Serwis Informacyjny - Świat WyróżnioneSekcja FA Poznań

Rosyjscy żołnierze – dlaczego idą na wojnę?

Każdego roku setki tysięcy Rosjan zaciąga się na wojnę w Ukrainie. Chętnych do walki na froncie nie brakuje. Są kuszeni dużymi pieniędzmi.

Kończy się czwarty rok wojny w Ukrainie. Według badania Mediazony [1], rosyjskiego niezależnego i opozycyjnego portalu internetowego, zginęło w niej od 170 do 220 tys. żołnierzy rosyjskich, plus prawdopodobnie ok. 20-30 tys. Ukraińców walczących po stronie republiki donieckiej i ługańskiej, zanim zostały one wcielone do Federacji Rosyjskiej. Przy czym szacunki te – moim zdaniem najbardziej wiarygodne – często traktowane są jako minimalne, czy wręcz zaniżone. Summa summarum możemy mówić o prawdopodobnie ok. 250 tys. poległych po stronie wojsk kremlowskich. Są to straty poważne. Dla walczących w szeregach armii rosyjskich żołnierzy prawdopodobieństwo poniesienia śmierci, a jeszcze bardziej odniesienia ran, nie jest wcale małe, ale chętnych do walki nie brakuje. Spróbujemy sobie odpowiedzieć na pytanie: dlaczego?

Walczący na Ukrainie Rosjanie to w zasadzie żołnierze zawodowi albo tak zwani kontraktowi. Idą oni do wojska nie z obowiązkowego, przymusowego poboru, ale aby bić się za pieniądze. Armia rosyjska tylko raz ogłosiła powszechną mobilizację – we wrześniu 2022 roku, kiedy sytuacja kremlowskich wojsk na froncie przedstawiała się wręcz katastrofalnie. Jak się okazało, więcej młodych mężczyzn uciekło wówczas zagranicę, aby uniknąć wysłania do okopów, niż zdołano wcielić w szeregi armii. Wielu specjalistów przewidywało wtedy, że będą kolejne fale przymusowego uzupełniania oddziałów walczących w Ukrainie. Jednak więcej razy tego typu mobilizacji nie przeprowadzono. Jednakże i tak, każdego roku setki tysięcy mężczyzn podpisuje z armią kontrakty i dobrowolnie jedzie na Ukrainę walczyć, nie oglądając się na duże ryzyko utraty życia i zdrowia. Chętnych na razie nie brakuje.

Nie jest to zatem walka z czysto ideowych pobudek, ale za pieniądze i to niemałe. Kremlowskim władzom nabór do wojska ułatwia trudna sytuacja materialna społeczeństwa rosyjskiego. Choć oficjalne dane wykazują, że poziom ubóstwa w Rosji w ostatnich latach spadł i osiągnął rekordowo niski poziom, między innymi wskutek wydatków na zbrojenia i wojsko to, jak wykazują działacze i działaczki opozycyjne, jest to statystyczna manipulacja. Rosyjski główny urząd statystyczny, czyli Rosstat ostatnio podał, że ubóstwo w Rosji kształtuje się na poziomie ok. 6,5%, czyli dotyka ok. 9,5 mln mieszkańców Federacji Rosyjskiej (ze 146 mln ludności) [2]. Gdyby obliczenia dokonać metodą, jaką posługiwał się Rosstat do tej pory, liczbę tę musielibyśmy powiększyć jeszcze o 2,5 mln osób i wzrosłaby ona do 12 mln, czyli ponad 8% ludności. Jednak i ona nie oddaje rzeczywistej skali problemu. Gdyby ubóstwo (tzw. ubóstwo względne) liczyć tak, jak w krajach Unii Europejskiej, to wg takiej metody obliczeń w Rosji połowa rodzin, to rodziny ubogie. Ostatecznie obecnie 1/3 Rosjan uznaje siebie za biednych.

Rosja to kraj ogromnych kontrastów społecznych. O ile w wielkich, milionowych miastach, jak Moskwa, Petersburg, Jekaterynburg, Kazań czy Niżny Nowogród ludziom żyje się względnie dostatnio, a średni poziom życia nie odbiega dramatycznie od tego, jaki obserwujemy w naszej części Europy, czy nawet na Zachodzie, to wieś i niektóre regiony Federacji Rosyjskiej odznaczają się niekiedy skrajną biedą. Nawet według oficjalnych danych różnice w przeciętnych dochodach między poszczególnymi regionami potrafią się różnić 4-5 krotnie – rzecz w krajach UE raczej niespotykana. O ile wynagrodzenia w niektórych miastach i regionach osiągają poziom 150-200 tys. rubli miesięcznie, to w innych – jak Czeczenia, Inguszetia, Dagestan z trudem przekraczają 40 tys. rubli (średnia dla całego kraju to ok. 100 tys. rubli miesięcznie) [3]. Warto przy tym zwrócić uwagę, że w Rosji obowiązuje bardzo niskie wynagrodzenie minimalne (obecnie to 27 tys. rubli miesięcznie).

Niskie dochody nie są tak dotkliwe, gdy funkcjonują odpowiednio dobre usługi publiczne – przede wszystkim ochrona zdrowia, ale też transport czy oświata. Ale w wielu regionach Rosji do niskich dochodów dochodzi jeszcze słaba jakość usług publicznych. W Rosji na służbę zdrowia przeznacza się nawet o połowę mniejszy odsetek PKB niż w innych krajach. Oczywiste, że – aby się wyleczyć – ludzie resztę muszą dopłacić prywatnie. W takim układzie, aby przeżyć i choć w minimalnym stopniu dorównać średniemu poziomowi życia, wiele rosyjskich rodzin jest poważnie zadłużonych. Tak zwane chwilówki czy mikrokredyty były i są zmorą społeczeństwa rosyjskiego.

Z jednej strony mamy zatem wiele osób, całe klasy społeczne, których sytuacja materialna jest nie do pozazdroszczenia. Z drugiej strony, tym którzy zgodzą się zaciągnąć do wojska i pojechać na wojnę na Ukrainę, oferuje się zupełnie bajońskie sumy.

Po pierwsze, za samo zaciągnięcie się do armii, rząd rosyjski oferuje jednorazową kwotę, płatną – jak się to reklamuje – w ciągu tygodnia, w wysokości minimum 400 tys. rubli. Są jednak regiony, gdzie kwota ta może wynosić nawet kilka milionów rubli. Minimalna pensja miesięczna dla żołnierza kontraktowego wynosi 210 tys. rubli, a dla osób o wyższych rangach – odpowiednio więcej. Za wykazanie się na polu bitwy, można otrzymać dodatkowe nagrody, niekiedy sięgające miliona rubli. Ostatecznie reklamuje się, że w pierwszym roku służby można zarobić 5-6 mln rubli i więcej. Nie bez znaczenia jest i to, że rodziny poległych żołnierzy otrzymują jednorazowo niekiedy łącznie 13 milionów rubli [4].

Wszystko to skłania osoby o najniższym statusie materialnym, często obciążone długami i nachodzone przez komorników, to podjęcia desperackiej próby wykaraskania się z problemów finansowych, zaciągając się na wojnę. Nie jest w Rosji tajemnicą, że na ukraińskim froncie giną w pierwszej kolejności żołnierze rekrutujący się z najniższych warstw społecznych, z prowincji, ze wsi, z ubogich regionów, często osoby o innym niż ruskim pochodzeniu.

Dodajmy jednak, że także w innym krajach rekrutuje się chętnych do służby w armii i na wojnie kusząc ich pieniędzmi, ale nie tylko nimi. W Stanach Zjednoczonych idąc do wojska, młodzież z nisko sytuowanych warstw społecznych liczy zarówno na dobrą, stałą pensję, ale także możliwość uzyskania darmowego wykształcenia na koledżu, czy wreszcie uzyskania dostępu do bezpłatnej służby zdrowia. Nie tylko zatem przymusowy pobór, obwarowany restrykcyjnymi karami za uchylanie się od obowiązku służenia w wojsku, i hurrapatriotyczna propaganda przyciąga ludzi do armii, ale także zwykła presja ekonomiczna.

 

Jarosław Urbański

www.rozbrat.org

 

Przypisy:

[1] https://zona.media/casualties

[2] https://www.vedomosti.ru/society/news/2025/12/10/1162210-uroven-bednosti-ponizilsya

[3] https://finance.mail.ru/article/srednyaya-zarplata-v-rossii-432/

[4] https://www.currenttime.tv/a/rossia-zamanivayut-voyna/33545726.html

Udostępnij tekst

Dodaj komentarz

Twój adres e-mail nie zostanie opublikowany. Wymagane pola są oznaczone *