Za fasadą Berlin Hauptbahnhof – strajki na niemieckiej kolei

Piękna szklana fasada kolejowego dworca głównego w berlinie odbija się w słoneczne dni w lustrze wody rzeki sprewy dając niesamowity widok. Obiekt będący jedną z najważniejszych inwestycji w zjednoczonym po latach podziału berlinie stanowi symbol dynamicznego rozwoju niemieckiej stolicy i kraju. Jednak rozpęd ekonomiczny po trzydziestu latach od zjednoczenia zaczyna słabnąć między innymi z powodu zapaści demograficznej. Proces słabnącego przyrostu naturalnego w tym kraju zaczął się już w II połowie lat 80. XX wieku. Pod rządami Helmuta Kohla społeczeństwo zachodnioniemieckie odchodziło od konserwatyzmu obyczajowego, a religia przestała odgrywać tak istotną rolą. Tak jak w innych krajach ówczesnego EWG – Europejskiej Wspólnoty Gospodarczej – przemiany kulturowe i obyczajowe nie miały jeszcze tak wielkiego wpływu na życie społeczne. Tymczasem życie obywateli wschodnioniemieckich wyglądało zupełnie inaczej. Pod każdym względem stanowiło kontrast do RFN. Oczywiście w NRD było zabezpieczenie socjalne, ale wielu mieszkańców chciało żyć tak jak na zachodzie. Kiedy w 1989 roku upadł mur, a rok później doszło do zjednoczenia niemiec wielu byłych enerdowskich obywateli uciekło na zachód – za lepszym życiem o jakim latami marzyli. Przyczyną tego były nie tylko lepsze perspektywy, ale także upadek zakładów pracy. Na blogu „Okiem Mileny” w tekście o graniczącym z polską frankfurcie nad odrą czytamy: „Połowa mieszkańców Frankfurtu nad Odrą ma ponad 60 lat. W momencie gdy nastąpiło zjednoczenie Niemiec z Frankfurtu nad Odrą w przeciągu 5 lat wyjechała 1/3 mieszkańców. Z 90.000 nagle zostało ich tylko 60.000. To wszystko wpływa m.in. na organizację miasta – tworzy się tzw. mieszkania asystowane – w całym bloku zamieszkałym przez starych ludzi mieszkają 2 lub 3 młode osoby, które pracują tam opiekując się mieszkańcami. Swoją drogą bardzo dobre rozwiązanie”.

Dawne NRD musi mierzyć się z problemami demograficznymi wynikłymi z wydarzeń początku lat 90. XX wieku. Starzenie się społeczeństwa i radykalizująca się na prawo młodzież, to obraz wschodnioniemieckiej rzeczywistości. Korzystają z tego różne grupy nazistowskie oraz AfD – Alternatywa dla Niemiec. Partia ta chętnie odwołuje się do antyimigranckiej retoryki i pochwał III Rzeszy. Jednak nawet niemieccy neonaziści nie są już w stanie zatrzymać procesów demograficznych. Mogą jedynie straszyć i niestety robią to skutecznie przy biernej postawie klasy politycznej w berlinie.

Tymczasem szefowa Federalnej Agencji Pracy (BA) Detlefa Scheele w wywiadzie z gazetą „Suedddeutsche Zeitung” przyznała, że demografia jest dla niemiec nieubłagana. Tamtejszy rynek pracy potrzebuje pracowników jak nigdy przedtem. Brak pracowników odczuwa wiele gałęzi gospodarki. Także niemiecka kolej (Deutsche Bahn) nie jest odosobnionym przypadkiem. Maszyniści DB skarżą się od dawna na to, że jest ich mało a obowiązków przybywa. Praca maszynisty to poważna sprawa. Jest się nie tylko odpowiedzialnym za bezpieczeństwo na torach i za towar przewożony w wagonach, ale przede wszystkim za pasażerów. Ostatnio znowu zrobiło się o kolejach niemieckich głośno w polskich mediach. Maszyniści zastrajkowali domagając się od pracodawcy podwyżki 3,2% i polepszenia warunków pracy oraz gwarancji emerytalnych. Media w polsce zapomniały o tym, że jednym z postulatów jest właśnie zwiększenie zatrudnienia. Maszyniści należący do GDL – Gewerkschaft Deutscher Lokomotivführer (najstarszego związku zawodowego w Europie powstałego 1867 roku) nie ukrywają, że najbardziej zależy im na zatrudnieniu przez DB polskich i czeskich kolegów. To cios w narrację niemieckich neonazistów oraz liberalną gadkę polskich mediów. Stanowi także obraz katastrofalnych skutków decyzji rządu Helmuta Kohla z początku lat 90. minionego wieku. Wówczas elity polityczne bonn nie przejmowały się tym, co dziś stało się realne. Wówczas była to daleka perspektywa. Nie ma już Kohla i większości polityków odpowiedzialnych za obecną sytuację w kraju między renem a odrą.

Rząd Prawa i Sprawiedliwości oraz jego sojusznicy z pseudozwiązku „Solidarność” chętnie odwołujący się do patriotyzmu udają, że nie widzą jak wielu przyszłych maszynistów i pracowników kolei mieszkających w zachodniopomorskim ucieka do pasewalk (leżącym w landzie meklemburgia – pomorze przednie). Kiedy Technikum Kolejowe w szczenienie ma problemy z naborem nowych roczników, technikum w passewalk nie ma z tym najmniejszych problemów. Mamy więc mnóstwo paradoksów wynikłych z „roku cudów” 1989. Zapaść demograficzną po obu stronach odry, uciekających z polski przyszłych maszynistów oraz innych pracowników kolei. Odchodzenie starszych roczników z pracy na PKP i DB, napięcia między pracownikami a pracodawcą o lepsze warunki pracy. Wszystko ma źródło gdzie indziej. Depopulacja w niemczech bierze się z dobrobytu zachodnioniemieckiego społeczeństwa i natychmiastowego spadku poziomu życia w dawnym NRD. Tych problemów jakie miałyśmy na kolejach niemieckich ostatnio nie zmieni gadka panów z AfD, ani naszych rodzimych populistów znad odry, wisły i buga. Zapewne w niemczech jeszcze nieraz będą wybuchać strajki z powodu właśnie między innymi braku pracowników, a co za tym idzie lepszych warunków pracy. U nas politycy tego nie widzą, ale w berlinie rząd także udaje, że tego nie ma, a problem nie istnieje. Klęska liberałów oraz rządów kanclerza Kohla jest widoczna i bolesna dla nas wszystkich – po obu stronach granicy. Wywołała demony przeszłości w postaci neonazistów i AfD.

Robert

Udostępnij tekst
  •  
  •  
  •  
  •  
  •  
  •  
  •  
  •  
  •  
  •  

Dodaj komentarz

Twój adres e-mail nie zostanie opublikowany. Wymagane pola są oznaczone *