą albo chcą spełniać normy płciowe. Uszanujmy to za pomocą gwiazdki!

Artykuł ukazał się w nr 15 „A-taku” (czerwiec 2021) – pdf będzie dostępny tu: https://www.akcja.type.pl/ksiazki/
Wspieraj fundusz propagujący anarchizm i wydawanie „A-taku” (np. poprzez dotację, zamówienie plakatów itp.). Kontakt: akoordynacja@op.pl
Udostępnij tekst
  •  
  •  
  •  
  •  
  •  
  •  
  •  
  •  
  •  
  •  

Dodaj komentarz

Twój adres email nie zostanie opublikowany. Wymagane pola są oznaczone *