Zaloguj

Federacja Anarchistyczna

Jesteś tu: Start / Sekcje FA / Rzeszów /
A+ R A-
Artykuły w sekcji: Faszyzm

Z okazji 27 stycznia, w Międzynarodowy Dzień Pamięci o Ofiarach Holokaustu postanowiliśmy przygotować ulotkę na temat eksterminacji Żydów w czasach II wojny światowej, a także tego w jaki sposób dzisiaj niektóre grupy etniczne są piętnowane z powodu swojej narodowości.
Tego samego dnia w Rzeszowie odbywały się obchody Dnia Pamięci, które mimo, iż były otwarte, skupiały się jednak przede wszystkim wokół środowisk akademickich. Dlatego wydrukowane przez nas ulotki zdecydowaliśmy się skierować do reszty mieszkańców, którzy mogli nie być w ogóle świadomi z czym wiąże się 27 stycznia. Nasze materiały rozdawaliśmy w miejscu bardzo mocno związanym z Holokaustem, w ścisłym centrum miasta, nieopodal synagogi – na pl. Ofiar Getta, w którym w czasach II wojny światowej mieściło się getto żydowskie.

Poznań wolny od faszyzmu!

26 sierpnia 2014 r. Dział: Wielkopolskie

W Poznaniu doszło dziś do kolejnej kompromitacji skrajnej prawicy. Po ONR-ze i Ruchu Narodowym, tym razem przyszła kolej na wprost faszystowskie NOP. Działacze tej partii hucznie ogłosili w internecie (i poprzez rozklejane wlepki) "Spotkanie z Nacjonalizmem". Nacjonalizm reprezentowało 6 osób, które dla zapewnienia sobie policyjnej ochrony zgłosiły pikietę w Urzędzie Miasta (zgłoszenie wymagane jest dla zgromadzeń powyżej 14 osób). Mimo tego kilkunastu antyfaszystów i antyfaszystek postanowiło stanąć z NOP-em twarzą w twarz.

 

Już w pierwszej minucie spotkania starannie ułożone materiały propagandowe znalazły się na bruku. Nacjonaliści bez oporów oddali swoje wlepki i ulotki, a książki (np. o takich tytułach jak "Mit Holokaustu") pośpiesznie schowali. Byli zmuszeni również zwinąć większość banerów i flag. Gdy próbowali mówić coś przez megafon, zostali zakrzyczeni. Nie reagowali też, gdy niektórzy z przeciwników deptali ich materiały, a na krytykę przechodniów, często osób starszych (co widać np. na materiale wideo GW), reagowali wyzwiskami.

 

Pikieta ochraniana była łącznie przez ok. 50 policjantów. Jedna policyjna tajniaczka za pozwoleniem NOP-owców cały czas stała między nimi.

 

Gdy doszło do wywrócenia stolika z faszystowską propagandą, jeden z antyfaszystów został zabrany do policyjnego samochodu, gdzie pobito go i wypuszczono bez przedstawienia żadnego zarzutu. Po oficjalnym zakończeniu policja nadal chroniła faszystów, najpierw radząc im udać się w inny rejon miasta taksówkami, a potem do tych taksówek ich eskortując.

Dzisiejsza, kompletna kompromitacja faszystów z NOP-u pokazała jasno, że w Poznaniu nacjonalistyczne i antyspołeczne ideologie nie są i nie będą tolerowane. Poznań wolny od faszyzmu!

 

https://www.youtube.com/watch?v=LPdK1ujf6bc&feature=youtu.be

DOŚĆ TERRORU MARSZU NIEPODLEGŁOŚCI!

Rocznica odzyskania niepodległości po raz kolejny stała się pretekstem do eskalacji przemocy środowisk nacjonalistycznych. "Marsz Niepodległości", organizowany przez starającą się ocieplać swój wizerunek skrajną prawicę, znów okazał się być spektaklem agresji i nienawiści. Pomimo zrzekania się odpowiedzialności za incydenty przez jego inicjatorów, ataki towarzyszące manifestacji wpisują się w głoszoną przez nich retorykę i poglądy.

Mamy dość - sytuacja wymaga zdecydowanej reakcji społecznej. Stanowczo sprzeciwiamy się działalności faszyzujących bojówek na ulicach polskich miast - zarówno 11 listopada, jak i każdego innego dnia. Chcemy, aby w otaczającej nas przestrzeni wszyscy mogli czuć się bezpiecznie.

Apelujemy zatem o poparcie i przyłączenie się do obywatelskiego protestu. Wspólnie zademonstrujmy przeciwko przemocy, wykluczeniu i dyskryminacji. Spotykamy się, na legalnej manifestacji, w piątek 15 listopada o 17:30 pod bramą Uniwersytetu Warszawskiego.

Zapraszamy wszystkich - niech połączy nas troska o wolność i bezpieczeństwo stojąca ponad politycznymi podziałami.


Kontakt dla mediów:
email - Adres poczty elektronicznej jest chroniony przed robotami spamującymi. W przeglądarce musi być włączona obsługa JavaScript, żeby go zobaczyć.

Facebook wydarzenia

W związku ze zbliżającym się 11 listopada po raz kolejny spodziewać możemy się karkołomnych popisów retorycznych ze strony organizatorów „Marszu Niepodległości”. Przy okazji kolejnych medialnych wywiadów zapewne znów przyjdzie nam usłyszeć, że: przeciętny polski patriota zamawia pięć piw, symbole organizacji takich jak Blood&Honour na ubraniach i flagach uczestników marszu to efekt fotomontażu i manipulacja antypolskich mediów, a w zeszłym roku ulice Warszawy demolowali Niemcy, Żydzi i masoni przebrani za prawdziwych Polaków. Tematem niniejszego tekstu nie będzie jednak enumeracja wszystkich medialnych wpadek organizatorów i uczestników marszu. Artykuł ten w zamyśle jego autorów stanowić ma przyczynek do poznania i analizy tradycji politycznych, do których z dumą odwołują się organizatorzy marszu. Celem tej analizy  będzie dokładniejsze osadzenie grup takich jak MW i ONR na współczesnej mapie organizacji politycznych oraz wyjaśnienia źródeł „fenomenów” takich jak okrzyki „Polska cała tylko biała” w trakcie trwania marszu (1).

W piątek 23 listopada odbyła się polska premiera włoskiego dramatu „Diaz: Don't Clean up this Blood" w reżyserii Daniele Vicari opowiadającego o demonstracjach podczas szczytu państw G8 w Genui w 2001 r.  Diaz to nazwa szkoły, która pełniła funkcję centrum niezależnych dziennikarzy i noclegowni dla uczestników demonstracji. W noc z 20/21 lipca 2001 roku stała się ona areną bestialskiego najazdu oddziału policji, którzy dosłownie zmasakrowali 93 śpiące tam osoby.

Po wielkich mobilizacjach społecznych przeciwko poprzednim szczytom G8, zainaugurowanym w Seattle w 1999 r., szefowie policji włoskiej wyprowadzili na ulice prawie 25 tys. funkcjonariuszy, nie licząc agentów wywiadu, których liczba pozostaje nieznana. W ciągu tygodni poprzedzających szczyt genueński większość mediów (nie wyłączając polskich) prezentowała przyszłych demonstrantów jako zdolnych do wszystkiego wywrotowców – zdolnych nawet do rzucania w policję workami z krwią zarażoną wirusem HIV…

 

W sobotę skrajni prawicowcy podjęli próbę ataku na jeden z krakowskich skłotów, co zakończyło się wybiciem jednej szyby.
 

Napastnicy pili piwo na ulicy i wykrzykiwali obelżywe hasła. Za cel wybrali sobie miejsce spotkań działaczy ruchu obrony praw lokatorskich oraz wielu przedsięwzięć społecznych o charakterze lokalnym. Ludzie skupieni wokół skłotu sprzeciwiają się neoliberalnemu podejściu obecnego rządu i władz miasta Krakowa. Uważają, że prowadzą one antyspołeczną politykę poprzez zamykanie publicznych szkół, przedszkoli, domów kultury oraz są odpowiedzialne za radykalne cięcia świadczeń socjalnych.

Jako alternatywę środowisko skupione wokół skłotu widzą oddolną samoorganizację, którą wcielają od lat w życie poprzez takie działania jak prowadzenie kooperatywy spożywczej [http://kooperatywy.pl/], wspieranie grup działających na rzecz  zachowania publicznej oświaty, współdziałanie ze środowiskiem lokatorskim, rozdawanie darmowych posiłków potrzebującym, samopomocowe warsztaty rowerowe, komputerowe etc. Sens ataku na siedzibę prospołecznych inicjatyw lokalnych pozostaje niejasny.

12  grudnia tuż przed północą miała odbyć się pikieta związana z 30. rocznicą wprowadzenia stanu wojennego w Polsce. Jak się jednak okazało rocznicę tę zapragnęli wykorzystać zwolennicy różnej maści dyktatur i totalitaryzmów. Na placu Mickiewicza zjawiła się egzotyczna menażeria, jakiej nie obejrzy się w żadnym cyrku. Przybyli działacze Młodzieży Wszechpolskiej, której założyciel wywodzi się z rodziny posiadającej chlubną przeszłość wsparcia dla PRL-owskiego reżimu, a dziś znanej głównie z „imprez pod swastyką”  (1 | 2).

Pojawili się również działacze ONR, której to historyczny przywódca wysławił się założeniem po wojnie proreżimowego PAXu, dziś znani z ciągłego „zamawiania pięciu piw” (1 | 2). Nie zabrakło też nazi-skinów, zwolenników endecji i dyktatury Pinocheta itp. Wszyscy w sile kilkudziesięciu osób (frekwencji nie pomogły nawet posiłki z Wrocławia) mieli być tylko tłem dla promocji niespełnionego polityka Filipa R. (my reklamy mu robić nie będziemy), który od wielu lat, z marnym skutkiem, stara się zrobić polityczną karierę. Ostatnio stwierdził, że pomoże mu w tym flirt z organizacjami neofaszystowskimi.

Na miejscu zjawiła się również liczniejsza grupa przeciwników dyktatury i totalitaryzmu w każdym odcieniu, z transparentem: „Jaruzelski = Pinochet – różni generałowie te same metody: stan wojenny, represje, dyktatura. Hołd ofiarom państwowej przemocy”. Po kilkunastu minutach organizator pikiety Filip R. nie mogąc znieść widoku wolnościowego transparentu wezwał policję i rozkazał jej usunięcie antytotalitarnych demonstrantów.  Filip R. nie mogąc zostać polskim duce, postanowił zapisać się na kartach historii chociaż jako król poznańskich zaganiar i donosicieli (choć ciężko mu będzie odebrać koronę dyrektorowi ZKZL wysyłającemu policję do eksmisji wdów i chorych) .

ZOMO zgodnie z rozkazem zaczęło spychać spokojnych demonstrantów (co im się średnio udało) i żądać od nich dowodów osobistych, czyniąc z placu Mickiewicza miejsce historycznej rekonstrukcji dobrze współgrającej z rocznicą. Apologeci dyktatury dostali na ten widok spazmów rozkoszy i zaczęli coś śpiewać, prawdopodobnie miał to być polski hymn, ale szło im to tak opornie, że z 10 metrów nie szło go zrozumieć (zresztą jak i przemówień które próbowali wygłaszać).

Po kilkudziesięciu minutach antytotalitarni demonstranci rozeszli się, żeby przypadkiem jakiś przechodzień nie pomyślał, że mają coś wspólnego z cyrkiem który rozgrywał się na placu, pozostawiając groteskowy widok niedobitków endecji, chcących za wszelką cenę skompromitować rocznicę 13 grudnia.
11 listopada blokując w Warszawie marsz skrajnej prawicy wspieranej przez neofaszystów odnieśliśmy zarówno zwycięstwo jak i ponieśliśmy klęskę. Skrajna prawica pokazała swoje prawdziwe oblicze - bojówkarzy zainteresowanych jedynie niszczeniem, atakowaniem wszystkich, którzy nie podzielają ich poglądów. Zaprezentowała się również jako połączenie stadionowych zadymiarzy z kółkiem historycznym imienia Romana Dmowskiego. Z drugiej strony również niektóre działania koalicji 11 listopada blokującej tak zwany Marsz Niepodległości były co najmniej dyskusyjne.

Dlaczego klęska?


Nie ma co udawać, że skala tegorocznej antyfaszystowskiej mobilizacji była wystarczająca. Półtora tysiąca osób to dosyć mało i widać było, że wiele środowisk wchodzących w skład koalicji nie przyłożyło się do wystawienia większej reprezentacji. Na przykład OPZZ - jedna z największych central związkowych tradycyjnie już popiera różne przedsięwzięcia aby później przysyłać na akcję kilkuosobową reprezentację z flagą. Bez wątpienia wiele osób od udziału w blokadzie odstraszyła atmosfera konfrontacji oraz pojawiające się na forach obu stron starcia wypowiedzi. Warto pamiętać na przyszłość, że otwarte fora są przeglądane nie tylko przez aktywistów i przypadkowych czytelników, ale również służby specjalne oraz dziennikarzy. Prasa szukając sensacji podchwyciła historyjkę o tysiącach bojówkarzy niemieckiej Antify wybierających się na 11 listopada do Warszawy. Dziennikarze "Rzeczpospolitej" szerzyli katastrofalne wizje niemieckiego najazdu, jednocześnie otwarcie promując marsz skrajnej prawicy. Inne media także zauważyły sensacyjną wiadomość, a wiadomo, że takie są w cenie, ponieważ podnoszą sprzedaż lub oglądalność. Przy tej okazji okazało się jakim "wartościowym" sojusznikiem antyfaszystów jest "Gazeta Wyborcza". Owo "postępowe" medium szerzyło taką samą panikę.

W efekcie gdy niewielka grupa niemieckich antyfaszystów pojawiła się w Warszawie była zapewne od początku na oku policji i zakończyło się to aresztowaniem jej członków jeszcze przed właściwą blokadą. Dalsze wspólne działania z gośćmi z zagranicy trzeba na przyszłość lepiej przemyśleć, tak aby niepotrzebnie ich nie narażać, a jeśli możliwe nie ujawniać nawet wcześniej obecności.

Niewątpliwie klęską było również to, że do wsparcia blokady nie udało się pozyskać wszystkich środowisk lewicowych. Część z nich obraziła się nie wiedząc skąd czerpiąc informację jakoby blokady organizowało środowisko "Gazety Wyborczej". Mieliśmy więc absurdalne oświadczenia w stylu "ani marsz ani blokada". W sytuacji w której wiadomo było, że do Warszawy wybierają się neofaszyści stanowiły one kapitulację przed skrajna prawicą.

W ten sam nurt wpisuje się opinia Piotra Ikonowicza, według którego po stronie Marszu Niepodległości stoją wykluczeni, a po stronie blokady bogaci. W dodatku przytacza przy tej okazji, już po raz kolejny, wiersz Pier Paolo Pasoliniego "Nienawidzę was, drodzy studenci" powielający mit policjantów jako "robotników w mundurach" - ideę która w przeszłości nie raz doprowadziła do klęski lewicy.

Ikonowicz zaprezentował również bardzo ryzykowna tezę jakoby kibole byli reprezentantami wykluczonych. O ile można wśród nich znaleźć rzeczywiście ludzi biednych, z marginesu, to ich liderami są zwykle ludzie robiący własne biznesy, niekoniecznie legalne. Dla nich przewodzenie bojówce jest szansą na dorobienie, obstawianie bramek w nocnych klubach, czy robienie pieniędzy dzięki współpracy z działaczami sportowymi. Nawet jeśli weźmiemy pod uwagę ubogich pseudokibiców, często faktycznie demonizowanych oraz traktowanych z góry jako przestępcy, to specyfika ich grupy sprawia, że poza zadymą oraz ulubionym klubem piłkarskim, choć to drugie też nie zawsze, niewiele ją interesuje. O ile z prospołecznym przekazem da się dotrzeć do ludzi biednych od czasu do czasu powtarzających antysemickie lub nacjonalistyczne bzdury, to pseudokibice pozostają poza zasięgiem. Społeczny przekaz jest dla nich po prostu zbyt trudny. W przeszłości z tego typu środowisk rekrutowała się Czarna Sotnia czy bojówkarze SA.

Druga strona nie miała takich oporów moralnych i wątpliwości co do słuszności swoich działań jak niektórzy z nas. Wahający się jest natomiast podczas mobilizacji oraz walki zawsze na gorszej pozycji.

Dlaczego zwycięstwo?


Mimo wszelkich wad oraz popełnionych błędów blokada Marszu Niepodległości odniosła także pewne sukcesy. Celem nacjonalistów i neofaszystów było 11 listopada wejście do mainstreamu. Wydali masę pieniędzy na kolorowe plakaty na kredowym papierze i dobrze byłoby sprawdzić skąd marginalne ruchy polityczne znalazły na to fundusze. Wizerunek Marszu miał być maksymalnie złagodzony. Z plakatu spoglądała para młodych japiszonów otoczonych przez postaci historyczne. Nacjonalizm miał być utożsamiony z "nowoczesnym patriotyzmem", grzecznymi chłopcami i dziewczynkami demonstrującymi pod biało czerwonymi flagami. Oficjalnie miało nie być agresji, rasizmu czy faszyzmu. Ten medialny wizerunek wytrzymał jakieś 15 minut do momentu w którym kibole zaatakowali policję, a następnie rozpoczęła się regularna bitwa. Nic tak skutecznie nie zniechęciło mieszkańców Warszawy do "idei narodowych" jak powybijane szyby, zniszczone samochody oraz mienie publiczne. Tłumaczenie przedstawicieli Młodzieży Wszechpolskiej i ONR o tym, że odcinają się od przemocy każdy normalny człowiek odbiera dziś w kategoriach żartu.

Nie jest też prawdą lansowana przez niektórych komentatorów teza jakoby w Warszawie 11 listopada odbyła się masowa demonstracja niezadowolenia społecznego pod hasłami narodowymi. Po pierwsze wśród popierających Marsz "autorytetów" znaleźli się paleoliberał Janusz Korwin Mikre i inny neoliberalny ekstremista - Rafał Ziemkiewicz. Uczestnicy demonstracji prezentowali natomiast najprzeróżniejsze poglądy gospodarcze, a w dużej części nie mieli żadnych. Po drugie znaczną część jej uczestników stanowili kibole których ideą jest przemoc i zadyma. Po trzecie wielu innych uczestników to hobbyści historii ruchu narodowego, mobilizujący się raz do roku na 11 listopada.

Wydaje mi się, że tegoroczny marsz był szczytem tego na co stać skrajną prawicę w Polsce. Przeciętny Kowalski będzie się w przyszłości bał uczestniczyć w tego typu wydarzeniach. Nie będzie sobie nawet życzył wizyty w Warszawie band agresywnych pseudokibiców zakłócających mu spacery podczas długiego weekendu i gotowych zaatakować również przypadkowych przechodniów.

Wydarzenia podczas Marszu obnażyły również hipokryzję popierających go "autorytetów". Rafał Ziemkiewicz i inni "poważni" komentatorzy będą musieli wspiąć się na wyżyny talentu twórców fantastyki aby nie być kojarzonymi z zadymą i niszczeniem miasta.

Wbrew pozorom sama blokada marszu neofaszystów w tym roku miała lewicowy, społeczny charakter. Próbujący promować się przy jej okazji Ryszard Kalisz został przez samych demonstrantów wyproszony z platformy, z której przemawiali mówcy i puszczano muzykę. Seweryn Blumsztajn, uważany przez prawicowych komentatorów za pomysłodawcę blokad, został w tym roku przyjęty bardzo chłodno, gdyż jego gazeta przyłączyła się do nagonki na antyfaszystów. Podczas blokady były prezentowane również transparenty nawiązujące do tego, że faszyści są pożytecznymi idiotami kapitalistów.

Okazało się również, że antyfaszyści nie są bezbronni i co najmniej kilku odważniejszych (lub głupszych) faszystowskich bojówkarzy, próbujących atakować blokadę, nie zaliczy tego dnia do udanych.

Czas testu


Teraz czeka nas czas testu. Politycy głównego nurtu po zamieszkach 11 listopada zaczęli ponownie czynić zakusy na zaostrzenie prawa dotyczącego zgromadzeń publicznych. Hanna Gronkiewicz-Waltz, znana ze swych antydemokratycznych ciągot, wspomniała nawet o możliwości wprowadzenia zakazu demonstrowania bezpośrednio przed gmachami publicznymi. Rozpoczęła się również dyskusja o wprowadzeniu zakazu zakrywania twarzy. To dawałoby policji niemal nieograniczone prawo do delegalizowania niemal każdej demonstracji. Szaliki w zimie - delegalizacja, okulary przeciwsłoneczne w lecie - delegalizacja, happening z udziałem ludzi przebranych za znanych polityków - delegalizacja. Jeśli politycznym elitom się uda tak już niedługo może wyglądać nasza rzeczywistość. Kibole wystąpili więc w roli pożytecznych idiotów elit politycznych. Po raz kolejny po ekscesach tej delikatnie mówiąc niezbyt lubianej grupy można ograniczać prawa obywatelskie i demokrację uzasadniając to dbałością o bezpieczeństwo. Zastanawia mnie wręcz czy nieskorzystanie przez władze Warszawy z obecnego prawa, umożliwiającego zdelegalizowanie zgromadzenia grożącego bezpieczeństwu, nie było elementem planu mającego tworzyć społeczne przyzwolenie na zaostrzanie regulacji pod hasłem, że "obecne prawo jest zbyt liberalne".

Po 11 listopada nie możemy zapaść do przyszłego roku w sen. Trwają konflikty społeczne ważniejsze niż okolicznościowa blokada. Również w czasie ich trwania możemy blokować faszystom dostęp do środowisk pracowniczych, lokatorskich, czy innych niezadowolonych z obecnego systemu. Dlatego trzeba pokazywać ludziom, że to społeczna lewica, a nie skrajna, szowinistyczna prawica, broni ich praw. 11 listopada się skończył, czas na dalsza wytężona pracę. Antyfaszyzm nie polega na współpracy z państwem oraz elitami jak widzieliby to niektórzy politycy oraz zajmujące się tematem NGO’sy. Antyfaszyzm albo jest społeczny, klasowy, albo nie ma go wcale.

Piotr Ciszewski (opublikowano na lewica.pl)
Z niewiadomej przyczyny często słyszanym argumentem przeciwników organizowania blokady Marszu Niepodległości jest twierdzenie, że blokady przyczyniają się do zwiększenia znaczenia i rozmachu samego marszu. Stawianie tak jednoznacznej oceny jest nie tylko zdumiewające, ale też obraźliwe dla inteligencji obu rozmówców, bliższe przysłowiowemu pleceniu starych bab niż poważnej refleksji nad skutecznością i zasadnością poszczególnych taktyk antyfaszystowskich.

Dzieje się tak z paru przyczyn: po pierwsze zjawiska tak kompleksowe jak przemiany ruchów społecznych nie mogą być wyjaśniane przy pomocy tylko jednej przyczyny, a wątpliwe jest opieranie się nawet na jednej dominującej i paru „wspomagających”. Również tutaj chwila głębszego zastanowienia pozwala na wskazanie przynajmniej kilku mniej i ważnych przemian, które musiały odbić swoje piętno na liczebności maszerujących pod faszystowskimi symbolami. Nie kwestionuję, że blokady w obecnym kształcie mogą mieć na to wpływ, ale jestem głęboko przekonany, że nie jest to wina samej idei blokady, ale raczej pewnych aspektów jej realizacji. Do obu tych spraw wrócę za chwilę. Po drugie dla poparcia tej tezy nie słyszałem jeszcze argumentu innego niż to, że marsz jest coraz liczniejszy. Jest to argument z rodziny twierdzeń „koń jaki jest każdy widzi” i jako taki jest po prostu bezwartościowy poznawczo, nic nam nie mówi, a samo początkowe twierdzenie czyni sylogizmem na zasadzie: Antifa organizuje blokadę. Od kiedy organizowane są blokady wzrasta ilość narodowców biorących udział w marszu. A więc Antifa przyczynia się do wzrostu liczby narodowców biorących udział w marszu. Całe myślenie zbudowane na tej zasadzie można sobie o kant dupy roztrzaskać. Co najwyżej. Trzecim, i ostatnim w tej chwili argumentem, bo szkoda na dalszą walkę z takim stawianiem sprawy i czasu i energii, jest pytanie co by to zmieniało? Czy to, że kiedyś maszerujących było niewielu znaczyło, że mieli pełne prawo do maszerowania pod faszystowskimi symbolami i rasistowskimi oraz ksenofobicznymi hasłami? Czy to, że prawa ręka była wznoszona w nazistowskim pozdrowieniu w bardziej kameralnym gronie czyniło ten gest mniej obrzydliwym? Być może paradoksalnie ujawnianie się coraz większej ilości narodowców jest jednak wartością dodaną pozwalającą na pokazanie skali tego niepokojącego zjawiska w naszym kraju. Zanim pokonasz wroga musisz go przecież dobrze poznać. Nie walczyłbym w obronie tej tezy, jest po prostu kolejnym z wielu możliwych wyjaśnień.

Jakie więc mogą być rzeczywiste powody rozrostu liczebnego i zapewne również jakościowego marszu faszystów w Warszawie? Najprościej odpowiedzi szukać wskazując na sukcesy przeciwników i błędy naszego ruchu. Niewątpliwym sukcesem są próby „wybielania” ruchu narodowego poprzez ukrywanie (ale nie rugowanie!) wielu zachowań i haseł, które mogą przyczyniać się do złego PRu ruchu. Tutaj nie można odmówić polskim nacjonalistom sukcesów i skuteczności tej taktyki, która poprzez ukrywanie antysemityzmu, rasizmu, związków z organizacjami neonazistowskimi takimi jak Blood & Honour czy Zadruga pozwalają na przyciągnięcie prawicowej, ale bardziej liberalnej ludności . Nie wydaje mi się by możliwe było udowodnienie, że brak blokad przyczyniłby się do tego, że nacjonaliści nie wykonaliby tego kroku, a jednocześnie niewątpliwie przyczynił się on do tego, że ludzi na marszu jest po prostu więcej. Prawdę powiedziawszy tylko czas pokaże czy coraz bardziej pogłębiające się wygładzanie wizerunku nie przyczyni się do utraty jaskrawości ideowej tego ruchu i w konsekwencji do jego wewnętrznego rozpadu.  Tymczasem nie można odmówić Koalicji skuteczności we wskazywaniu i wyciąganiu prawdziwej twarzy polskiego nacjonalizmu. Spod białych koszul nadal wystają brunatne kołnierzyki.

Kolejnym łatwo dostrzegalnym sukcesem narodowców jest przyciągnięcie uwagi kibiców jadąc na fali antyrządowych wystąpień fanów kolejnych drużyn i ich generalnie prawicowych zapatrywań politycznych. Również tutaj dopatruję się bardziej nieszczęśliwego zbiegu okoliczności, który spowodował, że kibice dają się robić w przysłowiowego konia i wprowadzać w kanał walki z lewakami zamiast rządem. Na ironię zakrawa fakt, że mamienie to odbywa się przez zwolenników silnego, zamordystycznego państwa policyjnego więc zdecydowanie takiego, które nie sprzyja ruchowi kibicowskiego, a wręcz przeciwnie – zdecydowanie staje okoniem wobec praktykowanego przez nich stylu życia.

Kibice niestety dali się nabrać na błędne utożsamienie Koalicji 11 listopada z dominującym w Polsce porządkiem liberalnym z którym wielu uczestników blokad nie ma i nie chce mieć nic wspólnego. Wynika to z głównego błędu  popełnianego przez Koalicję w opinii niżej podpisanego, czyli nie akcentowania i niedostatecznego wykorzystywania socjalnego potencjału wielu grup działających w koalicji, które nie zwracają uwagi wyłączne na walkę z realnymi ugrupowaniami faszystowskimi, ale także z wszelkimi totalitarnymi rozwiązaniami politycznymi i ustrojowymi – od politycznych represji po skrajny wyzysk w miejscu pracy. W większości znanych przypadków to ruch robotniczy stanowił oś działalności antyfaszystowskiej z najbardziej spektakularnym przykładem bitwy o Cable Street w czasie której naprzeciwko 7000 faszystów stanęło ponad 300 000 robotników. Podobnego sukcesu nie da się powtórzyć nie wskazując na związki między zniewoleniem w miejscu pracy, niesprawiedliwością w miejscu zamieszkania, wzmacnianiem skrajnej prawicy i unoszącym się ponad nami wszystkimi cieniem policyjnych represji. Faszyzm niejedno ma imię, blokada za to potrafi przybrać najróżniejsze kształty.

Pare słów o krasnalach…

Od lat polska skrajna prawica mydli wszystkim oczy utrzymując, że „Polak faszysta“ to coś z definicji niemożliwego. A to niby dlatego, że Hitler napadł na Polskę, co czyni z każdego Polaka antyfaszystę, na wieki wieków amen. Pięknie by było, niestety nie jest.

Tak jak i w każdym innym kraju tak i w Polsce istniały i istnieją po dziś dzień środowiska i organizacje odwołujące się mniej lub bardziej jawnie do ideologii faszystowskich. Jednak dzięki propagowaniu owej prawdy ostatecznej, wszyscy rodzimi (krypto)faszyści przedstawiają się nam od lat jako polscy patrioci czy conajwyżej „radykalni narodowcy” – cokolwiek by się za tym, jakże niewinnym, określeniem, nie kryło. Notabene, rumuńscy faszyści przedstawiają się swojemu społeczeństwu jako rumuńscy patrioci, a niemieccy faszyści jako niemieccy patrioci. Nie będę podpowiadała jak przedstawiają się rosyjscy faszyści…

Na szczęście głupota ma to do siebie, że nawet kompletna odgórna dyscyplina, nakazująca trzymanie języka za zębami, jej nie zdławi. I tak, raz na jakiś czas, nasi „patrioci” sami pokazują, że jednak Polak jak najbardziej może być faszystą. Najnowsze na to dowody podsuneli nami sami działacze ONR. Oto ogłoszenie znalezione na ich oficjalnej stronie:

„Stowarzyszenie Obóz Narodowo-Radykalny Podhale zaprasza wszystkich chętnych na obóz sportowy (…), który odbędzie się 7-14 sierpnia 2011 r. w Białym Dunajcu. Seminarium poprowadzi Niko Puhakka. To jedna z najbarwniejszych postaci fińskiego MMA – zawodowy mistrz Europy MMA, zdobywca pasa KSW – a także wraz z całą grupą innych zawodników z tego kraju sympatyk ruchów nacjonalistycznych”.

Ciekawe, że żaden inny obóz polityczny w tym kraju nie mobilizuje swoich kadr na treningi z panem Puhakką…

Otóż Niko Puhakka jest zdeklarowanym faszystą i nigdy tego nie ukrywał. Identyfikuje się m.in. z jawnie faszystowską organizacją „Blood & Honour”, a swoje faszystowskie przekonania podkreślał zarówno w wypowiedziach jak i wytatuował je sobie na skórze. Wśród wielu tatuaży na jego ciele znajdziemy pokaźną ilość symboli jednoznacznie faszystowskich. Nasz „och jaki patriotyczny!” ONR, zapraszając na obóz sportowy z panem Puhakką, wie doskonale z kim ma doczynienia i dlaczego zależy im na wspólnym trenowaniu. Międzynarodowe kontakty w środowiskach faszystowskich odbywają się w dzisiejszych czasach coraz częściej na takiej właśnie płaszczyźnie. Członkowie ONR zapraszają na obóz sportowy z człowiekiem o poglądach tożsamych z ich własnymi poglądami. Mało tego – traktują go jak własnego idola! Innymi słowy: Polscy faszyści zapraszają fińskiego faszystę na wspólny obóz szkoleniowy!

Proszę bardzo, obijajcie się nawzajem. Wymieńcie faszystowskie pieszczoty w parterze. Ocierajcie się wytatuowanymi swastykami i runami, które tak rzadko ostatnio pokazujecie przed kamerami TV. Tylko nie wmawiajcie już nigdy więcej, że Polak nie może być faszystą. ONR to organizacja propagująca współczesne wcielenie faszyzmu. ONR może starać się fakt ten ukrywać ile chce, nazywać swoje brunatne przymarsze „Marszami Niepodległości”, opowiadać, że pozdrawia się „rzymskim pozdrowieniem” i zakazawyć swoim bojówkarzom wznosić antysemickie okrzyki (choć i tak ostatniego 11 listopada wrzeszczeli oni „Rudolf Hess!” atakując jedną z antyfaszystowskich blokad), a i tak nikt z odrobiną rozumu nie da się na tę maskaradę nabrać. Choćbyście się poprzebierali nawet za krasnale…

Lukrecja Sugar

za: lukrecjasugar.wordpress.com

W tekście pod tytułem „11 listopad wróćmy do tego tematu” opublikowanym na stronie Forum Żydów Polskich David Wildstein podjął bezpardonową próbę ataku na Porozumienie 11 listopada. Próba ta, w swojej treści i założeniach porównywalna była jedynie z poziomem wypowiedzi Janusza Korwina-Mikke, który w trakcie debaty na temat  tzw. Marszu Niepodległości usilnie przekonywał widzów Super Stacji, że demokracja to faszyzm . 

Przyczynkiem do krytyki Porozumienia 11 listopada oraz jej stanowiska m.in. wobec wszelkich form nacjonalizmu była analiza językowa oświadczenia zatytułowanego ”Nie ma złych i dobrych antyfaszystów”.  W swoim tekście Dawid Wildstein przytacza tezę profesor Hannah Arendt mówiącą, że niedookreślenie języka stanowi jeden z zabiegów reżimów totalitarnych. Celem tego zabiegu jest uzyskanie słowa o znaczeniu skrajnie pejoratywnym, którym określać można wszystkich przeciwników politycznych. 

O ile trudno nie zgodzić się z tezą Arendt, o tyle dalszy ciąg wywodu pana Wildsteina nie jest już tak oczywisty. Autor krytyki stara się bowiem za wszelką cenę udowodnić, iż takie celowe niedookreślenie języka występuje właśnie w oświadczeniu Porozumienia. Zdaniem Wildsteina określenia takie, jak faszyści, nacjonaliści, rasiści i neonaziści  pojawiając się w jednym tekście stają się ahistoryczne i zatracają swoje znaczenie tak, by mogły być wykorzystywane przeciw wszystkim wrogom politycznym autora stanowiska. Słowa te, jak zauważa zresztą sam analizujący pojawiają się jednak w zbitkach : 

Przez cały tekst przewijają się następujące zbitki słów „świętem sprzeciwu wobec faszyzmu i nacjonalizmu”; „Sprzeciwem wobec nacjonalizmu i faszyzmu”


co w sposób oczywisty dowodzi, że intencją autora nie było pozbawienie tych słów ich pierwotnego znaczenia i ujednolicenie ich semantyki  (chyba, że przyjmiemy iż autor oświadczenia ma problem z wyrażaniem swej myśli w piśmie i na każdym kroku dopuszcza się zwyczajnych powtórzeń). Na podstawie tych właśnie „zbitków” każdy nie owładnięty manią prześladowczą czytelnik bez trudu zorientuje się, że autor przy pomocy tych słów charakteryzuje organizatorów i przeważającą część uczestników Marszu Niepodległości wykorzystując właśnie prawdziwe znaczenie tych określeń. I tak na przykład faszystami nazwani zostają m.in. członkowie Młodzieży Wszechpolskiej, na spotkaniu których Wojciech Wierzejski wychwalał podporządkowanie członków stowarzyszenia wobec jego lidera, a struktury demokratyczne wewnątrz partii politycznych nazwał masonerią .

Błędne wnioskowanie autora krytyki idzie jednak dalej i skutkuje uznaniem porozumienia za organizację skrajnie radykalną i opierająca swe działania na koncepcji „totalnej wojny społecznej”:

Drugą konsekwencją przyjęcia takiego języka jest szerokość zamierzeń. Najlepiej wyraża go poniższy przerażający cytat (zważywszy, że wydrukowany w najbardziej opiniotwórczej gazecie „liberalnej”.) „Takie właśnie zamiatanie problemu pod dywan najbardziej nas przeraża. Skoro poprzebierali się w garnitury i publicznie krzyczą tylko to, co politycznie się im opłaca - a co bardziej antysemickie, rasistowskie kawałki w domu po kryjomu - to okazuje się, że „problem jest rozwiązany”.” Polityczne hasła oparte na tak radykalnej polisemiczności są też totalne w swoich zamierzeniach. (...) Porozumienie 11 Listopada ogarnia całą rzeczywistość poprzez swoją dystynkcje - przyjaciel i wróg egzystencjalny. Wizja wiecznej i totalnej wojny społecznej, przypominającej koncepcje Lenina, jest tym bardziej przerażająca, że wrogiem, którego należy zniszczyć, może być każdy, dzięki wspomnianej pustce pojęć.


Przytoczone wyżej fragmenty stanowią równocześnie  dowód na kolejny błąd popełniony w trakcie analizy oświadczenia przez Dawida Wildsteina. Błędem tym jest oczywiście nadinterpretacja przenośni „w domu po kryjomu”. Błąd ten wynika prawdopodobnie z faktu przeprowadzenia analizy tekstu w oderwaniu od okoliczności jego powstania, a co za tym idzie  najbardziej oczywistych intencji jego autora. Krytykowane oświadczenie powstało w sytuacji, w której organizatorzy „Marszu Niepodległości” (znani m.in. z pozdrawiania się gestem Sieg Heil) próbowali przedstawiać się publicznie jako patrioci atakowani przez „lewackie bojówki”, a metafora „w domu po kryjomu” miała na celu jedynie zobrazowanie tej kuriozalnej sytuacji.

Pomijając fakt rażącej nadinterpretacji oświadczenia Porozumienia 11 listopada moje zaniepokojenie wzbudziła próba zmiany semantyki słowa „nacjonalizm” podjęta przez autora tekstu   „11 listopad wróćmy do tego tematu”. W tekście pana Wildsteina pada bowiem sformułowanie:

Nie należy stosować określenia nacjonalizm jako pejoratywnego. Nacjonalizm nie musi mieć nic wspólnego z rasizmem. Nacjonalistami byli rewolucjoniści francuscy, istniał nacjonalizm komunistyczny, ruchy nacjonalistyczne Ameryki Łacińskiej doprowadziły do zniesienia niewolnictwa.


W tym miejscu autor świadomie lub nie sam dopuścił manipulacji znaczeniem słowa „nacjonalizm”.  Odwołując się bezpośrednio do tradycji Wielkiej Rewolucji Francuskiej Wildstein pominął w zupełności wieki XIX i XX. W wiekach tych nastąpił bowiem rozwój koncepcji nacjonalizmu przez osoby pokroju Houstona Stewarta Chamberlaina, a skutek tych działań w postaci dwóch globalnych konfliktów bezpowrotnie zmienił znaczenie słowa „nacjonalizm”. Zatrważającym jest również fakt, że autor cytowanego fragmentu za niepejoratywny uznaje nacjonalizm komunistyczny stanowiący koncepcję państwa, na której swój reżim oparł m.in. Pol Pot. 

W kontekście tak wyidealizowanego znaczenia słowa „nacjonalizm” nie dziwi fakt, że pan Dawid Wildstein nie potrafił odnaleźć związku między sprzeciwem wobec marszu nacjonalistów głoszących hasła faszystowskie, szowinistyczne, czy rasistowskie ze sprzeciwem wobec polityki władz państwa, stosujących politykę apartheidu względem ludności palestyńskiej. 

W przeciwieństwie do autora tekstu, który wzbudził mój głęboki sprzeciw w swojej analizie, nie zawrę arbitralnych wniosków co do celu, w jakim powstała jego praca. Uważam, że rozstrzyganie, czy tekst pod tytułem „11 listopad wróćmy do tego tematu” był atakiem spowodowanym strachem wynikającym z nadinterpretacji stanowiska Porozumienia 11 Listopada, czy też świadomą próbą oczernienia członków porozumienia za to, że odważyli się skrytykować politykę władz Izraela, byłoby nieuprawnione i krzywdzące wobec jego autora.