PublicystykaKontakt FA Lublin

O anarchistycznej równości i lewicowym parytecie …

Kiedy mówimy lub myślimy „anarchizm”, mieścimy w tym pojęciu co najmniej kilka elementów składowych. Abstrahując od encyklopedycznej definicji anarchizmu, można w telegraficznym skrócie zawrzeć w jego idei zestawione ze sobą i tworzące całość pojęcia mniej lub bardziej ogólne, tym niemniej takie, bez których wyobrażenie anarchizmu nie miałoby sensu. Przypomina się tutaj graffiti na murze jednego ze squotów, gdzie artystyczna wizja anarchizmu przedstawiała pojedyncze słowa lub wyrażenia oddające każdy (lub większość) z elementów anarchizmu – jego pojęć tudzież skojarzeń, źródeł, konsekwencji i przejawów. Były to m.in.: „wolność”, „równość”, „sprawiedliwość”, „pomoc wzajemna”, „samorządność”, „spółdzielczość”, „squatting”, „antyfaszyzm”, „ekologia”, „demokracja uczestnicząca” itd.

Jakkolwiek by sobie nie wizualizować anarchizmu, nie sposób jednak postrzegać go w oderwaniu od pewnych elementarnych zagadnień. Jedną z takich kwestii, bez których nie ma anarchizmu i nie da rady sobie go nawet wyobrazić, jest idea równości. Pojęcie jej pojawia się prędzej czy później gdy tylko próbujemy zdefiniować poglądy anarchistyczne. Równość to filar anarchizmu. Jego „ściana nośna” lub „objaw osiowy”. Egalitarny fundament anarchizmu jest zarazem źródłem i konsekwencją całej reszty. Jest punktem wyjścia i swoistym warunkiem sine qua non poglądów, postaw, działań i całej aktywności na polu anarchistycznym.

Czy jednak tak ogólne pojęcie jak „równość” zawsze jest właściwie rozumiane? Czy może stanowi pewien ogólnik, który zostaje wypowiedziany lub pomyślany, ale nie pociąga za sobą konsekwencji? Wydaje się, że w niektórych środowiskach, zarówno lewicowych, jak i prawicowych, pojęcie równości wymyka się z racjonalnych ram i rozlewa niczym woda po stole bez granic. Przedstawiciele ugrupowań prawicowych, zarówno konserwatywnych, jak i liberalnych, wypaczają pojęcie równości poprzez mieszanie go z pojęciem różnorodności. Stąd tak często zadają ironiczne pytanie: „Jak ludzie mogą być równi skoro są od siebie różni?”, upatrując w pojęciu równości zasadniczą, choć w rzeczywistości pozorną, sprzeczność. Ma to swój ukryty sens, o którym napiszę później, jednak póki co komentowanie prawicowych wypaczeń związanych z tym pojęciem nie jest moim celem. Prawicę uważam za stan umysłu nie najwyższych lotów i nie najzdrowszych warunków, gubiący się w sprzecznościach i wzajemnych zapętleniach, w których rosnące niedoskonałości nadrabiane są krzykiem i przemocą. Tyle w temacie. Bardziej jednak zastanawia postawa przyjmowana i promowana przez lewicę, która wydawałoby się rozumie na czym polega równość i oddziela jej pojęcie od pojęcia różnorodności, jednak czy aby w konsekwentny sposób?

Otóż lewica (głównie ta oficjalna – parlamentarna) lubuje się w pojęciu parytetu, w którym zwykła osadzać istotę równości. Dla lewicowych ugrupowań politycznych równość jest równością wówczas, gdy przede wszystkim panuje parytet, dotyczący zwłaszcza płci (swoją drogą ciekawe, że niekoniecznie także koloru skóry, pochodzenia czy orientacji seksualnej). Stąd, w poszczególnych formacjach lub grupach zadaniowych lewicy dąży się do tego, by było po równo kobiet i mężczyzn. Jeśli któraś z płci przeważa liczebnością osób lub wypowiedzi w danej grupie – wówczas uchodzi to za równościową wtopę, dyskryminację, czyli po prostu przejaw nierówności. Dochodzi do takich absurdów, że na siłę szuka się osób jednej płci lub eliminuje się osoby innej płci, by wyrównać ilościowo określoną grupę, zaś w kwestii wypowiedzi na dany temat udziela się głosu po równo kobietom i mężczyznom, aby nie było przewagi którejkolwiek płci, nawet gdy określona kwestia dotyczy problemów typowych dla jednej z nich, a dla drugiej w dużo mniejszym stopniu. Należy w tym miejscu postawić pytania: Czy taka forma działań międzypłciowych faktycznie promuje równość? Czy przypadkiem nie jest to usilne akcentowanie różnic na tle płci? Po co tak mocno podkreślać różnice między kobietami, mężczyznami czy osobami niebinarnymi, skoro problemy społeczne dotyczą prędzej czy później wszystkich, w różnych proporcjach? Czy jest to faktycznie tak bardzo istotne, by w grupach zadaniowych zajmujących się np. aborcją lub populacyjną profilaktyką raka prostaty było po równo kobiet i mężczyzn? Przecież zarówno kwestie męskie, jak i kobiece są ze sobą nierozerwalnie związane, jedne wpływają na drugie i w przestrzeni społecznej nie da się ich od siebie zupełnie oddzielić. Dlaczego w większości środowisk lewicowych lub lewicujących nie ma otwartości opierającej się na zasadzie: wypowiada się kto chce – jeśli akurat chcą osoby będące w większości kobietami, a mężczyźni niekoniecznie, to po co kogokolwiek do czegoś zmuszać lub mu czegokolwiek zakazywać trzymając się sztywnych ram parytetu? Może niech udział w danej grupie lub wypowiedziach biorą po prostu osoby chętne, zainteresowane tematem. Co z tego, że w danym przypadku będą to akurat w 90% kobiety, a tylko w 10% mężczyźni (lub odwrotnie) ? Przecież nikt mężczyznom (kobietom) tego nie broni, choć w danym przypadku akurat mało ich zechciało się wypowiadać. Wyobraźmy sobie grupę zadaniową zajmującą się tematami pracowniczymi środowiska pielęgniarskiego. Zdecydowana większość tego środowiska to kobiety. Czy zatem mamy na siłę szukać mężczyzn, by w grupie zadaniowej wyrównać proporcje płci? Analogicznie w środowisku ortopedycznym, gdzie kobiet jest bardzo mało. Mamy ich szukać lub eliminować mężczyzn tak, żeby osób obu płci było po równo? No chyba nie ma to sensu. A już na pewno nie jest przejawem dbałości o równość międzypłciową. Paradoksalnie – ciągłe zwracanie uwagi na płeć poszczególnych osób przyczynia się do alienacji płci, ich antagonizowania, a w końcu podtrzymywania sztucznych poróżnień pomiędzy nimi. Taki sztywny acz sztuczny podział jest zarzewiem permanentnego konfliktu interesów na tle płciowym. A to nikomu i niczemu pozytywnemu nie służy. W każdym razie stanowi to wypaczenie idei równości, którą znowu – choć w inny niż prawicowy sposób – miesza się z pojęciem różnorodności.

Jak zatem pojmować równość? Czym jest równość w perspektywie anarchistycznej?

Otóż równość jest niczym innym jak ujednoliceniem podstawowych, potencjalnie zmiennych warunków społecznych i ekonomicznych, w których egzystują poszczególne osoby i grupy. Polega na wyrównaniu tzw. szans życiowych, poprzez jednolity i powszechny dostęp do edukacji, informacji, pracy i środków produkcji, jak i podstawowych środków egzystencjalnych (żywność, ubranie, mieszkanie), ponadto możliwości udziału i współdecydowania w życiu publicznym itp. w myśl anarchistycznej zasady sprawiedliwości, czyli w uproszczeniu: od każdego według możliwości – każdemu według potrzeb (uprzedzając ironiczne uśmiechy, od razu wyjaśniam, że potrzeby to nie to samo co zachcianki). Przedstawiona wizja równości jest niestety odległa od aktualnie panujących warunków, co nie zmienia faktu, że aktywność anarchistyczna właśnie do tak pojętej równości zmierza i jako taką rozumie ją na co dzień. Należy podkreślić, że standard warunków egzystencjalnych zmienia się z biegiem lat. Do potrzeb codzienności w zindustrializowanej populacji należy zaliczyć dodatkowo kwestie ochrony zdrowia, transportu, dostępu do źródeł energii, kultury itd. Dzięki rozwojowi technologicznemu oraz zwiększającej się liczebności grup ludzi następuje podział pracy, w związku z którym otwierają się kolejne możliwości i wyzwania. Zasada pozostaje jednak ta sama.

Anarchizm w swoich założeniach mówiących o tym, że pełnię życia i możliwości realizacji potencjału osiąga jednostka wolna wśród innych jednostek wolnych, uświadamia, że zniewolenie, któremu przeciwdziała, nierozerwalnie łączy się z tym, co przeczy równości i prowadzi do dominacji jednych nad drugimi. W perspektywie dziejowej fundamentem takiej dominacji jest własność, która objawia się w różnych formach i na różnych poziomach. W tzw. społeczeństwie klasowym zasadą podziału na dominujących i zdominowanych jest stosunek jednych i drugich do środków produkcji (pierwsi je posiadają, drudzy ich nie posiadają, a jedynie za pozwoleniem tych pierwszych mogą ich używać). Zanim jednak ukształtuje się podział klasowy, musi jednak wystąpić moment krytyczny, który określa kto może posiadać, a kto nie. Jeśli przyjmie się, że wszyscy ludzie są od urodzenia równi (dlaczego mieliby nie być?), to nie można na podstawie żadnego kryterium ustalić kto może, a kto nie może posiadać. Co zatem dzieje się, że jedni posiadają, a inni nie? W związku z tym – co musi zajść, by jedni mogli dominować nad drugimi? Otóż na pewnym etapie musi dojść do przyjęcia jakiegoś kryterium, które równych z natury ludzi poróżni. Jednocześnie musi pojawić się czynnik przemocy, który będzie dbał o utrzymanie przyjętego poróżnienia, stanowiącego oś hierarchizacji społecznej. No dobrze, ale co takiego ma ludzi poróżnić, by sprawić, że będzie można uzasadnić nierówność? I tu jest sedno problemu. Bo ludzie pierwotnie różnią się tylko swoimi cechami naturalnymi, przyrodzonymi i zasadniczo niezmiennymi, takimi jak m.in.: kolor skóry, płeć, pochodzenie etniczne, orientacja seksualna, podstawowe warunki fizyczne, obciążenia genetyczne i inne czynniki wrodzone. Zatem to właśnie te różnice – przyrodzone, naturalne i względnie stałe różnice między ludźmi – stają się w pewnych warunkach punktem zaczepienia dla powstawania nierówności, a następnie zniewolenia. Staje się logiczną oczywistością, że skoro nic w naturze nie określa kto może dominować a kto być zdominowany, to na tych właśnie różnicach musi opierać się zasada nierówności i zniewolenia. Wtórne różnice między ludźmi są konsekwencją narzuconych nierówności – to m.in.: status materialny, wykształcenie czy kontekst kulturowy, ale w dużej mierze także miejsce zamieszkania, stan zdrowia oraz warunki fizyczne. Oczywiście, do ukształtowania się i utrzymania dominacji ludzi o jednych cechach nad ludźmi o innych cechach potrzebny jest też czynnik siły, jednak jest to czynnik zmienny i względny, zależny od okoliczności, nie działający bez punktu zaczepienia.

Zatem fundamentem nierówności pozostaje akcentowanie różnic na tle naturalnych i przyrodzonych ludzkich cech, w dalszej kolejności również na tle cech wtórych do narzuconych warunków życia. Przemoc, która podtrzymuje dominację, znajduje oparcie i uzasadnienie, które z czasem określa się „prawem”, właśnie w tych różnicach. Bez akcentowania tych różnic czynnik przemocowy nie miałby racji bytu, nie mógłby występować regularnie ani systematycznie, zatem do niczego trwałego by nie doprowadził.

Tak oto dochodzimy do wniosku, że niewola i nierówność, ucisk i wyzysk, hierarchizacja, dominacja i wszystkie ich skutki mają swoje pierwotne źródło w akcentowaniu naturalnych i przyrodzonych cech ludzkich. Rozumiemy zatem, że na ich akcentowaniu i wyolbrzymianiu różnic pomiędzy nimi zależy przede wszystkim tym, który dążą do utrwalania dominacji jednych nad drugimi. Stąd już prosty wniosek, że rasizm, seksizm, homofobia, gerontokracja i inne odmiany wykluczeń i dyskryminacji służą przede wszystkim władzy – zarówno politycznej, jak i ekonomicznej. Kiedy ukształtowała się świadomość klasowa i ludzie zdali sobie sprawę z nowego, realnego, choć sztucznie i przemocowo narzuconego podziału na klasę posiadającą i klasę pracującą, ta pierwsza klasa także zdała sobie sprawę, że utrzymanie kontroli nad biedniejszą acz liczniejszą drugą klasą wymaga ciągłego przypominania jej o istniejących pomiędzy ludźmi różnicach pierwotnych i polaryzowaniu ludzi ze względu na te właśnie cechy. W ten sposób kapitalizm zasiał w społeczeństwach nacjonalizm, który rozbija ponadnarodową solidarność ludzi i prowadzi do wojen na tle narodowym, odwracając uwagę od faktycznej przyczyny nędzy, jaką zawsze była i jest dominacja posiadających nad nieposiadającymi. Żadne z tych zjawisk nie miałoby jednak racji bytu, gdyby nie utrwalana akcentacja i nasilanie antagonizmów pomiędzy ludźmi o różnych cechach naturalnych, przyrodzonych, niezależnych i względnie stałych.

Tym sposobem dochodzimy do punktu wyjścia, a zarazem wniosku ostatecznego: Równość w rozumieniu anarchistycznym winna opierać się na przeciwdziałaniu akcentacji występujących pomiędzy ludźmi różnic naturalnych i przyrodzonych oraz antagonizowaniu ludzi ze względu na te różnice. Ludzie tak czy inaczej różnią się od siebie i nie ma w tym nic złego. Różnice wręcz okazują się pomocne i przydatne w rozwoju. Jednak ich akcentacja i antagonizowanie na ich tle nie służy ani równości ani wolności, a do czego prowadzi – już wiemy. I rozumiemy dlaczego lewicowo-liberalna, a tym bardziej prawicowa narracja tak usilnie polaryzuje ludzi względem tych różnic. Wszak politykom zależy na utrzymaniu władzy – dzielą zatem i rządzą. Prawica używa do tego celu nacjonalizmu, homofobii, seksizmu i rasizmu, a lewica – parytetów.

Pytanie – podsumowanie:

Jeśli kobieta i mężczyzna są sobie faktycznie równi, to czy ma to jakiekolwiek znaczenie, że określona osoba jest kobietą albo mężczyzną ?

(Z.)

Udostępnij tekst

59 komentarzy do “O anarchistycznej równości i lewicowym parytecie …

    • bardzo dojrzały zarzut: “akademickie pierdolenie”, a ty byłeś na jakiejś uczelni skoro wiesz jak wygląda “akademickie pierdolenie” ?
      “realne życie” ? a na czym opiera się “realne życie” ? na rzucaniu bluzgami co drugie słowo ? jak sobie wyobrażasz jakąkolwiek wymianę zdań w “realnym życiu” ? Napisz, chętnie się dowiemy

      Odpowiedz
      • Cześć. Tak. Mam tytuł inżyniera technologii drewna. A Ty skończyłeś coś, że się wpierdalasz między wódkę a zakąskę, czy tak bronisz koleżków, nie mając pojęcia jak wygląda akademickie pierdolenie?
        Napisz, chętnie się dowiemy.
        Realne życie opiera się na komunikacji w sposób zrozumiały. Jeśli pracowałeś kiedyś uczciwie w pracy fizycznej, to wiesz na czym polega wymiana zdań w realnym świecie.

        Więc: albo jesteś białym kołnierzykiem, albo trollujesz.

        Dzięki za komplement. Również uważam, że to jest dojrzały zarzut.

        Cześć.

        Odpowiedz
        • Realne życie opiera się na komunikacji w zrozumiały sposób ? Czyli nie rozumiesz tego tekstu ? No to nie mów, że coś poza podstawówką skończyłeś . Napisz do autora, żeby pisał zdania proste z jednym czasownikiem . To będzie komunikacja jak w realnym życiu . A jak nie rozumiesz tekstu to poczytaj manifesty młodzieży wszechpolskiej , to chyba twój poziom. A jak nie trzymasz ciśnienia to nie musisz bluzgami rzucać. Strzel jednego kielicha więcej niż zwykle i idź spać

          Odpowiedz
    • Jeśli w ogóle przeczytałeś ten artykuł , i jeśli się z nim nie zgadzasz , to powiedz z czym się nie zgadzasz .
      Chyba, że odpowiada ci antagonizowanie ludzi względem płci. Jak widać po twoim nicku sądzę, że odpowiada ci też antagonizowanie na linii robole – nierobole ? Dumny jesteś z tego ? Jeśli tak , to pomyliłeś adresy , ale pewnie znajdziesz coś dla siebie w prawicowych wypocinach

      Odpowiedz
      • Odpowiada mi antagonizowanie ludzi na tych, którzy uprawiają akademickie pierdolenie.

        Nie chcę mi się pisać z czym się nie zgadzam, bo to by oznaczało, ze pozwolilem Tobie na to, żeby przerzucić na mnie pracę. Moim zdaniem Ty masz dużo pracy do wykonania.
        Cala masa książek i innych materiałów jest dostępna publicznie, za darmo.

        Oczywiście, że jestem z siebie dumny. Kiedyś już Cię prosiłem, żebyś najpierw czytał, a potem pisał albo mówił.

        Oczywiście Ty wiesz lepiej i teraz oprócz Radia Anarchia mamy też Twoje wspaniałe przemyślenia tutaj.

        To już lepiej Ci te radio idzie.

        W prawicowych wypocinach idzie mi tak samo jak tutaj: jak znajduję jakieś bzdury, to piszę o tym otwarcie.

        Czesc.

        Odpowiedz
  • Jeżeli ktoś mysli, że parytety nie są potrzebne to widocznie nigdy ich nie potrzebował, bo zawsze było dla niego miejsce. Jednak sytuacja kobiet w kulturze i polityce jest zupełnie inna. Nie trzeba śledzić badań na ten temat żeby zauważyć, że reprezentacja kobiet jest drastycznie niższa niż ich ilość w społeczeństwie. I nie, nie wynika to z tego, że kobiety nie chcą zajmować się polityką, jak sugeruje autor tekstu. Albo inaczej – kobiety nie chcą angażować się w politykę i grupy polityczne nie z przyczyn neutralnych ale z powodu systemowej dyskryminacji, patriarchalnych wzorców, społecznego wykluczenia i socjalizacji do osób niesłuchanych i biernych.
    Jestem w ruchu od 20 lat i ciągle słyszę, że kobiety po prostu nie chcą w tym ruchu pełnić ról pierwszoplanowych a jednocześnie nikt tych kobiet nie pyta dlaczego i nikt nie chce nic z tym zrobić.

    Problem jest złożony i wymaga ogromu pracy, który jednak przez ten okres czasu mógł zostać wykonany ale nie został. Jeżeli mężczyźni, tak jak autor tego tekstu porównuje parytety do nacjonalizmu , to niech nie dziwi się, że kobiety nie chcą brać udziału w dyskusji na takim poziomie.
    To ujęcie jest skandalicznie konserwatywne i pokazuje jedynie że autor tekstu nie widzi jaki ma przywilej, że parytetu nie potrzebuje. Jednocześnie odmawia go osobom, które go potrzebują. Doskonale wiem dlaczego: bo jeśli mamy parytety to oznacza że będzie musiał rywalizować z innymi mężczyznami bo będą mieli mniej miejsca, które zostanie zajęte przez kobiety lub inne grupy społeczne.

    Kobiety nie są mniejszością i nie mogą być nią w sposobie reprezentacji.
    Natomiast przykład z pielęgniarkami ukazuje zupełną ignorancję na fakt, że to że praca opiekuńcza jest zdominowana przez kobiety to gigantyczny problem, na który nie powinno być naszej zgody. Pielęgniarki nie potrzebują parytetów w swojej reprezentacji ale w swoim zawodzie jako takim. Gdyby 50% pracy opiekuńczej musiało być wykonywane przez mężczyzn to być może praca ta byłaby lepiej opłaca i była bardziej stabilna, a te 50% kobiet mogłoby zająć się polityką. I jeśli usłyszę, że przecież mężczyźni mogą być pielęgniarzami tylko poprostu nie chcą i to jest normalne i naturalne (?) to błagam – przeczytajcie” Gender i ekonomia opieki”.
    Na koniec wrzucę tutaj kolejną inspirację czyli cytat z książki Rebecci Solnit “Wspomnienia z nieistnienia”:
    “„Stałam się specjalistką od usuwania się w cień, od wymykania się i wycofywania, od wysmykiwania się z niewygodnych sytuacji, od unikania niechcianych uścisków, pocałunków i dłoni, od zajmowania coraz mniej miejsca w autobusie, gdy kolejny mężczyzna zawłaszczał ciałem moją przestrzeń, od stopniowego dystansowania się i nagłej nieobecności. Od sztuki nieistnienia, ponieważ istnienie było jednym wielkim zagrożeniem”.”

    Rebecca Solnit pisze: “„Stałam się specjalistką od usuwania się w cień, od wymykania się i wycofywania, od wysmykiwania się z niewygodnych sytuacji, od unikania niechcianych uścisków, pocałunków i dłoni, od zajmowania coraz mniej miejsca w autobusie, gdy kolejny mężczyzna zawłaszczał ciałem moją przestrzeń, od stopniowego dystansowania się i nagłej nieobecności. Od sztuki nieistnienia, ponieważ istnienie było jednym wielkim zagrożeniem”.

    Odpowiedz
    • Równość dotyczy wszystkich ludzi i każdego z osobna . A nie tylko grup płciowych . Niech każda osoba i wszyscy maja równe szanse i otwartą drogę , bez względu na to jaki kto ma zestaw cech (nie tylko cechy męskie lub żeńskie) . Wtedy zrealizuje się równość. Takie myślenie, że ludzie dzielą się tylko na kobiety lub mężczyzn i na tej osi należy im się równość parytetów to jest redukowanie ludzkiego potencjału i niszczenie indywidualności. Parytety to lewicowo liberalny wymysł mający na celu poróżnienie płci . Jak tak bardzo wrocławska grupa chce parytetów to niech przyzna się do swoich partyjniackich politycznych ambicji i wystartuje w wyborach parlamentarnych .

      Odpowiedz
      • Piłeś = nie pisz.

        Dotychczas na tej stronie był jakiś poziom trzymany. Apeluję, by tego nie zmieniać.

        Odpowiedz
        • Jak ma być poziom to dobrze by było żebyś akurat ty się nie włączał . Jak masz przeklinać i zarzucać jakieś teksty bez uzasadnienia to może „Dzieci z Bullerbyn” ci podejdą. Widzisz jeszcze ekran ? Czy trzeba wytrzeć ?

          Odpowiedz
      • Czy możesz odnieść się do tego co napisałam? Bo póki co piszesz same kłamstwa. Nie – ludzie nie mają równych szans. Widać to już po dzieciach w szkole i jest to stan który się dziedziczy, jeżeli w aktywny sposób mu się nie sprzeciwstawimy,właśnie poprzez różne formy zmniejszania tych nierówności (na przykład parytety). Nieprawdą jest to że większość kobiet w sektorze opieki, a mniejszość kobiet w polityce to naturalny i nieszkodliwy podział, który nie ma znaczenia. Ma gigantyczne znaczenie ekonomiczne. Nie odpłatnej praca opiekuńcza jest ‘wyceniana’ jako bardziej dochodowa niż cały sektor IT.

        Odpowiedz
        • W którym miejscu pisze kłamstwa ? Ty za to cynicznie manipulujesz i mam wrażenie, że tego tekstu w całości nie przeczytałaś, bo mówisz o rzeczach wtórnych do narzuconych nierówności, oczekując ode mnie, że się wciągnę w ten lewacki dyskurs. Ja piszę o wyrównywaniu szans – nie zakładam że rodzimy się z równymi szansami, choć wg założonej idei równości ludzie są równi z urodzenia. To co doprowadza do wytworzenia nierówności to wykluczanie ze względu na występujące między nimi różnice naturalne. Parytety wpisują się w takie wykluczanie bo antagonizują grupy płciowe. Podkreślam, że mówię o idei równości rozumianej apriorycznie, która jest zarazem celem aktywności anarchistycznej . Bez takiej równości nie ma pełni wolności ani tym bardziej możliwości realizacji ludzkiego potencjału . Jeśli dalej masz zamiar przekręcać moje słowa i manipulować zarzucając mi coś co mnie nie dotyczy , to skończmy tą wymianę komentarzy bo to bez sensu. Pzdr

          Odpowiedz
          • Mylisz przyczynę ze skutkiem. To nie różnice powodują wykluczenie i hierarchizacje. To hierarchia systemu prowadzi do wykluczenia ze względu na cechy odmienne od cech osób na szczycie tej hierarchii. Rasizm nie powstał dlatego że biali ludzie spotkali ludzi koloru, ale dlatego że osoby u władzy musiały uzasadnić wykorzystywanie i niewolę osób ‘podbitych’. Tak samo wykluczenie kobiet nie powstało z powodu różnic płciowych ale z powodu tego że osoby u władzy chciały zmonopolizowac swój dostęp do zasobów i komuś musiały zabrać. Jeżeli twierdzisz że dążysz do równości to powiedz mi jakie widzisz inne mechanizmy które mogłyby do tego doprowadzić? Dla mnie parytety lub podwójna reprezentacja są konkretnymi narzędziami które zmieniają sytuację na bardziej dostępną dla osób wykluczonych. Jeżeli znasz lepsze metody to chętnie je wypróbuje.

      • Przecież Wrocław nie każe ci przyjmować żadnych parytetów. Nigdy tego nie proponowałyśmy w FA. Nie wtrącamy się w to, jak działają inne grupy. A ty nie wtrącaj się w naszą działalność. Bo na razie autorytarnie decydujesz co możemy, a czego nie możemy robić jako grupa wrocławska i kobiety z grupy wrocławskiej. Czy ty widzisz ten absurd? Piszesz meile w których nas wyzywasz, piszesz te dziwne komentarze, antyfeministyczne artykuły. Daj nam spokój. Jak na razie to tylko ty skłócasz wszystkich z naszego środo. Daj nam działać po swojemu, jak sobie wymyśliłyśmy, a sam działaj jak ty uważasz, że będzie najlepiej. O nic więcej nie prosimy.

        Odpowiedz
        • Czy ja powiedziałem, że Wrocław każe przyjmować parytety? Zasugerowałem, że Wrocław stosuje podobną narrację – alienującą, wykluczającą i konfliktującą na osi płci. Co ty mi imputujesz ?
          Autorytarnie decyduję co możecie, a co nie możecie ? W którym miejscu ? Wyzywam kogoś ? Kogo i w jaki sposób ? Piszę antyfeministyczne artykuły ? Które to ? Udowodnij mi którykolwiek z tych zarzutów.
          Nie spodziewałem się po tobie, że zaczniesz kłamać na mój temat. Ja się do takiego czegoś nie posunąłem. Do tej pory tylko myślałem, że nie rozumiesz lub udajesz, że nie rozumiesz, a ty po prostu stosujesz bezczelne manipulacje. Wobec tego ja w ogóle nie mam ochoty z tobą rozmawiać.
          Róbcie sobie co uważacie, ale przestańcie kompromitować Federacji Anarchistycznej i nie określajcie się jako anarchistki, bo wykluczacie inne osoby ze względu na płeć. Poza tym używanie przez was w nazwie “Federacja Anarchistyczna” to jest łamanie wspólnie przyjętych zasad wewnętrznych.
          I ja nikogo nie skłócam. Ty wy zaczęłyście tą drakę zarzutami o patriarchat, których też nie umiałyście uzasadnić. Zaczęłyście podgryzać i prowokować. Potem was to przerosło.
          Nie odpowiem na nic więcej. Nie dam się sprowokować manipulacjom i kłamstwom na mój temat. To krecia robota i tyle w temacie.

          Odpowiedz
          • “Jak tak bardzo wrocławska grupa chce parytetów to niech przyzna się do swoich partyjniackich politycznych ambicji” to twój tekst z kilku kometarzy wyżej. W mailu nazywałeś nas szowinistkami i seksistkami, a nasze wrocławskie kobiece spotkania “płciowym aparthaidem”. “przestańcie kompromitować Federacji Anarchistycznej i nie określajcie się jako anarchistki, bo wykluczacie inne osoby ze względu na płeć. ” jest to twoje autorytarne zdanie na temat tego kto może, a kto nie może nazywać się anarchistką. Nasze kobiece spotkania nie są wykluczające. Mężczyźni też się spotykaja w swoim gronie i rozmawiają o swoich problemach. Każda grupa ma prawo do własnych spotkań we własnym gronie i NIE JEST TO DYSKRYMINACJA. Dyskryminacja to zabieranie komuś jakiś praw, a my żadnych praw nikomu nie zabieramy. Ale to już wiesz, bo było tłumaczone wiele razy. Piszesz: “Ty wy zaczęłyście tą drakę zarzutami o patriarchat, których też nie umiałyście uzasadnić. ” to nie był nasz zarzut, tylko cytat kogoś innego, który przekazałam federacji, (najgorsza rola posłańca) ale ja go uzasadniłam znanymi mi przykładami z jednej sekcji. “Zaczęłyście podgryzać i prowokować.”: kiedy? wszystko co było pisane, było pisane jako odpowiedź na twoje, wcześniej przytoczone obelgi, oraz twoje wezwanie do tego, żeby inne sekcje się od nas odcięły. Uważasz, że to nie jest rozbijactwo? My, jako społęcznosc kobieca działamy od roku i nigdy nie było takiej atmosfery jaką ty wprowadzasz: totalnej nienawiści. Są osoby, które nie chcą działać tak jak my, nawet we Wrocławiu i nie uczestniczą w spotkaniach dzielonych i to jest w porzadku. Są tez osoby, które chodzą tylko na spotkania kobiece i to też jest okej. Wszystkie się wspieramy i uzupełniamy, ale nie udajemy, że nie mamy płci. Są też osoby z innych sekcji, które są sceptycznie nastawione i rozmawiamy ze sobą, czesto żarliwie dyskutujemy, ale zawsze pamietamy o szacunku do siebie nawzajem. Nigdy wczesniej nie spotkałam się z czymś takim, jak to co się tutaj dzieje. To jest jakiś obłęd.

        • Proszę cię, przestań manipulować. Czytaj to co ja piszę ze zrozumieniem. I nie kłam, że ja jakieś obelgi rzucam, wyzywam kogoś czy nakazuję / zakazuję. To bzdury. To, że ty to tak widzisz, to twoja iluzja, nie wypaczaj nią rzeczywistości. To wasi przedstawieciele/ki używają argumentów emocjonalnych i tendencyjnych, wycieczek osobistych i w dodatku bluzgów, których ja nigdy nie stosuję w normalnej dyskusji. Ja nie sprowadzam rozmów do poziomu rynsztoka w przeciwieństwie do was. A tak podkreślacie jacy to jesteście mili i antyprzemocowi. Powstanie tej waszej grupy wyłącznie kobiecej i dzielenie środowiska na męskie i żeńskie – to właśnie jest skłócanie i wywoływanie draki, która musiała nastąpić, bo podkopujecie jedność Federacji tworząc grupę zakładającą wykluczenie ze względu na płeć. Nie zamierzam z tobą więcej rozmawiać, bo nie będę brał udziału w dyskusji, w której słowa drugiej strony są przekręcane i zarzuca się jakieś rzeczy bez pokrycia. Na liście też nie potrafiłyście podać dowodów rzekomego patriarchatu, którego zarzucaniem wywołałyście konflikt. Tu w tych komentarzach to też nie ja zacząłem zaczepki i bluzgi. BEZ ODBIORU

          Odpowiedz
      • O ja pierdole :DD Widać, że jakiś ból dupy u autora zachodzi, bo czemu nagle pisze o wrocławskiej grupie zamiast odpowiedzieć na polemikę komentującej Ewy Mewy Marchewy? Ciekawe czy to samo mówiły chłopy z federacji jak Wolne Kobiety chciały budować autonomiczne struktury (jako kontra tego, że odmawiano im walki zbrojnej, działań politycznych i sprowadzano właśnie do internalizowanych przez system ‘ról płciowych’ skupionych na pracy domowej i opiekuńczej).

        Bardzo płytki tekst o parytetach, pomijający kilkadziesiąt lat osiągnięć teorii feministycznej(wydawałoby się jakby autor nie czytał książek pisanych przez feministki z nurtów antykapitalistycznych i dekolonialnych).

        Jak najbardziej abolicja płci w sensie społecznym i kulturowym winna się spełnić, ale naiwna wiara uprzywilejowanych osób w ruchu, że one już są wyzwolone tylko utrzymuje status quo. Męska socjalizacja to nie rurki z kremem.

        Odpowiedz
        • Jasne. Serdecznie cię pozdrawiam. Jak będziesz chciała napisać coś do rzeczy i bez kłamstw na mój temat, to się odezwij.

          Odpowiedz
    • PS. Po co ten seksizm z twojej strony? Nie sądź mnie według siebie. Ja mówię o równości rozumianej w sposób anarchistyczny, a nie czerwony. Osoby anarchistyczne nie muszą o nic „rywalizować”. Nie muszą też zważać na to kto ma jakie cechy, bo wśród ludzi dążących do wyzwolenia jednostki na egalitarnej podstawie społecznej nie jest to istotne jakiej kto jest płci. To tak jakbyś dzieliła interesy klasowe na „polskie” i „żydowskie”. Wychodzisz z opresyjnego punktu wyjścia, który zakłada takie narzucone podziały społeczne. A ja mówię o równości założonej a priori. I z łaski swojej nie mów że coś o mnie „doskonale wiesz”, bo nic nie wiesz a jedynie manipulujesz. Możesz sobie też darować te emocjonalne argumenty i słowa . Jak chcesz robić wrażenie to nie w merytorycznej dyskusji.

      Odpowiedz
      • To system polityczno-ekonomiczny rozpoznał kobiety jako grupę, na którą można przerzucić nieodpłatną i nisko płatną pracę opiekuńczą. Początki kapitalizmu wymagały przerzucenia tych kosztów i zostały one przerzucone właśnie na kobiety. To nie jest mój wymysł. Dalszy rozwój kapitalizmu wymaga dalszej eksploatacji grup społecznych. Jedną są kobiety, inną obecnie są migracji. W krajach postkolonialnych są to ludy rdzenne. Ten wyzysk istnieje i dopóki będzie istnieć musimy szukać mechanizmów które go zlikwidują.

        Odpowiedz
        • Co ty koleżanko opowiadasz ? Wyobrażasz sobie trwanie w społeczeństwie podzielonym na interesy płciowe ? Z permanentnym konfliktem na linii kobiety – mężczyźni ? Przecież to sztucznie narzucony konflikt interesów, które w rzeczywistości wcale nie są sprzeczne. Ja w całości rozumiem o co chodzi autorowi tego tekstu. Przyjmując parytet wg płci dajemy się poróżniać tak jak niegdyś społeczności imigranckie w Ameryce. Miejscowa władza utrwaliła w nich alienację i sprowokowała linie podziału ze względu na narodowości. I tak zostało na długo pomiędzy tamtejszymi robotnikami. Stąd związki nie były tak silne jak mogłyby być. To doprowadziło do dominacji i akumulacji kapitału, który uczynił Amerykę “wielką” i do dziś zbieramy żniwo w postaci wojen. A nierówność społeczna jest tam biegunowo ogromna. Z jednej strony skrajne bogactwo grupki establishmentu, a na chodnikach miliony biedy. Podział na płcie to podział fałszywy i prowadzący do utrwalania nierówności społecznych. Nie dajmy się podzielić ! Nie alienujmy płci !

          Odpowiedz
  • Problem w tym, że ruch anarchistyczny nie zestąpił niepokalany na ziemię z jakiegoś nieba absolutnej wolności i równości tylko tworzą go ludzie zazwyczaj ukształtowani w społeczeństwach które są równości i wolności całkowitym zaprzeczeniem. I często Ci ludzie tą hierarchiczność, w której wzrastali, mają wpisaną w swoje nawyki myślenia i działania nie zdając sobie z tego sprawy lub nie potrafiąc samodzielnie się od nich uwolnić. Pozostawienie spraw swojemu własnemu biegowi – postulowana przez autora sytuacja, że “wypowiada się kto chce” – doprowadzi tylko do bezwiednego odtwarzania się tych nierówności. I dlatego masz parytety, które są – owszem – formą dyskryminacji ale wymierzoną w przeciw innej dyskryminacji po to by ją realnie znieść. I jako takie są tylko środkiem tymczasowym.

    Autor porównuje parytety do nacjonalizmu ale sam jest chyba nawet czymś gorszym – liberałem.

    Odpowiedz
    • Ja piszę o celu, do którego dążymy . O równości rozumianej apriorycznie . W czym masz problem ? Parytety są w tym kontekście reakcyjne i opresyjne. Tworzą grupy wykluczające ze względu na płeć analogicznie do gett ławkowych. Walka z wykluczaniem poprzez wykluczanie ? Nie czujesz, że to jest jakiś obłęd ? Jeśli udajesz, że nie wiesz o co mi chodzi to nie dyskutujmy na ten temat.

      Odpowiedz
      • To, że będziesz ślepy na nierówności płci, nie znaczy, że one znikną. To, że uznasz, że równość istnieje apriorycznie, nie znaczy, że magicznie się stanie. Opresją są gwałty i morderstwa na kobietach, a nie tworzenie przestrzeni przez kobiety dla kobiet. Tak – parytety są reakcją – na brak lub niedostateczną reprezentację kobiet w społeczności. Nie jest to sztuczne, bo kobiety od wieków są wychowywane i socjalizowane w ten sposób, żeby się nie wychylać, nie stawiać na swoim, być uległą i najlepiej stać przy garach i czekać na faceta. Parytety mają je zachęcić do udziału i pokazać, że znajdzie się dla nich przestrzeń. Jeśli udajesz, że nie wiesz o co mi chodzi to nie dyskutujmy na ten temat. Szkoda, że w tej piwnicy masz dostęp do internetu.

        Odpowiedz
        • Przecież autor o tym mówi ! chce przeciwdziałać opresyjnemu społeczeństwu, które bazuje na nierównościach ! I dochodzi do źródła przyczyn tych nierówności ! Działać chce u źródła czyli apriorycznie ! O czym ty piszesz ? I co sugerujesz ? Że jemu chodzi o coś innego ? „Szkoda że w tej piwnicy masz dostęp do Internetu” – argument na poziomie prowokacji . Skoro na taki poziom cię stać to „dotknijtrawy” może za dużo tej trawy ? Wyśpij się i napij wody

          Odpowiedz
    • “FA Lublin do wora” WOW ! Ty się nie wstydzisz tak napisać ? Jakieś nowe anarchistyczne hasło ? Dla mnie to już zalatuje brunatnie.
      Ten tekst nie został napisany przez FA Lublin, tylko przez osobę pozostającą jako “kontakt FA Lublin”.

      Wstydziłbym się rzucać takie faszystowskie hasła.

      Może byś napisał/a co w tym tekście jest takie niewłaściwe ? Merytorycznie proszę.

      Odpowiedz
  • ALE JAJA !! Uderz w stół a nożyce się odezwą! Proszę jak się uaktywniła wrocławska Frustracja „Anarchistek” Krnąbrnych Szowinistek (FAKS) ! Nie wiedziałam że jest was aż tyle. Ciekawe czy te wasze komenty są pisane z więcej niż jednego IP (skrót od „Internet Protocol”, nie „Inicjatywa Pracownicza” – piszę dla jasności bo one mogą nie zrozumieć). Jedyny błąd zdzicha to niewłaściwy target – dyskutujesz z nimi a one i tak nie rozumieją o co cho bo myślą kategoriami SLD albo Razemów.

    Kto czytał Emmę Goldman albo Louise Michel ten dobrze wie do czego odwołuje się autor. Ale po co czytać cokolwiek o równości płci – lepiej wydziarać się czarnymi gwiazdami, ubrać koszulke z czarnym żbikiem i wyjść pomachać flagą czarno-czerwoną na 1 maja. Wielkie anarchistki ośmieszacie Federację !! Czy dociera do was że autorowi tego tekstu chodzi o RÓWNOŚĆ płci i przeciwdziałanie dyskryminacji ??? Tylko sięga do źródel problemu !!

    Kiedy ja działałam w FA to podziały na grupy płciowe byłyby nie do pomyślenia. Co będzie następne? Zrobicie alienację osób homo od hetero seksualnych ? Czy obrzezanych od nieobrzezanych ? Kto na takie coś w ogóle wpadł ? Z drugiej strony dobrze ze Galu tego nie dożył bo by umarł po raz drugi… sorry Galu, ale sam widzisz 😉

    Słyszałam juz o takich pato-hybrydach jak anarcho-kapitalizm albo anarcho-nacjonalizm , ale pierwszy raz widzę ze we Wro pojawił się anacho-seksizm hahaha FAK(S) YOU !!

    Zdzichu pozdrawiam cię serdecznie i ściskam !

    Odpowiedz
  • Co za pierdolenie. Zkoda ze anarchizm umiera w polsce a wy zamiast probobac nowe rzecczy pierdolicie przez neta. Nie widzicie ze grupach zginaja przez lat na FA i jedini co rosna sa socjialistci i fascisci?. No to wlasnie jest przez takie glupoty.

    Wlasnie przez takie pierdolenie, jesli komus chce robic jakas grupa feministyczna to zajebiste, zkoda ze tak nie robilismy jak zakazily abocje, bo wiecej ludzie na pewno zaczynalobym dzialac. I wlasnie WIDAC ze takie grupy sa potrzebne nie tylko srodku FA, ale w Polsce gdzie nie mozna abortowac i jest wielkie nierownosc traktowanie kobiety i meszczyny.

    Nikt nic nie gadal jak sie robil zielona fala na zielona froncie, al jak sie robi grupa specificjna przciw seksizm, ktury jest inna opresja, to zacyna sie bzdura.

    Tez zamiast myslec o samokrytycyzm ze dlaczego jestesmy, jako organizacja i ruch, w ta situacja o inny taktyki to robicie takie glupoty, ludzie ktury nigdy bedac dzialac w tej grupce.

    Skoda z zamiast myslec o ruch i o jak ożywić ruch anarchistyczny, bo jest martwy, to tracicie czas na takie zachowanie jak dzieci pzedsklony. Mysl jak rosnac swoja sekcja samopersonalna FA Lublin i zostaw resty robic swoj, jestes w jedna organizacja ktura jest w “synthesis” to znaczy wiec jesli cos ci sie nie podoba to moszez robic swojego zycia, jak robie cala FA od 10 lat (Moze tam jest problem FA i trzeba myslec o Platformizm). Tej artykuly sa zachowanie typowe dla małego dziecka.

    Na prawde, skoda widac ze ruch anarchystyczne umiera w polsce a wy zamiast robic to robicie to. Niech FA robi swojego feministyczne grup gdzie nigdy nie bedzies bo ani tam mieszkas, ty moze znajdes wiecej ludzie w koncu i robisz swoja grupa bo w lublin sa 339 850 mieszkancow, tylko trzeba 2 osob dalej, a resty ruch anarchystyczne to tez robia swoj.

    Przykro ta cala situacja.

    Odpowiedz
    • Odpowiadając, chcę podkreślić, że NIE BYŁOBY całej tej awantury, gdyby nie dwie rzeczy:

      1. Zarzuty pojawiające się od pewnych osób wewnątrz Federacji Anarchistycznej o rzekomy występujący w Federacji patriarchat. Były to zarzuty bez żadnych dowodów, bez potwierdzenia, bez konkretnych przykładów – ogólne i nieokreślone. W związku z “zaczepno-obronnym” nastawieniem się tej części osób do reszty Federacji, ja odebrałem to jako zaczyn rozłamu wewnątrz FA. Jestem uczestnikiem FA od lat, byłem świadkiem różnych konfliktów, w których strony miały swoje racje. Ale w tym przypadku zarzuty były bez pokrycia. Były prowokacyjne i potencjalnie destrukcyjne. Zwłaszcza dlatego, że takie zarzuty zamykają usta jednej stronie, ponieważ każde odezwanie się “męskiej” części FA było odbierane jako dowód na patriarchat. Ktoś sobie wymyślił, że zarzuci reszcie poważną rzecz (patriarchat), a to nieuchronnie doprowadziłoby do skonfliktowania się FA na linii płciowej. I zamiast robić coś razem jako FA, prowadzilibyśmy wewnętrzny “proces” wyjaśniania patriarchatu podzieleni między sobą według płci. Takiemu rozłamowi trzeba przeciwdziałać. Nie wiem, czy osoby które zarzucały patriarchat robiły to celowo, by skłócić FA, czy też robiły to nieświadome skutku do jakiego mogą doprowadzić. Ale nie można było tego tak zostawić. Zwłaszcza przed Zjazdem. Bo jeśli nie tutaj, to na Zjeździe ta kwestia prawdopodobnie zajęłaby nas kłótnią i pozbawiła energii bez sensu.

      2. Na podział według płci nie trzeba było długo czekać. Bo pewne osoby z Wrocławia wymyśliły sobie utworzenie społeczności wyłącznie kobiecej. “Wyłącznie” to znaczy, że status uczestnictwa w grupie wyklucza nie-kobiety. W dodatku w nazwie grupy zawarła wyrażenie “Federacja Anarchistyczna”, co jest wbrew przyjętym przez nas zasadom wewnętrznym, bo na takie coś potrzeba zgody całej Federacji. Poglądy mamy wszyscy te same lub bardzo zbliżone. Możemy jak dotychczas prowadzić wspólną walkę razem. A tu powstaje grupa, która alienuje płcie. I to w łonie Federacji ANARCHISTYCZNEJ. A to już nie są żarty. To jest niebezpieczne i mocno nie w porządku. To jest analogiczne do wykluczania ze względu na pochodzenie lub kolor skóry.
      Przecież możemy wspólnie (jak dotychczas) walczyć razem o prawa kobiet, równość itd. Bez względu na płeć. Razem nawet będzie lepiej. Ale okazuje się, że ktoś chce nas podzielić. To niebezpieczne dla całej Federacji. Tak jak podziały ludzi ze względu na kolor skóry w społeczeństwie. Powstał podział na sztucznie i sztywno narzuconej osi (kobiety / nie-kobiety), który jest zawsze groźny. To też trzeba wyjaśnić, jednak w tym przypadku trzeba taką sprawę poruszyć na zjeździe, bo jest bardzo niebezpieczna i trzeba jej przeciwdziałać.

      Zatem, owszem środowisko anarchistyczne (w tym FA) jest osłabione, choć ma różne momenty. Ale nigdy nie będziemy silni, jeśli jakieś osoby będą uprawiać wewnątrz krecią robotę i rozwalać nas od środka. I nie chodzi tu o walkę feministyczną, bo FA zawsze włączała się w walkę feministyczną mającą na celu wyrównanie szans wszystkich bez względu na płeć. I ja sam zawsze to popierałem i walczyłem razem z kobietami w tych sprawach. Jednak tutaj zaszło coś poważniejszego – polaryzacja według płci. Powstała grupa, która oparła się o zasadę wykluczenia nie-kobiet. To antagonizuje płcie i prowadzi do osłabiającego nas podziału. Moje wystąpienie na wewnętrznej liście oraz tutaj na stronie było ODPOWIEDZIĄ na to co ktoś rozpętał. To nie ja podpaliłem ten konflikt, jednak uważam, że trzeba go teraz ugasić i przeciwdziałać podpalaniu na przyszłość. Nie można pozwolić na podpalanie FA dla zabawy, prowokacji, żartu czy seksistowskich uprzedzeń.

      Dlatego napisałem artykuł, w którym wyjaśniam o co chodzi w równości anarchistycznej. I jakim wypaczeniem równości są lewicowe parytety. Lewicowe parytety stoją na podstawie opresyjnej narracji. Są jak nieskuteczne leczenie objawowe, które tylko nasila chorobę. A ja piszę o leczeniu przyczynowym nierówności. Ale jak widać nie wszyscy to rozumieją. A w dodatku zarzucają mi, że ja kogoś “obrażam, wyzywam, kłamię, skłócam, sieję nienawiść, uprawiam akademickie pierdolenie” i jeszcze chcą mnie wsadzić do wora… zobacz jak to brzmi. Mnie tylko utwierdza w tym co przewidywałem.

      Odpowiedz
      • Tak po tym ostatnim akapicie nasuwa się jedno pytanie – dlaczego w ogóle wszystko musi się kręcić dookoła Ciebie, mężczyzny?

        “Dlatego napisałem artykuł, w którym wyjaśniam o co chodzi w równości anarchistycznej.”

        A co jeżeli ktoś ma inne zdanie, i uważa, że parytety są ku niej krokiem?

        Odpowiedz
        • I znowu “dziewczyny” , “mężczyzny” – po co te podziały ???
          I kto powiedział że wszystko wokół mnie ? Ja się odzywam, reszta milczy bo zaraz będą zarzuty o patriarchat. Do tego doprowadziły te seksistowskie podziały.

          Zastanów się nad tym co piszesz. Zdanie każdy może mieć jakie sobie chce. Tylko niech ma na uwadze SKUTKI i KONSEKWENCJE. Czy mało jest przykładów w historii ? Do czego doprowadzały podziały na liniach płci , koloru skóry itp. ? Chcesz żeby to się powtórzyło ? Ja nie chcę destrukcji FA. I dlatego o tym piszę. Mam to gdzieś czy jestem mężczyzną czy nie. Z łaski swojej przeczytaj mój drugi tekst o społecznej alienacji płci. I pomyśl czy warto w ogóle przywiązywać uwagę do kwestii płci. Zwłaszcza we wspólnej walce.

          Parytety utrwalają narzucony opresyjny podział ról kulturwo-płciowych. Nawet są dowody naukowe na to, że ten rodzaj polaryzacji prowadzi do destrukcji populacji w postaci zaburzeń psychospołecznych. Jestem rękami i nogami przeciwny dominacji którejkolwiek płci. Ale nie można z tym walczyć poprzez polaryzowanie się. To spirala obłędu. Po co nam w ogóle to zwracanie uwagi na płcie, kolory i orientacje? Czy nie jesteśmy wszyscy zupełnie unikatowi ? Bądźmy równi w swojej różności. A nie róbmy draki o narzucone przez opresyjne społeczeństwo podziały płciowe!

          Odpowiedz
          • “Mam to gdzieś czy jestem mężczyzną czy nie”

            No właśnie, jako mężczyzna masz ten komfort, że możesz sobie mieć gdzieś. Kobiety tego komfortu nie mają. I ty zdajesz się tego nie rozumieć, używając ideologicznej zasłony, przez co to wygląda jakbyś to robił by bronić swojej uprzywilejowanej pozycji. Nawet nie próbujesz się postawić w roli kobiety, empatyzować z nimi.

            “Parytety utrwalają narzucony opresyjny podział ról kulturwo-płciowych”

            Wręcz przeciwnie, ale to już wspomniałem w komentarzu poniżej 🙂

  • Tekst może jest logiczny i wewnętrzne spójny. Niestety autor nie bierze pod uwagę, że w sytuacji w której przyjmujemy, że “przecież nikt kobietom nie broni się wypowiadać” w praktyce kobiety najczęściej nie będą się wypowiadać a dominować będą mężczyźni, narzucać ton i kierunek narracji. W obecnym społeczeństwie kobiety i mężczyźni nie są sobie równi. I te nierówności nie objawiają się tylko intencjonalnie. Wiele zjawisk broni wypowiadać się kobietom – kultura, lata wychowywania kobiet w taki sposób by nie zabierały głosu, strach i mniejsza pewność siebie, a na pewno mniejsza niż u mężczyzn, którzy na każdy temat muszą mieć opinię i nie mają oporów by te opinie wygłaszać. Taki tekst jest w sumie przykładem tej postawy. W tym przypadku brak parytetu (choć prawda, że nie zawsze ma on sens) to najczęściej zostawienie gorszej niewoli – niewoli patriarchatu.

    “Równość w rozumieniu anarchistycznym winna opierać się na przeciwdziałaniu akcentacji występujących pomiędzy ludźmi różnic naturalnych i przyrodzonych oraz antagonizowaniu ludzi ze względu na te różnice.”

    I parytet właśnie tej akcentacji różnic przeciwdziała. Bo tej akcentacji i podziału dokonano tysiące lat temu, dominując kobiety i ustanawiając je w roli służebnej, podległej. To, że kobieta jest traktowana jak podległa mężczyźnie, od niego gorsza nie wynika z niczego co jest “naturalne” i przyrodzone. Nie żyjemy w próżni. Żyjemy w świecie gdzie mamy nawarstwione wieki cierpienia i różnych zaszłości. Parytet właśnie pozwala częściowo ściągnąć te kajdany kobiecej podległości, które w procesie narzucono kobietom w przeszłości i echa czego nadal obowiązują. Pozwala na wyrównanie, ustawienie na równy poziom, choć w sposób kontrolowany. I mamy jeszcze przed sobą pewnie lata do momentu aż kobiety faktycznie będą w rozmowie z mężczyzną występować z równej pozycji co mężczyzna. I niestety ten tekst jest przejawem tych ograniczeń – bo finalnie mężczyzna, wychowany tak by wypowiadać się i nie mieć przed tym oporów, wpycha kobiety w te dawne, niesprzyjające swobodzie ich wypowiedzi ramy.

    Nie twierdzę, że autor ma złe intencje. Rozumiem logikę wypowiedzi. Niemniej jednak dobrze by chyba się stało, gdyby autor postawił się w sytuacji 20-kilku letniej kobiety, która całe życie miała powtarzane na każdym kroku, że to jak wyraża swoje opinie i emocje, jest złe. Że na każdym kroku wszystkie dyskusje, przemyślenia, plany, działania były zdominowane przez mężczyzn. Że nie ma dla niej miejsca tam gdzie zapadają decyzje. Potrzebna jest tutaj też jakaś empatia i próba zrozumienia skąd takie potrzeby i postulaty kobiet się biorą.

    Zostawienie wszystkiego na zasadzie “kto im broni wypowiadać się”, sprawi tylko, że dalej utrzymamy nierówność i niewolę (patriarchalnej kultury, która wyklucza miliardy kobiet na całym świecie). Jeżeli chcemy by faktycznie kobiety miały swobodę wypowiedzi, ich udział w procesie decyzyjnym faktycznie był zapewniony to czasami takie rozwiązania jak parytet są potrzebne. Czy są niezbędne? Pewnie nie, wszystko też zależy od dynamiki grupy i relacji personalnych (co w małych grupach ma pewnie większe znaczenie). Nie mniej jednak nie sądzę by w jakiś znaczący sposób były drogą do zniewolenia i nierówności. Wręcz przeciwnie, jak wyżej już wspomniałem, mogą być wykorzystywane do niwelacji faktycznych, wielowiekowych form zniewolenia i nierówności.

    Odpowiedz
    • Czy ty naprawdę nie możesz zdjąć tych czarno-białych okularów ? Nie widzisz tego, że ja mówię z punktu pierwotnego dystansu do narzuconego podziału płciowego ? Czemu ty ciągle mówisz z pozycji narzuconego przez społeczeństwo podziału i polaryzacji płciowej ? Przyjmujesz retorykę tej samej opresji, z którą chcesz niby walczyć !
      “No właśnie, jako mężczyzna masz ten komfort, że możesz sobie mieć gdzieś. Kobiety tego komfortu nie mają” – każda osoba w OGÓLE może przestać patrzeć na ludzi jako na binarnie podzieloną masę z linią podziału pośrodku. I do każdej osoby jest ten tekst. Dopóki będziemy tak patrzeć na siebie : “ty jesteś mężczyzną” “ty jesteś kobietą” “dziewczyny lubią czerń” itd. to nigdy nie będzie jedności i równości !

      I przestań tendencyjnie sugerować rzeczy “jakbyś to robił by bronić swojej uprzywilejowanej pozycji” – bo to już jest przegięcie. I mam tego dosyć. Cały czas mówię i walczę o równość. Ale nie da się normalnie funkcjonować jeśli ktoś będzie usilnie szukał i sugerował mi jakieś dominacyjne odchyły. Zacznijmy rozmawiać normalnie. Chyba że nie, to sorry ale nie mam już ochoty udowadniać że nie jestem wielbłądem.

      Ta wasza walka o parytety jest zupełnie analogiczna do usprawiedliwiania syjonizmu argumentem, że Żydzi byli ofiarami antysemityzmu. Walka z wykluczeniem przez wykluczenie. Opresja przez opresję. I spirala opresji się nakręca… OBŁĘD!!
      BEZ ODBIORU

      Odpowiedz
      • Mówi z tej pozycji bo w takim świecie żyjemy. Nie żyjemy w świecie idejek. Jeśli nie chcesz dominować to czemu chcesz dyktować innym jak mają rozumieć równość? Przecież to abstrakcyjne pojęcie, równość manifestuje się w zależności od sytuacji na tysiące różnych sposobów. Czym innym jest równość w grupie towarzyskiej, czym innym w związku, czym innym w rodzinie, organizacji albo społecznościach o różnej charakterystyce, czym innym między jednostkami, czym innym między grupami – wszędzie, w zależności od stanu wypadkowego i celu, do wprowadzenia powszechnego poczucia równości będą potrzebne inne narzędzia. Na samych pojęciach i relacjach między nimi to można dyskutować jedynie o równości w ekonomii i biurokratycznym systemie politycznym. Do tego w kwestii tego drugiego tylko na bardzo ogólnym poziomie. Cała reszta to kwestie płynne, subiektywne i wpływ na ocenę czy mamy równość albo czy jest “równiej” ma indywidualny kontekst, którego kluczowym elementem jest poczucie uczestników danej struktury. Dla ciebie on z jakiegoś powodu on nie ma znaczenia, a wręcz w ogóle nie ma prawa istnieć i uwzględnianie go jest tożsame z “opresją”.

        Jeśli są ludzie, którzy czują się nierówno traktowani przez swoją narodowość, to będą się jednoczyć wokół idei narodowej czy przynależności etnicznej, bo będzie dla nich zrozumiałe konkretnie to wspólne doświadczenie nierównego traktowania, którego inna grupa nie ma nawet jak doświadczyć i w pełni pojąć na poziomie emocjonalnym i w konsekwencji często intelektualnym z czym ono się wiąże. Łączy ich doświadczenie i wspólny interes, rozumieją się i jako naród będą walczyć o równe prawa dla siebie. Czy w takiej sytuacji krzyczałbyś, że narody nie istnieją i np. Palestyńczycy nie mają prawa się organizować wokół idei narodowej? No bo przecież narody nie istnieją, prawda? Wszyscy to wiemy, toż to prawda święta jak przykazanie dla chrześcijanina. Palestyńczycy wobec tego powinni “ściągnąć okulary” zakrzywiające percepcję i porzucić ten antywolnościowy, reakcyjny, dzielący konstrukt społeczny jakim jest naród, bo tylko pogłębiają podziały i nakręcają spiralę opresji. Taki byłby przecież logiczny wniosek z tak wulgarnie rozumianej anarchistycznej krytyki narodu. Tylko czy ich antagoniści przestaną wtedy widzieć w nich naród i cokolwiek się zmieni? Czy parytet w postaci reprezentacji Palestyńczyków w Knesecie mogącej blokować prace rządu przekreślałby szansę na osiągnięcie “prawdziwej równości” ™? Najwyraźniej tak, bo parytet to “walka z wykluczeniem przez wykluczenie, opresja przez opresję” i “nakręcanie spirali opresji”. Podobnie byłoby pewnie w niektórych krajach muzułmańskich, w których reprezentacja kobiet w strukturach administracji państwowej jest zerowa lub znikoma. Specjalnie dałem skrajne przykłady, żeby jaskrawiej zarysować do jakiego absurdu prowadzi w dalszej perspektywie ten sposób myślenia. Jeśli coś jest prawdą, to raczej nie przestaje nią być w innym istniejącym w rzeczywistości kontekście i na tych przykładach widać wyraźnie, że stwierdzenie, że “parytety to opresja”, cóż, przynajmniej bywa fałszywe. Kiedy w takim razie jest prawdą? W próżni społecznej, która jest dla ciebie z jakichś powodów punktem wyjścia oraz kiedy jeszcze? Może w jakichś warunkach jest. Można się spierać, ale bez takich prymitywnych wybiegów i nieuprawnionego generalizowania. Parytety to tylko narzędzie i faktem jest, że było, jest i może być ono stosowane z sukcesami dla sprawy równości.

        Musisz pogodzić się z tym, że siłą rzeczy nie jesteś w stanie obiektywnie spojrzeć na niektóre sprawy. Nikt nie jest obiektywny i każdy ma do tego prawo oraz każdy powinien wzajemnie swój inherentny brak obiektywizmu szanować. Mówisz, że walczysz o wolność i równość, ale de facto nie pozwalasz innym samym, ze swojej perspektywy, adresować swoich problemów, na które jesteś, przez swój brak obiektywizmu, ślepy. To nie jest nic złego nie widzieć takich rzeczy, ja ich też nie widzę, bo patrzę skąd indziej, ale ta szewska pasja, z którą rzucasz górnolotne hasła o równości, zarzucasz rozmówczyni nakręcanie spirali opresji oraz porównujesz jej argumentację do argumentacji zbrodniarzy wojennych zakrawa o groteskę i jest co najmniej martwiąca. Nie mówię tu o tych komentarzach wyżej, tylko konkretnie o “dziewczynylubiączerń”. To jest zupełnie inny kaliber. Szczególnie porównując ton tych dwóch wypowiedzi, pod którymi piszę.

        Ja na to patrzę tak, że jeśli ktoś ma z innymi ludźmi wspólne doświadczenie złego, nierównego, niesprawiedliwego, jakkolwiek “nie takiego” traktowania, albo choćby się go z jakichś powodów obawia, to ma pełne prawo o tym mówić i niech sobie tworzy przestrzenie, język, społeczność, w której czuje się swobodnie. Jeśli tak wolą, to niech tam pracują nad rozwiązaniami i proponują jak można temu zaradzić. Po to istniały w organizacjach rewolucyjnych grupy kobiece czy młodzieżówki. Mogę się z jakimiś rozwiązaniami nie zgadzać, mieć “ale”, uznać, że ktoś w danej kwestii przesadza albo dany pomysł ma wady, ale skoro taka wola jest, to skądś się wzięła. Nie zakładam z góry, jak ty, że wynika to ze złej woli lub niezrozumienia tudzież zdrady idei, tylko zgodnie z tym, co jak krowie na rowie mówią, że gdzieś jest problem. Nie chodzi o to, żeby się ze wszystkim zgadzać i przytakiwać, tylko żeby dać kredyt zaufania i swobodę. Pokpiewanie sobie, odbieranie kobietom prawa do samoidentyfikacji, podczas gdy na co dzień ta identyfikacja, czy tego chcą czy nie chcą, wpływa na ich życie, oraz do kolektywnego adresowania problemu są dyskryminujące same przez się. Natomiast zarzucanie innym, że nie rozumieją jak działa świat, za to ty masz wgląd z perspektywy “punktu pierwotnego dystansu”, jest naiwne i intelektualnie nieuczciwe. Przedmówczynie podają sensowne argumenty, które ty po prostu ignorujesz, bo pomylił ci się świat pojęć ze światem rzeczywistym. Zachowujesz się jakby to wszystko działo się na złość i przeciwko tobie i chciałbyś za wszelką cenę, różnymi fikołkami logicznymi, położyć temu kres.

        Przyznam szczerze, że nie narzekam na mój męski przywilej, choć to też nie jest tak, że chcąc być w porządku nie wiąże się to czasem ze względnie dużą odpowiedzialnością i różnymi kosztami alternatywnymi, ale do głowy by mi nie przyszło, żeby uznać, że nawet te klasyczne zabiegi typu parytety czy safe space-y, są wymierzone przeciwko mnie czy jakiemuś kolektywnemu interesowi w którym uczestniczę. Tym bardziej ciężko mi uznać, że jest to opresja skierowana przeciwko mnie. To jest gadka rodem z sekcji komentarzy o feministkach na stronie Konfederacji, gdzie jęczą, że są dyskryminowani przez samo istnienie Centrum Praw Kobiet albo domy samotnej matki. Nawet jeśli jestem taki kryształowy i nie ja jestem winny podziałom, to nie wystarczy, że pstryknę palcem i nagle rzeczywistość będzie wyglądać jak z jakiejś pozycji z kanonu idei. Jak idę na randkę z nowo poznaną dziewczyną to się do niej nie rzucam, że raportuje koleżance jak wyglądam, w jakiej knajpie jesteśmy i czy wszystko w porządku, albo zabiera ze sobą piwo do toalety. Mam wrażenie, że ty w tej sytuacji, będąc tak niezłomnym w poglądach i sposobie komunikacji, byś na nią naskoczył z tekstem, że nie jesteś wielbłądem, zawalał ją statystykami i kazał na ich podstawie liczyć jakie jest prawdopodobieństwo, że zrobisz jej krzywdę, bo przecież tak cię biednego zaatakowała zakładając, że może mieć to miejsce. Ja jednak myślę, że tak się zdarza, miała powód tak pomyśleć, tak ona się czuje lepiej i chuj mi do tego. Po prostu szkoda, że tak jest. Czy ta postawa nie jest właściwa? Czy “opresyjnym” byłoby przenoszenie tego modelu zachowania na inne pola?

        Nawet jako osoba, która ma szczerą bekę z tzw. polityki tożsamości i tych wszystkich importowanych zza oceanu systemów bingo punktacji za opresję uważam, że to co ty uprawiasz jest nawet gorsze. Tym bardziej, że to jest debata rodem sprzed 100 lat. Jestem zdania, że nie dźwigasz tej dyskusji intelektualnie ani emocjonalnie i jeśli masz zamiar się nadal nadymać oraz wkręcać sobie, że “ty patrzysz dobrze a inni źle”, to powinieneś dać temu tematowi po prostu spokój. Twoje argumenty generalnie sprowadzają się do tego, że ludzie mają myśleć inaczej niż myślą, bo ty tak napisałeś, a do tego całkowicie zignorować kontekst społeczny. Najlepiej chyba w ogóle wszyscy na świecie, bo w sumie tylko wtedy twoje rozważania będą miały sens dający się przenieść na praktykę. Jednocześnie na argumenty przeciwko takiemu rozumieniu sprawy jesteś absolutnie ślepy i cały czas starasz się uciec od dyskusji na temat realnych problemów realnego świata na pole abstrakcyjnych idejek pozbawionych kontekstu społecznego.

        Odpowiedz
        • 1. “Nie żyjemy w świecie idejek” – wyobraź sobie zatem, że ja właśnie do idei się odnoszę. Piszę o idei bo uważam, że rzeczywistość wypacza się i staje w opozycji wobec idei, na której opiera się to co nas łączy z założenia. Czasem powrót do idei jest potrzebny, dlatego że to właśnie na ideach zbudowana jest cała symbolika kulturowa, w tym ludzki język, sposoby porozumiewania się i organizowania. Jeśli uważasz, że idea to abstrakcja, to nie zdajesz sobie sprawy dzięki czemu w ogóle możemy o czymkolwiek mówić.
          2. “Jeśli nie chcesz dominować to czemu chcesz dyktować innym…” – Zauważyłeś kolego, że mój tekst jest zamieszczony w dziale PUBLICYSTYKA ? Jest to tekst refleksyjny, otwierający i zaznaczający pewien punkt widzenia. Nikt tu nikomu nie chce niczego “dyktować”. Po co wam ta opresyjna narracja? Nie chcecie to nie przywiązujcie do tego wagi, nie czytajcie, nie wierzcie, olejcie. Ale widzę, że nie potraficie olać. Komentujecie i nie potraficie odpuścić. Jakby mój tekst to były tylko abstrakcje i jakieś oderwane od rzeczy bzdury, to byście tak zajadle nie atakowali mnie z każdej strony i po raz kolejny. Bardzo mi to pochlebia. Czuję się spełniony jako publicysta ;D
          3. Jeśli uważasz, że równość to pojęcie abstrakcyjne i zależne od sytuacji, to konsekwencją takiego myślenia jest wniosek, że równość dla ciebie nie znaczy nic. Nie ma pojęcia, które byłoby zależne od sytuacji. Mi chodzi o wspólny mianownik tych wszystkich sytuacji, które wymieniłeś. Archetyp równości. Z łaski swojej nie upraszczaj tego. Aż taki głupi nie jestem.
          4. “…to będą się jednoczyć wokół idei narodowej…”, “…i jako naród będą walczyć o równe prawa dla siebie” – naprawdę ? I ty mi mówisz, że ja mówię o abstrakcyjnej idei? Spośród wszystkich utartych w społeczeństwach pojęć, nie ma większej i bardziej rodzącej przemoc abstrakcji niż NARÓD. I nie mam zamiaru o tym dyskutować.
          5. “Musisz pogodzić się z tym, że…” – Ty sam napisałeś ten swój komentarz ? Bo mam wrażenia jakby pisały go co najmniej dwie osoby. Raz tak a raz inaczej. Mi mówisz, że coś komuś “dyktuję” , a sam piszesz do mnie “musisz” ? Nic nie muszę kolego i nikt nic nie musi. Zarzucasz mi brak obiektywizmu, a ja jeszcze raz podkreślam, że ten tekst napisany jest z punktu zero. Mówiąc językiem filozofii – z punktu platońskiej idei albo metody kartezjańskiej, którą ekstrapoluję na obecny dyskurs społeczny. Rozumiesz to? Czy w jaki sposób mam do ciebie mówić żebyś zrozumiał?
          6. Piszesz o tym, że różne osoby mają różne odczucia w związku z nierównym traktowaniem. OK. Tylko, że w pewnych sytuacjach przyjęte przez nie metody walki mogą być szkodliwe w skutkach dla reszty grupy, w której łonie powołują te swoje wyalienowane płciowo czy wiekowo grupki. Dlatego bronię ogółu przed szkodliwymi działaniami szczegółu. Jeśli społeczeństwo narzuca nierówność (bo narzuca), to należy walczyć z opresyjnym społeczeństwem. A nie szukać opresji tam gdzie jej akurat nie ma, czyli tworzyć podziały, polaryzacje i antagonizmy na abstrakcyjnych ideach płci, koloru skóry czy pochodzenia wewnątrz własnego środowiska, które wszak walczy o wolność i równość wszystkich.
          7. “Przedmówczynie podają sensowne argumenty, które ty po prostu ignorujesz, bo pomylił ci się świat pojęć ze światem rzeczywistym” – No tu już pojechałeś jak czołg. Punktem wyjścia tej dyskusji jest mój tekst. Wszak do niego są te wszystkie komentarze. Te argumenty podawane przez przedmówczynie są z kolei dowodem na nieprzeczytanie go w całości, lub zwykłe niezrozumienie o czym ja piszę. Piszę o idei i konflikcie który powstaje gdy zostaje emanowana do rzeczywistości. Zatem odpowiadając na tamte komentarze, zwracam uwagę, że ja nie o tym mówię i nie daje się wciągać na płaszczyznę opresyjnej narracji.
          8. “Przyznam szczerze, że nie narzekam na mój męski przywilej” – no i ujawniłeś się! A wyobraź sobie, że mi przeszkadzają męskie przywileje, bo czuję się z nimi źle jako mężczyzna. Nie godzę się na uprzywilejowanie żadnej z płci. I do tego zmierzam mówiąc o równości. Ale luz. Już teraz wiem z kim piszę.
          9. “Mam wrażenie, że ty w tej sytuacji, będąc tak niezłomnym w poglądach i sposobie komunikacji, byś na nią naskoczył…” – miej sobie wrażenia jakie chcesz. To wrażenie jest akurat mylne. I nie w porządku, że posądzasz mnie o takie rzeczy. Każdy może czuć jak chce. A ty mylisz, mieszasz i wypaczasz rzeczy, o których ja piszę. I stosujesz niesmaczny sarkazm. Nie odpowiada mi taka forma rozmowy, w której ty mi coś imputujesz. Z rzucaniem “chujami” przez ciebie, to sobie daruję komentowanie tego. Sam się zastanów.
          10. Po raz kolejny widzę, że stawiasz się z mocno aroganckiej pozycji względem mnie: “Jestem zdania, że nie dźwigasz tej dyskusji intelektualnie ani emocjonalnie i jeśli masz zamiar się nadal nadymać oraz wkręcać sobie, że “ty patrzysz dobrze a inni źle”, to powinieneś dać temu tematowi po prostu spokój”. Wtłaczasz we mnie jakieś swoje spaczone wyobrażenie mojej osoby, tworząc iluzję że ja jestem jakiś arogancki lub dominacyjny? I znowu mówisz, że coś “powinienem”? Daruj sobie. Możesz mówić tak sobie do lustra. Podobnie z tymi tekstami o konfederacji – ja nie czytam ich forów, ale widzę że ty jesteś na bieżąco, ciekawe. Przeczytaj raz jeszcze ze zrozumieniem mój tekst, a potem drugi: https://federacja-anarchistyczna.pl/2026/03/29/spoleczna-alienacja-plci-a-depresja/
          a potem zastanów się co piszesz. Mi się już nie chce ani czytać ani odpowiadać na twoje komentarze, pisz sobie co chcesz, ale nie mam zamiaru dyskutować z kimś kto przekręca to co ja mówię i w dodatku stosuje wycieczki osobiste. A koleżanki nie musisz bronić. No chyba że aż tak się boicie, że zawali wam się wasza dotychczasowa wizja parytetowo-binarnego świata. Piszcie więcej, krzyczcie głośniej. Mnie to nie rusza. Ale daje mi do myślenia, że trafiłem w czuły punkt 😉

          Odpowiedz
          • Pięknie typa wyjaśniłeś aż przyjemnie sie czyta. Podgryzają podskakują a potem boli dupa jak dostaną parę argumentów tak jasnych że aż boli… Najlepsze jest to, ze on zarzuca ci to co sam uprawia. to jest dopiero hipokryzja
            Paryteciarze i paryteciarki czy czytaliście drugi tekst zdzicha o alienacji płci ? Może on wam otworzy oczy…
            Macie takie opory i tak się stawiacie w tych swoich kołtuńskich koleinach binarnych podziałów parytetowych, że to jest aż nad wyraz oczywiste, że autor dotknął tam gdzie boli. Czujecie że coś jest nie tak, ale bronicie sie przez zawaleniem tej waszej układanki. Potrzebujecie tej całej symboliki kobiety-mezczyzni, homo-hetero, biali-czarni itd., bo tylko wtedy czujecie że jesteście.
            Im wiecej piszecie i im bardziej gryziecie, tym bardziej oczywiste jest to dla mnie. I nie tylko dla mnie

            Równość nie jest przeciw parytetom – to parytety są przeciwko równości !!

          • wyciągnąłeś sobie po jednym zdaniu z każdego akapitu niemalże nie odnosząc się do clue wypowiedzi, gratulacje

        • odpowiedź do przedostatnimohikanin: “wyciągnąłeś sobie po jednym zdaniu z każdego akapitu niemalże nie odnosząc się do clue wypowiedzi, gratulacje”
          – człowieku, wyskakujesz z jakąś populistyczną demagogią, a potem autor cię rozjeżdża odpowiedzią jak walcem drogowym. zostałeś wypunktowany do suchej nitki. on podał twoje zdania, które są sednem tych twoich akapitów i odniósł się co najmniej 10-krotnie do tego twojego clue. mi by było głupio na twoim miejscu. stoisz w szambie po uszy i jeszcze wierzgasz… nie ośmieszaj sie wiecej. choc w sumie fajnie sie to czyta 😉

          Odpowiedz
  • Czy tych dyskusji nie było już przy okazji krytyki Mujeres Libres? Nie chce mi się rozwodzić nad szczegółami, ale to taki tekst na poziomie “Manifestu” Teda Kaczyńskiego. Dla mnie to są korwinizmy ubrane z szatę logiki. Nie chodzi o to, że nie ma logicznej spójności, tylko brakuje zniuansowania i starannie wyciętej pod tezę części danych wyjściowych. Fajne do potrenowania myślenia i tyle. Kibicuję, żeby komuś się chciało to kontrować, bo jest co i jak 😀 Bez spiny, pozdrawiam

    Odpowiedz
    • Powiedział anonimowy krytyk.
      Skoro tekst wywołuje takie dyskusje i emocje to znaczy, że zawarte w nim treści jednak coś znaczą i nie są puste. Gdyby były puste lub patetyczne, to nie sądzę żeby ktoś się tym przejął. Ty zresztą też się odezwałeś. Po to żeby wziąć udział w dyskusji? Czy żeby tak anonimowo wybić szybę i uciec? Nie mam zamiaru niczego niuansować jeśli piszę z pozycji ideowego archetypu, bo okazuje się, że o pewnych rzeczach trzeba przypominać od podstawy. Tezy zawarłem na początkach każdego z pierwszych akapitów. Potem już idzie analiza i synteza. I wnioski. Jeśli jest co zbijać, to zbijaj. Odnieś się merytorycznie ukryty krytyku. A nie stawiaj się z pozycji wyższego nauczyciela, który mówi jak i co pisać i rzuca ogólnikami. Taka postawa zniechęca innych, zwłaszcza nowszych i młodszych do aktywności. Nie dziwne zatem, że są zniechęceni. Bez spiny

      Odpowiedz
  • Jeśli to jest wymarzony przez autora i jemu przychylnych poziom równości w środowisku anarchistycznym to niechże się ono rozpada, słabnie i rozbija. Może już czas zakończyć tę iluzję, że anarchizm w Polsce jest równościowy i wolnościowy (nie jest, tudzież nie stara się aktywnie być, patrząc na brak reakcji innych sekcji). Zawsze jest nadzieja, że na gruzach wyrosną kwiaty, a porzucając stare, skostniałe, ślepe struktury stworzymy nowe, otwarte na świat i jego wielowymiarową intersekcjonalność. Autor brzmi jak człowiek, który wykłóca się o własny biały przywilej i odrzuca jakąkolwiek możliwość introspekcji i pracy nad sobą, własnymi uprzedzeniami, nie widocznością innych perspektyw. Smutne, acz nie zaskakujące dla kobiet, które ze starozałoganckimi, wielce oświeconymi panami miały do czynienia.
    Jeśli czegoś nie doświadczam to tego nie ma, taki poziom sobą reprezentujesz autorze, dziecięcia w buncie kilkulatka.

    Odpowiedz
    • No niestety, koleś jest zupełnie odklejony od rzeczywistości i zupełnie ignoruje realia w jakich funkcjonują kobiety, również w środowiskach wolnościowych. Logika typu “bądźmy dla siebie mili to problemy znikną”.

      Odpowiedz
    • Jak będziesz chciała coś napisać do rzeczy I bez ściemniania , to zapraszam pod mój adres mailowy. Tu tylko zaśmiecasz stronę.

      Odpowiedz
    • Tak, tak. Autor wykłóca się o swój przywilej. I odrzuca możliwość introspekcji. Ty znasz takie słowa ? Wiesz co one znaczą ? Bo mam wątpliwości czy wiesz co piszesz. Zastanów się najpierw zanim się odezwiesz, bo chyba coś ci się pomyliło. A potem się odezwij jeśli będziesz mieć coś do powiedzenia. Pozdrawiam

      Odpowiedz
      • Uuuu już wychodzi zamordyzm, zaraz będzie wydawał kartki na komentarze i decydował kto i jak może komentować.

        Odpowiedz
        • „Koleś jest zupełnie odklejony od rzeczywistości” – uważasz że to jest argument ? Próbujesz obrażać i zaczepiasz. Takie komentarze sobie daruj. No chyba że tylko na to cię stać , to pisz co uważasz. Ale ja będę to ignorować.

          Odpowiedz
        • A ty nie zauważyłaś, że ja nigdzie nie napisałem że społeczeństwo nie jest patriarchalne ? Wiem że jest . I pisze o tym że jest . Ale parytety nie rozwiążą tego problemu , tylko go nasilą. Ja opisuje propozycję w jaki sposób z tym walczyć. Ale dla ciebie to jest seksizm . Czyli walka z seksizmem jest też seksistowska. Jeśli to nie jest urojenie, to faktycznie czarne jest białe.

          Odpowiedz
  • Tak dla jasności. My wiemy czym jest adres IP i co więcej, jesteśmy w stanie sprawdzić adres IP komentujących i tak się jakoś złożyło, że “różni” użytkownicy, chwalący autora i obrażający FAKS pisali z tego samego adresu. Pośród tych osób jest również sam autor, który IP dzieli z kilkoma osobami. Powtarzających się adresów jest kilka, będę więc hojna i zauważę, że te lawinę pochwał dla autora, wyzwisk pod adresem kobiet i seksistowsksich obelg nie musi rozpisywać wyłącznie jedna, ale czy jest ich wiele więcej? Możliwe tak, może nie, to już ciężko sprawdzić. Prawdą jest jedna, że wiele wpisów “różnych” osób jakimś sposobem pochodzą z tego samego urzadzenia. Strasznie to jest żenujące. Pisałbyś/pisalibyście chociaż jako ty, a nie tworzysz/tworzycie sobie sztuczny tłum popleczników

    Odpowiedz
    • Sprawdź sobie wasze IP. Mam wymienić kto i z ilu pisze ? Też widzę że kilka osób z jednego IP. To po prostu jest możliwe. W spółdzielni gdzie jestem jest jedno wi fi na kilka portów i stąd może być to samo IP do różnych urządzeń podpiętych pod jedną jednostkę do wi fi. Temat jest dość żywy i wiele osób jest zainteresowanych tym kto dzieli środowisko od środka . Wasze maile i ich loginy też widać. Ja tu pisze tylko jako Autir i jako Z. Zacznij się odnosić merytorycznie i przestań kłamać manipulatorko.

      Odpowiedz
      • List z Rożawy do polskich chłopaków (i nie tylko)

        Siedząc w jednym z miast (tego co zostało z) Demokratycznej Autonomicznej Administracji Północno-Wschodniej Syrii, natrafiłem na tekst członka FA Lublin o parytecie i dyskusję, która wywiązała się poniżej. Stwierdziłem, że napiszę kilka słów do chłopaków i dziewczyn i innych osób z ruchu anarchistycznego. To jest list z bijącego serca rewolucji zwanej rożawską.

        Patrząc na tę “debatę”, już całkowicie pomijając jej poziom i brak celu jakiegokolwiek porozumienia, trudno mi uwierzyć, że nadal jako tzw. ruch jesteśmy w tym miejscu – czy może, że wciąż do niego wracamy. Trudno mi uwierzyć, że w 2026 roku anarchiści atakują samoorganizujące się *kobiety (*używam uproszczenia mając na myśli z grubsza osoby nie-cis męskie), czy twierdzą, że patriarchat w ich środowisku nie istnieje, przyczyniając się raczej do ruchu wstecz niż do przodu.

        Od razu powiem, że nie jestem osobiście fanem FA ze względu na kulturę polityczną (i inne kwestie – ale nie o tym), ale gorąco kibicowałem i kibicuję osobom kobiecym z FAKS, bo dzięki takim inicjatywom istnieje szansa na zmianę tej właśnie kultury. Uważam to za świeży powiew w naszym, miejscami mało ekscytującym, polskim ruchu i zachęcam wszystkie osoby socjalizowane jako kobiety do zapoznania się z tą formą organizacji i podobnych eksperymentów.

        Dlaczego mówiąc o polskim środowisku wspominam o Rożawie?

        Oczywiście, mówiąc o tych kwestiach nie musiałbym się do tej rewolucji w ogóle odnosić, ale tu akurat jestem i widzę jak największe jej zdobycze w tej chwili stają w obliczu śmiertelnego zagrożenia. Mówię tu oczywiście o jednym z filarów tej rewolucji – autonomii i samoorganizacji kobiet. Na tym, oraz autonomii i samoorganizacji grup etnicznych i wyznaniowych (Demokratycznym Narodzie), oraz ekologii zasadza się trzon ideologiczny Rożawskiej Rewolucji. Gdy mówię o zagrożeniach, nie mam na myśli jedynie oczekiwanej fizycznej masakry – ta jest bowiem jedynie owocem, fizyczną manifestacją ekspansji głębszej myśli ideologicznej – fundamentalizmu religijnego akceptującego de facto jedno wyznanie, wymazywania różnorodności kulturowej, oraz męskiego szowinizmu nie chcącego zaakceptować pozycji jaką wywalczyły sobie kobiety w toku owej rewolucji. Znamiennym jest bowiem, że w czasie ostatnich podbojów terenów do tej pory kontrolowanych przez DAANES, na celowniku znalazły się przede wszystkim lokalne organizacje kobiece, mordowane i porywane były aktywistki, a pomniki bojowniczek obalano.

        Wiele się zmieniło wraz z postępującym frontem sił rządowych i obliczem nadchodzącej masakry, przyszłość rewolucji nie jest pewna.

        Rożawa boryka się z kryzysem uchodźczym, wzrostem tendencji nacjonalistycznych i trudnym procesem “integracji”. Teraz jak i podczas mojego poprzedniego pobytu tutaj, przez ponad dwa lata udało mi się zobaczyć i odczuć w praktyce czym jest ta rewolucja i w jaki sposób systemowe i ideologiczne rozwiązania wpływają na organizowanie się szczególnie kobiet, ich poczucie sprawczości oraz jak na to patrzyli i patrzą mężczyźni.

        Nie bez powodu walka przeciwko patriarchatowi zajmuje miejsce centralne w tej rewolucji. Potrzeba samoorganizacji *kobiet jest tu rozumiana jako podstawowa forma organizacji mogąca zapewnić wyzwolenie na każdym poziomie, ponieważ opresja patriarchalna rozumiana jest jako element składowy każdej innej opresji. To podporządkowanie kobiety jest odpowiedzialne i nierozerwalnie związane z kapitalizmem, faszyzmem i wszystkimi innymi toksycznymi “izmami”. Zrozumienie tej prostej myśli jest traktowane jako warunek konieczny wolności w ogóle.

        Ta idea ma swoje praktyczne konsekwencje, co znajduje odbicie w sposobie w jaki organizują się nie tylko wojskowe struktury rewolucyjne, ale i wymiar sprawiedliwości, system edukacji i każda instytucja powstała w wyniku procesów rewolucyjnych. Przepis jest prosty. Jeżeli w jakiejś strukturze biorą udział kobiety, to mają one dodatkowo swoją odrębną organizację, która pozwala im na samoorganizowanie się bez obecności mężczyzn. Do tego, każda struktura ma współprzewodniczących, z których przynajmniej jedną osobą będzie kobieta.

        To zupełnie inne podejście do pracy politycznej od tego, do którego jesteśmy przyzwyczajone. Tu każda instytucja ma swój kobiecy odpowiednik, gdzie dyskutuje się dane zagadnienie i podejmuje decyzje z pozycji kobiet, dla kobiet i przez kobiety. To znaczy, że jeśli na przyklad mowa o szkolnictwie, to istnieje również kobieca instytucja edukacyjna, dbająca o to, aby kwestie dotyczące kobiet były rozpatrywane przez nie i z ich perspektywy.

        Decyzje w tych sprawach zawsze są wiążące i żaden mężczyzna nie może takiej decyzji podważyć.

        Co na to mężczyźni?

        Ruch kurdyjski, który dał podstawy ideologicznemu trzonowi rewolucji w Rożawie, praktykuje ten model od połowy lat 90’tych XX wieku. Nie oznacza to, że wszyscy chętnie się na ten model godzili i godzą. To kobiety musiały doprowadzić do sytuacji, gdzie z wytworzoną przez nie siłą mężczyźni musieli się po prostu liczyć. Początki nie były łatwe, ale system został zaakceptowany i w tej chwili ruch rewolucyjny mówi w tej sprawie jednym głosem.

        Systemowo rewolucjoniści i rewolucjonistki przechodzą różnego typu edukacje mające pomóc im zrozumieć własną historię, przywileje i pozycję, oraz struktury systemów opresji, które na nas wszystkich oddziaływują. Sam brałem udział w lekcjach o historii kobiet, historii kobiet Bliskiego Wschodu, historii rewolucjonistek światowych, żineolożi – nauce kobiet, które uwspólniają podstawy zrozumienia pewnych kwestii ideologicznych. Żineolożi naucza się w szkołach. Dla mężczyzn organizowane są również osobne sesje pod tytułem “Zabić dominującego mężczyznę”, czy sesje z krytycznej męskości. Mają one pomóc w zrozumieniu własnych przywilejów, pozwalają wejść głębiej w kwestie filozoficzne, uczą budowania zdrowych męsko-męskich relacji oraz wspólnotowego życia w wolności.

        Te wszystkie sesje i edukacje są dla ruchu bardzo ważne i są tam właśnie dlatego, że zwykłe deklaracje o równości nam nie wystarczą. Zrozumienie systemowej opresji, której kobiety doświadczały przez setki lat nie przyjdzie do nas samo. Samoorganizacja kobiet nie jest też tożsama z izolacją. Kobiety pracują i żyją wspólnie z mężczyznami. Mają po prostu dodatkowo swoją przestrzeń, by bez skrępowania pracować nad kwestiami ich dotyczącymi.

        Wygląda na to, że w polskim ruchu anarchistycznym nie jesteśmy w stanie rozpoznać podstawowych potrzeb społeczności poddanej wiekowemu procesowi udomowienia, tłamszenia, ucisku i eksploatacji. Wiara, że deklaratywna równość wymazuje pokolenia niesprawiedliwości i sprawia, że wszystkie stajemy się nagle wolne, bo tak powiemy, jest po prostu niebezpiecznym zaklinaniem rzeczywistości. A takie myślenie oddala nas od wolności.

        Tak, tak. To może być dla was bolesnym zaskoczeniem, ale jako mężczyźni jesteśmy przedstawicielami klasy opresjonującej. To wynika z samego faktu bycia mężczyzną. Nie mówię tego po to, by was biczować. Robię to raczej po to, by uświadomić wam, jeśli jeszcze tego nie wiecie, że z byciem mężczyzną wiążą się pewne przywileje, a z nie byciem mężczyzną – ich brak. Z tego wynikają konsekwencje i obowiązki.

        Niestety. Stan rzekomej równości, o którym opowiadacie, jest jeszcze daleko przed nami. Oczywiście, chcemy świata, w którym bycie tej czy innej płci nie ma znaczenia, może nawet, że płeć nie istnieje, ale wiecie co? Sami tam nie dojdziemy. Z prostego powodu – nie znamy drogi.

        Największa wartość ruchu kurdyjskiego i olbrzymia inspiracja to miejsce na autonomiczną organizację osób wykluczonych. To nieodzowny element, bez którego prawdziwa emancypacja będzie niemożliwa. Tylko w środowisku bez mężczyzn *kobiety mogą na spokojnie zadbać o swoje i wyznaczyć kierunek własnej emancypacji. Podobnie jak w przypadku walk narodowowyzwoleńczych, to kolonizowana ludność definiuje pole własnej antykolonizacyjnej walki, bez udziału opresora.

        Spróbujcie zrozumieć, że obowiązkiem przedstawiciela opresjonującej klasy jest zauważenie własnych przywilejów, właściwe ich zrozumienie, zrobienie kroku w tył i pozwolenie sobie (nam wszystkim) na to, żeby znaleźć się na drodze do tej wolności, którą tak chętnie deklarujemy, a wszyscy potrzebujemy. A kto inny pomoże nam lepiej zrozumieć system opresji, którego jesteśmy częścią, jeśli nie osoby, które tej opresji od nas doświadczają?

        Jeśli dalej nie wierzysz, że jesteś potencjalnie częścią problemu, to nie staniesz się częścią rozwiązania. Może jednak powinieneś zastanowić się nad sobą? Jeśli jest jakaś minimalna szansa na to, że jesteś częścią systemu opresji, i osoba, której ta opresja dotyka ci o tym mówi, a do tego jest to twoja towarzyszka walki, to może wypadałoby chociaż poświęcić czas, żeby to sprawdzić?

        Może porównanie do innych form opresji pomoże zrozumieć tą kwestię: nazwanie się antyrasistą jest nieraz potrzebnym, ale tylko pierwszym krokiem do stania się antyrasistą; wyznaczeniem kierunku działania. Z uwewnętrznionym rasizmem trzeba się niestety mierzyć wykonując konkretną pracę i stale czuwając, aby nie powróciły zachowania głębiej w nas ukryte, bo rasizm czyha na każdym kroku. Nośnikiem rasizmu jest bowiem nasza własna kultura, która nie jest od niego wolna.

        W zetknięciu z osobami doznającymi rasizmu może się okazać, że mimo szczerych chęci jesteśmy nośnikami przezroczystych dla nas zachowań, które stanowią źródło opresji wobec innych, a my nawet nie jesteśmy tego świadomi. Pewnych doświadczeń nie możemy mieć bo nas pewne rzeczy po prostu nie będą dotykać.

        Możemy się w tym miejscu na osoby dotknięte przez nasze zachowanie obrażać, czy mówić, że przesadzają, ale to nie rozwiąże problemu. Obnaży raczej coś, co tkwi w nas samych – potrzebę bycia postrzeganym jako stojący po właściwej stronie, w jakiś sposób może moralnie wyższych, a przynajmniej odpornych na krytykę z zewnątrz. Bez krytyki i chęci pracy nad sobą nie ma rozwoju. Może lepszym podejściem byłoby postarać się zrozumieć źródło problemu i wytyczyć wspólnie z osobami, które znają ten temat lepiej niż my, bo tych opresji doświadczają, wspólną drogę do rozmontowania systemów opresji, których przecież nie chcemy być częścią. Argumentowałbym za ruchem kurdyjskim, że do tego potrzebne jest przewodnictwo tych osób, bo one najlepiej będą wiedzieć czym jest rasizm. Po prostu. My mamy pracę do wykonania, a przewodnictwo przychodzi od nich. Bycie sprawcą opresji to jesszcze nie koniec świata. Za to uświadomienie sobie tego jest jedynym możliwym początkiem zmiany.

        Zastanów się w tym miejscu, czy twój strach przed potencjalnymi nadużyciami, ta twoja walka o ‘równość’ nie jest przypadkiem strachem przed utratą przywilejów. Mężczyźni w Rożawie, szczerze mówiąc, też nie byli tu specjalnie wyjątkowi. Wielu z nich widzi siłę kobiet jako zagrożenie dla swoich przywilejów. Szczególnie starsze pokolenia mają trudności z przyjęciem nowych zasad – uważają, że jak kobieta może iść do pracy, to świat stanął na głowie i stracili już wszystkie prawa. Ale to pokolenie w końcu przeminie, a następne jest już inaczej zaprogramowane. Siła kobiet jest rozumiana jako coś wyjątkowego w skali świata, są z niej dumni, ale muszą się też z nią po prostu liczyć.

        Aby się z patriarchatem zmierzyć, potrzebne jest podejście systemowe. Oznacza to tworzenie przestrzeni dla struktur kobiecych, które budują własną siłę i przejmują przewodnictwo w rozwiązywaniu problemów związanych z patriarchatem. Równolegle potrzebny jest zorganizowany czas dla mężczyzn na dyskusję o ich roli i uczestnictwie w systemach dominacji z pozycji opresorów. Atakowanie kobiet za to, że chcą się samoorganizować, nazywanie ich szowinistkami itp. tylko sprawia, że odbieramy sobie i innym możliwą drogę ku wolności nas wszystkich.

        Wspierajmy FAKS i podobne inicjatywy! Oddajmy *kobietom przestrzeń której potrzebują, żeby pomóc nam wygrać z patriarchatem. Bez ich nieskrępowanego wkładu i naszej pracy nad własnymi ograniczeniami, schematami, niedokonałościami ani świat ani i my nie będziemy wolne.

        Źródło https://szmer.info/post/13372994

        Odpowiedz
        • Oczywiście już w pierwszych zdaniach autor listu dowodzi tego, że nie zrozumiał o co chodzi ani w tekście ani w tej „dyskusji”. Tu nikt nie atakuje samoorganizujących się kobiet. Tu jest atakowane WYKLUCZANIE ze względu na płeć. I atakowany jest SEKSIZM. Bardzo proszę rozróżniać te kwestie. I nie mieszać. Trudno mi uwierzyć że można temu tekstowi przypisywać złe intencje. To że zwolennicy wykluczeń płciowych i parytetów chcą to tak widzieć i przedstawiać, to jeszcze nie znaczy że ktoś uwierzy w to że ja czy ktokolwiek atakuje samoorganizujace się kobiety. Powtarzam: ja atakuje wykluczanie płciowe i seksizm. A nie samoorganizację. Przestańcie mieszać!

          Odpowiedz
        • PS. Mam serdecznie dosyć tych waszych „diagnoz” psychologicznych, które sugerują mi, że mój opór wobec wykluczeń płciowych to „być może ukryty strach przed utratą przywilejów męskich”. Nie interesuje mnie czy pisze to ktoś z Rodżawy czy może z czarnej Barcelony. Powoływanie się na takie pseudo „autorytety” nie ma nic wspólnego z anarchizmem. Ale nie dziwi mnie to – to zupełnie w waszym stylu. Rzućcie jeszcze jakiś cytat z dziadka Bakunina. Wszyscy zesrają się z wrażenia. Wasza bezczelność przekroczyła już ostatnie resztki jakichkolwiek granic. Jeśli nie potraficie czytać ze zrozumieniem to niech wam się nie wydaje, że ja będę się tłumaczył że nie jestem wielbłądem. Zaczynam mieć podejrzenia, że dokonujecie celowego sabotażu bo trudno mi uwierzyć w to że można az tak nie rozumieć o co mi chodzi. Nie wierzę w to że nie rozumiecie. Udajecie że nie rozumiecie i przypisujecie mi złe intencje. Pytam : po co ? I serio zaczynam podejrzewać że jest to celowa gra. A to już daje do myślenia i bardzo niepokoi. Jeśli bawicie się w psychologiczne diagnozy ze mną, to moja na wasz temat jest taka: Wymyśliliście jakiś seksistowski cyrk i teraz trudno się wam z tego wycofać. A kompleksy plus kołtuńskie lewackie myślenie dały combo wobec którego nie wyobrażam sobie przechodzić obojętnie. Narobiliście bałaganu który trzeba posprzątać . A smród pozostanie.

          Odpowiedz
          • Trzymaj się, Autorze! Jak będziesz chciał pogadać, to odezwij się!
            Ja nie przypisuję Ci złych intencji.

            Pozdrawiam i nie łam się!
            Z tym się da walczyć. Moje drzwi są dla Ciebie otwarte.

            DJ z Wrocławia (nie wiem, czy jestem dla Ciebie anonimem, czy nie, ale jeśli tak, to możemy to zmienić).
            Pozdro.

          • “Jeśli nie potraficie czytać ze zrozumieniem to niech wam się nie wydaje, że ja będę się tłumaczył że nie jestem wielbłądem.”

            Ojej, nie popłacz się. Wybacz, że nie każdy kupuje twoje fikołki ideologiczne robione tylko po to by napierdalać w organizujące się dookoła ważnej sprawy dziewczyny. Smród to raczej pozostanie po twoich intelektualnych ejakulatach, gdzie sugerujesz chorobę psychiczną bo ktoś ma inne poglądy niż ty i nie kupuje twojej narracji o tym jak rzekomo walczysz z seksizmem, ignorując podstawowe kwestie jak to, jak mocno patriarchalne jest społeczeństwo w którym żyjemy i jak wygląda codzienność milionów kobiet w Polsce.

            Gdyby Ci faktycznie zależało na kobietach to byś się wsłuchał w to co mają do powiedzenia i próbował zrozumieć skąd się bierze takie, a nie inne podejście, a nie od kilkunastu już dni obrażał ludzi w Internecie. I potem się dziwić, że kobiety boją się zabierać głos w dyskusji, jak dookoła każdej sprawy i tematu znajdzie się jakiś facet, którego zdanie musi być najważniejsze i jego musi być na wierzchu.

Dodaj komentarz

Twój adres e-mail nie zostanie opublikowany. Wymagane pola są oznaczone *