Relacja z protestu lokatorskiego w Łodzi
Dziękujemy wszystkim za liczną obecność na wczorajszym proteście! Nie obyło się bez emocji – mimo to udało nam się doprowadzić protest do końca. 3 marca 2026 r. nie zapisze się jako chlubny dzień dla Zarządu Lokali Miejskich. ZLM zazwyczaj we wtorki pracuje do 17, wyjątkowo jednak tego dnia, skrócił godziny pracy do 16, zamykając się na wszystkich mieszkańców. Niestety próbę wejścia do urzędu, stosując siłę udaremniła policja. Również osoby, które chciały przyjść do ZLM np. zostawić pismo nie mogły niestety tego zrobić – mimo, że demonstracja w żaden sposób im nie przeszkadzała w dojściu do drzwi. Urząd po groźbie pozwu wobec naszej organizacji postanowił zamknąć się na mieszkańców.
W pewnym demonstracji momencie zza zamkniętych drzwi pojawiła się dyrekcja ZLM wraz z urzędnikami z UMŁ. Tradycyjnie proponowali rozmowy z wąskim gronem wybranych protestujących, w zaciszu gabinetów. To jest stała zagrywka urzędników – kilka osób biorą na osobności by gładkimi słowami zamydlić im oczy, protest się rozchodzi a po wszystkim nie ma żadnych skutków i konsekwencji. Takie próby już miały miejsce w trakcie poprzednich protestów – i niestety takie rozmowy na osobności nie przynoszą wymiernych skutków. W gronie protestujących nie było zgody na takie mydlenie oczu i pozorowany dialog.
Miasto wbrew deklaracjom nie jest zainteresowane rozmowami z lokatorami, których urzędnicy miejscy po prostu nie słuchają. Od lat nie ma dyżuru stowarzyszenia, byśmy nie słyszeli, że lokatorzy odbijają się od ściany, są zbywani, manipulowani czy nawet oszukiwani czy obrażani przez urzędników. Często brakuje dobrej woli i zaufania ze strony urzędu. Gdy organizacje lokatorskie i pozarządowe proponują rozwiązania takie jak “okrągły stół mieszkaniowy” czy komisja dialogu obywatelskiego, zawsze padają odmowy. Urzędnicy nigdy nie chcą pozwolić na to by rozmowy o polityce mieszkaniowej były jakkolwiek dla nich wiążące i nie odbywały się na ich warunkach. Uważają, że wiedzą najlepiej i z uporem maniaka realizują swoje, niekoniecznie korzystne dla lokatorów cele mieszkaniowe. Dla Urzędu lokatorzy często są tylko cyferką na komputerze, problemem a nie realnym człowiekiem.
Po proteście do wszystkich łódzkich mediów trafiło oświadczenie ZLM dotyczące stanu technicznego kamienic. Co tam znajdziemy? Informację, że od 2024 są podejmowane działania. mające na celu poprawę stanu technicznego. A co działo się wcześniej? Miasto też zgodnie z przedstawionymi przed kilku dniami planami na następne 3 lata rządów prezydent Zdanowskiej przedstawiło plany na remont 3600 lokali, 125 budynków oraz budowę 1500 nowych mieszkań.
Podobne zapowiedzi miały już miejsce przed laty. Jeszcze w 2018 roku, przy podobnej ofensywie medialnej ogłoszono plany budowy 800 mieszkań komunalnych. Z ogłoszonych wtedy mieszkań większości nie wybudowano. Plany remontowe też wzbudzają uzasadnione wątpliwości. Po pierwsze – liczby te różnią się od przedstawianych przed kilku dniami przez wiceprezydenta Wieczorka. On mówił o 2200 lokalach. Do tego, wspominał o tym, że przez ostatnie 15 lat wyremontowano poza rewitalizacją 5200 mieszkań. Czyli miasto chce w 3 lata wyremontować prawie połowę tego co w 15 lat? Ciężko uwierzyć w szanse powodzenia, a tym bardziej jakość wykonania tych remontów. Za jakiś czas na pewno będzie tak samo jak teraz słychać o wychodzącej wilgoci, grzybie i fuszerkach w lokalach po remoncie. Owszem, część lokali wygląda estetycznie – nowa podłoga, karton-gips, czasem nawet łazienka. Ale “na zewnątrz” bez zmian pozostają popękane mury, zawilgocenia, dziurawe dachy, niesprawna wentylacja. Problemy szybko wracają do środka – wilgoć, zimno, usterki. Liczby jednak będą się zgadzać, plansze na konferencjach prasowych będą uginać się od liczb. W końcu cóż szkodzi obiecać!
Jeszcze dziwniejsze były zapewnienia ZLM o tym, że wcale nie ma żadnych problemów z ogrzewaniem, że 40% lokali jest przyłączonych do sieci ciepłowniczej więc wszystko jest ok. Z innych, aktualnych danych wynika, że w zasiedlonych lokalach odsetek ten jest mniejszy i wynosi 35% – czyżby wynik sprzedawania zasobu we wspólnotach i blokach? Warto też dodać, że w 1995 roku ponad połowa mieszkań komunalnych była przyłączona do sieci ciepłowniczej. Lata błędnej polityki, również kontynuowanej za prezydent Zdanowskiej, doprowadziły do tego, że dalej nie nadrobiliśmy zaległości względem lat 90! A nie mówimy o luksusach, tylko podstawowych rzeczach jak ciepło.
Podobnie z ogrzewaniem elektrycznym. Urząd napisał, że wybór ogrzewania elektrycznego w lokalach nie był decyzją arbitralną i bezrefleksyjną. Co z tego skoro nie zmienia to problemów z tym źródłem ciepła? Nie zmienia tego, że Gmina przerzuca w ten sposób koszty na lokatorów – bo łatwiej zmusić lokatora do płacenia 1200 zł miesięcznie za prąd (z takimi rachunkami, a nawet wyższymi spotykaliśmy się tej zimy) w sezonie grzewczym niż zainwestować w przyłączenie nieruchomości do CO. Nie zmienia tego, że mimo ciągłego ogrzewania mieszkania, wielu lokatorów miało tej zimy temperaturę w mieszkaniach sięgającą kilku-kilkunastu stopni – bo na więcej nie pozwalały wysokie koszty prądu, zawilgocone ściany i stropy, nieszczelne okna i sąsiadujące z lokalami pustostany.
Mroźna zima odsłoniła wszystkie patologie łódzkiej polityki mieszkaniowej oraz po raz kolejny pokazała problemy ze stanem mieszkaniowego zasobu miasta. Osoby mające styczność z gminnym zasobem mieszkaniowym od dawna wiedziały o tym jak to wszystko wygląda. Jako lokatorki i lokatorzy mówimy od lat – stan techniczny mieszkań gminnych zagraża naszemu życiu i zdrowiu.
Zaprotestowaliśmy w imieniu wszystkich osób mieszkających w rozpadających się kamienicach, w budynkach wyłączonych z użytkowania, w mieszkaniach zawilgoconych, zagrzybionych, niemożliwych do ogrzania. Protestowaliśmy w poczuciu solidarności z osobami wypychanymi poza system — osobami, które każdego dnia obawiają się o swoje życie, tracą zdrowie przez fatalne warunki mieszkaniowe, wady budynków i lokali, chroniczny stres oraz poczucie wykluczenia. To nie jest normalne by w XXI wieku ciepłe mieszkanie było luksusem, na który tysiące osób w naszym mieście nie mogą sobie pozwolić. Dlatego przyszło tak wielu zdenerwowanych mieszkańców. I ten gniew był uzasadniony. Bo miasto nie prowadzi dobrej polityki społecznej i mieszkaniowej i ma to swoje tragiczne konsekwencje.
Łódzkie Stowarzyszenie Lokatorów
