Budownictwo komunalne w powijakach, zasoby mieszkań gminnych w zaniku
Trwają prace nad zmianą „ustawy o ochronie praw lokatorów, mieszkaniowym zasobie gminy…”. Nowelizacja ustawy nie jest dokumentem ani łatwym, ani przejrzystym. Propozycja rządu, moim zdaniem, sprowadza się do tego, aby zarządy gmin bardziej arbitralnie i restrykcyjnie mogły dysponować topniejącymi zasobami komunalnymi.
Zamiast wprowadzenia obostrzeń gminy powinny raczej przemyśleć swoje dotychczasowe zasady polityki mieszkaniowej, które ciągle tkwią w starych neoliberalnych przesądach. Kazały im one m.in. na potęgę, bez opamiętania, prywatyzować komunalny zasób mieszkaniowy, co nadal czynią. Mieszkania były wyprzedawane dotychczasowym lokatorom na własność i to niekiedy z ogromnymi, sięgającymi nieraz 90% bonifikatami. Pomimo prób nigdy nie wprowadzono zakazu wyprzedaży lokali komunalnych.
Część zasobu komunalnego uległa też dekapitalizacji lub nie spełniała podstawowych standardów. Głód mieszkaniowy, który trwa w Polsce od nie wiadomo kiedy, powodował, że ludzie mieszkali w barakach, suterenach i lokalach pozbawionych niekiedy podstawowych wygód. Godzili się na wszystko, co proponowały lokalne władze, aby tylko mieć dach nad głową.
Wskutek prywatyzacji i dekapitalizacji liczba lokali komunalnych w Polsce spadła w ciągu trzech dekad o ponad połowę: od 1,7 mln w połowie lat 90. do 755 tys. obecnie (mimo że gminy przejmowały część zasobów od państwa czy państwowych zakładów pracy). I tymi ciągle topniejącymi zasobami próbuje się teraz zarządzać, starając się ustawowo ustanowić bardziej restrykcyjne mechanizmy weryfikacji lokatorów, a z drugiej strony chce się pozwolić na „komercjalizację” czynszów w 1/5 zasobów komunalnych. „Komercjalizację” w tym sensie, żeby czynsz co do wartości był bliższym rynkowemu.
Jeżeli chodzi z kolei o budownictwo komunalne, wykazuje ono trwały trend spadkowy. Przez ostatnią dekadę w Polsce budowało się średniorocznie mniej więcej pół mieszkania komunalnego na gminę! Tymczasem w opisie do projektu nowelizacji czytamy, że według danych GUS-u blisko 124 tys. gospodarstw domowych oczekuje na najem lokalu od gminy: komunalnego (56 tys.) i socjalnego (67 tys.). W tym ostatnim przypadku ponad 38 tys. gospodarstw domowych oczekuje na najem socjalny w ramach realizacji wyroków eksmisyjnych. Przy dotychczasowym poziomie budownictwa komunalnego na zaspokojenie tych potrzeb mieszkaniowych będziemy czekać ponad 80 lat.
Wśród polityków z ław sejmowych i rządowych, ale także wśród polityków lokalnych pokutuje mniemanie, że mieszkania komunalne to forma pomocy socjalnej. Takie przekonanie mają niestety także niektórzy działacze i działaczki lokatorskie. Tymczasem budownictwo komunalne powinno być filarem polityki mieszkaniowej i alternatywą dla budownictwa deweloperskiego w miastach. Tak się jednak nie dzieje. Dlaczego? Bo znaczna część polityków to posiadacze wielu mieszkań na wynajem – są oni powiązani biznesowo w mniejszym lub większym stopniu z rynkiem nieruchomości, reprezentują interesy firm deweloperskich i banków udzielających kredytów hipotecznych. Wszyscy oni nie są zainteresowani, aby gminy stworzyły alternatywny system zabezpieczenia potrzeb mieszkaniowych – dla wielu grup społecznych, nie tylko tych najuboższych. System taki mógłby wpłynąć na obniżenie czynszów i nie popychałby setek tysięcy potrzebujących dachu nad głową mieszkańców Polski do zakupu drogich mieszkań od deweloperów, zadłużania się na wiele lat lub płacenia kamienicznikom czynszów skalkulowanych z kilkusetprocentowym narzutem! W Poznaniu średni czynsz komercyjny jest dziesięciokrotnie wyższy od kosztu utrzymania mieszkania w starej kamienicy zarządzanej przez wspólnotę mieszkaniową, z uwzględnieniem funduszu remontowego oraz zysku firmy administrującej.
Ostre walki społeczne związane z eksmisjami, wysiedleniami i „czyszczeniem kamienic” spowodowały, że władze od mniej więcej dekady deklarują zmianę w polityce mieszkaniowej. Hasła w rodzaju „Miasto to nie firma”, „Mieszkanie to nie towar” wszyscy powtarzają jak mantrę. Próbuję się tu i ówdzie zmieniać prawo. Nie twierdzę, że wszystkie pomysły – także w omawianej tu przeze mnie nowelizacji – są złe czy bez sensu. Proponowane zmiany są najczęściej po prostu katastrofalnie niewystarczające.
Podsumowując, oficjalne statystyki nie wskazują na poprawę sytuacji w mieszkalnictwie gminnym. Zasób mieszkań gminnych się kurczy, budownictwo komunalne jest w zaniku, eksmisji (w tym eksmisji na bruk) znowu przybywa. Budownictwo nowych mieszkań komunalnych musiałoby wzrosnąć nawet ponad 10 razy, aby wywrzeć realny wpływ na rynek nieruchomości i utrącić monopol deweloperów. Większości polityków nie tylko to nic nie obchodzi, oni tego zwyczajnie nie chcą, bo godziłoby to w ich własne, klasowe interesy. Rządy Koalicji Obywatelskiej, a wcześniej PiS-u zakpiły sobie z żądań ruchu lokatorskiego.
Jarosław Urbański
www.rozbrat.org
