Polski trotyl zabija Palestyńczyków. O raporcie “Brakujący składnik. Polski trotyl” i społecznym embargo dla Palestyny
Gdy Muin Al-Hatto wrócił z dziećmi do Gazy w październiku 2025 roku, w ich domu czekała śmiercionośna niespodzianka. Jednotonowa lotnicza bomba, która przebił dach i stropy, utkwiła w ścianie pokoju dziennego. Dzięki niewybuchowi możliwe było ustalenie, że ładunek zrzucony przez izraelskie lotnictwo był bombą z serii Mk 84, wyprodukowaną w zakładach General Dynamics w Teksasie w styczniu 2025 roku.
Mk 84 przebija do 3,5 metra betonu, a jej wybuch zmiata kilka ton ziemi. Gdyby doszło do detonacji, z domu zostałby kilkunastometrowy krater, a w promieniu kilkuset metrów nikt nie miałby szans na przeżycie. To właśnie ta broń stała się jednym z podstawowych narzędzi izraelskiego ludobójstwa w Strefie Gazy, którego potwierdzona skala na ten moment przekracza 70 tysięcy ofiar śmiertelnych.
W świetle ustaleń raportu „Brakujący składnik. Polski trotyl” niemal pewne jest, że bomba zawierała polski trotyl. Autorzy raportu wskazują, że dostawy TNT z bydgoskiego Nitro-Chemu do amerykańskiej zbrojeniówki umożliwiły bombardowanie Gazy na bezprecedensową skalę, czyniąc z Polski jednego z kluczowych, choć drugoplanowych, aktorów ludobójstwa.
Ludobójstwo amerykańskimi bombami
Mk 84 to najcięższa lotnicza bomba ogólnego przeznaczenia używana przez państwa NATO i ich sojuszników, w tym Izrael. Produkowana wyłącznie w Stanach Zjednoczonych od czasów wojny w Wietnamie, była wykorzystywana w Zatoce Perskiej, Jugosławii, Jemenie, Syrii, Libanie i wielokrotnie w Gazie.
Między październikiem 2023 a sierpniem 2024 roku izraelskie lotnictwo zrzuciło na Strefę Gazy około 50 tysięcy bomb, rakiet i pocisków. Ponad 30 tysięcy z nich stanowiły ciężkie bomby Mk 84, często pozbawione systemów naprowadzania, zrzucane „na ślepo”.
W jednej z najgęściej zaludnionych przestrzeni miejskich świata oznaczało to masowe ofiary cywilne i systematyczne niszczenie warunków życia. Zniszczono ponad 95% szkół i 84% placówek ochrony zdrowia. Bomby spadały setki razy w bezpośrednim sąsiedztwie szpitali. W październiku 2023 roku w obozie Jabalia kilka Mk 84 zabiło co najmniej 126 osób, w tym dziesiątki dzieci. W „strefie humanitarnej” Al-Mawasi jednoczesny zrzut kilku ładunków doprowadził do masakry, w której części ofiar nie dało się zidentyfikować.
Gaza – Hiroszima, Polska – Kongo
Badacze z University of Bradford szacują, że w pierwszym roku bombardowań Izrael zrzucił na Gazę około 70 tysięcy ton ekwiwalentu TNT – energię porównywalną z wielokrotnością bomby atomowej zrzuconej na Hiroszimę w 1945 roku. Amerykański program atomowy również opierał się na globalnym łańcuchu dostaw surowców. Uran pochodził z belgijskich kopalni w skolonizowanym Kongu. W dzisiejszym systemie zbrojeniowym analogiczną rolę zaplecza surowcowego pełni Polska, a kluczowym ogniwem tego łańcucha jest Nitro-Chem.
Spółka Skarbu Państwa jest największym producentem trotylu w Unii Europejskiej i jedyną fabryką w NATO certyfikowaną do wytwarzania TNT przeznaczenia militarnego. Około 90% produkcji trafia na rynek amerykański, który od lat 80. nie posiada własnych mocy wytwórczych. Współpraca Nitro-Chemu z General Dynamics, oparta głównie na programie Mk 84, trwa co najmniej od 2016 roku. Do końca 2023 roku Polska wyeksportowała do amerykańskich firm zbrojeniowych około 50 tysięcy ton trotylu.
Tylko między październikiem 2023 a lipcem 2024 roku Stany Zjednoczone przekazały Izraelowi co najmniej 14 tysięcy bomb Mk 84 opartych o polski trotyl. W lutym 2025 roku izraelski rząd wystąpił o kolejne 35,5 tysiąca – liczbę porównywalną z dotychczasowym zużyciem w Gazie. Dla amerykańskiej zbrojeniówki i jej dostawców ludobójstwo stało się stabilnym modelem biznesowym. Najnowszy kontrakt Nitro-Chemu, podpisany w kwietniu 2025 roku, opiewał na 310 milionów dolarów.
Ekobójstwo na peryferiach
Neokolonialna analogia między Gazą a Hiroszimą ma także wymiar środowiskowy. W Kongu wydobycie uranu doprowadziło do trwałego skażenia ziemi i wód, którego koszty ponosiły lokalne społeczności. Współczesny łańcuch dostaw uzbrojenia odtwarza ten schemat w innej geografii.
Trotyl jest rakotwórczy, a większość państw zachodnich wygasiła jego produkcję. Polsce produkcja trotylu wiąże się z emisją toksycznych „czerwonych” i „żółtych” wód. Kontrole NIK wykazały ich zrzuty do Wisły, a dziennikarskie śledztwa ujawniły nielegalne wysypiska, na które tysiące ton tych odpadów trafiały za pośrednictwem mafii śmieciowej. Produkcja chemiczna na bydgoskim Łęgnowie trwa od II wojny światowej, czyniąc ten obszar jednym z najbardziej skażonych przemysłowo w Europie.
W Gazie bombardowania zniszczyły systemy wodne i rolnicze, a po detonacjach pozostały dziesiątki milionów ton gruzu skażonego metalami ciężkimi i pozostałościami materiałów wybuchowych. Ekobójstwo nie jest tu skutkiem ubocznym wojny, lecz logiczną konsekwencją systemu, w którym ziemia i ludzie stają zasobem zbywalnym i drugorzędnym wobec interesów geopolitycznych i finansowych.
Dziurawy parasol bezpieczeństwa
Raport można czytać jako studium peryferyjnej roli Polski w globalnym kapitalizmie militarnym, w którym bezpieczeństwo nie jest gwarantowane, lecz warunkowane posłuszeństwem. Według cytowanych mediów temat ten jest szczególnie drażliwy: sprzedaż TNT ma być „ceną” za utrzymanie amerykańskiego parasola bezpieczeństwa, którego iluzoryczność wyraźnie ujawniły rządy Donalda Trumpa. Ironia polega na tym, że to amerykański przemysł zbrojeniowy uzależniony jest od polskiej produkcji, a nie odwrotnie.
Skutki tej asymetrii było widać już w 2023 roku. Ofensywa na Gazę zbiegła się z artyleryjską zapaścią Ukrainy. Stosunek ognia wynosił wówczas około 1:5 na korzyść Rosji, z powierzchni ziemi zostały zmiecione Awdijwka i Marjinka, a szanse na kontrofensywę pogrzebane. Mimo to część pocisków kalibru 155 mm, do których od października 2023 trafiał polski trotyl – oficjalnie przeznaczonych na obronę Ukrainy – została przekierowana do Izraela i użyta jako narzędzie przymusowego wysiedlenia ludności cywilnej Strefy Gazy.
To przykład politycznej kalkulacji przeliczanej na realne ludzkie istnienia w różnych miejscach świata – realizowanej nie w abstrakcji, lecz poprzez bardzo konkretne decyzje produkcyjne, kontrakty, transporty i alokację zasobów. To właśnie na tym poziomie – decyzji produkcyjnych i przepływów materiałowych – system ten staje się podatny na zakłócenie.
Współudział i współodpowiedzialność
Polska zdaje się nie mieć żadnej kontroli nad tym, w jaki sposób i przeciw komu używana jest broń wyprodukowana z naszym udziałem – albo nie chce jej mieć. Przeznaczenie polskiego trotylu jest tajemnicą poliszynela, stojącą za politycznym negowaniem ludobójstwa przez polski rząd. Tymczasem prawo międzynarodowe nakłada na państwa obowiązek zapobiegania zbrodni ludobójstwa. Traktat o Handlu Bronią wymaga blokowania transferów uzbrojenia – w tym komponentów i materiałów – jeżeli istnieje ryzyko ich użycia w tym celu.
Powszechna wiedza o sposobie użycia bomb Mk 84 przez Izrael sprawia, że dostawy tej broni nie są neutralnym handlem, lecz decyzją polityczną sprzeczną z fundamentami powojennego porządku prawnego. Krótkotrwałe wstrzymanie przez administrację Joe Bidena dostawy 1800 bomb podczas ofensywy na Rafah – cofnięte kilka miesięcy później przez administrację Donalda Trumpa – pokazało, że nawet w Waszyngtonie istniała świadomość skali tego ryzyka, interesy wygrały jednak z pozorami humanitaryzmu.
Współudział Polski wpisuje się w prowadzoną przez potężnych aktorów – Izrael, USA czy Rosję – ofensywę przeciwko systemowi prawa międzynarodowego. Instytucje mające stać na straży tych norm – jak MTS, MTK czy komisje śledcze ONZ – są neutralizowane lub otwarcie atakowane. W ich miejsce pojawia się “Rada Pokoju” Trumpa, handlująca dostępem do negocjacyjnego stołu i kusząca udziałem w zyskach z międzynarodowej okupacji Gazy. Nie zwalnia to pomniejszych aktorów takich jak Polska z odpowiedzialności; przeciwnie, pokazuje, jak bardzo globalny system przemocy opiera się na ich cichej współpracy.
Społeczne embargo dla Palestyny
Od października 2023 roku byłyśmy świadkami ludobójstwa transmitowanego na żywo w mediach społecznościowych. Skala zbrodni jest dobrze udokumentowana, a deklarowany sprzeciw wobec działań Izraela – także w Polsce – ma charakter powszechny. Mimo tego wiedza i oburzenie nie przełożyły się na realną zmianę polityki państw wspierających izraelską maszynę wojenną. Zalew obrazami okrucieństwa nie mobilizuje skutecznego sprzeciwu – paraliżuje go.
Problemem nie jest brak informacji ani „niewystarczająca świadomość”, lecz strukturalna bezsilność wobec systemu odpornego na apele moralne, rezolucje i orzeczenia instytucji międzynarodowych. Dyskurs praw człowieka kolejny raz okazał się skuteczny w opisie i analizie przemocy, lecz nieskuteczny w jej zatrzymywaniu. Porażka instytucji, jak to zwykle bywa, przenosi odpowiedzialność na ruchy oddolne.
Raport „Brakujący składnik. Polski trotyl” wyrasta z założenia, że wojny nie da się prowadzić bez logistyki. Transport, porty, magazyny i fabryki są kręgosłupem militarnej przemocy, ale też jej wąskimi gardłami. Autorzy raportu od lat łączą śledztwa dotyczące przemysłu zbrojeniowego z praktyką kampanii People’s Embargo for Palestine. Ich działania piętnują współudział m.in. USA, Kanady, Turcji czy państw europejskich i realnie zakłócają wojenną logistykę: od odmów rozładunku broni przez pracowników portowych, przez wycofywanie się firm logistycznych, po zamykanie portów dla transportów wojskowych, a w efekcie – wielotygodniowe opóźnienia dostaw.
Społeczne embargo nie jest tu postulatem moralnym, lecz praktyką realnego nacisku. Ruchy takie jak Workers for a free Palestine i Labor for an Arms Embargo w codziennej praktyce stosują długofalową organizację: budowanie koalicji związkowych i międzynarodową koordynację działań – nie tylko wśród portowców i pracowników transportu, lecz także wśród pracowników kultury czy edukacji. To punkt wyjścia do strategii opartej na know-how sprawdzonym w praktyce, a nie symbolicznych, jednorazowych gestach.
Uświadomienie sobie, jak głęboko i namacalnie nasze ręce są unurzane we krwi Palestyńczyków, może początkowo prowadzić do poczucia beznadziei. Może też stać się momentem zerwania z rolą biernego obserwatora z peryferyjnego państwa – bo przekonanie, że “to od nas nie zależy”, zawsze było wygodnym kłamstwem.
Raporty koalicji People’s Embargo For Palestine można przeczytać tutaj: https://www.embargoforpalestine.com/reports
Zainteresowanych działaniami koalicji zapraszamy do kontaktu: embargo_teraz@proton.me
oraz śledzenia: instagram.com/embargo_teraz
A-TAK nr 20
