Przeciw przemocy rządu. Ponad 130 osób przemaszerowało przez centrum Wrocławia.

Od kilku miesięcy na granicy polsko – białoruskiej trwa kryzys humanitarny. Ludzie różnych narodowości, którzy zmuszeni byli uciekać z kraju urodzenia, zatrzymywani są na granicy. Straż Graniczna codziennie wypycha dziesiątki ludzi do lasu skazując ich na tortury i – coraz częściej – śmierć. Prawicowy rząd, za pośrednictwem mediów, usprawiedliwia te ludobójcze działania, a ludzi potrzebujących dehumanizuje się i używa ich jako straszaka. Są jednak osoby, które decydują stanąć okoniem narracji rządowej i pomagać uchodźcom. Setki aktywistów regularnie jeżdżą pod granicę, by nakarmić, dostarczyć niezbędne rzeczy, słowem – pomóc przetrwać tym, których rządy obu krajów traktują jak rzeczy. Dziś we Wrocławiu Federacja Anarchistyczna wraz z organizacją No Borders Wrocław (facebook.com/noborderswroclaw) zorganizowała demonstrację. O 17 pod Urzędem Wojewódzkim zebrało się ponad 100 osób, by nagłośnić sprawę kryzysu humanitarnego i wykazać solidarność z potrzebującymi. Kilka tygodni temu Urząd Wojewódzki był okupowany przez 10 dni non stop – po tym o sytuacji na granicy zaczęto mówić coraz częściej, a dziś nawet z małych miejscowości docierają oznaki człowieczeństwa. Pod Urzędem Wojewódzkim zostały wygłoszone przemówienia. Zachęcamy do zapoznania się z nimi i udostępniania ich znajomym, bo są to relacje osób, które na własne oczy widziały zachowanie polskich służb przy granicy.

 

“Wyobraźcie sobie, że reżim najeżdza wasz dom, że państwo z kartonu i jego armia nie jest w stanie wam zapewnic bezpieczenstwa, że musicie wybierać: zostać i skończyć wraz z rodziną z poderżniętym gardłem przez fanatykow lub wybrac się w ryzykowną podróż.Reżimista Łukaszenka wykorzystuje sytuację i organizuje wycieczki, prowadząc swoje gierki polityczne. Wycieczka, która doprowadza was do granicy Białorusi, wycieczka, która dla wielu z was skończy sie tragicznie.Na którą musicie wydać oszczędności życia i nie ma pewnosci, że ją przeżyjecie.Wyobraźcie sobie, że wraz ze swoimi dziećmi musicie spędzać tygodnie w lesie, ukrywając sie przed strażą graniczną i policją. Wycięczeni, przemoczeni, chorzy. Jakikolwiek kontakt ze strażą graniczną bez kamer telewizji kończy się pushbackiem na granicę, bez względu na to w jakim stanie jesteście.Nawet gdy traficie do szpitala, nawet gdy macie przy sobie pełnomocnictwo i wniosek o azyl.PUSHBACK bez względu na wszystko – takie rozkazy ma służba graniczna.Łapią was i wywożą na Białoruś, białoruska służba graniczna zabiera wam dokumenty i telefony. Biją, dopuszczają się gwałtów, siłą wypychają przez polską granicę.I tak bez końca! Jeśli będziecie mieć szczęście, to wam się uda. Jeśli nie? Umrzecie. Zwłoki są regularnie usuwane z terenów podgranicznych, białoruski handel organami kwitnie – temu służy strefa stanu wyjątkowego. Ktoś powie: czemu nie przejdą legalnie, czemu nie starają się o azyl?Wiecie jak wygląda azyl w Polsce?Wygląda tak, że ludzie są porozstawiani w klatkach, a rodziny są rozdzielane.Azyl w Polsce to więzienie. W praktyce staranie się o niego to często tylko przedłużanie okresu, kiedy spotka was kolejny pushback.



“To był najcięższy dzień ze wszystkich spędzonych na granicy.Cztery interwencje dla jednej grupy to bardzo duże obciążenie. Doprawdy, pierwsza była lekka: rano, ok 11:00, dwie osoby, głęboko w lesie, daleko od strefy. W dobrym stanie, potrzebowali powerbanków. Czekałam w aucie na powrót towarzyszy, którzy mieli przekazać potrzebne rzeczy. Poszłam na spacer, bo piękny kolorowy las, piękna, ciepła pogoda. Na leśnej drodze, za zakrętem zauważyłam, że coś wisi na drzewie. Torba wypełniona jakimiś rzeczami, butelka 5l wody przyklejona taśmą klejącą do drzewa. Wmurowało mnie. Niby nic, ale w tych pieknych okolicznościach przyrody zupełnie zapomniałam co się dzieje i ten widok był jak uderzenie w twarz. Wszędzie wokół, w tych lasach są ludzie. Wyczerpani, cierpiący. Ścigani przez nieubłagany system zwany PAŃSTWEM NARODOWYM, którego granic nie można przekraczać, bo ktoś kiedyś tak wymyślił i wtłoczył nam do głów, że taki jest porządek rzeczy. Ziemia, woda i niebo zostały podzielone między mocarstwa, a my, ludzie jesteśmy tylko pionkami. Bez uczuć, bez marzeń, bez perspektyw.Wrócilismy do domu i po godzinie znowu wyjeżdzaliśmy. 13 osób na łące. 4 aktywistów wzięło 5 napakowanych po brzegi plecaków, ciężkich jak jasna cholera. Nie znaleźliśmy ich. Nie wiadomo dlaczego nie było nikogo w umówionym miejscu. To zdarza się często. Czasem po godzinie jazdy i godzinach marszu przez las nie udaje się nikogo spotkać. Daremny trud. Zrezygnowani wróciliśmy i ledwo usiedliśmy, kolejne zgłoszenie. 5 osób w lesie. Przepakowujemy plecaki pod ich potrzeby i ruszamy. To był wymagający spacer. Przedzieranie się przez bagna, powalone drzewa i kilometry lasu. Lecz to, co odciśnie piętno, miało dopiero nadejść. Grupa osób z Jemenu, była wypychana przez białoruskich żołnierzy kijami do lasu, po pushbacku polskich służb. Czekając na zakończenie akcji dostaję kolejne zgłoszenie. Odpisuję, że nie damy rady, jesteśmy w terenie już ok 12 godzin, a czeka nas powrót do Wrocławia. 600 km. Ja muszę prowadzić. Dostaję informację, że nikt inny nie może pojechać. Że w grupie są dzieci. Nie ma dyskusji, nikt nie ma wątpliwości, że musimy się do nich dostać. Spóznimy się do Wrocławia, do naszych zakładów pracy, które i tak już od dawna olewamy, biorąc cały czas wolne lub nadgodziny, gdy kończy się urlop. Ostatnia akcja jest ciężka. Jest straszna. Jest horrorem. Dokładnie tym o czym czytacie w relacjach innych organizacji. Są milczące dzieci o wielkich oczach, jest schorowana, zapłakana staruszka. I dorośli mężczyźni błagający nas, żebyśmy nie zostawiali ich w lesie, że kolejnego pushbacku nie wytrzymają. Zostawiliśmy ich. Nie zrobiliśmy nic więcej poza daniem im zupy i plecaków z jedzeniem na nastepne dni. Pomaganie nie jest w tym kraju mile widziane, jest nielegalne, nie chcemy ryzykować więzieniem. Zostawiliśmy im kontakt. Obiecaliśmy, że nasze koleżanki wrócą do nich następnego dnia.Następnego dnia łąka była pusta. Telefon milczy. Kontakt się urwał.Można teraz płakać. I tak, wszyscy płaczemy. W domu, kiedy już nie trzeba być silną, nie trzeba być “w trybie zadaniowym”. Płaczemy i organizujemy demonstrację, aby obalić ten chory rząd. Wiemy że na razie się nie uda, ale co innego możemy robić? Nosić ciepłą zupę do lasu do końca naszych dni? Liczyć na to, że politycy się opamiętają? Że wybory za 3 lata coś zmienią?



Gdy osoby aktywistyczne protestowały pod Urzędem Wojewódzkim kilka miesięcy temu, ich żądanie było jedno: dopuścić do osób uchodźczych przetrzymywanych na granicy pomoc medyczną. Od tego czasu zmieniło się tak wiele, że nawet nie wiem od czego mogę zacząć. Nie mam słów na wiele rzeczy, które obecnie dzieją się w przygranicznych lasach i obozach. Tego ogromu cierpienia, smutku, bólu i rozpaczy nie spodziewał się nikt. Najgorsze jest to, że to wszystko jest bez sensu. Dlaczego kreska na mapie ma być ważniejsza od ludzkiego życia? Dlaczego fikcyjny szlaczek ma zabraniać nam udzielania pomocy osobom potrzebującym? Czy to abstrakt trzyma w cierpieniu wszystkie te osoby? Nie, to ludzie, którzy ten abstrakt wspierają, to nasz polski rząd, który w imię chorej idei „silnego państwa” przyzwala i aktywnie bierze udział w mordowaniu osób na granicy. To rząd, który zamiast przyjąć osoby dotknięte koszmarem wojny do Polski woli bawić się z Białorusią w pushbacki. Bo przecież, jak przepchniemy umierających ludzi za drugą granicę i tam umrą, to wtedy nie nasz problem, prawda? To rząd kraju, z którego pomiędzy 1772 a 1989 z powodów wojen i represji politycznych uciekło albo wyemigrowało ponad 2 miliony ludzi. To rząd, który zamiast dostarczyć chociażby wodę i jedzenie woli wydać 1,6 miliarda złotych na grodzenie granicy między Polską a Białorusią, co będzie najdroższą tego typu konstrukcją w Europie. Nie mam słów ani sił, co o tym powiedzieć. Przecież tę kwotę możnaby spożytkować na miliard lepszych sposobów. Każda złotówka wydana na uzbrajanie granicy to złotówka, która mogła ratować czyjeś życie. Mogłaby, ale nie będzie. Dla jednej strony ważniejsza jest idea silnego państwa, a dla drugiej ważniejszy od pomocy humanitarnej jest zysk, którego przecież nie mogą czerpać z tej sytuacji. Prawica nie chce pomóc uchodźcom, a liberałowie nie mają powodów, żeby im pomagać. Listopad to miesiąc w polskiej tradycji poświęcony osobom zmarłym. Przypomnijmy zatem o 6-letnim Alim z Afganistanu, który zmarł po zatruciu zupą z trujących grzybów. Przypomnijmy o Ahmedzie Hamidzie, który zmarł ze skrajnego wychłodzenia. Przypomnijmy o 16-letnim Irakijczyku, który po przekroczeniu polskiej granicy został przepchnięty z powrotem na Białoruś, gdzie zmarł. Przypomnijmy o wszystkich tych bezimiennych ciałach, które odnajdywano w lasach. Każda ta osoba miała rodzinę, przyjaciół, nadzieje, marzenia, lęki, hobby i ogromną wolę życia. Dla nas to nie są tylko kolejne ciała. Dla nas to ludzie, którzy zamiast otrzymania pomocy zostali pomordowani przez polski rząd. Teraz, gdy w Polsce mówi się znów o potrzebie legalnej i bezpiecznej aborcji na żądanie, gdy próbuje się zakazać marszów równości i wolnej ekspresji osób LGBTQIAP+ musimy powiedzieć dość. Musimy organizować się w grupy, ekipy i kolektywy. Musimy działać razem, przeciwko autorytarnym zapędom rządów. Wróg nie wychodzi z lasu, chory i wygłodzony, wróg przyjeżdża drogim autem albo limuzyną. DOŚĆ MORDOWANIA UCHODŹCÓW NA POLSKIEJ GRANICY!ANI JEDNEJ OSOBY UCHODŹCZEJ WIĘCEJ!

 



 

Później demonstracja ruszyła na Rynek. Skandowano hasła takie jak “Żaden człowiek nie jest nielegalny”, “Bez granic, bez nacji, bez deportacji”, “Solidarnie z migrantami”, “Stop ludobójstwu na granicy” i inne. Przy Rynku, gdzie demonstracja się zakończyła, rozpoczynał się właśnie Marsz Wzajemnego Szacunku – jako upamiętnienie wydarzeń Nocy Kryształowej (antyżydowskiego pogromu mającego miejsce na ulicach Wrocławia i innych niemieckich miast 09.11.1938r.). Osoby z demonstracji dołączyły do kolejnej, z kolei kilkunastu narodowców ustawiło się obok skandując “Polska dla Polaków”. Demonstracja ruszyła i zakończyła się w miejscu, gdzie kiedyś znajdowała się spalona podczas nocy kryształowej synagoga.

 

Co mogę zrobić w obecnej sytuacji, by pomóc ludziom na granicy? Samo narzekanie niczego nie zmienia. To, co dzieje się dziś, to namiastka tego, co nas czeka – trwający kryzys klimatyczny doprowadzi do sytuacji, gdzie zmuszone do migracji będą nie tysiące, a miliony osób. W tej chwili rządy bogatych krajów wydają 12 razy więcej pieniędzy na “wzmacnianie granic” niż na walkę z kryzysem klimatycznym? Co więc robić?

 

  1. Organizuj akcje solidarnościowe w swojej miejscowośći – nawet jeden znicz z kartką wyjaśniającą o co chodzi – to już akcja
  2. Sprawdź stronę No Borders Wrocław – jeśli prowadzone będą zbiórki rzeczowe, możesz pomóc w ten sposób (ważne! Przynoś tylko te rzeczy, o które organizacja prosi!),- edukuj się i uświadamiaj innych.
  3. Możesz użyć tej strony http://uchodzcy.info/infos/mity-i-fakty/?fbclid=IwAR2O3fEuzyofJjdHbG5HJA2TvB_S8E_1gGaqTc2REV0pg9vjdgkPLD6h3i0– udostępnij zrzutkę znajomym.
  4. Można wpłacać z kont zagranicznych https://pomagam.pl/noborderswro?fbclid=IwAR26Avg3DtECfLmnhUWmpneCtBw1gM-szip36sbFSCdlDNPwFZTT1u5qkZo
  5. Reaguj, gdy w Twoim otoczeniu inni próbują odczłowieczyć osoby w kryzysie uchodźczym.

 

 

Udostępnij tekst
  •  
  •  
  •  
  •  
  •  
  •  
  •  
  •  
  •  
  •  

Dodaj komentarz

Twój adres e-mail nie zostanie opublikowany. Wymagane pola są oznaczone *