Zaloguj

Federacja Anarchistyczna

Jesteś tu: Start / Sekcje FA /
A+ R A-
F.A. Poznań

F.A. Poznań

Aktywność poznańskiej sekcji FA stanowi szeroki wachlarz działań.

Z jednej strony są to różnorakie formy protestu i agitacji. Można by określić ten rodzaj aktywności jako aktywność doraźną. Charakteryzuje się ona "zewnętrznym" przesłaniem naszej grupy. Działalność ta daje nam możliwość wyrażenia swojego zdania, jest formą nacisku na władzę i inne instytucje oraz stanowi dla nas czynnik propagandowy. W tym zakresie działań mieszczą się zarówno akcje spektakularne takie jak demonstracje, happeningi, akcje bezpośrednie jak te mniej: petycje, plakaty, pisma etc.

Z drugiej zaś staramy się budować naszą rzeczywistość poprzez kreowanie świadomości na co dzień. Tworzymy wolnościową społeczność, która podejmuje działania na rzecz oddolnego, niezależnego i samorządnego życia. Działalność ta jest oparta o Rozbrat nadający grupie charakter stabilny. Federacja Anarchistyczna w roku 1997 otworzyła tu Bibliotekę Wolnościową, a w 2000 Klub Anarchistyczny gdzie znajdują się również biuro FA sekcja Poznań
O aktywności tej stabilnej wynikającej głównie z posiadania swojego miejsca można by pisać jeszcze bardzo dużo. Przede wszystkim Rozbrat daje nam możliwość bezpośredniego i łatwego kontaktu miedzy ludźmi. W oparciu o to miejsce możemy spotykać się z ludźmi mającymi podobny stosunek do otaczającego świata, rozmawiać, dyskutować, pomagać.

Adres witryny: http://www.rozbrat.org E-mail: Adres poczty elektronicznej jest chroniony przed robotami spamującymi. W przeglądarce musi być włączona obsługa JavaScript, żeby go zobaczyć.

Jak co roku, już po raz 12 szwedzka centrala związkowa, Sveriges Arbetares Centralorganisation  -SAC (zaprzyjaźniona z Inicjatywą Pracowniczą), obchodzi dzień poświęcony pamięci ich kolegi, bestialsko zamordowanego przez neonazistów w drzwiach swojego domu na przedmieściach Sztokholmu, w Sätra.

 

Björn był długoletnim działaczem związkowym anarchosyndykalistycznej federacji pracowniczej SAC i jako anarchista i związkowiec zawsze przeciwstawiał się segregacji rasowej i narodowościowej - zarówno w pracy, na ulicy jak i w artykułach. Reagował na przejawy wrogości, czy jakiejkolwiek niesprawiedliwości lub wyzysku w stosunku do imigrantów, ludzi innych ras, wyznań, pochodzenia.

Przed swoja śmiercią Björna Söderberga był zaangażowany w ujawnienie, w miejscu swej pracy, że właśnie wybrany przedstawiciel pracowniczy - Roberta Vesterlunda – powiązany jest z grupami neofaszystowskimi. Organizacje te są obarczane odpowiedzialnością za kilkanaście morderstw na terenie Szwecji w ciągu ostatnich lat. W efekcie działań Björna, R.Vesterlund został usunięty ze stanowiska reprezentanta załogi.

 

Jak wykazało śledztwo po tym wydarzeniu R. Vesterlund groził Björnowi publicznie oraz zbierał na jego temat materiały, zdjęcia itd. W międzyczasie, w czerwcu 1999, ,Vesterlund był powiązany z zamachem bombowym na życie znanego antyfaszystowskiego dziennikarza i jego ośmioletniego syna. Ciężko ranni cudem uniknęli śmierci po eksplozji bomby w ich samochodzie. Policja nigdy jednak Vesterlunda  w tej sprawie nie przesłuchała.

12 października 1999 r. Björn Söderberg w wieku 41 lat zginął w drzwiach swojego domu trzykrotnie postrzelony, w tym także w głowę. Policja aresztowała w tej sprawie Roberta Vesterlunda i dwoje innych neofaszystów.

 

Związek (SAC) wezwał do oddania hołdu zamordowanemu i do organizowania wieców antyfaszystowskich w całej Szwecji w dniu 23 października 1999. W noc poprzedzającą obchody żałobne nieznani sprawcy wysadzili i w znacznym stopniu zniszczyli, historyczny lokal federacji SAC i jednocześnie dom/muzeum poświęcone legendarnemu działaczowi związkowemu i bardowi Joe Hill w Gävle.

Zamach ten wywołuje gniew. 23 października przeszedł do historii Szwecji jako dzień największych demonstracji antyfaszystowskich w tym kraju od czasu II Wojny Światowej. W samym Sztokholmie maszerowało 20 tysięcy osób.

 

Björn Söderberg nie był pierwszym ani ostatnim związkowcem atakowanym czy zamordowanym przez faszystów, nazistów czy tzw narodowców. 1 grudnia 2008 w Sztokholmie neonaziści w środku nocy wlali środek łatwopalny przez drzwiczki pocztowe w drzwiach wejściowych do mieszkania pary działaczy SAC. Obudzony związkowiec rozpoznawszy, że na podłodze jest benzyna, brodząc w niej krzyczał, że w mieszkaniu oprócz niego, znajduje się jeszcze dziecko. Mimo to sprawcy podłożyli ogień. Płomienie szybko zajęły korytarz i resztę mieszkania odcinając lokatorom drogę ucieczki. Ojciec i matka ze swoją dwuletnią córką, zdołali się wydostać przez balkon do sąsiadów poniżej. Są przekonani, że próbowano ich zabić za działalność anty-faszystowską w ramach związku zawodowego. 6 miesięcy wcześniej  O. Brunnström, jako przedstawiciel SAC, wypowiedział się przeciwko organizacji „patriotycznego” marszu w Salem.  Jakiś czas później jego dane i adres domowy znalazły się na stronie portalu neofaszystowskiego jako wrogów rasy. Dwie noce wcześniej pod Sztokholmem doszczętnie spłonęło centrum kultury niezależnej „Cyklop”, gdzie odbywały się koncerty i imprezy anty-faszystowske, anty-rasistowskie, wolnościowe. Policja jednak nie widzi ani powiązań, ani politycznego tła, klasyfikując oba wydarzenia jako zwykle podpalenia.

 

Björn Söderberg został na zawsze w pamięci swych związkowych kolegów i koleżanek. Co roku, w dzień śmierci Björna SAC przyznaje nagrodę osobie, która wykazała się odwagą cywilną i moralną w walce o prawa emigrantów np. w miejscu pracy. Sam związek w ostatnich latach ma obiecujące efekty w organizowaniu pracowników-imigrantów.

„Nie minuta ciszy, ale całe życie w walce!” - ku pamięci Björna Söderberga i wielu innych, którzy z odwagą przeciwstawiali się podziałom środowiska pracowniczego, społeczeństwa, ludzi, czy to ze względu na rasę, narodowość, czy też wyznanie, płeć, orientację seksualną, wiek, czy niepełnosprawność.

Kapitał wykorzystuje zadłużenie i kryzys finansowy jako pretekst do wdrażania oszczędności, co oznacza obniżenie płac oraz świadczeń społecznych. Wykorzystując jednocześnie terroryzm, uzasadnia atak na wolności obywatelskie. W obecnej sytuacji należy zrozumieć, iż źródłem długotrwałego kryzysu są walki społeczne na rzecz wyzwolenia życia od ciągłego podporządkowania pracy w społeczeństwie zorganizowanym na kształt gigantycznej fabryki. Dla rządzących odrzucenie ich reguł oznacza kryzys. Odpowiedź kapitału na kryzys zawsze wiąże się z represją i instrumentalizacją, zawsze dąży on do wyeliminowania tych grup społecznych, których nie jest w stanie okiełznać. Przez długi czas na Wschodzie najbardziej oczywiste były represje, a na Zachodzie instrumentalizacja, jednak obie metody występowały wszędzie, jak również wszędzie napotykały na opór, a często ludzie ich unikali. Ten opór i unikanie doprowadziły do wdrażania monetarnego oręża finansowego służącego przemianie charakteru kryzysu, tak aby nie uderzał on w kapitalizm, lecz w nas samych. W historycznych, jak i obecnych przejawach oporu i ucieczki od podporządkowania musimy odkryć nasze słabości i siłę, aby zapanować nad obecną ofensywą kapitalistyczną oraz stworzyć nowe pojęcia przydatne w walce.

Harry Cleaver swoją czterdziestoletnią pracę jako profesor prowadził na Uniwersytecie w Sherbrooke w Quebec, New School for Social Research w Nowym Jorku, a następnie na Uniwersytecie Teksańskim w Austin. Jako student w latach 60. był aktywny w ruchach na rzecz praw obywatelskich i przeciwko wojnie w Wietmanie. Po objęciu profesury w latach 70. organizował działania przeciwko cięciom wdrażanym w Nowym Jorku, podczas gdy miasto przechodziło kryzys finansów. Równocześnie był zaangażowany w obronę mniejszości meksykańskiej narażonej na ataki i działania mające na celu ograniczenia interwencji USA w Ameryce Południowej. Po wybuchu powstania zapatystów w 1994 r. wspierał ich walkę o uzyskanie autonomii. Jego prace naukowe skupiają się na krytyce teorii ekonomicznej i politycznej głównego nurtu, ponownej interpretacji teorii marksistowskiej oraz walkach społecznych przeciwko kapitalizmowi. Jego książka "Polityczne czytanie Kapitału" ukazała się w zeszłym roku nakładem wydawnictwa Bractwo "Trojka".

Teksty Harry'ego Cleavera publikowane były także w Przeglądzie Anarchistycznym.

Harry Cleaver: Praca wciąż jest centralną kwestią

Harry Cleaver na libcom.org

Z inicjatywy Wielkopolskiego Stowarzyszenia Lokatorów i Federacji Anarchistycznej, ukazała się broszura Lokatorki mówią - sytuacja społeczno-mieszkaniowa Poznania, zawierająca wywiady przeprowadzone w sierpniu 2012 roku z lokatorkami, które musiały stawić czoła trudnościom socjalno-mieszkaniowym. Naświetlają one zakres problemu, z jakimi musi się zmierzyć niemała część mieszkańców Poznania. W wywiadach wypowiadają się tylko kobiety. To działanie celowe podjęte w opozycji do dominującego przekonania, że eksmisje dotyczą jakichś bliżej niedookreślonych „trudnych lokatorów” czy „osób nie płacących czynszów”, „awanturujących się mężczyzn”. Tymczasem ofiarami polityki socjalno-mieszkaniowej w naszym mieście padają  konkretni ludzie – często właśnie kobiety, dzieci, czy osoby schorowane (przykładowo w sierpniu br. ZKZL wyeksmitował 90-letniego mężczyznę). Wspólną ich cechą jest niższy status ekonomiczny i społecznych, choć bywa, że ofiarami są także profesorowie, nauczycielki i właściciele małych interesów. Logika „świętego prawa własności i wolnego rynku” oraz biurokratycznych struktur władzy nie oszczędza nikogo, kto tylko stanie na drodze interesom tych, którzy czują się panami sytuacji i wydaje się im, że wszystko mogą.

 

W niniejszej broszurze przedstawiamy trzy wywiady przeprowadzone w sierpniu 2012 roku z lokatorkami, które musiały stawić czoła trudnościom socjalno-mieszkaniowym. Naświetlają one zakres problemu, z jakimi musi się zmierzyć niemała część mieszkańców Poznania. W wywiadach wypowiadają się tylko kobiety. To działanie celowe podjęte w opozycji do dominującego przekonania, że eksmisje dotyczą jakichś bliżej niedookreślonych „trudnych lokatorów” czy „osób nie płacących czynszów”, „awanturujących się mężczyzn”. Tymczasem ofiarami polityki socjalno-mieszkaniowej w naszym mieście padają  konkretni ludzie – często właśnie kobiety, dzieci, czy osoby schorowane (przykładowo w sierpniu br. ZKZL wyeksmitował 90-letniego mężczyznę). Wspólną ich cechą jest niższy status ekonomiczny i społecznych, choć bywa, że ofiarami są także profesorowie, nauczycielki i właściciele małych interesów. Logika „świętego prawa własności i wolnego rynku” oraz biurokratycznych struktur władzy nie oszczędza nikogo, kto tylko stanie na drodze interesom tych, którzy czują się panami sytuacji i wydaje się im, że wszystko mogą.

 

Wiele problemów socjalno-mieszkaniowych bierze się z dotychczasowej polityki miasta. W Poznaniu od początku lat 90. (1995-2009) miasto sprzedało w większości dotychczasowym lokatorom, na preferencyjnych warunkach, ponad 10,5 tys. lokali, czyli 41% tego, co posiadał samorząd. W tym samym okresie wybudowano jedynie 638 nowych mieszkań komunalnych. Jak podał na początku 2012 roku NIK, Zarząd Komunalnych Zasób Lokalowych, jedynie na poziomie 1-2% odpowiada na zapotrzebowanie na lokale socjalne, na które czeka tysiące rodzin w tym 2600 z orzeczonym wyrokiem eksmisji. Pociąga to za sobą określone konsekwencje, nie tylko dla budżetu miasta, ale także gminnej polityki społecznej. Polityka władz centralnych i lokalnych polegająca na prywatyzacji mieszkalnictwa, zarówno zasobów mieszkaniowych jak też budownictwa mieszkaniowego (dominująca dziś rola deweloperów), nie łączy się ze wzrostem pomocy podmiotowej. Podstawowym instrumentem są tu „dodatki mieszkaniowe”. Na przestrzeni lat pomoc ta jest sukcesywnie ograniczana, pomimo dynamicznie rosnącego zadłużenia rodzin.

 

Analizując sytuację w Poznaniu i polskich miastach możemy wymienić kilka zasadniczych kwestii. Mamy do czynienia z:

1) Wysokimi, wywindowanymi w ostatnich latach cenami nowo wybudowanych mieszkań oferowanych głównie przez deweloperów oraz z wysokimi czynszami najmu. Stanowi to bariery nie do przekroczenia dla poważnej części mieszkańców miast.

2) Z wysokim zadłużeniem gospodarstw domowych i coraz większymi trudnościami w spłacie zobowiązań, przy szwankującej i celowo ograniczanej podmiotowej pomocy socjalnej.

3) Rosnącym zagrożeniem eksmisyjnym (rocznie w Polsce do sądów wpływa 30-40 tys. pozwów o „opróżnienie lokalu mieszkalnego”, a komornicy przeprowadzają 7-7,5 tys. eksmisji w tym 1/3 do zdewastowanych hoteli robotniczych czy podobnego typu lokali; problem ten dotyczy rocznie 100-120 tys. osób)

4) Rosnącym problemem gmin w pokryciu roszczeń odszkodowawczych z powodu nie wywiązywania się z ich obowiązków konstytucyjnych i ustawowych. Obciążają one w coraz większym stopniu ich budżety.

5) Sięganiem przez władze po coraz bardziej kontrowersyjne metody w szukaniu szybkiej recepty na rozwiązanie dramatycznych problemów mieszkaniowych takich jak m.in.  budownictwo kontenerowe i inne tego typu substandardowe rozwiązania. A także przeprowadzanie brutalnych eksmisji.

6) Gettoizacja miast, wzrost nierówności i odpływy mieszkańców, co prowadzi do spadku dochodu miast. W ostatnich latach (od 2008 r.) także systematyczny wzrost bezrobocia.

7) Wzrost konfliktów miejskich związanych nie tylko z problemami lokatorskimi, ale też przestrzennymi spowodowanymi przedkładaniem przez władze miejskie interesów deweloperskich nad interes mieszkańców i pracowników.

Zaangażowanie samorządu w sprawy socjalno-mieszkaniowe jest absolutnie niewystarczające. Ale nie jest to dziełem przypadku, lecz od lat reprezentowanej przez włodarzy Poznania polityki.

Wielu mieszkańców i lokatorów staje w obliczu problemów absolutnie sama, lub tylko przy mały wsparciu najbliższych, których sytuacja socjalno-mieszkaniowa często nie jest dużo lepsza. Muszą sprostać nie tylko potrzebom bytowym, takim jak mieszkanie, praca, opieka nad dziećmi, opieka zdrowotna, ale także zmierzyć się z biurokratyczną machiną i bezwzględnością kamieniczników. Jak sami twierdzą, nikt ich nie reprezentuje – w tej broszurze oddaliśmy  lokatorkom głos, żeby mówiły we własnym imieniu.

Plik PDF
Dzisiejszego popołudnia lokatorzy z kamienicy przy ulicy Stolarskiej kolejny raz postanowili przypomnieć o swojej sytuacji, tym razem przede wszystkim nominalnym właścicielom kamienicy – Lechosławowi Gawrońskiemu i Grzegorzowi Liberkowskiemu. Pocztą pantoflową do lokatorów docierały informacje, że w swoim środowisku – przypomnijmy: dobrze sytuowanych i obeznanych ze światkiem kultury i sztuki – obaj właściciele tłumaczą trwający od przeszło czterech miesięcy konflikt w kamienicy brakiem chęci i woli do rozmów ze strony lokatorów. Oczywiście jest to teza z gruntu fałszywa, konflikt trwa ponieważ właściciele kamienicy zamiast rozmów wybrali metodę zastraszania, odcinania mediów i całkowitego lekceważenia lokatorów. Wielokrotne próby nawiązania kontaktu z właścicielami zawsze kończyły się fiaskiem.

 

Uczestnicy dzisiejszej akcji skupieni w Koalicji dla  Mieszkańców Stolarskiej (w której zaangażowani są również uczestnicy/czki FA-P-ń), postanowili wywiesić duży i wyraźny transparent, tak, aby nikt nie miał wątpliwości, że pomimo gehenny zgotowanej przez Piotra Śrubę – wynajętego „czyściciela kamienic” – nadal są gotowi rozmawiać z jego szefami: Lechosławem Gawrońskim i Grzegorzem Liberkowskim.
Podczas akcji nie zabrakło także poczęstunku w postaci pysznego barszczu, przywiezionego przez jednego z mieszkańców Poznania w geście solidarności z lokatorami.

 

Przypominając apel o wsparcie lokatorów – sam apel i lista jego sygnatariuszy wielokrotnie był zrywany przez ludzi Piotra Śruby – wypisano na ścianie wyraźnie powody, dla których pod apelem m.in. podpisali się:

  • Jacek Żakowski, Gazeta Wyborcza: “Bo prawo własności nie uprawnia do okrucieństwa”,
  • prof. Bohdan Jałowiecki, Uniwersytet Warszawski: “Bo prawo do dachu nad głową powinno być ponad prawem własności”,
  • Maciej Nowak, dyrektor Instytutu Teatralnego: “Bo uważam, że mieszkania powinny być wyprowadzone z obrotu spekulacyjnego!”,
  • Sylwia Chutnik, pisarka, laureatka Paszportu Polityki: “Bo powinniśmy wspólnie wyczyścić miasta z czyścicieli kamienic!”,
  • Łukasz Dziedzic, Galeria Szara: „Bo byłem kiedyś w podobnej sytuacji, gdzie bezsilność i życiowa tragedia konfrontuje się z zimną kalkulacją i brakiem wyobraźni”.

 

Niestety, jak można się było spodziewać i tym razem żaden z właścicieli nie skorzystał z zaproszenia do rozmów. Najwyraźniej nadal preferują oni bandyckie metody dialogu stosowane przez Piotra Śrubę. Obecnie symbolem tych metod staje się niewywożony od kilku miesięcy kontener stojący przed wejściem do kamienicy. Po telefonie do firmy będącej jego właścicielem, okazało się, że nie ma możliwości wywiezienia pełnego śmieci i gruzu kontenera, dopóki Piotr Śruba nie uiści za tę usługę zapłaty. Wysypujące się z kontenera śmieci i towarzyszący im smród nie przeszkadzają funkcjonariuszom Straży Miejskiej. Nic nie wiadomo o tym, by miejskie służby ukarały Śrubę za nie wywożenie przepełnionego kontenera. Władze miasta, poczynając od prezydenta, a kończąc na strażnikach miejskich, najwyraźniej postanowiły zrobić wszystko, by nie utrudniać nękania lokatorów, nie mówiąc już o zapobieganiu takim praktykom.

stolarska2

Dnia 23 września 2012 roku, o godzinie 16:00 odbyła się kolejna i zarazem pierwsza w tym roku edycja poznańskiego Jedzenie Zamiast Bomb. Akcja jak zwykle cieszyła się sporym zainteresowaniem mieszkańców Poznania. Kilku przechodniówz wielkim zaciekawieniem przyjęło informacje o celach i ogólnej idei JZB. Jednak tego dnia porównywalnie dużezainteresowanie wzbudził Stary Marych,który oprócz tradycyjnej teki i roweru trzymał także mały baner z hasłem "Uwaga! Nacjonalizm wywołuje wojny", godnie przyciągającym wzrok przechodniów i nakreślającym, co JZB oprócz bezinteresownej pomocy potrzebującym, chce przekazać stale kontynuując swoje działania.Na kolejną akcję zapraszamy już za tydzień w tym samym miejscu i o tej samej porze.

W środę, 5 września rano, do kamienicy przy ulicy Stolarskiej, blokowanej przez lokatorów, ponownie chcieli wtargnąć robotnicy Piotra Śruby. Pretekstem była kontrola Nadzoru Budowlanego. Wejść wraz z inspektorami do budynku chcieli - powołując się na niejasne pełnomocnictwa. Na miejsce przybyła też policja. Obecnych było kilkunastu działaczy Federacji Anarchistycznej i Wielkopolskiego Stowarzyszenia Lokatorów.

Mieszkańcy początkowo nie wpuścili nikogo, po pertraktacjach weszli inspektorzy, dwoje funkcjonariuszy i przedstawiciel Piotra Śruby, który ostatecznie opuścił budynek po zakończeniu kontroli.

Dziś robotnicy Śruby okazywali się też umowami najmu, twierdzili przy tym, że są mieszkańcami kamienicy. Pod tym pretekstem żądali, aby ich wpuścić.

Również dziś lokatorzy blokujący kamienicę otrzymali pisma, w których wzywa się ich do natychmiastowego opuszczenia mieszkań.

Lokatorzy mają uzasadnione podstawy by nie wpuszczać na teren kamienicy pracowników, których szef jest oskarżony o nękanie oraz wydano względem niego zakaz zbliżania na odległość 100 metrów do kamienicy.

Mieszkańcy kamienicy żądają przyjazdu właścicieli – Lechosława Gawrońskiego oraz Grzegorza Liberkowskiego, którzy jak dotąd wyzbywają się odpowiedzialności za zlecanie nękania.

1 września odbyła się w Poznaniu demonstracja pod hasłem "Nigdy więcej wojny, nigdy więcej faszyzmu". Około 180 osób pojawiło się pod pomnikiem żydowskich ofiar niemieckiego obozu pracy, znajdującego się w trakcie wojny w naszym mieście. Na wstępie przypomniano, że zazwyczaj w oficjalnych uroczystościach znacznie częściej przypomina się walczących i ginących żołnierzy niż cywilne ofiary, które mordowane były najczęściej nie mając jakiejkolwiek możliwości obrony. Następnie przypomniano, że jednym z powodów wybuchu II Wojny Światowej był nacjonalizm, najagresywniej akcentowany w ideologiach faszyzmu i nazizmu. Te doktryny usprawiedliwiały militaryzację społeczeństw jednocześnie dając fundament przyszłych zbrodni wojennych. Tym bardziej kuriozalna jest sytuacja, w której ugrupowania wprost odwołujące się do faszyzmu i mające faszystowską tradycję sięgającą jeszcze lat trzydziestych ubiegłego wieku próbują z 1 września uczynić okazję do szerzenia swoich autorytarnych pogladów.

W miejscu zbiórki oddano hołd wszystkim ofiarom wojny, zapalono znicze. Następnie demonstracja udała się w kierunku Starego Rynku. Przechodniom rozdano ulotki, skandowano hasła, m.in. "nacjonalizm to wojna i terror", "1, 2, 3, 4, precz z faszyzmem do cholery", "wojny stop", "cała Polska antyfaszystowska", "nie zapominamy, nie wybaczamy".

Na trasie demonstracji wspomniano również, jak ważna jest codzienna aktywność na polach takich jak walki pracownicze, lokatorskie, czy inne wymierzone w wykluczenie i niesprawiedliwość społeczną, również z punktu widzenia antyfaszyzmu, szczególnie, gdy ugrupowania skrajnie prawicowe usiłują występować pod hasłami socjalnymi.

Już po zakończeniu demonstracji, około stu osób pojawiło się nieopodal punktu zakończenia wystąpienia ONR, które miało miejsce tego dnia w Poznaniu. Zbliżający się, niespełna stuosobowy pochód nacjonalistów został zagłuszony. Antyfaszystów i antyfaszystki otoczył kordon policji, również z użyciem konnicy. Tym razem zabrakło (tak jak trzy dni wcześniej przy likwidacji skłotu Warsztat) broni maszynowej. Czyżby policyjny sztab wraz z "Pinokio" Borowiakiem uznał, że już nie słyniemy z agresji i nawoływania do przemocy? Wszyscy uczestnicy spontanicznej akcji pod pomnikiem Armii Poznań zostali wylegitymowani i rozeszli się.

Poniżej publikujemy tekst przemówienia odczytanego na początku demonstracji. Dziękujemy wszystkim przybyłym!

"Jak wszyscy wiemy, dziś przypada kolejna rocznica wybuchu II Wojny Światowej. Wydarzenie to dla niektórych partii i środowisk politycznych stanie się kolejną okazją do historycznej manipulacji. Wychwalać się będzie żołnierską odwagę, chwałę oręża, patriotyzm. Będzie się mówić o poświęceniu żołnierzy w obronie ojczyzny, której jednak obronić wówczas nie zdołali. Po wrześniu 1939 roku, przez 5 lat kraj był okupowany i niszczony.

Coraz częściej zapomina się o tym, że na tej wojnie o wiele więcej zginęło ofiar cywilnych. Umierały one nie z karabinem w ręku, ale zupełnie zwyczajnie: w panice, lęku, wśród płaczu dzieci i krzyku matek, błagając o litość, z głodu i chorób, w pożarach i zasypani gruzem, w obozach koncentracyjnych i na ulicach okupowanych miast. Ta śmierć nie była chwalebna – była przerażająca. Zebraliśmy się tutaj, aby o tych ludziach przypomnieć.

Największą ofiarę na tych ziemiach poniosła ludność żydowska. Jak wiemy stała się ona celem barbarzyńskiej eksterminacji, do której przed wojną nawoływały nie tylko hitlerowskie Niemcy, całych ruch faszystowski, ale także polscy nacjonaliści spod znaku Narodowej Demokracji i  ONR. Pisali oni o faszystowskim Rzymie z podziwem, a o Żydach zawsze z pogardą. Przez dziesiątki lat poprzedzających wybuch II wojny światowej w poznańskiej prasie dominował wyjątkowy agresywny antysemityzm. Ulicami tego miasta, pod biało-czerwonymi sztandarami, maszerowała nacjonalistyczna polska młodzież wznosząca faszystowskie hasła i pozdrawiająca się faszystowskimi gestami. Szerzono nienawiść dla tych, których potem bezwzględnie wymordowali naziści.

1 września, jak też wiele innych rocznic, staje się okazją dla różnych współczesnych ugrupowań politycznych dla szerzenia nacjonalizmu. Znajdują one sympatie czy nawet poparcie prawicowych partii politycznych  i części księży katolickich. Przy okazji rożnych rocznic udają „dobrych Polaków”, a na co dzień propagują rasizm i antysemityzm. Głoszą najbardziej konserwatywne hasła i postulaty.

Niedawno nacjonaliści dokonali napaści na ten obelisk upamiętniający żydowskie ofiary II wojny światowej. Nie wolno nam pozwolić, aby Poznań zapomniał o swojej hańbie przedwojennego antysemityzmu, jak również o żydowskich ofiarach ubiegłej wojny, których nie zdołaliśmy ocalić."

Piknik solidarnościowy

02 września 2012 r. | Dział: Wielkopolskie
Mieszkańcy kamienicy przy ulicy Stolarskiej nadal kontynuują swój protest. Nie mogąc liczyć na realną pomoc ze strony miejskich decydentów, postanowili zaapelować do zwykłych mieszkańców Poznania. Tak właśnie narodził się pomysł dwudniowego pikniku. W przygotowanie pikniku oprócz samych lokatorów włączyli się uczestnicy i uczestniczki poznańskiej sekcji Federacji Anarchistycznej, Wielkopolskiego Stowarzyszenia Lokatorów, artyści Teatru 8 dnia i Stowarzyszenie „My Poznaniacy”.

Poznaniacy, którzy przybyli na piknik, mogli na własne oczy zobaczyć bandytów Piotra Śruby, regularnie „patrolujących” okolice kamienicy, podczas gdy ich szef z przepisowej odległości stu metrów, przekazuje im polecenia przez telefon. Na szczęście ani Piotrowi Śrubie, ani momentami irracjonalnie zachowującym się poznańskim policjantom – pojawiającym się co jakiś czas pod kamienicą w znacznej liczbie – nie udało się zepsuć atmosfery pikniku.

Mieszkańcom zależało by jak najwięcej osób usłyszało i zobaczyło jak wygląda ich codzienna egzystencja w zabarykadowanej kamienicy. To właśnie okupacja budynku pozwala uratować go przed dalszą dewastacją czy odcięciem prądu - wszystkie inne media zostały już wyłączone przez bezkarnych „czyścicieli”. Zainteresowani usłyszeli więc o historii protestu lokatorów oraz działaniach „czyścicieli kamienic”, którym już nie jeden raz udało się w Poznaniu pokonać i zgnębić lokatorów. Bezkarne działanie „czyścicieli kamienic” jest możliwe tylko dzięki nieudolności władz. Nniestety żaden przedstawiciel Urzędu Miasta nie miał odwagi pojawić się na pikniku, najwyraźniej to ponownie mieszkańcy będą musieli niebawem przypomnieć o swoim losie decydentom.

Sam piknik nie spełniłby swojej roli, gdyby nie stanowił dla mieszkańców oraz zaproszonych gości momentu oderwania się od ich trudnej codzienności. Nie zabrakło więc wspólnej zabawy, rozmów, jedzenia słodkości, popijanych kawą lub herbatą. Organizatorzy podeszli też do problemu braku wody w kamienicy. W ramach zorganizowanego happeningu przeprowadzono wyścig po wodę w plastikowych butlach z najbliższego ujęcia dla lokatorów.  Nie zabrakło też elementów muzycznych w postaci małego koncertu. Na zakończenie pierwszego dnia pikniku zorganizowano pokaz filmu o tematyce eksmisyjnej.

Drugi dzień niestety przywitał uczestników znacznie gorszą pogodą. Nie zraziło to przybyłych i lokatorzy kontynuowali piknik. W piątek można było zobaczyć występ Ewy Wójciak z Teatru 8 Dnia z poezją o domu i potrzebie wspólnoty. Kontynuowano również happening z dostarczaniem wody do kamienicy. Nie zabrakło słodkiego poczęstunku, a imprezę zakończył Kuba Kapral i Agata Elsner, happeningiem: “Mieszkanie dla kosmitów”
PIKNIK NA STOLARSKIEJ - WSPIERAMY LOKATORÓW
Poznańskie środowiska lokatorskie, artystyczne i społeczne zapraszają wszystkich mieszkańców Poznania w czwartek i piątek (30-31.08), na dwudniowy piknik, pod okupowaną przez mieszkańców kamienicę przy ulicy Stolarskiej 2. Od trzech tygodni lokatorzy bronią się przed “robotnikami” dewastującymi ich mieszkania i nękającymi na zlecenie nowych właścicieli. Są odcięci od wody i gazu. Czwartek i piątek będzie okazją do wzięcia udziału we wspólnym pikniku, który ma na celu wsparcie mieszkańców w trudnej i nierów...
nej walce z właścicielami. Biznes nie może się odbywać kosztem zdrowia i życia ludzi.

http://www.rozbrat.org/informacje/pozna ... lidarnosci

W programie:

czwartek 30.08:
12.00 - start, stoisko informacyjne (broszury, ultoki, książki), poczęstunek (ciasta, kawa, herbata), spotkanie z lokatorami
18.00 - happening "Dostarcz wodę na Stolarską".
19.00. - Kuba Borowczyk - śpiew, Enikő Balázs – śpiew
20.00 - pokaz filmu


piątek 31.08:
16.30. spotkanie z mieszkańcami, wspólna kawa, częstujemy ciastem, wspólna zabawa- gry planszowe, kontynuacja happeningu “Dostarcz wodę na Stolarską”
17.30. Ewa Wójciak z poezją o domu i potrzebie wspólnoty
18.00. Kuba Kapral/ Agata Elsner – hepening: “Mieszkanie dla kosmitów” (około 20 min.)

https://www.facebook.com/events/336804669744441/

ul. Stolarska 2, Poznań

Organizatorzy: Mieszkańcy ulicy Stolarskiej 2, Teatr Ósmego Dnia, Wielkopolskie Stowarzyszenie Lokatorów, Stowarzyszenie My-Poznaniacy, Kolektyw Rozbrat, Federacja Anarchistyczna - sekcja Poznań

Koordynatorki projektu: Katarzyna Czarnota 501 097 760, Anna Wachowska- Kucharska 609 655 106

Pikieta pod domem kamienicznika

25 sierpnia 2012 r. | Dział: Wielkopolskie
W dniu wczorajszym o godzinie 13 aktywiści i aktywiści Federacji Anarchistycznej, spotkali się na pikiecie przy ulicy Naramowickiej 217. Miejsce pikiety nie zostało wybrane przypadkowo. Właśnie pod tym adresem zamieszkuje biznesmen Lesław Gawroński, współwłaściciel kamienicy przy ulicy Stolarskiej. To właśnie na zlecenie Gawrońskiego, bandyci pokroju Piotra Śruby, od kilku miesięcy terroryzują mieszkańców , starając się niewybrednymi metodami zmusić ich do opuszczenia lokali.

Pikieta pod domem Pana Gawrońskiego miała przypomnieć mu o sytuacji lokatorów, których los jest mu najwyraźniej obojętny. Kupując ich niczym przedmioty, razem z kolejną nieruchomością, robi wszystko by pozbyć się tego swoistego, zbędnego balastu, obniżającego wartość inwestycji. Jako rasowy gracz wolnorynkowy, oczywiście osobiście nie brudzi sobie rąk, a jedynie wynajmuje ludzi od „czarnej roboty” – zalewania mieszkań lokatorów, zastraszania, szykan. Jednocześnie właściciel ma na tyle tupetu by, próbować wymusić na szefie poznańskiego nadzoru budowlanego, odszkodowanie za rzekome ujawnienie jego nazwiska oraz przyczynienie się do „obniżenia atrakcyjności nieruchomości na rynku”. Stanowi to namacalny dowód na to, że Lesław Gawroński doskonale zna metody stosowane wobec mieszkańców przez wynajętego do tego celu Piotra Śrubę.

Dzisiejszą pikietą starano się więc uświadomić mieszkańców budynku w którym zamieszkuje „szanowany biznesmen” z jakim człowiekiem mają do czynienia. Choć zapewne Gawroński stara się zachować pozory człowieka kultury, mecenasa sztuki brylującego na salonach, nie można wykluczyć, że i wobec własnych sąsiadów zacznie stosować metody wypróbowane na ulicy Stolarskiej. W takiej sytuacji nieodzowne staje się uprzedzenie mieszkańców, na jakie działania z jego strony mogą liczyć.

Aktywiści początkowo rozdawali ulotki i informowali przez tubę o powodach swojej pikiety, przed wejściem do strzeżonego budynku, ostatecznie zdecydowali się podjąć próbę zapukania bezpośrednio do drzwi Gawrońskiego. Niestety podobnie jak w przypadku kilkakrotnych prób mieszkańców ulicy Stolarskiej, również ta inicjatywa bezpośredniej rozmowy z właścicielem okazała się bezowocna. Oznacza to, że wobec niezwykłej bezradności urzędników miejskich, podległych im służb i prezydenta Ryszarda Grobelnego, nadal bezpieczeństwo oraz byt mieszkańców Stolarskiej zależy tylko od ich dalszej wytrwałości i determinacji.

W Poznaniu mieście know how, sposób postępowania z lokatorami najwyraźniej jest uzależniony od ich statusu społecznego i ekonomicznego. Mieszkańcy strzeżonego budynku przy ulicy Naramowickiej, w którym mieszka Lesław Gawroński, mają go zapewne za miłego i uczciwego sąsiada, za to dla uboższy, często starszych i schorowanych mieszkańców ulicy Stolarskiej, jest on panem ich losu, katem który powoli dokręca śrubę.

Tekst ulotki


STOP prześladowaniu lokatorów

Lechosław Gawroński – biznesmen, mecenas sztuki, przyjaciel artystów i jazzmanów, po prostu członek elity miasta. Na zlecenie tego samego człowieka, pracownicy Fabryki Mieszkań i Ziemi pod przewodnictwem Piotra Śruby, prześladują od wielu miesięcy lokatorów nieruchomości na ulicy Stolarskiej, której Gawroński jest współwłaścicielem. Wcześniej ofiarami Śruby padli mieszkańcy kamienic przy Strusia, Niegolewskich, Piaskowej, Małeckiego. Metody nękania wszędzie są podobne: zastraszanie i szantaż, odłączenie mediów (wody, gazu, telefonów, kanalizacji i prądu), skuwanie tynków, zalewanie mieszkań, wypuszczanie szczurów, itd. Wszyscy mieszkańcy Poznania, w tym sąsiedzi, współpracownicy, znajomi, kooperanci - powinni jednoznacznie dać do zrozumienia panu Gawrońskiemu, że przekroczył granice. Nie wolno nikomu, w ten sposób traktować mieszkańców Poznania. Odpowiedzią powinien być społeczny i instytucjonalny bojkot pana Gawrońskiego. Nie kooperujmy z Lechosławem Gawrońskim, ani żadną z jego licznych firm. Potępmy wszystkich tych, którzy stają za nagonkami na lokatorów, a związani są często z dużymi firmami i instytucjami, brylują na salonach i w galeriach, przyjmowani są z otwartymi rękoma w urzędach.

DOŚĆ bezprawia. STOP prześladowaniu lokatorów

Relacje z lokalnych mediów:
http://poznan.gazeta.pl/poznan/1,36037,12359194,Walka_o_Stolarska_przeniosla_sie_na_Naramowice.html

http://www.radiomerkury.pl/informacje/pozostale/anarchisci-ws-mieszkancow-stolarskiej.html

http://www.cp.ontv.pl/stolarska-anarchisci-pikietowali-przed-domem-jednego-z-wlascicieli-kamienicy,2504,3,akt.html
Wolnościowy Klub Dyskusyjny
zaprasza na spotkanie i wykład

Kobi Snitz
"Anarchizm izraelski a walka o wyzwolenie Palestyny"

Podstawowa historia projektu syjonistycznego mającego na celu przejęcie kontroli nad Palestyną. Obecne metody rozszerzania i umacniania kontroli Palestyny. Historyczny anarchizm izraelski i odniesienia do Polski. 
Obecne walki ludowe i rola anarchistów.

Dziś zapadł wyrok uniewinniający w sprawie pięciu anarchistów, którzy zostali obwinieni przez policję o zakłócanie porządku publicznego 17 maja 2011 roku. Sprawa dotyczyła protestu, do jakiego doszło w siedzibie Platformy Obywatelskiej przy ulicy Zwierzynieckiej w Poznaniu.

Przypomnijmy, że z protestu który był spontaniczną odpowiedzią na rozbicie przez ochroniarzy w Gdańsku i policję w Katowicach demonstracji niezadowolonych obywateli, usiłowano zrobić wybryk chuligański. Sąd nie podzielił takiego poglądu uznając, że w tym przypadku mieliśmy do czynienia z politycznym protestem, a nie wybrykiem mającym na celu zakłócenie porządku społecznego.

Poznańska policja, która skierowała do sądu wniosek o ukaranie, przegrała w ten sposób kolejną sprawę wymierzoną w poznańskie środowisko wolnościowe. Stróże porządku oczywiście nie odpuszczają, już na początku października odbędą się procesy osób stających w obronie eksmitowanej rodziny państwa Jencz oraz lokatorów z ulicy Piaskowej.

Dziś rano mieszkańcy kamienicy przy ulicy Stolarskiej i grupa działaczy z Rozbratu zabarykadowali się wewnątrz budynku, aby uniemożliwić wejście robotnikom Piotra Śruby. Na miejscu pojawiła się policja. Od wielu miesięcy szefostwo Fabryki Mieszkań i Ziemi nęka lokatorów, a lokalne władze rozkładają ręce. Pomimo zakazu zbliżania się Piotra Śruby do kamienicy na odległość mniejszą niż 100 metrów, prześladowanie lokatorów trwa.

Od kiedy lokatorom odcięto wodę i gaz, wielokrotnie zapowiadali zaostrzenie form protestu. Przed dziesięcioma dniami przez 4 godziny okupowali hol urzędu miasta przy Placu Kolegiackim. Wydawało się wówczas, że po wielu miesiącach konfliktu, władze lokalne są skłonne podjąć odpowiednie kroki, aby kamienicznicy respektowali prawa lokatorów. Względny spokój trwał jednak tylko kilka dni. Robotnicy Śruby wrócili na posesję. W zeszły piątek działacze Federacji Anarchistycznej, Wielkopolskiego Stowarzyszenia Lokatorów i mieszkańcy Stolarskiej przerwali konferencje prasową prezydenta Ryszarda Grobelnego. Ponad półgodzinna dyskusja z nim nic nie przyniosła. Tego samego dnia pracownicy Śruby zniszczyli skrzynkę jednego z telekomunikacyjnych operatorów, tym razem pozbawiając mieszkańców dostępu do Internetu i telefonów stacjonarnych.

W takich okolicznościach nie może dziwić akt dzisiejszej okupacji kamienicy.  Zastosowane środki prewencyjne przeciwko Śrubie są całkowicie nieskuteczne. On i jego mocodawcy kompletnie nie liczą się z lokatorami. Mieszkańcy teoretycznie mają trzy lata na ewentualną zmianę miejsca zamieszkania.  Właściciele chcą ich usunąć natychmiast. „Oczyszczoną” kamienice prawdopodobnie mają zamiar jak najszybciej sprzedać z zyskiem.

Miasto próbuje się zdystansować od problemu, twierdząc, że to spór pomiędzy mieszkańcami prywatnej kamienicy i jej właścicielami. Tymczasem – po pierwsze – na samorządzie spoczywa ustawowy obowiązek zadbania o potrzeby mieszkaniowe Poznaniaków. W przypadku Stolarskiej mamy sytuację kryzysową i miasto powinno np. zaproponować odpowiednie komunalne lokale zastępcze. Urząd prawdopodobnie boi się, że tego typu sytuacji i roszczeń może być więcej i zamiast szukać rozwiązania, woli udać, że to nie jego sprawa. Lub pozoruje działania, powołując przykładowo jakiś zespół roboczy pod kierownictwem Aleksandry Koniecznej, który w sprawie Stolarskiej niczego realnie nie zrobił.

Po drugie – miasto samo dyktuje pewne standardy poprzez politykę wysiedlania forsowaną przez Zarząd Komunalnych Zasobów Lokalowych. Ostentacyjna brutalność w postępowaniu pana Pucka, przekłada się na metody działania pana Śruby. Z innej strony, ZKZL nie zapewnia też dostatecznej liczby lokali socjalnych (brakuje ich w Poznaniu przynajmniej 2600) co powoduje, że prywatni właściciele, powodowani inercją lokalnych władz, niejednokrotnie na własną rękę, pozbywają się lokatorów w sposób nie zawsze legalny, a bywa że bezwzględny.

Okupacja Stolarskiej przez lokatorów, to kolejna odsłona opisywanego konfliktu i problemu, od którego miasto nie ucieknie. Do Wielkopolskiego Stowarzyszenia Lokatorów zgłosiło się już kilka kamienic (łącznie ok. 150 rodzin), których sytuacja jest bardzo trudna i oczekują one pomocy ze strony samorządu, a to tylko przysłowiowy „czubek góry lodowej”.
Dziś odbyła się kolejna akcja mieszkańców kamienicy przy ulicy Stolarskiej, Wielkopolskiego Stowarzyszenia Lokatorów oraz Federacji Anarchistycznej. Miała ona związek z pogorszeniem się sytuacji i kolejnymi wtargnięciami, na zlecenie Piotra Śruby i jego żony, robotników na Stolarską celem dalszej dewastacji budynku. Szerzej na ten temat pisaliśmy wczoraj.

Kilkanaście osób najpierw zajęło hol główny urzędu miasta przy Placu Kolegiackim, a następnie wszyscy udali na się na pierwsze piętro, gdzie w jednej z sal trwała konferencja prasowa na temat „Poznańskiego Budżetu Obywatelskiego” z udziałem prezydenta Ryszarda Grobelnego. Protestujący przerwali spotkanie, domagając zajęcia się kwestią Stolarskiej i innych kamienic będących w podobnej sytuacji. Bez wątpienia można to uznać za pierwsze konsultacje społeczne w sprawie budżetu na 2013 rok. Prezydent Grobelny tłumaczył się, że nic nie może faktycznie w tej sprawie zrobić. Lokatorzy wobec powyższego pytali: co oni mają zrobić bez wody, gazu, żyjąc w gruzowisku? Czy miasto ma na przykład dla nich jakieś mieszkania komunalne?  Było to oczywiście pytanie retoryczne.

Pierwsza reakcja władz polegała na ściągnięciu większych sił Straży Miejskiej i policji. Funkcjonariusze jednak nie interweniowali. Po ponad półgodzinnej dyskusji, protestujący spokojnie wyszli z urzędu. Nie jest wykluczone, że w najbliższych dnia dojdzie do spotkania przedstawicieli lokatorów z prezydentem miast. Nie wiadomo, czy cokolwiek ono przyniesie.

Jak już braliśmy udział – przypadkowo wprawdzie -  w konferencji na temat budżetu, to dodajmy, że Poznański Budżet Obywatelski 2013 jest kpiną prezydenta i urzędników miejskich z realnych problemów tego miasta. Protest mieszkańców Solarskiej był tego jawnym przykładem. Wieloletnie zaniedbania w budownictwie komunalnym, zadłużenie finansów miejskich, inercja w sprawach polityki socjalnej itd. doprowadziły do momentu, kiedy obecna lokalna władza nie jest w stanie skutecznie zareagować na realne problemy miasta, w tym problemy mieszkaniowe. W ramach budżetu obywatelskiego miasto chce przeznaczyć 10 milionów złotych, o które będą się mogły starać różne podmioty, jeżeli złożą swoje projekty w terminie od 10 sierpnia do 7 września. Tryb i termin ogłoszenia konkursu wskazują, że na środki te czają się „znajomi królika”.

Niczym też, poza szumną nazwą, propozycja ta nie różni się od dotychczasowych praktyk miasta i ma tyle wspólnego z budżetem obywatelskim, co Piotr Śruba z demokracją lokalną. Nie ulega wątpliwości, że to kolejne propagandowe działania Grobelnego przed burzliwie zapowiadającą się na jesień dyskusją nad finansami miejskimi.

Projekcja filmu:

"Idź drogą Shun Ning!”

(順寧道,走下去; Shunning Road, Keep Walking)

 

oraz prezentacja na temat eksmisji, rewitalizacji i gentryfikacji w Hongkongu. Naszym gościem będzie Cheung Kit-Wah, działaczka z Hongkongu związana z anarchistycznym kolektywem „Social Movement Resources Center” (Autonomous 8A; http://smrc8a.org/8a_cht/), zaangażowana w ruch lokatorski oraz działania na rzecz migrantek pracujących jako pomoce domowe.

"Idź drogą Shun Ning!”, produkcja: Shun Ning Road Concern Group, Shun Ning Road Support Group, v-artivist (http://www.v-artivist.net); rok 2010/Hongkong/120 minut /共同創作:順寧道重建關注組、順寧道義工支援組、影行者 |2010/香港/ 分鐘| 語言: 廣東話 長沙灣一條名為順寧道的街道,卻因為市區重建局的敷衍塞責而讓租戶不得安寧。

 

Hongkong, ulica Shun Ning w dzielnicy Cheung-Sha-Wan. Z powodu pozorowanego i nieodpowiedzialnego projektu zwanego „Projektem Odnowy Miasta”, prowadzonego przez władze Hongkongu, mieszkańcy nie mogą już dłużej żyć w spokoju. Bohaterami filmu jest jedenaście rodzin, m.in. pani Yang z trójką dzieci, państwo Yiu, pan Ho: samodzielna matka, rodzina o niskim dochodzie, która przybyła z Chin i sprzedawca uliczny, który żył w tej dzielnicy ponad 40 lat. Projekt rewitalizacji uderza głównie w nich.

 

W lipcu 2009 r. władze zarządzające projektem rewitalizacji ogłosiły, że obejmie on również ulicę Shun Ning. Właściciele trzynastu wynajmowanych mieszkań zaczęli wysyłać do lokatorów listy z informacją o planowanej eksmisji. Władze tłumacząc się projektem rewitalizacji zignorowały prawa lokatorów, odmawiając im prawa do mieszkań zastępczych lub rekompensaty finansowej. Właściciele mieszkań zaczęli odcinać wodę oraz elektryczność, a władze umywały ręce udając, że wykracza to poza ich obowiązki. Właściciele mieszkań w Hongkongu mają prawny obowiązek informowania mieszkańców o planowanej eksmisji miesiąc przed jej przeprowadzeniem. Lokatorom, którzy dostali wsparcie od lokalnej społeczności i aktywistów, udało się zostać w swoich domach ponad pół roku dłużej, choć wciąż wisi nad nimi groźba przymusowej wyprowadzki.

Rodziny przez cały ten okres organizowały się: protestując, negocjując, blokując eksmisje, okupując swoje mieszkania. Społeczność domagała się prawa do mieszkania i wpływu na przestrzeń, w której mieszka. Celem kampanii lokatorskiej w Hongkongu jest domaganie się od URA, czyli wydziału miasta prowadzącego rewitalizację, uznania praw mieszkańców i ich potrzeb mieszkaniowych. Grupa wspierająca lokatorów z ulicy Shun Ning przeprowadziła zaangażowane badania społeczne w dzielnicy, by zrozumieć społeczno-ekonomiczną sytuację mieszkańców Sham-Shiu-Po. Lokatorzy są coraz bardziej świadomi tego, że to nie oni stanowią problem, gdyż przede wszystkim pilną kwestią do rozwiązania jest brak tanich mieszkań oraz sam projekt rewitalizacji.

 

Zapraszamy na pokaz filmu, spotkanie i dyskusję!

Strona 10 z 20